Author: admin

  • Wspomnienia starego trepa…

    Niewielu z Was pamięta czasy z okresu tak zwanej komuny. Ja pamiętam doskonale i dobre i złe strony tego śmiesznego ustroju…

    Był to czas mojej młodości, wesołej, radosnej, pełnej trosk i kłopotów, które trzeba było umiejętnie rozwiązywać. Miałem trochę lepiej od innych młodych ludzi, bo byłem oficerem w wojsku, żołnierzem zawodowym. Muszę przyznać, że choć zakres moich możliwości odnośnie podwładnych był trochę ograniczony; to jednak dawał mi pewną swobodę w decydowaniu o ich losie. Do tego to nie był mały garnizon, tylko duże miasto wojewódzkie w którym z nieznanych mi powodów była znaczna „nadwyżka” kobiet, przy naprawdę wielkim niedoborze chłopaków. Wszyscy wojacy cieszyli się względami płci pięknej, wielu stanowiło łakomy kąsek dla panienek. Może zainteresuje Was kilka wspomnień? Jeśli tak – czytajcie dalej.

    Po kilku latach służby doszedłem do stopnia kapitana, wiązało się to z awansem na wyższe stanowisko i z awansem finansowym; a że byłem sam – powodziło mi się całkiem nieźle. Byłem wtedy dowódcą kompanii, miałem pod swą komendą prawie setkę młodych ludzi pochodzących z różnych stron naszego pięknego kraju; chłopaki różnili się nie tylko wyglądem, ale też wykształceniem, pochodzeniem i wychowaniem w domu. Kilku było żonatych, kilku miało narzeczone, albo sympatię, inni bez problemu znajdowali panienki „na mieście”. Pisząc „panienki” absolutnie nie mam na myśli lokalnych prostytutek (choć one także cieszyły się wielkim wzięciem, nie biorąc zbyt wysokich opłat za swe usługi – znały doskonale wysokość żołdu, którym dysponował taki szeregowy żołnierz), ale rzeczywiste panny, kobiety, mężatki, które spotykały się z mymi podwładnymi. Piątek wieczór, mam wolny weekend, idziemy z kolegą Witkiem do kasyna na kolację. Mieszkamy w internacie, każdy ma do dyspozycji ładny pokoik z łazienką, panie pracujące w recepcji są bardzo dyskretne, a tę ich dyskrecję wspomagamy drobnymi upominkami, które często od swych mieszkańców otrzymują. Wprowadzić do siebie jakąś laseczkę nie było problemem; bomboniera albo jakiś drobiazg zamykał paniom buzie. Nie tylko były to upominki… O tym jednak później.

    Teraz jesteśmy w kasynie, wcinamy jakieś flaczki, czy inną fasolkę, do tego obowiązkowy kieliszek wódki. Ponieważ był to piątek mieliśmy zapewnioną muzyczkę „do kotleta” w wykonaniu zespołu składającego się z żołnierzy z garnizonu, bo w piątki i soboty latem były organizowane dancingi, czyli potańcówki. Tak było i tego wieczoru. Żeby nie być zmuszonymi do jakiegoś niechcianego towarzystwa – wykupiliśmy wszystkie cztery miejsca przy stoliku. Sala zaczęła się zapełniać, przyszło kilka znajomych małżeństw a my ciągle sami. Przetańczyliśmy kilka kawałków z jakimiś dziewczynami, których partnerzy oddawali się rozkoszom spożywania wódeczki, po kolejnej rudzie szalonych rytmów lat 80-tych wyszliśmy na zewnątrz, żeby trochę ochłonąć. Był ciepły, lipcowy wieczór, staliśmy sobie popalając papierosy. W pewnym momencie Witek szturchnął mnie w łokieć i wskazał brodą kierunek.

    – Patrz tam!

    Popatrzyłem. Dwie dziewczyny około dwudziestoletnie stały oparte o poręcz tarasu i przyglądały się nam, wymieniając szeptem jakieś uwagi. Uśmiechnąłem się serdecznie, kiwnąłem ręką, żeby podeszły. Podeszły.

    – Cześć, dziewczęta. Na dancing, czy na podryw? – Witek był bardzo bezpośredni.

    – Cześć, na jedno i drugie. A gdzie wasze żony?

    – Tak się składa, że jesteśmy jeszcze wolnymi chłopakami – nie kłamałem, tak było.

    – Taaak? No to super! – zaszczebiotały.

    Przyglądałem się młodym kobietom. Były bardzo podobne do siebie, obie czarnulki, niewysokie, szczupłe. Długie włosy do połowy pleców, gołe opalone ramiona, długie, gołe nogi. Ubrane jak na lato przystało – króciutkie spódniczki, lekkie bluzeczki z dość dużymi dekoltami, na stopach sandałki. Uroda obu dziewczyn nie odpychała, wręcz przeciwnie, były nawet na swój sposób ładne.

    – Jesteście siostrami? – przyglądałem się raz jednej, raz drugiej – wyglądacie bardzo podobnie.

    – Nie, ale jesteśmy kuzynkami. Ja jestem Ania, a to jest Gosia – wskazała dłonią na drugą dziewczynę. – chciałyśmy wejść, ale nie ma już wolnych stolików.

    – Jak to, nie ma? Wituś i Kubuś pomyśleli, przewidzieli wasze przyjście! Chodźcie, mamy cały stolik – Witek złapał Gosię, ja Anię i weszliśmy do środka.

    Szatniarz, który sprawdzał bilety wejściowe tylko skinął głową, poszliśmy do naszego stolika. Po chwili kelner doniósł talerze z kolacją i butelkę dobrze zmrożonej wódeczki. Po konsumpcji zaczęliśmy nasze tańce. W przerwach gadaliśmy sobie o wszystkim i niczym, momentami rozmowa zahaczała o seks, ale tylko w żartach. Jakoś nie umawialiśmy się z Witkiem, ale wybraliśmy partnerki dla siebie. On cały czas obtańcowywał Gosię, ja Anię. Wolne kawałki, zwane wtedy (z wiadomych powodów) „pościelówkami” pozwalały na mocne przytulenie się do partnerki, można było dyskretnie poznawać dłońmi geografię jej ciała. Ania była szczupła, choć w ten apetyczny dla mężczyzny sposób, to znaczy tam, gdzie powinno być trochę ciałka, tam było. Uścisnąłem pośladek, okazał się jędrny i twardy, po chwili kładąc dłoń na biuście uśmiechnąłem się w duchu z zadowolenia. Nie był on duży, ale właśnie takie mi się podobają, nie znoszę widoku wielkich cyców, jakie teraz ma wiele kobiet. Nie rajcuje mnie silikon, czy inne świństwo wetknięte w piersi niektórych durnych kobiet; wyglądają, jak krowy z dwoma wymionami. Może to kogoś obraża, ale tak myślę i mam do tego prawo! Teraz tańczyłem z Anią, cały czas zastanawiając się, jak ją skłonić do jakiegoś numerku, miałam niesamowitą ochotę na seks w jakiejkolwiek formie z tą młodą dziewczyną. Nie chciałem bzykać się w kiblu, tym bardziej przy stoliku, ale przypomniały mi się ławki stojące w parku za kasynem. Tylko jak ją namówić? „Podlewałem” ją delikatnie alkoholem, ale bez przesady, chodziło mi tylko o rozluźnienie ewentualnych hamulców… Myślałem o sposobie, może jakimś podstępie, żeby wywabić ją na zewnątrz, ale okazało się to niepotrzebne. Przytuleni do siebie kołysaliśmy się w rytm muzyki, kiedy poczułem na szyi ciepłe usta Ani, a na kroczu jej dłoń.

    – Może wyjdziemy trochę na powietrze?

    – Właśnie miałem ci to zaproponować, chodź, przejdziemy się po parku.

    Nie czekaliśmy na koniec piosenki, trzymając się za ręce prawie wybiegliśmy z lokalu, po krótkiej chwili byliśmy w prawie zupełnej ciemności, w miejscu, gdzie prawie nie docierało światło parkowych latarni. Kiedy wzrok przywykł do ciemności dostrzegłem jeszcze kilka innych par szukających ciemnego kącika dla siebie. Usiadłem na ławce niemal schowanej w kępie gęstych krzaków, Ania zajęła moja kolana. Siedziała przodem do mnie, zwarliśmy się w namiętnym pocałunku, a ona… A ona ruszała biodrami do przodu i do tyłu, ocierała się kroczem o moje spodnie, gdzie już bardzo wyraźnie rysował się kształt twardego, gotowego do akcji penisa. Zsunąłem się trochę, Anka uklęknęła między moimi nogami, rozpięła rozporek i mój sterczący przyjaciel zniknął w gorących usteczkach. Muszę przyznać, że obrabiała mi pałę bardzo fachowo, musiałem się powstrzymywać, żeby nie trysnąć do buzi dziewczyny; chciałem jeszcze czegoś więcej. Jakby czytała w moich myślach! Podniosła się, jednym ruchem pozbyła majtek i już siedziała na mnie z kutasem w pipce. Tak jak przed chwilką poruszała biodrami, nabijając się po same jajka. Bałem się, że śluz i soczki wypływające z mokrej cipki pobrudzą mi spodnie, więc ściągnąłem je tyle, ile mogłem, do kolan. Złapałem szczupłą dupeczkę, pomagałem dziewczynie podnosić się i opadać na kutasa. Ania objęła mnie dłońmi za szyję, odchyliła się tyle, ile mogła i po kilku ruchach odleciała. Drżała cała, skurcze brzucha i rzucanie głową świadczyły o bardzo głębokim orgazmie. Ja też prawie dochodziłem, kiedy nagle krzaki rozchyliły się i zobaczyłem radosną gębę… Witka!

    – O! Sorry, widzę, że ławeczka zajęta – wycofał się szybko z głupim uśmieszkiem na pysku.

    – Zajęta, spadaj stąd… – tylko tyle zdążyłem powiedzieć, bo usta zajął kolejny ognisty pocałunek Ani.

    – Nie zwracaj na nich uwagi, mną się zajmuj – oderwała się na moment od mej twarzy – spuść mi się do buzi, proszę!

    Pani prosi, pani ma! Zajęła się mokrą od jej soków pałą i po chwili stękając i tłumiąc krzyk dłońmi spuściłem się w karminowe usteczka mej kochanki. Ania połknęła wszystko! Oblizała się lubieżnie i roześmiała perliście.

    – Bardzo lubię smak spermy, każdy jest inny, nawet u tego samego faceta w różnych dniach! – siadła obok mnie, kiedy już podciągnąłem portki – dasz mi się spróbować kiedy indziej?

    – Kochana, nawet jutro, jeśli chcesz, mam wolny weekend. Może teraz wrócimy na salę i potańczymy sobie jeszcze?

    – Bardzo chętnie. Hmmm… Jeszcze nie podziękowałam ci za zaproszenie i opłacenie wstępu na tę potańcówkę!

    – Wydaje mi się, że będziesz miała okazję już niedługo – porwałem dziewczyną na parkiet, bo już weszliśmy do kasyna.

    Bawiliśmy się prawie do drugiej w nocy, godzinę wcześniej Witek gdzieś mi się zapodział, Gośki też nie było nigdzie. Alkoholu nie wypiliśmy dużo, chciałem zachować względną trzeźwość, bo na tę resztę nocy miałem swój plan. Kiedy chłopaki przestali grać zaproponowałem Ani nocleg u mnie, w internacie.

    – Gdzie będziesz teraz tłukła się po nocy, u mnie masz wygodne łóżko, nikogo nie obudzisz, no i będziesz miała do swej dyspozycji mego przyjaciela – wskazałem na swoje znowu wybrzuszone krocze.

    – Wiesz co, wahałam się, ale ten ostatni argument mnie przekonał! – cmoknęła mnie w policzek i poszliśmy.

    Z kasyna do internatu nie było daleko, raptem kilka minut spacerem, ale nam zajęło to ponad pół godziny. Najpierw mi się zebrało, przydusiłem Ankę do jakiegoś płotu, zdarłem z niej majteczki i załadowałem w ciągle mokrą pipkę. Zaskoczyła mnie, bo doszła chyba w piętnaście sekund i mam nadzieję, że nie udawała. Poszliśmy dalej, ale z kolei ona wepchnęła mnie do jakiejś bramy i wzorowo wypolerowała i obciągnęła mi kutasa do spustu. Radośni, wtuleni w siebie dotarliśmy wreszcie na miejsce. Dyżur w recepcji miała pani Marta, elegancka kobieta po czterdziestce. Popatrzyła tylko na nas, kiwnęła głową i wróciła do przerwanej lektury Teraz nie śpieszyłem się. Rozebraliśmy się do gołego, weszliśmy pod prysznic; jakoś udało się nam zmieścić w maleńkiej kabinie. Podniecając się wzajemnie umyliśmy się i wykąpani, odświeżeni leżeliśmy na pościeli, było za ciepło, żeby się nakrywać. Patrzyłem w coraz jaśniejszym brzasku na ciało kobiety leżącej obok. Leżała na wznak, oczy miała przymknięte, ręce założyła pod głową. Przyglądałem się ładnemu, jędrnemu biustowi, patrzyłem na sterczące sutki w maleńkich aureolkach, na brzuch unoszący się w oddechu wraz z piersiami. Nad wzgórkiem Wenery kępka ciemnych, delikatnych włosów kończących się tuż na małą, różową pipką. Podkurczyła jedną nogę, odchyliła ją trochę, pipka zerkała na mnie swą szparką. Nie wytrzymałem, sekundę później leżałem między już rozchylonymi nogami z jęzorem w cipce. Lizałem zawzięcie mokrą dziurkę, ssałem wargi, lizałem i ssałem łechtaczkę, wsłuchiwałem się w pojękiwania dziewczyny.

    – O tak, tak dobrze… O… tak… tak… Liż mnie, ssij, Kubusiu, robisz to bosko, tak, tak, mocniej… O matko, jak mi dobrze… Jesteś wspaniały, tak… tak… Ooooo tak!

    Mając jęzor w cipie trudno coś powiedzieć, więc tylko pomrukami dawałem jej znać, że docierają do mnie te wszystkie, słowa, jęki i stęki… Ania rozchyliła nogi bardzo szeroko, podniosła je, złapała w kostkach i przyciągnęła do siebie, po chwili ujęła je pod kolanami, przycisnęła do biustu. Pipka podniosła się, sama rozchyliła i wtedy zobaczyłem wyeksponowaną dupkę. Jęzor natychmiast zajął się drugą dziurką, czym wywołałem zdziwienie mej laseczki.

    – Co robisz, przecież to moja pupa! Nie widzisz, że jesteś gdzie indziej?

    – Widzę i wiem doskonale, kochanie, co robię. – podniosłem głowę znad obrabianej dziurki – Mam zamiar wylizać ci dupeczkę, a potem zrobię z niej użytek!

    – Jaki użytek? Masz zamiar zerżnąć mnie w pupę? No wiesz!

    – Wiem, dlatego chcę. Nie robiłaś tego jeszcze nigdy?

    – Nie, nie pozwoliłam nikomu, boję się tego – patrzyła na mnie wielkimi oczami.

    – Aniu, zapewniam cię, że zrobimy to tak, że nie będzie bolało, a nawet jeśli poczujesz, że coś nie tak to natychmiast przerwiemy.

    – Ale dlaczego w pupę? Bo chcę się spuścić w tobie, w którejś dziurce, nie tylko w buzi. W cipce nie mogę, bo nie mam prezerwatyw, a w dupcię nic nie grozi. Nie chcesz poczuć, jak tryskam w tobie?

    – Chcę, bardzo chcę, ale myślałam, że w pipkę… Ja też nie mam gumek, prawdę mówiąc idąc na ten dancing myślałam o poznaniu jakiegoś sympatycznego faceta, sądziłam, że potańczę sobie trochę, może jakieś pieszczoty i to wszystko. Nie sądziłam, że poznając ciebie posunę się tak daleko…

    – Żałujesz tego?

    – Nie, absolutnie nie! Jesteś fajnym mężczyzną, umiesz się bawić i wiesz, jak zadowolić kobietę, a tego mi było trzeba…

    – No to już nie oponuj. Połóż się na boczku, podkurcz lekko nogi.

    – Ale…

    – Zrób to, proszę.

    Zrobiła. Polizałem jeszcze raz dupcię, naplułem w kakaowe oczko, naśliniłem mocno kutasa i położyłem się za Anką. Naśliniłem pale i pomalutku wcisnąłem do ciepłego wnętrza, za nim drugi. Palcowałem bez pośpiechu dziewiczą dziurkę i starałem się jak najbardziej ją rozszerzyć, ale w taki sposób, żeby nie zabolało, żeby nie spłoszyć dziewczyny. Zbliżyłem swego przyjaciela do ciasnej dziurki, zacząłem pomału wpychać go do środka. Poczułem silnie napięte pośladki, chyba naprawdę bała się tego.

    – Aniu, rozluźnij się, będzie dużo łatwiej i przyjemniej.

    – Kiedy ja się boję.

    – Aniu, zaufaj mi. Czy do tej pory w jakikolwiek sposób skrzywdziłem cię, choć w minimalny sposób?

    – No nie…

    – No to rozluźnij się – w tym momencie wepchnąłem żołądź do środka!

    Krzyknęła, ale nie zmieniła pozycji. Wciskałem się coraz głębiej raz po raz wycofywałem się i znowu wchodziłem jeszcze głębiej. Wreszcie dotarłem do końca.

    – Aniu, i jak? Boli?

    – Nie, tylko trochę na początku, a teraz jest dobrze -wyszeptała. – Ale nie śpiesz się, proszę.

    – Nie muszę, tak też można dawać sobie rozkosz, pomalutku, spokojnie, bez szaleństwa.

    Leżeliśmy na boku, lewą ręką wsunąłem pod lewe biodro dziewczyny, prawą obejmowałem prawe biodro i pomalutku pompowałem tę zgrabną pupcię. Już sam widok tych bardzo ładnych kształtów podniecał, a co dopiero świadomość, że się jest w niej i to najgłębiej, jak tylko można. Oddech Ani przyspieszał, znowu usłyszałem pojękiwanie i jakieś niezrozumiale szeptane słowa. Znowu zaczęła drżeć, trząść się cała; twarz wcisnęła w poduszkę. Teraz już nie hamowałem się. Przyspieszyłem tempo, teraz ruchałem jak automat. Laska zaczęła wierzgać nogami, coś tam wrzeszczała do poduszki, mocno napierała dupcią na me podbrzusze. Nadeszła wreszcie moja kolej. Wystrzeliłem jak z motopompy, złapałem za trzęsące się cycuszki, ścisnąłem je mocno, wtuliłem się w drżące plecy i po chwili zaległem bez sił. Oddychałem ciężko, nie chciało mi się nawet otworzyć oczu, w jakimś odruchu nakryłem nas lekką kołdrą i… usnąłem!

    Nie wiem, jak długo to trwało, bo to był raczej jakiś letarg, niż sen. Musiało jednak minąć dość dużo czasu, bo kiedy otworzyłem oczy było już bardzo jasno, a czułem się wyspany. Właśnie to otwarcie oczu mnie zaskoczyło, bo pierwsze, co zobaczyłem to plecy mojej nocnej kochanki, podskakujące rytmicznie na mych biodrach. Sekundę później dotarły do mnie inne bodźce i już wiedziałem, że Ania jak szalona jedzie na mym kutasie! Chyba wykorzystała poranny wzwód i dosiadła mnie jak doświadczona amazonka. Najbardziej zdziwiło mnie to, że mój przyjaciel tkwi w jej pupie! Widocznie seks analny spodobał się Aneczce do tego stopnia, że zaczęła sama go praktykować. Bardzo lubię takie nieczęste, ale fantastyczne przebudzenia. Doszedłem bardzo szybko, dziewczyna zaraz po mnie. Późnym popołudniem, po jeszcze jednym, bardzo długim seansie seksualnym, po którym czułem się kompletnie wypompowany odprowadziłem laskę do domu; obiecaliśmy sobie, że jeszcze się spotkamy nie raz i nie dwa. Wróciłem do siebie i prawie bez życia padłem na łóżko.

    Nie było jeszcze dziewiętnastej, kiedy obudziło mnie głośne pukanie do drzwi.

    – Wlazł! – wrzasnąłem, nie do końca rozbudzony.

    – Śpisz? – ukazała się gęba nikogo innego, jak mego przyjaciela Witusia – Tak cię dupeczka zmęczyła?

    – Chłopie, przestań, ledwo żyję – zapaliłem papierosa – jeszcze trochę, a skończył bym żywot w jej cipce!

    – No to powiem tobie, że Małgośka chyba jej nie ustępuje. Rucha się jak kotka, wyobraź sobie, że uciekłem od niej z jej domu! Też przed chwilą zwlokłem się z wyra. Idziemy na kolację?

    – Chyba zgłupiałeś! Nie mam ochoty na nic, a już na pewno nie na jakąś inną babę! Nie namówisz mnie dzisiaj.

    – Ale ja chcę pójść tylko na kolację! Zjemy coś, weźmiemy flaszkę i przyjdziemy tutaj. Są inne chłopaki, pewnie też będą coś mieli, siądziemy sobie w świetlicy, może obejrzymy jakiś film, Jacek przytargał z klubu magnetowid, ma kilka kaset.

    – Witek, ale, kurwa, tylko kolacja, flaszka na pół i do internatu, inaczej jutro cie zastrzelę. Tak właśnie zrobimy, do kolacji po secie i do domu.

    Odbyło się prawie tak, jak sobie obiecaliśmy. Tyle tylko, że nie było po secie, a chyba po cztery i nie jedna flaszka, ale dwie, co sobie będziemy żałować! Potem był film z magnetowidu, inne flaszki, aż w końcu… urwał mi się film! Obudziłem się na potwornym kacu, myślałem, że łeb mi pęknie. Dowlokłem się do łazienki, zimny prysznic trochę mi pomógł, resztę załatwiły tabletki. Leżałem na łóżku zastanawiając się, co robić w letnie, niedzielne popołudnie. Nie miałem wtedy samochodu, nie chciało mi się wsiadać do autobusu w ogóle nic mi się nie chciało. Włączyłem radio, zacząłem czytać jakąś książkę, kac chyba był już historią, czułem się bardzo dobrze. Przekąsiłem na szybko jakąś kiełbaskę, którą znalazłem w lodówce, wyszedłem przed internat, siadłem w cieniu na ławce, przymknąłem oczy. Chyba skimnąłem się chwilkę, bo nie zauważyłem, kiedy przysiadła się pani Marta z recepcji. Popatrzyłem na nią zdziwiony.

    – A pani jeszcze tutaj, nie w domu?

    – A… muszę oddać dniówkę i nockę Halinie, była za mnie, kiedy pojechałam nad morze. No i wolę tutaj siedzieć, niż w domu sama jak palec. Przynajmniej mam z kim pogadać…

    – No tak, tutaj ruch jednak większy, niż w domu. – stwierdziłem filozoficznie.

    – Wy też wolicie pogadać z Kaśką, przecież jest chyba nawet młodsza od pana, panie Kubo. Nie chyba, a młodsza o rok, ma 29 lat! A ja…?

    Znałem historię pani Marty. Była żoną pewnego majora, karierowicza, który od ślubu chlubił się swą piękną małżonką. Lata jednak mijały, on szybko awansował, żona przekroczyła cztery dychy, nie była już tą słodką blondyneczką sprzed lat, a dojrzałą, atrakcyjną kobietą. Po kolejnym awansie i przeniesieniu do innego garnizonu listownie powiadomił Martę, że nie ma już czego szukać u jego boku, znalazł sobie młodszą i jest szczęśliwy. Na tyle jeszcze dobrze, że zostawił jej mieszkanie, które nie mam pojęcia jak to załatwił, było ich własnością. Nie mieli dzieci, kobieta została sama. Marta załamała się, trochę popijała, ale w końcu znalazła pracę w naszym internacie i wróciła do normy.

    Przypatrywałem się kątem oka kobiecie. Była wysoką blondynką, niezbyt długie włosy okalały twarz ciągle zachowującą klasyczną urodę Duże oczy, pełne usta, kształtny nos, dość długa szyja, niżej okazały biust, lekko zaokrąglony brzuch, szczupła pupa i jej największy atrybut – nogi! Takich nóg nie miała żadna znana mi kobieta, a wszystkie te, które znałem, a które miały okazję spotkać Martę zazdrościły jej tego skarbu. Teraz siedziała obok mnie, jakaś zamyślona, nie odzywała się więcej. Posiedzieliśmy w milczeniu kilka minut, w końcu pani Marta podniosła się, uśmiechnęła, kiwnęła ręką.

    – Idę, panie kapitanie, co będzie pan siedział ze stara babą!

    Chciałem zaprotestować, ale zniknęła za rogiem budynku. Kilka minut później sam wróciłem do swego pokoju. Żeby trochę się ochłodzić kolejny raz wziąłem chłodny prysznic. Łaziłem po pokoju rozebrany do połowy, ciągle było bardzo ciepło, nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Pomyślałem sobie, że może pogram z kimś w karty, ale do kogo bym nie zapukał, tam była cisza. Czyżbym był sam w całym internacie? Przecież mieszkało nas tutaj piętnastu chłopa! Poszedłem zasięgnąć języka do recepcji.

    – Pani Marto, został ktoś u siebie?

    – Nie, jest tylko pan, pani Jakubie. Kilku wyjechało do rodzin, a reszta umówiła się na wyjazd nad wodę. Pukali do pana, ale bez skutku. Nie wrócą prędzej, niż za dwie-trzy godziny.

    – No tak, spałem jak zabity. Słyszałem chyba pukanie, ale myślałem, że to mi się śni… Człowiek siedzi sam jak palec, chciałby do ludzi, a tu nic!

    – A ja to co? No tak, pan młody chłopak, a ja kobieta w średnim wieku… – podniosła do smutnych oczu chusteczkę, odwróciła się do mnie tyłem – Nie patrzy pan na mnie, jak na interesującą kobietę, panie Kubusiu… Co innego Kasia…

    – Co też pani wygaduje, pani Marto!

    – Wiem, co mówię, jak była bym młodsza, to już by pan…

    Nie dałem skończyć zdania. Nie wiem, skąd mi się to wzięło, ale nagle zapragnąłem jej ciała, chciałem znaleźć się między tymi niesamowitymi nogami! Objąłem Martę od tyłu, jedną rękę wsunąłem pod bluzeczkę, drugą pod spódniczkę, na cipkę. Najwyżej dostanę po pysku, ale sama myśl, że mogę mieć na swym kutasie Martę powodowała, że tenże kutas stanął w dwie sekundy. Kobieta nie odtrąciła mnie, westchnęła głęboko.

    – Nawet nie wiesz, Kubusiu, jak na to czekałam… – wyszeptała – Jak przyszedłeś w nocy z tą młodą pipką podsłuchiwałam was pod drzwiami i zabawiałam się broszką do orgazmu… Jakże chciałam być na jej miejscu…

    – Nic nie mów, jestem teraz dla ciebie…

    Wyprostowała się, odchyliła głowę do tyłu, tak, że oparła ją na moim ramieniu. Ściskałem obfite piersi, wsunąłem drugą dłoń pod figi i zacząłem palcować obrośniętą kępką miękkich włosów pipę. Była bardzo mokra i śliska, jakby czekała na mnie. Popchnąłem kobietę na biurko, oparła się o nie rękoma, stanęła w rozkroku. Podniosłem spódnicę najwyżej, jak mogłem, odsunąłem na bok wąziutki paseczek majtek i załadowałem chuja w gorącą szparę. Znowu głośne westchnienie, zaraz potem jęk i dotarły do mnie jakieś pojedyncze, ale niezrozumiałe słowa. Marta niemal położyła się na biurku, wypinała w moją stronę tyłek, byłem zaskoczony, jak jędrne miała pośladki z maleńkimi tylko i bardzo nielicznymi rozstępami. Teraz ja się pochyliłem, złapałem zwisający biust i trzymając go mocno ruchałem jak automat. Nie dość, że byłem w Marcie, którą chcieli by zerżnąć chyba wszyscy lokatorzy internatu, to jeszcze robiłem to w najbardziej eksponowanym miejscu tego przybytku, czyli w recepcji. Pompowałem gorącą pipę, czułem, że za chwilkę skończę przed kobietą, a nie chciałem spuszczać się do środka; nigdy nic nie wiadomo! Wycofałem się z gościnnej szpary.

    – Co robisz? Nie przerywaj! – usłyszałem niemal syk Marty – Nie możesz dłużej?

    – Mogę, ale nie chcę jeszcze skończyć, a niewiele mi brakuje – czułem, że napięcie schodzi ze mnie – Mogę do końca?

    – Tak, ale gadaj tyle, tylko ruchaj mnie! Wreszcie mam w sobie kutasa, wreszcie mogę przeżyć orgazm… Chcę poznać twój smak…

    Odwróciła się gwałtownie, pochyliła i już miała mnie w ustach. Robiła mi loda z wielką wprawą, obrabiała głowicę, lizała, onanizowała mnie rękoma, lizała jądra, ssała je wciągając oba do buzi. Pochłaniała całego kutasa (a nie wszystkie moje dotychczasowe kochanki mogły tak zrobić!), do tego wysuwała język i drażniła jaja! Wreszcie wstała z kolan, zdjęła do końca figi i siadła na brzegu biurka.

    – Wejdź we mnie, – rozłożyła nogi eksponując cipę – zerżnij mnie tak, jak tę panienkę w nocy

    Położyła się na biurku, ale miałem inny pomysł. Do mojego pokoju było tylko kilka metrów, załadowałem więc kutasa w cipę, podniosłem kobietę, złapałem pod dupę, ona objęła mnie ramionami i tak połączeni przeszliśmy do mej kwatery, gdzie upadliśmy na łóżko. Przedtem kopniakiem zamknąłem drzwi, jakoś uwolniłem od krępujących kroki gaci. Leżałem na recepcjonistce, mocno się obejmowaliśmy, nasze usta w końcu się odnalazły a języki wykonały niesamowity taniec. Marta podrzucała biodrami w rytm moich ruchów, oplotła nogami moje biodra i mocno przyciskała do siebie. Znowu poczułem, że jestem blisko wytrysku, zacząłem się szarpać, żeby wstać, ale chwilę to trwało; trzymała mnie naprawdę mocno. W końcu udało się, odwróciłem kobietę na brzuch, podniosłem jej tyłek i… załadowałem bez pardonu w kakaowe oczko! Trzymałem mocno biodra wyrywającej się kochanki, przydusiłem ją do pościeli.

    – Kuba, co ty, kurwa robisz? Gdzie się wcisnąłeś! – w jej głosie słyszałem wściekłość.

    – Jak to, nie czujesz? – roześmiałem się, ciągle mocno trzymając i nie przestając pompować zgrabnej dupci.

    – Chcesz mnie wyruchać w dupę? – tym razem była ciszej.

    – Nie tylko chcę, ale to robię! Lubię to, a ty nie? – wyszeptałem do ucha już spokojnej Marty

    – Nie wiem, do tej pory tylko jeden kutas tam był… Ale… Nie przestawaj… To się robi… przyjemne… Tak… Och, Kubuś, tak… Szybciej… jeszcze szybciej i mocniej… Tak, tak… Ruchaj mnie mocniej, głęboko… Kuba, kurwa, szybciej…. Tak!!!! tak… Dochodzę, Kuba, spuść się we mnie… TAAAAAAKKKK!!!!!!

    Wcisnąłem głowę wrzeszczącej w poduszkę, bo choć niby nie było nikogo w pokojach, to jednak okno było szeroko otwarte, pod blokiem chodzili żołnierza, a to tylko pierwsze piętro! Ruchałem nadal gościnny tyłek, Marta uspokoiła się, tylko jęczała cicho. Wreszcie nadszedł mój czas . Zacisnąłem zęby, żeby nie ryczeć wystrzeliłem w dupsko potężną porcję spermy, po chwili drugą. Trzecia nie poszła do dupy, bo kobieta jak wąż wywinęła się i objęła kutasa ustami, połykając następne strzały. Kilka kropel znalazło się na brodzie, ale wylizała się dokładnie, to samo zrobiła z mym biednym kutasem, wyssała go i wylizała do czysta. Leżeliśmy chwilę, patrzeliśmy sobie w oczy, Marta głaskała mnie po głowie.

    – Dziękuję ci, Kubusiu, to było naprawdę fantastyczne… Czułam się, jakbym miała dwadzieścia lat mniej, czułam się dopieszczona i było mi jak w niebie. Wreszcie poczułam znowu smak mężczyzny. Jesteś wspaniałym kochankiem, dziękuję…

    – To ja dziękuję!

    – Za co ty możesz dziękować starszej pani? – roześmiała się.

    – Jak to, za co? Spełniło się moje marzenie!

    – Twoje marzenie?

    – Tak, nie przerywaj mi, proszę. Kiedy wprowadzałem się tutaj prawie pięć lat temu zobaczyłem za biurkiem piękną, atrakcyjną kobietę, która przyjmowała mnie i przydzieliła pokój. Nie reagowała, kiedy przyprowadzałem różne panienki, mało tego. Kupowałaś mi lekarstwa, jak zachorowałem, zawsze byłaś dla nas wszystkich trochę jak starsza siostra. Bardzo często marzylem o seksie z tobą, kończyło się to zawsze onanizmem, musiałem jakoś rozładować napięcie, a nie miałem odwagi przyznać się, że chciałbym dokładnie poznać twoje ciało…

    – Wariacie, wystarczyło by słowo! Pracuję tuta kilka lat, ciągle otoczona młodymi mężczyznami, myślisz, że nie miałam często ochoty na któregoś z was?

    – Nie mam pojęcia, ważne, że spełniło się moje marzenie…

    Tak sobie rozmawiając wstaliśmy z łóżka, ogarnęliśmy się i Marta wróciła za swoje biurko. Dosłownie dwie minuty później weszli wracający z wypadu nad wodę koledzy.

    Później, w czasie wielkiej popijawy w świetlicy któryś z chłopaków wyznał w sekrecie, że miał okazję wydymać recepcjonistkę. Wszyscy myśleli że przeleciał Kaśkę, ale okazało się, że miał na myśli… Martę. No i wtedy wywiązała się dyskusja. Policzyliśmy, że Marta miała „na rozkładzie” ośmiu z nas! Z tej okazji, mając możliwość poznania tylu „ciepłych szwagrów” urżnęliśmy się jak snopki.

    Dzisiaj sobota, wpadłem na kompanię sprawdzić, co się tam dzieje, koledze, który miał dzisiaj nadzór nad wojskiem kazałem jechać do domu; w internacie i tak bym się nudził… Kilku chłopaków przyszło z prośbą o przepustkę, chcieli pójść do miasta, wpaść do kina, do knajpki wypić jakieś piwo. Kazałem się im przebrać w mundury wyjściowe, sprawdziłem, jak wyglądają i wydałem przepustki. Przyszło kilku „podpadziochów”, czyli takich, którzy mieli na sumieniu jakieś występki przeciw regulaminowi; dla nich znalazłem odpowiednie zajęcia, nie nudzili się. Ja tak.

    Siedziałem w swojej kancelarii, przeglądałem jakieś branżowe pisma, kiedy wszedł podoficer dyżurny kompanii.

    – Obywatelu kapitanie. Dzwonili z biura przepustek, że chce się z kapitanem zobaczyć narzeczona Jakubiaka – kapral stał na baczność czekając na jakieś polecania.

    – Narzeczona Jakubiaka? Czego ona może chcieć? Pytałeś?

    – Tak jest! Chce prosić obywatela kapitana o stałą przepustkę dla niego. Ponoć jakaś rodzinna imprezka im się szykuje.

    – Ale on jest w trzecim magazynie, nim wróci to minie chyba godzina! Nic tam nie jedzie?

    – Nie, może wrócić na piechotę, to raptem sześć kilometrów, powinien zmieścić się w godzinie z małym kawałkiem.

    – Dobra, niech ta panna tu przyjdzie, a co do Jakubiaka, to muszę pomyśleć. Jeszcze nie wiem, czy go puszczę, dam ci znać.

    Kilka minut później weszła do kancelarii dziewczyna w wieku około dwudziestu lat, śliczna blondyneczka z burzą loków. Ubrana była tak, jak powinna moim zdaniem ubierać się młoda dziewczyna: w sukienkę taką, jakie zakładały dziewczyny w latach sześćdziesiątych! Lekka, zwiewna kiecka, rozkloszowana dołem, z małym dekoltem kryjącym sterczący biust bez stanika (widać było sterczące sutki!) i dopasowana „w stanie”. Szczupłe nogi zdobiły srebrne sandałki i białe, zakończone różową koronką skarpetki. Młoda, śliczna, olśniewająca! Jak ja wtedy zazdrościłem Jakubiakowi, temu…

    Poprosiłem, żeby usiadła, przedstawiłem się.

    – Kapitan Jakub Kolski, jestem przełożonym szeregowego Jakubiaka, pani narzeczonego.

    – Joanna Kostecka, Stefek wiele mi o panu opowiadał.

    – Chyba niezbyt pochlebnie, prawda?

    – Zaskoczę pana, bo choć niekiedy ponosi surowe konsekwencje swych występków, to uważa pana za sprawiedliwego i dobrego dowódcę!

    – Schlebia mi to! Sama pani przyjechała, czy z rodziną?

    – Sama, to tylko pół godziny autobusem, nie mamy daleko do jednostki.

    – A co to za święto w rodzinie? A tak w ogóle – napije się pani kawy?

    – Kawa chętnie. Rodzice mają srebrne gody, szykuje się impreza.

    – Rozumiem. – podszedłem do drzwi – Dyżurny! Dwie kawy, migiem!

    Kawy rzeczywiście zjawiły się prawie natychmiast; dyżurni doskonale wiedzieli, że jak goszczę kogoś w kancelarii jest to jednoznaczne z koniecznością parzenia kawy. Żołnierz postawił tacę na stole, popatrzył z uznaniem na laseczkę i odmeldował się.

    – Możecie odejść, dyżurny. Mam gościa, więc pod żadnym pozorem nie wolno nam przeszkadzać, czy to jest jasne?

    – Tak jest! – trzasnął kopytami i wyszedł.

    – Cały czas zastanawiam się, czy mogę wypuścić narzeczonego na przepustkę. Jednak on co chwila podpada, ma problemy z dyscypliną.

    – Zapewniam pana, panie kapitanie, że odstawię go do koszar w odpowiednim czasie, nie spóźni się.

    – Nie znam jednak żadnego argumentu, żebym mógł go wypuścić do domu – cały czas przyglądałem się ślicznotce i czułem już dość wyraźny ruch w spodniach – Mam pytanie „z innej beczki”.

    – Tak? – z zaciekawienia aż przechyliła śliczną główkę, co tylko dodało jej uroku.

    – Skąd pani wzięła taką ładną kieckę?

    – Zna się pan na modzie? Zaskakujące!

    – Skądże, nie znam się, tylko podoba mi się ta sukienka – „a szczególnie to, co w niej jest” dodałem sobie w myślach

    – Sama ją szyłam – aż pokraśniała z dumy – według szablonów, które znalazłem u mamy.

    – Bardzo ładna i fantastycznie na tobie leży, Asiu. Podkreśla twą urodę i figurę – wstałem zza biurko pomału podszedłem do dziewczyny.

    – Wracając do tematu naszej rozmowy… To jakie masz argumenty za przepustką dla… Stefanka?

    – Może ten pana przekona?

    Stałem przed siedzącą dziewczyną wpatrującą się w moje krocze. Wybrzuszenie w spodniach było tak wyraźne, że tylko ślepa by nie zauważyła. Podniosła głowę, popatrzyła chwilkę na mnie, leciutko uśmiechnęła się i już zwinne paluszki wyłuskiwały mego sterczącego już przyjaciela ze spodni. Chwilę przyglądała się temu, co trzyma w dłoniach, znowu uśmiechnęła się i ciągle patrząc mi w oczy nasunęła na chuja swe usteczka. Nawet z kutasem w buzi wyglądała bardzo ładnie, dziewczęco i podniecająco. Obciągała bez wielkiej wprawy, ale za to z zaangażowaniem, widziałem, że się stara. Chwilę trwała ta zabawa, ująłem Asię pod brodę, uniosłam śliczną buzię.

    – Pierwszy argument dość skuteczny, ale potrzebuję argument ostateczny…

    – No to może… wstała zaczęła podnosić sukienkę

    – Poczekaj, momencik poczekaj.

    Schowałem kutasa w spodnie, poprawiłem się, wyszedłem przed kancelarię.

    – Podoficer dyżurny, do mnie – ryknąłem.

    – Melduję się!

    – Szeregowy Jakubiak melduje się w mundurze wyjściowym w kancelarii.

    – Ale melduję, że jest w magazynie.

    – No to ściągnąć go natychmiast, ma się przebrać i meldować.

    – Tak jest!

    Wróciłem do kancelarii, tym razem przekręciłem klucz w zamku, podszedłem do dziewczyny.

    – To na czym skończyliśmy?

    – Na argumencie ostatecznym – objęła mnie i pocałowała w usta.

    Czułem smak swego kutasa, usteczka miała miękkie, namiętne, takie ciepłe… Języczek zwinnie wywijał plącząc się z moim. Czułem jej dłonie znowu wyciągające na powietrze ciągle gotowego do akcji penisa. Oderwała się od mych ust, ściągnęła figi, podciągnęła sukienkę, odsłaniając śliczną dupcię, twardą, jędrną i niesamowicie zgrabną. Odwróciła się tyłem do mnie, oparła się rękoma o blat stołu (jak bym widział Martę!), stanęła w rozkroku. 

    – Taka argumentacja przemawia do ciebie? – nie zwróciłem uwagi na mówienie per „ty”, chciałem ją tylko zerżnąć!

    – Jesteśmy na dobrej drodze, zabezpieczasz się jakoś?

    – Tak, możesz mnie wyruchać w pupę, jestem ciągle dziewicą, wianek muszę zachować do ślubu!

    – Lubisz seks w pupę?

    – Tylko tak kochamy się ze Stefankiem, z resztą czekamy do ślubu, a to już niedługo…

    Nie czekałem dłużej. Naśliniłem mocno palce, posmarowałem ciemną dziurkę i załadowałem. Nie certoliłem się, wjechałem całą długością i zacząłem pompować. Laseczka westchnęła głośno, jeszcze bardziej wypięła dupcię, której ruchy dopasowała do moich. Poprzedni lodzik i teraz ta niesamowita dupcia szybko doprowadziły mnie na szczyt podniecenia. Chciałem, że Asia też coś z tego miała, więc przerwałem, posadziłem na stole, popchnąłem, żeby się położyła, odwróciłem tak, że teraz leżąc na plecach głową miała z mojej strony, wystającą za blat. Wepchnąłem się w gardło, zacząłem palcować pipkę, starając się nie penetrować zbyt głęboko, skupiłem się raczej na drażnieniu łechtaczki. Narzeczona mego podwładnego sapała, głośno nabierała powietrza w momencie, kiedy wysuwałem się z jej ust. Zaczęła w końcu podrygiwać spazmatycznie. Widząc, że nadchodzi jej orgazm znowu odwróciłem laseczkę pupą w moją stronę, uniosłem zgrabne nóżki do pozycji „na pagonach”, załadowałem kutasa w dupcię i zacząłem kończyć swoje dzieło. Tak jak myślałem, doszła po kilku ruchach w pupie. Obiema dłońmi zasłoniła usta, tylko jęk i drżenie brzucha świadczyły, że osiągnęła szczyt. Mój spust nastąpił sekundę później, wystrzeliłem jak gejzer na Islandii. Orgazm miałem tak silny, że nogi mi się ugięły, mało nie upadłem., a ta mała dopadła jeszcze biednego kutasa i wyssała go do końca.

    – Mam nadzieję, że moje argumenty były dość skuteczne? – spytała z uśmiechem ocierając usta wierzchem dłoni

    – Oj, tak, mam teraz pełne podstawy do udzielenia twemu Stefanowi przepustki. Jeden warunek, jeśli ma w przyszłości też wyjść gdziekolwiek.

    – Znowu? Mam na jakiś czas dosyć!

    – Nie, nie myślę o seksie. Nie może się spóźnić, musi być jutro przed siódmą rano w koszarach, czy to jasne?

    – Tak jest! – stanęła na baczność, naśladując podoficera dyżurnego.

    Poprawiliśmy na sobie ciuchy i usiedliśmy do zupełnie już ostygłej kawy, przedtem otworzyłem z klucza drzwi. Jakież było nasze obopólne zdziwienie, kiedy szeregowy Jakubczak zameldował się gotowy do wyjścia kilka chwil później. Co by to była za afera, gdyby przyszedł pięć minut wcześniej…

    Z jego narzeczoną łączy się też ciekawa historia, ale to temat na osobne opowiadanie…

    Chcecie więcej wspomnień? Piszcie

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Wspomnienia starego trepa cz.2

    Opowiadałem wcześniej o narzeczonej jednego z moich podwładnych, która dala mi dupy i zrobiła loda za wypuszczenie jej chłopaka na przepustkę, pamiętacie? No to teraz niespodzianka! Po czasie okazało się, że Asia nie była jego narzeczoną, nawet jego dziewczyną nie była! Ona była siostrą narzeczonej! Tak, siostrą jego narzeczonej! Skąd wiem? Już mówię.

    Jakiś miesiąc po opisanej wizycie w mojej kancelarii złapałem się na tym, że znowu myślę o tej dupeczce, którą zerżnąłem na kancelaryjnym stole… Znowu? Nie, ciągle o niej myślałem, cholernie mi się spodobała, chciałbym poznać kiedyś taką dziewczynę…

    Tego dnia pojechałem do centrum na zakupy. Miałem znowu wolny weekend, chciałem zaopatrzyć się w niezbędne produkty, w sobotę nie chciałem wstawać wcześnie rano, żeby pojechać do sklepów; pamiętajcie, że to lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku! Tak się złożyło, że spotkaliśmy się z Asią przypadkiem na ulicy.. Wyglądała zupełnie inaczej, niż wtedy; miała na sobie obcisłe jeansy pięknie podkreślające niesamowity kształt jej pupy, dopasowana bluzeczka ukrywała biust podtrzymywany stanikiem, bo nie widziałem sutków, które powinny przebijać się przez materiał. Prawdę mówiąc nie zauważyłem jej i nie poznałem, to ona mnie zaczepiła. Ucieszyłem się z tego spotkania, ta śliczna dupeczka cały czas tkwiła w mej głowie, zazdrościłem Jakubiakowi, że dyma taką laskę.

    Poszliśmy na kawę, potem na spacer do Parku i koniec końców, kiedy zbliżał się już wieczór, wylądowaliśmy w moim pokoju w internacie.

    – Ładny ten pokoik – Asia rozglądała się po mej kwaterze – i do tego łazienka, fajnie mieszkasz.

    – Mi też się podoba, mieszkam tutaj już osiem lat! – uśmiechnąłem się.

    Czułem się trochę zażenowany zaciągając ją do siebie, wciąż uważałem, że jest narzeczoną Jakubiaka; zastanawiało mnie tylko jedno: dlaczego bez problemów zgodziła się na to zaproszenie, kiedy jej facet był w koszarach kilkaset metrów stąd! Nurtowało mnie to bardzo mocno, w końcu nie wytrzymałem.

    – Asiu, nie masz wyrzutów sumienia, że spotykasz się ze mną, kiedy Stefan jest tutaj, w koszarach?

    – Mam, ale z innego powodu.

    – Nie rozumiem… Bo widzisz, to, że Stefan jest w koszarach, to problem jego narzeczonej, a …

    – Jak to, problem narzeczonej. Ma nową? A ty?

    – Czekaj, daj skończyć. Stefan ma dziewczynę od czasów liceum, zaręczyli się pół roku temu, a ja jestem jej starszą siostrą! Starszą…

    – O kurwa, ale numer – nie wiedziałem, co powiedzieć.

    – Teraz znasz już prawdę.

    – Nie mogę pojąć jednego. Dlaczego zachowywałaś się wtedy tak, jak się zachowałaś, dlaczego udawałaś siostrę? – zdziwienie nie opuszczało mnie nawet na chwilkę.

    Dziewczyna stanęła na baczność i zaczęła.

    – Obywatelu kapitanie, bo to było tak…

    – Spocznij, wolno palić! – przerwałem Asi ze śmiechem – Zacznij od początku.

    – Kochamy się z siostrą i bardzo lubimy, jedna za drugą wskoczy w ogień. Jaki jest Stefan doskonale wiemy, obawiałyśmy się, że nie wypuścisz go na te gody rodziców, siostra była załamana. Nie mogłam na to patrzeć i powiedziałam, że wyciągnę od ciebie tę przepustkę. Jola wiedziała, że będzie z tym problem, była pewna, że nic z tego nie będzie, no to się z nią założyłam, że przywiozę go do domu. Nie miałam pojęcia, jak mam to zrobić, ale wyszłam z założenia, że każdy facet jest łasy na kobiece wdzięki i ubrałam się tak, jak widziałeś. Kiedy tylko weszłam do kancelarii zobaczyłam błysk w twoich oczach i wiedziałam, że już wygrałam. A to, że zgodziłam się na seks… Co tu dużo gadać, spodobałeś mi się! Najważniejsze, że Jola dostała swego Stefanka!

    – No i co dalej? Kochaliśmy się na tym stole, robiłaś mi loda i koniec? Ja to ciągle doskonale pamiętam…

    – Chciałam się do ciebie odezwać, ale czułam wstyd i skrępowanie…

    – Wtedy nie czułaś?

    – Na początku tak, potem tak się podnieciłam, że czekałam, co dalej…

    – A teraz?

    – Teraz jestem szczęśliwa, że się spotkaliśmy, że jestem tutaj! Pocałuj mnie, proszę… Asia podeszła do mnie podniosła swą śliczną buzię i przymknęła oczy.

    Ująłem kształtną główkę w donie i pocałowałem drżące usta. Znowu, jak kiedyś nasze języki splotły się w szaleńczym tańcu, poczułem dłoń na kutasie, który jak zwykle w takich momentach podniósł swą głowicę w oczekiwaniu pieszczot. Coś mi się nagle przypomniało, odsunąłem się od dziewczyny.

    – Joanno, mam do ciebie dwa osobiste pytania – przybrałem oficjalny wyraz twarzy.

    – Słucham, kapitanie Jakubie!

    – Pierwsze: masz chłopaka?

    – Nie.

    – Drugie: jesteś dziewicą?

    – Nie – roześmiała się głośno.

    – No to nic nie rozumiem. Wtedy byłaś, teraz nie?

    – Bo wtedy byłam narzeczoną Stefana, musiałam coś dodać do tej sytuacji. A musiał byś widzieć swoją minę, kiedy oświadczyłam, że jeszcze nigdy… Wiedz, że jakiś czas byłam w takim cichym związku z mężczyzną starszym nawet od ciebie, ale skończyłam to, bo miał jedną wadę.

    – Pewnie żona?

    – Zgadłeś. Początkowo myślałam, że coś z tego będzie, bo cały czas opowiadał, jak to nie układa się z żoną, z dziećmi… kochaliśmy się jak wariaci, nieważne było miejsce, ważne było to, że się pragnęliśmy! Pewnego dnia obserwowałam ich czworo z ukrycia i serce mi się krajało na widok pięknej, szczęśliwej, roześmianej rodziny… Więcej nie widziałam się z nim; to było rok temu. Teraz jestem sama.

    – No to trzecie pytanie. Ile właściwie masz lat? Bo wyglądasz na 20!

    – Dziękuję! Mam 25 lat, a siostra 21, choć wygląda na 16! Takie mamy geny! Z resztą, jakbyś zobaczył naszą mamę, dałbyś jej spokojnie dwie dychy mniej, niż ma.

    Usiedliśmy na łóżku. Chwyciłem dłoń dziewczyny, uścisnąłem lekko.

    – W takim razie, niestety, mam czwarte pytanie…

    – Tak, chcę! – wyszeptała i rzuciła mi się na szyję.

    – Ale skąd wiesz, o co chcę cię spytać? – odsunąłem ją od siebie, zacząłem rozpinać guziki bluzeczki.

    – Wiem, bo chciałam spytać o to samo. A ty chcesz?

    Nie odpowiedziałem, przycisnąłem szczupłe ciało do siebie, znowu żarliwie całowaliśmy się.

    – Niech to będzie moją odpowiedzią – wsunąłem rękę w rozpięte już spodnie i zacząłem gładzić wilgotną nawet przez figi pipkę.

    – Odpowiedź bez słów – pochyliła się do wyciągniętego już penisa, ale zaprotestowałem.

    – Najpierw kąpiel, idź pierwsza, czysty ręcznik jest w szafce po lewej.

    Rozścieliłem łóżko, wstawiłem w dzbanku wodę na herbatę, z witrynki wyciągnąłem butelkę wina i kieliszki, rozstawiłem na stole, zapaliłem zdobyte kiedyś ozdobne świece, zgasiłem światło, rozebrałem się i wszedłem do łazienki. Teraz mogłem podziwiać to piękne ciało w całej okazałości… Przez ten miesiąc, kiedy nie widzieliśmy się włosy jeszcze troszkę jej urosły; miała fryzurę w stylu Olivii Newton-John w filmie „Grease”, teraz spięte w kok schowała pod ręcznikiem, żeby nie zmokły. Patrzyłem na szczupłe, zgrabne ciało, na dość duży, ale nad wyraz jędrny biust, podziwiałem zgrabne nogi; no i ta pupcia, moje marzenie… pośladki jak połówki orzeszka, malutkie, zgrabne, twarde i niesamowicie seksowne. O urodzie już pisałem, więc nie będę się powtarzał. Wszedłem do kabiny przytuliłem się do pleców dziewczyny i… I przypomniało mi się, że tak samo zaczynał się jakiś czas temu seks z… chyba Anią! Tak, to była Ania z koleżanką, którą dość długo dymał Witek, mój przyjaciel, a była to Gosia. Teraz byłem z Joasią, miałem nadzieję poznać ją znacznie lepiej i bliżej niż Anię…

    Teraz pieściłem to boskie ciało dłońmi śliskimi od mydła, masowałem sterczący biust, głaskałem płaski brzuch, przesuwałem palcami po wewnętrznej stronie ud. Całowałem karczek, wpychałem język do ucha, lizałem szyję, brodę, całowałem oczy, nosek, odwróciłem dziewczynę przodem do siebie, przytuliłem mokre, śliskie ciało do mego mokrego, śliskiego ciała, zsunąłem dłonie na niesamowitą pupcię, wsunąłem palec w otwór dupki. Zaskoczyła mnie gołą, wygoloną do zera pipką, w tamtych czasach w ogóle depilacja była rzadkością, tym bardziej golenie cipki na gładko… Nie powiem, była to dla mnie nowość, owszem, widziałem podstrzyżone kępki włosów na wzgórku łonowym, ale nigdy nie widziałem takiego golaska! I muszę przyznać, że rajcowało mnie to niesamowicie… Asia przylgnęła do mnie, czułem na sobie jej piersi, na penisie spoczywała zręczna dłoń… Nie, nie spoczywała, tylko masowała go zapamiętale, acz bez pośpiechu, czym dawała mi nieziemską rozkosz. Bez słowa wyszliśmy spod prysznica, wytarliśmy się do sucha i po chwili leżałem między ugiętymi w kolanach nogami mej nowej dziewczyny i lizałem słodka pipkę. Co tam, lizałem! Ja ją niemal jadłem. Ssałem, pieściłem, zlizywałem soczki, całowałem łechtaczkę, drażniłem ten mały guziczek językiem, ssałem i leciutko podgryzałem delikatne, pofałdowane, różowe wargi. Wyczuwałem językiem delikatne, wilgotne ścianki pochwy, lizałem je najgłębiej, jak tylko mogłem, wróciłem do twardego guziczka łechtaczki. W końcu wsunąłem w pipkę dwa naślinione palce. Nagły skurcz brzucha i drżenie ud mej kochanki świadczyły niezbicie o nadchodzącym orgazmie. Kontynuowałem swą pracę, doszedłem tak do otworku w dupce. Nie był on ciemny, brązowy, czy w innym nieciekawym kolorze, nie. Dziurka tej słodkiej dupci była różowa, jak pipka! Tym bardziej z ochotą zanurkowałem w nią jęzorem, ale nie było mi dane dokładnie jej spenetrować. Silnym, niespodziewanym chwytem Asia ścisnęła udami moją biedną głowę, czułem się, jak w imadle. Prawie nic nie docierało do mnie, ale jednak usłyszałem jakiś szloch i głośne jęki; szczupłe ciało młodej kobiety drżało, trzęsło się i rzucało na łóżku, myślałem, że uwięziona głowa zostanie wkrótce oderwana od reszty, na szczęście zdołałem się uwolnić z żelaznego uścisku. Wstałem, patrzyłem z góry na zwiniętą w kłębuszek i drżącą Asię. Usta miała wykrzywione spazmem orgazmu, oczy jakby zapadły się w głąb czaszki. Kiedy po chwili uchyliła powieki i tak chyba nic nie widziała, wzrok miała zamglony, nieobecny. Nie spotyka się często tak intensywnego przeżywania orgazmu, ja widziałem takie coś pierwszy raz… Położyłem się za dziewczyną, wtuliłem się w jej plecy, objąłem ramionami. Usłyszałem cichutki szept.

    – Kubusiu, jesteś tam?

    – Tak, maleńka, jestem.

    – A gdzie ja byłam przed chwilką?

    – Nie mam pojęcia, zniknęłaś z łóżka…

    – Wiem, byłam chyba na Wenus…

    – Tak, maleńka, ale już jesteś znowu w moim pokoju.

    – Podniosła głowę, popatrzyła na mnie. Miała dziwnie poważną twarz, przyglądała mi się długą chwilę.

    – Nie robisz sobie ze mnie zabawki na teraz, tak? – odezwała się cicho

    – Nie, maleńka, chcę być z tobą. Nie tylko tu i teraz, ale w ogóle, chcę, żebyś była moją dziewczyną, partnerką, przyjaciółką, a co będzie dalej… Kto to wie?

    – Ja też tego chcę… – znowu położyła się i wtuliła w me ramiona.

    Ta chwila wydała mi się tak podniosła i ważna, że zapomniałem, po co jesteśmy w mym pokoju, w mym łóżku… Usnąłem. Asia musiała czuwać, bo kiedy przez sen poczułem chłód i zadrżałem lekko, po chwili zrobiło mi się ciepło. Rano okazało się, że okryła nas kocem, potem otuliła kołdrą. A więc przespałem całą noc! Zamiast zerżnąć słodką pipkę i dupkę dziewczyny – ja spałem! Nie uważałem jednak tej nocy za straconą. Zamiast jednorazowego obiektu seksualnego zyskałem piękną, namiętną partnerkę!

    Ranek też mnie zaskoczył. Obudził mnie zapach jakiegoś jedzenia, czułem cebulkę i wędzony boczek. Moja ulubiona jajecznica, skąd ona wiedziała? I skąd miała to wszystko, moje zapasy były wyczerpane, a wczoraj kupiłem tylko chleb, masło, jakąś kiełbasę i musztardę!

    – Obudziłeś się wreszcie, już miałam narobić rabanu, że coś ci się stało – Aśka stała nad łóżkiem, na sobie miała moją koszulę, całą rozpiętą, spod której zawadiacko wyglądała jedna pierś, a niżej mogłem dokładnie obejrzeć pipkę.

    Prawie śpiąc jeszcze wyciągnąłem w jej stronę rękę, ale odsunęła się ze śmiechem.

    – Tego miodu posmakujesz po śniadaniu. Teraz jazda do łazienki i do stołu, jajecznica stygnie.

    – Ale… -próbowałem objąć dziewczynę, ta jednak zwinnie uniknęła moich ramion.

    – Do łazienki! – wskazała drzwi.

    Błyskawiczna kąpiel, golenie i inne czynności poranne, kilka minut później siedziałem przy stole.

    – Dlaczego mówisz do mnie „maleńka”?

    – A jak mam mówić? Olbrzymka? Ile masz wzrostu?

    – 162 cm. Waga też cię interesuje? 53 kg.

    – No widzisz. A ja mam 187 cm i ważę 85 kg, więc przy mnie jesteś maleńka, prawda? Zresztą, popatrz w lustro – stanęliśmy obok siebie.

    – No, w sumie masz rację… – zgodziła się.

    – No to, maleńka, masz jakieś plany na dzisiaj? – przełknąłem kęs chleba, patrząc na Asię.

    – Nie, raczej nie. A ty wymyśliłeś coś?

    – Może skorzystajmy z ostatnich dni lata i pojedźmy nad wodę. Co ty na to?

    – Ale czym? Autobusem? – zmarszczyła śmiesznie nosek.

    – Może Witek da mi auto na dzisiaj, zaraz go spytam. A może on też pojedzie?

    – Nie widzę problemu, choć go nie znam. Kolegujecie się?

    – To mój przyjaciel, nie mamy przed sobą tajemnic – wytarłem usta serwetką – Idę spytać.

    Witek już nie spał, siedział w fotelu, paląc papierosa słuchał radia. Miała do niego przyjechać jakaś dziewczyna, nie zamierzał ruszać się ze swego pokoju. Dał mi kluczyki i dokumenty swojego Fiata, prosił tylko, żebym przywiózł mu wieczorem flaszkę dobrego wina. Wróciłem do siebie. Joanna leżała na łóżku okryta tylko zdjętą koszulą, patrzyła na mnie wyczekująco.

    – I co? Dał kluczyki?

    – Tak, dał – zamknąłem drzwi na klucz – Maleńka, teraz pora na deser, tak?

    – Tak, ale nie taki, o jakim myślisz. Kładź się na wznak i zamknij oczy.

    Zrobiłem to, co kazała, przedtem rozebrałem się do naga. Leżałem i czekałem co dalej. Po chwili już wiedziałem. Asia klęczała między moimi nogami i zaczęła zabawiać się sterczącym kutasem. Dotykała go, lizała, ssała głowicę, zsuwała do końca napletek, żeby za chwilkę naciągnąć go znowu. Brała w usta całą pałę, wydawało mi się, że czuję jej migdałki, zaciskała gardło, tak, że czułem, jakby robiły to dwie kobiety. Drażniła jądra, przewracała je z boku na bok, zasysała oba do buzi i tam pieściła językiem. Moje podniecenie narastało z każdą sekundą, myślałem, że zaraz wystrzelę, ale moja kobietka wyczuwał to doskonale, zaczynała wtedy lizać mi pachwiny, nie dotykając przyrodzenia; napięcie opadało. Zabawiała się tak już dłuższą chwilę, zaczynały boleć jądra, chciałem, żeby już kończyła tę zabawę, kiedy moja mała okraczyła mi biodra, siadła na nich, przedtem wsuwając w słodką pipkę pulsującego kutasa. Oparła się rękoma na mej klacie, głowę trzymała wysoko, wstrząsała nią raz po raz, albo zdmuchiwała z twarzy jakiś opadający kosmyk włosów. Falowała biodrami, jak tancerki brzucha, to do przodu i do tyłu, to na boki. Podnosiła się, ale tylko po to, żeby zaraz opaść z impetem i mocniej nabić się na wnikającą w nią pytę. Tego było za wiele. Zaryczałem, wystrzeliłem w gorącą pipkę salwę spermy, opadłem drżący na prześcieradło. Tuż po mnie zatrzęsło Asią i wśród głośnych jęków i pisków zaległa obok mnie. Nie odzywaliśmy się dłuższą chwilę.

    – Kochana jesteś, nie pamiętam, kiedy miałem taki orgazm…

    – Jak to, nie pamiętasz! A miesiąc temu, w kancelarii?

    – Ale tam był seks z narzeczoną mego podwładnego, a dzisiaj z moją dziewczyną, to coś zupełnie innego…

    Tak sobie rozmawiając szykowaliśmy się do wyjazdu. Spakowałem ręczniki, przebrałem w kąpielówki, uszykowałem jakieś picie, Asia przygotowała kanapki.

    – Mamy chyba wszystko, piwo kupimy w sklepie, tym za rogiem, tam piwo i napoje trzymają w lodówkach.

    – No to mamy na pewno wszystko. Jeszcze tylko wjedziemy do mnie i śmigamy nad jezioro.

    – Jak to, do ciebie? Po co?

    – A mam kąpać się nago? Choć tobie by to nie przeszkadzało, wiem, ale nie chcę pokazać się goła przypadkowym ludziom! Muszę zabrać kostium do opalania i kąpieli.

    – No dobrze, ale ja nie wchodzę z tobą, czekam w aucie. Jakubiak dostał przepustkę, nie chcę się z nim spotkać, nie chcę później głupich plotek. Poznanie z twoją rodziną zrobimy za jakiś czas, oficjalnie. Dobrze mówię?

    – Dobrze, dobrze. Nie zejdzie mi dużo czasu, parę chwil i będę znowu w aucie.

    Te „parę chwil” trwało ponad pół godziny, wreszcie pojechaliśmy. Po zakupach i zatankowaniu auta znaleźliśmy się w ustronnym miejscu na maleńkiej dzikiej plaży. Słońce prażyło niemiłosiernie, ale tutaj był fajny cień, dopiero kilka metrów dalej można było się opalać. Rozłożyłem koc, otworzyłem piwo, zapaliliśmy papierosy. Joanna przebrała się w opalacze, ale mogła nawet nic nie zakładać, była by mniej więcej tak samo zakryta w intymnych miejscach! Mikroskopijne skrawki materiału ledwo zasłaniały sterczące suteczki, a kliniki w kroczu i na pupie praktycznie niczego nie zasłaniały. Patrzyłem zachwycony na swą sympatię, ucieszyłem się, że zabrałem z sobą aparat fotograficzny. Wyciągnąłem go, pstryknąłem Asi kilka zdjęć, jedno samowyzwalaczem zrobiliśmy sobie razem. Dziewczyna miała wrodzony talent do pozowania, jej ruchy były naturalne, nie wymuszone. Byliśmy sami, nawet w pewnym oddaleniu nie było nikogo widać, tylko z przeciwległego brzegu dochodziły nas stłumione śmiechy i krzyki.

    – Chcę się trochę poopalać, nasmarujesz mnie oliwką? – Aśka podawała mi buteleczkę z olejkiem „Bambino”

    – Tym? O ile wiem, to olejek dla dzieci.

    – A masz inny? – położyła się na plecach – posmaruj, potem pójdę tutaj, na słoneczko.

    Rozpiąłem sznureczek staniczka, nalałem kilka kropel olejku na plecy dziewczyny, roztarłem, potem zsunąłem trochę majteczki i nasmarowałem pupę, skońcxzyłem na nogach.

    – Odwróć się, nasmaruję cię z przodu.

    – Tutaj sobie poradzę. Dlaczego rozpiąłeś opalacz?

    – Nie ma tutaj nikogo, po za tym nie widzę na twym biuście żadnych jaśniejszych śladów, a jesteś pięknie opalona.. więc wniosek jest jeden – opalasz się nago! Jestem ciekaw, gdzie…

    – Tak, opalam się nago na dachu naszego domu. Chowam się za kominem, a słońce świeci od strony pola, więc nikt mnie nie widzi, no, może przelatujące ptaszki i piloci samolotów. – roześmiała się. – Masz rację, nikogo nie ma, nie będę się krępować.

    Stanęła jak naga nimfa. Potrząsnęła włosami, zgarnęła je za głową i spięła jakąś gumką. Matko, jaka ona piękna! Odeszła kilka kroków z ręcznikiem w ręce, rozłożyła go w miękkiej trawie i wystawiła swe cudne ciało na słońce. Leżała na wznak z zamkniętymi oczami, na które położyła jakieś listki. Złapałem aparat i dyskretnie cyknąłem kilka fotek, aż skończył się film. Przewinąłem go z powrotem na kasetę, schowałem do torby. Będę musiał prosić kumpla, żeby udostępnił mi ciemnię, muszę wywołać te zdjęcia jak najprędzej. Asia wytrzymała na słońcu kilka minut, wróciła w cień, na koc. Posililiśmy się, dopiliśmy piwo i weszliśmy do wody. Oczywiście musiałem pozbyć się kąpielówek! Nadzy baraszkowaliśmy w przyjemnie chłodnej wodzie, zachowywaliśmy się jak dzieciaki. Wieczór nadszedł bardzo szybko, zdawało nam się, że jesteśmy tutaj godzinkę, a nie pięć…

    Co będę więcej opowiadał, zostaliśmy parą, jesteśmy razem do teraz, już jako małżonkowie z wieloletnim stażem, rodzice dwójki dzieci…

    Oczywiście, że nie byłem wiernym małżonkiem! Z natury jestem łajdak, łobuz i pies na baby. Jak mogłem wytrzymać bez kobiety, kiedy byliśmy na poligonie, czy innych zajęciach w terenie. Bywało, że nie było mnie w domu 6 – 7 tygodni, ile można się trzepać? Wyskoczyliśmy raz po raz do jakiejś knajpy w pobliskim miasteczku, gdzie nie było problemu ze znalezieniem chętnej na seks dupeczki. Najlepsze były poligony wspólne z Armią Czerwoną, której kilka dywizji stacjonowało w Polsce. Wtedy byli Rosjanie, teraz są Amerykanie… Czy my nie możemy być sami? Ale nie o tym…

    Zawsze, kiedy jechaliśmy z Rosjanami poligony trwały nawet dwa miesiące, ale mieliśmy radochę, bo oni organizowali „sanbaty”, czyli bataliony sanitarne. Były to jednostki służb medycznych liczące około 50 mężczyzn i 150-200 kobiet każda, a na poligonach szkoliły się zwykle dwa takie bataliony. To było zaplecze! Ponad trzysta młodych kobiet z różnych republik, wiele z nich wcześniej nie wyjechało po za własną wioskę, czy miasteczko, nawet taki poligon to był dla nich wielki świat, bo jadąc tutaj mogły podziwiać nasz piękny kraj. Co z tego, że z pociągu, albo samochodu. Ich wioski wtedy to były niemal skanseny, byłem, widziałem, wiem, co mówię. Po zajęciach zwykle chodziliśmy do kasyna oficerskiego, a tam bez najmniejszego kłopotu wyrywało się Gruzinkę, Armenkę, czy też Kirgizkę, albo Turkmenkę. Owszem bywały Białorusinki, Rosjanki, Mołdawianki, do wyboru. Możecie mi wierzyć, albo nie, ale za naprawdę niewielki upominek można było mieć chętną dupeczkę na prawie całą noc. Zastanawiające było to, że te z republik południowych beż problemu uprawiały seks analny, to było dla nich normalne, że chłop młócił je w dupsko, żeby nie mieć więcej dzieci. Za to większość z nich nigdy nie robiła loda, kiedy dawaliśmy kutasy do obciągnięcia – patrzyła jedna z drugą zdziwiona, co my chcemy. Seks grupowy? Tylko taki, w salach mieszkaliśmy po trzech, czterech, one też nie miały pojedynczych pokoi. Nie wiem, ile urodziło się z tego dzieci, wiem na pewno, że tak, jak naruchał się człowiek w sanbacie, nie miał możliwości gdziekolwiek indziej! Poznałem śliczną, czarnooką Gruzinkę, pamiętam, miała na imię Eteri… Nie wiem dlaczego, ale spodobaliśmy się sobie wzajemnie, poznałem ją drugiego wieczoru w kasynie. Już miałem wyjść z chętną Białorusinką, kiedy weszła ona… Wysoka, szczupła, smukła, głowę nosiła wysoko, dumnie wypinała pierś… Ale jaką pierś! Miałem okazję wielokrotnie przekonać się, co to znaczy duży, jędrny, sterczący biust! Cudo kobieta. Popatrzeliśmy na siebie, puściłem dłoń mej wybranki, skinąłem głową na Eteri i usiedliśmy przy stoliku. Zamówiłem kawę i wódkę (tak, można było kupić tam wódkę, piwo, wino, nawet koniak by się znalazł!), rozmawialiśmy po rosyjsku. Eteri miała 30 lat, od trzech lat była żoną jakiegoś oficjela, który nie zrobił nic, żeby nie jechała „w sołdaty”, więc w ramach rewanżu postanowiła, że będzie dawała dupy jakiemuś – koniecznie – blondynowi! Spełniałem ten warunek, do tego byłem – jak mówiły inne laski – przystojnym facetem, więc wybrała mnie. Jakoś nie miałem nic przeciwko temu! Z racji jej postawy, wyglądu i sposobie zachowania kumple mówili na nią „Królowa”, choć zapewne w tym babińcu można by znaleźć piękniejsze od niej, ale ona była jedyna taka! Eteri była bardzo zmysłową, namiętną kobietą, ale niedoświadczoną kochanką. Rodzice przeznaczyli ją dla tamtego mężczyzny, kiedy była nastolatką i pilnowali, żeby się „nie zepsuła”, a że małżonek lata łóżkowej świetności miał już za sobą – była raczej nieporadna. Na szczęście okazała się bardzo pojętną uczennicą i już po tygodniu spotkać bezbłędnie odczytywała moje sygnały. Mogłem kochać się z nią tylko w pupę, nie było sposobu, żeby zanurkować kutasem w pipce. Owszem, lizałem ją, ssałem, pieściłem, brandzlowałem paluchami, ale kutasa nie mogłem w nią wcisnąć. Trochę mnie to męczyło, ale tylko trochę. Kumple śmiali się, że zabiorę ją sobie do domu, zaskakiwało ich to, że spotykała się tylko ze mną, zaloty innych mężczyzn, nawet takich na stanowiskach zdecydowanie odrzucała. Kiedy miałem służbę oficera dyżurnego zgrupowania potrafiła przyjść na dyżurkę z jakimś smakołykiem, wśliznąć się pod stół i zrobić mi loda, bo przekonała się do tego rodzaju pieszczot. Inne kobitki dawały, komu chciały, Eteri tylko mi. Wiedziała, że mam kobietę, że za kilka tygodni nasz romans się skończy, ale nie przeszkadzało jej to. Prawie zamieszkaliśmy razem, to znaczy albo spałem w jej pokoju, albo ona w moim, obecność innych, zwykle bzykających się na potęgę par nie przeszkadzała nam. Zaskoczyła mnie tydzień przed wyjazdem. Nie wiem skąd zdobyła klucz od pokoju pewnego pułkownika, który mieszkał sam, a na kilka dni musiał wrócić do garnizonu. Przenieśliśmy się tam i już pierwszej nocy przeżyłem możliwość zerżnięcia ciągle dla mnie niespenetrowanej, tajemniczej pipki. Ludzie, jaka ona była ciasna. Kiedy pierwszy raz, pomalutku wpychałem się kutasem do gorącego i kapiącego sokami wnętrz, fizycznie czułem, jak rozpycham ścianki pochwy, jak ustępują pod naporem twardego narządu. Nie śpieszyłem się, to była sobota, mieliśmy możliwość figlowania przez całą noc, a ja chciałem napawać się tym niesamowitym ciałem. Ruchałem pizdeczkę naprawdę wolno, patrzyłem w zachodzące mgłą rozkoszy oczy Eteri; całowałem te oczy, usta, brodę i nosek, pieściłem uszy i karczek. Kiedy zaczynała dochodzić, oplotła me biodra swymi długimi, szczupłymi nogami i przycisnęła do siebie. To samo zrobiła ramionami – objęła mnie i przyciągnęła do siebie, jednocześnie zaczęła szybciej nabijać się na chuja. Matko, co to był za seks! Chwilę później ruchałem moją Gruzinkę jak automat, pompowałem ciasną pipkę, obserwując, jak dziewczyna stara się zapanować nad orgazmem. To, co teraz przeżywała nie miało nic wspólnego z wcześniejszymi odlotami. Przyciskała mnie do siebie z całych sił, nie miałem możliwości wycofania się z pipki, choć czułem nadchodzący wytrysk. Kiedy tylko mocniej wysunąłem się z gościnnego ciała słyszałem ciche „Niet!”, więc znowu na maksa wpychałem swego rumaka do norki. W końcu nie wytrzymałem. Wywaliłem w nią cały ładunek, jaki nagromadził mi się w jajach; myślałem, że z rozkoszy i podniecenia zemdleję, Eteri też już nie panowała nas sobą. Niemal zrzuciła mnie z łóżka, tak potężne skurcze targały pięknym ciałem; sapała przy ty, jęczała i kwiliła. Kiedy już się uspokoiła pogłaskała moje włosy, położyła palec na mych ustach i wyszeptała (pisownia fonetyczna!)

    – Cziempion, mastior – i cmoknęła mnie w policzek, odwracając się tyłem do mnie.

    Obserwowałem, co robi, a ona wsunęła dłoń między uda, chyba wsunęła palec w pipkę, bo po chwilce oblizała go i usłyszałem „spasiba tiebie za wsio”. Przytuliłem się do dziewczyny, okryłem nas kołdrą i usnęliśmy. Rankiem powtórzyliśmy bzykanko w pipkę, też kazała spuścić się do środka. Zacząłem podejrzewać, że to rodzaj zemsty na wszystkich, czyli na rodzicach i jej mężu za to, że zepsuli jej życie, że decydowali za nią, nie licząc się z uczuciami i zamiarami dziewczyny. Pewnie dlatego chciała blondyna!Trwało to do czwartku rano, bo tego dnia zaczęliśmy się zbierać do powrotu, w garnizonie czekały na nas małżonki, narzeczone, kochanki…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek

    Mam więcej podobnych wspopmnień, jesteście zainteresowani?

    Zapewniam Was, ż e to, co powyżej to jest prawda i tylko prawda!

  • Zakon siostr sadystianek, czesc 1.

    Kiedy kilka lat temu przyszedł do mnie mój dobry kumpel i powiedział, że zamierza kupić niewielki żadnej na północy Węgier powiedziałem mu najpierw, że chyba zwariował. Potem jednak Adam rozwinął przede mną szczegóły swojego biznesu – chciał założyć zakon. To również nie wydawało mi się początkowo dobrym pomysłem, jednak kolejne szczegóły i reguła zakonu, a przede wszystkim fakt, że miał on za zadanie wychowanie niegrzecznych, nieposłusznych suk i psów od razu otwarło mi oczy. Z radością uszczupliłem moje konto i dobrych kilkadziesiąt tysięcy złotych, a Adam pojechał szukać dalej. Na odchodne obiecał mi jedno – za tak hojny wkład finansowy, mogę przyjeżdżać do niego kiedy tylko chcę i w jakim tylko chcę celu – czy to na orgię, czy na zwykłe, niezobowiązujące znęcanie się nad sukami lub psami. Adam dokładnie wiedział, że moje nazwisko otworzy portfele innych pań i panów w okolicy Krakowa, co stało się dokładnie jak założył. Moim profilem miało być jeszcze to, że nigdy nie zapłacę “abonamentu” za udział w zgromadzeniu sióstr sadystianek. Adam obiecał informować mnie o każdym większym wydarzeniu na zamku, w środowy wieczór dostałem zdawkowego SMSa: orgia przy zamkowej studni od soboty, od 16.00

    Była późna jesień. Chlapa, błoto i deszcz niemal od tygodnia nie zachęcała do jazdy 400 km, na szczęście mój kierowca nie interesował się pogodą, tylko trasą. Wyjechaliśmy w piątek w godzinach popołudniowych, żeby dotrzeć późnym wieczorem do zamku, wziąłem walizkę i garnitur. U wrót zamku przywitał mnie Adam ubrany w czarny habit. Rzucił jedynie:
    -nie musisz nic zabierać, dobry człowieku. Odziejemy Cię, napoimy i nakarmimy.
    -Adam? Zapytałem niepewnie
    -Adam. Ale tutaj jestem znany jako siostra Teodora, a Ty na czas weekendu będziesz siostrą Teresą.
    Trochę mnie zaskoczył taki obrót sprawy, jednak nie zamierzałem protestować. Odłożyłem walizkę i garnitur, kierowcę odesłałem do hotelu w mieście niedaleko, miał na mnie poczekać do niedzieli.
    Adam zabrał mnie za furtę, wpuścił do zamkowej szatni. Tutaj trochę się rozluźnił.
    -stary, kopę lat! Co słychać?
    -kopę albo i dwie! Wszystko dobrze. O co tu chodzi? Co to za szopka?
    -no… Jesteśmy w zakonie, nie? Tutaj są tylko siostry, nieważne że połowa z nich ma chuja jak łokieć. Model biznesowy Ci tłumaczyłem: bogaci goście albo kobietki płacą abonament za możliwość oddania tutaj swoich suk lub psów na wychowanie. W zasadzie mamy dwie grupy sióstr przyjętych na szkolenie: nieposłuszne i mało odporne na ból. Obydwie trenujemy, mamy tutaj sporo dodatkowych ludzi, też siostry. Każda “klasa” ma swój kolor habitu. Ja mam czarny i Ty też taki dostaniesz, Tobie wolno wszystko, możesz bić i ruchać wszystko co tu chodzi w każdej chwili. Najniżej w hierarchii są suki i psy – jeśli są u nas do 7 dni to chodzą nago, potem dostają jasno niebieski habit, dalej kolejno są bordowe, szare, granatowe i czarne. Powiem Ci krótko: to jest korpo, tylko tutaj ruchamy kurwy dosłownie.
    Co raz bardziej mi się to podobało. Adam nie zwlekając po wprowadzeniu rzucił:
    -rozbierz się, zaraz przyjdzie tu jedna taka cycatka Cię ubrać i zabierze Cię na kolację.
    Wyszedł. Nieśpiesznie zacząłem się rozbierać z garnituru, stałem w samych spodniach, gdy do pomieszczenia weszła dziewczyna o niesamowitej urodzie, młoda, widać było że długie włosy skrywa jej zakonny czepek. Faktycznie, miała spore cycki. Weszła i uklęknęła jakby oddając mi hołd w drzwiach. Gestem kazałem jej wejść dalej.
    -siostro, mam dla siostry habit i buty.
    Mówiąc to położyła na stoliku obok ubrania. Podeszła do mnie i zaczęła rozpinać pasek moich spodni. Czułem jak mój kutas powoli się napina. Ostrożnie zdjęła pasek, następnie rozpięła spodnie, ściągała je w dół razem z bokserkami, gdy mój pewnie dosłownie uderzył ją w brodę.
    -powinnam?
    -powinnaś.
    Niewiele myśląc otworzyła usta, ja złapałem ją za czapek i docisnąłem tak, że poczułem podbródek na jajach. Chwilę przytrzymałem, po czym wyjąłem mojego od śliny kutasa.
    -wyczyść go.
    Siostra uklęknęła przede mną, delikatnie odciągnęła napletek. Po pokoju rozniósł się zapach niezbyt świeżego chuja. Nie było się co dziwić, dobrych kilka godzin spędziłem w aucie. Nie zwracała na to uwagi, wylizała pałę do czysta
    -rozbierz się.
    Siostra wstała, wprawnym ruchem ściągnęła piszesz głowę habit. Moim oczom ukazało się chyba najdoskonalsze ciało jakie widziałem do tej pory, jednocześnie ku mojemu zaskoczeniu jej cycki nie były otulone stanikiem, a sterczały sztywno mimo to. Sprawiały wrażenie sztucznych, jednak w tamtym momencie miałem to w dupie. A właśnie, mówiąc o dupie… Poza cyckami odznaczały się jej szerokie biodra, płaski brzuch, proporcjonalne uda, była dokładnie wydepilowana, poniżej głowy nie miała ani jednego włoska. Odwiedziłem ją o brutalnie rzuciłem na stół. Gdy tylko zacząłem grzebać między jej pośladkami sama mi pomogła i je rozchyliła eksponując swój piękny, wyruchany odbyt. Splunąłem na niego, a ten jak na żądanie się rozluźnił. Bez ceregieli wszedłem po same jaja, miałem jeden cel: orgazm jeszcze przed kolacją.
    -zaciśnij dupę, chcę żebyś była ciaśniejsza!
    Siostra wykonała moje polecenie i zaczęła dodatkowo zaciskać i rozluźniać zwieracze odbytu co tylko potęgowało moje podniecenie. Przestałem ją ruchać chwilę przed wytryskiem, wyszedłem i poszedłem do jej ust. Dokładnie wiedziała o co chodzi, jej usta przybrały kształt wielkiej litery O. Kilka ruchów wystarczyło, żeby zapełnić je nasieniem.
    -to jest święte nasienie siostro, proszę nic nie zmarnować.
    Usłyszałem tylko głośny dźwięk przełykania po czym ponownie otworzyła buzię pokazując mi, że wszystko trafiło gdzie powinno.
    -dobra, co mam ubrać i idziemy, tak?
    -tak, siostro.
    Ślicznotka będąc nadal nago pomogła mi się ubrać cały czas niby przypadkowo ociekając się o moje ciało, na koniec ponownie upadła na kolana i założyła mi buty.
    -czy mogę się ubrać?
    -nie. Stan prosto, wypnij cycki do przodu!
    Moje słowa stały się ciałem w pół sekundy. Kilkuletnie mocno uderzyłem dłonią w raz jedną, raz drugą pierś tak, że nabrały lekko czerwonego koloru, po tym wsadziłem palec w cipkę. Była gorąca i ociekała sokami. Zacząłem powoli stymulować jej łechtaczkę i wchodzić co raz głębiej w cipkę
    -lubisz to?
    -tak… – jęknęła
    -tak co?
    -tak, siostro. Od dawna nie pozwolono mi na orgazm, siostro
    -to mnie już nie interesuje.
    Wyszedłem z niej nagle zostawiając ją rozpaloną jak piec
    -ubierz się i zabierz mnie na kolację. Jestem głodny. Głodna.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marek M.
  • Zloty deszcz pod prysznicem

    Jesteśmy razem 10 lat i chociaż nasz seks zawsze był gorący, postanowiliśmy dodać mu pikanterii. I tak od dwóch lat razem z naszym sex przyjacielem spełniamy wzajemne i wspólne fantazje erotyczne. Niedawno odkryłam jak bardzo lubię, gdy złoty deszcz spływa po moim ciele. Od tego czasu myślałam i marzyłam tylko o takim rozpoczęciu każdego seksu. Fakt, jak bardzo podnieca to mojego Męża, powodując u Niego natychmiastową erekcje, przyśpieszyła moją sex randkę z naszym sex partnerem. Umówiliśmy się w hotelu (wybraliśmy hotel w celu urozmaicenia naszych spotkań, by nie były ciągle u Nas albo u Niego). B. poszedł pod prysznic, ale wcześniej ustaliłam z Nim, że po upływie kilkunastu minut dołączę do Niego. Obydwoje byliśmy już bardzo podnieceni, w napięciu wyczekiwaliśmy już tego momentu, gdy stróżki moczu zaczną znaczyć trasy po moim ciele. Moja cipka była mokra. Weszłam do B. pod prysznic praktycznie od razu, gdy zamknął za sobą drzwi, nie mogłam już się powstrzymywać. Mój Mąż został na łóżku już w pełnej gotowości, miał do Nas dołączyć, „nakryć” nas, ale nie ustaliliśmy dokładnie kiedy. W łazience było przyjemnie gorąco, kabina prysznica była zaparowana. Weszłam pod ciepłą wodę, moje usta szybko pocałowały B., niezbyt namiętnie by nie doprowadzić Go do erekcji. Uklęknęłam przed Nim i wyczekiwałam strumienia, który zaraz zaczął płynąc po moich piersiach i brzuchu. Uchyliłam usta i pozwoliłam by mocz wpadł na mój język, nie połykałam go, ale czułam jego smak. Nadmiar wyciekał mi po brodzie, na cycki, i płynął w kierunku cipki. Odchyliłam głowę, by moje ciało dostało złote ciepło. To trwało kilka minut, ale dla mnie zatrzymał się czas. Zaczęłam delikatnie ssać Jego penisa, językiem drażniłam otworek z którego leciało źródło mojej rozkoszy. Stróżki moczu szalały po każdym moim milimetrze rozpalonego ciała. Mój mąż nadal do Nas nie przyszedł, a ja wyobrażałam Go sobie stojącego pod drzwiami (nie zamknęłam ich, tylko zostawiłam przymknięte) podsłuchującego odgłosów i westchnień, pieścił swojego sterczącego penisa, i wahającego się, czy już do Nas dołączyć. Na myśl o Mężu zajęczałam, i nie mogąc się powstrzymać, zaczęłam pieścić sterczącego tuż przy moich oczach, wielkiego kutasa. B. przestał już sikać, ciepła woda otulała nasze ciała. Zaczęłam ssać główkę i lizać go wzdłuż. Byłam tak podniecona tą sytuacją, tym że zaraz „nakryje” nas Łukasz i stękaniem sex przyjaciela, że nie mogłam się oderwać, a tym bardziej nie chciałam jeszcze kończyć tego złotego prysznica, i wtedy B. klepnął mnie w twarz (mówiłam Mu kiedyś, że jest to coś czego pragnę gdy jestem w ekstazie podniecenia). Było to zaskakujące, mocne, a jednocześnie wypełnione wyczuciem, które miało mi przynieść tylko rozkosz. To był idealny moment na to. Policzek rozkosznie piekł, a ja kipiałam z podniecenia. Sutki stały i były bardzo wrażliwe, strumienie wody musiały je, przywodząc dreszcze. Straciłam resztki zahamowania, i chociaż chciałam krzyczeć, żeby Mąż do Nas dołączył, to wiedziałam że i tak niedługo to zrobi, nie chciałam rozpraszać namiętności, która nas elektryzowała. Wtedy B. chwycił mnie za głowę i zaczął pieprzyć moje gardło. Kolejny moment zaskoczenia, nie zdążyłam złapać oddechu. Byłam wprawiona w takim seksie i uwielbiałam to, mimo to krztusiłam się, a Jego wielki, twardy kutas wypełniał moje usta. Myślałam, że oszaleje z rozkoszy, byłam bliska orgazmu, moja mokra cipa pulsowała, i gdyby nie fakt, że byliśmy pod prysznicem, na pewno wyciekałyby z niej soki. B. podniósł mnie gwałtownie i niespodziewanie z kolan. Myślałam, że doprowadzi się do moimi ustami granicy tuż przed wytryskiem. Pocałowaliśmy się namiętnie, musiał czuć swój smak na moim języku. Obrócił mnie plecami do siebie, wymusił bym wypięła się przed nim, opierając ręce o ścianę. Wszedł we mnie jednym mocnym ruchem, aż po jądra. Jego wielki kutas pieprzył mnie szybko i mocno, wypełniając i rozpychając moją ciasną dziurkę. Krzyczałam i jęczała, pozbywając się wszelkich ograniczeń. Nie wiedziałam czy Łukasz już był z Nami, miałam zamknięte oczy, całkowicie oddałam się B. Oczami wyobraźni widziałam męża, który stoi tuż za szybą kabiny, dogadzając dotykiem ręki swojemu nabrzmiałemu penisowi. Westchnęłam przeciągle bliska osiągnięcia szczytu, a wtedy B. zmienił dziurkę, i wszedł bez uprzedzenia w moją dupę. Dotarły do nas dźwięki uchylających się drzwi i byłam już pewna, że Mąż jest już z Nami. Przez ułamek sekundy poczułam delikatną obawę, bo przecież B. miał tylko tutaj na mnie na sikać, a ja byłam pieprzona dziko przez Niego w dupę, ale wiedziałam, że Mąż nie będzie zły, tylko bardziej nakręcony faktem jak bardzo naturalnie doszło do tego szaleńczego seksu. Za trzecim pchnięciem kutas B. wypełnił moją dupkę w pełni, aż po same jądra, a ja wypychając swoje biodra w Jego stronę jak nigdy pragnęłam więcej, mocniej i szybciej. Dostałam cztery, mocne klapsy w tyłek. B. był mistrzem klapsów, mój tyłek wielokrotnie wypinał się przed Nim, by później przez kilka dni być naznaczonym czerwono-fioletowymi odbiciami Jego dłoni. Staliśmy ledwo na nogach. Czułam, że obydwoje osiągnęliśmy granice wytrzymałości. Dyszeliśmy. Bez słów uznaliśmy, że to już jest ten moment by wyjść spod prysznica. Na trzęsących nogach wyszłam pierwsza spod gorącego strumienia wody, od razu wpadając na Męża, który z wypiekami na twarzy siedział i przyglądał się całej sytuacji. Jego penis był olbrzymi, wydawał się jeszcze większy niż zwykle, czerwony i lśniący. Mąż musiał ostro się zabawiać. Niedbale wytarliśmy się i w pośpiechu przenieśliśmy się do sypialni. Trzy napalone ciała, moja cipka, z której wyciekały moje i B. soki, dwa sterczące penisy, gotowe pieprzyć mnie w każdy możliwy sposób. Głowa pełna fantazji. Nasza noc dopiero się zaczynała, a magia, która się wtedy działa znajdzie się w kolejnym opowiadaniu. To moje debiutujące opowiadanie. Proszę o ocenę i sugestie.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    PetitDelice
  • Zakon siostr sadystianek, czesc 2.

    Wyszliśmy z “szatni”, gdzie zostawiłem swoje ubrania, przeszliśmy obok furty, która została solidnie zamknięta na noc. Weszliśmy na dziedziniec zamkowy, rozejrzałem się (tak, mimo wywalonych ciężkich pieniędzy w ten projekt mojego przyjaciela nigdy wcześniej tutaj nie byłem). Dziedziniec został zadaszony, dookoła były arkady, pierwsze skojarzenie – istny Wawel, tylko mniejszy. Na środku był pręgierz, a zaraz obok studia.

    Siostra wyjaśniła mi, że w czasie jutrzejszej orgii wybrane siostry zostaną zakute w dyby właśnie dokoła tej studni. Moją uwagę przykuło jednak coś innego – w jednym z rogów wisiała przykuta siostra. Była nago, miała niewielkie piersi, były jest potężnie skrępowane przez co były totalnie sine, wręcz niebieskie, na szyi miała założone dyby, do których przymocowane były również jej ręce, nogi linkami były rozciągnięte bardzo szeroko, z jej odbytu wystawał hak analny, który był przywiązany mocno do jednocześnie do cycków i włosów. To musiało ją zajebiście boleć, szczególnie, że w połowie tego sznura był przyczepiony sznur na którym wisiała. W ustach miała knebel, z ust ciekła jej ślina, a po jej ciele spływał deszcz.

    -Podejdźmy do tej suki.

    Siostra skierowała swoje kroki w jej stronę. Akurat gdy podeszliśmy była w naszą stronę wyeksponowana cipą, w której tkwił cewnik, z którego kapał mocz. Siostra przewodniczka bezceremonialnie uderzyła dwukrotnie w cipę, spod knebla wydobyło się przeciągłe “mhmhmmmeee”, nie wiem jak to określić. Okrzyk bólu.

    -Co zrobiła?

    -Siostra Teodora zaprosiła ją jako swoją nałożnicę, co było dalej – nie wiem.

    -Mhm. A czemu uderzyłaś ją w cipę?

    -Taka jest reguła. Siostra też powinna.

    Podszedłem do wiszącej dziewczyny, złapałem brutalnie paluchami za sutek i lekko ją odwróciłem tak, żeby była cipką w moją stronę. Z jej ust znów wydobył się grymas niezadowolenia, gdy powolnie odwróciła się cipą do mnie brutalnie złapałem ją za udo i mocno uderzyłem kilka razy

    -mmmmhheremmm – zawyła nieszczęśniczka

    -Ty też tak wisiałaś kiedyś?

    -Nie, ja jedynie trafiłam kiedyś pod pręgierz gdzie dwa dni ze mnie szydzono i używano wszystkich moich dziur.

    -A skąd Ty tu w ogóle się wzięłaś? – zapytałem z ciekawością

    -Mój pan przysłał mnie tutaj ponieważ jest dobry, uważał, że nie nadaję się do niczego innego niż bycie podnóżkiem innych ponieważ była mu nieposłuszna i nie byłam odporna na ból. Siostra Teodora zrobiła ze mnie dobrą służebnicę, obecnie potrafię przyjąć kilkadziesiąt razów na dowolną część ciała, jednak nadal Siostra Teodora nade mną pracuje.

    -Ja też nad Tobą popracuję, dzisiaj w nocy – zapowiedziałem mojej przewodniczce.

    Poszliśmy w stronę sali jadalnej. Siostra otworzyła mi drzwi, wszystkie oczy zwróciły się ku mnie,. Gdy zobaczyli czarny habit, wszyscy wstali. Siostry, które czekały na kolację nago oraz w jasnych niebieskich habitach upadły na kolana. Adam pomachał w moją stronę, podszedłem do niego. Gdy usiedliśmy, wszyscy pozostali również usiedli.

    Zaczęto podawać kolację. Sukom i psom, który byli nago oraz w jasnych niebieskich habitach skierowano do okienka, gdzie dostawali miskę. Mieli szybko zjeść i usługiwać dalszym. Do nas podeszły dwie siostry w brązowych habitach i podały suto zastawione talerze oraz wino. Adam zwrócił się do mnie po cichu z wyjaśnieniem

    -siostry w brązowych habitach to taka prywatna służba. Też możesz to ruchać, ale zasadniczo są lepsze dupy. Te w brązowym habicie to kobiety.

    -Czy tutaj wszyscy pod habitem są nago?

    -No tak. W każdej chwili możesz kogoś dorwać i zerżnąć.

    -A propos… Ta moja przewodniczka…

    -Siostra Daria.

    -tak, siostra Daria. Kiedy ją ostatnio jebałeś?

    -kilka dni temu, a czemu pytasz?

    -może byśmy ją ściągnęli na noc?

    -widzę, że stare nawyki są w tobie nadal silne i lubisz duże cycki. To ja Ci zaproszę kilka takich na noc, zabawisz się aż ci jajca odpadną a ręka zdrętwieje od bicia kurewek.

    -mhm… – odpowiedziałem pochłaniając kolejny kęs.

    Po kolacji Adam wstał u uderzył kilkukrotnie łyżeczką w srebrny puchar, w którym mieliśmy wino. Na sali zapanowała totalna cisza.

    -Siostry! – zaczął donośnie – jak wiecie, jutro będzie miała miejsce orgia inicjalna. Siostry przyjęte do naszego grona w ubiegłym tygodniu przestaną już być nagie, po tej orgii dostaną swoje upragnione habity. Siostry, które są obecnie nago, przed każdą orgią każda z was musi zostać dokładnie wydepilowana, po kolacji na każdą z was czeka opiekunka, która jeszcze przed snem was wydepiluje. Jutro jecie tylko lekkie śniadanie, po którym nastąpi seria głębokich i płytszych lewatyw tak, żeby każda z was była gotowa na jutro. Zaczynamy po zachodzie słońca, jak zwykle – przy studni. Siostry do udziału w orgii zostały już wybrane, jest to jednak tajemnica. A teraz wszyscy idziemy spać.

    Adam usiadł, po czym skinął na jedną z sióstr z najbliższej służby.

    -Siostra do nas do pokoju poprosi siostrę Darię, siostrę Łucję, Martinę oraz siostrę Euzebię

    -Naturalnie, siostro.

    -Będziesz zadowolony – szelmowsko uśmiechnął się Adam po czym nalał mi jeszcze łyk wina – tylko pamiętaj. Przy siostrach, ja jestem siostra Teodora, a Ty siostra Teresa.

    Dopiliśmy wino i pogadaliśmy o różnych głupotach. Po około pół godzinie sala opustoszała.

    -Chodźmy, kurewki pewnie już czekają.

    Poszliśmy długim, wąskim korytarzem, który łączył salę jadalną z apartamentami Adama. Przeskok w wystroju był uderzający. Sala jadalna składała się z kilku stolików oraz dużych, długich ław. W jego apartamentach były dwie łazienki, łóżko jakiego w życiu nie widziałem, wielkie okna (aktualnie bił o nie deszcz), obrazy pornograficzne wręcz na ścianach. Przepych najlepiej oddaje to, co tam się działo.

    -Whisky? Koniaku?

    -Lampkę koniaku

    -Słyszałaś. Dla mnie też.

    Adam strzelił palcami, jedna z sióstr podeszła do barku, wyjęła dwie lampki, nalała, przyniosła. Upadła przed nami na kolana i podniosła ręce do góry. Jej wielkie, naturalne cycki wisiały i lekko dyndały. Mój chuj powoli też zaczynał dyndać…

    -do czego zaczynamy? – zapytał Adam

    -a co proponujesz?

    Adam rzucił okiem na cztery nagie siostry. Jedną z nich – Darię – już widziałem nago jednak nadal robiła wrażenie, druga – Łucja – podawała nam alkohol. Teraz stała w rzędzie z resztą, jej cycki wisiały, były jednak wielkie. Adam poszedł do niej, złapał za jedną pierś, ścisnął mocno aż syknęła z bólu

    -prosiłem kurwo, żebyś się odzywała?! – wysyczał przez zęby nadal w żelaznym uścisku trzymając pierś i pastwiąc się palcami nad sutkiem

    -nie, siostro

    -no to co?!

    Drugą ręką mocno uderzył w trzymaną pierś. Po sali rozległo się głośne, głuche klaśnięcie. W oczach dwóch pozostałych sióstr widać było strach.

    -To jest siostra Martina. – Adam podszedł do kolejnej dziewczyny – jest u nas od kilku miesięcy, zrobiła potężny postęp w kwestii bycia posłuszną. 

    Adam zrobił kolejny krok. Stał obok siostry Euzebii, która była transwestytą – miała wielkie piersi i równie dużego kutasa.

    -a to jest siostra Euzebia. Czemu twój pan cię tu przysłał?

    -ponieważ jestem głupią kurwą, którą trzeba zamykać w klatce

    -co zrobiłaś, że tu jesteś?

    -poszłam z koleżanką do klubu, upiłam się jak głupia kurwa i dawałam przez pół nocy dupy w kiblu

    -ty głupia kurwo – skomentowałem – twój pan jest dla ciebie dobry i ci ufa, a ty kurwisz się jak szmata

    Adam złapał za jajca siostry Euzebii jedną ręką i mocno je ścisnął. Siostra ani drgnęła.

    -uczysz się kurwo, lekcje nie idą w las.

    Adam rzucił w moją stronę dwie obroże, które leżały na stoliku

    -zakładamy i idziemy.

    Poszedłem do Darii, klęknęła. Miała usta na wysokości mojego kutasa. Podniecało mnie to do żywego, wiedziałem jednak, że Adam ma inne plany. Założyłem jej obrożę, tak samo Łucji. Adam spiął wszystkie suki łańcuchem za szyję i rzucił tylko:

    -idziemy!

    Zeszliśmy piętro niżej wewnętrznymi schodami. Klimat pokoju był zupełnie inny. Wszędzie stały dyby, pręgierze, łóżka do rozciągania…

    -od czego zaczynamy?

    -hmmm… – zadumałem się – zaskocz mnie.

    Adam w międzyczasie odpiął siostrę Martinę od szeregu, resztę przypiął paskami do zimnych, kamiennych ścian. Siostra Martina stała przed nami ze strachem w oczach.

    -zaczynamy od tego – Adam wskazał łoże do łamania kołem. Wygląda to jak szpula na kabel elektryczny tylko znacznie większa, ma paski do przypięcia rąk i nóg oraz człowieka w pasie. Martina ostrożnie podeszła do stołu, stanęła do niego tyłem. Adam bez ceregieli złapał ją pasem skórzanym w pasie i przywiązał, mi kazał zamocować stopy. Wiedział, że mam fetysz stóp. Stopy Martiny były idealnie gładkie, niewielkie (czego się spodziewać, sama dziewczyna miała może 160 cm wzrostu…), z zadbanymi, długimi paznokciami. Niby przypadkiem postanowiłem chujem się o nie obetrzeć. Po lędźwiach przeszedł mnie znajomy dreszcz. Adam złapał bicz i podał mi go.

    -dwadzieścia pięć batów na całe ciało. Na pewno masz jakieś grzechy do odpokutowania.

    -Liczysz całymi zdaniami: pierwszy raz od siostry Teresy…

    Powietrze przeszył świst bicza, pierwsze uderzenie wylądowało na linii od cipki do lewego sutka

    -ssss! Pierwszy raz od sióstr Teresy

    Drugie uderzenie poszło po przekątnej i zostało podobną czerwoną szramę, kolejne spadały raz za razem na kolejne części ciała nie szczędząc również warg sromowych i wewnętrznej strony ud. W tym czasie Adam przygotował już kolejną torturę dla Martiny – przykleił jej tak zwanym duck tapem wibrator-różdżkę do uda tak, że wibracje dotykały łechtaczki.

    -nie masz dzisiaj prawa orgazmu, siostro Martino. Orgazm spotka się z karą.

    Martina nie zdążyła odpowiedzieć, ponieważ kneblowałem ją właśnie kutasem. Była ustawiona tak, że mogłem idealnie obserwować ruchy mojego fiuta w szyi zniewolonej dziewczyny…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marek M.
  • Przystanek

    Godzina 23.20, dzwonię do męża:

    -Możesz po mnie przyjechać?…Co?… Przecież mówiłam Ci, że idę na imieniny do Dagmary….Nie, nie miałam nocować….Czyli jak zawszę…Dobra , wrócę autobusem.

    Dagmara patrzy pytająco.

    -Zapomniał, że ma mnie odebrać, siedzi u kolegi i oglądają mecz przy piwku.

    -To może jednak przenocujesz?

    -Nie, przystanek jest niedaleko, przecież to spokojna okolica. Nic mi się nie stanie jak pojadę autobusem, troszkę się przewietrzę po tym winie.

    Fakt, troszkę go wypiłyśmy. Zakładam szpilki, biorę torebkę, żegnam się i wychodzę.

    Jest lato, ciepły wieczór. Przystanek 10 minut drogi spacerem. To osiedle domków jednorodzinnych. Ostatni autobus 23.57.Po chwili już jestem na miejscu. Pusto. Gdzieś dalej tylko jakiś facet z psem. Staje przy rozkładzie, żeby upewnić się co do autobusu. Jeszcze 20 minut. Siadam na ławeczce pod wiatą. Jestem zła na męża, że znów mnie nie odebrał.

    Jakieś kroki. To ten facet z psem. Na oko 60 lat, siwy, niski, z brzuchem. Obok biega jakiś kundelek. Podchodzi do rozkładu ale widzę że patrzy dyskretnie w moją stronę. A niech patrzy, chyba jest na co. Mam 32 lata, ciemne włosy, większą pupę. Każdy mi mówi że bardzo zgrabne nogi. Jednym słowem szczupła ale zaokrąglona tam gdzie trzeba. Zwiewna sukienka dosyć krótka i szpilki. Tak, jest na co popatrzeć , tym bardziej starszy pan któremu żona pewnie nie daje…

    Facet chwile patrzy na rozkład po czym siada na drugiej ławeczce. Kątem oka widzę że spogląda na mnie.

    Chyba za dużo tego wina wypiłam bo chce się z nim podroczyć. Zakładam nogę na nogę tak że sukienka troszkę się podciąga. Siedzę bokiem do niego z udem prawie na wierzchu. Słyszę jak głośno westchnął. Czyli działa. Wzdycham niby z gorąca, odpinam dwa guziki od góry i potrząsam jak bym chciała się ochłodzić. Dekolt zrobił się dosyć duży. Można zauważyć że jestem bez stanika. Słyszę że on też westchnął, chyba też mu się robi gorąco…

    Ehh to wino, sprawia że chcę brnąć w tę zabawę dalej…

    A co mi tam…

    Siadam prawie na biodrze, biorę torebkę i szukam w niej telefonu żeby sprawdzić godzinę, niby przypadkiem torebka ściąga mi sukienkę do góry…No tak , teraz to już widzi moje całe udo i kawałek pośladka…Słyszę jak znów westchnął. Patrzę ukradkiem. Przygląda mi się. Prawą ręką masuje się po rozporku. O kurczę chyba na prawdę go pod jarałam. Pewnie już dawno nie miał takiego widoku na żywo.

    Wstałam , odwróciłam się tyłem do niego i powoli położyłam torebkę na ziemi. Sukienka podczas tego podciągnęła mi się tak wysoko że widział pół mojej pupy. Zaczęłam grzebać w torebce, że niby chcę schować telefon. Usłyszałam jak wstaje. I wtedy jak by ktoś mną sterował…Nadal schylona oparłam się o wiatę, ręką podciągnęłam sukienkę jeszcze bardziej. Teraz widział całą moją dupę, zgrabne nogi w szpilkach i białe stringi.

    Trochę tylko nie przemyślałam co może się wydarzyć dalej…

    Złapał mnie obiema rękami za biodra i mocno przytulił od tyłu. Jedną ręką macał mi pośladek, druga od razu powędrowała na cycki. Złapał i po prostu ugniatał. Nie pieścił, ugniatał i macał …Słyszę jak coraz głośniej oddycha, słyszę dźwięk rozpinanego rozporka. Znów złapał za biodra i ściągnął mi stringi do kolan. Od razu go włożył…Nie był długi albo mocno gruby…I widać że baaaardzo mocno napalony.

    Zaczął mnie posuwać od tyłu tym starym grubym kutasem. Jedną ręką trzymał za biodro, drugą wyjął cycka i ugniatał. Widać że dawno nie bzykał. Jęczał i sapał przy tym. Posuwał mocno. Jego wiszące owłosione jaja obijały się o moją gładką cipkę. Trzymałam się wiaty i jęczałam cicho a on używał mojej mokrej cipki.

    Na zakręcie pojawiły się światła autobusu. Drugą ręką złapał za drugiego cycka, ścisnął je mocno , zaczął sapać coraz głośniej, w końcu dobił całego, zastygł , a ja poczułam jak pompuje spermę w moją cipkę…Jego gruby kutas pulsował , złapałam go ręką za te wielkie owłosione jaja i zaczęłam masować. Wlał we mnie wszystko…Po paru sekundach zmiękł i sam wypadł z mojej cipy.

    Facet westchnął głośno, schował go, zapiął rozporek i po prostu odszedł. Tylko usłyszałam: Mikuś , do domu…

    Naciągnęłam stringi, opuściłam sukienkę i wyszłam przed wiatę. Autobus się zbliżał. Weszłam i usiadłam na siedzeniu. Przez całą drogę czerwona na twarzy myślałam co się właściwie stało. Ładna zgrabna 32 letnia kobieta dała na przystanku jakiemuś może już emerytowi…I to jeszcze bez gumki. Dobrze że biorę tabletki…Ale mu wieczór zrobiłam, będzie miał co wspominać…O, mój przystanek. Wstałam i wyszłam z autobusu. Kątem oka zobaczyłam tylko że zostawiłam trochę spermy na fotelu…Mogłeś pamiętać żeby mnie odebrać, teraz już będę zawsze wracała od Dagmary autobusem – pomyślałam.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    S.Wawelski
  • Klara z Galerii cz.2

    – Co potem?

    – Zobaczysz. I poczujesz. Tam, gdzie się spuszczę następnym razem nie będzie problemu ciąży. I nie będą to twoje usta!

    – Nie będą moje… CO??? Chcesz mnie wydymać w tyłek?

    – Wszystko przed nami…

    Patrzyłam na faceta wielkimi oczami. Ten wielki kutas ma znaleźć się w mojej biednej dupci? Owszem, słyszałam o seksie analnym, nawet kumpelki chwaliły się, że dawały facetom w dupę, ale żeby TO miało znaleźć się właśnie tam? To raczej niemożliwe. Choć z drugiej strony podobne obawy miałam kilka minut temu, kiedy wciskał się pipkę. Początkowy strach przerodził się w niesamowite podniecenie i kosmiczny odlot. Czyżby teraz miało być podobnie? Spoglądałam na trochę skurczonego penisa, w takim stanie może by się zmieścił, ale nie wtedy, kiedy sterczy jak drąg! Jeremi nie próżnował. Położył mnie na brzuchu, lekko uniósł mi biodra i rozchylił nogi, sam klęknął między nimi. Poczułam ciepłe dłonie na pośladkach, dłonie, które odsłaniały dziurkę w pupie i pierwsze liźnięcie mego ciemnego oczka. Potem drugie… Mężczyzna lizał mi dupę! Żeby tylko lizał; on wsuwał w nią jęzor, ssał, cmoktał, znowu język był w środku. Ruszał głową, jak dzięcioł stukający w drzewo; ale nie miał dzioba, tylko ten zwinny organ mowy, mogę powiedzieć, że ruchał mnie w dupę językiem! No i co tu dużo mówić, spodobało mi się to, podniecało mnie! Wypięłam się jeszcze bardziej, wsunęłam rękę między uda i masowałam sobie pipkę, raz po raz drażniąc łechtaczkę. Moje podniecenie ciągle rosło, ale tylko do pewnego stopnia; bałam się, co będzie, kiedy on wykorzysta mój stan euforii i załaduje w pupę swego drągala, wolałam mieć nad tym kontrolę. Facet ciągle lizał mi dupkę, aż ślina ciekła mi po udach, a moje podniecenie i nie ukrywa, że ciekawość rosły z każdą chwilą. Jeremi wyprostował się, splunął na chuja i przystawił go do dziurki w pupie. Napięłam się cała ze strachu, zacisnąłem pośladki. Aż plasnęło! Dostałam klapsa w tyłek, dość mocnego, ale nie na tyle, żeby sprawiał dokuczliwy ból, nie, raczej było to coś, czego nie znałam wcześniej, a też było przyjemne.

    – Co ty wyprawiasz? – dopiero po chwili dotarło do mnie, że to ja jestem adresatką tego pytania.

    – Ja? Nic, dlaczego pytasz?

    – No jak to nic, zaciskasz tyłek, jakbyś się bała, że… Nieważne, rozluźnij się.

    – Ale czy jesteś pewien, że chcesz mi go tam włożyć? – chyba usłyszałam drżenie w swym głosie.

    – Mała, nie bój się, mówiłem ci, że nie będzie bolało, może troszeczkę na początku, ale na pewno mniej, niż przy utracie cnoty – teraz głaskał moje zaciśnięte półdupki.

    – Jesteś pewien?

    – Oczywiście! Nie przekonasz się, póki nie spróbujesz.

    – A swoją żonę ruchasz w dupę? – odwróciłam głowę do mężczyzny, patrzyłam mu w oczy.

    – Oczywiście, bardzo to lubi! -odpowiedź padła natychmiast, nie zauważyłam żadnych oznak kłamstwa.

    – No to próbujmy, ale bardzo cię proszę, nie spiesz się, nie zadawaj mi bólu, dobrze?

    – Oczywiście, chcę dać tobie masę zupełnie innych doznań. No, rozluźnij się, nie napinaj.

    Znowu naślinił mi dupkę i sobie kutasa i zaczął go wsuwać w ciemną dziurkę. Było to trochę dyskomfortowe, przez moment czułam się, tak, jakbym chciała zrobić… kupę, ale uczucie to szybko minęło. Syknęłam, bo troszkę zabolało, ale tylko troszkę i przez chwilkę. Jeremi cały czas moczył śliną pupę i trzon kutasa, który, mam nadzieję, zmieści się we mnie. Chyba już troszkę wszedł, bo poczułam, jak teraz wysuwa się, a potem zaraz znowu zagłębia w mej dziewiczej pupie.

    – Jeremi, ale nie wkładaj go od razu całego, tylko kawałeczek, muszę się z nim trochę oswoić, a za chwilkę spróbujemy jeszcze raz, dobrze?

    – Dobrze, nie obawiaj się. – wykonał jakiś ruch biodrami – A teraz sięgnij do tyłu, zobacz, ile wszedł.

    Sięgnąłem. Kurwa, już to raz dzisiaj przeżyłam! Podbrzusze mężczyzny tak dociskało się do mem dupci, że nie mogłam wsunąć dłoni; zupełnie tak samo, jak udowodnił mi, że jego kutas cały zmieści się w mej mało używanej pipce! Teraz tkwił w dupie po same jaja! Znowu odwróciłam głowę, patrzyłam teraz w dół, na swój tyłek.

    – Ale numer! Miałeś rację, a ja tak się bałam! Poruszaj nim trochę…

    Chwycił mnie za biodra, zaczął poruszać się do tyłu i do przodu, czułam, że jest w pupie, ale nie miałam pojęcia, jak głęboko! A podniecenie rosło i rosło… Opadłam twarzą na poduszkę, głowę objęłam rękoma, jeszcze bardziej wypięłam się w stronę ruchającego mnie Jeremiego; oddałam się temu mężczyźnie i otrzymałam od niego niesamowitą rozkosz, przeżywam orgazm za orgazmem, pokazuje mi co to tak naprawdę znaczy seks. Znowu czułam się jak w niebie, kiedy wyskoczył z pupy i załadował w cipkę. Tego się nie spodziewałam, taka zmiana zaskoczyła mnie, ale pozytywnie. Po chwili znowu był w tyłku, nie spodziewałam się, że pupa tak szybko dostosuje się do tego wielkiego kutasa. Ruchał mnie na zmianę to w pipkę, to w pupę, a ja przeżywałam orgazm za orgazmem… Muszę przyznać, że Jeremi to naprawdę wielki jebaka, dyma mnie już długi czas, i ciągle nic! Chuj twardy jak drewno, obie dziurki już zaczynają mnie boleć, a on nie zwalnia. Wreszcie po długim czasie złapał mocno me biodra i zaczął jebać jak maszynka, aż słyszałam klaskanie jaj o moją wymęczoną pipkę. Wreszcie doszedł, spuścił się w tyłek i padł obok mnie ciężko dysząc.

    – Ale masz kondycję, myślałem, że wyzionę ducha, a ty nie powiedziałaś „dość”! – wysapał

    – A ja myślałam, że nie możesz skończyć! – roześmiałam się. Ruchałeś me biedne szparki, aż zaczęły mnie boleć.

    – Na dzisiaj dosyć, wskakuj pod prysznic, ubieraj się, odwiozę cię. Chcesz do domu, czy do Galerii?

    – Na Galerię za późno, wolę do domu. Ale nie podjedziesz pod mój dom, dobrze?

    – Wysadzę cię tam, gdzie powiesz.

    – A… no… obiecałeś coś!

    – Obiecałem? A tak, prawda. Mam ci coś kupić, czy wolisz kasę?

    – Chyba złamię zasadę… Jednak wolę kasę. Zachowuję się jak dziwka, to będe brała pieniądze, jak dziwka. A komplecik, który kupiłeś jest mój, prawda? Przynajmniej tak mówiłeś…

    – Tak, zatrzymaj go sobie.

    Jeremi wyjął portfel, odliczył kilka banknotów, podał mi zwitek. Nie liczyłam, nie sprawdzałam ile, tylko wsadziłam do kieszeni spodni i poszłam do łazienki, po chwili dołączył mój bojek. Szybka kąpiel, potem wskoczyliśmy w ciuchy (sprawdziłam dyskretnie, czy pieniądze są w kieszeni) i kilkanaście minut później wysiadłam z eleganckiej fury dwie przecznice od domu w którym mieszkam. Wolałam, żeby mnie nie widzieli sąsiedzi, po co mają potem pierdolić głupoty na mój temat… Nie wiem dlaczego, ale podałam Jeremiemu numer mojej komórki, chyba w duchu liczyłam, że odezwie się jeszcze i da znowu zarobić. W domu sprawdziłam, na ile wycenił moje młode ciało i usługi. Znowu mnie zaskoczył. Dostałam sześć stówek! Za te pieniądze mógłby ruchać mnie przez całą noc, nawet w ucho i dziurkę od nosa, jeśli tylko by się tam zmieścił!

    Następnego dnia w budzie podeszły do mnie na dużej przerwie dwie kumpele.

    – Nie widziałyśmy cię wczoraj na Galerii!

    – Byłam, ale złapałam bojka, który zajął mi cały wieczór.

    – O! To zarobiłaś nowe łachy! Co ci kupił?

    – Masę drobiazgów i dodatków, naciągnęłam go na prawie trzy stówy! No i chodźcie do kibla, pokażę wam coś.

    Rano nie wytrzymałam i założyłam na siebie bieliznę od Jeremiego. Była naprawdę fantastyczna, idealnie dopasowana, leżała jak druga skóra, w ogóle nie czułam, że mam coś na sobie. No, ale za takie pieniądze… Teraz rozebrałam się przed dziewczynami, wypięłam dumnie cycki.

    – No i co? Jak wam się podoba – zsunęłam jeszcze spodnie, żeby widziały figi.

    – Klarysa! Co ty masz na sobie, przecież to musiało kosztować z trzy stówki!

    – Mylisz się, kochana. Prawie pięć! To z tego butiku koło optyka, no, tam, gdzie Kaśka pracuje!

    – O kuźwa, ładny prezent! Co musiałaś robić? Dałaś mu dupy?

    – Tajemnica służbowa. Po lekcjach zapraszam szanowne koleżanki na kawę i ciacho. Stawiam!

    Patrzyły na mnie baranim wzrokiem z którego aż biła zazdrość. Dobrze, że z Jeremim trafiło na mnie, one są chyba nawet atrakcyjniejsze ode mnie. Jolka ciut wyższa, ma zajebiste nogi, duże, sterczące cycki, jest bardzo ładna, ma czarne, krótko obcięte włosy, niemal jak chłopak; z kolei Nela jest filigranową blondyneczką z burzą loków, uroda laleczki-przytulanki, ma słodki uśmiech, spojrzenie jak Kot ze Shreka, figurę jak młoda Sharon Stone, nic, tylko przytulić laleczkę i porządnie wygrzmocić. Codziennie widzę spojrzenia facetów, nie tylko chłopaków z budy, wszyscy chętnie wskoczyli by w pościel z takim ciałkiem! Dziewczynom też się podobała; kiedyś wspominała o jakimś epizodzie z jakąś babeczką w przymierzalni. Nie dziwię się, też bym chciała sprawdzić, jak to jest miziać się z taką dupeczką… Postałam jeszcze chwilkę, po to, żeby przyjaciółki mogły pogłębić swą zazdrość, ubrałam się i wróciłyśmy do klasy.

    Powoli mijał dzień za dniem, przestałam się łudzić, że Jeremi się odezwie. Przeleciał mnie i już, nie żałuję tego; jednak w skrytości ducha liczyłam, że wyciągnę od niego jeszcze trochę kasy i przeżyję kilka fajnych orgazmów… Na samo wspomnienie tamtego dnia podniecałam się bardzo i musiałam jakoś rozładować napięcie. Najczęściej kończyło się to pieszczeniem pipki, choć muszę przyznać, że raz wzięłam świeczkę i wsadziłam ją w pupę, wyobrażając sobie, że to Jeremi jest we mnie… Wystawałam w Galerii niemal codziennie, udało mi się złapać kilku bojków, ale w sumie nic ciekawego. Jakiś ładny ciuszek, albo perfum za loda w aucie i to wszystko. Kiedy zajrzałam do swej szafy, zbaraniałam. Ile tam tam było rzeczy, ciuchów, ciuszków, większość nawet nie rozpakowana, z metkami! Doszłam do wniosku, że chyba jednak mimo wszystko wolę pieniądze. Wiem, będę robiła jak tania dziwka, ale co mam zrobić z taką furą zupełnie niepotrzebnych łachów? Wybrałam kilka najładniejszych, dałam je swoim psiapsiółkom, resztę zapakowałam w duży plecak i poszłam do lumpeksu, skasowałam trzy stówy i uradowana wróciłam do domu. Tak, te lumpki warte były ponad dwa tysie, ale nikt mi tyle nie da, a teraz ja mam trochę kasy i luz w szafie. Wreszcie odezwał się!

    Zadzwonił ktoś z nieznanego mi numeru, już myślałam, że to jakieś telecośtam, ale to był Jeremi!

    – Dzień dobry, rozmawiam z Ramoną?

    – Dzień dobry – początkowo nie poznałam go po głosie – kto mówi?

    – Ten od żony Klary. Poszukuję taką fajną młodą dziewczynę, której pokazałem, co to prawdziwy seks.

    – Jeremi! Dzień dobry, co u ciebie?

    – Nic ciekawego, mam trochę czasu, pomyślałem, że możemy spędzić razem kilka podniecających chwil. Co ty na to?

    – Oczywiście! Kiedy i gdzie się spotkamy?

    – Może spędzimy wspólnie weekend? Jestem sam, żona wyjechała, możemy pobyć z sobą całą dobę, co ty na to? Dasz radę jakoś zorganizować sobie wolne? Starzy nie będą mieli problemów? Zastanów się, przemyśl i zadzwoń, ale nie później, niż za dwie godziny. Jeśli tak, to w sobotę o piętnastej spotykamy się przed Galerią? Bądź ubrana jak skromna uczennica, dasz radę?

    – Oczywiście. Kupisz prezerwatywy?

    – Nie, mam coś lepszego. To do zobaczenia w sobotę o piętnastej, pa – i rozłączył się.

    Szybko sprawdziłam, co jeszcze mam w szafie, wybrałam odpowiednie ciuszki i uszykowałam do odprasowania. Zadzwoniłam do Neli i umówiłam się, że spędzę noc u niej. Zgodziła się natychmiast, ale umówiła się ze swoim chłopakiem na wspólny wypad, więc musiałam świadczyć, że tę noc ona spędziła u mnie. Często tak robiłyśmy, to znaczy albo ja spałam i niej, albo odwrotnie, więc starzy nie mieli nic przeciw temu. Niecierpliwie oczekiwałam soboty. Ubrałam się tak, jak chciał Jeremi, włosy zaplotłam w warkocze, wyglądałam w tych ciuszkach jakbym miała ze dwa lata mniej, powinno się facetowi spodobać. W plecaczku miałam przybory toaletowe, kupiłam też w aptece żel intymny, sprawdziłam go na świeczce, nadawał fantastyczny poślizg. Kilka minut przed umówioną porą spacerowałam przed głównym wejściem do Galerii, obserwowałam łakome spojrzenia facetów w średnim wieku, którzy pewnie chętnie zerżnęli by moje młode ciałko, ale te żony obok…

    Nadjechał oczekiwany SUV, kierowca kiwnął głową, wskoczyłam do auta i grzecznie pojechaliśmy. W pensjonacie zajęliśmy ten sam pokój. Już tuż za drzwiami Jeremi złapał mnie za pupę, przycisnął do ściany, pocałował.

    – Na kolana! – niemal rozkazał – Rozpinaj spodnie i zaczynaj działać.

    – Robi się – i więcej nie mogłam powiedzieć, bo ciężko mówić z dużym, stojącym chujem w ustach.

    Robiłam loda najlepiej, jak umiałam, wkładałam w to całe serce, umiejętności i gardło. Szło mi coraz lepiej, z każdym ruchem wsuwałam go głębiej, po kilka milimetrów, ale zawsze. Zerknęłam w górę, Jeremi zdejmował koszulę, odrzucił ją na podłogę, chwycił mnie pod pachy i podniósł.

    – Teraz mogę cię zobaczyć, pokaż się – okręcił mnie wokół siebie – Ładne ubranko, wyglądasz naprawdę jak uczennica gimnazjum. – pochwalił.

    – Starałam się dla ciebie, fajnie, że się podobam. Jaki masz plan na dzisiaj?

    – Bardzo prosty. Najpierw seks, potem coś zjemy i trochę seksu, następnie kolacja i seks, seks, seks, rano seks, śniadanie i seks. Proste, prawda?

    – Aż tyle seksu? Dam radę? – roześmiałam się.

    – Ty dasz, ale czy mi wystarczy sił, to jest pytanie! Przecież mam już swoje lata, a ty jesteś młoda koza, możesz długo brykać. Wstawię wodę na kawę, a ty idź do auta i przynieś torbę stojącą na tylnym siedzeniu.

    Wykonałam szybko polecenie; w torbie było zawiniątko z ciuchami, Martini, piwo i jakieś przekąski, wszystko to rozstawiłam na stole, mężczyzna cały czas mi się przyglądał.

    – Jesteś fajna, młoda dupa! Mam zamiar cię najnormalniej wyruchać we wszystko, gdzie się zmieszczę. Dopiero po takim ruchańsku będziemy się kochać. A może wolisz odwrotnie?

    – Z tobą to obojętne, kolejność jest najmniej ważna. Chcę, żebyś mnie wyruchał jak jeszcze nikt nigdy…

    Chyba w złą godzinę to powiedziałam. To, co działo się chwilkę później przechodzi moje wyobrażenie. Jeremi rzucił mnie na łóżko, zdarł ze mnie wszystkie ciuchy, podarł je i rzucił w kąt. Kutas sterczał jak dzida i natychmiast wszedł w moją biedną pipkę, dobrze, że zdążyłam posmarować obie szparki żelem, inaczej bym chyba się zatarła. Nie zdążyłam się jeszcze wygodniej ułożyć, kiedy miałam chuja w dupie. Oj, jak on ją wtedy zerżnął! Traciłam oddech, ulatywała mi świadomość, orgazm przychodził za orgazmem, w użyciu była i pipka i dupka, aż przyszła kolej na usta. Władował się w nie aż do gardła, zaczynałam się krztusić i dławić, ledwo się wyrwałam. Po głębokim wdechu znowu miałam go w sobie, pracowałam, ustami, językiem, dłońmi, aż wreszcie wystrzelił. Wylał z siebie potężną porcję spermy, nawet nie próbowałam tego połykać, nie byłam w stanie. Strumyk nasienia pomieszanego z moją śliną spływał mi po brodzie, kapał na piersi. Płynął niżej do pępka. Rozmazałam na sobie spływającą spermę, trochę nabrałam na palce i z uśmieszkiem młodej kurwy wylizałam je dokładnie. Mężczyzna leżał zmęczony, nie odzywał się tylko milcząco obserwował moje ruchy. Popatrzyłam na jego przyrodzenie i zdziwiłam się. Kutas cały czas stał! Znowu miałam go w ustach, ale wolałam, żeby wszedł w pipkę, więc siadłam na nim. Jeremi ciągle milczał, nie odezwał się nawet wtedy, kiedy po ostrym galopie upadłam w orgazmicznych skurczach obok niego.

    – Dlaczego milczysz? – pogładziłam długie włosy mego kochanka.

    – Zastanawiam się – wyszeptał.

    – Nad czym?

    – Hmmmm – usiadł, oparł się plecami o ścianę, przygarnął mnie do siebie i objął ramionami, ściskając lekko sterczące sutki. – Zastanawiam się, co robi moja córka, kiedy nie jest pod naszym nadzorem. Jest rok starsza od ciebie i tak samo ładna, więc nie wiem, czy jakiś podtatusiały facet nie dyma jej, jak ja ciebie…

    – Eeee, nie wszystkie laski mają taką kurewską naturę, jak ja; to raczej wyjątki dają dupy za kasę.

    – Ona ma niesamowity temperament i energię, kto wie, czy teraz nie stuka jej jakiś mój znajomy…

    – Wszystko możliwe. A co cię naszło na takie przemyślenia? Nie wystarczy, że jesteś z młodą, ładną, zgrabną i atrakcyjną dupeczką, która chętnie spełnia twoje życzenia i daje ci masę rozkoszy? Myślisz, że ja to wszystko robię, bo pochodzę z biednej rodziny? Mój ojciec jest architektem, zaprojektował budynek Biblioteki, wiesz przecież o czym mówię, a matka jest lekarzem, ma prywatną praktykę. Kasy mają jak lodu, niczego mi nie żałują, oprócz siebie… Nie mają dla mnie czasu od kiedy pamiętam, ciągle tylko praca i praca…

    – No to mam czego się obawiać, bo też nie poświęcam córce tyle uwagi, ile powinienem…

    – Eeee, przesadzasz. Lepiej wyliż mi pipkę, robisz to znakomicie… – Położyłam się na plecach, podniosłam nogi, ujęłam je pod kolanami i przyciągnęłam do siebie – Widzisz, jak zerka na ciebie?

    Jeremi pochylił się nad cipką, pogładził ją dłonią, przesunął językiem po całej długości warg. Zareagowałam głośnym westchnieniem i gwałtownym skurczem brzucha. Matko, jak ten facet mnie podniecał. Nie dość, że zajmuje się mną przystojny, elegancki mężczyzna, to jeszcze robi to z takim zaangażowaniem, wprowadza mnie w świat seksu, o którym nie miałam do chwili poznania go zielonego pojęcia. Był delikatnym, wspaniałym kochankiem obficie obdarzony przez naturę. Lizał mnie ciągle, spijał wypływające z pipki soki, masturbował mnie palcami… Teraz zajął się pupą. Też lizał, wsuwał w nią język i znowu zrobił to, co tak mi się spodobało za pierwszym razem, mam na myśli tego „dzięcioła”, którego zrobił ze swego języka wnikającego w odbyt… Uczucie jedyne w swoim rodzaju; znowu odleciałam na nieznaną planetę. Mój mężczyzna przerwał pieszczoty, napiliśmy się Martini.

    – Młoda, a ty możesz spożywać alkohol?  – spytał ze śmiechem.

    – Oczywiście, przecież nigdzie nie wychodzę i nie prowadzę auta – upiłam kolejny łyczek pysznego trunku.

    – Tylko mi się nie upij, nie mam zamiaru zajmować się pijaną dziewczyną!

    – Nie ma obaw, nie upiję się, po prawdzie to nie przepadam za alkoholem, sporadycznie coś tam wypiję.

    – Ok, teraz coś nowego – wyjął z torby, którą przyniosłam a uta jedwabny, piękny szal. – Zawiążę ci oczy i dalej będziemy się kochać, ale już nie będziesz nic przez pewien czas widziała. Mam dla ciebie niespodziankę. – uśmiechnął się tajemniczo.

    Siadłam na łóżku, po chwili rzeczywiście nic nie widziałam. Jeremi wstał na chwilkę, potem objął mnie, wciągnął na siebie, przytulił i wszedł w pipkę. Siedziałam na nim okrakiem przyjmując jak najgłębiej ten słodki kawałek jego ciała. Ciągle trzymając mnie w ramionach wchodził we mnie i wychodził bez pośpiechu, czułam go w każdym zakamarku cipeczki. Czułam, że robi mi się coraz cieplej, wiedziałam, że za moment znowu odlecę kiedy stało się coś, czego absolutnie nie spodziewałam się! Poczułam, jak w moją wypiętą pupę coś się wciska, coś długiego i ciepłego, inny kutas? Chciałam poderwać się, zdjąć opaskę z oczu, ale Jeremi trzymał mnie mocno.

    – Nie szarp się, proszę, nic wielkiego się nie dzieje, zaraz znowu odlecisz – szeptał mi do ucha.

    – Ale…

    – Ciiiiii, skup się na przyjemnościach…

    Nie wiedziałam, co zrobić, przecież w dupę ruchał mnie drugi facet! Tak jak w pierwszym odruchu chciałam się wyrwać, przerwać to, ale … No właśnie, to „ale”! Robiło mi się coraz przyjemniej, ogarniało mnie niesamowite podniecenie, bodźce dostarczane przez dwa penisy potęgowały odczucie rozkoszy, po chwili było mi obojętne, kto tam jest za mną, byle mocno zerżnął moją biedną dupkę. Mężczyźni dopasowali swe ruchy, kiedy jeden wchodził, drugi wychodził; sama też zaczęłam ruszać biodrami. Obaj znieruchomieli pozostawiając mi inicjatywę. Podnosiłam biodra – czułam kutasa w pupie, opuszczałam – czułam tego w cipce. Moje ruchy stały się szybsze, coraz szybsze, aż w końcu podrzucałam dupą jak maszynka, chyba wrzeszczałam coś w stylu:

    – Tak, ruchajcie mnie, Tak…. Tak…. Ja pierdolę, mocniej, głębiej, tak, tak… Rozpierdolcie mi dupę i pizdę, tak, o, o, mocniej, kurwa, wsadzajcie te kutasy głębiej,

    I dalej coś w ten deseń. Byłem już w drodze na Wenus, kiedy poczułam wytryski jednocześnie w dupsku i w cipie… i więcej nie pamiętam, odzyskałam świadomość prawie pół minuty później, zobaczyłam nad sobą pochylonych mężczyzn, mojego Jeremiego i Cezarego, właściciela pensjonatu! Nie powiem, był naprawdę przystojnym mężczyzną, kilka lat młodszy od Jeremiego, był taki bardzo… samczy! Wysoki, mocno, ale bez przesady umięśniony, długie włosy zaczesywał do tyłu, kilkudniowy zarost dodawał mu jeszcze więcej takiej męskości, jaką lubię. Popatrzyłam niżej i zobaczyłam, co mi włożył w dupkę. Penis zwisał swobodnie między nogami, wielkością zbliżony do tego, którym dysponował mój dotychczasowy kochanek.

    – Hej, Klaro, co się stało – czułam delikatne poklepywanie po policzku.

    – To… to chyba nazywa się orgazm… – wyszeptałam.

    – Mówiłem ci, że ma kosmiczne odloty – to Jeremi do Cezarego.

    – Ale że aż takie… Nie widziałem wcześniej takiej reakcji, to było piękne!

    Usiadłam na łóżu.

    – Możecie mi panowie wytłumaczyć, co to znaczy? Jakim prawem pan przychodzi do pokoju i ładuje mi się w pupę? Jeremi, wiedziałeś, umawiałeś się z nim, prawda?

    – Prawda, chciałem dać Cezaremu trochę ciebie… Tak, nie spytałem o zgodę, ale widziałem, że nie miałaś nic przeciwko, chyba nawet spodobał się tobie taki seks.

    – Tak, spodobał, ale żeby mnie używało dwóch facetów? Nie powiedziałam, że chcę.

    – Nie przejmuj się, zostaniesz sowicie nagrodzona za tę noc. Nie tylko porcjami naszej spermy, ale też materialnie. Nie pożałujesz, zobaczysz. Przecież wiesz, że nie chodzi o kasę, a o zasadę. Nie mogłeś choć wspomnieć o tym? Jestem przekonana, że nie odmówiła bym, choćby z ciekawości, jak to jest z dwoma mężczyznami.

    – No, już, przepraszam, nie gniewaj się, chciałem dobrze…

    – Zaraz dostanę wścieklizny, jak się mną nie zajmiecie – położyłm się i rozłożyłam szeroko nogi – który chętny?

    – Mówiłem ci, że to wulkan seksu? Mówiłem, więc ładuj się w pipkę, a ja zadowolę się jej zwinnym jęzorkiem.

    Cezary leżał na mnie i bez pośpiechu korzystał z gościnnej cipeczki, a Jeremi wsunął mi się w buzię. Nasze wspólne pieszczoty trwały jeszcze dość długo, w końcu ubraliśmy się (Jeremi kupił mi piękne ciuszki, bo przecież wiedział, że to, co miałam na sobie będzie zniszczone!) i poszliśmy na kolację w prywatnej części pensjonatu. Kolacja bardzo obfita i smaczna rozleniwiła nas trochę, po powrocie do pokoju siedzieliśmy dość długo, panowie o czymś rozmawiali, a ja robiłam loda raz jednemu, raz drugiemu… W pewnym momencie Cezary wstał, chwycił mnie za tyłek, podniósł jak piórko, objęłam go za szyję, a on wszedł w pipkę i podnosząc mnie i opuszczając powodował, że znowu czułam się jak w niebie. Za mną stanął Jeremi, teraz on wsadził mi swego kumpla w pupę i w ten sposób wyruchali mnie na stojaka. Cała nos przebiegła nam podobnie, choć panowie zaczynali opadać z sił; tyle orgazmów, wytrysków i wypity alkohol osłabiły ich trochę, a i mnie pobolewała pipka i pupa, przerwa była bardzo wskazana. Usnęłam między dwoma mężczyznami, trzymając w dłoniach ich opadłe kutasy…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek

    Trzecia część prawie gotowa, chcecie poznać ciąg dalszy przygód małek Klary i jej szparek?

  • Zemsta kolezanek i grubas, ktory zostal moim Panem cz. 1

    Lubiłem zwiedzać stare zamki jakieś ruiny. Nudziło mnie zwiedzanie muzeum na zasadzie wycieczki i przedmiotów w gablotach. Ani dotknąć, ani się przyjrzeć to w dupie takie przyjemności przez szybkę.

    W każdym razie poszedłem wtedy z Marzeną (moją byłą) i jej dwiema koleżankami, Patrycją i Kasia, ta ostatnia była z chłopakiem. Na dziś były dwa obiekty do zwiedzania, jeden to zburzony częściowo zamek, a drugie to ruiny totalne, więc szybko je przeszliśmy, natomiast zamek był nieco ciekawszy.

    Najpierw właziły laski, a my ja i Tomek na końcu. Ja lubiłem postać, popatrzeć co i jak, wyobrazić sobie co tu było 700 lat temu, jak mogło wyglądać tu życie, potem robiłem zdjęcia i szedłem dalej. Prawie kończyliśmy, została do zwiedzania stara stajnia, a obok częściowo zasypane lochy gdzie ponoć więzili czarownice i tych, co skazywali na śmierć.

    Weszliśmy do sali, gdzie były kiedyś jakieś sprzęty, zapewne sala tortur dawna, w podłodze była dziura, gdzie wystawał kawałek drabiny. Drabinka była przyczepiona łańcuchem do koła w podłodze, tak że nie dało się jej normalnie wyciągnąć, ale można ją było podnieść za drugi koniec, jakby ktoś przywiązał tam sznurek do ostatniego szczebla i podniósł ją. W sumie coś jak most zwodzony, ale podnoszony od dołu, zamiast opuszczany. W ten sposób dało się ją wyciągnąć, obracając ją i kładąc na posadzce.

    Nie było to teraz ważne, zeszliśmy po niej. Najpierw dziewczyny, ja zostałem i pilnowałem plecaków oraz torebek, potem jak wrócili, to ja zostawiłem swój plecak i zszedłem pomyszkować. Było jakieś dobre 4 metry w dół, drabina była urwana w połowie a na dole były skrzynki ułatwiające do niej dostęp. Poszedłem korytarzem i ukazała się częściowo zasypana sala. Obok była studnia, ale płyta taka, że było widać lustro wody zaraz na górze. Nie wiem, czy była głęboka to coś w rodzaju sadzawki, albo fontanny.

    Za sobą usłyszałem jakieś odgłosy szurania po cegle czy coś, ale szedłem dalej. No i nic, sala zasypana tam po prawej stronie była dziura taka, że trzeba się było schylić. Podszedłem trochę bliżej, zajrzałem i wydawało się, że jest zasypana. Może to przejście gdzieś dalej, ale nie miałem ani latarki, ani telefonu, bo zostawiłem w plecaku.

    Gdy chciałem wrócić, zauważyłem, że nie ma drabiny tylko na górze stała Marzena i Patrycja.

    – Marzena no nie wygłupiaj się, dawaj drabinkę

    – Poproś – powidziała moja ex

    – Proszę Marzena – w tym momencie Patrycja splunęła na mnie trafiając, mnie w czoło – Co ty robisz Patrycja, pojebało cię ? -powiedziałem wkurzony

    – Jak ty się do mnie odzywasz gnoju ? – szepnęła coś na ucho, Marzena przytakiwała, po czym Patrycja wyjęła telefon i zaczęła mnie nagrywać

    – Błagaj !!! – rozkazującym tonem powiedziała Marzena

    – Błagam Marzeno, wypuść mnie stąd – ale one tylko zachichotały, wzięły mój plecak, odwróciły się i zaczęły odchodzić

    – Ejjjjjj !!!!! noooo! – zacząłem się drzeć – Marzena, Patrycja, wypuśćcie mnie, pomocyyyy!!!!! – chyba panikowałem.

    – Nara frajerze – usłyszałem w oddali, a potem chyba na prawdę mnie tu zostawiły. Było już szaro na zewnątrz bo coraz mniej promieni słonecznych dochodziło. Krzyki nie pomagały, pewnie się schowały i czekają, to i ja je przeczekam.

    Po paru godzinach zacząłem się niepokoić. Co prawda był to zamknięty obiekt, ale jakieś zwierzęta czy coś mogło się tu dostać. Postanowiłem się wycofać i usiąść przy jakiejś ściance. Nie wiem która była godzina, ale z pewnością po 23, nagle usłyszałem jakieś odgłosy. Rozmowy jakby. Wzrok przyzwyczaił mi się do ciemności. Wtem cos głośno szurnęło na górze, a spadająca drabina uderzyła o ścianę, aż podskoczyłem. Wstałem, trzymając się ściany, by zobaczyć co się dzieje.

    – Dobra zaraz będe – ktoś powiedział i jakiś wielki cień zaczął schodzić na dół, podszedł do ściany naprzeciwko mojej, a ja powoli się cofałem. Ten ktoś zdejmował spodnie chyba, ja zahaczyłem o coś wystającego z ziemi i przewróciłem się na plecy, robiąc hałas.

    Koleś poświecił latarką w moim kierunku i widząc mnie, ruszył w moją stronę, krzycząc – chyba będę srał, nie czekajcie na mnie, wrócę później, zacznijcie już robić ognisko.

    – Dobra, narka – usłyszałem w oddali. Chłopak, który do mnie podchodził był chyba wielki, ważył dobre 150 kilo i miał ze 2 metry wzrostu jak nie więcej. Ja ważyłem tylko 75 kilo więc gdy nadepnął swoją ciężką stopą na moją klatkę piersiową to aż zabrakło mi tchu, chciałem się podnieść, ale nie było szans na wyrwanie się temu spaślakowi.

    Koleś zsunął spodnie i zaczął sikać na mnie, zasłaniałem się rękoma, więc on drugą nogą przydepnął mi łokieć w mojej prawej ręce i teraz ledwo co mogłem się zasłonić lewą ręką. Ciężko było się zasłonić, jak dyndał kutasem, by jak najwięcej mnie osikać.

    – Co ty kurwa robisz – powiedziałem wkurwiony, ale on tylko docisnął swoją nogę na mnie, aż było mi ciężko oddychać, wyjął pasek ze szlufek, nachylił się i zdjął nogę ze mnie, skutecznie przygniatając mi teraz kolanami moje ręce, a cały ciężar usadowił na mnie. Nie mogłem ani się bronić, ani wstać, ani go zrzucić. Miałem tylko jego mokrego od moczu kutasa niedaleko swojej buzi.

    Założył mi pasek na szyje, potem wstał lekko i jak szmacianą lalkę obrócił mnie na brzuch i znowu przygniótł ciałem. Wykręcił mi jedną, a za chwilę drugą rękę, po czym związał je paskiem, który odchodził od mojej szyi. Wstał i pociągnął za pasek tak, że teraz klęczałem z unieruchomionymi dłońmi z tylu za plecami.

    Obszedł mnie, miałem jego kutasa na wysokości swojej buzi. Zaczął go miętosić i chciał wsadzić mi do buzi, ale się wykręcałem. Uderzył mnie dwa razy z otwartej dłoni.

    – Otwieraj gębę – warknał, ja wciąż się opierałem, więc strzelił mi kolejne dwa razy tylko mocniej, aż pojawiły mi się szklanki w oczach.

    – Będę cię tak lał, aż nie otworzysz buźki – nachylił się, to mówiąc, widać było, że ma jakieś 18-19 lat może. Trzasnął mnie tym razem 4 razy, aż łzy mi srogo poleciały. Nie miałem wyjścia i otworzyłem buzie a on wpakował mi się kutasem po same migdałki mówiąc

    – Jak mnie ugryziesz albo zahaczysz zębami, to ci je wszystkie powybijam – złapał mnie mocno za głowę i zaczął pieprzyć mi buzie. Za chwilę mu się znudziło lub nie miał siły, więc tylko stał i łapiąc mnie za głowę, ruszał nią, robiąc sobie dobrze. Dał mi do zrozumienia, że ja mam się nim zająć.

    Po kilku minutach było czuć, jak robi się coraz twardszy i twardszy, wiedziałem, że zaraz skończy, chciałem się wycofać, ale złapał mnie za głowę dwoma rękoma i docisnął z całej siły, wlewając mi swoją spermą do gardła. Zalał mi całą buzię, aż nie mogłem załapać tchu. Odczekał jeszcze trochę i wyjął na chwilę kutasa. Jedną ręką złapał mnie za włosy, a drugą zakrył mi nos i usta tak bym nie mógł nic wypluć, więc musiałem połknąć resztki obrzydliwego połączenia moczu i spermy. Po czym puścił mi głowę i kazał się wylizać do czysta.

    Gdy to zrobiłem, myślałem, że to koniec, ale on popchnął mnie do tyłu, upadłem na i tak już obolałe ręce i plecy. Chciałem się podnieść, ale widzę, że zdjął całkowicie spodnie i stanął okrakiem nade mną. Odwrócił się, przy okazji siadając na klacie. Był tyłem do mnie coś jak pozycja 69. Myślałem, że mi obciągnie, ale nie, gdy jego odbyt był blisko mojego nosa, usiadł mi na buzi całym cielskiem, nos miałem w jego tyłku, usta otworzyłem, by nabrać tchu, ale jego tłuszcz na udach i siła z jaką dociskał, nie pozwoliła mi już na zamknięcie buzi, ani na nabranie powietrza. Poczułem tylko, jak przez spodnie miętosi mi kutasa. W końcu wsunął rękę i złapał go. Ścisnął mi go mocno, potem to samo zrobił z jajami. Aż chciałem krzyczec, ale jedyne co mogłem to wydać z siebie jakieś stłumione odgłosy.

    Podniósł się trochę, by wsunąć pod moją głowę swoje nogi i znowu dociskał z całej siły, czułem się jak w imadle. Nawet nie mogłem głowy przekręcić w lewo ani w prawo. Po chwili zluzował i wyciągnął nogi spode mnie, głowę odsunąłem i podciągnąłem się ciutkę do góry. Nagle wyprostował się i ledwo zdążyłem otworzyć buzie i nabrać powietrza, gdy usiadł odbytem centralnie w moje usta. Poczułem, jak maź wypełnia mi buzie, chciałem zatrzymać językiem, ale było tego tak wiele, że dochodziło do gardła. Gdy tylko się nie zmieściło więcej, wtedy zaczęło wychodzić prosto, na moją twarz i aż do nosa. Dziurki miałem zatkane. Nie mogłem oddychać, bo wciągnąłbym kupę do płuc.

    Gdy tylko zluzował nacisk i lekko się podniósł, wypchnąłem powietrze nosem, co odetkało mi go, a językiem szybko wypluwałem jego odchody. Za chwile czułem, jak jeździ po mnie tyłkiem, w przód i w tył, co wypluwałem, to on rozmazywał mi to gówno po twarzy. Smród był nie do wytrzymania.

    Odwrócił się i usiadł tym razem na mnie przodem, powoli podtykając twardego kutasa do mojej buzi. Uniósł się na rękach lekko i wepchnął mi go w usta jeszcze wypełnione kupą. Zaczął mnie pieprzyć jak sukę. Czułem, jak kupa wchodzi mi, do grała, myślałem, że to nigdy się nie skończy. Dopiero co się spuścił, więc teraz pewnie potrwa to dłużej. I miałem racje.

    Miałem dość, ale nie mogłem nic zrobić. On był jak napalony niedźwiedź, gdybym teraz to przerwał, to by mnie rozszarpał i brutalnie gwałcił bez opamiętania, taki był podniecony i twardy. W końcu dopadły go spazmy rozkoszy i ponownie moją gębę wypełniła jego sperma zmieszana z gównem. Uwalił się na mnie całym ciężarem. Ledwo co oddychałem, bo ciężki był i miałem niewielką szparę, by nabrać powietrza.

    Wstał i zerwał ze mnie podkoszulkę. Zamoczył ją w studni i zaczął wycierać swój tyłek i uda od kupy. Gdy się umył, podszedł do mnie i pomógł wstać na nogi. Zdjął ze mnie spodnie, wziął je ze sobą i prowadził mnie do tej czarnej wnęki, o której myślałem, że jest zasypana dalej. Powiedział, że mam się schylić i iść w prawo. On szedł za mną i świecił latarką. Faktycznie kawałek dalej za górą piachu był kolejny korytarz. Po lewej i po prawej były kolejne cele, niektóre zasypane inne całkiem dobrze zachowane.

    Złapał mnie za pasek i zatrzymał. Odsunął, ledwo co kawałek płaskiego kamienia, który leżał na ziemi i podszedł do celi po lewej stronie. Odgiął kratę, bo dolna jej część przytrzymywana była przez kolejny kamień, ale że on odsunął wcześniej ten pierwszy, który razem z obecnym trzymał kratę w potrzasku, to krata na dole odsunęła się, może ze 3 cm, a na górze odgięła się na tyle by jego zdobycz, czyli ja, mogła się przecisnąć.

    Wskoczyłem ledwo co i przewróciłem się, gdy zeskakiwałem. Ręce wciąż miałem związane. Kolos puścił kratę i poszedł dosunąć kamień, tak by kraty nie dało się otworzyć nawet o te 3 cm na dole.

    – Stań tyłem i daj ręce – rozkazał, następnie odwiązał mi pasek – jeszcze z tobą nie skończyłem, widzimy się jutro – dodał, świecąc mi w buzie. Podszedłem do kraty i chciałem ją odsunąć, ale nawet nie drgnęła. Tamten się tylko uśmiechnął i poszedł do wyjścia.

    – Ejjj nie zostawiaj mnie tu, kurwaaaa — krzyczałem i targałem kratą. On zniknął za górą piachu i zrobiło się ciemno. Zero promienia światła. Nawet jeśli się wydostane to pewnie zabrał drabinę, a w dodatku jestem całkiem nagi. Zacząłem panikować. Jeśli moja była wróci, pomyśli, że zdołałem się jakoś wydostać.

    Zacząłem rozmyślać co stanie się ze mną jutro, gdy ten wielki spasiony grubas wróci, by znowu się nade mną brutalnie znęcać.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    wraith
  • Ojciec zwariowal!

    Mój ojciec zwariował! Rozumiem, bez baby chłop dostaje z deklem, ale on właśnie zwariował dla kobiety. Matka zostawiła nas jakie piętnaście lat temu, ojciec długo nie umiał znaleźć sobie miejsca. Owszem, widywałem go z jakimiś babeczkami, ale to był chyba tylko seks, bo o ile pamiętam, to najdłużej spotykał się przez miesiąc; najczęściej były to przygody jednorazowe, bez dalszych konsekwencji. A teraz? A teraz zameldował mi, że się żeni! Ha, żeby z kobietą odpowiednią wiekiem, ale on wybrał sobie (a może ona jego?) dziewczynę dwa lata starszą ode mnie!

    Więc tak. Ja mam trzy dychy, staruszek równe pięćdziesiąt pięć, a Aleksandra trzydzieści dwa. Nie sadzę, żeby poleciała na kasę, bo choć nie jesteśmy ubodzy to jednak ona, jako dyrektor jakiś-tam w firmie komputerowej zarabia chyba tyle, co ja; do tego ma wielkie mieszkanie w centrum miasta, więc kasa, jako powód odpada. Czyżby naprawdę spodobał się Oli mój tatuś? Fakt, nie wygląda na swoje lata, jest wysoki, przystojny, wysportowany, nawet nie ma zbyt wiele siwych włosów w gęstej czuprynie. Na dobrą sprawę wygląda jak by był moim starszym bratem. Jesteśmy bardzo podobni do siebie, jednako wysocy, dobrze zbudowani szatyni, mamy równo po 187 cm wzrostu, waga niemal identyczna, jestem chyba lepiej umięśniony od staruszka, ale to efekt treningów na siłowni i częstych wizyt na basenie.

    – Ojciec, co ci przyszło do głowy? Chcesz się żenić z taką młodą dupeczką?

    – Tak, ona też chce tego. Co w tym złego, dlaczego tak protestujesz?

    – Przecież ona jest młodsza od ciebie ponad dwadzieścia lat! Co będzie za dziesięć, piętnaście lat po tym waszym ślubie? Kopnie cię w tyłek i popatrzy za młodszym, zobaczysz! Nie możesz sobie znaleźć pani w stosownym wieku, choć pięć lat młodszej, a nie prawie ćwierć wieku?

    – Synu, nie znasz możliwości tatusia! Kochamy się i tyle, na początku czerwca ślub.

    – Żebyś potem nie żałował, pamiętaj, że cię ostrzegałem.

    I tyle z mojego gadania, że przez tydzień nie odzywał się do mnie. Pomału zacząłem oswajać się z tą myślą, w końcu machnąłem ręką, jego życie, jego sprawa. Nie będziemy sobie przeszkadzali, bo choć mieszkamy w jednym domu, to jednak każdy ma osobne wejście; jedyne, co nas łączy, to wspólny, duży taras, na który prowadzą drzwi z jego mieszkania, a z boku z mojego.

    Wiosną Aleksandra wprowadziła się do ojca, a jej mieszkanie wynajęli. Nie powiem, staruszek jednak ma gust! Wysoka, pewnie ze 175 cm, smukła kobieta, duży biust, długie blond włosy, nogi do nieba, no i to, co lubię najbardziej, czyli szczupły tyłeczek! Twarz raczej ładna, niż przeciętna, generalnie mogła się podobać. Ojciec chyba musiał wspinać się na wyżyny swoich możliwości w łóżku, bo nie raz i nie dwa słyszałem, jak krzyczy w ekstazie. Zaciekawiło mnie też, że w czasie orgazmu Ola strasznie przeklina! Nie, nie tylko w czasie orgazmu, bo klnie, kiedy staruszek porządnie ją stuka! Przeżywa uniesienie, bluźniąc przy tym jak szewc, co mnie jeszcze bardziej jarało! Co tu dużo gadać, trzepałem się wtedy zapamiętale, wyobrażając sobie, że to ona, a nie moja dłoń…

    Wesele było bardzo udane, wszyscy świetnie się bawili, choć widziałem niektóre spojrzenia ciotek i wujków. One patrzyły z zawiścią, oni z zazdrością. A tatuś puszył się jak paw, dumny paw. Rodzice Oli okazali się bardzo sympatycznymi, wyrozumiałymi ludźmi, szybko znaleźli z ojcem wspólny język. W przyszłości dość często ojciec odwiedzał swych teściów, mieszkali w maleńkiej wiosce nad jeziorem, co bardzo mu odpowiadało. Poprawiny zapisały się w pamięci uczestników jako wielki ochlaj z tańcami i śpiewami…

    Życie zaczęło wracać na normalne tory, każdy zajęty był swoimi sprawami. Czerwiec minął, wyjątkowo gorący lipiec też, nadszedł oczekiwany przeze mnie sierpień, czyli urlop! Nie miałem sprecyzowanych żadnych planów, panna, która była ze mną na weselu poszła sobie w siną dal, innej laski nie miałem na oku, choć spotykałem się z dwoma młodymi sikorkami, ale tylko dlatego, że ruchały się, tak, jakby całe życie nic innego nie robiły. Dwa dni posiedziałem sobie z książką w ogrodzie, naprawdę odpoczywałem. Nawet nie zauważyłem, że nadeszła sobota, oboje, czyli ojciec i Aleksandra byli w domu. Patrzyłem i podziwiałem figurę kobiety, tym bardziej, że włożyła na siebie tylko luźną koszulkę i bardzo kuse spodenki; było to chyba wszystko, co miała na sobie oprócz klapków. Z każdym ruchem biust podskakiwał, co było doskonale widoczne, a nie krępowało Oli w żaden sposób.

    Hmmm…. Każdego dnia podobała mi się coraz bardziej i chyba zdawała sobie z tego sprawę. Zauważyłem, że coraz mniej krępowała się moją obecnością, bywało, że udawała, że mnie nie widzi i rozbierała się do naga, chcąc włożyć na siebie inne ciuchy. Kiedy byłem w domu i zachodziłem do ojca, a bywałem tam codziennie, Aleksandra chodziła bardziej rozebrana, niż ubrana, patrzyła na mnie wyzywająco, drwiąco i kusząco. Potrafiła drapać się bez skrępowania po kroczu, albo powolnym rucham poprawiać biust. Wychodziła z łazienki w samym ręczniku, który raczej niewiele zakrywał. A ja coraz bardziej zazdrościłem staruszkowi takiej dupy… Zauważyłem jednak pewną rzecz. Jeszcze przed ślubem Ola wrzeszczała w nocy trzy, cztery razy razy w tygodniu, a teraz bzykali się albo zupełnie po cichu, albo dwa, trzy razy w miesiącu. Czyżby tatusia siły opuściły? Nie do wiary!

    Wracamy do mego urlopu. Siedziałem na tarasie, kiedy wpadłem na pomysł, że przecież mogę pojechać nad jezioro, pewnie spotkam tam jakiegoś kumpla, czy koleżankę. Zacząłem zbierać się do wyjazdu, zdjąłem ze sznurka suszący się ręcznik kąpielowy, co zwróciło uwagę mojej macochy.

    – Wybierasz się gdzieś, Tomku? – wychyliła się przez okno doskonale pokazując większą część biustu.

    – Tak, jadę nad jezioro, w końcu mam urlop, trochę sobie popływam, zrelaksuję się – odparłem składając ręcznik w kostkę.

    – Może machniemy się z tobą, co?

    – Jeśli macie ochotę, to czemu nie.

    – Tosiek, jedziemy nad wodę? – to do ojca, ma na imię Antoni, ale ona nazywa go właśnie Tosiek.

    – Jakoś nie mam ochoty, ale ja ty chcesz, to jedź z Tomkiem. Ja pogrzebię sobie w garażu przy kosiarce. Będziecie na obiad?

    – Tak, nie zamierzam siedzieć tam do wieczora. To co, Olu, jedzies?

    – Tak, daj mi minutkę.

    Rzeczywiście, po chwili gotowa wsiadała do samochodu.

    – Gdzie chcesz jechać – spytała, zapinając pas

    – Chyba na tę plaże nad Miejskim, tam nie powinno być dużo ludzi.

    – Dobry pomysł, przynajmniej poopalam się trochę.

    Kilkanaście minut później rozkładałem ręcznik w gęstej trawie, rozglądałem się wokół. Rzeczywiście miałem rację, było tylko kilka osób, w tym moi dwaj kumple, jeszcze z technikum.

    – O! Cześć, Tomasz, przyjechałeś się ochłodzić? A co to za laska z tobą?

    – Cześć, to moja macocha…

    – Macocha? O kurwa, a gdzie można znaleźć taki „macochy”?

    – Przestań, Sławek, to naprawdę żona mego ojca. Poznajcie się, Sławek i Piotr, a to Ola

    – No to nas zaskoczyłeś! Dzień dobry, miło cię poznać, Olu – uścisnęli sobie dłonie.

    – To wy sobie pogadajcie, a ja pójdę do wody – Aleksandra opuściła nasze towarzystwo.

    Chłopaki patrzyli za nią baranim wzrokiem, kiwali niedowierzająco głowami.

    – Kurwa, Tomek, twój stary ale ma farta, taką dupę wyrwać! – Piotr nie mógł wyjść z podziwu.

    – W łóżku to pewnie rakieta, co? – to już Sławek – Dobrze daje?

    – Chyba cię pojebało. Skąd mam wiedzieć, to ojciec ją stuka, nie ja – roześmiałem się.

    – Ale chętnie byś to zrobił, taką lalę…

    Tak sobie rozmawiając poszliśmy popływać. Spędziłem w wodzie dość dużo czasu, czułem, że robi mi się zimno, podpłynąłem do brzegu. Oli nie było, widocznie gdzieś poszła, albo była w wodzie, więc tylko wytarłem się i położyłem na ręczniku łapiąc promienie słońca. Po chwili to ja zbaraniałem. Moja macocha zbliżała się wolnym krokiem do swego kocyka i nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że była bez stanika! Obfity biust kołysał się w rytm jej kroków, a pani Aleksandra nic nie robiąc sobie ze spojrzeń gapiów ułożyła się obok mnie i spoglądając mi w oczy uśmiechnęła się.

    – Jeszcze się gapią? – puściła oczko

    – Dlaczego chodzisz prawie naga? – byłem trochę zły – lubisz być w centrum zainteresowań?

    – Widzisz na moim biuście choć cień jaśniejszego miejsca? Zawsze tak się opalam, właściwie to całkiem nago, ale nie będę wzbudzała aż takiej sensacji, dlatego zdjęłam tylko górę.

    – Ale mogłaś leżeć, a nie łazić po krzakach.

    – Przestań, miałam się zsikać? Musiałam w krzaczki – odwróciła głowę, zamknęła oczy.

    Rozmowa niby skończona, a ja ciągle patrzyłem na duże piersi, które lekko odchyliły się na boki i doszedłem do wniosku, że trzeba opalić plecy… A może poczytam gazetę, którą wziąłem z sobą, ważne, żeby leżeć na brzuchu, bo czułem, że kutas zaraz rozerwie mi kąpielówki. Po chwili mogłem już bez obaw wstać, podszedłem do kumpli. Gadaliśmy o pierdołach, Sławek pochwalił się nową laseczką, a mówił o niej w taki sposób, że doszliśmy z Piotrem do wniosku, że to chyba właśnie ta, na którą czekał. Dla odmiany Piotr rozstał się ze swoją kilkuletnią miłością, na szczęście nie mieli dzieci.

    – Co się stało, dlaczego nie jesteście razem – dopytywałem.

    – Co mam ci powiedzieć… Renata wolała zmywak w Londynie, niż księgowość w Polsce, teraz wiesz? Zawsze myślała o wyjeździe na Zachód, ja wolałem zostać tutaj.

    – No tak, samo życie…

    – Daj spokój chłopakowi, jeszcze to przeżywa – Sławek stanął w obronie kumpla – a ta twoja dupa ale ma cycki, ja pierdolę, jak bym między nie wsadził gębę, ssał i lizał…

    – Pomarzyć sobie możesz, ojciec by ci jaja urwał, gdybyś spróbował za bardzo zbliżyć się do jego Oluni – roześmiałem się.

    – No, powiem szczerze, że nie chciałbym dostać się w łapy twego ojca. Ma swoje lata, ale przypierdolić jeszcze potrafi i ma czym! – miał chyba na myśli duże dłonie staruszka, który kiedyś ciężko pracował fizycznie.

    – Dobra chłopaki, wracam do domu, pora na obiad.

    – To śmigaj, my tu jeszcze posiedzimy. Musimy umówić się na jakiego browara, może jutro.

    – Zdzwonimy się, nara! – i poszedłem.

    Obiad czekał na stole, widocznie ojciec z daleka widział, jak jedziemy i wszystko przygotował. Deser podała już Ola, a ja przyniosłem po browcu, bo nie miałem zamiaru nigdzie się ruszać z domu. Zrobiło się fajne popołudnie, siedzieliśmy sobie na tarasie popijając chłodne piwo, Aleksandra nie towarzyszyła nam, Przyszła sąsiadka i zabrała dziewczynę do siebie na pogaduchy. Ojciec zapatrzył się gdzieś w dal z poważną miną, kilka razy pokiwał głową.

    – Ojciec, coś cię trapi? Masz dziwną minę.

    – Ech, synu, dużo by mówić…

    – No to mów, masz coś innego do roboty.

    – To taka osobista sprawa…

    – Tato, czy do tej pory mieliśmy przed sobą sekrety? Chyba nie, prawda? – coś za poważnie brzmiały jego słowa, nie miałem pojęcia, co się święci.

    – No, nie mieliśmy, ale to naprawdę osobisty problem, mój problem…

    – Coś z Olą nie tak? Ma jakieś boki?

    – Nie, nie o to chodzi. Jest mi wierna, sprawdzałem.

    – Sprawdzałeś? Jak?

    – Mam kumpla, który jest szefem agencji detektywistycznej, poprosiłem go, żeby sprawdził dziewczynę. Obserwowali ją ponad miesiąc w różnych sytuacjach i nie było nawet cienia wątpliwości, że jest mi absolutnie wierna… – zamilkł, pociągnął łyk piwa.

    – Wiesz co? Jak na taką rozmowę to piwo jest za słabe. Wypijesz porządnego drinka?

    – Masz na myśli tę „nastolatkę” w barku? – uśmiechnąłem się na myśl o rewelacyjnej whisky, której ojciec był koneserem.

    – Oczywiście, zaraz przyniosę.

    – Wracając do tematu – podjął rozmowę, kiedy siadł w trzcinowym fotelu- Ola jest wspaniałą kobietą, dobrą gospodynią, niesamowitą kochanką, ale…

    – No, wyduś to wreszcie z siebie!

    – Ona chce mieć dziecko!

    – O kurwa – wyrwało mi się. – A ty? Chcesz wchodzić w pieluchy, wrzaski i nieprzespane noce?

    – No właśnie, to jest ten problem… Nie pali mi się do tego, dlatego śpimy z sobą coraz rzadziej… Mam na myśli seks, oczywiście. Ale nie mówię też, że nie chcę. Nawet coś mi przyszło do głowy, gdyby okazało się, że nie mogę mieć…

    – Takie buty! Naprawdę nie mam pojęcia, co ci powiedzieć…

    – No właśnie, sam też nie wiem, jak to rozwiązać. Obawiam się, że nawet gdybym chciał, to byłby z tym problem, bo widzisz… Jak ty się urodziłeś byliśmy z twoją matką najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Żyliśmy bardzo skromnie, żeby nie powiedzieć biednie – upił łyk ze szklaneczki – więc łapałem każdą robotę, żeby jakoś nam się lepiej żyło… Pracowałem w takiej firmie, gdzie było bardzo silne promieniowanie, mieliśmy chodzić w specjalnych fartuchach, ale nie przestrzegałem tego nakazu i prawdopodobnie jestem bezpłodny… To był powód, którego późniejszym efektem było odejście twojej matki. Chciałem mieć więcej dzieci, ale mimo wielu prób nie udało się. Dopiero dużo później dowiedziałem się, ona zabezpieczała się przed zajściem w ciążę… Dbała ponoć o figurę, którą straciła po ciąży z tobą i potem długo starała się o jej odzyskanie. Teraz nie wiem, czy naprawdę jestem bezpłodny, czy ona tak mnie zwodziła…

    – A nie możesz pójść z tym do lekarza?

    – Tomku, ja sam nie wiem, czego chcę. Postanowiłem, że co los zdecyduje, to będzie. Myślałem jeszcze o jednym rozwiązaniu…

    – Co mądrego wymyśliłeś?

    – Może to nie jest mądre, ale… Trochę głupio mi o tym mówić.

    – Wal śmiało, nie krępuj się.

    – Kiedy to… Tomku, jesteś moim synem, prawda?

    – Tak twierdzi moja matka, a że kobieta cnotliwa była, to nie mam powodu jej nie wierzyć – odpowiedziałem cytatem, chyba z „Potopu”.

    – Prawda – roześmiał się krótko. – Mam propozycję. Bardzo dziwną, ale…

    – Powiesz w końcu? – aż pochyliłem się w jego stronę.

    – No dobrze, uważaj więc. Chciałbym, żebyś kochał się z Olą i zrobił jej dziecko! – wypalił.

    Mało nie zemdlałem z wrażenia. Czy staruszek postradał zmysły? Mam zerżnąć jego żonę, do tego jeszcze mam zostać ojcem? Niewiarygodne!

    – Ojciec. Twój ślub z Olą uważałem za szaleństwo, ale to pikuś przy tym, co proponujesz mi teraz!

    – Długo myślałem o tym i uważam, że to najlepsze rozwiązanie.

    – Wybacz, ale nie mogę się na to zgodzić, to jest…

    Skończyliśmy rozmowę widząc nadchodzącą Olę.

    – O czym tak zawzięcie dyskutujecie? – uśmiechała się do nas radośnie.

    0 O życiu… – odparliśmy chórem.

    – O, właśnie, życie! Wanda chciała pogadać, bo ma radosną nowinę, Zośka jest w ciąży! – popatrzyła przeciągle na ojca.

    – Ta mała Zosia? W ciąży? Przecież ona ma… No tak, pięć lat młodsza od Tomka, to na dwadzieścia pięć lat! Ale ten czas leci – ojciec nie mógł wyjść z podziwu.

    No właśnie, czas leci! – znowu patrzyła na niego.

    Zbliżał się wieczór, poszedłem do siebie. Leżąc na łóżku zastanawiałem się nad słowami ojca. On naprawdę powinien pójść do psychiatry, jak on to sobie wyobraża, że wydymam Olę i będzie ok? Z drugiej strony to klasa dziewczyna, seks z nią musi być niesamowity, choćby same wrażenia wzrokowe…

    Sobota wieczór, lato, a ja kurwa, leżę na wyrze i mam głupie myśli. „Rusz dupę i wypad z chaty” pomyślałem i tak zrobiłem. Zadzwoniłem do jednej z laseczek, które ostatnio dymałem, ale nie miała czasu, była gdzieś ze staruszkami; zadzwoniłem do drugiej i umówiłem się w moteliku, gdzie zwykle się spotykaliśmy. Nie wiem, która bardziej mi się podobała, obie stanowiły swoją przeciwność. Wiktoria wysoka, szczupła, prawie chuda brunetka z małym biuścikiem, ale nieziemsko długimi nogami i zgrabną pupą. Marta z kolei niewysoka blondyneczka, długowłosa pięknotka z dużym biustem i okrągłym tyłkiem, który ochoczo podsuwała pod mego kutasa. To z nią się umówiłem. Cezary, właściciel pensjonatu był moim kumplem, nie robił problemów, kiedy przyprowadzałem tam na godzinę, dwie, czy trzy moje ruchadełka. On sam też był gigant, widziałem niekiedy, jak z jego prywatnej części hoteliku wychodziły zarumienione, podniecone małolaty, jedną nawet kiedyś poznałem, to taka mała kurewka z Galerii. Marta pachnąca, świeża i chętna przybyła na czas. Nie traciłem czasu na jakieś bezsensowne rozmowy z dupeczką, bo też o czym miałem rozmawiać z siedemnastoletnią siksą? Rozebrała się błyskawicznie i już klęczała na poduszce obciągając mi kutasa. Chwilkę obserwowałem jej działania, po czym podniosłem, niemal rzuciłem na łóżko, odwróciłem plecami do siebie i bez pardonu załadowałem w jej pulchną dupcię. Krzyknęła tylko i już ruszała biodrami, sam nie musiałem nic robić, sama nadziewała się na twardą dzidę. Złapałem laskę za biodra, przycisnąłem do siebie i sam położyłem się na jej plecach, dzięki czemu już siedziała na mnie i dalej praktycznie sama ruchała się w dupę. Nagle podskoczyła, zmieniła szparki i odwróciła przodem do mnie. Zamknąłem oczy, czułem ciepło jej pipki na kutasie, było mi błogo…

    – Tak, Oleńka, tak dobrze – wyszeptałem.

    – Hej! Jestem Marta – dziewczyna znieruchomiała – co za Ola ci przyszła do głowy? Zakochałeś się w jakiejś?

    – Musiało ci się wydawać! Nie siedź tak bezczynnie!

    Ruszyła znowu, doszliśmy niemal równocześnie, spuściłem się w dupkę, wstałem, podmyłem się i odwiozłem zdziwioną małolatę do domu. Jakoś przeszła mi ochota na to młode, apetyczne ciałko. W domu nalałem sobie solidną porcję whisky, włączyłem jakiś film w tv, ale ciągle miałem w głowie słowa ojca i obraz zajebistej laski, którą była jego żona. Co ten stary wymyślił, czy on zdawał sobie sprawę, co i komu mówi? Kolejny drink i byłem gotów do spania. Stwierdziłem, że ranek jest najlepszym doradcą, więc pomyślę o wszystkim, jak wstanę. Oczywiście, tak, jak się spodziewałem, nic nie wymyśliłem. Siedziało mi to w głowie ponad tydzień. Jeździłem do firmy, myślałem o Oli, załatwiałem firmowe sprawy, myślałem o słowach ojca, w domu, kiedy patrzyłem w ich stronę widziałem tylko nagą Olę podchodzącą do mnie na czworakach, jak u Polańskiego…

    Środa, mój zwariowany tatuś oświadczył, że jedzie na kilka dni z kumplami na ryby. Był doświadczonym „karpiarzem”, kiedyś często miał takie wypady, ale i wyniki rewelacyjne. Jego rekord, to karp 27 kg! Dawno już nie był na zasiadce, wreszcie stwierdził, że musi oderwać się od codzienności. Dwa dni pakował wszystkie potrzebne klamoty, a podniecony był jak młodzieniec przed pierwszą nocką z kobietą. Wsiadał już do samochodu, kiedy cofnął się, poklepał mnie po ramieniu.

    -Pamiętaj, co ci mówiłem – rzekł półgłosem, wsiadł, zamknął drzwi, odjechał.

    – Co ci Tosiek powiedział?

    – Żebym cię pilnował! – wypaliłem i poszedłem do siebie.

    No to mam piątek, jutro wolne, policzyłem, że otwarta firma w sobotę przynosi raczej straty. Nie ma klientów, a koszt utrzymania, plus godziny pracowników dają wynik ujemny. Od roku wszystkie weekendy mamy wolne, w soboty działamy tylko w wyjątkowych przypadkach. Myślałem, czy na cały weekend nie dołączyć do ojca, ale jakoś nie chciało mi się słuchać czterdziesty raz tych samych opowieści, wspomnień starszych panów; znałem je wszystkie na pamięć. Połowa sierpnia, po upalnych dniach wieczory zrobiły się chłodne, siedzenie na tarasie było możliwe, ale trzeba było się ubrać. Nie miałem pomysłu na dzisiaj, wskoczyłem pod prysznic; ubrany w ciepłe dresy siadłem ze szklaneczką swego ulubionego trunku. Patrzyłem, jak zachodzi słońce, kolorowe refleksy przesuwały się po chmurkach, oddałem się takiemu błogostanowi, że wszystko przestało istnieć, ja byłem, ale jakby mnie nie było; wiesz, co mam na myśli? Moją samotność przerwała Ola.

    – Co tak sam siedzisz? – stała w drzwiach tarasu, miała na sobie tylko szorty i lekką koszulkę

    – A co mam robić? Nie chce mi się nawet gadać… Zaczął się weekend, dwa wolne dni, muszę odpocząć po ciężkim tygodniu. Od poniedziałku znowu do firmy, ojca przecież cały tydzień nie będzie, więc będę musiał się uwijać… A ty pracujesz jutro?

    – Nie, też mam wolne i to do wtorku. Myślałam, czy nie wybrać się do rodziców, ale są w sanatorium, nie pojadę do pustego domu.

    – No to siadaj, pomilczymy sobie wspólnie.

    – Chyba tak zrobię, tylko naleję sobie Martini. A ty walisz swoją „łychę”?

    – Tak, ale załóż coś na siebie, bo chłodno.

    Po chwili siedzieliśmy obok siebie popijając swoje trunki, nie odzywaliśmy się dłuższą chwilę. Pewnie chyba chwilkę się skimnąłem, bo choć wydawało mi się, że tylko przymknąłem oczy, to jednak w momencie, kiedy je otworzyłem było już znacznie ciemniej, a Oli nie było. Dreszcz przeszedł mi po plecach, zrobiło się naprawdę chłodno, wróciłem do domu. Nie miałem ochoty na nic, ogarnął mnie jakiś marazm, najchętniej wskoczył bym do łóżka i obudził się rano. Usłyszałem pukanie do drzwi, to Aleksandra.

    – Chodź, zrobiłam kolację, nie chce mi się jeść w samotności

    – . Nie jestem głodny, ale jeśli chcesz, to choć dotrzymam ci towarzystwa.

    Złapała mnie za rękę i poszliśmy do ich mieszkania. Stół był zastawiony jakimiś frykasami z kuchni azjatyckich, nie było tego wiele, ale bardzo różnorodne smakołyki kusiły swym wyglądem i zapachem. Poczułem, że jednak chyba jestem troszkę głodny, chętnie siadłem do stołu. Kolacja była znakomita, nie sądziłem, że te wschodnie dania są tak smaczne. Ola polała do wysokich kieliszków wytrawne, czerwone wino.

    – Nasze zdrowie – stuknęliśmy się kielichami.

    – Nasze! Dziękuję za kolację, pyszna!

    – Muszę dbać o swego pasierba, prawda? Nie jestem przecież złą macochą!

    – No, nie wiem, pasiesz mnie, jak Jasia!

    – Nie muszę, jesteś dobrze odżywiony. – roześmiała się.

    Przenieśliśmy się do salonu, zamiast wina wzięliśmy z kuchni mocniejszy alkohol.

    – Wiesz, Tomku, muszę zadać ci takie trochę osobiste pytanie, mogę?

    – Pytaj, nie mam tajemnic. Dlaczego nie masz żony, dziewczyny, sympatii? Przepraszam, ale zastanawia mnie to.

    – Hmmm. To dość złożone. Kilka lat temu poznałem fajną dziewczynę, było nam bardzo dobrze ze sobą, mieliśmy plany, marzenia… Nie wiem skąd, ale nagle zjawił się jakiś fircyk i tak ją omotał, że po trzech latach bycia razem, z dnia na dzień wyjechała z nim. Tak po prostu, spakowała się i wyjechała… Jakiś czas temu dowiedziałem się, że zmajstrował jej dzieciaki i tak, jak się pojawił, tak samo zniknął z jej życia, a ona została sama z dwójką pociech. No cóż, samo życie. Ponoć próbowała nawiązać ze mną kontakt, ale nie chcę jej już nawet widzieć, to, co zrobiła to był dla mnie wielki ból… Miałem jakieś sympatie, ale raczej po to, żeby wspólnie spędzać czas, czy pójść do łóżka, nic szczególnego. A ty? Chyba ojciec nie jest twoim pierwszym facetem?

    – Smutne to, co opowiedziałeś… Tak, masz rację, Antoni nie jest moim pierwszym. Widzisz, ja mam takie coś, że podobają mi się i podniecają mnie dojrzali mężczyźni, a moi rówieśnicy… No cóż, nie każdy jest tak poukładany, jak ty. Byłam sześć lat z mężczyzną jeszcze starszym od twego ojca, ale odszedł… Nie tak, jak twoja miłość, tylko odszedł na zawsze, zmarł na raka… Długo go opłakiwałam, ale stwierdziłam, że jestem jeszcze na tyle młoda i atrakcyjna, że znajdę swą miłość, no i spotkałam Antoniego. Wiesz, że jak pierwszy raz się zobaczyliśmy, to najpierw mnie solidnie opieprzył? Mało brakło, a rozjechał by mnie swoim autem, weszłam prosto pod maskę. Po zdrowym opierdolu uspokoił się i… zaprosił mnie na kawę. Tak to się zaczęło, resztę znasz.

    – No to też przeżyłaś swoje, nie ma co! Teraz ty odpowiedz na moje pytanie.

    – Słucham.

    – Dobrze jest ci z ojcem, u nas?

    – Nawet nie wiesz, jakie to fantastyczne uczucie mieszkać z takimi mężczyznami, jak wy! – nalała wódkę do kieliszków – pilnuj mnie, mam słabą głowę do wódki!

    – Nawet się nie spostrzegłem, kiedy butelka zrobiła się prawie pusta. Czułem mocny szmer po alkoholu, ale to tylko wprawiło mnie w dobry nastrój, widocznie musiałem się wyluzować, żeby wrócił dobry humor. Ola gdzieś mi zniknęła, siedziałem długą chwilę sam, czekając na nią, ale się nie doczekałem i wróciłem do siebie. Nalałem sobie znowu whisky, włączyłem płytę z serii smooth jazz, siadłem w fotelu z drinkiem w dłoni, przymknąłem oczy i wsłuchiwałem się w melodię płynącą z głośników.

    – Zatańczymy? – głos Oli wyrwał mnie ze stanu błogości.

    Stała nade mną ubrana podobnie jak ja w dresy, włosy miała rozpuszczone, wzrok rozmarzony, uśmiechała się jakby… nieśmiało.

    – Dlaczego nie, lubię tańczyć – wstałem ująłem ją za rękę, wyszliśmy na środek pokoju.

    – Obejmij mnie mocno – przytuliła się do mnie całym ciałem, wsunęła prawe udo między moje.

    – Nie przesadzasz? – wyszeptałem jej do ucha.

    – Nie! Tańczmy. Kołysaliśmy się w rytm pięknych standardów, Ola oparła głowę na mym ramieniu.

    Nie wiedziałem, co robić, przecież to moja macocha, żona mego ojca, a mi kutas podnosi głowę! Jeśli dalej będziemy tak się tulić, to nie ma szans, żeby nie poczuła twardniejącej pały na udzie! Lekko odsunąłem się od dziewczyny, ale tylko troszeczkę, nie puszczała mnie. CO mam, kurwa, robić? Podoba mi się ta kobieta, nieraz trzepałem się myśląc o niej, mając w oczach jej twarz, ale przecież nie wyrucham żony ojca! Ja pierdolę, przecież on sam tego chciał! No i co mam robić? Kutas stał mi jak nigdy, dziewczyna tuliła się do mnie, a ja… Nie wytrzymałem, przycisnąłem się do niej jeszcze mocniej, niech czuje, co się dzieje w moim kroczu.

    Początkowo nie zareagowała, ale po chwili wsunęła dłoń między nas i złapała przez spodnie dresowe za sterczącą pałę. Poczułem na szyi gorący oddech i jej usta. Sekundę później nasze języki spotkały się w szaleńczym balecie namiętności. Nie hamowaliśmy się już. Ola opadła na kolana, ściągnęła ze mnie spodnie, pod którymi nic nie miałem i zaczęła obrabiać mego przyjaciela. Muszę przyznać, że zasys miała zajebisty, mój penis nie jest maluchem, wręcz przeciwnie, wszystkie laski zachwycają się, tym że jest taki gruby i długi; Aleksandra nie miała z nim najmniejszych problemów, wchłonęła go całego. Od czasów technikum golę sobie jaja, więc nic nie wchodziło jej do nosa, kłaki nie plątały się między zębami. Robiła mi loda z naprawdę wielką wprawą, lizała mnie, ssała, drażniła jądra, lizała pachwiny.

    Ująłem ją pod ramiona, podniosłem, sam opadłem na kolana, rozsunąłem niebotyczne nogi tak, że stała teraz w lekkim rozkroku ograniczonym ściągniętymi do kolan dresami; bielizny nie założyła, więc bez problemu pocałowałem mokrą szparkę różowej pipki, westchnęła głęboko. Lizałem, ssałem łechtaczkę, bawiłem się lekko pomarszczonymi wargami, zlizywałem wypływające soczki, wsuwałem jęzor do pipki, drażniłem jej wewnętrzne, delikatne ścianki, palcami penetrowałem cipkę i drażniłem dziurkę odbytu. Odwróciłem dziewczynę tyłem do siebie, popchnąłem lekko, tak, że teraz stała w rozkroku z wypiętą do mnie pupą, rękoma opierała się o blat stołu. Lizałem dalej różową pizdeczkę, zacząłem językiem drażnić kakaowe oczko. Wsłuchiwałem się w postękiwania, jęki i głębokie westchnienia hmmm… żony swego ojca, ale teraz nie pamiętałem o tym, miałem jęzor w boskim ciele atrakcyjnej kobiety, która miała taką samą jak ja ochotę na seks. Wylizałem pupę, wstałem i załadowałem w nią twardego kutasa.

    – Nareszcie! Ruchaj mnie wreszcie, czekałam na to tyle czasu… Mocniej, mocniej, muszę cie poczuć wszędzie… O, tak, tak… Kurwa, mocniej nie słyszysz, zasrańcu? Tak, teraz w pipę, mocno, mocniej…

    – Już Oleńko, już robię, jak chcesz…

    Znaleźliśmy się w łóżku, przedtem błyskawicznie pozbywając się ciuchów. Odepchnąłem dziewczynę od siebie, wstałem. Wreszcie mogłem podziwiać jej ciało w pełnej krasie. Naprawdę była zgrabną, atrakcyjną, piękną kobietą. Tak jak wcześniej nad jeziorem biust lekko się przechylił na boki, patrzyłem na te długie i zajebiście zgrabne nogi, zaczynające się kroczem z gładziutką, aż aksamitną w dotyku pipką, nad którą rysowały się mięśnie brzucha, choć nie była chuda… Odwróciłem Olę na brzuch, bezwolnie poddawała się moim zamiarom. Teraz podziwiałem to, na co jako pierwsze zawsze zwracam uwagę, czyli na pupę. To był w moim mniemaniu ideał. Nie podobają mi się wielkie latynoskie dupy, szerokie biodra, jak u tych słynnych sióstr zza oceanu, nie podobają mi się brazylijki z tymi wypiętymi pośladkami, budzi to moje niemal obrzydzenie. Co zrobić, taki mam gust i już. Patrzyłem na te półdupki jak orzeszki, piękne, zgrabne, jędrne…

    Opadłem na kolana, rozchyliłem te orzeszki i znowu lizałem i drażniłem pupcię macochy. Odwróciła głowę w moją stronę.

    – Na co, kurwa, czekasz? – wysyczała – przestań się cackać i zacznij wreszcie ruchać, zrób użytek z tego kutasa, co ci tam sterczy!

    Nie skończyła, kiedy tkwiłem w niej po jaja. Zacząłem ruchać wypięte dupsko, Ola unosiła biodra, sama też poddawała się memu rytmowi. Wyskoczyłem z pupy, zasadziłem chuja w pipkę, ale cały czas palcami brandzlowałem rozepchaną pupę.

    – Tak, kocham czuć w pipie kutasa, ruchaj mnie… Tak!!! Tak… mocniej, jeszcze… Ooooo…. Taaaak…. jeszcze mocniej…. złap mnie za dupę i ruchaj!!!

    Tak zrobiłem. Złapałem szupłe biodra i jechałem w cipie jak automat. Tak, jak kiedyś małolatę, tak teraz mocniej chwyciłem Olę i odwróciłem się; miałem ją na sobie, teraz ona wykazywała się inicjatywą. Okazała się amazonką niemal doskonałą, jechała na mnie jak na rodeo, odwracała się błyskawicznie, raz była przodem do mnie, raz tyłem; to w cipce, to w pupie czułem maltretowanego kutasa. Nie wiem, ile razy dochodziła, każdy orgazm kwitowała głośnym przekleństwem i kontynuowała swoją galopadę. Wreszcie zeszła ze mnie, tym bardziej, że zbliżałem się do potężnego wytrysku i objęła drgającego chuja ustami. Znowu przekonała mnie, że jest mistrzynią fellatio, lodzik w jej wykonaniu był boski. Wystrzeliłem w otwartą buzię jak wulkan na Kamczatce, z rykiem wyrzucałem w nią olbrzymie porcje spermy. Połykała tyle, ile mogła, resztę roztarła sobie na biuście.

    – Masz niezły zbiornik, sporo tego wylałeś – przeciągnęła się leniwie. – Ale ruchać to też potrafisz, to chyba u was rodzinne…

    – Pamiętasz przysłowie, to o jabłku, co to niedaleko…

    – Pamiętam. Teraz chyba poprawisz co?

    – Chyba zwariowałaś, ledwo zipię, na półgodziny mam spokój. Chodź, napijemy się czegoś, z tego wszystkiego zaschło mi w gardle.

    – A wiesz, że mi w gardle nic nie zaschło, ale też chętnie się napiję.

    Usiedliśmy goli na łóżku, Ola przełożyła swe zgrabne nogi przez moje uda, wypiliśmy po kieliszku wódki, popiliśmy łykiem piwa.

    – Chętnie bym teraz zapaliła – Aleksandra znowu przeciągnęła się jak syta kotka.

    Ręce wyciągnięte w górę podniosły jej biust, który teraz sterczał zawadiacko, na którego widok mój zmęczony kutas znowu zaczął się podnosić. Jak wspominałem wcześniej nie była pięknością, ale teraz to, co widziałem pozwalało stwierdzić, że w pewnych okolicznościach była najpiękniejszą kobietą świata. Przestałem dziwić się ojcu…

    – To ty palisz? – zdziwiłem się – do tej pory nie widziałem cię z papierosem.

    – Bo normalnie to nie, tylko wtedy, kiedy przeżyję coś niesamowitego…

    – Czyżby…?

    – Tak – przerwała mi – tak, teraz tak było.

    Poczułem się dumny jak paw; dogodziłem takiej kobiecie… Z drugiej strony miałem wyrzuty sumienia, przecież to żona ojca!

    – Tomciu, nie myśl o ojcu – patrzyła mi w oczy – jestem przekonana, że nie powiedział by złego słowa…

    – Jak to, nie powiedział by… – nagle coś zaczęło mi świtać w głowie, ale to był taki błysk, nie umiałem tego sprecyzować.

    – No, tak jak mówię. Wyliżesz mi pipkę? Wspaniale to robisz…

    Cóż miałem robić? Wylizałem! Nie tylko wylizałem pipkę, ale wylizałem też dupkę, possałem łechtaczkę, znowu byłem w tej łaknącej chuja cipce i ruchałem ją bez opamiętania. Siedziałem w fotelu, Ola na mych biodrach, przed oczami miałem jej podskakujący biust, którego sterczące sutki usiłowałem złapać ustami. Nie „jechała” na mnie, jak chwilę temu, tylko falowała biodrami, poruszała się w tył i w przód, nie skakała na mnie, a jej ruchy podniecały mnie jeszcze bardziej. Pracowała biodrami jak tancerka brzucha w seraju, czym doprowadzała mnie do szału. Widziałem narastające podniecenie w oczach mojej kochanki, widziałem piękne oczy zachodzące mgłą rozkoszy, czułem, że znowu nadchodzi mój orgazm, czułem, że za moment znowu wytrysnę, a chciałem, żeby Ola doszła pierwsza. Nagle złapała mnie za szyję, nie wiem jak, ale siedząc na mych biodrach objęła je nogami i zamknęła mnie w żelaznym uścisku. W tym momencie wystrzeliłem znowu. Podobnie jak za pierwszym razem wystrzeliłem, tym razem w pipkę, poważną porcję swego nasienia.

    Ola oparła głowę na mym ramieniu, przestała się poruszać, ciężko oddychała, nie powiedziała ani słowa. Ja też dyszałem ciężko, jak po każdym orgazmie, a w myślach chwaliłem się za swe możliwości. Nie było jeszcze północy, a ja miałem pomału dość seksu; ta kobieta była nienasycona! Piliśmy jakąś colę, nie miałem już ochoty na alkohol, tym bardziej, że po takim wysiłku fizycznym, jakiego wymagały nasze „zapasy”, wcześniej wypite procenty absolutnie wywietrzały mi z głowy. Piszę, że miałem dość seksu, bo nie skończyło się na tym, co przed chwilą opisałem. Ola miała niespożyte siły, nawet jak zasypiałem wykończony to i tak dosiadała mnie i jechała na mym biednym kutasie do swego orgazmu; wydaje mi się, że dwa takie przeżyłem „na śpiąco”!

    Niedzielny ranek nie uwolnił mnie od cipki i pupy macochy. Mogę to określić tylko stwierdzeniem, że ruchaliśmy się (a nie „kochaliśmy”!) jeszcze kilka razy i to nie tylko w łóżku… Aleksandra była nienasycona, robiła mi loda, siadała na kutasa, którego wzwodziła dłonią, lub ustami, podniecała mnie w każdy możliwy sposób. Dopiero wieczorem zaskoczyłem, że tylko pierwszy raz spuściłem się w spragnioną spermy buzię, wszystkie następne wytryski miałem w gorącą pipkę… Nie powiem, zacząłem podejrzewać jakiś spisek z jej strony, a może nie tylko jej…

    Niedzielny wieczór spędziliśmy też w mym łóżku, ale było to dosłowne spędzenie czasu, nawet nie dotknąłem jej pipki; daliśmy sobie buziaka na dobranoc i tyle. Następnego dnia pojechałem do firmy, zająłem się swoimi sprawami, nie miałem czasu na głupoty; tak przebiegł mi cały tydzień, nawet nie zauważyłem, że nadszedł dzień powrotu ojca z zasiadki na karpia. Przyjechał uradowany, zaczął chwalić się swymi sukcesami, pokazywał zdjęcia. Przyglądałem się facetowi z zaciekawieniem, jak witał się z żoną, którą dymałem jak kotkę przez cały weekend, jak ona ściskała swego męża, któremu dorobiła pokaźne rogi i nie umknął mi moment, kiedy wymienili między sobą znaczące spojrzenia…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek

    Ma CDN???

  • Prezent na Walentynki

    Nina na Walentynki przygotowała dla Michała prezent, który był prezentem również dla niej. Kupiła śliczny czarny, koronkowy gorset z czerwonymi kokardkami przy dekolcie i zapięciach do pończoch oraz prawdziwe nylonowe pończochy. W tym roku Walentynki wypadały w piątek, więc wiedziała, kiedy będzie mogła mu dać swoją niespodziankę. Mąż wracał później niż ona, bo jadł obiad z klientem. Naszykowała wino i kieliszki, pogasiła w mieszkaniu większość świateł i przebrała się.

    Kiedy Michał wrócił do domu, odczekała aż wejdzie do pokoju, a potem wyszła z kuchni z winem.

    Powiedziała – „Dzień dobry, kochanie. Szczęśliwych Walentynek.”

    Odwrócił się do niej i zobaczyła, że oczy mu rozbłysły z radości. Podszedł do niej szybko, objął ją i mocno pocałował. Schrypniętym z podniecenia głosem, powiedział:

    „Hmmm, dzień dobry, kochanie. A myślałem, że mój prezent będzie najlepszy.”

    Zaśmiała się z zadowoleniem. – „A co dla mnie masz?”

    Zawahał się – „Pamiętasz, jak rozmawialiśmy kiedyś o tym, że chciałabyś spróbować młodego kutasa… Pomyślałem, że moglibyśmy spróbować…”

    Zaskoczona wciągnęła gwałtownie powietrze do płuc. To prawda, rozmawiali, ale myślała, że to żarty. Nie spodziewała się, że wspomni o tym w Walentynki.

    „Zaprosiłem na dzisiaj takiego jednego. Ale jak nie zechcesz, to mu powiem, że nieaktualne.”

    Nina zagryzła wargę i z zastanowieniem zapytała – „A ty byś chciał to zobaczyć?”

    Serce zaczęło jej bić szybciej, a na twarzy poczuła gorąco.

    „Ale tylko, jeśli ci się spodoba.” – zastrzegł szybko, ale zobaczyła w jego twarzy błysk pożądania, który powiedział jej wszystko.

    Musiała sama przed sobą przyznać, że też się podnieciła.

    „To się zgadzam, ale tylko, jeśli ty będziesz przy tym cały czas.” – powiedziała.

    „Dobrze, popatrzę, ale nie będę się zbliżał. Okej?”

    W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Michał spojrzał na Ninę jeszcze raz i poszedł otworzyć. Usiadła na sofie i złapała kieliszek z winem, bo ze zdenerwowania zatrzęsły jej się nogi. Wypiła duszkiem. Jej mąż wszedł pierwszy, a za nim chłopak, który miał nie więcej niż 20 lat. Michał wskazał tamtemu fotel, a sam stanął przy drzwiach.

    Powiedział – „Nina, daj naszemu gościowi coś do picia.”

    „Whisky?” – zapytał tamtego. Młody skinął głową.

    Nina wstała, czując na sobie wzrok mężczyzn. Miała na sobie tylko gorset, pończochy i szpilki. Cipkę ogoliła tak, że zostawała mała kępka włosów przy szparce. Umalowała się starannie. Nalewała zamówione drinki i czuła spojrzenie młodego na gołym tyłku. Podała szklankę mężowi i złapała jego wzrok, nakazujący zajęcie się „gościem”. Uśmiechnęła się pod nosem. Podeszła do młodego i ukucnęła przed nim z rozchylonymi kolanami, podając mu szklankę. Pokazała mu rozłożoną cipkę. Potem osunęła się na kolana. Przesunęła dłońmi po jego kolanach aż do rozporka. Rozpięła go i pieszczotliwie wyciągnęła kutasa. Wypił swojego drinka jednym haustem.

    Klęczała z wypiętym gołym tyłkiem. Rękoma opierała się na jego kolanach, a ustami otuliła naprężony, duży członek. Obejmowała go wargami i pieściła językiem, a on od razu zaczął puszczać kropelki śluzu. Zlizywała je i pieściła go dalej. W pewniej chwili stęknął, przesunął do brzegu fotela i wbił jej kutasa głębiej do gardła.

    Złapała jego biodra, żeby się odepchnąć, ale nie miała na to szansy. Był wystarczająco silny, żeby przytrzymać jej głowę i pieprzyć usta aż do spełnienia. Szarpał jej głową tak, że naciągał na siebie gwałtownie jej gardło. Jakby to ona jego pieprzyła. Była wystraszona i dławiła się. Z oczu zaczęły lecieć jej łzy i zasmarkała się. Trwało to krótką chwilę. Zaczęła mocniej protestować, ale wtedy zaczął się spuszczać. Na szczęście poluzował uchwyt na jej głowie, więc się odsunęła. Sperma poleciał częściowo do jej buzi, a reszta na twarz. Łapała powietrze, siedziała na swoich piętach i patrzyła do góry w jego oczy. Dyszał ciężko i trzymał garścią kutasa.

    W końcu wystękał – „Ja pierdolę. Jaka super kurwa. Mam ochotę cię rżnąć i rżnąć.”

    Michał odezwał się cichym głosem – „To rżnij. Chcę popatrzeć.”

    Tamten spojrzał na Ninę, uniósł biodra i ściągnął spodnie. Wytarła przez ten czas chusteczką nos i oczy, rozmazując makijaż. Zdjął buty i skarpetki, a potem usiadł głębiej w fotelu. To był bujany fotel z giętkimi, sprężynującymi poręczami, które przechodziły w nogi. Kiedy młody się rozsiadł, kazał jej wylizać sobie kutasa i jądra. Michał położył na ławie obok nich prezerwatywy. Wzięła jedną i założyła na sterczący znowu członek.

    Złapał ją za włosy i powiedział – „No, nadziewaj się, dziwko. Czas na jazdę twojego życia. Wyrucham cię, jak nikt dotąd.”

    Był bardzo młody, więc wiedziała, że kutas stanie mu po każdym spuszczeniu. A spuszczać się może całą noc, jeśli się podnieci. Miał dużego, grubego kutasa i miała ochotę poczuć go w sobie. Wstała, okraczyła go, wsuwając nogi w przestrzeń między siedziskiem a podłokietnikami i nadziała się. Kiedy nakierowała czubek jego penisa na cipkę, oblizał usta. Był cały czas mocno podniecony. Zadrżała z podekscytowania.

    Czuła, że przeżyje bardzo ciekawą noc. I że ta noc dopiero się zaczyna.

    Siadała na nim powoli, czując jak pomału ją wypełnia. Potem zaczęła ruszać biodrami, układając go dokładniej w sobie. On nie był taki zmysłowy i cierpliwy. Schwycił ją za pośladki i zaczął podrzucać w szaleńczym tempie. Opadała na niego twardo, aż obijała się łechtaczką o nasadę członka. Na tyłku czuła podskakujące jądra. Podnosił ją tak wysoko, że aż przy wejściu do pochwy czuła jego czubek.

    Za mocno i za gwałtownie.

    Michał widział obcego penisa wnikającego w cipkę żony i z zazdrością ściskał swojego coraz mocniej. Obserwował, jak Nina się podnieca. Starał się nie jęczeć i wytrzymać do jej orgazmu.

    Pochyliła się trochę w stronę młodego i oparła biustem o jego twarz. Złapał ręką za gorset, zsunął go, odsłaniając piersi i wpił się w jeden ustami. Przestał nią tak szaleńczo podrzucać. Ruszała biodrami w swoim tempie.

    Ruchali się chwilę w milczeniu. Potem Nina poczuła przypływ gorąca i znajome drżenie. Odchyliła głowę i zajęczała. Trzymała się oburącz za oparcie fotela i kiwała nim razem z nimi. Jechali pierwszą klasą prosto do szczytowania. Złapał ją garściami za biodra, wbijając boleśnie paznokcie w skórę, ale była tak mocno podniecona, że nawet to je zwiększało.

    Dochodziła.

    Jeszcze jeden ruch… i jeszcze… i jeszcze….

    I odleciała. Krzyknęła, zaczęła się wić, cipka zalewała się sokiem, pod powiekami zobaczyła rozbłyski i rozpadła się.

    Michał widząc to, wytrysnął spermą w swoją rękę. Młody spuścił się w cipce jego żony.

    Kiedy w końcu zeszła z niego, zdjęła delikatnie prezerwatywę i schyliła się, żeby ją położyć na podłogę obok fotela.

    Nie zdążyła się wyprostować, kiedy chwycił ją w pasie, docisnął do podłogi i kazał uklęknąć. Klepał ją po pupie, gładził po nogach i dyszał. Podniecił się znowu bardzo szybko. Kutas stanął mu, zanim zdążyła się obejrzeć. Uklęknął za nią i przejechał czubkiem między pośladkami.

    Powiedziała łamiącym się głosem – „Gumka.” – a on wziął z ławy kolejną prezerwatywę i ją szybko włożył.

    Wepchnął potem kutasa do cipki jednym zdecydowanym, gwałtownym ruchem. Aż stęknęła. I od razu zaczął pieprzyć, narzucając takie tempo, jakby się gdzieś spieszył. Klęczała przodem do męża, więc spojrzała na niego, kiedy młody złapał ją za włosy, żeby dociągać się mocniej.

    Michał patrzył jej w oczy. Siedział na krześle z ręcznikiem na kolanach. Wiedziała, że pod nim trzyma kutasa w garści i spuszcza się. Ten widok i uczucie rozkosznego tarcia, wypełniania, ruchu w cipce, świadczące o podnieceniu tamtego, uczucie wykorzystania i oddawania się, sprawiły, że znowu się podniecała.

    Jednak młody postanowił zabawić się inaczej. Po pieprzeniu w tej pozycji, obmacywaniu jej nóg i tyłka i wyściskaniu cycków, chciał spróbować czegoś innego. Wyjął kutasa i naprowadził czubek na jej odbyt. Przestraszyła się, bo nie była posmarowana żadnym nawilżaczem. Kiedy zaprotestowała, klepnął ją w tyłek i splunął między pośladki. A potem wbił się w pupę, bez dania jej choćby chwili na przygotowanie. Wrzasnęła z bólu. Michał się wyprostował. Ale potem zajęczała z przyjemności, bo jej rozkosz szybko wzrosła i zmniejszyła ból.

    Sięgnęła pod spód i złapała go za jądra, pieściła je, pocierała nimi o swoją cipkę, drażniąc dodatkowo łechtaczkę. Pieprzył ją egoistycznie, a ona starała się nakierować jego ręce na swoje piersi i brzuch, by je dotykał i pieścił. Uniosła się, wyprostowała i złapała rękoma na jego głowę, odchylając swoją tak, żeby całował jej szyję. Gładziła jego nogi i dociągała tyłek do siebie.

    Pchnął ją i ponownie wylądowała na czworaka. Trzymał ją za biodra i dociągał do siebie. Nie interesowały go pieszczoty. Był tak podniecony, że chciał sobie poruchać i się spuścić. Wykorzystywał ją do spełnienia swoich fantazji. Pozwoliła mu na to, bo oni jego też wykorzystywali. Zamknęła oczy i starała się czuć całym wnętrzem ruch kutasa.

    Pieprzył ją coraz szybciej. Mocniej dobijał się do pośladków. Poczuła, jak pupa się jej otwiera, staje się gorąca, cipka pulsuje i wilgotnieje. Wiedziała, że zaraz będzie miała kolejny orgazm. Wygięła plecy i zajęczała przeciągle. Po chwili zaczęła się rzucać i zalewać sokami w kolejnych spazmach. Znowu odlatywała. Młody ruszał się jak maszyna. Jak pies ruchający sukę.

    Zaczął przeciągle wyć – „Uuuuuch.” I dobił się ostatni raz. W tym samym czasie ona też krzyknęła i straciła świadomość.

    Ocknęła się, leżąc na podłodze. Michał rozmawiał z młodym, który poszedł do łazienki. Mąż podszedł do Niny i zajrzał między jej pośladki. Poczuła wilgoć wylewającą się z pupy.

    „Hej, mała.” – powiedział – „Pękła gumka. Masz spermę w dupie.”

    Oprzytomniała. Podniosła się trochę i spytała – „Myślisz, że jest zdrowy?”

    „Zapytałem. Mówi, że nie robił nigdy testu, ale…” – Michał uśmiechnął się krzywo – „…uprawiał seks tylko z jedną dziewczyną.”

    „Och!” – zdziwiła się – „Naprawdę?”

     W tym momencie wszedł młody. Spojrzał na nich i speszył się. Nie miała zamiaru się na nim wyżywać. Podniosła się na kolana. Michał ukucnął za nią i zaczął rozpinać gorset, który się przekrzywił i zsunął.

    Odpięła z przodu pończochy od gorsetu i zdjęła go. Kiedy podniosła się na nogi, pończochy zsunęły się na jej udach, więc jedyne co mogła zrobić, to je zdjąć. Postawiła jedną nogę na fotelu i zaczęła to robić. Potem przesunęła dłoń wzdłuż pięty i zsunęła pończochę ze stopy. Zrobiła z drugą to samo.

    Młody podszedł do niej, stanął z tyłu i zaczął gładzić ją między nogami. Przesuwał palcami po mokrej cipce, aż do tyłka. To było bardzo miłe. Wypięła się i zamruczała. Michał odsunął się z powrotem na krzesło, które zajmował wcześniej. Poczuł, że czas na drugą rundę.

    Kiedy była już całkiem naga, wyprostowała się i stanęła przodem do młodego. Złapał ją za tył głowy i dotknął ustami do jej ust. Rozchyliła wargi i pozwoliła, żeby wsunął język do środka. Nie bardzo wiedział co z tym zrobić. Zawadził zębami o jej zęby i wycofał się. Odsunął się i popchnął ja w kierunku sofy. Posadził ją na niej i uklęknął między jej rozchylonymi nogami. Palcami obu rąk rozsuwał szparkę, badał wargi cipki i łechtaczkę. Wsunął palec do środka. Dotknął ją tam językiem, a potem jęknął przeciągle. Zobaczyła, że jego kutas znowu stoi.

    Przypomniała mu o gumce. Ubrała kutasa, drgającego niecierpliwie. Złapała się pod kolanami, rozłożyła nogi szeroko, unosząc jednocześnie je i kładąc się na kanapie. Przyjął zaproszenie z ochotą. Wspiął się i wbił kutasa do cipki. Zatrzymał się na chwilę. Tym razem postanowił więcej czuć i zapamiętać?

    Pieprzył ją jeszcze kilka razy tej nocy, spuszczając się i znowu podniecając. Zużyli kilka prezerwatyw. Zalał jej spermą piersi. Miała kilka orgazmów.

    To był wspaniały prezent Walentynkowy.

    Wyszedł nad ranem. Michał potem pieścił, całował, umył i utulił do snu swoją żonę. Kochali się następnego dnia od rana, wspominając Walentynki i rozmawiając o tym, co czuli.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    monia_be_be