Pierwszy raz jako pies cz.6

Po zaledwie kilku minutach nie potrafiłem sklecić w głowie żadnej sensownej myśli. Wszystko skupiało się wokół wibracji korka analnego i usilnych prób zachowania ciszy. Nie do końca mi się to udawało, czego dowodem były czerwone pręgi na moich udach i klatce piersiowej.

Straciłem poczucie czasu, jak dla mnie mogło minąć kilkanaście godzin lub dni, a nawet cała wieczność, ale Pani nie dawała mi zapomnieć .

– Minęło niecałe piętnaście minut psie, zachowuj się – warknęła, pozostawiając kolejny ślad szpicrutą. – Im bardziej będziesz mi przeszkadzał, tym więcej czasu tutaj spędzę i tym dłuższa będzie twoja kara. – Chwyciła mnie za podbródek i szarpnięciem uniosła moją twarz do góry. – Uwierz mi, nie chcesz mnie bardziej rozgniewać.

Starałem się, naprawdę się kurwa starałem. Ale po dwóch tygodniach odmowy, drażnienia i ostatnim zrujnowanym orgazmie popadałem w obłęd. Pod koniec pierwszej godziny kary, pochlipywałem cicho, klęcząc u stóp mojej Pani. Na szczęście okazała mi litość i nie oberwałem za płacz.

Kiedy z komputera zaczęły wydobywać się upojne jęki rozkoszy, myślałem że zwariuję. Kątem oka zauważyłem jak Pani rozchyla nogi i sięga dłonią do swojego krocza. Po chwili jej westchnienia przyjemności dołączyły do zabójczej mieszanki dźwięków.

Ostatnimi resztkami samokontroli powstrzymywałem się przed tym, żeby się nie dotknąć. Nie żebym mógł, mój penis był bezpieczny w zamkniętej, metalowej klatce. Wbiłem paznokcie we wnętrza dłoni, myśląc że to mój koniec. Że dłużej nie wytrzymam.

Szarpnięcie za smycz wyrwało mnie z pesymistycznych myśli. Pani chciwie przyciągnęła moją twarz do swojej cipki. Była mokra, jej ostry zapach od razu dotarł do mojego nosa, przez co nie mogłem powstrzymać się od jęknięcia.

– Przydaj się na coś – mruknęła, pogrążona we własnej przyjemności, ocierając się o moją twarz.

Nie musiała powtarzać. Otrząsając się z chwilowego szoku, od razu wziąłem się do roboty. Zassałem usta na jej łechtaczce, żarliwie ją liżąc i trącając językiem. Nie musiałem być delikatny, nie tego ode mnie oczekiwała. Nie tylko moja Pani nauczyła się odczytywać sygnały z mojego ciała, ja również potrafiłem wyczuć, co sprawiało jej w danym momencie największą przyjemność.

Czułem jej wilgoć na policzkach, spływającą mi po brodzie. Nie chciałem sobie nawet wyobrażać, jak musiałem wyglądać w takim stanie. Zamknięty, na kolanach, sprawiając jej przyjemność, jakby była całym moim światem.

Na filmie, który oglądała, jakiś mężczyzna doszedł z gardłowym warknięciem. Zazdrość jaką wtedy poczułem, była nie do opisania. Nauczyłem się jednak na swoich poprzednich błędach i nie dałem podnieceniu przejąć kontroli. Miałem zamiar robić mojej Pani najlepszą minetkę, na jaką było mnie stać, aż straci mną zainteresowanie lub zabraknie mi tchu.

Przejeżdżałem językiem po mokrych wargach, spijając każdą kroplę. Wargami drażniłem każdy skrawek skóry, na jaki mogłem się natknąć. Nie miałem za wiele pola do popisu, Pani mocno trzymała moją głowę między swoimi nogami, zaciskając na niej uda i nie dając mi się odsunąć nawet na milimetr.

Po paru minutach jej jęki stawały się coraz głośniejsze i wyższe, wiedziałem że zbliża się do orgazmu. Brakowało mi tlenu i kręciło mi się w głowie, ale miałem zadanie do wykonania. Ponownie skupiłem się na jej łechtaczce, wiedząc jak wrażliwa była. Dochodząc, Pani boleśnie pociągnęła za moje włosy, ale nie oderwałem się od jej cipki, przedłużając jej przyjemność.

Kiedy mnie puściła, spojrzałem na nią z dołu z zachwytem. Spełniona, wyglądała jak bogini. Z komputera dochodziły głośne dźwięki rozkoszy, ale moja cała uwaga była skupiona na niej. Oparłem policzek o jej udo, składając na jej skórze drobne pocałunki. Nie potrzebowała dużo czasu, aby dojść do siebie.

Odepchnęła moją twarz, więc posłusznie przybrałem odpowiednią pozycję. Krzyknąłem, kiedy wibracje w tyłku wskoczyły na nowy poziom, chyba najwyższy z dostępnych. Zwinąłem dłonie w pięści, ledwo się kontrolując. Drżałem na całym ciele, dysząc jak pies.

Po około trzech sekundach wibracje całkowicie ustały, dając mi szansę na złapanie oddechu i opanowanie zszarganych nerwów. Łzy pociekły mi po policzkach. Naiwnie myślałem, że to koniec. Nie zdążyłem nawet policzyć do dziesięciu, kiedy korek wrócił do życia na ten okrutny, bezlitosny poziom. I przestał. Z przerażeniem wypisanym na twarzy czekałem na następny raz.

– Zostań. I nie dojdź – rzuciła Pani, wychodząc z pokoju. Nawet nie zarejestrowałem, kiedy wstała z fotela.

Zajęczałem przeciągle, nie mogąc się kontrolować przez potężne wibracje. Mój penis podskakiwał w klatce za każdym razem, wypełniając ją jeszcze szczelniej, o ile to w ogóle możliwe. Straciłem poczucie czasu i to, co było zapewne paroma minutami, mi mijało jak wieczność.

Oddychałem przez zaciśnięte zęby, w myślach błagając o koniec. Paradoksalnie byłem wdzięczny mojej Pani za to, że tak krótko mnie trzyma i wyznacza solidne kary. Tylko dzięki temu mogę się nauczyć, jak stać się jej grzecznym, posłusznym psem. Zabawką, która nie myśli o własnej przyjemności.

Odgłos szpilek na korytarzu przywrócił mnie do teraźniejszości. W tym samym momencie, kiedy weszła do środka, butt plug zaczął swoją krótką torturę. Krzyknąłem, napinając całe ciało. Czułem jak pot spływa mi po czole. W krótkiej przerwie upomniałem się, żeby trzymać wzrok na podłodze przed między moimi nogami. Nie byłem godny patrzenia na swoją Panią.

Z głośno bijącym sercem czekałem na wibracje, które nie nadeszły. Odetchnąłem z ulgą, wiedząc że teraz, to już na pewno koniec. Cóż… koniec tej części kary.

Gwałtowne szarpnięcie za smycz sprawiło, że uniosłem wzrok. Widok mojej Pani zaparł mi dech w piersi. Założyła seksowną, czarną bieliznę, przez którą zawsze traciłem głowę. Wąski trójkącik satynowego materiału zasłaniał jej gładką cipkę, paski materiału oplatały jej biodra, pozostawiając jak najwięcej skóry na widoku. Biustonosz ledwie zakrywał sutki, ściskając jej piersi razem i torturując mnie tym widokiem. Na nogach oczywiście wysokie szpilki z czerwoną podeszwą. Chłonąłem ten widok, pożerając ją wzrokiem. Wyglądała tak władczo, że moja uległa natura chciała zrobić wszystko, aby ją zadowolić.

Uderzyła mnie otwartą dłonią w twarz, przywracając do porządku.

– Nie ubrałam się tak dla ciebie, psie. – Nawet jej głos ociekał złością i podnieceniem, zabójcza mieszanka. – Noga.

Trzymała mnie krótko na smyczy, kiedy na czworaka szedłem obok niej. Utrzymywała szybkie tempo, przez co ledwo nadążałem. Kolana paliły mnie od długiego klęczenia, ale nie odważyłem się narzekać.

Przeszliśmy do pokoju zabaw i z trudem przełknąłem ślinę. Serce głośno waliło mi w klatce piersiowej, w oczekiwaniu na to, co mnie spotka. Jedno szarpnięcie za smycz wystarczyło, żebym poderwał się z podłogi i ze spuszczoną głową stanął na nogach. Zasyczałem na ból mięśni, jaki temu towarzyszył.

Pani zapięła mi ciężkie, skórzane kajdanki na nadgarstkach i za pomocą łańcucha, który je łączył, zawiesiła mnie na odpowiadającej jej wysokości. Stałem na palcach i od razu wiedziałem, że długo tak nie wytrzymam. Pani jednak miała inny plan w głowie.

Założyła mi pętle zrobione z wytrzymałych, skórzanych pasów na uda i skomplikowanym mechanizmem większej ilości lin przyczepionych do sufitu, uniosła całe moje ciało w powietrze. Wisiałem około metr nad ziemią, główny ciężar opierał się na pasach umieszczonych na moich udach oraz rękach nad moją głową. Pani obeszła mnie dookoła, sprawdzając czy wszystko trzyma się jak powinno. Zadowolona z rezultatów, przejechała paznokciami po mojej klatce piersiowej, zostawiając lekko różowe ślady.

Zorientowałem się, że byłem całkowicie bezbronny. Nie była to nowość, moja właścicielka była doświadczona w technice bondage i często wiązała mnie tak, abym miał ograniczone pole ruchu. Ale tym razem naprawdę nie miałem jak się zasłonić czy uciec przed jej wyrafinowanymi sposobami na karę.

Wiedziałem, że mam przejebane, kiedy wyciągnęła gruby pas i złożyła go przez pół. Nienawidziłem go, zostawiał palące uczucie na przynajmniej kilka dni. Nie przerywał skóry i był bezpieczny przy większej ilości uderzeń. Pani używała go tylko przy moich największych przewinieniach, często sprzedając solidne trzydzieści razy na moje pośladki.

– Bardzo mnie zawiodłeś, piesku – powiedziała, stając za moimi plecami. Nie widziałem co robiła, co tylko bardziej mnie przerażało. Mogła zacząć w każdej chwili, kiedy nie byłem jeszcze na to przygotowany. – Jak myślisz, ile razy powinno załatwić sprawę?

Z zaciśniętym gardłem oczekiwałem, jaki wyda werdykt, ale tym razem faktycznie chciała usłyszeć moją odpowiedź. Smagnęła mnie końcówką pasa po udzie, na co jęknąłem cicho.

– Zadałam pytanie. Lepiej przemyśl swoją odpowiedź.

– Cz-czterdzieści, Pani? – odparłem słabo. Ostatnim razem ledwo zniosłem trzydzieści, ale gdybym podał za niską liczbę, Pani nie byłaby usatysfakcjonowana i ukarałaby mnie również za to.

– Hmm… Trochę mało, zdecydowanie jesteś w stanie znieść więcej. – Wstrzymałem oddech, przerażony jej następnymi słowami. – Pięćdziesiąt. Będziesz miał kilka dni na odpoczynek i regenerację.

– Pani, pr-aaała! – wykrzyknąłem, kiedy mnie uderzyła, wkładając w to chyba całą swoją siłę.

– Mówiłam ci, że błaganie nic ci nie da. – Kolejny raz spadł na mój tyłek, na szczęście nie tak bolesny jak poprzedni. – Licz. Albo nigdy stąd nie wyjdziemy.

– Raz. – Skierowała swoją uwagę na drugi pośladek, za co byłem jej odrobinę wdzięczny. Gdyby maltretowała cały czas to samo miejsce, złamałbym się po zaledwie kilku razach. – Dwa. Aah! Trzy!

Nie powstrzymywałem krzyków, jęków czy łez, które spływały mi po policzkach. Kiedy wyrywałem się za bardzo, wprawiałem huśtawkę w kołysanie i Pani miała świetną zabawę z celowania do ruchomego celu.

Z zaciśniętymi oczami oczekiwałem każdego następnego ciosu. Gdy szesnasnty nie nadszedł, z trwogą je uchyliłem. Pośladki mnie paliły, ale nie było najgorzej. Poczułem, że może uda mi się wytrwać moją zasłużoną karę.

Wtedy Pani pojawiła się w zasięgu mojego wzroku… z zaciskami na sutki w ręku. Zaskomlałem cicho, ale nie odezwałem się. To nic nie da, miała nade mną pełną kontrolę i dopóki nie przekroczy moich granic, zamierzałem pozwolić jej zrobić ze mną co tylko będzie chciała.

Z zabójczym uśmiechem trącała moje brodawki metalowym zaciskiem. Jak na rozkaz, stanęły na baczność, okazując pełną gotowość na zasłużoną karę. Syknąłem, kiedy ból przeszył mój lewy sutek. Pociągnęła odrobinę za zacisk, wydobywając ze mnie jeszcze więcej żałosnych dźwięków.

Nie miały ząbków na końcach, te były najgorsze i bardzo szybko przekraczały moją granicę bólu. Pani najwidoczniej chciała pobawić się mną trochę dłużej, nie doprowadzając mnie od razu do takiego poziomu dyskomfortu. Pomimo braku ząbków, nadal bolały jak cholera.

Brałem krótkie oddechy przez zaciśnięte zęby, kiedy oba znalazły się na moim ciele. Jak przez mgłę zobaczyłem, że Pani przybliża się do moich ust, składając na nich leciutki pocałunek. Słaby jęk wyrwał się z mojej piersi. Wargi Pani szybko go zagłuszyły, przywierając do moich w dłuższym, o wiele namiętniejszym pocałunku.

Zadrżałem, czując jak pomimo bólu pośladków i torturowanych brodawek, mój kutas twardnieje w swoim metalowym więzieniu. Poruszyłem się niespokojnie w więzach, żarliwie całując moją właścicielkę, pozwalając jej przejąć kontrole w tańcu naszych języków.

Oderwała się od moich ust po dłuższej chwili. Nie marnując czasu, przeszła na moją szyję, zasysając skórę i robiąc mi malinki. Oznaczała mnie jako swoją własność, jakby klatka i czerwone pręgi na pośladkach jej nie wystarczały. Z delikatnością chwyciła mojego penisa, pomimo ciasnych metalowych obręczy czułem ciepło jej dłoni. Przejechała po nim w górę i dół, mrucząc przy mojej skórze.

Domyśliłem się, co robiła. Zamierzała doprowadzić mnie do szału nie tylko bólem, ale i podnieceniem. Nie musiała się za bardzo starać, miałem wrażenie że mój kutas cały czas napiera na klatkę, próbując się z niej wydostać. Pragnąłem naprawdę ją poczuć, ale przez klatkę nie było mi to dane. Moja frustracja z tego powodu sięgnęła zenitu, kiedy zjechała pocałunkami niżej, klękając przede mną.

Ciężko dysząc, spojrzałem w dół. To był błąd. Wyglądała zabójczo. Mimo że była na kolanach i patrzyłem na nią z góry, nie było wątpliwości kto tu ma władzę. W jej oczach było widać ogień dominacji i uwielbienie tego, jak się ze mną bawi. Jak pozwalam, żeby się ze mną bawiła, dręczyła i wykorzystywała do woli.

Soczyście pocałowała główkę schowaną za metalowymi prętami. Zlizała zbierający się preejakulat, patrząc mi prosto w oczy. Oblizała wargi i zamruczała, jakby to było najlepsze, czego w życiu spróbowała. Nie powstrzymywałem głośnych jęknięć, kiedy kontynuowała, językiem wwiercając się w otwory klatki, zostawiając na moim kutasie gęste nitki śliny, które powoli spływały w dół. Odchyliłem głowę do tyłu, modląc się o koniec kary.

Krzyknąłem, kiedy z siłą pstryknęła mnie w jądra. Byłem wrażliwy, obolały, na granicy rozumu. Powróciłem wzrokiem na Panią, domyślając się że tego oczekiwała. Patrzenie na nią, na to co ze mną robi, na mojego penisa ściśniętego w małej klatce było męczarnią. Zacisnąłem zęby, obiecując solennie w głowie, że nigdy więcej się jej nie sprzeciwię, wykonam każdy upadlający czy bolesny rozkaz bez zastanowienia. Będę oddanym uległym, niewolnikiem, którego myśli są w całości pochłonięte przez jego Panią.

Moja właścicielka musiała zobaczyć tę zmianę w moich oczach. Odeszła z pola mojego widzenia, stając centralnie za mną. Pogładziła palcami moje czerwone pośladki, na co gwałtownie zassałem powietrze.

Kontynuowałem liczenie bolesnych uderzeń, które bez chwili wytchnienia spadały na mój biedny tyłek. Nie mogłem nawet się za bardzo szarpać w mojej i tak ograniczonej pozycji, bo wtedy zaciski mocniej szarpały moje sutki, podskakując w rytm każdego, najmniejszego ruchu.

Nie przejmowałem się łzami, które zalewały mi twarz. Uparcie liczyłem na głos, płaczliwym tonem, marząc o końcu. Zwiesiłem głowę i skuliłem ramiona, kiedy nie miałem jak się zasłonić przed zasłużoną karą.

W mojej pokręconej logice pojawiła się odrobina zadowolenia z faktu, że Pani daje mi dokładnie to, na co zasłużyłem. Z zaciśniętymi zębami znosiłem narastający ból, uporczywe pieczenie, pilnując się, aby nie błagać o przerwę. Pani wyraźnie zaznaczyła, że nie miałem prawa do negocjacji i musiałem przecierpieć wcześniejszy brak posłuszeństwa.

Kiedy doszedłem do trzydziestu i myślałem, że za chwilę użyję hasła bezpieczeństwa, bo ból stawał się nieznośny i szybko zbliżał się do granicy mojej wytrzymałości, Pani zrobiła przerwę. Zaskomlałem, gdy położyła dłonie na moich palących pośladkach. W kontraście z moją rozgrzaną skórą, jej ręce wydawały się chłodne. Nie chciałem nawet myśleć o tym, co będę musiał znosić przez następne parę dni. Nie sądziłem, że jakkolwiek będę w stanie usiąść.

– Grzeczny chłopiec – Pani wyszeptała mi do ucha, przytulając się do moich pleców i gładząc mnie po włosach. – Dzielnie znosisz swoją karę. I zostało nam już niewiele do końca, prawda?

Pokiwałem bezsilnie głową. Byliśmy bliżej końca niż dalej, ale wciąż stała przed nami długa droga. Wyjątkowa bolesna, pragnę zauważyć. Rozruszałem spięte mięśnie ramion, na tyle ile mogłem, czekając aż Pani wyjawi, co jeszcze dla mnie przygotowała.

Stanęła przede mną i z zadziornym uśmiechem na ustach zeszła na kolana. Tym razem, zamiast bawić się moim przyrodzeniem zamkniętym w klatce, przypięła do moich bioder uprząż ze sztucznym gumowym kutasem. Objęła go dłonią, i patrząc mi prosto w oczy przytknęła usta do jego główki.

– Jest trochę większy niż twój – szepnęła, doskonale zdając sobie sprawę z przewagi, jaką nade mną miała.

Wystarczył jej drobny gest, kuszący tekst, a byłem cały jej, oddany, posłuszny i uległy. Oddychałem ciężko, bo sam widok mojej właścicielki na kolanach przede mną był cholernie podniecający, ale świadomość, że bawi się sztucznym penisem, podczas gdy mój jest centymetry obok… Gdybym nie był dobrze związany, nie usiedziałbym w miejscu.

– Może powinnam tak częściej robić – mruknęła, przejeżdżając językiem po całej długości, na koniec oplatając żołądź ustami i zasysając ją lekko. – Dzięki temu, nigdy nie musiałabym cię wypuszczać, żeby cię wypieprzyć.

Spojrzałem na nią przerażony, bo z wyrazu jej twarzy nie byłem w stanie się domyślić, czy żartuje, czy faktycznie planuje tak zrobić. Przeszła mnie fala grozy, gdy sobie uświadomiłem, że absolutnie bym jej na to pozwolił. Zrobiłbym wszystko, żeby móc dalej jej służyć.

– Właśnie tak piesku, oddaj mi się cały. Wiesz, że mam nad tobą totalną kontrolę i nie możesz nic z tym zrobić. Dlatego nie powinieneś mi się sprzeciwiać. Bo nie chcesz. Bo wolisz być posłuszny i wykonywać moje polecenia bez wahania, bez myślenia. Tylko po to, żeby zaspokoić swoją Panią – mówiła dalej, poruszając dłonią po sztucznym członku, do którego przyklejone były moje oczy. – Podoba ci się ten widok? Może marzysz o tym, żebym ci teraz obciągnęła? Chciałbyś tego?

Bezwiednie pokiwałem głową, przełykając ciężko ślinę. Kurwa, byłem tak nabuzowany, że myślałem, że dojdę nawet w tej przeklętej klatce, jeśli dalej będzie mnie tak drażnić. Pani uśmiechnęła się tylko szerzej i wstała, sunąc dłońmi po moim ciele.

– Mówiłam ci już kiedyś, że niegrzeczni chłopcy, nie dostają tego, czego chcą – powiedziała z dozą słodyczy w głosie i zerwała zaciski z moich brodawek.

Krzyknąłem, czując jak krew powraca do tych ściśniętych punktów i na nowo je wypełnia. Fale bólu przechodziły przez moją całą klatkę piersiową, wzmagane tym, że Pani rolowała sutki między palcami, ciągnęła za nie i wykręcała. Wiłem się pod jej okrutnym dotykiem, nie dowierzając, że może być taką sadystką.

Jednocześnie kochałem każdą sekundę.

Nigdy nie uważałem się za fanatyka bólu, ale było w nim coś wyzwalającego. A może chodziło o samą bezradność, całkowite oddanie kontroli i świadomość, że jestem karany? Zawisłem bezwładnie w uprzęży, poddając się temu uczuciu. Owinęło się wokół mojej świadomości, spychając wszelkie myśli na dalszy plan.

Pani wplotła palce w moje włosy, unosząc odrobinę moją głowę.

– Znasz hasła, masz ich użyć, jeśli będzie dla ciebie za dużo – powiedziała surowo, ale wychwyciłem nutę troski w jej głosie.

Spojrzałem na nią błagalnym wzrokiem spod przymrużonych powiek. Pani bez problemu odczytała z mojej twarzy to, czego potrzebowałem. Wahała się przez sekundę, a potem z wyjątkową delikatnością mnie pocałowała. Jej miękkie usta pozostawiły mrowienie na moich wargach. Niedosyt i ochotę na więcej szybko jednak przyćmiły inne doznania.

Wrzasnąłem, kiedy ostatnia seria uderzeń spadała raz po raz na mój biedny tyłek, plecy i uda. Byłem ogromnie wdzięczny, że Pani nie ograniczała się do jednego miejsca i nie zwróciła mi uwagi za przerwanie liczenia. Nie miałem już na to siły.

Skupiłem się wyłącznie na bólu atakującym mnie od tyłu. Z każdym kolejnym trzaskiem pasa myślałem, że już nie wytrzymam, a mimo to nie przerywałem. Zagryzłem wargę do krwi, po części tłumiąc gwałtowny szloch wyrywający się z mojego gardła.

Jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze…

Sama końcówka zlała mi się w jedność. Jasność nagle rozbłysła w mojej głowie, zapomniałem gdzie jestem, dlaczego i co tak właściwie się ze mną dzieje. Ból przejął nade mną kontrolę, krańce pola widzenia pociemniały, gardło zacisnęło się samoczynnie, w połowie przerywając mój nieludzki krzyk, jakby ciało fizycznie odmawiało posłuszeństwa.

Był to najpiękniejszy, najokrutniejszy i przeraźliwie uzależniający moment. Ta błogość, kiedy nie liczyło się nic innego niż paląca potrzeba końca, przerwy, zatrzymania tortury za wszelką cenę. Reakcje mojego organizmu docierały do mnie z opóźnieniem. Dźwięki przycichły, jakbym znalazł się pod wodą. Wzrok miałem zamglony, myśli puste, mięśnie napięte, ale bezwładne. Tak cudownie, tak błogo pomimo rwących bólem śladów na pośladkach.

Na nowo zacząłem rejestrować rzeczywistość, kiedy leżałem na chłodnej podłodze. Przyjemnie koiła ogień znajdujący się pod moją skórą. Głowę miałem opartą na udach Pani, jej dłonie wplecione w moje włosy, gładzące mnie po karku, po plecach, jakby nie mogły znaleźć sobie miejsca.

– Wróć do mnie, skarbie – szepnęła, całując mnie lekko w skroń. – Spokojnie, oddychaj. Doskonale…

Znowu odpłynąłem, oddychając szybko i krótko, z mocno bijącym sercem w piersi. Poruszyłem się niespokojnie, chcąc w końcu wyrwać się z tego stanu, odzyskać kontrolę nad własnym ciałem.

– Przestraszyłeś mnie przez chwilę, piesku.

Spojrzałem w górę, na zmartwioną twarz mojej właścicielki. Dokładnie pamiętałem co się stało, ale zarazem wszystko było… niewyraźne. Świat dobijał się do mnie przez ścianę i chyba nie byłem gotowy go jeszcze wpuścić.

– Co… Co to było – wymruczałem cicho, wtulając się bardziej w jej ciało.

– Znak na to, że nie mogę ci ufać nawet w kwestii słów bezpieczeństwa – powiedziała to tak miękko i czule, że przez chwilę zwątpiłem, czy to nadal ona. – Miałeś przerwać. Wiedziałam, że zbliżam się do twojej granicy i nie chciałam jej przekraczać.

– Ale było mi tak dobrze… – jęknąłem rozmarzony. Ból naraz uderzył we mnie ze zdwojoną siłą, jakbym dopiero teraz naprawdę mógł go odczuć. Był nawet znośny.

– W takim razie nie myśl sobie, że twoja kara się skończyła – prychnęła z udawaną złością. – Trzy dni, pamiętaj. Ale do tego wrócimy jutro – westchnęła, pochylając się nade mną. Końcówki jej włosów łaskotały mnie w twarz, więc założyła je za ucho. – Dzisiaj zamierzam się tobą zająć w inny sposób.

Pocałowała mnie w usta, łagodnie, delikatnie. Oderwała się ode mnie dopiero po kilku długich minutach. Rozmarzony uśmiech sam wyszedł mi na twarz i nie chciał zejść, kiedy Pani opiekowała się mną po mojej dotkliwej karze.

Runąłem na łóżko jak tylko znalazłem się w jego zasięgu. Nie na plecy, żeby tylko nie zetknąć moich pośladków z pościelą. Jęknąłem przeciągle, gdy klatka wbiła mi się w brzuch. Moja bogini wtarła w zaczerwienione miejsca chłodzący krem, który przynajmniej w części koił ból.

Od razu wtuliłem się w nią, gdy położyła się obok mnie. Westchnęła ciężko i palcami zaczęła przeczesywać moje włosy. Uwielbiała to robić, a ja nie zamierzałem narzekać. Zamruczałem cicho, ponieważ było mi tak błogo, tak przyjemnie, że chciałem, aby ta chwila trwała w nieskończoność. Nawet moja frustracja spowodowana jedynie zrujnowanym orgazmem i wcześniejszym doprowadzaniem mnie do krawędzi znacznie zmalała.

– Przepraszam, Pani – szepnąłem ledwo słyszalnie, wtulając policzek w jej brzuch.

– Przeszedłeś najgorszą część swojej kary, piesku, nie musisz mnie dodatkowo przepraszać – powiedziała miękko, kciukiem gładząc mnie po karku. Przypomniała mi o obroży na szyi, do której tak się przyzwyczaiłem, że przestałem ją zauważać. Stała się już nieodzowną częścią mnie. – Poza tym… jestem z ciebie tak cholernie dumna, skarbie. Wytrzymałeś tak długo bez orgazmu, że jestem pod niemałym wrażeniem. I wciąż, przeważnie, jesteś grzeczny – zerknęła na mnie karcąco, ale na jej twarzy majaczył cień uśmiechu. – Myślę, że za te trzy dni dostaniesz małą nagrodę za swoje posłuszeństwo.

Spojrzałem na jej łagodną twarz z niedowierzaniem. Parsknęła śmiechem na moją zdziwioną minę.

– Co? Nie myślałeś chyba, że będę cię w tym trzymała w nieskończoność. – Wskazała na moją klatkę. – Potrafię być miła, wiesz?

– Nigdy w to nie wątpiłem, Pani – wymruczałem.

– Odpocznij, zajmę się tobą, okej?

Niemrawo pokiwałem głową, przymykając oczy i odpływając w błogi stan półsnu. Pani cały czas uspokajająco gładziła mnie po głowie lub po plecach, szeptała słodkie rzeczy do ucha, które mimowolnie powodowały uśmiech na mojej twarzy. Ból odszedł w zapomnienie, odzywał się tylko wtedy, gdy się poruszyłem i niechcący dotknąłem czegoś wrażliwą skórą.

Byłem w niebie.

Ps: W ogóle bardzo polecam profil Alex_5321 na wattpadzie, możliwe, że ma takie same opowiadania jak te tutaj a nawet trochę więcej 🙂

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

fucktoy_sub

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *