Piłka nożna to nuda: banda spoconych, rozwydrzonych milionerów gania za napompowanym pęcherzem. Połowie tych zblazowanych gwiazdeczek nie chce się nawet za bardzo starać, bo niezależnie od wyniku skasują za występ niemałą sumkę.
A co gdyby zastąpić ich ponętnymi, wysportowanymi dziewczynami? Im nie dość, że będzie zależeć, to jeszcze przyjemniej będzie, na co patrzeć. Lepiej! Każmy im grać nago! No, może nie tak zupełnie, trzeba w końcu jakoś rozróżniać drużyny. Niech, więc ich stroje zostaną namalowane na gołej skórze.
Raczej prędko nie ujrzymy takiego widowiska w telewizji, ale popuśćmy wodze fantazji i wyobraźmy sobie taki mecz rozegrany na Stadionie Narodowym. Żeby było ciekawiej, przeżyjmy go nie z perspektywy widza, a jednej z dziewczyn, aby móc doświadczyć nagiej piłki z poziomu murawy…
Przed meczem
Ma na imię Justyna, gra z siódemką na plecach i niedawno otrzymała opaskę kapitańską żeńskiej reprezentacji Polski. Jest wysoką blondynką o niebieskich oczach, włosy spina zwykle w prosty kucyk. Ma zgrabne, wysportowane ciało, jej długie nogi, jędrne piersi i kształtne pośladki przyciągają uwagę mężczyzn. Nie jest może najstarszą ani najbardziej doświadczoną zawodniczką, ale ma w sobie coś z urodzonej liderki. Inne dziewczyny naturalnie lgną ku niej. Justyna gra na ataku, ale poświęca się dla swojego zespołu; buduje akcje, wraca się po stracie na swoją połowę. Na koncie ma niemal tyle samo asyst, co goli.
Justyna odczuwa tremę z powodu spadającego na nią obowiązku prowadzenia drużyny oraz z powodu wyjątkowości dzisiejszego spotkania. Nie potrafi opanować niepokoju, gdy autokar reprezentacji zatrzymuje się pod Narodowym. Siedząca obok niej rudowłosa Laura, charakterna pomocniczka z piegowatą, niewyparzoną buzią, tłumi stres paplaniną. Całą drogę dzieliła się z nią ploteczkami o przeciwniczkach, a gdy tych zabrakło, obgadywała własny zespół.
W nerwowej ciszy wychodzą z autokaru i zabierają swoje torby ze schowka. Przed wejściem na stadion odprowadzają je krzyki kibiców, ale nie ma czasu na autografy. Justyna i większość dziewczyn jest niezwykle speszona; choć na razie mają na sobie długie, białoczerwone dresy, to ich stroje na resztę wieczoru będą wyłącznie namalowane.
W szatni nadchodzi czas, żeby się przebrać, czy też raczej rozebrać. Każda z nich zabrała ze sobą wyłącznie buty oraz długie czerwone getry z białym paskiem. Justyna zakłada jeszcze na ramię jaskrawozieloną opaskę kapitańską, a obie bramkarki wyciągają swoje rękawice; niewielkie pocieszenie wobec kompletnego negliżu.
Zawodniczki stają rozebrane pośrodku szatni. Korki i sięgające powyżej kolan piłkarskie getry zdają się wyłącznie podkreślać ich goliznę. Zaraz jednak wchodzi grupa mężczyzn, przed którymi nie mogą się zasłaniać. To artyści bodypaintingu; stroje reprezentacji mają być czymś więcej niż byle farbą na gołej skórze.
Justyna ustawia koleżanki w karnym rządku i upomina te bardziej wstydliwe, które próbują się zakrywać rękoma. Wstydzić się będą, jak przegrają. Mężczyźni, zapewne doświadczeni w pracy z gołymi kobietami w charakterze płótna, zaczynają bez ociągania malować ich stroje na ich obnażonych ciałach.
Przez kilkadziesiąt minut muszą stać nieruchomo przed nimi. Na ich strój składają się białe spodenki, sięgające niewiele poniżej linii pośladów oraz skąpy biały trykot, zaczynający się kilka centymetrów powyżej pępka. Malarz, wodząc pędzlem po nagim ciele Justyny, oddaje najdrobniejsze szczegóły stroju. Maluje czerwone akcenty, numer siedem na plecach, nawet loga sponsorów i flagi obu drużyn pośrodku trykotu. Dba także o cieniowanie, by całość łudząco przypominała prawdziwe ubrania.
Mimo profesjonalizmu kapitanka odczuwa podniecenie, to samo jej koleżanki, które także pozwalają sobie namalować strój na gołym ciele. Justyna oddycha głęboko, starając się ignorować sensacje w podbrzuszu. Wymienia uśmiech z Laurą, wdzięcznie wypinającą pośladki innemu malarzowi, aby dopracował jej spodenki.
W końcu każda z piłkarek, włącznie z rezerwowymi, ma na sobie swój strój (w przypadku obu bramkarek, rezerwowej i podstawowej, są one różowe). Malarze polecają im jeszcze, by ograniczyły do minimum korzystanie z łazienki (zejście farby w tamtym miejscu dopiero byłoby niekomfortowe!), i zapewniają, że w razie, czego będą razem ze sztabem za linią boczną. Sędziowie jednak nie przewidują zatrzymania gry w takim przypadku i już po ich wyjściu Justyna ostrzega koleżanki, by decydowały się na to w ostateczności.
Po długich minutach stania dziewczyny są całe odrętwiałe, a z malowaniem czują się jednocześnie obnażone i skrępowane, bo klejąca się do ciała farba zdaje się utrudniać ruchy, a zarazem wszystko odsłaniać. Czeka je ciężki mecz, to nie ulega wątpliwości.
Po malarzach wkracza ich trener, ubrany w standardowy garnitur. I znów parę dziewczyn zakrywa się, ale tym razem jest ich mniej. Justyna zmusza się do trzymania rąk wzdłuż ciała i wita go uśmiechem, choć on patrzy bardziej na jej gołe piersi pod namalowanym trykotem niż na twarz. Gromadzi swoje koleżanki w kółku, a trener zagrzewa je do walki i przypomina taktykę.
– Dziewczyny, dziś idziemy na całość! – dodaje po nim Justyna, jako kapitanka. – Mecz towarzyski, mecz przyjaźni, wszystko jedno. Nie możemy zostać zapamiętane tylko z tego, że wyszłyśmy na murawę ubrane w farbę. Mamy sobie i kibicom coś do udowodnienia. Zwłaszcza tu, w naszej twierdzy. Kto wygra mecz?
– Polska! – krzyczy Justyna do wtóru z resztą zawodniczek.
Ignoruje fakt, że trener klepie ją w wypięte pośladki. Wie, na co się dziś pisze. Nie mają już zbyt wiele czasu. Kapitanka motywuje kilka dziewczyn, stremowanych swoim negliżem, po czym wyprowadza je z szatni.
Rozpoczęcie meczu
W tunelu stają obok przeciwnej drużyny, reprezentacji Węgier. Węgierki mają wymalowane na nagich ciałach ciemnoczerwone stroje, do których ubrały zielone getry. Stojąca na ich czele Eszter, niska brunetka z włosami związanymi w dwa warkocze, posiadaczka szerokich bioder, jędrnej pupy i piersi dwukrotnie większych od biustu Justyny, ciągnie ją żartobliwie za blond kucyk.
– Masz stracha? – pyta Węgierka, mówiąca po polsku z silnym akcentem.
Kapitanka Polski odpowiada słabym uśmiechem. W tunelu słychać już stadionową wrzawę, a obecność obnażonych przeciwniczek i sędziów w normalnych ubrań dodatkowo deprymuje.
– Poradzimy sobie – odpowiada Justyna.
Sili się na pewność siebie. Ostatnie spotkanie obu drużyn przed rokiem zakończyło się sromotną porażką Polski 0:2. Od tego momentu przebudowały skład i odrodziły się, jako zawodniczki i pokonywały zespoły dużo silniejsze od Węgier, ale trema pozostaje. Zwłaszcza pod bezczelnym spojrzeniem Eszter, która w tamtym meczu strzeliła obie bramki.
Nie mają prawa ignorować kapitanki Węgier, wybitnej napastniczki, nawet, jeśli ta czasem traci panowanie lub bywa samolubna. Eszter o tym wie i wymierza Justynie klapsa.
– Będę na ciebie czekać w szatni!
– Jeszcze zobaczymy, kto, na kogo będzie czekać!
Justyna nie pozostaje dłużna i łapie za pokryty czerwoną farbą okazałą pierś Węgierki, która zdaje się nie mieć nic przeciwko. Wymieniają jeszcze spojrzenia; są rywalkami od dawna i dzisiejszego wieczoru któraś z nich zostanie poniżona. Mecz, choć towarzyski, miał własną stawkę, na którą zawodniczki zgodziły się przed meczem.
W końcu wychodzą na murawę. Jazgot kibiców z okalających stadion trybun ogłusza i przeraża. Telebimy od razu zaczynają pokazywać ich pokryte farbą ciała, kiedy piłkarki zaczynają się rozgrzewać. Po długim staniu nieruchomo wszystkie są odrętwiałe. Niektóre usiłują zakrywać piersi.
Wymalowane na nich spodenki nie są w stanie zakryć krocza. Justyna sama ma problem z opanowaniem się. Stadion jest wypełniony po brzegi, widzi je tysiące ludzi, a kolejne miliony ogląda transmisję w telewizji i Internecie. Taki mecz przyciąga uwagę nie tylko fanów z obu krajów, ale z całego świata. Rekord oglądalności żeńskiej piłki jest niemal pewny.
Kapitanka dyscyplinuje zawodniczki i pilnuje, by się porządnie rozgrzały. Nie chce, by którąkolwiek wykluczyła kontuzja. Jednocześnie uśmiecha się do kamer filmujących ich obnażone ciała. Stoi niemalże całkowicie naga pośrodku pełnego stadionu. O mały włos nie mdleje na samą myśl o tym.
Nadchodzi czas na hymny, losowanie stron (z warg Eszter nie schodzi prowokujący uśmiech), nareszcie drużyny ustawiają się i… Gwizdek! Szybkim podaniem do Laury Justyna rozpoczyna to niesamowite spotkanie!
Pierwsza połowa
Dają się zaskoczyć. Od samego początku Węgierki narzucają ostre tempo. I choć Justyna zalicza strzał na bramkę, to bramkarka bez problemu chwyta piłkę i zaraz rzuca ją do przodu. Justyna zagapia się na moment, wpatrzona w jej kołyszące się, pokryte niebieską farbą piersi. Chciałaby je ścisnąć i… Wraca na swoją połowę z dużym opóźnieniem.
Kilka prostych podań i Boróka, węgierska skrzydłowa o krótkich, pofarbowanych na zielono włosach, długim podaniem posyła piłkę do Eszter, która wpada z nią w pole karne Polek. Z ust kibiców gospodarzy i Justyny wychodzi jęk zawodu, gdy piłka mija bezradną Alicję, wysoką, ciemnowłosą bramkarkę.
Ryki radości przyjezdnych ucina sędzia liniowy, sygnalizując spalony. Eszter wścieka się i przeklina, ale nie może nic zrobić. Telebimy na stadionie skupiają się na jej pośladkach poniżej zielonej dziewiątki na plecach, gdy odchodzi z powrotem od polskiej bramki.
Budują swoje akcję powoli i metodycznie, przejmują kontrolę nad meczem. Po pierwszej nawałnicy Węgierki zdają się wycofane i stłamszone. W szesnastej minucie Justyna dostaje okazję, na którą czekała. Podaje na środek do Laury, a sama biegnie bokiem w kierunku pola karnego Węgierek.
Piłka w międzyczasie trafia do Dagmary, szatynki o kręconych włosach z numerem sześć na plecach, smukłej dziewczyny o bajecznie długich nogach, z których robi teraz użytek. Sprawnym dryblingiem omija Lorę, stoperkę rywalek. Daga kieruje płaskie podanie do Justyny, która jest już w polu karnym, wystarczy tylko obrócić się ku bramce…
Po stadionie podnoszą się gwizdy, kiedy interwencja Johanny, węgierskiej obrończyni, posyła Justynę na murawę. Johanna, wysoka blondynka z włosami związanymi w gruby warkocz, udaje niewiniątko. Sędzia nie ma wątpliwości i dyktuje rzut karny.
Justyna jeszcze chwila zwija się po trawie, trzymając za obolały piszczel. Potem wstaje. Koleżanki patrzą na nią z obawą. Choć sama nie czuje się w tym aspekcie zbyt pewnie, to statystyki mówią same za siebie – potrafi strzelać karne. Kiwie koleżankom głową. Laura wymierza jej siarczystego klapsa na szczęście.
Piłka zostaje ustawiona na jedenastym metrze. Abigel, pokryta niebieską farbą, mierzy ją wyzywającym spojrzeniem i dekoncentruje, bawiąc się własnymi piersiami. Jest dobrą bramkarką, ale… czy aż tak dobrą? Justyna bierze głęboki wdech. Gdy gwiżdże sędzia, zamiera cały stadion.
Uderza mocno, ale celnie, i piłka frunie niemal pod okienko. Abigel wyciąga się jak struna, w locie faluje jej biust, ale jest bez szans. 1:0! Justyna krzyczy z radości i biegnie ku trybunom. Nie ma jak zdjąć koszulki i dopiero tuż przed bandami zatrzymuje się i przypomina sobie, że jest niemal naga.
Kibice krzyczą, robią zdjęcia i posyłają jej całusy. Justyna zaraz tonie w objęciach koleżanek. Ich ręce solidne łapczywie ściskają jej tyłek i piesi, z Dagą oraz Laurą wymienia po soczystym pocałunku. Rozochocona kapitanka unosi rękę w geście tryumfu, napawa się tą chwilą.
Nawet kpiący uśmiech Eszter jej nie przeszkadza.
Fakt, że grają niemal na golasa, nie daje o sobie zapomnieć. Justynie zdarza się zagapić na podskakujące piersi czy pośladki zarówno koleżanek, jak i przeciwniczek. Nie potrafi temu zaprzeczyć, ale szarżująca Eszter wygląda zjawiskowo, nawet jeśli zagraża ich bramce.
Myśl, że po meczu czeka je spotkaniu w szatni jednej lub drugiej drużyny, napędza Justynę.
Justyna, a także Laura i kilka ich zawodniczek marnują szansę na podwyższenie przewagi. W tłoku na polu karnym podczas rzutu rożnego kapitanka jest w stanie myśleć jedynie o otaczających ją zewsząd nagich ciałach.
Po nieudanym dośrodkowaniu pada na murawę razem z Johanną, która przepychała ją mocno w powietrzu. Węgierka bez skrępowania łapie jej piersi i mówi coś po swojemu. Justyna jedynie chichocze. Podczas powrotu mija ją Daga i szczypie w pośladek.
– Nie zapominaj, po co tu jesteśmy!
Kapitanka poważnieje i otrzepuje się z trawy. Nawet jeśli nie potrafi ukryć swojego podniecenia.
33 minuta. Węgierki odbudowują atak. Eszter i jej koleżankom zdaje się nie przeszkadzać negliż ani widownia. Zwłaszcza kapitanka bryluje i stwarza coraz większe zagrożenie bramce Polek. Efektownym strzałem zza pola karnego pokonuje wreszcie Alicję, posyłając piłkę pod poprzeczkę.
Uradowana biegnie ku trybun gości i wije się w tańcu, prezentując im swoje pokryte farbą i potem ciało. Potem siada na murawie i rozsuwa bezwstydnie nogi. Wszystko uwieczniają kamery. Wreszcie dopada do niej zielonowłosa Boroka i całuje czule. Obie dziewczyny są znaną parą.
– 1:1! To tylko remis! – uspokaja koleżanki Justyna.
Ale do gwizdka na przerwę nie są w stanie nic ugrać. Wstyd wynikający z poniżenia wcale nie mija z czasem, jakby dopiero uświadamiały sobie obecność tysięcy widzów. Pośród nich są również i kibicki, który przyszły topless, jedynie z namalowanymi koszulkami, ale to nie stanowi dla nich wielkiego pocieszenia.
Przerwa
W szatni Justyna usiłuje zmotywować swoje koleżanki.
– Wiecie, o co w tym chodzi! – Wskazuje w stronę prysznicy.
– Justi, tak się nie da grać! – przyznaje Ewelina, obrończyni o krótkich, ciemnych włosach i drobnym biuście.
Siedzi bezczelnie z rozkraczonymi nogami. Większości dziewczyn trudno jest ukryć podniecenie. Laura ociera pot z czoła i ogląda swój strój, zwłaszcza na sutkach i w okolicach pachwin. Wygląda na zaskoczoną, że farba jeszcze nie schodzi.
– Przyjęłabym już porażkę, byleby sobie to darować – rzuca ruda pomocniczka.
– Walczymy do końca! – oponuje Justyna.
Całuje kolejno każdą z dziewczyn z usta i zagrzewa do walki. Jedyny efekt, jaki to przynosi, to że wszystkie robią się jeszcze bardziej rozochocone.
W tunelu wymieniają spojrzenia z obnażonymi Węgierkami, którym także udziela się brak stroju. Gdyby nie widownia, pewnie zrezygnowałaby z drugiej połowy. No i był jeszcze zakład, którego remis nie rozstrzyga.
Eszter obejmuje Justynę, wbija paznokcie w jej pośladek.
– Już nie mogę się doczekać, aż zostaniesz moją suczką – szepcze jej do ucha.
Kapitanka Polek nie wyrywa się, sięga dłonią między uda Węgierki. Jej oczy rozwierają się szeroko, gdy czuje w sobie palec Justyny. Boróka, dziewczyna Eszter, patrzy tylko z tyłu, ale nic nie mówi.
Justyna oblizuje ukradkiem palec, kiedy już znajdują się na murawie.
Druga połowa
Mowa motywacyjna Justyny zdaje się przynosić rezultaty. Przejmują kontrolę nad spotkaniem, obrona pod dyktandem Eweliny skutecznie blokuje szarże Eszter i innych węgierskich napastniczek. Polki oblężają bramkę Abigel, która dwoi się i troi. Kapitanka nie potrafi jednak jej pokonać.
66 minuta. Odbity od pośladków węgierskiej obrończyni, drobnej Zsanett, strzał Laury zapewnia im rzut rożny, do którego podchodzi Dagmara. Znów tłoczą się w polu karnym. Justyna szczypie ukradkiem Johannę, ale nie wiele to pomaga. Przegrywa z nią w powietrzu, a pokryty zieloną farbę sutek ociera się o jej twarz.
Posłana z narożnika piłka ląduje na głowie Laury, która kieruje ją pod ostrym kątem w dół. Piłka znajduje drogę między nogami Zsanett, odbija się od murawy i… wpada do siatki mimo rozpaczliwych prób Abigel. Polki obejmują prowadzenie 2:1!
Trybuny wybuchają radością. Laura biegnie do długonogiej Dagi, która wykonywała rzut rożny, i wpada jej w ramiona. Dziewczyny kładą się na murawie i całują. Ręce Dagi błądzą gdzieś po pomalowanych na biało pośladkach rudej pomocniczki.
Justyna i inne dziewczyny dołączają do nich, całkiem pogrążone w ekstazie. Kapitanka całuje szyję Laury. Nie ma nic przeciwko, że czyjaś dłoń odnajduje drogę do jej krocza. Nie peszy je już nawet obecność kibiców.
Dopiero gwizdek sędziego przywołuje je do porządku. I Justyna dyscyplinuje koleżanki. Teraz zaczyna się próba. Muszą dowieźć ten wynik do końca. Świętować będą… z pokonanymi Węgierkami pod prysznicem.
Eszter strofuje swoje koleżankami ostrymi słowami, choć dla Justyny wciąż ma ten sam, kpiący uśmiech.
Mecz wchodzi w decydującą fazę. Węgierki atakują zaciekle, tak samo Justyna i reszta polskiego usilnie szukają okazji do podwyższenia wyniku na 3:1, co przypieczętowałoby ich zwycięstwo. Zmęczenie daje się we znaki. I nie tylko ono.
W okolicach 72-iej minuty na boisko wbiega kibic i goni za Justyną. Nie wydaje się groźny, a ona ma już ponad godzinę meczu w nogach. Pozwala mu się złapać. Mężczyzna uczepia się jej piersi, potem zjeżdża w okolice krocze. Justyna chichocze. Czy w tej sytuacji ma jeszcze prawo do wstydu? Nim odciąga go ochrona, kibicowi udaje się jeszcze oburącz klepnąć w jej pośladki.
Jest gotowa kontynuować mecz, nic ją nie boli, choć jest zażenowana i coraz bardziej rozgrzana, nie tylko od wysiłku. Nagle w oczach koleżanek dostrzega panikę. Justyna zerka na swoje ciało i zamiera z przerażenia.
Kibic miał plan. Dłonie musiał pokryć wcześniej rozpuszczalnikiem do farb. Piersi Justyny, wraz ze sterczącymi sutkami, zostały niemal całkowicie odsłonięte. Białymi zaciekami farba spływała z jej łona, telebim pokazuje jej pośladki ze śladami dłoni niesfornego kibica. Justyna ma ochotę zapaść się pod ziemię. Przez ten cały czas… była naga?
– Jeśli chcesz poprawić strój, to musisz zejść z murawy – przypomina jej sędzia, patrząc bez skrępowana na jej gołą skórę.
Justyna zagryza wargę. Kątem oka widzi czekających za linią boczną artystów bodypaintingu, ale przed sobą ma koleżanki. Jasne, że chciałaby zejść. Natomiast niektóre rzeczy są ważniejsze. Wymusza uśmiech na twarz.
– Gramy dalej – oznajmia arbitrowi, a jej decyzję nagradzają brawa.
Nie ujawniono, jakiej drużynie kibicował mężczyzna z rozpuszczalnikiem, ale przerwa w grze pomaga Węgierkom. Sędzia pozwala im jeszcze na zmianę i ich trener wpuszcza ofensywne zawodniczki. Eszter i Boroka pozostają bez zmian.
Kontynuują grę i polska bramka przeżywa oblężenie. Na ich szczęście Alicja gra mecz życia. Pomalowana na różowo przyjmuje nawet najmocniejsze strzały Eszter, czym doprowadza ją do szału. Kapitanka Węgier, jedyna znająca polski język, puszcza między koleżankami jedno słowo.
– Golaska! – woła do Justyny Csilla, skrzydłowa reprezentacji Węgier, kształtna szatynka o kręconych włosach.
Justyna stara się nie zwracać na to uwagi. Ona jest naga? One wszystkie są nagie! Jedynie jej golizny nie zakrywa już, przynajmniej w większości, farba. Nie daje się rozkojarzyć i podaje do Dagi, kierując piłkę coraz bliżej pola karnego Węgierek.
Strzał oddaje Laura, ale przestrzeliwuje fatalnie. W dodatku łapie ją skurcz i musi zejść z boiska. W jej miejsce trener posyła Zuzannę, niską blondynkę o niebieskich oczach. Prawdziwa piękność i znakomita zawodniczka, tylko że nieszczególnie dogaduje się z Dagą.
Justyna czuje na sobie deprymujący wzrok trenera. Ona nie może zejść, musi wytrzymać. Macha kibicom i stara się nie myśleć o ich spojrzeniach wbitych w jej obnażone ciało. Zaraz sobie to odbije, z pokonaną Eszter u jej stóp.
Takie myśli lubią się mścić. W 88-mej minucie rozkojarzona Zuza, dotąd skupiona raczej na wdziękach zawodniczek niż samej grze, traci w głupi sposób piłkę. Csilla podaje ją do przodu. Węgierki ruszają z błyskawiczną i zabójczą kontrą.
Kilka szybkich podań i nabiegająca w pole karne od boku Boroka podaje między nogami Eweliny. Eszter pozostaje wykończyć akcję. Trybuny gości ożywają. Kapitanka Węgier znów tańczy swój taniec, nastawia się koleżankom do klapsów. 2:2 i dublet Eszter.
Justyna krzywi się tylko, prosi koleżanki o skupienie. Pociesza Ewelinę i Alicję, a potem uspokaja Zuzę i Dagę, która prawie skaczą sobie do oczu. Mają kilka minut, mogą jeszcze objąć prowadzenie i zrewanżować się w końcu za zeszłoroczną porażkę.
Opadają już z sił. Żadna z nich nie grała tak intensywnego spotkania towarzyskiego. I tak… podniecającego. Justyna krzyczy z rozpaczy, gdy piłka na 3:2 w 95-tej minucie przelatuje tuż obok słupka Abigel.
Węgierki ruszają z ostatnią akcją. Justyna biegnie, choć mięśnie w nogach płoną bólem, a piersi podskakują, nieskrępowane żadnym stanikiem. Nie ma prawa zdążyć. Jej koleżanki z obrony dają się zaskoczyć. Eszter dostaje piłkę i jest sama przeciwko Alicji.
Jej strzał uderza mocno w piersi polskiej bramkarki. Alicja pada bez tchu, obejmując kurczowo futbolówkę rękoma. I kapitance Węgier szansa na 3:2 wyślizguje się z palców.
Zaraz potem sędzia gwiżdże po raz ostatni. Justyna pada bez sił na murawę. Nic już ją nie obchodzi golizna. Jest kompletnie wycieńczona. Ponadto nie wie co dalej. Podchodzi do niej Eszter, równie zziajana. Zamiast pomóc jej wstać, kładzie się obok.
– Remis. I co teraz? – pyta Justyna.
– Nie mam pojęcia – odpowiada Eszter z rozbrajającą szczerością.
Po meczu
W szatni Polki nie wiedzą, co czynić. Przed meczem umówiły się z Węgierkami, że przegrane przyjdą do wygranych, aby je zaspokoić. Żadna ze stron nie brała remisu pod uwagę.
– Jeśli tam pójdziemy, to tak, jakbyśmy przyznały się do porażki – przypomina Justyna tym bardziej napalonym koleżankom.
– Wolę wstyd i poniżenie przegranej od dumy i braku zabawy – rzuca Laura bez ogródek. – To one grały na wyjeźdźie. Eszter ma dublet.
– Justyna też sporo dzisiaj pokazała! – przeczy Daga i przytula kapitankę, klepiąc jej pośladek.
Ta woli nie dodawać, że jedyną bramkę zdobyła z karnego.
– I Alicja nas uratowała nieraz! – dodaje jedna z obrończyń.
Choć i Abigel, bramkarka Węgierek, grała świetny mecz. Justyna zaczyna się namyślać. Faktycznie może lepiej, żeby poszły do nich. Lepsze to, niż nic. Takie zachowanie będzie honorowe. Po prostu wzdraga się na myśl o tryumfalnym uśmiechu Eszter, gdy już uklęknie przed nią.
Nim ogłasza swoją decyzję, do szatni wmaszerowują Węgierki, nadal w swoich namalowanych czerwonych strojach. Ustawiają się w karnym rządku. Tylko Eszter występuje naprzód. Brakuje jej kpiącego uśmieszku. Nerwowo mnie swoje dwa warkoczyki w dłoniach.
– Szanowne Polki, pragniemy wam podziękować za ten mecz. Dominowałyście przez większość meczu, dlatego jednogłośną decyzją mojej drużyny pragniemy uznać się za przegrane. W kontekście naszego zakładu, oczywiście.
Justyna przekrzywia głowę. To nie brzmi jak Eszter.
– Był remis.
– Miałyście posiadanie piłki, więcej celnych podań oraz strzałów na bramkę – odpowiada jej Eszter.
– To nadal remis! – Justyna kręci głową.
– Chyba nie chcesz jej odmówić? – syczy jej do ucha Laura, a inne dziewczyny ją popierają.
Kapitanka Polek waha się. Z jednej strony to byłoby niehonorowe, przyjąć taką wygraną, a z drugiej… W uśmiechu Eszter nie ma złośliwości. Przebiera nogami i pociera o siebie swoimi jędrnymi udami.
– Tak będzie zabawniej… dla obu drużyn – dodaje kapitanka Węgier, a jej koleżanki potwierdzają nerwowymi chichotami.
Justyna zgadza się wreszcie skinieniem głowy i wśród Polek wybucha euforia. Węgierek wcale nie wyglądają na speszone. Szybko dobierają się w pary. Eszter podchodzi ze spuszczoną głową i nie może uwierzyć, że zaraz spełni się to, o czym fantazjowała.
W całym ferworze niemal zapominają, że mają jakieś ubranie do zdjęcia. Justyna pozbywa opaski kapitańskiej, getrów i korków. Rozpuszcza luźno kucyk. To samo czyni Eszter i reszta dziewczyn. Teraz nie mają na sobie absolutnie nic oprócz farby.
Na wypowiedziany w ojczystym języku rozkaz Eszter wszystkie Węgierki padają na kolana. Na czworakach, ciągnięte za włosy, pozwalają zaprowadzić się pod prysznice. Justyna z dziką satysfakcją owija sobie czarne kosmyki rywalki wokół pięści. Ta idzie posłusznie u jej nogi, godząc się na poniżenie.
Obie drużyny razem z rezerwowymi ledwie się mieszczą pod prysznicami. Justyna szarpnięciem podrywa Eszter do pionu. Obejmuje jej twarz i całuje usta. Woda z natrysku zmywa z nich pot.
Zaczynają nawzajem namydlać swoje ciała. Zawodniczki dookoła zaczynają się zabawiać ze sobą. Justyna skupia się na Eszter, na jej krągłych piersiach i tyłku. Całuje ją bez skrępowania. Wpycha Węgierce języczek do ust, z całej siły obmacuje jej ciało. W końcu wygrała z nią. Niższa od niej cudzoziemka nie stawia oporu, mimo wcześniejszego zachowania staje się całkiem uległa.
Niektóre pary szybko idą na całość. Eszter śmieje się na widok swojej dziewczyny, zielonowłosej Boróki, jak klęka przed wypiętą Laurą i wkłada nos między jej pośladki. Abigel klęczy przed Alicją i liże jej cipkę. Polska bramkarka trzyma mocno za jej włosy i zagryza wargę z rozkoszy.
Justyna naciska sugestywnie na barki Eszter.
– Skoro uważasz się za przegraną…
Węgierka dołącza do swoich koleżanek i pada na kolana. Językiem zaczyna pieścić waginę Justyny, która trzyma ją za rozpuszczone, czarne włosy. Po szatni niosą się jęki zadowolanych Polek. I ich kapitanka dołącza do tego chóru. Nachyla się jeszcze i wymienia pocałunek ze stojącą obok Dagą. Między jej nogami tkwi drobna Csilla, zaspokajająca ją ustami i dwoma palcami.
Wkrótce Justyna wygina plecy w intensywnym orgaźmie. Nic już ją nie obchodzi. Nawet dziennikarze, którzy kamerują wszystko, czając się przy wejściu. Eszter podnosi się i całuje Polkę. Usta Węgierki smakują jej sokami.
– I ty coś dzisiaj wygrałaś – mówi jej Justyna. – Znów wbiłaś nam dublet!
Teraz sama pada na kolana przed Eszter, która opiera się o ścianę i ochoczo wypina. Justyna rozchyla jej pośladki, bez wahania liże odbyt. Wkrótce i inne Polki idą w jej ślady i odwdzięczają się Węgierkom. W tym momencie wygląda to na remis, na prawdziwy mecz przyjaźni. Pary zaczynają się wymieniać i wymieszać.
Justyna nie pamięta, z iloma dziewczynami się kochała. Na pewno zaspokoiła palcami Johannę, a dziewczyna Eszter Boroka siedziała jej na twarzy. Ze swojej drużyny pieściła także Laurę i Dagę. Sama pozwoliła, by doprowadził ją do orgazmu języczek Abigail czy Csilli. Całowała i obmacywała Węgierki, których imiona uleciały jej z głowy. Zresztą po jakimś czasie farba zaczęła ustępować i nie dało się już rozróżnić drużyn.
Widząc swojego trenera, Justyna bez wahania klęka przed nimi i rozpina rozporek. Bezwstydnie zaczyna ssać jego penisa, choć nie dość, że jest jej trenerem, to jest jeszcze starszy o kilka dekad. Żadna z koleżanek nie kwapi się pomocą.
Wreszcie Justyna przyjmuje ładunek spermy na twarz. Oblizuje usta i uśmiecha się przekornie. Mimo wszystko zaprzepaściła szansę na wygraną w tym meczu i jest mu coś winna. Zuza, niska rezerwowa, dołącza do niej i zlizuje część nasienia z twarzy, szyi i biustu Justyny. Patrzy przy tym na trenera. Chciałaby mieć miejsce w pierwszym składzie.
I inni mężczyźni odwiedzają zawodniczki pod prysznicami. Laura wypina się i pozwala zerżnąć w tyłek fizjoterapeucie, który pomógł jej z kontuzją. Justyna pozwala, by nieznany jej z imienia chłopak z węgierskiego sztabu rozłożył ją na kafelkach, założył sobie jej nogi na barki i zerżnął. Znajduje się w takiej ekstazie, że potrafi się tylko głupio uśmiechać. A potem leży rozkraczona, podczas gdy z jej sromu wypływa nasienie nieznajomego.
Justyna doznaje kolejnego orgazmu, gdy Eszter i Boróka przychodzą i zlizują je. Potem tylko patrzy, jak obie Węgierki pieprzą się ze sobą. Gdzieś nieopodal ich trener przeżywa błogie chwile z polskimi bramkarkami – Alicją i rezerwową Natalią – które klęczą przed nimi i błądzą językami po jego członku i jądrach.
Zabawy pod prysznicem trwają do późnych godzin nocnych. Natomiast z tego meczu eksperci wyciągnęli jeden wniosek: więcej takich meczy!
Leave a Reply