Category: Uncategorized

  • Zlota godzina

    Delikatne promienie zachodzącego słońca czule łechtały jej długą szyję. Pstryk – Olka uwieczniła kolejną pozę Kai. Podmuch wiatru poruszył cienką sukienkę. Kaja zadrżała. Dzień był gorący, ale ku wieczorowi na trawie zaczęła pojawiać się rosa, mocząc dół sukienki. Jej sutki stwardniały.

    – Hej, bo jeszcze się podniecę.  – zaśmiała się Olka. Zrobiła kolejne zdjęcie.

    – Mamy już coś ciekawego? Robi się zimno. Na Insta nie potrzeba nie wiadomo czego. – narzekała Kaja.

    – Rozumiem twój zamysł, jesteś super ubrana, ale wiesz, twoja interpretacja połączenia z naturą mnie nie kręci.

    – Więc co proponujesz? – zapytała Kaja, unosząc brew.

    Olka uśmiechnęła się zadziornie. Zaczęła rozpinać guziki bluzki.

    – Co ty robisz? – zdziwiła się Kaja.

    Jasnowłosa dziewczyna nic nie odpowiedziała, rozbierała się dalej. Spadający stanik uwolnił obfite piersi. Dziewczyna kontynuowała rozbieranie się. Dżinsy, koronkowe figi, wszystko znalazło się na kocu obok sprzętu fotograficznego.

    – Na co czekasz? – zniecierpliwiła się dziewczyna. – Masz swoje połączenie z naturą. Nie będę tu sterczała goła samotnie.

    Zdziwiona kaja w mgnieniu oka zrzuciła z siebie sukienkę. Nie miała stanika, jedynie niewidoczne stringi. Zdjęła je powoli, przyglądając się w tym samym czasie piersiom przyjaciółki. Potem przeniosła wzrok na lekko wypukły brzuch, a później jej cipkę, porosłą delikatnymi włoskami. Kaja z początku przybierała nieśmiałe pozy. Na twarzy Olki też malowała się niepewność, ale gdy dziewczyny oswoiły się ze swoją nagością, sesja nabrała smaku.
    Ciemne sutki Kai sterczały z podniecenia. Czuła w nich lekkie pieczenie. Nagle wpadł jej do głowy szalony pomysł. Zamknęła oczy. Czuła jak jej gładka cipka robi się mokra. Jej dłoń bezwiednie powędrowała w to miejsce i zaczęła delikatnie masować łechtaczkę. Dziewczyna położyła się na trawie. Czuła coraz większe podniecenie. Jej dłoń przyspieszyła ruchy.
    Zaintrygowana Olka ustawiła aparat na statywie. Zmieniła tryb na wideo i włączyła nagrywanie. Następnie przyklęknęła przy Kai. Masturbacja koleżanki podniecała ją do granic możliwości, spragniona dotyka cipka piekła. Nagle Kaja otworzyła oczy. Lekko się uśmiechając wyciągnęła rękę, żeby zrobić dobrze Olce. Jej zwinne palce wiedziały co robić. Olka zaczęła pojękiwać z rozkoszy. Czuła narastające napięcie i nadchodzące ciepło.

    – Nie, czekaj! – krzyknęła Olka. – Jeśli już to robimy, to chcę się z tobą kochać – westchnęła.

    Dziewczyny pospiesznie przybrały pozycję nożyc. Poruszały biodrami w jednym rytmie. Pomarańczowe światło zalewało ich ciała. Pot na ich skórze błyszczał. Coraz głośniej jęczały. Ich ruchy były coraz odważniejsze. Soki z ich cipek zlewały się w jedno. Ta chwila była przepełniona erotyzmem i kobiecym pięknem w czystej postaci. Dziewczyny czuły zbliżające się orgazmy. Pragnęły ich jak nigdy wcześniej. I wtedy wybuchły. Ich ciała drżały w ekstazie. Być może pokusiłyby się o jeszcze jedną rundę, gdyby nie…

    – Co tu się odpierdala? – usłyszały męski głos.

    CDN

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Kaja Nowak
  • Mafia: Rzady bezprawia. Czesc 1

    Ronald Diamond wysiadał właśnie pospiesznie z pokładu parowca, którym wrócił z wojny do swojego rodzinnego miasta – Nowego Jorku. Mężczyzna zaczął wspominać dotychczasowe życie. Urodził się w 1915 roku w rodzinie rosyjsko-żydowskich emigrantów. Jego ojciec, Ivan, pracował jako kolejarz w Dyneburgu. Matka, Eleonora, była córką właściciela niewielkiego sklepu obuwniczego z Żytomierza. Para ta się pobrała i krótko przed wybuchem I wojny światowej wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych. Tam też na świat przyszedł ich jedyny syn – Ronald. Rodzina mieszkała w biednej nowojorskiej dzielnicy dla emigrantów, gdzie w okresie prohibicji roiło się dosłownie od przestępców.

    Chłopak w wieku kilkunastu lat został sierotą – ojciec zmarł na tyfus, matka zginęła w wypadku kolejowym. Aby uciec od koszmaru codziennego życia, Ronald postanowił mając 17 lat wstąpić do wojska. Nie udało mu się to. Pracował więc jako robotnik. Wyrobiło to w nim silnie lewicowe przekonania polityczne. W 1937 roku pojechał do ogarniętej wojną domową Hiszpanii, aby walczyć po stronie sił republikańskich. Wówczas pierwszy raz zetknął się z karabinem oraz zobaczył, jakie spustoszenie w ludzkich umysłach wyrabiają działania wojenne. Podczas walk nad rzeką Ebro dostał się do niewoli frankistowskiej. Tam zetknął się z racjami drugiej strony konfliktu. Po roku odzyskał wolność i zdecydował się na powrót do Ameryki.

    Atak japoński na Pearl Harbor i wejście Stanów Zjednoczonych do II wojny światowej znów skierowało Ronalda na front. Wziął on udział w walkach przeciwko siłom Afrika Korps w Tunezji, potem w inwazji na Sycylię. Uchodził za dzielnego żołnierza, dorobił się stopnia sierżanta. Trzyletni pobyt na wojnie zniszczył jednak psychikę mężczyzny. Ogrom zbrodni, jakie miał okazję zobaczyć na własne oczy nie mógł nie zrobić na nim wrażenia. Diamond czuł się całkowicie zdemoralizowanym człowiekiem. Dlatego też z wielką ulgą przyjął wieść o kapitulacji Niemiec i możliwości rychłego powrotu do domu. Tak w wielkim skrócie przedstawiała się jego dotychczasowa historia. Człowiek całkowicie wypalony przez wojnę, teraz wrócił do ojczyzny.

    – Nareszcie koniec tego okropnego koszmaru – powiedział do siebie Ronald.

    Powrót do normalnego życia nie okazał się jednak łatwy i przyjemny dla weterana wojennego. Mieszkał w starym, zaniedbanym mieszkaniu, położonym w biednej nowojorskiej dzielnicy. Nie było tutaj żadnych perspektyw. Aby się utrzymać, Ronald musiał zacząć szukać jakiejś pracy.

    Na Long Island doszło tymczasem do poufnego spotkania członków mafijnej rodziny Bullitów. W luksusowym apartamencie zebrało się około 40 osób. Wszyscy gangsterzy usiedli przy jednym stole. W centralnym miejscu siedział szef przestępczej rodziny, niejaki Gabriel Bullit. Miał 68 lat, siwe włosy, nosił na sobie drogi biały garnitur. W ustach palił kubańskie cygaro.

    – Musimy chronić nasze interesy w mieście przed wzrastającymi wpływami rodziny Cabanero. Te skurwysyny pchają się do władzy nad półświatkiem. Już kontrolują znaczną część obrotu alkoholem i narkotykami, kupują radnych, jeszcze trochę i będą mieli w kieszeni burmistrza – powiedział gwałtownie lider mafijnej rodziny.

    – Według naszych analiz, Cabanero współpracują z Irlandczykami. Mają od nich zapewnioną ochronę – odparł Johnny, najstarszy syn Gabriela.

    – Ja pierdolę tych brudnych Irlandczyków, w ogóle nasi chłopcy powinni z nimi dawno się już rozprawić.

    – Ale ojcze, protekcja ludzi O’Donella daje naszym wrogom duże pole manewru – odezwał się Sam, młodszy syn Gabriela.

    Przywódca rodziny zamyślił się na chwilę, po czym odłożył cygaro i wstał.

    – Wypowiemy tym chujom z Lower East Side prawdziwą wojnę i utopimy we krwi! Będą rzygali dosłownie swoją juchą! – ogłosił przekonująco Gabriel.

    – Będziemy potrzebowali więcej ludzi. I więcej broni – zauważył Julio Augustino, prawa ręka i najlepszy doradca głowy mafijnej rodziny.

    – I to zrobimy, stać nas. Ochronę policji też póki co nad sobą mamy. Do końca roku możemy mieć ostatnią szansę na wyeliminowanie Cabanerów z gry – skomentował Patrick, najmłodszy syn szefa.

    Tak więc dwie mafijne rodziny wkrótce miały rozpocząć ze sobą krwawe porachunki. W tym celu Bullitowie zaczęli werbować do swoich szeregów nowych ludzi. Działanie te nie uszły uwadze szpiegów konkurencyjnej grupy. Daniel Cabanero, szef drugiej gangsterskiej rodziny z Nowego Jorku, także zaczął przygotowania do wojny. Mógł liczyć na wsparcie Irlandczyków, którymi przewodził bezwzględny Thomas O’Donell, zwany też ”rzeźnikiem z Queens”. On i jego ludzie słynęli z wyjątkowego okrucieństwa wobec swoich oponentów, toteż większość nie pragnęła im się narażać.

    Ronald nie mógł znaleźć sobie żadnego godziwie płatnego zajęcia. Dręczyły go co dzień także koszmary minionej wojny. Pewnej nocy spacerował sobie po ciemnych ulicach swojej dzielnicy, rozmyślając o swoim życiu.

    – Na wojnie czułem się źle, ale nawet tutaj, w czasie pokoju, nie jestem w stanie znaleźć spokoju – wzdychał.

    Gdy tak sobie szedł, nagle jego drogę zastąpiło dwóch mężczyzn w garniturach, z kapeluszami na głowie. Ronald myślał, że ci faceci to przestępcy. Zaraz wyciągną schowaną broń i go napadną. I zważywszy na to, że nie ma nawet pięciu dolarów w kieszeni, najprawdopodobniej zastrzelą go na miejscu. Ale stało się zupełnie inaczej.

    – Czy pan mieszka w tej biednej dzielnicy? – odezwał się do Diamonda jeden z mężczyzn.

    – Yyy… Tak. Ale jestem tylko skromnym weteranem, który dopiero co wrócił do domu z długiej wojny – wymamrotał z siebie Ronald.

    – Walczył pan w Europie, czy na Pacyfiku? – dołączył się do rozmowy drugi mężczyzna.

    – W Afryce północnej i Europie. Od 1942 roku. Doszedłem do sierżanta.

    – Ma pan może problemy finansowe? – pytał pierwszy.

    – Cóż to za pytanie? Ale… Nie mogę znaleźć póki co żadnej pracy – powiedział z lekką irytacją były żołnierz, zaskoczony tak bezczelnym pytaniem zadanym przez nieznajomego.

    – Możemy panu pomóc – kontynuował pierwszy. – Rodzina Bullitów szuka nowych ludzi do swoich szeregów. To byłby dla pana bardzo opłacalny interes.

    Ronald zamyślił się. Ze światkiem przestępczym miał do czynienia niemal od wczesnego dzieciństwa. Ale zawsze gardził przemocą i bezprawiem. Z drugiej strony wizja dużych pieniędzy robiła na nim wrażenie. To w tym momencie wydawało się przeważać szalę.

    – Dobrze. Gdzie i kiedy mam się zgłosić?

    – Proszę jutro przyjść tuż po zmroku pod ten adres – powiedział drugi z mężczyzn podając Diamondowi kartę z zapisanymi na niej informacjami.

    – Dobrze. Z pewnością się jutro stawię – odparł.

    Dwaj faceci uśmiechnęli się do Ronalda, po czym poszli w przeciwnym kierunku, po chwili znikając zupełnie w mroku nocnej uliczki. Diamond wracając do domu zaczął rozmyślać nad przyjętą przez siebie propozycją.

    – Nie wiem, czy to dołączenie do mafii wyjdzie mi na dobre. Ale w sumie, co za różnica. I tak nie ma dla mnie lepszej przyszłości w tym wielkim mieście. Wojna całkowicie mnie wypaliła psychicznie.

    Policja w Nowym Jorku miała wiele, nawet bardzo wiele grzechów i grzeszków na sumieniu. Od lat panowała w niej permanentna korupcja, dotykająca zarówno szeregowych funkcjonariuszy, jak i samej góry jej dowództwa. John Rolff, obecny komisarz miejskiej policji, siedział w kieszeni wpływowej mafijnej rodziny Bullitów. Przymykał oko na przemyt, handel alkoholem i narkotykami, zabójstwa oraz porwania. Bullitowie mieli w swojej dłoni także Davida Fritza, prokuratora okręgowego. To jeszcze bardziej zwiększało ich samowładztwo w mieście.

    Ale sytuacja ulegała zmianie. Pojawienie się rodziny Cabanero i budowanie przez nią własnym wpływów zagrażało interesom Bullitów. Konflikt ten można było rozwiązać tylko w jeden sposób. Bardzo drastyczny oraz krwawy sposób.

    O omówionej porze Ronald stawił się pod wskazanym adresem. Przed jego oczami stał sporej wielkości stary magazyn. Mężczyzna zapukał do drzwi. Po chwili wszedł do środka. Było tam około kilkunastu ludzi. Spostrzegł także dwóch spotkanych wczorajszej nocy nieznajomych.

    – Skoro wy wszyscy zdecydowaliście się stawić tutaj dzisiejszej nocy, to znaczy że chcecie zaczął pracę u rodziny Bullitów. I dobrze. Macie szansę porządnie zarobić i stać się wreszcie kimś. Wyrwać się z waszych nędznych żyć – wygłaszał mężczyzna, który poprzedniej nocy namówił Ronalda do przyjścia tu.

    – Nazywam się Victor Erazm, a ten tutaj to Douglas Fox – powiedział pokazując palcem w kierunku palącego papierosa mężczyzny w białym garniturze, z kapeluszem na głowie.

    Victor kazał wszystkim zebranym ustawić się w jednym, równym rzędzie. Zaczął przyglądać się im dokładnie.

    – Jak się nazywacie i co żeście robili wcześniej? – zapytał Erazm łysego mężczyznę z niewielkim zarostem na twarzy, stojącego mniej więcej pośrodku rzędu.

    – Ja… Nazywam się Peter Berging. Pracowałem w porcie. Dotychczas – powiedział mężczyzna, z lekkim niepokojem w swoim głosie.

    – Mieliście kiedyś jakiś kontakt z bronią?

    – Tak. Dwa lata pracowałem w policji na Brooklynie – odparł coraz bardziej zestresowany Berging.

    – Co proszę? Byliście psem? I teraz chcecie, kurwa, do mafii wstąpić? – mówił spokojnie, acz z agresją w głosie gangster.

    – Ja… Ja… – nim zdążył dokończyć Erazm zdzielił go porządnie w twarz.

    Kiedy mężczyzna upadł na ziemię, gangster zaczął go kopać na oczach wszystkich.

    – W naszej organizacji nie ma miejsca dla żadnych zajebanych psów! Douglas, weź wypierdol to ohydne ścierwo na śmietnik!

    – Czy mamy tutaj jeszcze jakichś popaprańców? Przyznawać się lepiej, bo rozkurwię takiego raz, dwa – zwrócił się do pozostałych zebranych.

    Nikt jednak nie odpowiedział. Ronald był troszkę zszokowany całą tą sytuacją. Ale wiedział przecież, na co się pisze, przychodząc tutaj.

    Spotkanie trwało około godziny. Wszyscy mężczyźni zostali przyjęci do pracy u Bullitów. Diamond zaczął swoje przestępce życie. Nie wiedział, gdzie ta droga go ostatecznie zaprowadzi.

    Daniel Cabanero, szef powoli coraz bardziej zwiększającej swoje wpływy w Nowym Jorku rodziny mafijnej, swoje biuro miał na najwyższym piętrze Chrysler Building. Przebywał tam niemal codziennie. Było to w końcu doskonałe miejsce do kierowania rodzinnymi interesami, zarówno tymi legalnymi, jak i nielegalnymi.

    Rankiem pod budynek ten zajechała limuzyna. Wyszedł z niej człowiek ubrany w płaszcz z kapeluszem na głowie. Otaczało go czterech ludzi. Weszli do środka i skierowali się na najwyższe piętro. Tym tajemniczym mężczyzną był Thomas O’Donell, 56-letni lider Irlandczyków. Uchodził za człowieka bezwzględnego, o psychopatycznych i socjopatycznych skłonnościach, przy tym również za chama i prostaka. Podobnie można by nazwać wszystkich jego ludzi. Ale nikt w mieście nie chciał z nimi zadrzeć. Byli jak dzikie zwierzęta, nie cackali się ze swoimi przeciwnikami. Obecnie łączył ich doraźny sojusz z rodem Cabanero. Lecz wieści o szykujących się do wojny z nimi Bullitami, mogły wszystko zmienić.

    Po dojechaniu windą na ostatnie piętro, Thomas ze swoimi ludźmi bezpardonowo wkroczył do gabinetu Daniela. Dwaj goryle ochraniający szefa mafii wyciągnęli odruchowo broń.

    – Karl, Patrick, spokojnie. Odłóżcie broń – powiedział Cabanero. – Czego chcecie ode mnie z samego rana? I jak śmiecie tak bezceremonialnie się tutaj zjawiać? – kontynuował mężczyzna.

    Thomas podszedł do biurka, przy którym siedział mafioso. Z kieszeni wyciągnął papierosa i odpalił go swoją zapalniczką. Następnie wrednie się uśmiechając, zaczął mówić do siedzącego przed nim mężczyzny.

    – Doszły nas słuchy, że Bullitowie idą na wojnę z wami. Werbują nowych ludzi, zbierają broń, obwąchują się już z władzami. Chyba nasz dotychczasowy sojusz jest zagrożony – powiedział O’Donell.

    – Dlaczego niby?

    – Bo moi ludzie mieli tylko ochraniać wasze interesy. Na toczenie wojny się nie umawialiśmy – odparł Irlandczyk.

    Cabanero westchnął, po czym ponownie spojrzał na swego rozmówcę.

    – A za ile się z nimi rozprawicie?

    – Co? Ty się, kurwa, dobrze czujesz? To twoje zasrane zmartwienie. Jeszcze dzisiaj mogę pójść do Gabriela Bullita i to jemu zaoferować współpracę – powiedział bezczelnie Thomas.

    Daniel powstał z biurka. Pomyślał przez chwilkę. Podszedł do barku, z którego wyciągnął butelkę whiskey. Nalał dla siebie i swojego rozmówcy.

    – Jeszcze się możemy dogadać – kontynuował rozmowę – Na współpracy ze mną ty i twoim ludzie wyjdą lepiej. Za kilka miesięcy będę miał to miasto z garści. Ale żeby to osiągnąć, trzeba pozbyć się Bullitów. Innej możliwości nie ma.

    O’Donell wypił cały kieliszek alkoholu jednym duszkiem.

    – Właściwie, to mogę ci pomóc. Ale mamy nowe warunki umowy. Chcę… – zamyślił się przez chwilę mężczyzna, po czym dodał – połowy twoich obrotów z handlu heroiną. I chcę też kontroli nad wszystkimi burdelami, którymi administrujecie w mieście.

    – Dobrze. Zgadzam się – powiedział Cabanero – Ale liczę na waszą pomoc, w rozprawie z Bullitami.

    Irlandczyk pokiwał głową, po czym wraz ze swoimi ludźmi opuścił biuro szefa mafii. Daniel chwycił za słuchawkę telefonu i zaczął wykręcać jakiś numer.

    – Halo, Dave? O’Donell złożył mi przed chwilą małą, niezapowiedzianą wizytę. Irlandczycy dowiedzieli się, że Bullitowie szykują się na wojnę przeciwko nam. Aby dalej z nami współpracował, musiałem zawrzeć z Thomasem nową umowę.

    Rozmówcą był niejaki Dave Cabanero, młodszy brat Daniela i jego prawa ręka w mafijnych interesach. Gangster nikomu bardziej nie ufał.

    – Czyli obiecałeś mu więcej wpływów z handlu dragami i oddałeś mu kontrolę nad kierowanymi przez nas burdelami. Cudownie braciszku. Drogo nas to będzie kosztowało – powiedział niezadowolony z usłyszanych nowin Dave.

    – Ale bracie, bez pomocy Irlandczyków i O’Donella nie rozprawimy się z tymi skurwysyńskimi Bullitami – odpowiadał mafioso.

    – Może i masz troszkę racji. Ale musimy uważać, aby te zwierzęta nie zaczęły się obwąchiwać z naszymi wrogami. O’Donell to psychol, jest zdolny nas zdradzić w każdej chwili.

    Ciąg dalszy nastąpi…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jerzy Jaśkowski
  • Mafia: Rzady bezprawa. Czesc 2

    Co decyduje o tym, czy jesteś przestępcą? To, czy dałeś się złapać.

    To stare gangsterskie powiedzenie. Niewątpliwie jest w nim bardzo dużo prawdy.

    Ronald Diamond zaczął pracę dla mafijnej rodziny. Z początku nie musiał wykonywać żadnych szczególnie trudnych zadań. Był przydzielany jako ochroniarz. Wkrótce czekać go miał jednak prawdziwy chrzest bojowy. Krwawa rozprawa z Cabanero była coraz bliżej. Gabriel Bullit, głowa przestępczego rodu, wezwał do swojej rezydencji na Long Island Victoria Erazma. Był to zaufany człowiek bossa.

    – W czym mogę służyć, szefie?

    – Cóż. Uważam, że powinniśmy już zadać pierwszy cios naszym wrogom. Zbierz ludzi.

    – Ale co konkretnie mam zrobić? – zapytał Erazm.

    – Masz mi przynieść tutaj kilka łbów tych skurwysynów, najlepiej wcześniej oskalpowanych! – krzyknął Bullit, tak że głos rozniósł się po całym pomieszczeniu.

    – Rozumiem, szefie. Zrobię, jak każesz. Zapłacą nam krwią. Będą prosić o litość.

    – Litość? Wszystkich ich wybijemy, a truchła zakopiemy tak głęboko, że nikt nigdy ich nie znajdzie – oznajmił Gabriel.

    Erazm pospiesznie opuścił rezydencję swojego szefa, wsiadł do samochodu i skierował się w stronę centrum miasta. Gangster zebrał grupkę dziesięciu ludzi. Wśród nich znalazł się Ronald. Dla mężczyzny była to pierwsza okazja do poważnego ”pobrudzenia sobie rąk”. Wszyscy stawili się o omówionej porze w Hotelu America, będącym pod kontrolą rodziny Bullitów. Po chwili dołączył do nich Victor.

    – Dzisiaj macie żołtodzioby szansę, aby się wykazać. Jedziemy zrobić porządek na mieście – oznajmił.

    – Co konkretnie będziemy robić? – zapytał Ronald.

    – Szef kazał nam zlikwidować kilku ludzi od Cabanero. Dość pytań, czas działać.

    Wszyscy mężczyźni wsiedli do samochodów i odjechali. Czekała ich pełna pracy noc.

    ”Victory” było największym kasynem w Nowym Jorku. Mieściło się w centralnym Manhattanie. Zarządzała nim rodzina mafijna Cabanero, która czerpała z tego gigantyczne zyski. Tej nocy w lokalu bawił się John Falcon, człowiek blisko związany z przestępczą familią. Siedział przy stoliku w swojej honorowej loży i popijał whiskey. Do pomieszczenia wszedł nagle Morris, jego ochroniarz.

    – Szefie, limuzyna już przyjechała.

    – Dzięki Morris. Zaraz będę na dole – odparł dopijając drinka.

    Nagle mężczyzna usłyszał strzał, a jego ochroniarza przeszyło kilka śmiertelnych strzałów. Morris upadł martwy na ziemię. Do pokoju wkroczyli bezpardonowo dwaj gangsterzy. Szybko obezwładnili Falcona i położyli na ziemi.

    – No no no. Już nie jesteście tacy cwani, kurwa jego mać – powiedział Erazm z papierosem w ustach. – Ogłuszcie go i załadujcie do samochodu, mam dla niego specjalne rozrywki – dodał.

    Gangsterzy wynieśli nieprzytomnego Falcona z kasyna i załadowali do bagażnika jednego ze swoich samochodów.

    Mężczyzna ocknął się przywiązany do krzesła w jakimś opuszczonym magazynie. Wszędzie panował półmrok. Z góry oślepiała go wisząca żarówka.

    – Kurwa, kurwa, co się dzieje. Nic z tego nie pamiętam…

    – Trafiłeś do piekła – powiedział wyłaniający się z ciemności Victor – A ja. Jestem tutaj jebanym diabłem – dokończył.

    Po chwili dołączył do niego Ronald, który w ręku trzymał łom. Zaczął z niezwykle brutalną precyzją okładać narzędziem więźnia, tak że ten błyskawicznie zalał się cały krwią. Diamond teraz pierwszy raz na własnej skórze zetknął się z prawdziwym obliczem świata przestępczego. Szybko zaczął odczuwać przyjemność z zadawania bólu skrępowanemu człowiekowi. Poza tym, nie mógł stracić w oczach przełożonego. Od tego zależała jego przyszłość w organizacji.

    – Prroszę… O…litość – mamrotał ledwo przytomny Falcon.

    – Chris, weź odpruj oko temu kutasowi – powiedział Erazm do jednego ze swoich ludzi.

    Ten wyciągnął z kieszeni brzytwę, po czym zaczął w niezwykle drastyczny sposób wydłubywać gałkę oczną więzionemu. Aby nie krzyczał, Ronald wcześniej go zakneblował. Gangsterzy dla zabawy torturowali tak więźnia aż do rana, kiedy ten wyzionął z siebie ducha. Po wszystkim odwiązali zwłoki.

    – Ronald, pozbądź się trupa.

    – Tak jest, szefie.

    Mężczyzna zapakował zwłoki do worka i załadował do bagażnika samochodu. Usiadł za kierownicą, kierując się w stronę rzeki, gdzie miał wyrzucić szczątki. Jadąc zaczął rozmyślać o ostatniej nocy. Teraz przeszedł już swoisty chrzest bojowy gangstera. Pierwsza krew już za nim.

    – Eh, sam się na to zgodziłem przecież. Nie powinienem przejmować się moralnością, w końcu jestem gangsterem – rozmyślał.

    Gdy Diamond dotarł na miejsce, wyciągnął worek z bagażnika, po czym zrzucił do rzeki. Zwłoki zniknęły tonąc w wodzie. Mężczyzna chwilkę jeszcze wpatrywał się w toń, następnie wracając do pojazdu. Nim odjechał znów zamyślił się.

    – Tak. Będę piął się po szczeblach mafijnej kariery. Moje dotychczasowe życie nie należało do udanych, ale to się zmieni. Mam wreszcie szansę, na stanie się kimś. Już wkrótce będę najbardziej bezwzględnym gangsterem w tym zasranym mieście. I nie będzie takiego, co mi podskoczy.

    Niedaleko mieściła się irlandzka dzielnica. W jednym z tamtejszym pubów drinka sączył właśnie Thomas O’Donell. Otaczali go jego ochroniarze.

    – Czy podać coś jeszcze? – zapytał barman.

    – Jeszcze jedną szklaneczkę tego pysznego koniaczku.

    Nagle do lokalu wszedł jakiś młody mężczyzna w czarnym garniturze. Zaczął zmierzać w kierunku Irlandczyka. Po drodze zatrzymali go i skontrolowali dwaj goryle. Następnie dopiero dopuścili przed oblicze szefa.

    – Synek jest czysty – oznajmił jeden z goryli.

    – Szefie, chciałem donieść ci o czymś istotnym – powiedział młody kierując swój wzrok na O’Donella.

    – O co chodzi, szczeniak? – parsknął lider gangu.

    – Ludzie Bullitów. Oni zrobili wczoraj w nocy najazd na kasyno ”Victory”. Skosili kilku ochroniarzy i porwali Johna Falcona. Pół godziny temu truchło tego faceta wyłowili dwaj rybacy w porcie. Przyszedłem najszybciej, jak tylko mogłem, aby cię o tym powiadomić.

    Thomas zamyślił się moment. Rozbił gwałtownie szklankę o podłogę. Na jego twarzy widać było narastającą w nim agresję. Wstał z krzesła i zdzielił w twarz młodego.

    – Kurwa. Ja pierdolę. Te zasrane chuje zaczęli już z nami wojnę. Falcon to jeden z zaufanych ludzi Cabanero. No nic. – skwitował podpalając sobie papierosa zapalniczką – Sami musimy odpowiedzieć na terror jeszcze większym terrorem. Seamus, powiadom chłopców, że czeka ich w najbliższych dniach sporo brudnej roboty.

    – Tak jest, szefie – odpowiedział krótko gangster, po czym błyskawicznie opuścił pub.

    Wtenczas już Ronald zdążył wrócić do głównej siedziby rodziny Bullitów, mieszczącej się na Long Island. Powiadomił o pozbyciu się ciała. Gabriel, głowa rodu, wyprawił niewielki bankiet dla swoich ludzi. Miała to być nagroda za dobre wykonanie powierzonego im zadania.

    – Wnoszę toast za naszych nowych ludzi, ojcze. Są twardzi, tak jak potrzeba i nie zawahali się nawet przez moment – mówił Patrick Bullit, unosząc do góry swój kieliszek szampana.

    – Teraz dopiero zacznie się wojna. Pewnie wkrótce Cabanero naślą na nas tych swoich jebanych Irlandczyków – mówił Erazm, popijając swego drinka.

    – Tym skurwysynom też pokażemy co potrafimy – wyrwał się ze swoją odpowiedzią Ronald Diamond. Był bardzo pewny siebie. Jednak jego dość bezczelna wypowiedź nie mogła przejść bez uwagi. Do mężczyzny podszedł Gabriel.

    – Cóż za arogancja. A kim ty, kurwa mać, jesteś, aby pouczać mnie co mam z nimi zrobić?

    – Daj mu spokój, szefie. To tylko jeden z nowych, nie zna jeszcze wszystkich zasad – uspokajał Victor.

    Szef zdzielił w twarz Ronalda. Ten upadł na kolana, a z nosa zaczęła lekko cieknąć mu krew.

    – Tutaj jest twoje miejsce, bezczelny kundlu. Ja będę decydował, kto, kiedy i jak się będzie tutaj odzywał. Tym bardziej do mnie. Jeszcze jeden taki numer, a każę odciąć ci kutasa tępą brzytwą i włożyć do twojego zasranego ryja – groźnie odparł lider mafijnej rodziny, spoglądając spode łba.

    – Przepraszam. To… Już się nigdy nie powtórzy – wymamrotał Diamond, podnosząc się z ziemi. Z kieszeni wyciągnął chusteczkę i przystawił sobie do krwawiącego nosa.

    – Ja kurwa myślę. Pozostali chyba też zrozumieli moją aluzję. Ale szczeniak miał w sumie rację. Z Irlandczykami też musimy sobie poradzić. Czuję w kościach, że nasi wrogowie już zbierają siły. Wkrótce uderzą. Powinniśmy się do tego przygotować.

    Wendetta to świętość dla każdej szanującej się rodziny mafijnej. To jedyna zasada i jedyne prawo, jakie obowiązuje w tym zdeprawowanym świecie. Kto go nie przestrzega – szybko ginie.

    – Namierzyliśmy ich szefie – powiedział przez telefon mężczyzna w biało-czarnym garniturze, siedzący w fotelu w surowo umeblowanym mieszkaniu. W ustach popalał drogie kubańskie cygaro.

    – Bardzo dobrze, Angus. Masz zadanie zlikwidować obydwu – odezwał się głos w słuchawce.

    Mężczyzna wstał, pospiesznie kierując się w stronę wyjścia. Opuścił kamienicę, w której przebywał i wsiadł do czerwonego Cadillaca, gdzie czekało na niego już trzech ludzi.

    – Szef dał na jasny rozkaz. Mamy zlikwidować Johnny’ego i Patricka Bullitów. Obaj są w Empire State Building. Nie hamujcie się, mamy mokrą robotę do odpierdolenia.

    W budynku tego największego nowojorskiego wieżowca przebywali właśnie najstarszy i najmłodszy syn głowy rodziny Bullitów. Dwaj mężczyźni dbali w tym momencie o oficjalne interesy swojej zbrodniczej familii. Spotkali się z kilkoma radnymi miejskimi, którzy liczyli na dotacje od ich wpływowego i bogatego ojca.

    – Nasz ojciec jest wdzięcznym filantropem. W ubiegłym roku wspomógł miasto dotacją w wysokości 4 milionów dolarów – powiedział Patrick.

    – Wiemy i jesteśmy za to mu wdzięczni. Bardzo wdzięczni. Ale burmistrz Hill planuję na najbliższe dwa lata kilka kosztownych i bardzo potrzebnych mieszkańcom inwestycji. Rodzina Bullitów zawsze interesowała się losem najuboższych – mówił Albin Swank, radny miasta.

    – Jakiego wsparcia oczekujecie od nas? – zapytał Johnny. – Z jakiej kwoty bylibyście zadowoleni.

    – Myślę, że… Wystarczyło by… No powiedzmy… 5 milionów dolarów – odparł polityk.

    – Dobrze. Ojciec z pewnością się zgodzi.

    Ale Johnny… – zawahał się Patrick. – Pięć baniek to dużo pieniędzy.

    Starszy z braci machnął ręką. Spojrzał ostro na brata, po czym swój wzrok skierował w stronę radnego Swanka.

    – Cholerny materialista z tego mojego brata – zaśmiał się lekko Johnny – Miasto dostanie pieniądze. Jeszcze przed końcem roku. Zadbam o to – zapewnił starszy syn.

    Nagle do sali nieoczekiwanie weszło czterech nieproszonych ludzi. Ze swoich płaszczy wyciągnęli pistolety maszynowe.

    – Ognia! – krzyknął Angus, lider tych gangsterów.

    Mężczyźni otworzyli ogień i ostrzelali wszystkich zebranych.

    – To pułapka! – krzyknął Patrick, po czym otrzymał śmiertelną serię z automatu.

    Upadł martwy na ziemię. Johnny, zdołał ukryć się za biurkiem. Odbezpieczył swojego colta i próbował oddawać strzały do napastników.

    – Gdzie jest ta cholerna ochrona – powiedział wychylając się i oddając strzały.

    Udało mu się trafić jednego. Wszędzie w pomieszczeniu była krew. Na podłodze leżały ciała dwóch zastrzelonych przez gangsterów radnych miejskich. Johnny widział też postrzelone zwłoki swojego młodszego brata.

    – Cabanero was przysłali? – krzyknął Bullit.

    Po sali rozległ się pogłos przeładowywanej przez gangsterów broni. Johnny miał już tylko dwa strzały w swoim rewolwerze. Wiedział, że jego koniec jest już bliski. Wstał zza biurka i zaczął strzelać do swoich przeciwników. Pierwsza kula przeszyła jednego z mężczyzn na wylot, druga chybiła. Dwaj pozostali gangsterzy wycelowali swoje automaty w kierunku Bullita, po czym nacisnęli na spusty. Johnny’ego przeszyła momentalnie fala gorących pocisków. Do ust napłynęła mu krew. Zachwiał się na nogach i upadł. Przestępcy podeszli do leżących w sporych rozmiarów kałuży krwi zwłok.

    – Zadanie wykonane. O’Donell powinien być zadowolony – skwitował Angus.

    Ronald czuł się poniżony. Stracił w oczach szefa. Został przydzielony do ochrony Sama, jednego z synów głowy rodu. Stojąc przed drzwiami gabinetu mężczyzny, usłyszał fragment jego rozmowy telefonicznej.

    – Ale jak to? Kto zarąbał Johnny’ego i Patricka? Jakim cudem to zrobili w zasrany biały dzień?

    Słowa te, choć ledwo słyszalne przez ciężkie drewniane drzwi, mocno zainteresowały trzydziestolatka. Domyślił się, że Cabanero krwawo odpowiedzieli na ostatni atak Bullitów. I zaskakująco skutecznie.

    – Powiadomiliście już ojca? Kiedy się dowie, dostanie szału i kurwicy. Będzie chciał spalić całe miasto. Nikt go nie powstrzyma.

    Nagle drzwi się otworzyły i z gabinetu wybiegł aż kipiący od złości Sam. Chwycił gwałtownie Ronalda za kołnierz jego garnituru.

    – Idź i zbierz, kurwa, tylu ludzi, ilu tylko będziesz w stanie. Najchętniej bym cię teraz zakurwił tutaj na miejscu – wysyczał wściekły człowiek.

    – Spokojnie, szefie. Zrobię co każesz – odparł Diamond.

    Bullit wybiegł ze swojej willi, wsiadł do samochodu i odjechał. Ronald poszedł do gabinetu swojego szefa. Wyciągnął z barku butelkę whiskey, po czym nalał sobie alkoholu do kieliszka. Duszkiem wypił całą zawartość. Przysiadł następnie na stojącej w pokoju kanapie. Zaczął myśleć.

    – Pętla się powoli zaciska. Bullitowie zaczynają przegrywać tą konfrontację. Może warto byłoby zmienić stronę? Muszę być bardzo ostrożny. To bardzo niebezpieczna gra.

    Jeszcze tego wieczoru Lower East Side i Brooklyn zapłonęły w ogniu brutalnych, bezkompromisowych walk. Żarzący się ogień oświetlał nocą te dwie bogate dzielnice Nowego Jorku. Bullitowie wysłali tam około setki swoich ludzi. Gabriel, szef mafijnej rodziny, kazał swym gangsterom zrównać tamtejszy rejon z poziomem gruntu. Zaatakowano w jednym momencie niemal wszystkie najważniejsze punkty będące pod kontrolą familii Cabanero. Policja nie odpowiadała na liczne wezwania. Gabriel Bullit wydał taki nakaz komisarzowi Rolffowi. W przypadku nie dostosowania się do jego polecenia, zagroził mężczyźnie oraz jego całej rodzinie śmiercią. W związku z tym nikt z mieszkańców, wobec krwawych gangsterskich porachunków, nie mógł liczyć na pomoc organów porządkowych.

    – Szefie, wszystkie wejścia do budynku są już przez naszych obstawione – powiedział mężczyzna w szarym garniturze, wchodząc do gabinetu Daniela Cabanero, mieszczącego się na najwyższym piętrze Chrysler Building – Ale bez pomocy Irlandczyków od O’Donella, nie poradzimy sobie z wszystkimi zasrańcami wysłanymi przez Bullita – dokończył.

    Daniel podszedł do biura, podniósł słuchawkę telefonu i zaczął wykręcać numer.

    – O’Donell nie odbiera, Henry. Idź i dowiedz się, czy ludzie Bullitów nie zaatakowali też irlandzkiej dzielnicy.

    – Robi się – powiedział gangster, po czym błyskawicznie opuścił gabinet.

    Po chwili do pomieszczenia wszedł zdyszany Dave, brat lidera rodu Cabanero.

    – Cały Lower East Side płonie. Straciliśmy co najmniej 18 ludzi. Policja nie reaguje, więc Bullit musi mieć ją w kieszeni. Zasrani Irlandczycy nie przyszli nam z pomocą, może też ich zaatakowali, cholera wie – wydusił z siebie zmęczony mafioso.

    Daniel podszedł do okna. Widział płonące dzielnice, gdzie trwały właśnie walki. Przełknął ślinę i odwrócił się w kierunku swego brata.

    – Ilu ludzi mamy jeszcze w zanadrzu? – zapytał Cabanero.

    – Niewielu.

    Ronald Diamond został przydzielony jako osobisty ochroniarz dla Gabriela Bullita. Przebywał właśnie w luksusowym apartamencie głowy gangsterskiego rodu na Long Island. Mężczyzna spojrzał na swój zegarek.

    – Dochodzi 4 rano. To trwa już od dziesięciu godzin.

    Gabriel siedział w salonie przy drewnianym biurku i rozmawiał przez telefon. Drzwi do pomieszczenia były uchylone.

    – Julio, powtarzam ci raz jeszcze: nie ważne, ile to wszystko potrwa. Masz znaleźć Daniela Cabanero i przynieść mi głowę tego paskudnego popaprańca. Bez ścierwa tego kundla masz nie wracać do mnie – darł się sześćdziesięciolatek na cały głos.

    Nagle do willi podjechał czarny samochód. Wyszedł z niego w zakrwawionym garniturze Victor Erazm. Wbiegł gwałtownie do środka. Znalazł się przed obliczem szefa.

    – Wykurzyliśmy tych skurwysynów z Brooklynu i Lower East Side. Ale Daniel znajduje się w Chrysler Building, gdzie jest dobrze strzeżony.

    – Nie interesuje mnie to. Dwaj moi synowie gryzą kwiatki od spodu, nie spocznę póki nie pomszczę ich – krzyczał Bullit.

    W głowie Ronalda natomiast zaczęła kiełkować pewna koncepcja.

    – Jeśli przyniosę Cabanero głowę Bullita, mogę na nowo zbudować swoją pozycję w półświatku. I zemszczę się za poniesioną od tego dziada zniewagę – myślał – Ale muszę działać szybko. Trzeba będzie wykorzystać element zaskoczenia i szybko zlikwidować Erazma.

    Mężczyzna wyciągnął swoją broń i ostrożnie przeładował. Zaczął zbliżać się w kierunku salonu, gdzie przebywała rzeczona dwójka.

    – Pójdę i zwołam więcej ludzi. Potem zaatakujemy wieżowiec – nagle gangster poczuł ból dwóch przeszywających go strzałów.

    Victor padł martwy na biurko szefa. Diamond trzymał w wyciągniętej dłoni swojego colta model M1911 wycelowanego prosto w Bullita.

    – Co ty, do jasnej cholery, wyprawiasz? Co ty, kurwa, odpierdalasz?

    Ronald chwycił starca za kołnierz i przystawił do ściany. Do czoła przyłożył mu broń.

    – I kto tutaj teraz rządzi? – zapytał mężczyzna z wrednym uśmieszkiem na twarzy.

    Ronald czuł się teraz jak prawdziwy gangster. Jak pan życia i śmierci.

    – Na kolana, starcze – wydał ostro rozkaz.

    Bullit wykonał polecenie.

    – Zdrajca! Śmieć i jebany zaprzaniec. Moi chłopcy, kiedy już cię znajdą, obetną ci jądra i wsadzą do twojej parszywej gęby. Będziesz przeklinał dzień, w których matka wysrała cię na ten świat – syczał przez zęby Gabriel.

    – Oddam Cabanero twoją głowę. Za nią kupię sobie pozycję w ich rodzinie. Wystarczy mi tylko głowa – powiedział Diamond, po czym zaczął strzelać do byłego szefa z pistoletu.

    Podziurawiony Bullit padł zakrwawiony na ziemię. Ronald odetchnął. Teraz wszystko było już w jego rękach.

    Ciąg dalszy nastapi…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jerzy Jaśkowski
  • Zdzira cz. 1

    Dziś chcę podzielić się z Wami historią, która miała miejsce niespełna trzy lata temu. Po zakończonej sprawie rozwodowej byłam znowu wolna. Zaraz po wyjściu z sądu obdzwoniłam moje najbliższe przyjaciółki. Wszystkie jednogłośnie stwierdziły, że trzeba to uczcić, i w najbliższy weekend porywają mnie na miasto. Tak też się stało. W sobotni wieczór Kaśka i Anka zjawiły się u mnie wystrojone i szampańskich nastrojach. Mi też humor dopisywał i cieszyłam się na to wyjście. Od rana w lodówce chłodziła się butelka wódki, żeby wypić po drinku, dla uczczenia mojego pierwszego wyjścia jako panny z odzysku. Dziewczyny zajęły się drinkami, a ja w tym czasie szykowałam się do wyjścia.

    – Jestem gotowa, może być? – spytałam, stając na środku pokoju.

    Dziewczyny popatrzyły na mnie, potem na siebie.

    – No Ty chyba żartujesz – zaczęła Anka.

    – Nie idziemy do kościoła – dodała Kaśka.

    – A co wam się nie podoba? – spytałam.

    – Spodnie – powiedziały prawie jednocześnie.

    – Idziemy do klubu – dodała Kaśka.

    – To w spodniach nie mogę? – dopytywałam.

    – Dziś pokazujemy nogi – zachichotała Kaśka.

    – Dokładnie tak, zakładaj kieckę – zaśmiała się Anka.

    Szybko zmieniłam spodnie na spódnice przed kolano i założyłam czarne, cieniutkie rajstopy.

    – Teraz dobrze? – zapytałam, stając w drzwiach pokoju.

    – Lepiej, ale my mamy krótsze kiecki – zaśmiała się Kaśka, podciągając sukienkę, odsłoniła udo.

    – No właśnie – przytaknęła Anka, naśladując gest Kaśki – albo zaraz my Ci coś znajdziemy.

    – Jasne, jak wy mnie ubierzecie, to będę wyglądać jak zdzira, już ja was znam – zaśmiałam się.

    – Zdzira, zdzira – skandowały razem.

    Wycofałam się do pokoju chichocząc pod nosem. Faktycznie, dziewczyny nosiły się dziś krótko. Kaśka miała na sobie dopasowaną sukienkę do połowy uda, z dużym dekoltem, a Anka spódnicę sięgającą ledwie za tyłek. Jestem pewna, że gdyby się nachyliła, widać było by jej majtki. Szybko przejrzałam garderobę i zdecydowałam się na klasyczną, dopasowaną małą czarną. Wróciłam do dziewczyn i stając na środku pokoju, zakręciłam się, prezentując się z każdej strony.

    – No to macie swoją zdzirę – zaśmiałam się.

    Dziewczyny pokiwały głowami z aprobatą. Wypiłyśmy jeszcze po drinku, ubrałyśmy się, i zeszłyśmy na dół. Taksówka już czekała.

    CDN… 

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Magda z biura
  • Z Maja na weselu

    Nie rozmawiałem z Mają o tym co zaszło między nami tamtego wieczora. Zachowywała się tak jakby nic się nie stało. Zacząłem się zastanawiać czy ona w ogóle coś pamięta – byliśmy pijani i zjarani, wiec może naprawdę zapomniała o całym zajściu. Ja natomiast nie mogłem o tym tak po prostu nie myśleć. Wciąż miałem w głowie obraz nagich pośladków siostry, które przyjemnie tańczyły pod wpływem moich uderzeń, wciąż miałem obrazek jej tyłka umazanego moją spermą, wciąż widziałem jej drżące oczy, kiedy wszedłem w nią po raz pierwszy. To co między nami zaszło stało się dla mnie najważniejszym wydarzeniem w życiu. Pragnąłem przeżyć to raz jeszcze, jeszcze raz tak samo, albo inaczej, byle tylko czuć miękkość i ciepło jej ciała… A siostra zachowywała się tak jakby nic się nie stało. Totalna porażka.

    Minęły dwa tygodnie i wybieraliśmy się na wesele naszej kuzynki. Jako, że nie mieliśmy partnerów, postanowiliśmy z siostrą pójść jakby razem. Byliśmy w końcu rodzeństwem, to nic takiego. W każdym razie kiedy przyszedł ten dzień wydarzyło się coś niespodziewanego. Pierwszy raz od momentu naszego zbliżenia miałem okazję znów obcować z nagością siostry. Nie wiem ile było w tym celowości, a ile przypadku.

    Ubierałem właśnie koszulę w łazience, kiedy moja siora wparowała do środka. Z początku mnie nie zauważyła, bo weszła obrócona tyłem, nucąc coś pod nosem.. Nie miała na sobie stanika, była tylko w czarnych, koronkowych majtkach. Spojrzałem na jej duże, blade pośladki. Kiedy się schyliła po coś do szafki przyjemnie mnie załaskotało tam na dole. Pomyślałem o tym, jak brałem ją na pieska i jakie było to cudowne. W tym przykucu jej tyłek wyglądał jak przewrócona litera “B” i wydawał się jeszcze pełniejszy niż zwykle. Coś niesamowitego.

    Maja obróciła się w końcu i krzyknęła z przerażenia.

    – Co ty tu robisz? – zapytała, zakrywając ręką swoje piersi, jednak te przez swoją wielkość i tak wylewały się spod przedramienia. Udało jej się ukryć jedynie sutki.

    – Chyba co ty tu robisz – odparłem. – Byłem pierwszy.

    Siostra podniosła się z kolan. Stała półnaga dwa metry ode mnie. Jej wypukły brzuszek z głęboką dziurką pępka wydawał mi się teraz bardzo seksowny. Miała cudowne ciało, mimo swojej nadwagi i dobrze jej tak było. Każdy facet dostałby wzwodu widząc ją tak, jak ja ją teraz widziałem. Mnie też stanął momentalnie. Chyba tego nie zauważyła.

    – Wyjdź! – rzuciła.

    Mimo wszystko zmyłem się stamtąd, wciąż myśląc o jej dużych cyckach i tyłku. Poszedłem sobie zwalić do pokoju, myśląc o walorach Mai…

    Wesele jak wesele. Nic ciekawego. Nie umiałem tańczyć, więc głównie siedziałem i patrzyłem jak siostra wywija na parkiecie, popijając co jakiś czas wódkę. Miała na sobie niebieską sukienkę ze sporym dekoltem, w której wyglądała seksownie i dobrze – jej figura obfitej klepsydry. Patrzyłem na jej drgające w tańcu pośladki, na jej nogi i piersi. Była w tym hipnotyzująca magia, prawie przez cały ten czas miałem wzwód. Jakiś koleś przylepił się do Mai. Przetańczyła z nim prawie pół nocy. Widziałem jak na nią patrzył, jak z każdym tańcem pozwalał sobie coraz śmielej. Jego dłoń niby przypadkiem lądowała raz za razem na jej tyłku. Siora niezbyt protestowała. Nagle taniec się skończył, a oni szeptali do siebie na ucho. Gość położył swoje brudne łapsko na jej pośladku i lekko go ścisnął. Tego była dla mnie za wiele. Wyskoczyłem do niego i wydarłem się, żeby spierdala. Zrobiłem dramę w jej imieniu. Facet chyba nie chciał robić afery i usunął się na bok. Później już nie podchodził do siory. Maja sprawiała wrażenie, jakby miała mi to za złe.

    W końcu zniknęła w toalecie na dobrych kilka minut. Dużo popijała podczas zabawy. Pewnie musiała się źle poczuć. Postanowiłem to sprawdzić. Poszedłem do damskiej łazienki, aby wybadać co u niej. Tylko jedna z kabin była zamknięta. Zapukałem i powiedziałem, że to ja.

    – Wejdź – Usłyszałem głos siostry.

    Siedziała na zamkniętej muszli klozetowej.

    – Wymiotujesz?

    – Już nie.

    Zerknąłem na nią. Jej makijaż rozmazał się i te czarne smugi wokół niebieskich oczu dziwnie mnie podnieciły. Wyglądała smutno, ale seksownie. Jak upadła gwiazdka filmowa. Teraz ona spojrzała na mnie i widać było, że się waha. Jej wzrok był mętny.

    – Po co przyszedłeś? – zapytała.

    – Martwię się o ciebie.

    Zaśmiała się szyderczo. Przez chwilę milczeliśmy i to ona zaczęła ten temat.

    – Chcesz pogadać o tym, co stało się dwa tygodnie temu? – zapytała niepewnie.

    Zrobiło mi się nagle gorąco, serce podeszło do gardła. Nie spodziewałem się tego.

    – A ty chcesz? – rzuciłem.

    – Chcę – odparła pewnie.

    Przez się nie odzywałem.

    – To był twój pierwszy raz? – spytała w końcu.

    – Tak – potwierdziłem. – To był mój pierwszy raz.

    – Podobało ci się chociaż?

    – Maja…

    – Odpowiedź mi.

    – Bardzo. To było niesamowite.

    Siostra poruszyła się, ale nie wstała. Dopiero teraz zobaczyłem, że ściągnęła swoje buty na obcasie. Jej stopy okrywał ciemny nylon pończoch.

    – Wiesz, że to było złe – wyznała. – Jesteśmy przecież rodzeństwem.

    – Wiem.

    – To już nigdy się nie powtórzy i nigdy nie będziemy o tym więcej rozmawiać.

    – Nie?

    – Nie.

    Przez chwilę siedzieliśmy cicho. Myśli w głowie buzowały jak szalone. Miałem przed oczami obrazki z naszego zbliżenia i obrazki z dzisiejszego wieczora.

    – Skoro już tu jesteś, to muszę ci powiedzieć, że umówiłam się z tamtym gościem na seks w tej łazience – wyznała, zaskakując mnie. – Mieliśmy się tutaj spiknąć, ale ty się wtrąciłeś i wszystko popsułeś. Liczyłam jednak, że mimo wszystko przyjdzie…

    Nie mogłem tego słuchać, dlatego wypaliłem:

    – Zrób to ze mną!

    Popatrzyła na mnie zaskoczona.

    – Przecież ty kurwa jesteś moim bratem!

    – No, ale i tak już raz to zrobiliśmy. Co za różnica…

    – Taka, że to złe i chore!

    – Dla mnie było to coś najwspanialszego w życiu.

    Niepewność czaiła się w jej oczach. Niezdecydowanie.

    – I tak po prostu chcesz, żebym dała ci dupy? – spytała ordynarnie. Zrobiła to celowo.

    – Tak – potwierdziłem.

    – Przecież ja jestem grubą świnią…

    – Jesteś najseksowniejszą kobietą, jaką spotkałem…

    Wahała się, widziałem to po niej. Musiałem kuć żelazo puki gorące.

    – Pragnę cię Maju. Chcę tego najmocniej na świecie. Chcę znów się z tobą kochać…

    Jej niebieskie oczy drżały. Czaiła się w nich niepewność. Jej twarz była w tej chwili piękna, zagryzła wargę. I stało się. Nie wiem, czy to do niej trafiło, ale zgodziła się ostatecznie. Nie ukrywam – zaskoczyło mnie to.

    – Ale musimy to zrobić na pieska, od tyłu, bo inaczej nam tutaj nie wyjdzie, nie ma tyle miejsca, może być niezbyt przyjemnie… – wytłumaczyła niepewnie.

    – Dla mnie bomba.

    – Ty na serio lubisz mój tłusty tyłek?

    – Jest przecież cudowny, taki idealny…

    Siostra pokiwała głową z niedowierzaniem, a potem odwróciła się do mnie plecami.

    Szybko podciągnąłem jej niebieską kieckę i ściągnąłem rajstopy wraz z majtkami z jej tyłka, odsłaniając tym samym blade, obfite pośladki. Siostra wypinała się w moja stronę tym konkretnym, krągłym dupskiem. Przeszedł mnie dreszcz podniecenia. To znowu się dzieje, pomyślałem. Delikatnie sięgnąłem palcem w kierunku jej cipki. Poczułem tam cholerną wilgoć. Była już mokra jak diabli. Bez ceregieli opuściłem spodnie do kolan, pasek uderzył i zabrzęczał o płytki. Mój penis stał już jak twardy drąg, cały bordowy i napęczniały.

    – Hej, ale masz gumki, tak? – zapytała nagle siostra. – Jeżeli nie masz to nie ma mowy o czymkolwiek…

    – Mam gumki – zapewniłem szybko.

    Wyciągnąłem portfel, a z niej prezerwatywę. Otworzyłem ją zębami, ale miałem problem z założeniem ją na kutasa. Nigdy wcześniej tego nie robiłem. Guma nie chciała wejść, opierała się na żołędziu

    Siostra odwróciła się i spojrzała na mnie zaciekawiona. Potem zerknęła na mojego małego. W jej oczach zagrało zainteresowanie. A także zdziwienie. Chyba wcześniej nie miała okazji tak mu się przyjrzeć.

    – Młody, ale ty jesteś tam owłosiony…

    Rzeczywiście. Nad moim małym górowała kępą ciemnych, gęstych łoniaków. Jądra też miałem całkiem owłosione, no i dół penisa… Poczułem się jak jakiś zwierz.

    Siostra wyciągnęła dłoń i delikatnie ujęła mojego kutasa tuż pod napletkiem. Prąd przyjemności przeszedł od czubka po jądra. Boże…

    – Masz wyjątkowo dużą żołądź – przyznała cicho. – Wygląda jak prawdziwy leśny grzyb…

    Przez chwilę odniosłem wrażenie, że klęknie i weźmie go sobie do ust. Patrzyła na niego z taką zachłannością. Ciekawe czy o tym myślała, o tym by spróbować jak smakuje. Nic takiego jednak się nie wydarzyło. Naoglądałem się chyba za dużo porno.

    – Dobra – rzuciła pewnie. – Daj mi to. Pomogę Ci.

    Wzięła ode mnie prezerwatywę. Kiedy znów chwyciła delikatnie mojego penisa, przeszedł mnie kolejny dreszcz. Zwinnie nałożyła na całą długość gumkę i znów odwróciła się do mnie tyłem, opierając się rękami o pokrywę spłuczki. Jej wielka dupa znów wypinała się do mnie ochoczo.

    Bez dalszej zwłoki po prostu nakierowałem penisa na jej intymny otworek i wszedłem w nią. Wskoczył od razu, a siostra odpowiedziała cichutkim stęknięciem. Cofnąłem się i ponownie wbiłem. Jej cipka powoli przyzwyczajała się do mojego rozmiaru. Wykonałem kilka powolnych ruchów delektując się tym aktem. Znów kochałem się z kobietą, idealnym pawgiem stworzonym do jebania od tyłu. Nadal w to nie wierzyłem. Ja, taki przegryw…

    – Tylko niech to nie trwa za długo – oznajmiła siostra, nie odwracając głowy. – Trochę tu już siedzimy. Może się to komuś wydać podejrzane.

    Miała rację. Nie mogło to trwać w nieskończoność. To musiała być szybka, intensywna akcja. Złapałem ją za biodra i zacząłem już regularnie posuwać. Tym razem szybciej i bardziej zdecydowanie niż za pierwszym razem. Zwyczajnie ją pierdoliłem, brałem jak tanią dziwkę na ulicy. Jej boskie ciało zaczęło odpowiadać na moje ruchy, pośladki drgały pod wpływem moich uderzeń. Klask, klask, klask – unosiło się w przestrzeni kabiny. Jednostajne, równe jebanie. To ode mnie dostawała.

    Siostrze musiało się to podobać, bo nogi się lekko pod nią ugięły i jeszcze bardziej wypięła tyłek. Jej dłoń powędrowała na ścianę, aby się oprzeć i móc odpowiadać na moje ruchy. Maja teraz jakby sama nabijała się na moją pałę, wpychała rytmicznie tyłkiem na penisa.

    – Tak dobrze? – spytałem niepewnie, ale ani na moment nie przerywając.

    – Tak – wydyszała krótko.

    Dojeżdżałem więc od tyłu dalej tą moją kochaną siostrzyczkę. Było mi jednak za mało.

    Nie bardzo panując nad sobą i tym, co robię, wyciągnąłem rękę i chwyciłem za dyndający blond warkocz siory. Złapałem go mocno i szarpnąłem silnie do siebie.

    – Oouu! – zawyła siora z bólu i rozkoszy.

    Teraz dopiero ją miałem, teraz brałem jak moją własność. Ujeżdżałem ją jak zawodowy dżokej. I też tak z nią postąpiłem. Klacz potrzebuje zachęty, pomyślałem i zrobiłem tak. Wymierzyłem jej solidnego klapsa w ten wielki, biały jak papier pośladek. Zatrząsł się jak galaretka i trzasnął aż miło!

    – Ooochh – stęknęła ponownie.

    Była w tej chwili moją klaczą, suką do ruchania. Wiedziałem o tym doskonale. Ona też o tym wiedziała. Jest moją dupą do rżnięcia. Moją. Tylko moją.

    Nie trwało to jakoś długo. To było zbyt dobre i cudowne. Wciąż nie umiałem się kontrolować. Przyspieszyłem nagle, wchodząc na największe obroty, wiedząc, że orgazm jest bliski.

    – Dochodzę – wychrypiałem i znów mocniej szarpnąłem za jasny warkocz siostry.

    Trzaskanie pośladków o moje podbrzusze przybrało apogeum, siostra jęczała jak zarzynana, ja dyszałem jak tur.

    I stało się w końcu. Poczułem to momentalnie. Lawa. Wulkan. Potężny orgazm wystrzelił ze mnie jak zły. Wybuchnąłem w prezerwatywę, zostając we wnętrzu siostry. O Boże! Jak mi dobrze…

    Rzeczywistość wróciła po chwili. Złapałem za penisa, tak aby wychodząc prezerwatywa z cenną zawartością się nie rozlała. Kiedy wyszedłem, siostra wyprostowała się i obrzuciła mnie gniewnym spojrzeniem.

    – Nigdy więcej nie łap mnie za włosy – powiedziała, a ton miała groźny. – Rozumiesz?

    Spojrzałem jej w oczy. Nie żartowała. Była zła jak diabeł. Pokiwałem głową na tak, ale w tej chwili nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. Ważne było to, że znów ruchałem, że znów pieprzyłem się z kobietą.

    – Przecież ci się podobało – wyznałem nagle z dziwną odwagą w głosie.

    – Nie podobało. Nie lubię być tak dominowana. Nie jestem tanią kurwą.

    – Nie jesteś. Ale najwidoczniej ci się podobało skoro tak jęczałaś.

    Siostra nic już nie powiedziała, tylko podciągnęła swoje rajstopy wraz z majtkami. Minę miała nietęgą. Chyba nie podobał jej się fakt, że w głębi swojej natury jest taką suką, że lubi kiedy facet ją ordynarnie rżnie. W końcu to ona – wykształcona pani magister, panna z dobrego domu. A ja wciąż trzymałem pełną prezerwatywę w dłoni.

    – Wywal ją – powiedziała, otwierając klapę kibla.

    Zrobiłem to bez gadania.

    – Dobra – oznajmiła siostra. – Wyjdź, a ja posiedzę jeszcze chwilę dla niepoznaki. Przyjdę za jakieś pięć minut.

    Zgodziłem się z nią, ale zanim wyszedłem, zapytałem:

    – Powtórzymy to jeszcze?

    Maja patrzyła na mnie osobliwie. Musiały targać nią sprzeczne emocje. Byliśmy w końcu rodzeństwem.

    – Nie wiem – wyrzuciła powoli. – Naprawdę nie wiem.

    Wyszedłem z toalety i udałem się na salę. Chyba nikt nie zauważył naszego zniknięcia. Potem usiadłem na swoim miejscu i czekałem na Maję. W końcu wyszła. Wyglądała obłędnie. Nasze oczy się spotkały. Nieznaczny uśmiech wystąpił na jej twarzy. Moja Maja, moja siostra. Moja kochanka…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marcel

    Kontynuacja historii. Mam nadzieję, że dobre. 

  • Wstyd ma wielkie jaja

    Dialogowana opowieść o tym, jak po rozpoczęciu studiów magisterskich żyję pod jednym dachem ze współlokatorem Mariuszem

    Ja: Hej, mówisz, że gdzie studiujesz?
    Mar: Jestem na trzecim roku pielęgniarstwa na specjalności masaże.
    Ja: Brzmi tak sobie.
    Mar: Wybrałem to, bo chciałbym być masażystą. Nic co ludzkie nie jest mi obce. Lubię to.
    Ja: Masz dużo zajęć praktycznych z masowania ludzi?
    Mar: Niezbyt. Dużo ćwiczyłem na koledze.
    Ja: Hehe. Brzmi fajnie. Chciałbym być masowany. Mogę się przydać?
    Mar: Ale musiałbyś się rozebrać. W ubraniu nie da rady 😀
    Ja: Mógłbym na przykład przed snem.
    Mar: Lepiej nie, bo w zależności od rodzaju masażu musiałbyś się rozebrać nawet do naga.
    Ja: W sensie, że do gołej parówki?
    Mar: Hehe. Wiem, że to żenujące, ale tak może być.
    Ja: Uh! Musiałbym pomyśleć…

    Ja: Przepraszam za bardzo niedyskretne pytanie, ale… Jesteś gejem?
    Mar: W porządku, nic się nie stało. Szczerze? Tak. Trochę się boję twojej reakcji, ale trudno.
    Ja: Jest ok 🙂 Po prostu zastanawiam się nad tym, co mówiłeś wcześniej o masażach.
    Mar: Przez dwa pierwsze lata ćwiczyłem na swoim koledze Konradzie. Teraz mieszka gdzie indziej i nie mam takiej możliwości.
    Ja: O! Studiujecie razem?
    Mar: Tak, ale mieszka z innymi osobami i nie ma warunków. Przyjaźnimy się od lat. On jest bi i też lubi masaże.
    Ja: Czyli przyzwyczaiłeś się do ćwiczeń na jego ciele. A na innych osobach?
    Mar: Nie wstydzimy się siebie wzajemnie, nagość nikogo z nas nie stresuje, jest komfortowo. Nie było potrzeby ani okazji szukać innych.
    Ja: Ale praca z ludźmi wymaga nieraz niezręcznych sytuacji z nieznajomymi. Nie można popadać w rutynę.

    -ja w myślach: Mariusz jest całkiem fajny. Nie wstydzę się go. Taki masaż mógłby być czymś ciekawym.
    Już dawno nie doświadczałem czegoś takiego, od kiedy zerwałem z Elwirą. To nic złego. Tylko ta nagość… Może nie będzie to łatwe, ale hm… Jeśli będzie chciał poćwiczyć przed jakimś zaliczeniem, będzie mu zależało i poprosi, to mógłbym się w sumie poświęcić. On mi pomaga w wielu rzeczach.

    Mar: Zaraz wpadnie do nas Konrad. Poznacie się.
    Kon: Siemacie! Mariusz pewnie już o mnie mówił…
    Jestem studentem trzeciego roku na specjalności masaże…
    Znamy się z Mariuszem od jedenastu lat…
    Jeśli pozwolicie, będę do was czasem wpadał, choć mam daleko…

    -ja w myślach: Fajny gostek. Dobrze mu z oczu patrzy. Obaj pasują do siebie.

    Mar: I co o nim myślisz?
    Ja: Jest świetny. Nie wygląda, żeby ukrywał jakieś złe zamiary. Może wpadać.
    Mar: Polubicie się, zobaczysz.

    -Jakiś czas później-

    Mar: Za tydzień mam ważne zaliczenie…
    Ja: Potrzebujesz jakiejś pomocy?
    Mar: Gdyby Konrad tu był…
    Ja: Przyjacielu, jeśli mogę ci pomóc, to mów śmiało. Od przyszłego roku Konrad mógłby zamieszkać z nami. Pomieścimy się.
    Mar: Nie mogę cię prosić o bycie moim królikiem doświadczalnym, chyba że bardzo chcesz.
    Ja: Myślałem o tym już dawno temu… Wiesz, robisz dla mnie dużo. To nic takiego, jeśli byś chciał.
    Mar: Jesteś bardzo miły, ale…
    Ja: …musiałbym się rozebrać do parówki?
    Mar: No… To dosyć ważne zaliczenie.
    Ja: Dla mnie to nic takiego, a skoro ma ci pomóc…
    Mar: Nawet wstyd mi ciebie o to prosić.
    Ja: Myślę, że skoro tego chcesz i potrzebujesz, to ostatecznie…
    Mar: To bardzo niezręczne.
    Ja: Wiesz co, zgadzam się! Zobaczymy, jak to będzie.

    -Jutrzejszego wieczoru-

    Ja: Jestem gotowy!
    Mar: Najpierw chcę przećwiczyć całą scenkę. Będziesz nago, ale przykryjesz krocze. Zachowuj się jak mój klient.

    Przećwiczyliśmy całą scenę od wejścia do gabinetu przez masaż dokładnie tak, jakbym był jego klientem. Moim zadaniem było sprawdzać, jak się zachowuje, jakie błędy interpersonalne popełnia, mówić mu o poczuciu komfortu. On miał się zachowywać profesjonalnie, rozmawiać podczas masażu, rozładowywać niezręczne napięcie, a także oczywiście wypróbowywać wszystkie techniki, jakimi dysponuje. Oczywiście sesja została skrócona do 10 minut, bo to tylko ćwiczenia. Było na luzie. Krocze miałem cały czas nakryte, a że to jest mój kolega, nie miałem żadnych niezręcznych sytuacji. Po zakończeniu masażu i ubraniu się tak, jakby to zrobił jego klient, dałem mu swoją ocenę i powiedziałem, jak ja to widzę.

    Mar: Teraz będzie trudniej. Na tym zaliczeniu profesor obiecał nam sprawiać nieoczekiwane i niezręczne problemy. Co może być bardziej niezręcznego niż oglądanie przypadkowej nagości? Muszę być na to gotowy psychicznie! Jeśli jesteś gotowy, możemy zaczynać. To może być trudne dla nas obu, z Konradem miałbym znacznie lepszą sytuację, bo znam jego ciało bardzo dobrze. No ale może to i lepiej, że robię to z kimś świeższym. Jeszcze raz dzięki, że chcesz w tym uczestniczyć. To dla mnie wiele znaczy.

    Chciałbym, aby ten masaż był moim odprężeniem przed snem. Położyłem się więc na posłane łóżko i poprosiłem Mariusza, żeby masował, aż zasnę.
    Byłem gotowy. Ściągnąłem z siebie całe okrycie i oddałem mu do dyspozycji moje zupełnie nagie ciało.

    Ja: Pokaż, co potrafisz. Oddaję się do twojej całkowitej dyspozycji. Masuj, póki nie zasnę i nie budź. Jutro pogadamy.

    Już samo odsłonięcie krocza było dziwne. Mogłem jednak zagłębić się w rozkosz jego dotyku, odganiając krępujące myśli przychodzące mi czasami do głowy. Niby nie czułem jakiegoś specjalnego wstydu, w końcu już trochę się znamy, ale cztery rzeczy wciąż kłębiły mi się w głowie:
    – Po pierwsze poczucie robienia czegoś dziwnego, niecodziennego. Nie jestem przyzwyczajony do takich doznań. Jest po prostu dziwnie, dziko i nie do końca. Wiem, co powinno się czuć w takiej sytuacji. Na początku sytuacja niezbyt komfortowa, później się przyzwyczajasz.
    – Po drugie, drażniąca bliskość kumpla. Nie do końca przyjemne, zwłaszcza że calutki jestem goły. Nie do końca da się opisać to trochę niemiłe uczucie, ale musiałem je tłumić.
    – Po trzecie czułem wolność. Beztroska nagość, bez krępacji i jakichkolwiek ograniczeń. Nie mam nic, jest tylko moje ciało.
    – Po czwarte, rozkosz masażu i lekkie podniecenie.
    W końcu zasnąłem. Było mi wspaniale. Rano obudziłem się nakryty, wypoczęty i pełen energii.

    Mariusz dobrze wykonywał masaż. Był w pełni profesjonalny. Nie był ani niezręczny, ani natarczywy. Moim zdaniem nadaje się do tej roboty. Zda wszystkie egzaminy, bo jest dobry. Krępowałem się przed poranną rozmową, gdy patrzyłem mu w oczy. Nadal miałem małą traumę w związku z byciem nago. Cieszyłem się jednak, że mogłem mu pomóc.

    Mar: Byłeś wczoraj wspaniałym klientem. Zrelaksowałeś się i zasnąłeś tak, jak oczekiwałem. Jeszcze raz dzięki za przysługę. Było świetnie.
    Ja: Cieszę się, że mogłem pomóc.
    Mar: Jesteś najlepszy. Można na tobie ćwiczyć bez żadnych obaw.

    Byłem nieco zniesmaczony, w połowie coś mi przeszkadzało. Zależy, jak o tym wszystkim pomyślę.
    Za drugim razem tak samo. Za trzecim również. Na siłę próbuję przywyknąć i po zignorowaniu niektórych niedogodności, zaczynam to mocno lubić. Działa to na podobnej zasadzie jak korzystanie z publicznej sauny czy prysznica połączone ze świadomością zdrowotnej korzyści.
    Dopiero za czwartym razem udało mi się chyba wyzbyć wszystkich drażniących obiekcji.

    W nowym semestrze wprowadził się do nas Konrad. Po stancji chodzimy półnago, panuje bardzo luźna atmosfera. Nie wnikam, co Konrad robi z Mariuszem, nigdy jednak na niczym ich nie przyłapałem. Wydaje się, że Mariusz woli mnie, ponieważ znowu zaproponował mi masaż. To już piąty, od kiedy się znamy. Teraz jednak boję się trochę, że Konrad nas przyłapie. Dotychczas panowała dyskrecja. Byłem masowany aż do momentu zaśnięcia a później okrywany kocem. Rutyna. Obecnie, ziarenko niepewności na swój sposób podnieca mnie, ale też niepokoi. Było super przeżyć kolejny masaż i nie zostać przyłapanym przez Konrada. Nie wiem tylko, czy mi to odpowiada. Sytuacja się zmieniła. Konrad zżywa się z nami bardzo mocno i zaczynamy nie mieć dla siebie czasu bez niego. Ja z kolei przyzwyczajam się do masażu przed snem. Mariusz mógłby mi taki robić każdego wieczora. We trzech dużo o tym gadamy. Nie chciałbym rezygnować z takiej przyjemności, dlatego Mariusz chce mnie ośmielić do Konrada. W końcu przecież i tak panuje u nas bardzo luźna atmosfera, której inni mogą nam zazdrościć. Powstał więc swoisty problem, ponieważ Mariusz z Konradem są dla siebie niczym bracia. Podobnie ja zżyłem się z Mariuszem. Do szczęścia brakuje tylko oswojenia mnie z Konradem żebyśmy we trzech wspólnie nie czuli przed sobą żadnych barier. Moje wątpliwości nie są dla nich zrozumiałe. Chcą mieszkać ze sobą tak, jak kiedyś, a i ja chcę mieszkać z Mariuszem, jak dawniej.

    Rozpoczął się okres “oswajania”. Od teraz każdego wieczora Mariusz robi mi masaż, ale przeważnie w pobliżu jest Konrad, więc przez pierwszy tydzień jestem w majtkach. Niezbyt wygodnie. Podczas jego nieobecności masaż odbywa się oczywiście na golasa. W drugim tygodniu nie było go trzy razy. Pełna wolność. Później zmiana, Konrad chciał mi robić masaże. Znowu to onieśmielenie i uczucie pewnego dyskomfortu, ale byłem w majtkach. Potem na zmianę, jeden dzień Mariusz a jeden Konrad. Po miesięcznej kuracji redukcji napięcia, faktycznie poczułem się swobodniej. W nowym miesiącu podwyższamy poprzeczkę. Do masażu rozbieram się do naga ale przykrywam krocze. Wreszcie z Mariuszem mam weselej a Konrad mi nie przeszkadza. Nawet jeśli Mariusz czasami przesadzi i niechcący odsłoni fragment penisa przy Konradzie, jest spoko. Czasami Konrad robił mi masaż. Serce mocniej waliło mi wtedy z niepokoju, ale po kilku razach przywykłem.
    W kolejnym miesiącu było mi wszystko jedno, który z nich mnie masuje. Uzależniłem się od masażu i już nie umiałbym inaczej zasnąć. Z nagością szło mi coraz lepiej. Jeśli podczas masażu Mariusza zdarzała się wpadka typu ściągnięcie koca z krocza na oczach Konrada, to czasami puszczałem buraka lub się podniecałem, ale ogólnie byłem spokojny. Wpadki podczas masażu z Konradem były bardziej podniecające. Gdy raz na sekundkę odsłonił mi krocze, natychmiast mi stanął.

    Dziwnie na mnie zadziałał i wtedy się uzależniłem. Dowiedziałem się też, że podczas jednego z wcześniejszych masaży, gdy zasnąłem nago, nie zostałem przykryty, ponieważ Mariusz musiał pilnie wyjść, zaś w międzyczasie wrócił Konrad i widział mnie śpiącego z gołą parówką.

    Nadszedł pamiętny wieczór.
    Ja: Hej, Mariusz. Postanowiłem, że od dzisiaj na masażu znowu będę z gołą parówką. Przyzwyczaiłem się do was, jesteście fajni. Chcę czerpać z masażu wszystko, co najlepsze i nie ma powodów, abym tego nie robił.

    Ułożyłem się jak zwykle nago do snu. Konrad również był w pokoju. Gdy przyszedł Mariusz aby rozpocząć masaż, pozwoliłem żeby odkrył mnie w całości. Przyznam, że było mi trudniej, niż bycie nago z jednym chłopakiem. Więcej myśli kłębiło mi się w głowie i gorsze poczucie dyskomfortu. Dało się to jednak szybko opanować. Wyzbycie się złych emocji wyzwala od uprzedzeń i konwenansów. Dopiero wtedy można czerpać prawdziwą przyjemność z nagiego masażu.
    Od tej pory każdego wieczora oddaję swoje całe nagie ciało w ręce Mariusza bez względu na obecność Konrada. Trwało to długo, ale wreszcie jestem wolny od poczucia zażenowania, dyskomfortu i obaw.

    Pozostał nam ostatni miesiąc wspólnego mieszkania. Mamy już mało czasu na wspólne przyjemności. Dzisiaj pierwszy raz będzie mnie masował Konrad. Jestem już zdystansowany i przyzwyczajony do bycia na golasa, ale gdy tylko do mnie podszedł i ściągnął ze mnie koca, podnieciłem się. Stał mi przez cały masaż i dziwnie się z tym czułem. Gdy nie było Mariusza, Konrad zrobił mi loda. Wyłem z rozkoszy. Od tej pory chciałem, żeby to Konrad robił mi masaż, a gdy nie było Mariusza, masował mi części intymne doprowadzając do orgazmu. Czułem się winny, że okłamujemy, a nawet w pewnym sensie zdradzamy Mariusza. Byłem na straconej pozycji ulegając Konradowi do samego końca studiów. Źle się też czułem, że oddawałem im swoje ciało nie widząc ich ani razu nago.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Karl Cr
  • Bolace plecy

    Jestem młodym silnym facetem, tak przynajmniej myślałem.
    Gdy podnosiłem nad wyraz ciężką belkę nośną altany ogrodowej coś strzeliło mi w plecach.  Ból był dość silny ale oczywiście zbagatelizowałem problem.
    Kilka dni później trafiłem na wizytę do kręgarza. Ten stwierdził że to przesunięcie które są się wprawić.
    Kilkadziesiąt minut później wyszedłem z gabinetu obolały, ale nastawiony. Miałem jeszcze udać się na kilka sesji do fizjoterapeuty.
    Przyszedł czas pierwszej wizyty. Wizyta zaczynała się masażem później miały być ćwiczenia.
    Moim fizjoterapeutą okazał się 43 letni pan Błażej. Miał ok 190cm wzrostu i ważył dobrze ponad 90kg, silne mięśnie wskazywały na to że nawet z największymi męskimi mięśniami sobie poradzi.
    Leżałem na stole w samych bokserkach, czułem jego silne dłonie jak ugniatają bolesne miejsca dając ulgę.
    Rozmawialiśmy swobodnie, był dużo starszy ode mnie ale wydawał się być kumplem od zawsze.
    Przeszliśmy do ćwiczeń, naciągów itp. w jednej z pozycji w której mnie ustawił byłem bardzo blisko jego krocza które było wyraźnie wybrzuszone. Poczułem jak mój kutas drgnął.
    Następna sesję mieliśmy zaplanowaną na późną godzinę. Byłem jego ostatnim na ten dzień pacjentem.
    Położyłem się jak zwykle, podczas masażu na swojej dłoni poczułem jego spodenki a przez nie coś lekko ciężkiego. Wiedziałem że to jego jaja i kutas niby przypadkiem znalazły się na mojej dłoni. Momentalnie mi stanął a jądra zaczęły wypełniać się spermą w trybie pilnym.
    Nie dałem po sobie tego poznać.
    – połóż się na plecach – powiedział,
    Leżąc czułem jak mój kutas jasno daje do zrozumienia że masaż podoba mi się bardziej niż można by się spodziewać.
    Błażej zaczął od naciągania moich nóg które przyjemnie chrupały w kostce i kolanie. Następnie przeszedł za mnie i strzelił moim karkiem i plecami.
    No już prawie cały jesteś rozluźniony – stwierdził i stanął obok nadal leżącego mnie.
    Poza tym – powiedział i sprawnie wsunął rękę w moje spodenki. Złapał mojego sztywnego kutasa i mocno ścisnął.
    Z moich ust wydobył się zdumiony okrzyk. Pierwszy raz facet dotknął mojego kutasa.
    Błażej drugą ręką sprawnie zdjął mi spodenki do kolan i zaczął brandzlować mnie ręką, jeszcze wilgotną od oliwki. Robił to inaczej niż ja. Zawinął kciuk przyciskając go mocno od góry mojego fiuta i jeździł niespiesznie góra-dol. Nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć czułem jak drugą ręką masuje moje obwisłe ciężkie jądra.
    O kurwa- westchnąłem spoglądając w dół. Błażej w jedynej chwili nachylił się nad moim stojącym na baczność kutasem i wziął go w usta nie przestając walić. Drugą ręką zdjął swoje spodenki i moim oczom ukazał się wielki lekko wzwiedziony kutas.
    Wyjął mojego z ust, – no złap go. – powiedział i wrócił do robienia mi loda. Chwilę się wahałem po czym chwyciłem pierwszego kutas innego niż mój w swoją dłoń. Lekko go ściskałem i czułem jak pulsuje i rośnie. Pokryty dużymi żyłami lekko pulsował.
    – ale wielki – wyrzuciłem czując jak fale podniecenia schodzą coraz niżej zwiastując niechybnie wytrysk.
    Błażej przestał mi obciągać. Przeszedł za mnie i jednym ruchem pociągnął mnie do tyłu. Moja głowa wystawała za krawędź stołu do masażu. Patrząc do tyłu widziałem ogromne jaja wiszące pod kutasem, który był w pełni gotowy i dużo większy od mojego. Nim zdążyłem pomyśleć Błażej chwycił go i nakierował w moje usta.
    Nie – powiedziałem ale nim dodałem coś więcej w moich ustach już był kutas, a nim zdążyłem cokolwiek pomyśleć czułem go w gardle a na oczach jego jaja.
    Krztusiłem się i miałem odruch wymiotny kiedy on posuwał mnie w usta a rękami trzymał moje ramiona bym nie mógł się podnieść, choć nawet nie chciałem.
    Błażej zaczął stękać i jego ruchy stały się szybsze ale płytsze, teraz jego żołądź przesuwała się po moim podniebieniu aż do jego miękkiej części gdy zaczął tryskać preejakulat a zaraz po nim pierwsze drugie  i następne strzały gęstej spermy.
    Krztusiłem się, prawie zwróciłem wszystko co zjadłem gdy Błażej pchnął ostatni raz krzycząc głośno i jednocześnie wtłaczając mi swoją spermę głęboko do przełyku aż połknąłem wszytko. W końcu wyszedł.
    Kaszlałem, czułem jak resztki spermy i śliny spływają mi do nosa i oczu. Ale czułem też jak Błażeja usta obciągają mi kutasa.
    Byłem tak podniecony że doszedłem w kilkanaście sekund. Z mojego kutasa mocno zassanego przez Błażeja, strzelała fala za falą. Błażej ssał mocno, miałem wrażenie że wysysa moje jądra do końca.

    Gdy w końcu skończyliśmy leżałem jeszcze chwilę na stole. Błażej opadł na krzesło. Jego kutas nadal lśnił od śliny i spermy.
    – możesz iść się wykąpać. Rzucił wskazując na zamknięte drzwi. Poszedłem.
    Gdy woda już spłukała moją twarz i włosy wytarłem się i okryty ręcznikiem wróciłem do pokoju. Błażej nie ruszył się z miejsca.
    – wiesz co teraz będzie, Powiedział wstając.
    – nie. Powiedziałem ale czułem czego chce. Nie chcę nic więcej.
    – cii…. Powiedział wstając. Był ode mnie większy silniejszy i starszy.
    Chwycił mnie za ramiona i lekko popchnął w stronę stołu…
    Nie… – powiedziałem cicho i bez przekonania.
    Błażej zdjął mój ręcznik i posadził na stole. Popchnął mnie, leżałem na plecach, moje nogi zarzucił na swoje ramiona i od razu zaczął lizać moją ciasną dupę. Było mi wspaniale gdy wsunął mi język do środka.
    Wstał i od razu naparł na mój tyłek swoim twardym kutasem. Bałem się rozluźnić.
    – wpuść mnie . Powiedział Błażej chwytając w dłoń mojego kutasa. Wszedł gładko.
    Bolało.
    Po chwili zaczął się ruszać w tył i przód a jego kutas ciasno otulony moim tyłkiem rósł i twardniał jeszcze bardziej.
    Po kilku minutach posuwał mnie tak, jak dotychczas ja posuwałem młode dziewczyny. Byłem w ekstazie, chwilę później gdy Błażej trzepał mi mocno stojącego kutasa doszedłem tryskając na swój brzuch i mocno zaciskając odbyt tak, że Błażej też doszedł.
    Krzyknął i czułem jak pulsujący kutas tłoczy w moją dziewiczą dziurkę kolejną porcję spermy…
    Po tym wszystkim wyszedłem.
    Idąc do mieszkania czułem jak z piekącego tyłka wypływa jego sperma, gardło było obolałe ale ja czułem się dobrze jak nigdy wcześniej

    Na kolejnej wizycie Błażej zrobił ze mną jeszcze inne, ciekawe rzeczy.
    Najlepsza była jednak ostatnia, trzecia wizyta. Błażej miał kolegę, masażystę a ja byłem ich zabawką przez długi wieczór…. CDN

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tom7
  • Czesc szosta: Zosia

    Nie dawały mi spokoju dwie rzeczy od ostatniego spotkania z Iwoną. Po pierwsze to co powiedziała. Sprzedała przyjaciółce naszą historię? Na głowę upadła? Co z tego, że nie powiedziała, że mieszkam drzwi w drzwi? I co znaczy “chce cię poznać”? Ja nie chcę, po co mi kłopoty? I ile jej powiedziała? Ale póki co nie dane mi się tego dowiedzieć.

    Po drugie – motylki. Nie spodziewałem się tego po sobie, ale suwak na skali “jednorazowy skok w bok – kochanka – partnerka” w przypadku Iwony niebezpiecznie przekroczył połowę dystansu.

    Mimo, że Iwona sugerowała, że w piątek też będzie chętna i gotowa to zdecydowałem się nie skorzystać. Dozujmy sobie doznania pomału, zresztą po intymności zbliżenia dnia poprzedniego trochę zaczęły mnie nachodzić obawy.

    Dla pewności, żeby nie zapukała do drzwi po prostu “uciekłem” z domu, po co kusić tego diabełka? Połaziłem po galerii, zaszedłem też do sklepu Izy, pamiętacie, tej od przymierzalni. W sumie nie miałem pomysłu na te spotkanie (czy ona w ogóle mnie jeszcze pamięta?), wszedłem na żywioł. W sklepie tym razem było wyraźnie więcej klientów niż ostatnio, pobłąkałem się między stojakami z ubraniami, zerkając na dziewczyny z obsługi, Izy nie wypatrzyłem.

    – Przepraszam – spontanicznie, trochę bez namysłu zagadałem dziewczynę robiącą porządek na wieszakach – Iza może dzisiaj pracuje?

    Spojrzała na mnie lekko zdziwiona, czego mogę chcieć od Izy? Nie jestem stary, zresztą, dbam o siebie i zazwyczaj daje się mi mniej lat niż mam. Ale jakby mnie zestawić z Izą to pewnie różnica wieku byłaby widoczna, choć nie rażąco.

    – Tak, ale na rano, już poszła.

    No tak, przecież nie będzie tu siedzieć od bladego świtu do zmierzchu.

    – Ok, dziękuję.

    – Przekazać coś? Jutro będziemy się widzieć.

    – Nie, dziękuję, do widzenia – odwróciłem się i wyszedłem.

    Co mi do łba strzeliło? A jeśli okazałoby się, że jest w pracy, gdzieś na zapleczu? Co miałem powiedzieć? “O cześć, pamiętasz mnie? To ja, ten od tego orala w przymierzalni”? Dobrze jednak, że jej nie było.

    Dni mijały mi w rytmie “Beata ma na pierwszą zmianę, Beata ma na drugą zmianę i coś może się wydarzy z Iwoną”.

    Dodatkowo doszedł codzienny rytm “Beata ma drugą zmianę, może znajdę coś w skrzynce”.

    Póki jednak co – zero kontaktu, nawet nie mijaliśmy się na schodach. I tylko za ścianą stuk stuk stuk, zaciskające mi żołądek w supeł.

    Tego pamiętnego tygodnia znajomi rozpuścili info, że robimy imprezę, piątek, gdzieś na mieście, zaczynamy o siódmej wieczór. Beata z początku chętna koniec końców wykręciła się, że niby nie za bardzo się czuje, ciężki dzień w pracy. Ale wiedziałem, że za niektórymi z uczestników wypadu nie przepada. Nie naciskałem, trudno, bywa że wychodzimy osobno.

    Spotkaliśmy się na Starym Mieście. Z minuty na minutę grupka się powiększała, jak już zjawili się wszyscy weszliśmy do pierwszego lepszego pubu. Zazwyczaj rak robimy, pełen spontan, bez rezerwacji, bez celu, na żywioł.

    Wśród znajomych była też dziewczyna o imieniu Zosia. Słabo ją znam, ot – znajoma znajomego, zdaje się przedszkolanka.

    Przyszła sama, bo “mąż ma drugą zmianę”, czyli nie singielka, już mi się podoba, zajęte są najciekawsze.

    Nie jakaś specjalna piękność, ale oko zawiesić jest na czym.

    Czarne szpilki na czerwonej platformie, ale to zło jest dla męskiej wyobraźni, czarne delikatne rajstopy, nad kostką albo wzorek albo tatuaż, ciężko ocenić tak bez gapienia się, szeroka spódnica nad kolana, bluzka dokładnie w tej samej czerwieni co część buta. Szyk, ale seksowny szyk. Zero biżuterii nie licząc zegarka, włosy czarne, krótkie, makijaż tak delikatny, że prawie żaden.

    Co do urody trudno mi się wypowiedzieć, niebrzydka, ale też nie zmiękczająca nóg. A propos nóg – świetne, wysportowane, mocno wyciągnięte tymi szpilkami.

    Obciąłem też inne panny w towarzystwie – niektóre ładniejsze albo lepiej ubrane, ale takich butów nie miała żadna. A ta na jakimś dziwnym koturnie, ta w adidasach na sportowo, ta na płaskiej podeszwie, a ta w balerinach, błeee. A ja mam fioła na tle szpilek. No i w ogóle stóp kobiecych. Za zadbane stopy z ładnie pomalowanymi paznokciami dałbym się pokroić, taka jest prawda. I solą posypać.

    Jeden pub, piwo, coś do jedzenia, spadamy.

    Drugi pub, ponownie piwo. Zauważyłem, że Zośka przygląda mi się uważnie. Spojrzałem na nią uważnie z lekkim uśmiechem nie przerywając prowadzonej z kumplem rozmowy, wytrzymała spojrzenie. Podjąłem rękawicę, nie odrywałem wzroku od jej oczu, dopiero teraz mogłem się im przyjrzeć – ciemny brąz, prawie czarne. Nie dawała za wygraną, dopiero po krótkiej chwili uśmiechnęła się, oblizała wargi, wywróciła teatralnie oczami, pociągnęła łyk piwa i odwróciła wzrok. Ja również przestałem się na nią gapić, przelotnie pociągnąłem wzrokiem po gromadzie przy stole – nikt nawet uwagi nie zwrócił. Kątem oka ciągle skupiałem na niej uwagę i odnotowałem, że spojrzała ponownie. Mam cię.

    Dwa piwa później, już zdecydowanie weselsi i głośniejsi stwierdziliśmy, że czas się poruszać. Szybka burza mózgów (jeden chce to, inny tamto a tamta to już w ogóle) i zapadła większościowa decyzja – jedziemy na kręgle. Sęk w tym, że kręgielnia z prawdziwego zdarzenia jest na drugim końcu miasta.

    Wszyscy chętni, tylko jak na złość Zośka wyskoczyła:

    – Ja się wypisuję, innym razem. Nieubrana jestem no i mąż wraca z pracy po dziesiątej, głupio tak, że mnie nie będzie.

    Wszelkie namowy nie dały rezultatu, nawet zwyczajowe alkoholowe “ze mną się nie napijesz? Znajdziesz sobie lepszego męża, tego kwiatu to pół światu” nie dały rady, widać nie ma lekko w związku dziewczyna. Trudno. Poszczuła i porzuciła. Życie.

    Kolejnym wyzwaniem był transport – pierwsza myśl – taksówki. Ale stwierdziliśmy, że taki kurs na tyle luda to szkoda kasy i musimy trochę odsapnąć od procentów więc wbijamy do tramwaju, będzie wesoło. A Zośka jedzie z nami bo mieszka po drodze, dwa przystanki od kręgielni.

    Wpakowaliśmy się całą wesołą gromadką do tramwaju, na koniec – w miejsce gdzie nie ma siedzeń. Przypadek sprawił, że w samym narożniku umiejscowiliśmy się ja i Zosia.

    – Co to było z tym wzrokiem w knajpie? – zagadałem nie za bardzo wiedząc jak zacząć.

    – To ty się gapiłeś. Widziałam jak lustrujesz przed wejściem wszystkie dziewczyny.

    O jaka spostrzegawcza.

    – No tak już mam, jestem wzrokowcem.

    – I co wypatrzyłeś?

    – Jedna z dziewczyn przykuła moją uwagę na dłużej, atrakcyjna i ładna – skłamałem, ale tylko trochę.

    – To która to?

    – Nie powiem, zresztą ona już idzie do domu.

    – Jaki czaruś, przestań.

    – No ale co zrobię, skoro jesteś atrakcyjna. Szkoda, że zajęta – moja sonda zaczęła się zagłębiać.

    Zapadła chwila ciszy, o ile o ciszy można mówić w starym tramwaju, który właśnie zrobił dryń dryń i mocno zabujał się na rozjeździe szyn. Zresztą nasze towarzystwo darło się wniebogłosy przekrzykując się wzajemnie.

    Zosia mimo, że stała w samym rogu wagonu lekko się zachwiała i niechcący (na pewno?) otarła o mnie.

    – Przepraszam – bąknęła z lekkim pąsem na twarzy.

    – Ależ cała przyjemność po mojej stronie – mówiąc to lekko złapałem ją za dłoń, lekko wilgotną od potu teraz. Natychmiast ją wyciągnęła.

    – Zostaw, gorąco tutaj – powiedziała na usprawiedliwienie.

    – Nic nie szkodzi – znów dotknąłem jej ręki uważając aby stać tak, żeby nikt tego nie zauważył. Tym razem nie zabrała, ale wyraźnie się spięła.

    – Na pewno nie pojedziesz z nami? – spytałem.

    Chwilę walczyła ze sobą, widać było, że chciałaby.

    – Nie mogę. I nawet nie chcę.

    – Dlaczego? Aż tak źle?

    – Co?

    – Twój mąż, źle odbiera twoje wyjścia?

    – Co? Nieee.

    Mój kciuk lekko gładził wierzch jej dłoni, nie protestowała, odprężyła się, nawet wydało mi się, że spróbowała odpowiedzieć tym samym, ale się powstrzymała.

    – No dobra, Michał, powiem ci, ale zachowaj to dla siebie ok?

    Chęć wyznania mi jakiejś tajemnicy przyjemnie połechtała moje ego, patrzyłem na Zośkę i podobała mi się, taka niby niewinna, niby speszona a jednak chcąca coś z siebie wyrzucić. Jej czarne teraz oczy spojrzały w moje. Ciągle trzymając jej dłoń w delikatnym chwycie wyciągnąłem palec w kierunku jej uda. Przez materiał spódnicy poczułem jędrność jej nóg, w spodniach poczułem ucisk. Zosia strzeliła oczami za moje ramię, jednak towarzystwo niespecjalnie zwracało na nas.

    – Co robisz?

    – Nic czego byś nie chciała, mam przestać? – zaryzykowałem.

    – Nie – spuściła wzrok ale zaraz podniosła – A chcesz przestać?

    – No to co to za tajemnica? – odpowiedziałem pytaniem celowo nie odpowiadając na jej. Jakbym chciał przestać to bym przestał.

    Gładziłem wierzchem palca jej udo, chciałem zanurkować dłonią pod materiał, ale wiedziałem, że to już może zostać zauważone.

    – Staramy się o dziecko… I mam dzisiaj… – zmieszała się i poczerwieniała.

    – No wyduś to z siebie, dorośli jesteśmy – powiedziałem miękko dając jej poczucie komfortu, choć i tak wiedziałem o czym mówi, ale kręciło mnie, że powie mi to obca dziewczyna.

    – Mam dni płodne. Chcę mieć dziecko. A jak wrócę późno, to już go nie dobudzę.

    “Jaki frajer” – pomyślałem, ma taką fajną pannę i trzeba go “dobudzać”.

    – Jego strata, to chodź z nami, jutro też jest dzień – zaproponowałem raz jeszcze, jednocześnie myśląc, że nawet jakby chciała mieć te dziecko ze mną to i tak ojcem zostać bym nie mógł.

    – Lepiej nie – mówiąc to zaczęła przebierać palcami po materiale spódnicy. Centymetr za centymetrem jej krawędź podjeżdżała do góry, aż do momentu, gdy minęła nasze palce i pod palcem poczułem delikatną fakturę rajstop. Członek w bokserkach zakomunikował gotowość bojową.

    Nie wiem co we mnie wstąpiło, ale tryb rozmowy zupełnie zmienił kierunek, równo z kolejnym dryń dryń dryń tramwaju.

    – Łał, zaskakujesz mnie, sprawiałaś wrażenie grzecznej. To opowiedz mi teraz jak lubisz to robić. Dokładnie. Jak, gdzie. Chcę wiedzieć.

    – Ale co – spytała naiwnie i od razu dotarło – A po co ci to?

    – Jak będę następnym tak twardy jak teraz to chcę sobie ciebie wyobrazić – zaryzykowałem, przecież w mordę mi nie da.

    Poczerwieniała jeszcze bardziej i odruchowo spojrzała w dół, na wyraźnie wybrzuszony materiał spodni.

    – Uwielbiam seks – wydyszała – wszędzie, prawie zawsze i na każdy sposób.

    Pąs na twarzy ustąpił, widać było, że “pogodziła się” z formą rozmowy i bynajmniej nie przeszkadza jej ona zbytnio.

    – Dosłownie na każdy?

    – No nie, zboczenia mnie nie kręcą.

    – To co cię kręci? – nie chciałem jej podsuwać gotowych odpowiedzi, żeby nie wyjść na jakiegoś zboka, jakbym zapytał o coś dla mnie normalnego a dla niej nie.

    – Klasyk, od tyłu, na pieska, anal, oral, hiszpan – wyrecytowała jednym tchem jakby chcąc szybciej to z siebie wyrzucić ale w sumie nie wymieniła nic spektakularnego.

    – A co lubisz najbardziej? – wierzch mojej dłoni gładził jej udo przez rajstopy, pociągnęła moją rękę wyżej i poczułem materiał koronki opasujący jej napięte teraz mocno udo. Pończochy jednak nie rajstopy. Członek zareagował wesołym pulsowaniem, nie był w zbyt wygodnej pozycji, nie miałem wyjścia, musiałem dyskretnie go poprawić, co uwadze Zosi nie uszło. Dotknęła członka przez materiał spodni.

    – Och – westchnęła tylko i na policzki wrócił róż.

    – No, widzisz jak działasz? Jesteś mocna – znów kłamstewko, ona była taka pośrodku między zwykłą szarą myszką a petardą. Ale te kłamstewko spowodowało, że ręka mocniej naparła na mojego kutasa.

    – A lubisz mocno? – przeinaczyła moje słowa próbując przejąć inicjatywę.

    – Lubię. No to jak z tym twoim seksem, co cię kręci?

    – Lubię od tyłu, jak trzyma się mnie za biodra.

    “Jak trzyma się mnie”. Nie “jak mąż mnie trzyma” tylko “Jak trzyma się mnie”. Taki ton wypowiedzi zasugerował, że ona lubi ten sport, niekoniecznie z mężem.

    – A twój mąż lubi tak? – detektyw się we mnie odezwał.

    – Nie – odpowiedziała szczerze – on jest konserwa w te klocki.

    No i masz babo placek. A potem taki koleś szlocha, że jego dupa puściła się z innym. Tyle, że ona ma swoje potrzeby a on lubi po ciemku po kołderką raz w miesiącu, zaraz po wypłacie, bo wtedy jest podjarany. A uwierzcie mi – im kobieta starsza tym ma większe potrzeby i granice tego co lubi się przesuwają. A starzejący się z nimi faceci w większości gnuśnieją, popadają w rutynę, dziwny to mechanizm. Woda na młyn facetom mojego pokroju, ale to już inny temat.

    Towarzystwo ciągle nie zwracało na nas uwagi, a jak przetrawiałem co powiedziała. Czyli jednak wierność nie jest najmocniejszą stroną Zośki. Witaj w klubie, maleńka!

    Pochyliłem się trochę do Zosi aby mogła usłyszeć mój obniżony głos.

    – Jak się dzisiaj z mężem będziesz kochać, masz sobie wyobrazić, że to ja jestem na jego miejscu. Kocham się z tobą jak tylko pragniesz, w każdej pozycji i w każdą dziurkę.

    Zośka otworzyła lekko usta jakby chcąc coś powiedzieć, ale kompletnie to zignorowałem i kontynuowałem, jednocześnie pomału przesuwając dłoń w górę i do środka, nie protestowała. Koronka pończochy się skończyła, poczułem skórę uda, potem skrawek majtek. Mokry skrawek. Zosia lekko drgnęła i cofnęła biodra o milimetry. Ale po sekundzie wróciły na swoje miejsce, po czym delikatnie i dyskretnie rozstawiła nogi, jakby zapraszając mnie do środka.

    – Wchodzę po kolei w każą twoją dziurkę, robię to w takim tempie i z taką siłą, jaką lubisz najbardziej, ty dyktujesz warunki, jestem tylko dla ciebie. Kocham się z tobą klasycznie, potem zmieniamy pozycję i wchodzę w ciebie od tyłu, trzymam za biodra i zagłębiam się w tobie do samego końca.

    Zośka zaczęła krótko oddychać, lekko świszczącym oddechem. Moje palce odgięły materiał jej majtek i podążyły dalej. Poczułem wilgoć a członek stał ostro na baczność, ona drgnęła ponownie jakby lekko porażona prądem, jej ręka ciągle położona na rozporku potęgowała przyjemność. Ależ bym w nią teraz wszedł, żebyśmy jechali sami chyba bym ją wziął w tym tramwaju.

    – Potem bierzesz mojego członka do ust i delektujesz się swoją wilgocią na nim.

    Ręka Zosi trochę za mocno naparła na moje krocze, odsunąłem się lekko i zobaczyłem, że jest czerwona a jej oczy są wytrzeszczone.

    – Co robisz? – spytała cicho.

    – Fantazjuję – odpowiedziałem. Moje palce pieściły jej cipkę, czułem wilgoć, gorąco i krótko przystrzyżone włoski przyjemnie drapiące mnie w palce. Znów się pochyliłem.

    – Mój język też nie jest bezczynny, podnosisz nogi wysoko w górę a ja liżę twoją cipkę tak jak lubisz – właśnie, ciekawe jak lubi… – twoje soki spływają po cipce i mojej brodzie, aż do tyłeczka, który aż prosi się, żeby go zerżnąć.

    – O tak, wejdź we mnie – nie wiedziałem czy chodzi jej o fantazję, czy faktycznie mam w nią wejść w tym tramwaju, palcami.

    Co będę kombinował, w głowie byłem już cały w niej, w tramwaju palce lekko się w nią zagłębiły, ale jednak je wycofałem, pozostając przy delikatnym dotykaniu warg sromowych. Była nawet na szpilkach niższa ode mnie i penetracja palcami wiązałaby się z pochyleniem sylwetki co mogło być zauważone. Rozejrzałem się czy nikt nie zauważył choćby tej chwili zapomnienia. Nie wyglądało na to, co przyjąłem z ulgą.

    Pieściłem delikatnie Zosię, nie protestowała, ale spięta była bardzo, chyba bała się zdemaskowania przez znajomych.

    Próbowałem wyobrazić sobie jej cipkę, pod ciasnym materiałem majtek nie mogłem wyczuć jaka jest z wyglądu. Na pewno ma włoski, krótko przycięte, ale ma. Akceptowalne.

    – Podnoszę ci nogi jeszcze wyżej, żeby mieć dobry dostęp. Twoja dupka teraz jest wyeksponowana i gotowa na mnie. Wchodzę w ciebie, mokrą od śluzu, najpierw płytko, potem do samego końca. Trzymam cię za nogi w kostkach a ty pieścisz osamotnioną cipkę palcami. Wijesz się pode mną dyktując tempo, śliski kutas znika w twoim tyłeczku raz za razem…

    No właśnie, zorientowałem się, że nie wiem jakie ma palce, paznokcie, nie przyjrzałem się. Nagana dla mnie.

    I tak jeszcze dosłownie chwilę dręczyłem ją słownie i pieściłem powolutku dłonią. Opowiedziałem ze szczegółami swój orgazm, wytrysk na jej ciało i spływającą po jej cipce i brzuchu spermę. Członek był bliski finału, ale nie mogłem na to pozwolić, zabrudzone bokserki po samotnym wypadzie na miasto nie wróżą najlepiej.

    Tramwaj zbliżał się do przystanku Zosi, spojrzałem na nią, była czerwona i miała wielkie błyszczące oczy, jeszcze czarniejsze niż poprzednio. Patrzyła na mnie dzikim wzrokiem, ale nie w stylu “co ty mówisz ty świnio” tylko “o tak, właśnie tak chcę”.

    Była mokra tam na dole. Nie wilgotna. MOKRA. Zabrałem rękę i oblizałem śliskie palce. Zaskoczony wyraz jej twarzy sprawił mi sporą przyjemność.

    Jej ręka ciągle spoczywała na moim kroczu, jeszcze kilka sekund pozwoliłem jej czuć moją twardość, wciąż nieustępującą i zabrałem jej dłoń. Ustawiłem się tak aby już nic nie kombinowała.

    – Lada chwila wysiadasz – powiedziałem głośno i dopiero wtedy reszta towarzystwa zauważyła w jakim jest stanie.

    – Zośka, coś ty taka czerwona? – padło z towarzystwa.

    – To chyba przez te piwo, nie czuję się najlepiej.

    Pożegnała się i mimo ciągłych “zostań, jedź z nami, przejdzie ci” wysiadła z tramwaju.

    Patrzyłem jak znika w mroku z nadzieją, że się odwróci. I odwróciła się, pomachała ręką, całe towarzystwo jej odmachało, ale ja miałem przeczucie, że machała do mnie.

    Wysiadając pod kręgielnią Robert upewniwszy się, że nikt nie widzi popatrzył na mnie, popukał się w czoło i powiedział:

    – Tu się kurwa jebnij.

    Ale bez złości, tylko to tak po przyjacielsku, z udawaną naganą w głosie. Na szczęście Robson to ziomek, z którym niejedno przeżyliśmy. I jak się okazało całkiem spostrzegawczy człowiek. Uśmiechnęliśmy się do siebie szeroko i poszliśmy się bawić.

    Po powrocie do domu wziąłem prysznic, ciepła woda, żel i wspomnienie Zosi poskutkowały erekcją. Poszedłem do sypialni, Bea się obudziła.

    – Jak było?

    – Bez ciebie smutno, stęskniłem się – skłamałem.

    I zrealizowałem krok po kroku całą fantazję tramwajową, mając przed oczami Zosię i czując jeszcze jej smak w wyobraźni.

    I coś czułem, że z Zosi dzisiaj wyszło łóżkowe zwierzę.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Michal Story

    Spis treści (poprzednie części):

    Część 1: https://www.sexopowiadania.pl/article.php?id=4556

    Część 2: https://www.sexopowiadania.pl/article.php?id=4581

    Część 3: https://www.sexopowiadania.pl/article.php?id=4635

    Część 4: https://www.sexopowiadania.pl/article.php?id=4651

    Część 5: https://www.sexopowiadania.pl/article.php?id=4660

  • Zdzira cz. 2

    Po około piętnastu minutach, byłyśmy już w Centrum, i samochód zatrzymał się pod klubem. Tym razem miejsce wybierała Anka. Okolica była mi znana, bo przy tej ulicy znajduje się kilka dyskotek, w których byłam. Tego klubu jednak nie znałam, za to Anka bywała tu często. Wejście przez bramę nie wyglądało zachęcająco. Jak się okazało, wnętrze też nie powalało. Z bramy wchodziło się do pomieszczenia z szatnią, potem schodkami w dół. Po prawej duża sala z parkietem i długim barem, na lewo mniejsza sala, kilka stolików i mały bar. Wystrój miał chyba przypominać coś na kształt jaskini, ale lata swojej świetności miał już za sobą. Ani mi, ani Kaśce jakoś nie przypadł do gustu. Anka za to od razu rzuciła się na parkiet, poleciwszy nam znalezienie jakiegoś miejsca, i zamówienie drinków. Poszłyśmy na małą sale, że stolikiem nie było problemu. Siedziałyśmy, obserwując wszystko do okoła, sporo osób wyraźnie zbyt mocno nadużyło alkoholu, jednak odniosłam wrażenie, że nikt nie zwraca na to uwagi, nikomu to nie przeszkadza. Ogólnie wyglądało to tak, jakby większość przyszła tu po to, by się nawalić. Po kilku minutach znalazła nas Anka. Zamówionego drinka wypiła prawie od razu, i już ciągnęła nas na parkiet. Oczywiście nie musiała nas namawiać, w końcu po to przyszłyśmy. Wmieszałyśmy się w tłum i dałyśmy porwać muzyce. Podczas gdy ja i Kaśka tańczyłyśmy blisko siebie, Anka kursowała po całym parkiecie. Była w swoim żywiole. Co chwila widziałyśmy ją jak tańczy z innym facetem, to tu, to tam. Po jakimś czasie wróciłyśmy z Kaśką do drugiej sali stolik był już zajęty, więc stanęłyśmy przy barze. Kaśka nie wiele myśląc zamówiła kolejne drinki. Nie protestowałam, bo alkohol wypity w domu już chyba wytańczyłam. Po kilku minutach znalazła nas Anka.

    – O tu jesteście – zaczęła rozpromieniona – weźcie drineczki, znalazłam fajną miejscówkę i kogoś poznałam.

    – No kto by się spodziewał – zaśmiała się Kaśka.

    – Oj fajni są, zobaczycie – puściła do mnie oko.

    Poszłyśmy za nią na dużą salę, gdzie w rogu, na kanapach, przy stole siedziało dwóch facetów, wyglądali na trochę młodszych od nas.

    – To moje dziewczyny, poznajcie się – powiedziała do chłopaków.

    Obaj wstali podając nam dłonie.

    – Marcin – powiedział pierwszy.

    – Robert – przedstawił się drugi.

    Przedstawiłyśmy się z Kaśką, siadając na kanapie na przeciwko nich.

    CDN…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Magda z biura
  • Wojaze Moni: Pan Listonosz – Wprowadzenie.

    To było jakoś po jedenastej, byłam sama w mieszkaniu, czekałam na paczkę – a konkretniej mówiąc, na bieliznę się w niej znajdującą by móc zaprezentować się w niej mojemu kochankowi z którym byłam umówiona na piątek.

    Mój narzeczony był wtedy w pracy, dobrze zarabia, traktuje mnie dobrze więc trzymam się go blisko, w końcu mamy spędzić ze sobą całe życie prawda? Hah! Dobre sobie…

    Mimo wszystko to nie o niego w tym wszystkim chodzi, tylko o mnie i o moich potrzebach, a te mam wygórowane jakby nie patrzeć. Drogie wakacje, hotele, ubrania, to wszystko ku mojemu szczęściu! Mój narzeczony umie zadbać o to wszystko – by niczego mi nie brakowało. Niestety nieskutecznie ponieważ jedynej rzeczy jakiej nie potrafi mi on dać to orgazm. Martin – mój narzeczony nigdy nie był dobry w sprawach łóżkowych. Chwila pieszczot potrafiła go doprowadzić do wytrysku przez co jakakolwiek przyjemność z seksu z nim nie była mi dana.

    I dlatego tu pojawia się Alan – mój kochanek. Poznałam go w klubie w którym lubię bawić się z koleżankami. Nie musiał się zbyt starać by mnie uwieść. Potrafił ze mną rozmawiać, kokietować a w końcu też dobrze zerżnąć czego Martin nie potrafił. Moja relacja z Alanem trwa w najlepsze już od pół roku – pół roku świetnych orgazmów to coś co chyba każda kobieta w mojej sytuacji potrafiła by docenić oraz podziękować Bogu za tak wspaniałego mężczyznę. 

    Okej, skoro udało mi się już mniej więcej nakreślić sytuację oraz to, kto jest kto, myślę że już wiadomo że bieliznę na którą czekałam nie była raczej przeznaczona dla Martina a dla Alana. 

    Jak wspominałam, było jakoś po jedenastej gdy siedziałam sama w salonie mojego domu oczekując na rzeczoną paczkę. Ubrana byłam w szarą, przy dużą bluzę, czarne legginsy oraz białe skarpetki – plus wiadomo, jakaś tam bielizna. 

    Gdy nagle po domu rozniósł się donośny dźwięk dzwonka do drzwi, wiedziałam już że to musiał być kurier z wyczekiwaną przeze mnie przesyłką. Nie czekając, zerwałam się z sofy i czym prędzej udałam się do drzwi by otworzyć je i odebrać swoją paczkę.

    I ku mojej ówczesnej niewiedzy, miało się okazać że paczka z bielizną to nie była jedyna rzecz którą dane mi będzie “przyjąć do siebie”

     

    CIĄG DALSZY NASTĄPI… 😉 

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Monica25

    Mam nadzieję że spodobał się wam przedsmak oraz swoista zapowiedź historii o Panu Listonoszu.

    Oraz nadzieję że to co przydarzy się naszej Moni w przyszłych częściach także przypadnie wam do gustu 😉