Author: admin

  • Zwierzenia nimfomanki cz.1

    Hej. Mam na imię Ania. Chciałabym wam opowiedzieć moją pewną historię. Po co? No cóż, czuję że to mi pomoże. Ale po kolei. Jak już wspomniałam mam na imię Ania. Mam 23 lata. Niska brunetka, o całkiem niezłych kształtach, jak twierdzą faceci. Miseczka C jeśli to kogoś interesuje, a wiem że pełno takich. Piwne oczy, włosy do ramion. Tak wiem że mało poprawny gramatycznie ten opis ale nie umiem pisać, a chcę jedynie przekazać obraz sytuacji. Jestem w szczęśliwym związku z Andrzejem, wysokim, przystojnym brunetem, stosunkowo wysportowany i dość hojnie obdarzonym przez naturę. Jeśli wiecie co mam na myśli. Niczego w związku mi nie brakowało, facet przystojny, czuły, troskliwy, prawie nie pijący, no i świetny seks. Seks który okazał się ważniejszy niż się spodziewałam. Ale nie wyprzedzajmy faktów. Wszystko było świetnie, mieszkaliśmy razem od roku, prawie jak w bajce. No i numerek co dzień (co najmniej). Ale nic nie trwa wiecznie. Andrzej dostał propozycję pracy za granicą. Propozycję zbyt opłacalną by z niej zrezygnować. Pojechał żeby zarobić na nasz wymorzony dom itd. A ja? Ja zostałam, bo tutaj miałam swoją pracę z której nie chciałam i nie mogłam zrezygnować. Mianowicie jestem masażystką w dość dobrze prosperującym salonie masażu. Więc podjęliśmy decyzję że ja zostaję, a on wyjedzie. Na rok. Tyle wytrzymam bez swojego ukochanego. Tak wtedy myślałem. Powiem wam że w moim związku nigdy nie było zbędnej zazdrości. Ja wiedziałam że on ogląda się za panienkami, a i ja nie krępowałam się zerknąć czasem na kogoś innego. Zwłaszcza że w salonie dawało się natrafić na co bardziej przystojnych klientów, takie ciasteczka. Ale i jemu to nie przeszkadzało, co więcej, po takim kliencie miałam jeszcze większą ochotę na seks po pracy. Ale zawsze, co podkreślam, byłam mu wierna. I on, jak mniemam mi też.

    Jednak życie bez niego okazało się trudniejsze niż się spodziewałam. Radziłam sobie w mieszkaniu itp. Ale jednego nie potrafiłam. Zaspokoić się sama. Nie minął miesiąc, a hormony zaczęły szaleć. Bez bolca Andrzeja czułam się strasznie nie wyżyta. W zasadzie po tygodniu zauważałam że co dzień się masturbuję po pracy, czasem przed. Z początku to wystarczało, ale potem było co raz nudniej, słabiej. Czułam się jak wampir który próbuję zaspokoić swoją żądzę krwi jakąś podróbką, ale ta działała co raz słabiej. Wymyślałam sama sobie jakieś urozmaicenia. Oglądałam poro, co wcześniej robiłam bardzo rzadko, używałam słuchawki od prysznica, kupiłam wibrator, dildo, czytałam opowiadania erotyczne na różnych forach. Ale wszystko pomagało na krótko, i szybko się nudziło. Brakowało mi Andrzeja. Jego twardego ciepłego penisa, jego zaangażowania. Jak to mówią, „kobieta bez bolca dostaje pierdolca”. I w moim przypadku to wulgarne i prymitywne powiedzenie sprawdzało się w 100%. Najgorzej było w pracy. Wszyscy masażyści w salonie byli przystojni. Nie minęło wiele czasu jak zaczęłam na temat każdego z nich snuć fantazje erotyczne. Ale nie tylko nich, zaczęły mi się podobać kobiety! Zwracałam uwagę na nie, na ich piersi, tyłki itd. Jak typowy facet. A kiedy trafił się przystojny klient…. Raz przyszedł taki… Typowy „Apollo”. Grecki bóg. Umięśniony itd. itp. Wszystko zaczęło się normalnie. Zaczęłam go masować po jego świetnie rozbudowanych plecach. I wiecie co? Zaraz zrobiłam się mokra. Wstyd! To takie mało profesjonalne. Gdyby Andrzej był w domu, to po dzisiejszej pracy miałby świetny seks ze mną. Ale go nie było. Masowałam. Starałam się skupić na pracy, ale zamiast tego ciągle się podniecałam. A majtki było już mokre. Po chwili facet się obrócił a ja zamarłam. Zobaczyłam jego penisa. Mniejszy niż Andrzeja. Ale to i tak na mnie wywarło wrażenie. Jakkolwiek to zabrzmi, miał ładnego ptaszka. Spytał czy wszystko jest okej. A ja nie wytrzymałam… Powiedziałam że muszę wyjść na chwilę. Poszłam do łazienki. Ściągnęłam spodnie i mokre majtki i zaczęłam się masturbować, myśląc o tym gościu. „Ty głupia nimfomanko!” Myślałam. „Uspokój się, masz faceta i musisz być mu wierna” Pieściłam swoje piersi, muszelkę i dziurkę. Nigdy tak szybko nie doszłam poprzez masturbację. Wróciłam, przeprosiłam, i dokończyłam masaż. Ale kiedy wróciłam do mieszkania to od razu w ruch poszły wszystkie moje zabawki… Kilka dni po tym incydencie miała miejsce kolejna, niesamowita sytuacja. Był czwartek, nie wiem czemu ale czwartki często bywają luźne. Nie miałam żadnych klientów, a że szefa nie było, bo gdzieś wyjechał to śmiało się obijałam. Szukając towarzystwa i jakieś rozmowy by zabić czas poszłam do pokoju gdzie pracowała moja koleżanka Kasia. Nieco wyższa ode mnie, blondynka o niebieskich oczach. I mniejszych, ale kształtnych piersiach. Choć na to uwagę zwróciłam niedawno. Drzwi były uchylone, więc dyskretnie tam zajrzałam. To co zobaczyłam mnie zamurowało. W środku był Adam. Jeden z masażystów. A przed nim klęczała Kasia i robiła mu loda. Jak się już pewnie domyślacie widok ten mnie podniecił. Stałam tak przez chwilę patrząc na to z otwartymi ustami. Nim się zorientowałam moja ręka, sama, powędrowała do majtek i zaczęłam masować guziczek, mój oddech przyśpieszył, a majtki zrobiły się mokre i lepkie. Fantazja sama się uruchomiła, wyobrażałam sobie, jak na typowym pornolu, że tam wchodzę, klękam obok, zaczynam ssać z nią, pieszczę jej sutki, robię jej minetkę, jemu daję dupy itp. Za chwilę obudził się zdrowy rozsądek. „Nimfomanko idź stąd, ktoś cię zobaczy, oni cię zobaczą. A poza tym MASZ FACETA!!! MASZ BYĆ WIERNA!” Szybko wyszłam. Ale byłam strasznie podniecona, a w głowie ciągle miałam obraz tego jak Kasia klęczy przed Adamem i ciągnie mu druta. Strasznie jej zazdrościłam. Mój mózg nawet dawał mi pewną iluzję tego że mam coś ciepłego w ustach. Pierwszy pokój jaki znalazłam to był gabinet bossa. O dziwo, otwarty! Weszłam tam, usiadłam na jego fotelu a na biurku rozłożyłam nogi i wiecie co zaczęłam robić. Po chwili zrzuciłam coś z biurka. Strach że to coś cennego, kazał mi sprawdzić co to. To był pilot od telewizora, ale nie takiego zwykłego, tylko od monitoringu. Nie zastanawiałam się długo. Włączyłam, znalazłam obraz z kamery z pokoju Kasi i powiększyłam. To było jak poro, tylko że oglądał coś co dzieje się nie daleko, na żywo i w roli głównej z facetem na którego miałam ochotę, a nie jakimś aktorem. Teraz Kasia leżała na stole do masażu, a Adam robił jej minetkę. Za to ja robiłam sobie palcówkę. Kiedy wstał mogłam ocenić że ma naprawdę dużego penisa. A moja ochota by iść do nich i im pomóc podwoiła się. „Masz faceta” powtarzałam sobie, kiedy on zaczął ją posuwać. Z początku był delikatny i subtelny. A po chwili rżnął ją tak, że stół się przesuwał. Co prawda nie było dźwięku ale jestem pewna, że Kasia bardzo miło jęczała. Moje palce pracowały tak ambitnie i sumienie, że po chwili musiałam zmienić rękę. A Oni zmienili pozycję. Ona klęknęła wypinając mu swój piękny, okrągły tyłek, a on znów ją posuwał. Patrzyłam na to, czasami dopiero pieczenie w oczach przypominało mi że muszę mrugać. Najbardziej magiczne było to, że doszłam na chwilę przed Adamem. Kasia usiadła na stole a on spuścił się na jej piersi. Niestety Jakość kamer nie pozwoliła mi ocenić jak bardzo. Kiedy oni zaczęli sprzątać, ja wyszłam z Biura. Powstrzymywanie się przed zdradą okazało się dla mnie o wiele, wiele cięższe niż się spodziewałam. Zaczęłam przeklinać Andrzeja że wyjechał, i siebie że mu na to pozwoliłam. Wiecie czym się zajęłam po powrocie do mieszkania…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Kowalksi

    Hej. Czekam na konstruktywną krytykę, oraz wasze dozania podczas czytania. 😉 Proszę się nie zrażać jeśli tekst wydaje się długi, akacja szybko się rozkręca o porządane opisy. 🙂

  • Ostatnia taka impreza – cz. 8.

    Cz.  8.

    Zmęczona i zaspokojona Bożena, brudna od potu i spermy, ciesząca się ponownym przeżywaniem niedawnych, radosnych chwil, nagle została brutalnie przywrócona do rzeczywistości, słysząc donośny głos:

    – Ludzie! Uwaga! Jest za kwadrans jedenasta! – hasło, które wręcz momentalnie otrzeźwiło i zdominowało zachowanie wszystkich w pracowni.

    Grupa na chwilę jakby zamarła, potem nastąpiło zamieszanie, a po kilku sekundach wszyscy rozpierzchli się. Zaskoczona nauczycielka szybko otrząsnęła się z oszołomienia i wspomnień rozkoszy, a po krótkiej obserwacji zorientowała się, że każde z obecnych miało jakieś zadanie do wykonania. Wszyscy gorączkowo starali się, aby po ich obecności w pracowni nie pozostał żaden ślad.

    Co tam się działo! Bożena oparła się na łokciach, podciągnęła nogę. Kiedy leżała w tak kuszącej pozycji, kilku chłopaków spojrzało na nią z pożądaniem, a ona… patrzyła oszołomiona, nawet rozbawiona, na „mrówki” przy pracy: ktoś szeroko otwierał wszystkie okna, inny postawił na podłodze dwie latarki, ułatwiając pozostałym poruszanie się. Wszyscy palący karnie gasili papierosy w plastikowej popielniczce albo w niedopitych napojach i wrzucali niedopałki do plastikowych worków na śmieci. Dwóch chłopaków, pospiesznie dopinając ubrania, wybiegło z koleżanką na czaty. Inni gasili i wrzucali świeczki oraz wszelkie rzeczy jednorazowego użytku do worków na śmieci. Niedopite napoje gazowane, soki i alkohol wylewano do umywalki, a puste, zgniecione butelki i kartony również kończyły w workach na śmieci. Wcześniej wyznaczone osoby chowały butelki po alkoholu do torebek, garniturów, garsonek. Tylko Andżelika głośno protestowała przeciwko propozycji Wiktora: 

    – Chyba pojebało ciebie?! Niczego nie włożę do cipy! Poza solidnym fiutem, oczywiście. No, ale ciebie to nie dotyczy, maluszku – głośno czknęła w kierunku Wiktora i zachichotała.

    Chłopak machnął ręką i próbował wcisnąć butelkę do jej torebki bez wyrzucania zawartości. Dziewczyna, chwiejąc się, z ironicznym uśmiechem przyglądała się jego próbom:  

    – Próbuj, kolego, próbuj. Swojego peniska wcisnąłbyś bez problemu, ale taka „małpka” to już kolos, co?

    W odpowiedzi Wiktor spojrzał na nią wściekle, warknął ostrzegawczo i dalej mocował się z torebką i butelką. Czas upływał. Teraz były ważniejsze sprawy do zrobienia.

    Inni cicho i sprawnie stawiali stoły i krzesła na swoich miejscach. Materac postawiono na jego stałym miejscu na zapleczu. Bożena przyglądała się uczniom z niekłamanym uznaniem: 

    – Czyżby wcześniej trenowali? – pomyślała z ironią. Na jej twarzy malowało się rozbawienie. – No, no, noo… Mają wprawę. I spore doświadczenie – poprawiła się na kocach i z ciekawością przyglądała uczniom.

    Teraz koce były składane i chowane do szaf, a przy umywalce pojawiły się rolki papierowych ręczników. Kilka osób zmoczonymi papierowymi ręcznikami wycierało stoły, parapety i krzesła. Zdrapywano wosk ze stołów. Nawet maskotka dzisiejszego wieczoru, Artuś, został dobudzony, a teraz był gwałtownie i brutalnie przywracany do stanu używalności przez dwóch kolegów. I nie był to miły widok.

    Kiedy pracownia już przybrała oczekiwany, codzienny wygląd, dziewczyny ścierały z siebie spermę, śluz, ubierały się, poprawiały fryzury, makijaż. Dwie butelki z płynem do płukania ust krążyły z rąk do rąk. Chłopacy ubierali się, poprawiali koszule, krawaty, przeczesywali włosy. Worki ze śmieciami zostały spuszczone przez okno na lince i czekały na odbiór przez uczniów po wyjściu ze szkoły. Większość żuła gumę. Dopiero tuż przed wyjściem z pracowni wyznaczeni mieli zamknąć okna i podnieść żaluzje. Dwóch chłopaków już pożegnało się i szybko wyszło. To oni mieli zabrać worki spod ściany szkoły i dyskretnie zanieść do śmietnika.

    Za nimi wymknął się, nie uczestnicząc w sprzątaniu, skulony i cichy Damian. Nikt nie protestował. Niektórzy żegnali go ironicznymi uśmieszkami.

    *

    Kiedy lustracja pracowni wypadła pozytywnie, a pierwsza grupa była gotowa do wyjścia z sali, okazało się, że największym problemem staje się nietrzeźwy Arturek, który nadal piętrzy trudności:

    – Cief-czy-ny, ja-ki by-em? No, jaa-ki? Hep! Którą wy-e-ba-em? – bezustannie pytał koleżanki podniesionym głosem, rozglądając się przekrwionymi oczyma, półleżąc przy stoliku. Wszystkie zajęte porządkowaniem pracowni i swojej garderoby, czuły się zmęczone jego powtarzalnością. Chociaż tkwił w jednym miejscu, przeszkadzał im samą swoją obecnością. Coraz bardziej irytował je.  

    – Cief-czy-ny!! Pyy-tam waaas!! – męczył całe towarzystwo swoją natarczywością, nadal domagając się uwagi.

    Na dodatek stanowczo odmawiał pomocy w ubieraniu go: 

    – Ja chce jee-jesz-cze jee-bać! Wót-ki! Wóóót-ki!!

    – Wódki się nie jebie. Jest do picia. Popierdoliło ciebie, idioto? – trzeźwo zauważyła nadal półnaga Sylwia, sprawnie pomagając partnerce upychać ostatnie koce i zdrapując wosk z blatu stołu.

    Chłopak wkurzał wszystkich, ale wszelkie próby oszukania i uciszania chłopaka były nieskuteczne. Nawet solidne razy ‘z liścia’ nie odnosiły oczekiwanego skutku.

    – Mówiłem, że nie wróci z innego wymiaru. To nie żarty. Wyprawa w kosmos wymaga kwarantanny – zmartwiony Olek patrzył zniesmaczony na kolegę i trzymał lusterko Oli, która poprawiała makijaż.

    Wreszcie któraś z dziewcząt, chyba Wioleta, nie wytrzymała, chwyciła Arturka za włosy, szarpnęła kilka razy głową, zmuszając chłopaka do koncentracji i przyznała, że jeszcze nie widziała ogiera z takim kutasem w akcji! Żadna na pewno nie zapomni jego występu tego wieczoru. Nikt nie trysnął spermą tak daleko jak on! Puściła włosy, sapnęła wkurzona i już odchodziła, ale:

    – Doo-kont? Hep! – drążył podpity Arturek, z wyraźnym wysiłkiem próbując przywołać jakieś wspomnienia.

    – Doo kont? Aaa: dokąd? Dokąd trysnąłeś? Na piętro! – padła odpowiedź zirytowanej Wioli. Parę osób uśmiechnęło się. Wszyscy pospiesznie przygotowywali się do dyskretnego wyjścia z sali.

    – Na…, hep! Na…, Naa-praf-te?! – pytał i z otwartymi ustami uważnie lustrował sufit pracowni. Usatysfakcjonowany chłopak nieco uspokoił się. Coś mu się chyba przypominało. No, fajnie było! Tak, tak! Już pamięta. Kiedy obroty Ziemi nieco zwolniły, uśmiechnął się do siebie i głośno zaczął perorować: 

    – By-em śfietny! Hep! Jeesz-cze nich-ty taak nie je-baa-em. Cief-czy-ny… Hep! – Czkniecie zachwiało nim. Spoważniał. Wyprostował się. Przyjął godną postawę. Podniósł dłoń z wyciągniętym w górę palcem wskazującym. – Cief-czy-ny! Hep! Proo-sze nie szaar-pać mnie za woo-syy! To boo-li! – Próbował rozejrzeć się, kiedy z wysiłkiem artykułował swoje pretensje. Chwiał się. Nikt go nie słuchał. – Maam f-fry-su-re! Pro-szee was ooo szaa…

    – Kurde! Czym mówi ten dupek? Bo nie widzę, żeby otwierał usta! – Wiktor był dociekliwy. 

    Arturek zamilkł. Tułów i głowa chłopaka powoli przechylały się w przód. Po chwili głowa opadła bezwładnie i głucho uderzyła w blat ławki. Zapadła cisza. Wszyscy, jak na komendę, spojrzeli w kierunku sprawcy zdarzenia. W pracowni rozległo się jego chrapanie.

    – No! I przybił gwoździa. Na wieki wieków. Oby! – skomentował Michał.

    – Noo, nie wiem, czy to dobrze – Olek kręcił głową nieprzekonany. Czuł, że kłopoty dopiero nadchodzą.

    Od razu wrócono do przerwanych czynności.

    Wreszcie grupa uznała, że jest gotowa do dyskretnego pozbycia się Arturka i wymarszu. W ogóle Michał i Krzysiek byli bardzo uczynni, starali się pomagać. Nawet nadskakiwali Julce.

    – Spierdalać! – w krótkich, żołnierskich słowach dziewczyna podziękowała im za proponowaną pomoc. Odskoczyli jak oparzeni. – Jeszcze nadejdzie wasza godzina! Popamiętacie mnie…

    Byli pewni, że dotrzyma obietnicy. Niewiadomą była tylko skala jej rewanżu. I tego obawiali się najbardziej.

    Niestety, po nerwowych przygotowaniach i pierwszej próbie, momentalnie upadł, i to dosłownie, ‘świetny’ plan spuszczenia Arturka przez okno na lince. Kiedy wreszcie z ogromnym trudem udało się posadzić go na parapecie, kolejne sekundy potoczyły się błyskawicznie. Chłopak nagle, bez uprzedzenia i ku zdumieniu wszystkich, płynnie stanął na parapecie, cofnął ręce jak skoczek narciarskich przed wybiciem z progu i z rykiem:

    – Leeeć, Kaaa-mil! Leeeć!! – ugiął nogi w kolanach. Zamiast wybić się, co część zgromadzonych już widziała oczyma wyobraźni, stracił równowagę i runął głową w dół! Jedynie przypadek sprawił, że czterech asekurujących już trzymało linkę. Ciężar spadającego ciała gwałtownie wyrwał całą czwórkę do przodu. Trzech upadło, ale żaden nie puścił linki. Może dlatego, że ostatni z nich, dla wygody, owinął się linką. Kto mógł, rzucił się na pomoc! Wszyscy byli przerażeni. Z ogromnym wysiłkiem, po kilku nieudanych próbach, wreszcie zdołali wciągnąć pijanego Arturka.

    Reakcje świadków zdarzenia były bardzo różne. Zdenerwowana Julka milczała, tkwiła w miejscu i trzęsła się jak przy ataku febry. Gośka od razu zwymiotowała do umywalki. Oczyma wyobraźni już widziała zmiażdżoną głowę Arturka na betonie. Błażej po chwili odrętwienia rzucił się do trzymania linki. Wioleta siadła w kącie i zanosiła się histerycznym śmiechem. Oli zrobiło się słabo. Kiedy Olek poklepał ją po policzku, ze zdenerwowania zaczęła płakać. Majka wtuliła się w Sylwię i chlipała. Tomek błyskawicznie podbiegł do okna, niebezpiecznie wychylił się i chwycił za ramię bezwładnie wiszącego Arturka. Jacek widział wszystko jak w zwolnionym tempie. W końcu, z opóźnieniem i bardzo wolno ruszył dziwacznym, sztywnym krokiem za kolegą. Kiedy złapał za linkę i zaczął ją ciągnąć, zaczęła wracać naturalna płynność ruchów i energia. Nadal niczego i nikogo nie słyszał. Nawet histerycznych krzyków. Pomagał, tylko pomagał… Półnaga Andżelika, która powoli, wręcz flegmatycznie kompletowała strój, walcząc z szumem w głowie, na widok spadającego Arturka podskoczyła i wydarła się na cały głos. Potem oparła się o ścianę, przycisnęła ręce do piersi, ciężko oddychając i osunęła na podłogę. W napięciu, szeroko otwartymi oczyma obserwowała asekurujących, którzy wciągali Arturka. Kiedy wreszcie wciągnięty, z łoskotem zwalił się z parapetu na parkiet, rzuciła spódniczkę, poderwała się, odepchnęła chłopaków i zasłaniając usta, ledwo zdążyła dobiec do umywalki. Milena nadal stała, wpatrując się w okno przerażonym wzrokiem. Nie potrafiła nawet drgnąć. Jej drugi partner, ułamek sekundy później niż Tomek, rzucił się do trzymania linki.

    Po tym wstrząsającym wydarzeniu, niektórzy momentalnie wytrzeźwieli.

    *

    Arturek, jako jedyny w sali, był teraz ożywiony, bardzo głośny i w dobrym humorze. Fatalny stan jego garnituru i obtarcia naskórka jeszcze nie dotarły do jego świadomości. Koledzy wcisnęli chłopakowi jakąś szmatę w usta. Po udanej akcji ratunkowej wszystko powoli wracało do normy. Część ratowników nadal siedziała na podłodze i ciężko oddychała.

    – On jest gorszy od snopka słomy – stwierdził Robert, rozkładając ręce i bezradnie rozglądając się po obecnych. Napięcie znowu rosło, bo kwadrans szybko, zbyt szybko, dla wszystkich obecnych w tej sali, dobiegał końca.

    – Kurwa, czerwiec, a temu najebanemu baranowi kojarzy się sport zimowy! – Milena musiała głośno odreagować przeżyte wydarzenie.

    – Może nie trzeba wiązać go jak baleron? – rzucił Oskar, przyglądając się pijanemu bohaterowi wieczoru. Czuł potężny ból barku po szarpnięciu linki. Stał dziwacznie wykręcony.

    – Przestańcie dyskutować, tylko wyjmijcie mu ten knebel, bo jeszcze udusi się – zauważyła Sylwia. Koledzy wykonali polecenie, ale przezornie nadal trzymali go za ręce. Przyduszony chłopak spuścił głowę i ciężko oddychał.

    – Jaaass…!! Aaa-le jaaaass-ta!! – zawodził pijackim głosem. Uniósł głowę z dumnym uśmiechem. – Jaaa… La… Hep! La-taaa-eem! Laa-taaa-em!! Tyyl-ko, kuuur-fa… Lon…, lon…, lond… Oo…

    – Lond? Londyn? Leciałeś do Londynu? – ktoś zapytał usłużnie.

    – Lond. Eech… Lond-o-fanie tak bo-laoo… – wyjęczał z cierpieniem na twarzy.

    – Cholera, ze słoniem by nam łatwiej poszło!! – Krzyśka ponosiły emocje. Też czuł ból barku i pleców po interwencji. Bezsilnie zacisnął pięści. Otworzył je i uderzył dłońmi o uda. Byli bezradni. A czas nieubłaganie płynął. Zdecydowanie zbyt szybko.  

    – Kuźwa! – Julka stała przy umywalce z płynem do płukania ust. Jak wszyscy była zaniepokojona, ale w jej uczuciach dominowała wściekłość na pijanego bohatera wieczoru, który nastręczał tyle nieoczekiwanych kłopotów. – Ta męska pizda pogrąży nas wszystkich!!

    Andżelika, przejęta tym, czego przed chwilą była świadkiem, jedynie mogła bezgłośnie potakiwać. Intensywnie płukała usta. Nadal szumiało jej w głowie, ale już była trzeźwa.

    – Ej, ty! Tylko nie „męska”! – ktoś oburzony głośno zaprotestował.  

    – A co?! Jest dziewicą?! – Julka wyraźnie szukała kolejnej okazji do odreagowania emocji. Rozsądnie żaden chłopak nie podjął tematu.

    *

    Po krótkiej, intensywnej kłótni wszystkich ze wszystkimi, której odgłosy doskonale było słychać na piętrze, wdrożono awaryjny plan autorstwa Olka. Na dole nadal dudniła muzyka. To już ostatnie minuty zabawy, więc w tej chwili żaden z nauczycieli nie wybierał się na piętro. Początkowo dziewczyny były sceptyczne i odmówiły, ale czas naglił, a pomysłów nie przybywało. Za chwilę dyrektor z nauczycielami może skontrolować piętro, więc z pomocą kolegów wykonały Arturkowi ekspresowy makijaż. I sprawdziły efekt. Na Wiktorze. Wywołany po imieniu, odwrócił się i, nieuprzedzony, tuż przed sobą ujrzał rezultat pracy dziewczyn.

    – O, matko!! Głupie baby! Uprzedzajcie!! – krzyknął przerażony Wiktor, gwałtownie prostując się i wytrzeszczając oczy.

    Grupa cicho chichotała, obserwując nerwową reakcję kolegi.

    – Makijaż?! To uważacie, kuźwa, za makijaż?!! Chyba: kamuflaż! – Ciężko oddychał. Rzucił wściekłe spojrzenie dziewczynom. – No, cholera, teraz to nawet po wódce nie zasnę! Dzięki! – Wiktorowi nie podobał się ten żart. Można było odnieść wrażenie, że chwilowo wszyscy dobrze bawili się jego kosztem.

    – Artur! A ty, pijany debilu! – teraz zwrócił się do kolegi, zaciskając zęby i grożąc mu palcem. – Kurwa mać! Przynajmniej nie uśmiechaj się!! – Wiktor jeszcze raz głęboko westchnął, kręcąc głową. Jemu nie udzieliło się rozbawienie innych. – Będę miał koszmary – westchnął ponownie i rozejrzał się z uwagą. – Jest jeszcze jakiś alkohol?

    – Sooorki – tym razem do świadomości Arturka dotarł cały przekaz – ale jes-tem je-dy-nie poot… poot-chmie-lo-ny. – Dumny z płynnej wypowiedzi, z zadowoleniem rozejrzał się po sali w oczekiwaniu na aplauz i głośno beknął.  

    Reszta, mimo poważnej sytuacji, nadal dobrze bawiła się przerażeniem Wiktora. Z kolei zapracowane i zestresowane „głupie baby” poczuły się urażone i w rewanżu Wiktor usłyszał serię „dobrych rad” oraz epitetów – jedne i drugie powszechnie uznawane za wulgarne i obelżywe.

    Tymczasem dziewczyny jednak nie próżnowały: podwinęły Arturkowi nogawki otartych spodni nad kolana, rozpięły koszulę i wepchnęły pod nią parę metrów papierowych ręczników w postaci dwóch kul, tworząc całkiem spory i kształtny biust. W akcie rozpaczy, Olek z Olą w międzyczasie przejrzeli otwarte szafy w pracowni i znaleźli rolki krepy. Połączyli je i zaczęli wciskać Arturkowi za pas spodni, imitując spódniczkę. Chłopak opacznie zrozumiał ich zabiegi. Z dumą rozglądał się po sali: 

    – Eeech, cief-czy-ny! Niee tee-ras! Niee… Hep! Juu-tro! Naaa nuu-me-rek, zapr-szaam…

    Po szybkiej lustracji „głupie baby” uznały, że jest gotowy. Tylko Arturek nagle zaczął coś mamrotać o skromnym rozmiarze. Poszarpaną marynarkę zabrała jedna z dziewczyn stojąca na końcu wychodzącej grupy. Na koniec, zdesperowana i poirytowana Sylwia psiknęła Arturkowi perfumami w usta.

    – Ooo, dooo-pre! – zamrugał i mlasnął zadowolony. – Koo-lej-ka! Dla fszyyst-kich! – wrzasnął.

    Dziewczynie opadły ręce. Zaskoczona opinią Arturka przez dłuższą chwilę stała z otwartymi ustami, bezradnie rozglądając się. Już nikt nie miał siły na komentarz.

    *

    Byli gotowi. Dwie dziewczyny chwyciły go pod ręce. Trzecia zasłaniała ich z przodu, a czwarta miała iść z boku. Wszystko zależało od tego, z której strony pojawią się nauczyciele przy wyjściu ze szkoły. Z kłopotliwym ‘towarem’ ruszyły do drzwi. Przed nimi, za nimi, parami i luzem, ruszyli pozostali, z zadaniem wsparcia dziewczyn holujących ich podpitego kolegę.

    Andżelika wychodziła w towarzystwie trzech kolegów. Szła o własnych siłach, ale była zmęczona, nadal bardzo zdenerwowana po skoku Arturka. Wciąż szumiało jej w głowie i źle się czuła. Spojrzała na swoją trzyosobową grupę wsparcia:

    – Ja pierdolę taką szkołę! Nigdy nie przypuszczałam, że klasa maturalna będzie aż taka ciężka! – ze zdumieniem kręciła głową. – Jak obleję, drugi raz do matury nie podchodzę! Niech ojciec z matką zdają, jeżeli im zależy!

    Jednak nadal był problem z Arturkiem. Całą drogę do wyjścia ze szkoły pijackim zawodzeniem domagał się większego biustu! Strzał i poprawka w tył głowy nie zmieniły wymagań chłopaka. Idący z tyłu chłopacy markowali głośną rozmowę o niczym i zasłonili grupkę przy wyjściu ze szkoły. Koleżanki z eskorty z radosnymi okrzykami, zagłuszając głośne protesty podpitego chłopaka, wyprowadzały go ze szkoły, tłumacząc hałaśliwie, że to ‘nowa’ w ich paczce. Inni, zgodnie z planem, zrobili sztuczny tłok, uniemożliwiając bliższy kontakt z ‘koleżanką’ i podobnie jak eskorta Arturka, przesadnie głośno żegnali swoją wychowawczynię. Nauczycielka z politowaniem i skrywanym rozbawieniem patrzyła na swoje uczennice. Chyba nawet zamierzała podejść do nich. Przechodzący chłopcy w porę jej to uniemożliwili. Koleżanki z Arturkiem właśnie mijały drzwi.

    *

    Błażej oraz Mateusz i Witek wraz z dziewczynami tworzyli sztuczny tłok przy wyjściu ze szkoły. Dwaj ostatni trzymał kochanki pod rękę. Patrzyli przed siebie, starali się udawać przypadkowe spotkanie. Uważny obserwator od razu zrozumiałby, że coś ich łączy… Dla nich nie miało to aż tak dużego znaczenia. Dziewczyny były zadowolone, oni jeszcze bardziej i byli umówieni na spotkanie za kilka dni. Chłopacy uprosili je. Milena i Gosia zgodziły się, nie okazując przesadnego entuzjazmu. Były bardzo zadowolone po dzisiejszym seksie, ale w krótkiej rozmowie uznały, że stonowana reakcja zagwarantuje większe starania kochanków przy kolejnym spotkaniu.

    Po zakończeniu nauki spotykali się co jakiś czas. Latem, dla uczczenia udanej matury i rozpoczęcia studiów, wyjechali we czworo na wakacje w ośrodku wypoczynkowym nad jeziorem. Kiedy widywano ich razem na spacerach, w drodze na posiłki, na plaży, trudno było określić: kto z kim tworzy parę. Aby dodać pikanterii wypoczynkowi, umówili się, że seks we dwoje „obowiązuje” tylko w nocy. Zgodnie z umową chłopacy między sobą uzgadniali partnerki na noc. Zresztą, jeżeli w ciągu dnia uprawiali seks to na ogół we czworo, sporadycznie we troje. Sperma i alkohol lały się strumieniami. Prawdziwe bachanalia! Dziewczyny jeszcze wiele lat później wspominały te wakacje jako najbardziej udane. Wyszły za mąż za bardziej umiarkowanych seksualnie partnerów i pozostały w luźnym kontakcie. Mimo takich wyborów, jeszcze wówczas organizowały dyskretne spotkanie dla ich czwórki. A może dlatego?

    *

    Daria ze Zbyszkiem przyłączyła się do tłumu tworzonego przez wychodzących z pracowni na piętrze. Kacper objął Kamę i zanim zdążyła zaprotestować, szli za swoimi seks-partnerami. Już byli umówieni na kolejne spotkanie, tym razem u Darii. Kacper miał ochotę poszaleć z Kamą, zaproponował spotkanie za kilka dni, ona zgodziła się i chłopak już odliczał dni do najbliższego spotkania. Uznał, że musi ją nieco lepiej poznać, żeby podczas spotkania z Darią i Zbyszkiem nie była taka sztywna. Wówczas nie będzie już podlewał Kamy alkoholem. Dziewczyna chętnie wyraziła zgodę, bo obawiała się, że długo może nie mieć okazji na regularny seks. Nadal była podniecona seksem we czworo w łazience. Akurat miejsca nie wspominała najlepiej, ale seks…. Nie przyznawała się, jednak to ona pierwsza chciała zaproponować kolejne spotkanie, więc kiedy Zbyszek zapytał o powtórkę, chciała wręcz krzyknąć z radości! Tylko sporadycznie uprawiała seks. Tyle nasłuchała się opowiadań koleżanek, a teraz sama będzie zaspokajana przez dwóch chłopaków! I taką bezpruderyjną dziewczynę! Już nie mogła doczekać się ponownego penetrowania blondynki dłonią. Kiedy Kacper objął ją ramieniem, przylgnęła do niego ciałem. Zdecydowała, że będzie otwarta na propozycje kolegi. Słusznie uznała to za gwarancję regularnego seksu z chłopakiem.

    – Fajnie zapowiadają się najbliższe miesiące – pomyślała z radością, ściskając Kacpra.

    Trafnie oceniła najbliższą przyszłość. Spotykali się ponad rok na seks. Czasem udało się nakłonić jakąś inną dziewczynę, ale tylko sporadycznie. Chłopaków nie szukali. Potem studia zdominowały ich kontakty towarzyskie, jednak na seks z Darią i Zbyszkiem spotykali się do końca studiów. Kiedy podjęli pracę, każde znalazło krąg znajomych i tam spełniało się.

    Kama nieco zmieniła swoją dietę i tryb życia na bardziej aktywny. Wyrosła na atrakcyjną, szczupłą kobietę o sporym biuście. Zawsze miała kilku kochanków. Zawsze ona wybierała kochanka i decydowała o terminie spotkania w swoim eleganckim mieszkaniu. Miała dobry gust. Tak do wystroju apartamentu, jak i mężczyzn. Jeszcze przez kilka lat po studiach jej kochankiem pozostawał również Kacper. W dużej państwowej firmie szybko awansowała i przez wiele lat zajmowała eksponowane stanowisko, ściśle odseparowując życie prywatne od pracy zawodowej. Dlatego po latach w firmie mylnie określano ją mianem „starej panny”. Traktowała je jako nagrodę za skuteczne maskowanie swojej prawdziwej natury. Kochankowie nigdy o sobie nie dowiedzieli się, przekonani o swojej wyjątkowości, a ona czasami, realizując swoje marzenia, bawiła się w większym gronie. Nigdy nie wyszła za mąż.

    Kiedy Kacper definitywnie rozstał się z ciałem Kamy, ożenił się. Potem rozwiódł. Jeszcze dwukrotnie żenił się i rozwodził. Czwarta, stała partnerka w jego życiu okazała się ostatnią. Była prawie 20 lat młodsza od niego. Lubiła różne udziwnienia w seksie, była otwarta na nowe pomysły. Kacper, dobiegając pięćdziesiątki, wreszcie znalazł partnerkę, która również w seksie spełniała jego pragnienia. On, w miarę możliwości, spełniał jej oczekiwania. Opuściła go po ośmiu latach, kiedy jego potencja znacznie zmniejszyła częstotliwość współżycia. Wówczas Kacper definitywnie zamknął etap aktywności seksualnej w swoim życiu. Dzięki przypadkowi odnowił kontakt z Kamą. Często rozmawiali przez telefon. Mimo nalegań i zaproszeń Kamy, nigdy jej nie odwiedził. Zawsze coś “stanęło mu na przeszkodzie”. Nigdy nie spotkali się. Starał się być dobrym ojcem dla dwóch córek, które po usamodzielnieniu się przestały go odwiedzać.

    Daria wytrzymała ze Zbyszkiem jeszcze kilka lat po studiach. Potem rozczarowanie partnerem rosło, bo nie był w stanie zapewnić takiego standardu życia do jakiego przyzwyczaili ją rodzice. Zresztą dla nich też był za biedny jako partner ich córki. Zderzenie z dorosłością okazało się dla Darii zbyt bolesne i bardzo rozczarowujące. Rozstali się. Zbyszek znalazł dziewczynę, która z czasem zaczęła spełniać seksualne oczekiwania partnera. Powoli wprowadzał ją w świat seksu, o jakim nie miała pojęcia. Była szczęśliwa i w pełni oddana partnerowi, który tak wzbogacił jej życie intymne. Nie zdecydowali się na dziecko.  

    Daria spotykała się z wieloma mężczyznami. Równie często z jednym, jak z dwoma lub trzema kochankami. W bardziej trwałych związkach pozostawała dość krótko. Jej wybujałe wymagania seksualne na ogół były głównym powodem rozstania, ale nie ogłaszali tego nawet znajomym. Sama uroda umożliwiała jej przebieranie w bardzo licznych propozycjach. Cóż, miała swoje potrzeby. Naprawdę spore! Ale przecież była nimfomanką. W określonych sytuacjach nie ukrywała tego, zapraszając atrakcyjnego mężczyznę na seks. Jednak żaden z kochanków nie potrafił się nią zaopiekować tak jak Zbyszek i nie był w stanie zaspokoić jej potrzeb tak jak on. Odważnie przyznała się przed sobą, że tęskni do jego pomysłów i do niego. Kiedy zbliżała się do czterdziestki, nagle doszła do przekonania, że wreszcie trafiła na właściwego mężczyznę. To znowu był „ten” seks! Został jej partnerem. Czuła się zaspokajana jak za dawnych lat! Jej życie seksualne ponownie nabrało rozpędu i różnorodności, których tak pożądała! Znowu seks, w pojedynkę i grupowy, sprawiał jej tyle radości jak przed laty! Jak jej chciało się żyć! Przy każdej okazji odwdzięczała się partnerowi.

    Zginęła w wypadku, kiedy straciła panowanie nad samochodem i wypadła na ostrym zakręcie. Spóźniona i podniecona z nadmierną prędkością pędziła na spotkanie w wielokącie, zorganizowane przez partnera. Miała być główną atrakcją.

    *

    Grupa z Arturkiem zatrzymała się dopiero w bezpiecznej odległości, poza terenem szkoły. Dziewczyny były zdenerwowane i fizycznie wyczerpane jego holowaniem.

    – No, NARESZCIE! – westchnęła głośno, wyrażając ulgę chyba wszystkich zaangażowanych w wyjście z Arturkiem, jedna z dziewczyn. Nikt się nie odezwał.

    Tylko nieświadomy sytuacji Arturek coś bełkotał. Dołączali pozostali i przejęli kolegę. Powoli schodziło z nich napięcie. Udało się! Udało!! Jednak nikt nie miał siły okazywać radości.

    – Kurwa, na maturze nie będzie takiego stresu ze ściąganiem jak z tą pizdą na zabawie – wysapała zdenerwowana Wioleta, opierając się o płot i spode łba patrząc na Arturka.

    – Przez tę gnidę to zawału można dostać! Spieprzył nam zabawę!! – kręciła głową Sylwia.

    – Nie potrafi pić, więc niech nie wpierdala się na zabawę! – wściekła Milena, w pełni świadoma konsekwencji, gdyby wydała się cała afera z pijanym Arturkiem i seksem w pracowni, ledwo panowała nad sobą.

    – Ja bym go wyjebała, żeby dobrze zapamiętał imprezę! – mimo sporej porcji seksu i zemsty na Damianie, Julkę ciągle nosiło. Głośno nikt się nie przyznał, ale męska część grupy uwierzyła jej. Kilka dziewczyn głośno poparło ją.

    – No co wy, najgorsze już minęło!

    – Dajcie mu spokój. Dość się nacierpiał.

    – Przecież już wszystko jest OK – odzywali się kolejni chłopacy ugodowym tonem w obronie pijanego kolegi.

    I nagle, na przekór prośbom, Julka dała upust swojej złości. Miała dość Arturka! Najpierw rzuciła wściekłe spojrzenie w kierunku ugodowo nastawionych kolegów, a potem, z kilku kroków rozbiegu, kopnęła chwiejącego się Arturka w tyłek! Mimo szpilek na nogach, nikt nie zdążył jej powstrzymać. Centralnie trafiony Arturek jęknął, gwałtownie wyprostował się, zamarł w bezruchu z wyrazem zdziwienia na twarzy i po chwili odpowiedział donośnym pierdnięciem! A potem z ulgą na twarzy szeroko uśmiechnął się!

    Wszyscy spojrzeli na siebie zdumieni i… wybuchli niepohamowanym śmiechem! Śmiali się głośno, rechotali, patrząc na siebie, na pijanego chłopaka i na zdezorientowaną Julkę, która stała jak wryta. Rozglądała się zaskoczona ich reakcją, a po chwili wpadła w zaraźliwy chichot. Kiedy mijała pierwsza fala śmiechu i już, już uspokajali się, ktoś wskazał na Arturka i znowu wybuchli śmiechem. Potem wystarczyło naśladować odgłos wydany przez chłopaka albo tylko pokazać go palcem i grupa znowu głośno śmiała się. Ktoś gestem określił zarys sylwetki Arturka i pięścią naśladował atak Julki. Wywołał kolejny wybuch śmiechu. Trwało to i trwało. Mijały kolejne minuty, a oni nie przestawali śmiać się. Reakcja była zaraźliwa. Aż łzy płynęły im z oczu. Nikt nie musiał nic mówić. Rzut oka na Arturka i kolejny wybuch śmiechu aż do bólu brzucha! To było ich katharsis po wyczynie Arturka na parapecie okna pracowni. Kiedy wydawało się, że wreszcie przestaną, zdyszana Julka pokręciła głową i głośno westchnęła:  

    – Ale puścił karakana! – Znowu zaczęła głośno chichotać. Już po chwili, mimo usilnych prób, wszyscy pokładali się ze śmiechu. Część trzymała się za brzuch, inni nie potrafili samodzielnie ustać i trzymali się najbliżej stojących. Jedna, potem kolejne osoby opierały się o ogrodzenie, ramieniem zasłaniając łzawiące oczy. Ci śmiali się cicho, próbując nie patrzeć na grupę. Ból mięśni brzucha już nie pozwalał na więcej.  

    – Arturek, nareszcie kupisz tanie auto. Gaz już masz!

    – Arturek, puść smugę!

    – Arti, włącz dopalacze!

    – Artek, a ogniem też razisz wroga?

    – „Artur one” – ekologiczna broń biologiczna!

    – Arturek, Rosja zbankrutuje przy twoich dostawach!

    Każdemu prowokacyjnemu komentarzowi towarzyszył głośny wybuch śmiechu.

    – Proszę, przestańcie – błagalnym tonem wyszeptał Wiktor, próbując opanować atak śmiechu. Opierał się o ogrodzenie szkoły, jedną ręką ściskał brzuch. Nie patrzył na grupę, ale, niestety, słyszał komentarze i śmiechy. Wszyscy z trudem oddychali i… ponownie zanosili się początkowo tłumionym i znowu coraz głośniejszym śmiechem, kiedy zaczynała się śmiać reszta grupy.

    – Ja pier… Chyba zlałam się! – głośno oznajmiła rozbawiona Majka ze łzami w oczach. Wszyscy jak na komendę wybuchli głośnym śmiechem.

    Kiedy uspokoili się, swoje dołożyła chichocząca Wioleta: 

    – Ja już dawno mam mokro! – śmiała się coraz głośniej, wycierając łzy i nerwowo przestępując z nogi na nogę.

    Rzut oka na dziewczynę i kolejny wybuch śmiechu ogarnął grupę.

    – A mnie chlupie w szpilkach! – Andżelika zaniosła się zaraźliwym rechotem. Natężenie śmiechu w grupie wzrosło.

    Olek siedział na chodniku, kolana mocno obejmował rękoma i kiwał się jak dziecko z chorobą sierocą, bo już nie potrafił zapanować nad bólem brzucha. Śmiał się po cichu i patrzył tylko w dół. Wytrwale starał się liczyć kamyki leżące u jego stóp, bezskutecznie próbując opanować kolejne napady śmiechu. Ola opierała się ręką o jego plecy, drugą próbowała bić się po udzie, albo chłopaka po plecach, a między kolejnymi atakami śmiechu, wycierała łzy i bezsilnie kręciła głową.

    Nadjeżdżający patrol zwolnił na widok uczniów. Policjanci uważnie spojrzeli przez szyby wozu na roześmianą grupę. Popatrzyli na siebie, na uczniów płaczących ze śmiechu, znowu na siebie, zgodnie wzruszyli ramionami i pojechali dalej.

    – Spo… Spo-kójjj! Cii-sza!… Jjjusz ..óś-no! Hep! Sze-ee-pra-szam… Niee foo-lno… Nie fol-no ha-ła…, ha-ła-so-faać! – głośno bełkotał chwiejący się Arturek, podtrzymywany przez roześmianych kolegów. Miał zamknięte oczy.

    *

    Bożena poczuła się nagle osamotniona, porzucona. Leżała naga, nikt się nią już nie interesował. I wtedy dotarło do niej, że powinna pojawić się na dole elegancko ubrana, w jako takiej fryzurze! Spojrzała na swoje ciało i zobaczyła liczne ślady spermy na pończochach. Czuła jak ogarnia ją przerażenie. Nagle, ze stanu euforii seksualnej szybko zbliżała się ku atakowi histerii. Obok niej pojawił się Robert. Uśmiechnął się życzliwie.

    – Chodź – podał jej rękę, pomógł wstać i zaprowadził do łazienki. Kobieta, idąc za nim między sprzątającymi uczniami, wstydliwie zasłaniała nagie piersi i łono. Odprowadzało ją parę pożądliwych spojrzeń. Przyniósł jej ubranie, szpilki. Rolkę ręczników papierowych i podróżne mydełko w płynie postawił na parapecie. Stała naga, zasłaniała rękoma swoje ciało, przygarbiona i zagubiona w sytuacji, nad którą nie panowała. Zdenerwowana patrzyła na niego. Kiedy minęło podniecenie, a raczej szał namiętności, nie potrafiła odezwać się. Myślała o konsekwencjach. Bała się.

    – To nie twój zapach, ale musi wystarczyć – wskazał na mały pojemnik. – Kiedy zejdziesz, przyniosę ci torebkę. Wtedy poprawisz makijaż, a potem podam płaszczyk – rzeczowo uprzedził. – A tu szczotka do włosów, od dziewczyn. Do zwrotu! Na wyjście wystarczy jak przeczesz włosy – uspokoił nauczycielkę. – Aha! W drzwiach jest zamek. Możesz skorzystać, jeżeli boisz się, że wejdzie ktoś przypadkowy. – Przez chwilę taksował ją w milczeniu.

    Patrzyła na niego stojąc w kuszącej pozie. Nie wiedziała, czy znowu nie zechce…

    – Byłaś świetna – poufale poklepał ją po gołych pośladkach i wyszedł z łazienki. Na klepnięcia zareagowała grymasem. Westchnęła głęboko, po raz kolejny myśląc o tym jak szalała z uczniami.

    – Cóż, seks odmładza. Z młodymi w dwójnasób – uśmiechnęła się do lustra. Z obawą spojrzała na drzwi. Podbiegła i zamknęła je na zamek. Spokojnie podeszła do umywalki, puściła wodę i pospiesznie zaczęła zmywać spermę.

    *

    Nauczycielka geografii założyła ponczo i skierowała się do drzwi. Któraś z koleżanek spostrzegła, że ma pogniecioną sukienkę, ale nic nie powiedziała. Uznała, że to wina marnego materiału. Starała się skłonić Teresę do rozmowy, bo w jej zachowaniu było coś niepokojącego. Geografka próbowała uśmiechać się, głośno pożegnała wszystkich i skierowała się do wyjścia ze szkoły. Jeszcze po drugiej stronie ulicy koleżanka widziała migające jej szaro-żółte szpileczki. Teresa miała chyba jakieś kłopoty… Ale szybko o niej zapomniała, koncentrując się na kolejnej hałaśliwej grupie uczniów wychodzącej ze szkoły. Jej klasa! Dostrzegła, że uczennice przemalowały Arturka i zrobiły mu biust z papieru.

    – Taki sympatyczny chłopak. Na co on pozwala tym dziewczynom – westchnęła w duchu. Już ruszyła w ich kierunku, żeby pomóc chłopakowi, ale właśnie wówczas jakaś zwarta grupka uczniów przesuwała się przed nią do wyjścia. Dłuższą chwilę czekała aż grupa minie ją, ale wtedy dziewczyny z Arturkiem już zniknęły za drzwiami. Jeszcze na schodach darły się, przekrzykując hałaśliwego kolegę.

    *

    Bożena szła powoli, z trudem opanowując drżenie nóg. Była bardzo zmęczona. Wychodziła, pożegnawszy się ze wszystkimi nauczycielami, obdarowując ich uśmiechem, machaniem ręki z pewnej odległości i głośnym „Do widzenia państwu!”. Bała się, że ktoś może od niej poczuć mocniejszy alkohol albo przypadkowo zobaczy poplamioną spódniczkę, którą zasłaniała płaszczykiem. Dyrektor skrył swoje rozczarowanie i ukłonił się. Pani Bożena podobała się mu jako kobieta i czasami starał się pobyć w jej towarzystwie. Przed paroma laty rozwiódł się i miał ochotę na znacznie więcej, ale instynktownie wyczuwał, że nie powinien startować w tej konkurencji. Inni też jej pomachali albo skłonili głowy. Już nie założyła pończoch poplamionych spermą. Na pytanie jednej z ciekawskich nauczycielek, stojącej przy drzwiach wyjściowych, o ten element jej ubioru, wyjaśniła, że rozdarła w trakcie tańca i musiała zdjąć.

    Przeszła na drugą stronę ulicy, minęła bloki i właśnie przechodziła obok dużego parkingu. Nagle ktoś zagrodził jej drogę. Na pewno mężczyzna. Przez moment stał jakieś dziesięć metrów od niej. Nie widziała jego twarz. Teraz powoli ruszył w jej kierunku. Dookoła ani żywej duszy. Rozejrzała się zaniepokojona. Przycisnęła torebkę do tułowia.

    – Spokojnie. Nie bój się.

    Odprężyła się i westchnęła cicho. Poznała głos Roberta. Przestała ściskać torebkę.

    – Chodź, odwiozę cię do domu – zaproponował chłopak. Bez słowa ruszyła z nim. Cieszyła się, że zbliża się koniec roku i takich ekscesów.

    Jakże myliła się…

    K o n i e c

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Ukarany za podgladanie

    Hej. Chciałbym podzielić się z Wami moją historią. Na wstępie pragnę zaznaczyć, że to wyznanie jest w tematyce scat, więc jeśli nie odpowiada Wam ona to nie czytajcie tej historii.

    Mam na imię Michał i mam 19 lat. W tym roku zaczynam studia i wyprowadzam się za parę miesięcy z domu rodziców. W przeciwieństwie do mojej 23 letniej siostry Marty, która pomimo swego wieku nadal siedzi na garnuszku rodziców. Marta nie poszła na studia. Po szkole średniej od razu rozpoczęła pracę w naszym rodzinnym miasteczku, dlatego też nie było dla niej większego sensu, żeby miała iść na swoje, tym bardziej, że aktualnie nie jest zaangażowana w żaden związek. Rodzicom to odpowiada – dopóki dokłada się do codziennych wydatków, nie mają nic przeciwko, żeby ich córka siedziała w domu.

    Marta zawsze była ulubienicą rodziców. Zawsze pozwalali jej na dużo i to też wpłynęło na jej charakter, jaki ma dziś. Być może określenie “rozpieszczona” byłoby zbyt mocne dla niej, ale Marta nie znosi sprzeciwu. Jest raczej typem ekstrawertyka z dużym zamiłowaniem do bycia w centrum uwagi i ze skłonnością do dyrygowania ludźmi. Te skłonności najczęściej odbijały się na mnie, kiedy będąc jeszcze mały, musiałem słuchać się mojej siostry i zwykle nie mogłem się jej sprzeciwić, bo w przeciwnym razie Marcie zawsze udawało się przekonać rodziców, żeby skarcili mnie odpowiednio. W ten sposób często musiałem oddawać Marcie moje słodycze, które zwykle wymuszała ode mnie szantażem, a w wieku nastoletnim ze słodyczy przeszło nawet na kieszonkowe. Sytuacja zmieniła się jak Marta znalazła sobie pracę 4 lata temu. Od tamtej pory nieco sfolgowała, lecz nasze stosunki niezbyt się poprawiły. Tolerowaliśmy się nawzajem, lecz nie pozostaliśmy bardzo kochającym się rodzeństwem.

    Pomimo tego, ze niezbyt przepadam za moją siostrą, to muszę jednak przyznać, że uważam ją za bardzo atrakcyjną kobietę. Rzekłbym nawet, że Marta podnieca mnie seksualnie. Marta ma oczy koloru brązowego i jest szczupłą szatynką z lekko falowanymi włosami sięgającymi za ramiona.  Jej piersi są małe i zgrabne oraz posiada całkiem seksowny tyłeczek

    Marta często była obiektem moich fantazji seksualnych. Była moją siostrą, ale nie mogłem się powstrzymać, żeby nie myśleć o niej podczas masturbowania się. Moja fascynacja Martą tym bardziej pogłębiła się, kiedy udało mi się ją podejrzeć nago przez dziurkę od klucza, podczas jej kąpieli. Wtedy po raz pierwszy od czasów dziecięcych, zobaczyłem moją siostrę kompletnie rozebraną. Od tamtej chwili podglądałem ją coraz częściej i coraz mocniej zaczęła mnie ona podniecać. Pewnego dnia nawet udało mi się zrobić zdjęcie telefonem przez dziurkę od klucza, na które patrzyłem podczas moich sesji fapania.

    Z czasem zwykle podglądanie przestało mi wystarczyć. Kiedy miałem chcicę i musiałem sobie zrobić dobrze, zamykałem się w łazience i myszkowałem w koszu na brudną bieliznę w poszukiwaniu jej noszonych majtek. Kiedy już je znalazłem, przystawiałem sobie do nosa jej brudne miejsca i inhalowałem się intymnymi zapachami mojej siostry, w międzyczasie masturbując się. Bardzo podniecał mnie zapach jej cipki zmieszany z aromatem jej żółtych, a czasami nawet i brązowych śladów. Jechałem na ręcznym myśląc, że daje mi ona swoje krocze do wąchania na żywo. Czasami lizałem jej majtki rozkoszując się smakiem jej zaschniętych soczków z pochwy, jej starego moczu i bruzd pozostawionych przez niedokładnie podtarty tyłeczek. Również zdarzało mi się wsadzanie jej całych majtek do ust i dosłowne pranie ich w moich własnych ustach. W ten sposób mogłem dokładnie wyssać wszystkie aromaty Marty, a jej intymny smak w moich ustach towarzyszył jeszcze długo po takim rytuale. Zawsze po takich typu akcjach w obawie, że ktoś znajdzie w koszu majtki całe mokre, zwykle wsadzałem wszystkie ubrania do pralki i włączałem pranie udając, że jestem dobrym bratem i przykładam się do wypełniania obowiązków domowych, a w rzeczywistości robiłem to po to, aby zatuszować moje „zbrodnie”.

    Zabawa brudną bielizną Marty z czasem doprowadziła do wykształcenia u mnie bardziej ekstremalnych fetyszów. Zapach potu, cipki, sików i kału Marty przestał mnie obrzydzać, a wręcz przeciwnie, przyczynił się do wzrostu zafascynowania jej wydzielinami. Po jakimś czasie chciałem mieć tego więcej i więcej. W pewnej chwili nawet przestałem fantazjować o innych kobietach, a moim sesjom brandzlowania się towarzyszyły prawie wyłącznie myśli o Marcie, o jej nagim, naturalnym i smakowitym ciele.

    Zacząłem podsłuchiwać moją siostrę, kiedy wchodziła do toalety. Stawałem pod drzwiami i nasłuchiwałem. Fajnie było posłuchać pluskania powodowanego przez jej strumień moczu trafiający do muszli klozetowej, ale jeszcze fajniejszy był dźwięk jej bąków, gdy załatwiała tę drugą potrzebę. Kiedy Marta skończyła rytuał i wychodziła z łazienki, ja wchodziłem po niej, zamykałem się w niej i waliłem sobie konia w atmosferze przesiąkniętej zapachem dopiero co oddanego stolca.

    Pewnego dnia zacząłem się zastanawiać, jakby to było zobaczyć moją siostrę na żywo podczas załatwiania swoich intymnych interesów. Wiedziałem, że prawdopodobnie nigdy to się nie zdarzy. Mogłem jedynie dalej fantazjować o tym. Mimo to zacząłem kombinować i wpadłem na pomysł, że może i na żywo to się nie uda, ale być może udałoby się podejrzeć Martę w toalecie, przy użyciu ukrytej kamerki. W mojej głowie zrodził się pomysł, który trzeba było rozwinąć i dopracować. W końcu, po wielu dniach udało mi się skonstruować moje doskonałe narzędzie zbrodni. Ukryta, wodoodporna kamerka wmontowana w koszyczek od kostki toaletowej nadawała się idealnie do podglądania. W muszli toaletowej zwykle jest zbyt ciemno, żeby cokolwiek nagrać, dlatego zakupiłem specjalny, czuły model nagrywający nawet w totalnej ciemności – drogi jak cholera, ale moja fascynacja była jednak silniejsza – jej jedyną wadą było to, że nagrywała w odcieniach szarości, jednak dla mnie to był nieduży problem. Wyobraźnia sama dorabiała sobie kolory.

    Zanim zamieniłem kamerkę z prawdziwą kostką do WC wyczekałem odpowiedniego momentu, aż w domu będę tylko ja i moja siostra.  Odpowiednia chwila nadarzyła się w zeszłe wakacje, kiedy to rodzice wyjechali na 2 tygodnie nad morze, zostawiając nam wolny dom. Całe 14 dni nagrywania siostry podczas jej wizyt w toalecie. Za każdym razem, kiedy Marta wychodziła do toalety moje serce zaczynało bić mocniej. Z jednej strony, ponieważ wiedziałem, że za chwilę dostanę kolejne nagranie do mojej kolekcji, a z drugiej z powodu obawy przed przypadkowym wykryciem. Byliśmy tylko my w domu, więc od razu byłoby wiadomo, kto zamontował kamerkę w muszli. Gdy siostra skończyła załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne, ja wchodziłem do łazienki po niej i podmieniałem kartę pamięci w kamerce, aby móc skopiować nagrania na mój komputer. Zwykle już wtedy wiedziałem, jakiego typu potrzeba była załatwiana – gdy w toalecie unosił się zapach kupy lub nie.

    W ten sposób moja biblioteka w fap folderze powiększyła się o filmy, które stały się dla mnie niezwykle cenne. Wśród nich były nagrania, jak Marta siada na muszli klozetowej i oddaje mocz. Mogłem oglądać jak z cewki mojej własnej siostry wydobywa się mocz. Jak sika strumieniem moczu pod dużym ciśnieniem, gdy chciało jej naprawdę mocno, oraz, gdy z jej cipki skapują kropelki moczu, gdy chciało jej się tylko trochę. Wszystkie te nagrania były dla mnie bardzo podniecające i spuszczałem się do nich jak szalony. Najlepsze były jednak te, w których załatwiała potrzebę innego rodzaju.

    Marta stawała nad muszlą klozetową, opuszczała swoje majtki i siadała śliczną dupką na desce. W momencie przysiadania jej pośladki rozpłaszczały się na desce i rozchylały, ukazując smakowity odbyt mojej siostry. Po chwili można było zobaczyć, jak mięśnie jej kakaowego oczka poruszają się, a parę sekund później słychać było pierdnięcie (kamerka nagrywała również dźwięk). Czasami był to głośny pierd a czasami niemal bezgłośny cichacz (i zapewne bardzo śmierdzący). Najfajniejsze były te, po których wydawała z siebie podniecający jęk. Po serii bąków Marta zapierała się, stękając podczas wydalania z siebie tych bardziej twardych kupek. Jej dziurka rozluźniała się ukazując brązową masę, która powoli wysuwała się z jej odbytu. Kiełbaski były długie, obfite i zdrowe. Parę razy zrobiła jednak rzadszą kupę, którą w przeciwieństwie do tych zbitych, wypróżniała z większą szybkością. Jej odbyt rozchylał się mniej, a sam dźwięk srania był głośniejszy. Jej stolec wydawał strzelające odgłosy podczas wychodzenia z tyłka Marty, a ona sama pierdziała intensywnie i hałaśliwie. Po takich kupach zwykle jej odbyt był cały umazany gównem. Ale sobie do tego waliłem – myśląc o tym, jakbym chciał wylizać taki brudny tyłek spuszczałem się strumieniami.

    Podglądanie trwało prawie przez cały czas nieobecności rodziców. Dwunastego dnia jednak wydarzyła się historia, której nie zapomnę do końca życia. I moja siostra chyba też.

    Tego dnia wróciłem akurat do domu wieczorem, po meczu w piłkę nożną, w którą graliśmy z kumplami. Marta była wtedy akurat w domu, już po pracy. Poszedłem szybko wziąć kąpiel, a po niej moja siostra zawołała mnie do siebie do pokoju. Od dawna nic ode mnie nie chciała, więc zaczęło mi to się wydawać podejrzane. Wszedłem do jej pokoju, a ona zaczęła mówić:

    -„Michał, musisz mi coś wyjaśnić.”

    -„O co chodzi, coś się stało?” – zapytałem zestresowany.

    -„Tak, stało się, a ty powinieneś wiedzieć co.” – odpowiedziała.

    -„Nie rozumiem.” – próbowałem przygrać głupa.

    -„Zaraz mi wszystko wygadasz.” – powiedziała stanowczym tonem, po czym pokazała mi mój laptop, który skonfiskowała z mojego pokoju, kiedy nie było mnie w domu. Marta weszła w mój ukryty fap folder i odpaliła jeden z filmików, który nagrałem ukrytą kamerką.

    -„Długo byłam ślepa, ale w końcu zauważyłam, że coś jest nie tak z tym odświeżaczem. Nie wpadłeś na to, że ktoś będzie próbował wymienić kostkę na nową?” –spytała.

    Na wyświetlaczu laptopa wciąż leciał filmik mojej wypróżniającej się siostry.

    -„Z początku wpadłam w zmieszanie. Wiedziałam, że to twoja sprawka, jednak nie byłam pewna, w jakim celu mnie nagrywasz. Dopiero po przejrzeniu twojego laptopa wszystko stało się jasne. Jesteś pojebanym zboczeńcem. Myślisz, ze tak trudno jest odnaleźć twój „fap folder”? Zapomniałeś jednak usunąć go z „najczęściej odwiedzanych”. Teraz wiem, co robisz z tymi filmami.”

    -„Marta, daj spokój, dobra, przyznaje się, nagrywałem cię, ale to miało być dla jaj.” – próbowałem się tłumaczyć, ale i tak już wiedziałem, że jestem spalony w oczach mojej siostry. Ona jednak wstała z krzesła, podeszła do mnie i wymierzyła mi solidnego liścia w twarz.

    -„Daruj sobie te wymówki. Gdyby to było rzeczywiście „dla jaj”, to nie trzymałbyś tych filmów razem ze zwykłymi pornolami.” – Marta nie dała się nabrać. – „Przyznaj się, walisz sobie patrząc na mnie, jak sram? Podnieca cię to?”

    Nie wiedziałem, co powiedzieć. Chciałem tylko zapaść się pod ziemię ze wstydu.

    -„Pytam się, walisz sobie patrząc jak sram?!” – Marta zaczęła krzyczeć. – „Lepiej bądź ze mną szczery. Nie chcesz chyba, żeby rodzice dowiedzieli się o wszystkim? W takim wypadku, mógłbyś pożegnać się ze swoimi wymarzonymi studiami.”

    Już wiedziałem, że mam przejebane. Nie miałem wyjścia. Z moją starszą siostrą nie było żartów. Od zawsze miała władzę nade mną i nadprzyrodzony talent przekonywania rodziców.

    -„Jest tak jak mówisz, przyznaje się. Przepraszam.” – odpowiedziałem.

    -„Myślisz, że zwykłe „przepraszam” tutaj załatwi sprawę? Robiłeś takie obleśne rzeczy własnej siostrze i myślisz, że puszczę ci to płazem?” – Marta nie dała za wygraną.

    -„Okej, wymierz mi jakąś karę. Naprawdę przepraszam, siostro. Zrobię, co chcesz.” – musiałem się ukorzyć.

    -„Rozbieraj się. Do naga. Już!” – rozkazała Marta.

    -„Ale… Marta, co ty?” – byłem zaskoczony.

    -„Ale już! Chcę cię widzieć przede mną kompletnie nago!” – powiedziała stanowczo.

    Nie wiedziałem, co zamierza Marta, ale nie miałem większego wyboru. Jeśli będę posłuszny to może mi odpuści. Zdjąłem moje ubrania i stanąłem przed nią nago. Marta zaczęła patrzyć na mnie przeszywającym, stanowczym wzrokiem, jakby mnie oceniała. Poczułem na swoim ciele dreszcze.

    -„Już, na kolana! Klękaj przede mną i błagaj o przebaczenie.” – kazała.

    Marta chciała mnie poniżyć za to, co jej zrobiłem.

    -„A ja teraz sobie usiądę na kanapie, a ty masz klęczeć przede mną i prosić o litość.” – powiedziała.

    -„Błagam, siostro, wybacz mi. Nie chciałem zrobić ci takiego świństwa.”

    Ona za to kopnęła mnie w twarz.

    -„Kłamiesz! Chciałeś i dobrze o tym wiesz!” – Skarciła mnie.

    -„Przepraszam, bardzo tego żałuję.” – korzyłem się przed Martą.

    Ona pochyliła się nade mną i splunęła mi w twarz.

    -„Jesteś psem, wiesz? Nie wiem, czy kiedykolwiek ci to wybaczę. Powinieneś zaznać takiego samego poniżenia jak ja. Albo nawet i większego. Nagrywać w toalecie swoją własną siostrę, z którą przeżyłeś razem 19 lat… kto by pomyślał.” – Marta była mną zawiedziona. – „Chodź tutaj, szmato.”

    Kazała mi wstać i wzięła mojego penisa do ręki. Ścisnęła go w dłoni, aż zajęczałem z bólu, po czym zaczęła go bić otwartą dłonią.

    -„Pożałujesz tego. Tak ci wpierdolę, że popamiętasz do końca życia.”

    Zaczęła okładać mojego chuja raz za razem, a ja nie mogłem nic z tym zrobić. Musiałem być posłuszny, ponieważ miała mnie w garści. Bolało jak diabli. Przestała dopiero, gdy mój penis stał się cały czerwony.

    „Kładź się tu, na kanapie.” – Wydała kolejny rozkaz, a ja to uczyniłem. Leżałem na plecach wzdłuż na kanapie. Marta zaczęła zdejmować swoje obcisłe dżinsy ukazując bieliznę, którą po chwili również zdjęła.

    -„Skoro tak bardzo to lubisz, to chyba nie będziesz miał nic przeciwko.” – powiedziała, po czym usiadła okrakiem na mojej twarzy zwrócona cipką w kierunku moich ust. Powietrze wokół było przesycone zapachem jej pochwy. Można było poczuć również zapach potu z jej intymnych miejsc. Marta z pewnością nie brała kąpieli od jakiegoś czasu. Aromat jej krocza był intensywny.

    -„A teraz otwórz swój pieprzony ryj i łap do niego wszystko, co z siebie wyszczam.” – rozkazała. Otworzyłem posłusznie swoje usta i już wiedziałem, co się świeci. To się działo naprawdę. Moja własna siostra chciała mnie ukarać w ten sposób. Marta zaczęła sikać. Parę pierwszych kropelek spłynęło po mojej brodzie, jednak kilka sekund później z jej cewki moczowej zaczęła wypływać zdecydowana wiązka moczu trafiając do moich ust i powoli napełniając je ciepłym, żółtym moczem, słonym i lekko kwaśnym.

    -„No już, połykaj to szmato, chce widzieć, jak posłuszną ludzką toaletą jesteś. Nie uroń ani kropli.”

    Zacząłem połykać mocz mojej siostry. Kilka pierwszych łyków było trudne do przełknięcia, Ich smak był gorszy niż to wyobrażałem sobie podczas moich fantazji, jednak po chwili się przyzwyczaiłem i już łykałem siki Marty bez wykrzywiania się. Marta szczała do moich ust dobre 15 sekund, a ja posłusznie go piłem. Czułem jak jej śmierdzący, żółty nektar wypełnia moją jamę ustną. Połykałem go, czułem jak płynie przez mój przełyk i trafia prosto do żołądka.

    -„Haha. Dobrze ci tak.” – śmiała się Marta – „Powiedz jak ci smakują moje szczochy.”

    Nie odpowiedziałem nic. Marta przyłożyła mi z liścia w twarz i zapytała raz jeszcze.

    -„Chuju! Powiedz, że ci smakuje! Przecież to lubisz!” – moja siostra się wściekła.

    -„Bardzo smakują mi twoje siki, siostro.” – zostałem zmuszony do powiedzienia tego.

    Dostałem kolejnego liścia od mojej siostry, która miała teraz nade mną absolutną władzę.

    -„Źle. Odpowiedz ze szczegółami. Jak ci smakują moje szczyny?” – Marta chciała mnie sprowadzić do poziomu zera.

    -„Bardzo lubię pić twoje ciepłe, słone, smakowite siki. Ich smak jest cudowny.”

    -„Haha, żałosne. Ale co to? Stanał ci? Och… Wygląda na to, że rzeczywiście cię to jara. Widocznie ukarałam cię zbyt łagodnie.” – zeszła z mojej twarzy i wskazała na mojego penisa, który rzeczywiście stał jak maszt. To wydarzenie było poniżające i obrzydliwe, ale tak naprawdę, skrycie fantazjowałem o tym, żeby móc posmakować na żywo wydzielin mojej siostry, aczkolwiek w innych okolicznościach.

    -„Chciałbyś sobie powalić, co?” – drwiła ze mnie Marta – „Niedoczekanie.” – ponownie zaczęła bić mojego penisa, tym razem mocniej, aż moje oczy zrobiły się wilgotne.

    -„Proszę, przestań Marta, błagam!” – prosiłem ją, aby przestała mnie torturować. Ona mimo wszystko nie przestała. Wyłem z bólu, a ona zadawała mi go i miała z tego przyjemność.

    -Jeszcze będziesz tego żałował.” – groziła Marta. Ponownie zaczęła usadawiać się na mnie. Tym razem usiadła na mojej twarzy, zwrócona tyłkiem. Przede mną miałem pośladki mojej siostry, które rozpłaszczała na mnie. Przysiadł niemal całym swoim ciężarem, skutecznie uniemożliwiając mi oddychanie. Siedziała na mojej buzi dobre parędziesiąt sekund, a mi powoli zaczęło ciemnieć w oczach z powodu braku tlenu. W końcu pozwoliła mi odetchnąć, pochylając się nieco i odsłaniając mój nos.

    „Podoba ci się to, prawda?” – pytała Marta – „A teraz wąchaj mój tyłek, śmieciu.” – to mówiąc wypięła się jeszcze bardziej w kierunku mojej twarzy, odsłaniając swój aromatyczny odbyt.

    „No już, wąchaj to.” – kazała.  Zaciągnąłem się powietrzem z okolic jej dupki. Jej zapach był wyraźnie wyczuwalny- jakby nie była myta od jakiegoś czasu.

    „Lubisz to, zboczeńcu?” – zapytała raczej retorycznie, ponieważ zauważyła, że jej zapach spowodował u mnie ponowny wzwód.

    „Mam ochotę zebździć ci się w twarz.” – powiedziała Marta, a moje serce zaczęło bić jeszcze mocniej. –„Czuje jak zbiera się we mnie gaz. Oddychaj głęboko, śmieciu.”

    Marta zaczęła przeć, lecz nie musiała wkładać w to dużo wysiłku, bo w krótce z jej odbytu wydobył się półcichy pierd, który uderzył moją twarz i dostał się prosto do moich nozdrzy. Bąk był tak skondensowany i intensywny, że aż mną zatrząsło. Poczułem smrodliwy, siarczany aromat wprost z dupki mojej siostry, którego ciepło owiało moją twarz. Zacząłem kasłać.

    -„No już, niuchaj to… Ale smród” – powiedziała, po czym ponownie przydusiła moją twarz swoimi pośladkami. Zacząłem się rzucać, a Marta śmiała się torturując mnie. Wkrótce pozwoliła mi odetchnąć.

    -„Masz już dość, braciszku? Haha. Ale to jeszcze nie koniec. Cierpienie trzeba stopniować.” – Marta zapowiedziała, że właśnie miały nastąpić jeszcze gorsze rzeczy. Nie zsiadając z mojej twarzy kontynuowała:

    -„Wiem, że bardzo lubisz oglądać mnie podczas wypróżniania. Podnieca cię to. Skoro tak – nie ma problemu. Dam ci to, czego pragniesz.” – Marta drwiła sobie ze mnie. Już zdawałem sobie sprawę z tego, co za chwilę nastąpi.

    -„Będziesz błagał, abym nasrała ci do ryja. Zobaczysz.” – to mówiąc ścisnęła mojego stojącego chuja aż zajęczałem. – „No już!”

    Marta zadawała mi ból tak mocny, że nie miałem wyjścia. Musiałem się poddać i przyjąć tą karę.

    -„Proszę Marta, nasraj mi teraz do buzi!” – jęczałem.

    -„Otwórz mordę i łap mój stolec.” – Marta puściła jeszcze kilka śmierdzących bąków w moją stronę zapowiadając nadejście kupy. Stęknęła parę razy, a jej odbyt zaczął się rozchylać. Byłem już gotowy do przyjęcia odchodów mojej siostry do ust. Serce biło mi jak szalone. To wydawało się obrzydliwe, jednak mój penis był twardy jak skała.  Marta wydała z siebie kolejny, seksowny jęk, a po nim z jej dupki w akompaniamencie trzasków zaczęło wychodzić brązowe gówno, konsystencji średnio zbitej. Po paru sekundach dotarło na skraj moich ust i zaczęło powoli napełniać moje szeroko rozchylone usta. Najpierw moje nozdrza poczuły mocny, gówniany smród kupy mojej siostry, a po chwili, kiedy miękka kiełbaska dotarła na mój język, poczułem jej smak. Gorzki aromat ekskrementów Marty wysuwał się na pierwszy plan. Kupa mojej siostry smakowała jak coś, co zepsuło się już dawno temu. Dostałem odruchu wymiotnego, lecz ona srała dalej.

    -„Och, czyżby ci nie smakowało? Łap wszystko. Będziesz moją żywą toaletą.”

    Srała tak z dobre 10 sekund. W końcu wypełniła moje usta po brzegi, a kiedy kupa Marty nie mieściła się już, wysrała resztę na moją twarz. Jej kał był dużo bardziej obrzydliwy, niż to sobie wyobrażałem. Kręciło mi się w głowie z tego wszystkiego. Krzywiłem się z obrzydzenia. Marta po skończeniu, wstała z mojej twarzy i każąc mi leżeć na kanapie z jej stolcem w ustach, wyszła na chwilę z pokoju. Wróciła ubrana w rękawiczki lateksowe. Chwyciła za telefon komórkowy i zaczęła mnie nagrywać.

    -„A teraz zeżresz wszystko, co na ciebie wysrałam, a ja będę wszystko filmować. Po wszystkim ten filmik trafi do sieci i każdy będzie mógł zobaczyć, jakim żałosnym gównojadem jesteś.”

    Podeszła bliżej i nachyliła się nad moją twarzą, po czym splunęła, aby upokorzyć mnie jeszcze bardziej.

    -„Zgadnij, co jadłam na obiad, śmieciu.” – Marta robiła sobie ze mnie żarty. –„No już, zacznij żryć moje gówno. Jak nie zaczniesz po dobroci to cię zmuszę do tego.”

    Wiedziałem, że nie mam wyjścia. Zacząłem przeżuwać jej kał, jednak chwilę potem dostałem tak mocnych odruchów wymiotnych, że zaczęło mną rzucać. Jej śmierdzące gazy zgromadzone w jej stolcu zaczęły się uwalniać podczas przeżuwania i trafiać przez moje gardło do nosa.

    -„Oj, chyba coś mi się wydaje, że trzeba będzie ci pomóc.” – Marta nie była ze mnie zadowolona. Zatkała mi nos tak, abym nie mógł oddychać w celu zmuszenia mnie do połknięcia jej gówna. Zacząłem się dusić. Moje ciało miało opory i za nic nie chciało przyjąć tej brązowej masy. W końcu jednak przypomniałem sobie o seksownym ciele mojej siostry i to pozwoliło mi nieco przemóc się i połknąć malutki kęs. Marta widząc moje posłuszeństwo, pozwoliła mi złapać wdech.

    -„Połkniesz teraz wszystko, rozumiesz?” – oznajmiła.

    Czułem, jak kawałek gówna mojej siostry przesuwa się wzdłuż przełyku wprost do mojego żołądka. Niemal nie zwymiotowałem po tym. Miałem przed sobą jednak dużo więcej gówna do połknięcia. Marta zaczęła mi pomagać, wpychając palcami gówno w moje gardło. Bojąc się udławienia nie miałem wyjścia. Zacząłem łykać jej stolec raz za razem, a ona wszystko nagrywała. Jej odchody trafiały do mojego wnętrza. Coś, co ona już raz przetrawiła teraz stawało się moim pożywieniem. Byłem karmiony śmierdzącą kupą z wnętrza mojej własnej siostry. Czułem, jak mój żołądek wypełnia się jej klockiem coraz bardziej i bardziej. Kiedy już kończyłem połykać ostatnią porcję, Marta wzięła mojego penisa w dłoń.

    -„No i co? Pokaż, jak bardzo ci smakuje. Pokaż, jak bardzo to lubisz.” – to powiedziawszy zaczęła walić mi konia.

    Moim ciałem nadal rzucało z obrzydzenia i prawie wymiotowałem, ale z drugiej strony byłem tą całą sytuacją podniecony. W końcu sam fantazjowałem o Marcie wypróżniającej mi się do ust, a teraz to się działo naprawdę. Nie mogłem się powstrzymać i wkrótce, wśród konwulsji spuściłem się na swój brzuch zalewając go swoją spermą w kilku obfitych strzałach.

    -„Patrzcie, jak mu się podoba.” – Marta komentowała nagrywając wszystko telefonem, po czym uchwyciła widok mojej twarzy całej umazanej gównem, wykrzywionej w geście obrzydzenia.

    -„Idź się umyj, śmieciu, nie chcę cię widzieć w takim stanie. Jesteś jak to gówno – bezużyteczny.” – to mówiąc kazała mi wstać i iść do łazienki, a na pożegnanie wymierzyła mi kopniaka w tyłek. Po chwili dodała:

    -„I nie chcę słyszeć, że wymiotujesz. Masz wszystko strawić. To była twoja dzisiejsza kolacja.”

    Do końca dnia nadal czułem posmak jej gówna w swoich ustach i odbijało mi się jej stolcem. Marta skonfiskowała kamerkę i usunęła wszystkie jej filmy z mojego laptopa. Nie przepadły one jednak na zawsze, ponieważ miałem ukrytą kopię zapasową. Rodzice nie dowiedzieli się o niczym, ale nagranie, które wtedy nagrała, krąży do dziś w internecie. Mam tylko nadzieję, że nikt ze znajomych ani rodziny nigdy nie natrafi na nie.  Mimo wszystko, cała ta sytuacja nie spowodowała awersji do tego typu upodobań. Nawet dzisiaj, masturbując się często wracam pamięcią do dnia, kiedy moja siostra ukarała mnie w ten sposób. Wydarzenie to było z jednej strony obrzydliwe, ale z drugiej bardzo mnie podniecało jedzenie stolca mojej własnej siostry i czasami nawet chciałbym zrobić to ponownie…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    JKLPIJK
  • Spelnienie – cz. VII.

    Część 7 / 8

    Wypiłam alkohol, który mi podali. I tak nie miałam wyboru. Leżę i odpoczywam. Oni chyba siedzą w fotelach, bo nie czuję nikogo na materacu. Zmęczona po tylu wrażeniach drzemię. Przynajmniej tak mi się wydawało. Poruszyłam ustami i poczułam ból policzka. Musiałam głośno jęknąć, bo ktoś podszedł i zmusił mnie do wypicia kolejnej porcji alkoholu. Ostrożnie próbowałam językiem dotykać policzka. Bolało.

    Basia znowu przysuwa się do mnie. Tym razem jest jakoś inaczej… Wsuwa się do mojej pochwy… Już zrozumiałam. Wpychała we mnie strap-on! Był nawilżony i twardy. I bez słowa pchała go moja surowa właścicielka. Nawet nie wiem, czy bardziej bawiła ją ta sytuacja, czy podniecała? Tym razem przeszła od razu do szybkich ruchów frykcyjnych. Żadnych pieszczot. Widząc mój opór, słysząc jęki, mężczyźni dopingowali ją. Miałam wrażenie, że Edek dobrze bawił się tym pokazem. Czasami śmiał się albo komentował wesołym tonem. Mogłam reagować głównie na dotyk, więc domyślałam się, że stali i oglądali Basię, która klęcząc, wbijała biodrami sztucznego penisa do mojej pochwy.

    – Proszę, nie tak mocno – jednak w końcu wydusiłam prośbę błagalnym tonem.

    – Tak, proś, suczko. Błagaj! – ze śmiechem polecił Edek. Jemu spodobał się mój ton. W końcu przemówiłam.

    Basia zareagowała głośnym śmiechem.

    – Taką lubię każdą sukę! Jeszcze będziesz miała okazję błagać i służyć. Zacznij się do tego przyzwyczajać! – Znowu zaśmiała się. Podnieciła ją taka perspektywa.

    Basia była zadowolona z mojej reakcji. Jedną ręką trzymała moje biodro, a drugą co jakiś czas dawała mi solidne klapsy. Naprawdę bolała mnie pupa. Biodro też mocno ściskała. Obydwaj mężczyźni byli bardziej delikatni od niej!

    *

    Kiedy mnie uwolnili, nieznajomego już nie było w pokoju. Oczywiście, nie zaakceptowałam postępowania Barbary i jej męża. Gdyby ich zachowanie było mniej agresywne wobec mnie, pewnie odwiedzałabym ich z własnej inicjatywy. I może nawet nalegałabym na podtrzymanie kontaktu po powrocie do kraju. Tyle im powiedziałam, wychodząc.

    Ale oni i tak mieli mnie w garści. Nie zareagowali na moje słowa. Jakby mnie tam w ogóle nie było! Edek, ignorując moją obecność, już zaczął wpychać penisa do pochwy żony. Basia usłużnie rozsunęła nogi. Wyszłam bez pożegnania. Zajęci sobą, nie zwracali na mnie uwagi. Zamykając drzwi, słyszałam jej coraz głośniejsze stękanie. Nie krępowała się. Zrozumiałam, dlaczego Edek oszczędził mi wytrysku.

    *

    Odzyskałam film. Po długim, odprężającym prysznicu leżałam w łóżku i kolejny raz wspominałam ostatni dzień. Jedna doba i tyle nowych doświadczeń seksualnych! Trudno było mi to wszystko pojąć. Z nikim nie mogłam podzielić się moimi przeżyciami. Pożalić się. No i pochwalić się niektórymi szczegółami…

    Zanim zasnęłam, doszłam jeszcze do wniosku, że pewnie zrezygnowałabym z wyjazdu, gdybyś ktoś przewidział i uprzedził mnie, jak będzie wyglądał nasz urlop. Nie uwierzyłabym w taki jego przebieg! Tyle razy wyjeżdżaliśmy razem i zawsze było tak spokojnie, przewidywalnie. Może czasami wręcz nudno. Nawet wówczas, kiedy spotykaliśmy rodaków. A tym razem?

    Obiecałam sobie, że zachowam w pamięci tylko miłe chwile z tego urlopu.

    *

    Na drugi dzień policzek był lekko opuchnięty. Dziąsła też były nadwrażliwe. Ból wprawdzie malał z dnia na dzień, ale był uciążliwy. Najbardziej przy posiłkach. Jeszcze długo policzek przypominał mi o tej szalonej nocy, kiedy bawili się ze mną. Podczas przypadkowego spotkania następnego dnia, małżonkowie tłumaczyli mi, że ich znajomy zrobił to, żeby opóźnić wytrysk, kiedy tak bardzo podnieciłam go oralnie. Próbowałam protestować, tłumacząc, że i tak byłam w kajdankach, a oni jeszcze bili mnie.

    – Żebyś przestała krzyczeć – wyjaśniła Basia z uśmiechem. W ogóle robiła wrażenie osoby, która ma do czynienia z dzieckiem zbierającym doświadczenia i nie przejmuje się jego skargami. – Suczko,  musisz być nam posłuszna. Robimy to, co sprawia nam przyjemność – rozłożyła ręce, patrząc na mnie z politowaniem. Czuła się bardzo pewnie. A z dala wyglądałyśmy jak plotkujące koleżanki. Widząc moje niezadowolenie dodała:

    – Kiedyś ból będzie ciebie tylko podniecał.

    Ostatnie zdanie zrobiło na mnie niesamowite wrażenie. Przestraszyłam się.

    – Jakie: „kiedyś”?! – chciałam krzyknąć jej w twarz. Ale bałam się. Przeczucie mówiło mi, że mają inne argumenty, żeby mnie szantażować. Milczałam. Już wiedziałam, że podnieca mnie przemoc, tresura, nawet gwałt, ale odpowiednio dozowane. Stosowane nawet wbrew moim oczekiwaniom, ale przez zaufanego kochanka albo kochankę. Jednak Basia z Edkiem, szczególnie Basia, zaczynali mnie traktować jak bezwolne zwierzę! Właśnie, jak zwierzę. Jedyna różnica polegała na tym, że mogliśmy rozmawiać. A ich podniecała już sama myśl, że mogą mnie szantażować. Ponownie przemyślałam to wszystko i zaczęłam bać się jeszcze bardziej.

    Basia stała tuż przy mnie. Delikatnie głaskała mnie po ramieniu:

    – Uczymy ciebie posłuszeństwa. Chcemy mieć suczkę, która będzie odpowiednio wytresowana. Jesteś mężatką, ale już wiesz, że to nie jest problemem. No, chyba, że zaczniesz stwarzać niepotrzebne komplikacje – zamilkła na moment i popatrzyła na mnie. Twardo patrzyłam na nią. W końcu, z tym swoim złośliwym uśmieszkiem, dodała:

    – Powinnaś starać się udowadniać przywiązanie do osób, które ciebie szkolą. Wiesz, że mamy „twardą rękę” i potrafimy egzekwować nasze oczekiwania.

    – Straszy mnie! – zrozumiałam od razu, ale nie zamierzałam jej ulegać tylko dlatego, że chce. – Niech baba sama się trochę pomęczy. W Warszawie tak łatwo nie będzie! – pomyślałam ze złośliwą satysfakcją. 

    Chyba oczekiwała jakiejś reakcji z mojej strony, ale ja milczałam. Nie dałam po sobie poznać, jakie myśli kłębią się w mojej głowie. Pewnie od razu zareagowałaby brutalnym gwałtem, gdybyśmy były w pokoju. Chociaż, kto wie, co zrobiłaby tutaj, gdyby poznała moje myśli? Nadal byłam więc uparta i nie zmierzałam całkowicie poddawać się ich wpływom. A już na pewno nie zamierzałam czytać w ich myślach.

    – Jak czegoś chce, niech sama powie! – myślałam. Patrzyłam na nią, udając że nie wyczuwam jej intencji.

    – Hm, widzę, że nie wszystko jeszcze rozumiesz. W nocy bawiliśmy się tobą, więc w ramach rewanżu zabawiaj dzisiaj męża. Jasne, lalka?

    – Męża? – zaskoczyła mnie takim poleceniem.

    – Och, jeżeli nie masz dość sił, to my możemy zabawiać się z nim. Myślę, że będzie miał ochotę skorzystać z moich walorów. Mam swoje lata, ale potrafię zaspokoić mężczyzn. Edek mu pomoże – zaśmiała się, znacząco wypinając przy tym biust. – Przy odrobinie wysiłku znajdziemy mu młodsze towarzystwo tutaj albo w Warszawie. Więc jak?

    – Skoro uważasz, że muszę… – byłam przytłoczona i zaskoczona jej argumentami. Ostro pchała się w moje życie, wredna baba.

    – Lalka, ‘musisz’ to biegać do toalety. Nasze polecenia nie podlegają negocjacjom. Już zapomniałaś? – teraz jej głos znowu brzmiał kategorycznie i groźnie.  

    – Nie, nie zapomniałam.

    – No, to świetnie. Obsłuż dzisiaj męża. I to tak, żebyśmy słyszeli przez ścianę. Jasne? – Głos brzmiał ostro, ale nadal uśmiechała się. No, dla spacerowiczów to była rozmowa koleżanek.

    – Jasne – rzekłam zmęczona jej agresją.

    – To miło. Chętnie posłucham jak wypełniasz obowiązki żony. A teraz ucałuj mnie na pożegnanie – nadstawiła policzek.

    Z dobrze ukrywaną niechęcią pocałowałam ją i każda z nas poszła w swoim kierunku. Ja nie obejrzałam się.

    *

    Wczesnym popołudniem wzięłam pierwszą tabletkę przeciwbólową. Otarty naskórek tak mnie drażnił, a ja jeszcze podrażniałam go językiem. Późnym wieczorem, po wspólnej kąpieli w morzu, bez problemu nakłoniłam męża do seksu. Nawet zaakceptował to, że nago wracałam do pensjonatu. Zresztą sam szedł tylko owinięty ręcznikiem. Już w wodzie nie przeszkadzała mu moja nagość. Obmacywał mnie! tym bardziej, że sam pływał bez kąpielówek. Kiedy rozłożyliśmy rzeczy do wysuszenia, obciągnęłam mu, kiedy leżał na łóżku z mocno rozrzuconymi nogami. Potem dosiadłam go przodem i tyłem. Stękał zadowolony. Tym razem dałam się namówić i wpuściłam go do pupy. Użył lubrykantu i szybko wszedł. Ależ był szczęśliwy! Rżnął mnie tak zapamiętale, że zapomniałam o sąsiadach. Głośno jęczałam, kiedy mi dogadzał. Nie próbowałam kontrolować moich reakcji. Czułam się szczęśliwa i bezpieczna z Robertem. Również po takim seksie. Kilka razy przechodził z odbytu do pochwy. W końcu wyszedł z odbytu i w ostatniej chwili wpakował penisa w usta. Zakrztusiłam się mocnym wytryskiem. Czekał aż przełknę i jeszcze mocniej wciskał twardego penisa. Nadal był twardy. Zadławiłam się. Bolało mnie! A Robert był zadowolony. Bez słowa chwycił mnie za włosy, wyjął członek i rozmazał resztkę spermy i śluzu po mojej twarzy. Potem położył się za mną. Myślałam, że to koniec, ale on znowu wszedł w pupę!

    – Jeszcze cię wyjebię – sapnął. Skończył po kilku minutach. Bez słowa długo leżeliśmy przytuleni do siebie. Czułam jego unoszącą się pierś. Ciężko oddychał po seksie. Objął mnie i trzymał za pierś. To było takie miłe. Kiedy w końcu ochłonęliśmy, pierwszy poszedł pod prysznic.

    – „Wyjebię”?! Skąd u niego takie słownictwo? – Byłam chyba bardziej zaskoczona takim wyrażeniem w jego ustach niż seksem grupowym wczorajszej nocy. – Mój mąż, tak dbający o język, nagle używa słów, które kiedyś drażniły go! Przecież drażniły go! Bardzo pilnował naszego synka. A teraz… Co się dzieje?!

    Po moim powrocie spod prysznica, przytulił się do mnie i po chwili zasnął. Nawet nie zdążyłam zapytać o to „wyjebię”. I już nigdy tego nie zrobiłam. Znacznie później przypadkowo odkryłam, skąd taka zmiana.

    Po powrocie spod prysznica wzięłam kolejną tabletkę. Wiedziałam, że oralne pieszczoty okupię bólem policzka i dziąseł.

    *

    To było kilka dni przed końcem naszego pobytu w Chorwacji. Był wieczór, zbliżała się godzina dziewiętnasta. Widziałam jak dwie dość młode, ładne dziewczyny, dwudziestoparoletnie, blondynka i szatynka, ubrane w sukienki i szpilki, rozmawiające w tutejszym języku, wchodzą do naszego pensjonatu. Akurat z Zosią siedziałyśmy przed pensjonatem i czekałyśmy na mężów. Wspólnie szliśmy na kolację. Wiedziałam, że dziewczyny tutaj nie mieszkają, bo zdążyłam już wszystkich zapamiętać. Wróciliśmy około godziny 22., bo znowu miałam ochotę nago popływać. W wodzie towarzyszyła mi Zosia, ale tylko pływałyśmy. Oczywiście Grzesiek chciał nam towarzyszyć i już rozbierał się, ale żona ustawiła go.  

    – Zostań! – warknęła z uśmiechem na ustach i jej ukochany, rad nierad, rozłożył ręce, uśmiechnął się do mojego męża i z powrotem zaczął zapinać spodnie. Mój mąż stłumił wybuch śmiechu, ale zdobył się na życzliwy komentarz:

    – Nadajemy się tylko do pilnowania rzeczy na brzegu.

    Po schodkach wracałyśmy do pensjonatu nago i boso. O tej porze tutaj było już cicho, więc nikt nas nie minął. Robert tym razem nie burczał, pewnie zachwycony możliwością oglądania nagiej Zosi. Ale Grzesiek też nie oderwał ode mnie wzroku, kiedy tylko wyszłyśmy z wody. Znowu wracali trzymając się za łapki, a mąż niósł jej rzeczy. Ja trzymałam swoje. Szliśmy za nimi i Robert zdobył się na gest, którym zaskoczył mnie. W pewnej chwili pogłaskał mnie po pupie. Aż zatrzymałam się i spojrzałam na niego zdziwiona.

    – Fajne ciałko. Aż mam ochotę solidnie poklepać – uśmiechnął się. Nadal patrzyłam zdziwiona. Beztrosko wzruszył ramionami. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Taka zmiana zachowania… A on pogłaskał mnie po piersi!

    – Idź, bo jeszcze zgubimy się! – rzucił rozbawiony i kiedy odwróciłam się, delikatnie złapał mnie za pośladek. Nie protestowałam.

    – Niech ma, skoro tak lubi – pomyślałam.

    Dłoń z pośladka zaczęła zsuwać się do pochwy. Kiedy prawie zanurzył w niej palec, dostał klapsa. Parsknął cichym śmiechem, ale grzecznie trzymał sam pośladek. Puścił go, gdy skończyło się podejście. Wtedy zarzuciłyśmy na siebie bluzki, owinęłyśmy biodra ręcznikami i boso weszłyśmy do pensjonatu. Dostał buziaka. Teraz on był nieco zdziwiony.

    *

    Kiedy dochodziła północ, usłyszałam jakieś odgłosy na korytarzu. Robert spał, więc spojrzałam przez wizjer i prawie krzyknęłam na taki widok. Tadeusz stał na korytarzu i rżnął jedną z tych młódek, szatynkę, przyciskając ją twarzą do ściany! Oboje byli nadzy. Dziewczyna miała ładne ciało. Sterczące, pełne, jędrne piersi. Poczułam ukłucie zazdrości. No, ale była znacznie młodsza ode mnie. Dziewczyna oparła się lewym ramieniem o ścianę, przymknęła oczy, bezgłośnie poruszała szeroko otwartymi ustami i co kilka pchnięć językiem zwilżała wargi. Taki odruch. Pewnie nie była tego świadoma. Za to była bardzo podniecona. Raz za razem Tadeusz mocniej uderzał penisem, a wtedy z wrażenia uginała jedną nogę w kolanie i podnosiła stopę z podkurczonymi palcami. Przez dobrych kilka minut nie zmieniali pozycji. Byłam pod wrażeniem jego kondycji. I podniecona.

    W drzwiach stała druga naga dziewczyna, blondynka, a Marta całowała się z nią. W końcu wysunęła dłoń, w której miała wibrator i powoli wepchnęła go Chorwatce do pochwy. Ta świetnie prezentowała się w klapkach na szpilce. Jej opalone ciało efektownie wyglądało w kontraście do blond włosów. Nie opalała piersi, więc teraz wyglądały na jeszcze większe. Uginała kolana w rytm ruchów dłoni z wibratorem i walczyła z samą sobą, żeby powstrzymać jęki. Jedną ręką trzymała się framugi drzwi, a drugą zakrywała usta. Kiedy Marta wyjęła wibrator, blondynka oparła się o framugę drzwi i ciężko oddychała. Otworzyła oczy, uśmiechnęła się do kochanki, coś powiedziała i namiętnie ją pocałowała. Potem przysiadła i zaczęła lizać cipkę mojej bosej sąsiadki, jednocześnie szarpiąc jej pofałdowaną pupę. Marta najpierw głaskała ją po głowie, ale później zacisnęła dłoń na ustach, żeby nie jęczeć zbyt głośno. Dziewczyna przerwała oralne pieszczoty i Marta pociągnęła ją za włosy. Blondynka wstała i zaczęły całować się. Ale jak namiętnie!

    W tym czasie Tadeusz odwrócił szatynkę i wsadził w nią penisa od przodu. Macał jej piersi. Ona, uśmiechnięta, próbowała objąć go rękoma, ale on stanowczym gestem pociągnął jedną dłoń, za wskazujący palec, w dół i skłonił ją, żeby włożyła go do swojej pupy. Drugą dłoń z rozwartymi palcami oparła o ścianę. Na jej twarzy malowało się zdziwienie. Ponaglił ją. Polizała palec i starała się włożyć go w odbyt. Tadeusz spokojnie, rytmicznie uderzał w nią biodrami. Słyszałam to! Dziewczyna zamknęła oczy, odchyliła głowę i cicho stękała. Do mnie docierały jedynie przyciszone odgłosy ich spółkowania. Ale to nie miało znaczenie. Takie obrazy wynagradzały wszystkie niedogodności.

    W końcu Marta uklękła i zaczęła lizać łechtaczkę swojej kochanki. Dłonie oparła na jej szczupłych udach. Blondynka jedną dłoń zacisnęła również na ustach, ale drugą pieściła swoją pierś. Z trudem utrzymywała się na nogach. Musiałam przyznać, że nago i boso Marta, mimo swojego wieku, wyglądała bardzo ponętnie. A w ogóle to miałam dziwne wrażenie, że obie dziewczyny dbają o to, żeby zawsze wyglądać efektownie, niezależnie od tego, w jakiej pozycji kochają się. Czasami patrzyły w stronę moich drzwi. Wówczas odruchowo cofałam głowę.

    – Wiedzą o mnie? – Przemknęło mi przez myśl. Trochę dziwne uczucie. – Wiedzą o mojej obecności i chcą zaprezentować się jak najlepiej? Nieee. To bez sensu – przekonywałam siebie. Podniecona ich pokazem nie potrafiłam odkleić się od wizjera.

    *

    Po pewnym czasie nasza para wymieniła się dziewczynami. Podniecona blondynka oparła się lewym bokiem o ścianę, a Tadeusz podniósł jej nogę i od tyłu wepchnął sterczącego penisa do pochwy. Klapek niebezpiecznie kiwał się na palcach. Blondynka stłumiła jęk i trzymała dłoń przy ustach. Była szczupła, a okrągła twarz i delikatne rysy jeszcze dodawały jej atrakcyjności. Średniej wielkości białe piersi uroczo podrygiwały. Ładnie sterczały spore brodawki. Na pewno opędzała się od adoratorów zachwyconych jej urodą. Tadeusz wyszedł z pochwy i powoli wsuwał penisa do odbytu. Chorwatka kręciła się trochę, chyba z bólu, ale on konsekwentnie wsuwał penisa. Dziewczyna stała na jednej nodze i machała prawą ręką. Kiedy wreszcie członek wszedł, ręka opadła. Kochanek coś powiedział do niej i zaczął dłonią masować łechtaczkę. Potem wsunął palce do pochwy. Dziewczyna odwróciła głowę w jego kierunku i przez chwilę z uśmiechem coś mówiła. Zaczęli całować się. Namiętnie. Tadeusz rytmicznie poruszał biodrami, a gesty jego kochanki udowadniały, że seks analny szybko ją podniecił. Skończyli pocałunek. Blondynka dalej uśmiechała się i łapczywie lizała palce, które jeszcze przed chwilą zastępowały członek w pochwie. Teraz sama pocierała łechtaczkę. Nadal nie potrafiła postawić prawej nogi na posadzce.

    Stałam oniemiała i patrzyłam. Ba! Podziwiałam ich! Wiek, możliwości i złowili takie dziewczyny! I robili z nimi takie rzeczy… A to jeszcze nie był koniec.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Cuckold domowka (opowiadanie z obrazkami)

    Jestem z moją dziewczyną, Moniką już dobre parę lat. Świetnie się dobraliśmy. Nasze charaktery pasują do siebie jak ulał i dzielimy wspólne zinteresowania. Mieszkamy razem w niewielkim mieszkaniu i oboje pracujemy. Mamy również wspólnych znajomych. Monika bardzo dobrze dogaduje się z facetami i czasami wydaje mi się nawet, że bardziej preferuje ich towarzystwo. Na początku związku bywałem nieco zazdrosny, kiedy wychodziła ze znajomymi płci męskiej, ale z czasem przyzwyczaiłem się. Nie mogę przecież zabronić jej posiadania męskich przyjaciół.

    Monika jest super dziewczyną, niezwykle seksowną i pociągającą. Jest szczupłą blondynką o prostych włosach i niebieskich oczach oraz zgrabnych, małych piersiach.

    Pewnego dnia Monika wpadła na pomysł, żeby urządzić u nas domówkę. Przystałem na ten pomysł, tym bardziej, że dawno nie robiliśmy, ani też nie byliśmy na żadnej imprezie i przydałoby się trochę wyluzować przy piwku, muzyce i rozmowach.

    Kiedy nastał weekend, zaprosiliśmy do nas gości. Oprócz mnie i Moniki była jeszcze Paulina i Karolina, a z chłopaków Michał, Kuba i Piotrek. Koleżanki były z tego samego miasta co my, natomiast reszta przyjechała do nas z różnych miejscowości, z których najbliższa była odległa o 100 kilometrów od nas, dlatego chłopakom musieliśmy zaoferować nocleg u nas, aby nie musieli zmywać się zbyt wcześnie. Mamy dwa pokoje, także spokojnie upchaliby się w jednym z nich na jakichś materacach.

    Domówka trwała. Gadaliśmy, piliśmy, jedliśmy, wspominaliśmy dawne czasy naszych wspólnych studiów. Generalnie było całkiem miło. Z czasem, kiedy każde z nas zaczęło już odczuwać wpływ alkoholu, puściliśmy głośniej muzykę, żeby się trochę pobawić. Mieliśmy duży salon, którego środek doskonale mógł służyć jako parkiet do tańczenia. Ustawiliśmy się w kółeczku i każdy z nas bujał się tak, jak potrafił. Chłopaki zaczęli po kolei wciągać dziewczyny do kółeczka. Paula bujała się trochę nieśmiało, Karola już lepiej, ale kiedy przyszła kolej na Monikę, stanęła ona w centrum kółeczka i zaczęła seksownie wyginać się w rytm muzyki. Później, rozkręciła się jeszcze bardziej i kręciła swoim tyłeczkiem zwrócona tyłem w stronę kolegów. Widziałem, jak ich oczy skierowane były na jej pupę. Przez głowę wtedy po raz pierwszy przeszła mi myśl, czy Monika nie rozkręciła się zbyt mocno. Po chwili jednak spróbowałem uspokoić się wewnętrznie: “Wyluzuj, paranoiku, to przecież tylko zabawa.” – myślałem sobie. Wtedy jednak do kółeczka dołączył Kuba – wysoki szatyn, dusza towarzystwa, wziął za ręce moją dziewczynę i zaczął z nią tańczyć. Monice się podobało, a Michał i Piotrek zaczęli wiwatować i gwizdać. Kuba był śmiały – bez skrępowania obracał nią. Zdarzyło im się nawet zbliżyć do siebie na odległość tak bliską, że piersi Moniki zderzały się z jego klatką piersiową, ocierały o niego i muskały go. Kiedy tak tańczyli za sobą w środku kółeczka, miałem wrażenie, że Monika patrzy się mu w oczy jakby zalotnym wzrokiem… Miałem tylko nadzieję, że to wyobraźnia płata mi figle z powodu alkoholu, który w siebie wlałem.

    Gdy już zmęczyliśmy się tańczeniem, wróciliśmy na kanapę i kontynuowaliśmy popijawę. W pewnej chwili Karolina zaproponowała, żeby obejrzeć jakiś film. Zgodziliśmy się na tę propozycję. Karola wybrała jakiś dla nas, zgasiliśmy światło w salonie i siedząc nadal na kanapie oglądaliśmy film w półmroku. Z brzegu siedział Piotrek, potem Kuba, Michał, ja, moja dziewczyna obok mnie a dalej koleżanki. W pewnym momencie musiałem wyjść do toalety. Stojąc nad sedesem dopiero poczułem, jak mocno alkohol dał mi się we znaki. Chyba musiałem trochę odpuścić. Miałem słabą głowę i nie dorównywałem chłopakom. Kiedy wróciłem, zauważyłem coś, co skołowało mnie kompletnie. Monika siedziała między Piotrkiem a Kubą, a ponadto Kuba trzymał swoją rękę na jej udzie. Zawołałem Monikę na chwilę, żeby wyszła ze mną do kuchni. Między nami wywiązał się dialog:

    -„Monika, no co ty wyprawiasz? Czemu dajesz Kubie się dotykać?” – zapytałem nieco zdenerwowany.

    -„Oj, Misiu, to nic takiego, przecież nie obmacuje mnie bezpruderyjnie.” – tłumaczyła się.

    -„Może nie obmacuje nachalnie, ale sam fakt, że pozwalasz mu się tak dotykać…” – kontynuowałem, lecz ona mi przerwała.

    -„Powinieneś się cieszyć, że masz tak atrakcyjną dziewczynę, że inni na nią lecą.” – powiedziała.

    -„Tak, cieszę się, że jesteś atrakcyjna, ale nie podoba mi się sposób, w jaki się z Kubą spoufalasz.”

    -„Ojj, no już przestań, przecież wiesz, że tylko ciebie kocham.” – Monika mnie uspokajała i powiedziawszy to, pocałowała mnie w usta. To uspokoiło mnie na chwilę. Wróciliśmy do towarzystwa kontynuować film.

    Seans się skończył, a my nie zaplanowaliśmy, co robić dalej. W tej sytuacji jednak wyskoczył Michał, ratując niezręczną bezczynność.

    -„Słuchajcie, wziąłem ze sobą Twistera, bo pomyślałem, że może być śmiesznie. Może chcielibyście zagrać?” – zapytał.

    -„Ooo taak! Twister jest świetny! Gramy!” – krzyknęła rozentuzjazmowana Monika.

    -„Wiecie co, ja i Karolina to się chyba musimy zbierać. Już późno, a chcemy zdążyć na autobus powrotny.” – oznajmiła Paulina.

    -„Szkoooda, że już idziecie.” – powiedziała Monika – „W każdym razie dzięki za przybycie i zapraszamy następnym razem!”

    Dziewczyny szybko się zmyły i zostałem już tylko ja, chłopaki i moja druga połówka. Michał zaczął rozkładać Twistera na środku podłogi salonu. Ja niestety musiałem zrezygnować z grania, bo za bardzo kręciło mi się w głowie od alkoholu. Usiadłem na kanapie, przyglądałem się rozgrywce i pełniłem funkcję tego, kto kręci kołem. Na macie stanęli chłopacy. Wysoki i umięśniony Kuba, Szczupły, średniego wzrostu o raczej wątłych mięśniach Michał oraz Piotrek – brodaty okularnik o podobnym wzroście co Michał, jednak zdecydowanie lepiej zbudowany.  Coś czułem, że jedna dziewczyna w towarzystwie tej trójki facetów na jednej macie nie wróży nic dobrego…

    I muszę powiedzieć, że moje obawy się potwierdziły. Z początku szło im gładko, jednak z czasem ich pozycje na macie zaczęły stawać się coraz bardziej niezręczne i dwuznaczne. Monika przyjęła pozycję  przykucającą,  na tyle pochyloną, że widać było jej majtki i kawałek pośladków (ubrała dzisiaj wyjątkowo płytkie dżinsy z niskim stanem). Ustawiony nad nią Kuba miał akurat idealny widok na to i miałem wrażenie, że cały czas się gapił.

    Jakby tego było mało, Piotrek musiał tak się ułożyć, że jego nogi były w rozkroku, a on sam podpierał się  tyłem rękami o podłogę, jak pająk, zwrócony twarzą w stronę sufitu. Jego krocze znalazło się dokładnie na wysokości twarzy mojej dziewczyny, jakieś 30 centymetrów od niej.  Pozycja Michała była tak skomplikowana, że trudno to było w ogóle opisać. Chłopak dzielnie podtrzymywał się swoimi chudymi rękami, jednak w końcu nie wytrzymał i poleciał wprost na plecy Moniki, popychając  ją do przodu. Moja dziewczyna poleciała twarzą prosto na krocze Piotrka. Całą czwórka wyłożyła się na macie i zaczęła się śmiać. Ja byłem raczej zażenowany tą sytuacją, ale nie chciałem już nic mówić. Udawałem, że wszystko jest w porządku.

    Po Twisterze ponownie wróciliśmy do picia i rozmów. Miałem wrażenie, że chłopcy zrobili się bardziej śmiali niż wcześniej. Co jakiś czas któryś próbował zagadywać moją dziewczynę i bajerować. Od czasu do czasu również Kuba, który usiadł obok niej, szeptał coś jej do ucha, a ona zaczynała się śmiać. Drażniło mnie to, ale nie chciałem robić afery z tego powodu.

    Minęła północ, ale impreza trwała dalej. Po paru wychylonych kieliszkach przyszła kolej na ponowną potańcówkę. Teraz, z powodu znacznej ilości alkoholu wypitego przez kolegów, zachowywali się oni jeszcze bardziej frywolnie niż wcześniej. Obracali Moniką jeden po drugim, gwizdali, krzyczeli i śmiali się. W tym amoku nawet Kuba klepnął moją dziewczynę w pośladek, aż ta podskoczyła.

    -„Ej, ej! Ale bez takich!” – byłem zniecierpliwiony i gotowy, żeby zainterweniować.

    Oni jednak nie przejęli się, tylko śmiali.-„Stary, ale nie obrażaj się za to! Twoja dziewczyna to niezła dupa, aż ręka sama chce klepnąć taki apetyczny tyłeczek.” – bezwstydnie wyrażał się o Monice Kuba, a ona zamiast go skarcić, tylko śmiała się. To jednak nie był koniec. W tej samej chwili, kiedy Monika była odwrócona plecami do Piotrka, ten wymierzył jej solidnego klapsa w pupę, a ona podskoczyła ponownie.

    -„No faktycznie, niezły tyłeczek!” – potwierdził ochoczo Piotrek.

    Tego było już za wiele. Zwróciłem się do Moniki już mówiąc bez ogródek przy chłopakach.

    -„Słuchaj Monika. Albo przestaniesz pozwalać sobie na takie akcje albo w tej chwili, tu i teraz kończymy imprezę.”

    -„Ojj, no weź, Misiu, nie bądź taki spięty. Przecież nie robią mi żadnej krzywdy!”- próbowała uspokajać.

    -„Jak to nie robią? Dotykają twojego tyłka, a ty im tylko wtórujesz!” – byłem oburzony.

    -„Misiu, proszę cię. Nie przesadzaj. Jesteś zmęczony, dlatego nie potrafisz się wyluzować. Dużo wypiłeś, a to przeszkadza ci w ocenie sytuacji. Chodź, odpoczniesz. Zdrzemnij się w drugim pokoju, to ci dobrze zrobi.”

    Z jednej strony faktycznie byłem zmęczony jak cholera. Duże ilości alkoholu mi nie służą. Z drugiej jednak bałem się zostawiać Monikę samą z nimi. W końcu jednak odpuściłem. Byłem wkurzony i częściowo dałem sobie spokój, żeby pokazać Monice, że skoro jej nie zależy na odpowiednim zachowaniu, to mi też nie będzie zależało. Ostrzegłem ją jednak, że po imprezie jeszcze  porozmawiamy na ten temat. Poszedłem do sąsiedniego pokoju za ścianą, zamknąłem drzwi, ułożyłem się na łóżku i zasnąłem nawet nie wiedząc kiedy. Oni zostali i imprezowali dalej.

    Nie wiem jak długo spałem. Obudziłem się chyba w środku nocy. Za ścianą nie było słuchać już muzyki z salonu. Czyżby impreza dobiegła końca? Spojrzałem na zegarek. Była 3 w nocy. Po tej drzemce poczułem się zdecydowanie lepiej i trzeźwiej. Wstałem, żeby zobaczyć, co się dzieje w salonie. Przeszedłem korytarz i stanąłem przed drzwiami do salonu, które były teraz zamknięte. Dziwne, bo w momencie, jak wychodziłem, były otwarte na oścież. Zacząłem walić do drzwi w nadziei, że ktoś otworzy. Drzwi otworzył mi Michał. Nie miał na sobie koszulki.

    -„Gdzie jest Monika?” – zapytałem zniecierpliwiony?

    -„Monika? Właśnie obciąga Kubie pałę.” – odpowiedział.

    Kopara mi opadła. Odepchnąłem Michała od drzwi i wtargnąłem do salonu. Na kanapie siedział Kuba, w rozkroku, bez spodni, a przed kanapą klęczała Monika trzymając jego penisa w ustach.

    -„Już lepiej? Pospane?” – zapytał Piotrek opierający się przy ścianie na drugim końcu pokoju i kończący dopijać piwo.

    Nie mogłem w to uwierzyć, do czego tu doszło. Nie mogłem uwierzyć, że moja własna dziewczyna zabawia się z innym facetem.

    -„Monika, co tutaj się do cholery dzieje?” – krzyknąłem. Ona nie przejęła się, jedynie spojrzała na mnie przez chwilę i dalej obciągała Kubie. Nie wiedziałem, co mam zrobić. Stałem jak osłupiały, ale co najdziwniejsze, poczułem jak w moich spodniach zaczęło robić się ciasno.

    -„Nie, nie, nie! Nie wierzę w to, co się tutaj dzieje!” – ponownie krzyknąłem i wybiegłem z salonu do łazienki, zostawiając ich w salonie.

    Stanąłem przed lustrem i powtarzałem sobie: „To nie może być prawda. To tylko sen! Ogarnij się!”. Nerwowo rozpiąłem rozporek spodni i odpiąłem guzik. Mój penis był cały nabrzmiały. „Co jest, do chuja?” – myślałem.

    – „Podnieciłem się?”

    – „Czy to jest spowodowane ujrzeniem mojej dziewczyny obciągającej innemu facetowi?”

    -„Kurwa mać, co za pojebana sytuacja!”

    -„Czy naprawdę jara mnie moja dziewczyna zdradzająca mnie z Kubą?”

    Zaparłem się o umywalkę i próbowałem opanować się. Nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Powinienem w takiej sytuacji zwyczajnie obić mu twarz, jednak odczułem tylko coraz bardziej narastające podniecenie. Wróciłem do salonu.

    -„Dobra, chłopaki, koniec „imprezy”. To zaszło za daleko.” – powiedziałem, próbując zachować resztki przyzwoitości.

    -„Ejej, chwila, my jeszcze nie skończyliśmy.” – oznajmił Piotrek.

    -„Co, do cholery?” – zapytałem.

    Monika odłączyła się od penisa Kuby.

    -„Piotrek, teraz twoja kolej, chodź tutaj i zdejmuj spodnie.” – ochoczo powiedziała Monika, a następnie zwróciła się do mnie.

    -„Misiu, jeśli też byś chciał, musisz ustawić się na koniec kolejki. Ale możesz popatrzyć i sobie powalić.” – to powiedziawszy, w ogóle nie przejmując się mną, chwyciła penisa Piotrka i polizała jego trzon.

    Po chwili włożyła go sobie do ust i obciągała mu. Jej wargi objęły jego grubego członka i przesuwały po nim. Ona zamykała oczy i rozkoszowała się nim mrucząc z podniecenia. Moja dziewczyna obciągała mu jak prawdziwa profesjonalistka. Narastające we mnie podniecenie sięgnęło zenitu. Wyjąłem swojego penisa i zacząłem walić sobie, patrząc, jak Monika ssie mu fiuta.

    Po Piotrku przyszła kolej na Michała. Michał posiadał mniejszego penisa niż reszta chłopaków, dlatego też Monika włożyła sobie go aż po same gardło. Michał jęczał z podniecenia. Chwycił moją dziewczynę za głowę i zaczął porządnie pieprzyć jej twarz. Monika, ruchana w gardło zaczęła dławić się penisem i wydawać głośne odgłosy gardłowych odruchów wymiotnych, aż z jej ust zaczęła broczyć ślina, a jej oczy zaszły łzami.

    Całe towarzystwo chyba za nic miało moją obecność, bo traktowało mnie jak powietrze. Zupełnie nie przejmowali się tym, że obok stoi chłopak Moniki. Sam nie wiem, czemu nie interweniowałem. To zdarzenie było dla mnie chyba zbyt szokujące, a z drugiej strony niezwykle podniecające. Poczekałem na rozwój wydarzeń. W końcu Kuba rzekł:

    -„Może coś dla nas zatańczysz, Myszko?”

    Reszta zaczęła wiwatować i kibicować Monice. Zachęcona okrzykami chłopców, stanęła nago na środku pokoju. Michał puścił muzykę taneczną z laptopa. Monika zaczęła dla nich pokaz. Muszę przyznać, że wyglądała zjawiskowo. Pały chłopaków stały jak maszty, łącznie z moją. Monika wyginała swoje zgrabne ciało, kręciła swoim tyłkiem, kusiła ciałem, eksponowała walory. Moja dziewczyna stała przed moimi kolegami całkiem naga, a ja nie oponowałem. Chciałem zobaczyć, co z tego wyniknie.

    -„No, no i co o tym myślicie?” – Zapytał Kuba. Chłopaki byli zachwyceni, o czym dali znać ochoczymi gwizdami.

    -„No to co jeszcze nam pokażesz, Monika?” – pytał dalej Kuba.

    -„Chwileczkę… hmmm. Poczekajcie moment.” – po czym wyszła na chwilę do drugiego pokoju zostawiając mnie samego z chłopakami.

    -„Widzisz…” – zaczął Kuba. –„Twoja dziewczyna jest tak apetyczna, że nie sposób się oprzeć. Poza tym, sama nas do tego sprowokowała.”

    Miałem już gdzieś, co o tym myśleć. To już się i tak stało. Moja własna dziewczyna robi takie rzeczy z praktycznie obcymi ludźmi.

    -„Kiedy poszedłeś spać.” – dalej kontynuował Piotrek – „Monika sama zaczęła się do nas dobierać pod twoją nieobecność. Chciała się „nieco” zabawić. Mówiliśmy jej, że to mogłoby być nieodpowiednie, że przecież ma chłopaka. Ale ona nadal nalegała. Mówiła, że w razie, gdybyś się obudził i przyszedł do nas, nie miałbyś nic przeciwko.”

    -„A to oszustka!” – myślałem sobie. Rozmawialiśmy co prawda kiedyś w łóżku o tzw. „zdradzie kontrolowanej”, ale to wszystko było na żarty i koniec końców nic z tego nie wynikło. Monika wykorzystała to teraz przeciwko mnie.

    -„To co, chyba nie masz nam nic za złe, co?” – moje rozmyślania przerwał Kuba.

    I co ja miałem zrobić? Miałem zezwolić na to, żeby moja dziewczyna zabawiała się z innymi facetami? Wiedziałem, że to nieodpowiednie, ale z drugiej strony niezwykle mnie to jarało. Skoro tak, to miałem jedyną i niepowtarzalną okazję spróbować „zdrady kontrolowanej”. Nie mogę zaprzeczać – to mnie NAPRAWDĘ jarało…

    Monika wróciła, niosąc w ręku niewielkie, szklane dildo z kuleczkami.

    -“Co o tym myślicie?” – zapytała Monika zachęcająco, a następnie polizała dildo czubkiem języka.

    -No, no, co zamierzasz z tym zrobić?” – pytał Piotrek, lecz jego pytanie było raczej retoryczne.

    „Wkrótce się przekonasz.” – odpowiedziała zadziornie Monika. – „Gotowi na pokaz?”

    Monika przeszła na drugi koniec salonu i oparła się o komodę, a widownia usiadła na kanapie. Moja dziewczyna, obrócona tyłem do widowni, rozchyliła nogi i pochyliła się ukazując swoją cipeczkę, którą rozchyliła palcami. Po chwili oblizała kryształowe dildo i wsadziła sobie go w pochwę. Monika, wsuwając kulkę po kulce wydawała z siebie seksowny jęk, a jej twarz krzywiła się z podniecenia.

    -„Pokaż, jak głęboka jesteś” – zakrzyknął Kuba.

    Monika zaczęła posuwać się dildem. Wkładała go głęboko w szparkę, a następnie wysuwała. Najpierw powoli, lecz szybko przyspieszyła tempa. Cała zabawka pokryła się wkrótce jej śluzem wyprodukowanym w wyniku podniecenia. Dildo ślizgało się w jej pochwie a ona jęczała z podekscytowaniem.

    -„Który by chciał mnie zerżnąć?” – powiedziała.

    Chłopaki chyba tylko na to czekali. Podnieśli swoje ręce niemal jednocześnie. „Zaraz, zaraz” – myślałem sobie – „Czy ona naprawdę to powiedziała? Czy za chwilę moja dziewczyna będzie uprawiać seks z innymi facetami na moich oczach?”

    Myśli te były z jednej strony okropne, ale z drugiej strasznie miałem ochotę zobaczyć, jak Monika rucha się z kimś innym. Nie mogłem powstrzymać tej chęci.

    -“Chodź tu, Kochanie, przelecę cię.” -pierwszy oczywiście wyrwał się Kuba -“Moment tylko, mam ze sobą gumki, pójdę po nie.”

    -“Jebać gumki, mam dni niepłodne.” – Monika zatrzymała go -“Wal mnie bez gumy.”

    -“Okej, Myszko. To nawet lepiej.”

    Monika rozłożyła nogi na kanapie zapraszając Kubę do wejścia. Jej cipka ociekała z soków. Kuba podszedł, wziął swojego penisa w dłoń i zaczął wkładać go w cipkę mojej dziewczyny. Kiedy wypełnił ją, przyjęli pozycję na misjonarza i ruchali się w najlepsze. Miałem przed moimi oczami moją dziewczynę rżniętą przez Kubę. Nie mogłem wytrzymać tego dłużej. Wyciągnąłem swojego penisa i zacząłem sobie walić patrząc, jak się ruchają. Kuba wpychał swojego drąga głęboko i mocno, a jej cycki podskakiwały w miarę, jak ją ruchał.

    -“Chodź tu, Michasiu, possam ci penisa.” – powiedziała Monika.

    Tym razem Monika przyjęła pozycję na pieska. Kuba złapał ją za biodra i posuwał od tyłu, a z drugiej strony Michał dał jej penisa do obciągania. W salonie rozlegał się dźwięk obijania Kuby ciała o pośladki Moniki i jej podniecających stęków oraz jęków.

    -“Może pójdziemy do sypialni na łóżko?”- zaproponował Piotrek.

    Kuba wyszedł na chwilę z Moniki, wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Kiedy już przenieśliśmy się na łóżko, Monika zwróciła się do mnie:

    -“Chodź, przydasz się na coś. Połóż się na łóżku na plecach. Głową blisko brzegu.”

    Nie oponowałem, ponieważ byłem podniecony jak cholera. Zrobiłem jak kazała, a ona ułożyła się na mnie jak w pozycji 69.

    -“Michał, dawaj, spuść mi się teraz na odbyt. ” -Monika kazała.

    Michał stojąc przy brzegu łóżka walił sobie konia, podczas, gdy ona leżała na mnie. Po wcześniejszym obciąganiu nie miał problemów z dojściem. Walił sobie nad tyłkiem mojej dziewczyny coraz szybciej i szybciej aż w końcu ryknął głośno, a z jego penisa wytrysnęło parę strzałów lepkiej i ciepłej spermy, która oblepiła odbyt mojej dziewczyny.

    -“Piotrek, teraz twoja kolej.” – dyrygowała Monika. – “Wejdź penisem w moją dupę.”

    Piotrek nie miał absolutnie nic przeciwko. Zaczął wsuwać swojego grubego penisa w ciasną dupkę mojej dziewczyny, a sperma Michała na jej odbycie posłużyła jako naturalny lubrykant. Leżałem pod Moniką i patrzyłem od dołu jak penis Piotrka niknie wewnątrz jej. Dookoła czułem zapach jej wyruchanej wcześniej cipki i odbytu posuwanego teraz przez Piotrka ora zapach jego genitaliów. Monika jęczała podczas rozpychania jej dupki.

    -„Ale jesteś ciasna.” – wystękał Piotrek  -„O kurwa, zaraz dojdę”.

    -„O tak, zalej moją kiszkę swoją spermą” – dyszała Monika.

    Tak też się stało. Po parunastu sekundach zobaczyłem, jak członek Piotrka zaczyna pulsować i usłyszałem narastający jęk spowodowany jego orgazmem.

    Piotrek wycofał penisa z jej odbytu. Monika zaczęła przeć i nadmiar nasienia wylał się z jej odbytu podczas mokrego pierdnięcia spermą, która spłynęła niżej w okolice jej pochwy. Do mojego nosa dotarł zapach spermy Piotrka zmieszany z zapachem z wnętrza dupki mojej dziewczyny.

    -„Oho! Ale ją przeleciałeś!” – Kuba pochwalił Piotrka. – „No to teraz patrzcie na mistrza.”

    Nie zmieniając naszej pozycji w miejsce Piotrka wszedł Kuba, tylko, że tym razem wsadził penisa w jej cipkę, wpychając w nią nasienie Piotrka, które przed chwilą spłynęła z odbytu na wargi sromowe Moniki. Zaczął posuwać ją mocno i szybko.

    -„Zerżnę cię jak sukę.” – obiecywał Kuba.

    -„O tak, pierdol mnie mocno, Kuba.” – błagała Monika.

    Zaledwie centymetr przed moją twarzą miałem widok cipki, w którą wchodzi dorodny i gruby penis Kuby. On ją pieprzył, a jego wiszące jaja obijały się o moją twarz.

    -„Wpychaj mi swojego penisa głęboko!” – krzyczała Monika jęcząc ekstatycznie.

    -„Oż, kurwa, zaraz się spuszczę.” – Kuba zapowiadał moment kulminacyjny.

    -„Proszę! Opróżnij swoje jaja w moją macicę! O tak! Zaraz dojdę!” – nadal jęczała.

    Kuba dopchał swojego drąga tak głęboko jak tylko mógł i chwilę potem zaryczał jak zwierze. Zobaczyłem, jak mięśnie jego krocza kurczą się pompując nasienie prosto w łono mojej dziewczyny. Monika była wniebowzięta. Uda Moniki zaczęły trząść się podczas jej orgazmu. Było jej naprawdę dobrze. Kuba wstrzykiwał w nią swój ładunek dobre pare sekund.

    -„Było zajebiście.” – pochwalił Kuba. –„To co teraz?” – zapytał po chwili.

    -„Może twój chłopak ładnie cię teraz wyczyści?” – zaproponował Michał.

    -„Okej!” – zgodziła się Monika, a następnie zwróciła do mnie.

    -„Jak wyczyścisz mnie ze spermy chłopaków, to ci zwalę.” – rzuciła propozycję.

    Nie musiałem długo się zastanawiać. Moje podniecenie sięgało zenitu. Nie spodziewałem się, że to mnie tak bardzo nakręci i że będzie mnie tak jarać.

    -„Dawaj.” – odrzekłem.

    -„W takim razie otwórz usta.” – powiedziała.

    Zrobiłem, jak kazała. Ona podniosła się nieco i nastawiła swoją cipkę nad moją otwartą buzię. Naparła na swoje mięśnie wyciskając spermę Kuby ze swojej pochwy, która wykapała wprost do moich ust.

    Poczułem słony smak ciepłej, świeżej spermy Kuby. Na koniec Monika kazała mi dokładnie wylizać jej wargi sromowe i odbyt z resztek spermy chłopaków, co uczyniłem z posłuszeństwem. Po wyczyszczeniu mojej dziewczyny z nasienia zwaliła mi konia, a mój wytrysk był tak silny, jak nigdy wcześniej.

    -„Haha. I co, podobało ci się!” – śmiała się Monika.

    ——-

    Faktycznie. To wydarzenie sprawiło, że odkryłem w sobie upodobania do bycia samcem beta. Na początku ciężko było pogodzić się z tym faktem. Próbowałem wypierać te myśli, ale koniec końców, zaakceptowałem to. Nie mogłem zaprzeczać swojej prawdziwej naturze. Po prostu lubię oglądać moją dziewczynę uprawiającą seks i oddającą się innym facetom. Ona też to lubi. Jesteśmy ze sobą do dziś  i czasami zapraszamy  naszych kolegów, kiedy Monika ma ochotę zostać przelecona przez innego faceta.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    JKLPIJK
  • Alicja – trzecia niespodzianka

    Bogdan leżał na kanapie, wyrównywał oddech, spocony, ale zadowolony. Alicja leżała obok, nadal tuląc się do niego. Sperma spływała po jej twarzy.

    – Nie trafiłem, co? – uśmiechnął się, patrząc na nią.

    – Fajnie było, kochanie – zamruczała i przytuliła się do niego.

    – Mam dla ciebie niespodziankę, suczko – zagaił. Poruszyła się, zainteresowana jego słowami.

    – Tak? O co chodzi? – wyczuł zainteresowanie w jej głosie.

    – Kolejny pomysł, którego realizacja wzbogaci twoje i moje doświadczenie seksualne – stwierdził oficjalnym tonem.

    – No, dzięki, po takiej zapowiedzi, to mam ochotę na wyjście do łazienki – rzekła zirytowana.

    – Nie! Kochanie, już wyjaśniam! – przytrzymał ją, czując, że miły nastrój powoli rozpływa się.

    – Super, ale mnie podnieciłeś! Dlatego idę do toalety – rzekła z przekąsem. Dała mu klapsa w rękę, którą próbował ją przytrzymać, wstała i nago poszła do łazienki.

    Z przyjemnością patrzył jak światło, wpadające przez okno, podkreśla kontury jej ciała, duże kołyszące się przy każdym ruchu piersi.

    – Co za dupa… Kilku może ją ruchać i jeszcze dla kilku starczy – rozmarzył się. – Trzeba ją komuś spuścić na dobrych warunkach – pomyślał już bardziej trzeźwo.

    *

    Ala wróciła z łazienki, położyła się i przytuliła do partnera.

    – Jerzy bierze ciebie na dobę do swojego użytku, a ja w rewanżu jego żonę – Bogdan poinformował partnerkę, równocześnie przeciągając się.

    – Co?! – zdumiona gwałtownie uniosła się na łokciu. Więcej nie potrafiła wydobyć z siebie. Kiedy odwrócił się do partnerki, niedowierzanie w jej oczach zmusiło go do przekazania dodatkowych informacji.

    – Uzgodniliśmy to wcześniej.

    – Nooo, tak. To rzeczywiście pocieszenie…

    – I pamiętaj – spojrzał w jej oczy i dla zwiększenia wagi swoich słów zamilkł na chwilę – Robisz to, co on poleci. Nie możesz wycofać się, ani sprzeciwiać. No, chyba, że jemu będzie to sprawiać przyjemność. A może i tobie, suczko? – uśmiechnął się.

    Była roztrzęsiona. Była przejęta zaistniałą sytuacją i zniesmaczona. To była kolejna ‘niespodzianka’, która spotkała ją w związku z Bogdanem, a która jej się znowu nie podobała. Bała się niewiadomego. Podniecała ją sytuacja. Jednak świadomość seksu z nieznajomym mężczyzną powodowała, że czuła się sprzedawana. Jak przedmiot. Ale tego chciał jej partner. Zgodziła się. Nie wiedziała, co ją czeka. I tego bała się. Może coś wymyślnego, perwersyjnego? Nie odważyła się przyznać przed Bogdanem, że nie pozwoli na seks z jakimkolwiek innym zwierzęciem. Obawiała się, że tylko zachęci go do tak obrzydliwego pomysłu. Ale to byłby koniec ich związku.

    – Ale on taki nie jest. Na pewno – próbowała się sama uspokoić.

    Jednak niepokoiły ją praktyki partnera, które stawały się coraz bardziej odważne i perwersyjne. Seks w obecności jego kolegów, seks z jego kolegami, a teraz seks z nieznajomym – ‘na wyłączność’. Jego to podniecało, a ona czuła tylko rosnące przerażenie. Jeszcze nie czuła się przedmiotem, zabawką w jego rękach, ale przecież cała oddała się mężczyźnie, który zamiast odwzajemniać jej uczucie, traktuje ją w cyniczny, wyrachowany sposób.

    – Chyba jednak mylę się. Nie jestem tak wyzwolona i bezpruderyjna jak on – próbowała się przekonywać. Marnie jej szło. A może czeka ją coś zbliżonego do BDSM? W zasadzie nie lubiła przemocy, bicia. Godziła się na takie zabawy z partnerem, żeby sprawić mu przyjemność i widziała jego podniecenie, kiedy bił ją po twarzy lub dusił podczas seksu. Dla niego była gotowa na jeszcze więcej: na nowe zadania, na niewiadome, które otwierały przed nią kolejne drzwi, za którymi czekały kolejne perwersje. Nie cieszyła się jedynie orgazmami. Czuła się usatysfakcjonowana i spełniona, kiedy widziała jego zadowolenie, czuła silną erekcję, a potem potężny wytrysk. Im bardziej był brutalny, tym bardziej stawał się perwersyjny i odważał się zaproponować wypróbowanie czegoś nowego. Jeżeli nie oponowała, tylko słuchała, kochał się intensywniej. Rozmowa o nowych doznaniach, nawiązaniu innej relacji, odważny kontakt z kobietą czy mężczyzną sugerujący intymne spotkanie, przekraczanie kolejnej granicy wiązały się u niego z intensywniejszym seksem. Podniecał się, obserwując reakcję Alicji, kiedy rozmawiali z jakąś kobietą lub mężczyzną i zaczynali omawiać spotkanie we troje. Ona po takim spotkaniu zapoznawczym również była podniecona. Bogdan musiał seksem uczcić każdy kolejny krok, każdy sukces. Była z tego zadowolona. I sama upajała się kolejnymi orgazmami. Tym, czego brakowało jej w małżeństwie. W obydwu związkach brakowało jej Jednak czułości.

    – Ale widocznie nie można mieć wszystkiego – westchnęła w duchu. Wyszła z łazienki i natknęła się na partnera.

    – O co chodzi, kochanie? – dostrzegł jej wahanie i teraz patrzył na nią uważnie.

    – Nie, o nic, ale boję się tego spotkania – zdeprymowana pokręciła głową. – Żebym jechała do innego mężczyzny! – prychnęła wyraźnie niezadowolona i odwróciła od niego głowę.

    – Słuchaj, suko – jego głos zabrzmiał stanowczo i groźnie. – Jedziesz, ponieważ tak ustaliliśmy. To kolejny etap naszych zabaw. Zrozumiałaś, czy mam inaczej wytłumaczyć? – Dłonią ściskał ją za szyję tak mocno, że prawie nie mogła oddychać. Poczerwieniała na twarzy. Naparł na nią całym ciałem i poczuła jak drugą dłoń wkłada pod spódniczkę i zaczyna grzebać przy majtkach. Oparła się o ścianę. Wnętrzem dłoni zaczął pocierać łechtaczkę, a dwa palce weszły do pochwy. Ucisk na łechtaczkę zwiększył się. Nie mogła oddychać, a jednocześnie czuła podniecenie. Dyszał jej do ucha. Robiło się gorąco. I coraz bardziej podniecała się. Już czuła wilgoć w pochwie i łatwość z jaką jego palce (już trzy!) poruszają się w niej. Kąsał jej ucho i dyszał. Uwolnił szyję. Mogła oddychać. Coś mówił. Nie słyszała. Fala ciepła ogarnęła jej podbrzusze, brzuch, całe ciało. Chyba musiała krzyknąć, bo zamknął jej usta gwałtownym pocałunkiem. Oddała go równie mocno. Dłoń z szyi już dawno spłynęła na kark, teraz na pierś. Całowali się, gryźli wargi, przepychali językami. Stała w szerokim rozkroku, oparta o ścianę. Wypchnęła biodra do przodu. Lizał jej ucho, gryzł po szyi i karku. Kątem oka spojrzała w lustro.

    – Wyglądam jak dziwka – stwierdziła z niesmakiem. Wulgarnie odchylona, z rozchylonymi nogami, z podciągniętą spódnicą, nachalnie macana po piersi i kroczu.

    – Och, kurwo, za takie numery powinienem ci płacić – szeptał do ucha.

    Wyjął palce z pochwy, przesunął po jej policzku, rozmazując śluz i wepchnął w usta. Gorliwie zaczęła je lizać. Po chwili zaczął palcami rozciągać jej usta, zniekształcając twarz. Bolało, ale była podniecona. On również. Nie protestowała. Spróbowała zapytać go, czy ugryźć palce, ale z ust wydobył się tylko niezrozumiały bełkot. Zbył go milczeniem.

    – Odwróć się – polecił. Ledwie zdążyła wykonać polecenie i wypiąć tyłek, poczuła jak partner szarpie majtki na bok i wpycha penisa do pochwy. Wszedł bez oporu. Dłońmi rozpiął dwa guziki bluzki i szybko wyciągnął obie piersi, które teraz mocno ściskał. Dłońmi opierała się o ścianę i czuła kolejne mocne pchnięcia. Oczy zaczęły zachodzić mgłą, szumiało w uszach, a fala ciepła gwałtownie rozpływała się po ciele. Dochodziła… Już… Doszła…! Tak! TAK!! Zadrżała. nie panowała nad ciałem. nogi mimowolnie ugięły się w kolanach.

    – Na dół, kurwo! – dotarło do niej ostre polecenie. Odwróciła się, uklękła i otworzyła usta, czekając na wytrysk.

    – Obciągnij – usłyszała. Zaczęła lizać penisa mokrego od spermy i śluzu. Dopiero dotarło do niej, że wytrysnął, kiedy sama dochodziła. Cieszyła się, że tak potrafi podniecić swojego mężczyznę. Pragnął jej. Czego więcej oczekiwać?

    *

    Zdjęła szpilki i boso poszła do łazienki, żeby umyć się. Boguś mógł poczekać. W końcu obciągała tak, że mycie nie było konieczne. Słyszała jak reagował na obciąganie… Z satysfakcją uśmiechnęła się do swoich myśli. Kiedy założyła szpilki i weszła do pokoju ze zdziwieniem spostrzegła, że jego penis nadal (znowu?) sterczy. Partner siedział na kanapie.

    – Zdejmij bluzkę i stanik – wydał rozkaz, masując członek. Wykonała go, odłożyła rzeczy na krzesło i wyczekująco spojrzała w jego kierunku. 

    – Chodź tu, kurwo i usiądź na nim – polecił sucho. Im bardziej był podniecony, tym bardziej wulgarnego języka używał. Też była tym podniecona, bo ich intymny świat bardzo różnił się od tego codziennego. Inny język, gesty, relacje oparte na wzajemnym szacunku. Nawet kiedy spierali się, nie przekraczali pewnych granic zastrzeżonych tylko dla seksu. Dlatego nie protestowała i posłusznie spełniła polecenie. Lekki dreszczyk przebiegł jej ciało, kiedy poczuła partnera ponownie wypełniającego pochwę. Nieznacznie uniósł kolano i na ten znak powoli zaczęła ujeżdżać go. Poddańczo patrzyła mu w oczy. I podniecała się, obserwując jego reakcje. Już dawno uznali, że kochanie się w całkowitej ciemności zubaża ich przeżywanie seksu.

    – Och – szepnęła, czując, że mężczyzna trafia w macicę. Przymknęła oczy.

    – Słuchaj – szarpnął ją za ramię.

    – Tak? – szepnęła ulegle, otwierając oczy. To, co usłyszała, przyjęła ze spokojem i w milczeniu, bo jego członek utrzymywał ją w stanie podniecenia. Nie potrafiła rozmawiać. Mogła słuchać. A on właśnie zapowiedział, że jeżeli Jerzy nie będzie z niej zadowolony, to zawiezie ją na zbiorowy gwałt.

    – Skurwią ciebie tacy faceci i w taki sposób, że nigdy więcej nie będziesz chciała takiego seksu grupowego! – zaśmiał się głośno, mściwie. Trzymał ją za włosy.

    – Nigdy nie chciałam seksu grupowego – szepnęła Alicja, próbując pokonać rosnące podniecenie. Znowu chyba była przestraszona. Chyba… Chyba, bo nadal wypełniał ją sterczący, twardy członek. Uderzał o macicę, ścianki pochwy, a łechtaczkę delikatnie masowało jego podbrzusze. ona też głaskała swoje podbrzusze. Odpływała w podniecenie. Nie była w stanie myśleć o niczym. Czasami sięgał do jej odbytu, więc przyjemne doznania jeszcze rosły… Seks i przyjemność z niego płynąca były najważniejsze.  

    Wiedział, kiedy z nią ostro porozmawiać. Patrzył jak ruszała głową, patrzy na włosy opadające na twarz w trakcie jazdy, obserwował jej kołyszące się piersi i mimikę, sygnalizującą wzrastające podniecenie. Przejechał paznokciami po plecach, mocno drapiąc ją. Ciche, przeciągłe stęknięcie potwierdziło jak przyjemne było to doznanie. Palcami ścisnął i skręcił brodawkę. Nie otworzyła oczu, ale zagryzła wargi. Kiedy puścił brodawkę, po jej ustach błąkał się lekki uśmiech. Takie mocne bodźce też urozmaicały seks, wzmagały podniecenie. Czekała na kolejne…

    W tej chwili nie potrafiła odmówić mu czegokolwiek, nie potrafiła zebrać myśli. Ba, nie chciała myśleć, pragnęła być kochaną!

    – Niech mnie znowu wyjebie – prawie krzyczała, ale nawet nie otworzyła ust. Nie miała siły, aby prosić. Podniecenie nie pozwalało. Nadal powoli, rytmicznie, głęboko ujeżdżała go. Dłonie zacisnęła na jego ramionach. Mężczyzna wręcz czuł jak rośnie podniecenie kochanki. Chciała tak spółkować jak najdłużej.

    Ale on miał inne zamiary. Prawą ręką chwycił ją teraz za kark, ściągnął w dół i głowę przycisnął do kanapy. jedna pierś uciskała jego udo, druga siedzisko kanapy. widział tylko jej plecy. Palce lewej dłoni wcisnął obok członka do pochwy. Kiedy nawilżył je, wyjął i powoli, acz stanowczo wepchnął do odbytu. Jęknęła z bólu, ale przyjęła go. Zaczął brutalnie jebać ją w odbyt. Po chwili, ignorując jęki kobiety, odpowiedział silnymi ruchami bioder na jej coraz słabsze ujeżdżanie. Już nie trzymał jej za kark. Palce włożył do ust, trzymał za szczękę. Poruszając palcami w ustach i w odbycie narzucił kobiecie rytm spółkowania. Posłusznie dostosowała się i czuła nadchodzący orgazm. Szarpał nią jak kukłą, ale ona pamiętała wyłącznie o namiętności.

    – Jeszcze, jeszcze! – próbowała krzyczeć, ale z jej ust wydarło się tylko dławione rzężenie. Szybko doszła, stękając i sapiąc z rozkoszy. Kiedy zmęczona pojękiwała i dochodziła do siebie, nadal ujeżdżając go, znieruchomiał. Wyjął penisa, postawił ją na kolanach przy kanapie i wszedł do odbytu. Ramionami i głową nadal opierała się o kanapę, więc chwycił ją za twarde brodawki. Dynamicznie wchodził do odbytu, słuchał jej jęków i ciągnął za brodawki w bok, podnosząc ręce. Pojękiwanie zamieniło się w urywane okrzyki bólu i błaganie o litość dla jej piersi. Z satysfakcją dalej ciągnął je. Okrzyki bólu stały się głośniejsze. Nie mogła wyjść spod niego i nagle poczuła wytrysk w odbycie i malejący ból. Puścił piersi. Wycofał się i odwrócił ją. Otworzyła usta i pochłonęła penisa. Zaczęła go lizać. W oczach lśniły łzy bólu, ale on zamknął jej głowę między swoimi udami. Łykała ostatnie krople spermy. Wiedziała, że lubi kiedy łyka, więc robiła to do ostatniej kropli, umiejętnie uciskając członek. Dla niego.

    Potem długo leżeli wtuleni w siebie i cicho rozmawiali o jego niespodziance. Na zmianę bawił się jej piersiami i łechtaczką. Ona cały czas trzymała go za penisa albo jeździła palcami od moszny do odbytu. Lubiła sprawiać mu taką małą przyjemność, kiedy odpoczywali po udanym seksie. 

    *

    Spotkali się na parkingu. Ford Jerzego już stał. Mercedes Bogdana podjechał tuż po godzinie 18. Panowie nie wyszli z samochodów, przywitali się przez otwarte okna, potwierdzili godzinę ponownego spotkania. Panie zabrały swoje torby, które położyły na tylnych siedzeniach aut. Wszyscy szybko pożegnali się. Samochody odjechały. Wymiana nastąpiła tak szybko, że nikt z przechodniów nawet jej nie zauważył. A w seksualnym życiu Alicji właśnie otwierał się nowy rozdział.  

    *

    Bogdan skupił się na drodze, więc przejazd na razie upływał w milczeniu. Zerkał na kobietę. Dzisiaj ma ją na własność i będzie jego! Rozkoszował się myślą o posiadaniu kolejnej kobiety. Na razie widział tylko krótkie blond włosy z przedziałkiem i sporą grzywką zaczesaną na bok i do góry. Kolczyki w uszach. Czerwona szminka, makijaż. Lekka opalenizna utrwalana w solarium. Spojrzał na nogi i, zaskoczony widokiem, szerzej otworzył oczy. Na stopy założyła czerwone, błyszczące szpilki. Dość gruba podeszwa, ale jakie wysokie szpilki! Świetnie pasowały do czarnych pończoch czy rajstop, które miała na nogach. Oczyma wyobraźni widział ją stojącą i prezentującą swoje wdzięki. Podczas kontaktów z Jerzym zdążył poznać Krystynę. Wiedział, że jest trochę nieśmiała, uległa, wycofana i podporządkowana mężowi. Ponoć masochistka i asertywna. W jej przypadku oznaczało to, że nie krępuje się wyrażać swoich emocji. To lubił. Taka relacja bardzo mu odpowiadała. Właśnie takich kobiet szukał. Niezależnie od wieku. Dlatego następną chciał mieć jakąś młódkę. Taką dwudziestoletnią. Znowu zerknął na pasażerkę. Teraz wyprostowana siedziała w futerku i bez zainteresowania patrzyła przed siebie.

    – Wiesz, że zerżnę ciebie aż do bólu chuja? – zagadnął i spojrzał na nią, uśmiechając się.

    – Tak, wiem – odpowiedziała z pogodnym uśmiechem i kiwnęła głową. Spojrzała w jego kierunku i chyba czekała na więcej szczegółów. Obcesowość pytania nie zraziła jej.

    – Rozepnij futerko i pokaż, co masz pod nim – polecił.

    – Muszę teraz? – spytała z uśmiechem i przekorą.

    – Tak – ton odpowiedzi nie pozostawiał wątpliwości. Kobieta powoli, z ociąganiem i tym samym pogodnym uśmiechem rozpięła futro i nieco rozsunęła je pod pasem bezpieczeństwa, który ułożył się między piersiami.

    – O, cholera – wyrwało się zaskoczonemu Bogdanowi, ale zaraz spojrzał na drogę i szybko wrócił na swój pas. Na szczęście nikt nie jechał obok. Odetchnął głęboko. Kobieta miała tylko czarne przezroczyste bodystocking, które świetnie podkreślało jej wdzięki, łącznie z odkrytym, wygolonym kroczem. Stres stresem, ale Bogdan czuł jak rósł jego członek. – Super wyglądasz! Futerko tylko psuje efekt. Już tutaj bym ciebie zerżnął – powiedział zadowolony z prezentacji. Mimowolnie nacisnął gaz.

    – Dziękuję – Krystyna czuła się mile doceniona. – Mogę już zapiąć futro?

    – Nie, porządnie pokaż cyce – polecił. Przezornie zwolnił.

    – Proszę – Krystyna obszernym ruchem rozłożyła poły futerka. Po dłuższej chwili pociągnęła bodystocking w dół i piersi wypadły na materiał. Kierowca zerkając na drogę, przyglądał się wdziękom kobiety.

    – Kurde, ciało naprawdę masz świetne. Może mógłbym czasami wypożyczyć ciebie od męża? – jego podniecenie rosło z każdym zdaniem.

    – Chyba tak. Dla was? – Krystyna chciała znać szczegóły.

    – Nie, nie! Sam chcę ruchać taką atrakcję – uśmiechnął się.

    – Och, to bardzo chętnie. Zdecydowanie bardziej wolę mężczyzn od kobiet – z uśmiechem pokiwała głową i powoli chowała piersi w bodystocking. Spojrzała pytająco na Jerzego.

    Przyzwalająco skinął głową:

    – No, może miałbym ochotę zabawić się tobą wraz z kolegami. Po co ma marnować się tyle dobra na jednego faceta? – spojrzał na nią wyzywająco. Sondował jej granice seksualnej swobody.

    – Oj! Byłoby fajnie. Czasami chcę być zaspokajana przez kilku mężczyzn, więc chętnie spróbuję. Mój mąż na pewno zaakceptuje taki pomysł – jej deklaracja zabrzmiała szczerze. Delikatnym gestem położyła dłoń na jego udzie i spojrzała na niego. – Ale musisz pomyśleć o odpowiednim rewanżu albo mojego męża zaprosić do udziału w tej zabawie – uśmiechnęła się, jakby przypomniała sobie coś wesołego. – Przypuszczam, że będzie obstawał przy rewanżu.

    Słuchał uważnie i patrzył na drogę. Już intensywnie zastanawiał się nad jej odpowiedzią i formą odwdzięczenia się mężowi:  

    – Poliż palce i pomasuj trochę cipkę – polecił kobiecie. – Jak wejdziemy do mieszkania, od razu chcę ciebie wyruchać – wyjaśnił.

    Krystyna skinęła głową i bez słowa szeroko rozsunęła nogi, zmysłowo polizała palce, uśmiechając się do Bogdana i obficie poślinione położyła na łechtaczce. Na tle czarnego ubioru błyskały paznokcie pomalowane na czerwono. Patrzyła na niego i powoli nawilżała wargi, wejście do pochwy, znowu wargi sromowe. Nawet wepchnęła palce do pochwy. W końcu przymknęła oczy, oblizała się i zaczęła masować łechtaczkę.

    Bogdan z trudnością koncentrował się na prowadzeniu samochodu. Co chwila zerkał w kierunku krocza kobiety, piersi i twarzy. Krystyna odchyliła głowę i miarowo, delikatnie masowała łechtaczkę. Przełknął ślinę i nacisnął gaz.

    *

    Dn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Sesja fotograficzna – 1.

    Część 1.

    – Panie dyrektorze, mogę już wyjść? – zapytałam grzecznie, chociaż w środku wszystko się we mnie gotowało.

    – Ależ, oczywiście, pani Lidko. Jednak mam nadzieję, że zmieni pani zdanie. Na pewno opłaci się, zapewniam. Bardzo cenię pani kwalifikacje i urodę – uśmiechnął się znacząco, kiedy wychodziłam. Nie podniósł kupra. – Zważywszy, że niedługo ocena kadr – dodał, kiedy byłam już przy drzwiach.

    – Gnój! Myśli, że szantażem zmusi mnie do zmiany decyzji! Mam w dupie jego ocenę! Zemści się i nie da mi premii!

    Nie było tajemnicą, że nasz szef nie przepuści żadnej babie. Wszyscy o tym wiedzieli, ale nikt głośno nie protestował. Mobbing? Założyć sprawę w sądzie? Ile to będzie trwało? Każda wiedziała, że powrót do takiej pracy prędzej czy później kończy się zwolnieniem. Powód zawsze się znajdzie. Choćby najwygodniejszy – redukcja etatów albo restrukturyzacja. Złożenie skargi do zarządu firmy? Wolne żarty! Która odważy się naskarżyć na szefa, jeżeli sprawy załatwiał w cztery oczy? Sporo kobiet zaliczył, inne mu uciekły, jeszcze inne udało mu się zwolnić, bo nie chciały dać dupy, ale niektóre skorzystały: awans, premia, nowa umowa. Ponoć niektóre kierowniczki działów dostały awans za seks z nim. Jedne mogły sobie pozwolić na rezygnację z pracy, bo mąż dobrze zarabiał albo zdołały znaleźć inną pracę. Pozostałe żyły z zasiłków, szukały pracy albo w ogóle zniknęły nam z horyzontu. Miał władzę, pieniądze, więc i kobiety zdobywał w miarę swoich potrzeb.

    Teraz ‘przykleił się’ do mnie. Ale ja nie miałam ochoty na niego. Nie podobał mi się, a ja nie zmieniam upodobań tak szybko. Mógł mi zabrać premię. Przeżyję bez niej. Niech dupek wali kozy na pastwisku.

    *

    Już trzeci miesiąc byłam bez pracy. Jednak szef dopiął swego: restrukturyzacja. Tyle mojego, że mu powiedziałam parę zdań, i to przy sekretarce, a na koniec pokazałam środkowy palec. Tego sekretarka nie widziała. Był czerwony jak burak, bo resztki rozsądku nakazywały mu milczeć. Swoją drogą, sekretarkę też już dawno temu zaliczył. Tak mówiono u nas. Słyszałam, że moją sprawą żyła cała firma. Małe pocieszenie. Na gwałt potrzebowałam pieniędzy! Nawet zgodziłabym się na gwałt za pieniądze. W tak trudnej sytuacji się znalazłam!

    – W końcu, mimo mojego wieku, wyglądam jeszcze dość atrakcyjnie, dbam o siebie i niejeden facet miałby na mnie ochotę – uczepiłam się tego rozwiązania kłopotów. Kiedy przetrawiłam ten pomysł, zebrało mi się na wymioty.

    Z bezsilności powoli wpadałam w rozpacz i łapałam się na czymś, co chyba określa się napadami histerii, bo nie byłam w stanie znaleźć żadnego zadowalającego rozwiązania. Od kilku miesięcy były mąż i ojciec moich dzieci nie przysyłał alimentów, więc przypuszczałam, że miał spore długi albo dorabiał za którąś granicą, albo zwyczajnie bawił się moimi nerwami. Moja ostatnia pensja nie wystarczy nam zbyt długo na życie i wszystkie opłaty, a dzieciaki też czasami coś muszą jeść.

    Egzekucja majątkowa już nie wchodziła w rachubę, bo w swoim jednopokojowym mieszkanku przezornie miał tylko kilka mebli, których nie było sensu spieniężać. Nie miał konta w żadnym banku, a mieszkał u swojej partnerki w dwupoziomowym ‘gniazdku’ liczącym ponoć 100m2. Podejrzewałam, że wszystkie oszczędności ulokował na koncie w banku, ale na swoich rodziców, albo tylko na mamusię, i został ustanowiony pełnomocnikiem.

    Bardzo zamożna mamusia (współudział w kancelarii prawnej, ponadto wspólniczka w firmie brata) świata nie widziała za swoim ukochanym jedynakiem, wszystkie jego bajeczki łykała jak pelikan ryby i od początku uważała mnie i dzieci za największy błąd w jego życiu. Wesele opuściła jako pierwsza. Mąż-pantoflarz tuż za nią. To, że syn nie lubił pracować, był alkoholikiem (czasami z dobrym skutkiem przez wiele miesięcy potrafił kontrolować nałóg, o czym dowiedziałam się dopiero sporo po ślubie) i zarabiał na szemranych interesach, to akurat mamusi nie przeszkadzało.

    Taki przykład: przed rokiem baran rozwalił swój samochód. Potem okazało się, że uszkodził inny i uciekł z miejsca wypadku! To również nie stanowiło problemu dla kochanej mamusi, która pokryła koszt naprawy drugiego auta, a pieniędzmi skłoniła jego właścicieli do wycofania skargi. I kilka dni później kupiła synkowi kolejne autko. To jeszcze nic! Uszkodzenie drugiego auta było rezultatem jakiejś kłótni. Mój były mąż zrewanżował się oponentom, waląc swoim samochodem w ich wóz! Ojciec dzieciom, dwukrotnie żonaty, 45-letni facet z poziomem emocji dziecka! Mam nadzieję, że tym porównaniem nie obrażam dzieci? Chociaż…

    Po rozwodzie nasze dzieci nigdy nie dostały nawet życzeń od rodziców męża. Tak jakby nagle przestały istnieć w ich świadomości. Zresztą może rzeczywiście na to czekali? O prezentach, chociażby z okazji urodzin, w ogóle nie warto wspominać. Tyle o możliwościach szukania wsparcia u rodziny męża.

    Moich rodziców nie poproszę o pomoc, bo sami nie należą do osób zamożnych, więc z czego mieliby mi pomóc? A nawet gdyby próbowali, to jak długo? Podczas ostatniej wizyty nawet nie przyznałam się, że straciłam pracę. Po co ich denerwować? Całe szczęście, że daleko mieszkają, więc przez telefon mogę jeszcze długo kłamać. Dzieciom na razie nic nie powiedziałam, ale w końcu zorientują się albo zapytają: Dlaczego o ósmej rano nadal jestem w domu? Pierwsze dziecko urodziłam, mając 30 lat, drugie – prawie trzy lata później. Mąż opuścił mnie, kiedy po drugim dziecku wróciłam do pracy. Uznał, że poświęcam mu za mało czasu i zbytnio angażuję się w opiekę nad dziećmi! Kur.., debil nie wymyśliłby takiego tekstu! A on?! Tak!! Najpierw naprawdę myślałam, że żartował.

    Wniosłam o rozwód, żeby normalnie funkcjonować i nawet dość szybko dostałam go. Majątku nie było wielkiego, więc nie było, co dzielić. A ja przed ślubem skorzystałam z dobrej rady męża i zgodziłam się na rozdzielność majątkową. Mieszkanie zostało przy mnie i dzieciach, a jego część zdołałam już spłacić. Fundusz alimentacyjny też mnie nie obejmował, bo miałam dobrą pracę i bardzo dobrze zarabiałam, ale niedawno ją straciłam.

    Redukcja etatów. Zostałam bez pracy. Byłam bezrobotną. I na razie bez perspektyw na równie dobrze płatne zajęcie. Ba, na razie nie miałam perspektyw na żadną pracę! Gwiazdka w tym roku, czytaj: prezenty, wypadła skromnie, ale tłumaczyłam dzieciom, że byłam zbyt zapracowana. Ostro oszczędzałam, więc mimo wszystko zdobyłam się na kupno prezentów dla nich. Nie potrafiły ukryć rozczarowania. Liczyły na inne. Wiedziałam o tym, ale w mojej sytuacji miałam wyrzuty sumienia, że w ogóle kupiłam prezenty! Całe szczęście, że byliśmy u rodziców, więc koszt posiłków spadł na nich. Kiedy zapytałam mamę, czy mam dołożyć się do jedzenia, tylko machnęła ręką. Wycałowałam ją. Spojrzała na mnie jakoś dziwnie, ale nic nie powiedziała. Przeczuwała coś? Niewiele brakowało, a w przypływie szczerości poprosiłabym ją o pieniądze na benzynę.

    Po kolejnych trzech miesiącach bezskutecznej szarpaniny podjęłam trudną decyzję. Sprzedałam samochód. Nie był nowy, sprzedałam jeszcze starszy i bardziej wyeksploatowany, chociaż naprawdę dbałam o niego. Złapałam trochę oddechu. Ale nie na długo. Spłaciłam drobne i większe pożyczki i zapłaciłam zaległy czynsz. Dzieciom powiedziała coś o poważnej stłuczce i znalezieniu kupca na samochód po remoncie. Udawałam, że wszystko jest OK, bo nie chciałam niepokoić dzieci i, w ostateczności, mogłam liczyć na poważną pożyczkę od znajomych. Jeżeli będę przyparta do muru. Nawet nie myślałam o tym, jak wówczas ją oddam! Pieniądze topniały z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc. Potem sprzedałam sporo moich ciuchów za niską cenę. Starczyło na opłaty, na żywność na kilka miesięcy. Kiedy pomyślałam, ile kosztowały, a ile na nich teraz zarobiłam, ryczałam cały wieczór.

    W odruchu rozpaczy chciałam zatrudnić się w call center. Praca bardzo stresująca, marnie płatna, ale regularnie zarabiałabym jakieś pieniądze. I wtedy usłyszałam, że jestem za stara! To przez telefon też mam za dużo lat?! A podobno mamy bezrobocie, bo ludzie uchylają się od podjęcia pracy…

    *

    Aż tak szczegółowo opisuję moją sytuację, bo wówczas może zrozumiecie, dlaczego posunęłam się do robienia rzeczy, który kiedyś wydawały mi się zupełnie nierealne.

    Latem wysłałam dzieci na miesiąc do rodziców. Miały spore pretensje o taki ‘prezent’. Nawet się tym nie przejęłam. Po kolejnych kilku miesiącach szukania pracy i wielu odmowach, kiedy wiek stanowił najczęściej podawany argument przez niedoszłego pracodawcę, a na koncie w zasadzie nie było już oszczędności i pozostało mi tylko pożyczać pieniądze u znajomych, w odruchu histerii zatelefonowałam do kolegi, który był fotografem. Robił różne rzeczy, różne opinie o nim słyszałam, ale znaliśmy się i musiałam wykorzystać każdą okazję, każdą szansę. Nawet cień szansy. Przyznałam więc, że straciłam pracę i prosiłam, żeby dał znać, gdyby ktoś szukał 46-letniej pracowniczki. Wiedział, jakie studia skończyłam i inne szczegóły istotne dla pracodawcy. Potakiwał, słuchając mnie, pomilczał chwilę i zaproponował mi spotkanie w sprawie pracy.

    – Wiesz, na razie byłaby to tylko jednorazowa współpraca, może być jeszcze kilka propozycji, ale za to już nie ręczę. Interesuje ciebie coś takiego? – spytał głosem pozbawionym emocji. Wyczuwałam jego pewność siebie, typową dla kogoś, kto oferuje pracę innym i robi to tak często, że już zobojętniał na decyzję pytanego, ale czuje się panem sytuacji, bo i tak w końcu ktoś rzuci się na propozycję. Prawie uniosłam się nad krzesłem z radości.

    – A kiedy by to było i za ile? – zapytałam, z trudem panując nad emocjami, ale jak się cieszyłam! Zarobię jakieś pieniądze! Nareszcie! Świat jest piękny! Kiedy usłyszałam odpowiedź, ustaliliśmy godzinę spotkania w kawiarni, pożegnaliśmy się i ze szczęścia miałam łzy w oczach. Pierwsze pieniądze!! Podana kwota to była połowa mojej ostatniej pensji! Czynsz i inne stałe opłaty za dwa miesiące z głowy! I wystarczy nam co najmniej na miesiąc na jedzenie. Dopiero po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że zapomniałam zapytać o charakter pracy. Byłam pewna, że mam użyczyć jakiejś części ciała do reklamowania czegoś. Jak się miało okazać, w pewnym stopniu miałam rację.

    – Kobieto, aleś ty głupia… – sama nie mogłam nadziwić się swojemu roztargnieniu, ale wszystko złożyłam na karb stresu związanego z szukaniem pracy. Ręce drżały mi ze zdenerwowania, kiedy zapisywałam dane w notesie. Jedyny termin zaznaczony na czerwono, czyli: nie do odwołania.

    Gorączkowo myślałam już nad tym, jak ubrać się na spotkanie? W dżinsach nie pójdę, bo to niepoważne podejście, kiedy rozmawia się o pracy, chociaż spotykam się z kolegą. Kostiumu jak do pracy też nie założę, bo nie pracuję. Wyglądałabym zbyt oficjalnie.  

    *

    Wrzesień był w pełni, jeszcze miałam ładną opaleniznę i było ciepło, więc zdecydowałam się na białą bluzkę i kremową spódniczkę nad kolana. Do tego sandałki na szpilce. Na szyję założyłam apaszkę w fantazyjny, kremowo-biały wzór. Usta musnęłam błyszczykiem. Celowo spóźniłam się kilka minut, żeby nie myślał, że strasznie zależy mi na tej pracy. Nie myślał. Machnął zapraszająco ręką i kontynuował rozmowę przez komórkę.

    – Gnój, nawet nie wstał – zanotowałam w pamięci; czytaj: w czerwonym zeszycie.

    Teraz ja czekałam dobre kilka minut. Zdążyłam zamówić mrożoną kawę i nawet zaczęłam ją pić, kiedy wreszcie kolega, „Właściciel mojego przyszłego zarobku”, skończył rozmawiać. Głęboko westchnął, chowając telefon. Podrapał się po szpakowatej brodzie i spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem. Ani śladu uśmiechu… Tężałam wewnętrznie.

    – Wybacz, kochana, może w zbyt optymistycznych barwach opisałem wczoraj możliwość tej pracy –pobieżnie rozglądał się po sali, jakby nie miał ochoty na rozmowę ze mną, ale nadal zwracał się tym protekcjonalnym tonem. – Uprzedzałem, że będzie to być może jednorazowy angaż, prawda? – „Właściciel mojego przyszłego zarobku” spojrzał na mnie uważnie. Nawet nie raczył przeprosić za długą rozmowę przez telefon, kiedy siedziałam przy stoliku. Kiwnęłam głową, patrząc mu w oczy.

    – Zgadza się. Kontynuuj – mój głos zabrzmiał chyba nieco wrogo, bo spojrzał na mnie uważnie i chwilę później wyprostował się w krześle.

    – Lidzia, wiesz czym się zajmuję, więc w tej chwili mogę zaproponować pozowanie dla mnie – teraz spojrzał pewnym wzrokiem. – Jesteś zainteresowana?

    – A w następnej chwili?

    – Co? O co chodzi? – szerzej otworzył oczy. Nie zrozumiał.  

    – Powiedziałeś: „w tej chwili”. Pytam, co możesz zaproponować w następnej chwili? – spokojnie wyjaśniłam, upijając łyk kawy.

    – A, o to chodzi – uśmiechnął się. Był  wyluzowany. – W następnej chwili też mogę zaproponować pozowanie. Do aktów. Mocnych, bez niedomówień, bez listka figowego – nadal rozluźniony, uśmiechał się. – Dobrze płacę – zaznaczył. Argument finansowy poparł podniesieniem palca wskazującego. Zblazowanym wzrokiem światowca patrzył na mnie, oczekując odpowiedzi.

    – Ty skurwielu! – wrzasnęłam i przywaliłam mendzie filiżanką w twarz. Głęboko westchnęłam. Koniec projekcji! To, na co miałam ochotę, musiało poczekać. Teraz lekko uśmiechnęłam się i niewinnie zapytałam: – Czyli mam pokazać rozchyloną pochwę albo pośladki?   

    – Na przykład – kiwnął głową. Cieszył się, że od razu zrozumiałam.

    Jeszcze próbowałam być nieco przekorna:

    – Heniu, w moim wieku pozować do aktów?

    – No, fakt, najmłodsza nie jesteś, ale robię to na co jest zapotrzebowanie rynku – wyjaśnił, rozkładając ręce.

    Zrobiło mi się gorąco. Facet potrafił sprawić przykrość. Odnotowałam ten przytyk. W mojej projekcji menda oberwała drugi raz. Teraz glanem w jaja. I poprawiłam, żeby upewnić się, że boli. Hmmm, działało lepiej niż liczenie baranów, takich jak mój kolega przy stoliku. Poczułam się znacznie lepiej. Napięcie powoli spadało…

    – A ten „rynek” to ty, czy jeszcze ktoś? – zapytałam, ale tylko w myślach, a głośno stwierdziłam: – Dobrze, warunki finansowe znam. Coś jeszcze?

    – Bądź wygolona. Masz pewnie różne kostiumy kąpielowe, szpilki, bluzki, peniuary, apaszki, szminki, pończochy, kapelusze? – spytał spokojnym tonem. Znowu czuł się panem sytuacji.

    – Oczywiście – przytaknęłam.

    – To zabierz ze sobą. Będzie trochę przebierania, ale to normalne. Też mam jakieś dodatki – machnął ręką. – Potem pojedziemy do lasu.

    – No, dziękuję. Ale to chyba nie jest pogoda na grzyby? – miałam wrażenie, że kolega zbytnio rozpędził się. Jednak nie złapał sarkazmu.

    – Sesja w plenerze – popatrzył na mnie jak trener mistrzyni świata na beztalencie. – Jeżeli pojawią się jakieś nowe okoliczności, to powiadomię ciebie – dodał.

    – Jakie? – konsekwentnie dociekałam.

    W odpowiedzi wzruszył ramionami:

    – Jeżeli pojawią się, to powiadomię. O, jeszcze jedno. Jesteś szatynką, więc założę ci perukę. Jako blondynka sprzedasz się lepiej. Masz szkła kontaktowe?

    – Mam, a co? Chciałbyś pograć w „pchełki”? – liczyłam, że poczuje ironię.

    – Nie – parsknął śmiechem – ale zdejmij okulary i załóż kontakty. Nie będzie problemów z odbiciem światła i taka zmiana twarzy utrudni rozpoznanie ciebie – wydął wargi i pokiwał głową. Teraz dopiero dotarło do mnie, że akty będą pokazywać moją twarz!! Dopiero teraz zrobiło mi się naprawdę gorąco! Dłońmi ścisnęłam kolana, żeby ukryć ich drżenie. Z trudem mogłam skupić się na rozmowie.

    – Ostatnie pytanie: Kiedy wypłata?

    – Aaa, to umówimy się jakoś – wyraźnie szarżował. Heniu nie potrafił fantazjować. – Formalności, twoja zgoda na upublicznienie wizerunku, umowa itepe, itede, załatwimy przed sesją.

    – Nie. Przed sesją pokażesz mi kwotę, a wręczysz mi zaraz po jej zakończeniu – stwierdziłam twardo i na zakończenie uśmiechnęłam się słodko.

    – Nie wierzysz mi? – Spoważniał. Był szczerze zdziwiony.

    – Bingo!

    – No, nie sądziłem, że tak mnie oceniasz…

    – Gdzie będą publikowane zdjęcia? – zignorowałam jego narzekania.

    – Nie wiem, rozmawiam z różnymi wydawcami. Jestem wolnym strzelcem – spojrzał obok mnie, wzruszając ramionami.

    – Jasne, obyś nie okazał się jedynym ‘wydawcą’ – pomyślałam i popatrzyłam na niego zdegustowana. Spojrzał na mnie.

    – Lidka, muszę lecieć. Praca i modelki nie mogą czekać. Jesteśmy już umówieni, więc nie spóźnij się. Zapłać za mnie, później rozliczymy się. Cześć! – szybko wymaszerował z kawiarni.

    Przymrużyłam oczy i patrzyłam za oddalającym się kolegą.

    Menda oberwała baseballem między cztery litery. Bezradnie ruszał nóżkami i szarpał związanymi rączkami. W mojej wizji przeraźliwie wył z bólu. Zapłaciłam za kanapki, kawę, koniak i lody „Właściciela”. W mojej projekcji poprawiłam mu baseballem. Pobyt w kawiarni okazał się bardzo drogi. Szczególnie w mojej sytuacji finansowej. Mimo wszystko w dobrym nastroju wracałam do domu.  

    *

    Byłam taka podekscytowana! Zarobię pieniądze! Musiałam uczcić taką wiadomość. Z radości poszłam do łazienki, zamknęłam drzwi, zdjęłam majteczki i położyłam się na dywaniku. Przymknęłam oczy i bawiłam się łechtaczką. Będę nago pozować do zdjęć! Jestem na tyle atrakcyjna, że mężczyźni jeszcze chcą oglądać moje ciało. Ale przede wszystkim zarobię spore pieniądze! Coraz mocniej pocierałam łechtaczkę, a palce powoli wnikały do pochwy. Drugą dłonią głaskam wargi sromowe, a teraz przesunęłam ją do góry i chwyciłam za pierś. Nie! Stanik przeszkadzał w odczuwaniu takich doznań. Sięgnęłam i wyjęłam pierś, potem drugą. Przez chwilę przyglądałam się im. No, naprawdę, jeszcze były niezłe. Delikatnie wodziłam opuszkiem palca po sutku, dotykałam, drapałam paznokciem brodawkę. Szybko twardniała. Mocniej i szybciej pocierałam łechtaczkę.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Wszechstronny masazysta

    Krystyna była wysoką, postawną blondyną trochę po czterdziestce. Bajeczna figura i potężny biust zapewniały jej zainteresowanie chłopców, a potem (niedługo potem) mężczyzn, z którego korzystała namiętnie, obdarzając ich hojnie swymi bujnymi wdziękami. Po 13 latach wolności, w  wieku 26 lat wyszła za mąż i od tej pory stała się wierną żoną. Małżeństwo było w miarę zgodne, mąż swe obowiązki wypełniał regularnie, jeśli tylko był w domu, a podróżował dość często. W tych pustych dniach, a raczej nocach, Krystyna korzystała z bogatego arsenału przeróżnych przyrządów, rozładowując seksualne napięcie, dodatkowo zwiększone przez oglądane w Internecie pornograficzne filmiki.

    Po ukończeniu czterdziestki nieco przytyła ale na szczęście, jak w znanym powiedzeniu: poszło w cycki. W biodrach, udach i talii pojawiły się dodatkowe centymetry, w sumie jednak koleżanki zgodnie twierdziły, że jej atrakcyjność jeszcze wzrosła. Niestety zainteresowanie męża jakby słabło i stanowiło to bolesny rozdźwięk z jej potrzebami, dodatkowo wzmacnianymi przez opowieści koleżanek o zaliczanych młodych, dobrze wyposażonych, ogierach ubarwiających ich szarą codzienność.

    Kiedyś, podczas „babskich pogaduszek” przy drinku, zwierzyła się Basi, najbliższej przyjaciółce, a to poradziła, by także poderwała sobie młodego kochanka. Krystyna jednak wykazała się oporami, prezentując milion powodów, dla których to niemożliwe, a z których główny brzmiał, „że nie będzie stara, nieatrakcyjna baba, latać za młodymi ogierami”. Nie dawała sobie wytłumaczyć, że jest u szczytu atrakcyjności seksualnej, szczególnie właśnie dla młodszych mężczyzn.

    Po kilkunastu dniach przyjaciółka zadzwoniła: – „Mam dla ciebie sposób na rozwiązanie wszystkich problemów!” – obwieściła. Krystyna przyjęła to sceptycznie ale zgodziła się wysłuchać i zanotować.

    Przyjaciółka zaczęła ją namawiać na skorzystanie z masażu leczniczego dla kobiet. – „Jest taki zakład na ulicy Kopernika” – tłumaczyła – „Musisz zadzwonić na ten numer, umówić się z recepcjonistką, on przyjmuje tylko cztery pacjentki dziennie. Tylko pamiętaj, zamawiaj pełny zabieg”. Krystyna zgodziła się zapisać numer i solennie obiecała, że zadzwoni.

    Po dwóch dniach zrobiła to. Sympatyczna recepcjonistka wyznaczyła jej termin wizyty za kilka dni, po czym zapytała o przedział wiekowy wiekowy i wreszcie o rodzaj zabiegu. – „Pełny” – odparła z wahaniem Krystyna. – „Tak myślałam, Nie będzie pani żałować. Do zobaczenia.” – zakończyła rozmowę recepcjonistka.

    W wyznaczonym dniu Krystyna, znów od tygodnia pozbawiona członka, poszła do gabinetu na wyznaczoną godzinę. Cały tydzień przewracając się wieczorami w pościeli, zastanawiała się, jak też masażysta „rozwiąże jej wszystkie problemy”. Szła z oporami, w ostatniej chwili była bliska wycofania się, lecz perspektywa stanięcia przed Basią była jeszcze gorsza.

    Przywitała ją ta sama recepcjonistka, Sprawdziła w ewidencji po czym podała ręcznik kąpielowy: – „Proszę się rozebrać w szatni, wziąć prysznic, potem wejść do gabinetu i położyć się na brzuchu. Tu ma pani do przykrycia.” –  podała jej białe prześcieradło.

    Mocno stremowana Krystyna weszła do szatni, zdjęła sukienkę, rajstopy, bieliznę…  drżąc z emocji weszła pod prysznic. Kiedy wytarła się do sucha, zawahała się nieco, lecz w końcu zdecydowała się. Owinęła się otrzymanym prześcieradłem i zapukała do kolejnych drzwi. Otworzyła mówiąc niepewnym głosem:.- „Dzień dobry” – „Dzień dobry” – odparł niezwykle niski, głęboki bas – „Proszę wejść i położyć się na brzuchu z rękoma nad głową”.

    Weszła, w pomieszczeniu stała na środku leżanka do masażu, właściciel basa musiał być ukryty za parawanem w końcu pokoju. Krystyna położyła się, skrupulatnie okrywając się po ramiona prześcieradłem i wyciągnęła ręce do przodu.

    Po kilkunastu dłużących się sekundach zza parawanu wyszedł ogromnego wzrostu, potężnie zbudowany Murzyn w białym kitlu. – „Gotowa? Bardzo dobrze!” – powiedział, podszedł do małego stolika obok, zdjął kitel. Na widok grających pod błyszczącą skórą mięśni Krystyna aż westchnęła, po czym skoncentrowała wzrok na ciasno opiętym elastycznymi białymi spodenkami tyłku. – „Rany! Co to za facet” – pomyślała, a Murzyn polał dłonie czymś pachnącym i odwrócił się ku niej. Przód był jeszcze bardziej szokujący. Węzły mięśni grały, gdy wcierał to coś w dłonie. Podszedł bliżej, teraz Krystyna miała tuż przed sobą jakieś kłębowisko grubego węża wypychające przód spodenek, poczuła jak cała drży, lecz w tym momencie wielkie dłonie zaczęły masować jej kark i ramiona. Pod tym dotykiem zdało się jej, że cała mięknie, zapach tego czegoś, co masażysta miał na dłoniach działał… no właśnie… sama nie wiedziała jak. Dłonie powędrowały wzdłuż kręgosłupa niżej, aż do krzyży, potem wróciły na łopatki, znów ku krzyżom i wtedy na talię, obejmując ją pewnym chwytem. Przesuwały się wzdłuż boków ku górze, aż… !!! Czubki placów zahaczyły o jej piersi, rozsunięte naciskiem ciała aż na boki. Krystyna zadrżała, lecz masażysta przeniósł dłonie na jej nogi. Masował teraz mięsnie łydek, jednej, drugiej, powoli podwijając prześcieradło w miarę przenoszenia się ku górze. Teraz masował już jej pełne uda, Krystyna niemal przestała oddychać w oczekiwaniu na to, co się stanie, a jego dłonie wędrowały wyżej. W pewnej chwili pewnym ruchem lekko rozsunął jej nogi, teraz jego palce przesuwały się ku miejscu, gdzie spotykają się uda… Krystyna chciała krzyczeć: „NIE” ale nie była w stanie wydać z siebie dźwięku. Tymczasem masażysta odrzucił z niej prześcieradło, i zaczął oburącz ugniatać pośladki. Nagle przerwał, przesunął dłonią wzdłuż dzielącej je dolinki, Krystyna miała wrażenie, iż jest tak mokra z podniecenia, że zaraz z niej zacznie wyciekać. Masażysta znów masował tył jej ud, gdy nagle przerwał, przez sekundę Krystyna zamarła w oczekiwaniu co się stanie, gdy nagle usłyszała głośne klaśniecie i poczuła piekący ból w pośladku. Zanim zdążyła zareagować dostała drugiego klapsa, tym razem w drugi pośladek, jeśli to możliwe jeszcze mocniejszego.

    – „Auuu… to boli!” – krzyknęła odwracając się na plecy. On bez słowa pomógł jej w obrocie i zanim zdążyła pomyśleć, że ma nagie piersi, zaczął je oburącz ugniatać, tarmosić, masować. Krystyna nie mogła się powstrzymać, jęknęła i wtedy spojrzała na jego elastyczne spodenki. Wielki gruby wąż, który je wypełniał wyglądał, jakby za chwilę miał je rozerwać.

    Nie była w stanie się powstrzymać: dotknęła – „Boże jaki on twardy!” – zaczęła badać palcami jego długość i grubość, a on pulsował pod jej dotykiem.

    Tymczasem on zostawił lewą dłoń zajętą drażnieniem sutków, o jak bardzo nabrzmiałych i sterczących!, prawą przesunął po jej brzuchu, przez pępek, niżej, niżej, aż… aż dotknął jej mokrych, rozchylonych szeroko z chcicy warg. Zaczął łechtać nabrzmiały guziczek łechtaczki, Krystyna jęczała już rytmicznie, a on wsunął zagięty palec do środka. Krzyknęła i szarpnęła spodenki. Czarny kolos wyskoczył jak sprężyna. Sterczał teraz lekko zadarty. Nacisnęła go w dół, gdy puściła wyprostował się nagłym ruchem, a ona spróbowała go objąć dłonią. Był za gruby!

    Masażysta wsunął jej jeszcze jeden paluch i jeszcze jeden, poczuła się rozszerzana, krzyknęła i odruchowo podciągnęła uda ku górze. Na to zaproszenie on wszedł między nie, przez chwilę oko kolosa patrzyło prosto na nią, lecz zaraz oparł się na rękach tuż nad nią i zaczął napierać. Poczuła jak jej wargi rozszerzają się i rozszerzają, bala się, że za chwilę kolos je rozerwie, lecz on zagłębiał się nieubłaganie. Jęczała głośno czując jak twardy jak stal potwór zagłębia się i rozpycha ją tak strasznie mocno. Poczuła już napór na samym dnie, tak głęboko, jak dotąd się zdarzało tylko z najlepiej obdarzonymi partnerami i to w rzadko stosowanej pozycji na pagony. Krzyknęła z bólu, on jednak dalej napierał, krzyknęła głośniej, on się lekko cofnął i zaczął się przesuwać w jej ciasnym wnętrzu. Ciasnym? Przecież zawsze uważała się za „pojemną”. Twardy tłok wędrował cała jej głębokością, od warg, aż po dno, o które uderzał bezlitośnie. Krzyczała za każdym razem, aż on przywarł grubymi wargami do jej ust, przygniatając ją całym ciężarem. Jego pośladki drgały, w rytm nieskończonej ilości pchnięć. Sama nie wiedziała w jakim momencie objęła go ciasno udami, zakładając stopy na pośladki, jakby chciała, żeby wszedł głębiej, jej tyłek drgał i wyszedł mu naprzeciwko.

    Trwało, to i trwało, nagle on uniósł się na rękach, nie przerywając pchnięć. Spojrzała między nich i…

    Widok nadludzkiego czarnego penisa wsuwającego się w nią rytmicznie spowodował, że przyszedł. Orgazm był szalony. Wrzeszczała głośno, a fale skurczów szarpały jej całym wirującym w kosmosie ciałem. Leciała teraz w dół, tymczasem kolejne skurcze wyzwalały w niej kolejne krzyki. Wreszcie mokra od potu i łez opuściła bezwładnie nogi, lecz tłok pracowała nadal w szaleńczym rytmie, mocno… jeszcze mocnej, szybko… jeszcze szybciej. Nagle poczuła gorącą falę mokrego wlewającą się w nią, Murzyn wyprężył się w drgawkach i opadł na nią całym ciężarem. W tym momencie jej orgazm gigant wrócił. Wrzeszczała przygnieciona górą mokrych od potu mięśni, tych samych, które ostatnią godzinę zadały jej tyle bólu i rozkoszy. Wreszcie wstrząsy ustały, ciężko łapała oddech, poczuła, że chce spać. SPAĆ!

    Tymczasem on uniósł się z niej uwalniając od ciężaru i odezwał się po raz pierwszy od rozpoczęcia zabiegu. – „Czas na prysznic, proszę wstać” – nie miała siły nawet zaprotestować, coś mruknęła pod nosem, jednak silne ramię uniosło ją „pomagając” wstać. Ciasno objęta w talii powędrowała machinalnie pod prysznic. Strumień gorącej wody pomógł jej dojść do siebie, a tymczasem jego wielkie dłonie wędrowały znów po jej ciele wcierając żel. Ciało Krystyny zadrżało od wspomnienia tego, co działo się przed chwilą. Spojrzała w dół, ogromna gruba kiełbasa lekko zwiała w dół, lecz nie całkiem, wielu mężczyzn byłoby dumnych z osiągnięcia takiego położenia. Spróbowała wziąć w rękę. Nadal nie obejmowała. Przesunęła w dół i w górę dłonią, poczuła nawrót podniecenia…

    -„Teraz nie…. Zaraz godzinę mam następną klientkę” – usłyszała jak przez mgłę, polał ją wodą od ramion – „Proszę się ubrać, może pani zarezerwować wizytę w recepcji, jeśli pani sobie życzy” – wrócił do gabinetu.

    Krystyna sięgnęła dłonią między uda. Dopiero w tej chwili poczuła, jak bardzo wymęczone są jej wargi. Potarła łechtaczkę. Wspomnienie posuwającego ja tłoka wróciło z całą siłą, stała pod strumieniem gorącej wody, łechtała, aż nadszedł orgazm. Tym razem zwyczajny ale przynoszący ulgę.

    Kilkanaście minut potem weszła ubrana do recepcji. – „Chciałabym się umówić na wizytę” – powiedziała do biuściastej recepcjonistki.

    – „Tak służę pani” – zaczęła kartkować notes – „Proponuję dokładnie za cztery tygodnie o tej samej porze”.

    – Ależ ja potrzebuję jutro!” – zaprotestowała Krystyna.

    – „Wierzę, że pani potrzebuje ale to pierwszy wolny termin”.

    – „Tak długo mam czekać??”

    – „Mistrz przyjmuje cztery pacjentki dziennie” – usłyszała.

    – „Nie da się jakoś dodatkowo… po południu…??” – próbowała się targować.

    – „Nie. Po pracy Mistrz musi odpocząć” – odparła recepcjonistka i dodała wypinając do przodu duży biust: – „Wieczorami ma jeszcze obowiązki domowe…” – przeciągnęła dłonią po włosach nad uchem – „Zapewniam, że codziennie spełnia je skrupulatnie, musi się trochę przedtem zregenerować”.

    Krystyna zrozumiała nagle, że to recepcjonistka jest tą szczęściarą, dla której Mistrz musi regenerować siły po obsłużeniu pacjentek. Ogarnęła ją fala szalonej zazdrości, lecz zdołała jakoś wyjąkać do uśmiechniętej z lekką ironią cycatki: -„ To dobrze, biorę tamten termin”.

    Ciekawe byłoby posłuchać rozmowy Krystyny z Basią… autor jednak przy niej nie był.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomasz Kajkowski
  • Mam byc Penelopa?

    Wróciłam do domu późno. Otworzyłam balkon, przetrzepałam pościel niezłożoną po porannym gorącym żegnaniu się z Mężem Numer Dwa. To jego wielka zaleta w stosunku do Jedynki, że choć często wyjeżdża w delegacje, to zawsze dba, by okres postu był dla mnie jak najkrótszy. Pierwszy okazał się chorobliwie zazdrosnym, choć nieźle wyposażonym dupkiem, który nie mógł pojąć, że kobieta ma swoje potrzeby. Nawiasem Drugi dysponuje też całkiem godziwym przyrodzeniem, a co najważniejsze, jest obowiązkowy i chętny w jego używaniu. Codziennym!

    Zrzuciłam bluzkę, spódnicę i w rajstopach i stringach poszłam do łazienki. Na chwilę stanęłam przed lustrem. Mimo trzydziestki jeszcze całkiem niezła sztuka ze mnie! Piersi jędrne, bronią się przed grawitacją, a ich rozmiar gwarantuje, że nie ma męskiego oka, które nie zatrzymałoby się na moim dekolcie. Szczególnie, gdy „zapomnę” włożyć stanik. Ujęłam je oburącz unosząc lekko i ściskając. „Świetne do hiszpana” – powiedział Roman przy pierwszym spotkaniu… Na wspomnienie jego grubego ptaka przesuwającego się między nimi, poczułam nadchodzące podniecenie. Znowu?!

    Szybko wskoczyłam pod prysznic. Stałam pod strumieniem gorącej wody, powoli wcierając żel, od dotyku dłoni brodawki mi nabrzmiały, mydliłam brzuch, biodra i pośladki, potem uda i dłoń jakoś zawędrowała mi do pagórka, do łechtaczki. Poczułam, że i ona nabrzmiewa podnieceniem. Z pewnym wysiłkiem powstrzymałam się od mocniejszego dotknięcia i spłukałam żel solidnym strumieniem.

    Wytarłam się, wysuszyłam włosy, przeczesałam i w szlafroczku poszłam nalać sobie lampkę brandy. Wszystko to robiłam nieco machinalnie, nie mogąc się uwolnić od wspomnienia popołudnia. Po „hiszpanie”, potraktowanym jako gra wstępna, Roman obsłużył mnie kilka razy z rzędu, jak przystało na młodego, jurnego byczka. A wszystko zaczęło się od tego, że wychodząc z biura ulokowanego na pierwszym piętrze hotelu „Gromady” wstąpiłam na jednego do hotelowego baru. Ledwo umieściłam się na stołku i zamówiłam „Stocka”, zjawił się on. „Ale ciacho” – pomyślałam. Może niezbyt wysoki ale pięknie zbudowany, ciemnooko blondyn. Zasiadł na sąsiednim stołku i zaczął od razu z grubej rury:

    – „Sprawiasz mi kłopot!”

    -„Jaki” – zdziwiłam się.

    – „Nie wiem, co masz seksowniejsze: uda czy piersi.” – położył mi dłoń na udzie. Dłoń miał duża i silną, o długich zadbanych palcach. O ile na pierwszy rzut oka poczułam tylko drobne motylki pod brzuchem, to po tym dotknięciu byłam gotowa rozłożyć dla niego nogi najszerzej, jak tylko potrafię. Ostry erotyczny flirt trwał tylko tyle czasu, co potrzeba do wypicia jednego kieliszka i kilkanaście minut potem, już w jego pokoju, gdy zdjął mi bluzkę i zaczął poznawać namacalnie mój biust, usłyszałam zdanie o „hiszpanie”. – „Pokaż, co ty masz do tego hiszpana” – odparłam i zaraz się przekonałam. Był wyposażony potężnie. Może nie imponował długością – lecz nie w długości siła przecież – za to grubość miał imponującą. Tylko kilka razy dotychczas spotkałam podobne. Sterczał lekko ku górze, twardy jak ze stali, uklękłam przed nim, polizałam czubek, odsłaniając okrągłą, grubą główkę, po czym ułożyłam go między moimi cudnymi, wymagającymi miseczki E, balonami.

    Popijałam brandy, wspominając i analizując każdy ruch Guliwera, który wysuwał się głodny kobiety z pomiędzy moich ściśniętych oburącz piersi, chował między nimi i znów pokazywał. To wspomnienie doprowadziło mnie do ostatecznej gotowości. Nalałam drugi kieliszek i poszłam do sypialni. Podeszłam do szuflady z wyposażeniem. Chwila namysłu. W końcu podjęłam decyzję, by wziąć do łóżka wszystko, w końcu nie wiadomo, jak się sprawy rozwiną.

    Zrzuciłam szlafroczek i opadłam na wyziębioną pościel. Zbadałam wskazującym palcem nabrzmiałą łechtaczkę, rozchylenie i wilgoć pomiędzy. Ona była gotowa! – „Co my tu mamy największego?” – po popołudniowym rozpychaniu się Romanowej Armatki czułam potrzebę gruntownego wypełnienia. – „Nie będziemy się spieszyć” – pomyślałam – „wieczór jeszcze długi”. Odłożyłam na bok dilda i czarny jak Afrykańczyk, gruby i długi, wibrator z bocznym palcem łechtającym. Mój ulubiony, odpowiednio potężny i obsługujący równocześnie cipkę i łechtunię. Zdecydowałam się na jajeczko. – „Nie będę z nim chodzić, biorę mojego „spaślaczka”. – „Fi pięć i pół centymetra” wymaga odrobiny ostrożności we wkładaniu, nawet w tak wilgotną i porozciąganą, jak moja dziś, pochwę, więc dobrą chwilę trwało, zanim je tam umieściłam. Spróbowałam zacisnąć kilkakroć mięśnie, położyłam się na wznak i na próbę zsunęłam i rozchyliłam parokrotnie uda. Nacisnęłam pilota. Poczułam przyjemną wibrację wewnątrz.

    Kilka godzin temu leżałam podobnie, tyle że w innym łóżku, a między udami miałam pracowitego ogiera. Gdy złapałam go po „hiszpanie” za Guliwera i pociągnęłam za sobą na łóżko, zaczął we mnie wchodzić natychmiast. Pchał z nieuchronną cierpliwością, zagłębiał się konsekwentnie, aż wypełnił mnie dokładnie i do końca. I wtedy zaczął pracować, z początku powoli, wykorzystując całą Jego długość. Na wspomnienie jego ruchów dotknęłam sterczącej łechtaczki i zaczęłam ją pocierać palcami. Nie przerywałam kołysania udami, by lepiej czuć wciąż wibracje mojego kochanego jajeczka. Ruch dłoni zgrał się ze wspomnieniem narastającego tempa jego pchnięć. W pewnej chwili drgałam cała, tak samo, jak w chwili, kiedy on po dobrym kwadransie pracy zbliżał się do szczytu. Doszłam, dłoń zatrzymała się na rozgrzanej do czerwoności łechtuni, nogi wyprostowały i wtedy przypomniał mi się gorący strumień jego wytrysku i trzęsienie ziemi mojego orgazmu. Poczułam falę powtórnego orgazmu, co jest? sama? wielokrotny?! Tego jeszcze nie było!

    Leżałam zdyszana po przeżytym wstrząsie. Po tamtym popołudniowym, Roman nie wysunął się ze mnie, tylko leżał na mnie zdyszany, a gdy trochę uspokoiliśmy oddechy, zaczął mnie całować. Długie minuty, może kwadranse, nasze języki walczyły, wpychając się wzajemnie w usta. Roman, to oparty na prawym łokciu, lewą ręką tarmosił moją prawą pierś, to odwrotnie: na lewym łokciu, prawą ręką drażnił mój lewy sutek. Wspomnienie kazało mi znów włączyć jajeczko, palcami pieścić piersi, łapać i szczypać brodawki. Roman brał je w usta i ssał i gryzł delikatnie na przemian – i ja wzięłam i kolejno uniosłam je do ust. Gdy tak ssał je kolejny raz, poczułam nagle, że rośnie i twardnieje we mnie. – „Chcesz mnie rozerwać?” – zapytałam, a on powiedział, że chce tylko mnie zerżnąć porządnie.

    Zerżnął mnie! I to jak! Nie wiem, ile to trwało, robił to bez końca. Kazał mi zakładać nogi na plecy, to znów prostować je i ściskać uda, a sam obejmował je swoimi silnymi udami, potem zadarł mi je na swe ramiona i doprowadził aż do bólu dogłębnymi pchnięciami i znów wrócił do „klasyka”. Robił to bez chwili przerwy, zmieniając rytm i siłę, a ja… Wspomnienia czarnej nocy, która zapadła w słoneczne popołudnie zaczęły doprowadzać mnie do szału. Wyszarpnęłam jajko z cipki i sięgnęłam po Afrykańczyka. Miał taki sam rozmiar, jak jego Guliwer. Wsunęłam go do oporu, nacisnęłam przełącznik. Drżałam jak wtedy po południu, gdy Roman doprowadzał mnie do kolejnych orgazmów. Drugiego, trzeciego… ile ich było? W pewnej chwili obróciliśmy się i zaczęłam go ujeżdżać jak ogiera. Złapałam Go w palce, to nie do wiary, jaki on jest twardy. Ten chwyt spowodował, że Romanowa Armatka znów wystrzeliła we mnie zapas spermy, tak jakby nie robił tego od trzech dni. Gdy przypomniałam sobie, jaki potężny orgazm od tego dostałam, przyparłam palec Afrykańczyka ściśle do łechtaczki. Doszłam znowu!

    Po tym szaleństwie Roman zsunął się ze mnie. Trzymałam w dłoni grubą, nieco miękką kiełbasę, która przed paroma minutami robiła takie cuda. Roman wodził palcami po moim brzuchu, piersiach, udach, wargach. Skąd chłopak w jego wieku tak umie pieścić, tak zna potrzeby mojego ciała?! Wspomnienie orgazmu-giganta trwało we mnie ciągle… Usnęłam słodko zaspokojona.

    Gdy się ponownie ocknęłam przypomniało mi się, że Roman w pewnej wyślizgnął się z mojego uchwytu i wszedł między moje nogi, Obudziło mnie całowanie wewnętrznej strony uda, na to wspomnienie zaczęłam je głaskać dłonią, żałując, że nie czynią tego męskie wargi i język. Moja dłoń wędrowała coraz wyżej, tak, jak wtedy jego usta, poczułam, jak wtedy, wracające podniecenie. Jeszcze raz?! A Roman lizał już i ssał moje wargi, dotknął językiem łechtaczki. Co za wrażenie, już była ukrwiona i gotowa, a on nie przerywał pracy nad nią.

    Zaczęłam znowu łechtać, wyobrażać sobie, że mój wskazujący palec jest jego językiem. On wtedy wsunął palec miedzy moje spracowane wargi, czułam jak badał przód mojej cipki, szuka… ZNALAZŁ! Aż podskoczyłam wtedy w nagłym orgaźmie, a on włożył drugi palec i zaczął mnie nimi posuwać. Zrobiłam teraz to samo… Roman długo nie pozostał przy dwóch, oderwał wargi od mojej łechtaczki i poczułam trzeci – „On mnie chce rozerwać?” – ale on się tym nie przejmował, włożył czwarty. Nie rozerwał, zachwycił.

    Ja używałam tylko trzech palców, umiem je trochę głębiej wsuwać, niż operując czterema. A on zaczął przyśpieszać, pchać dłoń coraz mocniej i, gdy czułam już nadchodzący nowy orgazm, nagle przerwał. Chciałam krzyknąć: „Nie przestawaj!” ale on posunął się w górę mojego ciała i poczułam, że znów wdziera się we mnie swoim Guliwerem. Tego już nie wytrzymałam: wrzasnęłam w orgaźmie, aż Roman zapytał: – „Co się stało? Boli?” – na szczęście przy tym nie przerwał pchania  – „Nie!!! Pracuj, pracuj!!!”

    Pracował… nie mam pojęcia, jak długo to trwało. Czy tak długo, jak teraz moje trzy paluszki rozchylały mokrą, trochę obolałą cipkę, czy dużo, duuużo dłużej? Muszę! Sięgnęłam znów po Afrykańczyka. Wepchnęłam go głęboko, tak by palec znów dotknął łechtaczki, włączyłam. Szlag! Ostatnia bateria padła. Zaczęłam oburącz pracować Afrykańczykiem, jak dildem. Roman nie bawił się tym razem w zmiany pozycji, po prostu rżnął mnie w równym szybkim tempie, aż nagle poczułam, że dochodzi, cały sztywnieje, drga… tryska. Znowu?! Ile on ma tej spermy?

    Pół godziny potem, gdy odrobinę oprzytomniałam, powiedziałam, że muszę już iść do domu. Nie protestował. Siadłam na moment przed lustrem, uczesać włosy i poprawić makijaż. Wiedziałam, że będzie mnie obserwował, niech zapamięta na długo. Takiego ciała łatwo drugi raz nie spotka. W końcu wstałam, naciągnęłam przez głowę bluzkę i nagle poczułam jego silne dłonie na biodrach.

    – „Nie wytrzymam widoku twojego jebliwego tyłka” –powiedział, popchnął mnie za kark zmuszając do pochylenia się i poczułam, jak wdziera się moją cipkę od tyłu. Kiedy mu zdążył stanąć?? Zrobił to brutalnie, zgniatając moje pośladki uderzeniami podbrzusza, penetrując całą swoją długością, Zapierałam się z całych sił oburącz o blat pod lustrem, a on trzymając mnie oburącz pchał, pchał i pchał.

    Znów wzięłam Afrykańczyka, położyłam się na boku i sięgając za plecy wcisnęłam go głęboko. Szkoda, że nie ma baterii! Pozostawiłam go wetkniętego i zaczęłam, który to raz tego wieczora, pracować palcami nad łechtaczką. Doszłam znowu, podobnie, jak oboje wtedy przed tym lustrem.

    Gdy wychodziłam zmordowana z hotelowego pokoju, włożywszy stringi, rajstopy, spódniczkę i szpilki, Roman pocałował mnie w usta i powiedział: – „Fajnie umiesz ruszać pupcią, miło było cię poznać”.

    Jasne, że miło. Jestem cała obolała, a jutro wraca mąż numer dwa. Musze dojść do siebie, bo będzie wyposzczony. Wyposzczony?! Po noclegu w hotelu???… Ale na pewno będzie chciał wypełnić obowiązek. Usnęłam.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomasz Kajkowski
  • Braki w magazynach wojskowych

    (zainspirowany gorącą żołnierką napisałem)

    Paweł jechał autem do pracy, gdy kątem oka zauważył podskakujący biust. Dopiero chwilę potem dostrzegł, że rozpiera on do granic możliwości wojskową bluzę, a gdy już minął jego właścicielkę, w lusterku zobaczył rozkołysane biodra i tyłeczek opięty bojowymi spodniami.

    -„Ale laska!” – pomyślał dostrzegając, że wsiada do autobusu linii 119, który właśnie zatrzymał się na przystanku.

    Cały dzień potem chodził podniecony, nie mogąc uwolnić się od wizji roztańczonych piersi i bioder. W domu, jego żona zadziwiona była entuzjazmem, który wykazywał wypełniając małżeński obowiązek. Nie wiedziała, że to wizja porannego spotkania, i nadzieja na kolejne jutro, stawiała go w gotowości dwa razy wieczorem i jeszcze raz o poranku.

    Następnego dnia ustawił samochód w pobliżu przystanku, pojechał za autobusem i już wiedział: pracuje w komendanturze. Zajechał tam ponownie o 15.30. Wycieraczki ledwo dawały radę jesiennej ulewie. Tłumek pracowników wyszedł stadem, kierując się do przystanku autobusowego, ona wyszła na końcu, gdy stodziewiętnastka właśnie ruszała zapełniona. Dostrzegł okazję, podjechał wolno, opuścił szybę: -„Podrzucić?”- zapytał. Zawahała się na moment, po czym zdecydowanym ruchem otworzyła drzwi i wsiadła.

    – „Dziękuję” – powiedziała.

    Prowadząc samochód spoglądał spod oka na jej lekko zadarty nosek, długie rzęsy i, przede wszystkim, na imponujące napięcie munduru na biuście i tęgie, opięte wojskowymi spodniami uda. Podniecenie ledwo pozwalało mu widzieć jezdnię, jakim cudem równocześnie prowadził z nią rozmowę sam nie wiedział.

    Po kilkunastu minutach dotarli na miejsce, poprosiła by wjechał na podwórko starej kamienicy.

    – „Należy ci się podziękowanie, zapraszam na herbatę” – powiedziała.

    Wchodził za nią po schodach na drugie piętro, podziwiając opięte spodniami pośladki kołyszące się tuż przed jego oczami. Nie wiedział jak ale czuł determinację. Musi ją mieć! Natychmiast!

    Okazało się to prostsze, niż mógł sobie wyobrazić. Weszli do mieszkania, przekręciła zamek w drzwiach, zrzuciła wojskowe buty i zaprosiła go do pokoju pełniącego role salonu i sypialni.

    -„Masz na mnie ochotę.” – powiedziała – „Cały czas to widzę. Wczoraj też się gapiłeś przystojniaczku. Dlatego mnie podwiozłeś” – chciał coś wyjąkać w odpowiedzi ale nie dała mu dojść do słowa: – „Ja też nie jestem z kamienia…”

    Zdjęła beret, sięgnęła oburącz głowy, coś pomanipulowała i nagle burza blond włosów spłynęła na jej szerokie ramiona. Stanęła przed nim…

    Zerwał z siebie marynarkę, cisnął ją gdzieś na ziemię i odsuwając jej włosy na bok pocałował w usta. Jej wargi odpowiedziały, języki się spotkały. Przesunął dłonie po jej ramionach od razu na przód bluzy. Ledwo sięgnął palcami do guzików, te odskoczyły, odsłaniając wielkie półkule spoczywające w czarnym koronkowym staniku. Podźwignął je oburącz. – „Myślałem, że wy w wojsku macie służbową bieliznę” – zdziwił się. – „Mamy – odpowiedziała – ale nie przewidziano takiego rozmiaru”. – „To chyba miseczka G” – zaryzykował.

    – „Podziwiam fachowca…” – odparła.

    -„Znam się nie tylko na tym” – skomentował i powrócił ustami do jej warg.

    Wprawnie sięgnął do tyłu, odpiął zapięcie i gdy stanik opadł na ziemię uchwycił palcami sterczące brodawki. – „Pięknie stoją” – skomentował drażniąc je palcami. – „Zobaczymy jak u ciebie ze staniem” – odrzekła sięgając do paska jego spodni. Chwilę potem wyłuskała to, o co jej chodziło. – „Ooo! Niezłą masz armatkę!” – zbadała obwód i twardość dłonią – „Nie mogę go całego objąć!” –„Ale między twoje cudowne piersi pasuje…” – popchnął ją na łóżko, ukląkł nad nią okrakiem i ułożył penisa między nimi. Ścisnęła je dłońmi, a on począł pracować biodrami, pozwalając jej obserwować grubą główkę, to wysuwającą się ku jej brodzie, to znikającą w słodkim objęciu piersi.

    Pracował stopniowo przyśpieszając tempo, ona wciąż ściskała piersi oburącz, a on nie przerywając ruchu w przód i w tył, drażnił palcami jej brodawki. Oblizała czerwone wargi i ten ruch języczka wyzwolił w nim eksplozję. Zdążył się lekko cofnąć, gdy raz, drugi, trzeci wytrysnął na jej balony. Złapała go za mięknącą kiełbasę i oblizała główkę. – „Masuj je!” – rozkazała, a on posłusznie począł wcierać spermę w jej piersi. Gdy skończył, polizał jej sterczące sutki, potem pępek… Rozpiął jej pas, rozpiął spodnie i gdy wspomagająco uniosła biodra, zsunął je z niej wraz majteczkami. Sięgnął językiem TAM. Była wydepilowana. Przeciągnął językiem pomiędzy rozchylonymi wargami, polizał nabrzmiałą żądzą łechtaczkę, złapał ją w wargi i począł ssać. Jęknęła głośno, i próbowała cofnąć się całym ciałem, lecz trafiła na opór ściany. Nie przerywał drażnienia łechtaczki, ona jęczała i stękała, w końcu wsunął palec wskazujący między rozchylone wargi.

    Próbowała jeszcze raz uciec z ciałem, lecz nie miała dokąd, a on spenetrował ściankę pochwy, po czym wsunął drugi palec. Nie przerywając ssania i lizania łechtaczki, wsuwał je i wysuwał, dodał trzeci i czwarty palec, przyśpieszył, aż nagle krzyknęła głośno i wyprężyła się w łuk.

    Poczuł, że pod wpływem widoku jej orgazmu znów mu rośnie i twardnieje.

    Wepchnął się w wilgotną śliskość. Przyjęła go tak łatwo, jakby nie był gruby, a odwrotnie jakby mu czegoś brakowało i natychmiast założyła nogi na plecy. Zaczął pchać, wykorzystując całą długość, mocnymi, zdecydowanymi ruchami, nagradzanymi przy każdym pchnięciu głośnym jęknięciem. Zwiększył tempo, jeszcze i jeszcze… po kilku minutach jej jęki przerodziły się w nieustanny krzyk. Pchał teraz z całej siły, aż nagle wytrysnął w nią drugą porcję. Wyzwoliło to i u niej orgazm, znów wygięła całe ciało w łuk, unosząc biodra, mimo jego ciężaru.

    Opadł na nią, nie wysuwając się, długie minuty uspokajali oddechy.

    – „Rewelacyjna jesteś” – powiedział, gdy już doszedł do siebie. – „Tobie też nic nie brakuje” – odparła – „Umiesz dogodzić kobiecie… i masz czym! Rzeczywiście fachowiec!”

    Oparł się na łokciu, by móc spojrzeć na słodkie balony, rozsunięte nieco na boki. Począł tarmosić jej prawą pierś lewą dłonią – „Bałem się, że mnie nie wystarczy dla ciebie” – powiedział. – „No co ty! Dałeś mi głęboko popalić… Ej! Czy ty się śmiejesz, że jestem taka pojemna? Ja ci dam!” – i klepnęła go za karę w pośladek. Znów opadł na nią, a ona klepnęła go w drugi. I znów. Wyzwoliło to ponowny napływ krwi do jego męskości.

    – „Rany! On jeszcze rośnie!” – zdziwiła się. – „Rośnie i rżnie” – potwierdził.

    Tym razem pracowali długie trzy kwadranse, zsuwając i rozsuwając nogi, wciąż zmieniając tempa i siłę spotkań, ona kilkakrotnie krzyczała w orgaźmie, lecz nie przerywali, nienasyceni, aż całkiem opadli z sił.

    – „Od miesiąca nikt mnie tak nie zerżnął” – powiedziała i zapadli w drzemkę.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomasz Kajkowski