Author: admin

  • Przypadek Michala cz.XV

    ****

    Patrzyłem na bladą twarz Zuzy, przypominając sobie słowa radnego, podsłuchane przypadkiem w prywatnej szkole Anity Grześkowiak. Adrenalina kipiała we mnie, pompując krew szybciej niż zwykle. Gotowałem się ze złości. Na zewnątrz jednak tego nie okazywałem.  
    Pocieszałem się tym, że Zuzka wyglądała coraz lepiej. Odkąd weszliśmy na salę z Kamilą cały czas o tym przekonywaliśmy przyjaciółkę. Nie byłem do końca pewien czy wspólna wizyta z nową zdobyczą to dobry pomysł, ale dziewczyna się uparła. Stwierdziła, że jeśli dowie się, że pojechałem sam to między nami wróci stan wojny. Przesadzała, bo po naszych miłosnych igraszkach powrót do niechęci i wrogości nie był możliwy, ale wolałem się nie sprzeciwiać.  

    Byliśmy u przyjaciółki już prawie dwadzieścia minut, zasypując ją setkami mało ważnych wiadomości i bzdetów. Chłonęła je jak gąbka, tęskniąc za normalnym życiem i funkcjonowaniem. Niedługo jednak będziemy musieli zostawić ją ze ścianami sali i przytłumionym zgiełkiem z korytarza. Z tego co mówił lekarz zostało nam parę chwil.  

    – Coraz mniej rurek wokół ciebie. Rumieńce dojrzewają. – oznajmiłem, wracając do tematu jej postępów w zdrowieniu. – Jeśli planowałaś udział w którymś z odcinków “Dr.House”a” czy innym “Ostrym dyżurze” to czasu masz coraz mniej.

    Zuzka skwitowała żart uśmiechem. Nic tak dobrze nie działa na pacjenta jak pozytywne, radosne nastawienie. Byłem jak Patch Adams.  

    –  Super, że przyszliście razem – stwierdziła panna Kownacka. – I nie martwcie się tym, że jesteście blisko. Nie przeszkadza mi to.  

    – Domyśliłaś się? – Zdziwiłem się. Oboje z Kamilą patrzyliśmy zmieszani na siebie.  

    – Po tobie nie, ale twoja towarzyszka chociaż się stara, to nie potrafi patrzeć na ciebie inaczej jak… ja chociażby. Znam to z własnego doświadczenia – wyjaśniła Zuza.  

    – Nie gniewasz się, naprawdę? – dociekała Kama.

    – Nic a nic. Wiem, że Michał ma wiele adoratorek i świadomie z nim byłam – zbyt długie mówienie wyraźnie męczyło poszkodowaną dziewczynę. – Cieszę się, że przekonał ciebie do swojej osoby. Pamiętam jaka byłaś bojowo nastawiona do niego i…

    – Zuzka nie mów tyle. Nie przemęczaj się – przerwałem wyznanie.  

    – To ty pośrednio przyczyniłaś się do naszego zbliżenia – Kamila uścisnęła dłoń przyjaciółki. – Najpierw chciałam mu wyrwać serce za to co ci się przytrafiło, a potem… no cóż, potem już nie.  

    Drzwi sali uchyliły się i pojawiła się w nich pielęgniarka, pokazując, że powinniśmy się zbierać.  

    – Idę do toalety. Trzymaj się i wracaj do nas – Kamila pocałowała koleżankę i spojrzała na mnie. –  Będę czekać na korytarzu.

    Gdy wyszła poczułem się niepewnie, obawiając, że Zuza jednak opieprzy mnie za to, że Kamila stała się moja kolejną seks przyjaciółką.  

    – Co to za mina? – Zamiast wyrzutów pojawił się jednak uśmiech. – Już mówiłam, że wszystko jest w porządku. Kama to fajna dziewczyna i zasługuję na coś ekstra, a bzykanko z tobą to przecież świetna sprawa.  

    – Zuza, jesteś niemożliwa…

    – Jestem, jestem i będę gorąco zabiegać o swoje prawa – przyznała, a ja miałem wrażenie, że policzki dziewczyny stają się różowe. – Gdy tylko wyjdę ze szpitala masz zorganizować nam spotkanie. Tylko we dwoje.

    – Uważasz, że to dobry pomysł? Nie będzie za wcześnie na takie zabawy? – Zuza była kolejnym dowodem na to, że ofiary mojego daru po pewnym czasie nie potrzebują już wspomagania, by mnie pożądać i pragnąć.  

    – Okaże się, ale leżenie tutaj całym dniami to słaba rozrywka – odparła panna Kownacka. – Można ześwirować, a ja walczę z tym wyobrażając sobie nasze spotkania. Nawet nie masz pojęcia jak potrafię być czasem napalona.

    – Nie, nie wyobrażam, ale już się boję o siebie – Zażartowałem, przyznając jej rację. Przytuliłem ją na ile pozwalały rurki, całując dyskretnie w usta. – Trzymaj się, skarbie.  

    Gdy wyszedłem Kamila już na mnie czekała.  

    – Będzie dobrze, prawda? – spojrzała na mnie pytająco.

    – Na to wygląda – stwierdziłem z przekonaniem, myśląc o prośbie Zuzki. – Nie martw się o przyjaciółkę. Przechodziłem przez to samo i widzę, że szybko wychodzi z tego.  

    – To świetnie.

    – Ok.. Zabieram cię na jakieś jedzenie. – Zarządziłem. – Wybieraj na co masz ochotę!

    Okazało się, że Kamila to niezbyt wybredna dziewczyna. Wylądowaliśmy na pizzy. Po wyjściu z lokalu, postanowiłem podpytać dziewczynę delikatnie. Musiałem to zrobić umiejętnie, by nie zorientowała się, że brak mi wiedzy na poruszane tematy.  

    – Wiem, że to drażliwy temat, ale męczy mnie to i chcę zapytać – Zacząłem, ważąc słowa. – Co do Banasia to mam wyrobione zdanie, ale jak inni faceci was traktowali.  

    Najwyraźniej coraz głębsze relacje łączące dziewczynę ze mną, a także widok zdrowiejącej przyjaciółki dobrze wpłynął na Kamę. Nie obruszyła się na moje słowa. Przez chwilę milczała, trawiąc w sobie moje pytanie, ale ostatecznie przełamała niechęć do mówienia na ten temat.  

    – Nie myśl, że bili nas lub tego typu rzeczy. Żadnego BDSM czy sado-maso. Nie było też żadnych prochów. Alkohol tak, ale nic więcej, chyba, że brali coś wcześniej, bo czasem byli bardzo nadpobudliwi. – Oznajmiła cicho, rozglądając się na boki. Na szczęście ulica była pusta. – Lubią rżnąć młode laski i tyle. Czasem było ostrzej, czasem mniej, choć przeważnie nakręcali się szybko i nie żałowali sobie. W końcu płacą nam i wiedzą, że na czas spotkania mamy robić co do nas należy. Nie potrafię ci powiedzieć, który z nich bywa ostrzejszy od pozostałych. Jednego dnia szalał Banaś, innego Cichecki albo Zajdel. Najczęściej nakręcali się nawzajem i pod koniec wszyscy byli spragnieni mocniejszych doznań.  

    Gdybym mógł się zdradzić, to pozwoliłbym szczęce opaść na chodnik. Chciałem usłyszeć nazwiska innych erotomanów i dopiąłem swego. Takich się jednak nie spodziewałem. Obydwaj panowie byli znaczącymi postaciami w partii, do której – jako lokalny radny – należał Banaś. Od dawna trzęśli północną Warszawą i mało kto, próbował na ich terenie wchodzić im w paradę. O co chodziło w tym całym syfie? Czy tylko o seks z młodymi dziewczynami, czy może kryło się za tym coś więcej?

    – Trafiał sie wam ktoś jeszcze czasem? – drążyłem temat, chcąc wykorzystać dobre nastawienie rozmówczyni.  

    – Nie, coś ty! Tylko ci trzej – W głosie Kamili usłyszałem pierwsze oznaki irytacji. – Musimy o tym gadać?

    – Sorry, już nie będę – Przybrałem uległą postawę. – Jestem gotów to odpokutować.

    – I tak będzie, mój drogi. – Kama uśmiechnęła się znacząco. – Idziemy do mnie. Matka pojechała na drugą zmianę do roboty. Mamy chatę dla siebie.  

    No proszę, dziewczyna z inicjatywą. Szykowało mi się pracowite popołudnie, ale tak pracować to ja mogę częściej.  

    Kamila mieszkała na tym samym osiedlu co Zuza. kilka bloków dalej. Razem z siostrą wychowywała je samotna, rozwiedziona matka. Od roku (siostra się wyprowadziła do faceta) mieszkała tylko z nią. Kama często bywała sama, bo rodzicielka oprócz podstawowej pracy często brała dodatkowe zlecenia.  
    To stwarzało sporo możliwości. Rozwiązywało lokalowe trudności. Zwłaszcza teraz, gdy kończył się listopad i zabawy na łonie natury raczej odpadały.  
    Komunikat Kamili wprawił mnie w doskonały nastrój. Po wyjściu z autobusu przyspieszyliśmy, by szybciej znaleźć się na miejscu.  

    Trzy pietra schodów pokonaliśmy w rekordowym tempie i po chwili drzwi mieszkania Czajków zamknęły się za nami. Wewnątrz było przeciętnie, ale schludnie. Do tego pachniało smacznym obiadem. Pociągnąłem znacząco nosem, ale na tym się skończyło.  

    – Zaproponowałaby ci coś na ząb, ale na razie liczy się mój apetyt – Kamila pchnęła mnie w stronę swojego pokoju. – A chwilowo od jedzenia wolę pieprzenie.  

    Jasny, prosty przekaz. Bez owijania w bawełnę.  

    – Ty tu rządzisz. – Zgodziłem się grzecznie.  

    – To nieco kłóci się z podstawami gościnności, ale z drugiej strony za chwilę dostaniesz to, co w tym domu jest najlepsze – Ze śmiechem oznajmiła Kama. – Skoro więc mam rządzić, to rozbieraj się słodziaku!

    Mówiąc to włączyła muzykę. Nie wiem czy było to przez nią wyreżyserowane, ale doskonale trafiła. Dźwięki pobudzały zmysły. Miały odpowiedni rytm, do niegrzecznego pokazu. Rozpocząłem striptiz dla gospodyni.  
    Jak wspominałem całkiem nieźle radzę sobie na parkiecie. Skorzystałem z tego teraz. Ściągałem z siebie kolejne warstwy ubrania, bujając sie w rytm melodii. Kamila rozsiadła się w fikuśnym fotelu i obserwując mnie zaczęła się rozbierać. Przeciągałem spektakl, widząc wypieki na twarzy dziewczyny. Kręciłem tyłkiem, wypinając go niedwuznacznie i imitując ruchy frykcyjne. Moja towarzyszka, sama będąc już tylko w bieliźnie kręciła się niespokojnie w fotelu. Przygryzła dolną wargę, oczy błyszczały jej gorączkowo.  

    Podszedłem bliżej, stając naprzeciw Kamili. Byłem nakręcony i podniecony, ale trzymałem fason. Pilnując rytmu ściągnąłem z siebie dramatycznym ruchem bokserki. Nabrzmiały kutas wystrzelił z nich niczym sprężyna, zgłaszając gotowość do działania. Kamila chwyciła go, przyciągając mnie do siebie.  
    Z wprawą zaczęła pieścić fiuta ręką, jednocześnie sięgają drugą pod własne majtki.  Doskonale szła jej masturbacja na dwa fronty. Zauważyłem jak szybko jej oddech przyspieszył i stał się płytki. Mnie również dosięgła potężniejsza fala rozkoszy.  
    Kamila od typowo ręcznej roboty przeszła do oralnej zabawy. Włożyła do ust czubek kutasa z odsłoniętą żołędzią, zaczynając ssać. Drgnąłem pobudzony nową pieszczotą. Partnerka pochłaniała kolejne centymetry fiuta, liżąc go, ssąc i pocierając. Jednocześnie dłonią uciskała jądra, co zawsze podniecało mnie mocniej i gwałtowniej. Było mi cudownie. Pobudzony, automatycznie zacząłem pracować biodrami, wsuwając się głębiej do gardła kochanki.  

    Otrzeźwiałem w samą porę, by zapobiec nieplanowanej erupcji. Niechętnie opuściłem gościnne usta Kamili i przerwałem jej pieszczoty. Rozebrałem ją do końca, by przez moment skupić się na uwolnionych z biustonosza piersiach. Nie celebrowałem jednak tej zabawy zbyt długo. Popychany żądzą zapadłem między uda partnerki. Ochoczo rozłożyła nogi szerzej, roziskrzonymi oczami obserwując moje podchody do mokrej szparki. Jęknęła, gdy zacząłem ugniatać lepkie, nabrzmiałe wargi sromowe. Płatki cipki uległy po chwili rozchylając się, a moje palce zanurzyły się we wnętrze kochanki. Zwiększając stopniowo tempo posuwistym ruchem przesuwałem się w intymnej głębi. Rozruszałem tyłek Kamili, zaczęła nim poruszać, reagując na pieszczoty. Dołożyłem więc język, by jeszcze bardziej ją nakręcić. Muskając nim łechtaczkę czułem, ze ciało partnerki nabrało nowej dynamiki. W końcu wycofałem z cipki palce i przylgnąłem do niej mocniej ustami. Lizałem i ssałem lepką różowość wnętrza Kamili. Dziewczyna jęczała, kręcąc biodrami i tym samym doprowadzając fotel do niepokojących przechyłów.  
    Nie mogłem dopuścić do wypadku. Poza tym byłem już gotów na kolejny etap miłosnej gry.  

    Przeniosłem kochankę na łóżko i położyłem na brzuchu. Krótką chwilę ciągnąłem jeszcze ręczną zabawę z jej szparką, a potem przeszedłem do konkretów. Chwyciłem talię partnerki i pociągnąłem ją do góry. Domyślając się moich intencji Kamila dźwignęła się wyżej, opierając się na rękach. Cudownie wypięta, kusiła bezwstydnie kręcąc pośladkami.
    Zerknęła w moją stronę, błyskając wyzywająco oczami i lubieżnie się uśmiechając. Lepszej zachęty nie było mi trzeba.  
    Wsunąłem się z werwą w cipkę, ruchami frykcyjnymi napierając coraz mocniej i głębiej. Wreszcie cały fiut ułożył się w miękkim gnieździe.  
    Cały tętniłem energią i pożądaniem. Przepełniony żądzą zwiększyłem tempo pieprzenia. Moja kochanka dopasowała się do mnie bardzo szybko. Staliśmy się zlepkiem miłosnej materii. Gwałtownej, ale nie brutalnej. Pieprzyliśmy się ostro, zagłuszając muzykę kakofonią wspólnych jęków i westchnień. Jeśli musiałbym kiedykolwiek gubić regularnie kalorię, to wybieram taki sposób.  

    Posuwałem Kamilę, zatracając kontrolę. Czułem, że zbyt mocno ściskam kochankę w talii, co poskutkuje co najmniej zaczerwienieniem, ale siła podniecenia robiła swoje. Tym bardziej, że partnerka nie skarżyła się, sama dziko napierając tyłkiem na mnie. Mikroświat pokoju dziewczyny orbitował w bliżej nieokreślonej przestrzeni. Tam były tylko rozkosz i pożądanie. Pracowaliśmy usilnie, by dorzucić do nich spełnienie.  
    Pierwszą ofiarą orgazmu stała się Kamila. Spodziewałem się tego, czując jak drży gwałtownie przy każdym sztychu. W końcu zaklęła pod nosem, jęknęła i znieruchomiała. Dygocząc, poddała się rozkosznej sile ostatniego, miłosnego akordu. Nogi ugięły się pod nią i opadła na łóżko. Wciąż drżała, przeżywając chwile uniesienia.  
    Ułożyłem partnerkę na boku i wtuliłem się w jej plecy. Uniosłem lekko jedną nogę dziewczyny i na powrót w nią wszedłem. Niewiele potrzebowałem, by osiągnąć szczyt. Kilka pchnięć starczyło, by na dobre rozbudzić bestię. Upojny kataklizm rozhulał się we mnie i pędził zniszczyć mój spokój.  
    Zuchwale targnął moim ciałem. Wygiąłem się w łuk i mocniej przywarłem do kochanki. Mogłem sobie na to pozwolić, wiedziałem o tym doskonale. Pozbyłem się całego ładunku nasienia. Napięcie ustąpiło błogiej rozkoszy. Całując mokre od potu ramiona kochanki zapadłem się w łóżko obok niej.  

    – Nie wiem jak to robisz i szczerze przyznam, że mam to gdzieś. – Cicho wyznała Kamila, starając się uspokoić oddech. – Zależy mi natomiast, aby ci to nie przeszło. Ja pierdzielę, ale było dobrze!

    – Ja też cię uwielbiam – jęknąłem zmęczony, ale zadowolony.  

    Kolejne pół godziny spędziliśmy na wesołym przekomarzaniu i delikatnym pettingu. Dopiero wtedy młoda gospodyni zatroszczyła się o mój żołądek. Zapach obiadu pochodził od gołąbków. Były pyszne.

    Przyznaję, że niechętnie opuszczałem mieszkanie Kamili, ale czas był najwyższy. Zaraz po wyjściu z bloku rozdzwoniła się moja komórka. Na ekranie wyświetlił się nieznany mi numer. Do tego wskazujący, że właściciel mieszka poza granicami Polski. Wahając się, odebrałem go jednak.

    – Dzień dobry. Czy rozmawiam z Michałem Wanatem? – Usłyszałem kobiecy głos. Mówiła po polsku z wyraźnym akcentem. Podobnie do Joanny Krupy znanej bardziej jako Dżoana.  

    – Tak. To ja. Słucham panią.

    – Jestem Sandra Novak. – Przedstawiła się moja rozmówczyni. – Właśnie przyleciałam ze Stanów. Moim szefem jest doktor Otis, którego już poznałeś. Chciałabym cię spotkać. W końcu będziemy przez pewien czas zdani na siebie, prawda?

    – No tak. – Bąknąłem zaskoczony.  

    – Rozumiem, że trochę cię zaskoczyłam, ale chciałam cie uprzedzić, że jestem – wyjaśniła Amerykanka. – Nie musimy umawiać się dzisiaj, ale masz teraz mój numer, więc zdzwonimy się, jeśli ci to nie przeszkadza.  

    – Oczywiście, że nie. W końcu umawiałem się z doktorem – Skłamałem gładko. Wizyta asystentki Otisa w tym momencie mało mnie cieszyła.  
    Wprowadzała dodatkowe zamieszanie, którego i tak w moim życiu już nie brakowało. Myślałem, że dam rade spokojnie doprowadzić sprawę anglistki do końca.  

    – To dobrze. Postaram się odezwać jak najszybciej – stwierdziła Sandra Novak. – Do zobaczenia.  

    – Do zobaczenia – odpowiedziałem, rozłączając rozmowę. Czasu miałem mniej niż myślałem, więc szybko będę musiał się spotkać z człowiekiem, który mógł mi pomóc w historii z Banasiem i jego zboczonymi kumplami politykami.  

    ****

    Niektórzy nie zmieniają swoich przyzwyczajeń. Pielęgnują sentymenty, aczkolwiek mówienie o nich w przypadku tego człowieka powoduje lekki dysonans, ale fakty były faktami.  

    Klub “FunTom” był najlepszym tego typu lokalem w promieniu wielu kilometrów. Dopiero w Warszawie można było zabawić się na lepszym poziomie, a i to szukając odpowiedniego miejsca.  
    Tutaj zamierzałem znaleźć osobę, która mogła mi ewentualnie pomóc dokopać Banasiowi i spółce.  

    Miałem masę szczęścia, że przychodząc tu pierwszy raz od razu trafiłem na cel swoich poszukiwań. Postawny blondyn z miłą, inteligentną twarzą siedział w narożniku sali w towarzystwie dwóch lasek. Niejednego zwiodła fizjonomia tego człowieka. Ja jednak znałem go i wiedziałem na co go stać. Marcin Król znany też jak Chrobry był przestępcą. Członkiem grupy kierowanej przez lokalnego szefa przestępczego światka zwanego Carem.  

    Tak się złożyło w życiu, że Marcin przez pewien czas bywał w naszym domu. Starszy o dwa lata od mojej siostry, interesował się nią mocno i ewidentnie miał na nią ochotę. Co tam było między nimi, nie moja rzecz, ale trwało to ledwie pól roku. Nie miało jednak burzliwego końca, a Chrobry do dziś przyjaźni się z Malwiną.  
    Siłą rzeczy, ja również go poznałem. W tamtym czasie nie był jeszcze tak zepsuty i uważałem go za świetnego faceta. Tak bardzo, że gdy znalazł się w opałach i groził mu poprawczak poręczyłem za niego, dostarczając mu alibi. Spokojnie, nie chodziło o jakieś straszliwe zbrodnie, ale stało się jak się stało. Marcin – pomimo moich oporów  – twierdził, że ma dług wobec mnie i trzymał sie tego, przy coraz rzadszych okazjach wspólnych spotkań, wspominając o tym.  

    Niestety, osiem miesięcy później znów popadł w tarapaty i nie dał rady się z nich wygrzebać. Był już pełnoletni, więc poszedł siedzieć do więzienia. W dużej mierze za sprawą Lucjana Banasia, który zrobił wszystko, żeby młodego człowieka stłamsić. Pokazując jednocześnie jaki jest nieugięty wobec łamania prawa. Tym samym, z łobuza stworzył pełnowartościowego przestępcę. Zakład karny zmienił Chrobrego, który uznał, że jako człowiek Cara ma szansę zrobić większą kasę niż praworządny obywatel. Zaczął od bycia ochroniarzem w “FunTomie”, bo klub należał do szefa. Czasem zrobił coś niewielkiego dodatkowo i piął się szybko w hierarchii. Udało mu się to dlatego, że nie był tępym karkiem, ale naprawdę inteligentnym facetem. Na tle innych podwładnych Cara wyróżniał się i szybko został doceniony.  
    To by było tyle w temacie niegrzecznego chłopca.  

    Podszedłem bliżej do narożnika. Chrobry bawił się doskonale w towarzystwie dwóch super lasek. Obie miały figury seksbomb i niebyt rozgarnięty wyraz twarzy. Mowa ciała łaszących się panien była klarowna. Zrobimy wszystko co chcesz, kotku. W duchu pomyślałem, że przyszedłem nie w porę. Skoro jednak tu byłem, to warto było zaryzykować. Zresztą, powód mojego pojawienia się tutaj właśnie mnie dostrzegł.  

    – Święty Barabaszu, Michał to ty czy mi coś się na oczy rzuciło? – ryknął wesoło Chrobry.

    – To ja. Cześć Marcin. – Nigdy nie zwracałem się do niego inaczej niż imieniem. Czułem, że podoba mu się ta forma. – Sprawę mam, ale chyba ci…

    – Daj spokój! Jak ty masz sprawę do mnie, to znaczy, że mamy wydarzenie roku – oznajmił młody przestępca, klepiąc panny w tyłki, by zostawiły go ze mną. – Macie kasę dziewczyny i czekajcie. Chcę żebyście były trzeźwe i pachnące. To nie potrwa chyba długo? – Zerknął na mnie, wydzielając kasę towarzyszkom.  

    – To zależy od ciebie – stwierdziłem, myśląc jak zareaguje na moją propozycję. – Raczej nie zmarnuję ci randki.  

    Obydwie dziewczyny oddaliły się zadowolone. Miały sporo gotówki w rękach i zapowiedź dalszego zarobku.  

    – Acha, bawimy się w sensacyjne teksty – Mrugnął łobuzersko Chrobry, robiąc mi miejsce obok siebie. – Daj spokój Michał z dramaturgią i wyłuszczaj sprawę!

    – Mam problem, o którego jestem za cienki – zacząłem niepewnie. – Pomyślałem, że może pomógłbyś mi to zorganizować.

    – Wciąż mam u ciebie dług młody, więc jeśli da się to zrobić, to czemu nie – Zaciekawił się Chrobry. – Mów, o co chodzi!

    Nie bawiąc się w niepotrzebne szczegóły i zdradzanie personaliów opowiedziałem Marcinowi o aferze z politykami, kończąc pomysłem z przynętą i szantażem.
      
    – Ty żartujesz czy poważnie mówisz? Nie wyglądasz na pijanego, więc może się naćpałeś? – Twarz Chrobrego zrobiła się poważna i groźna. – Młody, masz zajoba czy wyobraźnia płata ci figle? Coś ty kurwa, wymyślił?

    – Czyli mówisz “nie”?  

    – Czyli pytam, co z tobą? Ktoś cię na mnie nasłał czy jest tu gdzieś ukryta kamera? – Oczami wyobraźni widziałem swoją twarz przemieloną potężnymi ciosami Marcina.  

    – Nie ma żadnych prowokacji. To czysta prawda i rozumiem, że niedowierzasz temu co słyszysz, ale jeśli nie ty, to nikt mi nie pomoże – oznajmiłem, starając się być spokojnym.  

    – Kurwa! Michał w coś ty się wpierdolił? – Chrobry wymruczał cicho. – Jeśli to rzeczywiście prawda, to masz wyjebane! To są politycy, rozumiesz! Najgorsze ścierwo świata. Ludzie bez sumienia i zahamowań! Chcesz mnie utopić w szambie?!

    – Marcin, zanim mnie odeślesz z profilaktycznym guzem na łbie do domu… – Postanowiłem wyciągnąć asa z rękawa. – …pozwól, że zdradzę ci jedno nazwisko. Banaś, a konkretniej – Lucjan Banaś.  

    Uderzenie było celne. Skończył się opierdol, nastała cisza. Niedwuznaczna, ciężko zalegająca w powietrzu.

    – Tu mnie masz młody. I dobrze o tym wiedziałeś, przychodząc tutaj – Marcin pogroził mi palcem. – Brzydko się zabawiasz, ale obłudą by było, gdybym to ja cię pouczał. Ok. Zdradź trochę więcej szczegółów! Co takiego brzydkiego robi mój “ulubiony” radny?

    Chcąc nie chcąc, musiałem powiedzieć więcej. Oczywiście, unikałem imion oraz nazwisk dziewczyn i nauczycielki, ale szkolny objazdowy burdelik przestał być tajemnicą dla kolejnej osoby.  

    – Żeby nie to, że rzecz ma swoje korzenie w szkole, to nie byłoby w tym wielkiej sensacji. – Podsumował Marcin. – Dziewczyny są pełnoletnie i mogą dawać do bólu, komu tylko chcą. Okoliczności jednak robią swoje. Gdyby to ujrzało światło dzienne, przekaz byłby koszmarny dla tych idiotów.  

    – Idiotów?! Czemu?!

    – Takie sprawy wcześniej czy później wychodzą na światło dzienne. – odparł Chrobry. – Trzeba być kretynem, żeby na to pójść będąc politykiem. To pętla na szyję! Bicz na dupę i tak dalej.  

    – Jednak to zrobili – stwierdziłem.

    – Właśnie. Niezłe zboki, co? – prychnął zadowolony Marcin. – To może zainteresować mojego szefa. Chce być coraz bardziej legalny, potrzebuje różnych dojść i dopięć. Przyklepanie różnych projektów. Te dupki mogą mu to załatwić.  

    – Tylko proszę pamiętaj, że nie chcę by, nagrania się upubliczniły. – Zdradziłem swoje obawy. – Dziewczyny i belferka mają mieć spokój.  

    – Straszny Don Kichot z ciebie, młody – Zaśmiał się Chrobry. – Jak się to skończy kupię ci wiatraczek.  

    – Żartuj sobie ile wlezie, ale mi pomóż – odparłem.  

    – Nie martw się. Mam dług, więc będę czuwał. – Marcin poklepał mnie po plecach. – Nic nie obiecuję, ale czuję, że szef rzuci się na to jak pies na mięcho. Dużo może na tym zyskać. Ja w jego oczach też, jak to dobrze rozegramy.  

    – Liczę na ciebie.  

    –  I tego się trzymaj! – Chrobry był podekscytowany. – Masz ten sam numer telefonu?

    – Tak. Nie skasowałeś go?

    – To numer człowieka, który mi kiedyś bardzo pomógł – Marcin uderzył w poważne tony. – Takich kontaktów się nie kasuje. Dobrze wspominam tamten czas.  

    – Fajnie było.  

    – Jasne. Odezwę się do ciebie, młody – Chrobry zerknął w stronę, gdzie wcześniej zniknęły jego panny. – Pozdrów rodziców i Malwinę, a teraz wybacz, ale te twoje zboczone historie nieźle mnie nakręciły. Muszę coś z tym zrobić.

    Wychodząc z klubu byłem zadowolony. Jeśli weźmie się za to Marcin, być może uda mi się pomóc dziewczynom i Anicie.  

    C.d.n. …

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iks
  • Maturzystka – 17.

    Część 17.

    Nadal rozglądam się po salonie.

    Śniada brunetka o ładnej opaleniźnie namiętnie tuli się z dwoma chłopakami na kanapie. Gdyby nie ich namiętność, pewnie nie zwróciłabym uwagi. Ale są tak żywiołowi, a przy tym nie hałasują jak ta cała Julia. Tworzą urokliwy obrazek. Tak jak inni, stoję ze trzy-cztery metry od kanapy i w milczeniu przyglądam się… Laska liczy ze 20 wiosen. Studentka?

    – Tutaj żadnego kolokwium nie zaliczy, ale paru facetów i kilka wytrysków? I owszem – uśmiecham się, rozbawiona własną złośliwością.

    Ładnej brunetce striptiz nie jest potrzebny. W zasadzie wszystko widać, bo kusa spódniczka niczego już nie zakrywa, a złote sandałki na szpilce tylko podkreślają jej ładne nogi. Żółtą bluzkę ma prawie rozpiętą, stanik nad cyckami i faceci podzielili się nimi. Każdy maca jednego. Brunetka całuje się z tym z przodu.

    A ja stoję z otwartymi ustami, patrzę na tę zabawową „trójkę” i znowu dyskretnie dziwię się:

    – Cholera! Starszy facet! No, też ma około 40 lat! Co to? Zjazd geriatrów?! Promocja u Ewy?! – zaskoczona mruczę do siebie.

    Nie jestem jedynym widzem. Inni też obserwują ich pieszczoty. I bez skrępowania komentują:

    – Bianka zawsze cieszy się sporym zainteresowaniem – słyszę za mną głośny szept jakiegoś chłopaka. 

    – No, podoba się wszystkim, niezależnie od wieku – dodaje inny męski głos.

    – Też spróbujemy?

    – Czemu nie, ale później. Niech oni się zmęczą. Starczy dla wszystkich – tłumią cichy śmiech i odchodzą.

    Ale brunetka też nie marnuje czasu. Trzyma rękę w kroczu faceta i masuje jego ‘namiot’. Pod wpływem ich pieszczot cicho mruczy. Ten drugi facet, tuli się do pleców dziewczyny i porusza dłonią w jej kroczu.

    – Kurde! Zachowują się, jakby w salonie byli tylko oni! – stwierdzam po krótkim rozpoznaniu.

    Zadowolona brunetka odchyla głowę do tyłu. Ma przymknięte oczy, w uśmiechu pokazuje białe zęby. Chłopak z tyłu jest w wieku ich kochanki.

    – No, może troszkę starszy. No, na pewno starszy – po mojej poprzedniej wizycie zazdroszczę jej takich partnerów. – Przynajmniej nastki i studentki cieszą się największym powodzeniem – mruczę do siebie.

    Ten młodszy właśnie namiętnie całuje studentkę po szyi. Ten starszy zaczyna lizać sutki i jednocześnie kończy rozpinanie jej bluzki. Dziewczyna masuje mu członek przez spodnie. Facet przesuwa spódniczkę do góry. Widzę całe jej nagie udo, a na dłoni chłopaka dostrzegam skrawek materiału. Jednak ma stringi. Też żółte. Tak jak bluzka i żółta pastelowa spódniczka w szerokie plisy.

    – Och! – krzyknęła brunetka. – Ty… – chwyta chłopaka za głowę i nie przestaje się uśmiechać. Otwiera usta i rozkosznie kwili. Oczy nadal ma przymknięte. Nic dla niej nie istnieje poza tymi dwoma facetami, którzy ją pieszczą.

    – O co kaman? – uważnie przyglądam się, zaskoczona reakcją dziewczyny. – Wiem! Chłopak wepchnął palec do pochwy! Nienaturalnie trzyma dłoń, ale rytmicznie nią porusza, a brunetka stęka coraz głośniej. Ten starszy też pcha palec do jej krocza.

    – Och, nie! Chłopcy, proszę! – dziewczyna cały czas jest uśmiechnięta i podniecona, ale opiera się coraz bardziej natarczywym pieszczotom. Mężczyźni ostro nacierają. Nie słuchają jej. W ogóle nie zareagowali na jej protest. Ani gestem, ani słowem. Klimat zabawy zagęszcza się, opór młodej, atrakcyjnej kochanki  maleje, a mimo tego ten starszy jest zbyt niecierpliwy i zbyt agresywny. Próbuje brać ją jak rzeźnik kawał mrożonego mięsa.

    – I tak ją wyruchają – stwierdzam z pewnością eksperta. – Jak nie oni, to inni. I kolejni też ją dzisiaj wyruchają. Będzie miała przebieg… Jak TIR na autostradzie.

    Odwracam się. Straciłam zainteresowanie takim ‘trójkącikiem’. Dla mnie stał się przewidywalny. Albo brunetka im da, albo zgwałcą ją. Stawiam na pierwszą opcję.

    *

    Dalej rozglądam się. Inna para namiętnie tuli się, półleżąc w fotelu. Pod wpływem pieszczot dziewczyna o bujnych, kręconych, ciemnoblond włosach odchyla się. Jest w rozpiętej bluzce. Ani śladu stanika. Widać gołą pierś dziewczyny, druga niewidoczna, bo ściskana ręką kochanka, bruneta. Drinki postawili obok fotela. Blondynka rozpięła facetowi koszulę i maca jego owłosiony tors.

    – Kurwa! Następny staruch?! – patrzę na faceta ze zdziwieniem. Rzadko przeklinam, ale tylu dojrzałych mężczyzn dobiera się do nastek i dwudziestoparoletnich dziewczyn. – A może dziewczyny liczą na kasę albo układają sobie wygodną przyszłość? Trochę wcześnie, ale to jest rozsądne rozwiązanie – mruczę do siebie. Przyjmuję to za pewnik i spokojniejsza nadal rozglądam się. Teraz dostrzegam więcej starszych facetów i kilka kobiet w ich wieku. Te z kolei starają się trzymać blisko młodych chłopaków. W zasadzie wszystkie są odważnie ubrane, każda z drinkiem i zachowują się chyba zbyt prowokująco. Niektóre wręcz otwarcie wdzięczą się do nich! Dla mnie dziwnie to wygląda.

    – Żenujące. Żeby kobiety w tym wieku… – mruczę zdegustowana. – O, kurde! Z naszego liceum! – prawie zaśmiałam się na głos. – No, to chłopcy też będą mieć frajdę, ale ze starszymi paniami, chi, chi, chi!

    Za plecami słyszę jak dziewczyna zaczyna rytmicznie sapać. Nie muszę oglądać się. Wiem, że facet penetruje cipkę palcami, a blondzia dodaje mu otuchy udawanym podnieceniem. Przecież przed striptizem Roksi nie będą się ruchać. Jednak rzucam okiem. Miałam rację. Dziewczyna jedynie założyła mu nogę na łokieć, a on w rozpiętej koszuli energicznie pcha ją palcami. Twarz ma czerwoną.

    – Albo zawał, albo niekontrolowana ejakulacja – diagnozuję. – Jak Ewa ściąga tutaj tych starych?! – to pytanie nie daje mi spokoju.

    *

    Kamila stoi z jakimś wysokim chłopakiem. Raczej wiesza się na nim. Przy jej wzroście wygląda to trochę komicznie, ale chłopak wydaje się zadowolony z jej pieszczot. Stoi w lekkim rozkroku, w głęboko rozpiętej koszuli. Kama dłonią ugniata mu penisa przez spodnie, a ustami pieści skórę na klatce piersiowej.

    – Jak dziewczyna się spręży, to może doskoczy do fiuta – bawię się jej zalotami. Drażni mnie jej chęć przypodobania się i dążenia do akceptacji przez każdego. I agresja wobec stojących niżej w szkolnej hierarchii. Ale do niej jeszcze dobiorę się… Wszystko w swoim czasie. Odwracam się.

    Mój wzrok pada na nieśmiałą, potarganą szatynkę z grubym warkoczem. Na oko ma z 18 lat, a może jest rok młodsza? Stoi między oknami i pokornie przyjmuje mocne pieszczoty farbowanej blondynki. Ma rozpiętą kraciastą koszulę i podniesiony stanik. Widzę jej gołe piersi. Nasze oczy spotykają się. Dziewczyna, widząc moje natarczywe spojrzenie, próbuje uśmiechnąć się, ale speszona szybko ucieka spojrzeniem w bok. Chwilę później przymyka oczy i plecami opiera się o ścianę. Głośne westchnienie. Jęk. Opiera rękę o ścianę, a drugą kładzie na głowie kochanki. Tamta właśnie podciągnęła spódniczkę, przyklęka na jedno kolano, wysoko podciąga dżinsową spódniczkę dziewczyny, odsuwa pasek jej białych majteczek i pieści ustami cipkę. W całej okazałości widzę nagie piersi szatynki. Średniej wielkości, ale ze sterczącymi brodawkami. A jak drżą, kiedy ich właścicielka przeżywa pieszczoty…

    *

    Robi mi się ciepło. Nerwowo przełykam ślinę. Też mogłabym pieścić tę szatynkę. Już chciałam dotknąć łechtaczki, czując narastające podniecenie, ale w porę przypomniałam sobie, gdzie jestem. Moje policzki chyba płoną.

    – Dość przedstawienia! Nie będziesz nikogo prowokować do seksu – upominam siebie. – No, przynajmniej na razie – dalej staram się przyglądać otoczeniu. Z trudem koncentruję się na zabaw innych.

    Ta farbowana blondynka nosi proste włosy sięgające ramion, z przedziałkiem. Jest nieco wyższa od szatynki, ma nadwagę, wydatny biust, ubrana w elegancki, szary kostium, grafitowe pończochy i czerwone, błyszczące szpilki. Do poszetki wetknęła czerwoną chusteczkę. Szyję okala czerwona apaszka. Dziewczyna jest solidnie wymalowana i liczy… Łoł! Niemożliwe! Patrzę zaskoczona. Prawie 40 lat?! A może nawet więcej! Przyglądam się uważnie. Nie mylę się.

    – No, z tyłu liceum, z przodu muzeum – cytuję powiedzenie mojej babci. Farbowana blondynka właśnie szarpie kraciastą koszulę i obnaża ramiona dziewczyny. A ta wygląda tak niewinnie i bezbronnie… I jeszcze ten warkocz. Dziewczyna próbuje podciągnąć koszulę, ale kochanka nerwowo uderza ją po dłoniach, wyszarpując koszulę. Dłoń tej starszej wraca do krocza, ale obserwuje twarz dziewczyny i w niespiesznym rytmie rżnie ją palcami. W końcu przyspiesza. Młoda zagryza wargi, żeby nie hałasować, ale nie wytrzymuje. Słychać jej jęki. Kilka osób odwraca się i chwilę przygląda. Niektórzy komentują, inni tylko uśmiechają się. Potem wszyscy wracają do przerwanych rozmów.

    – W końcu to normalny widok na imprezie u Ewy – stwierdzam zachwycona wyglądem i zachowaniem młodej. Coś mnie w niej urzekło. 

    Nastka chyba przeżyła orgazm, bo teraz ma szeroko otwarte oczy, ciężko oddycha, uśmiecha się niepewnie i znowu spojrzała na mnie. Jest ożywiona. Nieudolnie próbuje zasłonić gołe piersi. Peszy się swoją nagością. Kochanka nadal trzyma ją przy ścianie, jakby chciała pochwalić się swoją zdobyczą i nie pozwala jej ubrać koszuli.

    – Gdzie Ewa wynajduje takie babki? – nadal przyglądam się parce. Też chciałabym tak bawić się tą nastką. – A może podejść? Dołączyć do nich? – Robię krok w ich kierunku i zatrzymuję się. Ogarniają mnie wątpliwości. – A jeżeli kobieta odrzuci mnie? A młoda też nie będzie chciała? To, że gapi się na mnie, może oznaczać, że szuka akceptacji albo lubi być oglądana. I prowokuje wzrokiem.

    Starsza nagle wstaje. Nachyla się do ucha dziewczyny, napierając na nią całym ciałem, a dłoń ciągle trzyma w jej kroczu. Wreszcie cofa się, prostuje. Skończyła monolog i wyczekująco patrzy. Nastka zgadza się skinieniem głowy. Kochanka bierze ją za rękę i podchodzą do Ewy. Starsza coś mówi, jest wyraźnie pobudzona. Teraz widzę, że ta młodsza założyła niebieskie zamszowe botki na szpilce. Pasują do jej ciuchów. Ewa kiwa głową i para znika w korytarzu. Tam są pomieszczenia, które już ‘zwiedzałam’. 

    *

    Ewa siada w fotelu i rozgląda się po salonie. W prawej dłoni trzyma drinka. Z drugiej strony fotela staje jakaś wysoka blond laska. Proste włosy do ramion zebrane w kitkę, szczupła i ładnie umięśniona. Widać, bo założyła tylko ażurową szarą bluzeczkę na ramiączkach i szarą spódniczkę w delikatne, białe prążki. Kolejna bez stanika! Stoję z boku i nieco z tyłu, ale tyle widzę. I srebrne sandałki na szpilce. Paznokcie u stop pomalowane perłowym lakierem. Przyglądam się uważniej.

    – Łał! Paulina! „Bejsbol” Ewy – jestem zaskoczona jej wyglądem. Zmyliła mnie ta kitka. A poza tym po raz pierwszy widzę ją w spódniczce. – W końcu wiadomo, jaki jest cel tej imprezy. Bez sensu jest ubierać spodnie – skonstatowałam. Też założyłam spódniczkę.

    – I co? Przyszła? – pyta Ewa, podnosząc głowę w jej kierunku.

    – Nie – odpowiada Paulina i uprzedza kolejne pytanie. – Dzwoniłam, nie odbiera telefonu.

    Ewa patrzy przed siebie. Milczy. Paula nie próbuje niczego powiedzieć. Czeka. W końcu odzywa się „Szefowa”:

    – Spróbuj jeszcze raz. A jak się nie uda, to pogadamy z nią w poniedziałek. Bądźcie przygotowane – tonacja głosu sygnalizuje wściekłość ogarniającą Ewę. Wolną dłoń zaciska w pięść.

    – Jasne – Paulina wolno kiwa głową. – Tak z nią zabalujemy, że będzie spełniać każde życzenie. Będzie jak zdalnie sterowana.

    – O, właśnie! – głośno cieszy się „Szefowa” i energicznie uderza otwartą dłonią w podłokietnik. – O to chodzi, cha, cha! – rozbawiona kiwa głową. Jest wściekła, a jej śmiech przepełnia agresja. Bez słowa podaje Paulinie pustą szklankę z petem, którą ta posłusznie odnosi na tacę. Ewa wykonuje nieznaczny gest.  

    *

    Podchodzi jakaś dziewczyna. Ciemna blondynka przy kości z czerwoną, szeroką obrożą na szyi. Obroża wygląda efektownie: napy, kolce, a wzdłuż tułowia wisi czerwona smycz. Chyba tutaj przebrała się, bo tak ubrana na pewno nie szła przez miasto. Czerwone, błyszczące, pełne szpilki, czerwone kabaretki i czerwona spódniczka. Pod obcisłą białą koszulką gimnastyczną nie mieści się obfity biust. Nachyla się nad Ewą, a ta maca jej pierś. Dziewczyna grzecznie tkwi przy niej. Patrzę, patrzę…

    – O, kurde! To Bogusia! – aż otwieram usta ze zdziwienia. – Kolejna z bandy Ewy aktywizuje się.

    W tym czasie Bogusia siada na posadzce u boku Ewy. Ta fachowo robi pętlę na smyczy i zakłada sobie na nogę. Szarpie za smycz, przyciąga blondynkę i bawi się jej włosami. W końcu chwyta ją za pierś, wyciągając spod koszulki, a ona… Ona liże ją po ręce!

    – No, tego jeszcze nie grali! – takie zachowanie widzę po raz pierwszy. – Co nowego jeszcze zobaczę?

    Z zazdrością i uznaniem patrzę na biust Bogusi. Jest spory.  

    – Chciałabym mieć taki – wzdycham do swoich myśli. Dziewczyna ma tendencje do tycia i ledwie sobie z nią radzi. Tego jej nie zazdroszczę. Ewa ciągnie blondynkę za pierś. Musi ją boleć, bo zrywa się i drobiąc na dłoniach i kolanach, wchodzi między nogi „Szefowej”! Podnosi jej spódniczkę. W kroczu znika jej głowa. Ewa wzdycha głośno, rozstawia nogi jeszcze szerzej, rozsiada się w fotelu i głaszcze Bogusię po włosach. Paula siedzi i z obojętnym wyrazem twarzy przygląda się parce.

    *

    – Hej, mamy nową dziewczynę! To Roksana. Koleżanka Grażyny, która przeniosła się do Warszawy i do mojego liceum. Odwiedzasz ją. Tak? – Ewa już doszła do siebie po pieszczotach uległej Bogusi. Teraz stoi na środku salonu i obejmuje ramieniem moją przyjaciółkę. Między palcami tkwi kolejny papieros.

    – Głupia cipo, jeszcze podpal jej bluzkę – nie mogę oderwać wzroku od peta w jej dłoni. – Nie każdy ma tyle kasy co ty.

    – Zgadza się – Roksi kiwa głową i uśmiecha się. Nie widać po niej, żeby miała tremę albo była chociaż speszona czekającym ją występem.

    – Dziwne – jestem zaskoczona. – Przecież nie będzie deklamować wierszyka tylko rozbierać się. I to przed liczną grupą nieznajomych, a potem… Ja bym się bała. A przynajmniej była speszona obecnością tylu osób. No i nie mam skłonności ekshibicjonistycznych.

    – Dzisiaj Roksana zaprezentuje nam swoje walory, a potem… A potem każdy będzie mógł z niej skorzystać! I zaczniemy zabawę! – uśmiecha się szeroko. – Wszystkich zapraszam na występ! – odpowiada jej cichy aplauz słuchających.

    Ewa podchodzi do swojego fotela, który stoi jakieś cztery metry przed Roksaną. To główny punkt obserwacyjny. Obok stoi kilka krzeseł, leżą grube poduszki. „Szefowa” siada i gestem dłoni przywołuje kogoś. Paulina podchodzi z drinkiem. Ewa bierze pierwszy łyk.

    Ruszam do przodu, żeby zobaczyć występ mojej koleżanki. Patrzę w bok, kanapa jest już pusta. Jeszcze zauważam, jak panowie z Bianką znikają w korytarzu.

    – Pewnie drugi pokój jest wolny – domyślam się. – To obejrzymy dzisiaj niezły występ!

    No i mam ochotę jeszcze zobaczyć ten zróżnicowany wiekowo duet kobiet. W akcji? Nie będę ukrywać: chcę spotkać tę nastkę z warkoczem i zamienić z nią kilka zdań.

    – Może zgodzi się na spotkanie? – pytam siebie szeptem. Nawet byłabym skłonna wyprosić matkę z mieszkania.

    *

    Ktoś wzmocnił muzykę, zmienił utwór na znacznie wolniejszy i teraz wszyscy skoncentrowali się na striptizie Roksany. Powoli poruszała biodrami. Uniosła ręce, jednocześnie unosząc rozpuszczone kręcone, długie włosy. Wyprostowała ręce nad głową i włosy opadły na ramiona. Dłonie spoczęły na bluzce i zaczęła rozpinać guziki, jednocześnie w rytm muzyki, powoli odwracając się tyłem do widzów. Niespiesznie porusza biodrami na boki. Nawet chłopak w kącie salonu wycofał się spomiędzy nóg głośnej blondynki. Wszyscy z zainteresowaniem przyglądali się „nowej”. Damskiej parki, która zniknęła w pokoju, nadal nie widać.

    Roksi rozpina stanik. Odwraca się do grupy i szybkim ruchem odchyla jedną połę bluzki na bok. Kiedy zakrywa pierś równie energicznym ruchem, odkrywa drugą. I ponownie na zmianę pokazuje i zakrywa piersi. Kto lizał czyjąś cipkę, nie zdążył nic zobaczyć, chi, chi. Roksi znowu powoli odwraca się tyłem do grupy. Rozpina spódniczkę, poruszając biodrami w rytm muzyki. Rozglądam się dyskretnie.

    – No, moje akcje właśnie gwałtownie rosną. Po występie Roksi szybko poszerzy się grono moich znajomych – zadowolona mruczę do siebie, widząc zainteresowanie striptizem.

    Panuje cisza. Wszyscy skupili się na pokazie mojej koleżanki. Paula przysiada na oparciu fotela po drugiej stronie Ewy, a ta, przyglądając się występowi Roksany, podciąga spódniczkę Pauliny i grzebie między jej nogami. Dziewczyna wysuwa biodra, ułatwiając Ewie dostęp do swojej cipki. Intensywne pieszczot Bogusi sprawiają, że Ewa nagle wypina biodra i głośno stęka. Za chwilę jej ciało przeszywa dreszcz. Kolejne głośne stęknięcie. Paulina wije się, bo Ewa szarpie jej łechtaczkę. Z trudem, ale utrzymuje się na oparciu fotela. 

    – No, mam co oglądać! – rozglądam się. Ciekawi mnie, kto jeszcze zaczął pieszczoty podczas występu mojej Roksany. I nagle od tyłu czyjaś dłoń brutalnie chwytają mnie za piersi. Boli! Próbuję uwolnić się z tego chamskiego uścisku.

    *

    – Stój grzecznie, suko! – męski głos szepcze mi do ucha. Sapie podniecony. Onanizuje się? Czuję alkohol. Jeszcze mocniej ściska piersi. Druga dłoń porusza się przy moich pośladkach.

    – Proszę! To boli! – jęczę cicho. Nie chcę psuć występu koleżanki. Ból jest okropny!

    – Zamknij się! – szept brzmi jak warknięcie wściekłego samca.

    I nagle facet wykręca mi rękę, a drugą? Coś czuję na udzie… Facet próbuje wepchnąć twardego, mokrego penisa do pochwy! Śluz rozciera na moim udzie, poniżej krocza. Szarpie majtki i pcha się we mnie! Krzyknęłam. Część osób odwróciła się w naszym kierunku. Również Ewa. Spojrzała i zorientowała się:

    – Jarek! – w głosie brzmi irytacja i nagana. – Chcesz, to ruchaj, ale nie psuj nam zabawy! Zaczekaj do końca pokazu! Nie widzisz, że przestraszyłeś dziewczynę?

    Kilka osób cicho parska śmiechem. Inni patrzą na mężczyznę z dezaprobatą. Odwracam się, kiedy tylko chwyt wykręconej ręki nieco łagodnieje i od razu wolną dłonią łapię go za penisa. Już uwolnił moją rękę. Patrzy na mnie zaskoczony i dumny ze swojego przyrodzenia. Facet jest drobnej budowy, chudy, łysawy, krótko ostrzyżony i ma ze 40 lat. Członek we wzwodzie jest rzeczywiście spory, a na tle drobnej sylwetki robi jeszcze większe wrażenie.

    Puszczam penisa i chwytam jądra. Wyraz dumy i rozbawienia na jego twarzy przeradza się w cierpienie. Na pewno. Nie mylę się. Solidnie ściskam jądra, więc musi go boleć. W poprzednim liceum odebrałam solidne wykształcenie. Z samoobrony.

    – Łapy do tyłu! Na dupę – wychylona do niego, warknęłam przez zęby.

    Facet posłusznie wykonuje polecenie. I błyskawicznie. Wyraz twarzy potwierdza moje przypuszczenia. Cierpi.

    – Ty pizdo! Jeszcze raz zaczepisz mnie bez pytania, to inni tak ciebie urządzą, że… – głos mi drży ze zdenerwowania, ale brzmi, jakbym nie panowała nad własną wściekłością. Chyba nikt na nas nie patrzy. Przecież główny występ odbywa się przed nami. – A teraz spierdalaj i do końca imprezy nawet nie próbuj podejść do mnie! Mam paru znajomych. Chcesz chodzić w gipsie? – kiwa głową, że nie.

    Nawet nie oczekiwałam odpowiedzi. Ściskam jądra nieco mocniej, widzę łzy w oczach i uwalniam faceta. Wycieram dłoń lodem i serwetkami wziętymi z baru. Facet powoli odwraca się, bez słowa odsuwa ode mnie pod ścianę i tam próbuje zapiąć spodnie. Nawet nie patrzy w moim kierunku, ani na występ Roksany. Jego strata.

    – A ja i tak ciebie dorwę – mruczę mściwie. Jeszcze przez chwilę patrzę na mendę. Później, kiedy nie widział, zrobiłam mu zdjęcie.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Blanka, cz. 1.

    Część 1.

    Marzec 1975 roku.  

    Starałam się nie krzyczeć. Leżeliśmy nago na łóżku Andrzeja, a on pieścił mnie tak, że już nie wytrzymywałam. Podniecenie było tak silne, że w końcu złapałam poduszkę i wcisnęłam w nią twarz. Wówczas z ulgą zaczęłam głośno  jęczeć. Reagowałam dość gwałtownie na nadchodzącą rozkosz. Andrzej puścił pierś, głośno cmoknął, wypuszczając sutek z ust, odsunął dłoń z łechtaczki. To było dziwne uczucie, gdy w jednej chwili zniknęły wszystkie bodźce budzące takie namiętności. Zaskoczona otworzyłam oczy i wtedy… płynnie wszedł we mnie. Byłam tak podniecona, że poczułam tylko olbrzymią przyjemność. Olbrzymią! Żadnego bólu.

    – Ależ jesteś mokra – szepnął mi do ucha. Zdaje się, że nawet był rozbawiony.

    Jeszcze bardziej rozsunęłam nogi. Chciałam poczuć go całego. Do końca. Gwałtownie uderzył penisem w ściankę pochwy i opanowała mnie taka ekstaza, że chyba na chwilę straciłam przytomność. Odpłynęłam.

    Po chwili wszystko wróciło do normy. Leżał na mnie i uderzał biodrami, a członek wypełniał pochwę. Było mi przyjemnie, ciągle napinałam mięśnie nóg i bezwiednie próbowałam głaskać jego nogi podeszwami stóp. Andrzejowi podobała się i podniecała go taka pieszczota, a u mnie prowokowała jakieś dodatkowe albo silniejsze doznania przy penetracji pochwy. Kiedyś wyznał, że naga stopa, pomalowane paznokcie wyglądają bardzo seksownie. Szczególnie, gdy stopa jest obciągnięta, a nie zadarta. Ta uwaga zapadła mi w pamięć i kiedy leżałam naga na tapczanie, czekając na niego, odpowiednio eksponowałam stopy. Nigdy nie zapomniałam o pomalowaniu paznokci.  

    *

    Kopulowaliśmy w jego ulubionym rytmie. Kilka szybszych, kilka wolniejszych uderzeń członka. Wolniejszych było więcej, ale po pierwszy szybszym ruchu, te były również silniejsze, moje doznania wzmagały się. Lubił patrzeć na moją twarz, która nie ukrywała ani podniecenia, ani rozkoszy. Teraz podciągnął moją prawą nogę i przetoczył się na lewy bok. Pociągnął mnie za sobą. Leżałam na prawym boku i nadal spółkowaliśmy. Całował mnie po szyi. Kiedy skończył tę pieszczotę, patrzyliśmy na siebie, a on wręcz walił biodrami!

    Nie wytrzymałam długo. Przymknęłam oczy. Zacisnęłam dłonie, usztywniłam się, otworzyłam usta i zaczęłam głośno oddychać. Nadchodził orgazm. Coś mówił mi do ucha, ale nie rozumiałam. Nie byłam w stanie skupić się na jego słowach. Wiedziałam, że jedną ręką trzyma mnie za włosy i odchyla głowę do tyłu. Aż bolał mnie kark! Drugą szarpie biodro. Twardy penis wbijał się w pochwę i każde uderzenie to nowa eksplozja rozkoszy. Tak to odbierałam. I wtedy trafił w dno pochwy. Podrażnił macicę. Po ciele rozpłynęła się fala ciepłej przyjemności. Już nie musiał ciągnąć mnie za włosy. Sama wyginałam się w łuk. Mój krzyk stłumił pocałunkiem, dłoń z biodra zsunęła się, a palec trafił w odbyt. Przyjęłam go bez najmniejszego oporu. Czułam jak wsuwa się coraz głębiej. Jeszcze kilka ruchów w pochwie i wysunął penisa. Otworzyłam oczy, chciałam to zobaczyć. Andrzej nieco odsunął się ode mnie. W ręku trzymał sterczący członek. Napletek był odkryty, przekrwiony. Szybko masował penisa i po kilku ruchach trysnął na moje piersi i brzuch. Kilka kropel spermy spadło na policzek. Mój chłopak ciężko oddychał, jego klatka piersiowa szybko unosiła się i opadała. Dotykałam go.

    – No, teraz weź – wysapał zadowolony. Uśmiechał się. Raczej z udanego stosunki i wytrysku niż do mnie. Posłusznie szeroko otworzyłam usta. Lubił taki widok. Lubił pieszczoty po stosunku. Lubił też wytryskiwać w usta, ale dzisiaj był tak podniecony, że wytrysnął już na mnie. Ciągle twardym członkiem zgarnął spermę na moim brzuchu, na piersiach i kiedy przeniósł się nieco wyżej, wsunął go w moje usta. Głaskałam twardego penisa języczkiem. Oblizywałam. Ogrzewałam ciepłym oddechem.

    – O! Świetnie, maleńka. Potrafisz zaspokoić potrzeby mężczyzny.

    Tak mnie nazywał, bo był ode mnie dwa lata starszy. Skończył technikum, pracował, bo załatwił sobie odroczenie służby wojskowej, ale kiedy rok później WKU przypomniała sobie o nim, zdał na uniwersytet.

    *

    Kiedy wziął mnie pierwszy raz, obiecał, że wyszkoli mnie tak, żebym wiedziała, czego oczekuje i jak sprawiać mu przyjemność. Byłam pojętną i posłuszną uczennicą. Dlaczego? Bo był ode mnie starszy i dlatego w naturalny sposób słuchałam go. Kolega z tej samej miejscowości. Mieszkaliśmy niedaleko siebie. Widywaliśmy się praktycznie codziennie. Teraz mieszkałam w akademiku i odkrywałam zalety dorosłego życia. I miałam ochotę na seks. Chociaż nie byłam nastawiona na takie ekstrawagancje jak on.

    Kiedyś w styczniu kończyłam późno ćwiczenia, więc przyszedł po mnie. Było już ciemno, wszyscy od razu ruszyli do szatni po kurtki i płaszcze, a on zaciągnął mnie do damskiej ubikacji. W budynku pracowały już tylko sprzątaczki. Po namiętnych pieszczotach nieoczekiwanie chwycił i szarpnął majtki z rajstopami w dół. Miał w dłoniach mój goły tyłek. Mimo mojego oporu wszedł we mnie!

    Byłam zmęczona po zajęciach. Pieszczoty bardzo mnie pobudziły. Miejsce stresowało, ale on był taki pewny siebie i zaborczy. Uległam. Byłam zaskoczona reakcją organizmu. Bardzo przeżywałam stosunek w toalecie. Bardziej niż inne nasze zbliżenia. Zmęczenie wyostrzyło zmysły? A może strach przed wejściem innej osoby? Nie wiem. Miałam silny orgazm. Potem jeszcze długo kopulowaliśmy, aż wreszcie wyszedł ze mnie i kazał mi otworzyć usta. Nie rozumiałam, ale posłuchałam. Nadal byłam silnie podniecona. Wtedy mocno pchnął mnie w dół i wytrysnął w usta! I na twarz. Prawie udławiłam się, zaskoczona tym, co zrobił. Zmusił mnie, żebym wszystko połknęła, a potem jeszcze pieściła go.

    Na koniec popieścił łechtaczkę. Bawiło go, kiedy rosło moje podniecenie, wiłam się, ściskałam go, ale nie mogłam ani krzyknąć, ani jęczeć, bo zdradziłabym, co robimy. Tułowiem i udem przycisnął mnie do ściany. Mocno uciskał łechtaczkę dwoma palcami i z uśmiechem obserwował moje reakcje. Byłam bardzo podniecona, ale bezwolna i posłuszna. Drugą dłonią obmacywał mi piersi. W końcu dał mi spokój. Roztrzęsiona po seksie, ale bardzo ożywiona, szybko myłam się i ubierałam.

    Wracaliśmy, trzymając się za ręce. Byłam taka radosna i pełna energii! Zmęczenie chwilowo zniknęło. W akademiku mieszkałam w pokoju dwuosobowym, a ponieważ koleżanka jeszcze miała zajęcia, więc znowu zaczął mnie pieścić i doprowadził do orgazmu samymi palcami. Drzwi zamknięte, leżałam na łóżku prawie naga, on siedział obok ubrany w kurtkę i z uśmiechem patrzył, jak dochodzę. ‘W rewanżu’ musiałam mu obciągnąć. Znowu miał wytrysk, ale znacznie mniejszy.

    *

    Półmrok. Mały pokój wynajmowany przez Andrzeja. Leżymy nadzy po zbliżeniu. Zniknęły miłe wspomnienia z niedalekiej przeszłości. Powoli wracam do rzeczywistości. Nawet nie spodziewam się, jaka za chwilę czeka mnie niespodzianka.

    – Świetna byłaś – delikatnie głaszcze mnie po udzie.

    Było intensywnie, dość długo szaleliśmy, więc teraz leżymy zmęczeni, próbujemy rozmawiać, popijamy herbatę z jednej szklanki i zagryzamy herbatnikami, bo Andrzej zapomniał o cukrze, a sklepy już dawno są zamknięte. Jeszcze jesteśmy nadzy, jeszcze przytulamy się. Za chwilę muszę zbierać się, bo właścicielka mieszkania wymaga, żeby goście przebywali w wynajmowanym pokoju tylko do godziny 20.

    I tak szczęście, że są dni, kiedy wraca tak późno. Korzystamy wówczas z pokoju bez obaw, że coś usłyszy. Gdyby dowiedziała się… Andrzej musiałby poszukać nowej stancji. Teraz włącza swój mały telewizorek i „jednym okiem” oglądamy dziennik telewizyjny. Właściwie to dobiega końca. Jeszcze sport i pogoda. Sport. Właśnie pokazują migawki z wyścigu kolarskiego w Holandii. W marcu! A komentator informuje, że ledwie co trzeci zawodnik dojechał do mety. I wtedy Andrzej radośnie wyznał:  

    – Latem jadę z bratem do Holandii. Załatwił nam robotę u jakiegoś rolnika.

    – Rolnika? W Holandii? – trochę mnie rozbawił tym nazewnictwem. W końcu dzięki rodzicom co nieco wiedziałam na temat rolnictwa w Europie.

    – Na długo? – dotarł do mnie sens przekazu. Zmartwiłam się, że wyjeżdża. I zepsuł mi humor.

    – Na pewno na dwa miesiące. Jeżeli uda się, to na trzy. Jak najszybciej załatwić zaliczenia i egzaminy, a potem wwuu… – wykonuje ruch ręką, naśladujący start i lot samolotu.

    – Od kiedy wiesz?

    – O wyjeździe? Od kilku dni.

    – I dopiero teraz mi mówisz? – w moim głosie brzmi wyraźny wyrzut.

    – W czym problem, kochanie? – dziwi się. Widzi moją minę, więc całuje mnie w sutek i klepie po udzie.

    – W czym? Nie będziemy się widzieć dwa miesiące – odeszła mi nawet ochota na wspólny spacer.

    – No i co z tego? – wzrusza ramionami. – Zarobię trochę kasy, kupię ci jakąś fajną bluzkę. Będę miał dość pieniędzy, żeby spokojnie wynająć pokój na cały rok. A może nawet małe mieszkanie! I żyć lepiej niż teraz. Nie chciałabyś zamieszkać ze mną?

    – Gdyby moi rodzice dowiedzieli się o tym… – kręcę głową.

    – To nie mów – uśmiecha się beztrosko. Przytula się do mnie i dłonią nakrywa krocze. – Chodź tu. Mam ochotę jeszcze popieścić tę cipulkę.

    – Daj spokój. Straciłam ochotę – po takiej nieoczekiwanej wiadomości stałam się drażliwa. Andrzej nadal uśmiecha się beztrosko.

    Nie pokłóciliśmy się, ale sama wracałam do akademika. Czekało mnie sporo nauki. I byłam smutna. Inaczej wyobrażałam sobie wakacje. Namiot, my dwoje i wędrówka po górach albo wypad nad morze. Albo tu i tu, gdyby starczyło nam pieniędzy.

    – Albo nigdzie – mówię przez zęby. Jestem wściekła. Moje wakacyjne plany właśnie stały się nieaktualne. – Całe wakacje bez mojego chłopaka – prawie mam łzy w oczach. – Bluzką chce mi zrekompensować dwumiesięczne rozstanie! Kretyn bez empatii!

    *

    1975, czerwiec.

    Pierwszy list Andrzeja. Zachwycony pisał o wszystkim, co działo się w podróży pociągiem do Holandii i opisywał wrażenia z pobytu. Kiedy zaczął pracę, listy pisał dłużej i wysyłał znacznie rzadziej. Tłumaczył, że jest zmęczony i nie chce wydawać zbyt dużo na znaczki.  

    1975, wrzesień.

    Kolejny list od Andrzeja: „Jest super! Nie wracamy w tym roku, mamy załatwioną robotę w firmie od września. Nawet nie wiesz, jak się ucieszyłem, kiedy brat przyniósł taką wiadomość! Moje oszczędności systematycznie rosną. Do uniwerku wysłałem pismo z prośbą o dziekankę. A jak mi nie dadzą urlopu, to najwyżej mnie wyleją. Powinienem przyjechać w przyszłym roku. Sporo zarobię i zaoszczędzę. Może wtedy kupię mieszkanie?” 

    1976, kwiecień

    Wieści od Andrzej nie napawają optymizmem: „Blanka, nici z powrotu w tym roku. Jeżeli wrócę, to długo nie dostanę paszportu. To po co? Nie chcę wracać. Mój brat poznał fajną dziewczynę i zamieszkal z nią, ale dla mnie nie ma już miejsca. Szukam sobie nowej pracy i od maja jakiegoś dachu nad głową.”

    1976, czerwiec.

    Nieoczekiwana odmiana: „Jest super! Już miesiąc pracuję u tego samego farmera, co przed rokiem. Pracy jest sporo, nieźle zarabiam, ale po pracy nie mam siły pisać. Blanka, nie wrócę. Nie opłaca się. U tego farmera zostanę na cały rok. Jakoś ustawię się. Są i inne możliwości.”

    To był zarazem pożegnalny list. Później już nie odpowiedział na żaden z moich. Może zmienił adres? Raczej mój wyrzucił. Zostałam sama.

    *

    1976, sierpień.

    Jest coraz gorzej, chociaż z gazet ciągle wynika, że jest coraz lepiej. Na mieszkanie czeka się około 20 lat, jeżeli książeczkę mieszkaniową założyłeś zaraz po uzyskaniu dowodu osobistego. Za kilka lat to nadal będzie 20 lat albo i więcej. Ot, ‘specyfika’ polskiego budownictwa. „Przejściowe trudności” powodują, że coraz trudniej kupić wędlinę. Sprzęt AGD i meble też stanowią towar trzeciej potrzeby. Głównie stoi się w kolejkach po żywność. Poluje na papier toaletowy i kosmetyki. I jeżeli stać nas, to stoi się w kolejkach po lodówkę czy pralkę. Właśnie pojawiły się bony na cukier. I żarty o bonach do Pewex-u. W sieci tych sklepów kupowano za dolary albo ich zamienniki w bonach, ważnych tylko w tych sklepach. W czerwcu pisano o „nieuzasadnionych przestojach” w kilku zakładach, o radomskich protestach, ale gazety uspokajały, że robotnicy już wrócili na swoje stanowiska pracy.

    Niespecjalnie interesowałam się tymi sprawami. Studia i związane z nimi problemy przysłaniały mi cały świat.

    – Niedługo buty będą na kartki – westchnęłam rozbawiona i spojrzałam na paszport. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że mój żart już za kilka lat stanie się rzeczywistością. I nie będzie wielkiego wyboru.

    Już nie chciałam myśleć o takich sprawach, bo długie lata rodzice intensywnie oszczędzali i teraz zrozumieli, że nie będą w stanie kupić samochodu. A planowali zakup „malucha”. Propaganda partii i rządu obiecywała, że będzie na kieszeń każdego, ale po dwóch latach okazało się, że rodziców jednak nie stać na taki wydatek. W zasadzie do kupienia był tylko na talony, bo w normalnej sprzedaży kosztował prawie dwukrotnie więcej i czekało się bardzo długo. Ale dostać talon też nie było łatwo… A posiadanie talonu też nie gwarantowało natychmiastowego zakupu.

    Właśnie trzymam w ręku kartkę „bilet towarowy” na cukier, którą włożyłam do saszetki razem z paszportem. Nie potrafiłam sobie przypomnieć, jak i kiedy wepchnęłam bon na cukier do paszportu.

    – Cholera! Trzeba było zostawić rodzicom, a tak… Przepadły! – zmartwiłam się swoim odkryciem. Jeszcze nikomu nie zwierzyłam się. Nawet rodzicom. Wtedy by mnie nie puścili i nie zapłacili za bilety. Nikt o tym nie wiedział. Już nie zamierzałam wrócić do kraju. Chciałam zostać na Zachodzie!

    W pociągu od razu poczułam, że wpadłam w inny świat. Wszyscy jakby lepiej ubrani niż osoby, które widywałam na co dzień. Kobieta, która sprawdzała bilety, też była jakby bardziej uprzejma i uśmiechnięta. Ładnie ubrana pracowniczka „Wars-u” sprzedawała herbatę i kawę. Kobieta siedząca pod oknem zażyczyła sobie kawę. Kiedy usłyszałam cenę, zrobiło mi się gorąco. Całe szczęście, że zgodziłam się na termos z herbatą przygotowany przez mamę. Wagon też był chyba czystszy niż te, którymi jeździła w kraju. Cztery osoby, 30–40-letnie, szybko zgadały się i rozmawiały tylko o tym, co i gdzie można najkorzystniej sprzedać w Berlinie. Zaaferowane tematem, ciągle weryfikowały atrakcyjność przewożonych przez siebie towarów i dyskutowały o terminach wyprzedaży. Dla nich inni pasażerowie nie istnieli. Szybko znudziłam się ich gadaniną. Elegancka pani, która siedziała naprzeciwko mnie przy oknie przez całą podróż nie odezwała się ani słowem. Drzemała albo patrzyła w okno, albo uważnie kartkowała katalog odzieży. Co jakiś czas ukradkiem spoglądałam na kobietę. Zazdrościłam jej takich ciuchów.

    *

    Podekscytowana, zdenerwowana i zarazem radosna patrzyłam w okno pociągu. Wszystko było nowe, ale i jedną wielką niewiadomą. Tyle nadziei wiązałam z tą podróżą! Krajobraz migał za oknem. Jechałam do RFN! Na razie do Berlina Zachodniego. Do rodziny. Dalekiej rodziny. Kiedy otworzyła się taka możliwość, na początku nie potrafiłam nawet skojarzyć ciotki, która odezwała się do mamy, ale w końcu liczyła się możliwość wyjazdu. Rodzice nie bardzo mieli ochotę jechać. Nie rozumiałam ich. Ja od razu mogłabym się pakować! W końcu rodzice z oporem zgodzili się na mój wyjazd. Wówczas dowiedziałam się, że mama od lat utrzymywała z byłą żoną brata luźny, listowny kontakt. Nie potrafiłam ich zrozumieć.

    Żyłam tym wyjazdem już od wielu tygodni, ale teraz, kiedy siedziałam w pociągu, uwierzyłam, że już niedługo zobaczę ten mityczny Zachód. Nareszcie! Na co dzień znałam go tylko z opowiadań tych, którzy tam bywali, grubych katalogów mody, pożyczanych od innych i przeglądanych dziesiątki razy. Niektóre strony znałam na pamięć. Widziałam w nich ceny ciuchów i nie wierzyłam, że odzież w RFN może być aż tak droga.  

    – No, ale tam zarabiają znacznie więcej niż u nas – uspokajałam siebie.

    *

    Teraz w milczeniu patrzyłam w okno pociągu. Nie ruszyłam się od pół godziny. Wracałam do kraju. Chciałam jeszcze pooglądać ten kraj. Nie tak wyobrażałam sobie wyjazd. Byłam rozczarowana. Taka porażka… Liczyłam, że znajdę jakąś pracę i zarobię trochę marek.

    Ale te sklepy! Wszystkiego można dotknąć, przymierzyć. Każda sprzedawczyni taka skłonna do pomocy… Galeria Kaufhof, C&A, Karstadt… Pół dnia straciłam z ciotką, zwiedzając potężne galerie. Część odzieży wisiała na wieszakach przed sklepami. To było spore zaskoczenie. Dodatki sprzedawano nawet po kilka sztuk i taniej. I nikt nie rzucał się na towar! Kręciłam głową z niedowierzaniem, kiedy po raz pierwszy stanęłam przed sklepami.

    – U nas nie zdążyliby wystawić tego przed sklepem, a już by zniknęły – uśmiechnęłam się do siebie. Byłam w McDonaldzie, i w chińskiej restauracji, i we włoskiej, a potem w arabskiej. I jeszcze w greckiej. Ciotka była zmęczona bieganiem po Ku-dammie i miała swoje obowiązki zawodowe. Dostałam od ciotki trzysta marek w prezencie i przez trzy dni biegałam sama po Berlinie, rozważając, co kupić sobie i rodzicom za te pieniądze. Z trudem powstrzymywałam się przed ich szybkim wydaniem. Chętnie  korzystałam z metra i kolejki miejskiej. Ciotka kupiła mi “sieciówkę”. Z dnia na dzień przekonałam się do tych środków transportu, a z mapką w kieszeni podróżowałam bez obaw. Tylko nie zbliżałam się do wschodniej części Berlina. Nie chciałam.

    – Tamtej rzeczywistości mam dość na co dzień – tłumaczyłam sobie i ciotce, która chciała mi pokazać mur, wartownie i platformę obserwacyjną. Po tym komentarzu więcej nie wracałyśmy do tematu.

    Z zazdrością patrzyłam na samochody berlińczyków. Na ich ubrania. Moje wydawały się teraz takie.. siermiężne. Ciotka w prezencie kupiła mi kilka dobrej jakości T-shirtów, więc codziennie ubierałam inny. Na ulicach tak czysto. I tyle zieleni w mieście. Z ciotką byłam u jej znajomych, więc podziwiałam metraż i wyposażenie mieszkań. Pojechaliśmy również do Ikei, ale tylko zwiedzać, bo mąż ciotki wyjaśnił, że tutaj kupują ludzie na dorobku, a nie stabilni zawodowo i zamożni. Oszołomiła mnie możliwość wyboru. I kolorystyka. W zasadzie wszystko mi się podobało. I tyle rzeczy chciałabym od razu kupić! Z tego samego powodu omijaliśmy sklepy „Aldi”. Ciotka robiła zakupy w innych sieciach. Im się naprawdę dobrze wiodło, nawet jak na niemieckie standardy.

    *

    Z goryczą uświadomiłam sobie, że tutaj kilka miesięcy pracy wystarcza do kupna używanego samochodu. W kraju z dwutygodniowym zarobkiem w markach „na czarno” byłabym ustawiona przynajmniej na kilka miesięcy.

    Ciotka szybko zdewastowała moje zamiary. Nawet nie chciała słyszeć o szukaniu jakiejkolwiek pracy „na czarno”. Jej mąż, Niemiec, urzędnik z niesmakiem reagował na moje pytania i próby poszukiwania nielegalnej pracy. Sama za późno zorientowałam się, gdzie należy szukać takiej pracy.

    Z drugiej strony nie bardzo miałam ochotę na zamieszkiwanie u ciotki. Jej mąż nie okazał się tak zasadniczy, kiedy zostaliśmy sami w mieszkaniu. Ciotka była w pracy, a on poczęstował mnie herbatą, potem drinkiem. Siedzieliśmy w pokoju i rozmawialiśmy o wszystkim. Mój niemiecki nie był zbyt dobry, ale potrafiliśmy porozumieć się. Znacznie więcej rozumiałam niż potrafiłam powiedzieć.

    *

    Z kolei jego sugestie dotyczące seksu zrozumiałaby każda. Pogłaskał mnie po udzie. Usztywniłam się. Pogłaskał mnie po ramieniu i sięgnął do piersi. Zaskoczona, nie potrafiłam wykonać ruchu. Macał przez chwilę. Był zadowolony z oględzin. Zaproponował określoną kwotę. Sięgnął do krocza. Szok! Byłam zaskoczona, przestraszona. Teraz byłam przerażona! Oczywiście, odmówiłam i uciekłam do swojego pokoju.

    Na szczęście nie ruszył za mną. Zależało mi na kontakcie z ciotką, więc nie walczyłabym, gdyby poszedł za mną. Ale on tylko posprzątał kieliszki, schował alkohol. W nocy, kiedy jeszcze przeżywałam tę rozmowę, prawie popłakałam się. Niewiele spałam. Chciałam porozmawiać z ciotką. Rano ciotka dała mi do zrozumienia, żebym wyjechała wcześniej niż planowałam. Od razu domyśliłam się, że niezaspokojony mąż wywarł na ciotce skuteczną presję.

    – A co jej o mnie naopowiadał? – przestraszona propozycją i zdenerwowana wolałam nie drążyć tematu.

    Następnego dnia po rozmowie z ciotką rozgoryczona i rozczarowana, ale też z ulgą wsiadłam do ekspresu Warszawa-Berlin. Przed wyjazdem kupiłam jeszcze cukier. W przeliczenia z marek na złotówki bardzo drogi, ale…

    – Raz się żyje – uśmiecham się smutno i znowu patrzę w okno.

    Dopiero w trakcie jazdy dotarło do mnie, że mąż ciotki zaproponował mi sporą kwotę za seks. Dla mnie to były naprawdę duże pieniądze. Pociąg jechał i jechał, a ja jeszcze długo rozważałam, co kupiłabym za to.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Wyspa szczescia – 14.

    Część 14.

    „Adam” długo nie czekał. Podeszła dziewczyna z małym biustem i włosami spiętymi w „koński ogon”. Bez słowa przytuliła się do niego. Tkwili tak przez chwilę. Podniecił się, kiedy poczuł jej dłoń i piersi na swojej klatce. Miękkie, jędrne. Penis znowu mu sterczał. Nie widział, ale miał wrażenie, że jej włosy miały miedziany połysk.

    – Jesteś gotowy? – Jola nieco niepewnie wyszeptała pytanie. Nigdy nie proponowała seksu żadnemu chłopakowi. To jej były chłopak zabiegał o jej względy i inicjował seks. Tak zachowywała się po raz pierwszy, ale zdarzenia na ich zgrupowaniach prowokowały różne reakcje… Widziała w akcji spokojną i cichutką Natkę, i zamężną „Alexis”! Do tej pory nie mogła wyjść z podziwu! Zaskoczyły ją otwartością. Nie wstydziły się, nie bały spełnić swoich potrzeb! – Masz ledwie 18 lat, dziewczyno! – jeszcze zwróciła sobie uwagę. – Ale Natka wcale nie jest starsza! Działaj, młoda! – sama kontrowała. Alkohol też dodał Jolce odwagi, więc teraz, wzorując się na koleżankach,  chciała ‘skosztować’ tego nieznajomego. Już dawno nie kochała się z chłopakiem.

    – Co? Już? – wiedział, po co tu został zaproszony, ale był zaskoczony ich natarczywością. I powoli przegrywał z własnymi słabościami. – Jestem tylko człowiekiem! – jęknął w duchu. Chciał już wytrysnąć w jedną z dziewczyn. Zachłannie pochłonął kilka łyków wody.

    *

    – A ty co? Znowu robisz sobie przerwę? – wychrypiała dziewczyna, która podeszła do niego. Było ciemno, ale widział jej zarys. Szczupła i świetne, sterczące piersi. I ta krągła pupa… Nie wiedział, od której zacząć.

    Jolka i inne dziewczyny nie musiały nawet spoglądać w jej kierunku. Nieco ochrypły głos należał do Celinki „Demi”. Jolka tuliła się do chłopaka, „Demi” położyła dłoń na jego ramieniu.

    – Spokojnie, poradzimy sobie – uspokajająco poklepała Jolę po pupie. W jej głosie pobrzmiewało rozbawienie. 

    – Nie! Skąd! Już zaczynam. Miło was widzieć – „Adam” szybko odstawił pustą butelkę.

    „Demi” zaskoczyła go. Zanim zrobił, co zamierzał, wsadziła mu palec do odbytu.

    – O! – stęknął zaskoczony. Odwrócił głowę ku sprawczyni.

    – Słyszałam, że taka pieszczota stawia facetom fiuta – „Demi” uśmiechnęła się w ciemnościach.

    Jolka nie wiedziała, o co chodzi, ale chłopak właśnie zaczął działać. Pchnął jej nogę, więc stanęła w większym rozkroku. Zanim coś powiedziała, „Adam” płynnie i gwałtownie wszedł w nią!

    – Och! – tylko tyle zdołała powiedzieć. Przymknęła oczy i odrzuciła głowę. Pierwsze uderzenie sterczącego penisa było tak… Nieważne. Nie miała siły, żeby się nad tym zastanawiać. Nie teraz. Czuła się wspaniale! – Jeszcze! Jeszcze! – wyszeptała uradowana doznaniami. Nagle mocno ściskała chłopaka za ramiona.

    – Spokojnie! Wyrucham cię solidnie! – z wysiłkiem wysapał „Adam” między kolejnymi energicznymi ruchami bioder.

    Jolka na zmianę reagowała jękami i chichotem na rozkosz, jaką dawał jej seks z anonimowym chłopakiem. Celinka podnieciła się widokiem spółkującej pary. Przycisnęła się do chłopaka i delikatnie wsuwała palec w jego odbyt. Chłopak przyspieszył. Drugą dłonią chwyciła pośladek Joli. Podniecona dziewczyna chyba nawet nie poczuła tej pieszczoty. Tymczasem chłopak odwrócił głowę, odnalazł twarz „Demi” i pocałował ją. Ona puściła pośladek i chwyciła go za głowę. Namiętnie całowali się, bawiąc języczkami. W końcu dziewczyna cofnęła głowę, wysunęła palec z jego odbytu. Chłopak przyspieszył, a Jolka kwiliła z radości. Dochodziła. „Demi” wepchnęła palec w jej usta:

    – Posmakuj jego pupę! Liż! – poleciła rudej nastolatce.

    Szczytująca Jolka zaczęła lizać palec.

    – Och! Juuuuż! – krzyknęła z radości. „Demi” w porę wycofała się. Po chwili, gdy rozkosz orgazmu odpływała, Jola oparła głowę na ramieniu chłopaka. Podtrzymywał ją i nadal ruchał. Pot ściekał mu po skroniach. Zagryzał wargi. Nie chciał zwiększyć tempa, bo był bliski wytrysku, a miał ochotę na jeszcze jedną dziewczynę.

    – Dokończ! – „Demi” była konsekwentna. Ponownie wepchnęła palec w usta Jolki. Ruda była posłuszna. Lizała i uśmiechała się.

    *

    Chłopak objął kochankę prawą ręką, a lewą chwycił brunetkę za pierś.

    – Chciałbym skorzystać z całości – mruknął z uśmiechem.

    – Chętnie, ale skończ z moją koleżanką.

    „Adam” znieruchomiał. Jolka otworzyła oczy, uniosła głowę, a Celina wycofała palec.

    – Dzięki! Było wspaniale – uśmiechała się. Nadal w myślach przeżywała orgazm.

    – Mnie również było miło. Naprawdę – sapnął. – Słuchaj, ten, no… Twoja koleżanka też ma ochotę – ruchem głowy wskazał Celinę. – Ale możesz zostać – dodał pospiesznie.

    – Chętnie, ogierze – ruda kiwnęła głową ze zrozumieniem i cofnęła biodra. Penis wysunął się z pochwy. Dłonią przesunęła po jego klatce, brzuchu i dotknęła penisa. – Ech, ty… – nie potrafiła od razu zrezygnować z przyjemności.

    Celina oparła stopę na krześle, które zajmowały dwie pieszczące się dziewczyny. Dłonią chwyciła oparcie. Mocno stanęła na drugiej stopie, wypięła pupę i odwróciła głowę do chłopaka:  

    – No, „ogierze”! – w głosie „Demi” pobrzmiewała ironia. – Pokaż, jak potrafisz brykać – szeptem wychrypiała zaproszenie. Od razu można było usłyszeć, jak bardzo jest podniecona. „Adam” stanął za nią. W jedną rękę chwycił jej długie czarne włosy i pociągnął ku sobie. „Demi” odchyliła głowę do tyłu.

    – Zrobimy to tak, jak ja mam ochotę – zdecydował. Nie miał siły na więcej kobiet.

    „Demi” nie odpowiedziała. Szarpnięcie za włosy już sygnalizowało, że ma być posłuszna. Wszedł w nią płynnie i złapał za biodro.

    – Eech, tyyy – stęknęła. 

    Jolka stanęła z boku. Przytuliła się do chłopaka i głaskała go po plecach. „Adam” rytmicznie uderzał biodrami w pupę „Demi” i szarpał za włosy. Dziewczyna już dłużej nie wytrzymała, zaczęła jęczeć. Jolka polizała i wbiła zęby w ramię chłopaka. „Adam” mocniej pociągnął „Demi” za włosy i prawie wyprostował brunetkę. Nie protestowała. Była podniecona, nie odczuwała bólu. Jolka zerknęła na koleżankę i chwyciła ją za pierś. Trzymała, ściskała aż ponownie pochyliła dziewczynę. Dominowała. To było takie miłe i nowe uczucie. Wcześniej go nie zaznała. Nie wytrzymała. Podniosła prawą rękę i uderzyła koleżankę w pośladek.

    – Och! – stęknęła „Demi”. Solidny klaps sprawił jej przyjemność.

    Ponownie uderzyła i raz jeszcze wyrwała okrzyk z ust podnieconej koleżanki. Jeszcze mocniej ściskała jej pierś. Koleżanka wyglądała na mocno podnieconą. Drugą rękę położyła na pośladku i zsunęła do odbytu.

    – Mały rewanż – szepnęła. Chwilę później jej palec wsunął się do odbytu „Demi”. Chłopak wydawał się zadowolony z takiego pomysłu. W każdym razie nie oponował. Palec wwiercała coraz głębiej i wreszcie zaczęła rytmicznie nim poruszać. Wysuwała i wpychała. Dostosowała się do tempa „Adama”.  Podniecona zabawą wsunęła drugi palec. „Demi” jęczała głośno, ale nie zwracali uwagi na jej reakcje. Dziewczyna właśnie doszła. nie dane było jej w pełni rozkoszować się orgazmem. Jola stawała się coraz bardziej agresywna. Coraz bardziej energicznie wbijała palce. Chłopak finiszował. W pewnym momencie szarpnął „Demi” za włosy i wyszedł z niej.

    – Siadaj! – polecił kategorycznym tonem. Teraz jego zdominowało podniecenie.

    Dziewczyna uklękła przodem do chłopaka. Jola uklękła obok. Już po chwili, po intensywnym masażu, „Adam” westchnął z ulgą i trysnął na twarz Celiny. Krople spermy spadły na Jolkę. Przycisnął penisa do ust Celiny i zmusił ją do ich otwarcia. Wtedy wepchnął członek aż po jądra. Brunetka dławiła się.

    – No! Liż go! – syknął podniecony. Jola zlizała krople, które poczuła na wargach. Palcami, które były w odbycie „Demi”, zebrała spermę z jej policzka i wepchnęła je do ust dziewczyny.

    –Słyszałaś? Liż! – była bardzo podniecona i nadal dominowała. „Demi” posłusznie przyjęła palce. Lizała penisa i palce. Chłopak mruczał zadowolony z pieszczot. Jolka ocierała palce o penisa. Drobna pieszczota wypychała policzek brunetki i sprawiała „Adamowi” przyjemność. Chłopak wysunął biodra, wpychając penisa jak najgłębiej w usta kochanki. Nie oponowała. Dał jej tyle przyjemności, więc chciała odwdzięczyć się. Najlepiej, jak potrafiła. 

    *

    Sandra, chociaż miała tylko 19 lat, wydawała się pewna siebie. Brunetka z włosami rozpuszczonymi do ramion o śniadej cerze cieszyła się zainteresowaniem chłopaków. Teraz wybierała między dziewczynami. Od tyłu podeszła do nastolatki i chwyciła ją za piersi. Zsunęła dłonie i chwyciła za brodawki. Blondynka gwałtownie drgnęła. Nie była przygotowana na taką pieszczotę.

    – Boisz się? – zapytała prowokująco.

    – Nie, ale mam bardzo wrażliwe sutki i brodawki – tłumaczyła się speszona Lena. Pod wpływem delikatnej pieszczoty odchyliła głowę do tyłu, przymknęła oczy. Tutaj czuła się bezpiecznie. Peszyło ją wyuzdanie koleżanek z drużyny. Czasami w szatni, po treningu, kiedy wyszły spod prysznica, niektórym zbierało się na wygłupy i zachowywały się bardzo odważnie, prowokująco. No, ale to były żarty. Nikt tego nie traktował poważnie. Tak przynajmniej ona sądziła. Ale teraz?! Wszystko było dla niej takie nowe i podniecające! Tym bardziej, że trochę inaczej wyobrażała sobie czas wolny na zgrupowaniu.

    Sandra zsunęła prawą dłoń na brzuch i głaskała skórę najmłodszej zawodniczki. Dłoń ciągle przesuwała się coraz niżej, aż wreszcie pogłaskała łechtaczkę. Usłyszała, jak Lena wzdycha podniecona czułym dotykiem.

    – Żadnej fryzurki? – upewniła się.

    – Tak. Jestem wygolona.

    – Nie szkodzi. Będzie wygodniej – mruknęła podniecona. – Później obejrzysz moją – zapowiedziała, sadowiąc młodą kochankę na brzegu tapczanu, na którym dwie dziewczyny uprawiały namiętne pieszczoty. Rozsunęła nogi ‘prawie’ 17-latki i delikatnie zaczęła pocierać jej łechtaczkę. Druga dłoń znowu czule drapała twardniejącą brodawkę prawej piersi.

    Lena przymknęła oczy i oparła dłoń na ramieniu brunetki. Już była bardzo podniecona i musiała mieć jakiś punkt oparcia. Pod wpływem pieszczot aż zacisnęła dłoń na jej ramieniu. Czuła wilgoć na łechtaczce. Co więcej, czuła jak wilgoć wycieka z niej! Obok sapała para dziewczyn, a nieco dalej dwie dziewczyny obsługiwały i były obsługiwane przez jakiegoś chłopaka! Te dopiero jęczały! Zabawa z dziewczynami na zgrupowaniu przeszła jej najśmielsze wyobrażenia!

    *

    Obok właśnie przemykała Majka, zadziorna szatynka. Z tej cechy jej charakteru znała ją każda. Zatrzymała się i przyjrzała uważnie:  

    – Ej, widzę, że nieźle się bawicie. 

    – Raczej dopiero zaczynamy – przyznała brunetka, potrząsając włosami. – Może chcesz do nas dołączyć? – Sandra wyczuła okazję na oryginalny „trójkąt”.

    – Dzięki, akurat jestem zajęta – w jej głosie pobrzmiewała autentyczna nutka żalu. – Ale… Ty jesteś Lena? – upewniła się, czule dotykając piersi siedzącej dziewczyny.

    – No, tak – od razu odpowiedziała 16-latka. Najmłodsza w tym gronie nadal czuła się trochę jak uczennica.

    – Może spróbujesz mnie szybko popieścić, co? – Majka czule głaskała jej pierś, wodziła palcem wokół brodawki.

    – Czyli jak? – Lena z przyjemnością akceptowała nieoczekiwaną pieszczotę, ale z trudnością koncentrowała się na rozmowie. W końcu Sandy zaczęła ją pieścić i czuła się wobec niej zobowiązana. 

    – O, tak – odpowiedziała Majka i wypięła biodra w kierunku twarzy siedzącej Leny. 16-letnia blondynka dostrzegła w mroku nie tylko wypięte biodra, ale również palce Majki, którymi dziewczyna rozchylała wejście do pochwy. Równocześnie jednym palcem leniwie pocierała łechtaczkę.

    – Spróbuj popieścić języczkiem – zachęciła ją Sandra.

    – Teraz? – Lena nie bardzo chciała dzielić się podnieceniem z drugą osobą.

    – Czekaj – westchnęła brunetka. Oparła dłoń na kolanie Leny, uniosła się i zbliżyła twarz do krocza Majki.

    – Och, ty… – po dłuższej chwili wyczekiwania w milczeniu, Lena usłyszała westchnienie i zachwyt w głosie Majki.

    Chwilę później Sandra głośno cmoknęła i cicho zachichotała.

    – Ej! Komuś zbiera się na żarty! – tuż po cmoknięciu Majka energicznie cofnęła biodra.

    – Sorki, ale miałam taką ochotę! – chichotała podniecona brunetka, potrząsając głową. Burza włosów latała w prawo i w lewo.

    – Sandra wie, że od cmoknięć dostaję ‘gęsiej skórki’ – wyjaśniła podniecona Majka. Głęboko oddychała. – A jak cmoknie moją cipkę… Szaleję!

    – Ale teraz nie zaszalałaś – brunetka dalej była rozbawiona.

    – Bo za mocno ciągnęłaś mi cipkę. Panowałam nad sobą – z dumą wyjaśniła Majka i schyliła się do brunetki. – Dziękuję. Fajnie było – szepnęła i ucałowała ją w usta. Lenie jeszcze mignęły jędrne pośladki Majki i dziewczyna zniknęła.

    – Wy tak często… – w końcu 16-latka odzyskała głos.

    – To? Nieee! No co ty! Przecież widziałaś! To tylko tak dla żartów! – Sandra nadal była rozbawiona. Znowu usadowiła się między nogami Leny. Jedną dłonią łagodnie masowała jej udo, drugą krążyła coraz bliżej krocza najmłodszej zawodniczki. – Daj spokój! Przecież ja mam chłopaka! Zresztą Majka też! Widzisz, że tylko staramy się ubarwiać nasze życie towarzyskie!

    – Tak, to widzę – gorliwie potwierdziła Lena. – I bardzo mi się podobają takie pomysły.

    – Czekaj, niech w końcu zajmę się tobą… – brunetka umilkła. Wilgotnymi wargami dotknęła podbrzusza kochanki.

    – Będę na każdym zgrupowaniu! – ponownie przyrzekła sobie Lena. Jeszcze miała wypieścić Sandrę. Schyliła się i położyła policzek na jej głowie. Namiętnie westchnęła, czując aksamitny dotyk palców kochanki na łechtaczce. Ciepły oddech pieścił łechtaczkę. Podniecenie rosło. Opuszką palca wodziła po uchu kochanki. Potem poszukała jej piersi i już jej nie wypuściła…

    *

    Aga z piłką w ustach klęczała przed swoim Panem.

    – Zmęczona? – zapytał.

    Zgodnie z prawdą pokiwała głową.

    – Ustaw się na czterech łapach bokiem do mnie – polecił, wyjmując piłkę z jej ust.

    Sprawnie ustawiła się zgodnie z poleceniem Pana i cierpliwie czekała. Po chwili poczuła ciężar na plecach. Pan położył na niej stopy. Sięgnął po drinka i pilota. Włączył telewizor i wziął łyk alkoholu. Na ekranie ukazała się para mężczyzn zabawiająca się z czarnoskórą dziewczyną. Pan oglądał pornosa. Aga też przyglądała się akcji.

    – Przodem do mnie! – padło kolejne polecenie po kilku minutach. Uklękła więc przodem do niego i czekała. Trener rozpiął spodnie i z rozporka wyjął penisa. Już sterczał. Z wrażenia przełknęła ślinę. Mężczyzna zdjął klapki i założył nogę na nogę.

    – Przysuń się i do roboty!

    Wykonała polecenie. Ustami objęła stopę i językiem delikatnie pieściła palce swojego Pana. Cieszyła się, mogąc sprawiać Panu przyjemność. Trener przełknął kolejny łyk alkoholu, odstawił drinka na stolik, chwycił ją za włosy i zaczął się nimi bawić. Mruczał zadowolony z pieszczot i masował penisa. Wiedziała, co zapowiada taki gest. Z radości jeszcze bardziej gorliwie pieściła palce.

    *

    Pan sięgnął po maskę. Gestem przywołał swoja sukę. Maksymalnie wcisnęła się między jego nogi i wyprostowała. Trener założył dziewczynie maskę.

    – Teraz reagujesz na dotyk – przypomniał. Pan był podniecony.

    Pokiwała głową. Przestraszyła się, bo najpierw myślała, że to zwykła maska, której używali bardzo często. Ta była inna. Miała zaklejone otwory na oczy, ale zapięta zasłaniała również uszy i tył głowy. Wtedy w zasadzie nic nie słyszała. Trener dodatkowo uzupełnił tę część maski, aby uniemożliwić dopływ jakichkolwiek dźwięków. Wówczas każdy dotyk był spotęgowany. Bała się, bo dotyk mógł oznaczać tylko ponaglenie do ruchu, ale mógł zapowiadać ból. Założona maska całkowicie zasłaniała usta oraz szyję i kark. Zakrywała całą głowę. Dopiero rozpięty zamek błyskawiczny umożliwiał otwarcie ust.

    Bała się tej maski. Czuła się w niej jak w więzieniu. Bezbronna, bez prawa głosu. Żadna jej reakcja nie mogła być usłyszana. Jeżeli trener skuje ręce kajdankami, nawet gestem nie przekaże swojego błagania o litość! Była przestraszona. Pan właśnie zapiął maskę z tyłu. Pochłonęła ją cisza i ciemność. Mężczyzna podszedł i z tyłu związał jej ręce. Zadrżała ze strachu. Naprawdę bała się. Zorientowała się, że sznurek krępujący jej ręce jest dość długi. Dawał jej dość dużą swobodę. Mogła trzymać ręce z boków tułowia. Chyba domyślała się, dlaczego. 

    *

    Cdn.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Blanka, cz. 2.

    Część 2.

    Jeszcze w pociągu miał miejsce incydent, który wtedy zszokował mnie, ale wspominany po latach wzbudza jedynie uśmiech rozbawienia.

    Musiałam skorzystać z toalety. W pociągu międzynarodowym były zupełnie znośne. Podeszłam do toalety, a drzwi zamknięte. Po drugiej stronie wagonu zablokowane. „Toaleta uszkodzona”, brzmiał napis na drzwiach.

    – Teraz to już na pewno wracam – westchnęłam nieco przygnębiona.

    Wróciłam pod pierwszą kabinę. Nadal zamknięta, ale ktoś tam był. Słyszałam jakiś głos.

    – Musi śpiewać, kiedy sika? – śmiałam się w duchu, zirytowana długim oczekiwaniem. Jednak nie zdecydowałam się skorzystać z toalety w następnym wagonie, bo był wagonem pierwszej klasy. Obawiałam się, że ktoś zwróci mi uwagę, że nie mam właściwego biletu. Z drugiej strony też był wagon pierwszej klasy, ale pusty i zamknięty.

    Zatem stałam i czekałam. I czekałam. W końcu w drzwiach toalety pojawił się mężczyzna, około czterdziestki, wysoki, solidnej postury, zadbany, ale z lekkim brzuszkiem. Pachniał przyjemnymi perfumami. To zapamiętałam! Od razu rozpoznałam w nim obcokrajowca. Wyszedł z toalety i szybko zamknął za sobą drzwi. Nawet nie spojrzał na mnie.

    – Nareszcie! – westchnęłam z ulgą. Odczekałam aż mężczyzna wyjdzie z zatoczki. Podeszłam do drzwi toalety i… I nie mogła ich otworzyć! Ponownie szarpnęłam klamkę. Bez zmian. Stałam zdziwiona, ale po chwili zrozumiałam, że w środku jest ktoś jeszcze. Odczekałam może dwie minuty, patrząc przez okno na mijane pola i lasy, a wówczas z toalety wyszła dziewczyna. Ładna, szczupła blondynka z dyskretnym makijażem. Swoim efektownym wyglądem i ubiorem na pewno przyciągała wzrok mężczyzn. Spory dekolt w rozpiętej bluzce pokazywał nawet brzeg stanika. Bardzo odważnie jak na tamte czasy. A dzisiaj? Chi, chi… Krótka spódniczka eksponowała długie, ładnie opalone nogi. Dziewczyna wyglądała na 26, może 28 lat. Umiała zadbać o siebie i potrafiła wyeksponować atrybuty swojej urody. Zapamiętałam sobie to spostrzeżenie.

    *

    – Przepraszam, gdzie jest „Wars”? – zapytała, widząc mnie. Wskazałam jej kierunek. Podziękowała uśmiechem i skinieniem głowy, a potem ruszyła na zakupy. Zupełnie nie czuła się zdeprymowana tym, że wiedziałam o ich potajemnej schadzce.

    – No, chyba już wszyscy? – mruknęłam do siebie, rozeźlona długim oczekiwaniem i szybko weszłam do toalety. Kiedy wracałam do swojego przedziału, dostrzegłam kochliwą parkę siedzącą w innym przedziale. Przystanęłam na moment. On pochylony siedział przy drzwiach i płynnie po niemiecku rozmawiał z mężczyzną siedzącym naprzeciwko niego. Z kolei ona zajęła miejsce przy oknie. Głowę opierała na ramieniu swojego partnera. Był w jej wieku. Oparła dłoń na jego udzie. Chłopak trzymał  w ręku polski tygodnik. Rozbawieni rozmawiali o jakimś artykule, wskazując palcami szpaltę w tygodniku. Pod oknem siedział trzydziestoparoletni mężczyzna. Bez skrępowania przyglądał się dziewczynie.

    – No, nie! W pociągu! – byłam bardziej była zdegustowana tupetem dziewczyny niż miejscem, gdzie para uprawiała szybki seks. – Ekspresowy seks w ekspresie! – śmiałam się w duchu. Mojemu nagłemu rozbawieniu podejrzliwie przyglądali się inni pasażerowie. Zignorowałam ich. – Pewnie musiał jej sporo zapłacić za taki numerek. Ale wydatek na bilety swoje i chłopaka na pewno dziewczyna odpracowała. A Niemiec dobrze zaczął podróż, chi, chi…

    Śmiałam się, bawiłam za każdym razem, kiedy przypomniałam sobie sytuację w pociągu. Wspomnienie zdarzenia zawsze wprawiało mnie w dobry humor. Ale było coś jeszcze… Po namyśle obiektywnie przyznałam, że mimo wszystko podziwiam dziewczynę za przedsiębiorczość. Kto wie? Może chłopak był równocześnie jej opiekunem?  

    *

    To nie było najważniejsze, ale w Berlinie odważyłam się wejść do sex-shopu i kupiłam kilka tanich czasopism porno. Były przecenione, oczywiście. Zaskoczyła mnie miła i pomocna sprzedawczyni. Strasznie się potem bałam, ale na szczęście nikt nas w pociągu nie kontrolował aż tak dokładnie. Nigdy więcej nie handlowałam pornosami! Na wyprzedaży w którejś z galerii handlowych kupiłam trzy bluzki i dwie pary dżinsów. Wszystko sprzedałam w zasadzie od ręki. I jeszcze dobrze na tym zarobiłam! Najbardziej zaskoczyło mnie, że dziewczyny, niby tylko na wszelki wypadek, ale złożyły u mnie kolejne zamówienia! Od mojego powrotu minęło już trochę czasu, ale…

    Musiałam, musiałam tam wrócić! Za wszelką cenę! Chciałam żyć tak samo jak oni! A przynajmniej lepiej, znacznie lepiej niż dotychczas. Komfort, dostrzegany w drobnych rzeczach używanych przez berlińczyków na co dzień, w kraju był dla mnie i większości Polaków nieosiągalny.

    Nagle, chociaż był to dłuższy proces, życie w Polsce zaczęło mnie irytować. Pierwsze dni, nawet tygodnie jeszcze były fajne. Rozmowy z rodzicami, prezenty, wspominanie pobytu w Berlinie w gronie koleżanek i znajomych, używanie kosmetyków i odzieży, którą przywiozłam. Rozkoszowanie się słodyczami. I te kolorowe opakowania… Z czasem kosmetyki spowszedniały i skończyły się, a odzież opatrzyła, chociaż nadal chętnie z niej korzystałam. Przyszła codzienność. Bardziej szara i dotkliwa niż sądziłam. Dobrobyt był tylko coraz bardziej zacierającym się wspomnieniem. Nadal nie narzekałam na nadmiar pieniędzy.

    – Wyjadę! – zdecydowałam.

    I rozpoczął się październik, a wraz z nim studia. Zawzięłam się. Kosztem wolnego czasu systematycznie doskonaliłam język niemiecki. Początkowo byłam wręcz nadgorliwa. Później mój zapał malał, a rygory studiów też zrobiły swoje, ale mimo tego w miarę regularnie korespondowałam z ciotką. Serdecznie podziękowałam za możliwość pobytu, gościnność i poświęcony czas. Ku mojemu zaskoczeniu na pierwszy list odpowiedziała od razu. Chyba grono jej koleżanek nie było zbyt liczne, a z mężem nie rozmawiała o wielu sprawach. Z czasem stawała się coraz bardziej otwarta. Mnie mogła wyżalić się. Nie lubiłam pisać listów, ale ciotce starałam się odpowiadać od razu. I tak każdy potem był w drodze tydzień, chociaż na ogół jeszcze dłużej. Opisywałam naszą codzienność, wymieniałyśmy się przepisami, ciotka chętnie wspominała życie w Polsce, które we wspomnieniach było bardziej kolorowe niż moje, a wiosną… Wiosną zdołałam wyprosić zgodę na przyjazd w wakacje! W odpowiedzi obiecałam, że nie będę zbytnim obciążeniem dla nich. Nie napisałam ciotce tylko o dwóch rzeczach: o zamiarze znalezienia pracy i niechęci do seksu z jej mężem.

    – O, cholera! – zamarłam, a potem wyprostowałam się nad prawie skończonym listem. Właśnie wpadłam na genialny pomysł!

    *

    Studenci na stomatologii byli różni. Generalnie przeciętny stopień zamożności, jednostki nawet starały się dorabiać. Kiedy oni sypiali? Nie miałam pojęcia. Inni dostawali stypendia. I ekstraklasa: kilka dziewczyn było z innej bajki. Studiowały, bo tak chciały one albo ich rodzice, ale nie przejmowały się wynikami. Ot, sposób na przedłużenie beztroskiej młodości. Kosztem rodziców, ale skoro było ich na to stać? W wakacje wyjeżdżały za granicę: Czechosłowacja, NRD, Węgry, Burgas albo Złote Piaski w Bułgarii, Jugosławia. Niektóre nawet wyjeżdżały na Zachód! RFN, Austria. Z rodzicami albo same na wczasy. Przynajmniej dwie miały rodziny za granicą: RFN, Francja. Te wyjeżdżały na dłużej i wiedział o tym prawie cały rocznik. Ależ im wtedy zazdrościłam! Zresztą od razu zauważyłam, że ubierają się w ciuchy z „Pewex”-u lub przywożą sobie z Zachodu.

    Ja w wakacje powinnam pomagać rodzicom w gospodarstwie. Jednak jeszcze zanim rozpoczęłam studia, rodzice zdecydowali się sprzedać gospodarstwo i przenieść do pobliskiego miasteczka. Od państwa ‘dostali’ mieszkanie w bloku. Rodzice podjęli pracę, a już po roku dostali telefon! W tamtych latach uznano to za wręcz błyskawiczne załatwienie podania. Tłumaczono, że to przywilej wiążący się ze sprzedażą gospodarstwa na rzecz PGR.

    Stanęłam przed lustrem. Długo krytycznie przyglądałam się temu, co zobaczyłam. Zdjęłam bluzkę, stanik. W końcu stałam tylko w majtkach i rajstopach. Zdesperowana, żeby poprawić efekt, założyłam buty na obcasie.

    – Hm, jest jak jest – mruknęłam. Uznałam, że konieczna będzie pewna korekta.

    Od dawna rozważałam ten pomysł. Byłam zdesperowana. I właśnie podjęłam decyzję. Definitywną. Westchnęłam z ulgą, ulżyło mi.  

    *

    – „Średniego wzrostu szatynka, 21 lat, studentka, niebieskie oczy, przy kości, duży biust, sympatyczna, bezpruderyjna, z poczuciem humoru. Możemy korespondować w języku niemieckim” – tak scharakteryzowałam siebie, wzorując się na innych ogłoszeniach. Wszystko zgadzało się, tylko wiosną przefarbowałam włosy na blond. Później, po kolejnych wizytach u fryzjerki, wyglądały znacznie korzystniej. Obiektywnie uznałam, że zyskałam na zmianie koloru włosów.

    W ogłoszeniu podałam również narodowość i wyjaśniłam, że szukam mężczyzny do spotkań w Berlinie. Bezpłatny anons umieściłam w niemieckim tygodniku. Potem jeszcze w dwóch. Po dwóch tygodniach do tych samych redakcji wysłałam ten sam anons jeszcze raz. Redakcjom podałam adres Basi, Polki mieszkającej w Berlinie, którą poznałam w trakcie nieudanych poszukiwań pracy w zeszłym roku. Uzgodniłyśmy kwotę za korzystanie z jej adresu. Nie była zbyt duża, ale jednak. Pieniądze zaoszczędziłam z prezentu, który otrzymałam od ciotki. Kupiłam znaczki i aż trzy duże koperty na przesyłkę do Polski. Nawet koperty były u nich solidniejsze niż te nasze. Zaadresowane koperty z naklejonymi znaczkami zostawiłam u Basi.

    – Optymistka – uśmiechnęłam się do siebie. – Tylko trzy? Może trzeba było od razu zostawić tuzin? – sarkazmem gasiłam własne wątpliwości.

    Byłam tak zdesperowana i zdecydowana, że nawet zapytałam dziewczynę, ile kosztowałoby zamieszkanie u niej. Ta jednak od razu odmówiła, bo miała chłopaka. Domyśliłam się, że koleżanka za bardzo obawiała się mojej konkurencji i dlatego zrezygnowała z dodatkowego zarobku.

    Na studiach miałam tylko jeden problem – pieniądze. Nic nowego. Typowy dla większości studentów. Zawsze ich brakowało, zawsze sprawiały kłopoty przy osiąganiu celów, były przeszkodą przy zakupach, ograniczały imprezowanie. Ba! Zdarzało się, że ich brak uniemożliwiał nawet kupienie tanich posiłków w studenckiej stołówce.

    Pieniądze uzależniały mnie od rodziców. Jednak zgodzili się pokryć koszt nauki języka niemieckiego. Wytłumaczyłam to wysokimi wymaganiami lektorki na studiach. Potem pytali już tylko o postępy i zaliczenia. Dziwili się, że w uczelni wymagają nauki drugiego obcego języka. Jakoś wyłgałam się.

    *

    Właśnie przeglądałam otrzymane odpowiedzi na anons. Mile zaskoczyła mnie ich liczba. Było ich naprawdę dużo! jedna koperta i kilkadziesiąt listów! Co za radość! Powiew Zachodu! Na wierzchu ułożyłam te, w których był numer telefonu i zdjęcia. Oraz te, w których autorzy proponowali konkretną sumę i inne warunki.

    – Żeby zyskać, trzeba najpierw stracić – zacytowałam starą sentencję i ciężko westchnęłam. Zdecydowałam, że będę dzwonić do mężczyzn wieczorem i umówię się z tym, który zaproponuje najwyższą kwotę. Byłam w stanie szybko umówić się, czyli nawet z miesięcznym wyprzedzeniem, bo akurat do Berlina dojazd był dogodny w porównaniu z całą resztą Zachodu. Do Berlina nie potrzebowałam wizy i już wiedziałam, kiedy i jak długo trzeba stać po paszport. W najgorszym przypadku, gdyby facet mnie oszukał, mogłam przenocować na dworcu, ewentualnie u ciotki, i do kraju wracać pierwszym pociągiem. Rodzicom obiecałam zwrócić pieniądze za telefon z tego, co zarobię w studenckiej spółdzielni, więc nie protestowali. Ale zadowoleni też nie byli. Nigdy nie widzieli tak wysokich rachunków za telefon. Tłumaczyłam, że mam szansę w wakacje pracować jako opiekunka dziecka albo sprzątając mieszkania. Wcale nie zadowoliłam rodziców takimi argumentami.

    *

    Trzeci dzień rozmów, szósty telefon, szósty facet. Już serce nie skakało mi do gardła, dłonie nie pociły się, nie irytowałam się swoją wymową, a warunki przedstawiałam dość płynnie, bez zacinania się. Rozmowę kończyłam po kilku minutach, kiedy uzyskałam najistotniejsze informacje. Ich odpowiedzi trawiłam dłużej, bo jednak żywy język brzmiał inaczej niż ten na konwersacjach. Nie prosiłam o powtórzenie odpowiedzi, tylko pytaniem upewniałam się, czy tak brzmiała jego odpowiedź. Przepraszałam za krótką rozmowę, ale otwarcie tłumaczyłam się wysokimi kosztami międzynarodowych rozmów telefonicznych. Kiedy mężczyźni proponowali, że zadzwonią, wybranym podawałam numer do akademika i ćwiczyłam z nimi zwrot: „Proszę drugie piętro” i drugi: „Proszę Blankę, pokój 210”. Na każdym piętrze był telefon bez tarczy. Tylko do odbierania rozmów. Narzucałam też porę telefonowania. Wymówienie numeru pokoju to był dla nich dramat, ale z kolei mieszkańcy piętra szybko zorientowali się do kogo są telefony rozmówców posługujących się niemieckim. Poza tym na piętrze mieszkała tylko jedna Blanka. Po jakimś czasie wystarczało krótkie „Bitte, Frau Blanka”. A poza tym dyżurowałam o umówionej porze.

    Ciekawskim wyjaśniłam, że z pomocą dalekiej rodziny w Niemczech załatwiam sobie pracę – opieka nad domem albo regularne sprzątanie. Stąd telefony z pytaniami.

    – Bo jestem tańsza niż Niemki – wyjaśniałam zaciekawionej koleżance z pokoju. – I będę mieszkać u ciotki. – Tym argumentem kończyłam większość rozmów, gdy pojawiały się prośby o pomoc w znalezieniu podobnej pracy.

    – Ty, a mnie też mogłabyś załatwić taką pracę? – Mariola od razu stała się rozmowniejsza.

    – Jeżeli będę na miejscu, to dam ci znać. Obiecuję – uśmiechem potwierdziłam obietnicę. – A co tam! Wiele rzeczy mogę obiecać. – Wiedziałam, że załatwiając komukolwiek pracę, natychmiast miałabym masę ‘znajomych’ w akademiku. – Ale po co mi tacy niby-znajomi? – nie łudziłam się trwałością takich kontaktów.

    *

    – Hej, Blanka! Co słychać? – Mirek, kolega z roku, dogonił mnie przed aulą.

    – A, dzięki. Jakoś leci.

    – Może poszłabyś na imprezę w sobotę?

    – Czy ja wiem? Zobaczymy. Mam sporo nauki.

    – OK, przypomnę się. Cześć!

    – Cześć… – domyślam się, że informacja o losach mojego chłopaka rozeszła się i są chętni na moje ciałko. Wracam do akademika. Jestem wcześniej niż zwykle. Jakiś błąd w planie i przeniesiono nasze ćwiczenia. – Efekt zmiany prowadzącego co cztery tygodnie – mruczę pod nosem. Już trzymam klucz, ale naciskam klamkę i drzwi… otwierają się. Wchodzę do pokoju. Prawie wypuściłam klucze z ręki!  

    Obcy mężczyzna stoi przy tapczanie w rozpiętej koszuli i z rozpiętym rozporkiem, a naga Mariola klęczy na tapczanie. Nieznajomy trzyma jej głowę i rżnie moją koleżankę w usta! Jak mocno! I sapie! Mężczyzna odwraca głowę w moim kierunku, patrzy zaskoczony. Kiedy mija efekt zaskoczenia, uśmiecha się do mnie. Zachęcająco kiwa dłonią. 

    Równie zaskoczona szybko wchodzę i zamykam drzwi.

    – Och! Prze-pra-szam! – w końcu wypowiadam to słowo. Szeptem. Jestem zaskoczona i nieporadnie próbuję wycofać się.

    – Wchodź! Wchodź! Będzie weselej – zachęca mnie. Nie wygląda na skrępowanego. Cały czas tkwi w jej ustach.

    Mariola patrzy na mnie przestraszona. Spłoszona moją obecnością, chce cofnąć głowę. Mężczyzna reaguje dość obcesowo:

    – A ty co? Czekaj aż skończę! – znowu chwyta jej głowę obiema rękoma i intensywniej rusza biodrami. – Zapomniałaś, jak się umawialiśmy, co? – mocniej uderza biodrami. Mariola dławi się.

    Nie wiem, co mam zrobić. Nie mam ochoty na seks-teatrzyk. Zwłaszcza, gdy w głównej roli widzę koleżankę z pokoju. Pospiesznie odwracam się. Chcę wyjść. Nie zdążyłam położyć dłoni na klamce, gdy słyszę:

    – Zostań! – mężczyzna osadza mnie surowym głosem. – Siądź i zaczekaj! Zaraz kończę! Musimy pogadać! – wycofuje penisa.

    Mariola ciężko oddycha. Nie patrzy w moim kierunku. Mężczyzna popędza ją, klepiąc w tyłek. Dziewczyna, klęcząc wypina pośladki i opiera się na rękach. Facet w butach staje na tapczanie i grubym penisem płynnie wchodzi w nią od tyłu. Stoję sztywna z wrażenia i patrzę jak spółkują. Mariola jęczy, rzęzi, piersi kołyszą się, pochyla głowę i napina mięśnie, żeby znieść jego siłę. Facet mocno wali biodrami o jej pupę. Odgłos świadczy o tym, że jest bardzo mokra. W końcu dziewczyna nie wytrzymuje i kładzie głowę na tapczanie. Twarz skierowała w moim kierunku. Spotkałyśmy się wzrokiem. Od razu zamknęła oczy. Jęczy coraz głośniej. Nagle facet nieruchomieje. Wychodzi z niej, schodzi z tapczanu, masuje penisa.

    – Chodź tu!

    Podnoszę głowę. Zmęczona i podniecona Mariola klęka i patrzy na kochanka, a on tryska na nią spermą. Dziewczyna zamyka oczy.

    – Ty, słuchaj! Nie chciałabyś tak się zabawić? Masz ochotę? – facet kieruje te słowa do mnie.

    – Ja? – czuję się jak uczennica wywołana do tablicy. – Nieee. Nie, dziękuję – odpowiadam prawie szeptem. Jestem speszona i zaskoczona tym, co zobaczyłam. – Dobrze, że przynajmniej korzystali z jej tapczanu. – Nadal stoję w tym samym miejscu, z torbą i kluczami w rękach.

    Facet porusza jeszcze biodrami, kiedy Mariola posłusznie obciąga mu. Po jej twarzy ścieka sperma. Cały czas klęczy na tapczanie. Dziewczynę wyraźnie deprymuje moja obecność. Prawą ręką facet zachłannie miętosi raz jedną, raz drugą pierś. W pewnym momencie nieruchomieje:  

    – Eeech… Świetnie! – wzdycha głęboko i wycofuje penisa z ust.

    Mariola wyciera usta, a on zadowolony chowa lekko zwiotczałego penisa w slipy i zapina spodnie. Potem zapina koszulę. Rozsiada się na tapczanie. Chwyta Mariolę za pierś i przyciąga do siebie. Dziewczyna posłuszni przysuwa się i kładzie tuż przy nim. Kuli się, unikając mojego wzroku, a on maca pierś i w milczeniu patrzy na mnie.

    – Słuchaj, pogadaj z… Mariolą. Właśnie. Mnie się podobasz. Chętnie skorzystam, jeżeli będziesz zainteresowana. Zresztą, nie muszę być tylko ja – patrzy na mnie taksującym wzrokiem. – Finansowo będziesz zadowolona. No, pogadajcie sobie, a ja będę już leciał.

    Z krzesła zabiera elegancką marynarkę, sprawdza klucze, portfel. Miga breloczek z kluczami do bmw. Rzuca okiem na stolik. Podążam za jego wzrokiem. Na serwetce leży telefon. I banknoty. Sięga po telefon i wychodzi. Od drzwi uśmiechnięty kiwa nam dłonią i rozluźniony mruga porozumiewawczo:

    – Do następnego razu. Cześć!

    Cisza. Milczymy obie. Mariola chusteczka higieniczną ściera spermę z twarzy.

    – Wiesz… – wzdycham ciężko. – Chyba musimy pogadać – próbuję zacząć.  

    Mariola zakłada szlafrok, wkłada klapki, bierze ręcznik, mydło, szampon i bez słowa wychodzi do łazienki.

    – No, to pogadałyśmy.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Plener

    Razem ze znajomymi wyjechaliśmy na wakacje nad jezioro. Chcieliśmy dobrze się bawić, imprezować i dużo pić. Typowy wyjazd nastolatków. Z jednym kolegą miałam najlepsze relacje, zawsze świetnie się dogadywaliśmy i zawsze super bawiliśmy. Tym razem było jednak jeszcze lepiej. Wieczorem poszliśmy na imprezę na plaży, dużo ludzi, głośna muzyka i przede wszystkim dużo alkoholu. Oboje z K. Po paru godzinach byliśmy bardzo zmęczeni, więc postanowiliśmy oddalić się od zgiełku i chwilę odpocząć. Znaleźliśmy fajną polanę, w środku lasu i tam postanowiliśmy usiąść. Położyłam głowę na jego nogi, a on swoją rękę na mojej twarzy, muskając ją delikatnie. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę, gdy on nagle się do mnie uśmiechnął. Kochałam ten jego uśmiech, był taki szczery i miał coś takiego, że nie mogła oderwać od niego wzroku. Podniósł mnie delikatnie i pocałował w czoło, to było takie przyjemne. Postanowiłam nie czekać dalej w napięciu i to ja przejęłam inicjatywę. Pod wpływem alkoholu stawałam się odważniejsza. Pocałowałam go w usta, a on nie stawiał oporów. Usiadłam na przeciwko niego i zapytałam czy na pewno tego chce. On kiwną głową że tak. Zaczęliśmy się namiętnie całować, a moje ręce szybko powędrowały w stronę jego spodni. Ściągnęłam je, a przed moją twarzą ukazał się duży i już twardy członek. Wepchnęłam go sobie do buzi i zaczęłam mu robić loda. Wsadziłam go tak głęboko, że nie mogła chwilami złapać powietrza i zaczynałam się dusić. Widziałam że mu się to podoba, bo złapał mnie za włosy i energicznie poruszał nią. Nie zdążyłam nic powiedzieć, kiedy jego nasienie zalało mi całe usta. Widziałam że jest mu jeszcze mało. Wsadziłam jego przyjaciela pomiędzy swoje piersi, a on zaczął nim poruszać, kiedy z powrotem zrobił się sztywny, to on przeszedł do działania. Uniósł mi do góry spódniczkę, a moje majtki odsunął na bok. Zaczął mi robić minetkę, a ja jęczałam z podniecenia. Kiedy zrobiłam się mocno mokra, on położył się na trawie, a ja dosiadłam jego przyjaciela. Skakałam na nim najszybciej jak tylko potrafiłam, a on pomagał mi poruszając swoimi biodrami. Gdy znudziła mi się ta pozycja, złapał mnie mocno za włosy, położył na ziemi i zaczął ostro ruchać w pozycji misjonarskiej. Zatkał mi usta swoją dłonią, a ja krzyczałam w niebogłosy z podniecenia. Było mi tak dobrze. Czułam że mój orgazm zbliża się, zresztą K. już też powiedział że zaraz dojdzie. W trakcie mojego orgazmu, wyciągnął swojego przyjaciela ze mnie i zawartość swoich jąder wylał na moje ciało. Wzięłam go do ust i wylizałam resztki spermy z jego penisa. On pobawił się chwilę jeszcze moja cipką i oboje padliśmy zmęczeni obok siebie. 

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Zimna Suka
  • Blanka, cz. 3.

    Część 3.

    Jak pracowita pszczółka, katalogowałam wszystkie listy, żeby nie korespondować z tymi, którzy nie rokowali nadziei na zarobek lub dwukrotnie nie wysyłać zdjęcia tej samej osobie. Zdarzało się, że mężczyzna, któremu odmówiłam, pisał ponownie. Po przykrym doświadczeniu, takie listy lądowały w oddzielnej teczce. Nigdy ich nie otwierałam. Niszczyłam, kiedy zebrało się zbyt dużo. 

    Z częścią mężczyzn regularnie korespondowałam. To też podnosiło koszty, o których nie pomyślałam. Pisanie listów było bardzo czasochłonne, a ja nie narzekałam na nadmiar wolnego czasu. Studiowałam! Nawet jeszcze schudłam, ale to był efekt przepracowania i przemęczenia. Na moje ogłoszenia otrzymałam przecież prawie dwieście odpowiedzi! Jakoś musiałam nad tym zapanować. I wybrać najbardziej obiecujące oferty.

    Czas wolny zamieniłam na korespondencję w języku niemiecki. Weekendy były fajne, bo dłużej spałam, a Mariola wsiadała w PKS i jechała do rodziny. Pokój miałam dla siebie. Wówczas zamykałam drzwi na zamek i spokojnie zajmowałam się odpisywaniem potencjalnym klientom. Z czasem nabrałam pewnej wprawy. Przy okazji korespondencji doświadczyłam, jak bardzo różni się mój ‘szkolny’ niemiecki od używanego na co dzień w RFN.

    *

    Studia studiami, ale czasami wychodziłam z koleżankami na jakąś imprezę. Musiałam odreagować monotonię tygodni w uczelni. Andrzej był tylko w listach, a ile mogłam je czytać i zamartwiać się? W marcu w sobotę we trzy ruszyłyśmy na dyskotekę w uczelnianym klubie. Trzy, bo Mariola, moja sąsiadka z pokoju, jak zwykle pojechała do domu. Kilka godzin muzyki, tańca, paplaniny o wszystkim i alkohol. Koledzy ze stomatologii też nie mieli ochoty siedzieć dłużej, a minęła dopiero druga w nocy. Młoda godzina, ale podczas tygodnia nie sypialiśmy zbyt dużo. Plan zajęć też nie ułatwiał studiowania. Już niedziela, a to czas intensywnego przygotowywania się do zajęć, więc… wracałyśmy razem z czterema kolegami. Pożegnaliśmy się na pierwszym piętrze. Sama dotarłam na drugie piętro, trochę szumiało mi w głowie. Weszłam do pokoju, zapaliłam tylko lampkę na biurku. Zdjęłam płaszcz, czapkę, buty. Rozpięłam bluzkę, zdjęłam spódniczkę. Tak mnie ‘rozgrzał’ alkohol. Z ulgą usiadłam na tapczanie. Minęła trzecia. W ciszy, jaka panowała w akademiku, dopiero poczułam zmęczenie.

    *

    Delikatne pukanie do drzwi i energicznie wchodzi Mirek. To jeden z chłopaków z naszego roku, z którym wracałyśmy z dyskoteki.

    – Cześć! Wiesz, pomyślałem… – milknie, bo właśnie dostrzega moją rozpiętą bluzkę i piersi wystające ze stanika.

    Sądziłam, że to któraś z koleżanek. Zaskoczona jego obecnością, patrzę na niego milcząco. Próbuję zasłonić biust, zapinając choć jeden guzik bluzki. Kocem zakrywam gołe udo. Palcami stóp dotykam parkietu.

    – Nie, nie! Świetnie wyglądasz – mówi ożywiony i siada koło mnie.

    – O co chodzi?

    – Wiesz, tak szybko pożegnaliśmy się. A ja… jeszcze miałbym ochotę pobyć z tobą trochę – głaszcze mnie po udzie.

    – Daj spokój jestem zmęczona – oponuję, odpychając dłoń, ale czuję rosnące ciśnienie.

    – Ej, nie bądź taka – teraz głaszcze mnie po ramieniu i dłoni.

    Cofam dłoń.

    – No, Blanka. Noc jeszcze młoda. Twojej koleżanki nie ma…

    – Mirek, idź już. Chcę się położyć.

    W ogóle nie zrażają go moje protesty i chłodne przyjęcie.

    – Blanka! Tak traktujesz miłego gościa? – prawie przytula się do mnie.

    Odsuwam się. Chwila ciszy i chłopak nagle łapie mnie za kark i zaczyna całować. Szarpię się, ale jest silniejszy. Alkohol zrobił swoje i moje ruchy nie są zbyt stanowcze. On też wypił, ale jest znacznie silniejszy niż ja. Podniecenie jeszcze dodaje mu sił. Prawą rękę zanurza mi pod bluzkę i energicznymi szarpnięciami ściąga ją z lewego ramienia. Próbuję protestować, ale on całuje mnie. Dokładniej: dociska usta. Prawa ręka zsuwa się na plecy i sprawnie rozpina mi stanik. Za chwilę czuję, jak ta sama ręka ciągnie stanik na szyję, a lewa ręka nadal ściska mi kark. Kiedy ja szamoczę się i próbuję wyrwać, on staje się agresywny. Nagle pcha mnie na tapczan. Upadam na plecy. Nabieram powietrza, żeby wrzasnąć, ale jest szybszy. Znowu przywarł ustami do moich ust. Prawie zdołał zdusić mój krzyk. Za głową zebrał stanik w lewą rękę, skręcił go i zaczyna mnie… dusić! Jestem zaskoczona i przerażona. Brakuje mi powietrza. Leży na mnie, ciągnie za głową stanik, łokciem tej samej ręki przyciska moją prawą rękę. Nie mogę jej uwolnić. Prawą szarpię moją lewą rękę, bo próbuję podrapać go po twarzy. Nagle opiera się na lewym łokciu i podnosi. Boleśnie uciska moją prawą rękę.

    – Mam wolną lewą rękę! – triumfuję.

    *

    W tym momencie otwartą dłonią uderza mnie w twarz! Cios jest tak silny, że moja głowa odskakuje w bok, a ręka bezwiednie opada. Jestem oszołomiona i zdezorientowana. Już nie próbuję podrapać go. Szumi i dzwoni mi w uszach. Chłopak szarpie moje rajstopy i majtki. Leżę zdezorientowana. Zobojętniałam. Znowu szarpnięcie rajstop. I kolejne. Czuję chłód. Mirek właśnie ściągnął ze mnie rajstopy i majtki. Kolejnym szarpnięciem ściągnął je ze stopy. Szybko kładzie się na mnie i majstruje przy spodniach. Zbieram resztki sił i znowu próbuję wyrwać się. Wtedy łapie moje ręce i kładzie nad głową. Nadgarstki boleśnie ściska lewą dłonią. Leży na mnie i wolną prawą dłoń kładzie na moim kroczu. Wkłada palce do pochwy.

    – Nie! – krzyk znowu zablokował pocałunkiem. To zabrzmiało bardziej jak prośba, błaganie, a nie krzyk. Nie mam siły nawet na porządny wrzask. Jednak mój słabnący opór też podnieca go. Jest coraz bardziej gwałtowny. Brutalny. Rżnie mnie już trzema palcami! Nogą rozsuwa moje nogi. Próbuję przeciwstawić się, ale jest silniejszy. Jego brutalność przeraża mnie i paraliżuje.

    – Leż spokojnie! – dyszy mi do ucha.

    Nie chcę leżeć spokojnie, ale podnosi rękę, i wtedy, przestraszona, kulę się, instynktownie odwracam głowę i zaczynam łkać.

    – Nooo! – stęka. – Jeee-essst… – z wysiłkiem wyciska z siebie tę informację.

    Patrzy na mnie zadowolony. Triumfuje. Wszedł we mnie. Zaczyna ruszać biodrami. Marnie mu idzie, bo nie jestem wilgotna. Niby po czym? Leżę nieruchomo jak kłoda. Staram się nie patrzeć na niego. Nie walczę z nim, bo nie mam siły. Już boleśnie odczułam, jak bardzo jest zdesperowany. Strach przed bólem skutecznie zniechęca mnie to dalszych protestów. Wepchnął we mnie nawilżonego penisa, ale to z mało. Chwyta mnie za nadgarstki i dalej rżnie.

    – Spoko, dziewczyno! Jeszcze ciebie zajadę! – w jego głosie brzmi duma i przekonanie o swoich walorach. Jest zadowolony z siebie. Czuję jak członek twardnieje i rośnie. Dopiero teraz ma pełny wzwód.

    – Proszę, zostaw mnie – jeszcze próbuję.

    – Cicho! – stęka i nieco przyspiesza. Jest bardzo podniecony. Uderza tak silnie, że aż przesuwa mnie na tapczanie. Dobija do dna pochwy.

    Podnoszę nogi, próbuję nieco złagodzić siłę uderzeń. Piętą odpycham się od tapczanu. Chłopak opacznie pojmuje moje ruchy.

    – Widzisz! – stęka podniecony. – Podoba się, co? I po co, głupia, opierałaś się? – triumfuje. – Obejmij mnie nogami! No, już!

    Kładę na nim nogi. Reaguje, jakbym dodała mu sił. Uderza w szybszym rytmie. W końcu osiąga pewien sukces. Pociera podbrzuszem łechtaczkę, pobudza mnie, więc i pochwa jest lepiej nawilżona. Nie podniecam się takim seksem, ale organizm reaguje na bodźce. Słabo, ale reaguje. Stęknęłam z wysiłku pod jego ciężarem.

    – Spoko! Ja jeszcze nie dochodzę! Jeszcze ciebie zerżnę! – trzyma moje nadgarstki w lewej ręce i ściąga mi bluzkę z ramion. Puścił nadgarstki i chwycił mnie za włosy. – Zdejmij bluzkę!   

    Leżę nieruchomo. Nie reaguję. Nadal patrzę w bok. Szarpnięcie włosów.

    – Zdejmij bluzkę, bo zaboli! – grozi.

    – A ciągnij za włosy – w milczeniu ignoruję jego groźby.

    – Ostrzegałem! – pociągnął włosy pode mnie, aż oparłam się na głowie i wysoko uniosłam brodę. Bolało. Uderzył mnie w twarz! Krzyknęłam. Znowu łzy napłynęły mi do oczu.

    – To tylko ostrzeżenie! Ściągaj bluzkę! Szybko! – warknął. Był podniecony i wściekły. Strach naprawdę mnie paraliżował. Żeby mnie ‘zachęcić’ do posłuszeństwa, wolną ręką ścisnął brodawkę lewej piersi i zaczął nią kręcić jak pokrętłem.

    Co za ból! Wierzgałam nogami, kwiliłam z bólu i szybko zdejmowałam bluzkę. Na moje cierpienie reagował cichym śmiechem. Zdjęłam bluzkę. Byłam naga. Z obcym chłopakiem. Dopiero wówczas puścił brodawkę:

    – O! Masz fajne cycki! Większe niż myślałem – wystękał komplement między uderzeniami członkiem.

    Już więcej nie musiał bić mnie. Za bardzo bałam się bólu, więc byłam posłuszna. Jęczałam, kiedy uderzał penisem. Chciałam, żeby już skończył! Trzymał za włosy i macał pierś. Zmienił układ rąk i dalej rżnął mnie. Teraz już wolniej. W końcu zmęczył się i zatrzymał.

    – Nareszcie! – westchnęłam w duchu. Pomyliłam się.

    *

    – Stań na czworakach! – szarpnął włosy i wyszedł ze mnie.

    Posłusznie ustawiłam się tak, jak kazał. Ręce drżały mi, tak była zdenerwowana. Nie odważyłam się zaryzykować głośnego protestu. Dwa razy uderzył mnie. Jeszcze piekł mnie policzek. Ukląkł za mną i wszedł bez problemu. Znowu rżnął mnie w stałym rytmie. Macał piersi, pocierał łechtaczkę, szarpał za włosy, dawał klapsy, ciągnął piersi, czekając aż jęknę z bólu. W końcu zaczęłam teatralnie stękać, jakbym miała mieć orgazm. Podniecił się, coś mówił i nieoczekiwanie wyszedł ze mnie. Dalej klęczałam i opierałam dłonie o tapczan. Szarpnął mnie za włosy i położył na plecach.

    – Leż! – stęknął i masując penisa, klęknął przy samej twarzy. Lewą ręką trzymał mnie za włosy. Po chwili skierował penisa na moją twarz. W porę zamknęłam oczy. Wytrysnął. Chłopak syczał. – No, dobra byłaś! – po tych słowach włożył mi kciuki w usta, jednym docisnął podniebie u góry, drugim pod językiem i rozwarł usta. Pozostałe palce położył na twarzy i gardle. Bardzo boleśnie blokował mi szczęki. Prawie położył się na mnie i wepchnął penisa w usta.

    Bałam się. Leżałam bez ruchu. Ręce miałam rozrzucone, nogi rozchylone.

    – Wyliż go do końca! – wychrypiał. Penis wszedł bardzo głęboko.

    – Jeszcze chwila i zacznę dławić się! – przestraszyłam się. Językiem gorączkowo lizałam penisa i wypychałam go. Głośno przełykałam ślinę, wierzgałam nogami, machałam rękoma, ale nie dotknęłam chłopaka. Brzydziłam się nim.

    Trzymając mnie za podniebienie, chłopak uniemożliwił mi przymykanie ust. Pod wpływem pieszczoty nieco wycofał się. Dobrze bawił się moim cierpieniem.

    *

    – Bądź spokojna! Nie pochwalę się przed twoim Andrzejem – uspokajał mnie, kiedy stał obok tapczanu i zapinał spodnie. – Pamiętaj, ty będziesz dyskretna, to i ja nikomu nic nie powiem – chwycił mnie za pierś. Bawił się nią. – Miałaś orgazm?

    – Nie zauważyłeś? – odpowiedziałam pytaniem. – Co za kretyn! – Nie mogłam spojrzeć w jego stronę. Nie czułam jego dotyku. Drżącą ręką ukradkiem wytarłam usta.

    – Tak tylko pytam – poprawiał koszulę. – Zauważyłem. Niezła jesteś. Trzymaj się! Cześć!

    Nie miałam orgazmu. Kiedy wyszedł, zamknęłam drzwi i położyłam się na tapczanie. Rozpłakałam się.

    Nigdy z nikim nie rozmawiałam o tym zdarzeniu. Ten chłopak chyba też nie.

    *

    W końcu wybrałam pierwszego berlińczyka. Zaakceptował moje warunki: kwota, termin przyjazdu, miejsce spotkania, gwarantowany nocleg i zwrot za bilety. Nie chciałam, żeby Stephan przysyłał pieniądze na bilet, bo bałam się, że ktoś na poczcie zwyczajnie je ukradnie. Sporo nasłuchałam się na ten temat od osób, którym rodzina z Zachodu przysyłała paczki albo pieniądze, naiwnie wierząc w uczciwość pracowników naszej poczty.

    Z kolei on z rozbawieniem stwierdził, że jestem pierwszą, która nie oczekuje wysłania pieniędzy na bilety i paszport albo wizę, albo pokrycie innych wydatków związanych z podróżą do Berlina. Tym samym przyznał, że już szukał kobiet w ten sposób. To mnie nie interesowało. Ważne było, czy zapłaci i jak mnie potraktuje?

    – Polacy nie potrzebują wizy do Berlina – wyjaśniłam mu w trakcie rozmowy telefonicznej. Wówczas zamilkł na chwilę, a później upewnił się, czy dobrze zrozumiał. Domyśliłam się, że jedna czy druga Polka zdołały nabrać go. Ale czy wszystkie były kobietami?

    Zdjęcie i rozmowy telefoniczne wskazywały, że to mężczyzna zadbany, singiel, zrównoważony, wykształcony, sympatyczny, stonowany i na pewno dobrze mu się powodzi. I nagle refleksja: Dlaczego w taki sposób szuka kobiety do seksu? I za wschodnią granicą? Rekrutacja do burdelu? Kiedy uspokoiłam się, nie zrezygnowałam z wyjazdu. Poniosłam zbyt duże koszty.

    *

    Intensywnie wkuwałam kolejne słówka i zwroty. Nosiłam ze sobą notesik ze zwrotami, słówkami i podstawowymi formami czasowników. Jechałam na zajęcia albo z zajęć, miałam dłuższą przerwę między zajęciami, otwierałam notesik i powtarzałam. Szybko mijał czas w trakcie takiej nauki.

    Podczas jednej z samotnych sobót miało miejsce jeszcze jedno nieprzyjemne wydarzenie, które skłoniło mnie do wyjazdów w weekendy do rodziców. Zabierałam wtedy kilka książek, listy z Niemiec i u rodziców intensywnie spędzałam soboty i niedziele. Tak, listy z Niemiec, bo panowie deklarowali chęć przyjazdu do Berlina. Rodzice byli zadowoleni, regularnie oglądając mnie w domu i widząc, jak pracuje ich córka. Nie przeszkadzali mi.

    Paradoksalnie w ogóle uczyłam się więcej. Przez ostatnie dwa miesiące przed pierwszym wyjazdem to właśnie wizja zarobienia marek tak strasznie mnie nakręcała. Lepiej organizowałam swój czas wolny, bo wiedziałam, że po weekendzie od razu wracam na studia. Nie mogę zawalić żadnego kolokwium z powodu jednego wyjazdu w weekend za granicę!

    – Potem będą kolejne wyjazdy – miałam cichą nadzieję.

    Koleżanka z pokoju z podejrzliwością przyglądała się moim poczynaniom. Ja nie narzekałam, tylko uczyłam się. I wkuwałam zwroty i słówka. Znajdowałam czas, żeby pójść na basen i aerobik. Marioli nie powiedziałam, że staram się atrakcyjnie wyglądać, czyli nieco wyszczupleć. W akademii medycznej aktywność fizyczna nigdy nie była w cenie. Prochy, owszem…

    – Ale ty dostałaś kopa! – kiedyś Mariola nie wytrzymała. – Bierzesz coś?

    – E, tam. Mam zaległości, więc nadrabiam – bagatelizowałam swoją aktywność. – Biorę jedynie prochy, żeby nie spać. I tylko czasami – uśmiechnęłam się. Akurat ja nie brałam. Perspektywa wyjazdu i zarobków tak mnie pobudzała. Chamy z roku uważały, że „brakuje mi chłopa”. Nie reagowałam. W oczach niektórych ów dystans do zaczepek jeszcze podnosił moją atrakcyjność.

    Przecież chęć osiągnięcia materialnego komfortu i zdobycia kwoty na otwarcie własnego gabinetu sprawiły, że zdecydowałam się na tak drastyczny krok. Od rodziców już nie mogłam oczekiwać większego wsparcia materialnego. Ani teraz, ani tym bardziej po studiach.

    Termin wyjazdu był coraz bliżej. Aż zatykało mnie z wrażenia i radości. A ze strachu jeszcze bardziej.

    *

    Kiedy kupowałam bilet, miałam przeczucie, że popełniam błąd. W chwili słabości chciałam wycofać się z kolejki, ale poniosłam już tak olbrzymie koszty… Wyjazd w ciemno, do mężczyzny, którego znałam jedynie ze zdjęcia i kilku krótkich rozmów telefonicznych. Ale warto było zaryzykować za taką kwotę! Aby wesprzeć samą siebie, przeliczałam, co mogłabym za to kupić albo ile miesięcy mogłaby żyć w kraju za marki zarobione w jeden weekend. Tylko w jeden weekend! Wyjeżdżałam już w kwietniu. Uznałam, że takie rozpoznanie bardziej przyda się niż wyczekiwanie do wakacji.

    Poza tym bardzo szybko rosły moje koszty. Wiedziałam, że muszę zainwestować. Wszystko wyliczyłam kilka razy, mimo tego wzrost wydatków przerósł moje przewidywania. Zrobiłam sobie kolorowe zdjęcia. A to sporo kosztowało. Na formacie pocztówkowym trzy albo cztery ujęcia w spódniczce, sukience i w stroju kąpielowym. Za zdjęcia i tę usługę musiałam fotografowi sporo zapłacić. Oczywiście, byłam w peruce. Regularnie chodziłam do kosmetyczki i fryzjerki. Basen i aerobik też kosztowały. Kupiłam elegancką, ale drogą parę szpilek. I ładną spódniczkę. Jeszcze droższą. Widziałam się w lustrze. Bardzo w nich zyskiwałam. Chodziłam na kurs makijażu. Niby nic, jednak swoje też kosztował, ale zdobyłam szereg cennych rad dotyczących makijażu i poćwiczyłam. To były dobrze wydane pieniądze, a korzyści widziałam w lustrze. Tak więc w końcu nie miałam wyjścia. Zapożyczyłam się u koleżanek.

    *

    Musiałam wyjechać! Pocieszałam się, że niektóre „inwestycje” są jednorazowe, a efekty będą długotrwałe i opłacalne. Jeszcze wynajęłam skrytkę na poczcie. Też kosztowała, chociaż to nie był zbyt duży wydatek, jednak comiesięczny, a studenci, szczególnie w drugiej połowie miesiąca, liczą każdą złotówkę. 

    W odstępie dwóch tygodni nadeszły dwie kolejne koperty z listami! To już w sumie pięć! W każdej po prawie czterdzieści listów! Pierwszy i ostatni raz zadzwoniłam do Basi. Obiecałam zwrócić pieniądze już w kwietniu. Ucieszyła się. Tym bardziej, że od razu uzgodniłyśmy termin spotkania.

    Dziewczynom obiecałam, że zwrócę im pieniądze w kwietniu, czyli po powrocie z Berlina, ale o wyjeździe żadnej nie powiedziałam. Nie były zadowolone. Co mogłam zrobić? Zostały mi pieniądze tylko na posiłki w stołówce.

    *

    Wyjeżdżałam! Już niedługo! Mnie samej trudno było w to uwierzyć. I jakoś tak nagle, z dnia na dzień, przestałam cieszyć się wyjazdem.

    Coś mnie tknęło i będąc w domu, pod nieobecność rodziców zadzwoniłam do ciotki w Berlinie. Wybłagałam, że gdyby wyjazd z koleżankami na zakupy przedłużył się, to przenocuję u niej. Ciotka starała się brzmieć życzliwie i zgodziła się na jeden nocleg. Byłam zdesperowana, więc nie przejęłam się niezadowoleniem ciotki.

    W duchu liczyłam, że gdyby nie udało się spotkanie z Niemcem, to może ciotka sprezentuje mi trochę marek na „zakupy”. Wówczas mogłabym oddać dług dziewczynom. Albo pożyczę pieniądze od ciotki. Powiem, że kupiłam coś ekstra i musiałam pożyczyć od koleżanek, a oddam jej przy następnej wizycie. Takie pomysły targały mną przed wyjazdem. Stawałam się kłębkiem nerwów.

    – Na „zakupy”, dziewczyno. Naiwna jesteś… Dobrze będzie, jak ujdziesz z życiem – straszyłam samą siebie, myśląc o spotkaniu z nieznajomym mężczyzną. Zresztą, wcale nie musiałam się straszyć.

    *

    – Ostbahnhof… Berlin! „Ziemia obiecana” dorabiających i handlujących Polaków – byłam zmęczona podróżą, więc sarkazm i pretensje wylałam również na wszystkich rodaków.  

    Zmęczona, z bolącym karkiem wysiadłam z pociągu. Stojąc na peronie, kurczowo trzymałam torbę. W kraju wielokrotnie byłam ostrzegana przed złodziejami i rozglądałam się. Znałam go ze zdjęcia, ale nikogo takiego nie widziałam. Ciśnienie rosło mi. Peron dość szybko opustoszał, pociąg odjechał po kilku minutach. Zostałam sama na peronie. Stałam i zastanawiałam się, co robić. Miałam trochę drobnych, więc zdecydowałam się zadzwonić do ciotki.

    – Facet oszukał mnie – powiedziała głośno to, czego obawiałam się. – Gnój! – Westchnęłam po polsku. Nie ulżyło mi. Wyjęłam chusteczkę, ukradkiem otarłam łzy. – Przenocuję u ciotki, a jutro rano wracam pierwszym pociągiem.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Podwojne zycie

    Całe życie wychowywałam się w dostatku. Jako jedynaczka, pochodząca z bogatej rodziny nie mogłam narzekać, moi rodzice są jednymi z najlepszych lekarzy w kraju często nie było ich w domu, dlatego wychowywała mnie moja gosposia. Skończyłam ostatnio 19 lat i poszłam w ślady rodziców na studia medyczne. Idzie mi na nich całkiem dobrze. Dostałam od rodziców nowe, duże mieszkanie oraz nowiutkiego mercedesa. Moje życie jest idealne, bogata, lubiana dziewczyna, popularna.

    Pewnego dnia na imprezie zaczepił mnie facet. Dużo starszy ode mną, sądzę, że miał coś około 60 lat. Kiedy stałam z dziewczynami starałam się go olewać, lecz mimo to pociągał mnie jego wiek, wygląd. Kiedy podeszłam do baru gdzie stał sam zrezygnowany zostawiłam mu karteczkę z godziną i miejscem spotkania tak żeby nikt nie zauważył, kiedy dochodziła ustalona godzina, a na sali nie widziałam już mężczyzny, powiedziałam dziewczyną, że jestem zmęczona i muszę iść. Wychodząc, kierowałam się w stronę ustalonego miejsca. Czekał na mnie. Szczerze, serce waliło mi szybko, lecz nie wiem czy powodem było podniecenie czy fakt, że nigdy nie robiłam tego z totalnie obcym i tak starym facetem. Podeszłam do niego złapał mnie za rękę i prowadził na parking. Na miejscu wsiedliśmy do zaparkowanego starego peugeot. W środku śmierdziało petami. Facet wydawał się lekko wypity, lecz mimo to odpalił samochód i ruszyliśmy. Zaparkował na skraju parku na mało uczęszczanym parkingu. Uśmiechał się do mnie pogardliwie i złapała za kolano. Nie wiem czy sama tego chciałam czy to podniecenia, ale podobało mi się to. Złapałam jego rękę i wsunęłam pod obcisłą czarną sukienkę. Facet wcisną swoje brudne paluch w moją mokrą cipkę, i zaczął ostro penetrować. Związałam w tym czasie swoje długie ciemne włosy i rozpięłam mu spodnie. Odsunęłam jego majtki a z nich wyskoczył sporej wielkości sterczący kutas. Złapałam go w rękę i powoli, zaczęłam ruszać. Poczułam, jak zamiast trzech w moją cipkę wbiły się już cztery grube, brudne paluchy. Po chwili przestał złapał mnie za głowę i przycisnął do swojego krocza. Nie spodziewałam się tego. Początkowo zamknęłam usta, kiedy poczułam odór z jego krocza, ale po chwili swoimi dużymi paluchami rozchylił moje lekko zaciśnięte usta i wbił się w nie kutasem. Czułam słony smak, troszkę kwaśny. Ssałam i lizałam jego przyrodzenie. Wczułam się i zaczęło mi się to bardzo podobać, smak już mi nie przeszkadzał, a sądząc do dźwiękach, jakie wydawał jemu również się podobało. Kiedy puścił moją głowę, podniosłam się z ściekającą śliną i rozmazaną czerwoną pomadką. Mężczyzna odsuną mój fotel do tyłu, a następnie zdjął moje majki. Powąchał je.

    – One nie będą już ci potrzebne. – Nieznajomy w końcu przemówił, po czym wyrzucił moje stringi przez okno.

    Moje podniecenie było tak silne, że miałam jeszcze większą ochotę na nieznajomego. Starszy facet zdjął niezdarnie spodnie i majtki.

    – Nie mam gumek. Musimy bez. – Oznajmił nie zwracając uwagi na moje zdanie.

    Słysząc to otrzeźwiałam na chwilę. Przecież nie biorę tabletek. Zastanawiając się nad tym, co zrobić. Mężczyzna ułożył mój fotel na leżąco i wszedł pokracznie na mnie. Czułam jego odór. Miałam racje czuć było od niego alkohol zmieszany z potem i tanim dezodorantem. Co również spowodowało u mnie podniecenie. Chciałam mu powiedzieć o tym, żeby uważał, bo nie biorę tabletek, ale zatopił w moich ustach swoje olbrzymie oślinione wargi i wepchnął głęboko język. Czułam jak jego ślina spływa do mojej buzi. Nie musiałam długo czekać aż poczułam jak jego gruby członek wbija się z całej siły w moją cipkę. Byłam strasznie podniecona. Posuwał mnie mocno i nie przestawał lizać moich ust. Przygryzłam jego wagę, co najwidoczniej go podnieciło, bo poczułam jak w moją cipkę wylewa się ciepła sperma. Dyszał głośno i opadł na mnie ze zmęczenia. Było przyjemnie ale nie zaspokoiłam swoich potrzeb. Wstał ze mnie, przeszedł na swoje miejsce, ubrał się, zapiął pas i odpalił samochód. Poprawiłam szybko swój fotel i również zapięłam pas, a następnie szybko wyciągnęłam chusteczki, bo czułam jak lepka ciecz wylewa się z mojej cipki. Drogę pokonaliśmy w milczeniu, wysadził mnie na centrum gdzie miałam blisko do swojego apartamentu. Kiedy dotarłam do domu przypomniałam sobie o stringach od Versace, które mężczyzna wyrzucił na parkingu. Doszłam do wniosku, że było warto.

    Następnego dnia poszłam do apteki po tabletkę zapobiegawczo.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Unikalna Ona
  • Podwojne zycie 2

    Od mojej ostatniej pamiętnej nocy, kiedy zgubiłam swoje stringi versace minął jakiś tydzień myślałam o tym cały czas. Byłam niezaspokojona, a na myśl o seksie ze starszym mężczyzną moja cipką robiła się mokra. Postanowiłam spróbować w ten weekend ponownie. Ubrałam obcisłą czerwoną sukienkę, czarną bieliznę od włoskiego domu mody. Do tego wysokie szpilki. Jestem drobną brunetką, o ciemnej karnacji, co strasznie podoba się mężczyzną.

    Wychodząc z domu zamówiłam, taksówkę. Kiedy dotarłam na miejsce, pod klubami roiło się od małolatów. Nie musiałam długo czekać podeszło do mnie dwóch typowych dresów i zaczęło zaczepiać. Wiedziałam, że pójście samemu to był zły pomysł. Odpychałam ich, lecz oni nalegali. Stwierdziłam, że może jak sobie stad pójdę to oni również sobie pójdą. Weszłam w boczną uliczkę, na której było pełno starych kamienic. Niestety oni szli za mną. Weszłam szybko do pierwszej otwartej klatki i zapukałam najpierw do jednych drzwi a później do drugich. Ktoś musiał w końcu otworzyć. Weszłam piętro wyżej i zadzwoniłam dzwonkiem. Otworzył starszy mężczyzna.

    – Czy coś się stało? – Zapytał.

    – Dwoje mężczyzn zaczęło mnie zaczepiać i szukam pomocy. – Odpowiedziałam.

    Mężczyzna wpuścił mnie do środka. I zaprosił do gościnnego pokoju abym przeczekała chwilę. Po wejściu do pokoju ujrzałam drugiego w podobnym wieku starszego mężczyznę. Obaj prawdopodobnie pod nieobecność żon grali w partyjkę pokera sądząc po drobnych monetach na stole i kartach. Dom był urządzony w stylu PRL wiec nic dziwnego, że obaj grali na tak niską stawkę.

    Kiedy dołączył mój wybawca, obaj kontynuowali grę, nie zważając na mnie. Po chwili gospodarz spojrzał na mnie.

    – Chciałabyś może się czegoś napić. – Zaproponował wstając.

    – Jasne. – Uśmiechnęłam się.

    Mężczyzna poszedł w stronę kuchni. Nie zauważyłam nawet, kiedy jego towarzysz wstał i usiadł obok mnie. Uśmiechając się z lekkim brakiem uzębienia.

    – Taka ładna panienka, a nie boi się, że takie stare typy coś jej mogą zrobić. – Położył rękę na moim udzie.

    Rozchyliłam lekko nogi, po czym wsunął rękę w moje majtki. Nie musiałam czekać długo aż mężczyzna wsadził swoje palce w moją mokrą już cipkę. Tym razem mężczyzna zaczął rozpinać mi sukienkę. Kiedy zostałam w samej bieliźnie śmiało położył się na mnie i zaczął całować. Nie musiałam go niczym zachęcać sam rozpiął mi stanik. Całując się ostro i namiętnie usłyszeliśmy niezręczne krząknięcie. W progu stał drugi mężczyzna z filiżanką herbaty. Mężczyzna, który się właśnie do mnie dobrał, nazwijmy go Odważniejszy zaprosił swojego kolegę do kosztowania mojego ciała. Facet odstawił herbatę i powoli zbliżył się do nas. Usiedliśmy razem na skrzypiącej wersalce.

    – Jeśli jest nas więcej to może ją rozłóżmy. – Zaproponował odważny.

    Mężczyźni niezdarnie rozłożyli łóżko. A ja stałam w samych stringach na środku pokoju. Usiedli na łóżku zachęcając mnie do siebie. Usiadłam na kolanach nazwijmy go, Gospodarzowi. I powoli zaczęłam całować jego usta. Nigdy jeszcze nie byłam w trójkącie w wygląda na to, że stanie się to właśnie. Mężczyzna, wpychał mi głęboko język w usta i dotykając delikatnie moje jędrne cycki. Czułam jak coś zaczyna mnie kłuć w tyłek. Odważny przyglądał się nam uważnie, waląc sobie konia. Wstałam i kucnęłam przed nim. Złapałam w ręce jego członka i powoli zaczęłam lizać go językiem. Nie był taki duży spokojnie chodził mi cały do gardła nie dławiąc się mocno przy tym. Smak nie był taki zły, ale smród mimo to było uderzający. Ssałam i lizałam go na zmianę pomagając sobie rękoma. Wyciągnęłam go sobie z buzi by odetchnąć i zauważyłam, Gospodarza pół nagiego, bawiącego się swoim, wielkim kutasem. Puściłam swoją dotychczasową zabawkę i złapałam za olbrzymiego kutasa Gospodarza. Nie wsadziłam go szybko do buzi początkowo waliłam mu konia, w końcu zanurzyłam go sobie w ustach. Smak był kwaśny i czuć było ostry fetor, lecz mimo to ssałam i lizałam go całego dokładnie, a moje podniecenie rosło. Odważny poczuł chyba lekką zazdrość, bo szturchnął mnie i kazał wejść na łóżko, a następnie wypiąć się w jego stronę. Zrobiłam to nie odrywając ust od wielkiego kutasa Gospodarza. Po chwili poczułam jak język Odważnego wbija się w moją mokre cipkę a później wylizuje mi drugą dziurkę. Nie musiała czekać długo jak poczułam dodatkowo od razu cztery palce wbijające się mocno w moją cipkę. Podniecona ssałam bez opamiętania dużego penisa starca. Po niedługiej chwili poczułam, że palce zamieniły się w penisa i poczułam jak wbił się we mnie. W torebce miałam gumki, ale przez pełne usta i podniecenie nie zdarzyłam tego powiedzieć. Pieprzył mnie ostro jak na tak stary wiek. Pociągnął mnie za włosy i wypuściła w końcu z ust wielką zdobycz. Usadził mnie przodem na sobie a ja ujeżdżałam go. Zauważyłam bawiącego się obok samotnego Gospodarza, więc zaprosiłam go do nas. Mężczyzna bez wahania wstał i wbił się w moją drugą dziurkę. Nie sądziłam, że to może być tak przyjemnie. Chwile po tym wyciągnęłam dwa rozpychające mnie kutasy i zmieniłam pozycje. Mniejszego wsadziłam swoje w ciasną dziurkę, a dużego w cipkę. Miałam pod i nad sobą, dwóch bardzo starych mężczyzn, których kutasy rozpychały moje dziurki. Czułam się spełniona i wiedziałam, że zaraz będę szczytować. Nie musiałam długo czekać za swoimi towarzyszami oboje wyszli ze mnie i spuścili mi się do ust. Połknęłam mieszankę dwóch cieczy oblizałam dokładanie rozmazane czerwone usta i wylizałam ich kutasy. Idealnie po usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Mężczyźni szybko skończyli się ubierać a ja naga wzięłam swoje ubrania.

    – To moje żona, odpowiedział Gospodarz. Idź do łazienki. – Szybko wskazał mi drzwi do małego pomieszczenia.

    Weszłam do środka ubrałam sie i poprawiłam rozmazany makijaż. Po czym wyszłam powoli, kiedy kobieta stała tyłem zagadywana przez mężczyzn.

    Wróciłam, w końcu spełniona do apartamentu, tym razem w kompletnym ubiorze.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Unikalna Ona
  • Podwojne zycie 3

    Upłynęło sporo czasu od pamiętnego trójkąta. Przez ostatnie dni nie miała ani chwili dla siebie, w końcu dostałam trochę chwili westchnienie. Chłopcy w moim wieku mnie już nie pociągali, a zamiast tego fantazjowałam o podstarzałych wykładowcach, ostatnio nawet bawiłam dyskretnie sama ze sobą podczas wykładu. Brakowało mi kutasa od wielu dni, moje podniecenie rosło, a ja potrzebowałam się z kimś zabawić. Jest środek tygodnia, wszystkie większe kluby zamknięte. Może spotkam kogoś w pubie.

    Ubrana w nową czarną eksponującą moje kształty sukienkę i idealnym makijażu wyszłam z mieszkania. Zamówiłam taksówkę i pojechałam do pubów. W środku nie było za wiele osób kilku małolatów, próbujących zrobić na mnie jakieś wrażenie. W końcu po kilku drinkach postanowiła wyjść. Była podniecona, a w zasięgu brak prawdziwych mężczyzn. Postanowiłam zamówić taksówkę, lecz okazało się ze mam rozładowany telefon. Doszłam do wniosku, że kawałek przejadę tramwaje, a później przejdę kawałek pieszo.

    Wysiadłam z tramwaju i stwierdziłam, że szybciej będzie, kiedy przejdę przez park. Alkohol, który wypiłam dodał mi odwagi. Przez brak lamp byłam skazana na księżyc, który oświetlał mi drogę. Naglę z oddali usłyszałam gwizdy.

    – Eee panienko, gdzie się tak spieszysz? Może się napijesz ze mną. – Tajemniczy głos dochodzi z ławki pod drzewem.

    Podeszłam bliżej i ujrzałam siwego menela, ubranego w jakieś zużyte ubrania. Trzymał w ręku jakieś tanie piwo oraz nieotworzoną setkę wódki.

    Nie wiem czy to przez fakt, że miałam ochotę się napić lub czy była zmęczona, ale usiadłam obok śmierdzącego dziwnie mężczyzny. Facet podał mi nieotwartą wódkę i uśmiechnął się ze znikomym uzębieniem. Odkręciłam butelkę i wzięłam łyka, krztusząc się.

    – Masz przepij to. – Mężczyzna podał mi butelkę taniego piwa, które pił przed chwilą.

    Odruchowo wzięłam łyk obrzydliwego trunku zmieszanego ze słoną śliną mężczyzny. Przełknęłam i oddałam mu piwo.

    – Taka ładna panienka, sama w środku ciemnego parku. Dobrze, że spotkałaś mnie, a nie jakiegoś przestępcę. – Położył brudną i lepką rękę na mojej nodze.

    Odczuła dziwne uczucie, podniecenie. Przecież to menel, nie mogę tego z nim zrobić. Moja cipka szalała z braku kutasa, a jakby nie patrzeć wiek faceta idealnie pasował. Przypomniałam sobie o gumkach w torebce, wypiłam duszkiem resztę wódki na odwagę i uśmiechnęłam się zachęcająco. Mężczyzna wstał zabrał swoje rzeczy i kazał mi iść za sobą. Na końcu parku był stary opuszczony budynek, do którego weszliśmy. No to nie dość, że menel to jeszcze bezdomny. Gdyby nie fakt, że była lekko wstawiona i wręcz płonęłam z podniecenia to uciekłabym stamtąd. Mężczyzna rzucił wszystko w pierwszym pomieszczeniu i podszedł do mnie. Chwycił mnie w pasie. Widziałam, że jego kutas stoi już na baczność i wyczekuje mojej cipki. Znów poczułam napływ podniecenia.

    – Taka ładna młoda panienka, a jakie ciałko. Sprawdźmy, co się tam kryje pod tym ubraniem. – Śliniąc się wręcz na mój widok, zaczął zdejmować moją sukienkę.

    Kiedy stanęłam przed nim nago, podszedł do mnie i zatopił swoje popękane i słone usta w moich. Jego język wariował w moich ustach, czułam jak jego ślina wpada do mojego gardła. Początkowo smakowała okropnie, lecz po chwili przestałam o tym myśleć. Złapałam go za kroczę i rozpięłam guzik w starych dziurawych i brudnych jeansach. Mężczyzna w tym samym czasie odpiął mój stanik. Stojąc w samych stringach kucnęłam na betonowej podłodze i zsunęłam mu spodnie, a następnie dziurawe majtki. Poczułam przez chwilę smród, a jego penis był oblepiony białą gęstą wydzieliną. Miał niedużego, ale bardzo grubego kutasa, stał na baczność. Wahałam się, lecz, mężczyzna wykorzystał okazję kiedy miałam otwartą buzie i wsadził mi bardzo grubego członka do ust. Miałam przez chwili odruchy wymiotne, kiedy trzymając moją głowę, ruszał się nim w mojej buzi. Czułam smak goryczy i soli, a dziwna biała wydzielina rozpuszczała się na moim języku, lecz niewielka jej część została na moich czerwonych ustach. Puścił mnie bym mogła odetchnąć. Wzięłam głęboki wdech i sama włożyłam jego grubego śmierdzącego członka do ust. Podniecenie wzięło nade mną górę, smród już mi nie przeszkadzał. Jęczał chwilę, kiedy ssałam mocno jego grubego kutasa. Złapał mnie mocno za włosy i zaciągnął na brudny i śmierdzący wilgocią materac. Rozebrał mi stringi i zanurzył porośnięte gęstą brodą usta w mojej cipce. Czułam jak włoski kują mnie w cipkę co było podniecające. A jego język był niesamowity, nie spodziewałam się tego. Poczułam jak próbował włożyć mi całą dłoń w cipkę, lecz później zrezygnował i wsadził swoje cztery paluchy. Jęczałam z przyjemności. Niespodziewanie facet wstał i położył się na mnie. Jego cało przywarło do mojego po chwili poczułam jak jego dłonie nakierowują jego fiuta na moją cipkę. Nie zdążyłam krzyknąć, że się nie zgadzam i w torebce mam gumki. Uciszył mnie równocześnie głębokim pocałunkiem. Poczułam jak z całej siły wpycha swojego grubego kutasa. Bolało niesamowicie. W końcu wbił się cały, a następnie zaczął mnie bez opamiętanie ostro posuwać. Nie protestowałam byłam tak podniecona, że godziłam się na wszystko. Stary mężczyzna przygryzał moje ciało i ssał jędrne cycki, aż zaczęłam szczytować. On również nie wytrzymał dłużej i zalał moją cipkę ogromną ilością cieczy. Padł bez sił na mnie. Wymęczona i pijana zasnęłam obok śmierdzącego mężczyzny.

    Nad rankiem przebudziłam się przemarznięta, zupełnie naga na śmierdzącym szczochami, materacu. Moja cipka poklejona była od nadmiaru spermy, która wylewała mi się samoistnie. Śmierdzący mężczyzna spał twardo obok mnie. Wstałam otrzeźwiała, pozbierałam swoje rzeczy, ubrałam się i wyszłam jak najszybciej z budynku.

    W apartamencie wzięłam porządną kąpiel, a później poszłam szybko do apteki po tabletkę. Umówiłam się też do lekarza na badania kontrolne. Było przyjemnie, ale już raczej tego nie powtórzę, przynajmniej tak mi się wydaję.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Unikalna Ona