Author: admin

  • MW-Ibiza Rozdzial 49 Randka w ciemno

    – Złota Rybko?

    Złotą Rybką zostałem w wyniku przegranego zakładu i pozostanę nią, póki nie spełnię trzech życzeń Pocahontas

    – Tak, kochanie?

    – Moim drugim życzeniem jest dowiedzieć się, co zaszło w hotelu.

    – Szkoda życzenia, i tak byś się dowiedziała.

    – No to mów! Aż płonę z ciekawości.

    – Kiedy sam nie wiem, poszukajmy kogoś, kto wie.

    *

    Jest wczesne popołudnie, całe towarzystwo gdzieś się rozlazło. Właściwie to fuks, że obie nasze fryzjerki były umówione z Antoniem i czekały w pobliżu przystani. Teraz jednak… Antonio przyglądał się Monice i Toli przy robocie (głównie jednak metamorfozie cipki Pocahontas), teraz zabrał je obie do swojego pierdolnika, czyli na dach windy. A Ala zmyła się zaraz po powitaniu.

    Pierwszą osobą, na którą trafiamy, jest dziewczyna od sznureczków.

    – Poznaj Beatę, dziewczę, któremu wczoraj puściły wszelkie kokardki i hamulce.

    – A co to są hamulce? – Śmieje się Beata.

    – Jakie kokardki? – Pyta Pocahontas.

    – Od sznureczków, w których paradowałaś na tamtej plaży – mam okazję oddać Beacie jej mikrobikini.

    – Chyba, że wolisz poczekać, aż przepiorę… – Zawieszam glos, ale Beata wyciąga rękę. Wącha ten kłębuszek.

    – Naprawdę je nosiłaś? Nie pachną cipką. – Zerka na gołą cipkę Pocahontas. – Mnie się zaraz przyklejają.

    Pocahontas też zerka na swoją cipę. Zresztą wciąż zerka, jeszcze się nie przyzwyczaiła.

    – Tola i Monika dopiero co zdjęły jej skalp – wyjaśniam.

    – Teraz by się przykleiły – dodaje Pocahontas, a Beata udowadnia swój brak hamulców sprawdzając językiem. Pocahontas nadstawia cipę, Beata liże, a ja ze szczegółami opowiadam Pocahontas, jak to się z nią bawiłem na dyskotece, dzięki czemu Beata ma co wylizywać.

    – Tutaj nie musisz się krępować, skarbie – mówię, skutkiem czego Pocahontas donośnie ogłasza swój pierwszy orgazm na S’Espardell.

    Niestety w sprawie wyczynów pana Grzegorza Beata nie jest w stanie zadowolić jego córki. Szukamy dalej.

    *

    Kierując się słuchem trafiamy na Zygmunta, jest z Kaśką. A właściwie w Kaśce.

    – Dochodzicie może? Bo sądząc po odgłosach…

    A co mamy sobie żałować? Nie jesteśmy w lesie.

    – Poczekaj, aż dojdziemy – dodaje Kaśka.

    – Czyli mogę wam przerwać na chwilkę? Pocahontas nade wszystko chciałaby się dowiedzieć, jak się spisał jej tatuś. Poza tym jest tu nowa i chciałaby się przywitać. W nowy sposób.

    – O! A w jaki?

    – Zleź na moment z tej kolumny, to się przekonasz.

    – O! Jest chyba większy od twojego! – Entuzjazmuje się Pocahontas na widok błyszczącej w słońcu ogromnej pały, całej pokrytej śluzem.

    – Chyba raczej na pewno – przyznaję niechętnie. A Pocahontas się wita. Nasuwa się buzią, krztusi, a potem ujmuje kolumnę Zygmunta u podstawy i zlizuje z trzona to, czego wcześniej nie sięgnęła wargami.

    – Przepraszam za zamieszanie, możecie kontynuować – mówię, gdy jest już czyściutki.

     – A ze mną nie pozwolisz jej się przywitać? – Kaśka wygląda na rozczarowaną. Już rozłożyła uda a nawet palcami rozchyliła zapraszająco wargi.

    – Z tobą już się przywitała. Poniekąd…

    – Świnia!

    Popycham lekko zdezorientowaną Pocahontas ku kroczu Kaśki.

    – Żartowałem.

    A, gdy głowę ma już naprawdę nisko, wciskam jej twarz w to krocze. Tym razem nie żartuję.

    – Czujesz się przywitana?

    – O tak! Dociśnij jeszcze!

    Gdy w końcu puszczam, Pocahontas cała buzię ma w kisielku, oddycha łapczywie.

    – Świnia! Złapałeś mnie na wydechu!

    Ale oczy jej się śmieją. Choć rzęsy ma posklejane. Kaśka tymczasem kuca nad Zygmuntem, namierza cipą jego kolumnę.

    – Możecie zostać i popatrzeć.

    – A masz gdzieś pod ręką zatyczki do uszu? Kaśka – zwracam się do Pocahontas – jak szczytuje…

    – …Wydaje wysokie „C” – wchodzi mi w słowo Kaśka. – Maciek każdego nowego tak straszy, bo jest o mnie zazdrosny – dodaje, tyłek nieco jej drży, a długie frędzelki muskają czubek kolumny Zygmunta.

    Pocahontas ocząt oderwać nie może. Chcę odejść, ale ona przytrzymuje mnie za rękę.

    – Ja chętnie popatrzę. W razie czego zatkam uszy. Jeszcze nigdy nie widziałam…

    – Pieprzenia na żywo? Poważnie? Biedactwo! No to patrz!

    Tyłek opada, frędzle się podwijają. A potem niemożliwie rozciągają, przyklejone do ogromnego, żylastego trzona, gdy Kaśka się unosi. Teraz i ja oczu oderwać nie mogę.

    *

    – A co do twojego ojca – przypomina sobie Kaśka wyciskając z siebie nędzne coś, co nijak nie przypomina kolumny Zygmunta – to może poszukajmy Robusia. Powinien gdzieś tu być z Majką. Wszystko mi opowiedział, ale nie chciałabym pominąć jakichś istotnych szczegółów.

    Podrzuca w dłoni śliskiego flaka Zygmunta.

    – Zresztą nic tu po mnie…

    *

    Z pomocą Kaśki odnajdujemy Robusia i Majkę.

    – Twojego staruszka strasznie jarało, że Natka i Majka są moimi córkami. Chyba nie uwierzył, że jednak nie są.

    – Bo przecież nie są – podsumowuje Pocahontas.

    – Nie bądź taka pewna.

    Po czym ze szczegółami opowiada, co się działo w hotelu. Pocahontas wydaje się być rozczarowana.

    – Nawet nie poruchał…

    – Zbyt był podniecony, ledwie go utrzymałam w dłoni – śmieje się Majka. I wystarczyło parę ruchów… A za chwilę Natce też.

    – Miałeś rację, Złota Rybko. Zmarnowałam życzenie.

    – Na pocieszenie dostaniesz relację ze spotkania z kontrahentem i jego żoną. Ale to najwcześniej jutro.

    – Z jakim znów kontrahentem? I jaką żoną? – Dziwi się Robuś.

    – Kontrahentem jesteś ty. A Natka i Majka, twoją żoną. Dziś macie rocznicę ślubu – wyjaśniam Robusiowi, niczego nie wyjaśniając.

    – Yyy…

    – Tatuś tak przedstawił powody swojego wyjścia dziś wieczorem – oświeca go Pocahontas.

    – Prezent! Chcemy prezent z okazji naszej rocznicy – woła Majka w imieniu swoim i nieobecnej siostry.

    – Której rocznicy? – pyta Aldonkę.

    – Nie mówił. Ale spytam, jak tylko wróci.

    *

    – Zostało ci jedno życzenie.

    – Dużo nad tym myślałam i… Chcę jeszcze pozostać dziewicą.

    – Ty i dziewictwo?! Owszem, technicznie nią jesteś. Ale pominąwszy drobny szczegół anatomiczny, jesteś najbardziej rozwiązłą dziewicą, jaką znam.

    – Hihihi…  Pochlebiasz mi. A ile ich znasz, tych dziewic?

    – Eee… – Liczę szybko w myślach –  chyba jedną.

    – Tylko jedną oprócz mnie?

    – Jedną łącznie z tobą

    – Hahaha… Czyli to żaden komplement. Zaraz, zaraz, dlaczego „chyba”?

    – Bo skoro tak często się masturbujesz, to mogłaś się tej błonki pozbawić. Nawet przypadkiem. Nigdy nie wkładałaś sobie niczego głębiej? Marchewki? Ogórka? Banana? Albo szczoteczki do zębów, czy szczotki do włosów?

    – Szczotki do włosów?!

    – No przecież rączką!

    – Rączką, aha. To znaczy nie, nie wkładałam! Jakbyś potrzebował zaświadczenia od lekarza, to poproszę tatusia.

    – Sam mogę zajrzeć… Ale jak to, tatusia?!

    – On jest lekarzem. Ale nie pracuje w zawodzie, poszedł w biznes.

    – Aha, stąd „liznął pierwszej pomocy”

    – Ty też mógłbyś liznąć w ramach pierwszej pomocy!

    – Znowu?!

    – Jak nie ty, to znajdą się chętni.

    – Żartowałem, przecież cię lubię. Jesteś taka smaczna…

    – Świntuch!

    Dalsze słowa zmieniają się w rozkoszne mruczenie w akompaniamencie głośnego mlaskania. Zauważyłem już, że takie i podobne odgłosy dobiegające z okolic krocza dodatkowo ją nakręcają. Sama też jest z tych głośnych, co z kolei kręci mnie.

    – No już, już! – Rozchyla te swoje szczupłe uda, dlatego ją słyszę.

    – Kiedy mógłbym tak w nieskończoność…

    – Ale jest kolejka!

    Unoszę głowę. Kilku nagich facetów, a każdy ze sterczącym kutasem, otacza nas ciasno.

    Dobrze, że nie o mnie im chodzi…

    *

    Następnego dnia przed południem przychodzi SMS od Robusia. Znużony nocnymi igraszkami Pan Grzegorz spał jak zabity, ale właśnie się obudził.

    – Musimy się zbierać – szepcę do uszka odsypiającej nocne igraszki Pocahontas.

    – Kiedy nie chcę…

    – Jak myślisz, co będzie, jak ojciec wróci do hotelu i cię nie zastanie? Zacznie pytać, i się dowie, że nie wróciłaś na noc?

    Pocahontas w odpowiedzi przewraca się na brzuch i chowa głowę pod poduszkę.

    Kładę dłoń na kusząco sterczącym tyłeczku, zanurzam palce w ciepłym rowku, potrząsam – zero reakcji. Potrzebne jest nowe podejście.

    – Auć!

    Dopiero solidny klaps pomaga.

    *

    Na przystani żegnam się z Pocahontas, ale nie odpływam, czekam na Roberta z córkami. Po jakimś kwadransie nadchodzi Robuś z córką.

    – A gdzie Natka?

    – Nie płynie z nami, umówiła się z panem Grzegorzem, że spędzi z nim dzień. Jak tylko on spławi Aldonkę.

    – Nie płynę z wami, na razie.

    – Czekaj! – Dogania mnie wołanie Robusia. – Natka podjęła działania opóźniające, spokojnie zdążysz uprzedzić Aldonkę.

    – Aha, działania opóźniające… To ona wie, jak opóźnić wytrysk? Ale dzięki!

    *

    Dzięki inicjatywie Natki rozmowa Pocahontas z ojcem jest krótka i owocna:

    – Przebieram tu nogami od rana, tato, a ty przychodzisz w południe i mówisz, że znów znikasz na cały dzień? Powiedz mi chociaż, która to była rocznica.

    – Yyy…

    – No, rocznica ślubu. Przecież świętowaliście rocznicę ich ślubu.

    Panu Grzegorzowi nie ślub w głowie. Na jego szczęście Pocahontas również nie.

    – To ja idę na plażę, a ty się dalej zastanawiaj. Choćby do wieczora. Pa!

    *

    Dziewczyna wybiegająca z hotelu prawie wpada na spacerującą opodal Natkę. Rozpoznaje ją natychmiast.

    – Dzięki! Później musisz mi wszystko opowiedzieć.

    I znika zanim Natka, która nie zdążyła poznać Aldonki, zdąży załapać, że to Aldona i że właśnie zamieniły się tatusiami.

    *

    Pocahontas wskakuje do motrówki i z miejsca rozpoczyna przesłuchanie Robusia i Majki. Już na S’Espardell wysłuchuje barwnej relacji o dokonaniach swojego ojca do końca i właśnie odreagowuje. Zygmunt ze swoją wielką pałą jest wdzięcznym obiektem, na którym życzyła sobie odreagować. Nie przeszkadzam, przyglądam się tylko. Dopóki nie wtrąca się mój telefon. Nie znam tego numeru, ale prefiks jest polski.

    – Pan mnie nie zna, ale właśnie jestem tu z Natalią i ona dała mi ten numer…

    Z Natalią? Ach, Natka! To pan Grzegorz, ojciec Pocahontas.

    – Tak jakby znam, dziewczęta opowiadały.

    Włączam tryb głośnomówiący i macham ręką na Pocahontas. Ona też macha ręką – ma w niej kolumnę Zygmunta. Zostawia chłopaka sam na sam ze wzwodem i podbiega. Mogłaby podejść, ale tak ślicznie jej cycuszki podrygują. A ona jest tego świadoma, jak i tego, jakie to robi wrażenie na facetach. Więc podbiega.

    – Tak?

    Kładę palec na ustach, jej ustach.

    – Świetnie, że pan zadzwonił, panie Grzegorzu, inne dziewczęta się dopytują…

    – Ach!

    To takie stłumione „ach”; zabrałem już palec, by złapać dziewczynę za tyłek i przytulić, ale Pocahontas zasłania usta dłonią. – Tatuś – mówi bezgłośnie. A tymczasem tatuś nie owija w bawełnę. Żeby wiedział, kto go słucha…

    – Nie poznaliśmy się jeszcze, ale Natalia dużo o panu opowiadała. I o S’Espardell. No i powiedziała, że dalej to wszystko z panem załatwiać…

    – Miło mi. Rozumiem, że chciałby pan znów poruchać.

    – O to, to! Słyszałem, że pan taki bezpośredni. Ja też nie będę owijał w bawełnę.

    – Wolałby pan w wargi sromowe?

    – Hahaha… Dokładnie tak.  Wie pan, cipka Natalii, to mi się nawet śniła.

    – Wierzę, ma ją imponującą. Kiedyś Majka naciągnęła jej te wargi na moim członku, ścisnęła palcami i ruchałem Natkę w te wargi suwając kutasem po łechtaczce. A tak we ogóle, to Maciek jestem, przecież nie będziemy sobie „panować” rozmawiając o cipkach.

    – Święta racja. Grześ z tej strony.

    – A więc Grzesiu, powiedz, co cię najbardziej kręci, a ja postanowiłam się to zorganizować.

    Może to przez to, że nie rozmawiamy twarzą w twarz, a może pan Grzegorz jest taki podjarany, ale robi się szczery do bólu.

    – Tego, co mnie najbardziej kręci, nie jesteś w stanie załatwić.

    Pocahontas nadstawia ucha, zaraz pozna skrywane fantazje erotyczne ojca.

     – Najbardziej, to chciałbym przelecieć własną córkę – odpala prawdziwą bombę pan Grzegorz.

    – O kurwa!  – Wyrywa się córce pana Grzegorza. Na szczęście ten mówi dalej i tego nie słyszy.

    – Ja wiem, że Natka i Majka tylko udawały córki Rysia, ale świetnie udawały i bardzo mnie to podniecało. Zwłaszcza myśl, że mógłbym tak z Aldonką…

    – No, tego akurat ci nie załatwię, nawet jej na oczy nie widziałem. Ale mam inną propozycję: co byś powiedział na dziewczynę grającą rolę twojej córki? Tyle, że nie mógł byś jej pieprzyć. Z tego co mówiłeś pieprząc córki Rysia, a co mi przekazały wynika, że ta twoja jest jeszcze dziewicą.

    – Bo jest! – Odpowiada Grześ stanowczo, a Pocahontas vel Aldonka potwierdza, kiwając głową.

    – Ale jak chciałbyś to zorganizować? Przecież od razu poznam, że to nie ona.

    – Przychodzą mi na myśl dwie opcje: albo masz zawiązane oczy, albo  zabawisz się z nią w całkowitych ciemnościach. Wszystko oprócz pieprzenia.

    – Kiedy moim marzeniem jest ją wyruchać…

    – I mieć pewność, że to jednak nie ona? Powiedz mi, Majka i Natka to córki Rysia?

    – Nie.

    – Jesteś tego pewien? Tak na sto procent?

    – No… Nie.

    – A widzisz. Zorganizujemy to tak, żebyś nie mógł być absolutnie pewien, że to nie była ona; jak jej właściwie na imię? Bo nie wiem.

    – Aldonka. Przed chwilą mówiłem.

    – Boże lesisty, poważnie? To znaczy poważnie – Aldona? Bo jeśli nawet mówiłeś, to mi umknęło; skupiłem się na czym innym.

    – Nie podoba ci się imię mojego aniołka?

    – Nie, no spoko. Najważniejsze, żeby jej się podobało. Tylko mnie zaskoczyłeś. Auć! (dostaję sójkę w bok od Aldonki) Ale – mówię szybko – wracajmy do meritum. Jeśli ją przelecisz, to pozbawisz się tej niepewności, która później nie raz podniesie ci ciśnienie w kroczu – a może przewrotnie podsunęliśmy ci własną córkę!

    – Niemożliwe. Przecież nie wiedziałeś nawet, jak ma na imię, skąd byś…

    – Myślisz, że ten wypadek z lodami, to był przypadek? Może poznałem Aldonkę wcześniej i zaaranżowałem to wcześniej, żeby wyrwać ją spod twojej kontroli? A teraz stoi tu koło mnie całkiem naga, a jej świeżo ogolona cipka jest tak mokra, że wyślizguje mi się z dłoni? A ma ją mokrą, bo właśnie się dowiedziała, o czym marzy jej tatuś? A nie ma pochwie mojego chuja tylko z tego drobnego powodu, że rzeczywiście jest dziewicą i nie chce tego zmieniać?

    – Pierdolisz!

    – Skądże, ja tylko podejmuje grę. Wchodzisz?

    Po drugiej stronie zalega długie milczenie. Po tej wręcz przeciwnie. Mokra cipa Pocahontas wyślizguje mi się z dłoni ( nie kłamałem panu Grzegorzowi) a jej urocza właścicielka krzyczy:

    – Popierdoliło cię?! Chcesz, żebym z własnym ojcem?!

    – Szeptem krzyczy, żeby tatuś nie usłyszał. Odpowiadam tak samo:

    – Przecież tak to załatwiam, żeby cię nie zdeflorował. Nie chcesz się z nim trochę popieścić? Będziesz miała co wspominać. Pomyśl tylko: wspólne wspomnienia z tatusiem, a żadne się drugiemu nie przyzna, że są wspólne.

    Pocahontas zaczyna myśleć i wkurw mija jej szybko.

    – Jak skończysz, co zacząłeś, to przemyślę temat i może nawet się zgodzę.

    Chwytam ją za tę śliską pizdę i zagłębiam palce w bruździe, pieszczę z wyczuciem, zależy mi na jej orgazmie, a co za tym idzie –  pozytywnym wyniku przemyśleń. Chyba dobrze mi idzie, bo pan Grzegorz pyta, co się dzieje. No to mówię, jak jest, pomijam tylko drobny fakt, że to nad łechtaczką jego córki pracuję.

    – Po tym, jak dyszysz, chyba cię nie pozna – szepcę jej do ucha.

    – Chyba, że podglądał, jak się masturbuję. Po nim nic nie wiadomo.

    – To może spytamy. Oczywiście, jeśli podejmie wyzwanie.

    Podejmuje.

    – Przekonałeś mnie. Pospołu z tą dziewczyną, której właśnie dogodziłeś. – Śmieje się. – Zapewnij mnie teraz, że to nie moja córka.

    – To twoja córka i właśnie zamierzam jej wylizać cipę.

    – Dowcipniś! Choć w to lizanie cipy akurat wierzę. Jaką ma?

    – Poczekaj chwilkę…

    Pocahontas rozstawia szeroko nogi, klękam, przez moment napawam się zapachem sromu po palcówce i szybko liżę. Trzymam telefon blisko, by Grześ słyszał mlaskanie.

    – Uch! Wręcz z niej kapało. Twoja córka ma prawdziwie miodną pizdę!

    – Weź przestań, bo nie wytrzymam!

    – I co, zwalisz sobie teraz? Pomyśl o Aldonce.

    – No właśnie myślę, i dlatego.

    – Wyprztykasz się,  nic dla niej nie zostanie.

    – A, ty o tym… No dobra. Co chcesz o niej wiedzieć?

    – Jak najwięcej. Potrzebne mi jej zdjęcia, najlepiej z plaży…

    – Hehe, pewnie wolałbyś całkiem nagie, co?

    – A masz takie?

    Pocahontas zamienia się w słuch.

    – A gdybym miał?

    – Mógłbym lepiej dobrać dziewczynę, znając wszystkie szczegóły…

    – Przyznaj się, chodzi ci o jej cipkę?

    – Żebyś wiedział. Nie podstawię ci dziewczyny z bobrem, skoro twoja córka goli krocze na gładko.

    – Z tym jest kłopot. Podejrzałem, jak zabiera się za golenie, ale nie wiem: tylko podgoliła, żeby jej włoski z majtek nie wychodziły na plaży, czy może poszła po całości.

    – Hmm, czyli nie wiesz…

    – Coś mi przeszkodziło.

    – Pewnie mama – szepce przytulona do mnie Pocahontas.

    – A co byś wolał? Ja ze swej strony polecam taką całkowicie ogoloną. Świetnie się ją liże.

    Trzymałbym kciuki za zgodę pana Grzegorza, wszak jego córka, która ma udawać jego córkę, ma ją świeżo ogoloną. Ale trudno mi oderwać dłonie od tych jędrnych cycuszków. Ale pan Grzegorz zgadza się nawet bez tych kciuków.

    – To podeślij mi fotki, im bardziej rozebrane, tym lepiej będę mógł dobrać dziewczynę, zaraz podeślę ci maila. A później najlepiej przyjdź z Aldonką.

    – Co?!

    – Przyjrzy jej się dyskretnie ta dziewczyna. Musi zobaczyć, jak się Aldonka porusza, posłuchać jak mówi… No, poznać ją choć trochę. Przedstawisz mnie córce, jako znajomego, pogadamy o niczym.

    – Ty to naprawdę poważnie traktujesz.

    – Cóż, idealnie nie będzie, ale przecież chodzi o zasianie w tobie ziarna wątpliwości – a może to jednak z własną córką się wtedy gziłem…

    – Gziłem? A to dobre! Niech ci będzie. Kiedy i gdzie?

    – Może natknę się na was na plaży? Powiedzmy jutro o dziesiątej?

    – Jak ona będzie tylko w bikini? Cwaniaczek!

    – Możemy gdzie indziej.

    – Nie, nie, na plaży będzie spoko.

    Niebawem oglądamy z Pocahontas jej nagie, zrobione z ukrycia zdjęcia przysłane przez tatusia.

    – A to świntuch! Pewnie się przy nich zaspokajał!

    – Chyba raczej na pewno. O tu ładnie wyszłaś.

    – To u mnie w pokoju. Ciekawe, gdzie…

    – Zamiast szukać ukrytej kamery, będziesz mogła od czasu do czasu dawać mocne przedstawienie.

    – Hihihi… Aż mu sperma uszami pójdzie!

    Może i Pocahontas jest zła na ojca za to podglądanie, ale świadomość, jaki uzyskała wpływ  na niego bardzo ją podnieca. A ponieważ Zygmunt i jego kolumna jeż się „zużyli”, ja ogarniam to podniecenie. Niespiesznie

    *

    – Antonio, pokoje na trzecim piętrze są puste?

    – Nie. Są umeblowane. Bo, że aktualnie nikt w nich nie mieszka, to przecież wiesz.

    – Wolałem się upewnić. Zajrzymy do paru?

    Antonio tylko wzrusza ramionami.

    – Tylko wezmę klucze

    Trzecie piętro wygląda nawet podobnie, jak w hotelu Aldony, sprawdźmy „jej” pokój.

    – Otworzysz sto sześć?

    – Hmmm… meble nawet podobne, po ciemku nie do odróżnienia. Wystarczy poprzestawiać… Klamki mają blokady na kluczyk, doskonale, od środka nie otworzy.

    – Co ty znów kombinujesz?

    Widocznie myślałem na głos. Wzruszam ramionami.

    – Coś mi chodzi po głowie, ale za wcześnie o tym mówić. Dałoby się zasłonić okno? Koniecznie z zewnątrz, jakaś czarna folia budowlana, płyta paździerzowa, czy coś. W środku musi być absolutna ciemność.

    – Można przejść z sąsiedniego balkonu. Ale po co…

    – Czekaj, myślę. Klimatyzacja działa?

    – Oczywiście.

    – Bo by się podusili.

    – Kto?

    – No, oni. Zajmiesz się tym zaciemnieniem? Robuś ci pomoże. I wszystkie żarówki trzeba powykręcać. A teraz pomóż mi z łóżkiem.

    *

    Spotkanie z panem Grzegorzem i jego córką nie do końca przebiega tak, jak to sobie zaplanowałem. Właściwie przebiega z gruntu inaczej.

    – Zuzka?!

    – Donek?! Donek? Nie wiedziałem, że ma taką ksywkę.

    Przy czym Pocahontas jest autentycznie zaskoczona, natomiast Zuzia doskonale udaje.

    – To wy się znacie? – Pan Grzegorz i ja wypowiadamy te słowa unisono.

    – Trudno, żebyśmy się nie znały, chodząc do tej samej klasy!

    Ojciec Pocahontas lekko przybladł. Wiem, co mu chodzi po głowie – jego córka zaraz się dowie, w jakim celu się spotykamy. Jednym słowem – koszmar. Nawet nie wstał, żeby się przywitać. Przysiadam na piasku koło niego.

    – Mogą być najlepszymi koleżankami, ale może pan być pewien, że o pańskich niedawnych wyczynach, a zwłaszcza o tych planowanych, Zuzia słowa nie piśnie.

    I nawet nie muszę ściszać głosu, radosna paplanina przekrzykujących się dziewcząt zagłusza wszystko.

    – Ale czy na pewno?

    – Jeśli jej nie przeszkadza, że wieść o jej seksualnych wyczynach rozejdzie się po całej szkole, to nie na pewno.

    Pan Grzegorz i tak nie spuszczał wzroku ze skąpo odzianej Zuzi, ale teraz patrzy na  nią z dodatkowym zainteresowaniem. Wprawdzie jej kostium zasłania nieco więcej, niż słynne sznureczki, ale tylko nieco więcej. Zuzia do wstydliwych nie należy, a jedynym powodem, dla którego nie pojawiła się tu ubrana głównie w sznureczki jest fakt, że przynależny sznureczkom skrawek materiału nie byłby w stanie ukryć bujnych blond loczków na cipce. A zgolić ich nie zamierza, zbyt te loczki nam wszystkim się podobają.

    – Ona ma takie fajne loczki na cipie, dlatego nosi takie zabudowane majteczki. W przeciwnym razie by wystawały. Te loczki.

    I milknę. Zostawiam pana Grzegorza samego z jego kudłatymi myślami na temat tych kudełków. Nawet nie zauważa, że wbiłem mu przy okazji szpilę – w porównaniu z tym, w co ubrana jest jego córka, Zuzia wygląda na nagą… No trudno, może trafi się inna okazja.

    – Myśli pan, że mógłbym… – Pyta w końcu pan Grzegorz, wciąż gapiąc się na Zuzię.

    – Pobawić się tymi loczkami, rozgarnąć je językiem a potem kutasem, wpychając go do jej ciasnej dziurki? Myślę, że mógłby pan, ale to jej cipka i jej trzeba spytać.

    – Nie mógłbym…

    – Nie chce pan poczuć, jak te loczki łaskoczą pańskie jaja, gdy Zuzia wali panu konia siedząc mu na udach? Patrzeć, jak pański członek chowa się w tych loczkach, gdy Zuzia pana dosiądzie?

    – Już dość, dość! – Ojciec Pocahontas zmuszony jest położyć się na brzuchu, by ukryć nagły wzwód.

    – Ułatwię to panu.

    – Balbinka? Dobrze pamiętam? Macie z Zuzią ochotę na lody? Chodź, pomożesz mi przynieść dla wszystkich.

    – Aldonka – poprawia mnie natychmiast pan Grzegorz.

    – Tylko nie biegajcie z tymi lodami, łatwo się potknąć w tym tłoku.

    Prawie parskam śmiechem, panu Grzegorzowi najwyraźniej wraca poczucie humoru.

    Wyraźnie traci je natomiast Pocahontas, bo mocno obrywam za tę Balbinkę.

    *

    Gdy wracamy, Grzegorz i Zuzia są już dogadani, a ja wciąż rozmasowuję bok.

    Po drodze zdążyliśmy porozmawiać:

    – Zuzia naprawdę mnie zaskoczyła. Nie rozumiałem, dlaczego aż tak się naparła, by przyjść tu ze mną. Słowa nie powiedziała.

    – Tatuś chyba się nieźle wystraszył.

    – A potem mu stanął i już tylko kutasem myśli.

    – Dogadają się?

    – Z pewnością. To byłby niezły bonus, wyruchać koleżankę córki po igraszkach z córką.

    – Hihihi… Jakie lody dla ciebie?

    – Ty wiesz…

    – Kiedy nie ma gdzie – Pocahontas rozgląda się po zatłoczonej plaży.

    – Jeszcze będzie okazja. A tak przy okazji – jak właściwie mam się do ciebie zwracać, bo już się gubię. Aldonka, Aldi, Pocahontas, a teraz jeszcze Donek.

    -Mało nie upuszczam lodów, dostawszy kolejną sójkę w bok, tym razem za Aldonkę.

    – Tego imienia nie wymawiamy. Donek, to szkolna ksywka. Aldi też. Pocahontas, to coś świeżego i niezwiązanego z imieniem, którego nie wymawiamy.

    – Aldi jest krótkie Lubię krótkie.

    – A ja długie…

    Czyli Pocahontas…

    Opowiadam jej o związkach lodów z lodzikiem. Innymi słowy, skąd będzie je zlizywać. Jej ojciec nie zauważa rumieńców na buzi córki, zbyt jest zajęty wymienianiem porozumiewawczych spojrzeń z jej koleżanką. I wydaje mu się, że nikt tego nie zauważa.

    *

    Trwa randka w ciemno. Czekam na pana Grzegorza w „jego” pokoju. Towarzyszy mi Zuzia. Choć dalej marudzi o samych starcach wokoło, chętnie rozłoży nogi pod ojcem koleżanki. Gdyby miał jeszcze siłę ją przelecieć, oczywiście. Umila sobie oczekiwanie rozkładając je pode mną. 

    Wreszcie się pojawia. Mruży oczy w jasnym świetle. Zgrzana, z rozczochranymi włosami i rumianą  buzią. Jednym słowem Pocahontas. Nie jej ojciec. Poklepuję kolano.

    – Siadaj i opowiadaj!

    – Kiedy… Obraca się i pokazuje tyłek. Z pleców spływa jej między pośladki sperma tatusia.

    – Siadaj – powtarzam. – Lubię, jak się laska do mnie klei.

    Trzeci raz nie muszę powtarzać. Mości się wygodnie, jej śliski tyłeczek przyprawia mnie o drgnienie w lędźwiach.

    – Nie powiem, miła niespodzianka. Co się stało?

    – Wziął i zasnął! Jak tylko się spuścił.

    Pocahontas zerka na koleżankę.

    – Jeśli na coś liczyłaś, to przepraszam.

    – Nie twoja wina. Zresztą myśmy tu też nie próżnowali…

    – Ile razy? – Pyta Pocahontas

    – Ile razy? – Pytam ja, dokładnie w tej samej chwili.

    – E, no raz, oszczędzał się dla ciebie – odpowiada Zuzia. – Miał przecież do ciebie pójść, a mnie zostawić z twoim starym.

    – Ten był trzeci – odpowiada Pocahontas, wiercąc tyłkiem. Co sprawia, że wzwód się powiększa.

    – Ale, Zuzka, skoro wyszło inaczej, możesz pójść do niego. Strasznie by chciał poruchać, ciągle o tym mówił. Jak się obudzi…

    Zuzia woli jednak zostać. Przynajmniej na razie.

    – Pewnie długo pośpi, a ja chętnie posłucham, jak było.

    Pocahontas się rumieni. Łatwiej by jej było wygadać się przed obcą dziewczyną, ale opowiedzieć koleżance z klasy, jak się zabawiała z ojcem…

    – Albo pan Grzegorz jest niewyżyty, albo wziął sobie do serca moje rady – stwierdzam.

    – Hihihi… A jakie to były rady?

    – Jeśli z trzecim razem tak przestrzelił…

    Sprawdzam, jak daleko, a potem zabieram lepką od spermy dłoń z pleców dziewczyny. Zdecydowanie bardziej wolę pobawić się jej cycuszkami. Wprawdzie mam je wprost przed oczyma, celują we mnie różowymi sutkami, ale to za mało.

    – To jakie to były rady?

    – Nie pamiętam.

    – Może to poprawi ci pamięć!.

    Pocahontas przemieszcza tyłek na moich udach, rozkładając swoje. Umieszcza między nimi mojego nabrzmiałego penisa, przyciska do cipki i znów zaciska uda. Pojawiam się miedzy tymi udami i znikam, gdy porusza dupcią. Jest bosko.

    – Teraz to już w ogóle nic nie pamiętam. Źle się do tego zabrałaś.

    Pocahontas wzdycha z rezygnacją. Ale nie przestaje kręcić tyłkiem.

    – Mało ci było? Trzy razy…

    – Za pierwszym razem spudłował.

    – Jak to?

    – To też skutek twoich rad, których nie pamiętasz.

    – Takiej autentycznie nie pamiętam, możesz odświeżyć mi pamięć?

    – Gdy tak nachylał się nade mną, zaraz na początku, sięgnęłam i trafiłam prosto na jego członka. Był taki wielki i gorący. Ścisnęłam go mocno. O, w ten sposób, jak teraz ciebie. To tym mnie zrobiłeś, tatusiu? – spytałam. No i spryskał mi całą piżamkę w odpowiedzi.

    – Hahaha… piżamkę!

    – Przecież sam kazałeś mi ją założyć.

    – Żeby przydać sytuacji autentyzmu. Ale nie sądziłem…

    – Przecież nie miałam jej za szybko zdejmować. Żeby przydać sytuacji autentyzmu!

    – No tak. Ale nie można nazwać tego pudłem. Po pierwsze, to ty celowałaś, po drugie, gdybyś była goła, to spryskałby ciebie, nie piżamkę.

    – Od cipki po cycki.

    – Sama widzisz. A gdyby mógł zobaczyć to, co ja teraz…

    Pocahontas spuszcza wzrok, patrzy tam, gdzie ja, czyli na swoją dłoń powoli polerującą moje berło.

    – Też o tym pomyślałam. Mógłby mi nawet zakleić oczko.

    – Może kiedyś…

    – Może kiedyś.

    Czyli Pocahontas dopuszcza możliwość, że kiedyś prześpi się z ojcem bez tych wszystkich szykan. Musiało jej się spodobać.

    – A za drugim razem? Trafił?

    – Nie mógł nie trafić, miałam go w buzi. Wyssałam z niego wszystko, co do kropelki. Strasznie krzyczał.

    – Zuch dziewczyna! Co krzyczał?

    – Same bluzgi. Nie byłam dłużna. Ale spoko, głównie szeptem bluzgałam, nie mógł mnie poznać po głosie.

    – No a ten trzeci raz? Dlaczego spuścił ci się na plecy?

    Spuszczam się w dłoni Pocahontas, gdy wyjaśnia ze szczegółami, jak do tego doprowadziła.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski
  • Zabawa z sasiadem

    Miałem wtedy 15 lat, przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania, a on mieszkał na przeciwko nas. Znali sie z ojcem już dłuższą chwilę w końcu pracowali razem. Pomógł nam z wnoszeniem mebli i walizek, było lato, więc chodził bez koszulki. Młodszy od mojego taty, ale dalej 20 lat starszy niż ja. Ten widok pobudzał mnie niesamowicie wręcz nie mogłem oderwać wzroku. Wydaje mi się, że też to zauważył, bo jak inaczej nazwać to, że cały czas stał koło mnie, a nawet próbował się ocierać. Zapach jego potu zniewalał, gdy tylko skończyliśmy musiałem sobie ulżyć w toalecie. Wpadał czasem do rodziców, więc po kilku takich spotkaniach wiedziałem, że ma na mnie ochotę. Czekałem aż rodzice wyjadą na dłużej, okazja nadarzyła się 3 miesiące po naszej przeprowadzce. Zostałem samemu w domu od piątku do poniedziałku. Rodzice zostawili mi pieniądze żebym sobie coś zamówił, ale pod pretekstem nieumiejętności gotowania poszedłem do niego. Była sobota chwilę przed 13, mieszkał sam, więc miałem pewność, że będzie w mieszkaniu. Zapukałem, otworzył lekko zdziwiony, ale nie narzekał, że mu przeszkadzam. Wyjaśniłem sprawę, sądząc po jego minie chyba wiedział, że kłamię, ale ubrał kapcie i poszedł za mną. Zamknąłem drzwi za sobą i podszedłem do lodówki. Od razu ruszył i zatrzymał się za moimi plecami, nachylił się i wyszeptał:

    – Nie będziemy robić obiadu, prawda?

    – Prawda.

    – Więc po co dokładnie mnie tu przyprowadziłeś?

    Moja ręka powędrowała na jego kroczę czułem cały jego rozmiar, był dużo większy od mojego, trochę się bałem, bo nigdy tego nie robiłem, ale wiedziałem, że właśnie tego chcę, chcę żeby wszedł we mnie. Masowałem go już przez chwilę, po czym odwróciłem się do niego.

    – Właśnie po to

    Przywarłem do jego ust a on odwzajemnił pocałunek, był umięśniony i prawie dwie głowy wyższy niż ja, musiałem stać na palcach żeby go dosięgnąć. Staliśmy tak chwilę, gdy w końcu przerwał i zapytał czy chcę czegoś więcej. Bardzo chciałem, więc poszliśmy do mojego pokoju, siał na łóżku i przywołał mnie ręką. Podszedłem, a on sprowadził mnie na kolana, złapał za dłonie i położył na swoim kutasie. Znowu masowałem go przez spodnie, ale szybko zdjął je i miałem przed twarzą dorodnego chuja, jeszcze go nie dotknąłem a już sobie wyobrażałem jak we mnie wchodzi. Złapałem go i niezdarnie zacząłem poruszać. Nakierował moją dłoń tak żeby było mu przyjemnie, wziąłem go do buzi i długo obciągałem. Naoglądałem się filmów, więc wiedziałem co robić. Lizałem go od góry do dołu, jechałem ustami po boku i ssałem jądra. Wkładałem go sobie najgłębiej w gardło jak tylko dałem radę. Wydaje mi się, że mu się podobało. Złapał mnie mocno za ramię i rzucił na łóżko, ściągnął spodnie i zaczął dobierać sie do mnie. Wjechał językiem i długo wiercił nim w środku. Później dołożył palce, jeden, drugi aż skończył na trzech. Sapałem z podniecenia i przyjemności. Najechał swoim kutasem na mój odbyt.

    – Szafka, w szafce, proszę.

    To jedyne, co byłem wstanie z siebie wydobyć. Wyjął z półki nawilżacz i obficie oblał moja dupę, rozsmarował swojego penisa w płynie, po czym zaczął powoli nabijać mnie na siebie. Robił to bardzo wolno, ale nie było problemów, więc gładko przeszedł do jebania mnie w dupę. Najpierw na pieska, jęczałem z przyjemności, gdy mnie posuwał. Wyszedł ze mnie i położył na plecach. Był u góry a zaczął o całowania, jego kutas dotykał mojego. Nie przerywając pocałunku najechał na moją dziurkę i wszedł z całym impetem. Ruchał mnie w równym tempie, nie przyśpieszał, wydaje mi sie, że nie chciał szybko skończyć. Było mi tak przyjemnie, że miałem gdzieś, co mi robi. Znowu zmienił pozycję tym razem to on leżał na plecach a mnie położył na sobie, przykleiłem się plecami do jego klatki piersiowej, gdy on naprowadzał swojego fiuta. W końcu wszedł i jebał mnie tak aż do finiszu, nie trwało to długo, ale było miło. Gdy wyjął go ze mnie, sperma zaczęła cieknąc na jego brzuch, po czym zasnęliśmy wtuleni w siebie.

    Gdy wstałem jego już nie było, tyłek mnie bolał niesamowicie, ale i tak uważam, że było warto, poszedłem coś zjeść i przy okazji sprawdzić, która jest w ogóle godzina. Było grubo po 19.

    – Cholera, długo pospałem.

    Przypomniałem sobie, że nie podziękowałem mu za to co mi zrobił za te kilka przyjemnych rzeczy, które zrobił więc poszedłem do niego. Otworzył po chwili, był goły, więc czułem się trochę nieswojo chociaż jeszcze kilka godzin temu podskakiwałem na nim dlatego wszedłem do jego mieszkania.

    – Wybacz, że tak wyszedłem, ale miałem kilka spraw do załatwienia.

    – Nie o to chodzi, po prostu chciałem podziękować, było wspaniale, liczę na to, że jeszcze to powtórzymy.

    – Cała przyjemność po mojej stronie.

    Mówiąc to przytulił się do mnie, poczułem jak jego kutas się podnosi. Mimowolnie zacząłem go dotykać, nawet nie wiem kiedy przed nim klęknąłem i zacząłem robić mu dobrze. Ssałem go powoli ale tym razem wchodził głębiej niż poprzednio. Zacząłem przyśpieszać, chciałem spróbować jego nasienia, ciekawiło mnie jak smakuje. Pomagałem sobie ręką, drugą natomiast pieściłem jego jądra. Gdy zbliżał sie koniec przycisnął mnie do siebie tak, że jego chuj wbij się w moje gardło aż do samego końca i dopiero wtedy się spuścił. Podczas gdy on go wyciągał ja wysysałem resztki jego spermy, miała dziwny smak, ale była pyszna już wtedy wiedziałem, że się od niej uzależnię.

    Po naszym pierwszym spotkaniu widywaliśmy się regularnie, ale tak żeby nie nakryli nas moi rodzice, miło wspominam tamten okres mojego życia.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Qval Dern
  • Ewa z raju.

    1. Obfite piersi.

     

    Uśmiechała się i uważnie mi się przyglądała, zbyt uważnie, zbyt poufale. Poczułem się trochę niezręcznie. Przez chwilę nie widziałem nic innego poza jej twarzą. Bez wątpienia była piękna, a jej typ urody… no właśnie trudno było mi ją zaszufladkować.

    Na pewno miała coś z latynoski: oliwkową skórę, ciemne, kasztanowe, prawie czarne, włosy. Były z jaśniejszymi smugami, być może po farbowaniu. Jej oczy były tak samo intensywnie brązowe, jak włosy, jednak nieco skośne, oprawione w ciemne rzęsy i szerokie brwi. Nos miała odrobinę garbaty, ale ładny, dość szeroki, a usta, karminowe, pokryte białym, przezroczystym błyszczykiem. Pokrój twarzy był trójkątny, z wystającymi kościami policzkowymi i spiczastym podbródkiem. Tak, na pewno była piękna. Podobała mi się.

    -Witaj, masz na imię Dawid, tak? – odezwała się ciepłym, aksamitnym głosem.

    -Przepraszam, że nachodzę o tej porze, ale pani mąż prosił, żeby te dokumenty dostała pani jeszcze dziś, – zacząłem, wyciągając w jej kierunku rękę z cienką, niebieską teczką.

    -Hm… dokumenty… to nic ważnego. Chodź, rozgość się. Konrad sporo mi o tobie opowiadał. Podobno jesteś najlepszym menedżerem w firmie, – mówiła, poruszając samymi ustami i patrząc na mnie tak, jakby miała mi do przekazania coś bardzo ważnego.

    Kiedy przekroczyłem próg, zrozumiałem, w jak niezręcznej i niestosownej sytuacji się znalazłem. Była w samej bieliźnie… i to jakiej. W pierwszej chwili oblała mnie fala gorąca. To było takie przyjemne ciepło, które promieniało ze mnie od wewnątrz. Jakiś impuls kazał mi się odprężyć, wyluzować, a przede wszystkim nigdzie stąd już nie ruszać. Jakby miała w sobie jakąś dziwną hipnotyczną moc.

    Była półnaga, pod delikatnym, wręcz subtelnym koronkowym kostiumikiem majaczyły dwie potężne, dorodne i obfite piersi. Nie znam się na rozmiarach, ale na pewno był to jeden z tych największych. Jak patrzysz na takie cycki, to czujesz się kompletnie rozłożony na łopatki.

    Piersi zawsze były dla mnie fetyszem, ale ten egzemplarz sprawiał, że wirowało mi w głowie. Nieco workowate, spływające do dołu pod własnym ciężarem, niczym dwie krople gęstej lepkiej substancji. I na dodatek te ogromne brodawki wyzierające spod półprzezroczystego materiału.

    Góra kostiumu połączona była w jedno z takimi samymi, koronkowymi majtkami. Dobrze, że chociaż w miejscu, gdzie znajdowała się cipka nie było koronki, a jedynie zwykły biały materiał, bo chyba kompletnie bym zwariował na jej punkcie.

    Poddałem się, to był chwyt poniżej pasa. Kobiety, szczególnie, żony szefów nie powinny ubierać się w ten sposób, a już na pewno nie wtedy, kiedy ma do nich przyjść pracownik, by przynieść zwykłe dokumenty. Tak, to było nie fair… a może to był test, taka swoista próba, na którą mój własny szef mnie wystawił? Wszak wkrótce miałem otrzymać awans i jeszcze bardziej intratną posadę.

    Nie miałem pojęcia, co kryło się pod tą, ewidentną, grą. Rozsądek nakazywał, by po prostu dać jej tą kopertę i wyjść, ale nie, ja postąpiłem inaczej. Zamiast rozumu posłuchałem własnego kutasa, a ten za każdym razem pchał mnie w coraz większe kłopoty. Byłem przekonany, że i tym razem może być tak samo.

    Mogła mieć trzydzieści lat, pozostałe jej kształty były tak samo pełne i tak samo obfite, jak jej piersi. Kostium nie zakrywał brzucha, a w miejscu gdzie znajdował się głęboko wklęsły pępek, zwisała tasiemka, wiążąca dwie połówki.

     

    2. Pachniała kwiatami.

     

    Ta kobieta oszałamiała mnie, ale jednocześnie sam jej widok sprawiał, że w jakiś dziwny, niepojęty sposób czułem się jak u siebie, jak w domu, zupełnie tak, jakbym znał ją od lat, jakbym w tej chwili, po prostu, wpadł do niej na popołudniową herbatkę.

    -No wchodź, nie będziesz chyba cały czas stał w progu, – powiedziała tak ciepło, że nie mogłem podjąć innej decyzji, jak tylko wejść do środka.

    Odwróciła się do mnie bokiem, wciąż nie miałem pojęcia o co jej chodzi, na czym polega ta gra. Zrobiła krok do przodu, Boże jakie ona miała nogi. Długie, zgrabnie łydki, gładka skóra i jędrne obfite uda przyprawiały mnie o zawrót głowy.

    O co jej, do jasnej cholery chodziło, jeżeli nie o seks?! Stała tak w niewielkim wykroku, jakby celowo prezentując swoje wdzięki, a ja coraz dobitniej czułem, że mój fiut domaga się swojego.

    -Widzę, że jesteś trochę skrępowany. Usiądź, zrobię ci drinka i wszystko wyjaśnię, – powiedziała, wpatrując się we mnie, jak drapieżnik, któremu wcale nie chodziło o wyjaśnienie czegokolwiek, ale o to, by mnie z tego holu już nie wypuścić.

    Po moich przebiegł dreszcz i trudno było mi ocenić, czy był to dreszcz podniecenia, czy czy niepokoju. Może miało być to coś zupełnie innego?

    Położyła dłonie na swoim pulchnym brzuchu, w taki sposób, że kciukami pieściła własny pępek. Wszedłem na środek gustownie urządzonego pomieszczenia i zatrzymałem się nie odrywając od niej wzroku. W ręku wciąż trzymałem papierową aktówkę, nie bardzo wiedząc, co mam z nią zrobić.

    -Mój mąż nie powiedział ci, w jakim celu tutaj ciebie przysłał? – odezwała się, pochylając głowę w taki sposób, że jej bujne włosy zakryły połowę jej twarzy.

    -Eeeee… a co miałby mi niby powiedzieć? – wydukałem.

    Jej cycki aż prosiły się, by wyjąć je spod tego delikatnego wdzianka i ugniatać, ugniatać, a później włożyć między nie, szarpiącego się z podniecenia, kutasa i trysnąć aż pod samą brodę.

    Podszedłem, i zatrzymałem się tuż obok jej prawego ramienia. Wyciągnęła rękę tak, jakby chciała mnie objąć i przytulić, a po moich plecach jeszcze raz przebiegł przyjemny dreszcz.

    -Boisz się mnie, Dawid? – zapytała cicho.

    -Nie, – odpowiedziałem, drżąc, ale nie miałem odwagi spojrzeć jej w oczy.

    Pachniała kwiatami, konwalią, jaśminem, może trochę wanilią… nie wiem, nie jestem ekspertem od perfum. Miałem niesamowitą ochotę, wziąć ją w ramiona. Cholera jasna, chciałem już się rozebrać i wtulić twarzą w te jej wielkie balony, ale nie miałem odwagi.

    -Jesteś przystojnym facetem, podobasz mi się, – zaczęła, – od dłuższego czasu obserwujemy cię z Konradem i wydaje się nam, że spełniasz wszelkie wymagania…

    -Wymagania? Nie rozumiem…

    -Nie musisz, Dawid, zapewniam cię, że nie musisz wszystkiego rozumieć…

    Czułem się dziwnie, coraz bardziej dziwnie, bardzo mi się podobała, podniecała mnie jak żadna inna kobieta, była cukierkowa, łagodna, a jednocześnie miała w sobie coś bardzo dzikiego, nieobliczalnego.

    -Ależ, pani Jelińska, ja miałem tylko dostarczyć pani te dokumenty… Może ja już sobie pójdę?

    -Zapewniam cię, że nie masz najmniejszej ochoty nigdzie wychodzić, – odezwała się z takim przekonaniem, że odeszła mi ochota na dalsze przekomarzanie się.

    Przykucnęła. Właściwie nie wiem czemu to zrobiła, chyba tylko po to, by jeszcze bardziej zwiększyć moje podniecenie.

     

    3. Jesteś prawie naga.

     

    Bawiła się ze mną, uwodziła, a ja czułem, że coraz bardziej rozpływam się we własnych wyobrażeniach o jej ciele, o tym, co i w jaki sposób mógłbym z nim robić. Było mi z tym cholernie dobrze, nie żałowałem, żadnej myśli, żadnego obrazu który tworzył się w mojej głowie.

    -Pani Jelińska… proszę… – wydyszałem, nie całkiem świadomie.

    -Ewa… mam na imię Ewa i chcę żebyś tak się do mnie zwracał, – odezwała się, obserwując moje reakcje.

    Boże, jakaż ona była piękna. Z każdą minutą coraz bardziej mi się podobała, z każdą minutą odkrywałem w niej coraz więcej szczegółów podkreślających jej urodę.

    -Ewa… tak, jak ta pierwsza Ewa, z raju?

    Uśmiechnęła się i pokiwała głową.

    -Tak, tak jak ta pierwsza… tak którą skusił wąż.

    Od tej chwili coś się zmieniło, byłem już jej, niezależnie co bym powiedział i co zrobił.

    -Dobrze, Ewa, niech tak będzie… – stwierdziłem, czując, że rozluźniam się coraz bardziej.

    Siedziała na własnych piętach z wyprostowanymi plecami i wypiętymi do przodu wielkimi cyckami. Rozrzuciła włosy po swoich ramionach w taki sposób, że część znajdowała się z przodu a część z tyłu.

    -Widzę, że wciąż cię krępuję, Dawidku.

    -Dziwisz się? Jesteś żoną mojego szefa, jestem u was w domu, a ty jesteś prawie naga…

    Przerwała mi.

    -Zapewniam cię, że nic ci ze strony mojego męża nie grozi.

    -Tak, tylko wciąż nie mam pojęcia, co to wszystko ma znaczyć, może mi to wyjaśnisz… w końcu…

    Nic nie dopowiedziała, miałem wrażenie, że wpadła w jakiś dziwny trans. Wciąż siedząc w kuckach, odchyliła głowę do tyłu tak bardzo, że cała jej bujna fryzura spłynęła po plecach. Miała prześliczne, gęste, układające się w fale, włosy, a pasemek i refleksów było dużo więcej, niż mi się na początku zdawało. Zamknęła oczy. Stałem tak blisko, że mogłem obserwować każdy, nawet najdrobniejszy, szczegół jej urody. Coraz bardziej byłem przekonany, że byłaby doskonałą kochanką. Wzbudzała we mnie pokłady najdziwniejszych, nieznanych mi dotąd uczuć. Patrzyłem na jej delikatnie zarysowane czoło, subtelne usta, odsłonięty podbródek i szyję. Drżałem.

    -Ewo, powiesz mi? – zapytałem, bardziej niepokojąc się o jej stan, niż oczekując rzeczywistej odpowiedzi.

    Milczała. Położyła odwróconą, otwartą dłoń na na dużych jędrnych pośladkach, jakby chciała zwrócić na nie moją uwagę, jakby chciała powiedzieć, że mam ją tam dotknąć.

    Wreszcie na mnie spojrzała, ale jak! W jej wzroku było pożądanie… nie, to nie było zwykłe pożądanie. Wystraszyłem się. Chociaż… właściwe trudno to nazwać strachem… to było coś innego, coś bardziej głębokiego i pierwotnego… sam nie wiem. Patrzyła na mnie, jak na ofiarę, jakby miała zamiar zrobić ze mną dużo, dużo więcej, niż byłbym sobie to w stanie kiedykolwiek wyobrazić.

    -Ewo, dlaczego tak patrzysz? – powiedziałem na jednym wydechu.

    Nie odpowiedziała. Kosmyk jej włosów opadł na czoło, zakrywając jedno oko. W tej chwili bardziej przypominała Azjatkę, niż Latynoskę.

    -Ewo, przestań, – powtórzyłem drżącym głosem.

    Odwróciła się do mnie przodem, a właściwie, to ja przeszedłem bardziej z drugiej strony.

    Bardzo powoli, nie używając dłoni, ruchami samych ramion zsuwała z siebie górę koronkowego kostiumu. Stopniowo, krok po kroku odsłaniała cudowne, ogromne, baloniaste piersi. Czubkami palców lewej dłoni dotknęła dekoltu.

    Z moich ust wyrwało się coś w rodzaju protestu, chociaż nie wiem, czym dokładnie był ten rodzaj mojego zawodzenia.

     

    4. Uwodziła.

     

    -Boże… Ewo… pani Jelińska, co pani robi?!

    Byłem w coraz większym szoku. Wciąż patrząc na mnie w ten sam dziki, nieokiełznany sposób, jednym pociągnięciem, tej samej lewej dłoni rozsupłała kokardę między swoimi cyckami. Kiedy zobaczyłem je w całej okazałości, zacząłem drżeć jak galareta. Patrzyłem, patrzyłem i nie mogłem przestać. Dygotałem.

    -Dawidzie, – odezwała się w końcu, – chcę zaprosić cię dziś do elitarnej grupy naszego stowarzyszenia.

    -Słucham? Nie rozumiem… – jęknąłem, ale to już nie był protest, to nie było już nawet pytanie, to był jęk zwierzęcia prowadzonego na rzeź.

    Moje oczy błądziły między jej twarzą, cyckami, by w końcu zatrzymać się na głęboko wciętym pępku.

    -Podobam ci się? Chcesz się ze mną kochać? Chcesz wziąć w posiadanie moje ciało? – zadawała pytanie po pytaniu, a ja na każde, w myślach odpowiadałem: tak.

    Patrzyłem na nią i myślałem, że od samego patrzenia spuszczę się w gacie. Nie powinna była tak na mnie patrzeć, kiedy tak wpatrywała się w moją twarz, czułem, że przejmuje całkowitą kontrolę nad moim ciałem, nad moim umysłem. Przyciągała, mamiła, uwodziła, podniecała, powoli subtelnie, a ja byłem coraz słabszy. To znaczy moja wola oporu i przyzwoitości była coraz słabsza. Natomiast kutas w moich spodniach rwał się i szalał, jak wściekły burek na łańcuchu w momencie kiedy na podwórko wszedł listonosz.

    -Chcesz włożyć swojego ptaka między moje piersi? – zapytała, wiedząc, że nie usłyszy innej odpowiedzi jak: tak.

    Jej dwa wielkie balony uśmiechały się do mnie ciemnymi brodawkami.

    -Boże, Ewo… nie… och tak, tak… chcę… – jąkałem się, jak uczniak przy tablicy.

    -Rozepnij rozporek, zdejmij spodnie i chodź do mnie, po prostu chodź i włóż go, – powiedziała, nie odrywając ode mnie wzroku.

    -Ewo…

    -Nie walcz, Dawid, po prostu poddaj się temu, nie myśl, nie walcz…

    Patrzyłem na nią, patrzyłem na jej piękną twarz, patrzyłem na jej niesamowite cycki, a moje dłonie same powędrowały w kierunku rozporka.

    -O widzisz, już lepiej, tak trzymaj, a teraz do dołu, pociągnij za suwak…

    Rozsunąłem zamek błyskawiczny.

    -O tak, właśnie tak, dobry chłopczyk, właśnie tak, nie krępuj się, rozepnij rozporek, – mówiła spokojnym, hipnotycznym głosem.

    Rozpiąłem guzik, poluzowałem pasek, a moje spodnie same zjechały do dołu.

    -O tak, tak… nie daj się prosić… jeszcze slipy…

    Czekała i patrzyła. Powoli ściągnąłem slipy uwalniając sztywnego i grubego fiuta.

    -O widzisz, tak trzeba, jaki on ładny, och daj mi go…

    Stałem nago ze spodniami spuszczonymi do samej ziemi i odczuwałem coraz mniejsze skrępowanie. Wszystko, co się działo, wydawało mi się coraz bardziej naturalne. Przykląkłem przy niej, pochyliłem się, i zbliżyłem swoją twarz do jej twarzy. Poczułem jej oddech, ciepły i jeszcze bardziej podniecający. Patrzyła. Położyłem dłoń na jej szyi i rozchylając usta złożyłem na jej wargach czuły i delikatny pocałunek. To działo się samo, było silniejsze ode mnie. Drugi pocałunek złożyłem w dołku powyżej obojczyka, trzeci na ramieniu, czwarty na dekolcie, piąty jeszcze niżej. W końcu, jeszcze bardziej zginając kark musnąłem językiem jej sztywny i szorstki sutek. Później drażniłem ustami wielkie, ciemne kółka wokół niego. Jeszcze później zacząłem ssać, robiłem to zachłannie, tak, jakbym bał się, że za chwilę ktoś odbierze mi te wielkie, niesamowite cyce.

     

    5. Koronkowe majteczki.

     

    -Ewo, dziewczyno, – zacząłem, – skąd ty jesteś, z piekła czy z nieba?

    Uśmiechnęła się ciepło.

    -Ani jedno, ani drugie nie jest prawdą, ale jesteś blisko Dawid, jesteś bardzo blisko, – odpowiedziała cicho.

    -Ewo…

    Położyła palec na moich ustach.

    -Nie mów nic, nie mów nic… chcę się z tobą kochać, tutaj i teraz.

    Po tych słowach zdjąłem z siebie resztę ubrania, stanąłem przed nią kompletnie nagi i gotowy zrobić wszystko, co tylko powie.

    Wciąż klęczała, ale unionista się nieco na kolanach i, jakby mnie unikając, odwróciła się do mnie tyłem. Myślałem, że zwariuję. Jedną dłoń położyła na ramieniu, tam, gdzie ją przed chwilą pocałowałem, drugą na biodrach i skręcając tułów odwróciła się do mnie.

    -Dawid… – powiedziała.

    -Ewo… Boże jakaś ty piękna, dziewczyno…

    Zbliżyłem się i jeszcze raz musnąłem jej wargi swoimi ustami. Przejechałem dłonią po jej policzku, czując, jak bardzo jest gładki i ciepły. Utkwiła we mnie swoje ciemne, prawie czarne oczy i przeszywała mnie na wylot spojrzeniem.

    Przykląkłem, z tej pozycji, z tej odległości jej pierś wydawała się jeszcze bardziej nieziemska i niesamowita. Była jak wulkan kipiący gorącem i energią. Sutek znajdujący się na wierzchołku był jej zwieńczeniem i ukoronowaniem, a ogromna brązowa brodawka przyprawiała mnie o zawrót głowy.

    Wciąż miała na sobie te koronkowe majteczki spięte z tyłu jakimiś tasiemkami i nie wiem, czy w tej chwili chciała je zatrzymać na miejscu, czy też zsunąć do dołu.

    Przytuliłem się do jej pleców i przez chwilę bawiłem swobodnie opadającymi do tyłu bujnymi falami włosów. Po chwili zacząłem całować łopatki, ledwie muskałem zbierając jej zapach i smak. Patrzyła, wciąż na mnie patrzyła.

    Musnąłem jej policzek i sam kącik ust. Drżała, a tak przynajmniej mi się zdawało. W końcu ogarnąłem ramiona wokół jej miękkiego, podniecającego ciała, czule i mocno przytulając do siebie. I nagle chwyciłem ją za piersi, za te jej wielkie balony. Były tak wielkie, że nawet dwoma dłońmi nie byłbym w stanie objąć jednej z nich. Były miękkie, sprężyste, a mimo to w jakiś dziwny sposób rozpływały się między moimi palcami. Przywarłem podbrzuszem do jej pośladków. Mój penis znalazłszy się w ciepłym, ciemnym miejscu szarpnął się w silnym skurczu. Pociemniało mi przed oczami.

    Pochyliła się. Boże ona w tej chwili się pochyliła wystawiając w moją stronę swój obfity zgrabny tyłeczek. Nie wiedziałem co się dzieje, powoli traciłem panowanie nad wszystkim co następowało. Jej piersi zjechały do dołu i w tym momencie wyglądały chyba najcudowniej. Były jak dwa wielkie napełnione wodą kondomy. Kołysały się przy każdym ruchu jej ciała: raz w lewo, raz w prawo. Te wielkie brązowe brodawki zajmowały mniej więcej jedną czwartą ich całkowitej powierzchni.

    -Matko kochana Ewo, Ewuniu, co robisz… – jęczałem tak, jakbym już w tej chwili się na nią spuszczał.

    Opadła bardzo nisko, opierała się na łokciach, odwróciła głowę i wciąż starała się obserwować moją twarz.

    -Przyjrzyj mi się uważnie, chcę abyś nigdy nie zapomniał tego widoku, – powiedziała szeptem.

    -Ewo…

    -Od tej chwili, będziesz potrzebował już tylko mnie, tylko mnie rozumiesz?

    Nic nie rozumiałem, chociaż bardzo się starałem. Gnany ślepym instynktem, chwyciłem szarpiącego się kutasa i nakierowałem wprost między jej pośladki.

    -Ewo, Ewo… co się ze mną dzieje?! – mamrotałem półprzytomnie.

    Zawładnęła mną, nie miałem już sił, chciałem się tylko kochać, kochać z nią, tylko z nią. Nie pragnąłem żadnej innej kobiety, żadnej… pragnąłem jej, tylko jej.

     

    6. Nimfa.

     

    Kiedy miałem zamiar zerwać z niej te jej koronkowe majteczki, szybko odwróciła się do mnie przodem. Zbyt szybko, jak na normalnego człowieka.

    Nie widziałem wcześniej, żeby ktoś tak szybko mógł się odwrócić. Popchnęła mnie tak mocno, że potoczyłem się, jak lalka po podłodze, ale w tamtej chwili było mi wszystko jedno, w ogóle nie zdawałem sobie sprawy z niebezpieczeństwa, nie zdawałem sobie sprawy z tego, co się ze mną dzieje. Po prostu odczuwałem i reagowałem, i to było dla mnie najważniejsze. Zachowywałem się już bardziej jak zwierzę, niż jak rozumny człowiek.

    Leżałem na plecach na tej podłodze, a ona powolutku, na czworakach jak drapieżnik zbliżała się do mnie. Boże, jaka ona była śliczna, ten uśmiech, dokładnie pamiętam ten jej słodki, kuszący uśmiech i tą pewność we wzroku, pewność, że jestem jej, że należę do niej, że nic już zrobić nie mogę. Zupełnie, jakbym był rzeczą, przedmiotem, martwą zabawką, albo ofiarą.

    -Odpręż się, rozluźnij i nie walcz… dam ci rozkosz, o jakiej nie śniłeś, dam ci orgazm, jakiego nigdy nie da ci żadna kobieta, żadna ziemska kobieta…

    Pochyliła się nade mną, a ja leżałem bezwolny, nagi i patrzyłem.

    -Odpręż się i poczuj, jak pochłaniam cię każdą moją komórką, jak pochłaniam twoją energię, będziesz coraz słabszy, ale nie bój się, tak powinno być, tak jest dobrze, będzie ci coraz lepiej…

    Rzeczywiście, chociaż nie miałem siły się ruszyć, czułem się tak, jakbym prowadzony był wprost do raju, prowadzony przez najpiękniejszego, najwspanialszego anioła we wszechświecie. Patrzyłem, jak jej wielkie piersi kołyszą się na boki i chciałem, żeby mnie dosiadła, chciałem rozpłynąć się w niej, zniknąć i oddać jej wszystko co mam.

    Wstała pochyliła głowę i spojrzała na mnie z politowaniem. Dopiero w tej chwili wyglądała naprawdę pięknie. Była jak nimfa, boska doskonała, o pełnych, obfitych kształtach, szerokich biodrach, okrągłym, delikatnie wypukłym, a jednak jędrnym brzuchu, głęboko wklęsłym pępku i zgrabnych udach. I te cycki, Boże jakie ona miała cycki.

    -I co Dawid, podoba ci się? Myślę, że tak. Wiedziałam, wiedziałam, trochę się teraz boisz, ale przyznasz że, tak naprawdę, sam tego chciałeś?

    Patrzyłem na nią i szeptałem:

    -Ewo, proszę, pocałuj mnie, proszę…

    Wiedziałem, że za chwilę podejdzie do mnie, ściągnie z siebie te koronkowe majteczki i będziemy się kochać do samego rana, do całkowitej utraty sił… moich sił.

    Zaskakiwała mnie z każdym krokiem, niby wiedziałem, co może za chwilę nastąpić, niby przewidzenie tego nie było takie trudne, ale mimo to, każdy jej ruch, każdy gest był dla mnie zaskoczeniem.

    Odwróciła się do mnie tyłem ściągnęła majtki do kolan i pochyliła do przodu. Przy okazji dość szeroko rozstawiła nogi, a między jej udami pojawiła się cudowna ciemno bordowa cipeczka. Jej płatki wyglądały jak grube plasterki szynki wystające z dobrze wyrośniętej bułki.

    -No wstań wreszcie z tej podłogi i wsadź mi tego swojego, dorodnego fiuta, – powiedziała uśmiechając się i potrząsając głową tak, że jej włosy spadły kaskadą do dołu.

    Podszedłem do niej, chwyciłem w garść twardego, jak stal penisa, i ostrożnie, tak jakbym się bał, że nie dam rady tam wejść, samym czubkiem musnąłem te wspaniałe, ciemne, wystające pofałdowania.

     

    7. Nad przepaścią.

     

    -Nie, ja śnię, to nie dzieje się naprawdę… Ewo, powiedz mi… jesteś tu, jesteś prawdziwa? – wzdychałem jak lunatyk.

    Uśmiechała się zachęcająco.

    -Jesteś słodki Dawidku. Mówiłam, rozsuń te płatki i wsuń go do środka… jestem już mokra…

    Jeszcze raz przejechałem do góry i do dołu drażniąc jej szparkę samym łbem, a po chwili ująłem ją za biodra i zacząłem dociskać, dociskać, aż w końcu, sam nie wiem jak, znalazłem się w jej ciasnym, gorącym i wilgotnym wnętrzu. Wykonałem kilka szybkich, nerwowych oddechów, mając nieodparte wrażenie, że początek tej nieziemskiej zabawy, będzie także już jej końcem.

    -Doskonale Dawid, Doskonale… on jest taki gruby, – westchnęła, uśmiechając się do mnie słodko.

    Powoli wchodziłem w nią coraz głębiej i głębiej, aż dotarłem do samego końca. Była doskonała, boska, niesamowita. Czułem się jak niewolnik właściwie można powiedzieć, że nie tylko tak się czułem, ale byłem nim naprawdę. W głowie mi wirowało, przed oczami tańczyły kolorowe kółeczka, a w uszach słyszałem jednostajny ogłuszający szum.

    Chciałem w nią trysnąć, nawet już się nie opierałem, ale mimo wszystko, mimo takiego mojego stanu, będąc na skraju, stojąc nad przepaścią, nie mogłem w nią skoczyć. Wciąż nie doznawałem orgazmu, wciąż nie mogłem skończyć, by doświadczyć ulgi, jakiejkolwiek ulgi. To był koszmar, a jednocześnie najdoskonalsze, najwspanialsze uniesienie, jakiegokolwiek kiedykolwiek mogłem doświadczyć.

    Wchodziłem i wychodziłem wchodziłem i wychodziłem, a ona patrzyła na mnie z nieskrywaną satysfakcją.

    W końcu to ona sama stwierdziła, że mam dość. Odsunęła się, zmuszając mnie, bym wyjął kutasa z jej kosmicznej norki i usiadła, a właściwie przykucnęła, trzymając w dłoniach swoje majteczki tak, jakby stanowiły dla niej dużą wartość. Wciąż znajdowały się na jej kostkach i przez chwilę miałem wrażenie, że zamierza je ściągnąć, ale ona tylko je trzymała, tak bardzo mocno ściskała i patrzyła na mnie.

    -I jak ci się podobało? – spytała szeptem.

    Dyszałem, nie mogłem się uspokoić. Patrzyła na mnie spod delikatnie zmarszczonych brwi, a jednocześnie uśmiechała się, uśmiechała się jedną połową ust. Trudno było mi ustalić, czy to przekora, zadziorność, a może wyrafinowanie, czy nawet wyrachowanie. Mimo to, mimo wszystko była śliczna, cudowna i bardzo hipnotyczna. Czułem się tak, jakbyśmy znali się od lat, czułem to, coraz bardziej czułem to całym sobą.

    -Ewo, wariatko jedna, co ty ze mną robisz? Przecież tak nie można, nie można, rozumiesz?! Jesteś żoną mojego szefa. Co my właściwie najlepszego wyprawiamy?! Z moich ust wyrwał się ostatni rozpaczliwy protest.

    -Mówiłam ci, że mój mąż nie będzie miał nic przeciwko temu… jesteś moim najlepszym… – przerwała.

    Nie skończyła, a ja domyślałem się, czy chciała wstawić słowo kochanek, przyjaciel, czy może jeszcze jakieś inne. Nie miałem pojęcia. Patrzyłem na jej wspaniałe, cudowne piersi, które tak bardzo mnie oszałamiały, które doprowadzały mnie do obłędu, wiedziałem, że nie będę potrafił już bez nich się obejść, wiedziałem, że nie będę potrafił już bez nich żyć. Chciałem je mieć zawsze przy sobie, już nigdy się z nimi nie rozstawać. Chciałem, pragnąłem tak bardzo włożyć między nie swojego, spragnionego, nienasyconego członka, poczuć ich uścisk na żołędzi, ciepło na jądrach i strzelić gorącym, spienionym nasieniem wprost na jej uśmiechniętą twarz.

    -No zrób to, – powiedziała jedno, krótkie zdanie i był to dla mnie impuls do kaskady kolejnych zdarzeń, do grzechu i rozpusty, jak mi się wtedy zdawało, a jednocześnie do niewyobrażalnej przyjemności.

     

    8. Słodki błogostan.

     

    Podszedłem do niej podszedłem bardzo blisko, stanąłem w rozkroku, odejmując jej uda i nagle moje przyrodzenie zamiast między cyckami, znalazło się na wysokości jej ust tak blisko że, wzdrygnąłem się z podniecenia. Mój kutas falował, unosiły się wokół niego opary mojego podniecenia. I w pewnym momencie dotknąłem jądrami jej nosa, a po chwili policzków. Muskałem, sam nie wiem jak to się stało. Dziwne, niesamowite i subtelnie podniecające, ale było mi coraz lepiej, coraz pewniej czułem się w tej roli, w roli kochanka, ofiary, zwycięzcy i pokonanego.

    Wysunęła język i zaczęła lizać od spodu. Robiła to bardzo delikatnie. Czułem się tak, jakby to motyl muskał mnie swoimi skrzydłami. Myślałem, że zacznie go ssać i ciągnąć, ale nie ona czekała, aż przykucnę i wsunę go między jej piersi.

    Zniżyłem się trochę i tak zostałem. Mój wielki worek samym owłosieniem drażnił jej skórę. Rozhuśtałem go, najpierw do góry i do dołu, a później na boki. Po chwili opadłem jeszcze niżej, pozwalając mu osiąść między nimi.

    W końcu mój drąg wylądował w samym środku najcudowniejszej szczeliny na świecie. Nie musiała nic robić, nie musiała mi pomagać, nie musiała nawet ich dotykać. Jedyne co czułem, to wszechogarniający, słodki błogostan. Nie chciałem nic więcej, nie pragnąłem nic więcej, jedyne co chciałem zatrzymać, to może tą chwilę, by trwała wiecznie, by czas się zatrzymał.

    I w tym momencie stało się to, o czym marzyłem. Strzeliłem niesieniem na jej twarz, na jej słodką buzię. Nie krzyknąłem, nie jęknąłem, po prostu poleciało ze mnie samo.

    Po sekundzie poczułem, że wpadam w głęboką studnię bez dna. Moja sperma zachlapała jej oczy, usta i nos, spływała na dekolt, a ja czułem, że tracę przytomność. W żaden sposób nie mogłem utrzymać się na nogach, ale to było najcudowniejsze, najwspanialsze doświadczenie jakiego doświadczyłem w swoim życiu.

    Ocknąłem się z głową między jej szerokimi, obfitymi udami. Pachniała przecudnie. Widziałem jej pobrudzone cycki, przecudowny, miękki brzuszek i ciemno czerwoną jaskinię miłości. Wciąż nie miałem pojęcia, co się ze mną właściwie stało. Patrzyła na mnie i uśmiechała się tak samo słodko i ciepło jak przedtem.

    W końcu wstała. Nie miała już na sobie nic. Była naga tak, jak ją Pan Bóg stworzył, naga jak pierwsza kobieta w raju. Moje wyobrażenie seksu, erotyzmu, synonim piękna kobiecego. Pełna krągłości, wypukłości, cudownych, wspaniałych zakamarków, a jednak nie otyła. Wąska talia i szerokie biodra, miękki, wypukły nieco brzuch, ale bez grama zbędnego, zwisającego tłuszczu, o niesamowicie głębokim dołeczku pępka. Miała wspaniałe, długie nogi, zgrabne, od ziemi do samego nieba i dokładnie wydepilowaną, pulchną, miękką cipeczkę. Bez jednego włoska, nawet bez ich śladu.

    Jej jaskinia w tej chwili była szczelnie zamknięta i przypomniała przeciętą kajzerkę. Byliśmy w tym samym holu, gustownie urządzonym, ale skromnym, a mnie się zdawało, że jesteśmy w raju.

    Była dla mnie niczym bogini, niczym afrodyta, wyłaniająca się z morskiej piany, słodka nieprzeciętna, uwodząca i wciąż, w jakiś sposób, niebezpieczna. Choć całym sobą czułem, że jednak moja.

    Leżałem na podłodze na wznak, płasko i patrzyłem na nią, patrzyłem na jej niesamowite, piękne ciało. Nie chciałem wstać nie miałem siły i ochoty. Tak jak było było mi dobrze.

    Jedną dłoń założyła na głowę a drugą podtrzymywała pierś

    -Dawidzie witaj wśród swoich, – powiedziała cicho.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ron Himeros
  • Ciezarna dziwka 7

    -Proszę, przestań! Przestań już.

    Stałam rozkraczona z dłońmi i twarzą przyciśniętymi do ściany, a nieznajomy mężczyzna brutalnie gwałcił mnie w dupę.

    Kiedy Artur zobaczył, że stałam w drzwiach i szczytowałam razem z nim i jego żoną, wstał, podszedł do mnie szybkim krokiem, złapał za włosy i pchnął w kierunku ściany, szepcząc tylko do ucha, że jak coś będzie nie tak, mam wypowiedzieć jego imię. Chwilę później poczułam, jak jego wciąż twardy kutas rozpycha ściany nieprzygotowanego na to odbytu. Położył rękę na moich plecach i brutalnie przycisnął mnie do ściany. Szybko, całą siłą woli, wyrzuciłam ze świadomości fakt, że znam człowieka stojącego za mną i dobrowolnie godzę się na to, co mi robi. Chciałam, żeby mnie zmusił. Chciałam, żeby to był ktoś obcy. Moja cipka błagała, żebym tak myślała. Szybko wyobraziłam sobie, że ktoś wtargnął do domu i po zgwałceniu Sylwii, bierze się za mnie. Może to złodziej. A może to pan Henryk, który miał dość głupich kurew, wypinających bezwstydnie pizdy przed jego oczami i kuszących go, nie dając spełnienia. Zaczęłam się wyrywać. Mężczyzna złapał mnie za szyję i pociągnął do siebie, ściskając tak mocno, że nie mogłam oddychać.

    -Przestań się szarpać, głupia szmato, bo pożałujesz.

    Ponownie pchnął mnie na ścianę i wrócił do gwałcenia mojej obolałej, mniejszej dziurki.

    -Przepraszam – rozpłakałam się.

    Czułam prawdziwe przerażenie. Scenka w mojej głowie stała się najzupełniej prawdziwa, a moja szparka to kochała. Pomimo niedawnego orgazmu, czułam że już jestem blisko kolejnego.

    -Ciebie już ktoś zapłodnił, ty mała, puszczalska zdziro – powiedział mężczyzna. – Szkoda, nie będę mógł napompować brzucha drugiej kurwie. Ale i tak się pobawimy.

    -Proszę, przestań! Przestań już – wyjąkałam błagalnie.

    Dostałam klapsa.

    -Co jest, dziwko? – zapytał mężczyzna. – Nie lubisz być gwałcona w dupsko?

    -Nie.

    Pociągnął brutalnie moje włosy i zbliżył twarz schowaną w kominiarce, do moich oczu.

    -Ty tępa kurwo. Nie wiesz do czego służysz? Pokażę ci, gdzie twoje miejsce.

    Pchnął moją głowę w ścianę i po chwili złapał za podskakującą w rytmach uderzeń jego kutasa pierś. Ścisnął mocno, zsuwając powoli palce, aż zacisnęły się na sterczącym sutku. Pociągnął w dół i zaczął zgniatać tak brutalnie, że aż krzyknęłam z bólu, którego naprawdę nie mogłam znieść. Puścił i znowu objął dłonią całą pierś, tym razem delikatniej.

    -Będziesz grzeczną dziewczynką?

    -Tak – odpowiedziałam szybko.

    Mężczyzna przyspieszył ruchy.

    -To co? Lubisz być gwałcona w dupę, szmato? – zapytał.

    -Tak.

    -Mam nie przestawać?

    Milczałam dłuższą chwilę, cicho łkając.

    -Pytałem czy mam nie przestawać? – niecierpliwił się obcy mężczyzna.

    -Tak – odpowiedziałam, głośno płacząc.

    -Poproś.

    Nie potrafiłam wypowiedzieć słowa. Niby gdzieś z tyłu głowy miałam świadomość, że to tylko odgrywana scenka, jednak czułam autentyczny strach, upokorzenie, ale i podniecenie.

    -Poproś dziwko! – powtórzył groźnie.

    -Proszę, gwałć moją dupę – powiedziałam głosem przerywanym przez płacz.

    -Chodź tu, suko.

    Sylwia, do której skierowany był rozkaz, leżała dotąd tak, jak została zostawiona. Spomiędzy ugiętych w kolanach i rozłożonych bezwstydnie nóg, świeciła jej cipka, z której leniwie wylewała się gęsta sperma. Twarz schowała w dłoniach. Nie przestawała odgrywać swojej roli, chyba widząc, że okoliczności za tym przemawiają. Odsłoniła twarz, kompletnie ubrudzoną czarnymi, rozmazanymi smugami tuszu, wstała i nieprzytomnie zaczęła iść na czworaka w naszym kierunku.

    -Klękaj pod nią – rozkazał napastnik.

    Posłusznie weszła pode mnie. Rozstawiłam szerzej nogi, ułatwiając jej ustawienie się. Po chwili, tak jak się spodziewałam, poczułam jak liże mnie po cipce. Doznania były tak silne, że musiałam skupiać się na powstrzymywaniu orgazmu. Sylwia z zapałem pieściła moją cipkę, na przemian uciskając łechtaczkę i wsuwając język głęboko do środka. Mimowolnie jęknęłam.

    -I co kurwo? Podoba ci się. Wiedziałem, że lubisz wypiąć tę tłustą dupę i dać się zgwałcić.

    -Nie. Przestań, proszę – zaprotestowałam, ale mimo starań, między słowami rozległy się dwa głośne jęknięcia rozkoszy.

    -Nie kłam. Widzę, że jesteś zdzirą. Widzę, że jest ci dobrze. Widzę, że pragniesz, żebym gwałcił cię jeszcze mocniej, ty zapłodniona suko. Od dawna marzyłaś o tym, żeby ktoś wziął cię siłą i zerżnął ten niezaspokojony odbyt.

    Mężczyzna po pierwszym wytrysku, nie był chyba w stanie dojść równie szybko i już dłuższą chwilę pieprzył mój tyłek, kiedy Sylwia zajmowała się drugą dziurką. Moje jęki bólu i rozkoszy stały się głośniejsze. Na przemian wzdychałam i szlochałam, w przerwach błagając, żeby to już się skończyło. Mój analny gwałt przeciągał się tak bardzo, że w końcu nie mogłam już wytrzymać i na chwilę musiałam wyjść z roli.

    -Przerwijmy na chwilę – powiedziałam normalnym tonem. – Ja wcześniej szłam zrobić siku i już nie wytrzymam.

    -Zamknij się, suko – odpowiedział Artur.

    -Nie, naprawdę, ja muszę.

    Dostałam klapsa i po chwili mężczyzna zaczął jeszcze mocniej walić mnie od tyłu.

    -Co mnie to obchodzi? – powiedział. – Chcesz szczać to szczaj.

    -Tutaj?

    Złapał mnie za włosy i brutalnie wcisnął twarz w ścianę, zbliżając przy tym swoją głowę do mojej.

    -Jeszcze raz zadasz głupie pytanie, dziwko – usłyszałam, – i naprawdę pożałujesz.

    Puścił moją głowę, złapał oburącz w biodrach i zaczął pieprzyć najszybciej jak potrafił.

    -A ty kurwo – sapiąc, zwrócił się do liżącej moją cipkę Sylwii, – otwieraj mordę i przyłóż do jej pizdy.

    Spomiędzy moich ud rozległ się głośny płacz. Język na moment przestał pieścić moją szparkę.

    -Przestań ryczeć, szmato i rób co mówię! – krzyknął mężczyzna.

    Poczułam jak Sylwia szlochając wykonuje polecenie i obejmuje szeroko otwartymi ustami, moją dziurkę.

    -No na co czekasz? – usłyszałam głos mężczyzny. – Szczaj!

    Zamknęłam oczy, otworzyłam szeroko usta i starając się nie skupiać na tłoczącym się w mojej pupie twardym kutasie, powoli rozluźniłam pęcherz. Z ust wyrwało mi się głośne, przeciągłe “oooooch”, kiedy pierwszy strumień moczu popłynął między wystającymi wargami mojej cipki. Napinając mięśnie, zwiększyłam strumień i usłyszałam jak Sylwia dławiąc się, głośno przełyka kolejne porcje, szlochając i z trudem łapiąc powietrze. Zorientowałam się, że mężczyzna przestał się poruszać i trzyma kutasa w mojej pupie, zapewne, żebym nie poruszała się podczas sikania. Po chwili jednak jego ręce złapały moją szyję, odciągając głowę od ściany i zaciskając się tak mocno, że z ledwością mogłam oddychać. Ruchy jego bioder znów stały się brutalne. Znowu zaczął pieprzyć mnie najmocniej jak potrafił. Sylwia nie mogła już utrzymać mojej szparki w ustach i wymykała się ona jej, sprawiając że obfity strumień moczu zaczął plamić jej wieczorową suknię, mocząc jej piękne cycki, spływając dalej po brzuchu i tworząc kałużę pod jej złączonymi nogami. Chyba właśnie ta świadomość sprawiła, że nie dałam rady już dłużej wytrzymać. Wciąż sikając, czując twardego, obcego kutasa, gwałcącego moją ciasną dupę, wydałam z siebie zduszony krzyk.

    -O kurwa!

    Orgazmowi towarzyszyły tak silne skurcze, że resztkami świadomości usłyszałam, jak pozostała zawartość pęcherza, chyba jednocześnie wystrzeliwuje z mojej cipki i z głośnym chlupnięciem rozbija się o twarz Sylwii. Mimowolnie zacisnęłam uda na uszach dziewczyny i wygięłam się w łuk, sprawiając, że penis wyskoczył ze mnie. Wciąż obezwładniona orgazmem, nieświadoma tego co dzieje się wokół mnie, poczułam jak mężczyzna szarpnięciami zmusza mnie bym uklęknęła obok drugiej dziewczyny. Umysł wrócił z dalekiej podróży, kiedy facet masturbował się przed naszymi, złączonymi policzkami, głowami. Wysunęłam język, słysząc płacz Sylwii. Ja jednak już nie miałam siły grać. Na szczęście, po chwili pierwszy strumień spermy trafił w moje otwarte usta i częściowo zatrzymał się na nosie i pod okiem. Mężczyzna skierował teraz penisa w drugą stronę i kolejna porcja znalazła się na twarzy drugiej ofiary. Wytrysk, pomimo wcześniejszego opróżnienia jąder, był całkiem pokaźny. Członek został znów skierowany w moją stronę, a następnie włożony wprost do ust. Złapałam go u podstawy i z ochotą dokładnie oblizałam. Wyjęłam powoli, po czym uśmiechając się, pocałowałam główkę. Odwróciłam się do Sylwii. Miała spermę na czole i wzdłuż na policzku. Zbliżyłam się do niej i pocałowałam. Powoli wstałyśmy z podłogi. Artur ściągnął już kominiarkę i patrzył na nas, również uśmiechnięty. Obejmując go, przytuliłyśmy się z obu stron, kładąc skronie na jego barkach.

    -Dobra, drogie panie, trzeba jeszcze chwilę pospać – powiedział Artur.

    Roześmiałyśmy się równocześnie i znowu pocałowały, tym razem nieco dłużej i namiętniej, robiąc mały pokaz, zakończony wzajemnym zlizywaniem spermy z naszych twarzy.

    -Dobra, wystarczy – przerwał wesołym tonem. – Nie mam już na was siły.

    Wybuchnęłyśmy jeszcze głośniejszym śmiechem, po czym mocno do siebie przytuliły, kołysząc się lekko. Po dłuższej, bardzo przyjemnej chwili, Sylwia zdjęła obsikaną suknię i wytarła nią powstałą na podłodze plamę, tłumacząc, że nie chce jej się wyciągać mopa. Następnie poszłyśmy wziąć szybką, wspólną kąpiel, podczas której rozmawiałyśmy i żartowały na tematy niezwiązane z niedawnymi wydarzeniami. Dokładnie umyte i osuszone, powędrowałyśmy do sypialni, gdzie na wznak leżał śpiący Artur. Sylwia pokręciła z dezaprobatą głową i weszła na łóżko, kładąc się obok niego i przytulając. Zrobiłam to samo, przytulając się z drugiej strony. Patrzyłyśmy sobie w oczy, kiedy nasze głowy unosiły się i opadały w rytmie oddechów naszego mężczyzny. Sylwia położyła dłoń na mojej głowie i zaczęła delikatnie głaskać moje wilgotne włosy. Odwzajemniłam gest, głaszcząc dziewczynę i uśmiechając się do niej. Po chwili takich przyjemnych pieszczot, zapadłam w sen z głową na piersi Artura.

    ***

    Nazajutrz znów obudziłam się leżąc sama w łóżku. Poszłam szybko się umyć i wciąż naga, zeszłam do salonu. Sylwia siedziała na kanapie i oglądała telewizję. Podeszłam do niej starając się zmysłowo kręcić udami. Poskutkowało, zwróciłam jej uwagę. Powoli zbliżyłam się do dziewczyny i rozstawiając nogi, usiadłam na jej kolanach, zaplatając szybko ręce za jej szyją i zbliżając usta do porannego pocałunku. Sylwia rozchyliła swoje wargi i po chwili czułam ich miękki, słodki dotyk. Zmrużyłam oczy i namiętnie całowałam przez parę minut, kilkukrotnie wsuwając język w usta mojej kochanki i zahaczając czubkiem o jej języczek. Kiedy się w końcu oderwałam, obie uśmiechałyśmy się.

    -Gdzie z tą tłustą dupą? – zażartowała Sylwia. – Za ciężka jesteś.

    Nie schodząc, pokręciłam tyłkiem w szybkim tempie, powodując głośniejszy śmiech żony Artura. Objęłam ją pod pachami i mocno przytuliłam, kładąc głowę bokiem na jej cudownych piersiach. Poczułam w moich włosach dłoń, która zaczęła mnie lekko głaskać. Zamknęłam oczy i dłuższą chwilę oddawałam się pieszczocie.

    -Idziemy na ogródek? – zapytałam w końcu.

    -Po co? – zdziwiła się Sylwia.

    -Taka ładna pogoda, nie jest jeszcze gorąco, posiedźmy trochę.

    -Ktoś tu się napalił na dziadka.

    -Nieprawda – zaprotestowałam, lekko się czerwieniąc.

    -Oj już dobrze dobrze. I tak raczej nie będzie go na górze o tej godzinie.

    Poczułam lekki zawód, ale nie mogłam teraz zrezygnować, przyznając się tym samym do sekretnych motywów. Podniecała mnie myśl, że mógłby nas obserwować. Chciałam być na miejscu Sylwii, wypinać się do niego i wiedzieć, że wystawia dłonie, kiedy nie patrzę. Może to przez hormony, a może po prostu byłam już tak zboczona. Nie było to dla mnie w tej chwili ważne.

    Założyłyśmy letnie sukienki, Sylwia wzięła z szafki duży, kąpielowy ręcznik i po chwili rozstawiałyśmy go na ogródku, w miejscu skrytym w półcieniu. Położyłyśmy się obok siebie i przytuliły głowami. Zamknęłam oczy i czułam jak moja partnerka rozkosznie jeździ opuszkami palców wzdłuż mojej ręki. Wkrótce do pieszczot dołączyła stópka, która delikatnie zaczepiała moją, dotykając palcami na przemian podeszwy i wierzchu stopy i przeciągając ruchy aż do moich palców. Zamruczałam cicho i odwróciłam lekko na bok. Położyłam dłoń na twardym, płaskim brzuszku i powoli zaczęłam jechać w górę, dociskając materiał sukienki do ciała. W końcu dotarłam do upragnionego miejsca i obejmując cycuszek od spodu, zaczęłam lekko go uciskać, pocierając okrężnymi ruchami. Sylwia również przekręciła się na bok i obie uniosłyśmy głowy, żeby znów poczuć nawzajem swoje usta. Kiedy pocałowałyśmy się, zaczęłam ugniatać pierś trochę mocniej. Dziewczyna wyciągnęła rękę w dół, wkładając ją między moje uda i już po chwili znalazła moją spragnioną szparkę. Oddychałam szybko, kiedy czułam palce na mojej cipce, starając się nie wydawać żadnych głośniejszych dźwięków.

    Sylwia przesuwała głowę i naciskała na mnie tak mocno, że w końcu obie usiadłyśmy. Chwyciła brzegi mojej sukienki, więc szybko uniosłam ręce, żeby mogła ją ze mnie ściągnąć. Po chwili siedziałam całkowicie nago na ręczniku, wystawiona na wzrok potencjalnych podglądaczy, a usta mojej partnerki szybko przywarły do mojego sutka. Ssała go zachłannie, a jej dłoń powędrowała na drugą pierś. Położyłam swoją rękę na głowie dziewczyny i docisnęłam mocno, wijąc się z rozkoszy. Usta na moim twardym sutku po chwili zaczęły się odsuwać, walcząc z moją ręką i ssąc mocno aż do samego końca, kiedy z cichym cmokiem sutek wypadł spomiędzy warg. Zwolniłam nacisk, pozwalając Sylwii się wyprostować. Uniosła ręce wysoko i uśmiechnęła się do mnie. Szybko chwyciłam jej sukienkę i zdjęłam ją, odsłaniając boskie ciało. Wyswobodzona z ubrania dziewczyna, położyła dłonie na moich kolanach i zaczęła je popychać, powodując że wyprostowałam i szeroko rozłożyłam moje nogi. Sylwia zaczęła zaplatać między nie swoje. Lewą nogę wsunęła pod lekko ugięte kolano mojej prawej kończyny, prawą z kolei kładąc na mojej lewej nodze. Zbliżała się coraz bardziej, zabawnie przesuwając po ręczniku swój zgrabny tyłeczek, podskakując nim lekko. Podniecona patrzyłam na nią szeroko otwartymi oczami i nie potrafiłam powstrzymać cichego jęku, kiedy nasze cipki się spotkały. Wygięła się do tyłu, podpierając dłonie za plecami i zaczęła ocierać swoją muszelkę o moją cieknącą już cipkę. Zamknęłam oczy i oddając się niesamowitym doznaniom, głośno dyszałam.

    -Chodź tu do mnie – usłyszałam i kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam że Sylwia nie podpiera się już, ale siedzi, nachylając w moją stronę.

    Podniosłam się również i z pomocą dziewczyny, przytuliłam do niej, obejmując ją za plecami. Mój brzuszek bardzo w tym przeszkadzał, jednak jakoś się to nam udało. Teraz jej piersi stykały się z moimi. Złączyłyśmy się w namiętnym pocałunku i Sylwia ponownie zaczęła poruszać biodrami, teraz ocierając cipkę o wewnętrzną stronę mojego uda. Ja również poruszałam się, czując aksamitnie gładką nogę dziewczyny, pieszczącą moją szparkę. Zamknęłam oczy i zgrałam ruchy bioder z rytmem kochanki. Nawet język wirujący w jej ustach i mój oddech odgrywały to samo tempo. Nagle odchyliłam głowę i otwierając szeroko oczy i usta, popatrzyłam na Sylwię.

    -Co? – zapytała, jękliwym tonem.

    Nie odpowiedziałam. Nie mogłam. Nie chciałam pytać o zgodę, musiałam to zrobić. Przekręciłam lekko w bok pupę, sprawiając, że nasze głowy oddaliły się od siebie, ale cipki ponownie spotkały. Przytrzymując się za bark i kolano Sylwii, dalej poruszałam się w wyznaczonym przez nią rytmie, trąc o siebie nasze mokre szparki. Skoncentrowałam całą siłę woli, mrużąc lekko oczy. W końcu się udało. Z mojej cipki popłynął najpierw mały, lecz po chwili szeroki strumień, rozbijając się o muszelkę mojej kochanki i mocno mocząc nasze wargi, łechtaczki i całe wzgórki, a nawet uda i pupy.

    -O tak – usłyszałam znów ten jęczący głos.

    Przyspieszałyśmy coraz bardziej, nasze cipki głośno chlupały i przy kolejnym, dłuższym otarciu, poczułam że Sylwia również sika. Jej biodra poruszały się coraz szybciej, a ja starałam się dotrzymać jej kroku, wyrównując rytm. Byłam już blisko kiedy usłyszałam zduszony krzyk, zdecydowanie za głośny na ogrodowe warunki.

    -Tak Aniu, proszę, dojdź razem ze mną, nie wytrzymam dłużej.

    -Ja też, powiedz tylko kiedy.

    -Teraz!

    Z naszych ust równocześnie wyrwał się gardłowy ryk i mało nie upadłam, z trudem wieszając się na dziewczynie. Oddychałyśmy głośno i przez dłuższą chwilę nie mogłyśmy się pozbierać. W końcu przekręciłam się i obejmując dziewczynę, mocno w nią wtuliłam.

    -Dziękuję – wyjąkałam.

    -Och, to było zajebiste – odpowiedziała.

    Siedziałyśmy tak i nago tuliły do siebie na środku ogródka, zapominając o całym świecie. W końcu ciszę przerwała Sylwia:

    -Wiesz, że żartowałam, nie?

    -Ale z czym?

    -Pan Henryk na pewno nas podglądał.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ania L
  • Pani dyrektor.

    1. Usiadła na stoliku.

     

    Kilka razy przeszła po gabinecie, nie wypowiadając ani słowa. Podpadłem i to bardzo. Bałem się powiedzieć cokolwiek. W  napięciu czekałem na pierwszy ruch.

    Dyrektor, Anna Bartosiewicz, była bardzo atrakcyjną kobietą. Jako, że była rozwódką i wyglądała na dość łatwą, nie jeden pracownik próbował ją już poderwać. Niestety, niejeden także sparzył już sobie na tym łapki.

    Jej wygląd i sposób bycia były bardzo zwodnicze. Kilkakrotnie byłem już świadkiem, dość ciekawych zajść. Kilku z moich bardziej przystojnych i wygadanych kolegów, licząc na miłe towarzystwo, a może i coś więcej, zdobyło się w stosunku do niej na niedwuznaczne propozycje. Później, kiedy odpaliła odpowiednio dobranymi epitetami a na dodatek uziemiła ich przy pomocy regulaminu służbowego, cały zakład się z nich śmiał.

    Przyznam, że mnie także bardzo się podobała, ale nigdy nie wyszedłem poza szablon savoir vivre’u. Teraz znajdowałem się w bardzo nieciekawej sytuacji. Popełniłem poważny błąd przy realizacji priorytetowego projektu i na dodatek próbowałem to ukryć. Kiedy wszystko się wydało, mogłem liczyć tylko i wyłącznie na jej dobrą wolę.

    Nie wiedziałem, ile miała lat. Myślę że nikt tego w firmie nie wiedział. Niemniej, tak na oko, zbliżała się do czterdziestki. Była wysoka i szczupła. Miała jasne długie włosy swobodnie opadające na ramiona oraz błękitne, przenikliwe oczy. Czarna garsonka i obcisła spódnica tuż za kolana, leżała na niej idealnie.  Przyjemnie było patrzeć jak się porusza. Niestety, cała przyjemność na tym się kończyła. Byłem przekonany, że wylecę z roboty.

    -Panie Stanisławie, jak długo pan u nas pracuje? – zadała standardowe pytanie.

    -Sześć lat, – odpowiedziałem krótko.

    Zatrzymała się przy metalowym segregatorze na dokumenty i, pochylając głowę, zmierzyła mnie swoim, uważnym spojrzeniem.

    “No, to koniec. Za chwilę się dowiem, że już nie pracuję, – pomyślałem.

    Czułem, że zaczynam się pocić, a moje ręce drżą. Chciałem, żeby to wszystko, jak najszybciej, się skończyło. Każda kolejna minuta w jej gabinecie, była coraz bardziej nieprzyjemna.

    -I co ja mam teraz z panem zrobić? – zadała kolejne pytanie, kładąc dłonie na biodrach.

    W moim umyśle zapaliła się iskierka nadziei. “Może jednak szuka rozwiązania polubownego? Gdyby chciała mnie wywalić, nie mówiła by w ten sposób.” Pewności mieć jednak nie mogłem. Miałem wrażenie, że patrzy na mnie jakoś inaczej, ale chyba było to tylko samo wrażenie.

    W następnym momencie stało się coś, co kompletnie zwaliło mnie z nóg. Czułem się, jak mucha przykryta słoikiem. Rozglądałem się na boki, rozpaczliwie próbując znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji. Moje serce waliło jak młot pneumatyczny, a oddech stał się szybki i urwany.

    Usiadła na stoliku, na którym znajdował się fax i delikatnie uniosła kolano. Jako, że siedziałem po drugiej stronie pomieszczenia, na dość niskim krześle, bez trudu, mogłem zobaczyć jej majtki.

    “O Jezu!” – pomyślałem.

    Prędzej spodziewałbym się zobaczyć w tym miejscu czarne, wrzynające się w cipkę stringi, niż żółte, niczym nie wyróżniające się figi. Czas, jednak płynął, a sytuacja się nie zmieniała. Wciąż widziałem to samo: brzoskwiniowe majtki.

    Zachowywała się jak modliszka, ale cały czas trzymała fason. Bawiła się moim zmieszaniem i, zdaje się, była w tym rewelacyjna. Najgorsze, że wyglądało na to, iż nie zamierza zmienić pozycji. Siedziała tak dalej, a ja nie mogłem oderwać wzroku. To miejsce między jej nogami, było jak magnes.  

    Odchyliła głowę do tyłu, położyła palec na uchylonych ustach i nie spuszczała ze mnie wzroku. Byłem kompletnie bezbronny. W ogóle nie wiedziałem, jak się zachować.


     

    2. Zboczona cipa.

     

    Zastanawiałem się, co zamierza zrobić: dać mi wypowiedzenie, czy rozebrać i zgwałcić, zerżnąć w tym gabinecie, jak przerażonego nastolatka? A może jedno i drugie? Tak, czy inaczej, byłem w szoku. Uczucie niepewności, skrępowania i lęku, mieszało się z, gwałtownie narastającym, podnieceniem.

    -Nie wiem, pani dyrektor, – zacząłem tłumaczyć się drżącym głosem, – to, co zrobiłem, jest niedopuszczalne ale…

    -Panie Stasiu, – przerwała mi, – jak pan myśli, te drzwi są otwarte, czy zamknięte?

    W tym momencie mnie zastrzeliła. “O co jej chodzi? Co znowu z tymi drzwiami? Żartuje sobie, czy mówi poważnie?”

    -Eeee… pani Aniu, jak wchodziłem, były otwarte. Tylko, czemu pani o to pyta?

    Nagle wstała, a ja odetchnąłem z ulgą. “Może to już koniec i nic więcej nie będzie.” To co przed chwilą się stało, było bardzo krępujące. Gdyby była to któraś z moich koleżanek, powiedzmy Kasia, albo Bożenka, pewnie dawno byłoby już pozamiatane. Jednak wiedziałem, że te progi są dla mnie za wysokie. Wydawało się, że pani dyrektor po prostu się zapomniała.

    Moja radość nie trwała, jednak, zbyt długo. Usiadła ponownie. Tym razem na niewielkim, czerwonym, obrotowym fotelu. Pomyślałem sobie: “Boże, czemu ona to robi? Czemu? Czemu akurat mnie? Nie może mnie po prostu normalnie zwolnić?!”

    Czekałem w napięciu, ale tym razem grzecznie złączyła kolana. Przynajmniej na krótką chwilę. W jej oczach było jednak coś, co nie dawało mi spokoju. Czułem, że zbyt szybko nie opuszczę jej biura.

    Chwyciła za dolną krawędź w swojej czarnej, ciasnej, obcisłej spódnicy i oburącz podciągnęła ją powyżej kolan. Po kilku sekundach zaczęła rozsuwać swoje nogi.

    Poddałem się. Wiedziałem, że nie zdołam wyjść z tego pokoju bez gorącej konfrontacji. Zadawałem sobie tylko pytanie, co z tego wyniknie i czy zachowam swój stołek?

    “Kurczę” – pomyślałem, – “gdyby tylko miało się na tym seksie skończyć, a sprawa nie rozeszła by się dalej, niech już by było. Może nawet jakoś moja żona się o tym nie dowie. Trudno, trzeba wypić piwo, którego się nawarzyło.”

    -Panie Stasiu, może jednak, najpierw wyświadczy mi pan niewielką przysługę… – zaczęła dość niepewnie.

    W mojej głowie powstawały już różne scenariusze, ale tego nie byłem w stanie przewidzieć.

    “Aha, zaczyna się. Tak to się teraz nazywa. No dobra, niech będzie.”

    -Słucham Pani Aniu.

    -Zdaje się, że wtyczka od faksu wypadła z gniazdka. Czy mógłby pan…

    “Ale małpa” – ledwie trzymałem się w kupie, – “i co, ona teraz myśli… że co? że jak? że wlezę pod ten stół? tak przy niej?”

    Siedziała i czekała, raczej, nie brała pod uwagę innej możliwości, jak tylko tą, w której robię tak, jak ona chce. No i wpadłem jak śliwka w kompot. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że to moment krytyczny. Byłem tylko naiwny, mając nadzieję, że jakoś z tego wybrnę.

    Wstałem z krzesła, zrobiłem dwa kroki, a później, na czworakach, starałem się wsunąć pod, dość niski, stolik. Siedziała nadal, nie ruszyła się miejsca. Jak pies śledczy, parłem do przodu, nie rozglądając się na boki. Błagałem w duchu, żeby nie ulec pokusie i nie spojrzeć do góry. Faks rzeczywiście był wyłączony. Kiedy to naprawiłem i zacząłem się cofać, zrozumiałem, że jestem na straconej pozycji. Coś zagrażało mi drogę. Odwróciłem głowę. To była jej noga.

    “Boże, co za zboczona cipa!” – przebiegło mi przez myśl.

    Dopiero po kilkunastu sekundach zrozumiałem, że trafiłem na tylko jedną jej nogę. Zastanawiałem się, gdzie znajduje się druga. Po chwili już wiedziałem. Druga noga leżała na stoliku.

     

     

    3. Chcę cię wykorzystać.

     

    Wysunąłem się ostrożnie i powoli odwróciłem głowę. Znajdowałem się dokładnie pośrodku. Modliłem się tylko, żeby na mnie nie siadła. Cholera wie, co mogłaby zrobić. To byłoby już całkowite upokorzenie. Czułem się, jak robak pełzający po podłodze.

    Kiedy zobaczyłem jej oczy, wiedziałem, że nie będzie łatwo przebrnąć przez tą sytuację.

    -Dziękuję, panie Stasiu. Niech pan usiądzie, – usłyszałem jej głos.

    Zrobiłem co chciała.

    -Nie tam. Tutaj, bliżej, – pokazała mi krzesło obok siebie.

    Usiadłem i czekałem. Ustanowiła się na biurku sekretarki. Tak samo jak wcześniej. Nie próbowała  już nawet udawać, że chodzi o coś innego. Pochyliła się na jeden bok, oparła dłonią o blat i, ustawiając jedną stopę na jego powierzchni, szeroko rozchyliła uda.

    Czarna, obcisła spódnica była już tylko dodatkiem, świadczącym o tym, że kiedyś spełniała swoją funkcję. Widziałem tylko jej majtki. Chociaż nie tylko. Pod delikatną półprzezroczystą bluzeczką znajdował się biustonosz w identycznym kolorze.

    -Pani dyrektor…  nie… – zaprotestowałem.

    Spojrzała na mnie spod opuszczonych powiek.

    -Dlaczego?

    Próbowałem zapanować nad oddechem i łomoczącym sercem.

    -Bo… – zacząłem.

    -Bo?! – zapytała stanowczo.

    -Jestem tylko pracownikiem… – wiłem się jak piskorz.

    – I… – znacząco zawiesiła głos.

    Nie bardzo wiedziałem, o co jej chodzi.

    -Słucham?

    -I co z tego? – przyparła mnie do muru.

    Chciałem, by zrozumiała moje położenie, dlatego starałem się jak mogłem.

    -Ale…

    -Tak?

    -Mam żonę.

    -Aha… a chcesz pracować?! – odezwała się jeszcze dobitniej.

    Przełknąłem ślinę.

    -Oczywiście, – zgodziłem się.

    -Więc nie gadaj tyle, tylko zabieraj się do roboty.

    To był koniec. Wszystko jasne, wyłożyła karty na stół.

    Oczywiście, nie ma co się oszukiwać, byłem facetem i wiedziałem dokładnie w czym rzecz. Wiedziałem, jak mam się zachować. Tyle tylko, że ciężko było mi się przełamać. Ona była, jednak, moją bezpośrednią przełożoną. Na dodatek, było coś jeszcze.

    Co, jeżeli to była podpucha? Co to wtedy? To ona mogła oskarżyć mnie o gwałt. Czy rzeczywiście tak by się stało? W tamtej chwili tego nie wiedziałem. Wiedziałem tylko, że była bardzo atrakcyjna i niesamowicie mi się podobała.  

    Zmieniła pozycję. Usiadła teraz w miarę normalnie. Nawet założyła nogę na nogę. Tyle tylko, że zrobiła to w taki sposób, abym wciąż mógł patrzeć na jej majtki. Na dodatek, powoli zaczęła rozpinać swoją bluzkę.

    -Chcesz zobaczyć moje cycki? – powiedziała wprost.

    Co to za pytanie? Jasne, że chciałem. Chciałem zobaczyć nie tylko cycki. Chciałem nie tylko patrzeć, ale czy mogłem mówić o tym od tak, wprost? Hmm… no cóż. Wychodziło na to, że mogłem. Mało tego: ona tego ode mnie oczekiwała.

    -Pani Aniu… – zacząłem i nie skończyłem.

    Spojrzała na mnie w taki sposób, że po moich plecach przebiegł dreszcz.

    -Chodź do mnie! – odezwała się stanowczo.

    Wstałem z krzesła i zbliżyłem się.

    -Posłuchaj, nie będę owijała w bawełnę. Pozostałym pracownikom dałam wolne na popołudnie. Jesteśmy sami i chcę cię wykorzystać. Co ty na to?

    Patrzyłem na jej delikatne, drżące usta, pociągnięte przezroczystą pomadką, na te błękitne, świdrujące oczy i nie mogłem wydobyć z siebie ani słowa.

    -Aha… i nie mów do mnie pani Aniu.

    -A jak?

    -Anka.

    Uśmiechnęła się ciepło.

    -No co, stres cię zjadł?! – rzuciła pytanie, które miało rozładować atmosferę.

    -Nie, nie… skądże tylko… – chciałem powiedzieć o mojej wpadce, dzięki której zostałem to wezwany, ale ugryzłem się w język.

     

     

    4. Co masz w rozporku?

     

    Usiadła na wprost ze spuszczonymi nogami i szeroko rozsunęła kolana. Następnie do końca rozpięła bluzkę. Wrażenie, jakie na mnie zrobiła, było tak silne, że, o mały włos, nie dostałem czkawki.

    -Boże, Anka! Aniu, co ty robisz?!

    Uśmiechnęła się słodko.

    -Nie chcesz?!

    -Nie! Tak, tak… Boże, ale z ciebie dupa! – wyrwało się z moich ust.

    Roześmiała się w głos, a później stanęła naprzeciw mnie w samym staniku. To znaczy, miała jeszcze na sobie dolną część garderoby, ale ja już i tak tego nie widziałem. Jedną dłoń położyła na biodrze, a palcami drugiej znów dotknęła swoich ust. Przeciągnęła się jak kotka.

    -Wiesz, jak dawno nie miałam faceta?

    Pokręciłem głową. “No to teraz naprawdę się wpakowałem” – pomyślałem z niepokojem, – “to wygłodniała wilczyca, która pożre mnie żywcem.”

    Nie dała mi nawet dobrze przemyśleć tego, co akurat się działo, bo już po chwili, jakby przypadkiem, odwróciła się do mnie tyłem i rozsunęła zamek błyskawiczny na swoich pośladkach. Boże jaka ona była atrakcyjna. Cały płonąłem z pożądania.

    -Jaki lubisz seks? oralny? analny? a pozycje? hmm… na jeźdźca, czy po bożemu? No mów, jestem otwarta na wszelkie propozycje.

    Szczęka mi opadła do samej ziemi. Po prostu mnie zatkało. Jeszcze żadna kobieta tak otwarcie nie powiedziała mi wprost, czego chce, a tu proszę, moja szefowa, taka groźna i niebezpieczna… Coś musiało w tym być.

    -Tylko nie mów, że nie lubisz się bzykać, bo w to nie uwierzę.

    Myślałem, że się na nią rzucę. Kutas o mało nie rozerwał mi spodni.

    -Ale… – wyjąkałem.

    -No co, – puściła do mnie oczko.

    -Dlaczego ja?

    Znów zaczęła się śmiać.

    -I ty mi to mówisz?! – westchnęła zaczepnie.

    -Co?!

    Patrzyła na mnie. Między nami iskrzyło tak, że myślałem, iż pokój za chwilę się zapali. Przez głowę przebiegła mi tylko jedna myśl: “zaraz mnie zgwałci”.

    -Widziałam, co masz w rozporku… – rzuciła pewnym i stanowczym głosem.

    No tak. Koniec dyskusji. Jej argumentacja rozłożyła mnie na łopatki.

    -Rozumiem, kiedy? – powiedziałem dość spokojnie.

    Przejechała językiem po ustach.

    -Jakiś czas temu.

    -Z kim? – spytałem.

    -Ola, – odpowiedziała.

    Wiedziałem o kogo chodzi.

    -Aha… ta asystentka?

    Pokiwała głową.

    -W łazience. Tuż obok twojego gabinetu, – przypomniałem sobie na głos, – Dwa miesiące temu. Była rewelacyjna. Szkoda, że już nie pracuje.

    -No tak… miałam przyjemność podziwiania, jak używasz tego, co masz między nogami i, powiem szczerze, skłoniło mnie to do zaproszenia cię tu dziś.

    Jej spódnica znajdowała się na kostkach. Znów usiadła na biurku. Oprócz kremowego biustonosza i majtek, miała też na sobie czarne pończochy z podwiązkami oraz piękne, delikatne szpilki.

    -Będziesz tak siedział, czy także pozbędziesz się kilku ciuchów?

    Rozejrzałem się nerwowo po pomieszczeniu. Nie przywykłem do rozbierania się w biurze. Cały czas miałem wrażenie, że ktoś na nas patrzy. Tak, czy inaczej, ona bardzo tego chciała i, najwidoczniej, nie zamierzała przerywać tej gry.

    -Spokojnie, nikogo nie ma. Jeśli zerżniesz mnie porządnie, zapomnę o twojej wpadce.

    Przełknąłem ślinę, a ona mówiła dalej:

    -Jeżeli się bardzo postarasz i moja cipka będzie zadowolona, dostaniesz ekstra premię.

    -Rozumiem, – stęknąłem.

    -Mogę też zaprosić cię na obiad do jakiejś fajnej knajpy. Co ty na to?

    Po kolejnych dwóch minutach nie miała już na sobie kompletnie nic. Nie przypominała już tej ostrej i niedostępnej szefowej, którą była jeszcze pół godziny temu.

     

     

    5. Drażniła wędzidło.

     

    Wyglądała jak anioł, który zstąpił wprost z nieba. Była szczupła, zgrabna, miała nie za duże, ładnie uformowane piersi i, idealnie wygoloną, gładką, cipkę. Patrzyła na mnie z czułością i podnieceniem.

    -Wiesz co, – mruknęła, – nie będziemy tego robić tutaj. Tu jest zbyt niewygodnie.

    Pociągnęła mnie za rękę. Ruszyłem jak wierny pies. Otworzyła drzwi, które, jak mi się cały czas wydawało, prowadziły do szafy. Tymczasem znajdował się tam malutki, ale ładnie urządzony pokoik. Na dodatek, nie był pusty.

    Stało tu szerokie, wygodne łóżko. Widać było, że przygotowała się na tą okoliczność w najdrobniejszych szczegółach. Świeża, pachnąca pościel oraz dwa kieliszki szampana, świadczyły o tym, że był to skrupulatny plan.

    -I jak ci się podoba? – spytała uśmiechem.

    -Fajnie, – wyszczerzyłem zęby.

    -No to jak, zaczynamy zabawę? – usłyszałem jej głos.

    Trochę zmieszany, ale bardzo podniecony, postanowiłem rzucić się na głęboką wodę. Miałem już dość myślenia w kategoriach: co by było, gdyby. Chciałem odrzucić niepewność i puścić wodze fantazji. Nie miałem przed sobą diabła, tylko kobietę z krwi i kości, kobietę piękną i bardzo podnieconą. Chciałem po prostu wziąć ją w ramiona.

    Jak się okazało, wcale nie było to takie trudne. Wystarczyło, że usiadłem na brzegu łóżka, a już poczułem jej ciężar na swoim kolanie. Była naga i pachniała seksem.

    Objąłem ją w pół i zacząłem lizać jej sutki. Najpierw jeden, później drugi. Spokojnie bez pośpiechu drażniłem chropowate brodawki. Lód, który jeszcze przed chwilą między nami był, błyskawicznie zaczął topnieć, a my stawaliśmy się sobie coraz bliżsi. Zachowywaliśmy się tak, jakbyśmy czekali na to cały czas.

    Z niezwykłym sprytem rozpięła mój rozporek i wyłuskała, sztywnego jak rakieta, fiuta. Pociągnęła do dołu skórę odzierając głowicę z napletka. Naprężyłem się i westchnąłem głośno, oczekując na dalsze, bardziej i zuchwałe pieszczoty.

    Zabawa toczyła się spontanicznie, bez zbędnych słów. Po chwili obydwoje staliśmy obok posłania. Odwróciła się do mnie tyłem, ale wciąż trzymała rękę w rozporku, bawiąc się workiem z moimi jajami.

    Całowałem jej szyję i kark. Mój język pozostawiał na jej skórze wilgotny ślad. Przymknęła powieki i, wzdychając coraz głośniej, drugą dłonią pieściła swoją brzoskwinkę.

    Kiedy uwolniła już mojego tyrana z materiału slipów, westchnęła:

    -Och Boże, przecież to istne cudo!

    Rezygnując z pozostałych pieszczot, usiadła na brzegu łóżka i oburącz przyciągnęła mnie do siebie. Jej zachowanie bardzo mi się podobało. Na kilometr było widać, że jej podniecenie jest na krawędzi wybuchu.

    Zdążyłem tylko spostrzec, jak się pochyla, a już mój gruby zaganiacz siedział w jej ustach. Żeby go objąć, musiała otworzyć je bardzo szeroko.

    Poczułem niesamowicie gorący, wilgotny i mocny uścisk, bez śladu zębów. Zawirowało mi w głowie. Miałem wrażenie, że nie zdołam utrzymać się na nogach. Rozstawiłem szerszej stopy, aby zachować równowagę.

    Uniosła wzrok i uważnie spojrzała na moją twarz. Chciała mieć pewność, że zdołam wytrzymać do końca tej gry. Objęła od góry w korzeń mojego grzyba, a w jej ustach znalazł się jedynie czubek kapelusza. Wysunęła język i od spodu drażniła wędzidło. Przed moimi oczami zaczęły wirować kolorowe kółeczka.

    Po jakimś czasie, na moment przerwała. Uniosła głowę i odrobinę się wyprostowała. Wciąż trzymała w dłoni mojego fiuta. Moje uda były jak z waty, kołysały się w na wszystkie strony.

     

     

    6. Uklękła przede mną.

     

    Zgiąłem kark tak, jakbym chciał ją pocałować, ale była za daleko.

    -Och Staszku, czemu ja cię wcześniej nie zaprosiłam do mojego biura?! – jęknęła z przejęciem.

    Usiadłem obok niej. Właściwie, to posadziłem zadek na samej krawędzi posłania, zacisnąłem uda i drżałem z podniecenia. Ona tymczasem, bez pośpiechu i z uwagą pozbawiała mnie dolnej części garderoby.

    Rozpięła do końca pasek, rozsunęła połówki spodni i, krok po kroku, ściągała je z moich pośladków. Nawet na moment nie spuszczała wzroku z mojej lagi, która przewracała się z boku na bok, jakby domagając się, aby gorące usta mojej kochanki, znów się nią zajęły.

    Pieprzyłem się z moją panią dyrektor i to było czymś najcudowniejszym na świecie. Mimo swojego stanowiska i pozycji, zachowywała się jak wytrawna kurtyzana. Była piękna, delikatna, subtelna a jednocześnie tak wyuzdana i bezpośrednia, że czułem się jak szczeniak z podstawówki, który nagle trafił w ramiona starszej koleżanki. Co tu dużo mówić, chciałem tego. Chciałem z nią to robić. Chciałem bawić się jej piersiami, jej słodkim ciałem, a jednocześnie czułem się tak, jakbym robił coś zakazanego.

    W pewnym momencie, kiedy moje spodnie znajdowały się już na podłodze, a jaja zwisały swobodnie niczym dwa dzwony, odwróciłem się w jej stronę. Jeszcze nie do końca wiedziałem, co chcę zrobić, ale przysunąłem się bardzo blisko i położyłem moje dłonie na jej delikatnych rękach, przyciskając mocno do mojego przyrodzenia.

    -Czujesz to? Czujesz, jaki jest wielki? Czujesz, jak bardzo jestem podniecony? – szepnąłem prosto w jej twarz.

    Odpowiedziała samym spojrzeniem, ale wyrażało ono wszystko. Nie trzeba było więcej słów, nadawaliśmy na tej samej fali.

    Siedzieliśmy zwróceni do siebie przodem. Wciąż trzymała dłonie w moim kroczu, ale moje ręce powędrowały już wyżej, w kierunku jej cudownych, jędrnych piersi.

    Zacząłem gładzić je, bardzo delikatnie dotykać, muskać czubkami palców ze wszystkich stron. Robiłem to tak, jakby były częścią antycznej Wenus, posągu z marmuru, a ona mi na to pozwalała. Przyglądała się spod opuszczonych powiek, a na jej policzkach pojawiły się rumieńce.

    W mojej głowie tworzyła się coraz większa rozterka. Kobieta była tak piękna, tak cudowna i podniecająca, że byłem jak ten osiołek z fraszki, któremu dano i siano i owies. Nie mogłem się zdecydować na konkretny rodzaj pieszczot, czy zabawy. Wszystkiego chciałem spróbować jednocześnie.

    Świadomość, żeby nie uronić choć kropelki z tego cudownego nektaru, była przerażająca. Chciałem ją mieć w całości, teraz, w jednej chwili. Trudno było mi rozłożyć tą zabawę na poszczególne etapy, jednak wiedziałem, że muszę się na coś zdecydować.

    W końcu rozpostarłem dłonie na jej niesamowitych balonach i kciukami wykonywałem kółeczka wokół sutków. Uchyliła usta i cicho dyszała.

    Później zsunęła się z łóżka na podłogę i uklękła przede mną, jakby prosząc o moją buławę. Nie czekając na reakcję, sama ją sobie wzięła. Zdążyłem tylko westchnąć, gdy poczułem jej dłoń u samej podstawy. W następnej sekundzie, już wjeżdżałem w jej wilgotne usta.

    Ssała samą głowicę, ale robiła to z taką zaciętością, z taką energią, że myślałem, iż wyzionę ducha. Trudno było mi złapać oddech. Myślałem, że moje serce wyskoczy mi z piersi.

    Po kilku minutach tej gonitwy przerwała i trzymając mnie za drąga tuż za żyłą, spojrzała mi w oczy. Po jej brodzie płynęły strużki śliny i kapały na piersi.

    -Chcę twojego fiuta w mojej cipce, – odezwała się cicho, ale bardzo stanowczo.

     

     

    7. Posuwałem moją szefową.

     

    Ja też tego chciałem, może nawet bardziej, niż ona. No i stało się. W następnej sekundzie leżała już na łóżku, a dokładnie, w poprzek, wielkim zadkiem w kierunku jego krawędzi, z nogami zadartymi aż za głowę. Wystawiała w moją stronę podnieconą do granic możliwości kobiecość.

    To była chwila kulminacyjna. Myślałem, że unoszę się nad ziemią. Zbliżyłem się do niej na szeroko rozstawionych stopach. Odrobinę przykucnąłem, a ona ujęła mnie za kutasa. Pewnym, sprawnym chwytem i przyciągnęła do siebie. To było coś niesamowitego.

    Zbliżałem się wprost do jej cipki. Miałem wrażenie, że moja rakieta za chwilę eksploduje. Moja szefowa ciągnęła mnie za banana wprost do swojej ciasnej, wilgotnej i gorącej jamki. W mojej głowie były już tylko fajerwerki.

    Im bliżej celu, tym ruch w jej stronę był wolniejszy. W końcu podniecony do granic możliwości, twardy łeb dotknął miękkich warg, rozchylił je bardzo powoli i, z głośnym mlaśnięciem, wsunął się na dwa centymetry.

    Rozjechały się na boki niczym naleśniki i tak zostały. Moim ciałem zaczęły targać niebezpieczne, zwiastujące wytrysk, konwulsje. Za wszelką cenę chciałem je powstrzymać. Drżałem, dygotałem, ale nie byłem w stanie zapanować nad tym, co się działo. Byłem w siódmym niebie.

    Pani dyrektor, nawet na jotę, mi tego nie ułatwiała. Robiła to, na co miała ochotę w tej chwili. Nie za bardzo interesowały ją moje reakcje. Tak mi się zdawało. Chociaż, może ona także chciała, aby stało się to właśnie teraz, w takiej chwili.

    Trudno było mi to stwierdzić. Trzymając mocno za trzon przesuwała nim w jedną i w drugą stronę orząc swoją szparkę jak radłem. Po moim ciele biegały zimne i gorące dreszcze. Zacząłem wzdychać, jęczeć i stękać jak niewolnik na torturach. Czekałem tylko na moment, kiedy pozwoli mi w siebie wejść.

    W końcu, zwolniła uścisk na moim prąciu. Pozostawiła go samego sobie, a ja odetchnąłem z ulgą. Trwaliśmy tak przez kilka, może kilkanaście sekund. Decyzja należała do mnie. Znajdowałem się w jej przedsionku. Wielka, lśniąca głowica, czekała tylko na pozwolenie, aby móc wtargnąć w jej wnętrze do samego końca.

    W ostatnim momencie zdołałem zerknąć na twarz mojej pani. Jej usta były rozchylone, oczy zmrużone, a na policzkach malowało się podniecenie. Czekała.

    W końcu spojrzała na mnie.

    -Boże, o tak! Wejdź we mnie. Chcę tego, – westchnęła.

    Zgięła nogi w kolanach, a ja oparłszy się na jej łydkach, pochyliłem się do przodu. Następnie, bardzo powoli, wjechałem w jej wnętrze.

    Nie mogłem się spieszyć. Byłem już na granicy orgazmu. Bardzo zależało mi na tym, żeby razem z nią, bawić się jeszcze przez długi czas.

    Cudowna, słodka zabawa trwała dalej. Podparłem się na materacu łóżka, a ona objęła mnie łydkami za biodra i zacisnęła się niczym kleszcz. Po chwili, nasze usta spotkały się w gorącym, namiętnym pocałunku, a moje pośladki zaczęły wykonywać dynamiczne, płynne ruchy w jedną i w drugą stronę.

    Dałem radę! Byłem królem, byłem panem sytuacji. Posuwałem moją szefową. Robiłem to równo, sprawnie i konkretnie. Lepiej nie mógłbym sobie już tego wyobrazić.

    Wiedziałem, że zbyt długo to nie potrwa, że w ten sposób nie da mi się grzmocić. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że sytuacja będzie zmieniała się w sposób dynamiczny i mało przewidywalny.

     

     

    8. Jezioro białej, gęstej spermy.

     

    Wydostała się z pode mnie w sposób tak zwinny i błyskawiczny, że prawie w tego nie zauważyłem. W pewnym momencie stwierdziłem, po prostu, że na mnie i siedzi.

    O tak… była nadziana na mojego fiuta do samego końca. Pochylona do przodu, opuszczała i podnosiła swoje biodra w takim tempie, że mogłem tylko błagać w duchu, abym mógł wytrzymać przynajmniej z pięć minut.

    Później przygniotła mnie swoim słodkim, podniecającym ciężarem. Ledwie chwytałem powietrze. Czułem tylko jej niesamowite cycki na swojej klatce piersiowej. Czułem, jak kołysze biodrami, jak porusza się płynnie, jak doskonale zdaje sobie sprawę z tego, w jaki sposób reaguje moje i jej ciało. To była orgia subtelnych, doskonałych, wszechogarniających odczuć.

    Po jakimś czasie postanowiła poprawić pozycję. Wyprostowała się, przeniosła ciężar ciała z kolan na stopy i chwyciła dłońmi za pośladki rozsuwając je maksymalnie na boki. Poruszała się w górę i w dół a mój kutas wnikał w nią do samego końca.

    Chwyciłem ją za łydki, zacisnąłem zęby i podziwiałem ten spektakl. Góra-dół, góra-dół, góra-dół… szybko, płynnie, bezbłędnie.

    Miała idealnie wyrzeźbioną sylwetkę piękne, jędrne piersi oraz gładką, aksamitną cerę. Wyglądało na to, że doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co robi. Jechała na mnie, jak na dzikim ogierze, zaciskając cipkę tak mocno, że traciłem zmysły. Teraz zaczynałem, naprawdę, wierzyć w to, że była, rzeczywiście, bardzo mocno wyposzczona.

    -No i jak… jak… podoba ci się? – dyszała, patrząc mi w oczy.

    Znów wyszczerzyłem zęby.

    -Kurwa, Anka, zaraz mnie wykończysz! – jęknąłem ledwie żywy.

    Roześmiała się w głos.

    -No co ty?! Nie żartuj. Ja dopiero się rozgrzewam, – wyrzuciła na jednym wydechu.

    Zacząłem obawiać się, że będę miał problem z zaspokojeniem jej wybujałych ambicji seksualnych. Nie miej, z drugiej strony, czułem się jak ktoś, kto dostał super prezent. Mogłem sobie używać do woli z niesamowitą laską i na dodatek zapowiadało się, że zjemy razem smaczny obiad.

    Poruszała się na mnie tak szybko, że na chwilę straciła równowagę i opadła na jedno kolano. Wcale się tym nie przejęła. Oparła się na moich udach i galopowała dalej. To było niesamowite, miałem wrażenie, że stoję na progu mamuciej skoczni. Wystarczyło tylko, dać się ponieść rozkoszy, a poszybowałbym ma daleko, daleko…

    Chwyciłem ją za cycki jak za poręcze, mając nadzieję, że w ten sposób uda mi się przedłużyć ten akt. To było złudne. Westchnęła tylko głęboko i jeszcze mocniej zacisnęła mięśnie swojej pizdeczki.

    Eksplozja przyszła tak nagle, że, w momencie, kiedy sobie to uświadomiłem, było już za późno na cokolwiek. Zdaje się, że wykonała kilka głębszych i bardziej gwałtownych ruchów na moim fiucie. Wbiła się na mnie, jak na średniowieczny pal. Poczułem tylko, że ogarnia mnie niesamowite, błogie gorąco.

    Kiedy oddałem pierwszy strzał, pobudzona pizdeczka, zaczęła odstawiać dzikie harce. Miałem wrażenie, że zaciska się na mnie jakaś hydrauliczna maszyna.

    Pani dyrektor wyprężyła się jak struna. Odchylając głowę do tyłu i patrząc w sufit, jęknęła na całe gardło:

    -Uuuuuuuuaaaaaaahhhh!!!

    O mało nie spadła na podłogę, ale trzymając się garściami wszystkiego, cokolwiek w nie wpadło, wciąż dzielnie walczyła. Nie przerywała, nie zwalniała. Mój tłok, wygięty w lewą stronę, poruszał się w niej pod kątem czterdziestu pięciu stopni. Przyprawiało mnie to o niebiańskie dreszcze. Ściskałem jej piersi tak mocno, że myślałem, iż za moment zacznie krzyczeć z bólu.

    Oddałem trzy porządne serie, po czym, z błogim uczuciem zadowolenia, wypuściłem powietrze z płuc. Zakręciło mi się w głowie, a przed moimi oczami zaczęły wirować kolorowe kółeczka. Nie wiem, czy tego ode mnie oczekiwała, ale mój wąż wypełnił jej norkę jeziorem białej, gęstej spermy, która teraz powoli wypływała ze wszystkich stron, zalewając moje krocze i pościel między moimi udami lepką mazią.

     

     

    9. Niebyt rozkoszy.

     

    Wydawało mi się, że, w tym momencie, nastąpi, choć kilka minut przerwy, na zaczerpnięcie oddechu. Byłem w błędzie. Nie dała mi szans na leniuchowanie i zastanawianie się nad tym, czy mój kutas na nowo podniesie się do walki. Była zajebista, a jej uśmiech i spojrzenie wyrażały wszystko.

    Powoli uniosła się do góry, pozwalając mojemu zaganiaczowi wysunąć się z jej szparki. Był gruby jak kawał solidnej kaszanki, ale stracił nieco na sprężystości. Opadł bezwładnie między moimi udami, czubkiem dotykając prześcieradła. Moja pani z wielką radością ułożyła się obok moich bioder. Bez namysłu chwyciła go swoją garścią i uniosła do góry.

    Przez moje ciało przebiegł słodki dreszcz rozkoszy. Byłem już pewien, że postawienie go do pionu, nie będzie stanowiło dla niej i najmniejszego problemu.

    Zaciskała i rozluźniała swoje palce, a ja czułem się tak, jakbym w ogóle tego dzisiaj jeszcze nie robił. Podstawiła drugą dłoń, aby resztki spermy, które znajdowały się w moim wężu spłynęły na jej powierzchnię. Spojrzała na moją twarz i odezwała się z uśmiechem:

    -Widzisz, widzisz to?! Tego właśnie było mi trzeba.

    Kiedy zaciskała palce, kilkakrotnie szarpnąłem się w słodkim skurczu, obejmującym całe moje ciało.

    -Boże, Anka! Nie dam rady. Zamęczysz mnie na śmierć! – jęknąłem błagalnym głosem.

    Roześmiała się jeszcze serdeczniej.

    -Spokojnie. Zaufaj mi. Wiem, co robię. Nie będziesz żałował, – odpowiedziała w końcu.

    Po tych słowach zrobiła coś, co kompletnie pozbawiło mnie zdrowego rozsądku, a mój penis wyprężył się w takim tempie, że byłem kompletnie zaskoczony. Rękę, na której znajdowało się nasienie uniosła do ust, wysunęła daleko język i, jednym, porządnym pociągnięciem, zebrała wszystko z jej powierzchni.

    Cały czas mierzyliśmy się uważnym spojrzeniem. Zwariowałem na jej punkcie. Chciałem tego, chciałem jeszcze raz. Byłem gotowy w stu procentach na ponowne zbliżenie. Byłem zafascynowany tym, jak zlizuje mój budyń, nie spuszczając ze mnie wzroku. W tej chwili chciałem spuścić się jeszcze raz tylko po to, aby widzieć, jak delektuje się tym, to z siebie wyrzuciłem.

    -Anka, ty stara kurwo, wepchnę ci tego fiuta w dupę, zobaczysz! – warknąłem przez zaciśnięte zęby.

    -Na to liczę, Stachu, na to liczę, – usłyszałem odpowiedź.

    I znów podjęła błyskawiczną inicjatywę. Kazała mi wstać i zająć miejsce na niskiej pufie znajdującej się pod ścianą. Zrobiłem to z wielką radością, nie do końca wiedząc, co zamierza. Kazała mi wygodnie się oprzeć i szeroko rozsunąć nogi. Później, nie zważając na moje i zdziwione spojrzenie, siadła na mnie, przyciskając mnie gorącym, spoconym ciałem.

    Zdołałem tylko zapleść ramiona na jej słodkich podniecających biodrach i mocno przycisnąć do siebie. Wszedłem w nią do samego końca, tak głęboko, jak tylko się dało i jęknąłem z rozkoszy. Znów była bosko ciasna mokra i podniecająca.

    Odwzajemniła się takim samym mocnym uściskiem. Trwaliśmy tak przez długą chwilę, nie wykonując żadnego ruchu. Tylko jej cipka tańczyła na moim fiucie. Nie wiem, co to było: breakdance, taniec klasyczny czy lambada… nieważne. Ważne było tylko to, że nie zamieniłbym tego doznania na nic innego. W ciągu, zaledwie kilku minut, byłem na skraju ponownego orgazmu.

    -Och Boże! Boże, Aniu, Anka… och! Och, jak mi dobrze! – dyszałem w jej twarz.

    Miałem wrażenie, że świat się zatrzymał, a mamy kołyszemy się na malutkiej łupince na środku oceanu, odpływałem w niebyt rozkoszy.

     

     

    10. Grzeczny chłopiec.

     

    Całowała mnie, kiedy się w nią spuszczałem. Chwyciła mnie mocno za szyję i zatopiła swoje sprężyste, delikatne usta w moich spierzchniętych wargach. Musiałem podzielić uwagę na dwie części. U góry mój język penetrował jej gardło, a na dole gruba laga, drugi już raz, wdzierała się do samego końca, by zostawić gorącą śmietanę w jej wnętrzu.

    Zapomniałem o bożym świecie. Nie było istotne, gdzie się znajduję i z kim to robię. Ważne było tylko to, że jestem w najcudowniejszym stanie z najpiękniejszą i najbardziej spektakularną kochanką, jaką do tej pory miałem.

    Teraz dopiero pozwoliła mi trochę odpocząć. Zmęczeni, nadzy i wciąż mocno podnieceni, leżeliśmy obok siebie, przyglądając się sobie nawzajem. Gładziłem jej piersi wierzchem dłoni, ledwie muskając skórę. Dotykałem brodawek i sutków w sposób delikatny i subtelny. Chciałem dać jej odczuć że jest dla mnie ważna, że doceniam to co zrobiła.

    -Masz ochotę na jeszcze? – powiedziała patrząc mi prosto w oczy.

    Prawdę mówiąc, byłem już kompletnie wypompowany. Nie wiedziałem, czy dam radę. Raczej łatwiej było mi uwierzyć, że, za trzecim razem, moja fujara, po prostu, odmówi posłuszeństwa.

    -A ty? – spytałem, mając nadzieję że powie “nie”.

    Nie spuszczając ze mnie wzroku, skinęła samymi powiekami. W jej oczach było coś, co sprawiało, że, mimo wszystko, chciałem spróbować jeszcze raz.

    Była taka fotogeniczna, jej twarz zmieniała się z każdą chwilą. Jej oczy błyszczały blaskiem zadowolenia, a usta drżały w kokieteryjnym uśmiechu. Na dodatek była tak blisko, tak bardzo moja. Przyznam szczerze, że gdyby nie relacje zawodowe, powiedzmy, gdybym spotkał ją na ulicy jako zwykłą dziewczynę, byłbym w stanie się w niej zakochać od pierwszego wejrzenia.

    -Jeżeli chcesz, możemy dać sobie trochę czasu, – powiedziała w końcu bardzo cicho.

    -Co masz na myśli? – spytałem, patrząc jej w oczy.

    -Zadzwoń do domu i powiedz żonie, że nie wrócisz na noc, bo masz bardzo ważny projekt do skończenia na jutro.

    Zbliżyłem się i złożyłem delikatny pocałunek na jej ustach.

    -Nie za dużo pani ode mnie wymaga, pani Aniu? – spytałem z uśmiechem.

    Chwyciła mnie za szyję i wcisnęła moją twarz między swoje piersi.

    -Myślę, że zapomniałeś, jaka jest twoja rola w tym układzie, – powiedziała miłym, ale stanowczym głosem, przywołując mnie do porządku.

    Oczywiście, nie zapomniałem i chciałem jak najlepiej wybrnąć z tej niekorzystnej dla mnie sytuacji zawodowej. Chciałem spłacić swój dług wobec niej i miałem nadzieję, że da mi spokój. Chociaż, czy tak naprawdę?

    Kiedy cofnęła dłoń, moja twarz wciąż pozostawała między jej cyckami. Boże, jak ona pachniała! Jaka była gorąca! Moje podniecenie znów zaczęło narastać. Czułem, jak penis, który przed chwilą sprawdził się po raz drugi, zaczyna pęcznieć i prężyć się.

    Miała nie. Kompletnie mnie uwikłała. Nie potrafiłem odmówić. Kiedy wreszcie uwolniłem się ze sprężystego, gorącego uścisku jej balonów powiedziałem:

    -Poczekaj chwilę, muszę znaleźć telefon.

    -Grzeczny chłopiec, – rzekła, głaszcząc mnie po głowie.

    Poczułem się, co najmniej, dziwnie. Z jednej strony świadomość, że w słodki sposób, ale jednak, jestem do czegoś zmuszany, nie była zbyt przyjemna, ale z drugiej cała ta sprawa była tak zakręcona i tak podświadomie podniecająca, że moje ciało instynktownie drżało, kiedy o tym myślałem.

    KONIEC


     








    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ron Himeros
  • Wyspa szczescia – 17.

    Część 17.

    Dawno minęła północ. Aldi siedziała w poprzek tapczanu oparta plecami o ścianę z puszką piwa w ręku i paliła papierosa. Cicho grała muzyka. Pokój tonął w mroku. Okno było szeroko otwarte, podobnie jak w każdym pokoju w budynku. Wysoka temperatura i duchota wszystkim dawała się we znaki. Agata siedziała na swoim tapczanie i popijała chłodną colę. Napoje trzymały w misce. Aldi miała swój „kontakt” w stołówce, skąd wypożyczyła miskę i gdzie codziennie dostawała lód. Dziewczyny milczały zmęczone wrażeniami intensywnego wieczoru. Każda wspominała najgorętsze momenty. 

    Przy wejściu do ośrodka jakichś dwóch podpitych wczasowiczów kłóciło się o kolejność ruchania „zdobytej” blondynki. Dyskusja trwała już dobrych kilka minut i brzmiała jak natrętnie powtarzający się refren marnej piosenki. Akustyka otoczenia stwarzała złudne wrażenie przysłuchiwania się rozmowie z odległości kilku metrów. W końcu Aldi westchnęła zniecierpliwiona. Pokręciła głową, odstawiła piwo, podniosła się, stękając z wysiłku, wystrzeliła peta za okno i gwałtownie wychyliła się, wystawiając biust:

    – Co z was za pojeby! Głupie chuje, zróbcie losowanie i wypierdalać z kupioną blond dupą do pokoju, bo zejdę i wyjebię obydwu w zapite mordy! – wrzasnęła na całe gardło. – Stare męskie kurwy napędzane viagrą! Do rana ma być cicho, bo będziecie zapierdalać po trawniku jak króliki, szukając jaj!

    Gdzieś z otwartego okna piętro wyżej i kilkanaście metrów dalej dało się słyszeć męski śmiech i oklaski. Po chwili pijacy przed wejściem znowu zaczęli dyskusję. Ten sam motyw i pytanie… Aldi odczekała więc jeszcze chwilę, nabrała powietrza i wrzaskliwie dodała:

    – Blondi, sprawdź, czy te zdechłe kutasy zapłacą! Pojeby wyglądają, jakby kościoły okradali! Chcecie chlać, to pod budkę z piwem! Albo truchtem do jeziora! – zamilkła zmęczona, westchnęła i po chwili wycofała się. Stanęła, spojrzała na koleżankę, z ulgą sapnęła i z wyrazem triumfu na twarzy siadła na swoim tapczanie. Pociągnęła spory łyk piwa. Chwyciła paczkę z chipsami. Głośne chrupanie wypełniło pokój. Uspokoiła się.

    Aga kiwała głową. Znała możliwości koleżanki. Uśmiechała się, rozbawiona wybuchem Aldi.

    *

    W końcu zapanowała cisza. Delektowały się nią przez chwilę. Zawsze dobrze im się milczało we dwie. Gdzieś z końca budynku dało się słyszeć głośne oklaski aprobaty wyrażone przez kilka par rąk, poparte donośnym, męskim: „Brawo! Brawo!”. Potem dołączyły się kobiece głosy i znacznie więcej osób wspierających oklaskami protest Aldi. Dzisiaj wszyscy spali przy otwartych oknach. Na razie próbowali zasnąć. Noc była bardzo ciepła i duszna.  

    Obydwaj podchmieleni mężczyźni ucichli dopiero, gdy blondyna energicznie wepchnęła ich do budynku. Przed wejściem próbowali odpowiedzieć Aldi, ale głośne oklaski, buczenie i gwizdy rozjuszonych wczasowiczów skutecznie zagłuszały ich głosy. Jakby wszyscy nagle stanęli w oknach i kibicowali wulgarnej dziewczynie! Ich protesty utonęły w głośnej reakcji wczasowiczów. Zanim przebrzmiały ostatnie oklaski i wiwaty najbardziej zirytowanych, dwaj mężczyźni, popychani przez blondynę, już przekraczali próg pokoju na parterze. Po chwili głośno trzasnęły zamykane drzwi. Odgłos dotarł nawet na piętro.

    – Fajny wieczór, co, Aguś? – zapytała miękko koleżankę.

    – No – uśmiechnęła się bramkarka. – Byłam na długim spacerze.

    – Musisz mnie kiedyś zabrać – rzekła Aldi bez przekonania.

    – Udała się impreza?

    – A skąd wiesz o imprezie?

    Agata uśmiechnęła się, kręcąc głową. Pytanie ją rozbawiło.

    – Aldi, widzimy się codziennie przez okrągły rok. No, prawie. Ponad dwa miesiące w roku mieszkamy ze sobą na zgrupowaniach i na wyjazdowych meczach. Pamiętasz? Kiedyś z nudów liczyłyśmy.

    – Z ciekawości… – zastrzegła Aldi.

    – Nooo! Dlatego z czasem pewne rzeczy dostrzega się, nawet nie patrząc – żartobliwie odpowiedziała Agata. Uśmiechała się życzliwie.

    – A miałabyś ochotę na poprawiny? – zainteresowała się Aldi. Też coś wiedziała o potrzebach Agi, ale nigdy nie poruszyła tematu.

    – A kiedy?

    – A jutro wieczorem.

    – A może tak – Agata uśmiechnęła się, przechylając głowę.

    – A, to załatwione. Powiedzmy: po kolacji, o dwudziestej? 

    – A niech ci będzie! Zgoda!

    – A to dam znać, gdyby coś poszło nie tak – zapewniła Aldona. Nie wiedziała, że wymówiła w złą godzinę.

    – A to będę czekać.

    – A daj już spokój – machnęła ręką.

    – A niech ci będzie!

    – Aga!

    – A widzisz? Wygrałam!

    Zadowolone i odprężone poszły pod prysznic i nagie położyły się spać. Było tak ciepło i duszno. Tyle wspomnień z ostatnich godzin… I to jakich wspomnień! Wyczerpane intensywnymi przeżyciami, raz jeszcze przeżywały najbardziej podniecające chwile wieczoru. Mimo to zasnęły od razu. Wysportowane lepiej znosiły uciążliwą pogodę niż pozostali.

    – Niech inni organizują imprezy – jeszcze zdążyła pomyśleć Aldi. – Najwięcej czasu i sił marnuję na organizację i dbanie o alkohole, zamiast na przyjemności. Wolę ruchać niż szukać świeczek – pogardliwie wydęła wargi. Na słowo „ruchać” dziewczynie skojarzył się „Adam” i ich seks. Zasnęła z uśmiechem na ustach.

    Agata jeszcze pocierała łechtaczkę, wspominając seks z trenerem i tym drugim. Rzadko uczestniczyła w takim seksie, więc po spotkaniu jeszcze wielokrotnie przywoływała i przeżywała najbardziej ekscytujące chwile. I czekała na kolejne. Wszystko dla jej Pana.

    – Ech… – aż zadrżała z podniecenia na myśl o nim. Zasnęła z dłonią w kroczu. 

    *

    – Panie Jakubie, mamy taką prośbę… dziewczyny niepewnie spojrzały na siebie.

    – No, słucham – trener ponaglił dziewczyny.

    – Musimy wyjechać do domu na kilka dni – wyznała Urszula.

    – Co?! Chyba żartujecie! – nerwowo parsknął zirytowany ich życzeniem.

    – Trenerze, ale my naprawdę musimy! – Karolina wsparła koleżankę.

    Jakub zastanawiał się. Potarł bolące kolano.

    – No, nie wiem. Co ja mogę zrobić? Idźcie do „Pierwszego”’. Przecież to on decyduje. Ja zajmuję się statystyką. I prowadzę część treningów – podniesionym palcem wskazującym zaakcentował ostatnie zdanie. 

    – O tak, to zapamiętamy – westchnęła Ulka. Wszystkie uważały, że treningi prowadzone przez Jakuba, szczególnie „ogólnorozwojówka”, są intensywniejsze niż treningi pierwszego trenera. Długo je wspominały. Bez cienia przyjemności.

    – Ale liczyłyśmy, że pan nas wesprze – nieśmiało uśmiechnęła się Karolina.

    – Nie – pokręcił głową. – Jesteście miłe i atrakcyjne, ale w tym przypadku musicie liczyć na siebie.

    *

    – Mówiłam, że gówno da taka rozmowa – rozczarowana Karolina warknęła po wyjściu od Jakuba.

    – Czekaj, coś wymyślimy – Ula marszczyła brwi. Intensywnie o czymś myślała. – W końcu on nie jest takim policjantem jak „Pierwszy” – mruknęła bardziej do siebie niż na użytek koleżanki. 

    – Niby tak, ale widziałaś, ile załatwiłyśmy. Tyle, że… Ho, ho!

    – Zaczekaj! – Ula gestem powstrzymała koleżankę, zastukała do drzwi i nie czekając na zaproszenie, ponownie weszła do pokoju Jakuba.

    Zaskoczona Karolina w milczeniu patrzyła na zamknięte drzwi. Chwilę później uśmiechnięta Ula wyszła z pokoju trenera.

    – No, widzisz? Już jest lepiej – mrugnęła do koleżanki.

    – To znaczy?

    – Przygotuj się na wieczór. I kup alkohol. Zaprosiłam Jakuba do nas.

    – No, dobra, ale co to da?

    – Spoko, są różne sposoby zmiękczania opornego materiału – kolejny uśmiech. – Materiałoznawstwo się kłania…

    *

    Jakub zjawił się punktualnie. Ubrany w klapki, sportowe spodenki w klubowych barwach i koszulkę polo. Wszedł i stanął zaskoczony.

    – Witamy, witamy tak zacnego gościa i zapraszamy w nasze skromne progi – dziewczyny kłaniały się przesadnie nisko jak japońskie gejsze.

    Nie był zaskoczony ich powitaniem, ale wyglądem: spódniczki, szpilki, odważnie rozpięte bluzki, delikatny makijaż. Świetnie wyglądały, ale nie spodziewał się, że tak przywitają go wieczorem.

    Dziewczyny dobrze przygotowały się, aby zachęcić trenera do zmiany decyzji. Lekko umalowały się. Karolina założyła bluzkę i rozpięła więcej guzików niż to było konieczne. Ula w ogóle zrezygnowała ze stanika. Spódniczki podciągnęły nieco wyżej niż zwykle. Obie założyły sandałki na szpilkach. Usiadły w taki sposób, aby trener bez trudu dostrzegł i docenił ich walory.

    *

    – Prosimy, niech trener siądzie sobie w fotelu – mają tylko jeden, ale wygodny, więc to gest wobec gościa. Zapewne nie docenił go.

    – Chyba, że trener woli u mnie na kolanach – żartuje Ulka.

    Jakub przygląda się im nieco zdezorientowany. Obie wybuchają śmiechem. Uśmiecha się, jakby aprobował żart i siada w fotelu.

    – Trener napije się czegoś?

    – A co macie?

    – Niespodziankę! – powiedziały jednocześnie i uśmiechnęły się porozumiewawczo.

    – Trudno, zaryzykuję – odpowiedział uśmiechem.

    Poczęstowały go wcześniej przygotowanym drinkiem. Teraz tylko dodały lodu i gazowanej wody.

    Powąchał podany drink. Nic nie wyczuł. Pociągnął łyczek.

    – O, kur… Och! – krztusił się. – Dziewczyny! Co to jest?! – zapytał, kiedy złapał oddech. W oczach miał łzy.

    – E, taki tam drink. Podrasowany spirytusem. Trenerze, po prostu nie jest pan przyzwyczajony…

    – Dziewczyny, co wy pijecie?!

    – To? To jest „Kosa” – spokojnie wyjaśniła Karolina.

    – Co?! – Jakub wykrztusił pytanie. Jeszcze nie doszedł do siebie.

    – No, „Kosa”. Kosi wszystkich, których trafi…

    Chłopak pokiwał głową. Ostrożnie spróbował mały łyczek.

    – No, niezły. Fakt. Ale mogłyście uprzedzić! – zwrócił się do nich z wyrzutem. Chyba zaszkliły mu się oczy.

    Rozmawiali. Dziewczyny pytały, trener chętnie odpowiadał. Dziewczyny udawały zainteresowanie, zadając pytania i jeszcze chętniej dolewały mu. Był już nieźle wstawiony. Siedziały na krzesłach naprzeciwko niego. Bardzo blisko.

    – Trenerze, mamy taką prośbę – Karolina położyła dłoń na jego kolanie i od pewnego czasu delikatnie pocierała je. Alkohol stępił reakcje „Drugiego”, więc nie reagował na specyficzny masaż. On jego, jego organizm był bardziej wrażliwy. Dziewczyny widziały, że chłopak podniecił się. On sam jeszcze tego nie dostrzegł. Ale przesadnie machał szklanką w rytm muzyki odtwarzanej z iPada. 

    *

    – No, dobra! Wypad! Ja go załatwię – Ulka ma 19 lat, ciemnoblond włosy przystrzyżone „na jeża”, jest równie silna jak Karolina, ale trzy lata od niej młodsza. I jeden z tatuaży ma na szyi. Na wszystkich robi wrażenie.

    Karolina, zielonooka szatynka nie zamierzała spierać się. To Ula wpadła na pomysł z trenerem, więc nie chciała teraz dyskutować.

    – Jak chcesz… – mówi powoli.

    – Weź klucz – pogania ja Ula. – Wyjdź i pilnuj drzwi. Wpadnij za jakieś dwadzieścia minut. Tylko cicho! Nie zapomnij o komórce!

    Kiedy Kamila wychodziła z pokoju, Ula masowała nogę trenera, nachylając się nad nim. Coś mówiła mu do ucha. Pozbawiona stanika pierś, wychylająca się z dekoltu, muskała jego policzek. Mężczyzna miał przymknięte oczy i mruczał odtwarzany utwór.

    *

    Po dwudziestu minutach wróciła i cicho otworzyła drzwi. Nadal panował w nim półmrok i rytmiczna muzyka. Zamknęła drzwi, przekręciła klucz. Kiedy odwróciła się i oczy przyzwyczaiły się do półmroku, zatrzymała się i bezgłośnie otworzyła usta ze zdziwienia.

    Trener nadal siedział, raczej półleżał w fotelu ze spodenkami i slipkami zsuniętymi poniżej kolan. Przodem do niego siedziała Ula. Była naga! Tylko na nogach miała jeszcze sandałki. Ujeżdżała trenera! Kamila nie przyglądała się szczegółom, ale domyślała się, że trener jest nieźle wyposażony, bo Ula skakała tak dynamicznie!

    – No! Na co się gapisz? – wystękała Ula, patrząc na koleżankę. – Rób zdjęcia!

    Kamila drżącymi dłońmi ustawiła aparat i zaczęła wykonywać zdjęcia. W końcu Ula zeszła z penisa, uklękła na jedno kolano, chwyciła penisa w dłoń i zaczęła go masować. Trener zamruczał z zadowoleniem i rozrzucił ręce. Karolina zrobiła kolejną fotkę. Ula wzięła penisa w usta. Kolejne zdjęcie. Skręciła głowę w kierunku aparatu. Znowu pstryknięcie. Podniosła się i nachyliła nad penisem. Piersi muskały kolana trenera. Karolina usiadła na podłodze, odchyliła się. Ula wzięła penisa w usta. Głęboko. Kiedy koleżanka miała ich oboje w kadrze, pstryknęła fotkę.

    – Zaczekaj! – powstrzymała Ulę. – Zrobię jeszcze jedną!

    Ula bez oporu raz jeszcze wzięła penisa w usta i patrzyła w aparat. Błysnęła lampa. Teraz ona zdecydowała:

    – Włącz lampkę i później stopniowo przekręcaj na nas.

    *

    Karolina kiwnęła głową. Wszystko już omówiły. Przełączyła na nagrywanie filmu. Najpierw sfilmowała aktorkę, potem aktora tego pokazu. Aktorka świetnie wyglądała w sandałkach na szpilce. Długa noga z tatuażem, smukłe udo, kolejny tatuaż, szczupłe ciało. Podeszła i znowu usiadła na twardego penisa. Po chwili ujeżdżała go rytmicznie. Trener objął dziewczynę i uciskał jej biodra. Karolina ostrożnie ustawiła aparat na stoliku. Spółkująca para spojrzała w jej kierunku.

    – No, chodź! – zachęciła ją szeptem Ula. Wydawała się znacznie bardziej śmiała i doświadczona od starszej koleżanki, która chyba nadal wydawała się speszona sytuacją.

    – No, chodź! – ta sama zachęta płynąca z ust trenera była bardziej rozwlekła i niezbyt wyraźna. Ale można było zrozumieć jej sens poparty energicznym gestem.

    – A ty co? Masz dwa kutasy? – śmiała się Ula. Mówiła głośno i wyraźnie.

    – Nieee… A… ale zrobisz jej miejsce, cooo? – trener miał sporą potencję i chciał ją wykorzystać. Długo wytrzymywał w ich obecności, nie poklepywał ani tym bardziej nie obmacywał zawodniczek. Jednak dzisiaj uroda dziewczyn, ich zachowanie i alkohol po raz pierwszy złamały jego opór. Ruchał jedną. Miał ochotę na kolejną. Wypił sporo alkoholu, ale jego nie obowiązywały takie rygory jak zawodniczki.

    – Karolcia! No! To chodź, skoro chce! Też masz ochotę, co? – spojrzała pytająco na koleżankę.

    Szatynka nieznacznie kiwnęła głową w bok, uniosła brwi. Różnie można było to zinterpretować. I takie było nastawienie dziewczyny. Chciała, ale też bała się. Drugi trener nie był w jej typie. Na imprezie u Aldi też nie była zbyt aktywna. W zasadzie tam rządziły dziewczyny i było anonimowo, bo ciemno, a tutaj… Ani to typowe dla swingersów, ani to zbyt normalne, skoro facet podpity. I jeszcze to nagrywanie.

    – Już idę – westchnęła szeptem. Znowu nieco zmieniła ustawienie lampki.

    *

    Spółkująca parka z zaciekawieniem patrzyła na rozbierającą się dziewczynę. Ula była biseksualna, a trener po raz pierwszy mógł zobaczyć nago kolejną zawodniczkę. Nigdy nie pchał się do masażysty albo lekarza, żeby pooglądać dziewczyny. Ta delikatna i czasami dwuznaczna misja, w zależności od miejsca usytuowania kontuzji, przypadała w udziale pierwszemu trenerowi. 

    Zdjęła spódniczkę i odłożyła na tapczan. Nie zdjęła szpilek, ale również nie zdjęła bluzki i stanika. Patrzyła na nagą Ulę ciągle energicznie podskakującej na członku trenera. Momentami pod udami koleżanki migał jego wilgotny penis.

    – Jest duży. Zaraz będzie we mnie – pomyślała.

    Była zabezpieczona, więc nie bała się wpadki. Obficie nawilżyła palce i roztarła ślinę na wejściu do pochwy, trochę wepchnęła do środka. Ku własnemu zdziwieniu poczuła, że jest mokra. Nie lało się z niej, ale nie była całkowicie obojętna na widok spółkującej pary. Powoli podchodziła do nich.

    – A może robienie zdjęć tak mnie podnieciło? – pomyślała i… odprężyła się. Zaskoczyła ją taka reakcja. Jeszcze spróbowała: – Za chwilę będę na filmie! – nagłe uświadomienie nagrywania seksu nieoczekiwanie podnieciło ją. Delikatnie potarła łechtaczkę. – Jestem ekshibicjonistką?

    Już nie zdążyła odpowiedzieć sobie na to pytanie, bo Ula złapała ją za rękę, schodząc z penisa.

    *

    – Co jest? – Jakub był zaskoczony.

    – Zmiana – wyjaśniła Ula.

    – Suuuuper – szepnął zadowolony trener. Wyciągnął ręce i przebierając palcami, zachęcał Karolinę do szybkiej zmiany.

    Ula przyciągnęła i ustawiła koleżankę:

    – Siadaj! Nie musisz mu obciągać! – szepnęła do ucha Karoliny.

    Chwyciła ją za biodra i przesunęła w kierunku trenera. Dziewczyna niepewnie chwyciła penisa i stając na palcach, wsunęła go do pochwy. Ula, stojąc z tyłu, przytrzymała koleżankę za biodra i pociągnęła w dół.

    – Oooch! – wyrwało się Karolinie. Zaskoczyło ją tak dynamiczne wsparcie Ulki, ale poczuła też przyjemność płynącą ze stosunku. Rozkoszując się tym uczuciem, odrzuciła głowę do tyłu i oparła dłonie na ramionach trenera.

    – Potrzebowałaś tego, co? – roześmiał się trener. Chyba pod wpływem wysiłku trochę trzeźwiał. Teraz nie miało to już znaczenia.

    Karolina nieznacznie pokiwała głową. Przymknęła oczy. Obejmowała kark Jakuba, powoli unosiła się i opadała na jego członku. Czuła jego wilgoć, a każde otarcie o ściankę pochwy wywoływało taki dreszcz…! Piersi ocierały się o jego ciało. Oczyma wyobraźni podziwiała grubość penisa. Podniecał ją.

    – Och! – aż ją wyprostowało. Właśnie twardy i gruby członek uderzył w dno pochwy. Dochodziła wolno, ale rozkosz rozpływała się tak cudownie.

    Trener ciągnął ją za piersi, żeby nie spadła z niego. Prawie omdlała Karolina w ogóle nie czuła bólu. Ucisk sprawił jej taką przyjemność. Leżała na trenerze i postękiwała. Nie słyszała jego śmiechu. Zaskoczona Ulka z rozbawieniem przyglądała się koleżance.

    – Ależ ty pościłaś!

    *

    Cdn.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Sekret cz2

    Minęły dwa lata odkąd poznałem, pokochałem i pobrałem się z Claire. Już gdy pierwszy raz ją ujrzałem wiedziałem, że coś nas łączy. Krótka rozmowa, zabawa, kolacja, następnie kolejne zaproszenie na randkę, pocałunki, kino, hotel, alkohol, seks…

    Chwile spędzone z nią były najlepszymi w moim życiu. Po rozstaniu z Drew, gdy ta zdradziła mnie z Felixem i wyjechała na Florydę, nie potrafiłem odnaleźć się. Pogrążyłem się w papierach, dokumentach, mnożyłem majątek, ale tak naprawdę mało co z niego korzystałem. Claire odmieniła to wszystko. Przy niej znów ożyłem i chciałem czegoś więcej.

    Kilka tygodni, a ja stałem z nią w urzędzie i brałem ślub wcześniej spisując intercyzę. Tego samego dnia pojechałem z nią do Phoenix, aby móc zabrać ją z powrotem do Chicago, gdzie miała zamieszkać w moim domu wraz ze swoją córką.

    Selena. Jej córka miała czternaście lat, choć ja widziałem tylko zdjęcie na którym miała może z dziesięć. Podobna do matki, ale z tego co się dowiedziałem, bardziej odpowiedzialna, pilnie się uczyła i najprawdopodobniej można było się spodziewać, według Claire, że będzie mieć pełniejsze od niej kształty. Ja jej jednak nie widziałem wcześniej niż w dniu w którym poślubiłem jej mamę.

    Pamiętam jak wszedłem do niedużego domu, który zajmowały i ujrzałem ją. Stała i witała się z matką, która informowała ją o zaistniałej sytuacji. Poczułem falę gorąca, żaru, kiedy popatrzyła na mnie i ujrzałem ją w całej okazałości. Miała długie, brązowe włosy i czekoladowe oczy, zgrabna figura oraz pomału zaokrąglające się kształty. Wyglądała ślicznie jak na swój wiek, a ja czułem się dumny, że miałem mieć taką ‘córkę’, a raczej pasierbicę.

    Przełknąłem ślinę, przywitałem się z nią, a ona z chęcią uściskała mnie. Poczułem od niej wspaniały aromat truskawek, frezji i czekolady. Uśmiechnąłem się wiedząc, że przyjęła mnie tak dobrze, cóż, podobno przyzwyczaiła się już do szybkiego tempa życia swojej matki.

    Minął rok, potem drugi.

    Życie z Claire było szczęśliwe, nie miałem na co narzekać. Cieszyłem się z każdej chwili z nią, ale pomału oddalaliśmy się. Nie wiem co sprawiło to, ale staliśmy się dla siebie bardziej przyjaciółmi niż mężem i żoną. Namiętność wyparowała, zastąpił ją tylko czysty seks dla samego zaspokojenia. Życie po prostu stało się strasznie monotonne.

    Ona całe dnie spędzała poza domem, chodziła do spa, kosmetyczki, robiła wszelakie kursy i ciągle chciała podróżować, ja pomału nie nadążałem za nią, wolałem spokój domowego zacisza niż ciągłą zabawę.

    Oddalaliśmy się od siebie.

    Sel, to znaczy Selena, bo tak wolała byśmy do niej mówili, zmieniała się z każdym dniem. Wyrósł z niej łabędź. Piękna, młoda, niewysoka, zgrabna z bujnym biustem i krągłymi biodrami. Czułem się okropnie, gdy patrzyłem na nią z okna gabinetu, jak ona w skąpym bikini pływała w naszym basenie, jak później chodziła w nim i kręciła swoim tyłeczkiem. W jednej chwili pragnąłem być przy niej, objąć, dotknąć…

    Wstydziłem się tego… Czułem się jak perwers, zboczeniec, kiedy twardniałem od natłoku myśli o niej. Miała teraz szesnaście lat, była moją pasierbicą, prawie córką, jej matka wciąż była moją żoną, a ja miałem swoje trzydzieści pięć lat i mogłem być jej ojcem. Wstydziłem się tego, wstydziłem swoich myśli i czynów, ale pragnąłem też jej. Musiałem jednak trzeźwo myśleć, nie mogłem z nią być…

    Tego dnia przyszła poczta. Jak zwykle otrzymałem kilka rachunków i faktur, a przy okazji na moim biurku znalazła się też ta przeklęta paczka Seleny.

    Nie wiedziałem co też mogła zamówić, ale jak się później okazało to było moją zgubą.

    Chciałem jej to tylko zanieść, zostawić na szafce i wyjść. Przecież w tym nie mogło być nic złego. Poza tym miałem cichą nadzieję, że nie będzie jej w pokoju lub też pochłonięta będzie nauką. Nie mogłem znieść myśli, że znów spojrzałbym na to słodkie ciałko skryte pod cienkim ubraniem.

    „Pamiętaj! Ona jest twoją pasierbicą! Prawie córką!” mówiłem do siebie samego.

    Z oporami wstałem potrząsając opakowaniem, ale nic nie zdołałem dosłyszeć. Ciekawiło mnie co też się w tym znajdowało, ale musiałem dać sobie na wstrzymanie i po prostu jej to zanieść. Szybkim krokiem udałem się do jej części domu. Na szczęście o poranku nie musiałem się stykać z półnagą rozespaną Seleną, a ona ze mną w pełnym, porannym wzwodzie.

    Całe wnętrze pogrążone było w ciszy. Claire znów nie było w domu i o ile się nie myliłem miała wrócić dopiero wieczorem, aby spakować się, przespać, a następnie ruszyć jutro do spa wraz z kilkoma znajomymi. Miałem przy okazji na małą zabawę przed jej wyjazdem, w końcu miało jej nie być kilka dni.

    Skierowałem się po schodach na jej półpiętro, gdzie miała sypialnię, łazienkę i pokój do nauki.

    „Dziwne! Cisza?!” – pomyślałem,

    Normalnie zawsze słychać było tu głośną, rockową muzykę lub odgłosy jej przyjaciółek. Najwyraźniej nikogo tym razem nie zaprosiła. Może nawet sama wyszła do znajomych.

    Skierowałem się do jej sypialni. Chciałem tylko odłożyć to na półce i wrócić do pracy. Miałem jeszcze kilka spraw do załatwienia tego dnia i musiałem wykonać kilka telefonów, aby później móc cieszyć się wieczorem z Claire.

    Drzwi były uchylone, a do mnie zaczął dochodzić dziwny odgłos, jakby sapanie i ciche pojękiwania. Przełknąłem ślinę i choć miałem pewne obawy, spojrzałem.

    Zamarłem.

    Przed sobą miałem idealny widok na jej łóżko. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że ona na nim była… była naga. Lekko pchnąłem drzwi i po prostu wpatrywałem się w widok przed sobą.

    Nie wiedziała, że tam stałem. Leżała, a raczej klęczała nago odwrócona swoim cudnym tyłeczkiem w moją stroną. Wypinała się w moją stronę, kiedy jej palce sunęły pomiędzy jej nogami, gładziły ten mały skarb, który chciałem posiąść.

    Dostrzegłem, że w coś się wpatruje, ale byłem bardziej zafascynowany jej słodkimi paluszkami niż tym przez co robi to co robi.

    Sapnąłem, kiedy zdałem sobie sprawę, ze wsuwa w siebie swoje małe paluszki, chciałem je zastąpić, ale powstrzymywałem się. Stałem urzeczony jej widokiem i napawałem się tym.

    Ona jednak w tej samej chwili zatrzymała się, obróciła głowę. Poluźniłem krawat, bo nie wiedziałem, jak zareaguję. Czułem się skrępowany tą sytuacją, Selena w końcu była moją pasierbicą.

    Dopiero po chwili jęknąłem zdając sobie sprawę, jak twardy jestem: – Seleno…

    Zadrżała na brzmienie swego imienia, a ja czułem się jeszcze bardziej podniecony. Nie miałem ochoty opuszczać tego miejsca.

    Bałem się tego co powie, że zacznie wrzeszczeć, krzyczeć i wyzywać od zboczeńców. Bałem się, że powie o wszystkim swojej matce…

    Selena zrobiła jednak coś niespodziewanego dla mnie. Obróciła się na plecy i rozszerzyła uda. Moim oczom ukazała się lśniąca od jej soków cipka, którą masowała swoimi paluszkami. Przełknąłem ślinę czując, że moja erekcja chce wyjść na wolność i zanurzyć się w niej. Wolną ręką potarła swoje piersi, które wciąż ukrywał cienki materiał koszulki. Dostrzegałem twarde sutki, które szturchałam palcami.

    Nagle uniosła swoje palce z cipki do ust. Widziałem jej soki okalające je, a ona po prostu zassała i posmakowała samej siebie. Wpatrywała się we mnie, a chyba bardziej temu co miałem w spodniach. Mimowolnie potarłem się, a ona uśmiechnęła z zadowolenia.

    – Seleno… – sapnąłem, jak jej ręka ponownie znalazła się na jej słodkiej cipce.

    – Hmm… – wymruczała, równocześnie wsunęła w siebie palec.

    Chciałem podejść do niej. Pochylić się i polizać tą gładziutką cipkę. Wyglądała tak smakowicie.

    Ściągnęła z siebie koszulkę ukazując dwie śliczne półkule. Miała idealne piersi, sporej wielkości, okrągłe, jędrne, zakończone ciemnymi, twardymi wypustkami. Aż chciało się nimi bawić, pociągnąć, poszczypać, pogryź…. Miałem coraz większą ochotę zabawić się z śliczną dziewczyną, ale wciąż wiedziałem, że jest moją pasierbicą.

    Coś w jej oczach błysnęło…

    Wstała i skierowała się w moją stronę. Chciałem się cofnąć, ale tego nie zrobiłem, a ona opadła przede mną na kolana i zaczęła rozpinać spodnie. Próbowałem ją zatrzymać, lecz ona nie reagowała na to… zrobiła to co chciała uwalniając moją twardą erekcję.

    Oblizała wargi, a dłonią przesunęła po całej długości. Po chwili jej język już oblizywał główkę i nie mogłem się powstrzymać.. jęknąłem. Ona szła dalej. Wzięła go w słodkie usteczka, objęła go i zassała.

    Sapałem i jęczałem pod wpływem tego uczucia.., Złapała mnie za uda biorąc jeszcze głębiej, a ja rozkoszowałem się tym uczuciem…

    Nagle zatrzymała się, zakrztusiła… Ta jedna chwila uświadomiła mi co tak naprawdę się teraz stało, co zrobiłem. Ogarnął mnie strach, przerażenie, niedowierzanie…

    Zbliżyła swoją głowę do mojej erekcji, ale ja wiedziałem, że muszę ją zatrzymać. Odepchnąłem ją, a w jej oczach ostrzegłem ból.

    – Nie… nie… nie możemy… – wyjąkałem zapinając szybko spodnie.

    Chciała mnie powstrzymać, z niechęcią nie uległem jej…

    – Nie, Selena! – powiedziałem i opuściłem pokój.

    Wciąż byłem rozgrzany, twardy i napalony, ale wiedziałem też, że nie mogłem tego dłużej ciągnąć.

    Miałem nogi jak z waty, kiedy dotarłem do swojego biura. Zamknąłem drzwi na klucz i opadłem na fotel. Twarda erekcja pulsowała mi w spodniach, więc rozpiąłem je uwalniając ją.

    Pocierałem ja myśląc o tym co przed chwilą się stało.

    Przed oczami wciąż miałem Selenę, jej nagie ciało rozciągnięte na pościeli i narażone na moje spojrzenie. Wyglądała tak cudownie, wprost do schrupania. Chciałem jej wtedy i nadal pragnąłem.

    Teraz mogłem sobie tylko wyobrażać ją, klęcząca tak jak wtedy i ssącą mojego penisa, biorącą go głęboko i z zapałem. Chciałem spuszczać się w jej gardło i widzieć jak połyka wszystko, co jej daję. Przed oczami miałem też siebie, klęczącego pomiędzy jej rozchylonymi udami i liżącego śliczną, zadbaną cipeczkę. Chciałem wsuwać język pomiędzy wargi, wsuwać paluszek w jej ciasne wnętrze. Pragnąłem jej posmakować.

    Gdy tylko bym ją zaspokoił, wylizał każdy fragment skóry, wziąłbym ją i posiadł. Ujeżdżał i brał to co chciał, a ona by tylko jęczała z zachwytu i krzyczała moje imię. Dałbym nam obojgu rozkosz, zabawę.

    – Kurwa… – warknąłem biorąc chustkę z biurka i spuszczając się w nią.

    Byłem chory… naprawdę chory.

    Miałem wspaniałą żonę, która chętnie zaspokajała mnie w łóżku, a ja chciałem teraz także jej córki. Pragnąłem swojej pasierbicy i to było chore. Była niepełnoletnia, piękna i miała też w sobie to coś…

    Zapiąłem spodnie i spróbowałem skupić się na papierach, ale to i tak nic nie dawało. Wciąż wyobrażałem sobie ją.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ania
  • Opowiadanie? Nie, prawdziwa historia…

    Witam wszystkich.
    Mam na imię Marta i chciałam się z Wami podzielić moją historia. Czy historią? Nie, to nadal trwa.
    Choć pewnie wielu uzna to za bajkę, to ich problem, kwestia podejścia, ale nie o tym tu chciałam.
    Moja historia trwa od mniej więcej od 17 lat, choć dopiero od dwóch dzieją się “konkrety”.
    Mam 32lata, jestem szczęśliwą matką i żoną. Mieszkam razem z rodziną i młodszym bratem w dużym domu na wsi odziedziczonym po dziadkach.
    Chociaż mieszkam z rodziną to trochę za dużo powiedziane. Mąż pracuje na platformach wiertniczych w okolicach Norwegii, i w domu jest co trzy miesiące na kilkanaście dni.
    Ale zgodziłam się na to więc nie mam prawa narzekać, zwłaszcza że pieniądze które tam zarabia wystarczają na moje wszystkie zachcianki 🙂
    Ok, wracam do tematu.
    Warunkiem odziedziczenia tak dużego domu było to iż będę w nim mieszkała z bratem. Póki co jest kawalerem, jest zaręczony, ale przyszła bratowa nie mieszka jeszcze z nami.
    Marcin ma 30lat. Dobrą pracę, jest ustatkowany i “normalny”.
    Tak jak na wstępie wspomniałam moja historia zaczęła się jakieś 17 lat temu. Ja miałam 15, Marcin 13lat. Mimo iż urodziliśmy i wychowaliśmy się w mieście, każdą wolną chwilę, weekendy czy wakacje spędzaliśmy u dziadków na wsi. Tam mieliśmy wielu przyjaciół, znajomych, las, jezioro.
    Jak co roku wakacje u dziadków. Zawsze mieliśmy świetny kontakt z bratem. Wiele rzeczy robiliśmy razem, mieliśmy wiele wspólnych tematów. Również mniej więcej w tym samym czasie zaczęliśmy interesować się płcią przeciwną i wszystkim co jest z tym związane. Tak naprawdę zaczęło się od oglądania ze znajomymi filmu “Lody na patyku”. Potem jakieś wyciągnięte przez chłopaków gazetki z gołymi babkami i oczywiście jak to w tym wieku śmiech i docinanie sobie wzajemnie.
    Nadszedł wieczór. U dziadków mieszkaliśmy z bratem w jednym pokoju. Po kolacji i kąpaniu leżeliśmy razem w łóżkach i jak to codziennie bywało zanim zasnęliśmy wspominaliśmy miniony dzień i robiliśmy plany na następny.
    Jednak nie tym razem. Nasza rozmowa kręciła się cały czas wokół obejrzanego filmu i gazet porno. Zaczęliśmy z bratem wymieniać się opiniami i spostrzeżeniami. Do dzisiaj pamiętam że nie wiem dlaczego, ale zaczęłam dociekać jak wygląda, pachnie i smakuje męski penis. Oczywiście brat również ciągnął temat w drugą stronę. Jako że zawsze świetnie się dogadywaliśmy, mieliśmy wiele wspólnych tajemnic i ufaliśmy sobie, postanowiliśmy tej nocy zaspokoić swoją ciekawość. Oczywiście nie obyło się bez sakramentalnego “przyrzekam” że zostaje to między nami.
    Jako że nie mogliśmy wyłonić które z nas pierwsze się rozbierze, postanowiliśmy robić to jednocześnie. Marcin włączył nocną lampkę i stanęliśmy przed sobą.
    Do dzisiaj pamiętam to uczucie kiedy pierwszy raz przed chłopakiem ściągałam z siebie koszulkę. Nie było w tym jakiegoś romantyzmu, ale kiedy on ściągał z siebie spodenki a ja majtki, poczułam pierwszy raz w życiu dziwne mrowienie i ciepło między nogami. Mimo chłodnej nocy, otwartego okna i półmroku w pokoju, zauważyłam że jego penis robi się coraz większy. Zresztą moje nierozwinięte i małe piersi również robiły się bardzo twarde.
    -No siostra, teraz już wiemy jak to wszystko wygląda na żywo, co robimy z tym dalej?
    -No mieliśmy jeszcze sprawdzić nasze części ciała jakie są w dotyku, tylko kto zaczyna?
    Znów postanowiliśmy zrobić to jednocześnie. Usiedliśmy na łóżku naprzeciw siebie po turecku, tak że oboje widzieliśmy swoje intymne miejsca jak na dłoni. Marcin położył dłoń na moim łonie, a ja chwyciłam w dłoń jego penisa. Czułam jak robię się mokra, pierwszy raz w życiu, zwłaszcza że czułam jak jego penis rośnie mi w dłoniach. To było fantastyczne uczucie.
    -Wiemy już jak wyglądamy na żywo, wiemy jakie w dotyku są nasze części ciała, zostaje smak – powiedziałam
    -No ale co chcesz sprawdzić? Jak? Lizać?
    -No tak jak to było w filmie i w gazetach, już nie pamiętasz jaki wtedy mądry byłeś jak oglądaliśmy?
    -No ok, ale teraz Ty zaczynasz – powiedział Marcin.
    Roześmiałam się siedząc przed nim, rzuciłam mu “cwaniak” i popchnęłam go tak że upadł na plecy leżąc obok mnie.
    Nachyliłam się nad jego przyrodzeniem, znów wzięłam w dłoń (chociaż już był dużo mniejszy niż przed chwilą) i pocałowałam w główkę. Raz, drugi, trzeci. Polizałam po czubku a potem wzdłuż prącia. Zaczął sztywnieć. Nie wiem dlaczego (może to instynkt kobiecy 🙂 ) ale wzięłam jego główkę w usta. Przecież wszyscy mówili o ciągnięciu i ssaniu. Wzięłam kilka razy główkę w usta (dopiero po kilku latach zdałam sobie sprawę że pierwszy raz wtedy obciągałam).
    Zrobiłam kilka ruchów i odpuściłam, nie zdając sobie sprawy z tego jak blisko było jego wytrysku…
    -No braciszku, Twoja kolej.
    Położyłam się na plecach i rozłożyłam przed nim nogi. Nachylił się i pocałował mnie w cipkę. Czułam się dziwnie. Czułam że robię się mokra mimo iż całował jak mamę w policzek.
    -Miało być językiem – wyjąkałam
    I wtedy przesunął językiem po moich wargach i wzdłuż szparki. Czułam się tak mokra jakbym popuściła, ale to było inne uczucie….
    I na tym się zakończyło. Oczywiście zostało to na zawsze nasza tajemnica. Tak skrytą, że sami do tego nigdy nie wracaliśmy.
    Wydorośleliśmy oboje. Życie tak nam się potoczyło że zamieszkaliśmy znów u dziadków w domu. Pobrałam się, zaszłam w ciążę, i wtedy okazało się że brat mieszkający w tym samym domu jest dosłownie aniołem. Tak jak wspominałam na wstępie mąż pracuje w delegacji, niestety nawet kiedy byłam w ciąży. Brat pomagał mi w wielu czynnościach takich jak sprzątanie, zakupy, czy wyjazdy po męża na prom.
    Doszło do tego że poprzez moją skromną posturę problemy zaczęły stwarzać mi podstawowe czynności w domu.
    I tak pewnego razu musiałam poprosić brata o pomoc w napełnieniu wanny wodą i ściągnięciu sukienki.
    Byłam wtedy w ósmym miesiącu ciąży.
    Nalał mi wody do wanny i pomógł rozpiąć sukienkę.
    -Możesz już wyjść, już się dalej sama rozbiorę, dziękuję
    -Gdybyś czegoś potrzebowała to wołaj, będę w kuchni
    Nie wiem czy naprawdę potrzebowałam pomocy, czy to działały hormony (ale w ciąży miałam straszną ochotę na jakikolwiek sex) ale zawołałam….
    -Marcin!!!!, chodź szybko!!!
    Brat zjawił się w ciągu kilku sekund
    -Co się stało?
    -Pomóż mi rozpiąć stanik i wejść do wanny
    Odwróciłam się do niego plecami i podwiązałam włosy. Rozpiął mi stanik i zapytał:
    -Jak mam Ci pomóc wejść do wanny skoro jeszcze masz majtki na sobie?
    -A jak pomożesz mi je ściągnąć to będzie jakiś problem?
    -Wiesz, kiedyś nie przeszkadzało Ci leżeć bez majtek przedemną……
    Trochę mnie tym zaskoczył. Nie spodziewałam się że po tylu latach będzie pamiętał tę noc.
    I co tu odpowiedzieć?
    To był odruch, chyba nawet nie kontrolowałam tego.
    Odwróciłam się do niego przodem, opuściłam ręce. Patrzył przez chwilę na moje wielkie piersi z jeszcze większymi ciemnymi i nabrzmiałymi sutkami.
    -Jeśli znów jesteś taki cwany jak kilkanaście lat temu to rozbierz mnie do końca…
    I co zrobił?
    Nie wiem czy pisać dalej. Czy kogoś to zainteresuje co było dalej.
    Napiszcie coś w komentarzach.
    Teraz jeszcze mała zabawa paluszkami i idę spać.
    Dobranoc 😉

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marta K
  • Opowiadanie? Nie, prawdziwa historia…cz 2

    Na czym zakończyłam?
    Stałam w łazience, obok wanny przed Marcinem jedynie w samych majtkach. Stał i patrzył. Na zmianę na moje wielkie piersi i jeszcze większy brzuch. Nie wiem jak to działa na facetów, ale mi mój widok w lustrze nie podobał się. Fakt, piersi mogły by takie zostać (choć wiedziałam że po porodzie będą mniejsze i bardziej oklapłe 🙁 ), ale nie rozumiem jak mogła tak na niego działać starsza siostra w ósmym miesiącu ciąży. A mój widok musiał na niego podziałać podniecająco bo nie dało się nie zauważyć rosnącego “namiotu” w jego bokserkach.
    -To jak? Pomożesz mi z tymi majtkami i wejściem do wanny czy będziesz tak stał i się gapił?
    Ukląkł przede mną i bardzo delikatnie i powoli zaczął zsuwać majtki z moich bioder. Poczułam mrowienie i ciepło między nogami. Jakoś tak odruchowo złapałam go za głowę i niby żeby się przytrzymać delikatnie pociągnęłam jego głowę w moją stronę. Zsunął mi majtki do połowy ud i na chwilę się zatrzymał. Tak, mimo ósmego miesiąca ciąży dbałam o swoje ciało i również moje intymne miejsca. Jego oczom ukazała się gładziutko wygolona, różowa cipka. Myślę że bardziej spodziewał się buszu w tym miejscu 🙂
    Zsunął mi majtki do kostek, lekko uniosłam jedną nogę żeby łatwiej mu poszło, wtedy zobaczył dokładniej moją myszkę. Kiedy już się uporał z moimi majtkami wstał.
    -Pomóc Ci wejść do wanny czy dasz sobie rade? – zapytał dziwnym drżącym głosem
    -Dziękuję, już i tak dużo mi pomogłeś, ale jeśli masz ochotę to możesz jeszcze pomóc mi wejść, a potem umyć plecy, pomasować stopy, przynieść herbaty, potem pościelić łóżko i przygotować kolację.
    -Marta, wiesz że jeśli trzeba to zawsze Ci pomogę, ale nie przeginaj – powiedział i mrugnął okiem.
    -Żartowałam, pomóż mi z czym możesz i na co masz ochotę – ciągnęłam temat również mrugając do niego okiem.
    Podał mi rękę i pomógł wejść do wanny po czym wziął gąbkę, nałożył żelu i zaczął myć plecy. Plecy, ramiona, szyję. Zrobiło mi się tak przyjemnie że oparłam się plecami o brzeg wanny i nie myślałam że teraz nie ma dostępu do moich pleców. Oparłam się a jego oczom znów ukazały się moje piersi z wielkimi sterczącymi sutkami.
    Nie liczyłam na to choć podświadomie chciałam aby to zrobił. Zaczął myć mi szyję schodząc miękką gąbką coraz niżej. Kiedy dotarł do piersi delikatnie masował je gąbką wokoło a kiedy muskał moje sutki odruchowo zaciskałam uda i delikatnie otwierałam usta coraz głośniej oddychając. Czy to zauważył? Na pewno.
    -Resztę ciała musisz umyć sobie sama, ja jeszcze tylko zrobię Ci masaż i wystarczy Ci przyjemność.
    -Żebyś się nie zdziwił – pomyślałam
    Usiadł na brzegu wanny podciągnął mi nogi do góry i oparł stopy o wannę.
    Zaczął masować łydki, delikatnie i powoli. Zamknęłam oczy, wzięłam w rękę gąbkę i powoli myłam swoje piersi i brzuch.
    Masował na zmianę łydki i stopy. Nie wiedziałam że masaż stóp może być tak relaksujący a zarazem podniecający. Moja ręka z gąbką odruchowo powędrowała w okolice mojego krocza a mój oddech robił się znów coraz głośniejszy.
    Skubaniec wyłapał to i po chwili czułam jak jego dłoń wędruje coraz wyżej po mojej łydce, wewnętrznej stronie ud i coraz wyżej. Zatrzymała się naprawdę blisko i znów na dół. Zrobił tak dwa, może trzy razy. Miałam już dość tych igraszek. Kiedy znów podszedł tak wysoko, złapałam do za rękę i położyłam jego dłoń na swoim łonie. Przycisnęłam ją mocno do swojej cipki i zaczęłam ocierać się o nią. Po chwili byłam już bliska mega orgazmu. Ale nie, jeszcze nie.
    Uniosłam się trochę i bez uprzedzenia złapałam go za sterczącego w bokserkach penisa. Raczej nie był zaskoczony i nie protestował.
    -Wstań – powiedziałam i podniosłam się w wannie na kolana.
    Stanął przede mną. Przez chwilkę ugniatałam jego penisa schowanego jeszcze w spodenkach żeby po chwili ściągnąć mu je i opuścić do kostek. Był wielki i nabrzmiały jakby za chwilę miął strzelić potężną dawką spermy.
    Zaczęłam masować go dłonią, czułam jak jeszcze bardziej rósł. Popatrzyłam na brata, był nieobecny, był podniecony, był mój.
    I w pewnej chwili myśl. Co dalej? Co mam robić? Jak daleko się posunąć?
    I nastąpił odruch jak u każdej (a przynajmniej u każdej normalnej kobiety), przecież już kiedyś mu obciągnęłam. Polizałam go na całej długości, od jąder aż do główki. Głośno dyszał. Widziałam że jest już blisko.
    -Teraz Cię wykończę – pomyślałam z szyderczym uśmiechem i wzięłam go w usta.
    Zaczęłam mu obciągać jak tylko potrafiłam. Nie trwało to jednak długo. Czułam że już prawie doszedł kiedy delikatnie złapał mnie za włosy i odciągnął moją głowę. Popatrzyłam na niego…
    -Zabierz te łapy z mojej głowy – i znów się do niego przyssałam.
    Po kilku sekundach poczułam jak usta zalewa mi gorące nasienie. Zaczęłam się krztusić, ale nie wypuściłam go z ust. Wyssałam go do końca. Nie, nie połykałam nic, cała jego sperma zaczęła spływać mi po brodzie, szyi, piersiach i do wody. Stał tak przez chwilę i nie wiedział co robić.
    -Pomóż mi wstać, opłucz mnie i idź zrobić kolację – powiedziałam z uśmiechem
    -Aha, czyli jednak wyszło że muszę ją robić? – zapytał
    -Nie braciszku, rób tylko to co możesz i chcesz, ale pomyśl…..- po czym pocałowałam go w usta i odepchnęłam z uśmiechem…….:)
    CDN?

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marta K
  • Opowiadanie? Nie, prawdziwa historia…cz 3

    Po incydencie w łazience nie wracaliśmy już do tego.
    Po niecałym miesiącu urodziłam, potem obowiązki przy dziecku, nieprzespane noce i wszystkie “przyjemności” związane z niemowlakiem.
    Po mniej więcej pół roku od porodu zaczęłam krytycznie patrzeć na swoje ciało (zresztą nawet mąż kiedyś niby w żartach powiedział mi że “zapuściłam się”).
    Zaczęła się dieta, na ile dziecko mi pozwalało ćwiczenia w domu, kiedy zrobiło się cieplej rower i rolki. Niestety mimo kremom, balsamom i masażom piersiom nie udało się wrócić do stanu przed ciążą. Rozmiar 75B, ale lekko obwisłe ;(
    Jak wspomniałam na początku, nie wracaliśmy już z bratem do tego co stało się miedzy nami w łazience. Tzn brat nie wracał, a przynajmniej nic mi o tym nie było wiadomo.
    Natomiast mi często zdarzało się wracać w myślach do tego.
    Brat zawsze miał manię na punkcie zdrowego odżywiania się, więc mimo iż nigdy nie przepadałam za smakiem i zapachem nasienia, jego sperma mi naprawdę posmakowała. Niejednokrotnie zabawiając się sama łapałam się że robiłam się bardziej mokra i szybciej dochodziłam wspominając tamto wydarzenie. Co do jego penisa, jest inny niż męża. Może i krótszy, ale o wiele grubszy. No i przede wszystkim gładziutko ogolony co mnie strasznie podnieca, a męża od wielu lat nie mogę namówić aby zaczął się depilować. Dlatego mimo iż uwielbiam seks oralny, nie lubię włosów w ustach i czasem ssanie mężowi mi nie odpowiadało.
    Wracając do tematu. Jakiś rok po przygodzie z bratem w łazience przyłapałam się na tym że zaczęłam fantazjować jak mógłby wyglądać sex z nim i jak byłoby poczuć jego penisa w sobie, bo był naprawdę gruby.
    I coraz częściej zaczynała mnie podniecać sama myśl o tym. I obojętnie gdzie i przy jakiej okazji, kiedy o tym zaczynałam fantazjować, robiłam się mokra.
    Apogeum nastąpiło pewnego letniego wieczora. Tak jak wspominałam, brat ma narzeczoną która jeszcze wtedy z nami nie mieszkała. Było już po północy i oboje albo myśleli że już śpię, albo po prostu się zapomnieli. Kiedy leżałam w łóżku i bawiłam się telefonem zaczęły dochodzić do mnie dziwne odgłosy i cichy śmiech. Kiedy wychyliłam się lekko przez okno żeby zobaczyć co się dzieje, w ogrodzie pod altanką zobaczyłam jak brat bierze od tyłu swoją dziewczynę. Mimo iż wyłączyli światło, i tak w półmroku było widać ich ciała i słychać o czym rozmawiają.
    Trwało to jakieś 20-25 minut. Różne pozycje, na zmianę sex oralny i pod koniec moja ulubiona pozycja – 69. Skąd wiem że to był już koniec? Ona szczytowała chwilę przed nim bo było ją słychać. Kiedy on dochodził, coś do niej powiedział, ale ona wyraźnie odpowiedziała że nie lubi i nie namówi jej. Zaczęła robić mu dobrze ręką i wtedy doszedł.
    Domyśliłam się że chodziło i lodzika z finałem w jej ustach. Pomyślałam tylko że nie wie co traci bo jego sperma jest fantastyczna i nigdy nie dogodzi mu tak jak siostra. Zrobiłam się momentalnie mokra i wtedy zapadła decyzja. Chcę mu obciągnąć ponownie.
    Tej nocy dwa razy zrobiłam sobie sama dobrze myśląc już tylko o nim.
    Rano obudziłam się dużo wcześniej od nich. Ogarnęłam siebie, dziecko, zawiozłam je do żłobka i w drodze powrotnej zaczęłam snuć plan jak doprowadzić do sytuacji w której znów stanie przede mną z opuszczonymi majtkami.
    Po powrocie do domu ogarnęłam kuchnie, zrobiłam sobie kawę i czytałam gazetę przy stole w kuchni. Brat zszedł na dół.
    -Ala jeszcze śpi? – zapytałam
    -Nie, wstała już ale poszła się wykąpać i zaraz zejdzie na śniadanie więc mam chwilę dla siebie – odpowiedział ziewając i odwrócił się tyłem do mnie robiąc sobie kawę.
    -Przez tą chwilę wyssała bym z ciebie całą spermę, do ostatniej kropli – pomyślałam patrząc na jego tyłek. Mam wrażenie że pomyślałam za głośno bo odwrócił głowę i popatrzył jakoś tak dziwnie na mnie.
    -Co się gapisz? – rzucił znów ziewając
    -Patrzę tylko czy po nocy nie masz bokserek brudnych z trawy – odpowiedziałam nie myśląc chyba co mówię.
    Odwrócił znów głowę w moją stronę i zauważyłam że zrobił się czerwony na twarzy. Popatrzyłam mu przez chwilę prosto w oczy i nagle usłyszałam że jego dziewczyna schodzi po schodach.
    -Nie będę Wam przeszkadzała, idę ogarnąć łazienkę i umyć auto – wstałam od stołu i przechodząc obok niego złapałam go za pośladek. Znów popatrzył na mnie zmieszany.
    -Do zobaczenia później – puściłam mu oczko i wyszłam z kuchni kręcąc tyłkiem.
    Wzięłam się za sprzątanie łazienki, pokoju i tak zeszło mi do południa. W końcu korzystając z pięknej pogody postanowiłam zabrać się za auto. Brat razem z dziewczyną pojechali gdzieś po śniadaniu więc postanowiłam włożyć wygodną, choć już dawno nie używaną górę od stroju kąpielowego i naprawdę króciutkie, obcisłe choć bardzo wygodne spodenki. Tak krótkie że pośladki prawie same z nich się wysuwały 😉
    Podwórko i ogród w Naszym domu są ze wszystkich stron ogrodzone wysokim żywopłotem a brama i furtka wejściowa zamykane pilotem, więc nie obawiałam się że ktoś znienacka wejdzie i zobaczy mnie w takim stroju.
    Nikt poza bratem.
    Umyłam auto z zewnątrz, zrobiłam sobie małą przerwę na kawę i wzięłam się za środek. Kiedy odkurzałam bagażnik przyjechał brat. Teraz już sam. Wysiadł z auta, ściągnął koszulkę i podszedł do mnie.
    -A mi kawę zrobiłaś? – zapytał
    -A skąd miałam wiedzieć o której wrócisz? Trzeba było chociaż napisać – odpowiedziałam niby z łaską, ale jednak zadowolona że wrócił sam
    -Chciałem Cię zaskoczyć jak sprzątasz auto i klepnąć Cię w tyłek tak jak ty zrobiłaś to mi rano.
    -I co? Zawiedziony że Ci nie wyszło?
    -W sumie patrząc na Twój tyłek trochę zawiedziony.
    -Jak twierdzisz że jest na co patrzeć, chociaż wątpię, to masz – odwróciłam się do niego tyłem i nachyliłam się znów biorąc się za odkurzanie bagażnika w aucie.
    Nagle poczułam na pośladku jego dłoń. Mimo iż po cichu liczyłam na to, poczułam się zaskoczona że to zrobił. Jako że spodenki ledwo zakrywały mi pośladki, nie miał problemu żeby odsłonić jeden całkiem i całą dłonią go złapać.
    Oczywiście nie protestowałam. Kiedy po kilku sekundach puścił, odwróciłam się do niego i znów popatrzyłam mu w oczy tak jak rano.
    -I co? Wiem że nie jest taki jak Alki, ale za to ja potrafię inne rzeczy – sama nie wiem dlaczego to powiedziałam
    -Co masz na myśli? Wiem że wiesz co robiliśmy w nocy w ogrodzie, ale chyba nie było aż tak wszystkiego widać? – powiedział trochę zmieszany
    -Widać nie, ale pewne rzeczy słyszałam i chyba wiem czego Ci brakowało pod koniec – przysunęłam się do niego i patrząc mu znów w oczy złapałam go delikatnie za krocze.
    -Co słyszałaś? – zapytał tak jakby chciał zrobić to stanowczo, ale że trzymałam w dłoni jego jajka to spuścił z tonu
    -Co zrobisz jak teraz uklęknę tu przed Tobą, ściągnę Ci spodenki i obciągnę? Nie wyjmując go do końca, jak kiedyś w łazience?- zapytałam lekko ściszonym głosem powoli zsuwając mu spodenki jedną ręką
    -Nie myślałem że to się kiedyś jeszcze powtórzy
    -To nie myśl dalej, tylko patrz – uklękłam przed nim
    Szybkim ruchem ściągnęłam mu spodenki i majtki i znów go ujrzałam. Duży, gładziutko ogolony i już lekko podniesiony.
    Złapałam go w dłoń i zaczęłam robić mu dobrze ręką. Kiedy już zauważyłam że Marcin coraz szybciej oddycha polizałam go dwa razy od jąder aż po główkę, a za drugim razem wzięłam w usta i zaczęłam mu ssać.
    chociaż ssać to delikatnie powiedziane. Po prostu zaczęłam mu obciągać szybko i namiętnie.
    Delektowałam się jego smakiem i zapachem. marzyłam o tym i fantazjowałam od dawna. Aż tu znów mam go w ustach. Chciałam tą chwilę zatrzymać jak najdłużej. Odruchowo moja jedna dłoń powędrowała na moje krocze i zaczęłam się dotykać. Byłam już cholernie podniecona. Tak bardzo że nie zauważyłam że Marcin zaraz dojdzie. Ale nie. Tym razem w przeciwieństwie do tego co stało się kiedyś w łazience, stanowczo odchylił moją głowę żebym przestała.
    -Coś nie tak? Nie krepuj się, chcę abyś skończył w moich ustach – byłam tak podniecona i miałam taką ochotę na jego spermę że postanowiłam wszystko połknąć
    -Nie, wszystko ok, tyle że jestem Ci coś winny
    -O czym mówisz? Co winny?
    -Orgazm – odpowiedział i popchał mnie do auta na tylne siedzenie
    Leżałam na plecach i nie wiedziałam czy stawiać opór czy się poddać. Nie było nawet kiedy myśleć bo po chwili już miałam nogi w górze i ściągane spodenki razem z majtkami. Rozłożył mi nogi a stopy oparł o oparcia foteli. Do tej pory w takiej pozycji leżałam tylko u ginekologa. Nie myślałam już o niczym. Byłam mokra i podniecona jak cholera. Niech robi co chce. Ale w momencie kiedy nagle poczułam na mojej cipce jego język myślałam że oszaleję. Rozchylił mi nogi jeszcze bardziej a jego język lizał mnie coraz głębiej. Lizał i ssał na przemian.
    Czułam że już dochodzę. Że dłużej nie wytrzymam. Ale nie, nie będzie tak jak on chce. Nie chcę tak dochodzić.
    -Dobra wystarczy – powiedziałam i dosłownie wysunęłam się spod niego.
    -Marta, coś nie tak? Chcę Ci wynagrodzić to co już dla mnie zrobiłaś. Chcę dać Ci orgazm
    -Ale ja kurwa nie chcę – i odepchnęłam go
    -Przepraszam – zgłupiał
    Przeskoczyłam szybko na przednie siedzenie do schowka żeby coś wyciągnąć i wróciłam do niego.
    -Jeśli naprawdę chcesz mi podziękować i nie masz oporów że jestem Twoją siostra to zakładaj to – i pokazałam mu prezerwatywę
    -Ale że co? Co chcesz z tym zrobić? – zapytał strasznie zdziwiony i zaskoczony
    -Kurwa będziemy balony dmuchać i zrobimy kinder party – odpowiedziałam trochę poirytowana, po czym usiadłam mu na kolanach, otworzyłam prezerwatywę, nachyliłam się nad nim i szepnęłam do ucha – Przeleć mnie tu i teraz.
    Nie wiem dlaczego ale wpiłam się ustami w jego usta i włożyłam mu język prawię do gardła. Oczywiście odwzajemnił to i przez chwilę nie całowaliśmy tylko lizaliśmy się.
    W międzyczasie założył na siebie prezerwatywę, uniósł mnie delikatnie za biodra i wsunął się pode mnie. Oderwał usta od moich.
    -Jeśli jesteś tego pewna i gotowa na to, to siadaj – i puścił moje pośladki.
    Nawet się nie zawahałam. Złapałam go dłonią za penisa, nakierowałam na swoją dziurkę i nadziałam się na niego. Byłam tak mokra że wszedł za pierwszym razem do samego końca.
    Pamiętam że tylko głośno zajęczałam.
    -Wszystko ok? – zapytał
    -Jest zajebiście ok – odpowiedziałam i ruszając się z jego penisem w środku i ponownie włożyłam mu język w usta.
    Nie trwało to długo, po chwili poczułam że zbliża się meeeeega orgazm. I rzeczywiście. Pamiętam że prawie odleciałam a dreszcze miałam jeszcze przez kilka minut po wszystkim. Byłam tak mokra że już prawie nie czułam że Marcin jest ciągle we mnie i że zaraz też skończy. Po chwili mimo iż miał na sobie prezerwatywę poczułam jak wypełnia ją jego gorące nasienie.
    Zrobił jeszcze kilka ruchów i zastygliśmy oboje ja opadając na niego. Nie wyszedł jeszcze ze mnie więc jeszcze przez chwilę czułam jak pulsuje i pompuje spermę. Wtedy przypomniałam sobie na co miałam ochotę na początku. Zeszłam z niego, nachyliłam się nad jego jeszcze sterczącym penisem, zdjęłam prezerwatywę i wzięłam do ust jego penisa. Wyssałam to co jeszcze było w nim do końca i oblizałam całego z resztek spermy.
    -Od rana chciałam wyciągnąć z Ciebie wszystko i połknąć tak żeby nie uronić ani kropli
    -No to pokrzyżowałem Ci trochę plany siostrzyczko bo większość poszła w gumkę – uśmiechnął się i cmoknął mnie w usta
    -Nic się nie zmarnuje – mrugnęłam do niego okiem i później sama sobie się dziwiłam dlaczego to zrobiłam, ale przyłożyłam prezerwatywę do ust, ścisnęłam i wyssałam z niej jeszcze ciepła spermę, połknęłam, oblizałam usta i cmoknęłam brata.
    -Teraz Ty kończysz sprzątać auto a ja idę szykować obiad – wydałam mu polecenie i zaczęłam się ubierać. Jeszcze podczas ubierania nachyliłam się nad penisem brata, pocałowałam go w główkę i powiedziałam – Do zobaczenia wieczorem.
    -Ale wieczorem jadę do Ali – odpowiedział zmieszany Marcin
    -Rób jak chcesz, albo jedź do Ali, albo dzisiaj w nocy mnie przelecisz w ogrodzie – i poszłam robić obiad………….
    Myślicie że został i przeleciał mnie w nocy w ogrodzie? Nie. Pojechał do dziewczyny. Wrócił rano.
    Ale jego śniadaniem byłam ja na stole w kuchni…..
    W sumie do tego momentu chciałam Wam opowiedzieć moją historię. Do momentu pierwszego, szalonego, zajebistego, zakazanego stosunku z bratem.
    Stosunku? Nie, my się nie kochaliśmy, my nie współżyliśmy itp. My się za pierwszym razem pieprzyliśmy.
    Trwa to już troszkę ponad dwa lata. Nikt o tym nic nie wie. To tylko nasza tajemnica i to nas jeszcze bardziej nakręca. Mimo iż Marcin jest już po ślubie, to nadal sypiamy ze sobą. Czasem jest to delikatny i romantyczny sex z pieszczotami (uwielbiam jak liże moje ciało od stópek do uszek dokładnie z każdej strony), a czasem pieprzymy się ostro i na szybko w kuchni na stole lub jak za pierwszym razem w aucie. To z nim zakosztowałam smaku spermy w żołądku (i przez to że z jego sperma w ustach całowałam go on tez jej zasmakował) i z nim przeżyłam pierwszy raz i naprawdę polubiłam sex analny.
    Stosunki w Naszych małżeństwach nie zmieniły się w ogóle i o to dbamy.
    Ufamy sobie.
    Czy chcieliśmy z tym skończyć? Tak, dwa razy kończyliśmy. Pierwszy raz wytrzymaliśmy jakoś miesiąc, za drugim razem pieprzyliśmy się już po tygodniu.
    Czy uznacie to za bajkę czy prawdziwą opowiedzianą historię? Wasza sprawa i interpretacja.
    Ja wiem swoje……..
    Dobranoc 😉

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marta K