Był piątek ósma wieczorem.
Paweł usłyszał, jak drzwi garażu opadają, potem trzask zamka w przedpokoju i głos mamy: “Wracamy po jedenastej, najwyżej po północy. Nie siedź za długo przy komputerze”. Tata dorzucił swoje standardowe: “I zamknij okna, bo wiatr wieje”. Samochód odjechał.
W domu rozległa się głucha cisza.
Paweł poczekał jeszcze pięć minut – na wszelki wypadek. Potem poszedł na palcach do sypialni rodziców.
Szuflada z bielizną mamy była na samym dole, pod stertą zimowych swetrów. Otworzył powoli, jakby coś mogło wyskoczyć i go ugryźć. Zapach perfum i tkanin uderzył go od razu – słodki, trochę mdły, bardzo znajomy.
Wyciągnął najpierw te czarne, koronkowe stringi. Materiał był miękki, prawie przeźroczysty w kroku. Potem pończochy – cieliste, z szeroką koronką na udach, te, które mama nosiła pod obcisłe sukienki. Na koniec czerwone szpilki – 11 cm, lakierowane, z wąskim noskiem. Wiedział, że są za małe o pół rozmiaru, ale właśnie to go kręciło najbardziej.
Zamknął drzwi sypialni na klucz. Włączył małą lampkę nocną, zgasił górne światło. Stanął przed dużym lustrem w drzwiach szafy.
Najpierw stringi. Wciągnął je powoli – cienki paseczek wślizgnął się między pośladki od razu, jakby tam leżał. Kutas zaczął twardnieć jeszcze zanim zdążył poprawić przód. Koronka ocierała się o skórę, sutki stwardniały od samego dotyku materiału.
Pończochy – delikatnie, palec po palcu, aż koronka przylgnęła do ud. Czuł, jak nogi robią się dłuższe, smuklejsze, bardziej “kobiece”.
Sukienka – czarna, lateksowa w dotyku, z głębokim dekoltem i rozcięciem z boku. Za ciasna w ramionach, za krótka na dupie. Kiedy się schylił, widać było stringi i dolną krawędź pończoch.
Szpilki. Wsunął na stopy – bolało od razu, palce ściśnięte, łydki napięte. Zachwiał się, złapał framugę. Spojrzał w lustro.
Przez chwilę naprawdę uwierzył, że to nie on.
Włączył muzykę – cichą, wolną, z głębokim basem. Zaczął się ruszać. Najpierw ostrożnie, biodra w przód i w tył, ręce po bokach. Potem odważniej – dłonie po udach, po brzuchu, w górę do sutków. Ścisnął je przez sukienkę, aż syknął.
Zamknął oczy.
Wyobraził sobie, że ktoś patrzy.
Że ktoś chce.
Nie usłyszał, jak klucz cicho przekręcił się w zamku wejściowym.
Mama i tata wrócili po czterdziestu minutach – klient odwołał spotkanie w ostatniej chwili.
Najpierw usłyszeli muzykę z sypialni.
Potem westchnienie.
Potem stukot szpilek o parkiet.
Stanęli w progu jednocześnie.
Paweł akurat miał jedną nogę uniesioną na łóżko, sukienka podciągnięta prawie do pasa, stringi odsłonięte, dłoń między udami – masował się powoli przez koronkę, głowa odchylona, usta rozchylone.
Cisza była tak ciężka, że wydawała się mieć smak metalu.
Mama upuściła torebkę. Tata zrobił krok do przodu, ale się zatrzymał.
Paweł otworzył oczy. Przez sekundę myślał, że serce mu stanie.
Mama pierwsza przerwała milczenie. Głos miała spokojny, prawie miękki.
– Kuba…
Paweł chciał się zasłonić, uciec, zniknąć. Nogi w szpilkach nie słuchały. Tylko kutas pulsował jeszcze mocniej – zdradziecko, boleśnie.
Tata spojrzał na żonę. Coś między nimi przeszło – bez słów.
Mama zdjęła żakiet, powiesiła go na klamce. Podeszła bliżej, powoli.
– Podoba ci się, to jak wyglądasz? – zapytała cicho.
Paweł przełknął ślinę. Skinął głową – raz, krótko.
– Powiedz słowami.
– … podoba mi się…
Tata położył dłoń na karku Pawła – nie mocno, ale na tyle, żeby poczuł ciężar.
– A podoba ci się, że my cię tak widzimy?
Paweł zamknął oczy. Kiwnął głową jeszcze raz.
Mama wyciągnęła rękę i poprawiła ramiączko sukienki, które zsunęło mu się z ramienia. Palce musnęły skórę.
– Wiesz, że te stringi są moje – powiedziała bardzo cicho. – I że wczoraj w nich byłam mokra.
Paweł jęknął – cicho, mimowolnie.
Tata zsunął dłoń niżej, na pośladek, pod sukienkę. Palce trzymały się tuż przy pasku stringów.
– Myślisz, że mama byłaby zła, jakbyś jest teraz zabrudził? – mruknął mu do ucha.
Paweł potrząsnął głową.
Mama uśmiechnęła się – nie tym uśmiechem, który znał z kuchni. Zupełnie innym.
– To zdejmij je powoli – szepnęła. – I pokaż nam, jak bardzo ci stoi w moich majtkach.
Paweł drżącymi rękami podciągnął sukienkę do pasa. Stringi były już ciemne w kroku, kutas napinał koronkę do granic, czubek wystawał, lśniący.
Mama uklękła przed nim.
Tata stał z tyłu, jedną ręką trzymając biodro, drugą zsuwając ramiączko sukienki.
– Nie spiesz się – powiedział tata. – Mamy całą noc.
Mama dotknęła koniuszkiem języka materiału – tam, gdzie było najmocniej napięte.
Paweł wydał z siebie dźwięk, którego nigdy wcześniej z siebie nie wydał.
I wtedy zaczęło się naprawdę.
CDN…
Leave a Reply