Julia wróciła dokładnie o 18:42.
Matylda usłyszała klucz w zamku i serce podskoczyło jej do gardła. Przez cały dzień siedziała przy biurku w szpilkach, szortach i bluzie – pracowała, ale co chwilę poprawiała perukę, sprawdzała makijaż w lusterku, które Julia kazała jej zostawić na biurku. Czuła się jednocześnie dziwnie spokojna i napięta jak struna. To nie była już zabawa. To było jej nowe życie.
Drzwi się otworzyły.
Matylda wstała natychmiast, poprawiła włosy i poszła do przedpokoju. Stanęła na środku, opuściła ręce wzdłuż ciała, tak jak Julia jej rano wytłumaczyła: “Nie klęczysz od razu. Czekasz, aż cię zobaczę. Potem klękasz.”
Julia weszła, zdjęła płaszcz, powiesiła go na wieszaku. Spojrzała na Matyldę – od stóp do głów. Uśmiechnęła się kącikiem ust.
– Dobry wieczór, siostrzyczko.
– Dobry wieczór, siostro… – głos Matyldy był cichy, ale pewny.
Julia zrobiła krok bliżej. Wyciągnęła prawą dłoń.
Matylda uklękła powoli, na oba kolana, na twardym parkiecie. Pochyliła głowę i delikatnie pocałowała dłoń Julii – raz, długo, z szacunkiem. Potem uniosła wzrok.
– Dobrze – szepnęła Julia. – Bardzo dobrze.
Pomogła jej wstać, trzymając za łokieć. Potem objęła ją w talii i przyciągnęła do siebie. Pocałowała w usta – powoli, głęboko, jakby sprawdzała, czy makijaż się trzyma.
– Pachniesz moją szminką – mruknęła z zadowoleniem. – I moimi perfumami. Idealnie.
Puściła ją i zdjęła buty. Usiadła na pufie w przedpokoju, wyciągnęła nogi.
– Kolana bolą po całym dniu w szpilkach?
– Trochę… siostro.
– To dobrze. Pamiętaj o tym uczuciu. Teraz zdejmij szpilki i zrób mi masaż stóp. Potem kolacja.
Matylda uklękła ponownie, zsunęła szpilki i założyła kapcie z pomponami. Julia miała na nogach cienkie, czarne pończochy, które założyła do pracy. Matylda wzięła jedną stopę w dłonie, zaczęła delikatnie masować – kciukami po podbiciu, palce stóp, powoli, rytmicznie.
Julia zamknęła oczy, oparła głowę o ścianę.
– Opowiadaj – powiedziała cicho. – Jak miną ci dzień, jako Matylda?
– Pracowałam… próbowałam się skupić, ale co chwilę myślałam o tobie. O tym, co powiesz wieczorem. O tym, że muszę być idealna. Makijaż trzymał się cały dzień… tylko raz poprawiłam szminkę po obiedzie. Szorty… trochę się wpijały, ale to mi przypominało, że jestem twoją dziewczyną. Nie wyszłam z domu. Czekałam.
Julia otworzyła oczy. Uśmiechnęła się.
– Dobra dziewczynka.
Po kilku minutach wstała.
– Kolacja. Co ugotowałaś?
– Risotto z kurczakiem i szparagami… tak jak lubisz.
Julia kiwnęła głową z aprobatą.
Usiadły przy stole. Julia jadła powoli, Matylda – naprzeciwko, z rękami na kolanach, czekając na pozwolenie.
– Jedz – powiedziała Julia po pierwszym kęsie. – Ale powoli. I patrz na mnie.
Jedząc rozmawiały – o pracy Julii, o projektach Matyldy, o tym, co będą robić w weekend. Julia mówiła o planach na sobotę: zakupy w galerii, nowa bielizna, może wizyta u kosmetyczki na paznokcie. Matylda słuchała, kiwała głową, czuła ciepło w brzuchu.
Po kolacji Julia wstała.
– Zmyjesz naczynia. Potem przyjdź do sypialni.
Matylda posprzątała kuchnię szybko, starannie. Kiedy weszła do sypialni, Julia leżała na łóżku w samej bieliźnie – czarny koronkowy komplet, włosy rozpuszczone.
– Zdejmij bluzę i szorty. Zostań w rajstopach i stringach.
Matylda posłuchała. Stanęła przy łóżku.
Julia wyciągnęła rękę.
– Chodź tu.
Matylda położyła się obok. Julia przyciągnęła ją do siebie, objęła od tyłu – jak łyżeczkę. Jedną ręką gładziła brzuch Matyldy przez rajstopy, drugą – piersi przez koronkę biustonosza.
– Nagroda za dzisiejszy dzień – szepnęła do ucha.
Palce Julii zsunęły się niżej, pod gumkę stringów. Znalazły kutasa – już twardego. Zaczęła masować powoli, leniwie.
– Nie spiesz się – powiedziała. – Chcę, żebyś poczuła każdy ruch.
Matylda zamknęła oczy, oddychała płytko. Julia drugą ręką wsunęła palec pod rajstopy z tyłu, drażniła pupę – delikatnie, okrężnie.
– Jutro kupimy ci mały korek – mruknęła. – Żebyś go nosiła w domu. Codziennie. Będziesz o mnie myśleć cały czas.
Matylda jęknęła cicho.
Julia przyspieszyła ruchy dłoni. Drugi palec dołączył – lekko penetrował.
– Dojdź dla mnie, siostrzyczko. Cicho. Tylko dla mnie.
Matylda zacisnęła zęby. Orgazm przyszedł falą – długą, głęboką, bez krzyku. Sperma spłynęła po dłoni Julii, po rajstopach.
Julia nie przestała od razu – przedłużała, aż Matylda zaczęła drżeć.
W końcu puściła. Przytuliła ją mocniej.
– Śpij – szepnęła. – Jutro kolejny dzień.
Wyłączyła lampkę.
Ciemność.
Ciepło ciała.
I cichy oddech Julii za plecami.
Matylda zamknęła oczy.
I po raz pierwszy nie bała się jutra.
CDN…
Leave a Reply