Mama wróciła do domu kilka minut po ósmej. Drzwi wejściowe otworzyły się z cichym kliknięciem, potem usłyszałem znajomy stukot szpilek na panelach – szybki, trochę zmęczony rytm kogoś, kto cały dzień chodził na obcasach. Zrzuciła płaszcz na wieszak w przedpokoju, torebka wylądowała na komodzie z lekkim plaśnięciem. Westchnęła głęboko, jakby wypuszczała z siebie cały ciężar tygodnia.
– Zostawię to na sobie jeszcze chwilę – rzuciła w przestrzeń bardziej do siebie niż do mnie. – Jestem zbyt zmęczona, żeby od razu przebierać się w dres.
Miałem ją w polu widzenia z kanapy w salonie. Grafitowa ołówkowa spódnica opinająca biodra, czarna bluzka z dekoltem w serek, który odsłaniał tylko tyle ile trzeba, żeby wyglądać elegancko, ale nie wyzywająco. I te rajstopy – cieliste, 20 den, z delikatnym, prawie niewidocznym połyskiem, który pojawia się dopiero pod światłem lampy. Zawsze je nosiła do pracy, kiedy chciała czuć się “profesjonalnie, kobieco”, jak sama mówiła. Nienawidziłem ich i uwielbiałem jednocześnie – ten cholerny materiał, który opakowywał jej nogi jak druga skóra.
Usiadła na kanapie naprzeciwko mnie, wyciągnęła nogi przed siebie i oparła je na pufie. Szpilki wciąż miała na stopach – czarne, lakierowane, z wąskim spiczastym noskiem i bardzo wysokim obcasem. Zaczęła powoli masować kostkę lewej stopy przez nylon. Palce sunęły w górę i w dół łydki, materiał szeleścił cicho, napięty na skórze. Widziałem, jak delikatnie ugina się pod opuszkami palców.
– Przynieś mi wody, proszę – powiedziała leniwie, nie odrywając wzroku od własnych nóg.
Wstałem, ale zanim ruszyłem do kuchni, na moment zatrzymałem się. Patrzyłem, jak przesuwa dłonią po udzie – jakby sprawdzała, czy nie zrobił się jakiś zaciąg. Palce zatrzymały się na wysokości pachwiny, a potem wróciły w dół, do kostki. Ten ruch był tak zwyczajny, a jednocześnie tak obscenicznie zmysłowy.
Wróciłem ze szklanką. Podałem jej wodę. Wypiła dwa łyki, odstawiła szklankę na stolik i spojrzała na mnie trochę dłużej niż zwykle. Kącik jej ust drgnął – nie był to zwykły, macierzyński uśmiech.
– Co tak stoisz? – zapytała cicho.
– Nic… patrzę, jak ci wygodnie.
Uniosła brew.
– W tych rajstopach? – przeciągnęła słowo “rajstopach” tak, że zabrzmiało prawie jak pieszczota. – Myślała, że ich nie znosisz.
– Nie znoszę. – skłamałem odruchowo.
Zaśmiała się krótko.
– Kłamczuch.
Zdjęła prawą szpilkę. Robiła to powoli, jakby specjalnie przedłużała moment. But zsunął się i uderzył o panele, odsłaniając stopę w nylonie. Palce poruszyły się, rozprostowując się po całym dniu uwięzienia w szpilce. Paznokcie pomalowane na kolor ciemno bordowy prześwitywały delikatnie przez materiał. Nylon na palcach był minimalnie ciemniejszy – ślad potu i całodziennego tarcia.
Uniosła lewą nogę lekko w górę, wciąż w bucie.
– Chodź tu – powiedziała i klepnęła miejsce obok siebie na kanapie.
Usiadłem. Za blisko. Nasze uda prawie się dotykały.
Pochyliła się trochę w moją stronę. Poczułem zapach jej perfum – ciepły, korzenny – wymieszany z lekkim zapachem zmęczonego ciała i nagrzanego nylonu.
– Masz ochotę je zdjąć? – zapytała prosto w oczy.
Zamarłem.
– Rajstopy – dodała ciszej, jakby to było oczywiste. – Cały dzień w nich siedziałam. Są… ciepłe.
Jej głos był miękki, ale miał w sobie stalową nutę – taką, której nigdy wcześniej u niej nie słyszałem.
Spojrzałem na jej nogi. Lewa szpilka wciąż była na stopie, prawa leżała na podłodze. Nylon na palcach prawej stopy połyskiwał lekko w świetle lampy.
– Mogę? – wychrypiałem.
Uśmiechnęła się kącikiem ust – drapieżnie, ale ciepło.
– Tylko powoli, Żeby poczuła twój dotyk.
Wyciągnąłem rękę. Dotknąłem jej kostki. Materiał był ciepły, gładki, lekko wilgotny w dotyku. Palcami objąłem szpilkę i zacząłem bardzo powoli ją ściągać…
CDN…
Leave a Reply