Kiedy Ali w końcu wyszła do łazienki, by się umyć, Marek pozostał sam w kuchni, trzymając talizman w dłoni. Obracał go, przyglądając się każdemu detalowi – tym krzywym, zmysłowym linii, które przypominały kobiece ciało, tym dwóm rubinom, które lśniły nawet w słabym świetle popołudnia. Czuł, jak coś w nim drga, jakby talizman miał własne tętno, jakby był żywy.
Co jeszcze potrafisz? – pomyślał, a w jego głowie natychmiast pojawił się obraz.
Nie Ali tym razem.
Monika.
Ich sąsiadka z naprzeciwka. Wysoka, szczupła, z długimi, czarnymi włosami, które zawsze nosiła upięte w koński ogon, i tymi zielonymi oczami, które patrzyły na niego zawsze z lekkim uśmieszkiem, jakby znała jakąś tajemnicę. Zawsze ubrana w obcisłe legginsy i krótkie topy, które podkreślały jej pełne piersi i płaski brzuch. Marek nie raz łapał się na tym, że patrzy za nią, kiedy schylała się po listy lub wychodziła pobiegać rano, jej biust podskakując w rytm kroków.
A teraz, kiedy myślał o niej, trzymając talizman, poczuł to samo mrowienie w głowie, ten sam ucisk za oczami. Obraz Moniki stał się ostrzejszy – widział ją klęczącą przed sobą, jej pełne usta otwarte, jej język wysunięty, gotowy, by go przyjąć. Widział, jak jej dłonie ściskają jego pośladki, jak jej zielone oczy patrzą na niego z głodu, kiedy powoli wsuwa się między jej wargi, aż czuje, jak jej gardło zaciska się na jego czubku.
Jego kutas natychmiast zareagował, twardniejąc w spodniach, a Marek poczuł, jak krew pulsuje mu w żyłach. Co by było, gdyby…?
W tym momencie usłyszał pukanie do drzwi.
Szybko schował talizman do kieszeni, starając się opanować oddech. Kiedy otworzył drzwi, stanęła przed nim Monika, ubrana w krótkie szorty i obcisły top bez stanika, jej sutki rysowały się wyraźnie przez cienki materiał. Na jej twarzy malował się lekki rumieniec, a jej zielone oczy błyszczały.
– Cześć, Marek – powiedziała, uśmiechając się nieśmiało. – Przepraszam, że przeszkadzam, ale… widziałam, że remontujecie, i pomyślałam, że może potrzebujecie pomocy. Wiesz, z jakimiś drobnostkami.
Marek spojrzał na nią, a potem na jej usta – pełne, różowe, lekko wilgotne, jakby właśnie je polizała. Pamiętał, jak wiele razy wyobrażał sobie, jak by to było, gdyby je pocałował. A teraz, z talizmanem w kieszeni, wiedział, że może to zrobić. Wystarczy pomyśleć.
– Monika… – zaczął, jego głos był ochrypły. – Wiesz, że zawsze możesz do nas przyjść.
Ona uśmiechnęła się szerzej, a potem, jakby nagle straciła równowagę, zachwiała się lekko i oparła dłonią o jego klatkę piersiową. Jej palce były gorące, prawie parzące.
– Marek… – wyszeptała, a jej głos brzmiał dziwnie, jakby była gdzieś daleko, a jednocześnie tuż obok. – Marek, ja… ja chcę cię poczuć.
Marek nie musiał już nic mówić. Jej dłoń zsunęła się niżej, przesuwając po jego brzuchu, aż dotknęła wyraźnego zarysu jego kutasa przez spodnie. Jej oddech przyspieszył, a jej źrenice rozszerzyły się, jakby była w transie.
– Monika, wejdź – powiedział, cofając się o krok, by zrobić jej miejsce.
Ona nie wahała się ani chwili. Wszedł za nią do środka, zamknął drzwi i przyparł ją do ściany, jego usta znów znalazły się na jej szyi, ssąc, gryząc, podczas gdy jej ręce szarpały jego koszulę, rozrywając guziki. Jej skóra była gorąca, prawie gorętsza niż Ali, a jej zapach – słodki, kwiatowy, z nutą potu – wypełniał mu nozdrza, sprawiając, że jego głowa kręciła mu się z pożądania.
– Marek, proszę… – jęknęła, kiedy jego dłoń wślizgnęła się pod jej top, ściskając jej pierś, palcem drapiąc twardy sutek. – Proszę, nie przestawaj.
Nie zamierzał.
potem, a między nogami ciekła mieszanina ich soków. Powoli opuściła nogi, stanęła na chwiejnych nogach i spojrzała na niego z uśmiechem, który był jednocześnie zmęczony i zadowolony.
– Marek… – wyszeptała, przesuwając palcem po jego wargach. – To było… niesamowite.
Marek spojrzał na nią, a potem na talizman, który wciąż trzymał zaciśnięty w dłoni. Wiedział, że to dopiero początek. Wiedział, że teraz, kiedy odkrył moc tego przedmiotu, nie będzie mógł się powstrzymać.
– Monika – powiedział, wstając i całując ją lekko w usta. – Musisz iść. Ali zaraz wróci.
Monika skinęła głową, szybko ubierając się, jej ruchy były nieco niezgrabne, jakby wciąż była odurzona pożądaniem. Kiedy była już gotowa, Marek otworzył drzwi, sprawdzając, czy na zewnątrz nikogo nie ma. Korytarz był pusty.
– Marek… – zaczęła, ale on położył jej palec na ustach.
– Nie teraz – powiedział. – Ale wkrótce.
Ona uśmiechnęła się, a potem wyszła, cicho zamykając za sobą drzwi. Marek pozostał sam, trzymając talizman w dłoni, czując, jak jego kutas znów zaczyna twardnieć na myśl o tym, co jeszcze może zrobić.
To dopiero początek – pomyślał, uśmiechając się złośliwie. – I nikt mnie nie powstrzyma.
Leave a Reply