Author: admin

  • Tak jest szefie!

    Jestem Aleksandra, dla przyjaciół Lola. Pracuję jako barmanka w jedynym pubie w moim miasteczku. Jak wiadomo, w takich mieścinach każdy każdego zna, każdy z każdym pieprzył się niejeden raz. W moim zawodzie o przygodny seks było niezwykle łatwo- alkohol plus dekolt do pępka i nocka zapowiadała się ciekawie. Nigdy też nie miałam problemu z facetami- mój jędrny, duży biust i krągły tyłeczek wielu doprowadzał do szaleństwa i wybrzuszenia w okolicy rozporka. Był tylko jeden facet który nie reagował na mnie podnieceniem a na którego kutasie najbardziej mi zależało. Był to mój szef- Jakub. Na szczęście- do czasu. 

    Z Jakubem łączyły nas bardziej koleżeńskie stosunki niż relacja “szef-pracownica”. Byliśmy w podobnym wieku a ja pamiętałam go jeszcze z liceum. Już wtedy fantazjowałam o szybkim numerku z nim w szkolnej szatni. Niestety on od początku traktował mnie jedynie jak koleżankę. 

    Tego dnia gdy przyszłam do pubu Jakub już był i stał za barem. Od razu zobaczyłam ten błysk w oku który mi mówił, że dziś zamierza ponieść się imprezie. Takich chwil było mało ale podczas nich zawsze było blisko do tego, abym mogła się w końcu dobrać do jego rozporka. 

    -Dziś Lola pracujemy razem! Mam ochotę na dużą porcję zabawy- uśmiechnął się i puścił mi oko. – Na dobry rozruch proponuje kilka shotów.

    Tej nocy imprezowaliśmy chyba lepiej niż ci po drugiej stronie baru. Alkohol lał się strumieniami a my w trakcie robienia drinków tańczyliśmy bez opamiętania. Zauważyłam, że Jakub coraz śmielej mnie dotyka i zaczyna rozbierać mnie wzrokiem. W pewnym momencie, gdy rozmawiałam z klientem, poczułam na moim tyłku rękę szefa. 

    -Nie flirtuj tak z tym frajerem bo jestem zazdrosny- niski szept Jakuba zabrzmiał jak groźba choć jego głos był pełen podniecenia. I choć facet po drugiej stronie baru zupełnie nie był w moim typie to nagle zaczęłam go kokietować. Po kilku minutach została mi wymierzona kara- siarczysty klaps w pośladek wywołał drżenie całego mojego ciała a z mojej cipki popłynęły pierwsze soki. 

    -Jak będziesz taka niegrzeczna to ten klaps to będzie dopiero początek!

    Wiedziałam już, że to będzie ta noc kiedy w końcu dopnę swego i dam się zerżnąć swojemu szefowi. Wspięłam się więc na mały stołeczek który stał przy kontuarze, wypięłam dupkę w zbyt kusej spódniczce w kierunku Jakuba a facetowi za barem wepchnęłam język do ust. Nagle ucichła muzyka, zapaliły się wszystkie światła. 

    -Koniec imprezy, wypad do domu!- głos Jakuba poniósł się echem po całej sali. Przywarł mocno do moich pleców dociskając moje ciało do baru,  jedną ręką złapał mnie za biust adrugą zanurkował pod spódniczką wkładając palce w moją gorącą cipkę- Ja idę zamknąć drzwi a ty tu czekaj na karę- wyszedł oblizując soki które pociekły mu po dłoni. 

    Gdy wrócił po chwili jego spodnie były wypełnione do granic. Już się nie mogłam doczekać, żeby poczuć jego kutasa w swoich ustach. Ale doskonale wiedziałam, że najpierw czeka mnie “kara”. 

    -Chodź tu ty mała suczko!- kazał mi wyjść zza kontuaru i podejść do krzesła barowego. – Klęknij na nim a łokcie oprzyj na barze- ta pozycja dawała mu absolutny dostęp do mojej pupy i cipki. Podniósł moją i tak już zadartą spódniczkę i szybkim ruchem zerwał moje mokre z podniecenia majtki. Chyba rozsmakował się w moich sokach bo pierwsze co zrobił to spił je dokładnie. Nagle poczułam jak jednocześnie zaczyna mnie pieprzyć palcami oraz daje silnego klapsa.

    -Nigdy. Więcej. Nie. Będziesz. Prowokować. Klientów!- po każdym słowie wbijał coraz głębiej palce w moja cipeczkę i dawał siarczystego klapsa. – Zrozumiałaś?

    -Tak-wydyszałamm bliska finiszu.

    -Tak. Jest. Szefie -nastąpiła kolejna seria lania i rżnięcia mojej rozgrzanej pusi. 

    W tym momencie moje ciało przeszedł potężny orgazm. 

    -Tak jest szefie! -wyjęczałam gdy przez moje ciało przeszła fala rozkoszy.

    -A teraz klękaj. Widzę, że nie możesz się doczekać smaku mojego wielkiego fiuta.

    Zanim zeszłam ze stołka zauważyłam, że Jakub zdążył wyjąć ze spodni swojego kutasa. Jego rozmiar zdziwił mnie bardzo. Spodziewałam się, że będzie wielki ale nie sądziłam, że aż tak! Nie zdążyłam dobrze mu się przyjrzeć a ten olbrzym już wylądował w moich ustach. Jakub złapał mnie za głowę  ostro posuwał. Uwielbiałam krztusić się chujem ale to monstrum odbierało mi dech. Jednak karanie mnie i alkohol zrobiły swoje i szybko potężna dawka słonawej spermy wypełniła moje usta.

    -Połknij wszystko, do ostatniej kropelki to jutro nie będziesz mieć kaca. Sperma jest bardzo odżywcza a ja zawsze dbam o swoje pracownice- szelmowski uśmiech pojawił się na twarzy mojego szefa. -A teraz spadaj do domu. Jutro czeka nas ciężka praca. A jak będziesz grzeczna to dam ci popracować na kolanach😉

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Aleksandra Lolkowska
  • Maturzystka – 26.

    Część 26.

    – Dziewczyny, mamy mało czasu!

    Odwracamy się gwałtownie. To Krzysiek wpadł do naszej łazienki.

    Wanda nie protestuje, tylko reaguje najszybciej. Łapie mnie za kark i przyciska do siebie. Jest znacznie silniejsza ode mnie, a ja już nie mam sił, żeby z nią walczyć. Mimo to jakoś próbuję odepchnąć ją od siebie. Nieporadnie macham rękoma. Bez skutku. Drugą ręką sięga do łechtaczki. Próbuję ją powstrzymać, ale chłopak łapie mnie za rękę i wykręca. Staje za mną i uderzając stopą w moje kostki, wymusza szeroki rozkrok. Po chwili wkłada. Taa, wkłada… Wbija! Wbija palce do pochwy! Krzyknęłam i gwałtownie wyprostowałam się z bólu. Stoję na palcach. Ból nie maleje. Zero współczucia. Na korytarzu panuje cisza. Wszyscy weszli do klas.

    – Ale jaja! Weszły cztery! Cztery palce mam w cipie! – Krzysiek cieszy się jak dziecko.

    Uderza palcami, a ja unoszę się przy każdym ruchu jego ręki. I jęczę. Chłopak chichocze, obserwując moje reakcje. Wanda rozpięła guziki mojej bluzki, podciągnęła stanik i brutalnie maca piersi. Mam łzy w oczach, ale nie odzywam się.

    *

    Stoimy w środkowej kabinie. Drzwi pierwszej otworzyli, więc jeżeli ktoś wejdzie, to nic nie zobaczy. Już znałam te zasady: mnie wepchną do kabiny, Krzysiek stanie ze mną, a Wanda wypędzi ciekawskich.

    Teraz chłopak trzyma mnie za wykręconą rękę i zmusza do klęknięcia.

    – No, szybko! Wandzia, ładuj w nią! – Krzysiek zachęca koleżankę. Zachowuje się tak, jakby codziennie zaliczał w łazience jakąś dziewczynę. Jest podniecony, ale uśmiechnięty. Jego bawi ta sytuacja!

    „Sarenka” podnosi spódniczkę, odgarnia na bok majtki i wysuwa biodra. Krzysiek pcha moją głowę. Nie chcę. Oporuję, miotam się, próbuję podnieść się. Chcę im uciec! Chłopak mocniej wykręca mi rękę, jęczę z bólu i po chwili, kiedy już nie radzę sobie z bólem, przestaję się szamotać, ból maleje, a ja posłusznie dotykam twarzą krocza Wandy.

    – Wyliż koleżankę! Ale porządnie! Ma być zadowolona, bo jak nie… – chłopak zawiesza głos. Nie musi kończyć groźby. Domyślam się, jaka będzie kara.

    Liżę jej cipę, a oparta o ścianę kabiny Wanda szarpie moją głową. Językiem, nosem, całą twarzą trę jej łechtaczkę i krocze, rozpycham obfite wargi, rozcieram śluz. „Sarenka” mruczy zadowolona i coraz mocniej szarpie moje włosy. Od śliny i śluzu mam wilgotną twarz. Nie wiem, jak długo trwa ta zabawa.

    *

    – Ej, Wandzia! Zmiana! Bo niedługo „Chemica” sama zacznie nas szukać! – Krzysiek jest podniecony, ale i rozśmieszony sytuacją. Jakby robił mi kawał! Ma rozpięty rozporek i trzyma w ręku sterczącego penisa. Zupełnie się nie krępuje! Ścignął skórę tak bardzo, że widzę napletek. Penis połyskuje od śluzu, który go pokrywa.

    Boję się, że chce mnie wyruchać. Jeszcze chwila i rozpłaczę się z bezsilności. Patrzę na nich i czekam, co ze mną zrobią.

    Wanda szarpnie mnie za włosy i odwracam się o jakieś dziewięćdziesiąt stopni. Krzysiek przyciąga mnie do siebie i pakuje penisa w usta. Odwracają mnie jeszcze bardziej i klęczę przed nim.

    – No, teraz pokaż, że i kolegę potrafisz zaspokoić! – porusza biodrami i wpycha mi penisa głębiej w usta. Łapie mnie z tyłu za głowę i dociska nią do swojego podbrzusza.

    Tymczasem Wandzia poprawia swoją garderobę. Jest zadowolona ze mnie. Tak uważam, skoro nie oberwałam. Staje za mną, chwyta moją głowę i porusza nią. Na wszelki wypadek wykręca mi rękę. Krzysiek stoi w szerokim rozkroku, zapiera się rękoma o framugę drzwi kabiny i szybciej porusza biodrami.

    – Ale jazda! – stęka, coraz bardziej pobudzony.

    *

    Dociskam penisa wargami. Próbuję lekko naciskać zębami. Cały czas omiatam go językiem. Na więcej nie mogę sobie pozwolić, skoro posuwa mnie w usta.

    Klęczę w ubikacji przed chłopakiem, który rucha mnie w usta. Przed chwilą wylizałam cipę. Dziewczyna szarpie mnie za głowę z chłopakiem, który ma ochotę na wytrysk. Oboje traktują mnie brutalnie. On groził pobiciem… Łzy ciekną mi po policzkach.

    Czuję, że chłopak jest bardzo podniecony. Penis jeszcze twardnieje i rośnie mi w ustach. Przełykam część śluzu, część wycieka mi ust i kapie na posadzkę. Wandzia coś powiedziała do Krzyśka, ale on tylko stęka. Już nie panuje nad sobą. Gwałtownie łapie mnie ręką za głowę, mocno przyciska i kiedy szarpię głową, chcąc uwolnić się od tego brutalnego chwytu, wtedy on spuszcza się w moje usta! Odruchowo cofam głowę. Prawie dławię się spermą!

    – Ooo, taaak… Łykaj! Łykaj wszystko! – stęka zadowolony, kiedy odzyskał mowę. – Kurde! Nie sądziłem, że taka zdolna jesteś! Super! Inni też muszą spróbować! – głaszcze mnie po włosach głęboko oddychając. – Jak połkniesz, wyliż go dokładnie. 

    Łykam spermę. Nie smakuje mi. Dławię się nadal twardym członkiem. Powoli poruszam językiem. Ciągle trzymają mnie na klęczkach.

    *

    – Grażynka, cudna jesteś! Znajdziemy okazję, żeby porządnie ciebie wyruchać! Coś znajdziemy na wymianę dla Ewy – Krzysiek pośpiesznie zapina spodnie. – Już nam nie uciekniesz! Było super! – patrzy na mnie z uśmiechem i kiwa głową. – Wandzia! Dzięki, że się podzieliłaś! No, lecę, żeby nie przegapić pokazu. „Chemicy” powiem, że widziałem was przy gabinecie pielęgniarki.

    Wandzia macha mu ręką, jakby odganiała muchę, ale uśmiecha się do niego.  

    Niewiele później, ale znacznie spokojniej wracamy do klasy. Nauczycielka spojrzała na nas, jednak nie skomentowała naszego późnego powrotu. Pewnie mój wygląd powstrzymał ją przed komentarzem. Usiadłam na swoim miejscu. Teraz naprawdę źle się czułam. Wandzia uśmiechała się niewinnie. Krzysiek życzliwie mrugnął do mnie. Wyzywającym wzrokiem rozejrzałam się po klasie. Nikt mi się nie przyglądał, jakby nic się nie wydarzyło. Nawet Jarek patrzył w zeszyt. Po lekcji chemii, na ostatniej przerwie, tylko Ewa obserwowała mnie i uśmiechała się triumfalnie. Dla reszty klasy byłam jak powietrze. Zadżumione powietrze.

    *

    Stół nauczyciela w tej klasie stoi przed środkowym rzędem naszych stolików. Najbliższe trzy stoliki przed nauczycielką zawsze obstawiali chłopacy. Ale tylko na chemii! Pani Wioleta ma ponad 40 lat, męża, a fama po szkole niosła, że lubi chłopaków. Dlaczego? Nie wiem. Profesorka nosiła efektowną i modną białą fryzurę: długi bob z grzywką na bok, typową dla prostych włosów i świetnie w niej wyglądała. Chłopacy oglądali się za nią ze względu na obfity biust. Kiedy nachyliła się, zawsze można było zobaczyć sporo więcej, a jej sukienki miały szerokie dekolty. Kobieta walczyła z nadwagą, ale dodatkowe kilogramy jakoś nie raziły. Zadbana, opalona, delikatny makijaż, świetnie ubrana. Zawsze ubierała buty na szpilce, żeby nieco zmniejszyć wrażenie dotyczące figury. Tych butów to też miała… Pewnie więcej niż niejeden sklep obuwniczy. Jej mąż bardzo dobrze zarabiał, bo z nauczycielskiej pensji nie mogłaby tak się ubierać. Trzymała dystans wobec uczniów, jednak jej lekcje były ciekawe. Korzystała z Internetu, więc tematy ilustrowała zdjęciami, filmikami. Uczniowie nie nudzili się na jej lekcjach i nagle gruchnęła wiadomość…

    Kiedyś uczeń siedzący przy stoliku przed nią podnosił coś z podłogi i stwierdził, że „Chemica” siedzi bez majtek! Według mnie mogła tak złączyć nogi, że majtki nie były widoczne, ale ponoć chłopak przysięgał, że widział ‘bobra’.

    Tymi wiadomościami uraczono mnie, gdy dołączyłam do klasy, więc wiedziałam, dlaczego Krzysiek nie chciał spóźnić się na pokaz. Każdemu chłopakowi przynajmniej raz podczas lekcji coś spadało ze stolika. A „Chemica” nosiła dość krótkie i wąskie spódniczki i sukienki. W rezultacie, siadając, podciągała je, a siedziała brzydko, bo w rozkroku. W spodniach to jeszcze by uszło, ale… Siedzący w bocznych rzędach też gapili się na jej uda. Albo nie zdawała sobie z tego sprawy, albo jej to nie przeszkadzało. Oczywiście, sześciu chłopaków siedzących przed profesorką zmieniało się rotacyjnie. Żaden z nich nie chciał przegapić takiego pokazu na żywo.

    *

    Opuszczam głowę i słucham monologu polonisty. Krzesimir jest obiektem westchnień wielu dziewczyn. Przypuszczam, że kilka nauczycielek też patrzy na niego pożądliwym wzrokiem. I to mężatek! W końcu od czegoś mam oczy. Świetnie zbudowany, na pewno chodzi na siłownię, zadbany. Pierwszy polonista i chyba pierwszy nauczyciel, o którym słyszę, że jeszcze ćwiczy w tym wieku!

    Staram się słuchać tego, co mówi. Chociaż w zasadzie nie muszę. Jest rozczarowany poziomem mojej pracy. Ja również. Problem polega na tym, że niska ocena została na mnie wymuszona. Widzę zadowolony uśmiech Ewy. W ramach mojej tresury, zleciła mi takie zadanie, a ja posłusznie wykonałam je.

    – Głupia ta Ewa! – uśmiecham się w duchu. – Jedna słabsza ocena nie wpłynie negatywnie na mój końcowy wynik z polskiego. Powiem „Szefowej”, że muszę ponownie pisać recenzję z filmu, więc głupia ucieszy się, że mam więcej pracy. A ja poprawię ocenę. Przecież nie zabroni mi wykonać polecenia nauczyciela. Chyba…

    *

    Na razie udaję, że cierpię. Nauczyciel jest zdegustowany poziomem mojej pracy, ale rozgląda się po klasie. Patrzy na Ewę i Paulinę, kiedy mówi, że nie tylko ja źle zinterpretowałam problem eksponowany w filmie.

    – Czyżby domyślał się zależności istniejących w tej grupie? – zaniepokoiłam się, bo podejrzenia mogłyby, niesłusznie, paść na mnie. A tego dziewczyny by mi nie wybaczyły. Tak, tylko zanim zdołałabym cokolwiek wyjaśnić, to oberwałabym gorzej niż Alicja, która ma wolne i, podobno, wstrząśnienie mózgu. Zemsta na niej została odroczona o kilka tygodni. Koleżanki usłużnie doniosły, że u lekarza twierdziła, że uraz powstał, kiedy potknęła się w szatni i uderzyła w ścianę. Kama, zapewne, jest dumna ze swoich umiejętności.

    Z drugiej strony, nauczyciele nie są ślepi. Przypuszczam, że o Ewie, jej imprezach i prowadzeniu się krąży sporo plotek, a część z nich na pewno dotarła także do nich. A im zwyczajnie nie chce się męczyć problemami uczniów. Za ich rozwiązywanie nikt im dodatkowo nie zapłaci. Ale gdyby interweniowali, to rodzice z pewnością zareagowaliby skargami do wydziału oświaty, kuratorium i kto wie, gdzie jeszcze, więc nauczyciele wycofaliby się. Przecież rodzice nie będą obwiniać swoich, prawie dorosłych, dzieci. A skąd! Dlatego ci bardziej doświadczeni nauczyciele udają, że niewiele widzą. W rezultacie ‘wybiórczej ślepoty’ nie muszą tłumaczyć się przed dyrekcją i rodzicami.

    I dlatego właśnie Ewa z koleżankami pozostają bezkarne. A Ala i ja cierpimy.

    *

    Przerwa. Stoję na korytarzu i instruuję Kamilę.

    – Bądź w sobotę o 16. Wtedy będziemy miały przynajmniej dwie godziny aż wróci moja matka. – Jest i inny powód, ale o tym już nie mówię. Czasami lubię sprawiać niespodzianki…

    Kama kiwa głową. Niby słucha mnie, ale dyskretnie rozgląda się.

    Na wszelki wypadek również obserwuję tłum.

    Rozmawiamy dość głośno, obok nas przewija się uczniowska masa. Jednocześnie chyba ze trzy klasy złażą z piętra, a kolejna próbuje przebić się w przeciwnym kierunku. Ofensywa trwa. Z marnym skutkiem.

    – Mam coś zabrać?

    Dopiero teraz uważnie patrzę na nią.

    – To zależy, co będziemy robić i co ty potrafisz – zabrzmiałam jak doświadczona domina. 

    Lekceważąco wzrusza ramionami. Milczy. Ciągle jej nie odpowiada, że dziewczyna, na której wyżywała się, teraz będzie nią kierować. Ale seks jest wart pewnych odstępstw od przyzwyczajeń.

    – W każdym razie ubierz szpilki, daruj sobie spodnie i rajstopy. Jasne? – obserwuję jej reakcję.

    Potakująco kiwa głową.

    – Rodzice bardzo ciebie pilnują?

    – Eee… – brzmi enigmatyczna odpowiedź poparta kolejnym wzruszeniem ramion. Aż podskoczył koński ogon. Dłonie wcisnęła w kieszenie dżinsów. Chyba nie czuje się zbyt pewnie, rozmawiając ze mną. Jest świadoma, że obserwują nas inne dziewczyny.

    O to mi chodziło. Właśnie pomyślałam, że mogłabym upić dziewczynę i dopiero ostro zabawić się z nią! Albo jej kosztem… A podchmieloną wyrzucić za drzwi. Niech tłumaczy się swoim rodzicom!

    – Mam taki skórzany stanik z napami. Tylko okala piersi. Fajny – dodaje nagle.

    – Świetnie! Ubierz go już w domu.

    – Ale…

    – Ubierz go w domu – powtarzam z naciskiem.

    Patrzymy na siebie. Nie uśmiecham się. Po chwili milczenia Kamila nieznacznie, ale potakująco, kiwa głową. Chyba dociera do niej, kto będzie kierował zabawą. U mnie nie obowiązują zasady przyjęte w szkole. A i tak nie wie wszystkiego. Wręczam jej książkę. Pożyczam. Ma wiarygodny powód, gdyby któraś chciała się dowiedzieć, czemu tak długo rozmawiała ze mną.

    *

    Sygnał domofonu. Podnoszę słuchawkę, po chwili rozmowy wciskam przycisk otwierający drzwi. Kama jest punktualna. Nieco później dzwonek do drzwi. Otwieram je.

    – Cześć! – Kama nieśmiało uśmiecha się, patrząc na mnie. Zupełnie inna dziewczyna niż w szkole. Znikła wojowniczość i gwałtowność. Wydaje się onieśmielona nową sytuacją, więc jest spokojna i uległa. Makijaż dodał jej uroku i lat. Ubrała krótką spódniczkę i luźną bluzkę. Na nogach wysokie szpilki. Dodają jej kilka centymetrów. I tak patrzę na nią z góry. Też założyłam szpilki. Kama wykonuje ruch, jakby chciała wejść.

    – A ty dokąd? – osadzam ją w miejscu.

    – No, chcę wejść – wyjaśnia zaskoczona.

    – Ubrałaś się, jak ustaliłyśmy? – patrzę na nią z góry. Stoję w moich szpilkach i luźnym, długim T-Shircie, który jednak nie sięga kolan, ale sprawiam wrażenie jeszcze wyższej. Podparłam się pod boki.

    – Jasne… – mówi cicho.

    – To fajnie – uśmiecham się przyjaźnie. – Pokaż! – jednak polecenie wydaję oschłym tonem.

    – Tutaj? Na korytarzu? – patrzy zaskoczona. Oczy szeroko otwarte.

    – Pokaż! – kiwam głową.

    Zdeprymowana moim tonem, Kama nie protestuje. Nieco skrępowana rozgląda się, jakby upewniała się, że nikt jej nie zobaczy i w końcu rozpina bluzkę. W dekolcie widać ten czarny stanik z napami.

    *

    – Na co czekasz? – dziwię się. – Rozepnij bluzkę do końca.

    – Teraz?

    – Nie! Wpadnij jutro wieczorem. Po kolacji.

    Skonsternowana wpatruje się we mnie.

    – Ale przecież dzisiaj miałyśmy… – głosik brzmi żałośnie.

    – Kama! – szepczę głośno. W końcu stoimy na korytarzu.

    Dziewczyna spogląda z obawą w moim kierunku. Trzyma poły bluzki.

    – Rozepnij bluzkę. Teraz! I wykonuj wszystkie moje polecenia. Bez pytania. Tutaj JA decyduję! – jestem nieco poirytowana. Nie sądziłam, że będzie tak dziwnie reagować. – Chcę wiedzieć, jakie ciałko wpuszczam do domu – uśmiecham się.

    „Mała” kiwa głową, pośpiesznie rozpinając bluzkę. Spojrzała na mnie i widząc mój wymowny wzrok, szybko poprawiła się, szeroko rozchylając poły bluzki. Podniosła głowę i patrzy na mnie. Oczekuje komplementu.

    – Ściągaj bluzkę!

    Już otwiera usta, żeby zadać mi pytanie, ale powstrzymuje się i bez słowa zdejmuje ją.

    Właśnie oglądam Kamę i macham jej bluzką. Dziewczyna nieco kurczy się pod moim wzrokiem.

    – Ładne cycki… – mruczę. Niezbyt duże piersi wyglądają na duże, bo okolone czarnymi paskami materiału imitującego skórę. Napy robią wrażenie. Sutki sterczą. Dziewczyna jest podniecona. Wypina piersi, cofa ramiona.

    – No, wiesz, jak się ‘sprzedać’ – nie kryję uznania.

    – Lubię być doceniana – odważyła się na szczerość. Po tym wyznaniu z wrażenia oblizuje wargi. Jest zdeprymowana sytuacją, w której się znalazła. Nie spodziewała się takiego traktowania i jeszcze obnażania na korytarzu. Na pewno inaczej wyobrażała sobie przebieg tego spotkania.

    – Naiwna! – śmieję się w duchu. Z powagą kiwam głową.

    *

    Ale widzę, że dziewczynie podoba się ta zależność. Niepewnie uśmiecha się do mnie. Lekko przysuwa się. Wzrokiem sugeruje, że mogę dotknąć jej piersi.

    Podnoszę dłoń i kiwam palcem:

    – Majteczki! – ton głosu wymusza pośpiech.

    Zaskoczona patrzy przez moment, jakby mnie nie zrozumiała. Po chwili milcząco potakuje i zdejmuje majtki. Piersi drżą, podskakują, kiedy nerwowymi ruchami pośpiesznie ściąga majtki. Podaje mi. Białe, delikatne, ładnie wykończone z naszytym czerwonym serduszkiem. I znowu pojawia się ten niepewny uśmiech. Jakby cieszyła się, że wykonała kolejne, trudne zadanie.

    – Świetnie – kiwam głową i zastygam w bezruchu. Zapadło niezręczne milczenie. Słyszę windę, która ruszyła z parteru.

    Kama drgnęła zaniepokojona. Oczekuje na moją decyzję. Spoglądamy na siebie. Dziewczyna poruszyła się nerwowo. Teraz ja patrzę na nią zdziwiona.

    – No, dalej! – zachęcam ją niecierpliwym tonem.

    Patrzy na mnie z wysoko uniesionymi brwiami. Chyba przez moment naprawdę nie rozumiała. Albo była aż tak bardzo zaskoczona.

    A ja stoję w rozkroku i wysoko nad głową opieram się rękoma o futrynę drzwi. Prawie takie wielkie ‘X’. W jednej dłoni trzymam jej majtki i bluzkę.

    „Koński ogon” bez słowa odwraca głowę, przesuwa spódniczkę, rozpina ją, jeszcze spogląda na mnie, jakby chciała upewnić się, że dobrze zrozumiała moje oczekiwania i szybko wychodzi z niej. Usłużnym gestem podaje mi ostatnią część garderoby. Jej dłoń drży.

    Opuszczam jedną rękę i biorę spódniczkę.

    – Rozstaw szerzej nogi.

    Dziewczyna drga nerwowo, kiedy winda mija nasze piętro i z lękiem patrzy na mnie. Uśmiecham się wyrozumiale. Nie daję po sobie poznać, że z ulgą słyszę, jak jedzie dalej.

    – Teraz obróć się parę razy. I trzymaj ręce nad głową!

    Posłusznie obraca się w miejscu, patrząc na mnie, gdy jest przodem do mnie. Wyraźnie wyczekuje aż pozwolę zatrzymać się. A ja, trzymając rzeczy w jednym ręku, poklepuję ją po pupie, muskam sutek, macam brzuch i gestem nakazuję kolejne obroty.

    *

    Przerywam prezentację, chwytając ją za pierś. Patrzy na mnie, głośno oddychając. Jest podniecona, z trudem łapie równowagę. Instynkt podpowiada jej, że za chwilę stanie się coś ważnego.

    Wystawiam prawą nogę, ugiętą w kolanie.

    – Okrakiem siądź na kolanie.

    Kiwa głową, siada i opuszcza ręce. Ulegle patrzy mi w oczy. Jest gotowa wykonać kolejne polecenie.

    Od razu czuję jej rozgrzane krocze.

    – Ujeżdżaj! – rozkazuję stanowczym szeptem.

    – Aha – obiema dłońmi łapie futrynę i powoli, zmysłowo zaczyna się poruszać na moim kolanie. Podłoża dotyka tylko palcami stóp. Wyczekująco spogląda w moje oczy. Czeka na pochwałę. Z lekkim uśmiechem kiwam głową. Gorliwie porusza biodrami i kroczem po kolanie. Prostuje się, wypinając biust. Piersi w czarnym staniku kołyszą się, a sutki sterczą. Jasne piersi fajnie kontrastują z czernią stanika i napami. Już nie dopomina się o wejście do mieszkania. Moje kolano pokrywa się wilgocią. Dziewczyna podnieca się coraz bardziej. Nagle słyszymy, jak winda zatrzymuje się na naszym piętrze. Przestraszona Kama momentalnie nieruchomieje, patrzy na mnie pełna lęku. I w tym momencie jest już moja.

    – Wejdź na czworakach!

    Ulga przemknęła przez jej twarz. Bez słowa natychmiast zsuwa się z kolana, klęka i czworakując, szybko wchodzi do mieszkania i zatrzymuje się zaraz po przekroczeniu progu. Zamykam drzwi za nami. Z satysfakcją patrzę na jej wypiętą pupę. Opieram szpilkę o jej pupę. Nie rusza się. Słyszymy głosy osób wysiadających z windy. Wsuwam szpilkę między pośladki i przesuwam ją w górę i w dół. Powoli powtarzam ten ruch kilka razy. Dziewczyna posłusznie klęczy. Czasami jej pupa drży. Bardziej domyślam się niż wyczuwam, że Kama boi się. Boi się, że wbiję szpilkę do pochwy albo do pupy. Stawiam stopę na podłożu:

    – Odwróć się!

    Szybko wykonuje polecenie.

    – Pobrudziłaś moje kolano – pokazuję palcem. – Wyliż je!

    Kiwa głową, dając do zrozumienia, że to tak oczywiste. Podchodzi i klęcząc, liże kolano. Czasami spogląda na mnie. Nie odzywam się. Jej rzeczy odkładam pod lustro i sięgam po przygotowany gadżet.

    Spojrzenie Kamy dowodzi, że nie zorientowała się, co trzymam w ręku.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Chlopak ze stacji

    Było ich tam pełno. Stali w różnych miejscach na stacji metra. Wybór był duży. Od młodych 18 letnich chłopaków, poprzez 30-latków i 40-latków. Za kilkadziesiąt złotych byli w stanie zrobić wiele. Niektórzy nie mieli co jeść, inni potrzebowali na kolejną działkę czy alkohol. Często tamtędy chodziłem i trafiałem na niezły towar.

    Tego dnia zwróciłem uwagę na około 20 letniego chłopaka. Był średniego wzrostu, szczupły. Miał blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany był przeciętnie.  Wyciągnąłem 50 złotych z portfela i poszedłem w jego kierunku. Stał koło toalety. Nic nie mówiąc wcisnąłem mu pieniądze do dłoni, jednocześnie chwytając go za rękę, w taki sposób, aby szedł za mną. Weszliśmy do toalety i zamknąłem nas w kabinie. Bez słowa chłopak zaczął rozpinać moje spodnie. Ściągnął je wraz z majtkami. Chwycił mojego kutasa i zaczął nim poruszać. Gdy penis zaczął się podnosić, wziął go do ust. Było widać, że nie robi tego pierwszy raz. Obciągał i lizał jajka na przemian. Gdy kutas stał w całej okazałości chłopak wstał ściągnął dresy. Oparł się o ściankę kabiny i czekał na mój ruch. Ściąłem jego slipy, a moim oczom ukazały się jego jędrne pośladki. Rozchyliłem je i naplułem na dziurkę. Potem wkładałem palce, aby rozluźnić jego otworek. On stękał, a jego kutas zaczął się podnosić. Założyłem gumkę i zacząłem napierać na jego dziurę. Zagłębiałem się powoli, a gdy cały kutas był w środku, zacząłem jebać go ostro. Chłopak krzyczał głośno z rozkoszy lub z bólu. Potem zmieniliśmy pozycję. Usiadłem na sedesie, a on zaczął mnie ujeżdżać. Gdy poczułem, że dochodzę, chłopak uklęknął i przyjął nasienie na twarz. Ubrałem się, a potem dałem mu jeszcze 100 zł. Wyszedłem szukać kolejnej okazji…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    rafael
  • kempingowy seks 2. Madzia.

    Kempingowy seks 2. Madzia.

    – Och widzę, ze nieźle wam poszło chłopacy – wyraził słowami to co widział naocznie.

    – Nie rozumiem – Ola stanęła przed ojcem i spojrzała na niego dziwnie.

    – No więc tak. Jak chodzicie to macie charakterystycznie cofnięte tyłeczki, jak po ostrym jebaniu. Do tego obydwie nadskakujecie chłopakom – ty Mariuszowi a Majka twojemu bratu. Kobieta czy dziewczyna ostro wyruchana zawsze nadskakuje temu co to zrobił – skwitował ojciec wątpliwości Olki.

    Spojrzałem na dziewczyny i obydwie spiekły cudownego raka. Uznałem, że ojciec jest dobrym znawcą sztuki jebania i warto się od niego uczyć.

    Od tej upojnej nocy jebaliśmy nader często Majkę i Olę na zmianę chyba przez okrągły tydzień. Ich dziewczęce pizdeczki używane kilka razy na dzień i potem w nocy nie były już takie ciasne jak na początku. Zaczęliśmy też stosować najróżniejsze pozycje, które wyszukiwaliśmy w internecie. W tym względzie Majka okazała się dosyć mocną tradycjonalistką i najbardziej odpowiadał jej „Misjonarz”. Natomiast moja siorka Ola przechodziła samą siebie. Szczególnie upodobała sobie pozycję „lubieżne nogi” , ponieważ przy swojej drobnej sylwetce bez problemu robiła szpagat. Stawała wtedy przede mną lub Mariuszem podnosiła przy naszej pomocy jedną nogę do góry i opierała ją jak najwyżej o męskie ramię. Ręce zaplatała na naszej szyi a my kładliśmy na jej jędrnych pośladkach. Po całym jebaniu twierdziła, że wędrujący w niej kutas atakuje takie obszary jej pizdy, które są nie dotykane w pozycjach tradycyjnych. W miarę upływu czasu, dociągaliśmy jej ciało, ciągnąc mocno za dupkę, co powodowało głębszą i gwałtowniejszą penetrację. Ola przeżywała też znacznie intensywniej swoje orgazmy i znacznie prędzej doznawała euforii ciągłej, którą najczęściej kończyła ostrym sikaniem. Majka natomiast, chociaż do ekstazy dochodziła znacznie wolniej, to była tak w niej w środku gorąca a jej pochwa pulsowała jak szalona. No i znacznie chętniej niż Ola udostępniała do jebania swoją dupkę.

    Pod koniec tygodnia przeżyliśmy z Mariuszem szok. Wracaliśmy wieczorem ze sklepiku, który w sezonie czynny był do północy, tachając pełną torbę browców. Nagle jakby nas wmurowało. Wiedzieliśmy, że do ojca przyjechali trzej jego koledzy, z którymi razem handlował na bazarze. Teraz wszyscy czterej byli w salonie, koło którego okien przechodziliśmy. Dwaj siedzieli na kanapie a dwaj, w tym mój ojciec, na zbliżonych do siebie fotelach. Wszyscy czterej byli bez ubrań i bielizny. Między fotelami klęczała golutka Majka a w jej garściach, poruszanych z góry na dół i z powrotem, były dwa dorodne chuje. Podobnie zachowywała się mała Ola ale kutasy kolegów ojca na zmianę ginęły głęboko w jej buzi. Po chwili i usta Majki daleko obejmowały giganta mojego ojca a gdy ten przejechał mocno palcami po jej mokrej cipce, wstała, usiadła okrakiem na jego kolanach i zaczęła nabijać się cipką na dorodnego chuja, który po chwili był cały w jej cieplutkim wnętrzu. Drugi mężczyzna wstał i kucając stanął za jej plecami. Jego ogromna pała niewiele ustępowała wielkością kutasowi ojca. Przyłożył ja do jej dupki i po chwili drugi kutas wypełnił wnętrze dziewczyny. Spojrzeliśmy na łóżko a tam mała Ola wypełniona też była i w pizdeczce i dupce chujami kolegów taty. Na początku na twarzach dziewczynek malował się grymas bólu ale po kilku minutach ostrej jazdy na dwa baty, niemal jednocześnie doznawały orgastycznej euforii. Jebaliśmy już wcześniej je na dwa baty ale nasze kutasy były znacznie mniejsze od tych, które teraz wędrowały w ich cipkach i dupkach. Dlatego teraz zapewne Ola i Majka doznawały o wiele mocniejszych orgazmów.

    Widok ten nas podniecił do tego stopnia, że wyciągnęliśmy swoje kutasy i zaczęliśmy ostro je masturbować.

    – Widziałeś córkę pani Joli? – spytał Mariusz gdy z jego chuja walnęła ostatnia salwa spermy.

    – Myślisz o tej nastoletniej blondyneczce, która była dzisiaj za ladą w sklepie?

    – Tak. Dowiedziałem się, że ma na imię Madzia i jest w wieku Oli i Majki.

    – To pewno też słyszałeś: czy już się rucha czy jeszcze cnotka?

    – Nie. Tego nie wiem ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie żeby się dowiedzieć.

    Skończyliśmy walić gruchy i podciągnęliśmy spodnie. W międzyczasie ruchający Olę i Majkę mężczyźni też doszli i teraz odpoczywali, popijając łyskacza a dziewczynki soczek.

    Dochodziła 22 i zaczęło się robić ciemno. Podeszliśmy do sklepu. Pani Jola i jej córka były jeszcze w środku. Prowadząca sklep jak nie zostawała u ojca na noc, to jechała do siebie, do pobliskiego miasteczka. Weszliśmy do środka.

    – Czy możemy zabrać Madzię na plażę? – spytałem.

    – Teraz jak jest tak ciemno? – zdziwiła się pani Jola.

    – No teraz jest najcieplejsza woda – włączył się Mariusz.

    – No dobra. Tylko odstawcie ją w jednym kawałku koło północy – zgodziła się Jola i podeszła do nocnego klienta, który przyszedł po wódkę.

    – A gdybyśmy się zasiedzieli, to niech pani nie czeka. Będzie spała z dziewczynami. One są w jej wieku – przygotowywałem grunt do całonocnego jebania blondyneczki.

    – No dobrze – znowu zgodziła się Jola.

    Madzia była dziewczyną naprawdę piękną. Ciemny blond, puszyste włosy, przeważnie zaczesane na jedną stronę sięgały jej do połowy pleców. Ładny nosek i przepiękne, ciągle uśmiechnięte usta, towarzyszyły dużym brązowym oczom. Miała może 155 cm wzrostu i była bardzo drobniutka, co nie dotyczyło jej ładnych cycków i krągłej pupci.

    Chwyciliśmy się za dłonie, z tym, że Madzia w środku i zaczęliśmy biec w kierunku plaży. Żeby tam dotrzeć musieliśmy przechodzić koło naszego domu i to od strony, od której były okna salonu. Spojrzałem w nie i zobaczyłem jak nasz ojciec trzyma na rękach Olę a jego ogromny kutas wbity jest w jej cipkę. Podrzucał ją do góry i wtedy kutas prawie z niej wychodził, by zwalniać dłonie i wówczas siorka nabijała się na jego chuja całym swoim ciężarem. Zatrzymaliśmy się w pół kroku i patrzyliśmy jak zauroczeni na tą scenę ostrego jebania córki przez ojca.

    – To ona ma przecież tyle samo lat co ja… I już to robiii… – wysapała Madzia.

    – A ty co jeszcze cnotka? – próbował zażartować Mariusz.

    – Nnnooo… Taaak… – wyjąkała dziewczyna.

    – Nie żartuj. Taka ładna dziewczyna i jeszcze tego nie robiłaś? – tym razem ja okazałem swoje zdziwienie.

    – Wcale nie jestem ładna – jęknęła widząc jak ojciec wyszarpnął chuja z cipki Oli, posadził ją na fotelu i zalał twarz tryskającą salwami spermą.

    – Oj nie bądź taka zakompleksiona. Jesteś naprawdę śliczna – ratował sytuację Mariusz i przysunął swoją twarz do jej.

    – Berek – krzyknęła Madzia i lekko trącając mnie w ramię, minęła i pobiegła w kierunku mola.

    Pobiegliśmy za nią i ledwo mogliśmy nadążyć. Dopiero na plaży ją dopadłem, klepnąłem i powiedziałem, że teraz ona goni. Tak bawiliśmy się kilka minut a Madzia ani razu nie wspomniała o zdarzeniu, które widzieliśmy przez okno salonu.

    – Może popływamy – zaproponowała zrzucając czarny top kończący się zaraz pod cyckami i jeansowe szorty.

    Była teraz w bardzo skąpym, kolorowym bikini, którego zbyt mały staniczek powodował, że jej cycki jakby wypływały z niego. Skąpe majteczki, składające się jakby z dwóch trójkątów materiału połączonych tasiemkami, zawiązywanymi na biodrach, były mocno wypchnięte w kroczu jej wypukłym wzgórkiem łonowym. Niezwykle zgrabne uda, u samej góry, tworzyły cudowny trójkącik, wierzchołkiem skierowany do dołu, charakterystyczny dla kobiet i dojrzewających dziewczyn. Ledwo zrzuciła z siebie te ciuszki a zaraz pobiegła do jeziora, mocno rozbryzgując wodę. Spojrzeliśmy na siebie z Mariuszem i zostając tylko w slipach pobiegliśmy za nią. Pływała dosyć dobrze i musieliśmy się nieźle natrudzić żeby ją dogonić. Pływaliśmy blisko siebie i ciągle starałem się żeby chociaż przez chwilkę dotknąć jej aksamitnego ciała. Potem już bliżej brzegu chlapaliśmy na siebie wodą i tak trwała ta zabawa blisko godzinę.

    – Ups – powiedziałem pociągając w pewnym momencie tasiemkę zawiązaną na jej biodrze.

    Skromne majteczki, nie przytrzymywane niczym osunęły się na dół.

    – No co ty? – udawała obrażoną i zakrywała dłonią swoją cipkę.

    – Ups – to Mariusz rozwiązał tasiemkę przytrzymującą jej staniczek.

    – No co wy chłopacy? – drugą ręką zasłoniła jabłuszka kształtnych cycuszków.

    – Jak chcesz to my też zdejmiemy majtki – jeszcze nie skończyłem tego mówić a kutas Mariusza, uwolniony z uwięzi, sterczał do góry w pełnym wzwodzie, spowodowanym widokiem gołej Madzi.

    Po chwili i ja uwolniłem swojego chuja i teraz ku naszemu zdziwieniu, Madzia przenosiła wzrok z jednego kutasa na drugi. Sama też odsłoniła swoje łono i cycki.

    – To, to tak wygląda męski siusiol – jęknęła nadal patrząc na nasze chuje.

    – Śmiało. Możesz dotknąć, wziąć w rękę, dać buzi, polizać jak loda – zachęcał Mariusz.

    – Ale co wy… Ja jeszcze nigdy… – jęknęła ale „kurwiki” w oczach mówiły zupełnie coś innego.

    Kucnęła między nami i chwyciła w garści nasze sztywne kutasy. Na początku delikatnie ale coraz szybciej i mocniej ściskając zaczęła nam branzlować. Nagle poczułem jak bierze do buzi i okrąża językiem mojego chuja, nie przestając mi go walić. Tak chwilę ssała i lizała mojego chuja, by nagle zacząć to robić z kutasem Mariusza. Na trawie rozłożyłem ręcznik i na chwilę uwalniając z jej rączki moją pałę położyłem się na plecach ustawiając ją pionowo do góry.

    – Wskakuj i nabijaj się… – powiedziałem tonem rozkazującym.

    Posłuchała i po chwili jej zgrabne uda dotykały do moich bioder. Musiałem mocno przytrzymywać kutasa, bo pomimo tego, że był sztywny jak „pal Azji”, to jednak giął się, taka jej szparka była ciasna. Jednak dzielna Madzia nie ustępowała i chuj wbijał się w nią coraz głębiej. Na chwilę zatrzymała gdy cała żołądź wśliznęła się w jej pizdeczkę i potem mocno nacisnęła. Z jej zakneblowanych kutasem Mariusza ust wyrwał się ni to jęk, ni też pomruk. Moja pała wbiła się w nią do połowy a więc destrukcja błonki dziewiczej Madzi nastąpiła całkowicie. Unosiła się teraz i opadała coraz niżej aż w końcu jej pupa oparła się o moje uda. Jednocześnie ssała, lizała i brała głęboko do buzi chuja Mariusza. Po kilku minutach takiej ostrej jazdy jej pizda przyzwyczaiła się do jebania i zaczęło to sprawiać dziewczynie coraz więcej przyjemności i zapewne dlatego jej ruchy stały się znacznie szybsze i gwałtowniejsze. Była jednak nadal niesamowicie ciasna i dlatego najprawdopodobniej po dziesięciu minutach, mój kutas zaczął pulsować, by po chwili trysnąć, w założoną prezerwatywę, z ogromną siłą salwą spermy.

    Już wcześniej Mariusz Zapytał mnie, czy mam i dla niego prezerwatywę? Niestety miałem tylko jedną i dlatego ustaliliśmy, że ja rozdziewiczę Madzi pizdeczkę a on zajmie się zaraz potem dupką. Dlatego, gdy tylko skończyłem, obydwaj pomogliśmy Madzi przyjąć pozycję na pieska. Tym razem ja podstawiłem swego chuja koło jej buzi a Mariusz napluł na dłoń i rozprowadził ślinę dokładnie po swoim. Następnie poślinił dwa palce i dosyć gwałtownie wbił je w dupkę Madzi. Dziewczyna wypluła mojego chuja i syknęła zaskoczona niespodziewanym bólem. Jednak natychmiast wróciła do obciągania mojego już postawionego kutasa a Mariusz wyciągnął palce a ich miejsce zastąpiła sztywna pała. Jebał ją natychmiast bardzo ostro a ja po sposobie robienia loda poznawałem, że Madzia chyba za chwile dojdzie. Duże ilości śliny kapały jej po brodzie a oczy zachodziły mgiełką. Wreszcie Mariusz wbił w jej dupkę całego chuja i zalał ją kilkoma salwami spermy. Ja też doszedłem w jej buzi i dałem jej posmakować nasienia, które na ile zdążyła to łykała.

    Leżeliśmy ciężko dysząc na ręcznikach. Widząc jaka Madzia jest ospermiona, zaproponowałem wskoczenie nago do jeziora, co natychmiast uczyniliśmy.

    Tej nocy jeszcze kilka razy nasze chuje odwiedzały dupkę i pizdę Madzi a nad ranem zaznała przyjemności jebania na dwa baty. Od tego czasu przez całe wakacje nie szła do domu a zostawała na ośrodku, czerpiąc coraz większą przyjemność z jebania z nami i nie tylko.

    C.D.(jak będziecie chcieli)N.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Albastor
  • Seks radar

    Zawsze trzeba być czujnym, bo okazja czai się tuż za rogiem i twoją rolą jest tylko zauważyć jej cień…

     

    Tomuś dojechał pod budynek swojego partnera biznesowego. Jeszcze tylko odbiór towaru, ustalić parametry kolejnego zamówienia i będzie  można udać się do własnego biura pod ożywczą ochronę klimatyzatora. Tak, to było potrzebne, bo żar lał się z nieba i żadna nawet najmniejsza chmurka nie pojawiała się, by dać ludziom na dole chwilę oddechu. Oczywiście takie temperatury miały też swoje zalety. Objawiały się one głębokimi dekoltami, bluzeczkami na ramiączkach, brakiem staników i innymi elementami, które cieszyły męskie oczy. Te myśli przepłynęły leniwie przez głowę Tomusia niczym powoli spływająca smoła gdy wyłączył silnik swojej bryczki. Odwagi – mruknął do siebie otwierając drzwi. Najpierw pięść wrzącego powietrza, następnie igły promieni słonecznych w oczy, zaraz potem kaskady potu pod długimi nogawkami spodni. Każdorazowe wyjście z samochodu to była walka z dosłownie piekielną rzeczywistością. Gdy ruszył w kierunku zbawczych drzwi budynku, do których miał jeszcze ze dwadzieścia metrów, to po prawej stronie tuż przy drzwiach zauważył ruch we wnętrzu stojącego samochodu sugerujący, że ktoś przeżyje za chwilę te same katusze co on. Gdy drzwi się otwarły zauważył z mieszanymi uczuciami zazdrości i zaciekawienia, że z wnętrza samochodu wynurzyła się kobieca noga – nie w spodniach. Bardzo zgrabna kobieca noga. W zasadzie łydka jak z opus magnum Michała Anioła, kończąca się cudownie kształtną stopą w bardzo wysokich szpilkach. Ta noga była jak pierwsze sekundy długo oczekiwanego traileru. Była jak pierdolone trzęsienie ziemi z filmu Hitchcooka. Wtedy widz zostaje wbity w fotel i modli się, żeby napięcie już tylko rosło. Tomuś też się modlił.  Byle nie z przodu muzeum, byle nie z przodu muzeum – mantra krążyła w głębinach umysłu. I wtedy z wnętrza pojazdu niczym Afrodyta z piany morskiej wynurzyła się ona. Pierwsze co zarejestrował to Zajebiście długie nogi. Tak koniecznie przez duże „Z”. Znowu skojarzenie z najdelikatniejszymi marmurami muśniętymi dłutem natchnionego artysty. Czerwona spódniczka. Taka której niewiele już brakuje, żeby stać się paskiem. Czerwony żakiet zapięty na jeden guzik. Guzik prowadził swoją własną heroiczną walkę, żeby nie przegrać i pęknąć pod wpływem kształtów z siłą wodospadu naciskających na niego. Co ciekawe te kształty były opakowane delikatną białą bluzeczką. Następnie burza blond loków. Taka hollywoodzka. Na końcu zaś Tomuś zarejestrował twarz. O nie, jęknął w duchu. Wyjebane w kosmos 11/10. Taki Photoshop, ale na żywo. Pełne czerwone usta, migdałowe, zmrużone teraz od palącego słońca oczy, delikatnie wystające kości policzkowe – wszystko idealnie umieszczone w kształtnej twarzy. A przy tym Tomuś poczuł coś jeszcze – już dawno się zastanawiał skąd to wynika – poczuł seks. Skąd to się bierze? – myślał idąc w kierunku drzwi. Kurwa – przemknęło mu przez głowę – skoro jest gej radar, to może jest też seks radar? Może to te feromony? Fuck, fuck, fuck. Kurwa co teraz? Nagle…

    – Dzień dobry…

    – Dzień dobry – Tomuś odruchowo odpowiedział, dopiero po fakcie orientując się, że słowa przypłynęły od Afrodyty – jak ją w myślach nazwał.

    Czasami się czuje, że stoi się przed przełomowym punktem swojego życia. Ręka na klamce i krok do budynku to jeden kierunek. A drugi…

    – Nie mieliśmy okazji się jeszcze chyba poznać? – Ciało Tomusia zwróciło się w jej kierunku, uśmiech sam pojawił się na twarzy, a słowa popłynęły z ust praktycznie bez udziału świadomości.

    – Faktycznie, nie mieliśmy. – Moment zawahania, sekunda lustracji – Aleksandra jestem.

    – Witam serdecznie. Tomasz. – zwrócił uwagę, że przedstawiła się samym imieniem i nagle natchniony przez nie-wiadomo-co, postanowił, że wszystko co zrobi, będzie robił va banque. Najwyżej dostanie w mordę. Ot taka refleksja.

    – Współpracujesz Olu z firmą mojego partnera? – Przejście na Ty przyszło bardzo łatwo, dystans błyskawicznie się skracał. A pytanie z gatunku tych bez sensu, bo stali przy budynku, w którym była jedna firma, a w promieni 200 metrów nie było nic innego godnego uwagi.

    – Zgadza się. Reprezentuję producenta maszyn. Będę rozmawiała z prezesem o nowej linii.

    – Doskonała informacja! Ja co prawda korzystam z gotowych już wyrobów tej firmy, ale z chęcią posłuchałbym o nowych możliwościach. Wiesz, wszystko się przyda co pozwoli wyprzedzić konkurencję.

    – Z chęcią bym Ci szerzej Tomku zaprezentowała temat, ale rozumiesz, spotkanie za 5 minut. – Seks radar Tomusia wibrował jak szalony po tych słowach. Pomysł ulągł się w jednej chwili.

    – Znam tutaj niedaleko przyjemny lokal „Pod Sękatym Konarem”. Mają doskonałą sałatkę z tuńczyka. Co powiesz na lunch o 12.00?

    – „Pod Sękatym Konarem”? – Tomuś miał wrażenie, że głos jej się obniżył – Obiecująca nazwa. Z przyjemnością się spotkam. To moja wizytówka.

    Tomuś przekazał swoją. Zamienili jeszcze kilka słów w drodze do drzwi biura i tam się rozdzielili. Ola poszła prosto do biura prezesa, a on stał przy windach i obserwował jej rozkoszny tyłeczek lekko kręcący się w rytm kroków. I rosło w nim przekonanie, że już niedługo nie będzie musiał już go sobie wyobrażać.

     

    Półtorej godziny później Tomuś czekał „Pod Sękatym Konarem” na Olę. Wiedział, że ona przyjdzie bo niedawno dostał smsa, że spotkanie z prezesem się chwilę przedłużyło, ale zaraz będzie na miejscu. Miał już w głowie pewien plan, dlatego wybrał niewielką lożę w rogu sali z wygodnymi sofami. Dzięki wysokim oparciom była dosyć dobrze osłonięta przed oczami kelnera czy też innych gości. Z resztą tych ostatnich nie było prawie w ogóle.

    Ola faktycznie zjawiła się po kilku minutach. Ze swojego miejsca szybko ją zauważył i podniósł się. Ruch zwrócił jej uwagę i gdy go poznała skierowała się do loży. Zaprosił ją naprzeciwko siebie. Po ponownym przywitaniu i uściśnięciu dłoni (Tomuś odniósł wrażenie, że jej dłoń została w jego tę sekundę dłużej niż wymagała tego zwykła kultura) odłożyła torebkę i rozpięła żakiet. Zsunęła go szybko z ramion i pochylając się odłożyła na dalszą część sofy. Dzięki temu Tomuś zauważył błyskawicznie dwie rzeczy – biała bluzeczka była na ramiączkach, a gdy pochyliła się to jej piersi naparły na materiał bluzeczki i dzięki temu zauważył fragment białego koronkowego stanika. To nie mógł być przypadek – przemknęło mu przez głowę.

    Usiedli, a po chwili spragniony jakiejkolwiek klienteli kelner pojawił się koło nich i podał karty. Ola uznała, że rozmowa z prezesem była udana i można było ją delikatnie oblać więc do polecanej sałatki zamówiła lampkę białego wina. Tomek zdecydował się na to samo. W czasie posiłku rozmowa toczyła się wartko. Wspólne biznesowe tematy szybko ich wciągnęły. Obserwując jej zachowanie w czasie jedzenia Tomuś coraz częściej wyłapywał gesty zdradzające jej zainteresowanie nim. Poprawianie włosów, nakręcanie loczka na palec, odsłanianie szyi. W pewnym momencie niby przypadkowo poczuł jej nogę na swojej. Uśmiechnęła się przepraszając, a on wiedział, że czas przejść do meritum. Szczególnie, że kelner zabrał już talerze, a ona wyraziła chęć na jeszcze jeden kieliszek.

    – Wspominałaś, że masz katalog z nowymi możliwościami waszych maszyn?

    – Tak, tutaj w torebce. Tylko nie wiem jak Ci go pokazać jednocześnie tłumacząc o co chodzi?

    – To ja się do Ciebie przesiądę, oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko.

    – To zapraszam, jest tutaj jeszcze sporo miejsca.

    Tomasz sprawnie przesiadł się koło niej. Miejsca jednak nie było zbyt dużo, więc siadając automatycznie siedzieli blisko siebie. Ola wyciągnęła katalog i zaczęła pokazywać planowane nowości. Pochylił się nad katalogiem, jednocześnie prawą ręką oparł się za nią. Po krótkiej chwili ona niby to poprawiając się na siedzeniu przysunęła się do jego ręki. Odruchowo złapał ją w pasie. Szybko obróciła głowę w jego stronę i uśmiechnęła się co odebrał jako zgodę na takie zachowanie. W tym czasie jeden z palców prawej ręki idealnie trafił w linię pomiędzy materiał koszulki a spódnicy i dotknął jej skóry. Wydawało mu się, czy poczuł delikatny dreszcz jej ciała?

    – Popatrz na to rozwiązanie Tomku. Dzięki zastosowaniu nowej obróbki te elementy wychodzą dużo gładsze niż w poprzednich modelach.

    W tym momencie jego lewa ręka łagodnym ruchem wylądowała na jej kolanie.

    – Tak gładkie jak to? – Palce zaczęły delikatnie wodzić po jej kolanie.

    – Taak. – Jej głos lewo słyszalnie zadrżał. Moment później kontynuowała temat jak gdyby nic się nie stało (taak, kobiety umieją doskonale ugrać coś nic nie robiąc – pomyślał) – dzięki nowym obliczeniom fizycznym, opór na tłokach zmniejszył się o 15% – kontynuowała wywód udając, że nie zwraca uwagi na to, że palec prawej dłoni zaczął wędrować to pod jej bluzeczkę, to pod materiał spódniczki. Nie były to duże ruchy. Nie musiały być.

    – A słyszałaś o tym ciekawym fizycznym prawie – Tomuś zaczął delikatnie przesuwać palce lewej dłoni w górę jej uda kierując się na wewnętrzną stronę, przy okazji zbliżając równocześnie swoje usta do skóry na jej szyi – że od kolan w górę napięcie wzrasta, a opór maleje?

    – Niee – głos znowu zadrżał. Spojrzała na niego lekko mrużąc oczy – do czego prowadzi to prawo?

    – Do z góry ustalonych wniosków – szeptał tuż przy jej szyi, więc jego oddech muskał jej skórę. Jej nogi delikatnie rozszerzyły się. Palce Tomka dotarły dzięki temu jeszcze dalej w górę. Poczuł materiał majteczek. I ciepło. A Ola zamknęła oczy i westchnęła. – Chętnie zapoznam się z tymi wnioskami.

    Palce Tomusia przesunęły się po materiale majteczek. Jak należało się spodziewać, nie były zbyt duże. Były wręcz mikroskopijne. Więc nie czekał dłużej tylko sprawnie przesunął materiał na bok. I znów ruch z góry na dół. Wygolona skóra poddawała się pieszczocie, aż jego palce natrafiły na cipkę. Z ust Oli wydobył się kolejny jęk. – Dotykaj mnie – szeptała. Jego usta w tym czasie już smakowały jej skórę, a palce bardziej intensywnie ją pieściły. Czuł już, jaka jest mokra. Jej nogi rozszerzyły się jeszcze bardziej. Raptownie wsunął w nią jeden z palców. Po całym jej ciele przebiegł dreszcz. Odchyliła się na oparcie przyciskając jego prawą rękę do oparcia. – Possij moje sutki – cichym głosem zażądała. Tomuś niewiele myśląc i cały czas trzymając palec w jej cipce wyciągnął spod niej prawą rękę i jednym ruchem zsunął koszulkę i stanik z jej lewej piersi. Zza materiału wynurzył się nabrzmiały sutek gotowy do pieszczot.

    Tomuś szybko się pochylił i najpierw go liznął, potem objął ustami, a następnie zaczął to ssać, to go przygryzać. Jego palce swobodnie już penetrowały jej gorącą i mokrą cipkę. Jej oddech zaczynał przyspieszać, ciało wyginało się i kręciło w rytm poruszających się w jej wnętrzu palców. W pewnym momencie jej dłoń wylądowała blisko jego krocza chcąc złapać nabrzmiałego już penisa, gdy z tej gorącej sytuacji wybiły go zbliżające się kroki. Odwrócił się błyskawicznie zasłaniając sobą Olę. Na szczęście loża była na lekkim podwyższeniu, więc zasłonił ją swoim ciałem. W tym momencie do ich stolika podszedł kelner.

    – Czy życzą sobie Państwo jeszcze czegoś? – Jego mina była całkowicie obojętna, ale trudno było uwierzyć, że zgranie czasowe było przypadkowe.

    – Nie, dziękuję. Poprosimy rachunek. Zapłacę kartą – Uśmiechnął się do kelnera. Ten kiwnął tylko głową i ruszył w stronę kasy.  Tomuś obrócił się do Oli i z niejakim żalem zauważył, że ramiączko stanika i koszulki zdążyło wrócić na swoje miejsce, a spódniczka zjechać w dół.

    – Idę do łazienki. – Popatrzyła mu głęboko w oczy z takim pożądaniem, że poczuła to aż jego pała. Zrobił jej miejsce. Zebrała torebkę, żakiet wzięła do ręki. Gdyby wstała od stolika, niby to z zapomnienia pochyliła się jeszcze nad stolikiem by wziąć katalog i jej pupa mocno naparła na jego lędźwia. Musiała poczuć co ma w spodniach, bo jeszcze delikatnie poruszyła swoim tyłeczkiem, drażniąc go przez materiał. Następnie ruszyła wolnym krokiem, a jemu zdawało się, że na wewnętrznej stronie uda widzi delikatnie połyskującą wilgoć.

    – Co za napalona suczka – przemknęło mu przez głowę. Kelner na szczęście nie zwlekał z rachunkiem i terminalem. Transakcja przebiegła sprawnie. Dorzucił napiwek. A następnie ruszył w kierunku łazienek.

    Z zadowoleniem stwierdził, że są dosyć oddalone od sali i kontuaru, za którym kręciła się obsługa. Gdy doszedł już do pierwszych drzwi z symbolem WC, zauważył, że prowadzą do kolejnych dyskretnych kabin. Pod drzwiami jednej z nich świeciło się światło. Zdecydowanym ruchem chwycił i nacisnął klamkę.

    Ona już na niego czekała.

    – Myślałam, że już nie przyjdziesz – podeszła do niego błyskawicznie, ledwo drzwi się za nim zamknęły. Wpiła się w jego usta łapczywie. Jednocześnie Tomuś usłyszał, że klucz w zamku przekręca się. Oderwała się od jego ust. Ogniki w jej oczach płonęły.

    – Daj mi go – gdy to mówiła jej ręce zjechały w stronę paska spodni, sprawnie rozpięły klamrę i zamek, a następnie mocnym pociągnięciem w dół ściągnęła z niego od razu spodnie i bieliznę. Penis wyprężył się w całej okazałości. Praktycznie zderzył się z jej twarzą, gdy kucnęła zsuwając ubranie. Chwyciła go jedną ręką. Delikatnie, ale zdecydowanie ściągnęła z główki napletek. Kropelka mazi zaświeciła na czubku główki. Liznęła ją, a potem objęła główkę jego chuja ustami. Tomuś zrozumiał, że ma do czynienia z boginią seksu. Robiła mu loda z wielką wprawą i ochotą. Czuł, że jej ekscytacja wzrasta, ruchy jej dłoni na trzonku i usta na główce bardzo szybko doprowadzały go do szczytu. Musiał to przerwać. Chwycił ją za ramiona i delikatnie, ale stanowczo podniósł. Gdy postawił ją do pionu szybkim ruchem zsunął ramionka jej bluzki i stanika w dół. Obie piersi wręcz wyskoczyły z ubrań. Chwycił jedną pierś ręką i kciukiem zaczął drażnić jej lewy sutek. Prawy zaatakowały jego usta. Wpił się w niego mocno, ale delikatnie. Jej oddech przyspieszał, a jej ręka bawiła się jego penisem starając się nim muskać cipkę. Tomuś nie chciał jeszcze przechodzić do meritum. Chciał ją rozpalić na maksa. Obrócił ją tak, by plecami oparła się o ścianę. Usłyszał ni to jęk, ni to syk, gdy jej rozpalone już plecy zetknęły się z chłodnymi kafelkami. On natomiast szybko wysunął się z butów i resztek ubrań, a następnie kucnął przy niej. Poczuł zapach kobiecości. Jednym płynnym ruchem podwinął spódniczkę, a następnie złapał jej cieniutkie majteczki i zsunął w dół. Jej kobiecość już cała mokra czekała na jego pieszczoty. Nie kazał czekać jej długo. Język od razu zaczął ją pieścić, jego koniec błądził między wargami i szukał guziczka rozkoszy. Jednak nie zamierzał być zanadto delikatny. W tym czasie bowiem jego dwa palce mocno zanurzyły się w nią. Jęknęła. Jej ciało lekko się wygięło jeszcze mocniej eksponując cipkę. Wiła się pod jego pieszczotami. Palce wchodziły mocno, język szalał po wierzchu jej cipki. Soki wręcz z niej spływały. Z jej ust dobył się cichy szept.

    – Daj mi go.

    – Co mówisz, suko? – Tomuś sam się zdziwił swoim tonem, gdyż do tej pory jeszcze do żadnej kobiety nie odnosił się w ten sposób.

    – Daj mi go – warknęła już mocniej i zdecydowanym ruchem uwolniła się od jego pieszczot i pchnęła go w kierunku kibla, na którym na szczęście klapa zamykająca była spuszczona. Trochę niezgrabnie, trochę z rozpędu usiadł – tym razem to jego rozpalone ciało zostało zaatakowane setkami zimnych igiełek chłodnego plastiku. Nie miał czasu bardziej się na tym skupić, bo gdy ledwo się usadowił Ola stanęła nad nim i chwytając wprawnie jego chuja nakierowała na swoją cipkę. Siadła na nim mocno, od razu praktycznie pochłaniając go całego. Jęknęła przy tym przeciągle. Zaczęła go ujeżdżać. Jej ręce oparły się o jego ramiona, ciało wygięło się do tyłu podstawiając piersi do pieszczenia. Rytmiczne mlaskania rozległy się w całym pomieszczeniu. Do pełnej ekstazy brakowało Tomusiowi tylko wygodniejszej pozycji, bo trochę po tej klapie jednak się suwał. W pewnym momencie złapał ją pod ramiona, ściągnął ze swojego drąga i stanął.

    – Obróć się i wypnij – rozkazał.

    Ola chciała go czuć, chciała go mieć w sobie. Obojętnie jak. Dawno nie czuła się tak porządnie pierdolona, dlatego obróciła się i oparła. Tomuś natychmiast się za nią ustawił. Ponownie przejechał palcami po jej cipce mocno się nimi w nią zanurzając, a następnie wsadził swojego kutasa w nią. Mocno. Gwałtownie. Jęknęła z zachwytu. Tomuś chwycił ją w pasie i zaczął ją wręcz nadziewać na siebie. Każdy ruch w głąb na końcu kwitowany był jękiem a urywany oddech brzmiał, jakby brakowało jej już tchu. Czuł zbliżający się koniec, ale chciał jeszcze czegoś. Chciał pokazać jej, że chce jej każdą dziurkę. Zmienił trochę sposób nadziewania jej na swojego drąga. Mniej siłowo, bardziej finezyjnie przeciągał ruchy lędźwi. Jedną rękę teraz trzymał na jej plecach. Drugą zbliżył do swojego kutasa i wykonując przez chwilę lżejsze ruchy zanurzył swój kciuk w jej cipce. Gdy kciuk zamoczył się w jej soczkach, to z kolejnym pchnięciem penisa naparł wilgotnym kciukiem na jej drugą dziurkę. Zaskoczona zgubiła rytm, a z jej ust wydobył się przeciągły jęk. Szybko odzyskała tempo, a kciuk zanurzał się coraz głębiej w jej dupkę. Tomuś czuł na swoim penisie drugiego współtowarzysza, a wszystko dookoła – orgazmowe skurcze jej cipki, chrapliwe jęki i zapach seksu powodowały zbliżanie się niesamowitego finiszu. Ledwo wyrwała się spod władzy jego chuja i palca. Obróciła się i chwyciła mokrą od soków napęczniałą główkę chuja w usta i szybkimi ruchami ręki dokończyła. Tryskał w jej usta jak nigdy dotąd. Sperma wylewała się z jej ust i kapała na spocone piersi.

    – Dobry jesteś – mruknęła, liżąc drgającego jeszcze z ekstazy penisa. Wylizała go do czysta. Połknęła każdą otrzymaną kropelkę spermy zlizując jej resztki również ze swojej dłoni. Wstała.

    – Chcę jeszcze – pocałowała go mocno – ale nie tutaj.

     

    CDN?

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    donian
  • Spelniona fantazja

    Czego może od życia chcieć facet przed 40ką ? Seksowna żona, dwójka dzieci, niezły dom na przedmieściu … Do tego praca w korpo, na dość dobrze opłacanym stanowisku – mam wszystko, a jednak jest coś, o czym nie wie nikt.

    Zawsze podniecała mnie damska bielizna. Rajstopy, pończochy, seksowne koszulki, buty na wysokim obcasie – wszystkie te rzeczy były oczywiście w użyciu mojej żony, ale jednak jest coś jeszcze. Podniecała mnie myśl, jakby to było samemu coś takiego włożyć. Początkowo zakładałem rajstopy lub pończochy Ani, ale mimo, że wystarczyło parę chwil, aby będąc tak ubrany wytrysnąć, to brakowało mi pewnej całości.

    Sytuacja zmieniła się, gdy po awansie, okazało się że do moich obowiązków należy nadzór nad terenowymi oddziałami firmy, co wiązało się z trzydniowymi wyjazdami mniej więcej dwa razy w miesiącu. Noclegi w hotelu pozwoliły mi zrealizować swoje fantazje w pełni … a bynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Zakupy w internetowym sex shopie sprawiły, że stałem się właścicielem paru par pończoch, rajstop i trzech zestawów składających się z majteczek i niemal przezroczystych koszulek w różnych kolorach. Tak przebrany, spędzałem wolny czas w hotelu i fantazjowałem na temat tego, co by było, gdybym był kobietą. Stopniowo moja garderoba rozrastała się – seksowne sandałki na 10 centymetrowym obcasie, spódniczki z rozcięciem, bluzki, a nawet przezroczysta sukienka – to wszystko sprawiało, że nie mogłem się doczekać kolejnych wyjazdów. Potem do bielizny dołączyły dwie peruki – ruda z długimi kręconymi włosami i czarna z krótkimi włosami w stylu lat 30 XX wieku. Następnie kosmetyki – tusz do rzęs, puder i w szczególności jaskrawoczerwona szminka – to wszystko sprawiło, że po krótkiej chwili widziałem w hotelowym lustrze nie siebie, a jakąś wyuzdaną, seksowną panienkę.

    Pewnego dnia zapragnąłem iść na całość i po kolejnej wizycie w sex shopie, zostałem posiadaczem pięknego czarnego dildo z przyssawką. Jednak mimo, że uwielbiałem lizać tego sztucznego kutasa i brać go głęboko do buzi, nigdy nie odważyłem się wcisnąć go sobie w tyłek. Kupiłem nawet lubrykant, ocierałem się się dupcią o niego, ale to wszystko. Fantazje, fantazjami, ale zawsze zabrakło odwagi aby wykonać kolejny krok.

    Zacząłem urozmaicać sobie powroty do domu jeżdżąc zamiast głównymi drogami, jakimiś podrzędnymi trasami, przez wioski i lasy. Zawsze – z wracałem na ogół późnymi wieczorami – kierowałem ubrany jak kobieta przygotowana do seksu. Przebierałem się na pierwszym leśnym parkingu i w drogę. Ubrany w pończochy, sandałki i koszulkę, czułem jak mój kutas stoi na baczność i tylko czeka na odrobinę pieszczoty. Oczywiście miałem pod ręką jakąś bluzę – tak w razie czego, a peruki były schowane w bagażniku razem z kosmetykami. Zawsze parę kilometrów przed domem przebierałem się w normalny strój, a swoje drugie jak chowałem głęboko w walizce. Gdy wracałem zawsze mieliśmy z żoną cholernie intensywny seks – Ania była przekonana, że to po prostu z tęsknoty i miała rację, ale moje drugie wcielenie zawsze mocno zwiększło moje podniecenie i pragnienie seksu.

    Wszystko było bez zmian, aż do pewnego sierpniowego wyjazdu. Wracając w piątkowy wieczór, jak zwykle przebrałem się, tym razem chcąc zaszaleć, na parkingu stacji benzynowej i ruszyłem w trasę. Spokojna jazda, co chwilę moja ręka przesuwała się po odzianym w pończochę udzie i muskała naprężonego kutasa – jakie to było ekscytujące. Nagle z tyłu błysnęły niebieskie światła – co prawda widziałem, że coś za mną jedzie, ale ponieważ był to jakiś bus, założyłem , że albo kurier, albo jakiś inny niegroźny kierowca.

    Wpadłem w panikę, walcząc z pasami szybko założyłem bluzę – na resztę już nic nie mogłem poradzić. Wyprzedził mnie radiowóz i jadąc za nim znalazłem się na kolejnej stacji benzynowej. Na szczęście policjanci stanęli na jej uboczu, więc miałem nadzieję, że nie zorientują się, w jakim stroju jadę. Z samochodu wyszedł jeden z funkcjonariuszy i podszedł do mojego auta.

    • Aspirant Jacek Pawłowski, sekcja ruchu drogowego Olsztyn – odezwał się policjant

    • Prawe światło stopu Panu się nie pali – dodał – prawo jazdy, dowód rejestracyjny i ubezpieczenie poproszę.

    Podałem mu zdenerwowany dokumenty. Wrócił z nimi do radiowozu i po paru minutach wrócił.

    • Wszystko ok, ale musi Pan wymienić tę żarówkę, inaczej nici z jazdy w nocy. Oddał mi dokumenty i już miał odejść, ale coś musiało zwrócić jego uwagę.

    • Co Pan taki nerwowy – pił Pan coś ?

      • W życiu – zaprzeczyłem, ale już wiedziałem że tak to się nie skończy.

      • Proszę wysiąść z auta – sprawdzimy stan trzeźwości.

    Widząc, że nie reaguję, powtórzył

    • Proszę natychmiast wysiąść z auta, inaczej będę zmuszony użyć siły !

    Wysiadłem,a policjant szeroko otworzył oczy. Zobaczył faceta w szpilkach, pończochach i prawie przezroczystej koszulce nocne wystającej spod bluzy.

    • Jezu – co to jest ? – zawołał. Andrzej choć tu !

    Podszedł do nas drugi policjant. Chwilę przyglądali się w milczeniu i nagle jeden z nich powiedział

    • Właź do auta i jedź za nami.

    Podjechali na sam koniec parkingu i ustawili się tak, że radiowóz zasłonił moje auto.

    • Wyłaź. Pokaż się ślicznotko – zarechotali. Kazali zostawić w moim samochodzie włączone światła i w ich blasku miałem parę razy przespacerować się tam i z powrotem.

    • Zdejmuj tą bluzę – powiedział Andrzej gdy to uczyniłem padło kolejne polecenie – dajesz modelka – tam i z powrotem.

      Chodząc w cholernie seksownym stroju, przed dwójką facetów ,niespodziewanie poczułem dreszcz podniecenia, ale mimo to miałem nadzieję, że pośmieją się, pożartują i pozwolą mi jechać dalej.

      Nagle zobaczyłem, jak Jacek przesuwa ręką po swoim kroczu, a po chwili rozpina rozporek i na wierzch wyskakuje dość długi kutas. Chwilę później dołączył do niego Andrzej – ten miał krótszego, ale zdecydowanie grubszego członka.

    • Kurwa … będą sobie walić konia patrząc na mnie – pomyślałem – i się pomyliłem.

    • Dajesz panienka – ustawili mnie między sobą – kutasy w łapki i robisz nam dobrze.

      Widząc brak mojej reakcji, Andrzej wyjął paralizator i zapytał – robisz czy prądem ?

      Przełamując strach chwyciłem najpierw członek Andrzeja. Parę ruchów i zobaczyłem jak rośnie mi w dłoni. Druga ręka pieściła członka Jacka, a ten powiedział :

    • widzisz laseczka – dasz radę. Coś we mnie pękło, a jednocześnie podniecenie było tak ogromne, że w końcu podjąłem decyzję. Puściłem oba kutasy i gdy zaczęli protestować, powiedziałem – 10 minut i wracam.

    • Pamiętaj, że mamy twoje dokumenty – zawołał Jacek – bez numerów.

      Podszedłem do bagażnika, z walizki wyjąłem rudą perukę i kosmetyki. Po paru minutach Andrzej z Jackiem zobaczyli seksownego rudzielca idącego w ich stronę. Moje usta lśniły czerwienią, a język błądził po nich nieustannie je zwilżając. Fantazja, która gdzieś tam w mojej podświadomości delikatnie błądziła, właśnie miała się spełnić.

      Kucnąłem przed Andrzejem, chwilę przyglądałem się członkowi. Potem moja ręka delikatnie się na nim zacisnęła i ściągając skórkę, odsłoniła pulsujący żołądź. Przełykając ślinę, powoli zbliżyłem usta, najpierw język zlizał kroplę śluzu z czubka, potem powolutku przesunął się wzdłuż całego kutasa, aby zatrzymać się na jądrach. Chwila zabawy i język powrócił do tego co zaczął. Coraz szybciej lizałem kutasa i nagle Andrzej chwycił mnie za głowę i jednym zdecydowanym ruchem wbił się w moje usta. Początkowo zachłysnąłem się, ale po chwili Andrzej lekko się wycofał i po prostu zaczął pieprzyć mnie w usta. Przyglądający się do tej pory Jacek zbliżył się do nas i zaczął ocierać się swoim kutasem o mój policzek. Nie przerywając obciągania chwyciłem go ręką i rozpocząłem energiczny masaż. Po chwili Jacek nie wytrzymał i odpychając Andrzeja ustawił się tak, że to jego kutas penetrował teraz moje usta.

      Obciąganie trwało kilka minut i nagle Andrzej wpadł na pewien pomysł. Podniósł mnie, wykręcił mi ręce do tyłu i założył kajdanki. Jednocześnie otworzył boczne drzwi radiowozu i wepchnął mnie do środka. Przełożył mnie przez fotel tak, że mój tyłek znalazł się na poziomie ust. Jacek niewiele myśląc splunął na swojego członka, potem na moją dupkę, roztarł ślinę i bez ogródek wbił się w moją pupę. Chciałem krzyknąć z bólu, ale jednocześnie z drugiej strony Andrzej zaaplikował mi swojego kutasa prosto w usta. W tej chwili byłem pieprzony na dwa baty, dwa twarde członki gościły w moim ciele, dając mi tak ogromną rozkosz, że po paru chwilach mój członek zaczął pulsować i poczułem jak z każdym drgnięciem wyrzuca z siebie masę spermy. Jacek przyśpieszył, chwycił mnie mocniej za biodra i po chwili poczułem jak eksploduje w moim tyłeczku. Andrzej nie chciał być gorszy – coraz szybciej poruszał się w moich ustach i nagle wycofał się, chwycił kutasa i po trzech szybkich ruchach dłonią moja twarz została zalana jego spermą. Poczułem jak kajdanki zostały zdjęte, opadłem na kolana i przed twarzą znowu miałem dwa kutasy. Niewiele myśląc chwyciłem oba i delikatnie je oblizywałem. Chłopcy byli wyraźnie zmęczeni i odprężeni, a po chwili – gdy ich członki były już czyste – Andrzej powiedział:

    • Nieźle … dajesz dupy i ciągniesz jak rasowa dziwka. Widzę, że bardzo ci się to spodobało. Jak będziesz miał ochotę na kolejny raz to tu masz mój numer – i wsunął mi pod pończochę kawałek kartki.

      Wysiadłem z radiowozu i na miękkich nogach wróciłem do swojego auta. Trochę trwał zanim się ogarnąłem i mogłem ruszyć w dalszą drogę, byłem wykończony ale i cholernie zaspokojony.

      Mam dziwne wrażenie, że za dwa tygodnie też będę jechał tą drogą…

     

    P.S. Wszystkie powyższe wydarzenia są oczywiście fikcją. Natomiast prawdą jest, że uwielbiam damską bielizną, a w szczególności pończochy, rajstopy i seksowne koszulki nocne. Czasami podczas seksu z żoną jestem ubrany w rajstopy lub pończochy, podobnie zresztą jak ona. Czasami, gdy jestem sam w domu przebieram się w jej fatałaszki i udaję kobietę. Lubię ( ale na to mam mniej okazji ) wracając skądś samochodem, przejechać się leśnymi drogami, lub przez jakieś małe wioski, ubrany jak gotowa do seksu dziwka. Fantazjuję przy tym , co by było, gdyby ktoś mnie na tym przyłapał. Co by było, gdyby to był jakiś facet, lub kilku mężczyzn … co bym musiał zrobić, aby mnie puścili. I stąd to opowiadanie.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marzyciel
  • Walentynkowe poczecie

    Tańczyli na środku klubowego parkietu, pośród świateł migających czerwienią, żółcią błękitem, otoczeni tłumem kołyszącym się w rytm “Never Let Me Down Again”. Choć impreza odbywała się – jak głosił internetowy anons – “dokładnie w stylu lat osiemdziesiątych”, oboje byli, zdaje się, najstarsi na parkiecie. Dominowali w każdym razie studenci, było też sporo licealistów, zwabionych nawrotem “ejtisowej” mody. Jednak w przyćmionym świetle i w ruchu nie było za bardzo widać, w jakim on i ona są wieku. Nikt w każdym razie nie zwracał na nich szczególnej uwagi, a jeśli już, to z innego powodu.
    Ona była w siódmym niebie. Ubrana w konwencji “Lolity” – w wydekoltowaną bluzeczkę, spódniczkę nie sięgającą nawet kolan, a do kompletu w podkolanówki i pantofelki na płaskiej podeszwie – dawała z siebie wszystko. Kiedy wirowała w tanecznych obrotach, jej kasztanowe włosy, ujęte w dwa kucyki, dosłownie fruwały w powietrzu, podobnie jak brzegi spódnicy. Zawsze tańczyła lepiej od niego i niewiele zmieniło się w tej kwestii od 1988 roku, gdy mieli po piętnaście lat. Chociaż ostatnio wziął parę lekcji, nadal nie potrafił jej dorównać. A ona, jakby nie minęło bez mała trzydzieści lat, po dawnemu wzbudzała podziw swym tańcem.
    Tego wieczoru już dwóch próbowało mu ją odbić, ale nie pozwolił (ona zresztą też na szczęście zupełnie ich zignorowała). Znał sekret, którego nie znali inni. Gdy pod jego okiem przebierała się w łazience, wraz z niezbędnymi na dworze w lutym ciepłymi rajstopami pozbyła się i majtek. W klubie było dość ciepło, by mogła sobie na to pozwolić. Pamiętał też, że są to jej dni płodne, co dodatkowo rozpala jej temperament, i bez tego wyjątkowo gorący. Widział, jak błyszczą jej oczy; widział pełniejsze niż zwykle usta i wiedział, że to nie zasługa makijażu. Kiedy pod pozorem figury tanecznej ujął kobietę za piersi, były napęczniałe, a brodawki twarde niby kamyki. Wydało mu się nawet, że w krótkim rozbłysku żółtego światła dojrzał maleńką błyszczącą kropelkę spływającą po wewnętrznej stronie jej uda – podejrzewał, że to nie pot.
    Nie pozwoliłby jej teraz tańczyć z nikim innym i nie miał zupełnej pewności, czy jego zazdrość jest całkiem bezpodstawna. Choć wiedział, że jest kochany i ufał, że chce mu być wierna, lecz w tamtej chwili nie potrafił zaufać jej rozbudzonemu pożądaniu. Szczęśliwie byli nie tylko najstarsi na parkiecie, lecz także, jako chyba jedyni, zupełnie trzeźwi. Także dlatego, że ktoś musiał potem siąść za kierownicą – jednak był i ważniejszy powód. “Dziecko dostanie dobre geny od nas obojga – powiedziała mu, kiedy planowali dzisiejszy wypad. – Nie psujmy mu tego alkoholem”. Nie pili dziś zatem niczego oprócz coli (serwowanej w grubych szklankach z czasów PRL-u, które barman napełniał z butelek z doklejoną nalepką “polo cockta”).
    Ściany zdobiły czerwone, walentynkowe serduszka, stanowiąc pewien anachronizm – w Polsce lat osiemdziesiątych obchodzenie Walentynek nie było jeszcze w modzie. Poza tym jednak realia epoki zachowano bardzo wiernie. Oświetlenie – żadnych laserów ani krążących smug reflektorów, tylko trójkolorowe lampy, błyskające w takt muzyki. Nawet muzykę didżej – też, zdaje się, młodszy od nich obojga – puszczał z kaset magnetofonowych! Akurat rozpoczął się nastrojowy set, z wielkich kolumn popłynęło “True Colours” Cyndi Lauper. Tańczyli przytuleni, ale miał problem z trzymaniem równego tempa. Nie żeby brakowało mu poczucia rytmu! Po prostu rozpraszało go znacznie szybsze od sekcji rytmicznej tętno kobiety. Czuł je wyraźnie przez jej cienką bluzeczkę i materiał swoje koszuli. Ponadto bliskość jej ciała, odurzający zapach włosów, w nim także wzbudzały coraz mocniejsze podniecenie, tak, że nie potrafił myśleć o niczym innym oprócz tego, co miało się stać.
    Poczuł jej usta na policzku, tuż koło ucha.
    – Chodź! – usłyszał szept. – Jestem cała gotowa. – Wykonała taneczny obrót i pociągnęła go wolno do hallu, w stronę drzwi łazienki.
    Mimo półrocznych starań, wciąż jakoś nie udawało im się począć dzidziusia, którego nagle zapragnęli po czterdziestce (i dwójce sporych już dzieci). Kiedy trzy miesiące niezabezpieczonego seksu okazały się nie wystarczyć, za radą znajomego lekarza postanowił zafundować kobiecie większą dozę adrenaliny, ponoć dobrej na płodność. Szaleństwa w mieszkaniu, obejmujące (pod nieobecność dzieci) łazienkę, następnie pokój córki, a w końcu znów łazienkę, tym razem w domu teściów, nie dały rezultatu, rzecz jasna oprócz genitalnych rozkoszy, z racji wieku częstszych u niej, niż u niego. W styczniu zaskoczył ją więc seksem w klasie szkolnej (oczywiście nie przy uczniach, którym na co dzień wpajała tam język angielski). Tym razem było dobrze obojgu, ale, niestety, nie powstrzymało to kolejnej menstruacji. Łazienka w dyskotece podczas imprezy walentynkowej miała być miejscem kolejnej zwariowanej randki. Niech to się stanie, niech ona wreszcie zajdzie w ciążę! Zanim dojdzie do wniosku, że lepiej, by to upragnione dziecię zrobił jej ktokolwiek, niż nikt.
    Zamknął za sobą drzwi toalety. Tu było ciszej. Minęli kabiny WC i weszli do obszerniejszego pomieszczenia z prysznicami, tego, które wcześniej posłużyło za przebieralnię. Jarzeniowe lampy wypełniały pomieszczenie jasnym światłem, odbijającym się od białych kafelków na ścianach.
    – Zablokuj drzwi! – przypomniała.
    – Nie – odparł krótko, stanowczo. “Jej potrzeba silnych emocji, naprawdę silnych” – dopowiedział w myślach.
    Zrozumiała bez słów. Nie odwracając się, weszła na stopień oddzielający podłogę od jednego z brodzików. Tym wyrównała różnicę wzrostu.
    Stanął za nią i ujął przez bluzkę jej piersi. Gładził je teraz wolno, w rytmie dobiegającej zza podwójnych drzwi nastrojowej piosenki. Wsunął dłoń pod materiał, czekały tam nabrzmiewające, z twardymi brodawkami, spragnione pieszczot. Nic nie mówiła, wzdychała jedynie, wyginając głowę do tyłu, oddając kark pod jego pocałunki. Jednocześnie wypięła ku niemu pośladki, poruszając nimi zmysłowo w górę i w dół. Był to dalszy ciąg tego, co odbyło się na parkiecie – ich tańca godowego.
    Jak na zamówienie, następnym nagraniem było “Justify My Love” Madonny.
    – Kopulacja prokreacyjna… – wyszeptała kobieta, było to typowe dla niej “medyczne świntuszenie”. – Jestem do niej gotowa, zrób to, bo zwariuję!
    Rozpiął spodnie, pozwalając im opaść, za nimi zsunął slipy. Poczuł ulgę, uwalniając się od ich ucisku. Był tak twardy, jak od dawna już mu się nie zdarzyło. Być może sprawiła to ta impreza, a może coś innego, w każdym razie czuł się trochę jak nastolatek. Zadarł jej spódniczkę, a na widok czekających na niego rozkosznie krągłych pośladków poczuł, że on też dłużej już nie wytrzyma. Sięgnął między jej uda i rozchylił palcami wargi – były śliskie, mokre, ociekające. Wprawnym ruchem wniknął w nią – jęknęła, jakby błagając o jeszcze. Ruszał się nie za szybko, nie za wolno, w rytmie nadawanym przez piosenkę, dostosowując siłę pchnięć do reakcji kobiety. A ona chciała coraz mocniej, coraz głębiej. Zawsze dbał najpierw o jej orgazm, ale tym razem chciał, by doszli razem. Dlatego starał się silniej ocierać spód prącia o jej wnętrze, co najbardziej go podniecało. Kobieta była już blisko szczytu, jęczała nieprzytomnie z każdym jego poruszeniem, jak w transie kołysała głową do przodu i do tyłu, cała w tej chwili należała do niego. Jej dominacja w związku, w którym od początku była stroną wiodącą, ustawała całkowicie w chwili orgazmu. Wydała śpiewny, nosowy dźwięk, a jej pochwę ogarnęły rytmiczne skurcze. Przyspieszył ruchy, ale nie dogonił jej. Za bardzo była podniecona; doszła, nim skończył się przebój Madonny.
    Przez chwilę trwali w półświadomym przytuleniu, aż ich podniecenie opadło. Mięknąc, wyśliznął się z niej.
    – Powtórzymy to za chwilę – szepnęła.
    Pozapinał się, ona poprawiła spódniczkę. Doprowadzeni do porządku, wyszli na korytarz. Po jasno oświetlonej łazience wydał im się bardzo ciemny. Ich oczy z wolna przyzwyczajały się do zmiany natężenia światła. Najpierw zobaczyli, że w ich stronę zmierzają dwie postacie – chłopak i dziewczyna. Przy tym świetle nie widać było wyraźnie twarzy, postura jednak wskazywała, że oboje są młodzi. W rękach trzymali pliki jakichś ulotek wydrukowanych na błyszczącym papierze.
    – Cześć! – rzekła dziewczyna, wysuwając się naprzód. Mówiła głośno, aby przebić się przez “Here I Go Again” Whitesnake’a. Przemawiała wprawnie, pewnie, nawet z odrobiną rutyny. – Reprezentujemy młodzieżową inicjatywę pod nazwą “Bezpieczne Walentynki, Bezpieczna Miłość”. Zwracamy się do was, bo zauważyliśmy, że wchodząc razem do łazienki, nie skorzystaliście z automatu z prezerwatywami. – Wskazała wiszący przy drzwiach toalety przyrząd z przezroczystym okienkiem, prezentującym kilka kolorowych pudełeczek.
    – To bardzo ważne, aby o tym pamiętać – włączył się do akcji chłopak. – Niezabezpieczony seks zawsze niesie z sobą ryzyko niepożądanej ciąży. Ponadto stosunek z przygodnym partnerem oznacza poważne niebezpieczeństwo zakażenia chorobami przenoszonymi droga płciową, w tym HIV, na który w dalszym ciągu…
    Mężczyzna stał osłupiały, nie wiedząc, jak zareagować. Kobieta natomiast, jak długo mogła, tłumiła chichot, aż wreszcie nie wytrzymała i parsknęła śmiechem.
    – To jest mój stały partner – oświadczyła, przerywając młodzieżowemu aktywiście – a ciąża jest bardzo pożądana.
    Chłopiec urwał. Dopiero teraz spojrzał na ich dłonie, zauważając obrączki. Przypatrzył się uważniej twarzom swych rozmówców.
    – Przep-praszamy – wyjąkał – nasza akcja nie jest skierowana do państwa.
    – Nie ma sprawy! – powiedział mężczyzna. Wziął żonę za rękę, zamierzając wrócić na parkiet. Mijając tamtą parę, dosłyszał jeszcze zawstydzony głos chłopaka:
    – Żeby tak się pomylić!
    – A bo ciemno tutaj! – odparła dziewczyna. – Nie przejmuj się. Chodź! – Po czym skorzystała z automatu wiszącego przy drzwiach toalety.
    “Następny zdominowany przez kobietę” – pomyślał mężczyzna. A potem nagle coś mu przyszło do głowy. Zaprowadził żonę do kontuaru szatni i poprosił do płaszcze.
    – Chodź do auta! – powiedział.
    – Czekaj, rajstopy! – szepnęła mu na ucho, próbując pociągnąć go z powrotem do łazienki.
    – Nie przeszkadzajmy tamtym! – odszepnął. – Daj mi chwilę, podjadę pod same drzwi!
    Wyszedł na dwór, gdzie było naprawdę zimno. W niedopiętym okryciu pobiegł do stojącego w kącie parkingu niebieskiego opla. Odpalił stacyjkę, zarazem włączając nawiew ciepłego powietrza. Zatrzymał wóz tuż przed wejściem do klubu. Otworzywszy drzwi, odchylił w przód oparcie przedniego siedzenia.
    – Wskakuj do tyłu!
    – Ale dlaczego? – zawołała przez uchylone skrzydło oszklonego wejścia.
    – Bo tak mówię!
    Wsiadła, wyraźnie zaskoczona jego stanowczością. Znów przejął inicjatywę i czuł się z tym coraz lepiej! Jej także chyba zaczynało się to podobać. Widział w lusterku jej wyczekujący uśmiech. Gwałtownie ruszył.
    – Wkrótce będziesz w ciąży! – wycedził, skręcając na główną szosę.
    Szybko oddalali się od klubu, usytuowanego na peryferiach miasta. Nie pytała, dokąd jadą. Wystarczyło jej, że on wie.
    Duży, samotny parking znajdował się o pięć kilometrów dalej, na skraju lasu. Stały tam głównie autobusy, które nie miały nocnych kursów, i parę ciężarówek. Wystarczająco pusto, by nikt nie przeszkadzał, ale przy tym zawsze istniała możliwość, że ktoś ich zobaczy.
    – Przygotuj się do zapłodnienia! – rzekł, parkując samochód na wolnym stanowisku między żółtym autobusem i białą ciężarówką iveco. Znów odchylił oparcie fotela obok kierowcy, by przegramolić się na tylną kanapę.
    Na szczęście samochód był wystarczająco szeroki. Kobieta stanęła na czworakach, lewą stroną na siedzeniu, prawą na podłodze, nie bez trudu przyjmując pozę samicy gotowej do spółkowania. Pochyliła głowę – oparcie fotela kierowcy nie pozwalało podnieść jej wyżej. Z tyłu spódniczki miała wilgotną plamę, ślad podniecenia. Podciągnęła materiał, zarzucając go na plecy i pokornie obnażając pośladki. Mężczyzna rozpiął spodnie. Sprawdził ręką, czy jest gotowa. Była jeszcze bardziej mokra niż tam, w klubie, przed niecałą półgodziną, więc bez dalszych przygotowań wbił się w nią zdecydowanym ruchem.
    – Aaaaiiiiiiiiii! – zaskomliła z rozkoszy. Wysunął się z niej prawie całkowicie i znów wbił penis do końca. – Aahiiiiiiiijjjjjjjjjiiiiiiiii! – wydobył się z jej gardła kolejny miłosny skowyt.
    Mężczyzna wchodził w nią raz za razem, nie na tyle brutalnie, by sprawiać ból, a jednocześnie dość mocno, aby i jego podniecenie rosło szybko. Znał dobrze jej reakcje, czuł, że jest podekscytowana wystarczająco na tak gwałtowne ruchy – zaskoczenie, jakie jej sprawił, zrobiło swoje. Dreszcz zbliżającej się rozkoszy wstrząsał jej ciało, wykrzykiwała, że “Tak!”, że “Tak!”, że “Jeszcze!”, że Jeszcze!”, bezwiednie poruszała tyłkiem tak, żeby bardziej czuć w sobie ruchy jego męskości. Doszła wśród nieartykułowanych jęków, szalonych targnięć biodrami i pulsujących skurczów swojej kobiecości, ale mężczyzna nie przestawał, wchodził i prawie wychodził, i znów wchodził, ona wciąż jęczała, wołała “Taaak!”, krzyczała “Taaaaak!”, opuszczała głowę jeszcze niżej, wypinała biodra pod takim kątem, żeby wchodził jeszcze głębiej, aż z przeciągłym “Aaaaaaaoooooooaaaaaa!” odpłynęła w kolejny bezmiar rozkoszy, a mężczyzna wykonał jeszcze parę mocnych ruchów i podążył za nią, zalewając jej wnętrze lepkim ciepłem. Poczuł błogie zamroczenie i przez kilka minut trwał w cudownie bezmyślnym stanie, wciąż wypełniając sobą jej coraz wolniej falującą pochwę. W końcu wysunął się z niej, ciągle bliski omdlenia. Kobieta, odchyliwszy jakoś drugie oparcie, wydobyła się spod mężczyzny i pomogła mu ułożyć się na tylnej kanapie.
    – Ja poprowadzę – szepnęła, zajmując miejsce za kierownicą.
    To było ostatnie, co dotarło do jego świadomości, nim zapadł w sen. Nie pamiętał nic z dalszej drogi, nie umiał nawet powiedzieć, jak znalazł się w mieszkaniu. Musiał oczywiście wysiąść z samochodu, wsiąść z żoną do windy, a w domu rozebrać się i położyć, ale nie mógł sobie przypomnieć żadnej z tych czynności.
    Obudził się w środku nocy obok nagiej żony, która miarowo oddychała przez sen. Byli sami, dzieci spały u teściów.
    Spróbował przewrócić się na brzuch, ale stwierdził, że coś mu przeszkadza leżeć wygodnie. Zaraz dotarło do niego, w czym rzecz: miał erekcję! Stosunek, wytrysk, a po najwyżej paru godzinach znowu wzwód? Nie doświadczył czegoś takiego, przynajmniej odkąd skończył 35 lat. Co więcej, przyglądając się kobiecie leżącej pół na wznak, pół na boku, zwróconej ku niemu, złapał się na nagłym odczuciu świeżej, jak gdyby młodzieńczej fali pożądania. Pragnął jej ciała – teraz, natychmiast.
    Leżała tak, że jej duża, miękka pierś spoczywała na prześcieradle blisko jego głowy. Przysunął się cicho i obwiódł końcem języka różową brodawkę sutka. Kobieta westchnęła przez sen. Powtórzył ruch, po czym złożył tam delikatny pocałunek. Następne westchnienia nie sprawiały już wrażenia zupełnie sennych. Kontynuował pieszczotę.
    – Co ty robisz? – usłyszał szept, w którym wyczytał aprobatę.
    – Korzystam, póki nie mam konkurencji – odparł figlarnie i przyssał się do sutka przeciągłym całusem. Kobieta zachichotała, a dotknięta językiem brodawka nie wydała się już tak miękka, jak jeszcze przed chwilą. Całował ją więc dalej, nie przyspieszając, nawet trochę się drocząc. Równocześnie przeciągnął dłonią po plecach żony, a potem zaczął gładzić jej pośladki.
    – Cudownie było dwa razy mieć cię w sobie – powiedziała czule.
    – Skąd wiesz, czy nie masz mnie w sobie? – przekomarzał się. Wiedział już, że sprawy zmierzają dokładnie tam, dokąd chciał.
    Pobudzał jej piersi pieszczotami ust, w tym samym czasie wodząc dłońmi po wklęsłości jej talii i wypukłości biodra, a potem wracając na pośladki, tym razem na ich dolne części, te najwrażliwsze. Jego czułości podniecały ją wolno, ale nieprzerwanie. Kiedy była już na to gotowa, z pośladków przeszedł dłonią między rozchylone uda. Końcem palca okrążał otworek jej anusa, nie próbując wcisnąć się do środka, a tylko muskając wrażliwą skórę wokół. Ta pieszczota nieodmiennie rozpalała jej zmysły. Nie przerywając, pokrywał pocałunkami spody jej piersi, skórę brzucha, wewnętrzne strony ud. Nareszcie dotarł do łechtaczki i wziął ją ostrożnie w usta. Odpowiedziało mu aprobujące “Ummmmmmhmmmmm”. Znał dobrze ciało swojej żony, znał kolejność pieszczot prowadzących do celu. Odważył się nawet polizać ujście cewki moczowej, wprawiając ciało kobiety w nieziemski dreszcz, jakiego nie dawały żadne inne karesy. Jej wszystkie trzy otworki – odbyt, pochwa i sama cewka – odpowiedziały jednoczesnym ściśnięciem, po wargach waginy obficiej pociekły soki.
    Kobieta odwróciła się na brzuch. Uniosła miednicę, dla wygody wsuwając sobie pod nią jasiek.
    – Wejdź we mnie – poprosiła.
    Opierając się na wyprostowanej prawej ręce, z pomocą lewej ostrożnie wprowadził fallus. Tym razem żona potrzebowała wolnych, subtelniejszych ruchów. Dociskał do końca i minimalnie się wysuwał, lecz starał się nie ograniczać tylko do tego. Urozmaicał jej doznania lekkimi poruszeniami na boki. Palec wolnej dłoni położył na łechtaczce, by pobudzać ją delikatnym uciskaniem. Kobieta jeszcze nie jęczała, jeszcze tylko wdychała, coraz dłuższymi “Aaaaahhhhh” przygotowując się na zaspokojenie. Kiedy było trzeba, zwiększył tempo i wzmocnił pchnięcia. Gdy zbliżała się do spełnienia, opadł na łokcie, by lizać jej kark, ciągle odkryty – kładąc się spać, nie rozwiązała tych swoich dziewczęcych kucyków! Przyspieszył jeszcze, aż osiągnęła pełnię rozkoszy, a on wciąż się poruszał, przedłużając jej chwilę szczęścia, w końcu wystrzelił gorącym strumieniem spermy. Tym razem zabolało go to w kroczu – wytrysk był wymuszony. Mężczyzna nie żałował jednak tego, co się stało. Czuł tylko wielką radość i jeszcze większą miłość – do żony i chyba do kogoś jeszcze… Coś mu mówiło, że to nie na darmo, to nie na darmo.
    Pozostał w kobiecie aż do ustania wzwodu, a potem ułożył się obok niej. Przewróciła się na bok i przyciągnęła go do siebie. Wtulony głową między jej piersi usnął i spał spokojnie do rana.
    Było to w połowie lutego. A w listopadzie żona wydała na świat śliczną, zdrową dziewczynkę.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Pisatiel

    Kontynuacja opowiadań “Przyszedlem dokonać zapłodnienia”, “Niebieskie jeansy jej matki” oraz “Szkolna milosc pod okiem Szekspira”.

  • Wspomnienia z dziecinstwa – Dorastanie cz.5

    Drodzy Czytelnicy!

    W tej części nie ma erotyki, jeśli chcecie poczytać coś podniecającego, poszukajcie innego opowiadania.

     

    Gdy się obudziłem, nie wiedziałem gdzie jestem. Ból głowy był ogromny. Dotknąłem jej z tyłu i poczułem coś lepkiego. Spojrzałem na rękę. To była krew.

      Wtedy usłyszałem szloch.

    Obejrzałem się w tamtym kierunku i zobaczyłem koszmarny widok.

    Dwóch chłopaków trzymało Sylwię za ręce, rozłożoną na trawie, a trzeci leżał na niej i gwałcił ją. Wpychał się w nią bardzo brutalnie. Złośliwy uśmiech nie schodził mu z ust. Jeden z nich zakrywał jej usta ręką, drugi rozszerzał jej nogi. Walczyła, ale nie miała najmniejszych szans. Trzech wielkich skurwysynów, przeciwko jednej dziewczynie.

     – No, nie wierzgaj się! Wiem, że ci się podoba – powiedział ten, który leżał na niej.

    Wstałem w ułamku sekundy.

    Przebiegłem te kilka metrów i z całej siły kopnąłem gwałciciela w twarz. Kopnąłem go tak, jakbym kopał piłkę. Odrzuciło go z metr od Sylwii i usłyszałem jakby czknięcie.

    I cisza.

    Po sekundzie wydał okrzyk bólu. Przerażający wrzask rozniósł się daleko. Nie czekałem na reakcję kolegów. Nie zdążyli nawet wstać, a już drugiego okładałem pięściami. Biłem gdzie popadnie, byle mocno. Chciał się podnieść, wtedy kopałem po żebrach i brzuchu. Jęczał z bólu. Trzeci, gdy zobaczył mój oszalały wzrok, zerwał się i zaczął uciekać. Przed oczami miałem czerwoną mgłę.

     Nie panowałem nad sobą.

     Gdybym miał w ręku broń, zabiłbym ich bez wahania. Udało się wstać drugiemu i uciekł w tym samym kierunku co trzeci napastnik. Został tylko pierwszy, zwijając się na ziemi z bólu. Straciłem nim zainteresowanie i podszedłem szybko do Sylwii. Siedziała próbując zakryć swoją nagość. Obok niej leżała koszulka którą podniosłem i pomogłem jej założyć. Miała podarte majtki, które wisiały na jej udzie. Obok leżała podpaska. Ściągnęła spódniczkę zarzuconą na brzuch. Spojrzałem tam. Miała zakrwawione całe krocze. Trzęsła się na całym ciele. Chciałem ją przytulić, ale drgnęła ze strachu, odsuwając się ode mnie.

    – Zabiję go – powiedziałem spoglądając na zwyrodnialca. Nie leżał już, tylko słaniając się na nogach, próbował uciec. Wstałem i puściłem się za nim.

     – Nie zostawiaj mnie, błagam – usłyszałem głos dziewczyny.

    Zatrzymałem się. Nie wiedziałem co robić. Uciekał coraz szybciej. Jeszcze chwila i zniknie mi z oczu. Wróciłem do Sylwii i pomogłem jej wstać. Jęknęła z bólu. Po kilku minutach odpoczynku ruszyła w kierunku domu.

    – Chodź, idziemy na milicję – powiedziałem stanowczym głosem – złapią ich, daleko nie uciekną, rozpoznam ich nawet w nocy.

    – Nie! – powiedziała stanowczo.

    – Co?

     – Nikomu nie powiemy!

    – O czym ty mówisz??

    – Byłam już kiedyś przesłuchiwana i badana. To był koszmar. Drugi raz tego nie przeżyję.

    – Ale..nie możemy tego tak zostawić. Oni muszą ponieść karę.

    – Nie chcę już o tym słyszeć!

    – Nie rozumiesz, że jeśli im się upiecze, mogą to zrobić następnej dziewczynie? Chcesz tego? Muszę to zgłosić!

    – Jeśli mnie kochasz, nie zrobisz tego.

    – Sylwia, błagam cię..

    – To ja cię błagam. Nie powiemy nikomu. Jakby to nigdy nie miało miejsca.

    Chciało mi się wyć. Z bezsilności, z bólu, z żalu nad moją ukochaną. Ale po części rozumiałem ją. Przeżyła już raz tragedię i nie chciała jej powtarzać. Burza uczuć wiła się we mnie jak kłębowisko węży. Targały mną takie emocje, że nie mogłem opanować drżenia.

    – Dobrze – westchnąłem po długiej chwili – nie powiem nikomu.

    – Zaprowadź mnie do domu, proszę.

    Gdy byliśmy przed furtką, zatrzymała się.

    – Tylko ani słowa ciotce, rozumiesz?

    – Uhm.

    Poszliśmy od razu na górę. Sylwia weszła do łazienki zamykając drzwi. Siedziała tam z godzinę. Po wyjściu usiadła na łóżku ze spuszczoną głową. Ja też poszedłem wytrzeć zaschniętą krew we włosach. Doprowadziłem się jako tako do porządku i wróciłem do pokoju.

    – Jak się czujesz, boli cię coś? – zapytałem.

    – Przeżyję, nic mi nie będzie – odpowiedziała smutno.

    – Idź już, zobacz która godzina – dodała.

    – Nie zostawię cię samej.

    – Dam sobie radę, musisz się przygotować na jutro do szkoły, sam mówiłeś.

    – Nie ma mowy, mam gdzieś szkołę.

    Usiadłem obok niej i objąłem czule. Wtuliła się w moje ramię i zaczęła płakać. Próbowała się powstrzymać, ale cały smutek i żal wylał się z niej w jednym momencie. Szlochała głośno, trzymając się mnie mocno.

    – Dlaczego ludzie są tacy okrutni? – zapytała łkając – dlaczego krzywdzą innych?

    Nie wiedziałem co odpowiedzieć.

    Dlaczego – to słowo prześladowało mnie od jakiegoś czasu. Mogłem powtarzać je tysiąc razy, a i tak nie mogłem znaleźć odpowiedzi. Dlaczego ludzie zachowują się w ten sposób? Dlaczego są gorsi od zwierząt? Dlaczego to trafiło na nas? Dlaczego akurat wtedy wpadłem na pomysł, żeby ją tam zaprowadzić?

     Przez następne dni zadawałem sobie milion pytań ze słowem „dlaczego”. Wszystkie zostały bez odpowiedzi.

    Wieczorem położyłem Sylwię i dotąd tuliłem aż usnęła. Ja nie mogłem. Ciągle powracała do mnie scena znad rzeki. Twarze oprawców wryły mi się głęboko w pamięć.

      Sylwia budziła się kilka razy. Łapała mnie, trzęsąc się. Głaskałem ją, tuliłem, całowałem w policzki. Uspokajała się i zasypiała z powrotem.

    Następnego dnia nie chciałem, żeby szła do szkoły. Odpowiedziała, że musi się czymś zająć, inaczej będzie ciągle o tym myśleć. Odprowadziłem ją, a sam poszedłem do domu.

      Wszedłem od razu do swojego pokoju i siadając na materacu podparłem głowę rękami. Było mi strasznie smutno. Myśli krążyły wciąż wokół tego samego tematu. Nie zauważyłem, że nie jestem w domu sam.

      Mama zapukała do mojego pokoju, a kiedy nie usłyszała odpowiedzi, zawołała:

    – Synku, wszystko w porządku?

    – Tak.

    Otworzyła drzwi przyglądając mi się.

    – Nie poszedłeś do szkoły?

    – Nie mam dziś głowy do nauki.

    – Chodź, zrobię ci herbatę.

    Wstałem i poszedłem do dużego pokoju. Po kilku minutach przyszła mama, niosąc dwie szklanki. Usiadła naprzeciwko.

    – Powiesz mi co się stało? – zapytała.

    Znała mnie bardzo dobrze. Przed nią nic nie mogłem ukryć. Zawsze wiedziała, że coś jest nie w porządku. Bardzo chciałem jej się zwierzyć. Chciałem wyrzucić to z siebie. Dusiło mnie to, nie pozwalało oddychać. Złość, frustracja, żal, nienawiść, wszystkie złe uczucia skondensowały się w jedno.

      Ale nie mogłem.

    Wiedziałem, że mama tak tego nie zostawi. Na pewno porozmawiałaby z ciotką Sylwii i zgłosiłyby to. A przecież obiecałem. Przysięgałem na swoją miłość, że nikomu nie powiem.

    – Nic takiego – odpowiedziałem.

    – Chyba nie pokłóciłeś się z Sylwią?

    – Nie.

    – A w szkole wszystko dobrze?

    – Dobrze.

    – No to powiedz mi dlaczego jesteś smutny. Wiesz, że mi możesz powiedzieć o wszystkim, prawda?

    – Wiem..ale nie mogę. Obiecałem.

    Mama popatrzyła na mnie z troską.

    – Wiesz, że jeżeli w tej chwili komuś dzieje się krzywda, to zwalnia cię to z obietnicy?

    – Uhm.

    Nastąpiła chwila ciszy. Czekała, aż coś powiem, ale milczałem.

    – No dobrze – westchnęła.

    Nie chciała mnie męczyć. Widziała, że jestem czymś przytłoczony, ale wiedziała, że jeżeli sam jej nie powiem, to na siłę nic ze mnie nie wyciągnie.

      Po południu pojechałem do Sylwii. Powiedziała, żebym się nie martwił, że wszystko w porządku, żebym zajął się szkołą. Nie wierzyłem jej, czułem, że nie radzi sobie.

      Zaczęliśmy się widywać coraz rzadziej. I chociaż zapewniałem ją o swojej miłości, że nic nie zmieni mojego uczucia do niej, unikała mnie. Nie podchodziła do telefonu, Marzena mówiła, że się uczy. Czułem jak oddalamy się od siebie. Jej miłość do mnie stygła, wygasała. Nie chciałem tego, postanowiłem walczyć. Zacząłem częściej ją wyciągać do kina, na basen, ale robiła to jakby z automatu.

       Pewnego razu zostałem u niej na noc. Po kąpieli zacząłem ją pieścić po całym ciele. Nie oponowała. Zacząłem się z nią kochać, powoli, zmysłowo. Pierwsze co zauważyłem, to brak jakiejkolwiek reakcji. Nie poruszała się, nie oddychała głęboko, nie oddawała pocałunków. Kiedy spojrzałem jej w twarz, obróciła głowę na bok, patrząc na ścianę. Czułem, jakbym kochał się ze sztucznym przedmiotem, nie z żywą istotą. Przestałem odczuwać podniecenie, mój członek zaczął opadać, wreszcie wysunąłem się z niej i położyłem obok. Leżała jeszcze jakiś czas z rozłożonymi nogami i dopiero po chwili zauważyła, że nie leżę na niej.

    – Już skończyłeś? – zapytała.

    – Nie mam ochoty na seks – odpowiedziałem.

    – Ja też nie – powiedziała przykrywając się kołdrą.

    Następnego dnia po obudzeniu leżeliśmy jakiś czas. Chłopaki o tym wiedzą, ale napiszę dziewczynom, że jak facet się obudzi, to często ma poranny wzwód. Członek sterczy tak, że nieraz trudno się wysikać. Potrzeba trochę czasu zanim opadnie. Mnie przytrafiło się to właśnie tego poranka. Sylwia od razu zauważyła, jak kołdra odstaje od bioder i odkryła mnie. Wzięła ptaszka do ręki i zaczęła go masować. Ale myślami była całkowicie gdzie indziej. Poruszała rączką od niechcenia. Wiedziałem, że robi to tylko i wyłącznie dla mnie. Jakoś doszedłem, ale orgazm był bardzo skromny. Już po pierwszym wytrysku członek skurczył się i opadł. Nasienia było tyle co nic.

      Sylwia wytarła ręce chusteczką i podała mi drugą.

    – Dziś po południu idę do koleżanki. Będziemy się uczyć do sprawdzianu. Nie obraź się, ale muszę nadrobić braki, bo trochę się opuściłam w nauce.

    – Dobra, rozumiem.

    Zawsze mieliśmy tyle wspólnych tematów, a teraz siedzieliśmy w milczeniu.

       Marzena też wiedziała, że coś się stało. Była podejrzliwa, podpytywała nas, ale jej dochodzenie skończyło się fiaskiem. Nie zdradziliśmy naszej mrocznej tajemnicy. Kiedyś zatrzymała mnie przed furtką, jak wychodziłem.

    – Chyba jej nie skrzywdziłeś, co? – spytała patrząc mi w oczy.

    – Ja? Nigdy! – odpowiedziałem.

    – Coś tu nie gra – stwierdziła w zamyśleniu – musiało się stać coś niedobrego. To już nie jest ta sama dziewczyna.

    Powiedziałem, że też to czuję, bo Sylwia odsuwa się ode mnie, ale skłamałem, że nie wiem z jakiego powodu.

    Spotykaliśmy się sporadycznie, gdyż unikała mnie. Była coraz częściej poza domem, nawet ciotka nie wiedziała gdzie przebywa i bardzo się martwiła.

    Postanowiłem pójść pod jej szkołę.

      Na przerwie zaczepiłem koleżankę z pytaniem, gdzie znajdę Sylwię. Odpowiedziała, że urwała się już po pierwszej lekcji. Dopytywałem się, gdzie może być teraz, ale zarzekała się, że nie wie. Naszą rozmowę podsłuchiwał jakiś chłopak, chyba z jej klasy.

    – Jest ze swoim kochasiem w parku – powiedział szczerząc zęby.

    – Dzięki – powiedziałem, ale nie uwierzyłem mu. Sylwia nie zrobiłaby mi tego. Nie ona.

    Pobiegłem do parku i rozglądając się szukałem jej. Nigdzie jej nie było. Doszedłem do końca i już miałem zawrócić, gdy dostrzegłem ławkę ukrytą pod drzewami i osłoniętą jakimś krzewem. Siedziała do mnie tyłem. Koło niej siedział chłopak. Wydawało mi się, że ją obejmuje, ale jak podszedłem bliżej, zauważyłem, że trzyma rękę nad nią na oparciu. Poczułem znajomy zapach i chociaż sam nie paliłem, wiedziałem jak pachnie trawka. Trzymała w ręku skręta.

      Gdy mnie zobaczyła, w ogóle się nie przejęła. Zaciągnęła się mocno i wstrzymała powietrze. Po dłuższej chwili wypuściła chmurę dymu.

    – Powiedziałaś, że nigdy nie weźmiesz tego do ręki – powiedziałem ze smutkiem.

    – A kim ty jesteś? – zapytała Sylwia – moją ciotką? A może moim ojcem?

    – No właśnie. Kim jesteś? – odezwał się nieznajomy.

    – Jej chłopakiem – odpowiedziałem.

    Zmieszał się. Zaczął coś chować za sobą, by po chwili pokaźna torebka zioła zniknęła w jego kieszeni. Domyśliłem się, że sprzedawał towar.

    – Możesz nas zostawić samych? – zapytałem spokojnie, ale gniew zaczął już powoli wchodzić w moje ciało.

    – Siedź! – powiedziała ostro dziewczyna – nie będzie mi nikt wybierać, z kim mam się kumplować.

    – Proszę cię, odejdź, nie chcę cię uszkodzić – to było moje ostatnie ostrzeżenie.

    Przez chwilę mierzył mnie wzrokiem.

     Byłem już dobrze rozwiniętym chłopakiem. Pływanie, piłka nożna i ogólnie sport, rozwinął bardzo dobrze moje ciało. Nie jestem „kafarem”, ale mięśnie klatki piersiowej, barki, czy bicepsy dosyć mocno odznaczały się pod ubraniem. A do tego interesowałem się boksem, jak większość chłopaków w moim wieku. Potrafiłem się bić. I chociaż nie często korzystałem z przemocy, to jeśli ktoś zaczął pierwszy, nigdy nie odmawiałem walki.

    Wyczuł to. Wiedział, że nie ma szans.

    – Wiesz co Sylwia? – powiedział wstając – mam coś do załatwienia, cześć.

    Odszedł szybkim krokiem, a ja usiadłem na jego miejscu.

    – Sylwia, nie pal, proszę cię, to niczego nie załatwi.

    – Gasi mój ból – powiedziała ze łzami w oczach. Ale odrzuciła niedopałek.

    Objąłem ją czule.

    – Tylko chwilowo, później będziesz się czuła jeszcze gorzej.

    Przytuliła się do mnie.

    – Co się ze mną dzieje? – spytała – czy już zawsze to będzie we mnie siedzieć?

    – Nie wiem – odpowiedziałem szczerze – ale narkotyki nie sprawią, że zapomnisz.

    – To mnie tak męczy, nie mogę tego dłużej znieść.

    – Wymyślimy coś, ale obiecaj mi, że więcej nie będziesz palić.

    – Dobrze kochany, obiecuję.

    Po długich namowach z mojej strony, zgodziła się, żeby powiedzieć o wszystkim Marzenie. Kiedy jej opowiadała, wyrzucając to z siebie, odetchnęła wreszcie z ulgą, poczuła się chyba lepiej.

    Ciotka wpadła w szał.

    – Jak mogliście to zataić?? Jesteście nieodpowiedzialni! A uważałam was za dorosłych! Dlaczego puszczałam was samych? Rozumiem dlaczego nie poszłaś na milicję, ale czemu nic mi nie powiedziałaś? Dlaczego dusiłaś to tyle czasu w sobie?

    Chodziła od ściany do ściany, nie mogąc się opanować. Podeszła do siostrzenicy i objęła ją czule.

    – Bardzo ci współczuję kochana, ale nie martw się, załatwię ci dobrego lekarza.

    – Nie ciociu! – krzyknęła ze strachem dziewczyna – żadnych badań ani przesłuchań!

    – Nie takiego lekarza. Mam koleżankę, która pomaga kobietom po takich przejściach. Nie denerwuj się, ona tylko rozmawia, nic więcej.

    Sylwia uspokoiła się trochę.

    – I nawet nie powiedziałeś swojej mamie? – zwróciła się do mnie.

    Pokręciłem przecząco głową.

    – To najgłupsze, co zrobiłeś do tej pory.

    – Ciociu, nie wiń go. Kazałam mu przysiąc na wszystko co kocha, że nikomu nie powie.

    – Hm.. w porządku, ale teraz musisz ją poinformować. Na pewno widziała, że coś nie gra i też się martwi.

    – Widziała, ale prosiłem, żeby nie pytała.

    – Z osobami, które się kocha, trzeba rozmawiać szczerze, zapamiętajcie to.

        Gdy wszedłem do mieszkania, od razu skierowałem kroki do dużego pokoju.

    – Mamo, muszę ci coś powiedzieć.

    Uniosła oczy znad książki, a widząc mój wzrok, zamknęła ją i odłożyła obok.

    Opowiedziałem jej o naszej tragedii. Popłakała się. Powiedziała, że Sylwię spotkała ogromna krzywda.

    – Jak ona się czuje?

    – Trochę lepiej, ale nadal kiepsko. Mamo… ja czuję, że ją tracę – powiedziałem załamującym się głosem.

     Przytuliła mnie.

    – Powiedz mi mamo, co ja mam robić?

    – Nie mam na wszystko odpowiedzi – odezwała się po chwili – nie mam lekarstwa na taki ból. Uszanuj jej decyzję, nie naciskaj. Jeśli będziesz coś robił na siłę, to z czasem to pogorszy sprawę. Ona potrzebuje dużo wsparcia. To jedyne, co teraz możesz jej dać.

      Spotykałem się z Sylwią sporadycznie.

    Prawie nic nie mówiła, więc ja mówiłem za dwoje. Opowiadałem jej głupoty, próbowałem rozśmieszyć, chciałem zainteresować nowymi piłkarzami. Uśmiechała się, ale jakby z musu, odpowiadała krótko, nie rozwijała tematu, nie miała własnego zdania.

      Pewnego dnia siedzieliśmy u niej w pokoju. Milczeliśmy, każde patrzyło w inna stronę.

    – Nie mogę dłużej – powiedziała Sylwia, patrząc przed siebie.

    Spojrzałem na nią. Czułem, że kiedyś padną te słowa.

    – Może się jakoś ułoży – nie chciałem dać za wygraną.

    – Nie rozumiesz, że widząc ciebie, widzę tamten koszmar? Gdy przychodzisz, powraca wspomnienie, którego chcę się pozbyć! Nie wiem dlaczego tak jest! Może dlatego, że tam byłeś!

    Nie wiedziałem co powiedzieć.

    – Wiesz, że nam się nie uda, prawda? – zapytała smutno po chwili.

    Spojrzała na mnie wilgotnymi oczami, pociągając nosem.

    Chciałem zaprzeczyć, powiedzieć, że będzie dobrze, ale w sercu, w głębi duszy, w najdalszych zakamarkach umysłu, wiedziałem, że ma rację.

    Pokiwałem głową twierdząco, a po policzkach spłynęły mi dwie duże łzy. Próbowałem się opanować, ale to było silniejsze ode mnie.

    – Wyjeżdżam do Włoch, na stałe – powiedziała drżącym głosem.

    – Czy to na pewno najlepsze wyjście?

    – Tak. Już się zdecydowałam.

    -… Dobrze. Przyjadę cię odprowadzić.

    – Nie. To jest nasze pożegnanie.

    Nie patrzyła na mnie.

    – Idź już, proszę. Nie rań mnie. Tak ciężko jest mi to wszystko znieść.

    Wstałem i powoli skierowałem się w stronę drzwi. W progu odwróciłem się, chcąc ostatni raz spojrzeć na istotkę, która tak wiele znaczyła w moim życiu. Patrzyła na mnie. Po chwili zerwała się i podbiegła. Złapała mnie za szyję i pocałowała w usta.

      Wierzcie lub nie, ale smak tego pocałunku pamiętam do dzisiaj. Smak miłości, cierpienia, nadziei, tęsknoty, smak wszystkiego czego razem doświadczyliśmy.

    – Nie smuć się! Żyj pełnią życia! Zapomnij o mnie! – mówiła przytulając się do mnie  – Jeśli się szuka, to w końcu każdy odnajduje szczęście! Kochaj życie!

    Odsunęła się ode mnie i zamknęła między nami drzwi.

    Już raz to kiedyś zrobiła, ale z innego powodu. Tylko że ból był taki sam.

    Pewnie wielu z Was doświadczyło, jak życie potrafi być okrutne.

    Zszedłem na dół i pożegnałem się z Marzeną. Pierwszy raz nie wiedziała co powiedzieć. Uściskała mnie jak brata lub syna.

    W domu powiedziałem mamie o rozstaniu. Była smutna, ale chyba domyślała się wcześniej, jak to się skończy.

      Sylwia wyjechała nie kontaktując się już ze mną. Jak się czułem po jej wyjeździe?

    W ogóle nic nie czułem.

    Po jakimś czasie zadzwoniła Marzena i powiedziała, że u Sylwii już wszystko w porządku. Rozpoczęła nowe życie i zostawiła przeszłość za sobą.

    To była świetna wiadomość, ale czy mi pomogła?

    Nic a nic.

    Byłem pusty w środku. Pustka w głowie i ogromna pustka w sercu. Wykonywałem wszystkie niezbędne czynności jak robot. Jadłem, ale nie czułem smaku. Patrzyłem na wszystko, ale widziałem niewiele. Słyszałem normalnie, tylko nie wiedziałem co ludzie do mnie mówią. Wychodziłem z lekcji, a nawet nie pamiętałem z jakiego przedmiotu.

      Rzuciłem szkołę.

    Zatrudniłem się jako młodociany kierowca. W tamtych czasach można było wyrobić prawo jazdy, nawet jak byłeś niepełnoletni. Jeździłem samochodem dostawczym marki Żuk. Nie miał dużej ładowności, ale przewoziłem niewielkie części maszyn do zakładów i fabryk. Ze względu na wiek i brak doświadczenia, mogłem jeździć tylko w obrębie pewnego regionu i ze starszym kolegą, ale gdy zobaczyli jak radzę sobie z maszyną, puszczali mnie po cichu samego.

      Uwielbiałem podróże i uwielbiam po dziś dzień. Praca ta dała mi możliwość poznawania nowych miejsc, oglądania nowych krajobrazów, pozwoliła zapomnieć o mieście, którego każdy zakątek przypominał mi Sylwię. Chciałem dłuższe trasy, mogłem nawet jechać na parę dni, niestety, przełożony się nie zgadzał. Musiałem codziennie odstawiać auto w bazie. Ale i tak podobało mi się takie życie. Ciągle w trasie, jedzenie w plenerze, gdzieś na leśnym parkingu, odpoczynek nad napotkaną rzeką lub jeziorem.

      Jednak serce krwawiło.

    Spotykałem dużo dziewczyn, jednak nic w nich nie widziałem. W weekendy kumple próbowali wyciągać mnie z domu, ale nie chciałem. Raz dałem namówić się na ognisko, wziąłem gitarę i śpiewaliśmy młodzieżowe piosenki. Kiedy nam się znudziło, a znajomi zaczęli dobierać się w pary, podniosłem piwo, które sączyłem już drugą godzinę i odszedłem na bok. Ktoś włączył magnetofon na baterie i usłyszałem piosenkę Johna Lennona. Od razu przed oczami stanęła mi Sylwia i jej pokój. Odstawiłem butelkę, podniosłem gitarę i nie zauważony, ze łzami w oczach, odszedłem w ciemność.

      Życie potrafi być przewrotne, zaskakiwać nas, nieraz los drwi z naszych marzeń, a nieraz pomaga dotrzeć do celu.

    Wspomnienie, które Wam opiszę, wydarzyło się niewiele później. Tak naprawdę to nie wiem czy minęły dni, tygodnie, może miesiące.

      Wracałem bardzo późno swoim Żukiem, bo zatrzymali mnie w jednym zakładzie. Nie zgadzały się papiery i musiałem to wyjaśnić. Kiedy uregulowałem wszystko, było już ciemno. Nie miałem daleko, zakład znajdował się kilkanaście kilometrów od miasta. Słuchałem radiowej „Jedynki”, jakiś pan opowiadał o wielkim  polskim kompozytorze. Znałem jego twórczość. Lubiłem jego polonezy i mazurki, ale kochałem za nokturny.

       Nagle zauważyłem długie światła w bocznym lusterku. Auto zbliżało się z ogromną prędkością. Był już kilkadziesiąt metrów za mną, a nadal nie zmienił świateł. Zwolniłem bo trochę mnie oślepiał.

    – Jakiś debil – powiedziałem do siebie, wzdychając.

    Kiedy mnie wyprzedzał zredukował bieg i wcisnął pedał gazu. Silnik zaryczał i auto wystrzeliło do przodu. Poznałem markę. Był to Fiat 125p, z pionowymi światłami tylnymi i podobno włoskim silnikiem. W sumie nawet udany model, jak na tamte czasy.

      Jak wjeżdżał na mój pas zarzuciło nim ostro. Próbował wyrównać jazdę, lecz było już za późno. Rzuciło nim na prawo i lewo, po czym zjechał z szosy i uderzył centralnie w drzewo. Natychmiast wcisnąłem pedał hamulca. Zatrzymałem się kilkanaście metrów przed nim, zostawiając auto na światłach. Podbiegłem zaglądając do środka. Z tyłu siedziały dwie osoby, jedna chyba nieprzytomna, druga próbowała wyjść. Złapałem za drzwi, ale były zablokowane. Za to przednie od strony kierowcy były uchylone. Z silnika unosił się czarny dym, gdzie niegdzie zaczęły pojawiać się płomienie.

      Złapałem za nie otwierając je szeroko i.. zamarłem. Stałem jak wmurowany. Mimo, że chłopak szarpał się z pasami, próbując się uwolnić, nic nie słyszałem. Dopiero po chwili zaczęły docierać do mnie jęki z tylnego siedzenia i prośby kierowcy.

    – Błagam, pomóż mi, zaklinowałem się… – spojrzał na mnie i głos uwiązł mu w gardle.

    Poznał mnie.

    Pochyliłem się i spojrzałem na tył. Cała trójka. Oprawcy, którzy zniszczyli moje życie, a przede wszystkim życie Sylwii. Ten, który zgwałcił tak brutalnie dziewczynę, był nieprzytomny.

    Kierowca patrzył, nie wierząc własnym oczom.

    – Ja..ja.. tak mi przykro..Boże wybacz mi.. nie chcę się spalić żywcem.. błagam, pomóż mi…

    Czułem zapach benzyny. Był coraz bardziej intensywny. Widocznie pękł zbiornik.

    Przytomny chłopak z tyłu miał przyciśnięte nogi przednim fotelem. Nie mógł ich wydostać. Płakał z bólu i przerażenia.

       Ogarnął mnie wtedy spokój, pierwszy tak duży od rozstania z Sylwią. Wiedziałem, że za chwilę bak może wybuchnąć, że samochód może stanąć w płomieniach, że mogę zginąć stojąc tak blisko. A jednak nie cofnąłem się nawet o milimetr. Patrzyłem tylko z lekką ciekawością na szamoczącego się chłopaka. Zauważyłem, że dym się zmniejszał, a płomyki, skaczące wesoło, zaczęły się jakby chować.

      Po chwili namysłu, patrząc na kierowcę pomacałem kieszeń, a następnie wkładając w nią dłoń, wyjąłem małe pudełeczko. Miałem kuchenkę turystyczną na gaz, do przygotowywania sobie ciepłego posiłku, więc musiałem ją czymś odpalać.

     Zobaczył zapałki i jego przerażenie sięgnęło zenitu. Szarpał się, krzyczał i zaklinał na wszystkie świętości.

    – Nie rób tego! Błagam! Jezus Maria! Tak strasznie mi przykro! Pomóż mi! Mam narzeczoną! Nie zabijaj mnie!

    Pasażer z tyłu widział całą akcję. Wołał o pomoc z całych sił. Ale z jednej strony był las, z drugiej pole, do najbliższego gospodarstwa było pewnie z kilometr. Nikt ich nie słyszał.

      Ja też nie.

    Zobaczyłem kałużę benzyny rosnącą coraz bardziej z tyłu samochodu. Błyszczała w blasku świateł mojego auta. Wyjąłem powoli zapałkę i podpaliłem ją.

    Chłopak oszalał.

    Wył, szarpał się, miotał na boki. Przypominał dzikie zwierzę złapane w sidła, do którego podchodzi myśliwy z bronią.

    Czas się dla mnie zatrzymał.

    Wiedziałem, że za chwilę skończą się moje cierpienia, ból i tęsknota za ukochaną. Byłem gotowy zakończyć to w tej chwili. Chciałem umrzeć razem z nimi. Dokona się zemsta i nadejdzie sprawiedliwość.

    Kiedy już chciałem upuścić zapałkę zobaczyłem Sylwię. Uśmiechnięta opowiadała mi o swoich nadziejach na przyszłość. Przypomniało mi się, jak bardzo kochała życie. Nikomu nie życzyła śmierci. W ułamku sekundy dotarło do mnie, że nigdy by mi tego nie wybaczyła.

    – Nie smuć się! Kochaj życie! – przypomniały mi się jej ostatnie słowa.

    Uniosłem rękę z zapałką… i zdmuchnąłem płomień. Odrzuciłem ją za siebie, pochyliłem się i zacząłem rozplątywać pas bezpieczeństwa.

    – Nie szarp się! – krzyknąłem.

    Udało mi się i chłopak wyskoczył jak z procy. Mimo, że siedział z przodu, miał najmniej obrażeń. Pobiegłem z drugiej strony szarpiąc za drzwi. Też zablokowane. Wróciłem z powrotem i nie namyślając się długo uderzyłem pięścią w szybę. Nie puściła. Uderzyłem drugi raz , i trzeci, aż rozleciała się na drobne kawałki. Pocięła mi skórę na dłoni i krwawiłem już dosyć mocno.

     Przytomny chłopak miał zmiażdżone stopy. Widziałem krew, a każdy jego ruch wywoływał okrzyk bólu. Wsunąłem się do połowy przez okno szamocząc się z fotelem. Ani drgnął. Poleciałem do swojego auta i przyniosłem dużą metalową łapkę do zmiany opon. Wcisnąłem je między siedzenia i zacząłem podwadzać. Zatrzeszczały, drgnęły, aż wreszcie przedni fotel przesunął się do przodu. Złapałem chłopaka pod pachy i wyciągając przez okno, zacząłem ciągnąc na drugą stronę ulicy. Kierowca podbiegł do nas pomagając mi. Zostawiłem ich i pobiegłem z powrotem. Nieprzytomny chłopak nie był zaklinowany, ani w pasach, ale jak kiedyś próbowaliście podnieść nieprzytomnego lub pijanego kolegę, wiecie jak to idzie. Przelewał mi się przez ręce. Próbowałem na różne sposoby, a on wyślizgiwał mi się. W dodatku na desce rozdzielczej pojawiły się płomienie i czarny, gryzący dym w sekundę wypełnił kabinę. Krztusiłem się, kasłałem, a oczy szczypały mnie strasznie. Po omacku złapałem go za ubrania i ostatkiem sił wyciągnąłem do połowy na zewnątrz. Złapałem świeży haust powietrza.

    – Pomóż mi! – krzyknąłem do kierowcy.

    Przybiegł i razem udało nam się odciągnąć go od samochodu.

    Gdy byli już bezpieczni, usiadłem na poboczu, oddychając głęboko. Byłem strasznie zmęczony, krwawiłem nie tylko z dłoni, miałem rozerwaną koszulę i czułem pieczenie. Musiałem zawadzić o coś ostrego. Nie minęło nawet pięć minut, a auto z głośnym sykiem stanęło w płomieniach. Łuna była olbrzymia. Nie wybuchł, ale palił się bardzo szybko, aż huczało. W promieniu trzydziestu metrów zrobiło się jasno jak w dzień.

    Zaalarmowany płomieniem przybiegł jakiś facet.

    – Potrzebna pomoc?! – usłyszałem wołanie.

    – Proszę wezwać pogotowie i straż pożarną! – krzyknąłem.

    Ledwo siedziałem, ale dlatego, że zaczęło docierać do mnie, co chciałem zrobić. Byłem gotowy zabić siebie i trzech młodych chłopaków. To okropne uczucie. Popełniłbym niewyobrażalny błąd. Nawet jeśli ktoś jest winny, to nie ja jestem od wymierzania tak srogiej kary. I wtedy dotarło do mnie, że uratowała mnie i ich Sylwia. To pamięć o niej i jej szlachetność nie pozwoliła mi się zatracić. Poczułem radość, której nie odczuwałem od bardzo dawna. Uczucia których już nie czułem, zaczęły powracać. Wokół mnie zaczęło się zamieszanie, straż, karetka, biegający ludzie, ale mnie to jakby nie dotyczyło. Oddychałem pełną piersią i chciało mi się śmiać. Już chyba wiedziałem, co Sylwia chciała mi przekazać.

    Żebym kochał życie.

    – Trzeba to opatrzyć – powiedział sanitariusz podchodząc do mnie – dobrze się czujesz?

    – Bardzo dobrze – odpowiedziałem z uśmiechem.

    Popatrzył na mnie podejrzliwie.

    – Chyba jesteś chłopcze w szoku – stwierdził.

    – Może jestem – zachichotałem.

    Kiedy mnie opatrywał, zjechało się więcej karetek. Stwierdzili, że zabierają wszystkich do szpitala. Powiedziałem, że nic mi nie jest, ale bez ceregieli wepchnęli mnie do „Nyski”.

    W szpitalu zobaczyłem rodzinę nieprzytomnego chłopaka. Miał operację. Nie wiadomo było, czy przeżyje. Przyjechała też narzeczona kierowcy. Długo się przytulali. Później opowiadał jej o czymś z zapałem. Co chwila spoglądali na mnie.

       Kiedy siedziałem na korytarzu podeszła do mnie i przedstawiła się.

    – Nie wiem, jak mam ci dziękować – powiedziała do mnie – wiem, że uratowałeś mu życie. Wiem też.. co zrobił twojej dziewczynie.

    Spojrzałem na nią zaskoczony. Miała łzy w oczach.

    – On naprawdę nie chciał, nie jest taki. Miał ogromne wyrzuty sumienia. Chciał iść na milicję, ale prosiłam, żeby tego nie robił. Kocham go i chcę ułożyć sobie z nim życie… A jak z twoją dziewczyną?

    – Nie jest już moją dziewczyną – odpowiedziałem.

    – Nawet nie wiesz, jak bardzo mi przykro. Musiała bardzo to przeżyć.

    – Czuje się już dobrze, zapomniała o… tym zdarzeniu.

    – A ty?

    – Już w porządku – powiedziałem prawdę.

    Od wypadku czułem się dobrze.

    – Chciałabym się z tobą zaprzyjaźnić… a może przyszedłbyś na nasz ślub?

    – Hm.. chyba tak dobrze to się nie znamy –  zaśmiałem się.

    – Proszę cię, zgódź się. Jesteś moim aniołem stróżem. Gdyby on zginął.. nie przeżyłabym tego.

    – Kurcze blade, aż tak? No to chyba nie mam wyjścia!

    – Cudownie! Trzymam cię za słowo! A w ogóle, chcę ci oficjalnie podziękować. Będę mogła przyjść do ciebie z chłopakiem?

    – Dobrze.

    – Zapisz mi adres – poprosiła, wyciągając notes i długopis.

    – Naprawdę nie wiem jak ci dziękować. Uratowałeś cały mój świat.

    „Nie – pomyślałem – to Sylwia go uratowała”.

       Od tamtej pory zacząłem jakby drugie życie. Wróciłem do szkoły, zacząłem spotykać się z przyjaciółmi. Znów zacząłem patrzeć na dziewczyny z pożądaniem. Widziałem piękne, kobiece kształty, bujne piersi, pełne szerokie biodra. Poruszały się z taką gracją, kręcąc wspaniale tyłeczkami.

       Pewnego razu poszedłem na koncert do naszego parku. Przyjechał słynny już wtedy zespół rockowy Perfect. „Autobiografię”, czy „Chcemy być sobą” ciąłem na pudle aż wióry leciały. Śpiewało się te przeboje w całej Polsce. Zająłem miejsce z tyłu i „cieszyłem” uszy wykonaniem na żywo.

      I wtedy w gwarze rozmów i śpiewu usłyszałem dziewczęcy głos. Był niesamowity. Mięciutki, wręcz aksamitny. Tłumaczyła coś komuś z przekonaniem, ale słyszałem też wkradającą się rozpacz. Tak mnie urzekł ten głosik, że zacząłem rozglądać się za właścicielką tego cudownego brzmienia.

     I wreszcie znalazłem.

    Niedaleko mnie stała z dwoma chłopakami niska, na oko ze dwa lata ode mnie młodsza, jasnowłosa dziewczyna. Proste włosy sięgały jej aż za tyłek, który był troszeczkę za duży, jak na taką osóbkę. Była trochę przy tuszy, co uwydatniało się odstającą pupą i pełnymi, dorodnymi piersiami. Już wcześniej zauważyłem, że dziewczyny z nadwagą mają bujniejsze piersi od chudych, a tej dodawało to jeszcze uroku.

    – Naprawdę mieli wcześniej innego wokalistę – usłyszałem jak próbuje przekonać kolegów.

    – Przestań, od zawsze słucham ten zespół i tylko Brian Johnson w nim śpiewa.

    – To jak się nazywa? – zapytał drugi.

    – Nie pamiętam, ale uwierzcie mi, mówię prawdę.

    – Uhm. A co czytałaś? „Świat Młodych”?

    Zaśmiali się obydwaj.

    Dziewczyna nie denerwowała się, była trochę smutna. Podszedłem do nich patrząc jak chłopcy żartowali z jej wiedzy, śmiejąc się do rozpuku.

    – Przed Johnsonem był Bon Scott, ale tak się upił na imprezie, że zadławił się swoimi wymiotami. Dopiero po jego śmierci obecny wokalista dołączył do zespołu – powiedziałem patrząc na dziewczynę.

    – Właśnie Scott! Przypomniałam sobie! – podskoczyła z radości – i był o wiele lepszy, niż wasz „Brajanek”.

    – Pytał się ciebie ktoś o zdanie? – wyższy chłopak spojrzał na mnie ze złością – nie dość, że podsłuchuje to jeszcze się wtrąca.

    W sumie miał rację.

    – Nie pytał, ale nie śmiejcie się z kogoś, kto ma większą wiedzę od was. I nie złość się, nie trzeba być od razu niegrzecznym.

    – Bo co?

    Ten zwrot jest pewnie znany wszystkim chłopakom. Jeśli usłyszy się „bo co”, wiadomo już, że ktoś szuka zaczepki. Jeśli druga osoba podejmie wyzwanie, najczęściej nie obchodziło się bez bójki.

    Wcześniej pewnie bym to zignorował, ale od czasu gwałtu stałem się nerwowy.

    – Bo wytłumaczę ci ręcznie, na czym polega grzeczność – powiedziałem ostro.

    Wyjąłem ręce z kieszeni i stanąłem w lekkim rozkroku. Byłem przygotowany na dwóch przeciwników. Po chwili niższy klepnął kolegę w ramię.

    – Chodź pod scenę. Przyszliśmy posłuchać muzyki, nie warto tracić czasu na niego.

    – Racja – odpowiedział wysoki – trzymaj się Małolka, masz teraz słuchacza, możesz się jemu wymądrzać.

    – Dziwnych masz kolegów – powiedziałem odprowadzając ich wzrokiem – za grosz szacunku do dziewczyn.

    – To tylko znajomi ze szkoły. Spotkałam ich przypadkiem, słuchamy tej samej muzyki. Widzę, że ty też.

    – Angus Young to jeden z moich ulubionych gitarzystów. Dlaczego nazwał cię „Małolka”?

    – Bo mam na imię Ola, a do tego jestem niska. Na początku mówili mała Olka, później skrócili do „Małolka” i tak zostało.

    Rozmawialiśmy jeszcze chwilę o zespole i muzyce, gdy wtem podbiegł do nas młody chłopak.

    – Olka! Mama cię woła! Wracamy do domu! – krzyknął.

    – To mój młodszy brat Krzyś – przedstawiła go dziewczyna.

    – Mówiłem, żebyś mnie tak nie nazywała! – powiedział szybko – jestem Krzysiek.

    Wyciągnął do mnie dłoń na powitanie.

    – Chodź, czekamy na ciebie – dodał patrząc na siostrę i pobiegł z powrotem.

    – Muszę iść. Fajnie się z tobą rozmawiało – powiedziała Ola.

    Stała jeszcze przez chwilę, jakby na coś czekając.

    – To cześć – rzuciła i odwracając się zaczęła odchodzić.

    Podobała mi się i chciałem się z nią jeszcze spotkać, ale jakaś wewnętrzna siła powstrzymywała mnie. Jakby nie chciała, żebym mocniej się z kimś wiązał.

     Stałem niezdecydowany.

    – Olu!

    – Tak? – natychmiast się odwróciła, a na jej twarzy pojawiła się radość.

    – Pojutrze w Domu Kultury jest przegląd młodych talentów, chcesz przyjść?

    – O której?

    – Zaczyna się o piętnastej.

    – Dobra.

    – Fajnie, będę czekał przed wejściem.

    – To do zobaczenia – uśmiechnęła się i zniknęła w tłumie.

     

    Tak oto skończyła się moja wielka miłość do Sylwii. Wiem, że mieszka do dziś we Włoszech. Spotykam sporadycznie Marzenę. Pewnego razu pokazała mi zdjęcie Sylwii, jej męża i ich uroczych dzieci. Byli na plaży, uśmiechnięci, szczęśliwi. Zapytałem jej ciotki, czy pytała kiedykolwiek o mnie. Powiedziała, że nigdy. Zrobiło mi się trochę smutno, ale pomyślałem, że to chyba dobrze. Zostawiła przeszłość i żyła dniem dzisiejszym.

    – Ale nie myśl, że o tobie zapomniała.

    – Jak to?

    – Widzisz tego małego chłopca? – jeszcze raz pokazała mi zdjęcie – nosi twoje imię.

    A więc jednak pamiętała.

    Pożegnałem się z Marzeną i poszedłem do domu. Wchodząc do mieszkania, pomyślałem, że  Sylwia powinna być teraz moją żoną, tutaj, z naszymi dziećmi. Wyobraziłem sobie gwar rodzinny. Usłyszałem śmiech i zabawy małych rozrabiaków. Zobaczyłem Sylwię witającą mnie uśmiechem, jak wracałem z pracy. Całowałbym ją codziennie, na powitanie i pożegnanie. Przytulałbym ją, patrząc jak rosną nasze pociechy. I codziennie mówiłbym, jak bardzo ją kocham.

    Ale rozglądając się w ciszy po pustym pokoju, w głowie kołatały mi się słowa Ryśka Riedla z jednej jego piosenki, „Że najgorzej w życiu to samotnym być”…

     

    Ps. Tak jak pisałem wcześniej, nie wszystkie wspomnienia z partnerkami mam przyjemne. I raczej nie są one odpowiednie na tą stronę, ale chciałem opisać do końca moje przeżycia. Piszcie w komentarzach, czy mają się takie pojawiać, jeśli nie, będę starał się je pomijać.                                                    

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Venom
  • Maturzystka – 27.

    Część 27.

    Na moje polecenie Kama podnosi się i odwraca tyłem do mnie. Sprawnie zakładam dziewczynie kaptur i obrożę. Drgnęła niespokojnie.

    – Przestraszyła się – uśmiecham się triumfalnie. Po raz pierwszy. Co za miłe uczucie!

    Kaptur nie sięga ust, ale zasłania oczy, a na ich wysokości wszyłam dodatkowe ‘poduszki’, które skutecznie uniemożliwiają dostrzeżenie czegokolwiek.

    – Ty, ale… – dziewczyna niepewnie protestuje. Niepewnie, bo nie wie, czy warto. Ma w pamięci ostre kary u Ewy za brak posłuszeństwa.

    Rozumiem ją. Dla niej wizyta u mnie to, przynajmniej na razie, wielka niewiadoma.

    – Spoko. Wszystko zaplanowałam. Będziesz zadowolona – obiecuję łagodnym tonem, chociaż nie jestem pewna jej wrażeń. Ja na pewno będę zadowolona.

    Obroża jest z niespodzianką. Właśnie zakładam „Małej” kajdanki. Od obroży solidny, plastikowy sznurek biegnie wzdłuż kręgosłupa, potem w kroku aż do kajdanek. Dłońmi nie zdoła go rozerwać. Jest na tyle krótki, że teraz nie sięgnie do twarzy i nie zerwie kaptura. A ten ma zapięcie pod brodą i z tyłu głowy. Gdy ledwie podniesie dłonie do piersi, to już wygina szyję do tyłu, dusząc się.

    Przyglądam się uważnie. Miałam rację. W kroku sznurek znika między jej obfitymi płatkami warg sromowych.

    – Gdyby była śmiała, mogłaby sznurkiem pocierać łechtaczkę – oczyma wyobraźni widzę posłuszną pieszczotę wykonywaną na moje polecenie. – Jednak nie jest na tyle odważna. Jeszcze… – z satysfakcją i w milczeniu przyglądam się końcowemu efektowi moich przygotowań. Celebruję te chwile.

    Naga „Mała” znalazła się w potrzasku. Panuję nad nią. Ależ to ekscytujące, łoł! 

    *

    Wprowadzam dziewczynę do mojego pokoju, w którym panuje półmrok. Okno zasłonięte, dość głośna muzyka tłumi niektóre dźwięki. Na wszelki wypadek zamykam drzwi do pokoju. Gdyby krzyczała, pewnie żaden hałas nie dotrze na klatkę schodową.

    – Zrób dwa kroki do przodu – słyszy polecenie wydane przez kogoś głośnym szeptem. Szept w zasadzie uniemożliwia rozpoznanie głosu.

    Kama drgnęła. Jest zaskoczona i przestraszona obecnością innej dziewczyny. Nie widać tego po zasłoniętej twarzy, ale ciało mówi za nią. Lekko przygarbiona, skulona sprawia wrażenie osoby, szukającej drogi ucieczki. Najgorsze, że nie wie, kim jest nieznajoma. Ba! Nie wie, czy jest tylko jedna osoba oprócz mnie! Jednak nie ma możliwości zdjęcia kaptura. Za ciekawość spotka ją kara, a przyszła tutaj dla zabawy. Właśnie stała się naszą niewolnicą. Naszą zabawką!

    – Stój prosto – słyszy szept nieznajomej i bez ociągania wykonuje polecenie. Koleżanka też dobrze się bawi.

    Czekamy jeszcze trochę aż sobie w pełni uświadomi swoją sytuację. Stoi na środku pokoju. Naga, w samych szpilkach, w kapturze i kajdankach, które w zasadzie uniemożliwiają jej obronę. Bezradnie zaciska dłonie. Niespokojnie odrzuca głowę. Momentami drży przestraszona perspektywą tego, co ją może spotkać. Bezbronna i bezradna. Niepewnie przestępuje z nogi na nogę.

    I to jest największa przyjemność! Widzę jej usta, część nosa i policzków. Dostrzegam pierwszy grymas i już jestem pewna. Ona boi się tego spotkania. Dotarło do niej, w jakiej sytuacji się znalazła. Teraz ja upajam się przewagą! A pokorna i przestraszona Kama z obawą czeka na kolejne nasze polecenie.

    – Pewnie zapomniała o podnieceniu – chichoczę w duchu. – Częściowy rewanż za zabawy ze mną – uśmiecham się, ciesząc się jej niepokojem. Wiem, że seksem dziewczyna zagłuszy początkowy strach, ale co ją postraszę, to moje!

    – Grażyna, ale nie tak umawiałyśmy się – w jej głosie pobrzmiewa strach. „Mała” rozpaczliwie próbuje protestować. ‘Rozgląda’ się  po pokoju, czekając aż usłyszy mój głos. Patrzę na koleżankę, uśmiechamy się porozumiewawczo.

    Bezszelestnie podchodzę do naszej dzisiejszej zabawki. Dotykam jej piersi. Przestraszona prawie podskoczyła. Ledwie powstrzymuję się od śmiechu.

    – Nie bój się – mój poważny głos tonuje jej zachowanie. Palcami pocieram sterczące sutki. Kama po chwili cofa ramiona, pręży piersi. – Tylko pobawimy się tobą.

    Chyba chciała coś powiedzieć, ale klepię ją po pupie i odsuwam się.

    *

    – Podejdź bliżej – niskim głosem „Erka” wydaje pierwsze polecenie. To stara ksywka mojej znajomej. Muzyka trochę zagłusza jej słowa, więc Kama niepewnie rusza w jej kierunku. Może obawia się, że źle zrozumiała polecenie i zostanie ukarana?

    – Niech się boi – uśmiech nie schodzi z moich ust.

    Cóż, obie nie przepadamy za nią, więc wykorzystujemy okazję do rewanżu. Nasza ofiara przestępuje z nogi na nogę. Boi się. 

    – Świetnie! Będzie posłuszna do końca. I zadowolona, że poznała jakąś dziewczynę – cieszę oczy widokiem nagiej, posłusznej „Małej”. Robię im zdjęcie. „Erka” nie jest zwyczajnie ubrana. Gdyby zobaczyła ją Kama, na pewno śliniłaby się z wrażenia. Chyba pierwszy raz widzę ją uległą i spokojną. Mam ochotę przylać jej pasem, ale ta pieszczota musi jeszcze poczekać.

    – Szeroko nogi! – głośny szept nie pozwala zidentyfikować osoby.

    Kama natychmiast wykonuje polecenie. Jej piersi kołyszą się, sutki sterczą. Nadal jest podniecona. „Erka” podchodzi i chwyta za sznur tkwiący między jej nogami. Podnosi go i pociera nim łechtaczkę. Kama stoi z odchyloną głową i otwartymi ustami. Teraz „Erka” przesuwa sznur na boki. Ten przeskakuje, drażniąc i szarpiąc łechtaczkę. Nawet zagarnia wargi sromowe. Podniecona dziewczyna porusza nogami i postękuje. Dłonie opiera o uda.

    Uśmiecham się.

    – Moja koleżanka wie, jak zabawiać posłuszną dziewczynę. Kama będzie zachwycona dzisiejszym wieczorem – stale obserwuję parę. – Żądna nowych wrażeń? Dostanie, co chciała…

    Zakładam, że uda się nieco wzbogacić grono osób zainteresowanych takim imprezowaniem. Roksi i ja to dwa pewniaki. Teraz jeszcze Kama.

    Dziewczyna kwili coraz głośniej, a moja koleżanka szybciej przesuwa sznurek w jej kroczu, trąc łechtaczkę. Nasza zabawka ściska uda i jęczy. Teraz syknęła i krzyknęła złapana i za sutek. Nadal stoi z odchyloną głową, obroża uciska jej szyję. Z trudem łapie powietrze, ale nie skarży się. Sutek jest ciągnięty ku górze. Kama wspina się na palce i jęczy z bólu. Milknie, gdy koleżanka wypuszcza sutek z palców.

    Żałuję, że nie ma dzisiaj Oli. I już nie będzie.

    – Wówczas byłaby zabawa! – z żalem kiwam głową, wspominając namiętną sąsiadkę z bloku i uderzam pejczem w pupę dziewczyny. Zostaje czerwony ślad. „Koński ogon” piszczy cicho i stara się nie ruszać z miejsca. „Erka” nagle przyciągnęła do siebie dziewczynę i namiętnie całuje ją w usta! Ich ciała zetknęły się. Kama nawet nie drgnęła. Od razu wręcz przywarła do swojej treserki! Zaskoczona patrzę na obie szeroko otwartymi oczyma. Z wrażenia nie zdążyłam zrobić im zdjęcia.

    *

    Dzień wcześniej.

    Dzwonię do drzwi. Stoję i dość długo czekam. W końcu otwierają się.

    – Ach, to ty! – wita mnie Ola. Przelotny, powitalny uśmiech szybko zgasł.

    W uchylonych drzwiach widzę tylko jej głowę i fragment nogi. Dość dziwne zachowanie mojej sąsiadki. Zawsze taka otwarta, skłonna do rozmowy. Stoi boso, w kusym szlafroczku.

    – Dawno ciebie nie widziałam – patrzy na mnie z wyrzutem.

    – Oj, niedobrze… – nie wyczułam entuzjazmu w jej głosie.

    Ola patrzy na mnie wyczekująco. Nie ułatwia mi rozmowy. W ogóle mam wrażenie, że na rozmowę ze mną nie ma ochoty, a mimo to nie śpieszy się z zakończeniem ‘widzenia’. Czuję się niezręcznie.

    – Wybacz, nie zawsze miałam czas – próbuję się tłumaczyć. – Ale mam dla ciebie pewną propozycję. Będzie u mnie koleżanka ze szkoły i chciałam ciebie… – zawieszam głos. – Mogę wejść? – wymownie rozglądam się i ściszam głos: – Nie chcę takich spraw omawiać na korytarzu.

    – Teraz? Hm, nie bardzo – niezadowolona marszczy nos.

    Stoję zaskoczona. Takiej reakcji nie spodziewałam się. Ola bawi się paskiem od szlafroka i puszcza go. Poły szlafroka lekko rozsuwają się. Pod nim jest naga. Nieco szerzej otwiera drzwi. Widzę częściowo odsłonięte piersi. Materiał nie zakrywa krocza, ale Ola nie wydaje się skrępowana:

    – Jeżeli chcesz porozmawiać, to innym razem.

    Zauważyłam, że zaakcentowała słowo ‘porozmawiać’. Nie wiem, co odpowiedzieć. Rozumiem, że nie zależy jej na rozmowie ze mną. Zaraz potwierdza moje przypuszczenia.  

    – Spotykam się z pewną dziewczyną i właśnie jest u mnie – Ola wykonuje ruch głową. Patrzy na mnie, kołysząc biodrami. Wyraz jej twarzy staje się bardziej pogodny. Bawi się moim zaskoczeniem. Jest przekonana, że czuję się rozczarowana. I tak faktycznie jest. Pewnie głupio wyglądam. Dziewczyna napawa się swoim drobnym sukcesem.

    Nadal bez słowa przyglądam się Oli. Już dotarło do mnie, że tutaj jestem intruzem.

    – No tak, rozumiem – mruczę niezbyt składnie.

    – Nie chciało mi się dłużej na ciebie czekać – wzrusza ramionami z lekkim uśmiechem. Jest dumna, że w taki sposób zrewanżowała się, kończąc naszą znajomość. Nieznacznie wychyla się i zniżonym tonem dodaje: – Wracam do mojej przyjaciółki. Nie mam całego popołudnia dla siebie. W końcu przyjdą rodzice. Grażynko, nie musisz mnie już nachodzić. Cześć! – nie czekając na moją reakcję, zatrzaskuje mi drzwi przed nosem. Słyszę odgłos przekręcanego klucza.

    Stoję chwilę w bezruchu. Nie spodziewałam się takiego pożegnania. Fakt, mogła poczuć się zaniedbywana, ale ja nigdy nie zamierzałam wiązać się z dziewczyną. Zabawić się, to tak… Sądziłam, że jednak będziemy koleżankami, może nawet przyjaciółkami, i zorganizujemy kilka świetnych imprez, które i inni będą długo wspominać. Obie mamy ciągoty do dziewczyn, więc zapowiadało się ciekawie, a teraz?

    – A teraz dupa blada – wzdycham zmartwiona. – Trudno, jednej kandydatki do zabawy mniej – mruczę jak selekcjoner drużyny, któremu odpadł ‘pewniak’. Wzruszyłam ramionami, odwróciłam się i ruszyłam schodami do siebie.

    Mimo wszystko czuję się rozczarowana jej zachowaniem, ale nie czuję żalu. W końcu nie miałam wobec niej żadnych planów. Ot, fajna koleżanka z bloku, z którą czasami można spotkać się i porozmawiać. A od dzisiaj tylko znajoma z bloku. Wiadomo, jej już nie zaproszę na „taką” imprezę.

    *

    – Pij! – „Erka” wydaje polecenie i przystawia butelkę do ust Kamy. Ta stara się smakować płyn drobnymi łyczkami. Nic wielkiego, jakiś koniak. „Erka” wmusza większe łyki. Wystarczy, żeby dziewczyna była podchmielona. Będzie łatwiejsza i pozwolimy sobie na więcej. Robię kolejne zdjęcie.

    A, zapomniałabym. Matka zapowiedziała przez telefon, że wróci dopiero jutro. Nie pytałam o szczegóły. I tak domyślałam się wszystkiego. A ona nawet nie zapytała o szkołę, czyli jak zwykle.

    Koleżanka sięga po stojący na stole dezodorant. Ustawiła sobie nagą Kamę, która teraz klęczy na moim tapczanie i wypina pupę. „Erka” obejmuje ją wpół lewą ręką, sama przyciska się do jej tułowia i prawą wciska dezodorant do jej cipki! Kama jęczy, próbuje odsunąć się, ale „Erka” jej nie puszcza. Porusza pojemnikiem i w końcu wąski walec aż do połowy znika w pochwie! Dziewczyna pojękuje i wbija głowę o siedzisko, ledwo opierając się na skutych dłoniach, a moja koleżanka głębiej wsuwa dezodorant, drążąc wejście. Jęki stają się coraz bardziej namiętne. Uderzam pejczem po plecach. Dziewczyna drgnęła, krzyknęła z bólu i ucichła. Znowu pojękuje.

    – Ruchanie dezodorantem ma swoje zalety… – uśmiecham się.

    Koleżanka już nie musi obejmować naszej ‘zabawki’. Teraz trzyma ją za pierś, szarpie sutek i dalej rucha pojemnikiem. Prostuje ręce i z satysfakcją obserwuje wyginające się ciało. Jeden ruch w pochwie, a ona już jęczy, kwiczy, napina mięśnie, kołysze piersiami. Z pochwy cieknie śluz. To kolejny dowód satysfakcji naszej ‘zabawki’. Czasami uderzam ją po pośladkach, po nogach, a nawet po brzuchu. Jej reakcje są stonowane. Lubi być tak traktowana.

    Koleżanka bierze pejcz i wciska go do pochwy obok dezodorantu. Dziewczyna znowu głośno jęczy, ale znosi nową pieszczotę dość pokornie. Chyba szybko przyzwyczaja się do niej i taka penetracja sprawia jej przyjemność. Jęki stają się coraz bardziej namiętne.

    Wreszcie „Erka” zmienia pozycję. Siada przed twarzą Kamy, szeroko rozstawia nogi, chwyta ją za obrożę i szeptem wyrzuca krótkie polecenie:

    – Wyliż mi cipę!

    Przyciska jej głowę do krocza. ‘Zabawka’ od razu orientuje się, o co chodzi. Nie protestuje. Wyciąga język i liże krocze. Szybko natrafia na łechtaczkę. Liże ją, nawilża śliną, głaszcze językiem i wreszcie pochłania ją ustami. „Erka” nie wytrzymuje i zaczyna mruczeć z zadowolenia. Uśmiechając się do mnie, daje mi znak, że to jej sukces. I to na pierwszym spotkaniu! Kiedy miarowo zaczyna szarpać obrożę, Kama usztywnia język i wbija go w pochwę.

    – Cholera! – mam mokro w majtkach. Z trudem rezygnuję z onanizowania się. Zrobiłam kilka fotek i bawię się dezodorantem.

    ‘Zabawka’ kusząco kręci pupą, kiedy dezodorant wchodzi w nią coraz głębiej. Pojękuje i nadal pracuje językiem. Usatysfakcjonowana „Erka” przesuwa jej głowę i teraz Kama liże odbyt. Żadnego protestu, zawahania! „Erka” triumfuje. Z rozbawieniem i zadowoleniem patrzy na mnie. Ustawiła sobie dziewczynę do seksu! Nie odrywając ode mnie wzroku, szepcze do Kamy:

    – Następnym razem załatwię chłopaka, którego tak obsłużysz.

    – Jeżeli tego chcesz… Dla ciebie zrobię to – odzywa się Kama i składa delikatne pocałunki na brzuszku „Erki”. I po chwili dodaje ochrypniętym z podniecenia głosem: – Chcę żebyś była zadowolona ze mnie.

    Koleżanka z dumą spogląda na mnie.

    Prawie kręcę głową ze zdumienia. Nie dowierzam temu, co widzę.

    – Cofnij się i wyliż mi stopy – kolejne wyszeptane polecenie i Kama posłusznie cofa się. Chwilę później pomalowane paznokcie i całe palce prawej stopy znikają w ustach uległej, a jej „pani” bawi się pejczem. Z pochwy wysuwa się dezodorant.

    – Następnym razem ktoś musi załatwić strap-on – “Erka” milcząco potakuje.

    *

    Czas w szkole jakoś leci. Alicja jeszcze na zwolnieniu, dziewczyny zaniepokojone, a może nawet przestraszone, bo w szkole pojawiła się policja. Poszła fama, że rodzice Ali złożyli skargę do prokuratury. Nie wszystko trzyma się kupy w tych informacjach, ale ja mam trochę spokoju. Żadna nie maca mnie po wf-ie. Za to ja pozwoliłam sobie na macanko Kamy w szatni. Ot, przyłapałam ją w deszczowy dzień, więc wszyscy zostawiali kurtki i płaszcze. Przypadek sprawił, że prawie jednocześnie je zabierałyśmy. I nikt inny. Boksy w szatni nie są zbyt dobrze oświetlone.

    – Ej! Co ty robisz?! – Kama jest oburzona.

    – Zamknij się i nie hałasuj – ustawiam ją od razu. Stoję za nią, chwytam za kark i przyciskam do ściany, a drugą od tyłu pocieram w kroczu. Żadnej gry wstępnej. Ba, żadnego ostrzeżenia! Nie widzi mnie, ale po głosie poznała.

    Policzek i skroń oparte o ścianę, otwarte usta, głośny oddech. Dłońmi opiera się o ścianę, ale nie odpycha się. Nie ucieka. Wpycham palce do pochwy. Jęczy.

    – Cicho, głupia! – uderzam kolanem w pośladek. Głębiej wbijam palce i ponownie kopię ją w pośladek. I jeszcze raz. Dziewczyna ciężko oddycha i z wysiłkiem tłumi jęki. Równomiernie i mocno uderzam czterema palcami w pochwie! Jestem brutalna, ale to moja chwila! Bawię się tą, która mnie upokarzała, zadawała ból.

    Po ścianie spływa jej ślina. Kama nie zamyka ust. Przymknęła oczy i całą sobą chłonie brutalną pieszczotę.

    *

    Mam ochotę na więcej. W oddali, na schodach słyszę woźną rozmawiającą z kimś. Nie idzie tutaj, więc mam trochę czasu.

    – Rozepnij bluzkę! Wyjmij cycki! – mocno uderzam palcami. Aż dziewczyna przy każdym ruchu staje na palcach i cicho pojękuję. – Zamknij się! – ponownie kopię ją w pośladek.

    Kama nie protestuje. Posłusznie rozpina bluzkę i wyjmuje piersi ze stanika.

    – Trzyj nimi o ścianę!

    Przykleja się do ściany. I nadal staje na palcach, gdy się wbijam w nią. Znowu pojękuje. Pocieranie sutkami o ścianę musi boleć. Chwytam ją za kark, prostuję i maksymalnie głęboko wbijam ściśnięte palce do pochwy. Drobi na palcach, odchylając głowę.

    – Masuj sutki!

    Od razu wykonuje polecenie. Wtedy wyjmuję palce z pochwy i wpycham w jej otwarte usta. Z ulgą opada na stopy.

    – Wyliż tak, żebym nie musiała biegać do łazienki!

    Gorliwie spełnia polecenie. Trzymając za szczękę, sadzam Kamę na ławeczce. Cały czas delikatnie oblizuje mi palce. Znudzona i zniecierpliwiona wyciągam palce z jej ust. Wycieram dłoń w „koński ogon” Kamy i sięgam po kurtkę.

    – Ładnie to zrobiłaś – chwalę ją. – Zadowolona?

    Kiwa głową. Jest tak podniecona, że nie może odpowiedzieć. Uśmiecha się lekko i wciska dłoń w krocze.

    – Niech sama dojdzie – decyduię i zadowolona wychodzę z szatni. 

    *

    Kolejny dzień. Stoję na przerwie sama, czyli jak zwykle. Hałas i tłok. „Korek” na korytarzu. Powoli, noga za nogą, mija mnie jakaś klasa. Między nimi dostrzegam Kamę.

    – Ej, zaczekaj! – zapraszam ją gestem.

    Podchodzi z ociąganiem. A raczej przebija się przez tłum. Widzę, jak kątem oka sprawdza, czy inne dziewczyny nie obserwują nas. Ciągle mija nas tabun uczniów. Niesamowity tłok.

    – Spoko – wydymam wargi. – Najwyżej powiesz im, że pytałam, kiedy oddasz mi książkę. – Poważnie patrzę w jej oczy: – Możesz być w tę sobotę u mnie? Planuję coś ekstra – uśmiecham się i mrużę oko.

    – No, mogę – waha się.

    – To będzie drugie spotkanie – dodaję, żeby ją zachęcić.

    – OK, będę – od razu ożywia się. – O której?

    – Bądź na osiemnastą. Rodzicom powiedz, że wrócisz rano – to żart, ale dobrze brzmi.

    – Jasne. Nie ma sprawy – uśmiecha się nieznacznie, wzruszając ramionami.

    Zaskoczyła mnie. Nie wiedziałam, że może znikać na noc. Przerywam milczenie:

    – I ubierz się ekstra na nasze spotkanie.

    – To znaczy?

    – No, chyba już wiesz… – patrzę na nią uważnie.

    Kiwa głową. Zapamiętała pierwszą lekcję pod drzwiami mieszkania.

    *

    Jedziemy z Roksi do znajomego. Ona w dobrym humorze, bo już zna „Chujka”, więc czuje się dość pewnie. I nieźle zarobi za kolejną wizytę, a i ja chętnie coś nagram do moich zbiorów.

    Kiedy otwiera nam drzwi, od razu orientujemy się, że coś jest nie tak. W naszą stronę bucha ciepłe powietrze wypełnione mieszaniną zapachów alkoholu, palonych cygar i perfum. 

    W salonie widzimy pięciu mężczyzn. Jest z nimi pięć kobiet. To nie dziwki. Raczej żony albo może koleżanki z pracy. Albo kochanki. Wszyscy w wieku naszego fałszywego „Chujka” albo nawet starsi. Fałszywy, bo zapowiedział, że czeka na nas i: „nikt nam nie będzie przeszkadzał”.

    – Cóż, jeżeli oni czekają na nas, to rzeczywiście nikt nam nie będzie przeszkadzał – szybko rozglądam się po salonie. Ci ludzie nie wyglądają na zaskoczonych naszą wizytą.

    „Chujek” przedstawia nas i coś bredzi o przyjaźni, łamaniu barier wieku, urodzie i talentach Roksi. Rozbawione i podchmielone towarzystwo jeszcze słucha. Panie patrzą na nas z wyższością albo jak na zwierzaki w zoo. Wszystkie ubrane wieczorowo, tylko my bardziej odważnie. No, wieczorowe stroje pań też nie są wskazane do kościoła. Wysokie rozcięcia spódniczek i sukienek, kabaretki, duże dekolty, ażurowa bluzka i brak stanika, dekolt na plecach sukienki prawie odsłaniający pośladki, śmiały krój kolejnej sukienki, która więcej pokazuje niż zakrywa i elegancka obroża zdobiąca szyję.

    – One jednak nam zazdroszczą… – z przyjemnością oceniam ich milczącą obserwację.

    Są od nas znacznie bogatsze, pewnie spełnione zawodowo, świetnie ubrane, zadbane. Używają drogich perfum i kosmetyków, maskując zmarszczki i cienie pod oczami. Ale my jesteśmy znacznie młodsze, cycki nam sterczą, a nie zwisają, skóra nie marszczy się i nie mamy nadwagi. Pod ciemnymi pończochami nie musimy skrywać żyłek, które szpecą wygląd nóg. Bez drogiej biżuterii też wyglądamy atrakcyjnie.

    Mimowolnie cofam ramiona, wypinam piersi. Roksi wysuwa prawą nogę do przodu. Obie prezentujemy się, jakbyśmy stały na wybiegu dla modelek. Spojrzenia pań stają się jeszcze mniej przyjazne, panowie chyba zapominają o ich obecności. Blondynka w grafitowej sukience z odważnym dekoltem i złotym łańcuszkiem na szyi, zajmująca fotel, znacząco kładzie dłoń na udzie mężczyzny siedzącego na jego oparciu. Kobieta nadal patrzy na nas. Noga założona na nogę. Czarny sandałek na szpilce nerwowo podryguje na stopie właścicielki. Nad kostką połyskuje drobny, złoty łańcuszek.

    *

    – Kochanie, podoba się tobie ta mała? – pyta mężczyznę, jednocześnie wskazując brodą Roksi.

    – Wychodzimy? – dyskretnym szeptem pytam Roksi, kiedy Radek zostawił nas i poszedł po drinki.

    – Coś ty! – „Erka” zdecydowanie, ale z uśmiechem zaprzecza. Nachyla się do mnie i oznajmia: – Ja muszę zarobić! 

    Zaskoczona milczę. Sądziłam, że i ona wystraszyła się takiego towarzystwa i zechce się wycofać. Ja nie mam ochoty na dłuższy pobyt tutaj.

    – Mnie tak, a tobie? – odpowiada „kochanie” na pytanie partnerki.

    Jej chyba też, bo zaczyna pocierać krocze mężczyzny. W ogóle nie krępuje się.

    – Ładna, młoda, tchnie świeżością. Pewnie jeszcze nie jest zepsuta – ocenia blondynka. Patrzy z uśmiechem na nas. Taksuje naszą przydatność. Ma trochę za duży nos i za duże piersi, które eksponuje w tej sukience.

    Mężczyzna dotykiem spowalnia ruchy dłoni kobiety. W kroczu jego spodnie stały się napięte. Szybko doprowadziła partnera do wzwodu. „Kochanie” gładzi kobietę po ramieniu i dekolcie. Blondynka nachalnie pręży biust. Nadal oboje z zainteresowaniem obserwują moją koleżankę.

    – Normalnie jak w zoo – zdegustowana mruczę do siebie. – Ale Roksi może być dumna z siebie – myślę o perspektywach jej wieczoru.

    A Roksi właśnie posyła blondynce nieśmiały uśmiech.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Majka, ciekawska nastolatka.

    Opowiadanie jest fikcją wymyśloną przez mnie i zdarzenia jakie opisałem nigdy się nie wydarzyły. To moje pierwsze opowiadanie jakie kiedykolwiek ośmieliłem się opublikować.

    Jestem Majka mam 15 lat, 145 wzrostu i 44 kg. wagi. Jestem szczupła, mam małe piersi a bioderka jakby już lekko się zaokrąglały. Włosy długie, jasne często zaplecione w warkoczyki. Chodzę do 6 klasy podstawówki. W lipcu z mamą i tatą pojechaliśmy do Chorwacji na wakacje. Ciepłe morze, plaża, dużo się kąpałam i opalałam. Moja mama jest lekarzem i ma 35 lat. Jest średniego wzrostu, szatynka z długimi włosami zawiązane często w koński ogon. Jest nienagannie zbudowana, ma ciągle ładne piersi i szczupłe zgrabne nogi. Tata jest bardzo przystojny i wiem że podoba się kobietom bo widzę jak na niego patrzą. Na plaży mama po namowach taty i moich z pewnymi oporami zdjęła biustonosz. Ma bardzo ładne piersi i opalanie się topless było przyjemnością dla oczu większości plażowiczów rodzaju męskiego. Po jakimś czasie chcąc mieć równomierną opaleniznę na całym ciele odważyła się również  na zdjęcie majteczek pokazując wszystkim idealnie wygoloną cipkę. Przed wyjazdem ja też wydepilowałam na gładziutko swój meszek na cipce.  Na publicznej plaży w Chorwacji nagość jest dopuszczalna i sporo kobiet jest topless ale też niektóre zupełnie nagie. Mama właśnie do nich dołączyła.   Ja nie miałam żadnych oporów i jak większość dzieciaków od razu się rozebrałam do naga. Na plaży w Chorwacji nagie dzieci to widok powszechny. Mało które nosi cokolwiek no może jakieś nakrycie głowy. Kilka lat wcześniej nad polskim morzem latałam na golasa z innymi dzieciakami i nikt się nie dziwił. Tak w ogóle to lubię chodzić na golasa o czym rodzice nie wiedzą i dlatego czasami w domu tak robię. W Chorwacji poznałam koleżankę też z Warszawy o rok starsza. Na plaży jej rodzice i ona często leżeliśmy koło siebie i mogłyśmy sobie pogadać . Jej rodzice byli bardziej powściągliwi niż moi i nie opalali się nago jak my. Kasia jakiś czas ubierała dół od opalacza ale po 3 dniach też je zdjęła. Niestety  pozostał biały nieopalony ślad który był widoczny do końca turnusu. Fajnie że ją poznałam bo miałam z kim rozmawiać a było o czym. Oczywiście tematem przewodnim byli chłopcy i nasze doświadczenia z nimi a raczej ich zupełny brak. Kasia chwaliła się że z jednym nawet się całowała i pozwoliła sobie na małe macanko. Ja nie miałam takich doświadczeń co najwyżej pieszczoty własną ręką. Obie z Kasią kąpałyśmy się przy brzegu zawsze pod okiem któregoś z rodziców. Mój tata nim zdjął swoje bokserki trochę jeszcze się krygował ale w końcu się przełamał i zrobił to. Ukradkiem spoglądałam na jego kutaska i przyznaje był zadbany, wygolony idealnie i troszkę nabrzmiały pewnie wskutek obecności tylu nagich kobiet. Od tego dnia idąc na plaże nawet nie zabieraliśmy ze sobą kostiumów kąpielowych. Mama i ja mając na głowie jedynie kapelusiki często, wolniutko spacerowałyśmy brzegiem morza. Widziałam jak na mamę spoglądali faceci i nie dziwie się bo jest z niej fajna laska. Dzięki temu byłyśmy jednolicie ślicznie opalone bez głupich białych śladów po kostiumie. Miałyśmy z mama podobne tuniki pod którymi idąc na plażę nie ubierałyśmy bielizny. Na tych wakacjach było coś jeszcze co utkwiło mi na długo w pamięci. Razem z rodzicami zajmowaliśmy jeden pokój w którym spaliśmy. Kiedyś w nocy a właściwie nad ranem bo już świtało, rodzice wrócili z potańcówki. Zebrało ich na amory i widziałam jak się kochali. Udawałam że śpię ale z pod przymkniętych powiek patrzyłam co robią. Najpierw mama ssała tacie kutaska i kiedy już był sztywny to na nim usiadła. Nie do końca wiedziałam gdzie go włożył ale się domyślałam. Tacie to nie wystarczało i ustawił mamę w pozycji pieska i od tyłu jej włożył. Ruchał tak jakiś czas by po chwili zakończyć z wyraźnym westchnieniem ulgi. Mama chyba też była zadowolona bo całując go dziękowała rozpromieniona. Nie wiem czy na tym wyjeździe jeszcze się kochali ale kiedyś, kiedy mamy nie było w pobliżu zostałam przez tatę wymacana po gołej pupie. Uśmiechnęłam się do niego  trochę zawstydzona i zobaczyłam sterczącego kutaska taty. Czerwona na twarzy, niepewnie spytałam go czy mogę dotknąć. Jeśli chcesz to zrób to. Ujęłam go i przekonałam się jaki jest twardy i duży wtedy tata zaczął ruszać biodrami w tył i przód. Domyśliłam się że tak trzeba i sama zaczęłam to robić rękoma. Usłyszeliśmy zbliżającą się mamę i czym prędzej czmychnęłam do łazienki. Tata pokazał palcem żeby być cicho i puścił do mnie oczko. Ciekawiło mnie czemu to miało służyć i co miałoby się dziać później. Szybko i łatwo oswoiliśmy się z nagością. Tata spoglądał na mnie uwodzicielsko a jego kutasek przy mnie był zawsze w lekkim wzwodzie. Po powrocie do domu zaskoczył mnie  kiedy pierwszy raz poprosił mnie o podobną pieszczote ręką. Nie bardzo wiedziałam o co chodzi ale domyśliłam się że o to samo co nad morzem. Bardzo tego chciał, pokazał jak i zrobiłam to. Kiedy spuścił mi się na dłoń poczułam dziwny zapach i trochę lepką konsystencję. To nie były siki jak się domyślałam ale dziwne jakby mleczko. Bardzo był zadowolony i poprosił mnie o dyskrecję. Kilka dni później byliśmy w domu sami i tym razem chciał tego samego ale też poprosił mnie żebym wzięła jego  członka do buzi i go popieściła.  Ujrzałam dużego naprężonego kutasa. Odciągnął skórkę i wysunął czerwona główkę w moim kierunku. Byłam w szoku w ogóle nie bardzo wiedziałam o co chodzi, dlaczego akurat TO i dlaczego do buzi ? Przypomniała mi się noc na wakacjach jak mama go tam całowała. Pokazał jak to robić i z dużymi oporami i nieśmiałością to zrobiłam. Z natury jestem ciekawska i dlatego się zgodziłam. Bardzo mu na tym zależało i kiedy się spuścił do ust to wyplułam do ubikacji. Nie czułam się z tym jakoś szczególnie źle czy wykorzystana bo było to dla mnie ciągle ciekawe i nie narzekałam. Od tego czasu loda jak to zabawnie określał robiłam mu co najmniej 2 razy w tygodniu kiedy tylko było to możliwe. Z czasem przekonał mnie żebym jego spermę połykała. W smaku nie była nawet zła ale w końcu zrobiłam to i tak zostało do dzisiaj. Zawsze kiedy go zaspokoiłam zdejmował ze mnie majtki i całował mnie w cipkę. Robił to tak umiejętnie że zawsze miałam przyjemne mrowienie w dole i sprawiało sporo przyjemności. Tata dla mnie i dla mamy był bardzo dobry. Żyłyśmy w dostatku, niczego nam nie brakowało, kochał nas i był bardzo przystojny. To że miał duże potrzeby seksualne to trudno jakoś musiałyśmy z mamą temu podołać. Dość szybko nauczyłam się osiągać z tych kontaktów przyjemność i dlatego chętnie godziłam na sex. Lubiłam jak rano przychodził do mojego pokoju odkrywał kołdrę i kładąc się między moimi udami i pieścił  moją myszkę sprawiając dużo przyjemności. Potem rewanżowałam się i ssałam jego aż do spełnienia w moich ustach. Na  16 urodziny kupił mi nowiutkiego iPada. Byłam bardzo szczęśliwa i gotowa tacie podziękować tak jak lubił. Tym razem znowu było inaczej. Mama pojechała w tym dniu do siostry więc zostaliśmy sami. Zamknął drzwi na klucz, pozasłaniał okna i poprosił abym się rozebrała do naga. Kiedy to zrobiłam, położyłam się na łóżku gdzie śpi z mamą. Położył się przy mnie i zaczęliśmy się całować. Tata rzadko całował mnie w usta, teraz zaczął i tym razem było inaczej, też mi się to podobało a nawet  polubiłam. Pokazał jak to się robi z języczkiem i to naprawdę było fajne. Następnie skupił się  na moich maleńkich piersiątkach. Znowu było miło, podniecało i sprawiło przyjemność. Dopiero teraz zabawy w seks z tatą zaczęły mi się podobać i byłam ciekawa co jeszcze się wydarzy. To że odczuwałam dużą przyjemność kiedy całował mnie w pisie to wiedziałam i na to czekałam. Tym razem tata pieścił moją cipulkę namiętnie i wsadzał do niej swój język sprawiając mi wielką przyjemność. W trakcie tych pieszczot obrócił mnie na brzuch i zaczął pocałunkami obcałowywać moją dupcię wsadzając język do pupy, śliniąc wejście. Zaskoczyła mnie ta pieszczota ale przyznaję była fajna i też sprawiała przyjemność. Kiedy poczułam wilgoć w pupie tata zaczął wkładać tam swój palec. Najpierw włożył jeden palec a po chwili drugi. Nie wiem co się miało wydarzyć później ale kiedy włożył trzeciego palca to się zdziwiłam po co. Miał koło siebie krem KY bardzo śliski którym posmarował sobie palce i wprowadził trochę do mojej pupy. Teraz jego palce wchodziły dużo łatwiej i nie czułam dyskomfortu. Cały czas jego kutas stał wyprostowany i ogromny. Podniósł się i posmarował tym kremem swojego kutasa. Uprzedził mnie że może troszkę zaboleć i żebym starała się być dzielna bo to po chwili przejdzie.  Faktycznie, poczułam jak  go zaczyna wpychać do mojej pupy. Powiedzieć że bolało to nie powiedzieć nic bo myślałam że mnie rozerwie i miałam wrażenie że bardzo mi się chce kupę. Wyjął go, jeszcze raz posmarował kremem i znowu pomalutku zaczął wkładać go do środka. Tym razem wszedł więcej i więcej i odczucie wypełnienia było też większe. Teraz pomalutku zaczął go wsuwać i wysuwać, jeszcze bolało ale już nieco mniej by po chwili poczuć nawet jakiś rodzaj przyjemności której nie potrafię opisać. Ruchał mnie tak z 10 minut i myślałam że w tym rytmie dojdzie ale wyszedł ze mnie i położył się na plecach. Poprosił żebym teraz ja nadziała się na niego. Troszkę się bałam ale pomalutku nacelowałam kutaska ręką do swojego ciemnego oczka i wprowadziłam w siebie. Teraz ja miałam być tą stroną aktywną. Najpierw pomalutku delikatnie podnosiłam się i opadałam mając widok na to co się dzieje. Rodzice mają szafę w sypialni z ogromnym lustrem w którym widziałam się jak ja uprawiam seks z tatą. A on patrzył  na mnie zachwycony i szczęśliwy. Trwało to jeszcze chwilkę gdy poczułam jak tata tryka mi do środka głęboko oddychając. Mnie też było przyjemnie ale chyba nie tak jak jemu. Zeszłam z niego i poczułam jak z mojej pupy wycieka jego sperma. Przytulił mnie do siebie dziękując pocałunkami w usta mówiąc że mi bardzo dziękuje i jest ze mnie dumny że byłam taka dzielna. Powiedział że czuł się jak w niebie bo mam tak ciasną dupcię. Chwilę jeszcze leżeliśmy i nie ubierając się poszliśmy do łazienki wziąć prysznic. Tam szorstką gąbką wymył mnie cała i wysuszył ręcznikiem. Położył ręcznik na pralce i na nim posadził mówiąc że troszkę mi włoski urosły na cipce i trzeba je zgolić. Namydlił mi cipkę kremem do golenia a następnie delikatnie zgolił włoski na cipce. Nawet to było przyjemne. Posmarował jeszcze wygolone miejsce swoim kremem po goleniu, dał buziaczka najpierw w wygolona, gładziutką pisie a potem w usta i pomógł zejść  z pralki. Odświeżeni poszliśmy do kuchni coś zjeść. Po jedzeniu umyliśmy zęby i tata zaprowadził mnie znowu do sypialni rodziców. Tam położył się na mnie ale tak że wspierał się na łokciach i zaczęliśmy się całować. Doskonaliłam całowanie z języczkiem i tata powiedział że całuśne usta mam po mamie i uwielbia się ze mną całować. Znowu całował mnie wszędzie, po nogach, stopach, pośladkach i piersiach a kiedy położył się na plecach poprosił abym odwróciła się do niego odwrotnie i dała cipkę do pieszczenia a mnie poprosił o lodzika. To pozycja 69 objaśnił. Ssałam mu kutasa, wkładałam do buzi najdalej jak potrafiłam. Po chwili poprosił bym uklękła i zaczął mnie całować po pupie i znowu zaczął wsadzać język do środka. Już wiedziałam co będzie dalej. Jeszcze trochę mnie pupa bolała po poprzednim razie a już wkładał palce do środka i korzystając z tego kremu co poprzednio  włożył swojego kutasa do pupy. W tej pozycji posuwał mnie jakiś czas i znowu przerwał by kładąc się na plecach poprosił abym go dosiadła jak to określił. Zachwycona patrzyłam w lustro dziwiąc się jak jego kutas wchodzi już niemal w całości we mnie. Tak mnie ten widok nakręcił że poczułam jakieś nowe nieznane rozkosze zwane orgazmem jak się później dowiedziałam. Teraz wiedziałam że te przyjemności mogą być moim udziałem jeśli tylko będę chciała. Tak się też stało. Nasze kontakty ponawialiśmy kiedy tylko było to możliwe. Nawet jak mama była w domu ale była zajęta na tyle ze albo robiłam mu lodzika albo wkładał mi do dupci. Głównie korzystał  z moich ust i pupy. Pierwszy stosunek dopochwowy przeżyłam pół roku później. I tym razem mama wyjechała do siostry i miała wrócić nazajutrz. Znowu były fantastyczne pieszczoty ale tym razem tata skupił się bardziej na mojej myszce. Pieścił ją, kochaliśmy się w pozycji 69 i znowu wrócił do pozycji że ja leżałam na plecach. Dzisiaj powiedział jest wielki dzień dla ciebie zrobię z ciebie kobietę. Spytałam czy będzie bolało. Owszem, może na początku trochę boleć, możesz zobaczyć też krew ale to wszystko minie i będzie dobrze. Położył się na mnie wspierając na łokciach i poczułam jego penisa jak wodzi główką po moim rowku i wejściu do środka. Zwarłam dostęp odruchowo broniąc się przed bólem ale to go bardziej zdeterminowało bo naparł jeszcze mocniej. Zwolniłam ucisk i chciałam chwilkę odpocząć by się bronić dalej ale wtedy udało mu się wcisnąć tylko samą główkę. Kiedy poczułam że już trochę wszedł pogodziłam się z losem i rozluźniłam. Zrozumiał że pozwalam i naparł całą mocą rozrywając moją błonkę na strzępy. Mościł się w środku chwilkę i pomalutku w tył i przód zaczął delikatnie mnie ruchać. Ból był dotkliwy ale do wytrzymania. Pierwszy raz w tyłek był gorszy. Początkowo czułam tylko dyskomfort potem tylko jego obecność w mojej cipce a po chwili zaczęło sprawiać przyjemność. Orgazmu nie osiągnęłam ale było miło. Tata doszedł co wyczułam jak tryka we mnie i poczułam rozlewające się jego nasienie we mnie. Kiedy wyjął  kutasa zobaczyłam że był trochę zakrwawiony a mojej obolałej cipki wyciekała jego sperma. Szczęśliwy dziękował mi pocałunkami w usta i szyjkę. Oczywiście od tego czasu kochaliśmy sie kiedy tylko było to możliwe. Cipka dość szybko doszła do użytku i tata po dwóch dniach mnie dorwał jak mama na chwile wyszła do sklepu. Zrobiliśmy to w kuchni na blacie kuchennym. Kiedy tylko za mamą zamknęły się drzwi tam gdzie stałam najpierw przywarł ustami do moich a po chwili zdjął mi majtki i wypieścił moja myszkę. Odpowiednio wilgotna przyjęłam go w siebie bez żadnych problemów tak jak obiecywał. Ruchał mnie nie dłużej jak 10 minut i spuścił się do środka. Jesteś taka ciasna ze nie mogę dłużej w tobie wytrzymać, powiedział. Uśmiechnęłam się tylko, oddałam buziaka i wciągnęłam majtki. Można powiedzieć ze od tego dnia sex uprawiałam regularnie. Wolałam normalny sex niż analny bo po nim szybko dochodziłam do siebie. Po seksie analnym zawsze trochę bolała mnie pupa i dlatego rzadziej go uprawialiśmy. Tata postarał się dla mnie o tabletki antykoncepcyjne które brałam w największej tajemnicy i teraz mogliśmy się kochać swobodnie i bezstresowo. W klasie pewnie byłam jedną z pierwszych która miała to za sobą i swoim doświadczeniem mogłabym zaimponować poznanej koleżance w Chorwacji. Koleżanki opowiadały o nieśmiałych pocałunkach ze swoimi sympatiami podczas gdy ja  już doskonale wiedziałam jak to jest być z mężczyzna. Seks z tata stał się codziennością która akceptowałam. Kiedyś pokazał mi filmik jaki nagrał kiedy się kochaliśmy. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jakim dzieckiem jeszcze jestem a jakie seksualne doświadczenie już nabyłam. Oczywiście nie było mowy by tym się chwalić przed kimkolwiek.  Pokazał mi też jak facet powinien korzystać z prezerwatywy i nauczył mnie jak ją zakładać na wypadek gdyby partner nie umiał. Potrafiłam założyć ją nawet ustami bez użycia rąk. Odbyliśmy taki stosunek kilka razy nim zdobył dla mnie tabletki. Mając już takie doświadczenia z niejaką wyższością patrzyłam na koleżanki które jeszcze były takie zielone. W zimie w czasie ferii tata zabrał mnie na narty w góry. Mama nie mogła z nami jechać wiec mieliśmy kilka naprawdę fajnych dni dla siebie. Sex uprawialiśmy kilka razy dziennie i przynajmniej dwa razy w nocy. Przerobiłyśmy chyba wszystkie możliwe pozycje. Jedna szczególnie mi się podobała. Siedząc na nim przodem z kutasem w sobie kładłam się na jego nogach a on pieścił moje stopy. Po  Chorwacji gdzie z taka swoboda opalałam się nago, w domu zwłaszcza kiedy były upały też chodziłam na golasa. Opalałam się tak na tarasie , czasem z mamą. Kiedyś do mamy przyszła sąsiadka a ja opalając się o tym nie wiedziałam. Zachciało mi się pić i weszłam do salonu i natknęłam się na nią. Byłam trochę zaskoczona ale nie speszona sytuacją nago, opalona jednolicie jak czekoladka przedefilowałam koło sąsiadki mówiąc „dzień dobry”. Uśmiechnęła się tylko i odpowiedziała. Mama trochę krzywo na to patrzyła ale nic nie mówiła. Śmiesznie też było jak do mamy przyszła koleżanka z 6 letnim synkiem. Ja oczywiście golutka opalam się na leżaku a tu wchodzi chłopak i mówi cześć. Nie zrażona odpowiedziałam cześć bo co miałam zrobić i zaczęłam z młodym pogawędkę. Kiedy miał wyjść pojawiła się jego mama i zobaczyła że jestem golutka. Zdziwiła się tylko ale nic nie powiedziała. W chłodniejsze dni ubierałam krótkie sukieneczki które ledwo zakrywały mi pupę. Czasami jak szłam z mama na zakupy to umyślnie zapominałam o włożeniu majtek. To że się godziłam na ten układ to mój wybór. Nie było tutaj jednak żadnego przymusu a wszystko odbywało się za moją zgodą. Robiliśmy to prawie codziennie i zawsze chętnie. Tata mówił ze gdyby mógł to by ze mnie nie wychodził bo tak fantastyczne dziurki do miłości posiadam.

    Koniec części I

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tiba 40