Michal i Krystyna 2

Kolejny wieczór
Następnego dnia Michał prawie nie wychodził z pokoju. Siedział na łóżku, przewijał telefon, ale tak naprawdę nic nie widział na ekranie. W głowie cały czas odtwarzał wczorajszy wieczór – ciepło jej ust, sposób, w jaki patrzyła na niego, kiedy połykała, to ciche, zadowolone „mmm…”. Czuł się jednocześnie winny, zawstydzony i… dziwnie podniecony na samą myśl, że to może się powtórzyć.
Krystyna zachowywała się tak, jakby nic się nie stało. Rano postawiła mu przed nosem talerz naleśników z serem i rodzynkami, pogładziła go po głowie i powiedziała:
„Jedz, kochanie, musisz nabierać sił.”
Uśmiechnęła się przy tym tak zwyczajnie, że przez chwilę Michał pomyślał, że może mu się wszystko przyśniło.
Ale wieczorem, około wpół do jedenastej, znów rozległo się delikatne pukanie.
„Michałku… nie śpisz?”
„Nie… proszę wejść.”
Weszła w tej samej kremowej koszuli nocnej co wczoraj – albo identycznej. Może miała kilka takich samych. Tym razem jednak nie usiadła od razu na skraju łóżka. Najpierw podeszła do małej lampki na komódce i przykręciła ją tak, żeby światło było jeszcze cieplejsze, bardziej bursztynowe.
Potem usiadła bliżej niż wczoraj – prawie przy jego biodrze. Położyła dłoń na jego brzuchu, tuż nad gumką bokserek. Palce powoli rysowały kółka na skórze.
„Myślałam o tobie cały dzień” – powiedziała cicho, patrząc mu prosto w oczy. – „Nie mogłam się doczekać wieczoru.”
Michał przełknął ślinę. Czuł, jak krew napływa mu do twarzy… i niżej.
„Pani Krystyno… ja… nie wiem, czy to dobrze…”
Uśmiechnęła się łagodnie, ale w oczach miała coś drapieżnego.
„Dobrze jest to, co sprawia, że oboje czujemy się lepiej. A ty przecież też czułeś się wczoraj dobrze, prawda?”
Nie czekając na odpowiedź, pochyliła się i pocałowała go w szyję – delikatnie, mokro, zostawiając ciepły ślad. Michał zadrżał.
Jej dłoń zsunęła się niżej. Tym razem nie pytała – po prostu wsunęła palce pod gumkę i objęła go. Był już twardy. Krystyna zamruczała z aprobatą.
„Patrz, jak szybko jesteś gotowy… taki młody, taki chętny…”
Zaczęła go masować – wolno, mocno, przesuwając skórę w górę i w dół. Drugą ręką ściągnęła mu bokserki niżej, aż zupełnie je zsunęła. Michał leżał teraz nagi od pasa w dół, z nogami lekko rozstawionymi.
Krystyna pochyliła się niżej. Najpierw polizała go długim, powolnym ruchem od samych jąder aż po sam czubek. Potem zamknęła usta wokół żołędzi i zaczęła ssać – tym razem głębiej, wolniej, z wyraźnym mlaskaniem. Jednocześnie masowała go u nasady, drugą dłonią delikatnie ugniatając woreczek.
Michał oddychał coraz szybciej. Ręce zacisnął na prześcieradle.
„Pani Krystyno… ja… znowu szybko…”
Oderwała się na moment, spojrzała na niego z dołu, z wilgotnymi wargami.
„Nie spiesz się… chcę, żebyś się nacieszył. Ale jak będziesz musiał… to po prostu daj znać.”
Wróciła do ssania – teraz szybciej, rytmicznie, biorąc go prawie całego. Jej język wirował, usta zaciskały się ciasno. Michał czuł, że zbliża się punkt bez powrotu.
„Już… już zaraz…” – wyszeptał drżącym głosem.
Krystyna nie zwolniła. Przeciwnie – wzięła go jeszcze głębiej, aż poczuł, jak jej gardło się zaciska. Jednocześnie ścisnęła lekko jądra.
Doszedł gwałtownie, z cichym, zduszonym jękiem. Pulsował w jej ustach raz za razem. Ona połykała wszystko – powoli, z wyraźną rozkoszą, mrucząc cicho w gardle.
Kiedy przestał drżeć, wysunęła go delikatnie. Oblizała wargi, potem czubek jego penisa – zbierając ostatnią kroplę.
„Boże… jaka pyszna” – westchnęła z prawdziwą błogością. – „Gęsta, ciepła… taka młoda. Mogłabym pić cię codziennie.”
Usiadła prosto, poprawiła koszulę na piersiach. Uśmiechnęła się do niego czule.
„Widzisz? Nic strasznego się nie dzieje. Tylko oboje mamy przyjemność.”
Pogładziła go po policzku.
„Chcesz, żebym została jeszcze chwilę? Mogę cię przytulić… albo… zrobić to jeszcze raz, wolniej, jak będziesz gotowy.”
Michał patrzył na nią wielkimi oczami. Serce mu waliło.
„…może jeszcze raz?” – wyszeptał ledwo słyszalnie.
Krystyna zaśmiała się cicho, miękko.
„Mój dobry chłopiec.”
Pochyliła się znowu.
Tym razem robiła to naprawdę powoli – jakby chciała, żeby ta chwila trwała jak najdłużej.
A Michał, po raz pierwszy od przyjazdu do Warszawy, poczuł, że jednak chce tu zostać. Na dłużej.

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Robert Polak

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *