Julia wróciła do mieszkania o 19:32.
Drzwi otworzyły się cicho, ale stukot jej szpilek na korytarzu brzmiał jak wyrok. Mateusz wciąż w klatce, nagi, siedzący na podłodze w salonie z kolanami pod brodą, drgnął na sam dźwięk. Cały dzień minął mu na czekaniu, drżeniu, pulsowaniu w jądrach, na myślach, które krążyły tylko wokół niej.
Weszła do salonu z dużymi torbami z second-handu i małą czarną kosmetyczką. Postawiła ją na stole, zdjęła płaszcz, rzuciła go niedbale na kanapę. Miała na sobie tę samą czarną garsonkę co rano, ale teraz wyglądała na jeszcze bardziej władczą. Może to przez ten lekki rumieniec na policzkach, może przez błysk w oku.
Spojrzała na niego z góry.
– Wstań, braciszku.
Wstał chwiejnie. Klatka bolała przy każdym ruchu.
Julia podeszła blisko, złapała go za podbródek i uniosła twarz.
– Mam dla ciebie niespodziankę – powiedziała cicho, prawie czule. – Od dzisiaj Mateusz znika. Zostaje tylko moja mała siostrzyczka. Na zawsze, kiedy jesteśmy w domu. Na zewnątrz… też będziesz moją siostrą. Nie wychodzisz sama z mieszkania. Nigdy. Tylko ze mną. Zrozumiałaś?
Przełknął ślinę.
– Tak… siostro.
– Od tej pory nazywasz się Matylda. Powiedz to.
– Jestem… Matylda.
– Głośniej!
– Jestem Matylda.
Uśmiechnęła się drapieżnie, ale z dziwną dumą.
– Dobra dziewczynka. A teraz idziemy do łazienki. Czas na przygotowanie.
Zaprowadziła go na czworakach. W łazience już czekało wszystko: maszynka, pianka do golenia, krem depilacyjny z alosem, lusterko powiększające, nowa gąbka.
– Siadaj na brzegu wanny. Nogi szeroko. Klatka zostaje, żebyś cały czas pamiętała, kto decyduje o twoim orgaźmie.
Julia ogoliła mu klatkę piersiową, brzuch, pachy. Potem kazała mu wstać i rozstawić nogi maksymalnie. Nałożyła krem depilacyjny na uda, pośladki, krocze, jądra, pośladki. Czekali w ciszy osiem minut. Potem zmywała krem wilgotnym ręcznikiem, powoli i metodycznie. Skóra została gładka, różowa, piekła lekko przy każdym dotyku.
– Moja siostrzyczka musi być idealnie gładka – szepnęła, przesuwając palcem po jego kroczu. – Żadnego włosa. Nigdy więcej.
Następnie makijaż. Posadziła go na taborecie przed lustrem. Sama usiadła okrakiem na jego kolanach, twarzą do niego, żeby mieć pełną kontrolę. Najpierw baza i korektor. Potem podkład, jasny i matowy. Róż na policzki, konturowanie, żeby twarz wyglądała miękko i kobieco. Brwi – kredka, łuk idealny. Cienie – smoky eyes, ciemny brąz przechodzi w czerń. Eyeliner – ostra kreska. Rzęsy – tusz i doczepiane kępki na zewnętrznym kąciku. Usta – konturówka, potem matowa szminka w głębokim wiśniowym odcieniu, na koniec błyszczyk z drobinkami.
Julia cofnęła się, spojrzała w lustro.
– Patrz na siebie, Matyldo.
Matylda spojrzała. Z odbicia patrzyła na nią dziewczyna – delikatna, z dużymi oczami podkreślonymi czernią, pełnymi ustami, rumieńcami. Bez peruki jeszcze, ale już nie był to on.
– Piękna – powiedziała Julia. – Moja własna laleczka.
Teraz ubrania. Z pierwszej torby wyciągnęła: czarne matowe rajstopy 15 den z koronkowym szerokim pasem, bordową mini-sukienkę z długim rękawem, głęboki dekolt, wszyty push-up, czerwone stringi z cekinami z przodu, czarny koronkowy pas do pończoch, czarne szpilki 9 cm, cienki czarny płaszczyk na wierzch.
Ubierała ją powoli. Najpierw stringi, wsunęła je, poprawiła, żeby wrzynały się między pośladki i lekko uciskały klatkę. Potem rajstopy, naciągała je dłońmi po udach, gładząc skórę. Sukienka – zapięła suwak z tyłu, poprawiła dekolt, żeby “piersi” wyglądały idealnie. Pas – zapięła go na biodrach. Szpilki – pomogła jej włożyć, trzymając za kostki.
Matylda stanęła przed dużym lustrem w przedpokoju. Nogi drżały na obcasach. Klatka uciskała przy każdym oddechu. Rajstopy szeleściły cicho.
Julia stanęła za nią, przycisnęła się piersiami do jej pleców, objęła w talii.
– Od dzisiaj wychodzisz tylko tak – szepnęła do ucha. – Albo w tym, co ja wybiorę. Żadnych spodni. Żadnych “ale jestem zmęczona”. Jesteś moją siostrą. Moją małą, posłuszną, seksowną siostrą.
Na koniec peruka. Ciemny blond, miękkie fale do ramion. Julia poprawiła jej grzywkę.
Jeszcze jeden detal. Wyjęła mały srebrny kolczyk z serduszkiem i krótki łańcuszkiem. Przekłuła lewe ucho, szybko bez uprzedzenia. Matylda syknęła, ale nie drgnęła.
– To znak własności – powiedziała Julia, zapinając kolczyk. – Żeby każdy wiedział, że należysz do mnie.
Wzięła ją za rękę.
– Idziemy. Kolacja na mieście. Będziesz szła obok mnie, trzymając mnie pod rękę. Jak ktoś zapyta, powiesz: “To moja starsza siostra Julia”. I będziesz się uśmiechać. Grzecznie. Słodko. Jak dobra dziewczynka.
Matylda przełknęła ślinę. Serce waliło jej jak oszalałe.
– Tak, siostro…
Julia otworzyła drzwi mieszkania. Na klatce schodowej panowała cisza. Matylda zrobiła pierwszy krok w obcasach, niepewny, ale prawdziwy.
Julia ścisnęła jej dłoń mocniej.
– Dobra siostrzyczka.
I wyszły. Razem. Siostra i siostrzyczka.
CDN…
Leave a Reply