Author: admin

  • Biurowiec, cz. 1.

    Część 1.

    Był piątek. Właśnie minęło południe. W biurowcu wszyscy pracowali, panował spory ruch, mieściło się tutaj sporo firm, ale każdy myślami był już przy dzisiejszym wieczorze i nadchodzącym weekendzie. Dla wielu zapowiadał się ekscytująco.

    Pani Krystyna, 44-letnia sekretarka głównego dyrektora, siedziała przy laptopie. Redagowała pismo. Obok leżały dokumenty i korespondencja. Czekały na dyrektora.

    *

    Życie prywatne pani Krystyny nie było tak uporządkowane jak jej praca zawodowa. Jej mąż był człowiekiem, który już dawno przestał spełniać jej oczekiwania. Pobrali się po studiach, chociaż parą byli już trzy lata wcześniej. Niewiele później urodziła ich syna. I żyli we troje wspierani przez rodziców. Nie zdecydowali się na drugie dziecko. Po odchowaniu malca, ona poszła do pracy, a mąż inżynier nadal jeździł z jednej budowy na drugą. Szybko kupili mieszkanie. Naturalnie, pomogli im rodzice i państwowa firma, w której pracował mąż. Po latach, pani Krystyna, kiedyś kobieta pełna życia i uśmiechnięta, teraz skupiała się na pracy i spełnianiu obowiązków babci. Od jakiegoś czasu rzadziej uśmiechała się, była bardziej stonowana w swoich reakcjach, zamknięta w sobie, wręcz nieprzystępna. Ale nadal była miła dla wszystkich interesantów. 

    Związek z mężem wypalił się przynajmniej kilka lat wcześniej. Podejrzewała go o romanse, ale nigdy nie zapytała wprost. Była zbyt dumna. Mężowi taki układ odpowiadał. Kobieta wspierała syna, któremu nie bardzo układało się w małżeństwie. Kłóciła się z nim ostro, jeżeli nie zgadzała się z jego decyzjami. A syn był żonaty dopiero drugi rok… Zafascynowany dziewczyną, nie widział, nie chciał dostrzec jej wad, a teraz opiekował się ich dzieckiem i zwyczajnie nie radził sobie. Maluch miał już dwa lata i był głównym powodem zawarcia związku przez syna Krystyny. Babcia przelała uczucia na wnuka i była znowu szczęśliwa, a dziadek… Cieszył się z zaangażowania babci. Rodzice synowej stronili od kontaktów z rodziną zięcia.

    Z mężem żyła „obok”. Mąż często korzystał z Internetu. Wiedziała, że ogląda filmy pornograficzne. Potem na ogół miał na nią ochotę. Mieli oddzielne pokoje, ale jeżeli chciał seksu, to brał żonę tam, gdzie ją zastał: przy blacie w kuchni, na tapczanie przed telewizorem albo wołał ją do swojego łóżka. Nie odmawiała mu. Nie oponowała. Potrafił być namiętny, a tego ciągle pragnęła. Był mężczyzną dominującym i z wiekiem coraz bardziej skupionym na swoich potrzebach, a ona jako żona starała się je spełniać. W domu zajmował się pracą przyniesioną z biura albo siedział przez telewizorem z piwem lub herbatą, jeżeli wątroba nadmiernie mu dokuczała. Czasami siedział w swoim pokoju i czytał. Ich rozmowy rzadko wykraczały poza domowe sprawy do załatwienia.

    Pani Krystyna jeszcze zachowała szczupłą sylwetkę, a zarysowujący się brzuszek umiejętnie maskowała odpowiednio dobranym ubiorem. Szatynka, lekko kręcone włosy, sięgające ramion, zawsze ułożone albo, w ostateczności, spięte w kitkę, usta „stworzone do całowania”, jak mawiał bezskutecznie adorujący ją kierownik jednego z działów, proporcjonalny biust, we właściwie dobranych stanikach, ładne, szczupłe nogi, świetnie prezentujące się w szpilkach, które zawsze nosiła w pracy. Delikatny makijaż, ubiór stonowany, właściwy dla biura, nienachalna biżuteria. Dekolt w bluzkach lub sukienkach na tyle duży, że mężczyźni siłą rzeczy starali się zobaczyć więcej niż odkrywała jego właścicielka. Miała w sobie to „coś”, przez starsze pokolenie określane mianem seksapilu.

    *

    Szef trafnie wybrał sekretarkę. Urodą, ubiorem i zachowaniem pasowała do sekretariatu, podkreślając jego prestiż, a urodą intrygując interesantów płci męskiej, czasami nawet żeńskiej. Swoją operatywnością rzeczywiście pracowała na opinię szefa. Była dla niego nieocenionym wsparciem. Mężczyźni chętnie ją oglądali, oczekując na przyjęcie przez szefa. Dlatego równie chętnie przychodzili za wcześnie i siedzieli, zabawiając ją rozmową lub w milczeniu, podziwiając jej nienachalną urodę. Była efektowna w ten dyskretny sposób, który mężczyźni zauważali od razu, a doceniali po dokładniejszym przyjrzeniu się kobiecie. I już nie zapominali jej. Umiała rozmawiać z każdym. Uśmiechem i łagodnym obejściem potrafiła zjednać sobie każdego rozmówcę oczekującego na rozmowę z jej przełożonym. Niektórzy pracownicy, głównie kawalerowie, wpadali na chwilę, żeby ją pooglądać i poflirtować. Szczególnie, kiedy dyrektora nie było w biurze. Tolerowała ich.

    W firmie krążyła anegdota, że pewnego razu dyrektor spóźniał się, a na spotkanie czekał rozmówca stojący znacznie wyżej w hierarchii niż on. Specjalnie przyjechał do ich biura. Sekretarka zaprosiła go do gabinetu szefa i zaproponowała coś do picia. Poprosił o kawę, został w sekretariacie i, w oczekiwaniu na dyrektora, zabawiał sekretarkę rozmową. Kiedy dyrektor w końcu pojawił się i przeprosinami przywitał przełożonego, tamten tylko machnął ręką i kazał mu iść do gabinetu, przygotować się do rozmowy. Sam z przyjemnością, bez pośpiechu, kontynuował rozmowę z sekretarką. Zaczęli rozmowę od książek, teraz dyskutowali o obejrzanym filmie. Dopiero po jakimś czasie, podziękował za kawę i  zadowolony wszedł do gabinetu. Dyrektor zrewanżował się nagrodą przy najbliższej okazji. 

    – Uratowała pani moją posadę – powiedział w chwili szczerości i prosił o dyskrecję.

    Jeżeli ktoś dokładnie przyjrzał się pani Krystynie, to pod make-upem zauważył nieco zmęczoną twarz kobiety, dręczoną jakimś problemem. Nikomu nie spowiadała się ze swoich spraw prywatnych, ale jedna osoba w biurze sporo wiedziała o jej problemach. I nigdy z nikim nie podzieliła się posiadanymi informacjami.

    *

    – Pani Krystyno, już wychodzę, wszystko co ważne, zostawiłem na biurku. Proszę jeszcze dzisiaj wysłać według tradycyjnego obiegu. Pani też może wcześniej wyjść, powiedzmy: o 13. Niech pani Jagoda zamknie sekretariat punktualnie o 14. – Szef położył oprawioną teczkę na brzegu jej biurka. – Poradzi sobie? – zniżył głos i uśmiechnął się nieznacznie do sekretarki. Ta z rezygnacją wzruszyła ramionami. Zdolności organizacyjne i w ogóle kompetencje Jagody były tematem-rzeką dla całego biura.

    – Proszę spojrzeć jeszcze na to pismo – pani Krystyna podsunęła szefowi kartkę. – Był pan zajęty, wtedy przyszło.  

    Dyrektor odstawił neseser i nachylił się nad tekstem.

    – Przepraszam, szefie, a ja nie mogłabym dzisiaj wcześniej wyjść? – Mimo wysokich szpilek blondynka błyskawicznie wypadła zza przepierzenia i stanęła przy dyrektorze. Była chyba jedyną osobą w całej firmie, która w oficjalnych rozmowach zwracała się do niego per „szefie”. Błagalny ton sugerował, że już zaplanowała „zajęcia własne” przed godziną 14. Nachyliła się do niego. Odważny dekolt pokazywał sporo, a prowokujący uśmiech obiecywał dużo więcej. Machała przy tym jedną dłonią, susząc czarny lakier do paznokci. – Bo właśnie miałam zamiar…

    – Nie, pani Jagódko. Pani koleżance też należy się prezent od szefa za solidną pracę.

    – No, ale przecież ja też siedzę tutaj cały czas – wyraźnie zdegustowana Jagoda wydęła wargi.

    – Właśnie! – kiwnięciem głowy potwierdził szef i westchnął. – Musi pani trwać na posterunku. Bez pani nie poradzilibyśmy sobie. – Powiedział to tak poważnym tonem, jakby sam w to wierzył. Był zirytowany na kobietę, więc unikał patrzenia w jej kierunku.

    Zirytowana porażką Jagoda nie dostrzegła ironii, a teraz walczyła z narastającą wściekłością:

    – Trzeba wszystko przesunąć o godzinę, bo ten stary wieprz… – nie dokończyła myśli, tak była wściekła. Wróciła do siebie, siadła w fotelu i z grymasem irytacji na twarzy rzuciła kosmetyczkę do szuflady. Krystyna nieznacznie pochyliła głowę. Z trudem walczyła z uśmiechem.

    – Proszę, wszystko podpisałem. Pani wniosek również. Do widzenia w czwartek. Udanego urlopu. – Uśmiechnął się do Krystyny i ruszył do drzwi.

    – Dziękuję. Do widzenia, panie dyrektorze. Udanego weekendu – automatycznie odpowiedziała kobieta. Włączyła kserokopiarkę. Otworzyła teczkę i zaczęła wyjmować podpisane pisma do skopiowania. Potem sięgnęła po pieczątkę. 

    – Do widzenia, pani Jagódko – nieco głośniej rzucił dyrektor, otwierając drzwi. Wyszedł, nie czekając na odpowiedź. Słusznie. I tak by się nie doczekał.

    Urlop, który Krystyna wzięła w przyszłym tygodniu, trzy dni, przyprawiał ją o szybsze bicie serca. Jej szefa wówczas też nie będzie. Zajmowała się całą jego dokumentacją, więc wiedziała i o tym. Była główną sekretarką i była prawie przekonana, że koleżanka poradzi sobie podczas jej nieobecności. – Nieodbieranie telefonów już opanowała do perfekcji. Zdolna dziewczyna. Jeszcze będzie z niej pociecha – pomyślała ironicznie o młodszej koleżance.

    Jagoda miała 28 lat i ciągle inwestowała w siebie. Na tym polegało jej życie. W siebie, czyli w ciuchy, buty, kosmetyki, wizyty u fryzjera, w spa i… I chyba wystarczy. Na tupecie też nie oszczędzała. W intelekt na pewno nie inwestowała. Pewna siebie, efektowna, wygadana i wyrachowana blondynka, według złośliwców, pozbawiona uczuć wyższych, oceniająca wszystko i wszystkich przez pryzmat pieniądza, zajmowała przestrzeń za przepierzeniem z metalu i szkła. Była asystentką sekretarki, ale wybrał ją dyrektor. Urodą, ubiorem i zachowaniem zwracała uwagę wszystkich. Cieszyła się niesłabnącym powodzeniem u męskiej części pracowników biurowca, budząc zrozumiałą zazdrość u zdecydowanie liczniejszej części kobiecego personelu. U większości kobiet swoim zachowaniem budziła irytację. Dotyczyło to również kobiet z innych firm usytuowanych w tym biurowcu.

    – Po co zatrudnił taką niemotę o wyglądzie Barbie? – zastanawiała się pani Krystyna. Pracowniczki, które musiały kontaktować się z „biurową modelką” miały podobne opinie na jej temat, ale po „Barbie” wszelkie słowa krytyki i okazywana irytacja spływały jak woda po kaczce. I nadal tkwiła na swoim stanowisku. Mimo błędów, uwag i nieśmiałych skarg pracowników każdego szczebla ich biura. Swoją pracowitością i umiejętnością reagowania w sytuacjach kryzysowych Krystyna już parokrotnie ratowała dziewczynie posadę. Nie robiła tego dla niej. Zależało jej wyłącznie na prawidłowym funkcjonowaniu biura i opinii szefa. No, i to ona odpowiadała za funkcjonowanie sekretariatu.

    *

    Jurek stanął w przejściu i rozglądał się po sali. Objął chyba najbardziej sfeminizowany dział firmy. Mężczyźni to rodzynki w tym gronie. Tyle kobiet… Nie było dnia, żeby nie przeglądał akt pracowniczek. Segregował je według własnych potrzeb.

    – Jest z czego wybierać – westchnął z zadowoleniem, ponownie patrząc na pracowniczki.

    Pochylone nad ekranami komputerów, koncentrowały się na swojej pracy. Zbliżała się ocena pracowników. Niektóre i tak trzeba będzie zwolnić. Przyjąć nowe. To sprawa kadr. On tylko opiniował. A u niego opinie miały swoją cenę. Niektóre pracowniczki miały się o tym niedługo dowiedzieć. Uśmiechnął się nieznacznie. Miał 38 lat i został szefem działu. Nareszcie. Od kilku miesięcy upajał się tą myślą i zaczynał korzystać ze swojego stanowiska oraz możliwości. Jak tylko potrafił.

    *

    – …bry, jest szef? – szybciej niż wichura wpadł do sekretariatu pan Maciej, szef kadr, 35-letni kawaler. Jak głosił biurowy żart, czasami nawet jego cień za nim nie nadążał.

    – Bry, wyszedł kilka minut temu – w podobny sposób zareagowała pani Krystyna. Uśmiechała się. Nie dało się go nie lubić. Teraz widziała już tylko jego nogę, bo reszta ciała wisiała za przepierzeniem.

    – Kłaniam się, pani Jagodo! – krzyknął. – Zostawiam dokumenty – Maciej już stał przed panią Krystyną. Położył dużą kopertę na biurku. Przysiadł na jej biurku, zamrugał do niej oczami i westchnął: 

    – Jak pięknie pani wygląda! Aż mi wstyd, że przyszedłem bez kwiatów, bo…  

    Wiedziała, o co chodzi, a poza tym spieszyła się, więc weszła mu w słowo:

    – Szef będzie dopiero w czwartek.

    Mężczyzna już stał przed biurkiem.

    – Uuuu. No, trudno, więc proszę wpisać mnie na spotkanie w czwartek.

    – Odnotować, że koperta jest zaklejona – bardziej stwierdziła, niż zapytała.  

    – Tak, proszę – poważnie skinął głową. – Niech pani nie otwiera. Nie warto – prychnął, lekceważąco machając ręką.

    Zaskoczona podniosła głowę i utkwiła pytający wzrok w pracowniku. Nawet nie miała zamiaru otwierać. Skąd…

    – Same pornosy – Maciej lekceważąco wzruszył ramionami. – Wymieniamy się z szefem. Przecież prawdziwych mężczyzn inne papiery nie interesują. No, chyba, że banknoty. Albo znaczki. Ale kto dzisiaj wysyła listy? Cóż, nie będę was dłużej zanudzał swoimi zwierzeniami. Do widzenia, panienki! – I już go nie było.  

    Rozpromieniona Jagoda właśnie wyszła zza przepierzenia z pilniczkiem w dłoni, żeby zamienić z nim chociaż kilka słów, ale zobaczyła tylko samoczynnie zamykające się drzwi.

    *

    Za każdym razem, kiedy Maciej przysiadał na biurku pani Krystyny i wzdychał do niej, patetycznym tonem chwaląc jej urodę, urok osobisty, figurę i wybujały biuuust, co akurat nie było prawdą, od razu wiedziała, o co chodzi i przechodziła do rzeczy:  

    – Skoro to takie pilne, może być pan u szefa, powiedzmy, za pół godziny? – Wiedziała, że zależało mu na kontakcie z szefem poza kolejką oczekujących.  

    Tylko raz na jej pytanie zareagował bardzo oryginalnie. Ukląkł. Jak aktor z niemego filmu, przesadnym ruchem odrzucił głowę do tyłu i chwycił panią Krystynę za dłoń. Wtedy dostał klapsa po łapach, więc puścił jej dłoń i klęcząc z dłońmi złożonymi jak do modlitwy, zawołał szeptem suflera:  

    – Och! Krystyno, zawsze sprowadza pani wszystko do pracy! A ja potrzebuję uczucia! Miłości!

    Niefortunnie po tym tekście z gabinetu nieoczekiwanie wyszedł dyrektor. Krystyna cały czas uśmiechała się. Maciej nie stracił rezonu. Spojrzał na zaskoczonego sytuacją dyrektora i wyjaśnił, że oto ta niewiasta odrzuca jego oświadczyny, zasłaniając się mężem!

    – Wyobraża pan sobie, dyrektorze?! Mnie odmawia! Mnie! – Prychnął z udanym oburzeniem, po czym wstał, otrzepał spodnie, poprawił krawat i stwierdził rzeczowym tonem: – Widzę, że pan dyrektor jest sam. Czy można? – i po jego skinieniu głową, szybko pomaszerował do gabinetu.

    Dyrektor jeszcze spojrzał na Krystynę. Ta nadal uśmiechnięta, machnęła lekceważąco dłonią i pokręciła głową, dając do zrozumienia, że to kolejny biurowy żart ich kolegi. Rozbawiony dyrektor bez słowa zamknął drzwi. Jagody akurat nie było, oboje też nigdy z nikim nie rozmawiali o tym zdarzeniu.

    Sekretarka darzyła Macieja dużą dozą sympatii. Pracowity, rzetelny, taktowny, z dużym i niekonwencjonalnym poczuciem humoru. Zamiast kwiatów, na ostatni Dzień Kobiet dostała od niego ogromnego czerwono-białego lizaka.

    – Największego w całym biurze – zaznaczył takim tonem, jakby dawał podwyżkę. Najbliższym współpracowniczkom kupił wtedy bukiet kwiatów, zaparzył herbatę i poczęstował pączkami z komentarzem:  – Lubię, kiedy kobiety tyją na mój koszt.

    Tyle wystarczało, żeby polubić kolegę z pracy. No, i potrafił prawić komplementy.

    – Nawet ten mój… Ech, nieważne – westchnęła w duchu. Wolała teraz nie poruszać pewnych drażliwych tematów. – Po co psuć sobie humor? – zapytała samą siebie. – I tak trzeba będzie kiedyś podjąć decyzję. Wiedziała, że to nieuniknione.

    *

    Pani Krystyna zakończyła rozmowę, schowała telefon, weszła do budynku i nie niepokojona przez nikogo, wjechała na piąte piętro. Była już 14.10. Przeszła korytarzem kilka metrów i usiadła w fotelu. Pozostałe dwa stały puste. Torebkę postawiła na jednym z nich. Kolor siedzisk i oparć foteli współgrał z kolorem wykładziny. Na tym piętrze dominowały szary i różowy. W tle stała sporych rozmiarów juka. Miły klimat. Czekała. Spojrzała na zegarek. Zostało jeszcze kilka minut. Rzuciła okiem na kolorowe gazety leżące na stoliku. Nie zainteresowały ją. Założyła nogę na nogę. Naciskając palcami stopy, bawiła się kołysaniem klapka na szpileczce.

    Minął ją trzydziestodwuletni, wysoki, zadbany brunet, ubrany na sportowo. Utkwił wzrok w jej stopie i szpileczce zawieszonej na palcach. Widok zaintrygował go. Zamiast zjechać windą, powoli zszedł po schodach, nie odrywając wzroku od zadbanej stopy i szpilki kobiety. Dopiero teraz dostrzegł jej smukłą nogę, kształty, strój, makijaż. Na palcu nosiła obrączkę.

    – Tym lepiej – pomyślał i uśmiechnął się obleśnie.

    *

    Janusz otwarcie chełpił się w gronie kolegów dużą liczbą zaliczonych mężatek. I to w różnym wieku. Na wszelki wypadek prowadził szczegółowy spis. W miarę potrzeb korzystał z niego. Ruchał w całym kraju. Uczynił z tego swoiste hobby. Nie preferował żadnego regionu, ani wieku czy koloru włosów. Głównym kryterium wyboru zaliczanych kobiet była ich atrakcyjność.

    – Nie potrafią mi się oprzeć – z przekonaniem twierdził w gronie kolegów.

    Był bogaty dzięki ojcu, którego firma świetnie prosperowała. Syn, zatrudniony w tej firmie, z bliżej nieokreślonym zakresem obowiązków, korzystał z sukcesów ojca pełnymi garściami. Teraz siedział w warszawskim hotelu, bo miał zawieźć jakieś dokumenty jednemu z podwykonawców, a potem chciał odpocząć kilka dni w stolicy. Matka, zapatrzona w ukochanego synka, nie potrafiła niczego odmówić jedynakowi. A on wykorzystywał to. Matka ze zrozumieniem, ojciec z dobrze ukrywaną irytacją, przyjęli powtarzanie ostatniej klasy liceum. Trzykrotnie rozpoczynał studia, ale żadnych nie ukończył. Albo wykładowcy stawiali zbyt wysokie wymagania, albo tracił zainteresowanie wybranym kierunkiem studiów. Zapracowany ojciec przestał się spierać z żoną o wychowanie syna pod koniec jego nauki w szkole podstawowej. To był jedyny zakres ‘działalności’, gdzie przegrywał od początku. Był bezsilny. Jedynie zdołał nakłonić syna do wykonywania drobnych obowiązków w firmie. Płacił mu zdecydowanie za dużo.

    *

    Janusz docenił jej urodę. Na chwilę zatrzymał się na schodach i patrzył na szatynkę. Koncentrował się na zadbanej stopie kołyszącej szpilkę. Klapki były wykonane z delikatnych, czarnych pasków połyskujących lakierem. Patrzył na palce stopy z pomalowanymi czerwonym lakierem paznokciami. Świetnie kontrastowały z czernią pasków klapka. Uroku dodawała im jednolita opalenizna ciała kobiety.

    – Niezła dupa. Sam seks – podsumował i westchnął cicho. Na swój sposób docenił nienachalną klasę kobiety. Ona nie zwracała na niego uwagi. Zamyślona, utkwiła wzrok w gazetach rozłożonych na stoliku.

    Teraz miał ochotę wyruchać jakąś. Podniecony pokręcił głową i sięgnął po telefon. Poszuka coś na wieczór. Dalej schodził i wybierał numery telefonów. Kiedy czwarta z kolei dziewczyna z listy nie odebrała, zniechęcony zaklął i schował komórkę do kieszeni. Zdecydował się zaproponować randkę kobiecie spotkanej w korytarzu. Przecież stać go. Zaprosi dupę na kolację i do wyra. Zapłaci jej, ile będzie chciała! Oczyma wyobraźni już widział ruchaną babkę, leżącą pod nim, szarpiącą się i wyjącą z rozkoszy. Jeszcze będzie mu dziękować.

    Nie chciało mu się czekać na windę, więc schodami w miarę szybko pokonał niemal trzy piętra. Zasapany spojrzał w kierunku foteli. Kobieta zniknęła. Nie potrafił ukryć swojego rozczarowania i narastającej wściekłości. Otwartą dłonią uderzył w ścianę. Zmiął przekleństwo w ustach. Cholera! Twarda ściana… No, prawie miał tę dupę! Był pewien, że nie odmówiłaby mu spotkania i seksu. Czuł, że chciała go! Tym bardziej, że mógł zapłacić każdą cenę! Był przystojny i zamożny. Kiedy wyjmował kasę, żadna mu nie odmawiała. Podszedł bliżej stolika. W powietrzu jeszcze unosił się zapach jej perfum. Z końca korytarza dobiegło stuknięcie zamykanych drzwi i trzask klucza przekręcanego w zamku. Nie zwrócił na to uwagi. Z zaskoczeniem stwierdził, że jest bardzo podniecony. Podjął decyzję. Koniecznie musi jakąś wyruchać. Najlepiej taką czterdziestkę albo jeszcze starszą. Zna kilka w Warszawie. Nawet teraz, nie będzie przecież czekał do wieczora. Wrócił na schody i znowu zaczął wybierać numery. Przerwał i przystanął. Spojrzał na ścianę. Zastanawiał się, ile by kosztowało zdobycie numeru pokoju tej babki?  

    *

    Trzasnęły drzwi windy i wysiadł z niej elegancki, szczupły mężczyzna po ‘czterdziestce’. Był ubrany w garnitur, w ręku niósł neseser. Szedł w głąb korytarza. Gruba wykładzina tłumiła jego kroki. Mijając Krystynę, spojrzał na nią przelotnie. W ręku trzymał jeszcze klucz do pokoju. Na metalowym breloku do klucza bez trudu dostrzegła duży numer: 512.

    Kiedy usłyszała trzask zamykanych drzwi, powoli wstała i ruszyła w tym samym kierunku. Podeszła do końca korytarza, spojrzała w prawo i na drzwiach zobaczyła numer 512. Weszła bez pukania. Zamknęła drzwi, przekręciła klucz. Odwróciła się. Dyrektor stał przed nią już bez marynarki. Uśmiechał się. Pogodnie spojrzała na niego i odwzajemniła uśmiech. Bez słowa odwiesiła torebkę na wieszak i zarzuciła mu ramiona na szyję. Przytulił ją do siebie. Zaczęli się całować.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Spelnienie – cz. VIII.

    Część 8 / 8

    Tymczasem Marta przycisnęła szatynkę twarzą do framugi i ostro ruchała wibratorem. Spora pierś szatynki wystawała poza framugę. Tę chętnie wzięłabym dla samych piersi. Były obfite, okrągłe, z dużymi, ciemnymi sutkami. Głowę oparła policzkiem o framugę, zamknęła oczy i postękiwała. Marta coś powiedziała i niezadowolona, mocno uderzyła dziewczynę w pierś, potem w twarz. Słyszałam te uderzenia! W końcu podniecona szatynka zatkała usta. Stała na palcach w sandałkach na szpilce. Moja sąsiadka trzymała wibrator w jej pochwie, ale schyliła się, zdjęła dziewczynie jeden sandałek i jego szpilkę wepchnęła do odbytu! Całą! Ruchała dziewczynę w dwa otwory! A tamta wcale nie protestowała! Ba! Prawie nie panowała nad sobą, z trudem wypinając pupę. I jeszcze próbowała nią kręcić! Co to był za widok…

    Marta gwałtownie cofnęła ręce. Dziewczyna osunęła się na kolana. Kiedy opanowała się, odwróciła w kierunku Marty i przytuliła do jej brzuszka. Szarpnięta za włosy, spojrzała półprzytomnie, posłała kobiecie uśmiech z buziakiem i ponaglona szarpnięciem zaczęła lizać jej cipkę. Wepchnęła w nią cztery palce i dalej lizała. Teraz sąsiadka oparła się o futrynę. Z wysiłkiem tłumiła krzyki podniecenia i wiła się pod wpływem pieszczot młodej kochanki. Włosy opadły jej na twarz. Rzucała głową w prawo i w lewo. Marta miała orgazm. Hm, zdolna była ta młoda. I lubiła ból.

    Tadeusz wyszedł z pupy blondynki, a ta odwróciła się, z wdziękiem przysiadła i obciągała mu penisa. Ucieszona wciąż patrzyła mu w oczy. Pogłaskał ją. Po dłuższej chwili wycofał penisa z ust, brutalnie chwycił dziewczynę za włosy i pociągnął do drugiej pary. Szarpana za włosy, z grymasem na twarzy nieporadnie poruszała się za nim na kolanach, jedną ręką próbując chwycić dłoń Tadeusza. Ale nie protestowała! Tadeusz nie zwracał na nią uwagi. Domyśliłam się, że obie miały skłonność do masochizmu. Szatynka podniosła się i zaczęła namiętnie lizać pierś Marty, a ta już całowała się z blondynką, którą za włosy podniósł Tadeusz. Potem stanął za szatynką i wszedł w nią od tyłu. Z żoną sięgnęli do krocza blondi i chyba palcami rżnęli ją w obie dziurki! Dziewczyna nie wytrzymała. Oderwała się od ust Marty i szeroko uśmiechała z zamkniętymi oczyma.

    Na koniec dziewczyny przysiadły i wzięły wytrysk na twarz. Marta patrzyła na nie, potem przysiadła, całowała się z nimi i zlizywała spermę z ich twarzy. Podawała im do ust. Mąż energicznie szarpał penisa i jeszcze wycisnął trochę spermy. Chorwatki wzajemnie zlizywały ją z policzków. Nie spieszyły się. Celebrowały te chwile. Szatynka zagarnęła palcem spermę i podała koleżance. Ta z uśmiechem wysunęła język i dotknęła palca. Potem pochłonęła go ustami.

    *

    Dziewczyny chichotały i tuliły się do Marty. Ona najpierw całowała je czule, a po chwili wepchnęła obydwu dziewczynom palce do pochwy i z uśmiechem na ustach cofając się, w ten sposób wciągnęła obie do pokoju. Chichot wzmógł się. Z kolei Tadeusz ruszył w kierunku naszych drzwi. Gwałtownie schyliłam się. Byłam przekonana, że zauważył ruch przy naszym wizjerze. Ależ to byłby wstyd, gdyby odkryli, że ich podglądałam!

    Dopiero znacznie później uświadomiłam sobie, że w przedpokoju i łazience miałam zgaszone światło, więc nie mogli dostrzec mnie z oświetlonego korytarza. Kiedy ponownie odważyłam się spojrzeć, nikogo nie było na korytarzu. Ich drzwi właśnie zamykały się. Jeszcze mignęła mi dłoń Tadeusza trzymająca kamerę z małym statywem. Chwilę później korytarz pogrążył się w mroku.

    *

    Złapałam się na tym, że podglądałam ich, onanizując się! Drugą dłonią masowałam pierś. Sapałam z podniecenia. Po wszystkim weszłam do łazienki i musiałam! Właśnie: musiałam, dokończyć pieszczoty, żeby uspokoić się. Robiłam to bardzo intensywnie. Cały czas przesuwały się przed moimi oczyma obrazy z korytarza. Co za wrażenia! Długo nie mogłam ochłonąć. Ale orgazm był silny! Po takim pokazie…

    – Muszę namówić Robusia na naprawdę duży wibrator albo strap-on. Muszę mieć takie zabawki! – zdecydowałam. – Jak on nie będzie chciał, to może da się namówić na jakąś dziewczynę, która wyręczy go w takich pieszczotach? – Takie szalone myśli kołatały się w mojej głowie, kiedy po orgazmie jeszcze długo głaskałam swoje wargi, celowo omijając zmęczoną łechtaczkę. Oczywiście, od razu pomyślałam o Zosi i miałam nadzieję, że spodoba się Robusiowi. Oby! Nieświadomie zaczęłam planować ‘trójkąt’ w naszym domu. – Ale jak zachęcić Robcia? Zachęcić? Ba! Jak przełamać jego opór? – Od razu wiedziałam, że to będzie najtrudniejsze.

    Perspektywa rozmowy z mężem o takiej zabawie trochę przygnębiła mnie. Teraz inna sprawa zajęła moje myśli. Marta i Tadeusz.

    – Jak oni znaleźli i zdobyli takie fajne, atrakcyjne dziewczyny? – zastanawiałam się. Nigdy o to nie odważyłam się zapytać. Wtedy musiałabym przyznać, że widziałam ich seks. Jednak poczułam dotkliwe ukłucie zazdrości i zawodu. Bo zazdrościłam im takich znajomości. Przecież było widać jaką radość sprawia im wszystkim spółkowanie. Bawili się w różnych układach, wiek nie miał znaczenia. Wręcz odwrotnie, to że oni byli starsi, chyba dodatkowo podniecało dziewczyny. A co działo się w pokoju? Po tym jak Marta potraktowała blondi na korytarzu, wcześniej musiało być naprawdę ostro.

    – Najpierw Marta skorzystała ze mnie, potem proponowała seks z mężem, a teraz zabawiają się z tutejszymi dziewczynami? I w kraju nadal chce spotykać się ze mną? Może chce uprawiać seks we troje, jak teraz we czworo z tymi dziewczynami? – mruczałam do siebie niezadowolona z ich zachowania.

    Dotarło do mnie, że to właśnie są swingersi. Byłam taka rozczarowana! Sądziłam, że między Martą i mną jest coś więcej niż tylko zaspokojenie seksualnej żądzy w trakcie urlopu. Ależ byłam naiwna! Myślałam, że z Martą będzie tak samo jak ze mną i Zosią. Jakiś mały flirt? Może stały? Czułam się nie w porządku wobec Zosi. A teraz bardzo mi jej brakowało.

    *

    Już zasypiałam, kiedy usłyszałam ruch na korytarzu. Nie zamknęłam drzwi do pokoju. Zgasiłam światło i słyszałam jak Tadeusz rozmawia z dziewczynami po angielsku. Odprowadzał Chorwatki.  Potem głosy przycichły, przeniosły się pod pensjonat i powoli oddalały. Jeszcze słyszałam stukot szpilek dziewczyn i ich chichot. Nieco później ze ścieżki dobiegły namiętne i urywane jęki, ale nie miałam siły podnieść się, żeby sprawdzić, czy oni zabawiają się we troje pod osłoną ciemności.

    – Ile może działać ta viagra? – pomyślałam rozbawiona. Zasnęłam.

    *

    Trzy dni przed wyjazdem późnym wieczorem wyszłam jeszcze popływać. Robert nie miał czasu towarzyszyć mi, bo siedział przy laptopie i nadrabiał jakieś zaległości sprzed urlopu. Miałam ochotę popływać, a tutaj to kwestia krótkiego spaceru nad brzeg morza. Ubrałam dwuczęściowy kostium, klapki i zabrałam ręcznik. Obiecałam wrócić za jakąś godzinę. Zamierzałam krócej pływać, ale powiedziałam to tylko po to, żeby mój Robert nie biegałam potem zaniepokojony wzdłuż brzegu, wykrzykując moje imię. Ponieważ poszłam sama, nad brzegiem skierowałam się w lewo. Po kilkuminutowym spacerze brzeg skręcał łagodnie w głąb morza, a ścieżka, omijając wypiętrzenia skalne, w kierunku lądu. Krótko mówiąc, nikt nie powinien mnie niepokoić. Woda była ciepła, żadnego wiaterku. Pływałam beztrosko jakieś 40 metrów od brzegu. W końcu wróciłam, zdjęłam kostium i zostawiłam obok ręcznika i klapek. Znowu pływałam, nurkowałam, myślałam o Zosi, leżałam nago w płytkiej wodzie. Byłam podniecona! Naga, sama w wodzie. W świetle księżyca oglądałam moje ciało. W półmroku wyglądało naprawdę świetnie. Po raz ostatni wypłynęłam dość daleko i spokojnie wracałam. Pływanie nago było jak afrodyzjak! A na mnie działało tak odprężająco… Jeszcze poleżałam nago na płyciźnie i w końcu wyszłam z wody. Trochę spacerowałam nago, czekając aż obeschnę. W końcu podeszłam do ręcznika i wytarłam ostatnie krople. Spojrzałam na zegarek. Minęło nieco ponad pół godziny. Wzięłam rzeczy w rękę, założyłam klapki i nago ruszyłam w kierunku ścieżki. Kiedy do niej dochodziłam, zauważyłam, że jakaś para stoi na niej i cicho rozmawia. Przeszłam nago obok nich, ale patrzyłam przed siebie. Kiedy mijałam ich w odległości jakichś dwóch metrów, zamilkli.

    – Niech mają! Zobaczą atrakcyjną, nagą kobietę – pomyślałam, z dumą wypinając biust. – W końcu to chyba miła niespodzianka, zobaczyć nagą kobietę na plaży. Nawet wieczorem, prawda?

    – Elżbieta?

    Zadrżałam i zatrzymałam się. Znałam ten głos! Coś mruknęłam niewyraźnie i chciałam iść dalej, ale kobieta była szybsza. Podbiegła kilka kroków i stanęła przede mną. Musiałam zatrzymać się.

    – Nie uciekaj. Proszę, jaka miła niespodzianka! Nasza naga lalka czeka na nas. – Barbara była rozbawiona tą sytuacją.

    – Chyba nie zmarnujemy takiej okazji? – Jej mąż stanął za mną.

    Czułam się osaczona. Nie wiedziałam, jak wybrnąć z tej nieoczekiwanej sytuacji. Dla mnie to już nie była niespodzianka. Byłam przestraszona.

    – Odłóż rzeczy – miękkim głosem poleciła mi Basia.

    – Yyy, nie. Słuchajcie, wracam do pensjonatu. Jestem zmęczona. Nie mam ochoty na rozmowę o tej porze. Mąż czeka. W końcu sam tu przyjdzie. – Rozpaczliwie próbowałam wymknąć się moim szantażystom. – Proszę zostawcie mnie – mój głos przybrał błagalny ton. Nagle uświadomiłam sobie, że było coś żałosnego w mojej postawie wobec nich. A oni to wykorzystywali. Bez skrupułów.

    – Też nie mamy za dużo czasu. Na rozmowę w ogóle nie mamy ochoty. Ale na ciebie… Masz ochotę, Edziu? – Basia świetnie bawiła się moim zdenerwowaniem. I ignorowała moją prośbę.

    – Na Elkę zawsze mam ochotę. I mogę! – zaśmiał się Edward.

    Nie czekając na koniec ich dialogu, energicznym ruchem spróbowałam wyminąć Basię.

    – Dokąd, lalka? Jesteś NASZA – cicho, ale stanowczo stwierdziła Basia i chwyciła mnie za ręce. Podszedł Edward i objął mnie w pasie ręką. Drugą chwycił za włosy. Wiedzieli, że nie odważę się krzyczeć. W ogóle za dużo o mnie wiedzieli. A dokładniej, o moich seksualnych ekscesach podczas tego urlopu. Próbowałam wyrwać się z uścisku Edka, ale on tylko parsknął cichym śmiechem i mocniej pociągnął mnie za włosy. Zmusił mnie do sporego rozkroku i swoje nogi wstawił między moje. Zablokował je na tyle skutecznie, że nie mogłabym kopnąć go w krocze. Byłam bezradna. Nieoczekiwanie Basia energicznym ruchem wyrwała mi rzeczy z ręki i odrzuciła na bok. Nie zdążyłam zareagować.

    – No, nasza lalka gotowa do użycia – przez chwilę taksowała mnie wzrokiem z lekceważącym uśmiechem.

    Edek nadal trzymał mnie za włosy, a drugą dłonią głaskał po brzuchu. Basia szybko rozpięła swoją bluzkę, zdjęła i wcisnęła do kieszeni obszernych szortów. Do drugiej włożyła górę od kostiumu kąpielowego i potrząsnęła głową. Jej wydatne piersi zakołysały się. Popatrzyła na mnie bez słowa. Było w niej coś groźnego. Zwyczajnie bałam się! Podeszła, wyciągnęła rękę i chwyciła mnie za wargę sromową. Pociągnęła. Zabolało! Syknęłam i z oporem, drobnymi kroczkami przysunęłam się do niej, żeby złagodzić ból. Wówczas drugą dłonią chwyciła mnie za sutek. Nie chciałam jej dotykać. Cofnęłam ramiona i dłonie oparłam na udach. I wtedy Edek zaczął napierać na mnie swoim ciałem. Na pośladkach poczułam twardego penisa. Westchnęłam, zniechęcona ich natarczywością.

    – Szybki jest – pomyślałam, zaskoczona jego błyskawiczną erekcją.

    Basia zaśmiała się, jeszcze raz szarpnęła moją wargę, puściła ją i wierzchem dłoni potarła moją łechtaczkę. Już nie miałam możliwości uniknięcia jej pieszczot. Włożyła dwa palce do pochwy i zaczęła mnie rżnąć.

    – O, czuję wilgoć! Czyli lalce podoba się zabawa z nami! – Basia wesołym tonem podsumowała zalążek trójkąta. Nie przerywała rżnięcia palcami. Wcisnęła trzeci. Mimowolnie głośno jęknęłam. Edek wetknął penisa między moje pośladki.

    – Proszę, przestańcie – próbowałam jeszcze ich powstrzymać. – Bo będę krzyczeć – zagroziłam.

    – No, to krzycz, suczko! – Edek zaśmiał się, rozbawiony moją groźbą.

    – No, lalka. Czekamy. Śmiało! – dodała Basia. Uśmiechała się prowokacyjnie. Stała przede mną w lekkim rozkroku. Dotarło do mnie, że zaraz przejmie inicjatywę. Domyśliłam się, że gdybym krzyczała, wrzuciliby moje rzeczy do wody, a wówczas moje krzyki odniosłyby odwrotny skutek od zamierzonego. Zwłaszcza, gdyby pojawili się inni spacerowicze.

    – Dajcie spokój. Idę – zdecydowałam i szarpnęłam się.

    Kolejne zdarzenia potoczyły się szybko. Edek szarpnął mnie do tyłu. Basia zaśmiała się, rozbawiona moją reakcją: 

    – Edek! Do wody lalkę i na kolana!

    Edek szarpnął mnie za ramiona i po kilku krokach stałam w wodzie. Było płytko, woda nie sięgała nawet do kolan, ale poczułam strach. Dwoje agresywnych ludzi, których napędza władza nade mną. Pusto, cisza, woda i ich przewaga. Oboje silniejsi ode mnie. Kiedy spojrzałam w kierunku Basi, zmusił mnie do klęknięcia. Próbowałam oponować, szarpnąć się, ale on trzymał mnie za biodra, a Basia nachyliła się i złapała mnie za kark. Gdybyś ktoś nas zobaczył, nie miałby wątpliwości, że to jest napaść. Chciałam krzyknąć, ale ucisk na kark był tak silny, że opadłam na przedramiona i zanurzyłam głowę pod wodę. Poczułam jak Edek szarpie moje pośladki i wchodzi we mnie! Chyba chciał mnie rozerwać! Był bardzo brutalny, a ja bezsilna. Nie potrafiłam wyrwać się z chwytu Basi, która naciskała kark dwoma rękoma. Edek energicznie rżnął mnie. Wypuściłam strumień powietrza. Słabłam. Rżnął ze zdwojoną energią. Basia prawie przyciskała moją głowę do dna. Szarpnęłam ciałem raz, drugi. Brakowało mi powietrza. Ugięły się moje ręce. Osłabły mi nogi i padłam na dno pod ciężarem uderzeń Edka. Wtedy Edek przestał spółkować, a Basia pociągnęła mnie za włosy i wyciągnęła głowę nad lustro wody. Łapczywie chwytałam powietrze.

    – Co, suko? Przyjemnie było? – Edek sapał, klęcząc.

    – Lubisz takie jebanie, co? – Basia była ciekawa. – Już Ziemia zadrżała? – chichotała mi w twarz. – No, wstawaj! – Szarpnęła mnie za włosy i wywlekła na brzeg i zmusiła do leżenia. Nadal ciężko oddychałam. Baśka machnęła ręką na męża. – Dokończ kurwę, a ja się wytrę.

    Mąż podszedł, położył się za mną i jednym gwałtownym ruchem wszedł we mnie. Krzyknęłam, zaskoczona jego gwałtownością. Penis cały czas mu sterczał. Był bardzo podniecony. Basia wytarła nogi, założyła klapki i na siedząco obserwowała jak spółkujemy. Po chwili wstała, szybko ściągnęła szorty, znowu usiadła, rozsunęła nogi i zaczęła się onanizować. Edek podniósł moją nogę i jeszcze mocniej wbijał we mnie penisa. Było słychać uderzenia jego bioder o moje pośladki. Drugą ręką trzymał mnie za włosy.

    – Zlej się naszej kurwie na twarz – poleciła spokojnym, nieprzyjemnym tonem. 

    Domyśliłam się, że im bardziej jest wulgarna, tym bardziej staje się podniecona. Ale dlaczego nazywa mnie kurwą?! Bałam się tylko, co jeszcze zechce zrobić, kiedy jej mąż skończy kopulować?

    Edek w końcu wyszedł ze mnie, szarpnął za włosy, przekręcił mi głowę i zobaczyłam jak po kilku ruchach ręką, tryska na mnie strumień spermy. Zdążyłam przymknąć oczy. Poczułam ciepłą strugę. Edek stęknął głośno i puścił moją głowę. Nie chciałam nawet otworzyć oczu. Leżałam i czekałam aż sobie pójdą. Gdyby nie podtapianie, mogłabym uznać seks nawet za przyjemny. Krótki, intensywny, w ciepłej wodzie, przy plaży. Kobieta w roli obserwatorki, która pewnie zazdrości mi wyglądu. Prawie ekscytujące. Ale taki gwałt? Przerwałam moje ponure rozważania, bo poczułam wilgoć na twarzy. Otworzyłam oczy i od razu je zamknęłam! Basia sikała na mnie! Byłam zmęczona, więc nie zwróciłam uwagi, że podchodzi do mnie. Próbowałam jakoś odwrócić się, ale struga moczu spadała na moją głowę. Edek cicho śmiał się, a chwilę później chwycił mnie za nogi. Nie mogłam uciekać, szarpałam się, ale Basia i tak spokojnie dokończyła zabawę.

    – Umyj się suko, bo śmierdzisz! – roześmiała się głośno, wycierając krocze moimi włosami. – W takim stanie nikt nie będzie ciebie używał. Oooch, nie sądziłam, że jeszcze tak się dzisiaj zabawimy! – Śmiała się rozbawiona własnym komentarzem. Edek jej wtórował. – No, kiedyś skosztujesz tego nektaru! – obiecała.

    Leżałam bez ruchu. Milczałam. W końcu starłam mocz z twarzy.

    – No, suczko, nie czekamy na ciebie. Umyj się porządnie i wracaj do męża – Edek dał znać, że już mnie nie potrzebują. Chwilę później usłyszałam ich oddalające się głosy. Cicho rozmawiali o naszym spotkaniu. Byli rozbawieni.

    W końcu ponownie weszłam do wody, obmyłam i jeszcze kilka minut pływałam. Kiedy wyszłam z wody, wytarłam się, owinęłam ręcznikiem, założyłam klapki i powoli wróciłam do pensjonatu. Miałam dość tego urlopu.

    *

    W wieczór poprzedzający wyjazd obie dziewczyny pojawiły się ponownie. Siedziałam na balkonie z mężem. Zrobiliśmy sobie przerwę w pakowaniu. Zapowiedziałam, że nie mam ochoty na szybkie sprzątanie po jutrzejszym śniadaniu i Robert zgodził się wyjść do jakiejś kafejki na pierwszy lekki posiłek.

    Siedzieliśmy teraz we dwoje i podziwialiśmy krajobraz. Było ciepło, wiał lekki wiaterek. Słońce już zniknęło w falach. Wtedy zobaczyłam dwie atrakcyjne, opalone dziewczyny idące schodkami do naszego pensjonatu. Puściły dłonie, kiedy zorientowały się, że można je zobaczyć z balkonów budynku albo ze ścieżki. Znowu były ubrane w krótkie spódniczki i wydekoltowane bluzki. Obie w sandałkach na szpilkach i ładnie umalowane. Głośno przywitały się z kimś na dole i weszły. Podeszłam do drzwi, nadstawiłam uszu i po chwili usłyszałam jak witają się i wśród śmiechów znikają w pokoju Marty i Tadeusza.

    Wróciłam do pokoju. Robert stał na balkonie, oparty ramionami o balustradę. Patrzył w morze i nucił jakąś melodię. Stopą wybijał rytm. Marnie mu szło. Pewnie żałował, że nasz urlop dobiegał końca. Spojrzał na mnie, mrugnął i zaproponował spacer. Zgodziłam się. Po drodze zadzwoniliśmy do kraju i chwilę rozmawialiśmy z naszym synkiem. Nie miał czasu na rozmowę! Nigdy nie miał czasu i ochoty na rozmowy przez telefon. Reakcja syna bardzo rozbawiła Roberta. A ja tęskniłam za nim. Zawsze dziwiłam się jak dobrze dogaduje się z rodzicami męża.

    – Chyba jedyny dzieciak, który nie potrzebuje telefonu – roześmiany Robert kręcił głową, odkładając komórkę. 

    *

    Było już po północy. Robert głęboko spał, bo wziął tabletkę. Spacer zakończyliśmy kolacją w pobliskiej restauracji. Po powrocie odczytał maila z kancelarii i zamiast pomóc przy pakowaniu, siedział z laptopem, a ja kończyłam pakowanie. W końcu ubrałam kostium, ręcznik zarzuciłam na ramię, założyłam klapki i poszłam popływać. Robert był niezadowolony, coś mruknął, ale nie oderwał się od laptopa i grzebał w jakichś papierach. Kiedy wróciłam, leżał w łóżku. Poszłam do łazienki. Umyłam się  i założyłam szlafrok. Chciałam jeszcze poczytać. Robert już spał. Właśnie kładłam się do łóżka i usłyszałam ruch na korytarzu. Na palcach podeszłam do drzwi. Prawie krzyknęłam. To, co zobaczyłam, zaskoczyło mnie!

    Tadeusz i Grzesiek intensywnie ruchali młode, nagie Chorwatki od tyłu, a Marta klęczała obok Grzesia i głaskała mu jądra! Podniecone dziewczyny trzymały się framugi. Zaczęły całować się. W pewnym momencie mężczyźni zamienili się miejscami. Nie przestawały całować się. Och! Ale Grzesiek miał dużego penisa! No, Zosia musiała cieszyć się seksem. Tyle satysfakcji… I sporo pracy przy nim. Przestępowałam z nogi na nogę. Zanim Grzesiek wszedł w drugą dziewczynę, Marta szybko chwycił jego członek i intensywnie obciągała mu. Nie była w stanie całego wziąć do ust, ale było widać, że ma na niego znowu ochotę. Znowu, bo nie wierzę, że w pokoju z nią nie spółkował. Widać było, że jeszcze było jej mało. On stał w rozkroku. Spojrzał na nią z uśmiechem i czekał aż skończy, a dłonią macał kochankę w kroczu. Chorwatki nie przestawały się uśmiechać. Później ruchali je „na pieska”. Wtedy Marta siadła przed nimi, szeroko rozłożyła nogi i zmuszała dziewczyny do lizania swojej cipki. Potem odchyliła się i oparła na rękach. I z zachęcającym uśmiechem spojrzała na Grześka! Szok! Ona była bezwstydna! Panowie zamienili się miejscami. Chorwatki albo całowały się, albo gryzły dłonie, żeby zdusić krzyki podniecenia. W końcu Tadeusz podniósł blondynkę, przyciągnął do siebie i wszedł w nią od przodu. Dziewczyna zarzuciła mu ręce na szyję, ugięła prawą nogę w kolanie i podniosła ją, a Grzesiek chwycił jej pośladek, odciągnął i powoli wepchnął sterczący członek do odbytu. Posuwali ją w wolnym rytmie, a dziewczyna już po chwili szalała. Szatynka zatkała jej usta. Marta przyklękła i znowu głaskała jądra Grzesia.

    Kiedy skończyli z blondynką, ich gość wziął Martę od tyłu. Ta baba głupiała przy nim! Rzucała głową na boki, prawie waliła pięścią w ścianę, podnosiła nogę. Musiał jej solidnie dogadzać. Chorwatki tuliły się do Tadeusza, pieściły go i przyglądały jego szalejącej żonie. Kiedy Grzesiek w końcu wyszedł z niej, Marta stała oparta o framugę i ciężko dyszała. Bezwiednie opuściła głowę. Ugięły się pod nią nogi. Lekko drżały. Na nic nie miała sił! Tadeusz objął dziewczyny i weszli do pokoju, a mąż Zosi podszedł po kamerę. Odruchowo cofnęłam się, ale zaraz przylgnęłam do wizjera. Grzesiek, zamiast wejść do pokoju, stanął za Martą. Nadal ciężko oddychała. Odciągnął pośladek i wszedł w nią. Jęknęła głośno. Słyszałam ten jęk! Wolną ręką chwycił ją za pierś i drobiąc, powoli zniknęli w pokoju. Potem zamknęli drzwi. Światło zgasło.  

    *

    Musiałam wrócić do łazienki i dokończyć onanizowanie się. Czułam wilgoć między nogami. Wilgoć? Byłam taka mokra! Kiedy dochodziłam, sięgnęłam po ręcznik i przycisnęłam do ust. Wrzeszczałam na całe gardło! Ciągle miałam przed oczyma obrazy z korytarza. I ten duży penis Grześka… Kiedy napięcie opadło i uspokoiłam się, byłam tak spocona, że ponownie weszłam pod prysznic. Ciągle myślałam o tym, co widziałam na korytarzu. Mimowolnie sięgnęłam do łechtaczki. Jednak jakoś opanowałam się i w końcu wycofałam dłoń. Ileż można onanizować się?! Miałam nadzieję, że i ja kiedyś wezmę udział w takiej szalonej zabawie. Ale dobrowolnie!

    Spotkań z Basią i Edkiem nie liczyłam.

    *

    Dn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Sesja fotograficzna – 2.

    Część 2.

    Przyjechałam punktualnie. Pomieszczenie było gotowe do sesji. Lampy i parasole, softbox, statywy, kanapa były ustawione. Kable schowane pod tkaniną pokrywającą podłogę. Tła leżały na rolkach umocowane przy drugiej ścianie. Aparaty leżały gotowe na specjalnej półce. Bufet składał się z kawy i wody mineralnej. Krzesła, fotel i zrolowane sukna stały z boku, czekając na swoją kolej. Nic tylko włączać światło. Księgowa wypełniła druki i pożegnała się, kosmetyczka zrobiła mi agresywny makijaż, upudrowała, zrobiła ‘tatuaż’ nad piersią, drugi nad kostką u nogi. Spakowała się i pożegnała. Spojrzałam w lusterko. Nigdy tak nie wyglądałam! To nie byłam ja. Trochę się uspokoiłam.

    – Wygląda jakby sesja miała naprawdę odbyć się. A ja zarobię pieniądze – uważnie lustrowałam wszystko i nieco uspokoiłam się. Sesja zaczynała się od bieli, potem biel i czerń.

    – Hej, jesteś opalona, więc biel będzie pierwszym tłem. Jeszcze trochę podrasujemy opaleniznę – przywitał mnie Heniek. – Opalałaś się bez stanika? – spytał i chciał sięgnąć do dekoltu, ale w porę powstrzymał rękę. Wyraz mojej twarzy miał w tym swój wydatny udział. – No, rozbieraj się – ponaglił mnie. – Jest ładna pogoda, więc jeszcze pojedziemy w plener.

    – To może najpierw plener? – zaproponowałam.

    – Eee, nie. Nieco później – zaprzeczył, szybko opuszczając głową, kiedy usłyszał moją propozycją. Czekałam na dalszy ciąg, ale zajął się aparatami. Zaczęłam rozbierać się. Byłam w sandałkach na szpilce, więc kiedy stanęłam nago, wskazał na ścianę. Podeszłam tam. – Jak ustawić się?

    – No, faktycznie, byłaś w staniku. Ale te różnice w opaleniźnie ciała są bardzo seksowne – gapił się i pytanie nie dotarło do niego.

    Robiliśmy przerwę co 10-15 minut na zmianę stroju, mebli, tła i dodatków. Minęło 2,5 godziny i naprawdę byłam zmęczona. Kilkukrotna zmiana pończoch, szpilek, kapeluszy, poprawianie makijażu, dopinanie peruki, zmiana rekwizytu: fotel, krzesło, kanapa, sofa, drabina. Jeszcze popędzał mnie. Siedzieliśmy, popijaliśmy wodę. Heniek spojrzał na zegarek i stwierdził: 

    – Dobra, zbieramy się w plener! Światło będzie jeszcze ze dwie godziny. – Potem sięgnął po telefon. 

    *

    Wysiedliśmy z samochodu. Heniek wziął składaną drabinkę i składany stolik, torbę z aparatami i statywy, a ja butelkę z wodą i reklamówkę ze szpilkami, pończochami i koc. Poszliśmy w kierunku jakiejś polanki. Widać było, że Heniek odrobił lekcję. Kiedy dotarliśmy na miejsce, rzeczy położyłam na boku. On swoje odłożył pod drzewem i na turystycznym stoliku. Wskazał pierwsze miejsce do pozowania. Rozpięłam guziki pikowanej podomki i już byłam w samych sandałkach na szpilce. Stanęłam w lekkim rozkroku, podparłam się pod boki, spojrzałam hardo w obiektyw. Heniek wykonał trzy zdjęcia z różnych pozycji, potem jeszcze wszedł na drabinkę. Kolejna pozycja. Czasami kładł się na ściółkę. Co chwila instruował mnie i pstrykał fotki. Potem podszedł do mnie, robiąc zdjęcia i powiedział:

    – Słuchaj, czekamy na dziewczynę. Zrobię wam sesję w parze.  

    Zamarłam w pół ruchu. Zatkało mnie z wrażenia. Kiedy odzyskałam głos, wyprostowałam się i natarłam na niego:

    – Jaka para?! Przecież umawialiśmy się wyłącznie na moje zdjęcia!

    – Chyba żartujesz! – Heniek był rozbawiony. – Tyle kasy za zdjęcia podstarzałej babki?! Nigdy bym na nich nie zarobił! – zaczął się nerwowo śmiać.

    – Nie pytałeś mnie o to! Nie wyraziłam zgody na takie zdjęcia! – wrzeszczałam, stojąc nago na polance. Dopiero później, kiedy nieco ochłonęłam, dotarła do mnie ‘podstarzała babka’.

    – W umowie nie ma aż takich szczegółów – rozbawiony wzruszył ramionami. – Nie marudź! Zmieniły się uwarunkowania i zrobię wam fotki. Nie podoba się, to zwróć pieniądze, opłać koszt przygotowania sesji w razie odstąpienia od realizacji umowy. Przeczytaj ostatni akapit! I zapomnij o kolejnych zleceniach – odwrócił się do mnie tyłem i podszedł do aparatów rozłożonych na kocu. Wymienił kartę i spojrzał na mnie wyczekująco.

    Mocny cios! Sugestia zwrotu pieniędzy była bardzo mocnym argumentem. Przecież wiedział, że nie było mnie na to stać! Tym bardziej na pokrycie kosztów zerwania umowy. Nawet nie zauważyłam tego akapitu w umowie. I liczyłam na kolejne zlecenia. Byłam wściekła. Nie odezwałam się, odwróciłam od niego i spacerowałam po polance, czekając na modelkę.

    Po chwili usłyszałam warkot silnika. Nie było widać, ale domyśliłam się, że przyjechała dziewczyna do pozowania. I znowu zaskoczenie! Po kilku minutach pojawili się trzej rośli faceci, prowadząc dziewczynę w zbyt dużym T-shircie i klapkach. Wygolone łby, ciemne garnitury, szersi niż wyżsi, ryje takie, że w nocy na ich widok uciekałabym z krzykiem. Poczułam się nieswojo.

    – Czyli będziemy mieli spore towarzystwo – stwierdziłam z rezygnacją. – I oby się na tym skończyło.

    Z Heńkiem uścisnęli ręce, zamienili parę zdań, spojrzeli na mnie obojętnym wzrokiem. Nawet nie przywitali się, gnoje. Jeden przytrzymał dziewczynę i podniósł jej ręce, a drugi ściągnął koszulkę. Brunetka mogła mieć najwyżej 20 lat, okrągła twarz, ładne, delikatne, szczupłe ciało i średniej wielkości, sterczące  piersi. Mnie się podobały. Była wygolona. Jeden z mężczyzn cierpliwie zakładał dziewczynie szpilki. Wcale mu nie pomagała. Obojętnym, pustym wzrokiem patrzyła przed siebie. Inny coś do niej powiedział i pchnął ją w moim kierunku. Podeszła. I odwróciła się twarzą do fotografa.

    – Cześć – przywitałam się. Żadnej reakcji z jej strony. Może skinęła głową? Nie zauważyłam. Chciałam przedstawić się, ale w końcu, jeżeli młoda nie może odpowiedzieć, to nie zamierzam nalegać. Zwłaszcza, kiedy jest ode mnie znacznie młodsza. Też zobojętniałam.

    – Lidka! – zawołał Heniek. – Sandra stoi bokiem-przodem do mnie, a ty zalecasz się do niej. Różne pozycje, zawsze dotykacie się ciałami. Nie chowaj twarzy! Eksponuj usta! Wypnij pupę! Teraz tylko na stojąco. Wolno wykonuj ruchy. Kiedy krzyknę: stop, nie ruszasz się. Zaczynamy! – przez kilka minut pstrykał zdjęcia, ustawiał mnie, pokrzykując. Czasami coś wołał do Sandry. Dziewczyna czasami reagowała, czasami nie.

    Faceci stali z boku i tylko patrzyli. Nawet nie uśmiechali się. Jeden rozmawiał cały czas przez telefon. Potem poszedł do auta. Już nie wrócił.

    Później to samo, ale miałam być w przysiadzie lub klęczeć. Teraz, zamiast lizania cycków, miałam lizać cipkę Sandry. Na zdjęciach mogłam. Na niektórych ujęciach jeszcze wkładam palce do jej cipki. A potem do ust. To już było obrzydliwe. Kiedy ustawiał kamerę, żeby nakręcić takie ujęcie, nie wytrzymałam, coś mruknęłam pod nosem i ruszyłam do Heńka. Chciałam zaprotestować, ale jeden z tych facetów, stojący bliżej nas, ale z boku, warknął cicho:

    – No, rób kurwo, co ci mówi pan fotograf! – I już do końca sesji nie odważyłam się protestować. Byłam bardzo przestraszona. I posłuszna. Ręce mi się trzęsły.

    *

    Później musiałam udawać kopulowanie z Sandrą. Ona, na przykład opierała się o drzewo, a ja miałam uderzać moją cipką o jej pupę, później to samo przodem do siebie. Kiedy facet podał mi dwustronne długie i miękkie dildo, musiałyśmy odtworzyć tę scenę, zaczynając od nawilżania dildo ustami, pieszczot łechtaczki, wkładania dildo do pochwy i ruchów frykcyjnych. Sprzęt nie mógł wypaść nam z pochwy. Głównie to ja byłam aktywna, ona tylko stała albo opierała się o drzewo. Czasami takie pieszczoty nawet mnie podniecały, ale to były jedynie chwile. Nigdy nie byłam z kobietą. Nawet nie myślałam o takim seksie. Może dlatego podniecałam się? Teraz byłam zajęta pozowaniem, więc rozważania zostawiłam na inną okazję.

    Heniek chodził z kamerą w ręku, drugą ustawił na statywie. Potem Sandra leżała na ściółce, a ja skakałam cipką na jej ustach. W końcu siadłam na jej twarzy, przodem do jej nóg, pochyliłam się i ruchałam dziewczynę w jedną dziurkę, potem w drugą, a na zakończenie w obie dziurki jednocześnie. Scenę zabawy powtarzałyśmy bez udziału drzewa, na środku polanki, ale wcześniej musiałam zmienić szpilki i założyć pończochy.

    Na zakończenie sesji Heniek zrobił Sandrze serię zdjęć, mocnych aktów, kilka ze mną w odległym tle i pożegnał się z chłopakami, którzy zabrali dziewczynę, ubierając jej duży T-shirt. Odchodząc, pomachała do mnie. Jeszcze widziałam, jak na ścieżce dziewczyna nie radziła sobie w szpilkach. Trochę plątały się jej nogi, więc jeden z facetów wziął ją na ręce. Tak lekko jakby zarzucał marynarkę na ramię.

    – Lidzia, chcesz więcej zarobić? – nieoczekiwanie spytał Heniek.

    – To jeszcze nie koniec? – wyprostowałam się zaskoczona, bo właśnie sięgałam po podomkę. – Jasne, że chcę.

    – OK. To ubierz inne pończochy – Heniek zaczął rozbierać się. – I popraw makijaż. Może być jeszcze bardziej agresywny.

    – Chwila, a za co dodatkowe pieniądze? – patrzyłam, co on wyprawia.

    – Seks z mężczyzną – spokojnie wyjaśnił, rozpinając koszulę.

    – Z tobą?! – nie wierzyłam własnym uszom.

    Heniek rozejrzał się z udawanym zainteresowaniem:

    – A widzisz tu innego faceta? – zawiesił głos.

    – To ile zarobię za ten seks? – Byłam natarczywa i konsekwentna.

    Wymienił kwotę. To była gwarancja miesiąca normalnego życia! A nawet dłużej. Od razu podjęłam decyzję, ale zgodę głośno wyraziłam po udawanym, głębokim namyśle. Machinalnie skinął głową, jakby nie spodziewał się innej odpowiedzi. Rozstawił statywy, zamontował kamery, ustawił mnie i kadrował. Potem założył perukę, przykleił baczki i wąsy. Charakteryzacja naprawdę była świetna. Nieoczekiwanie uśmiechnęłam się. Charakteryzacja była skuteczna, ale wyglądał na tyle zabawnie, że nie potrafiłam ukryć rozbawienia. Heniek rozebrał się do naga. Stał w sportowych butach.

    – Zaczynamy. Rób, co mówię – powiedział, podszedł do mnie. – Jedną ręką obejmij mnie, a drugą masuj penisa. Jak będzie stał, to uklękniesz i zaczniesz robić loda. Na początku będziemy się całować i będę ciebie obmacywał, a ty masz zachowywać się jakbyś cały czas była podniecona. Macanka ma sprawiać ci przyjemność. – Pilotami włączył kamery. Błysnęły kontrolki. Położył piloty przy drzewie. – I nie wychodź ze szpilek! Pamiętaj: czego bym nie zrobił, nie wycofuj się! Jeżeli będę naciskał dłonią na biodro, to ustawiaj się tak, jak kieruję. Nie garb się! Ramiona do tyłu, eksponuj biust, żadnych grymasów. Nie chciałbym powtarzać jakiejś sceny. To jest plener. Słuchaj: wszystko robimy do tamtej kamery. Ona jest najważniejsza. – Zaczął onanizować się. Spojrzał na mnie. – Jakieś pytania?  

    Pokręciłam głową. Na razie nie miałam. Natomiast byłam stremowana, widząc go, jak masuje penisa. Z trudem powstrzymałam się, żeby nie odwróć głowy. Jednak przezornie dodałam coś, co dla mnie było ważne. Nawet bardzo ważne:  

    – Wierzę, że ze mną rozliczysz się do końca – zaznaczyłam.

    Uspokajająco pokiwał głową. Uwaga w ogóle nie zrobiła na nim wrażenia.

    – Oczywiście. Po wszystkim dogramy sceny przed seksem – dodał patrząc na otoczenie.

    Stanęliśmy obok koca, teraz rozłożonego prawie na środku polanki. Zaczął natarczywie całować mnie. Chwycił jedną ręką za pierś, drugą sięgnął do krocza. Mimo oporów, nie cofnęłam się. Jego penis sterczał i uciskał moje ciało. Byłam bezwolna. Palcami zaczął głaskać pochwę. Po pieszczotach dość szybko wszedł we mnie od tyłu. Trochę podnieciłam się zabawą z tą dziewczyn, więc nie protestowałam. Heniek był bardzo podniecony, więc ruchał mnie z taką siłą, że już po minucie sapałam. Zresztą on też. Raczej nie imponował kondycją, ale był podniecony, więc korzystał z okazji. Dla mnie to żaden partner, ale ulegałam mu i podniecałam się coraz bardziej. Kiedy nie myślałam z kim spółkuję, było nawet fajnie.

    Potem szybko zaczął zmieniać pozycje: od przodu, na czworakach. Wtedy najpierw klęczał, później stał za mną. Dopiero walił mnie… Jak młot! Ale nie wytrysnął. położył się i musiałam na nim skakać przodem i tyłem. I głośno stękałam. Wziął mnie jeszcze od tyłu na leżąco. Kiedy zapomniałam się w seksie i stękałam, leżąc na boku, wykorzystał okazję i wszedł do odbytu. Krzyczałam i szarpałam się, jednak był silniejszy. I, mimo moich protestów, nie odpuścił. Nie wyszedł ze mnie! Wpychał penisa i wpychał, nawilżał śliną aż wreszcie wszedł do końca. Wiłam się, ale trzymał mnie.

    – No, leż grzecznie. Teraz dopiero ciebie wyrucham! Jeszcze podziękujesz! – stwierdził z wyraźnym zadowoleniem i poklepał po udzie.

    Tkwił w moim odbycie chyba kilkanaście minut. Bił biodrami w szybkim tempie, potem zwalniał, znowu przyspieszał. Kiedy ze zmęczenia opadała mi głowa, gryzł mnie w ramię albo szczypał w pośladek. W końcu ukląkł, nie wychodząc z odbytu. Chciałam zmienić pozycję, ale nie pozwolił mi. Przycisnął moje plecy rękoma i bezsilna spadłam na piersi. Ruchał mnie jeszcze, trzymając za kark na wypadek, gdybym chciała, żeby wreszcie wyszedł z odbytu. Kiedy dochodził, gwałtownie wycofał się, położył mnie na plecach i przykląkł za moją głową. Nie ruszałam się. Ciężko oddychałam. Spuścił się na twarz. Kilka kropli wpadło w usta. Czułam spermę spływającą po skroni i policzku. Nadal leżałam z zamkniętymi oczyma.

    – Usta szeroko otwarte! Oczy też! – polecił podniecony. Posłusznie wykonałam polecenie. Wepchnął twardego penisa. Zaczęłam lizać go. Cieszyłam się, że wreszcie wyszedł ze mnie. Cieszyłam się, że seks zbliża się do końca.

    – Posmakuj swoją dupę! Ale z ciebie suka! Jeszcze będziesz gwiazdą takich filmów! Inni będą mi zazdrościć! – stękał.

    Leżałam, ciężko oddychając. Sperma powoli spływała po policzku. Bolał mnie odbyt. W końcu wyjął penisa z moich ust. Nareszcie! Parę razy uderzył mnie w twarz twardym penisem i zaczął zgarniać nim spermę z policzka do ust.

    – No, połykaj! Nic nie może się zmarnować. Bądź zachłanna. Udawaj zadowoloną!

    Znowu posłusznie wykonałam polecenia. Nie miałam siły sprzeciwiać się. Nie tak wyobrażałam sobie ‘pozowanie do zdjęć’.

    – Wstawaj i ubieraj się – Heniek klepnął mnie dłonią w pośladek i poszedł po swoje rzeczy. – Dogramy kilka zwykłych scen i wracamy.

    *

    Kiedy wróciłam do domu i spojrzałam w lustro… Siadłam na kanapie, nie zapaliłam światła i siedziałam. Co jeszcze mogę zrobić, jak bardzo poniżyć się, żeby zdobyć pieniądze? Heniek potraktował mnie jak przedmiot, a ja odważyłam się protestować, dość nieśmiało, tylko podczas seksu. Bałam się, że jak po wszystkim zrobię mu awanturę to nie dostanę zapłaty za udział w filmie albo nie zaoferuje mi kolejnej sesji. A nadal potrzebowałam pieniędzy! Czułam się podle. Wykorzystana i bezradna. Podeszłam do barku. Wypiłam trochę. Nie zawracałam sobie głowy szukaniem kieliszka. Byłam bardzo zmęczona i apatyczna. Znowu  usiadłam na kanapie. Kolejny łyk. Chyba dopiero teraz schodziło ze mnie napięcie związane z pozowaniem i przeżyciami, których tam doświadczyłam. Byłam zamożna, dobrze nam się powodziło, ciężko pracowałam i nagle… Bach! Bez pracy, bez alimentów, bez oszczędności, bez wsparcia bliskich, oszukana przez ‘pracodawcę’… Żeby zarobić, godziłam się na poniżające traktowanie i musiałam zachowywać się jak dziwka! Facet ruchał mnie… Bądźmy szczerzy. Zgwałcił mnie! Odstawiłam butelkę, upadłam plecami na kanapę, zasłoniłam twarz ramionami. Cicho płakałam.

    Łyknęłam kolejny solidny haust alkoholu. Rozebrałam się do naga. Jeszcze czułam na sobie dłonie Heńka, uderzenia penisa w pochwie i zapach jego spermy. Wzdrygnęłam się z obrzydzenia. Aż musiałam znowu napić się. Poszłam pod prysznic. Myłam się przesadnie długo. Kiedy w szlafroku wróciłam do pokoju, wcale nie czułam się lepiej. Pościeliłam sobie i padłam na kanapę. Leżałam i znowu przeżywałam to spotkanie. Znowu? Ciągle. W końcu powoli zdjęłam szlafrok i naga wsunęłam się pod kołdrę. Kręciło mi się w głowie. Musiałam wyspać się. Wiedziałam, że dzieci wrócą dopiero za kilka godzin. Zdążę dojść do siebie. Muszę.

    *

    Heniek nie wywiązał się z żadnej obietnicy. Za zdjęcia dostałam mniej niż obiecał. Za film z nim otrzymałam ledwie połowę obiecanej kwoty! Sukinsyn!

    – Sorki, ale miałem inne, naprawdę pilne, wydatki. Poza tym zainteresowanie starszymi kobietami jest mniejsze i mniej płacą niż pierwotnie deklarowali. No, i koledzy nie byli z ciebie zadowoleni. Miałaś być bardziej otwarta! – tłumaczył się pokrętnie, kiedy zadzwoniłam z pretensjami.  

    – Jacy koledzy? – Teraz nic nie rozumiałam.

    – Ci, którzy przyjechali z ta młodą modelką, brunetką. Przecież razem pozowałyście – wyjaśnił.  

    – To ona wiedziała, że pozuje? – zapytałam z ironią. – A co ci twoi koledzy mieli do mojego pozowania? – zainteresowałam się.

    Milczał.

    – Czekam aż usłyszę coś konkretnego na temat mojego zaległego wynagrodzenia! – przejęłam prowadzenie rozmowy, z obawy, że facet uśnie mi z komórką w ręku.

    – Policzymy się. Może w przyszłym tygodniu. Też czekam na przelewy – obiecał po dłuższej chwili. Bez entuzjazmu i bez przekonania.

    – Czekam! Czekam na resztę pieniędzy, bo w przeciwnym razie… – zawiesiłam głos, zaczekałam chwilę i rozłączyłam się.

    Może nie należało grozić? Przecież dobrze znał mnie. Wiedział, że potrafię osiągnąć zamierzony cel. Szczególnie, jeżeli racja jest po mojej stronie. Ale co miałam zrobić, skoro nie miałam za co kupić podstawowych produktów spożywczych? Samochód był już tylko odległym wspomnieniem. Zrezygnowałam z zakupu perfum i bluzki, która pasowała do moich kostiumów. Wizyty u kosmetyczki i u fryzjera odwołałam. Mogę rzadziej do nich chodzić. Manicure będę robiła sama. Mam tyle wolnego czasu! Zrezygnowałam z wypadów do kawiarni i restauracji. I tak nie miałabym czym zapłacić. Lubiłam wyjść do kina. Mój czas pochłaniała głównie praca, zabierając nawet czas wolny, ale mimo to czasami chodziłam do kina. Teraz bez oporów zrezygnowałam i z tego drobnego wydatku. Muszą mi wystarczyć telewizja i Internet. Na ferie wysłałam dzieci do rodziców. Koszt wyżywienia znowu spadł na nich. Nie protestowali, uradowani ich obecnością. Dzieci nie podzielały ich entuzjazmu, ale tym się nie przejmowałam. Już wiedziały, że mam kłopoty finansowe i sprzedaż auta wyraźnie to uwidoczniła, więc chociaż tym razem nie kłóciły się ze mną. Dobra, zobaczymy jak zareagują, kiedy w tym roku w ogóle nie będzie prezentów pod choinką. Skończy się „Love story”, a zacznie „Imperium kontratakuje”. Z pobytu u rodziców wymigałam się nieoczekiwanym nawałem pracy. I nadal intensywnie jej szukałam. I nadal bez rezultatów.

    Później, wytrwale szukając normalnej pracy, popełniłam kolejny błąd, ale zdesperowana rzucałam się na każde możliwe rozwiązanie. I gorzko tego pożałowałam.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Majtki biznes

     Wszystko zaczęło się od tego, że któregoś dnia, trening koszykówki został nagle odwołany.

    Dowiedzieliśmy się o tym dopiero pod zamkniętymi drzwiami sali gimnastycznej. Rodzice zabierali dzieciaki z powrotem do domu.

    Niektórzy, tak jak ja i mój kumpel z klasy, Artur, na treningi przyjeżdżali sami. Rowerami. Zamiast do domu, pojechaliśmy więc do Artura.

    Jego rodziców nie było do czwartej, więc mieliśmy półtorej godziny luzu. Tego dnia Artur, przez wszystkich zwany “Wszą” – co wcale nie przeszkadzało jemu samemu – pokazał mi nowy świat.

    Tego dnia, stałem się dorosły i rozpętałem piekło, z którego myślałem, że nie wydostanę się żywy.

    Ale po kolei.

    Rodzice Wszy pozwalali mu siedzieć całymi dniami przy kompie.

    Ja też miałem komputer, ale Magda, to znaczy moja mama, nafaszerowała go wszystkimi możliwymi filtrami, blokującymi treści dla dorosłych. Magda jako informatyk wiedziała jak się do tego zabrać.

    Wsza nie miał takich problemów.

    Tego dnia, w zagraconym pokoju na poddaszu, Wsza otworzył mi drzwi piekieł.

    Nie wiem jak musiałem wyglądać, siedzący przed jego monitorem, ale jak już wychodziłem, żeby wrócić do domu, mama Wszy, z którą mijałem się w drzwiach, zapytała czy nic mi nie jest. Byłem na pewno spocony, czerwony i w ciężkim szoku. Nie odpowiedziałem chyba nawet, tylko pędem śmignąłem do chaty. Rzuciłem rower, pobiegłem do łazienki i mimo, że nikogo w domu nie było, zamknąłem się na zasuwkę.

     

    Nie musiałem nawet zamykać oczu, ale gdy to robiłem, gołe tyłki, cycki, cipy, nogi, i cały bigos nagich ciał, kłębił mi się wyraźnie pod powiekami. Dopadłem fiuta jak opętany. Nie skupiałem się na jakiejkolwiek fantazji, po prostu ledwie go dotknąłem, już było po wszystkim, a ku mojemu jeszcze większemu zdziwieniu i podnieceniu, pierwszy raz w życiu się spuściłem. Zaczęła się zabawa na poważnie. Musiałem natychmiast znaleźć coś, przy czym mógłbym powtórzyć ten wyczyn. Szybko w myślach, przeleciałem zbiór wszystkich sprośnych rzeczy, jakie mogłem znaleźć w domu. Nie było tego wiele. Kilka gazet Magdy z nie do końca ubranymi modelkami, które niby przypadkiem przechowywałem u siebie, czarno-biały komiks z jedną odważną sceną, no i mój najważniejszy skarb, zdobyczna blondyna z playboya, której wprawdzie poprzedni właściciel, długopisem, dorysował włosy na cipie, ale której cycki były moim świętym graalem.

    Na wspomnienie super cycków, poczułem, że staje mi od nowa. Pobiegłem z rozpiętym rozporkiem do pokoju po “Lyndę” – Miss kwietnia.

    Sam fakt latania po domu z fiutem na wierzchu był podniecający.

    Z dorosłym fiutem do tego! Trochę mi zajęło wydobycie pomiętej kartki z rury poręczy łóżka. Magda sprzątała w moim pokoju jak inspektor policji, jej uwadze nie uchodziły nawet “obce” żołnierzyki, a konsekwencje za zakazane towary, jak scyzoryki, żyletki, zhandlowane zabawki, były zawsze poważne. O ewentualnej wpadce z Lyndą – Miss kwietnia, nie chciałem nawet myśleć.

    Wydobyłem pomiętą już niestety kartkę i migiem wróciłem do łazienki. Lynda patrzyła na mnie swoimi niewinnymi, zielonymi oczyma, ściskając się za sutki. Przedstawiłem jej mojego fiuta i przeszliśmy do rękoczynów. Kartka ustawiona na brzegu wanny obsunęła się nagle i znikła za koszem na bieliznę. Musiałem wydostać ją czym prędzej i podjąć temat.

    Wtedy w mojej głowie urodziła się ta perwersyjna myśl, przez którą o mało nie spuściłem się na miejscu.

    Otworzyłem kosz i zajrzałem do środka.

    Wydobyłem z niego jakiś podkoszulek, skarpetkę, coś jeszcze, i nagle zadrżałem.

    Majtki Agaty, mojej starszej siostry.

    Wyjąłem je jak saper powinien wyciągać materiał wybuchowy. Różowe kwiatki i koronkowa gumka, wpadły w moje ręce. Te majtki dotykały prawdziwej, owłosionej cipy. Nie raz widziałem, jak Agata paradowała w nich po domu. Często jej czarne włosy prześwitywały przez te, czy inne majtki.

    Kiedyś mieliśmy wspólny pokój. Po wyjeździe ojca, Magda pozwoliła Agacie przenieść się do jego biura. Agata, jak na mój gust miała za duże dupsko, ale przynajmniej w zamian, miała też duże cycki. Nie raz zaglądałem jej w koszulkę, ale jej majtki w moich rękach były dla mnie szokującą nowością. Rozchyliłem je podniecony jak jeszcze nigdy w życiu. Były czyste. Prawie mnie to rozzłościło, po co wyrzucać do prania zupełnie czyste majtki?! Przewróciłem je na drugą stronę i przyglądałem im się, sam nie wiedząc dokładnie, co spodziewałem się na nich znaleźć. Może włos łonowy? To rozwaliłoby mnie na miejscu. Wreszcie doznałem olśnienia. Przytknąłem je sobie do twarzy. Ogarnęło mnie doznanie tak silne, że pociemniało mi w oczach. Zapach prawdziwej pizdy… Waliłem gruchę jak nienormalny. Doszedłem błyskawicznie, zapominając prawie o tym, że przecież zaraz się spuszczę. Dotarło to do mnie dopiero pod koniec, ledwie zdążyłem zakryć fiuta majtkami Agaty. To podnieciło mnie jeszcze bardziej.

    Waliłem konia w różowe kwiatki i koronkową gumkę. Od czasu do czasu wciągając ich zapach. Waliłem tam, gdzie dotykała cipa. Waliłem i waliłem, aż doszedłem po raz kolejny. Opamiętałem się i uspokoiłem. Postanowiłem oficjalnie, że to będzie początek mojego nowego, wspaniałego procederu. To było odkrycie, które przerastało wszystko inne.

    Zdjęcie Lyndy – Miss kwietnia, spłonęło za garażem, na smutnym stosiku, razem z modelikiem samolotu “fantom”, tak przy okazji. Teraz miałem zupełnie inne, poważniejsze zabawki.

    Na środowy trening przyjechałem piętnaście minut przed czasem.

    Czekałem na Wszę. Dogadaliśmy się już w szkole. Zjawił się punktualnie. Na placu, przed salą nie było jeszcze nikogo. Zawinęliśmy się czym prędzej do niego.

    Nie tracąc czasu, znów zagłębiliśmy się w internetowy raj. Wchłaniałem oczyma cudowne widoki gołych ciał, wielkich kutasów, cip, spermy strzelającej w usta rozdziawionych kobiet. Rzeczy niesamowite działy się na świecie związanym z seksem i wszystko to stawało przede mną otworem.

    Kusiło mnie, żeby pójść do łazienki u Wszy i zwalić sobie na miejscu, ale była obawa, że się domyśli i będzie się nabijał.

    Wytrzymałem. Do domu pędziłem co sił.

    Już przed furtką coś mi się nie spodobało. Drzwi od garażu były otwarte, ktoś był w domu.

    Wszedłem zły, ale i tak zdecydowany zamknąć się w łazience i zrobić co należy. Co mi się należy!

    Agata kłóciła się z Magdą, były więc w domu obie. Z jakiej racji? Nie miałem pojęcia. Toczyła się jakaś gruba awantura, bo wrzeszczały, a odpowiadać Magdzie krzykiem oznaczało poważne wykroczenie i wojnę totalną. Na mój widok Agata zamknęła się nagle w pół słowa. Miała wystraszony wyraz twarzy, co zdziwiło mnie jeszcze bardziej. Magda wyszła z kuchni i popatrzyła zdziwiona.

    – A ty co tak szybko?

    Wtedy dopiero dotarło do mnie, że to ja przyjechałem wcześniej niż zwykle z treningu.

    – Rozbolał mnie brzuch i wróciłem do domu – skłamałem prędko i sam ucieszyłem się z tego kłamstwa podwójnie, bo dawało mi ono pretekst, żeby zamknąć się w łazience na dłużej. Geniusz!

    – Zaparzę ci herbaty. – Klimat wojny jakby zniknął i nigdy nie istniał. Magda była spokojna. Agata nie odzywała się nawet słowem, chociaż widziałem, że była mocno wzburzona i rzekłbym nawet – zszokowana. Wolałem się nie mieszać i nie dociekać. Może jest w ciąży, albo zaczęła palić papierosy i wpadła? Nie moja sprawa. Uwolniłem się z rąk Magdy, badających moje czoło i poczłapałem z “bolącym” brzuchem do łazienki na piętrze.

    – Czoło masz rozpalone. Może to wirus?

    – Jechałem na rowerze.

    – To jak cię brzuch boli, to tak nie pędź.

    – Musiałem się spieszyć – odpowiadałem już ze schodów, krzycząc.

    – A to nie ma łazienek na sali?!

    – Są, ale brudne!

    – To lepiej narobić w spodnie?!

    – Lepiej!

    – Wróć tu potem, zmierzę ci temperaturę!

     

    Zamknąłem się w łazience, dumny z własnej przebiegłości. Sam na sam z koszem na bieliznę, jak z moim osobistym źródłem sprośności.

     

    Otworzyłem pokrywę, już tarmosząc fiuta w ręku i o mało nie padłem.

    Majtki Agaty, w różowe kwiatki, z koronkową gumką, leżały na samym wierzchu.

    Odechciało mi się wszystkiego tak nagle, że w ręku, w sekundę miałem zupełnie wiotkiego kutasa. Jak to się mogło stać?

    Zabrałem je przecież ze sobą. Mój plan był taki, żeby użyć ich jeszcze w spokoju, a potem wypłukać, wysuszyć i podrzucić do kosza, jakby nigdy nic.

    Włosy zjeżyły mi się na karku.

    O zgrozo! Wracając wtedy z łazienki, szedłem do siebie do pokoju, ale po drodze, usiadłem, bo już zaczynał się Dragon Ball. Wsunąłem je w szparę w kanapie. Potem przyszła Magda, był obiad, lekcje, i zupełnie o nich zapomniałem! Teraz leżały na stercie brudnej bielizny, patrząc na mnie oskarżycielsko różowymi kwiatkami. Sprawdziłem, były całe pozlepiane i zaschnięte. Magda albo Agata znalazły je na pewno, ale co mogły pomyśleć? Dlaczego jeszcze mi się nie oberwało, dlaczego nikt mnie o nic nie oskarża i nie pyta? Byłem przerażony i zdziwiony.

    Bałem się wyjść. Pomyślałem, że jeśli przesiedzę tu dostatecznie długo, obie zaraz będą musiały wyjść z domu. Magda na uczelnie, a Agata na basen.

    Siedziałem na kiblu, wytężając mózg do granic możliwości, gdy nagle, zza drzwi usłyszałem głos mamy.

    – Żyjesz tam?

    – Żyję – wyjęczałem cierpiącym głosem, lepiej profilaktycznie udać chorego.

    – Ja muszę jechać, herbatę masz już zimną, więc Agata zagrzeje ci w mikrofali, albo zrobi nową.

    – A ona nie idzie na basen?

    – Nie. Nigdzie nie idzie. Przez jakiś czas – dodała znanym mi, policyjnym tonem. – No to pa!

    – Pa!

     

    Nie zapytałem czemu Agata miała szlaban, ale byłem pewien, że miała. Jeśli nie mogła iść na pływanie, sprawa była poważna.

    Posiedziałem jeszcze trochę w kiblu i wyszedłem. Nie miałem ochoty napatoczyć się na siostrę, więc czmychnąłem do swojego pokoju i położyłem się pod kocem. Chory.

    Leżałem tak chyba z godzinę. Przestałem się nawet głowić, bo rozmyślania nie doprowadzały mnie do żadnych mądrych wniosków. Może po prostu kobiety stwierdziły, że mężczyznom należy się taka forma zabawy i że ich bielizna jest naturalną ofiarą dorastającego faceta. Może same czuły się teraz winne i milczały?

    Jakoś nie do końca przekonywała mnie ta teoria, ale naprawdę nie potrafiłem wymyślić nic logicznego. Nagle z otępienia wyrwały mnie trzy krótkie dzwonki domofonu. To był sygnał od Agaty. Wołała mnie na dół.

    Nie miałem zamiaru schodzić, ale nie chciałem też, żeby ona przyszła do mnie na górę. Wyszedłem więc na schody i krzyknąłem, że źle się czuję i że będę spał.

    – Mama kazała ci wypić herbatę!

    – Wiem, ale nie chce mi się pić!

    – Potem będzie na mnie!

    – Nie! Powiem jej, że mnie wołałaś, ale wolałem się położyć!

    Nie odpowiedziała nic więcej. Zadzwoniła jej komórka i zaczęła z kimś rozmawiać, a zaczęła podniesionym głosem.

    Zszedłem po cichu w samych skarpetach piętro niżej, nadstawiając uszu. Rozmawiała chyba ze Sławkiem, swoim chłopakiem.

    – Zostawiłeś je wciśnięte w kanapę ty idioto! – krzyczała, ale starała się stłumić głos. Na te słowa, zamieniłem się w słuch.

    – Tak, znalazła… Właśnie dostałam mega zjebkę i szlaban. Teraz mamy prze-bim-ba-ne. Zapomnij o czerwcu… Nie… Chyba sobie żartujesz… Co?!… Jak to masz je w domu?!… Może chciałeś, ale zostawiłeś je tutaj… Wyobraź sobie, że się nie spytałam, ty kretynie!… Co?!… Jaja sobie robisz?!… Jesteś pewny?!… Ale po co ci one?!… Co za zboczeniec!… Ale jak w takim razie… To bez sensu…

     

    Rozmowa trwała, ale nie czekałem na jej koniec. Odwróciłem się i czym prędzej pobiegłem do łazienki na piętrze. Nie wiedziałem, co dokładnie powinienem był zrobić. Co robić, CO ROBIĆ?!

    Pochwyciłem różowe kwiatuszki z koronkową gumką i pomknąłem do pokoju. Co potem? – Jeszcze nie wiedziałem. Ukryć, zniszczyć, zlikwidować. Przede wszystkim, wyprzeć się wszystkiego i tak aż do śmierci! Musiałem działać i musiałem działać szybko. Usłyszałem drzwi w łazience. Agata! Już ich szuka! Wcisnąłem je pod własną poduszkę i szybciutko, sam położyłem się na łóżko. Ledwie zdążyłem naciągnąć na siebie koc, a już otworzyły się drzwi pokoju.

    – Leszczyk, śpisz?!

    Nie spałem, ale pozostałem nieruchomy jak robak, który udaje nieżywego.

    – Śpisz? – Zbliżając się, powtórzyła pytanie.

    – Brzuch mnie boli – odpowiedziałem cierpiącym głosem, może trochę za cierpiącym, cholera.

    – Byłeś przed chwilą w łazience?

    – Nie, nie byłem.

    – Byłeś – Jej głos zmroził mnie jak śnieg wrzucony za koszulę.

    – Po co? – zapytałem się całkiem głupio, wciąż nieruchomy pod kocykiem.

    – Nie wiem po co, może ty mi powiesz? – Szarpnęła kocem i zerwała go ze mnie jednym gestem.

    – Co ty wyprawiasz, zostaw mnie w spokoju. – Patrzyłem na jej zmarszczone czoło, pięści na biodrach, oczy pełne nienawiści i starałem się przybrać jak najbardziej niewinną, zdziwioną i pokrzywdzoną minę. Miałem świadomość, że gram tutaj o własne życie. Bardzo przydałaby mi się technika znikania lub chociaż bariera energetyczna. Agata, większa ode mnie o ponad głowę i cięższa o chyba ze dwadzieścia kilo, mogła zmiażdżyć mnie jednym machnięciem. Nie prała mnie raczej, ale jak przychodziło co do czego, łatwo udowadniała, kto jest silniejszy.

    – Po co byłeś w łazience?

    – Nie byłem.

    – Byłeś, słyszałam, jak trzasnąłeś drzwiami i zwiałeś na górę. Byłam już na schodach.

    – Nie byłem, zostaw mnie – wyjęczałem, ale widziałem, że jej nie przekonuję. – Powiem mamie – spróbowałem.

    – Ty smrodzie! Co powiesz mamie? Że kradniesz moje majtki z kosza?

    Zatkało mnie. Nie byłem przygotowany na tego typu konfrontacje.

    – I co z nimi robisz, ty mały zboku?! Powiesz też mamie co robisz z moimi majtkami?

    – O co ci chodzi? – wyskomlałem całkiem wiarygodnie.

    – Już ja wiem o co mi chodzi! – Była wściekła nie na żarty, czułem, że lada chwila może uczynić mi krzywdę. – I ty też wiesz o co mi chodzi, ty mały fiutku. Ty…!

    Skuliłem się, bo się zamachnęła.

    – Gdzie je masz?!

    – Co gdzie mam?! Ja nic nie mam!

    Skoczyła na mnie i klęknęła kolanami na udzie, do tego przycisnęła tak, że wtopiłem się prawie w materac. Kilka podskoków i już miałem dosyć fizycznych konfrontacji.

    – Gdzie je masz, zboczeńcu?! Oddaj moje majtki, gówniarzu!

    – Jakie majtki! Po co mi twoje zasrane majtki?!

    – Ty jesteś zasrany, ty chudy… Osmarkańcu! – Do zgniatania doszły znacznie bardziej bolesne kuksańce w ramię, a za chwilę znów w udo.

    – Będę miał siniaki!

    – W dupie mam twoje siniaki, będziesz miał zaraz rozkwaszony pysk! – Już nie chodziło jej o odzyskanie majtek, lała mnie chyba z samej złości i nienawiści. Skuliłem się jak tylko mogłem najszczelniej i zakryłem twarz dłońmi. Niestety, złapała mnie za włosy, co było znakiem jej maksymalnej frustracji i furii. Dusiła do poduszki, ciągle na mnie podskakując. Musiałem się jakoś ratować, albo zginąć! Nagle zeskoczyła i gdy już myślałem, że się zmęczyła, albo po prostu zrozumiała, że mnie zabije. Poczułem jak łapie mnie za spodnie, koszulkę i ściąga z łóżka na podłogę. Trzasnąłem ciężko na dywanik.

    – GDZIE MASZ MOJE MAJTKI! – wrzasnęła. W obliczu tego typu przemocy, postanowiłem nie odpowiadać.

    • Oddaj moje majtki ty wszarzu! Zboczony! – Bosą stopą stanęła mi na łydkę i ugniatała z uporem sadysty. Zaraz też dostałem cios piętą w udo i kopniaka. Przyjąłem taktykę jeża, zwijając się w kulkę, ale bez posiadania kolców, sprawdzała się ona połowicznie.

    Tylko czekać, aż dostanę kopa w głowę albo w żebra. Właściwie prawie się z tego cieszyłem, bo dowody na pobicie miałem już raczej na sto procent, a jeśli do tego wyląduję w szpitalu, może Magda zlituje się nade mną i daruje całą sprawę z majtkami. Agata za to, trafi do więzienia i też nie będę musiał się z nią widywać. Trzeba to tylko przeżyć.

    Nagle, bicie ustało. Usłyszałem za to głośny, przeciągły wdech oznaczający niepojętą trwogę i oburzenie, i zanim odważyłem się wyściubić oko – spodziewałem się bowiem fortelu w celu uderzenia mnie w twarz – domyśliłem się, że odnalazła się zguba.

    – Ty śmierdzący gnoju! Zobacz co z nimi zrobiłeś! – Nie miałem zamiaru spoglądać. Udawałem nieprzytomnego, szczelnie przy tym zakrywając wszystkie newralgiczne miejsca.

    – Zobacz co zrobiłeś z tymi majtkami! Ty zasrańcu! Jak sobie kupisz to będziesz sobie mógł robić co chcesz! Ty gnido śmierdząca!

    Nadmiar złości i adrenaliny chyba pomieszał jej w głowie.

    – ZOBACZ CO ZROBIŁEŚ Z MOIMI MAJTKAMI! Ty gówniarzu zasrany! – Znów stanęła mi na udzie. Bolało. Wytrzymałem i prawie się nie poruszyłem. Nie zareagowałem też na zaczepne kopniaki. Udawanie nieprzytomnego, nie wychodziło mi najlepiej, a ignorowanie bólu zdawało się wkurzać ją jeszcze bardziej.

    Miałem nadzieję, że zaraz wreszcie zmęczy się, znudzi lub po prostu zadowoli i zostawi mnie w spokoju. Myliłem się.

    Znalazła inną zabawę. Bosą stopę wsunęła mi w krocze i zgniotła jajka. Drgnąłem. Nie było mocnych. Wdarła się i miażdżyła wiercąc palcami. Zmuszony do obrony, złapałem ją za kostkę i wrzasnąłem. Starałem się chociaż trochę odciążyć nacisk ciężkiej nogi.

    – Ty wymoczku zawszony! Zobacz co zrobiłeś z moimi majtkami! Gdzie je sobie wsadzałeś? Na fiuta? Ty zwyrodniały zboczeńcu!

    Broniąc się obiema rękami, odsłoniłem oczy i ukradkiem spojrzałem jej w twarz. Była wściekła jak strzyga. Rozczochrane włosy otaczały jej oblicze, już nie czerwone tylko bordowe. Spotkała mój wzrok i zaatakowała.

    – Ty mały, pojebany wysrańcu. Co ty sobie w ogóle wyobrażasz? Walisz konia w majtki własnej siostry?! Ty zboczeńcu! Czy ty jesteś normalny?!

    Nie odpowiadałem, skuliłem się, korzystając z chwili, że jej stopa, wciąż spoczywająca na moich jajkach, przestała mnie ugniatać. Zakryłem znów twarz dłońmi niby przed ciosem, głównie jednak ze wstydu.

    – Wiesz, że to jest nienormalne, TY ZBOCZEŃCU?!

    Potakiwałem, ukryty w dłoniach. Czułem, że jest szansa, że już się wyżyła i podporządkowaniem się mogłem może zakończyć sprawę.

     

    – Żryj je – powiedziała po dłuższej pauzie. Miałem nadzieję, że źle usłyszałem.

    – Żryj te majtki. – Nacisk na jądra stał się w tej sprawie głównym argumentem.

    – Musisz je teraz wyczyścić. – Poczułem jak rzuca mi nimi w głowę.

    – Jedz je! – Nacisnęła mocniej. Na ślepo wziąłem je w dłonie i przytknąłem do ust.

    – Ty mały zboku, ty… Smakują ci moje majtki? Ty zboczeńcu!

    Nawet nie zorientowałem się kiedy, stopa z jajek przesunęła się na kutasa i dokuczliwie, jeździła po nim w górę i w dół.

    – Włóż je do buzi, ty mały zboczeńcu. – Usłuchałem. Smak był paskudny. Starałem się naślinić jak najbardziej suchy materiał.

    – Włóż je całe! – Usłuchałem i tego. Wypchałem sobie nimi policzek, przytrzymując usta palcami. Starałem się opanować odruch wymiotny. Mój fiut pod stopą Agaty urósł i zacząłem obawiać się konsekwencji. Na szczęście zdawała się zupełnie ignorować ten fakt.

    – Ty zboku zjebany! Wyjmij je!

    Wyjąłem. Były pomiędlone i mokre.

    – Oduczę cię walić konia w majtki własnej siostry ty mały zboczeńcu. Teraz je zakładaj. – Już na mnie nie krzyczała. Wydawała polecenia przez zaciśnięte szczęki.

    Cieszyłem się, że lanie się skończyło, ale obrót spraw wcale nie zapowiadał się ciekawie. Stopą złapała za sznurek moich dresów i pociągnęła w dół.

    – Zakładaj je teraz, gówniarzu.

    Popatrzyłem na nią przelotnie, ale nie udało mi się dostrzec w jej spojrzeniu ludzkiej istoty. Podparta w boki, sapała nade mną jak wilczyca nad zającem. Ściągnąłem dresy.

    Jej stopa wylądowała na moich slipkach. Udało jej się uszczypnąć materiał i skórę na fiucie.

    – Ściągaj.

    Z największym wstydem, ale posłuchałem. W jej oczach dostrzegłem blask satysfakcji, gdy gapiła się na mojego gołego kutasa.

    – Zakładaj – Kopnęła mi swoje nieszczęsne majtki.

    Założyłem na leżąco. Były na mnie znacznie za luźne, a jajka wysuwały mi się z nich na boki.

    – Naciągnij porządnie, muszą się wyprasować.

    Podciągnąłem pod sam pępek. Koronkowa gumka była na mnie za szeroka. Agata, stopą starała się wsunąć mi jajka do środka. Pod materiałem odnalazła kutasa i znów zaczęła go męczyć.

    – Podobają ci się moje majtki?

    Zaprzeczyłem.

    – Nie pasują ci wcale. – Jej stopa wciąż jeżdżąca po moim fiucie, znów powodowała, że twardniał.

    Bawiła się tak przez dłuższą chwilę, stojąc nade mną jak kat. Z tej perspektywy mogłem wygodnie zajrzeć do nogawki jej krótkich spodni dresowych. Miała na sobie niebieskie majtki.

    Dyszała, ciągle nieobliczalna, ale już trochę spacyfikowana. Chyba uspokoiło ją to kontrolowanie sytuacji.

    – Co się gapisz?

    – Widać ci stąd cipę – skłamałem.

    Wściekle ścisnęła mi fiuta palcami stopy. Już doszła do wprawy i operowała nimi całkiem skutecznie.

     

    – Cipkę, jak już – syknęła przez zęby.

    – Cipę. – Znów karne wykręcenie kutasa.

    – Gapisz się na cipkę swojej siostry, ty mały zboczeńcu?

    – Sama mi ją pokazujesz. – Jej stopa pod majtkami ślizgała się po moim mokrym fiucie, obciągając z niego skórę.

    Milczała przez chwilę, nie przestając go tarmosić. Nagle odchyliła na bok spodenki i majtki, odsłaniając zarośniętą czarnymi włosami cipę.

    – Na to się gapisz, ty zboku? Na moją cipkę? – Nie odpowiadałem, w lekkim szoku.

    – To gap się. Tyle twojego.

    Chyba poczuła reakcję mojego fiuta bo uśmiechnęła się władczo i nacisnęła jeszcze mocniej.

    – Musisz ją przeprosić. Za to, że nazwałeś ją cipą.

    – Mam przeprosić twoją cipę?

    – Masz przeprosić moją cipkę. – Jej stopa na moim kutasie, tej sytuacji była jak bat. Zastanawiałem się, czy aby nie zrobi mi poważnej krzywdy, wykręcając go tak i depcząc.

    – Przepraszam.

    – To nie wystarczy.

    – Przepraszam twoją cipkę.

    – Musisz… ją pocałować. I błagać o przebaczenie – wysapała z szalonym uśmiechem.

    Wspiąłem się wzdłuż jej gołych ud i zbliżyłem twarz do uchylonej nogawki. Chyba sięgnąłem włosów na cipie, ale nie byłem pewien czy nie pocałowałem po prostu jej majtek.

    – Błagam o przebaczenie.

    – Ściągaj te majtki! – syknęła.

    Zawahałem się, ale złapałem za gumkę jej dresów i powoli pociągnąłem w dół.

    – Nie moje ty durniu! – Odepchnęła mnie, aż walnąłem o łóżko. Zdjąłem wreszcie z siebie jej majtki.

    – Pokaż jak walisz konia, w majtki swojej siostry.

    Trochę było mi głupio, ale wolałem to niż pieszczoty stopą.

    Zacząłem walić, nakładając sobie nieszczęsne, różowe kwiatuszki na czubek fiuta.

    – Co się tak spieszysz? – Kopnęła celnie w stopę – Nie dziwota, że potem rosną takie niedojdy – parsknęła. – Masz walić powoli.

    Zwolniłem tempa, choć nie widziałem w tym żadnego sensu.

    – Ty mały zboku – drwiła, stojąc nade mną. Nie umiesz nawet bawić się własnym fiutem jak trzeba.

    Nie wiedziałem co miała na myśli.

    – Masz walić powoli – wycedziła dysząc. – Zwolniłem.

    – Siadaj na łóżku.

    Wstałem i usiadłem. Podeszła i znów wsunęła mi stopę między nogi. Tarmosiła go tak, ale nie było to za wygodne. Patrzyła na mojego fiuta z tym nieobecnym wyrazem twarzy. Nagle popchnęła mnie, aż odbiłem się od materaca.

    – Urósł ci ten kutasek – parsknęła z uśmiechem.

    Czy chciała przez to powiedzieć, że mam dużego?

    – Leż tam! – rzuciła ostro. Pochyliła się nade mną.

    Wzięła go do ręki i ścisnęła, aż zakwiliłem.

    – Ty mały zboku. Podoba ci się to.

    Nie uznałem tego za pytanie, więc wolałem nie ryzykować odpowiedzi.

    Przestała go torturować i powoli zaczęła jeździć dłonią. Powoli, bardzo powoli. W górę i w dół. Ściskając, jakby chciała go jeszcze bardziej wyciągnąć. Jeśli to był jakiś sekret, to byłem szczęśliwy, że zechciała mi go zdradzić. Bałem się spojrzeć, ale ukradkiem rzucałem okiem. Obciągała mi skórę z fiuta i nasuwała ją z powrotem. Robiąc to wszystko jakby w zwolnionym tempie. Mój kutas prężył się w jej dłoniach, rzeczywiście jakby większy niż zwykle. Wreszcie przyspieszyła trochę ruchy. Gapiłem się w jej podskakujące w dekolcie koszulki cycki. Teraz waliła już całkiem ostro. Przyjemność zbliżała się szybciutko. Poczułem jak kutas zaczyna się już prężyć. Jeszcze chwila i będzie dobrze.

    Wtedy przerwała. Roześmiała mi się w twarz i wstała.

    – Ty mały zboczeńcu. Myślałeś, że ja ci zwalę konia? Sam sobie wal. Ja ci tylko pokazałam jak masz to robić. Chciałbyś!

    Złapałem za fiuta, ale koncentracja prysła i nawet szybkie tarmoszenie nie spowodowało upragnionego efektu.

    – Może potrzebujesz do tego czyichś majtek! – parsknęła. – Albo cycków z playboya?!

    Zatkało mnie.

    – Zapomniałeś, że to było kiedyś moje łóżko i że to ja ci pokazałam skryjówę w tej rurze. – To jak, chciałbyś zobaczyć cycki swojej siostry? Czy wolisz może świeże majtki do zabawy?

    Podciągnęła koszulkę i wyskoczyły spod niej dwie białe gruchy. Wcale nie gorsze od tych Lyndy – Miss kwietnia.

    – Popatrz sobie – Weszła na łóżko i stanęła nade mną.

    Powoli, znów zacząłem zabawę kutasem. Nie wiedziałem, czy ze mnie drwi czy co, ale cycki były prawdziwe. Napluła mi z góry na brzuch. Roztarłem jej ślinę i wysmarowałem nią łebek kutasa.

    – Ty mały zboczeńcu – szepnęła złośliwie, rozbawiona. Zsunęła spodenki i rzuciła mi je na twarz. Powąchałem i odłożyłem na bok, żeby móc patrzeć na jej prześwitującą przez niebieskie, koronkowe majtki cipę. Wsadziła mi paluch w usta.

    – Całuj. – Spełniłem ten rozkaz.

    – Liż stopę!

    Była brudna i kwaśna.

    Skoczyła na mnie tak energicznie, że aż stęknąłem z bólu. Agata miała czym siadać. Pochyliła się, prawie dotykając cyckami mojej twarzy. Wyciągnąłem rękę, ale dostałem porządnego klapsa w dłoń. Pogroziła palcem. – Nie dotykaj! – Siedziała mi na piersiach i czułem na skórze jej gorącą pizdę.

    – Czuję, jak pachnie ci Cipa – sprowokowałem.

    – Cipka – poprawiła mnie powoli.

    – Cipka.

    – Musisz przeprosić.

    – Przepraszam.

    Pokiwała znów palcem.

     

    Usiadła mi na twarzy.

    Teraz czułem jej słodki, prawie mdły zapach doskonale. Szorstki materiał majtek drapał mi wargi.

    Uszczypnąłem ją ustami, językiem zmoczyłem koronkę. Chciałem odsunąć majtki na bok, ale nie pozwoliła mi się dotknąć rękami. Po chwili zrobiła to sama.

    Usiadła mi na ustach. Wiercąc się. Miałem mokrą brodę, nos, a nawet policzki. Wyciągałem jak najdalej język, żeby dotykać ją i lizać. Sapałem w mokrą cipę i parskałem ustami.

    – Przepraszaj Leszczyk! – rozkazywała mi szeptem, nie przestając się wiercić. – Przepraszaj cipkę.

    – Przepraszam. – Docisnęła mi głowę i gdyby nie puściła, zapewne bym się udusił.

    Drżała bardziej chyba niż ja. Trzęsły jej się uda. Ja, z jedną ręką wciąż jeszcze na fiucie, zapomniałem o masturbacji. Drugą, dotknąłem jej pośladków. Zabrała ją stamtąd i zeszła z mojej twarzy na brzuch. Odnalazła za sobą fiuta. Zabrała i obciągnęła. Wreszcie uniosła jedno udo i wsadziła go prosto do cipy.

    Przez chwilę tkwiliśmy tak nieruchomi, oboje. Pachnące cycki Agaty wisiały nad moją twarzą. Poruszyła się w końcu. Najpierw powoli, pocierając tylko szorstkimi włosami o moją skórę. Suwała się na moim naprężonym, otulonym ciepłem i wilgocią kutasie. Złapałem ją za uda, może trochę przestraszony. Ruszyła bardziej zdecydowanie. Cipa otaczała mnie w fantastyczny sposób. Ocierała i jakby oblepiała.

    Agata wzięła moje dłonie i zacisnęła je sobie na cyckach.

    Nie spodziewałem się, że będą takie miękkie i chłodne. Zacisnąłem pięści na sutkach. Jęknęła. Nie byłem pewien czy to dlatego.

    Poruszała się na wszystkie strony i w sumie nie było wcale podskakiwania, które widziałem na pornosach.

    Jeździła całym tyłkiem, kręcąc jakby koła. Znów zacisnęła mi dłonie na swoich sutkach i syknęła. Unikała mojego wzroku, zamykając oczy, albo wyginając szyję jak opętana. Miałem nadzieję, że z przyjemności.

    Wreszcie zaczęło się podskakiwanie. Oparła się na mojej piersi i teraz patrząc mi prosto w oczy, zaczęła właśnie podrygiwać. Coraz szybciej i szybciej. Za chwilę unosiła już tyłek jak w galopie.

    – Leszczyk – wyjęczała, łapiąc mnie za głowę. – Leszczyk!

    Nie wiedziałem czy coś powinienem powiedzieć, czy zrobić. Patrzyłem na latające cycki, na owłosioną cipę, suwającą się szybciutko na moim białym, twardym kutasie.

    To był rytm, do którego byłem przyzwyczajony. Zaraz poczułem, jak fiut pręży mi się i pulsuje i naszła mnie myśl, że zaraz spuszczę się w jej gorącej…

    – Nie bój żaby, biorę pigułkę – usłyszałem jej głos. I chwilę potem doszedłem tak mocno i wspaniale, że aż popłakałem się prawdziwymi łzami.

    – O boże Leszczyk! – Agata, to podskakując to jeżdżąc, ściskała mi głowę rękami i jęczała, stękała, burczała lub cicho wyła. – Jakie rypanie Leszczyk! Jakie rypanie!

    Kutas ciągle jeszcze mi stał, więc wykorzystywała go nadal.

    – Od dziś możesz brać sobie wszystkie moje majtki, kiedy chcesz…

    – Zrozumiałem. Dziękuję.

    – A ja będę cię za to karać.

    koniec

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    starski
  • Przygoda pod namiotem – cz. 1

    Historia wydarzyła się jakieś 5-6 lat temu, wspólnie z kolegą i jest całkowicie autentyczna – sam do dziś nie wierzę jak to się stało – ale jednak się stało i w sumie nie żałuję… Oczywiście jest to historia wstępna, jeśli się spodoba, to opiszę parę innych 🙂

    Znaliśmy się praktycznie od szkoły podstawowej, zawsze po kumpelsku, wspólne wypady rowerowe, piwko ze znajomymi, imprezy domowe i klubowe – wszystko w jak najlepszym porządku, bez żadnych odstępstw od normy. Czasem wpadał do mnie, czasem ja do niego, granie na konsoli, oglądanie filmów przy piwku, i tak leciało powoli życie. Generalnie dużo wiedzieliśmy o sobie i można by powiedzieć, że byliśmy najlepszymi kumplami. Mieszkał 2 domy obok na tej samej ulicy, nasi rodzice się znali dobrze, w przeszłości jak byliśmy mali do często się odwiedzali a my wspólnie się bawiliśmy samochodami… Mój pierwszy komputer – całe dnie u mnie przesiadywał, pierwsze rowery – jazdy gangu po mieście i dalsze wycieczki. Wspólne zdobywanie baz na drzewie – super przygody. Mieliśmy chwile oczywiście poluźnienia kumpelstwa, czy to z powodów dziewczyn, czy naszych własnych zwad. Ale jakoś te wszystkie lata to trwało :).

    Do sedna – były to wakacje chyba 2013 roku, ja miałem 22 lata, on rok młodszy, nazywa się Wojtek, ja byłem na studiach dziennych on robił zaocznie i pracował. Każdy z nas miał też oddzielne grono znajomych z uczelni, ale nasza paczka osiedlowa jakoś się trzymała i dalej gdzieś na trzepaku udawało się spotkać na piwo. Dni były ciepłe, więc i dużo się robiło. Jednego weekendu pojechaliśmy z paczką nad morze (mieszkaliśmy w miejscowości nadmorskiej) i tam w sumie spędziliśmy prawie cały dzień. Oboje nie mieliśmy akurat dziewczyn, on już od zeszłych wakacji, a mój związek się rozpadł po burzy na początku czerwca – jak wiadomo nie z mojej winy 🙂 W trakcie drogi powrotnej jeden z kolegów wymyślił żebyśmy zrobili sobie biwak pod namiotem, i w sumie 4 osoby się zgłosiły. Moi rodzice kupili duży namiot chyba 8 osobowy, wysoki, to spokojnie moglibyśmy się pomieścić. Wybraliśmy podwórko za domem Wojtka. Miał być grill i piwko. Ja z Wojtkiem zaczęliśmy ogarniać wszystko co byłoby potrzebne, zakupy w osiedlowej Żabce i jazda do niego na tyły domu. Miał duży ogród z licznymi krzewami i drzewami, trochę robactwa wtedy latało, więc trzeba było siedzieć bardziej w środku. Niestety nim doszło do wieczora to jeden z kolegów się wykruszył bo dziewczyna go zgarnęła do kina bo „przecież tak dawno nigdzie nie byli”, a d**gi myślał, że to były luźne plany i w ogóle to olał. Także nasze plany miały upaść, ale namiot już postawiony, a że duży to trochę roboty było. Żarcie kupione, piwa tylko brakowało. Kupiliśmy po 2 piwka na spokojnie i około 20 wpadliśmy do namiotu. Faktycznie było tyle robactwa, że raczej stamtąd nie wychodziliśmy. Przypomniały się nam szczenięce lata, jak się spało w namiotach, albo się rozbijało w ciągu dnia, żeby tylko posiedzieć. Rozłożyliśmy wszystkie karimaty, śpiwory i na boso siedzieliśmy i gadaliśmy. Oczywiście początkowo mała obgadanka kumpli, że mięczaki nie chcieli spać pod namiotem.

    Zjedliśmy nieco chipsów i gadaliśmy też o laskach naszych byłych, że pewnie teraz byśmy nie siedzieli na luzie w namiocie w koszulkach i szortach. Jego Weronika nie ukrywam bardzo mi się podobała, miała 20 lat, wygadana i zawsze szła w swoją stronę, a do tego zabawna. Co najważniejsze miała dość spore cycki, co mnie bardzo kręci i do dzisiaj. Moja była nie miała tak wybujałych, co mnie niestety smuciło – dlatego też biorąc pod uwagę inne czynniki nie było mi za nią tęskno, po prostu straciła w moich oczach. Co najlepsze przyznałem się w końcu przed Wojtkiem do tego, że mi się jej cycki podobały on się śmiał że faktycznie było sporo zabawy. Martwił się, że teraz mniejszych już nigdy nie będzie chciał. Przyznał się, że miała staniki od 75E do 80E – także możecie sobie to wyobrazić, szczególnie tą szparkę między cyckami w ciasnej białej bluzce, jak ją zapamiętałem. Kręcone ciemne włosy do ramion i opalona skóra 🙂 Do tego całkiem niezły tyłeczek. Moja Anka oczywiście też mi się podobała, ale wiadomo i tak oczy wędrowały w różne strony. Z resztą one dobrze się ze sobą też zaprzyjaźniły – nie wiadomo czy nie siedziały kiedyś też same w namiocie. Wojtek nieco się otworzył, bo sam byłem nieco ciekawy, przeglądaliśmy ich facebooki jak teraz wyglądają i naprawdę było na czym zawiesić oko. Mało kiedy mieliśmy takiego luzu, bez innych i bez rowerów czy konsol i TV, więc wzięło się na opowieści. Wojtek zaczął opowiadać, co lubili robić, jaka była, ja tak samo stwierdziłem, że skoro już rozmawiamy po męsku to opowiadałem o Ani, że robiliśmy sobie nagie dni czasem jak nie było nikogo w domu. Lubiłem ją zawsze podszczypać za cycki albo dupę jak chodziła nago, ona czasem podchodziła i łapała mnie za kutasa, co było jeszcze lepsze gdy stał. Opowiadaliśmy sobie nasze przygody, może nie tak otwarcie, ale jednak trochę intymności się wkradło. Parę westchnień i wspomnień… teraz oboje byliśmy wyposzczeni od lasek, więc tym bardziej rozmowy nabierały rumieńców. Powiedziałem mu, że w sumie miałbym chętkę na jego Weronikę, on mówił, że myślał też o tym żeby zrobić z Anią… zawsze podobał się jej tyłek – miała figurę gruszki, z szerokimi biodrami z tyłkiem jak bułeczka, brzuszek płaski i piersi całkiem całkiem jak na taką figurę. A sam muszę przyznać, że ten tyłeczek idealnie falował w trakcie klapsów i był bardzo jędrny – ona sama wiedziała, że to jej atut i często ćwiczyła pośladki. Miała trochę jaśniejszą karnację niż Weronika, więc każda miała coś w sobie.
    Wojtek zapytał czy myślałem kiedyś o tym, jakby się wymienić nimi, skoro tak mi się podobała Weronika, a jemu też Ania. Nie myślałem o tym, ale w tej chwili wpadło mi do głowy, że mogłoby to być super. Zawsze mi się marzył dziki hiszpan między cyckami z porządnym spustem na twarz. Tak gadka i przeglądanie facebooka szły w najlepsze, on gdzieś tam podrapał się po jajcach, ja też czasem, nie ukrywam, że mnie to podniecało. W głowie cały czas miałem „byleby mi nie stanął” – ale na spokojnie nie musiałem tego aż tak pilnować. Siedzieliśmy koło siebie z wyciągniętymi nogami w tych szortach i tak temat zszedł na znane laski, które chcielibyśmy wziąć w obroty – Hayley Atwell, Ewa Farna… On oczywiście pokazał Ewę Sonnet, ja na to „ej, ona przecież ma też nagie foty”. Wpisałem w przeglądarkę Ewa Sonnet i kliknąłem jakiś nagi filmik nią – tak się złożyło, że z jakiejś typowej strony porno. Wojtek do mnie „ooo haha no na takie strony się zapuszczasz?” – „No a co w końcu jestem sam, a Ty nie?” – zapytałem ze śmiechem. „No ja czasem wchodzę coś obejrzeć” – powiedział lekko zmieszany – „a jak często, hehe?” – „no nie wiem, a Ty co? Potem wygadasz, że na pornole wchodzę!” – powiedział lekko z uśmiechem. Mówię mu „Dobra to pokażę Ci moją ulubioną taką też aktorkę, skoro już na takie tematy rozmawiamy” – na prawdę nie sądziłem, że będę z kimś kiedyś rozmawiał o pornolach, szczególnie z kumplem. Pokazałem mu moją ulubioną cycatkę Gianne Michaels, on na to „oooo znam ją” – „a skąd ją znasz jak tak niby nie oglądasz pornoli?” – „No tak nie oglądam ale ona mi się podoba”. Odpaliłem takiego dobrego pornola w którym robiła ostro loda facetowi. Nie ukrywam, że zawsze też patrzyłem na penisy w pornolach i przykuwało to moją uwagę. Zauważyłem oczywiście, że szorty mu się napięły, ale moje same też nie były luźne. On po chwili odpalił jeszcze innego pornola „Zobacz tego jeszcze, tutaj też jest dobra akcja” – faktycznie dobra cycatka jechała na hiszpana kolesiowi, idealnie, naprawdę się podnieciłem, ale nie chciałem dawać tego po sobie znać. Nagle Wojtek zapytał „Nie jest ciasno ci w tych szortach?” – spoglądał na moje krocze. Mnie zamurowało – takie bezpośrednie pytanie, co miało sugerować? On nie czekał chyba na odpowiedź „I tak zaraz spać idziemy to ja już się przygotuję” – zsunął szorty i na moment zobaczyłem jak mocno odznacza się jego kutas na obcisłych bokserkach, ale zaraz nakrył się śpiworem – „no i trochę się nakryje bo tu za dużo widać” – powiedział z uśmieszkiem. Ja nie wiem skąd i dlaczego też ściągnąłem szorty – „No może i w sumie racja” – ale ja już śpiworem się nie nakryłem – „Ten śpiwór faktycznie ci jest potrzebny jak mało co, i tak widziałem cię już w bokserkach, ja to mam gdzieś, jest przecież ciepło”. Faktycznie mój penis też się odznaczał na slipach. Powiedział „No tak ale to nie jest normalne siedzenie na gaciach, bo jednak coś tam widać spod nich…. A Tobie przez te gacie jajko widać… golisz go widze?” – ja zerknąłem i faktycznie mój kutas tak napinał gacie, że z lewej wystawał bardzo mały kawałek jajca. Speszyłem się trochę, ale Wojtek podsunął trochę koszulkę, pokazuje i mówi, że on też goli. Oglądaliśmy tak dalej po kolei filmy, jemu trochę zsuwał się ten śpiwór, ale twardo go podciągał… widziałem jak obserwuje moje slipy. Czułem się nieco niezręcznie, ale jednocześnie byłem mocno nagrzany i było mi to obojętne. Pomyślałem nawet przez moment, że mógłbym tu siedzieć i nago. Mówię do Wojtka „Możesz sobie chyba darować tą przykrywkę ze śpiworem, i tak oboje mamy to samo, a teraz to już dosłownie” – miałem na myśli nasze erekcje. On podsunął się na rękach i faktycznie już dał opaść temu śpiworowi. Zauważyłem u siebie, że coraz częściej spoglądam na jego boksy, on coraz bardziej nerwowo ręką przekładał go z boku na bok w nogawkach. Ja też co jakiś czas podrapywałem się w tych okolicach. Czułem narastające podniecenie, że tak siedzimy obok siebie prawie nago, jeszcze nigdy nie byłem w takiej bezpośredniej sytuacji. Oczywiście widywałem już kutasy i to nagie na siłowni, albo na basenie, ale nie w trakcie wzwodu. Tak mimowolnie wyszło, że oboje masowaliśmy sobie przez gacie coraz częściej, komentowaliśmy jak się rżną i klikaliśmy co chwile jakieś inne filmy. On w końcu wypalił „Ty tak siedzisz i się głaszczesz, w domu to tak tylko sobie oglądasz te filmy, czy coś jeszcze?” – „Ale co masz na myśli?” – „Nie wiem siedzisz tak czasem w gaciach?” – „No w gaciach też…” – po chwili wyważenia słów i namysłu – „…ale bez gaci też siedzę”. Zapadło milczenie, nie wiem dlaczego. Po chwili padło „No ja też bez gaci… i przy tych filmach” – powiedział z uśmiechem ale i niepewnością. „Mam rozumieć, że sobie walisz w domu?” – zapytałem w końcu nieśmiało… to był raczej temat tabu i najbardziej tajemna rzecz mojego życia, jak sądziłem jego też. Nie wiem dlaczego ale w naszych kręgach jakoś myśl o samym waleniu konia była bardzo źle widziana… Tak zaczął się temat walenia konia…

    CDN

    Napiszcie czy Wam się wstęp podobał…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mar
  • Przygoda pod namiotem – cz. 2

    Historia wydarzyła się jakieś 5-6 lat temu, wspólnie z kolegą – jest całkowicie autentyczna, co do miejsc, akcji i odczuć – sam do dziś nie wierzę jak to się stało – ale jednak się stało i w sumie nie żałuję. Nie wiem czy zdążę opisać wszystko do końca co się działo tamtego wieczoru i nocy.

    Zakończyłem ostatnio na tym, że siedzieliśmy obok siebie w namiocie z odpalonym pornolem w telefonie i w samych bokserkach, a nasze kutasy odznaczały się mocno na opiętych boksach… I padło pytanie o walenie konia…

    „Oj tam od razu walisz” – odpowiedział Wojtek – „Nie wiem skąd to pytanie takie ostre” – dodał z uśmiechem – „A Ty?” – zapytał. Oczywiście klasycznie zamiast odpowiedzieć na trudne pytanie, odpowiedział pytaniem na pytanie. Co ja miałem mu odpowiedzieć – oznaczałoby to że przyznałbym się do mojej największej tajemnicy. Nikt, po prostu nikt nie wiedział o tym, co robię w domu jak nikt nie patrzy. Strzegłem tej tajemnicy bardzo, a teraz tak po prostu miałbym mu ją wyznać. „Czemu od razu mówisz o waleniu konia?” – odparłem – „To już pomasować sobie nie można tylko?” – dodałem z uśmiechem drapiąc się po jajach. Wojtek odwrócił wzrok z powrotem na telefon, patrząc jak jakiś kutas jedzie ostro Giannę, aż skaczą jej cycki pod samą brodę. W końcu powiedział „No w sumie ja mogę Ci się przyznać w tajemnicy, ale wara komukolwiek mówić, bo zabiję – ja nie mam co ukrywać i czasem walę sobie w domu” – mówiąc to patrzył w telefon i masował sobie przez boksy delikatnie. Mnie zamurowało, dalej mi nie mogło przejść przez usta to… ale jednak „Dobra to ja też… jak nikogo nie ma w domu to chodzę nago i się nim bawię… jak kiedyś z Anią” – „Dobrze wiedzieć” – dodał Wojtek z uśmiechem – „A często to robisz?”. Jak tak się zastanowiłem to wychodziło na to, że średnio codziennie. Były takie okresy, że jak miałem wolniejszy dzień to zdarzyło mi się trzepać 2 razy z pełną podnietą. Nieco mnie rozluźniło to, że przyznałem się przed nim do tego – „No w sumie wychodzi na to, że codziennie, hehe” – „He, nieźle bo myślałem, że to ja jestem jakiś niewyżyty” – odpowiedział Wojtek. Powiem szczerze, że ta rozmowa mnie bardzo podniecała, oprócz tego lecące w tle jęki Gianny i ostre rżnięcie. Dowiedziałem się, że Wojtek walił konia od podobnego czasu co ja, czyli mniej więcej od 13 roku życia. Ja sam nie pamiętam jak to się zaczęło, i kiedy dokładnie. Wiem tylko tyle, że pierwszy raz spuściłem się na gazetę znalezioną na strychu. Okazało się, że on nawet będąc w Weroniką czasem walił sobie konia, tak po prostu na sucho bez pornola czy innych fotek – miał chcicę i porannego drągala to szedł do łazienki pod prysznic i leciał ostro. Oczywiście ja nie byłem gorszy, przyznałem się do tego, że zrobiłem to nawet kiedyś w naszej wspólnej szkole, bo chodziłem ze sterczącym pytongiem w nogawce i stresowałem się, że ktoś to zauważy. Podzieliliśmy się swoimi wrażeniami z robienia własnoręcznych sztucznych cipek z gąbek albo z ręcznika i rękawiczki. Miał dosłownie podobne przygody co ja – nie byłem z tym sam. Nie pozostawało wątpliwości, dlaczego jest moim dobrym kumplem, skoro nawet oddzielnie robiliśmy podobne rzeczy. Nasze kutasy cały czas naprężały bokserki, co jakiś czas on czy ja wskazywaliśmy na nie, bo nie dało się mówić o waleniu konia, bez wskazywania na głównego bohatera.

    Nie wiem jak długo rozmawialiśmy na ten temat, ale już coraz częściej ręka sięgała i masowała odstające kutasy. W trakcie tego on dla żartu pyknął mnie w jajko, któro wystawało – „A Ty co tak, albo je schowaj albo wyciągnij bo się zgniecie tak”. „A kiedy ostatni raz waliłeś” – zapytałem go. Od razu odpowiedział, że wczoraj. U mnie było podobnie – „Teraz mam chcicę, że też bym chyba sobie zwalił, szczególnie przy tym pornolu” – powiedziałem. „To wstawaj, wychodź i wal na trawę, żebyś nie nabrudził w namiocie” – odparł z rechotem Wojtek – „Staniemy na trawie i zwalimy, bo ja też mam chyba chcicę”. „A może zostaniemy w środku, bo ktoś nas przyuważy?” – odpowiedziałem – „Może byśmy je sobie pokazali?” – nie wiem znów skąd to pytanie pojawiło się w moich ustach. Taka ciekawość i podnieta chyba wzięły górę w tym wszystkim. Byłem w sumie ciekawy jak wygląda jego prężący się w gaciach kutas, jak sterczy, jakie ma jaja, czy też je goli tak jak ja. On milczał przez chwilę i wahał się – „Nooo, nie wiem…”. Patrzył na moje boksy i na swoje: „A myślisz, że kto ma większego?” – zapytał. Ja odparłem, że w sumie nie wiem – faktycznie nie myślałem o tym, nie miałem na celu wygrywać, który ma większego. „Ok, możemy tak zrobić, ale Ty pierwszy” – odpowiedział. Mnie zamurowało – wykiwa mnie pewnie cwaniaczek, ja wyciągnę, on go zobaczy i się rozmyśli – w końcu swoje osiągnie.

    Chwilę tak się licytowaliśmy, zaproponowałem, żeby jednocześnie to zrobić, ale wiadomo jak to wygląda. W końcu się zgodziłem – stwierdziłem, że nawet gdybym wyszedł na głupka, który rozbiera się przed kolegą to i tak musimy to raczej zostawić w tajemnicy… chyba. Zgodziłem się, ale zastrzegłem, że to zostaje między nami, a on od razu po mnie ściąga majty – zgodził się. Pełen napięcia wstałem z tej pozycji półleżącej i przyklęknąłem na kolana, on zrobił to samo, tak że klęczeliśmy przed sobą na odległości wyciągniętej ręki. Podciągnąłem koszulkę, i jednym pewnym ruchem zsunąłęm boksy w dół – mój penis, już twardy i gorący wyskoczył z nich jak sprężyna, od razu poczułem ulgę, jaja zrobiły się wolne i wisiały pod nim spokojnie. Sterczał prosto i mocno, grzyb był na współ odsłonięty i lśnił się od mokrej mazi. Automatycznie wziąłem go do ręki i zsunąłem skórkę – oh uwierzcie mi, jak ja to lubię… odsłonił się cały. Trwało to ułamki sekundy, Wojtek klęczał i patrzył się na niego. „Teraz Ty, dawaj” – wyrzuciłem do niego, bo chyba się ociągał. Spojrzał się na mnie „No dobra, to chyba ok” – powiedział z mały przekonaniem „Raz kozie śmierć”. On z kolei ściągnął całą koszulkę, uniósł kolano i zsunął boksy podobnie jak ja – jego pała też wyskoczyła jak moja. Był super, jego grzyb był już na wierzchu mokry, co było widać już po plamce na boksach. Widać, że jaja też golił, ale już trochę dawniej niż ja. Mój kutas sterczy prosto do przodu, jego unosił się wyżej w stronę brzucha pod kątem 45st. On też poruszał ręką po nim, odgiął głowę i westchnął „Ohhhh, faktycznie lepiej, jednak tego mi trzeba było… a tak się łamałem” – powiedział. Faktycznie we mnie już wszystkie wątpliwości odpuściły – stało się. Teraz patrzyłem na jego kutasa i na swojego, były blisko siebie sterczały w swoim kierunku i kapała z nich biała ślinka na nasze śpiwory – nie zwracaliśmy na to uwagi. Jego był wyraźnie mniejszy i nieco cieńszy, ale nie robiło mi to różnicy. Faktycznie trochę w myślach przez ułamek sekundy przeszło mi, szkoda że nie jest większy, bo jestem ciekaw jak taki się prezentuje, ale z d**giej strony mój samczy instynkt potwierdził moją dumę. Mój kutas ma 17cm, więc klasycznie, ale za to lubię jego grubość – kiedyś mierzyłem suwmiarką i ma całe 4,8cm średnicy, więc jego na oko mógł mieć może z 16cm. „I co teraz?” – odparł z uśmiechem. „Nie wiem, była mowa chyba o waleniu” – odpowiedziałem. „No to dawaj, zróbmy to tutaj, nie ma co czekać” – powiedział. Usiedliśmy do naszej pierwotnej pozycji, półleżąc koło siebie, włączyliśmy nowego pornola przed sobą i masowaliśmy pały – ale to było super. Oboje jęczeliśmy i wzdychaliśmy, jego miednica unosiła się co chwilę, odsłaniał porządnie grzyba, mocno ściskając swoją czerwoną pałę, ja obserwując to tylko sam się nakręcałem – mimowolnie swoją lewą ręką przechwyciłem jego kutasa, on się obruszył i prawie się poderwał, ale trwało to tylko chwilę sekundę, nie zdążył zareagować i z jego końca trysnęła cała sperma z jaj, z takim ciśnieniem że poleciało aż na moją nogę. „Coo… ahhhh… noooo ni…. Mmmmm” – nie wiem co chciał powiedzieć, ale nie mógł z rozkoszy. Wszystko jakby się zatrzymało, on opadł leniwie a ja 5 sekund po nim poleciałem tak samo z wielką fontanną wkoło siebie. „Ohhhh… mmmmmhmmmmm” – leżeliśmy tak przez chwilę jakby życie z nas uszło w tej spermie… „Coś Ty zrobił?” – zapytał się mnie na wydechu – „Chciałeś dotknąć mojego kutasa?”. Baaa, ja dalej go dotykałem w tej spermie go masowałem, on był chyba pod takim wrażeniem, że nie był w stanie tego ogarnąć. Co lepsze, wcale mu jeszcze nie opadł – był na wpół sztywny, dalej można było go masować. „No tak jakoś mnie naszło, nie wiem.. a coś źle zrobiłem?” – zapytałem. „Nie, nie wiem, chyba nie” – dodał ciężko oddychając. Pomyślałem, że to było ekstra… zwaliłem sobie i jemu jednocześnie praktycznie… jakie to było dziwne uczucie trzymać rękę na nie swoim kutasie, takim twardym i ciepłym… zupełnie inaczej. Dotychczas to uczucie miałem tylko na sobie, ale w tym układzie było bosko. Trzymać i walić kutasa, nie czując kiedy się dochodzi, tylko jechać ostro do samego końca, z finałem jak niespodzianka – jedyne co czujesz to na koniec ułamki sekund jak przechodzi dreszcz i czujesz pod palcami jak sperma strzela jak z armaty. Niebywałe uczucie… Zupełnie bez kontroli. Tak dyszeliśmy chwilę, wstałem na wpół zgięty, zacząłem się wycierać i ubierać. Musiałem zdjąć koszulkę, bo była cała od spermy. Kątem oka zobaczyłem, że on też podniósł pośladki i wsunął boksy, które miał u kolan. „Daj mi też ręcznik, bo całego mnie pobrudziłeś swoją krzywą akcją” – powiedział. Odwróciłem się zaniepokojony, ale nie miał wcale złej miny, jak mogłem sądzić z treści wypowiedzi – wręcz w sumie się uśmiechał. „No to dziś jest ważny dzień – jesteś pierwszą osobą która mi zwaliła konia, i to tego się nie spodziewałem” – powiedział Wojtek. „Oj tam, sam sobie waliłeś nie raz, to chyba ja jestem d**gą” – palnąłem głupi żart dla rozładowania chyba własnego napięcia. Nie wiedziałem, czy jest zły, czy nie… Ja bym nie był. Chyba, że tak lubi sobie walić, że zabrałem mu tą przyjemność.

    Ostatecznie nic na to nie wskazywało… zahaczyłem od razu o ten temat – „A to Weronika nie waliła Ci nigdy konia?” – zapytałem z ciekawością – „Nie, no coś Ty, a Ania Tobie?” – odpowiedział – „No parę razy się zdarzyło, szczególnie jak miała okres, robiliśmy sobie dobrze, albo w trakcie naszych nagich dni, parę razy się zdarzyło, że nie wytrzymałem naszych zabaw i poleciało coś na podłogę. Ja nie byłem jej dłużny, chociaż to już wymagało więcej pracy” – odpowiedziałem z uśmiechem. Faktycznie zdarzało się nam tak bawić, ale jednak to nie było to, robiliśmy to na tyle rzadko, że nie potrafiła tak dobrze mi zwalić jak ja sam sobie waliłem. Chyba do końca nie wiedziała o co w tym chodzi 🙂 Zwykle robiła to powoli, żeby dać mi więcej przyjemności, i czasem musiałem ją poganiać, szczególnie pod koniec, kiedy byłem już blisko wytrysku. „No to masz i mamy to za sobą, teraz już możesz to odhaczyć w swoim pamiętniczku” – powiedziałem zadowolony. Miałem to cały czas w głowie, że właśnie przed chwilą zwaliłem koledze Wojtkowi konia… do tego było to tym bardziej podniecające, że był to pierwszy jego raz. Usiedliśmy znów obok siebie, w tle dalej leciał ten sam pornol, miał się już ku końcowi, więc przewinęliśmy do spustu głównego bohatera. Wtedy też zaczęliśmy oprócz komentowania samej cycatej Gianny trochę śmielej komentować kutasa faceta – on to miał dopiero pytę, prostą, wielką i grubą, a spermy poleciała cała masa, tak, że ona całe cycki miała w białej ciepłej spermie i rozsmarowywała ją sobie po nabrzmiałych sutkach. „To co, chyba możemy iść spać teraz” – zapytałem – „Nie wiem, nie wiem, tak się zastanawiam” – odparł Wojtek – „Teraz ja jestem Tobie coś dłużny” – wypalił. „Chodzi Ci o walenie” – zapytałem głupio bez zastanowienia – „A o co innego, skoro mamy taki tematyczny wieczór” – odparł. „To może rano coś się uda nam wskórać” – odpowiedziałem z myślą, że w sumie nie mam już ochoty, upuściłem nieco spermy i chcicy, więc mogłem się położyć spać – „Nie no coś Ty, rano to już będzie po temacie pewnie i pójdziemy do domu… ściągnij jeszcze raz boksy, zobaczę jak leży”. Bez zastanowienia zsunąłem znowu boksy, bez krępacji, nawet się nie zawahałem. Na moich wielkich jajach leżał mały kutas, jeszcze nie opadł całkiem, ale był luźny. „Mogę?” – zapytał. Wiedziałem o co mu chodzi, to i się zgodziłem w sumie, czemu nie, byłem ciekaw jak to jest mieć jego rękę na swoim penisie – „Tak” – odpowiedziałem krótko. Wziął w rękę mojego małego i zaczął nim poruszać, masując jednocześnie jajka – nie trzeba było wiele czekać, zaczął się powoli unosić, powoli swoimi ruchami Wojtek zaczął odsłaniać mojego grzyba – było mi naprawdę dobrze i przyjemnie, mimo że przed chwilą się spuściłem. „I jak? Widzę, że jednak Ci się podoba” – powiedział Wojtek dokładając coraz więcej palców na mojego penisa, bo był już prawie postawiony. Pewnie gdyby robił to za pierwszym razem, tak jak ja jemu, od razu bym był polany, ale teraz mógł się nim bawić. Ja byłem dalej na leżąco. „Czekaj do odpalę jakiegoś pornola innego” – przerwał na moment, leżałem tak ze sterczącą pałą jak maszt, a on chwilę pogrzebał w telefonie i znalazł jakiś film, jak sądzę z Angelą White – była ona tam sprzątaczką… kolejna dobra cycatka mmmm… „Weź się połóż ja go rozruszam” – powiedział Wojtek z błyskiem w oku, widziałem, że jest żywo zainteresowany moim kutasem. Położyłem się na płasko a on klęczał obok mnie i walił mi konia, już w pełni twardego i znów śliskiego – nie wiem czy od pozostałości spermy, czy od nowej ślinki. Jego ruchy były łagodne, pełne, z góry na dół, po same jaja ściągał mi napleta. Leżąc tak widziałem od boku jak w jego boksach kutas stoi znowu i przeciska się do nogawki – „A Ty swojego nie wyjmiesz znowu?” – zapytałem – „Nie, po co, Ty już mi go zwaliłeś, to teraz ja Cię pomęczę” – „No tak, ale to była tylko chwila, a Ty teraz tutaj dajesz sobie upust, a ja leżę jak kołek” – odparłem – „No nie mów, że jak kołek, bo w końcu walę Ci konia, weź to skumaj lepiej, bo sam w to chyba nie wierzę” – dodał patrząc się na mnie – „Fajny jest taki twardy, chyba większy od mojego” – stwierdził czego ja się już wcześniej domyślałem – „Ile ma cm?” – zapytał. „Nie wiem, koło 17cm chyba” – odparłem. Chwilę taka wymiana zdań trwała, on rytmicznie zjeżdżał moją pałę. „Dobra, weź wyciągnij tego swojego, bo przecież zaraz się zgniecie, już go przecież widziałem przed chwilą” – wsadziłem mu rękę w tą nogawkę i zacząłem pieścić czubeczek, znowu był mokry, Wojtek nie protestował, dalej walił mojego. W końcu przerwał na moment, wstał trochę i zsunął te swoje mokre bokserki – „Ale nie dasz spokoju – tylko mnie nie zlej znowu” – powiedział uśmiechając się. „Ale to nie ode mnie zależy” – powiedziałem również z uśmiechem, oddychając już szybciej. Czułem, że już powoli, powoli będzie mi się zbierało, że jaja są gotowe do nowego wyrzutu spermy… „Jesteś blisko” – zapytałem go – „Bo ja już niedługo będę gotowy”. Nie odpowiedział po widziałem jaki jest skupiony – „No…. ta-ak… chy-yba… zaraz może” – wystękał oddychając głęboko. Ja przyspieszyłem ruchy, już pełną prędkością, może mimowolnie czując jak sam jestem blisko. „Wojtek zaraz… będę.. tryskał… czekaj…” – ale nie miałem ani siły, ani chyba chęci żeby zrobić coś więcej, widziałem zacięcie na jego twarzy, jak jechał ostro moją sterczącą pałę – to było właśnie to, Ania nigdy tak ostro tego nie robiła, on doskonale wiedział jak walić konia – te lata doświadczenia robią swoje. Czułem jak gorąco rozpływa się po moim ciele, już nie czułem, czy walę jemu też szybko czy wolno, unosiłem mimowolnie miednicę, wierzgałem nogami trąc o śpiwór, czułem jak zbliża się fala, a on dalej i dalej nie przestawał klęcząc przy mnie, moje jaja były tak napięte, a mnie przepełniało mocne podniecenie, przez chwilę przemykała mi myśl, że to kumpel mi wali konia… ale zamiast mnie to odtrącać bardziej mnie to jarało… „AHHHHH” – krzyknąłem i sperma poleciała w górę, po moim kutasie, po jego ręku – lało się jak z dogasającego wulkanu… prąd przeszedł całe moje ciało… ale zaraz… on nie przestawał – dalej walił go, ubijał pianę, sperma zrobiła się całkowicie biała. Jego kutas wciąż twardy, ja jego waliłem dalej jak tak dalej klęczał. Zaczął zwalniać i chyba zaczął czuć siebie, swoją pałę. Jego oddech był znów szybki i płytki, oparł się dłońmi o moje nogi w kucaka i ja leżąc prawie pod nim waliłem mu dalej pałę – wytrzymały był skurczybyk. Trochę mnie to niecierpliwiło, odsunąłem go i wstałem znowu na kolana przed nim, dotykałem jego kutasem mojego powoli opadającego, całego w spermie… co to się działo. Użyłem swojej spermy, żeby go nawilżyć, słyszałem jego oddech coraz szybszy… ależ on był twardy. Jechałem ostro całego grzyba, dzięki poślizgowi już nawet bez napleta, jeździłem bezpośrednio po główce, takiej twardej i nabrzmiałej. On zaczął powoli się osuwać na bok – „No kładź się” – wydyszałem, i położył się na boku dalej odgięty do tyłu… Już jęczał – do mojej głowy dochodziły różne myśli, ale nie dopuszczałem ich – „ale jest wytrzymały”, „co ja robię”, „ale mnie to podnieca”, „super kutas”, „czemu się nie spuszcza?”. Nagle chwycił moją rękę, aż się wystraszyłem, mocno ją objął i dopychał nią do końca, że uderzałem o jego jaja… I tak samo jak nagle ją chwycił w tych samych sekundach wystrzelił – podobnie jak u mnie, już za d**gim razem nie było tego tyle, ale jednak zdołał ospermić rękę i całe swoje jaja. Ja nie chciałem mu być dłużny, jechałem dalej, ale zabrał mi rękę – „Ooooo bosko… ale jazda…” – wydyszał.

    Uniósł głowę i spojrzał na całe pobojowisko. On cały w spermie, z bokserkami w kolanach, bez koszulki i wymęczonym wzrokiem. Ja bez bokserek, leżały na wymiętych śpiworach, które miotały się po namiocie w bezładzie. Pornol już się skończył przed chwilą, wcale go nie słyszeliśmy już. Opadłem na karimatę obok niego – „Ale jaja.. co my robimy” – zapytał z niedowierzaniem – „Nie wiem właśnie, ale chyba Ci dobrze” – odparłem z uśmiechem – „No pewnie, mam nadzieje, że rano nie będziemy tego żałować” – dodał – „No musimy sobie postanowić, że nie ma żali, a żeby to przypieczętować obowiązkowe walenie rano, przy drągalu porannym” – stwierdziłem.

    Nie, nie… Wcale nie poszliśmy spać. Gadaliśmy jeszcze długo po ogarnięciu spermy i śpiworów, i to wcale nie był koniec walenia tamtej nocy… Ale to w następnej części, bo już nieco przydługo.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mar
  • Wspomnienia z dziecinstwa – Nowe otoczenie

    Emilka… lub Szalona Emilka, jak ją nazywałem od czasu do czasu.

        Nie była piękna, ani też brzydka, ot przeciętna nastolatka, ale podobała mi się. Ciało dobrze rozwinięte, jak każdej w tym wieku, włosy ciemne opadające na ramiona. Nosiła okulary, które według mnie dodawały jej uroku. Mieszkała kilka bloków dalej, ale idąc do szkoły, przechodziła zawsze pod moją klatką. Być może nie zwróciłbym w ogóle na nią uwagi, gdyby nie jej zachowanie. Gdy tylko spotykaliśmy się przed blokiem, czy na ulicy, spuszczała głowę i przyśpieszała krok. Widziałem też rumieniec na policzkach. Znałem już zachowanie dziewczyn i wiedziałem, że coś jest na rzeczy. Pewnego razu widząc ją, doszedłem do wniosku, że muszę zacząć działać.

     – Cześć!

    Stanęła rozglądając się czy to na pewno do niej.

     – Znamy się? – spytała, jednocześnie się rumieniąc.

     – Nie, niedawno się tu wprowadziłem.

    Przedstawiłem się wyciągając rękę.

     – A ja jestem Emilka – ścisnęła lekko moją dłoń. – Nie mogę teraz rozmawiać, będziesz tu wieczorem?

     – Tak.

     – To się spotkamy, cześć – i już jej nie było.

    Późnym popołudniem przybiegła ubrana w koszulę na długi rękaw i ogrodniczki. Trochę dziwnie gdyż nadal było gorąco i duszno. Już wtedy zauważyłem, że coś jest nie tak. Rozmawialiśmy o fajnych miejscach w mieście. Pytałem gdzie jest kino, plac do gry w piłkę, gdzie najczęściej spotyka się młodzież itp. Dowiedziałem się, że niedaleko nas jest duży kryty basen. Zapytałem, czy nie poszłaby ze mną któregoś dnia popływać. Fakt, uwielbiałem zabawy w wodzie, ale miałem też drugi cel. Chciałem zobaczyć ją w kostiumie kąpielowym, gdyż uzmysłowiłem sobie, że nigdy nie widziałem nawet jej gołych kolan. Mógłbym nacieszyć wzrok staniczkiem podtrzymującym kształtne piersi, pupcią obciśniętą majteczkami…ach, zagalopowałem się, ale wiecie, że nastolatkowi niewiele potrzeba do szczęścia. Resztę robi wyobraźnia. Szybko mnie ściągnęła na ziemię, mówiąc, że tam nie chodzi.

     – Dlaczego?

     – Jak to dlaczego? Tam trzeba się rozebrać do naga.

     – Coo?? Całkowicie do naga???

      “Kurczę” – pomyślałem – “duże miasto, może tutaj baseny mają dla nudystów.”

     – No nie całkiem, ale mama mówi, że to grzech. “Oho, nieźle” – już domyślałem się co jest grane.

     – A nad morzem? – zapytałem retorycznie, wiedziałem jaka będzie odpowiedź.

     – Mama mówi, że wszyscy to grzesznicy i spłoną w piekle.

     – Yhmm. A co na to twój tata?

     – Nie mam ojca. Mama mówi, że mnie dostała w darze od Boga za gorące modlitwy.

    “Niepokalane poczęcie? Coraz lepiej”

     – Emilka..ty masz ojca, tylko go nie znasz. Każdy ma ojca.

     – Ja nie mam. Mama mi opowiadała, że kiedyś wróciła zmęczona po pracy, położyła się i następnego dnia ja już byłam w jej brzuchu.

     – To gdzie pracuje twoja mama? – naprawdę miałem już bardzo dziwne myśli. Może jej mama pracuje w jakimś tajnym projekcie rządowym, albo w tajnym laboratorium, gdzie przeprowadzają eksperymenty na ludziach.

     – Mama gotuje i sprząta na plebanii, przy kościele.

    “Bardzo ciekawe” – pomyślałem – “To stąd te wszystkie sensacyjne informacje. A ja podejrzewałem spisek rządowy :D.”

     – Aha…A wiesz…co się robi żeby było dziecko?

     – No pewnie – odpowiedziała dumnie – mama mi wyjaśniła, jak pszczółka siada na kwiatek, bzyczy i go zapyla.

     – Pszczółka… – mało nie parsknąłem śmiechem – a ludzie?

     – Nooo.. tak samo, dotykają się i jest.

    Zaczęła mi wyjaśniać, a ja zdębiałem.Patrzyłem na nią przez chwilę, czy nie robi mnie w balona. Może droczy się ze mną, ale nie, mówiła całkowicie poważnie.

     “Albo ma coś z głową nie tak, albo ma wyprany mózg. Czy to możliwe, żeby dojrzała nastolatka miała takie pojęcie o seksie?”

       Odpowiem Wam: Możliwe!!

    W tamtym okresie edukacja seksualna całkowicie leżała, czyli wcale jej nie było. W szkole nie dowiedziałeś się nic, chyba że od kolegów, ale były to historie często wymyślane. Mało było faktów. Opisałem w pierwszej części wspomnień, jak podejrzałem rodziców w łóżku podczas seksu – i co z tego? Nie rozumiałem co robią. Wiedziałem tylko, że jest to przyjemne, ale nie wiedziałem że tak się robi dzieci. Rodzice opowiadali dzieciom o pszczółkach, motylkach, że znaleźli ich w kapuście. O ile dzieci są w przedszkolu, to zrozumiałe, ale jeśli dziewczyna jest prawie pełnoletnia i wyjeżdża z takimi tekstami – to już jest tragedia. Dlaczego? Bo wiele osób nie wiedziało co robi. Każdy uwielbia przyjemności. A seks jest bardzo przyjemny. Więc mówienie dzieciakom – “Nie rób tego, to jest brzydkie” – nic nie da. Dziewczyna nieświadomie zachodziła w ciążę, rodzice w szoku.

     – “Jak to? Nasza córcia? Nigdy!” – a dziewczyna leci do nich z pytaniami – “Jakie dziecko? Przecież mówiliście, że dzieci przynosi bocian?”.

     Trochę się rozpisałem, ale dokładnie pamiętam Emilkę, święcie przekonaną, że jak chłopak usiądzie na dziewczynie ( w ubraniach :P) i zacznie mówić “bzzzzzz”, to ona zajdzie w ciążę!

     – Aaa..rozmawiałaś o tym z koleżankami?

     – Coś ty! Zaraz by naskarżyły! Raz Anka – moja koleżanka z chóru – pochwaliła się, że była na wsi u dziadków i widziała jak chłopak sika i widziała jego..wiesz co..

     – Penisa?

     – Noo – od razu się zaczerwieniła – to za pięć minut była już u księdza.

     – Dlaczego u księdza?

     – Bo należymy do chóru kościelnego. A ty chodzisz do kościoła?

     – Nie.

     – Nie wierzysz w Boga?

    Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Wychowywałem się w rodzinie raczej świeckiej. Ojciec – naukowiec – mało miał do czynienia z Bogiem. Mama rzadko chodziła do kościoła. Byłem ochrzczony, miałem komunię, ale rodzice dalej nie naciskali, dali mi wolny wybór. Mówiąc, że nie wierzę, skłamałbym.

     – Wierzę, ale myślę, że tak samo dobrze mogę porozmawiać z Bogiem w domu, w szkole, czy na podwórku. Nie muszę chodzić do kościoła.

     – Mama mówi, że trzeba chodzić.

     – Ja nie czuję takiej potrzeby.

     – A przyszedłbyś posłuchać jak śpiewam?

     – Czemu nie?

     Muzyką interesowałem się od dawna, ale całkiem odmienną. Mocno brzmiące gitary elektryczne słabo pasowały do kościoła, ale byłem otwarty na każdy rodzaj muzyki.

     – Fajnie! To bądź na 12-tą w niedzielę.

      Ojciec dziwnie na mnie spojrzał, gdy dowiedział się gdzie idę, zwłaszcza że jechali z mamą nad jezioro. Zawsze lubiłem nasze rodzinne wyprawy, szczególnie nad wodę, więc zdziwienie było tym większe. Mama za to tylko się uśmiechnęła i puściła do mnie oko. Nie wiem dlaczego, ale byłem pewny, że wie dlaczego nie jadę.

        Po mszy Emilka przyleciała pod mój blok w odświętnym stroju. Pod białą koszulą widać było zarys kształtnych piersi. Jej zgrabne nogi odsłonięte aż nad kolana, przykryte były grubymi, białymi rajstopami. Ja też ubrałem się schludnie. Nie chciałem odstawać od reszty. Widziałem że jej się podobam. Patrzyła na mnie trochę cielęcym wzrokiem.

     – No? I jak było? – zapytała na wstępie.

     – Masz bardzo dobry głos, fajnie śpiewasz.

     – Dzięki – powiedziała uradowana.

     – Tylko muzycy są…trochę słabi.

     – Coo? To najlepsi którzy uczęszczają do kościoła.

     – Cóż…może niech zaczną próby z metronomem bo tempo skakało strasznie.

     – Znasz się na muzyce?

     – Trochę. Gram na gitarze.

         Nie pisałem wcześniej, gdyż nie chcę podawać zbyt dużo detali z mojego życia, ale chodziłem do ogniska muzycznego w poprzedniej szkole i uczyłem się grać. Ponadto uczęszczałem do MDK-a i pobierałem dodatkowe lekcje. Z instrumentem radziłem sobie bardzo dobrze. Ojciec załatwił mi gitarę akustyczną tzw. “pudło” i grałem wszystko co mi wpadło w ręce. Materiałów było mało, większość grałem ze słuchu.

     – I nic nie powiedziałeś?? A nam brakuje właśnie gitary! – krzyknęła uradowana.

     – Nie ma mowy! – odpowiedziałem od razu. – Nie będę grał w kościele.

     – Dlaczego?

     – Boo..nie podchodzi mi ten rodzaj muzyki.

     – Bo się tylko chwalisz, a nie umiesz grać.

     – Umiem.

     – Tak? Chętnie posłucham.

     – Nie ma sprawy, chodź.

       Kiedy weszliśmy do mojego pokoju otworzyła buzię ze zdziwienia. Oprócz plakatów z piłkarzami i naszą reprezentacją, wisiały na ścianach zespoły rockowe. Najbardziej zszokował ją zespół KISS. Chyba nigdy ich nie widziała.

     – Mama pozwala ci to trzymać?

     – To mój pokój, ja go urządziłem, nie mama.

     – Musisz mieć spoko rodziców. Ja raz powiesiłam zdjęcie Limahla to mama mnie zbiła, powiedziała że nie będzie w domu diabłów.

     Nie chciałem komentować zachowania jej mamy, więc podniosłem gitarę i usiadłem na materacu. Nie miałem łóżka, tylko gruby materac z gąbki położony przy oknie. Zagrałem jej dwa utwory młodzieżowe. Znałem dużo piosenek, ale kościelnej żadnej. Nie musiałem, gdy zacząłem śpiewać, usiadła obok mnie wpatrując się uporczywie.

        Opiszę Wam jeszcze jedno. Gitara – Drodzy Czytelnicy – to ogromny magnes na dziewczyny. Przekonałem się o tym później zabierając ją na ogniska, rajdy, kempingi czy pola namiotowe. Wszędzie gdzie zaczynałem grać, zwracałem uwagę dziewczyn. Nawet w przepełnionym pociągu, jak siedziałem na korytarzu zawsze znalazły się jakieś dziewczyny.

     “Ej, a znasz to?” – padało najczęściej pierwsze pytanie. Jak zaczynałem grać i śpiewać siadały koło mnie i śpiewały razem ze mną. Przy ogniskach, wieczorem wystarczyło zagrać “Białego Misia”, a dziewczyny z rozmarzonymi oczami opierały głowę na moim ramieniu.

       Teraz Emilka siedziała obok mnie z “maślanymi oczami”.

     – Boże, jak ładnie – powiedziała gdy skończyłem.

     – Widzisz? Nie przechwalałem się.

     – Muszę porozmawiać z księdzem. On cię namówi.

     – Nie ma szans. Daruj sobie.

     – Dobra. Nie to nie. Oo, masz magnetofon, posłuchamy muzyki? – wydało mi się podejrzane, że tak szybko zrezygnowała.

     – Spoko.

    Miałem kaseciaka odkupionego od kogoś. Zarzynałem go nagrywanymi z radia utworami. Włączyłem AC/DC.

     – Wyłącz tą piekielną muzykę! – krzyknęła, zasłaniając uszy rękami.

     – Nie jest piekielna – to rock.

     – Jest.

      – No dobra, to co chcesz posłuchać?

     – Lubię skrzypce.

    Pomyślałem chwilę i włączyłem “Cztery pory roku” Vivaldiego.

      – Wiesz kto to?

     – Nooo..skrzypek.

     – Aha…no tak. Dobra, wiesz co? muszę się przebrać.

    Nie było mi wygodnie w tych “niedzielnych” ciuchach, więc chciałem je zrzucić. Nie zdawała sobie sprawy, ale siedziała w moim pokoju, gdzie miałem wszystkie ubrania. Wyjąłem spodenki z szafy i już miałem iść do łazienki się przebrać, kiedy wpadłem na pomysł. Rzuciłem je na materac koło niej, ściągnąłem spodnie i koszulę. Stałem teraz w samych majtkach. Jej oczy zrobiły się okrągłe. Zaskoczyłem ją. Wpatrywała się w wypukłość na biodrach, która w dodatku zaczęła się powiększać. Chociaż nie myślałem dzisiaj o zabawie erotycznej, okazja była wyśmienita. Rodziców nie ma, sami w pokoju, ja już prawie goły, szkoda było to marnować. Powoli zakładałem spodenki patrząc na nią. Miała przyśpieszony oddech, a rękami pocierała bezmyślnie o uda. Usiadłem koło niej i słuchając muzyki przyglądałem się jej zachowaniu. Zerkała na mój goły tors, widziałem że jest bardzo przejęta. Postanowiłem działać.

    Położyłem dłoń na jej kolanie głaszcząc rajstopy i delikatnie przesuwając ją do góry. Zesztywniała, patrząc na moją rękę. Jeździłem po udzie, próbując zagłębić palce pomiędzy, ale nogi miała mocno zaciśnięte. Włożyłem rękę między kolana i delikatnie zacząłem je rozsuwać. Uchyliła je, więc powolutku wsunąłem rękę pod spódniczkę, coraz dalej i dalej, zatrzymując się dopiero na kroczu. Pieściłem teraz jej wzgórek łonowy, a raczej rajstopy na wzgórku, gdyż miała je wysoko podciągnięte. Zjeżdżałem palcami w dół głaszcząc jej wargi, a nawet wyczuwałem przerwę między nimi, mimo materiału. Emilka oddychała głęboko, a jak zjechałem ręką na cipkę, zamknęła oczy i poddała się całkowicie pieszczotom. Na to czekałem. Wsunąłem rękę pod rajstopy szukając koniuszkami palców brzegu majteczek. Gdy go znalazłem, podwadziłem paznokciami i wsunąłem dłoń na rozpaloną i wilgotną szparkę. Dobrałem się od razu łechtaczki.

     – Mmmmm – zamruczała Emilka pierwszy raz. Pieściłem powoli obniżając palce niżej, by wrócić z powrotem na wystający już dosyć mocno guziczek. Zaczęły drżeć jej uda, a wtedy zaczęło się coś, czego mogłem się spodziewać, mianowicie jej słowotok.

     – O Boże – wyszeptała nie otwierając oczu.

    – O Jezusie!

     – O Matko Boska, o jejku!

     – O Józefie Święty!

     – O Panienko Przenajświętsza!

     Zaczęło mnie to irytować. Zanim dojdzie, wymieni chyba wszystkich świętych. W dodatku nadgarstek miałem tak obciśnięty rajstopami i majtkami, że krew nie dochodziła jak powinna i ręka zaczęła mi drętwieć. Z tej niekomfortowej sytuacji wybawiła mnie sama Emilka, która wreszcie zaczęła szczytować.

     Ale jak??

    Po przejściu przez jej ciało prądu, rzuciła się na łóżko, a nogi zacisnęła tak, że czułem jak kości udowe miażdżą moje palce. Jakby tego było mało zaczęła głośno piszczeć.

     – Łiiiii!!!! Łiiii!!! Łiiiii!!! – jej piski na pewno było słychać w całym bloku. Nie wiedząc co zrobić, wolną ręką przyłożyłem poduszkę do jej twarzy, jednocześnie próbując wyswobodzić drugą. Tak…na pewno. Szybciej bym wyciągnął rękę z imadła, niż spomiędzy jej nóg.

     “No żesz w mordę” – zakląłem w myślach – “Co sąsiedzi pomyślą? Na pewno zapytają rodziców co się działo. I co ja im powiem?”

     Wreszcie piszczenie ustało. Puściła moją rękę i przekręciła się na bok, podciągając kolana. Chciałem zdjąć poduszkę z jej głowy, ale złapała ją i przycisnęła do twarzy. Po prostu się wstydziła, rozumiałem to. To był jej pierwszy orgazm w życiu i nie wiedziała jak się zachować.

     – Dobrze ci było? – przerwałem po chwili ciszę.

     – To straszny grzech – usłyszałem spod poduszki.

     – Nieprawda.

     – Prawda – odłożyła poduszkę, poprawiła okulary i usiadła – mama mówiła, że wszelkie przyjemności cielesne pochodzą od diabła. Szataniści spotykają się w opuszczonych domach i urządzają tam…origami.

    Zaśmiałem się, słysząc to. Jej niewiedza i próba wysławiania się była słodka.

    Zdenerwowana wstała, poprawiła rajstopy i majtki, wygładziła też spódniczkę.

     – Idę do domu – powiedziała naburmuszona.

     – Poczekaj, Emilka. Chcesz to zagram ci coś jeszcze?

     – Innym razem, cześć.

    Zostawiła mnie ze wzwodem i zapachem cipki na dłoni. Nie potrzebowałem dużo, żeby sobie ulżyć.

      Emilki nie widziałem kilka dni. Tylko ojciec zawołał mnie na pogawędkę.

     – Nie włączaj tak głośno tej kociej muzyki, jak nas nie ma w domu, dobrze?

    Ojciec nie był pasjonatem muzyki, a już na pewno nie ciężkiej.

     – Dlaczego?

     – Żebym nie musiał wysłuchiwać skarg. Sąsiadka mi mówiła, że w niedzielę słychać było jęki, piski, krzyki jakby ktoś świniaka zarzynał. Od razu się domyśliłem że słuchałeś tego rzępolenia!

    Parsknąłem śmiechem zadowolony, że mój kłopot rozwiązał się sam.

     – Dobrze tato, obiecuję.

     – Dzięki.

      Pewnego dnia wracając ze sklepu zauważyłem Emilkę stojącą pod moją klatką. Przestępowała z nogi na nogę, jakby z niecierpliwością i rozglądała się wokoło. Gdy mnie zobaczyła, od razu ruszyła w moją stronę.

     – Cześć! Musimy pogadać – zaczęła.

     – Coś się stało?

     – Wyspowiadałam się księdzu z mojego grzechu.

     “Szalona” – pomyślałem – “jeśli ksiądz powie rodzicom, mam szlaban do końca życia”.

     – Co mu powiedziałaś?

     – Że miałam przyjemność między nogami.

     – Aha. I co powiedział?

     – Powiedział że to naturalne w moim wieku i żebym się nie bała, gdyż wszystko co się dzieje z ciałem człowieka jest stworzone przez Boga i jest w tym jakiś cel. Zapytał, czy miałam sprośne myśli – powiedziałam, że trochę tak. Wtedy on zdradził mi tajemnicę, że jak będę miała sprośne myśli, to żebym się pomodliła, bo to pomaga. A jako pokutę kazał mi odmówić dwie Zdrowaśki. Słyszysz? Dwie. To jest bardzo lekki grzech. Ja odmówiłam cztery.

     – Dlaczego?

     – Jakbym znowu zgrzeszyła.

     Mój mózg wszedł natychmiast na wyższe obroty.

      “A to cwaniara! Jeszcze nie zgrzeszyła, a już zmówiła pokutę. Chce się pieścić, to oczywiste. Skacze z nogi na nogę, jakby chciało jej się siku, ale tak naprawdę to swędzi ją psiocha. Tylko gdzie? Ojciec wraca dopiero wieczorem, ale jest mama w domu. Do pokoju nigdy nie wchodzi bez pozwolenia, więc może??? Niee. Jak znowu Emilka zacznie piszczeć, mama od razu wparuje. Może u niej?? Wykluczone. Nie znam terenu, a z opowieści wiem, że jej matka by nas zabiła. Holercia, co robić?”

      Wtem z klatki wyłoniła się moja mama.

     – Aa jesteś! Ciebie to po śmierć wysłać! Kupiłeś mleko?

     – Tak.

     – Jadę do centrum. Podobno mają schab rzucić. Na pewno będzie tłum, więc jak mnie długo nie będzie, niech ojciec po mnie przyjedzie.

     – Dobrze, przekażę.

     – No to do wieczora – uśmiechnęła się do Emilki i poszła na przystanek. Mógłbym to określić jako cud.

     – Wejdziesz do mnie? – zapytałem.

     – A posłuchamy muzyki jak ostatnio? – spojrzała zalotnie.

     – No pewnie.

     Po wejściu od razu usadowiła się na materacu. Zauważyłem, że pierwszy raz nie miała rajstop, choć była w sukience. Gołe kolana u Emilki to już striptiz. Włączyłem muzykę i usadowiłem się koło niej.

     – Widziałaś kiedyś gołego chłopaka? – zacząłem bez ogródek.

     – Nie – odpowiedziała spuszczając głowę.

     – A chcesz zobaczyć?

      Nie odpowiedziała. Mimo że byłem podniecony, co było już mocno widać, nie chciałem naciskać. Oddychała głęboko i lekko drżała. Była tak samo przestraszona, co zaciekawiona, spoglądała co chwila na moje krocze szybko spuszczając wzrok.

      – Chcę – usłyszałem.

    Wstałem i rozebrałem się do majtek. Następnie ściągnąłem je szybkim ruchem i rzuciłem na podłogę. Uwolniony członek zabujał się dwa razy, po czym stanął pod kątem do góry.

     – Och! – usłyszałem westchnienie. Emilka nie mogła oderwać od niego wzroku.

     – Jak…jak to możliwe? – jąkała się.

     – Co?

      – Jest..taki duży!

     – Nie jest, wierz mi, są większe – przypomniałem sobie filmy u Anety.

     – Ale.. ja widziałam chłopców na WFie w samych szortach i…na pewno im tak nie odstawało.

     – Bo nie mieli wzwodu.

     – Czego?

    Usiadłem koło niej, ale natychmiast się odsunęła. Zacząłem jej tłumaczyć podstawowe działanie męskich genitaliów, ich budowę i jednocześnie demonstrowałem ich działanie na sobie. Moje fachowe jak na tamte czasy objaśnienia, ośmieliły Emilkę do dalszej edukacji. Zadawała pytania, co chwila wtrącając swoje spostrzeżenia. To, że nie wiedziała o członku nic, mogłem jakoś zrozumieć, ale okazało się, że nie wie też nic o żeńskich narządach płciowych. Kiedy zapytałem czy pieściła sobie łechtaczkę, odpowiedziała pytaniem “A co to takiego?”. Pierwszy raz spotkałem taką dziewczynę.

       Jej ciekawość była tak duża, że wyciągnęła rękę i dotknęła główki. Gdy tylko palce zetknęły się z członkiem, natychmiast cofnęła rękę.

     – Nie bój się, nie gryzie – uśmiechnąłem się, a ona zachichotała. Położyła rękę na członku. Pomogłem jej ułożyć palce, a następnie zacząłem poruszać jej rączką, pokazując jak ściągać skórkę.

     – Po co tak? – spytała poruszając nadal dłonią.

     – Bo to dla mnie bardzo przyjemne.

     – Długo tak trzeba robić?

      – Aż do orgazmu.

     – Do czego???

     – Zobaczysz.

     – A co się stanie? – chciała wiedzieć wszystko.

     – Będę miał wytrysk.

     – Co???

     – Emilka…Później ci powiem.

    Jej gadanie powodowało, że moje podniecenie obniżało się. Mimo, że dawno nie miałem kontaktu z dziewczyną, jej pytania deprymowały mnie.

     – O Boże jaki twardy! – nie mogła przestać komentować. Czułem, że zbliża się wytrysk. Złapałem za jej rękę i skierowałem główkę na swój brzuch. Gdy tylko wystrzeliłem mocząc jej palce, natychmiast cofnęła dłoń. Złapałem za nasadę i dokończyłem za nią. Patrzyła ze zdziwieniem. Nie był to orgazm wielkich lotów. Nasienia nie było dużo, a penis szybko zmalał układając się na jądrach.

      – Jaki malutki! – nie mogła uwierzyć, że to co miała przed chwilą w ręku, leży teraz trochę większe od mojego kciuka.

      Nie miałem już siły tłumaczyć jej wszystkiego od podstaw. Wytarłem brzuch ręcznikiem leżącym za materacem (używałem go po masturbacji), a następnie skierowałem wzrok na biodra Emilki. Wpadłem na pewien pomysł.

     – Chcesz się poczuć jak w niebie? – zapytałem patrząc jej w oczy.

     – To znaczy jak w raju? – musiała odpowiedzieć pytaniem.

     – No..coś w tym stylu.

     – Słyszałam o raju na ziemi. Ale chyba nie jest w Polsce, musiałabym zapytać księdza, on na pewno wie gdzie jest i..

     – To chcesz czy nie? – przerwałem jej słowotok. Irytacja mieszała się we mnie..no właśnie..z czym? Z miłością? Niee. Z ciekawością? Z podnieceniem? Trudno mi jest teraz określić moje uczucia, ale coś ciągnęło mnie do tej dziewczyny. Podobała mi się, mimo nieznajomości wielu tematów, była urocza na swój sposób.

     Pokiwała głową.

     – Połóż się.

      Zrobiła co kazałem. Podciągnąłem jej sukienkę aż na brzuch odsłaniając majtki.

     – Co będziesz robił?

     – Będę cię pieścił, aż poczujesz się jak w raju.

    Złapałem za majtki i już chciałem ściągnąć, kiedy złapała mnie za ręce, siadając na materacu.

     – Wstydzę się.

     – To zamknij oczy.

     – A nie możesz zrobić tego tak jak ostanio?

     – Dzisiaj będę cię całował.

     – Tam? – zapytała przestraszona.

     – Tak.

    Opadła na łóżko jakby mdlała, złapała za poduszkę i przycisnęła sobie do twarzy. Zdjąłem jej wreszcie majtki i moim oczom ukazał się czarny trójkąt. Owłosienie miała bogate, tylko włoski delikatne jak puch. Rozszerzyłem jej nogi i położyłem się między nie. Zacząłem masować wzgórek palcami, naciskając go i podciągając do góry. Między wargami, pod fałdką, ukazywał się co chwila guziczek, który rósł z każdą chwilą. W dolnej części już się świeciła od śluzu, ale nie dotykałem jej tam jeszcze. Zjeżdżałem tylko ręką coraz niżej, by w ostatnim momencie skierować ją na wewnętrzną stronę ud. Widziałem jak mocno była podniecona. Jej oddech stał się urywany, a nogi co chwila drgały. Wtedy przyłożyłem pierwszy raz usta do wzgórka. Całowałem okolice intymne, nie dotykając cipki, ale kiedy przysuwałem tam wargi, jej nogi mimowolnie rozszerzały się, jakby robiąc mi miejsce na głębsze pieszczoty. Wreszcie wysunąłem język i przeciągnąłem nim po wargach od dołu do góry, zahaczając o łechtaczkę, która troszeczkę wystawała. Emilka jęknęła i uniosła głowę, patrząc zdziwiona co robię. Była mowa o całowaniu, nie o lizaniu. Jak tylko podniosłem wzrok, rzuciła się z powrotem, zakrywając twarz poduszką. Powtórzyłem manewr, tylko mocniej przycisnąłem język, który zagłębił się w różowej przerwie.

     – Och! – westchnęła znów podnosząc głowę.

     – Tylko proszę cię, bądź cicho bo nas sąsiedzi usłyszą – powiedziałem patrząc jej w oczy.

     Twarz miała purpurową, okulary zsunęły jej się lekko na nosek, a kilka włosów przykleiło jej się do spoconej twarzy. Opadła z powrotem oddychając szybko, jakby brakowało jej powietrza. Nie kładła już poduszki, tylko patrzyła w sufit niewidzącym wzrokiem. Nogi rozciągnęła na boki robiąc prawie szpagat. Wiedziałem, że długo nie wytrzyma. Rozchyliłem jej wargi palcami i zacząłem lizać dziurkę, wargi mniejsze i łechtaczkę.

     – O Boże, jak dobrze! – zaczęło się.

     – O Chryste, jak dobrze!

    O Matko Boża, jak dobrze!

    Jej gadanie brzmiało, jakby odmawiała różaniec. Na szczęście nie krzyczała, więc zbytnio się nie przejmowałem. Przyśpieszyłem tempo pieszczot i zobaczyłem jak jej nogi zaczynają się powoli zaciskać. Kiedy zbliżyły się niebezpiecznie blisko mojej głowy, złapałem je rękami, gdyby zacisnęły się z taką siłą jak wcześniej na dłoni, mogłaby mnie udusić.

     – O Jezu! Jezu! – złapała poduszkę i docisnęła do głowy.

    Usłyszałem stłumiony pisk i charkot. Materiał bardzo dobrze wyciszył jej obwieszczenie o szczytowaniu, więc skupiłem się na pieszczotach. Mój język wykonywał niesamowity taniec na łechtaczce, co bardzo podobało się Emilce. Rzucała biodrami do góry i w dół, a poduszkę przycisnęła tak mocno, że prawie owinęła ją sobie wokół głowy.

     No i miałem rację.

    Wraz z pierwszymi konwulsjami jej nogi jak kleszcze próbowały się zacisnąć na mojej głowie. Mocowałem się z nimi długo, gdyż nie chciały dać za wygraną. Siła nacisku była bardzo duża. Dopiero, kiedy spod poduszki przestały dochodzić dźwięki, ucisk zelżał. Odrzuciła ją i oddychała głęboko. Kolana opadły jej na boki i mogłem przyjrzeć się jej cipce. Soczki zmieszane ze śliną spłynęły z cipki między pośladki i zmoczyły materac. Nabrzmiała łechtaczka wystawała nadal spomiędzy warg.

      Wtem uniosła głowę i popatrzyła z przestrachem na pokój. Znalazła wzrokiem majtki, szybko się podniosła, złapała je i zaczęła wciągać na kształtną pupcię.

     – Znowu zgrzeszyłam – powiedziała bardziej do siebie.

      – Ale już odpokutowałaś, pamiętasz?

     – No tak, ale… muszę już iść.

    Miałem nadzieję, że mi poliże członka w rewanżu, ale nawet jej nie proponowałem. Po orgazmie miała poczucie winy, łapał ją strach. Próbowałem jej tłumaczyć, że wszyscy normalni ludzie uprawiają seks, ale trafiałem przysłowiową kulą w płot.

       Nasze dalsze spotkania wyglądały tak samo. Emilka pieściła członka rączką, ja cipkę ręką lub językiem, a po szczytowaniu uciekała w strachu przed piekłem. Próby rozwijania naszych zabaw kończyły się fiaskiem. Mówiła, że dziewictwo odda tylko mężowi po ślubie. Odpowiadałem, że ok, ale ma jeszcze inne dziurki, wtedy dąsała się i mówiła, że to nie po bożemu.

     Chodziłem teraz do kościoła, tak naprawdę tylko dla Emilki. Słuchałem chóru i muzyki tego zespołu z bożej łaski. Śmiać mi się chciało, bo tak fałszować to może pijany organista samouk, a nie zespół z sekcją rytmiczną.

       Po próbie, wychodząc z kościoła, usłyszałem za plecami głos.

     – Czy to ten wspaniały gitarzysta?

      Odwróciłem się zaskoczony i zobaczyłem księdza idącego w moim kierunku. Obok niego szła Emilka. Był mniej więcej w wieku mojego ojca, lekko szpakowaty z miłym uśmiechem.

     – Yyy.. dopiero się uczę, proszę księdza…jeszcze dużo pracy przede mną.

     – Gra już bardzo dobrze i zna się na muzyce – wypaliła Emilka.

     – Chciałbyś grać w naszym zespole?

     – Yyy…nie wiem czy znajdę czas… i czy się nadaję…

     – Przyjdź to sprawdzimy. Mam nową, nie używaną gitarę elektryczną. Szkoda, żeby się marnowała.

     “Elektryczną?? – pomyślałem. – Kurde, nigdy nie trzymałem nawet takiej gitary”. Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Taka gitara to szał, ale co? Grać na niej pieśni kościelne?

      – Muszę się zapytać rodziców…

     – Dobrze, jakby co, to widzimy się w czwartek na próbie.

    Odprowadzając Emilkę, słuchałem jak podniecona tłumaczyła mi, jakby było fajnie, gdybym wstąpił do zespołu. Zespół był koślawy, muzyka nie za ciekawa, ale korciło mnie żeby grać na elektryku.

      – … i mogłabym przedstawić cię mamie.

     – Co? – wyrwała mnie z rozmyślań ostatnim zdaniem.

     – Bo wiesz.. mama nie pozwala mi kolegować się z chłopcami. Toleruje tylko tych z kościoła.

     – Aha.

     Nie wiedziałem, czy chcę w ogóle poznać jej mamę. Widziałem już paru żarliwych wyznawców religii i niezbyt mi się to podobało. Widząc moje niezdecydowanie zamilkła spuszczając głowę. Gdy dochodziliśmy do jej bloku, spoglądała na mnie, a jak odwracałem głowę w jej stronę szybko opuszczała wzrok. Zatrzymaliśmy się pod klatką.

     – Nie wiem Emilka, muszę się zastanowić. Cześć.

    Odszedłem parę kroków, ale ona stała nadal.

     – Słuchaj… – podeszła do mnie rozglądając się czy nikt nie podsłuchuje – …jeśli się zgodzisz… to będę całować cię…tam.

    Pochyliła się, cmoknęła mnie w usta i uciekła do domu. Cóż…to na pewno była dodatkowa zachęta. W myślach już widziałem co możemy razem robić. Wyobraźnia działała na pełnych obrotach, co uwidoczniło się potężnym wzwodem. Popędziłem do domu, a po paru chwilach ręcznik za materacem przydał się w stu procentach :P.

      Jeśli chcecie wiedzieć, czy się zgodziłem i jak potoczyły się nasze losy – piszcie w komentarzach :).

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Venom
  • Jolka

    Jolka od dawna zastanawiała się nad swoimi relacjami z Karolem. Byli razem już 12 lat. Niby było wszystko dobrze. Ale. Zaczynało jej brakować tej pasji, magii z początku ich znajomości. Rutyna i codzienne obowiązki przygasiły czar ich związku. Karol, gdy wracała z pracy za każdym razem zalegiwał przed telewizorem z miną psa, który pogryzł buty i wie, że czeka go kara. Wkurzał ją tym. Wiecznie zmęczony. Jego jedynymi rozrywkami były mecze i piwko raz na tydzień z kolegami. Wieczorami jeszcze wspólnie popijali drineczki, wspólne wyjścia zamarły. Powoli dziadzieli. Całe szczęście, że nie mamy dzieci, pomyślała, widząc tego lenia na kanapie. I tak cały dom był praktycznie na jej głowie. Z wcześniejszych umów o podziale obowiązków pozostały wspomnienia. A jeszcze dzieci? Dwa etaty bez pomocy? O nie. Fajnie, że już czwartek, uśmiechnęła się, jutro babskie spotkanie. Piątek w pracy upłynął miło i szybko. Jolka wieczorem miała imprezę z koleżankami z dawnych lat. Wiele razy się umawiały już i na fejsie i zdzwaniały, ale za każdym razem było „coś”. A tym razem cała czwórka potwierdziła obecność. Dwie z nich załatwiły opiekę dla dzieci. A Klara, najlepsza koleżanka Jolki z liceum, miała status „to skomplikowane”. Jak zawsze. Już w szkole żonglowała facetami i miała łańcuszek adoratorów. Była jeszcze Magda i Aśka. Szczęśliwe mężatki. We cztery znały się i przyjaźniły już 20 lat. Jolka ciekawa była, jak wyglądają w rzeczywistości. Bo nie widziały się z 5-6 lat w tym gronie. A zdęcia na portalach nie mówią wszystkiego. Zadowolona na spotkanie ubierała się w nową sukienkę. Przejrzała się w lustrze. Jak na te czterdzieści parę lat wyglądała dobrze. Nie miała problemów z nadwagą. Zgrabne nogi, ręce, płaski brzuch. Piersi miała sterczące i zadziorne. Tyłeczek też jędrny. Fajna blondi. Z uśmiechem zawoła Karola, żeby jej pomógł z zamkiem. Przywarł do jej pleców i pocałował w szyję. – Baw się dobrze kochanie. – Będę. – A które wiedźmy przylecą? – Magda, Aśka i Klara. Cały skład. – Nie pozdrawiaj Klary. – Wiem, jak za sobą przepadacie. Kochanie czy możesz posprzątać łazienkę, co? – Mmm tak mi się nie chce. Jutro Ci pomogę. Jolka wychodząc z domu była wnerwiona. Czyli jutro on MNIE pomoże. I nie zwrócił uwagi na nową kieckę. A Klara już na początku ich znajomości jej mówiła, że to nudny memłon. Nie przypadli sobie do gustu, choć poznali się na imprezie, na której była z Klarą. W klubie była już Aśka i Magda. Klara się spóźni, jak zwykle. Królowa balu. Zamówiły po drinku i zaczęły plotkować. Okazało się, że Magda jest w separacji. Jej mąż odszedł z koleżanką z pracy. Aśka, za to, jest szczęśliwą mamą i daje ze wszystkim radę. Pracuje, wychowuje, gotuje i jeszcze ma czas na pilates. Dziewczyny wyglądały świetnie. Może tylko Madzia przytyła, ale i tak wyglądała atrakcyjnie. Dwa wypite drinki zaostrzyły tematy. Jolka zauważyła, że dziewczyny głośniej mówią, a Magda rozgląda się po sali. Dobrze, że się leczy po rozstaniu, pomyślała. Tequila dla wszystkich lasek. – Zawołała Klara. Wyglądała świetnie. Prawie 180 cm wzrostu w szpilkach, szatynka, szczupła, duże piersi. Jolka zwróciła uwagę na cycki Klary. Kształt zawdzięczały modelującemu stanikowi. Moje są twarde i jędrne. Jolce zrobiło się miło. Po dwóch godzinach hasania i picia szotów Magda przysypiała pijana na ramieniu Aśki. – Zapowiedzi i plany imprezowe były wielkie, a to dopiero 23. – Skwitowała Jolka. – Odwiozę ją. Mieszka po drodze, a ja i tak muszę wracać do rodziny. – Powiedziała Aśka. – Spoko i tak super, że wszystkie dotarły. – Stwierdziła Klara. Żegnały się na papierosie jeszcze długo. Po powrocie do środka usiadły przy stoliku i zamówiły wódkę. Jolka chciała się zresetować. Miała cały czas, gdzieś tam, z tyłu tą sytuację z Karolem. – Co jest? Opowiadaj, widzę że jest coś. Karol? Te słowa Klary wyrwały ją z zadumy. – Nie jest tak, jak kiedyś. Wyobrażałam sobie inaczej moje życie. Z Karolem nie mogę się dogadać. Stajemy się obcy dla siebie. – Odparła Jolka. – A co myślałaś? Kwestia wychowania. Nam nikt nie powiedział, jak należy postępować z facetami. Nasze babcie i nawet matki były niewolnicami. Co miały nam przekazać? Jak klęczeć i słuchać rozkazów? Kobieta zawsze będzie kobietą. A to facet powinien być na dole. – Klara się rozkręcała. – To jaka jest ta instrukcja obsługi? – Przerwała Jolka – Bardzo prosta! Musisz nauczyć go wielbić Ciebie. Bezgranicznie. Do końca. – Taa. Musiałabym się zmienić w telewizor. – Jolka zaniosła się śmiechem. – Wcale nie. Poważnie i tajemniczo powiedziała Klara. Mówię serio. Zdominuj go na początku seksualnie. Zabawcie się w Femdom. Albo jeszcze lepiej ty się zabaw. Jemu wcale nie musi to sprawiać rozkoszy. Zrób z niego niewolnika. – Jak? Jest silniejszy? – Dobry humor nie opuszczał Jolki. – Zrób pierwszy krok. Dalej pójdzie automatycznie. Wielokrotnie to przerabiałam i przyznam, że jest to podniecające. Cała ta dominacja i władza. Godziny pieszczot na każde twoje skinienie. -Rozmarzyła się Klara. Podeślę Ci lekturę, a ty obmyśl temat. Tej nocy Jolka miała dużo snów. Już w niedzielę Klara wysłała jej kilka linków do erotycznych opowiadań z damską dominacją i do stron porno. Karol pojechał do mamusi. Zaczęła od filmów. Wiele było zabawnych, dużo podniecających. Sama idea oblewania gorącym woskiem, albo bicia pejczem była dla niej dziecinna. Choć pewnie Klara lubi okładać facetów, pomyślała ze śmiechem Jolka. Ale tak siedzieć na twarzy i ściskać sutki albo mosznę… to już lepiej. Kazać pieścić się godzinami. Obejrzała wszystkie kategorie i rodzaje Femdomu. Sporty wodne, feminizację, cuckold. Samo zastanawianie się nad tym wprawiało ją w błogość. Co ją podnieca, a co raczej śmieszy i załamuje. Ręka zjechała jej na wzgórek. Zaczęła się tam masować przypominając sobie niedawno oglądane klipy. Dopasowywała sytuacje i Karola do swoich przyjemności. Palce odgięły tkaninę majtek. Wniknęły głębiej. Ten delikatny guziczek. Tak podatny na dotyk. Tak bardzo. I wilgoć. Na palcach. Possała je i wepchnęła głębiej. Kilka ruchów, kilka muśnięć łechtaczki. Ciężko stękając unosiła rytmicznie swój tyłek i cipkę z zanurzonymi palcami. Chwilę potem oblizując palce ciężko oddychała rozparta w fotelu. Ale byłam wyposzczona. Westchnęła Jolka. Czas to zmienić. Zasługuję na więcej. Przeczytała potem opowiadania o dominacji. Stwierdziła, że sama musi określić rodzaj relacji z Karolem. A raczej na nim wymóc. Nie będzie się bawiła w podchody. Postawi sprawę jasno. Nie była jeszcze pewna jaką chce być Dominą. Jak się zachowywać. Chciała go zdominować w sposób nie tylko seksualny. Chciała dać mu przez to jakiś zastrzyk inności. Oderwania się od nudnego życia. Da mu nowy Świat. Swój. Magiczny. Na jej zasadach. Strzeliła drinka. Ciepło rozlewało się po całym ciele. Czekała na swojego faceta. Wieczorem Karolek wrócił od mamusi. Radosny, że wrócił do swojej Jolci, przebrał się szybko i zajął strategiczne miejsce przed ekranem. Nie wiedział co go czeka. Jolka usiadła naprzeciw w fotelu. Podkurczyła nogi, tak żeby widział skrawek jej majtek. – Musimy porozmawiać, Karol. – Co to za oficjalny ton? – Bo to ważne. – Mówiła podwyższonym lekko głosem, spokojnie, ale tonem nieakceptującym sprzeciwu. – Co się stało? – Chcę to, co należy mi się od dawna. – Co? – Masz mnie wielbić. – Ale ja Cię kocham. Bardzo. – Zaczynał się gubić. – To nie jest miłość. Tak Ci się tylko wydaje. – To co mam zrobić? Jak Cię kochać? – Masz mnie wielbić. Marzyć o mnie. Mam być Twoją obsesją. – Co mam zrobić? – Spytał przestraszony, ale i zafascynowany Karol. Takiej Jolki jeszcze nie widział. Władczej, bezkompromisowej. Stopy Jolki z fotela powędrowały na twarz Karola. Przycisnęła je do ust i nosa. – Pieść je. – Rozkazała Jolka. Zaczął delikatnie je całować. Nieźle, nawet się nie bronił, pomyślała. Mój memłonek. Liż. Między palcami. O tak grzeczny Karolcio. – Wiedziała, że nie cierpi jak się tak do niego zwraca Emmmemmm. Chciał zaprotestować Karol, ale wcisnęła mu cały przód stopy do ust. Ssij. Teraz to twoje zadanie. – Drugą stopą boleśnie przygniotła mu penisa. Eeeee. – Tylko stęknął. – Spojrzał w oczy Jolce. Dostrzegł tam rozbawienie i rozkosz. Nie było w nich litości. Widać, że bawiła się doskonale. Jego też zaczęło to wciągać. Ssał stopę swojej kobiety. Był od niej zależny. Czuł, że spełni każdą jej zachciankę. Ale jeśli nagrodą będzie lizanie stopy, to zrobi wszystko. Po bliżej nieokreślonym czasie, w którym w letargu ssał to jedną, to drugą stopę Jolka wydała polecenie Idę siku. Idziesz ze mną. Zdjęła majtki i usiadła na muszli. Na kolana. Głowa między moimi kolanami. Patrz. – I naprężyła się lekko. Była podniecona pieszczotami stóp, lecz chwilę potem poczuła ulgę. Podnieta i odprężenie podczas oddawania moczu sprawiały jej rozkosz. Karol zahipnotyzowany patrzył się na złoty strumień. Rozwarła nogi żeby lepiej widział. Skończyła z westchnieniem. Jesteś gotów mnie wielbić? Zawsze? O tak. – Westchnął Karol. Podniosła lekko lędźwie i przesunęła się do przodu. – To teraz mnie wyliż. Z niedowierzaniem Karol poczuł, jak sama głowa idzie do przodu i same usta się rozchylają. Zatopił się w mokrej cipce. Lizał ją z oddaniem i miłością, jak nigdy dotąd. Coś w nim pękło. Oddał się spijaniu bez reszty. Pochłaniał ją, ssał, lizał, całował. Jolka nadawała rytm. Starczy. – Krzyknęła. Przed telewizor. Połóż się na kanapie na wznak. Szybko wykonał rozkaz. Jolka usiadła mu na twarzy. Przygniotła mu ręce bo widziała, że chce pobawić się penisem. Masz się mną zająć, a nie kutasem. – Powiedziała rozszerzając wargi sromowe. Łechtaczką celowała mu prosto w nos. Zaczęła się pocierać. Chwilę potem zjechała mu na usta. Zapytała „jak było u mamy”? Ale on nie mógł odpowiedzieć, bo w ustach miał jej cipę. Bawiła się z nim. Jolka pierwszy raz tak się czuła. Klęczała mu na twarzy. Ocierała się każdym milimetrem wrażliwej, mokrej od soków i śliny swojej cipki o jego usta. Kutas mu sterczał w spodniach. Fajne było, że ręce miał unieruchomione. Pełna władza. Kontrola absolutna. Obróciła się. Karol skupił się na łechtaczce. Orgazm zaczął przypływać. Poczuła jego nadejście z głębi. Strużka potu delikatnie spływała po kręgosłupie. Cycki mocno stwardniały. Jolka trzymała się za sutki ujeżdżając usta Karola. Wyprężyła się, zastygła na kilka sekund i opadła na twarz swojego niewolnika. Uwolniła mu ręce. Teraz będziesz mi lizał dupę. Możesz sobie przy tym zwalić. Ale tylko jedną ręką. Druga ma mój tyłek. – Rozkaz był jasny. Karol natychmiast wyciągnął pałę i zaczął ruszać ręką. Drugą dłonią rozchylał pośladki Jolki i wbijał język w dziurkę. Jolka sapnęła z rozkoszy. Było to magiczne przeżycie. Język jej faceta penetruje jej odbyt. Takie brudne, zakazane, niestosowne. Podniecało ją to. Złapała Karola za jądra i ścisnęła je. Zawył, ale nie oponował. Jest mój, pomyślała. Ścisnęła jeszcze mocniej i wykręciła mosznę. Krzyk zdusiła swoim tyłkiem mocniej go przyciskając. Satysfakcja znowu nadchodziła. Była Panią. Boginią. Tak ma zostać. Chwilę po swoim orgazmie ścisnęła sutki Karola, co zaowocowało obfitym wytryskiem. Idź się umyj i przynieś mi coś do picia. – Jolka zaordynowała przeciągając się błogo. Z satysfakcją zauważyła, że najpierw przyniósł jej picie, a potem poszedł pod prysznic. Najlepsze było jednak to, że po wyjściu z łazienki Karol nagi usiadł na podłodze i zaczął całować jej stopy. Zdrowie Klary, pomyślała Jolka pijąc sok. Następne dni były dziwne. Karol nie wiedział jak się zachowywać. Jolka doprecyzowała listę swoich żądań. Po pierwsze, bo obydwoje się zgadzamy że mnie wielbisz, oddajesz swój los w moje ręce. Będziesz na moje rozkazy i polecenia reagował od razu i bezdyskusyjnie. A co jak nie? Niemrawo zapytał Karol Mamy system nagród i kar. Nagroda jest jedna. Ja. Jak będziesz mi dobrze służył, to pozwolę ci wsadzić we mnie kutasa. A jak mnie wkurwisz, to spotkam się z żonami twoich kolegów i opowiem o tym jak uwielbiasz gdy sikam ci w usta. I że wąchasz moją bieliznę i onanizujesz się do gejowskich pornosów. Ale to kłamstwo. – Zaoponował Karol To się popłacz. – Zaśmiała się Jolka Pogardliwie klepnęła go w twarz i wyszła z pokoju. Przez kolejne dni dwa razy sikała z głową Karola między udami. Ale nie dała się lizać. Chciała popracować nad tresurą i cierpliwością swojego niewolnika. Wieczorami leżał z twarzą wtuloną w jej stopy. Powoli stawał się mistrzem w pieszczotach. Masował, ssał i całował każdy kawałek jej palców, pięt. Jolce bardzo to odpowiadało. Była adorowana, zaspokojona. Czuła się silną i seksowną kobietą. Było jej dobrze. W następny piątek wróciła do domu jeszcze później, niż zazwyczaj. Wpadła na zakupy do seks shopu. Wypatrzyła kilka fajnych gadżetów na pornosach od Klary. W sklepie była większość. Sprzedawczyni figlarnie na nią patrzyła przy płaceniu. Karol już się nauczył, że nie należy witać swojej Pani leżąc na kanapie. Teraz zawsze czekał przy drzwiach. Cześć. Kładź się na fotelu z nogami do góry. – Jolka rzuciła krótko, tonem nieprzyjmującym sprzeciwu. Jak już zajął miejsce, stanęła przy nim, podciągnęła sukienkę. Zobaczył majtki i włoski wyglądające przez oczka koronek. Cały dzień nosiłam te majtki. W pracy miałam zapierdol. Było gorąco. Pociłam się. Sikałam kilka razy. Specjalnie dokładnie się nie podcierałam. A może wcale? Sprawdź. Zdjęła majtki, wyprostowała materiał, położyła sobie na dłoni zewnętrzną stroną i spojrzała na majtki. Było kilka plamek i były wilgotne. Kucnęła. Spojrzała mu w oczy i z uśmieszkiem zaczęła swój zapach wcierać mu w usta, policzki i nos. Wstała zostawiając majtki na jego twarzy. Karol dyszał jak karp w wannie. Delektował się feromonami i zapachem całodniowej cipy Jolki. Podniecił się mocno. Możesz wziąć kutasa do ręki. – O tym, że majtki mają zostać na twarzy nie musiała wspominać. Niewolnik zaczął się onanizować. I co? Podobno jest kłamstwem, że wąchasz moje majtki i sobie walisz? Dwa szybkie uderzenia w jądra spowodowały jęk, ale i oddaliły w czasie wytrysk. Odwróć się. Karol teraz leżał na fotelu z nogami na ziemi. Nabiła się na kutasa plecami do niego. Oparła się o uda i zaczęła się ruszać. Majtki masz ssać. – Nakazała Jolka. Tak Pani. – Padła odpowiedź. Z uśmiechem i satysfakcją przyspieszyła ruchy. Cudowne zakończenie przerwał Karol. Zaczął stękać i Jolka poznała zbliżający się wytrysk. Szybko z niego zeszła. Dokończ sam. Ja zaraz wracam. Kiedy wróciła na brzuchu jej faceta było jeziorko spermy. Majtki nadal ssał. Wytrzyj spermę majtkami i dawaj głowę. – Rozkaz był jasny. Po chwili na jego głowie znalazła się czarna, skórzana uprząż. U ustach miał gumową kulkę połączoną z dildem, które w krótkim czasie znalazło się w rozpalonej cipce Jolki. Podczas gdy ona miała radochę z ujeżdżania wibratora, on widział jak jego Pani gwałci jego usta i twarz. I męskość. Jolka ruszała się raz na boki, a to kręciła dookoła nasady penisa. Chwilę potem nabijała się jak najgłębiej. Poczuła rosnącą rozkosz. Nadchodził wielki orgazm. Tym razem pulsowała jej jakoś dziwnie łechtaczka. Czuła też fale przyjemności pochodzące z wnętrza pochwy. Z jej przedniej części. Dochodząc wyskoczyła z gumowego penisa i wytrysnęła. Zaczęła krzyczeć. Orgazm był wyjątkowo długi. Łapiąc oddech spojrzała na Karola. Był cały mokry od jej nektaru. Łapał rękoma jej soki i wcierał sobie w ciało. Zdjęła mu obrożę z kutasem z pocałowała namiętnie w usta. – Dobrze mi służysz. A teraz do łazienki. Znowu usiadła na sedesie. Rozwarła nogi. Głowa niewolnika powędrowała automatycznie w stronę cipy. Złapała go za włosy. Drugą ręką drażniła łechtaczkę. Chciało jej się sikać, ale i pieprzyć. Palec szybciej zaczynał krążyć. Westchnęła i wyprężyła tyłek. Pociągnęła za włosy. Końcówka języka na jej guziczku delikatnie zatrzepotała. Pociągnęła jeszcze mocniej i usta Karola spotkały się z jej cipką. W tym momencie zaczęła sikać. Poczuła jak głowa jej niewolnika zaczyna się odsuwać, ale zareagowała szybko i dwoma rękami trzymając za włosy wbiła jego głowę w swoje krocze. Strugi moczu leciały Karolowi po brodzie i ustach. Dławił się nim. Ale wiedział, że musi służyć swojej Pani. Musi ją zadowolić. Zresztą bardzo mu to pasowało. Dlatego z zapałem łykał złoty nektar i lizał łechtaczkę. Jolka po chwili zaczęła wyć, krzyczeć, rzucać się. Połączenie orgazmu i rozluźnienia związanego z sikaniem działało na nią piorunująco. I co. Mój mocz też pijesz. Czyli zarzucałeś swojej Pani kłamstwo? A to prawda. Czy tak? – Wykrzyczała Jolka dalej trzymając go za włosy. Po twarzy spływały mu strużki soków. Przepraszam Pani. To się więcej nie powtórzy. – Tłumaczył się na kolanach. To co lubisz i robisz? Liżę i wącham majtki mojej Pani i piję jej nektar, gdy mnie nim obdarzy. Otwórz usta. – Rozkazała. Napluła mu do środka. – Wspaniałe. Ooo tak. – Jęczał. Dobrze. Pamiętaj po co jesteś. Po tym wszystkim wypili po kilka drinków, a Karol tulił się do jej stóp. Od ostatniego spotkania z Klarą minęło już kilka tygodni. Dlatego Jolka z radością odebrała telefon. Jak tam, co tam? Jak moja kumpela radzi sobie z płcią brzydszą? Na wozie? Jolka ze szczegółami zaczęła opowiadać o ostatnich przeżyciach. Klara wypytywała się o wszystko. Nawet o listę produktów z sex shopu. O kurde. Dałaś radę. To może lanczyk dzisiaj? – Spytała Klara Ok. 13? Pasuje, to u Ciebie. Podczas lanczu musiała opowiedzieć jeszcze raz wszystko ze szczegółami. Dostała za to prezent od Klary. Pejczyk. Starała się wytłumaczyć, że to nie jej bajka, ale Klara była nieugięta. Jak mu ściskasz jaja i sutki, to możesz też sobie pomóc bacikiem. Amazonki na koniach używały pejczyków. Musisz mieć jakiś atrybut władzy. Symbolika. – Całując na pożegnanie do ucha szepnęła Klara. Poczeka do piątku. Pomyślała Jolka dopasowując dłoń do rękojeści. Pasowała jak ulał. W piątek Karol czekał pod drzwiami. Gdy weszła Jolka ukłonił się. Tresura działa. Pomyślała. Spojrzała na niego. Pocałowała w usta i cicho powiedziała Łazienka Szybko przeszli do środka. Była w wysokich butach i sukience. Podwinęła ją ręką. Klęczący Karol zobaczył białe majtki. W jasnym świetle łazienki widać było, pod jasnym materiałem, włosy łonowe. Od kiedy został jej niewolnikiem przestała podcinać zarost. Miała taki kaprys. Może potem na zero? Ale póki co lubiła ocierać się włosami o wygoloną twarz Karola. Oboje przyglądali się cipce. Zaczęła ją gładzić. Karol klęczał i wiercił się. Widać chciał już się do niej dobrać. Jak zahipnotyzowany patrzył na pomalowane na czerwono paznokcie poruszające się po materiale. Chodź. – Szepnęła. Migiem znalazł się bardzo blisko jej krocza. Zaczął wdychać aromat jej łona. Pieść mnie przez majtki. – Nakazała. Dotykał jej warg przez cienki materiał. Ssał je. Łechtaczka. – Przekaz był krótki. Zatopił usta głębiej. Odnalazł to miejsce i lekko ścisnął wargami. Wydała jęk. Zaczął masować ustami. Chwilę potem dołączył język. Ruchy jego Pani stawały się coraz szybsze. Postawiła jedną nogę na muszli, by Karol mógł wcisnąć się głębiej. Jolka tym czasem rozluźniła mięśnie i z jej cewki popłynął mocz. Materiał majteczek zaczął szybko nasiąkać. Znowu przychodziło nieuniknione. Połączenie orgazmu z ulgą. Wspaniałe uczucie. Jolka spojrzała w lustro. Stała w wysokich butach z zadartą sukienką. U jej krocza klęczał facet marzący tylko o jej zadowoleniu. W dodatku sikała na niego. Złoty strumień lał się po twarzy Karola, a on ssał jej perełkę i spijał soki. Podczas, gdy majtki zaczynały nasiąkać poddał się. Miłość do seksu i nowej sytuacji pchała go jeszcze głębiej w mroczną stronę dominacji. Zachowywał się jak rasowy niewolnik. Sprzątał, prał i marzył tylko o stopach i cipie. Wyliż mi nogi z nektaru. – Rzuciła. Zaczął zlizywać kropelki moczu z jej ud, łydek. Dotarł do butów. Delikatnie je całował. Pachniały jego Boginią. Kładź się. – Z transu wyrwał go rozkaz Pani. Jolka ściągnęła majtki i usiadła mu na klacie. Mam coś dla Ciebie kochanie. – Mówiąc to wycisnęła majtki, z których całkiem sporo wyciekło na twarz Karola. Celowała w usta. Spijał wszystko. Potem usiadła na nim, robiąc pozycję 69. Miała ochotę possać kutasa. Wyciągnęła penisa i energicznie ściągnęła napletek. Zasyczał, ale docisnęła mocniej cipę do jego ust. Zaczęła ssać żołądź. Lekko gryzła. Mimo bólu Karolowi się podobało, bo prężył tyłek do góry. Wzięła jego nogę pod kolanem i podniosła. Rozchyliła pośladki i głośno splunęła mu do tyłka. Roztarła palcem ślinę o odbyt z zaatakowała go. Kamil błogo stęknął. Podoba się, ucieszyła się Jolka. To dobrze, bo mój nowy gadżet też mu się spodoba. Doszła dwa razy w przeciągu kilku minut z palcem w Karola dupie i jego sterczącą pałą w ustach. Jeden jej orgazmów zakończył się małym wytryskiem. Chwilę potem Karol wytrysnął. Z nasieniem w ustach pochyliła się nad nim i zaczęła go całować. Dała mu spróbować spermy. Zaczęli się namiętnie lizać. Czuła jak smaki spermy, jej moczu, wytrysku, potu i śliny mieszają się. Obydwoje się tym upajali. Wzięli wspólny prysznic. Dawno tak nie było. Nowa relacja zaczynała pozytywnie wpływać na ich związek. Zaczęli popijać drinki. Chciała go podpić, bo planowała jeszcze coś na dzisiaj. Ostatecznie stanie się Panią. Przypomniała sobie dotyk skórzanej rękojeści. Z błogą miną położyła mu stopy koło twarzy. Koło jedenastej na twarzy Karola widać było upojenie zarówno alkoholem, jak i stopami Jolki. Chodźmy do sypialni. – Zaproponowała Jolka. Położyła się na łóżku i rozłożyła szeroko nogi. Liż. – Rozkazała. Ochoczo zabrał się do roboty. Jolka zgięła nogi, kładąc stopy na jego plecach. Miała dzięki temu punkt podparcia i mogła wygodniej nadać rytm swemu ciału. Poczekaj. – przyniosła skórzaną uprząż na twarz. Założyła mu błyskawicznie. Znowu gumowa kulka znalazła się w jego ustach, a po drugiej stronie czarnej skóry z ćwiekami sterczał gumowy penis. Jolka położyła się wygodnie. Rozchyliła nogi. Rżnij mnie. Głowa Karola z gumowym kutasem zmierzała do celu. Jolka stęknęła błogo, kiedy jej niewolnik naciskając głową, wypełniał jej cipę. Ooo tak. Właśnie tak. Głębiej. – Instruowała. Złapała go za włosy nadając rytm i głębokość ruchu dilda. Chwilę potem mrucząc położyła się na boku. Dolną nogę wyprostowała, a górną zgięła. Napierając twarzą Karol rytmicznie zbliżał się do tylnej dziurki. Sytuacja i zapachy oraz wspomnienie wcześniejszego seksu wprawiły go w stan transu. Stał się zadowalaczem swojej Pani z penisem zamiast ust. Podniecało go to niesamowicie. Rytmicznie posuwał Jolkę. A może to ona jego? Połóż się na plecach, szybko. – Błyskawicznie wykonał rozkaz. Nabiła się na gumowego kutasa. Z tej pozycji mogła sięgnąć po resztę gadżetów. Sprawnie zapięła pasy na łydkach. Teraz jego kolana były połączone ze sobą kawałkiem twardego materiału. Nie był w stanie złączyć nóg. Jądra i penis były wyeksponowane. Złapała go mocno za mosznę i zaczęła swój taniec. Przypomniała sobie o dotyku rękojeści. Wzięła pejcz. Była to elegancko wykonana rękojeść ze skóry z licznymi sznurkami. Zamachnęła się. Świst powietrza był głośny. Podobnie, jak przekaz z dołu. Musiało zaboleć. Okładała go po tyłku, jądrach, udach. Wszędzie. W tym stanie dostała orgazmu. Chwilę potem kazała mu obrócić się na brzuch. Nie było to łatwe, bo poprzeczka między kolanami to utrudniała, ale kilka smagnięć przyspieszyło ruchy. Kutas zostaje na twarzy. Żebyś sąsiadów nie pobudził. Wypnij się. Suko. Pierwszy raz tak do niego powiedziała. Fajnie, podoba mi się, z uśmiechem Jolka wyciskała żel na odbyt swojej własności. Zaczęła masować dziurkę. Otwór był teraz bardziej miękki i coraz bardziej się poddawał. Wpychała do środka kolejne porcje żelu. Karol pojękiwał cicho z podniecenia. Jolka wstała i przypięła sobie pas z penisem. W sklepie było kilka rodzajów strap-onów. Wybrała obustronny. Ruchając niewolnika też chciała mieć z tego rozkosz. Nie tylko z widoku, ale i tam na dole. Fizyczną. Patrząc się na siebie ze sterczącym kutasem doznała szoku. Z krocza wyrastał jej penis. Dodatkowo czuła jego resztę w sobie. Było to obce i podniecające. Zobaczyła się w lustrze. Nabrała na dłoń żelu i rozsmarowała po swoim nowym, wystającym organie. Ścisnęła go. Gdy nim poruszyła poczuła jak drugi koniec gumowej pały wierci się w jej pochwie. Spojrzała na wypiętą dupę Karola. Naparła końcówką. Powoli milimetr po milimetrze kutas zagłębiał się w dziurkę. Karol zakwilił. Złapała go za pośladki i naparła mocniej. Kulka w ustach niewolnika kneblowała jego jęki, ale i tak głośno jęczał. Wycisnęła z tuby więcej lubrykantu prosto na dymającego penisa. Po chwili jęk bólu zamienił się w jęk rozkoszy. Przyspieszyła ruchy. Teraz dymała swojego faceta, jak dziwkę. Jeszcze miesiąc temu był leniem, a ich seks był słaby. Po zmianie Karol służy do zadowalania jej. A skoro i on jest zadowolony, co słychać… Złapała go za jądra i ścisnęła. Po chwili wyszła z niego. Na plecy, już. – Pomogła sobie kilkoma razami pejczem. Złap się za kolana i wypnij dupę. Wcisnęła w niego kutasa. Tym razem wszedł już łatwiej. Zaczęła znowu go posuwać. Ściskała mu sutki. Możesz sobie walić. – Łaskawie zezwoliła. Zapalczywie zaczął się onanizować. Jolka zdjęła mu z głowy uprząż. Łapczywie i głęboko łapał powietrze. Nalała więcej żelu. Poślizg zadziałał i znowu posuwała go brutalnie. Podoba się? – Zapytała Domina. Tak, bardzo. – Odparł. Tak, bardzo???. – I dostał policzek od Jolki. Tak, bardzo Pani. – Poprawił. Uśmiechnęła się, zwiększyła tempo i wykręciła brodawki. Po kilku minutach stękania Karol wytrysnął. Wystrzelił daleko. A że lędźwie miał wysoko, to część nasienia trafiła na twarz. No widzisz, Twoi koledzy marzą o spuszczaniu się na twarz, a Ty to robisz. I to sobie. – Szyderczo skwitowała. Ale nie martw się. Kiedy jesteś ze mną i u mnie na służbie nic Ci nie grozi. Tylko trzeba to wytrzeć. – Roztarła mu spermę na twarzy. Spojrzała mu w oczy i pocałowała głęboko. Poczuła, że chwycił ją za kutasa i delikatnie go onanizuje. Chwyciła jego penisa i tak samo poruszała dłonią. Głowa Karola zjechała niżej. Zaczął obciągać sztucznego penisa. Leżąc na plecach położyła kolano na jego głowie. Docisnęła. Kutas głęboko wszedł mu do gardła. Zakrztusił się. Naciskała na głowę rytmicznie. Po chwili odpięła dildo i kazała się zerżnąć. Spuść się na cycki. Część ładunku spermy trafiła na cycki, a część na brzuch. Zliż. – Przekaz był jasny. Zaczął od piersi. Lizał je i spijał nasienie. Językiem rozprowadzał lepką magmę wokół sutków. Jolka wypięła cycki. Sutki miała twarde i spragnione pieszczot. Chciała je sama ściskać. Odsunęła głowę Karola niżej. Lizał brzuch. Schodził niżej. Łechtaczka była już mocno podrażniona. Jolka pozwoliła mu jeszcze się wylizać. Tak zasnęli. Kilka dni potem Jolka, w drodze na lunch, zahaczyła o sex-shop. Chciała kupić analny plugin, żeby dupcia jej niewolnika miała zajęcie. Kupiła jeszcze dildo na baterię, wibrujące opaski na kutasa i jajeczko, które wsadza się do pochwy i steruje iphonem. Przed wyjściem do domu zainstalowała aplikację w telefonie i wypróbowała działanie. Mały, słodki owalny przedmiot bzyczał i niecierpliwił się na dłoni. Postanowiła przed wyjściem z pracy zaaplikować go sobie. W drodze do domu nie włączała gadżetu. Bezpieczeństwo najpierw. Nie chciała skończyć na latarni z wibratorem w cipie. Wjechała na podziemny parking. Zaparkowała. Teraz dopiero włączyła bzyczka. W windzie zastanawiała się, czy sąsiadka z córka słyszą bzzzbzzzzbzzz. I to wciąż zmieniające się, bo włączyła program prezentujący tryby wibrowania. A było ich dużo. Co chwila z szybkiej pulsacji zmieniał się na powolny i długi, a to na jakiś wariacki hardcore. Żegnając się w windzie Jolka spojrzała w lustro. Jej twarz mówiła wszystko. W domu Karol w kilka sekund był już wypełniony korkiem w dupie. Położyli się do 69. Lizanie łechtaczki nie pozwalało skupić się Jolce na telefonie i obsłudze maleństwa szalejącego w jej pochwie. Wreszcie znalazła listę programów. Pod „S” był squirting. Nacisnęła. Wibrator zaczął stymulować jej punkt G. Ssąc i gryząc żołądź obficie wytrysnęła. Jej ciałem zaczęło rzucać. Kilka razy odbiła się jak piłeczka od ust Kamila. Po chwili naprężyła mięśnie i wibrujące jajeczko powoli pojawiło się w otworze. Zacisnęła mięśnie i jajeczko schowało się ponownie. Karol ssał cipę swojej Bogini, urzeczony widokiem. Jolka wyciągnęła kawałek linki i obwiązała nią mosznę. Zacisnęła. Jęk. Działa, pomyślała. Resztą linki oplotła nasadę trzona penisa. Zanurzyła do głęboko w w ustach. Napięła się i wycisnęła jajeczko w usta niewolnika. Usiadła na jeźdźca. Karol, trzymając w ustach wibrujące maleństwo dociskał je językiem do cipki. Jolka miała w ręku dwa kawałki sznurka. Kontrola nad twarzą i kutasem. Błogo. Wypluj jajko i wyliż mi dupę. – Jak zwykle rozkaz był jasny i czytelny. Lizał jej odbyt. Był aromatyczny po całym dniu czekania na tę chwilę. Przycisnęła mocniej dupę do ust. Zamruczała i pociągnęła mocniej końcówki lin. Po chwili nadziała się na fioletowego kutasa. Karolowi oczy wręcz wychodziły z orbit. Trzymaj Ja mam być pierwsza. – Jolka pokazała miejsce w szeregu. Doszła wiele razy. Orgazmy miała jeden po drugim. Czy ta był jeden meeega długi, czy kilka połączonych? Cuuuudo. Mruczała. Po chwili skończył też Karol. W niej. Dostał w twarz. Od tej chwili prosisz o pozwolenie wytrysku. Zrozumiałaś moja Suko? Tak Jedyna. – Odparł. Stanęła nad nim i patrząc się mu w oczy poluzowała cipę. Łzy miłości mój piesku. – I całe nasienie zaczęło wypływać z pochwy i kapać na Karola. Oczywiście celowała w twarz. Ukucnęła z rozwartą pochwą nad jego głową. Podoba się? – Było to pytanie pułapka. Ooo tak moja Pani. – odpowiedział pospiesznie. Spoliczkowała go. To było pytanie retoryczne. Ważne, że ja jestem zadowolona. Łazienka. Po chwili powtórzyli spektakl z sikaniem, klęczeniem i lizaniem. Po mokrej minecie przysnęli przytuleni.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Paweł Kotowski
  • Wlascicielka, vol 3: Potwory, Stwory, Ludzie

    Zajął fotel. Jego sposób siedzenia, gdy trzyma na kolanach swój kask, na którym krzyżuje ręce, rozprostowane oparte plecy i wyciągnięte nogi kojarzy się jednoznacznie. Mama… Ona jak zawsze, wszelkie swoje emocje kryje w sobie. To jedna z jej sadystycznych sztuczek, lub sposób na radzenie sobie z stratą taty. Ase siedząca obok niej drży, co jakiś czas spoglądając w moją stronę. Cliford zabrał rozhisteryzowaną Sarę do cioci, na którą wszyscy czekamy.

    – Może zaproponuj naszemu gościowi kawę? – pada wreszcie z jakby bardzo odległego miejsca w zaświatach głosem mamy – Lub herbatę…

    – Kawa będzie dobra. – twardy, amerykański akcent w jego głosie jest denerwujący – Nie chciałem sprawiać problemów…

    – Nie sprawia pan. – znów jej głos – Po prostu… Dawid miał swoje tajemnice, to prawda. Zawsze dla niego liczyło się jednak dobro córek, więc nie mówiliśmy o nich. Nie sądziłam jednak, że i przede mną mógł…

    – Być może znam przyczynę. – przekłada ramię na podłokietnik – On i moja matka byli w związku tylko przez rok. W ciążę zaszła na kilka tygodni przed tym jak zniknął. Sam dowiedziałem się o fakcie jego istnienia dopiero kilka lat temu, a szukanie go zajęło cały ten czas do dnia dzisiejszego.

    Ase wstaje i idzie do kuchni w milczeniu. Idę za nią. Wyciąga kubek z szafki i sypie kawę z puszki. Nie odzywa się, nie patrzy na mnie. To nie ja go tu sprowadziłam, sam przyjechał. Nie chce go nawet tutaj. Otwieram okno i siadam na szerokim parapecie, zapalając papierosa. Staje obok, wyglądając na ogród.

    – Tata zabił naszego wujka. – mówi wreszcie, cicho – Bo ten chciał skrzywdzić Sarę.

    – Wiem. – odpowiadam jej, patrząc na pustą huśtawkę – Liczyło się dobro córek, więc o tym nie mówił.. – powtarzam po mamie.

    Otwieram szafkę za plecami wyciągając już nieco opróżnioną butelkę z czerwonawą zawartością opisaną jako „brandy cherry”. Odkręcam i sowicie pociągam. Podaje Ase, a ta przyjmuje i robi to samo. Nie słychać rozmowy w salonie. Chłodny wiatr owiewa mi twarz, gdy dym wraca do wnętrza. Kolejna porcja na dwie. Zabiera zalaną kawę do salonu, po czym wraca do mnie, znów opierając się o parapet.

    – Prosiłaś Pierożka by pilnował Aiszy? Brakuje tylko, by głupia zleciała tu piszcząc w kneblu. – strzepuje część popiołu przez okno

    – Chyba się polubiły. – uśmiecha się smętnie znów ciągnąc z butelki – Oszka włączyła jej te swoje bajki o kucykach i opowiadała. Ten twój kot wydawał się z tego zadowolony.

    Wyrzucam niedopałek pstryknięciem, zamykając oczy i mocniej wtulając się w ogromną kurtkę. Zbroja do ochrony przed całym światem. Tylko nie przed tym, który samemu tworzył swoimi wszystkimi czynami. Głośniejsze poruszenie w salonie, więc pewnie cioteczka przyjechała. Nie widziałam jej tutaj bardzo długo. Do kuchni wchodzi jednak jej młodsza wersja, kochany Bubelek taty. Spogląda na nas, na butelkę i wyraźnie urażona, układa ręce na tali jak mała dziewczynka.

    – Impreza bez mnie? – wydaje się urażona – Nie dość, że wujek zaczął się kurczyć, Sara znów leży zaćpana środkami na uspokojenie, to jeszcze pijecie bez mnie… Pff!

    – Nikt nie ma nastroju do twoich żartów. – odpowiada jej Ase, odwracając się do niej plecami – Jak chcesz iść do krainy zabawy to idź do góry do Oszki. – Majka podchodzi jednak do nas, opierając się też o blat, ale nie komentuje pustej butelki – Co ty tutaj robisz?

    – Przyjechałam z mamą. – przygląda mi się – Miałam jechać na obiad z wielokrotnym orgazmem u Mauren, ale to jest ciekawsze niż igraszki. – przekręca głowę – Młodzieńczy bunt?

    – Majka, oszczędź. – odpowiadam jej zmęczona – Wiesz kim jest facet w salonie?

    – Nie. – brzmi szczerze – A to nie jest karłowata wersja wujka? A nie, to wy nimi jesteście, ale bez tych śmiesznych ogonków między nogami. Podejrzewam, że ciocia miała w tym udział z nożyczkami.

    – Majka! – Ase syczy przez zęby – On mówi, że jest jego synem!

    – Macie brata? – unosi rudą brew w zdziwieniu – Fajnie, więcej rodzinki do kochania.

    – Nie. – odpowiadam jej wyciągając kolejnego papierosa drżącymi palcami – Nie mamy brata. A przynajmniej ja nie chce. – wsuwam do ust i walczę z zapalniczką – Nie chce.

    – Tali… – zaczyna Ase, kładąc mi rękę na udzie, ale to Majka otula mnie ramionami do siebie, gdy zaczynam czuć łzy na policzkach i narastającą gulę smutku gardle – On nie musi mówić prawdy. – po chwili i ona jest w ramionach rudzielca, szlochając – Tata by nam tego nie zrobił…

    – Ale… Jeśli… – mówię przez łzy – To znaczy, że… – To znaczy, myślę, że tata w nas grzebał, jak w swoich innych eksperymentach, chociaż nie mam odwagi powiedzieć tego na głos

    – Nic nie znaczy. – mówi Majka, jakby czytając mi w myślach – Powiedziałby wam, gdyby było inaczej. – przytula nas obie, spokojnie, troskliwie jakby była najstarszą z sióstr i w pewnym sensie jest nią, bo tata przecież ją zrobił – Ciocia i wujek was kochali najbardziej na świecie. Hemoroidów z zazdrości chyba dostawałyśmy z Sarą od tego. – to akurat jest zabawne, chociaż to śmiech przez łzy – On też zaczynał dzień od tego, gdy przychodziłam zjeść płatki. – wskazuje nosem butelkę – Wujek był wielki pod wieloma względami, ale największe to on miał serce.

    Uspokoiłam się na tyle, by też móc przytulić się z Ase w jej ramionach. Chciałabym, by tu był. By spojrzał na tego mężczyznę i samemu powiedział prawdę. Tak jak o nim mówią wszyscy. Chociaż jeden raz, nie robiąc “dla dobra córek”.

    – No, już smarkule. – mówi Majka, nadal nas trzymając – Idziemy go poznać? Mama pewnie będzie chciała nieco waszego DNA do porównania z nim. – zdejmuje ramiona – Trudno jest znaleźć grzebień łysego, by wyjąć z niego włos i mieć oryginał, więc muszą wystarczyć wasze puchate łoniaki jako córek.

    – Miałam nakarmić Aiszę i Oszkę… – mówię pociągając nosem i wycierając oczy – Pewnie są głodne i…

    – Aiszę? – znów ta brew – Oh, Tali ma koteczka! – mówi dziecięcym głosikiem – Mogę się z nim pobawić, mogę? Zrobimy mu z Oszką trójkącik dziewczęcy i zjemy sobie naleśniczki….

    – Nie! – mówię z przerażeniem – Wystarczy, że mała ciągle dobierała mi się do majtek. – krzywię się – To dzika. Mama ją mi dała, bo “skoro chcesz być jak tata, to masz swoją Sarę”. – wygrzebuje z kieszeni oczko z kluczykiem – Jest od kłódeczki na kneblu. Nakarm ją i załóż jej z powrotem. Żadnych gwałtów i zachęcania Oszki do tego, bo wciąż myśli, że jest jak człowiek, a nie….

    – Jasne. – uśmiecha się, wyrywając mi kluczyk – Słowo rudowłosej lesbijki, która miała się kochać przez całe popołudnie a zamiast tego pociesza napite waginosceptyczki.

    – A tata zawsze mówił, że ciocia to nimfomanka, nie lekarz. – uśmiecha się kąśliwie Ase, gdy zeskakuje na podłogę i jeszcze raz mnie obejmuje ramieniem po siostrzanemu – Ale ona ma rację, Tali. Nic się nie zmieni. – kiwam głową, znów trąc oczy – To my zawsze się liczyliśmy, a on jest… Nikim ważnym.

    Wracamy. Znów siadam na fotelu, a Ase z łatwością wciska się obok, tata lubił mieć szerokie meble. Nadal siedzi w ten sam sposób, ale teraz w jednej ręce trzyma kawę. Widzę jak Majka jeszcze się wychyla i pokazuje język trzymając w rękach miskę. Upięła włosy wysoko w sterczącą rudą palmę. Małpa. Mama nie wyraża żadnych emocji spoglądając na nas, ciocia za to trajkocze chętnie.

    – Przykro mi, że stracił pan tyle czasu i pieniędzy na szukaniu Dawida by ostatecznie… – mówi po angielsku

    – Proszę się nie przejmować. – mówi, prostując nogi w taki sam sposób jak tata, gdy stawy zaczynały mu dokuczać – Moja matka, Max, wychowała mnie samotnie, więc oswoiłem się z myślą o braku ojca w życiu. Chciałem mu tylko pokazać, że ja istnieje. Ponoć bał się mieć własne dzieci. Jednak, jak widzę, nie byłem wyjątkiem. – znów to spojrzenie, pierdol się, nie jestem twoją siostrą – Wiem, że to dość ciężkie pytanie, ale chciałbym wiedzieć jednak co go zabiło.

    – Cukrzyca. – mówi cicho ciocia, jakby bojąc się powiedzieć prawdę – Miał atak hiperglikemii.

    Znów zapada milczenie, gdy sięga po woreczki z pałeczkami do wymazów. Podchodzi do nas, pokazuje by otworzyć buzie. Kiedy pochyla się nad Ase, wykrzywia nieco nos, przy mnie to już mruży aż oczy.

    – Jakby sytuacja była odwrotna, to nie musiałabym robić badań. – mówi zrozumiale tylko dla nas zaciskając powieki – Chociaż Dawid nie palił jak ty, to jak chuchał brandy mi w twarz, gdy próbowałam go otrzeźwić to można było samemu się upić. Myśl o próbie prowadzenia go do łóżka albo zawożenia Alicji, gdy nie był w stanie stać wciąż przyprawia mnie o ból pleców. – otwiera wolno powieki – No, ale nie miał rozmazanego tuszu na policzkach po tym jak płakał. – uśmiecha się serdecznie, zakręcając i wracając na angielski – Z pewnością za kilka dni będę miała wyniki, które potwierdzą pana przypuszczenia.

    – Ma pan jakiś dowód na to, że mówimy o tym samym człowieku? – odzywam się wreszcie – Naszym – naciskam na to słowo, obejmując Ase – tacie? Pewnie już je przedstawił pan mamie i cioci, ale też chce zobaczyć.

    – Tak. – sięga do wewnętrznej kieszeni skórzanej kurtki – Jak mówiłem, ich związek trwał tylko rok, a mama zaszła w ciążę dopiero pod jego koniec, więc dowiedziała się o mnie, gdy już go nie było. – podaje mi zafoliowaną fotkę – Niemniej, miała o nim dobre zdanie.

    Na długich, białych schodach siedzi młodsza wersja taty. Naprawdę są do siebie podobni. Nie da się go z kim pomylić. Ma na sobie tą samą kurtkę, wyciąga nogi na kilka stopni przed siebie, ręce trzyma na kolanach. Patrzy prosto w obiektyw z spokojną twarzą, ale ciężko zobaczyć jego oczy z tej odległości. Obok siedzi kobieta, wyraźnie młoda o czekoladowej skórze, gęstych długich czarnych jak węgiel włosach i rozbawiona, opierając głowę o jego bark, chociaż musi siedzieć wyżej od niego. Jest na swój dziwny sposób ładna, chociaż odmienna od naszej matki.

    – I tyle? – spoglądam jeszcze raz na fotkę – To cały dowód na to, że ma być pan naszym bratem?

    – Talita… – zaczyna ciocia – Zrobię badania, ale nie da się zaprzeczyć, że pan Salomon wygląda dokładnie tak jak Dawid w jego wieku i…

    – Nie. – mówi mężczyzna, znów się uśmiechając, jak drapieżnik widzący strach – Nigdy nie chciałem być niczyim bratem. Chciałem tylko go zobaczyć. Dowiedzieć się czegoś o nim. Mama w opowieściach po morfinie przedstawiała go jako wybitną personę. Snuł przed nią niemal odrealnione opowieści. Wierzył w gatunkowość człowieka na tej samej zasadzie, co zróżnicowanych ras psów. Niektóre gatunki pełniłyby inne funkcje, rozwijały się w inny sposób wciąż pozostając człowiekiem. Mówił, że on ma zawsze o sobie za wysokie mniemanie, będąc jedynie inteligentnym zwierzęciem, ale gdy mu tą inteligencje się odbierze, zostaje tylko zwierzęciem.

    Jasne. Dlatego są mleczarnie, ludzie trzymają w domach w postaci puppy swoje seks niewolnice, a u góry bawią się moje dwa koty. Chcesz zobaczyć? Tata podobno pracował nawet nad projektem manipulacji genetycznej wyższego stopnia. Nic specjalnego, chodziło o to, że jeśli komuś się zamarzy suka z naturalnie różową sierścią i białą jak mleko skórą to ją panu wyprodukujemy. Może nawet to jest w notesach.

    – A pan wierzy w gadanie kobiety, która była nafaszerowana tak silnymi lekami? – prycham – Chce pan coś o nim wiedzieć? Proszę. – Ase czka cicho, podpita – Nas też w większości wychowała mama. Tata przyjeżdżał tylko lub ona przywoziła nas do niego tutaj. Miałyśmy swoje pokoje, zabawki i czas z nim, całkiem miły zresztą. Wydawało się, że on tylko chce pokazać jak nas kocha, odpychając od siebie całą resztę problemów. Gdy trzy lata temu zapytałam, czy mogę się tutaj wprowadzić, uważał, że to zły pomysł. Mimo to, mieszkaliśmy razem. Teraz jednak wiem czemu taki był. Okazuje się, że tata był strasznie aspołecznym typem, skrywającym wszystkie uczucia z jedynie rozwiniętym pragnieniem opieki, pod które kryło cały jego ból…

    – Talita! – mówi wreszcie mama, ostro, a Ase unosi rękę i próbuje mi położyć na ustach, jak jej wierna córka – Nie mów czegoś, co możesz żałować! – ja już nie mam czego żałować

    – Odpychał więc wszystkich, nawet tych, których zapewniał o swoich uczuciach, bo bał się, że ktoś to zobaczy. – odpycham rękę siostry – Mamę, moją siostrę i mnie. Myśli pan, że jakby tu się pojawił, przyjął z uśmiechem, objął ramieniem i wyjął piwo z lodówki, a potem byście rozmawiali jakby nigdy nic, bo ileś tam lat temu rzekomo zrobił dziecko czarnej amerykance?

    – Trzydzieści cztery lata temu… – zaczyna, nie zważając, że mama i siostra przed chwilą mnie uciszyła i patrząc na mnie z tą fascynacją, taką z jaką tata patrzył na Sarę, nie pożądaniem, zaciekawieniem – Spotkali się na zachodnim wybrzeżu, gdzie się zresztą wychowałem. Zabawne, że nawet kurtka, którą ma pani na sobie jest tak stara.

    – Co? – unoszę brew ze zdziwieniem

    – Oh, to opowieść kobiety nafaszerowanej morfiną. – pauzuje po tym zdaniu – Zamówiła uszycie kurtki m65 na prezent, ponieważ nie mieścił się w normalnych ubraniach a szła zima. Nosił ją potem już zawsze i wszędzie, nawet gdy już nie było śniegu. – po czym palcem wskazuje na mnie – Podobno była tak duża, że sięgała jej poniżej kolan. Przypuszczalnie, jest pani podobnego do mamy wzrostu. Zgadując więc, że to ta sama.

    Patrzę jeszcze przez chwilę na niego. Ten zasrany wzrok, ten ton, ta zadowolona z siebie mina. Widzi we mnie zabawną, pianą dziewczynkę, małego pieska skaczącego koło kostek. Wstaje bez słowa i wychodzę, wyprowadzona milczeniem. Wchodzę po schodach i dopiero pod drzwiami od kojca ścieram z twarzy kolejne łzy. Otwieram białe drzwi, milcząc wsuwam się do środka.

    – Jak robimy łapki? No jak? – rozlega się rozbawiony głos Majki, która siedzi na łóżku między blondynką i brunetką, gdy ta druga unosi nadgarstki z kajdankami niczym prawdziwe kocie łapki – Ładnie. – karmi kotkę pociętym w ślimaki naleśnikiem, która wygląda na uszczęśliwioną – Pani się pewnie ucieszy, że tak grzecznie jesz.

    – Nie ucieszy, bo wychodzi na to, że ona lubi wszystkich poza nią! – mówię opierając się ciężko o drzwi – A ja chyba zacznę na odwrót, nienawidzić wszystkich!

    – Aż tak bolało usunięcie jednego włosa? – pyta ruda, a Aisza chowa się za nią na ile może przestraszona chyba tym, że krzyczę – Ja się regularnie depiluje i nie narzekam. – pozwala Aiszy schować głowę za swoimi plecami – Co znów się stało?

    – Ja… – sama nie wiem – Nie chce go! Jest zły! I… – Oszka unosi nos, wstając z łóżka i drepcze ku mnie – On… – otula mnie łapkami w pasie i przytula swoją głowę do ciała – On patrzy! Tak! Patrzy na mnie jakbym miała mu być uległa! – stoi tak wtulona we mnie milcząc – Tata tak patrzał na Sarę! I….

    – A czy Sara była uległa wujkowi?! – w jej odpowiedzi czuć złość – Weź zimny prysznic, może się obudzisz i przestaniesz wreszcie gadać te wszystkie głupoty. Każdego dnia mu powtarzałam, że przecież ją uratował. Dwa razy. Tak samo jak Esterę, gdy ją wziął do domu. – wykrzywia twarz i głaszcze biodro Aiszy, która drży – On nigdy na nią nie patrzał przez pryzmat pożądania, tylko troski. Oszka też tak na Ciebie patrzy, głupku, nawet teraz.

    Przekręcam głowę i niebieskie oczka przerośniętej sześciolatki jak się zdaje czasem, rzeczywiście patrzą na mnie z odrobiną smutku, zatroskania. Nie. To coś innego. Ten wzrok wzbudza po prostu przyjemność, jego… Denerwuje. Jakby patrzeć na tłustego, wielkiego węża, który wie, że zaraz Cię zeżre. Ale czy to czuje wobec mnie Aisza? Przecież…

    Pozwalam się Oszce prowadzić do łóżka i usadzić obok niej. Milcząco wraca na swoje miejsce przy boku Majki. Ta uśmiecha się i wręcza mi talerzyk, drapiąc odsłonięte udo Aiszy, która nieśmiało wygląda na mnie.

    – Zjesz jeszcze troszkę? – pytam ją cicho, spokojniej, próbując pozbyć się myśli o gościu na dole – Pani nie krzyczała na Ciebie. – wysuwa się ostrożnie, patrząc na mnie badawczo – Po prostu trochę popiła i jej odbija. – siada wreszcie i robi łapki, otwierając buzię, a ja ostrożnie wkładam tam przecięty kawałek, przesuwając palcami po jej wargach – Jesteś ładna i mądra kicia, wiesz? – patrze jak je oblizuje – Tylko masz głupią panią.

    – Jak na to wpadłaś? – pyta kąśliwie Majka, drapiąc ją po plecach – A teraz buzi na zgodę. Tylko nie chuchaj, bo padnie biedna. – posuwa jej głowę w moją stronę

    – Majka! – pokazuje jej zęby – Nie przesadzaj.

    Drzwi się otwierają i do środka ostrożnie wtacza się Ase. Widać, mocniej ją kopnęło. Albo mi się wydaje, że jestem trzeźwiejsza niż w rzeczywistości. W ręku trzyma pluszaka Oszki.

    – Tapon! – krzyczy zadowolona blondynka – Zapomniałam o tobie! Pewnie chrapałeś pani Alicji i jest na nas zła? – podrywa się i przytula kucyka, nim siostra go puści – Będziemy musieli ją przeprosić przez Ciebie. – przyciska puchaty łepek do siebie

    – Nie martw się, hik, mama nie umie być zła. Jedynie wzniecać poczucie bólu spojrzeniem, jak teraz, a potem jak masz obrożę to może wszystko. – mówi wolno – Ciocia pyta, czy zejdziecie się, hik, pożegnać, bo pan Salmon jedzie, hik. – zasłania wargi – Wiesz ziostra, że facet był w marines? Dziesięć lat! – jakby to było istotne – Ciocia próbowała ostrożnie wybadać, czy wie coś o… – wskazuje na Aiszę ręką – Ale on jest całkowicie z zewnątrz. W sensie to normalny. Hik. – znów zasłania usta – Tata by pewnie pękł z śmiechu, bo zawsze miał nadzieję, że my też od tego odejdziemy i zamiast trzymać w domu niewolniczo ludzi, będziemy odnosiły sukcesy w inny sposób. – zaczyna się śmiać

    Majka wstaje i klepie Oszkę, po czym mówi jej coś po kociemu, a ta unosi twarz zdziwiona. Potem kiwa głową i siada z powrotem na łóżku, przytulając do siebie Aiszę, która wciąż wydaje się próbować zrozumieć co się dzieje i czy to znaczy, że ją ukarze.

    – Tak, pójdziemy. – mówi Majka, wracając i łapiąc mnie za stopę i szarpiąc – Oszka, Aiszka pogryźcie Talitę co puści się łóżka… – nie chcę – Wuuujek, no chodź, pojedziemy do Sary i jej powiesz prawdę! – znów ten głupi dziecięcy głosik – Ciocia Alicja też się ucieszy. I mama. – ciągnie mocniej, ściągając mi nogawkę – Noo choodź! – łóżko odsuwa się lekko, ale po chwili spadam na miękki dywan, a Aisza patrzy ciekawie – Może nie wszystko z wyglądu, ale złe cechy charakteru te same. – mruczy i ciągnie mnie – Asenata, pomóż no i się nie posikaj. – siostra łapie za drugą stopę, którą nieudolnie próbuje kopnąć i też ciągnie do drzwi, a potem na korytarz – Zrzucimy ją ze schodów?

    – A jak stanie się jej krzywda? – rozlega się z dołu głosem cioci – Skończcie się wygłupiać, jakbyście znów były malutkie. Jesteś od nich starsza, powinnaś być mądrzejsza.

    – Mam to po mamie! – odkrzykuje i sadza mnie prosto – Pomachaj ładnie, panu, być może bracie.

    Widzę go. Brzytwa by wystarczyła, by go upodobnić bardziej. Dalej tak patrzy. Uśmiecha się. Nie, to nie uśmiech. To jadowity grymas świadomości, że jestem tylko drobną, niegroźną dziewczynką, nic nie mogę mu zrobić. Mogę wszystko! Mogę Ci zabrać to co pewnie kochasz między swoimi nogami, a potem dalej się bawić twoim ciałem, aż będziesz lizał moje stopy błagając o litość. Będziesz tylko głupim zwierzątkiem po lobotomii, w pełni uległym na każde moje życzenie. Linijka genów nie czyni Cię moją rodziną. Mogłabym Cię zabić i odtwarzać kolejne razy w setkach kopii. Patrzeć, jak kolejne cierpią co rusz nowe śmierci lub gwałcą się w nieskończonym łańcuchu ciał. To ja jestem tygrysicą, głupia hieno łasząca się na resztki.

    – Nie muszą schodzić. – mówi wreszcie – Sam pewnie też bym tak zrobił, gdyby nagle całe moje życie się zmieniło – oh, łaskawca – Niemniej, pani Alice i pani Susan, dziękuje. – no wystaw ten rozdwojony język, pokaż go – Może ojciec, czy też Dawid nie wyjąłby piwa z lodówki i zaczął ze mną wspominać matki. Nigdy nie chodziło o pieniądze czy cokolwiek. Widzę, że jego życie potoczyło się szczęśliwie. Mama w ostatnich dniach czasem wołała go po imieniu. Kiedy się nad nią pochylałem, myślała, że to on. Przepraszała, mówiła, że nie powinna, ale czuła jego brak. – pochyla głowę lekko – Chciałem mu właśnie to powiedzieć. Mama zawsze Cię kochała, ale ja nigdy Cię nie poznałem.

    – Współczuje panu. – odzywa się mama a w jej tonie naprawdę przebrzmiewa dziwna nuta zatroskania – Myślę, że jednak ucieszyłby się z waszego spotkania mimo słów mojej córki. – kładzie mu rękę na ramieniu, mamo, zabierz ją – Chcieliśmy je wychować jak najlepiej, ale jak widać, dzieci zawsze dążą do nienawidzenia rodziców. – nawet nie patrzy na nas – Być może zbytnio je rozpieściliśmy. Patrząc na pana, myślę, że byłby dumny z takiego syna.

    Unosi głowę i uśmiecha się do niej. Nawet ciocia, zerka na nas, a Majka schodzi obok mnie, jakby już było jej obojętnie co będzie dalej ze mną.

    – Zostanę w Europie jeszcze około dwóch tygodni, a potem wracam do Kalifornii. – wyjmuje z innej kieszeni kartonik i wręcza cioteczce – Będę wdzięczny za kontakt. – odpowiada mu kiwnięciem głową – Jeszcze raz, miło było mi poznać najważniejsze kobiety w jego życiu, chociaż nie jego samego. – unosi znów ten swój wzrok na mnie, taki pozbawiony szacunku, niczym właściciel wybierający sobie nową sukę, po czym unosi dłoń i wskazuje mnie palcem – Do widzenia, pani…

    – Talita. – odpowiadam mu sucho, sztywno – Tata miał fantazje do imion.

    – Zabawne. – uśmiecha się znów, pełen jadu – Matka chciała podkreślić, że jestem synem Dawida nazywając mnie Salomon. Zawsze to powtarzała.

    – Ale jego mądrości pan nie dostał. – odpowiadam mu równie jadowicie, wciąż zła – Wie pan, król Izraela, słynący z swej mądrości i inne takie…

    – Albo też człowiek pokoju, mała dziewczynko. – skłania się lekko z śmiechem, po czym ściska dłoń mojej matki, cioteczki i na końcu Majka otula go swoimi łapskami przytulając, co wzbudza we mnie obrzydzenie, a jej rozbawienie – Do widzenia. – i wychodzi, a ciocia zamka za nim drzwi.

    Mama nawet nie odwróciła przez cały ten czas swojej głowy, by na mnie spojrzeć. Kara, to zawsze są kary. Nie jesteśmy kundlami, które kulą się na sam jej widok, tylko jej dziećmi. Rozpieścił córki. Jasne. Bo chcemy mówić prawdę, tak jak zwykle kazał nam tata?

    – Mamo… – zaczynam, podnosząc się z górnego stopnia – Przecież on…

    – Odwieziesz mnie do domu? – pyta jedynie Majki, która kiwa pospiesznie głową – Asenata chyba nie jest w stanie, więc niech zostanie tutaj.

    – Zabierzemy też małą do domu, Sara niedługo się obudzi. – mówi jej ciocia, zupełnie jakby nikt mnie nie słyszał, po czym znów zwraca się do mamy – Pewnie by nas za to znienawidził… Zadzwonię do Kellara, Dawid i jego ojciec się przyjaźnili mimo różnic w charakterze.

    – Markus miał wpływy, Dawid wiedzę. – odpowiada jej mama, kiwając głową – Niech załatwi to cicho i szybko, jak za starych czasów. Młodzi dzisiaj nie rozumieją, jak było wtedy trudno. – wychodzi bez pożegnania.

    Ciocia mówi coś Majce po kociemu, po czym dołącza do mamy, a kuzynka mija mnie patrząc na mnie z tym rozczarowaniem i złością, po czym znika w kojcu. Wraca z Oszką idącą z swoim pluszakiem pod ramieniem, a za nimi nieśmiało drepcze kotka dzwoniąc kajdankami. Oszka staje na chwile przed mną i mocno mnie przytula do siebie. Nadal nie jest to to samo, co wtedy, gdy wyżaliłam się Sarze. To jej zwykły, przesadny ścisk, odruchowy. Bo ją tego nauczono lub podpatrzyła u niej. Jest jedynie wzbierający się żal, kolejna fala smutku wzmagana alkoholem i rozczarowań, że rozkosz znika. Puszcza mnie i całuje leciutko w usta. Nie powinnam jej na to pozwalać. Aisza przygląda się temu, jakby zastanawiając.

    – Majka mówiła, że mama też się bała tego złego pana. – mówi blondynka, patrząc mi prosto w oczy – A ona nie bała się nawet pana Dawida, więc ten musiał być straszny jak Discord! – uśmiecham się, nie rozumiejąc – Ale Fluttershy przekonała go, że przyjaźń jest ważna, więc stał się dobry. Może więc i my musimy mu to pokazać? – po czym kładzie głowę na mój biust – I nie krzycz dużo. – wskazuje kotkę, która pochyla głowę – Ona się wtedy boi i myśli, że zrobisz jej krzywdę. A to jest złe. – odsuwa się, całuje leciutko w usta. Nie powinnam jej na to pozwalać. – Pa pa Taly. – schodzi po schodach

    – Widzisz? – dźga mnie łokciem ruda – Nie chodziła jak my do szkoły, ale miała najlepszego nauczyciela na świecie i jest mądrzejsza od nas. – wskazuje na plecy blondynki, która mimo osiemnastu lat wciąż wydaje się być malutką dziewczynką – W sumie, ciekawe ile ta ma lat. – wskazuje Aiszę – Nie wygląda na najbardziej dorosłą. – wzrusza ramionami, po czym po angielsku zwraca się bezpośrednio do niej – Aisza, przytul swoją panią i połóż się z nią spać, to się pewnie ucieszy, że ma tak mądrego kotka. – brunetka unosi głowę patrząc na nią, a ta drapie ją po brodzie i całuje w czoło – Słodki puszek jesteś, ale nawet najpiękniejszy ragdoll stanie się paskudą bez opieki, jak się o niego nie troszczą. – Aisza uśmiecha się do niej leciutko po czym znów spogląda na mnie i z obawą opuszcza wzrok, po czym posłusznie wycofuje się do pokoju – Ase zasnęła tam na łóżku, więc możesz próbować ją obudzić. – zaczyna schodzić po stopniach – Wyjaśnię cioci trochę dlaczego, ale wy najlepiej wiecie jaka ona jest.

    – Majka… – nie zatrzymuje się, jak zrobiłaby normalna osoba – Jak ty to robisz?

    – Nożycujemy się z dzwoneczkami albo uprawiamy seks oralny. – odwraca głowę i uśmiecha – Zawsze są też zabawki oraz inne pomysły.

    – Nie. – uśmiecham się kwaśno – Gdy tata Ci powiedział, czym jesteś. Gdy wiesz, do czego się używa takich jak ty. Że ty i ciocia robicie to wszystko tak normalnie, spokojnie. Tata robił tak samo z Sarą, podczas gdy mama…

    – A niby czym jestem? – unosi brew w zdziwieniu – Mama też się bała, gdy wujek mi powiedział prawdę. Czy to coś zmieniło? Przestałam być córką, siostrzenicą? Nie, tylko nigdy nie miałam prawdziwego taty jak ty. – opuszcza ją – Ciocia mówi, że dzisiaj jest łatwiej. To prawda, bo kiedyś bez problemu ktoś mógłby Cię wypatrzeć na uniwerku, pożądać i nie miałabyś żadnego wyboru. Wujek jednak zawsze miał kota. Takiego, który ma swój wybór. Wystarczy czasem pomyśleć, że mogłaś być na jej miejscu, a potem, że reszta twojego życia może być tylko przy właścicielu. – znów się odwraca tyłem – Jak zdechła Estera, byłaś malutka i pewnie nie pamiętasz. Ale Ase i Sara mocno to przeżyły. Wujek powiedział wtedy „była szczęśliwa, bo miała was”. On też umarł szczęśliwy, bo miał nas. Twój Puszek boi się Ciebie, bo nie wie wciąż co się dzieje i przez to jest nieszczęśliwy. Zagadką jest jednak dla mnie, co czyni Ciebie przerażoną, nieszczęśliwą i szarpiącą nieistniejące sznury, mając do dyspozycji więcej, niż wiele. Pomyśl o tym, jak wytrzeźwiejesz. – ostatni raz patrzy na mnie – Pa Tali, ucałuj tego słodkiego orzeszka od mnie. – ona też odchodzi.

    Co Cię przeraża? Wracam do pokoju, Ase rzeczywiście rozwaliła się na łóżku, a kotka siedzi na dywanie oglądając bajkę. Skula się nieco na mój widok. Naprawdę jestem takim potworem w jej oczach? Kucam obok i wyciągam rękę, głaszcząc ją po buzi. Chce tylko, by słuchała. Nic więcej. Przekręca twarz w mojej dłoni, ale nie unosi wzroku.

    – Ubierzemy piżamkę i obejrzymy sobie film? – pytam jej spokojnie, łagodnie – Dam Ci butelkę z mleczkiem i zdejmiemy te bransoletki. – stukam palcem o kajdanki – I będziemy spały razem w łóżku, co ty na to? – spogląda z namiastką uśmiechu – Mam na dole więcej bajek, jak je lubisz.

    Wciśnięta więc w jednoczęściową piżamę, już bez kajdanek ale wolno pijąc mleko Aisza leży na kanapie. Wielokrotnie widziałam, jak Sara kładzie się na kanapie z głową opartą o brzuch taty, który po prostu ją głaszcze równocześnie z drugiej strony tuląc często mamę z Ase pośrodku, sama robiąc z Oszką z jego nóg wyciągniętych nóg i koca namiot, to teraz ja robię za poduszkę w ten sposób. Rysowanie linii jej ciała pod gładką tkaniną przy użyciu palców i dłoni, ciepły oddech przenikający lekko przez tkaninę na moją skórę, miękkie obnażone miejsca jej ciała, a nawet samo zabawne poczucie jej obecności przy oglądaniu „Bambie”. Chyba pierwszy raz jesteśmy nagle tak blisko siebie.

    Przyjemne, kojące po całym tym zjebanym dniu. Ase schodzi w samych majtkach i koszulce rozczochrana, patrzy na nas mętnym wzrokiem. Wyraźnie nieco otrzeźwiała.

    – Mama pojechała? – upewnia się patrząc na mnie – Zadzwonię do Cliforda, by mnie odebrał. Masz aspirynę?

    – Zostań na noc. – odpowiadam jej, wsuwając palce za ucho kotki, która porusza się pod dłonią – Tabletki są w szafce za lustrem. – pozwalam jej się przekręcić na plecy i zaczynam drapać po brzuchu, robiąc palcem kółka dookoła pępka – Chyba jest na nas wściekła.

    – To mama. – odpowiada przykładając dłoń nad powieką – Jedynie tata potrafił sprawić, że była zadowolona. Ewentualnie jej ukochana alfa dostaje kilka kolejnych medali. – znika w łazience i po chwili wraca siadając obok mnie – No i pojawienie się tego kolesia. Myślisz, że jej to nie zabolało?

    – Sama nie wiem. – odpowiadam zgodnie z prawdą – Myślę, że ona i ciocia coś kombinują w związku z tym. Ale… Majka próbowała mi dać do zrozumienia, że źle do tego podchodzimy…

    – Majka jest optymistką, a my realistkami. – odpowiada mocniej opierając plecy o oparcie – Talita, mama gdy zaczęłam jej pomagać powiedziała mi ważną rzecz. Ręka kierująca się po pas ma być straszniejsza, niż sam pas, wtedy wiesz, że masz władzę. Kabul, poprzednia alfa trzymał omegi w strachu gwałtami. Dopadał je, a one musiały posłusznie znosić bycie jebane przez prawie pięćdziesięcioletniego mieszańca. Nie był największy, był po prostu najbardziej dominujący, gdzie większość psów w stadzie to dwudziestu kilku latki. A potem przybył Cargo. Mama kazała mi patrzeć. Pomyśleć, że będzie kolejną słabą omegą. Młodziutki, zaledwie osiemnastoletni, słabo umięśniony, z rudymi włoskami na ciele. Kabul idzie ze spokojem na niego, pokazać mu swoją władzę przez wsadzenie kutasa do dupy. Ale Cargo atakuje go głową, powala i zaczyna tłuc. Z całej siły uderza go po całym ciele, obiema rękami, dociskając do ziemi i siedząc okrakiem na nim. Nikt go nie powstrzymuje, a on go cały czas bije. Potem schodzi. Nie gwałci, odchodzi. – uśmiecha się pod nosem – Kładzie się przy stopach mamy, która akurat tam weszła. Po prostu, siada obok niej jak jakiś doberman i nawet nie drgnie. Kabul zdechł z powodu pięknieć organów wewnętrznych, a Cargo został nową alfą.

    – Jaki z tego morał? – pytam wyciągając spomiędzy łapek kotki i odstawiając na stół pustą butelkę, w momencie gdy kociak obraca się znów na brzuszek i wbija mi brodę w udo, więc drapie ją po dupce uśmiechając się do niej i mrugając – Seks nie buduje władzy?

    – Nie. – uśmiecha się – Potęgi nie buduje się narzędziem, ale osobą.

    – Czyli coś co wiedziałam. – Aisza ziewa, po czym przyciera się policzkiem o moje udo – Ojo, ktoś śpiący jest. – drapie ją jeszcze po plecach – Ja śpię w sypialni rodziców… – dawnej sypialni rodziców – Więc jak chcesz to…

    – Prześpię się tutaj. – odpowiada siostra, przeciągając się, po czym odwraca twarz do mnie i znów napotykam te same brązowe oczy co u niego, ale pozbawione tych wszystkich wstrętnych rzeczy, które są widoczne w tamtych – Nauczyłyśmy się też czegoś ważniejszego. Fakt, że żyjesz nie musi znaczyć, że istniejesz. Zwłaszcza, gdy zajmujesz się tym konkretnym biznesem.

    – Myślisz, że mogłybyśmy go poznać lepiej? – patrze na nią w tej samej pozie – Jeśli to naprawdę nasz brat? Tata i ciocia też byli przyrodnim rodzeństwem, ale byli mocno zżyci.

    – Bo się wychowali razem. – odpowiada, przewracając oczami – Ale myślę, że tak. Po to tata i mama posłali nas do szkoły z internatem, żebyśmy miały jakąś perspektywę normalności, jak Majka. Z kilkoma koleżankami z czasów szkoły średniej na studiekompetanse wciąż utrzymuje kontakt, ale raczej na zasadzie „o, cześć, co u Ciebie, a ja wyszłam za mąż i mam dzieci, musimy się kiedyś spotkać na wino”, a nie „prowadzę klub dla gejów z skłonnościami sadystycznymi i razem z mamą prowadzę hodowlę male human puppy, co jest skrajnie nielegalne”. – uśmiecha się pod nosem – Ale skoro ty umiałaś sobie znaleźć chłopaka do jebania, co trudnego może być w rozmawianiu?

    Zupełnie jak w dzieciństwie, układam głowę na jej ramieniu, jeszcze na chwile. Patrzę jak uciekające przez wodę jelenie spotykają się jako ciemne sylwetki na tle płonącej łuny, czule witają, a potem wspólnie ją obserwują. Pewnie Sara zabrała by śpiącą już Oszkę do kołyski, a tata przyszedł cicho do nas od tyłu, objął swoimi wielkimi ramionami i podniósł do góry, chociaż byśmy piszczały, a Ase narzekała, że jest już duża. I nie było zlituj się, ząbki umyć i do łóżeczka idziecie. Sara też idzie, nie kicia?

    – Co tak chichoczesz? – pyta Ase, trzymając policzek na czubku głowy – Wiem, że koniec jest ładny, ale…

    – Nic, idziemy umyć zęby z Aiszą i spać. – odpowiadam jej, wciąż chichocząc – Dobranoc, siostra.

    Biorę kotkę pod ramię, otulając ją i prowadzę do łazienki. Pokazuje jej szczoteczkę i nakładam pastę. Wyciąga dłoń, ale pacam ją lekko. Pokazuje by otworzyła buzię. Nieco zdziwiona wykonuje polecenie i jak małemu dziecku szoruje jej ząbki, trzymając za brodę i patrząc cały czas w oczy. Podaje jej kubeczek z wodą, po czym sama zabieram się za swoje.

    Po skończeniu, całuje ją leciutko w czoło z świeżym, miętowym oddechem i prowadzę do sypialni taty, gdzie popycham ją na łóżko i przykrywam niemal do nosa prześcieradłem. Wciąż na mnie patrzy, oczami nieco zdziwionymi, ale coś jest nowego poza tym lękiem. Skorupa zaczyna stawać się skórą, jak sądzę. Z wystającymi palcami i oczami patrzy, jak zdejmuje kurtkę i włażę tuż obok niej, po czym ją obejmuje, tuż poniżej pępka, przyciskając do siebie, jak Romeo Julie w zagrodzie. Przypomina mi się bajka, którą opowiadał nam tata. O panu, który znalazł kota w kartonie w czasie deszczu.

    – Kot myśli, że odbiera się mu wolność. Tam mógł robić co chciał, polować na myszki i spać na śmieciach. – przesuwam dłoń w górę, dotykając jej jędrnego biustu i przyciskając twarz do czubka głowy – Ale kot ma teraz dom. Będzie miał kosz, gdzie może spać, zabawki, miskę z jedzeniem i rękę, do której będzie mógł się przytulać. – kręcę palcem kółeczko dookoła jej sutka – Pewnie, będzie gryzł i drapał, nie wiedząc, jakie to dla niego dobre. Ale nie można go za to uderzyć. – cofam palce w dół jej ciała – Trzeba być cierpliwym. Pewnego dnia bowiem, gdy otworzy się drzwi by mógł odejść, czmychnie z powrotem do środka i schowa pod łóżkiem. Wie, że tu jest jego dom. – całuje ją w czubek uszka, po czym już od siebie dodaje – A Pani zawsze na niego czeka, bo kotkowi krzywda stać się nie ma.

    Obraca się lekko pod moim ramieniem, przodem, przytulając swoje ciepłe ciało ku mnie. Bliskość. Nie ważne jak wiele dawała mi jej Oszka próbując manifestować swoje uczucia wobec mnie, ta wydaje się prawdziwsza. Czy to przez te stopy sunące po łydkach, czy ciepły oddech w piersiach, a może jej urocza niepewność jaką emanuje w tej konkretnej chwili, będąc w mojej kontroli. Naiwnie myślałam, że ją mam, ale teraz ją czuje naprawdę. Może to chciała mi przekazać mama?

    Ase wygląda lepiej niż wieczorem. Ubrana w swoje stare ciuchy, które pewnie zostały u taty z czasów jak jeszcze przyjeżdżałyśmy na wakacje, uczesana i jak zawsze pachnąca silnie różami przesuwa w moją stronę kubek parującej kawy.

    Wykąpana i ubrana w białą bluzeczkę oraz jedne z pożyczonych z szuflady Oszki majtki i skarpetki Aisza ma ładnie rozczesaną sierść. Nieśmiało, patrząc na blat, siada na krzesełku. Rozgryzienie przepisów taty by wreszcie sprawdzić jak robił te wszystkie kosmetyki dla nas będzie kluczowe przy szukaniu jej zapachu. Póki co, pachnie jak ja, marcepanem.

    – Mleczko? – pyta jej siostra, opierając brodę na nadgarstku – I puszeczka dla kotka?

    – Ej, to moja kwestia. – dźgam ją łokciem i podciągając wyżej rękawy kurtki – Z puszki to je się tylko tuńczyka do kanapek. – wykrzywiam twarz na smak smoły identycznej jak ta, którą dała mi mama – Chyba jednak wolę…

    – Oj, zrobić kakao dla małej dziewczynki? – pokazuje kły w rozbawieniu – I wafle z dżemikiem?

    – Jędza! – pokazuje jej język w odpowiedzi – Wystarczy coś prostszego, mam cały stos przepisów, ale nie umiem ich przeczytać.

    – Notatniki taty? – wyciąga z lodówki kolejne rzeczy i stawia na blacie – Podejrzewam, że ma to związek z tym, że tatuś w przeciwieństwie do cioci i Sary nie chciał nas uczyć Polskiego, bo to jeden z najtrudniejszych języków świata.

    – Oh, to tylko koci język, Zajączku, zupełnie niepotrzebny. Znasz przecież Norweski i Angielski, po co Ci więcej? – kładę czoło na blacie – Nie wiem, może bym mogła czytać co napisał.

    – Majka zna cztery języki. Norweski, angielski, francuski i właśnie polski, tak jak tata. – miesza w misce ciasto – Pamiętam, jak mieszkali razem w Francji. Jeździłyśmy tam z mamą, była tam taka zabawna jałóweczka Estera, ale tata zawsze wtedy był smutny A potem jak miałam z pięć lat pojawiła się Sara i ty, a rodzinka przeprowadziła. – wygrzebuje gofrownicę z szafki i podłącza do prądu – Przeprowadzkami zaznaczał różne okresy swojego życia.

    Aisza ssie mleko z butelki, wciąż na mnie patrząc. Nie, to jeszcze jest ubranie. Powoli zaczyna czuć rolę, ale jeszcze ją odrzuca. Kiedy wręczam jej posmarowanego gofra, je go powoli, małymi gryzami, ale ostatecznie zjada cztery duże kwiatki i oblizując wargi z dżemu i bitej śmietany. W nagrodę głaskałam ją po brzuszku, uśmiechając się do niej.

    Po przeniesieniu się na kanapę i przyniesieniu kartonu z notesami, znów przyjęła tą samą co wczoraj pozycję do leżenia mi na brzuchu, oglądając jeden z filmów o supernowych w kosmosie. Ase, czekając na swojego narzeczonego, przeglądała ze mną niezrozumiałe zapiski, które później pewnie spróbuje przepuścić przez jakiś AI Translator, by dowiedzieć się czegokolwiek.

    – Ej… – mówi trzymając kolejny – To album. Wiesz, taki z drukowanymi zdjęciami, tata je lubił. – kładzie go między nami, bym też mogła zobaczyć.

    Jedno z najpiękniejszych przedstawia, jak siedzi pośrodku obejmując mamę, która się śmieje jakby ją łaskotał. Ja i Ase siedzimy mu na kolanach, strojąc głupie miny przez rozciąganie sobie oczu i wytykanie języków. Koło jego nóg siedzi Sara rozpromieniona, trzymająca Oszkę z smoczkiem w buzi i pieluszce wyciągającą łapki do przodu. Ciocia Zuzia siedzi obok niego uśmiechnięta, a za jej plecami stoi szczerząc się i opierając ręce na jej barkach Maja.

    Kolejne zdjęcia to głównie scenki rodzinne. Jest mama z wielkim brzuchem grożąca palcem do obiektywu, “ani się waż zrobić tego zdjęcia” i Ase stojącą przy jej boku, trzymając za nogę z rozbawioną miną. Jest śpiąca na fotelu Sara, karmiąca swojego maluszka małą piersią. Majka, bujająca mnie na huśtawce. Ase i ja z króliczymi uszkami, obok Sary i Oszki z kocimi przy malutkim stoliczku, gdzie bawimy się w herbatkę. Młodsza Majka w okularach czytająca grubą książkę z zdziwioną miną. Fotografie urodzinowe z kolorowymi tortami, gdzie jest różna liczba świeczek. Potem kilka pustych kartek. Kolejne. Młodsi mama i tata, gdy ją podnosi jak pannę młodą na tle jakiegoś domu. Ciocia, która wygląda jak Majka teraz, z jakąś kobietą. Tata rozmawiający z kilkoma mężczyznami w garniturach odwracając głowę, jakby został zawołany, jak zawsze ubrany w swoją kurtkę, trzyma na ramionach młodą wtedy Sarę w sukience, przytula się do niego jak dziecko. Dookoła kręcą się różne puppy na smyczach, nagie i pozbawione jej uroku. Potem jeszcze kilka zdjęć Sary ładnie prezentuje się nago lub ubrana, takie z zmysłem artystycznym. Na samym końcu jednak to.

    – To samo. – stukam fotografię na schodach – To samo cholerne zdjęcie co jego.

    Ase wyciąga je ostrożnie z foli, przyglądając mu się bliżej. Odwraca. Po angielsku czarnym piórem, pochylonym, kobiecym pismem napisano.

    – „Największym dokonaniem naszej współpracy, była możliwość poznać Ciebie, David. Max Grimery, Los Angeles.” – odczytuje na głos – Dziwnie to brzmi. – chowa je z powrotem – Grimery… Coś mi mówi to nazwisko…

    Aisza przekręca głowę, więc drapie ją po karku odruchowo. Siada i przytula się do mnie mocniej swoim ciałem, układając głowę mi na ramieniu i chowając twarz w szyi.

    – Ooo, jak słodko. – mówi Jędza po angielsku, uśmiechając się – Zacznij chodzić z dwustronnym dildo w kieszeni, to będziesz mogła się jak Majka, gdy znów się zbierze wam na amory.

    – Ona nie jest od tego. – odpowiadam jej zgryźliwie – Prawda, kotek? – spoglądam przytulam brodę do jej skroni – Nawet nie lubiłam jak Oszka mi próbowała dogadzać. Pewnie zobaczyła, że jak się tam pociera, to jej przyjemnie i postanowiła, że mi też będzie.

    – Więc zabawiałaś się z facetem, który miał małego. – odpowiada zgryźliwie – Oj, Tali, Tali, niby dorosła a mała dziewczynka jak Oszka. Zapytam Cliforda, może ma jakiś wolnych kolegów, co chociaż Ci szpara między nogami nie zarośnie. – wyciąga rękę i też głaszcze Aisze po boku – A tobie potrzeba drugiej samiczki czy wystarczy wibrator?

    – Pierożek będzie nas odwiedzał, polubiły się, więc jak będą chciały to im pozwolę się pobawić. Zresztą, sądzę, że Majka nasze kociątko edukuje bardziej, niż nam się zdaje. – odpowiadam jej, wciąż czując łaskotki z oddechu – A ja poczekam na kogoś wyjątkowego. Kogoś, kto będzie mój. Po prostu, chyba, naiwnie się pospieszyłam. Teraz to wiem.

    – Wolniej, wolniej, siostra. – śmieje się – Od takiego napływu mądrości ciemnieje skóra i się gwałtownie rośnie.

    Dźwięk samochodu zwiastuje przybycie Cliforda. Ase żegna się ze mną równie wylewnie, co z nim wita wieszając mu na szyi i całując, jakby zamiast jednej nocy nie widzieli się tydzień lub więcej. Machają nam jeszcze długo wyjeżdżając. Wracamy do środka, siadam na kanapie sięgając po papierośnicę. Aisza jednak kładzie się na mnie całym ciężarem ciała, tak, że jej brzuch leży mi na miednicy i wyciąga ją ustami z mojej dłoni i odkłada na kanapę. Robi smutną minkę i uderza palcami o moje, gdy próbuje podnieść..

    – Nie mam palić? – drapie jej pośladek, który wysunął się z majteczek i je poprawiam palcem – Wiesz, Puszku, mama ma rację. Czas dorosnąć, choćby do tej kurtki. Może nie powinnam iść na skróty, chcieć tego co on robiąc to co ona. To tak nie działa. – rysuje paznokciem przez tkaninę wzorek na skórze – I patrząc na to, czuje po prostu żal do samej siebie, że próbowałam w ten sposób, zamiast znaleźć własnego. – przekładam dłoń między jej łopatki, kładąc łokieć wzdłuż kręgosłupa – Ale teraz już będzie dobrze. Przeproszę mamę, spróbuje go zrozumieć i… Będę twoją właścicielką.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Była przerwa, posypuje sobie głowe popiołem, ale miałem straszny syndrom Georga R. R. Martina – pisanie szło opornie. To co prawdopodobnie już przeczytaliście, to czwarta wersja (trzy poprzednie miały całkowicie inną wymowę, rozwój postaci i charakter). 
    Chciałem jednak odróżnić Talitę, jak to sama przedstawia, dopiero dorastającą do kurtki ojca rozpieszczoną tygrysicę od pokornej swojemu panu Sary i zaprezentować nieco istotną w kolejnych częściach postać męską. 
    Zaznaczę, że vol 4 też może powstać dłuższy moment, ale postaram się przygotować chodzace od dłuższego czasu w mojej głowie opowiadanie, również quasi-pornografię, więc obserwujcie stronę – nie martwcie się, póki mam na alkohol mogę pisać wszystko.
    Koniecznie zostawcie też komentarz, czy odpowiada wam taki styl, czy może jednak chcielibyście więcej scen erotycznych z odczuciami lub choćby o czym jeszcze poczytać.  

  • Sesja fotograficzna – 3.

    Część 3.

    W chwili desperacji, wtedy byłam już naprawdę bezradna, popełniłam ogromny błąd i na kilku portalach dałam ogłoszenie z moimi zdjęciami z komórki, z propozycją sponsorowanych spotkań. Fotki były chyba udane, niektóre odważne, ale nie wulgarne i zawsze bez twarzy albo z zasłoniętą twarzą. Efekt? Cholera, nie wiedziałam, że tylu debili żyje w tym kraju!! Dostałam masę odpowiedzi! W sumie: kilkaset. Doszłam do czterystu, a potem przestałam liczyć. Nieco później skasowałam większość moich profili.  

    Debile, nie dlatego, że odpisali, ale co napisali! Najbardziej rozbawił mnie facet (ok. 40 lat, o dość odpychającym wyglądzie, raczej zaniedbany, z 20 cm penisem; przynajmniej tak twierdził), który wprost zapytał o kwotę, jaką zapłacę za spotkanie z nim?!! Jeszcze zaznaczył, że oczekuje zwrotu kosztów podróży. Taa, umiejętność czytania ze zrozumieniem, nawet kilku krótkich zdań, to dla niektórych nieosiągalny szczyt. Jak toto skończyło szkołę?!

    Część propozycji była tak perwersyjna, że po ich lekturze zbierało mi się na wymioty. Niektóre były śmieszne (wyznania miłości na podstawie oglądu moich fotek – nawet dzisiaj śmieję się z takich deklaracji), niedorzeczne (m.in. propozycja zapłodnienia), obrzydliwe (seks z psem – naubliżałam facetowi i zablokowałam), inne obraźliwe (dziwka, która handluje swoim ciałem i próba nawrócenia mnie na łono kościoła). Hm, katolik, która ubliża, używając wulgaryzmów? Okazuje się, że to też jest możliwe. I to nie jeden! Słowo ‘dziwka’ akurat w tej odpowiedzi było zastępowane innymi, znacznie bardziej obraźliwymi. Ciekawe, że niektórzy pytali, czy jestem wierząca? Zrewanżowałam się jeszcze bardziej agresywną odpowiedzią i też zablokowałam chama. W pojedynczych przypadkach, poza obrażaniem, pojawiały się opisy tego, co by mi zrobili, gdybym wpadła w ich łapy! Noo, to już były teksty, które mogłabym wysłać do prokuratury. Niektórzy potrafili naubliżać mi, ale potem proponowali spotkanie! Słowo „tupet” nie obejmuje tej kategorii kanalii. Kiedy milczałam, ponownie ubliżali, więc blokowałam.

    Po jakimś czasie miałam wrażenie, że tych ludzi podnieca pisanie do mnie i opisywanie swoich wyobrażeń seksu z kobietą. Dla mnie były to głównie wynaturzenia, nawet nie perwersje, daleko odbiegające od moich wyobrażeń o seksie. Chyba wręcz z góry zakładali, że nie zgodzę się. Ale początkowo robiłam zasadniczy błąd: odpisywałam im. Wtedy dopiero zalewały mnie fekalia: obrzydliwe opisy seksu, ubliżanie, zastraszanie. Zresztą, jeżeli ktoś w ogóle nie nadawał się do konwersacji, bo ubliżał mi już w pierwszym mailu, to i tak reagował wściekłością w kolejnych, ponieważ nie odpisywałam. Wtedy blokowałam go, żeby mieć spokój.

    Zdarzały się i inne historie. Facet, który miał kilka kont! Kiedy zablokowałam jedno, atakował mnie z kolejnego. Zablokowałam drugie, wylewał na mnie pomyje z trzeciego konta. Takich przypadków miałam kilka i początkowo trudno było mi się w tym połapać. Kiedy już miałam dość blokowania i widziałam, że nic nie osiągnę, kasowałam swoje konto. Stracony czas na kolejnym portalu…  

    Hm, najciekawsze było to, że wszyscy potrafili wydać swoje opinie wyłącznie w oparciu o kilka moich zdjęć. Nawet nie musieli rozmawiać ze mną! Nie znali mojej sytuacji, a jednak uważali, że mogą mi naubliżać, bo wiedzieli jaka jestem. Każdy to jasnowidz i stróż moralności! A większość z nich żonata. Ale zdradzania żony nie uznawali za łamanie normy, grzech, oszustwo. Kiedy przekornie jednemu i drugiemu zwróciłam na to uwagę, sugerując więcej empatii, wtedy dopiero naczytałam się! Co za kraj… A raczej: co za mężczyźni. Normalnie, do utylizacji!

    *

    Znacznie później, po latach, uznałam, że wyślę kopię części maili Tomkowi, mojemu koledze. Może skleci z tego jakieś opowiadanie? Zawsze mieliśmy dobry kontakt. Chodzi mi o relacje międzyludzkie. Nie mylić z seksem. Czasami rozumieliśmy się w pół słowa. Mowa o zaufaniu, życzliwości, bezinteresownym wsparciu. Potrafił słuchać, więc zwierzałam się koledze z wielu prywatnych spraw i wiem, że zachował je dla siebie. Napisałam o nim „kolega”, bo przyjaciel to jeszcze ktoś inny, chociaż jemu najmniej brakowało do takiego miana, ale nie zabiegał o to. Wśród mężczyzn nie mam przyjaciół. Teraz nasz kontakt jest sporadyczny. Ale za tamte rozmowy, a raczej wysłuchiwanie mnie, będę mu zawsze wdzięczna. Takie rozmowy czasami działają skuteczniej niż wizyta u terapeuty. Na mnie działały. Potrzebowałam ich i czasami korzystałam. Tomkowi wierzyłam i bardziej ufałam niż mężowi. A jednak jego nigdy nie poprosiłam o pieniądze. Wstydziłam się? Zapewne… Wtedy nie chciałam, żeby wiedział o moich kłopotach. Dlaczego? Nie potrafię wytłumaczyć. Może właśnie wstyd był najsilniejszym hamulcem? Teraz już wie. I to ze szczegółami. Kiedy dostał maile, zaproponował, że napisze o mojej ‘przygodzie’ z byłym kolegą, mendą, która tutaj nosi imię Heniek.

    – Niech pisze. Ma na koncie kilka książek, więc może i o mnie napisać – zdecydowałam od razu i wysłałam mu swoją zgodę. Nie zastanawiałam się, czy poda zbyt wiele szczegółów. Imię też mi zmienił. Mam nadzieję, że całość brzmi chociaż ciekawie. Byłam pierwszą czytelniczką i nie nanosiłam poprawek. To było już ponad moje siły. Ile razy można trawić jedną traumę?

    A teraz pewnie czytacie ten paradokument… 🙂

    *

    Po kilku dniach ponownie zadzwoniłam do Heńka, bo nadal nie otrzymałam reszty pieniędzy. Udało mi się dopiero późnym wieczorem za którymś tam razem. Dawno straciłam rachubę. Być może odebrał przez nieuwagę.

    – Ach, to ty? Co słychać? Zainteresowana kolejnym zleceniem?

    – Nie! Na razie pieniędzmi za ostatnie zlecenie!

    – No, jak to? Przecież otrzymałaś – był zdziwiony.  

    – Tak, ale nie wszystko! Chyba wiesz o tym?

    – Przepraszam, ale mam masę pracy. Wyślę przelew jutro, w poniedziałek powinien być u ciebie. Byłem przekonany, że wysłałem pieniądze – sprawiał wrażenie autentycznie zaskoczonego. – Hm…, na pewno nie dostałaś? – upewnił się.

    – No wyobraź sobie! – jeszcze potrafiłam ironizować. – Na pewno!

    – Dobrze, dobrze. Spokojnie. Sprawdzę i ureguluję, jeżeli nie mylisz się. Naprawdę jestem bardzo zajęty. – W tle słyszałam jakieś odgłosy. Postękująca dziewczyna? Może kręcił jakąś scenkę seksu grupowego i czekał jeszcze na kogoś, dlatego nieopatrznie odebrał telefon.

    – Muszę kończyć, pa! – rozłączył się.

    Pieniędzy nie dostałam ani w poniedziałek, ani we wtorek. W kolejnych dniach nie byłam w stanie skontaktować się z nim, mimo wielokrotnie ponawianych prób telefonowania. Nie odbierał.

    *

    Skontaktowałam się z przyjaciółką, Ewą. Starsza ode mnie, samodzielna, rzutka, dynamiczna, prawdziwa businesswoman. Prowadziła własne biuro rachunkowe. Oprócz tego z bratem prowadziła jakąś hurtownię. Nie wnikałam w szczegóły. Krótko ujmując: była bogata. Nie zamożna. Bogata. Nawet bardzo bogata. Z ciężkim sercem poprosiłam ją o pożyczkę. Powiedziałam, że na remont i obiecałam zwracać w ratach za 2-3 miesiące. Też nie wnikała w szczegóły. W ogóle była jakaś… nieobecna. W każdym razie zgodziła się. I nie policzyła mi żadnych odsetek! Jest! Przynajmniej przez trzy, cztery miesiące mieliśmy za co żyć i opłacić wszystkie rachunki! Nawet spłaciłam dwie drobne pożyczki. Kiedy dawała mi pieniądze, ledwo powstrzymałam się, żeby nie wybuchnąć płaczem. U Heńka byłam już gotowa robić wszystko. No, prawie wszystko, byle zarobić jakieś kolejne, konkretne pieniądze!

    *

    Przypadkiem spotkaliśmy się na ulicy. Od razu potwierdził, że miałam rację, przeprosił za błąd i zaproponował kolejną sesję z dziewczyną.

    – Już to robiłaś, więc masz doświadczenie – powiedział bez cienia uśmiechu. Był bardzo rzeczowy. – Finansowo nie pożałujesz. – Bądź jutro o 18. w tej samej kawiarni. Uzgodnimy szczegóły i oczywiście, wyjaśnimy sprawę tamtego wynagrodzenia. I ostatecznie rozliczymy się. Zabierz parę rzeczy: szpilki, pończochy, bielizna, jakieś dodatki. Zresztą, sama wiesz. Może od razu po spotkaniu pojedziemy na zdjęcia? – Uśmiechnął się. – Mam nowe zlecenia.

    Co miałam zrobić? Następnego dnia spakowałam reklamówkę i poszłam do kawiarni.

    *

    Kolejna sesja fotograficzna u Heńka. Półleżałam w wannie, dużo piany, ciepła woda i ustawiałam się zgodnie z poleceniami. Po zakończeniu zdjęć wytarłam się, dostałam szlafrok, siedziałam w fotelu i piłam kawę. Po kwadransie odpoczynku położyłam się na przykrytym suknem podniesieniu razem z kotkiem: zakrywa mi pierś, łono, siedzi na brzuchu, łasi się do uda… Był z niego taki słodziak. Łasił się, mruczał, kiedy go głaskałam. No, było trochę gimnastyki przy zdjęciach. Heniek zmieniał tło, oświetlenie.

    – Słuchaj… Jesteś zainteresowana filmem? Ty z mężczyzną – spytał w trakcie zdjęć.

    – Z tobą? – Mój głos nie brzmiał zbyt przyjaźnie.

    – Nie – uśmiechnął się, lekko kręcąc głową. – Nie można powtarzać tego samego układu. To nieprofesjonalne. – Jego głos brzmiał protekcjonalnie. – Mam takiego młodego chłopaka, który gra w filmach.

    – Za ile?

    – Tyle samo, ile za film ze mną.

    Czemu nie? Pokiwałam głową na zgodę. To ponad miesiąc naszego spokoju. Chociaż za tamten film jeszcze nie dostałam całej kwoty.

    Odwrócił się, sięgnął po komórkę, wybrał numer i wyszedł w oczekiwaniu na połączeniu. Słyszałam jak rozmawiali. Kiedy wrócił, odłożył komórkę, spojrzał na mnie i poinformował:

    – Chwila cierpliwości. Niedługo przyjedzie. – Wziął kotka na ręce i postawił obok mnie, kiedy siedziałam z kieliszkiem na podwyższeniu.

    *

    Leżałam naga, prawie na boku, ustawiona do kolejnego zdjęcia. Kotek balansowała na mojej pupie. Uśmiechałam się do obiektywu, a w zasadzie walczyłam o uśmiech, bo pazurki wbijały się coraz bardziej w mój pośladek.

    – Gotowe! – Heniek dał znać, że skończył ujęcie.

    Z ulgą strząsnęłam kotka. Zeskoczył wyraźnie niezadowolony i poszedł do swojego kąta. Miał tam przygotowane legowisko.

    Wtedy wszedł do atelier. Młody, przystojny, dobrze zbudowany brunet. Przywitał się, przedstawił. Od razu było widać, że dba o swój wygląd. W pierwszym odruchu chciałam zasłonić swoje piersi i krocze, ale Heniek chciał zrobić jeszcze zdjęcia bez zwierzątka, więc tkwiłam nieruchomo. Waldka nie krępowała moja nagość. Jakbym siedziała ubrana przy stoliku. Żadnych aluzji, ślinienia się. Bardzo konkretny. Rozmawiał ze mną, ale też wypytał Heńka o szczegóły. Od razu było widać, że parę razy już współpracowali. Fajny chłopak. Pokazał zaświadczenie, że jest zdrowy. Ma 27 lat. Uprzedził, że założy prezerwatywę. Nie zgodziłam się tylko na stosunek w odbyt. Dziewczyna, Anna, zrobiła mi makijaż, zmieniła nieco brwi, dodała tatuaż na ramieniu i kostce, założyła perukę szpakowatej kobiety. Potem szybko spakowała swój sprzęt, pożegnała się i zniknęła. Widziałam, że nie chce tutaj być dłużej niż to konieczne.

    Wcześniej byłam świadkiem, jak Heniek naciskał ją, proponując zdjęcia i udział w filmach. Był nieskuteczny i żałosny. Ance proponował znacznie wyższe stawki niż mnie. Miała około 25 lat, dość szczupła, spory biust, ładna twarz, więc rozumiałam, że może więcej zarobić. Odmówiła. W obcisłej bluzeczce z dużym dekoltem wyglądała bardzo efektownie. Nie musiała jej zdejmować, żeby faceci oglądali się za nią.

    *

    Po uzgodnieniu szczegółów, Waldek szybko rozebrał się. Był ładnie zbudowany. Na plecach zobaczyłam duży tatuaż. Bez problemów podniecił się. Penis sterczał mu przez cały czas zdjęć. Chłopak miał sporego, grubego penisa. Zanim wszedł we mnie, pomógł mi nawilżyć się lubrykantem. Pozowaliśmy do zdjęć. Heniek przygotował mi napój. Waldek pił mineralną. Czasami, między zdjęciami, poruszał biodrami. Spółkował. Kiedy spojrzałam na niego, wyjaśnił, że wtedy będzie mu stał cały czas. Jednak miałam wrażenie, że robi to wyłącznie dla własnej przyjemności. Potem nagrywaliśmy film. Spółkował bardzo długo i solidnie. Wchodził głęboko, do końca. I czasami tak trafiał, że… Ech, ledwo panowałam nad sobą. Nie był brutalny, a ja starałam się być posłuszna. Zmieniał pozycje. Nie jestem profesjonalistką, więc mimo tremy, wstydu i strachu zaliczyłam dwa orgazmy. tak, strachu, bo dla mnie było to nowe doświadczenie i nie czułam się bezpieczna w obecności Henryka. Nie wiedziałam, co jeszcze zechce zrobić ten chłopak.

    Po pierwszym orgazmie byłam jakaś taka… Zachciało mi się spać, nie wszystko docierało do mnie, reagowałam jakoś ospale i byłam nadzwyczaj uległa. Nie chciałam czegoś zrobić, ale robiłam, bo słyszałam polecenie. Od kiedy przeżyłam pierwszy orgazm, nie potrafiłam odtworzyć dalszego ciągu. Byłam tak oszołomiona i bezwolna, że Waldek wykorzystał mój stan i wszedł w odbyt. Spółkował ze mną na stojąco, a potem na fotelu. Na koniec ustawił mnie na czworakach i zerżnął, stojąc. Ponoć nieźle jęczałam. Przez cały czas tkwił w odbycie. Przytrzymał mnie za głowę i spuścił się na twarz.

    – Super wyłaś. No, ale zerżnął ciebie wzorcowo! – śmiał się Heniek, kiedy zrobił przerwę na zmianę kart i ustawienie kamer. Chodziło mu o to, że stosunek w odbyt też zakończył się orgazmem. To był właśnie ten drugi. Wtedy robił ze mną, co chciał. Byłam taka dziwnie ospała. Nawet nie próbowałam rozmawiać. Tylko słuchałam. I było mi bardzo przyjemnie.

    Wieczorem, w domu zastanawiałam się, czy nie było czegoś w napoju?

    *

    Pieniądze dostałam do ręki. Całą  kwotę. Heniek zaproponował mi, żebym została z nim na noc w atelier. Stałam jeszcze naga. Chwycił mnie za pierś i przyciągnął do siebie. Odmówiłam, mrucząc coś niewyraźnie. Najpierw był zaskoczony:

    – No, co? Już wiesz, na co mnie stać. I chyba masz ochotę. I lubisz to. Widziałem. – Złapał za cipkę. Wcisnął palce do pochwy. Przymknęłam oczy. Nie potrafiłam zaprotestować.

    – Co? Masz już dość orgazmów na dzisiaj? – pokiwał głową ze zrozumieniem. – Jeszcze zatęsknisz i sama poprosisz – uśmiechał się łagodnie. Był dziwnie pewny siebie. – No, idź, umyj się. – Poklepał mnie po pupie, wtedy wpadłam na niego. Zostawił mnie samą.

    Poszłam do łazienki umyć się. I nagle poczułam się znacznie lepiej. Byłam ożywiona. Kiedy Heniek wrócił i zobaczył mnie ubraną, najpierw był zaskoczony. Po spodniach widziałam, że był bardzo podniecony. Może wziął coś? Przytrzymał mnie i zaproponował naprawdę dużą kwotę za całą noc z nim! Byłam zaskoczona, ale zgodziłam się. I posłałam mu delikatny uśmiech. Szybko rozpięłam bluzkę. Zachłannie spojrzał na biust. Dzisiaj założyłam delikatny, ażurowy stanik. Dokładnie było widać sutki i brodawki. Wiedziałam, że nadal sterczały. Jemu ten widok musiał spodobać się.

    – Masz tyle? – Zapytałam. Ot tak, na wszelki wypadek.

    Rozpiął rozporek, wyjął penisa i pokazał:

    – Tu mam jeszcze więcej! – Hałaśliwie roześmiał się. Jego członek już był sztywny. Facet naprawdę miał ochotę na seks i szukał chętnej. Nawet za pieniądze. Żałosny biedaczek.

    – Pytałam, czy masz tyle? – Byłam gotowa skorzystać z takiej sowitej okazji.

    Zadałam konkretne pytanie, więc szybko spoważniał. Ku mojemu zaskoczeniu wyjął z kieszeni zwitek banknotów stuzłotowych i rzucił na wersalkę.

    Chciał mnie objąć, ale wyminęłam go, podeszłam do wersalki, wzięłam banknoty i szybko przeliczyłam: 

    – Tu nie ma nawet połowy tej kwoty – zirytowana oszustwem, a jeszcze bardziej straconym zarobkiem, rzuciłam banknoty na wersalkę i ruszyłam do wyjścia. Wściekł się. Zaczął wrzeszczeć, ale z opuszczonymi spodniami nie gonił mnie. Wyszłam możliwie szybko, prawie biegłam, żeby nie rzucił się na mnie. Już nie bałam się. Byłam przerażona!  

    Do domu wracałam autobusem i starałam się myśleć tylko o pieniądzach. Nie potrafiłam. Ale przede mną były dwa, może dwa i pół miesiąca finansowego spokoju. Bolał mnie odbyt. Zastanawiałam się, czy tylko członek miałam w odbycie? Nie pamiętałam zbyt wiele z tego stosunku. Teraz trochę żałowałam, że nie zgodziłam się na seks z Heńkiem, nawet za te pieniądze, które oferował. Zawsze to kolejne dwa, może trzy tygodnie o pełnym brzuchu bez pożyczki.

    – No tak, ale czy wtedy nie oszukiwałby mnie za każdym razem? – zastanawiałam się, już wykąpana, leżąc w pościeli i patrząc w sufit. Wredny i nieuczciwy typ, ale liczyłam na dalsze zlecenia od niego.

    Znacznie, znacznie później i przypadkowo dotarła do mnie informacja, że źle dawkował środek, który miał mnie oszołomić. Na seks w odbyt jeszcze starczyło, a potem… Tabletka gwałtu? Nie wiem, nie smakowałam.

    Heniek miał ponoć jeszcze inne, bardziej perwersyjne plany wobec mnie, ale nie potrafił mnie zatrzymać, stąd jego napad wściekłości.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick