Author: admin

  • Jowita

     Bycie z Jowitą miało tylko plusy, minusów nie zauważyłem. No, chyba tylko to, że nie chcieliśmy, żeby w tej chwili poznali się z moimi dzieciakami, dla moich latorośli mógłby być szok nie do przeżycia, gdyby bez odpowiedniego przygotowania zobaczyli, z kim prowadza się ich staruszek… Kilka tygodni po powrocie z Kołobrzegu zaplanowaliśmy wyjazd na dwa – trzy dni na zakupy do Berlina. Znaleźliśmy fajną kwaterę na Pankow, niedaleko stacji metra. Przejazd do stolicy Niemiec okazał się łatwiejszy, niż myślałem, obawiałem się korków na Ringu, ale było OK. Po udanych zakupach zostawiliśmy siatki i torby w hotelu i wybraliśmy się na spacer po nocnym Berlinie. Wielkie miasto, piękne, bogate sklepy, witryny zachęcające do kupowania… W małej kafejce, zamówiłem aromatyczną, pyszną kawę do kawałka smacznego ciasta. Rozmawialiśmy o wszystkim i niczym, Jowita cieszyła się, że kupiła tyle fajnych rzeczy za niewielkie pieniądze. Wracając do siebie zaproponowałem, że te dwa przystanki metra przejdziemy pieszo, przecież nigdzie nam się nie spieszyło. Wieczór był bardzo ciepły, pachniały kwiaty w mijanych parkach. Szliśmy sobie przytuleni do siebie, objęci ramionami, nie odzywając się do siebie. W pewnym momencie przechodząc obok kolejnego ukwieconego i pachnące skweru zauważyłem dwie postaci starające ukryć się w krzakach, ale wyraźnie podążające naszym śladem. Zacząłem uważnie obserwować okolicę, zwracając szczególną uwagę na dwóch typów z parku. Po chwili nie mogłem ich nigdzie dostrzec, najwidoczniej zrezygnowali z awantury.

    – Halt! – usłyszałem w chwilę później, więc jednak nie zrezygnowali. – Raus aus der Kasse! (wyskakuj z kasy!)

    – Langsam, bitte. Wir haben kein Geld! Wir haben eingekauft und wir haben keinen Cent!

    – Co on pierdoli? – usłyszałem jednego z opryszków – Powiedz frajerowi, niech daje kasę, albo ma wpierdol, a jego suczkę wyruchamy! – głos był bardzo stanowczy

    – Panowie, pojebało was? Rodaka napadacie? Skąd mam kurwa wziąć kasę, jak nie zarobiłem jeszcze ani grosza! – na szczęście nie straciłem rezonu. – Jedynie mogę was zaprosić na sznapsa! – Jowita kurczowo trzymała mnie za ramię, w pięknych oczach widziałem strach.

    – O kurwa, rodaka byśmy ojebali! Mówisz, że sznapsa? A twoja dupeczka zrobi nam loda, ok? – odezwał się drugi z niedoszłych rabusiów.

    – Od mojej kobiety odpierdolcie się trzy chuje w bok, jasne? Wszystko zrozumiem, ale swojej kobiety nie dam tknąć palcem – musiałem być stanowczy.

    – Dobra, dobra, koleś, tak tylko gadamy. To co z tym sznapsem?

    – Idziemy, ale wy przodem.

    Doszliśmy do najbliższego baru. W środku światło nie było zbyt jasne, panował tam raczej półmrok. Jowita, która już od dłuższego czasu nie odzywała się, teraz z uwagą przypatrywała się dwom nieznajomym mężczyznom. W pewnej chwili uśmiechnęła się szeroko i walnęła dłonią w plecy młodszego z niedoszłych rabusiów, aż się zatoczył.

    – Co jest, kurwa! – patrzył zaskoczony.

    – A ty Władek co? Na znajomych napadasz? Nie poznajesz mnie, prawda?

    Walnięty w plecy młody mężczyzna popatrzył uważnie na dziewczynę, po chwili uśmiech zagościł na jego twarzy.

    – O kurwa, Jowita, to ty? – spytał z niedowierzaniem – Mało brakło, a bym cię wydymał!

    Rzeczony Władek okazał się kolegą Jowity z liceum. Co prawda był nieco starszy, ale zdecydowanie utrwalał wiedzę i w końcu trafił do tej klasy, w której ona się uczyła. Tam zapatrzył się w piękną dziewczynę cielęcymi oczami, po kilku tygodniach był w niej na zabój zakochany. Opowiadała mi później, jak kiedyś na jakiejś imprezie w gronie klasowym próbował zaciągnąć Jowitę do łóżka, był bardzo natarczywy; dopiero kiedy poczuł twarde kolano Jowity bardzo mocno walące go w męskość – odpuścił.

    – Już raz chciałeś, pamiętasz? – Jowita przywołała wspomnienia sprzed kilku lat.

    – Pamiętam, co nie mam pamiętać, trzy dni byłem potem w szpitalu. Ale się z ciebie laska zrobiła, ja pierdolę! – zachwycał się urodą koleżanki z licealnej klasy.

    – No dobra, dość tych wspominek – przerwałem wspomnienia – Pojebało was zupełnie, żeby napadać na ludzi? Chcecie skończyć w niemieckim pierdlu?

    – Chłopie, z głodu też byś tego próbował – odezwał się kompan Władka – nie mamy centa, nie znamy języka, a jeść się chce, prawda? Myśleliśmy skubnąć parę groszy, żeby na kilka dni wystarczyło. A jakby nas złapali policaje, to byśmy mieli żarcie i dach nad głową!

    -A co umiecie?

    – Wszystko, co dotyczy budowlanki i wykończeń. Ja muruję, tynkuję, głaszczę ściany, Władek robi wodę, centralne i kładzie płytki.

    – No to macie robotę! Mój przyjaciel ma tutaj dość dużą firmę i ciągle szuka fachowców. Mam was zarekomendować? – postanowiłem jakoś pomóc chłopakom.

    – Królu złoty! Jeśli załatwisz nam robotę, to masz kapitalny remont swojej chaty za darmo!

    – Tak, tak, dostaniecie pracę i zapomnicie o mnie. Moment, zadzwonię do tego kumpla.

    Po kilku minutach obaj niedoszli rabusie mieli bardzo dobrą i dobrze płatną robotę. W czasie rozmowy Jowita przyglądała się swemu szkolnemu koledze. „W sumie to fajny facet” pomyślała. Niebrzydki, całkiem przystojny, zawsze miał świetne, głupie pomysły. No i tego wieczoru, kiedy próbował się do niej dobrać namacała przypadkowo jego penisa – był wtedy dość pokaźny. To co on ma w spodniach teraz? – zastanawiała się w myślach. Poczuła dziwne mrowienie w cipce, która nagle stała się bardzo mokra. Wszystkie te swoje przemyślenia zrelacjonował mi nazajutrz w łóżku…

    – Janeczku, możemy chwilkę porozmawiać? – odciągnęła mnie na bok – mam fantastyczny pomysł.

    – Co to za pomysł? Co przyszło do twej ślicznej główki?

    – Pamiętasz kelnerkę z Kołobrzegu?

    – Pamiętam, ale tutaj jej nie ma!

    – Wiem, ale jest Władek! Zgodziłam się na trójkącik z Majką, to ty zgódź się na trójkąt z Władkiem! – zapomniała już, że cała akcja z Majką w Kołobrzegu to był właśnie jej pomysł!

    – Zwariowałaś? Obcy facet ma cię bzykać? – nie powiem, ale wkurzyła mnie trochę.

    – A jak ty ruchałeś obcą babę to było ok? – nasrożyła się, nie dawała za wygraną.

    – A chociaż dobrze go znasz? – chyba jednak ustępowałem.

    – No pewnie, dwa lata w liceum to chyba o czymś świadczy, prawda? Poza tym to naprawdę poczciwy i uczciwy facet. Nie mam pojęcia, jak bardzo musieli być obaj głodni, skoro zdecydowali się na taki krok. To dobre chłopaki, zdesperowani, ale są ok!

    – Jeśli tak uważasz…

    – Tak uważam – była bardzo stanowcza.

    – Ale mam kontrolę nad wszystkim, inaczej się nie godzę – postawiłem ostatni warunek.

    – Masz moje słowo – wróciliśmy do stolika.

    – A ty jak masz na imię – spytała Jowita kumpla Władka – długo się znacie?

    – Jestem Józek, a Władka znam trzy lata. A sam mam prawie cztery dychy – przedstawił się starszy kolega Władka.

    – Nie będziesz miał za złe, że spotkamy się z Władkiem u nas na kwaterze? Chcemy powspominać nasze dawne czasy, kiedy byliśmy piękni i młodzi. Władziu, pojedziesz z nami? – spytała zaskoczonego chłopaka.

    – Nie martw się, jedziemy metrem – dodałem.

    – Dlatego się martwię, bo nie mam kasy na bilet – zmarkotniał.

    – Ale to my zapraszamy, więc nie ma problemu!

    – Jeśli tak stawiacie sprawę, to dlaczego nie, możemy jechać – Władek roześmiał się radośnie na myśl o spędzeniu kilku chwil w towarzystwie swej dawnej, platonicznej miłości z liceum.

    – A teraz pora na kolację. Zapraszam wszystkich do chińskiej knajpy, tam dają naprawdę dobre żarcie – byłem już głodny, no i chciałem jak najszybciej zakończyć wieczór.

    – Rzeczywiście, kaczka po pekińsku w pędach młodego bambusa była rewelacyjna. Sprawnie zjedliśmy swoje porcje pod dwa dobre piwa, Jowitka zadowoliła się jakąś sałatką. Po kolacji zadzwoniłem po taksówkę, odstawiliśmy Józka, a z Władkiem wróciliśmy do siebie na kwaterę. Władek opowiadał, że po szkole średniej zaczął studia na socjologii, ponoć całkiem nieźle sobie tam radził, ale z powodów rodzinnych musiał przerwać naukę na trzecim roku. Teraz chciał zarobić trochę grosza i kontynuować studia. Widziałem, że Jowita jest rozanielona. Nic dziwnego, miała obok siebie dwóch mężczyzn, z których jeden był niesamowitym jebaką (to ja!), drugi zaś tajemnicą z okresu liceum. Chyba nie mogła się doczekać, kiedy zobaczy oba penisy, kiedy poczuje je w sobie. Po szybkiej kąpieli siedzieliśmy razem na wielkim łóżku nadzy i trochę… zawstydzeni. Sytuacja była w sumie dość niezręczna, nie bardzo wiedzieliśmy, co dalej. Jowita nie wytrzymała pierwsza.

    – Może któryś z panów mnie wyliże? – kładąc się rozłożyła szeroko nogi – Cipka mnie swędzi, kto mi ulży?

    – Władek, jesteś gościem, ty pierwszy, ja poczekam. – okazałem się nad wyraz gościnny.

    – No i wreszcie stało się! – chłopak klęknął przed łóżkiem z głową między długimi nogami dziewczyny – Zawsze marzyłem, żeby to z tobą zrobić, nie zdajesz sobie sprawy, ile razy trzepałem się mając w oczach twoją twarz.

    – Teraz wreszcie masz okazję, przestań gadać, zacznij działać – złapała Władka za włosy i przycisnęła jego rozanieloną gębę do swego spragnionego mocnych pieszczot krocza.

    – Jesteś urocza… A ten diamencik w cipce nadaje jej dodatkowego blasku, lizać taką pipkę to sama przyjemność i rozkosz…

    Przyssał się niemal do już bardzo mokrej cipki, lizał ją i łapczywie spijał napływające falami soki. Jego kutas sterczał dumnie w górę, czekając na swą kolej. Przypatrywałem się chłopakowi z zainteresowaniem. Stwierdziłem, że w sumie to bardzo przystojny i nieźle wyposażony gość, choć jego penis był jakiś inny. Bardzo długi, ale też bardzo cienki, jak parówka; miał olbrzymią, nieproporcjonalną głowicę. Wyglądał jak grzyb z nierozwiniętym do końca kapeluszem. Ważne, że stał twardy i dumny czekając na swą kolej. Władek zapamiętale zajmował się gorącą cipką postękującej i pojękującej dziewczyny. Penetrował językiem wnętrze szparki, masował okolice odbytu, próbował nieśmiało wsuwać w niego palce. Obszedłem łóżko, pomasowałem swego stojącego już przyjaciela i wsunąłem pomału w rozchylone usta Jowity. Laska przyjęła go z zachwytem, podniosła się trochę, żeby wszedł głębiej w gardło. Pomogłem jej, podtrzymując podniesioną głowę, pogłaskałem po rozrzuconych na poduszce włosach.

    – Dobrze tak? – spytałem z przejęciem.

    – Mhm – tyle wydobyła z siebie.

    – Władziu, zostaw tego lizaczka i załaduj wreszcie swego grzyba, widzisz, że cała spływa w oczekiwaniu. – pogoniłem trochę chłopaka, bo sam też już bym chciał zanurzyć się w jej dziurce jednej, czy drugiej. Czekałem na to, wreszcie mogę ją zerżnąć tak, jak chciałem od chwili, kiedy zobaczyłem ją pierwszy raz.

    Władek już był w cipie, jego jajka z mlaskaniem odbijały się od szczupłej pupy

    – Wreszcie doczekałem się tego. Teraz wyrucham cię, laseczko tak, jak ciągle o tym marzyłem, wreszcie poznasz rozkosz od władkowego chuja, wreszcie jestem w tobie, ty piękny, zimny, niedostępny głazie…

    Rżnął dziewczynę jak automat, cały czas gadał, dłońmi rozgniatał jej jędrne piersi, patrzył w zamglone oczy. Jowita nie mogła wrzeszczeć, choć bardzo chciała, bo mój penis tłumił wszelkie odgłosy. Kutas licealnego kolegi mocno i ostro penetrował swą głowicą wnętrze dziewczyny, był niezmordowany, ale w pewnym momencie nagle wydostał się na zewnątrz.

    – Zaraz się spuszczę, nie wiem, czy byś tego chciała w cipce… – zarumienił się lekko

    – Możesz lać we mnie bez problemu, mam super pigułki. – wreszcie mogła się odezwać, wysunąwszy się przedtem z członka tkwiącego w jej gardle – ale rżnąć to naprawdę umiesz. I masz fajnego kutaska, jest taki … inny!

    – Nie gadaj tyle, tylko bierz się za robotę. Pora zająć się nami dwoma.

    Położyłem się na plecach, pociągnąłem ją za sobą. Jowita siadła na mych udach tyłem do mnie, poczuła, jak twarda pała wypełnia jej odbyt. Położyła się na mej klacie, znowu szeroko rozłożyła nogi, eksponując pipkę.

    – Władziu, na co czekasz? Zajmij się nią! – wskazała wzrokiem łono.

    – Nie językiem – zawołała, kiedy chłopak znowu chciał uklęknąć przed jej kroczem – wsadź go znowu w cipkę, wreszcie będę miała w sobie dwa kutasy!

    Poruszała się na mnie niezbyt szybko, jej doznania były niesamowite. Po chwili odniosłem wrażenie, jakbyśmy już niejednokrotnie współpracowali ze sobą, tak dostosowaliśmy swoje ruchy, że kiedy jeden wchodził głęboko w swoją dziurkę – drugi wysuwał się ze swojej.

    – Tak, wreszcie, tak… tak… rżnijcie mnie, ruchajcie swymi chujami, rozpierdolcie mi pizdę i dupę, chcę tego, matko… ruchajcie mnie, tak… tak… szybciej, mocniej, kurwa, mocniej, taaaak… taaaak, wyjebcie mnie w kosmos, taaaaa!!!! Ja pierdolę, ruchajcie mnie, zaraz dojdę, ruchajcie mnie, kurwa, szybciej, aaa… taaaaak!!!

    – To jest to, to chciałem słyszeć – Władek miał minę, jakby zobaczył anioła.

    Wpadłem na inny pomysł. Wysunąłem się z pupy Jowity, przytrzymałem dłonią kutasa Władka pokazując mu wzrokiem, do czego zmierzam. Trzymając własną pytę w drugiej ręce nakierowałem ją na pipkę dziewczyny, w której tkwił już jeden kutas. Śliski chuj pomału wsuwał się w pizdę dziewczyny, czułem ciasnotę wokół swego ogiera. Jednak dwie takie pały w jednej pipce to był już tłok! Jowita była na krawędzi krzyku z bólu, ale ten po kilku sekundach chyba minął, dając miejsce niesamowitemu podnieceniu. Ruchaliśmy ją dwoma kutasami w cipę, czując się wzajemnie, czułem narastające, niesamowite podniecenie. Ruchy całej naszej trójki były pospieszne, przerywane, dochodziliśmy do szczytu. Nie trwało to długo. Jowita znowu wrzasnęła raz i drugi, zaczęła rzucać całym ciałem, pozbyła się z siebie obu penisów, jej drżenie było tak silne, że obaj doskonale je odczuwaliśmy. Po kilkunastu sekundach uspokoiła się, zostały tylko rytmiczne skurcze wewnątrz brzucha.

    – Matko, gdzie ja znowu byłam? – popatrzyła wokół błędnym wzrokiem – dwa kutasy, a rozkosz jak z pięciu! Muszę się wam odwdzięczyć – popchnęła nas obu na łóżko.

    – Położyliśmy się obok siebie, podparli głowy ramionami i obserwowaliśmy poczynania Jowity. Ta wzięła w dłonie oba sterczące członki, poczęła je energicznie onanizować, pomagając sobie ustami. Bardzo szybko doszedł Władek. Wytrysnął ze swej wielkiej głowicy jak z fontanny, sperma zalała czoło, oczy i prawie całą twarz dziewczyny; cienkim, gęstym strumykiem kapała na piersi. W chwilę później sam wystrzeliłem, ale mnie spijała łapczywie, doskonale znała mój smak.

    – No, panowie, teraz jestem naprawdę usatysfakcjonowana – mrużyła oczy zalane nasieniem Władka – zerżnęły mnie dwa największe kutasy, jakie poznałam w swym krótkim życiu. Oczywiście mówiąc „kutasy” mam na myśli wasze penisy, a nie was samych – roześmiała się radośnie, oblizując ospermione usta. – Idę do łazienki.

    Usiedliśmy z Władkiem przy stole, nalałem po solidnej porcji alkoholu ze Szkocji.

    – No to nasze zdrowie i zdrowie Jowitki! – wzniosłem toast.

    – Nasze zdrowie i zdrowie Jowitki! – powtórzył Władek i też wzniósł szklankę – musisz wiedzieć, że w budzie kochali się w niej wszyscy, łącznie z kilkoma dziewczynami. – przerwał na chwilkę, wypił mały łyczek ze szklanki.

    – Chłopaki opowiadali sobie, co by zrobili, gdyby zdarzyło im się zostać z nią na osobności… – kontynuował wspomnienia – Dziewczyny nie były gorsze, żebyś ty słyszał, co by wyprawiały z tą laską, obecne pornole przy tym, to bajeczki dla nastolatek. Ale ona wybrała sobie chłopaka, który absolutnie nie pasował do niej. Wiem, że byli razem ponad rok, ale się rozstali. Wszyscy zazdrościli Patrykowi, że rozdziewiczył, a potem dymał taką dupeczkę…

    Tak sobie gadając dopijaliśmy swe drinki, czekając na dziewczynę. Wyszła z łazienki jak zwykle olśniewająco świeża i piękna. Przygotowaliśmy spanie dla Władka,a sami, w swoim łóżku, po szybkim seksie na dobranoc szybko usnęliśmy. Rankiem następnego dnia zawiozłem Władzia do Józka, do mieszkania chłopaków i wróciliśmy do Polski, do domu. Przed wyjazdem upewniłem się, że kolega, który obiecał zatrudnić obu fachowców nie zmienił zdania. Na szczęście oświadczył, że czeka na nich, ma taką małą, szybką i dobrze płatną robotę, przy której będzie ich obserwował jak sobie radzą i jeśli sprawdzian wypadnie pomyślnie – będą mieli u niego stałą pracę. Kilka dni później dotarła do mnie informacja, że sprawili się doskonale i zostali brygadzistami w firmie przyjaciela, odpowiedzialnymi za robotę i nabór nowych pracowników.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Dziadek Anatol czesc 1

    Cześć, mam na imię Dorota, mam teraz dziewiętnaście lat i opowiem wam, co działo się trzy lata wcześniej.

    Po skończeniu gimnazjum zaczęłam naukę w liceum. Ponieważ w moim mieście rodzinnym nie ma szkoły tego typu, musiałam przenieść się do sąsiedniej miejscowości. Na szczęście tutaj mieszka mój dziadek Anatol, więc zamieszkałam u niego. Ładny dom trochę na uboczu, duży ogród obsadzony różnymi drzewami i roślinami, ogólnie cisza i spokój. Kawałek dalej jest dziadka pracownia złotnicza, na szczęście nie siedzi tam ciągle, tylko wtedy, kiedy ma zlecenia, tak więc ma on dużo czasu, zajmuje się domem i często gotuje. Dostałam do dyspozycji przytulny pokój z łazienką, urządzony nowocześnie i funkcjonalnie. Telewizor, wieża z CD i różnymi wejściami, biurko z komputerem – to było to, czego głównie potrzebowałam. W kąciku wygodne łóżko, lampka do czytania w nocy; szafa i szafki na ciuchy uzupełniały wyposażenie mego lokum. Czułam się tutaj bardzo dobrze, tym bardziej, że dziadek Anatol był moim ulubieńcem wśród dziadków i babć. Niestety, babcia Bogusia, jego żona zmarła pięć lat przed moją przeprowadzką i dziadek mieszkał do tej pory sam. No, teraz ze mną, ale to on zaproponował, żebym wprowadziła się do jego wielkiego domu, a nie tułała po internatach, czy jakichś kwaterach; raz, że będzie mu raźniej, dwa, że przypilnuje mnie trochę. Starzy zgodzili się natychmiast, tym bardziej, że dziadzio nie życzył sobie żadnej kasy za moje mieszkanie. Nowa szkoła okazała się bardzo fajna. Niemal natychmiast zaprzyjaźniłam się z dwoma dziewczynami, Zuzą i Tośką; chłopcy też byli sympatyczni, zwłaszcza jeden… Ale o nim może później. Choć może nie warto nawet wspomnieć o Hubercie… Teraz opowiem coś o sobie. Miałam wtedy szesnaście lat, 170 cm wzrostu, ciągle jestem szczupłą blondynką z długimi włosami, mam ładnie zarysowaną pupę, z radością obserwowałam coraz większe piersi, mój biuścik zaczął pięknie zarysowywać się pod bluzeczką, czy sweterkiem. Od ponad roku depilowałam się pod pachami, próbowałam też zgolić włoski przy pipeczce, ale nie musiałam tego często robić, były bardzo delikatne, jasne i miękkie. Pipeczka… Obserwowałam jej zmiany, wargi stawały się większe, jakby pulchniejsze, lubiłam wsuwać między nie paluszek, ale tylko trochę, nie chciałam się zbyt mocno podniecać i w tym podnieceniu przerwać błonkę, sądziłam, że jeszcze za wcześnie na to. Nauka szła mi bez problemów, lubiłam się uczyć, w planach miałam studia medyczne. W nowej szkole czas leciał jak woda z kranu, ani sie spostrzegłam, jak minęły święta Bożego Narodzenia, zbliżał się koniec roku… Zuzka organizowała u siebie imprezkę sylwestrową, na którą zostałam zaproszona. Poszłam bardzo chętnie, bo też miał być chłopak z klasy, Hubert, który już pierwszego dnia w szkole wpadł mi w oko, ja jemu też. No cóż, okazało się, że wolał towarzystwo chłopaków i wódę, zamiast mnie. Co prawda kilka razy zatańczyliśmy, wymieniliśmy nawet soczyste pocałunki, kiedy jego zwinny język penetrował moją buzię, ale miałam go dość, kiedy pijany uwieszał się na mnie i próbował wsunąć łapę pod spódniczkę, bełkocząc coś przy tym. Powiem wprost – zawiodłam się na Hubercie, skreśliłam go definitywnie… A wcześniej był dla mnie taki miły, sympatyczny i koleżeński, nawet niektórzy myśleli, że chodzimy ze sobą! Od tamtego sylwestra stałam się taką klasową dziewicą, na szczęście byłam lubiana, więc nie robiłam sobie z tego problemów. Dziewica, to dziewica, jednak można mnie mieć, ale trzeba sobie mocno na to zasłużyć! Po nocy sylwestrowej wróciłam rano, jeszcze lekko wstawiona, a dziadek strasznie mnie skrzyczał! Stwierdził, że jestem za młoda, że on nie pozwoli, że jeszcze mam czas na imprezy i takie tam inne wymówki, ogólnie smęcił do bólu.

    – Ależ dziadku – próbowałam się bronić – nie stało się przecież nic złego, cała i zdrowa jestem w domu! – uśmiechałam się przy tym przymilnie.

    – Nie pozwolę, żebyś wracała tak późno i w takim stanie. Na razie nie powiem twemu ojcu, ale kolejny raz nie przejdzie bezboleśnie, moja panno! – odwrócił się i poszedł do siebie.

    Stałam w korytarzu już bez kurtki, zdążyłam też zdjąć sweterek, zanim wpadł dziadek z pretensjami. Opieprzał mnie, ale widziałam, że wzrok uciekał mu na mój całkiem niezły dekolt i zerkał na nogi w kabaretkach, omiatał oczami pupę zasłoniętą małą czarną, którą ubrałam na imprezkę sylwestrową. Ha! Nie napisałam jeszcze nic o dziadku, a to ciekawa osoba! Anatol zostal dziadkiem w wieku 40 lat, a w czasie, o którym piszę miał 56, ale absolutnie nie wyglądał na dziadka. Kiedy Zuza z Tośką były u mnie pierwszy raz, myślały, były wręcz przekonane, że to mój tata! Dziadek ma 185 cm wzrostu, jest szczupły, bardzo przystojny. Nie ma prawie siwego włoska na głowie, piękne zęby, jest mężczyzną bardzo wysportowanym, dopiero rok temu skończył systematycznie odwiedzać siłownię, ale ciągle biega dwa, trzy razy w tygodniu po kilkanaście kilometrów, bo chce kiedyś wystartować w maratonie! Bardzo dba o swój wygląd, o kondycję, nosi się raczej tak bardziej młodzieżowo, nikt, kto go nie znał, nie umiał określić jego wieku, zwykle oceniany był o kilkanaście lat mniej. Oglądają się za nim wszystkie laski od podstawówki po emerytki! Do tego jest bardzo miłym i sympatycznym człowiekiem, zawsze umie znaleźć dobre słowo, umie pocieszyć w trudnych sytuacjach. Ma jeszcze jedną ważną zaletę. Umie słuchać! Może dzisiaj akurat nie słuchał, tylko wrzeszczał na mnie, a ja nawet nie zdążyłam go przeprosić, tak szybko zniknął w swoim pokoju. Poszłam do siebie, rozebrałam się do naga, przeglądałam się sobie w lustrze. Nie powiem, nawet przy odrobinie samokrytyki uważam, że jestem interesującą dziewczyną; spodziewałam się, że w przyszłości będę bardzo atrakcyjną kobietą. Podniosłam do góry biust, polizałam sutki, poczułam ciepło między nogami. Ciągle stojąc przed lustrem jedną ręką ugniatałam piersi, druga zawędrowała na cipeczkę, zaczęłam ją masować. Ogarnęło mnie podniecenie, po chwili palce były mokre od wypływających z pipki soków. Uderzyła we mnie fala ciepła, przemieszczała się od cipki w górę, przez brzuch, biust, do głowy. Nadusiłam mocniej łechtaczkę, przez całe ciało przeszedł mnie dreszcz, moje ruchy stały się szybsze, coraz bardziej energiczne, czułam, że zaraz upadnę na podłog. Miętosiłam biust, oddech stawał się coraz szybszy i głębszy, gdy nagle wstrząsnęło mną, opadłam na kolana, dłonią zasłoniłam buzię, żeby nie wrzeszczeć, zaczęłam dygotać i trzęść się, upadłam na podłogę. Po chwili uspokoiłam się, podniosłam i poszłam do łazienki. To był mój pierwszy tak silny orgazm w życiu! No cóż, spodobało mi się to! Odnosiłam przez chwilkę wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, ale przecież drzwi były zamknięte, a dziadek miał swój pokój na dole. Pewnie wydawało mi się. Weszłam pod prysznic. Chłodna woda ocuciła mnie trochę, ale i tak miałam miękkie kolana. Namydliłam się, gąbką pocierałam mocno całe ciało. Nabrałam żelu na palce, zaczęłam myć cipkę, potem pupę. Wsunęłam palec w tyłek, za chwilkę wcisnęłam głębiej. Zaskoczyło mnie, że sprawiło mi to przyjemność! Wcisnęłam drugi palec, zaczęłam rytmicznie wysuwać oba z pupy i jeszcze energiczniej wsuwać je w ciasną dziurkę. Znowu poczułam gorąco rozlewające się po całym ciele. Tym razem profilaktycznie uklękłam, żeby nie upaść tak, jak przed kilkunastoma minutami. Orgazm nadszedł kilka chwil później…

    Wrócił czas nauki, ferie dobiegły końca. Po lekcjach poprosiłem obie przyjaciółki, aby poszły do mnie do domu. Usiadłyśmy w pokoju, dziadka nie było, miałyśmy całkowity luz. Nie wiedziałam, jak zagaić romowę, bo temat wydał mi się trochę wstydliwy. W końcu przemogłam się.

    -Słuchajcie, laseczki, mam wam coś do powiedzenia…

    – A co tak się czaisz? – przerwała mi Tośka – wal śmiało!

    – No bo ja… Bo ja… – jak ja się wstydziłam!

    – Co ty? – to Zuza – dałaś dupy dziadkowi? – roześmiały się obie.

    – Nie, no coś ty, zwariowałaś – oburzyłam się – nie, nie to… Bo wiecie… miałam pierwszy orgazm w życiu! – wypaliłam.

    – Aaaaa! No ładnie! A kto cię przeleciał? – obie patrzyły z zainteresowaniem, jakie sensacje przed nimi odkryję.

    – Nikt, sama się doprowadziłam…

    – Ale jaja, nasza Doris brandzlowała się do orgazmu! – roześmiały się znowu.

    – Przestańcie, ja tu zdradzam wam swą największą tajemnicę, a wy… Głupio mi.

    – Daj spokój – Zuza położyła mi dłoń na ramieniu – każda z nas to przechodziła.

    – Jak to, przechodziła, to wy już… tego… no…

    – Tośka ma za sobą normalny pierwszy raz już ponad rok temu, a ja… – zawahała się chwilkę – A ja kilka razy dałam, ale tylko w tyłek, cipka musi jeszcze trochę poczekać… – spuściła głowę.

    Byłam w szoku! To one już się bzykały, a ja dopiero spróbowałam masturbacji! Mało tego, uważałam to za jakieś, nie wiem, wykroczenie? przeciw moralności szesnastolatki… Ja to zrobiłam pierwszy raz i wiecie co? Cholernie mi się to spodobało! Bo to jest fajne, tym lepsze, jak robisz to z… – sygnał telefonu przerwał Tosi.

    – Słucham? To ty, mamo? Tak, jestem u Doroty, za pół godziny będę… Aha! Dobrze, już wychodzę! – rozłaczyła się.

    – Muszę spadać, matka dzwoniła, że jedzie do galerii i pyta, czy pojadę z nią. Muszę jechać, może naciągnę ją na jakieś fatałaszki – i wybiegła z pokoju.

    – No, to cała Antonina – Zuza poprawiła swoją ogniście rudą burzę na głowie – ale ja też pomału spadam. Wiesz co mi przyszło do głowy? Może zrobimy sobie własne powitanie tego nowego roku, takie pidżamaparty? U mnie, albo u ciebie?

    – Super pomysł. Pogadam z dziadkiem, może się zgodzi, dom jest wielki, nie będziemy nikomu przeszkadzały. Same, czy z chłopakami?

    – Z tymi dupkami? Znowu się schleją i tyle z nich będzie pociechy. Oczywiście, że same! Mam nadzieję, ze Tośka też będzie mogła się wyrwać na weekend.

    Zuzanna poszła do domu, a ja porozmawiałam z dziadkiem, który zgodził się na naszą imprezkę, tym bardziej, że nie miało być chłopaków. Udało mi się kupić butelkę wina, dziewczyny miały przynieść piwo, jakieś sałatki, a ja zrobiłam zapiekankę, moją specjalność; dziadek przepadał za nią. Nadeszła sobota. Przygotowałam się do wizyty dziewczyn, ubrałam w najseksowniejsze w moim mniemaniu ciuszki, zastawiłam stół. Dziadek Anatol patrzył na mnie jakoś dziwnie… O ustalonej porze dzwonek u drzwi obwieścił przybycie dziewczyn. Niestety, była tylko Zuzia.

    – A gdzie Tośka? – nie ukrywałam zaskoczenia

    – Tośka wyjechała ze staruszkami w góry na narty, nie odpuściła takiej okazji. Nie dzwoniła do ciebie? Ale to nic, mam cztery piwa, dwie sałatki, z głodu nie pomrzemy!

    – Dobra, chodź na górę. – Wbiegłyśmy ze śmiechem na piętro, zamknęłam drzwi pokoju Usiadłyśmy przy stoliku, uważnie przyglądałam się swej koleżance. Dziewczyna niezbyt wysoka, ale za to piekielnie zgrabna, z okrągłą, jędrną pupą i dość dużym biustem. Śliczną, dziewczęcą buzię okalała gęstwina długich, rudych włosów, które zawsze były w wielkim nieładzie. Siadłyśmy w końcu wygodnie na łóżku, włączyłam telewizor, a że nic ciekawego nie było, to włączyłam komputer. Coć tam znalazłam, ale byłyśmy tak pochłonięte rozmową, że niezbyt interesował nas jakiś film. Ani się spostrzegłam, kiedy zrobiła się północ. Przez cały wieczór wypiłyśmy piwo przyniesione przez Zuzkę; jedna z sałatek i moja zapiekanka zniknęły, zostało jeszcze wino.

    – Mam propozycję, wskakujemy po kolei pod prysznic, potem do wyrka i otworzymy winko, co ty na to?

    – Super pomysł, idę pierwsza, a ty przygotuj pościel – i zniknęła w łazience.

    Rozścieliłam łóżko, było na tyle duże, że we dwie spokojnie się na nim mieściłyśmy, zeszłam do dziadka, żeby powiedzieć dobranoc, zabrałam z szafki w kuchni korkociąg i wróciłam na górę. Zuzanna była już pod kołdrą, poszłam więc do łazienki i po chwili leżałyśmy obok siebie z kieliszkami smacznego wina w dłoniach. Wypiłam swój duszkiem, tak samo Zuza i nalałyśmy sobie drugą porcję. Nie mam praktyki w spożywaniu alkoholu, raczej rzadko piję, dlatego bardzo szybko poczułam jego działanie. Wino plus piwo krążyły w moich żyłach, czułam bardzo przyjemny szmerek w głowie. Trzeci kieliszek też był dobry, po czwartym butelka skończyła się. Patrzyłam na Zuzię, a im dłużej się jej przyglądałam, tym bardziej odczuwałam dziwne mrowienie w brzuchu i między nogami… Ona też nie spuszczała ze mnie wzroku, pomalutku przesuwała się w moją stronę, no i stało się! Gwałtownie przywarłyśmy do siebie, nasze języczki splotły się w obłędnym tańcu, niemal zrywałyśmy z siebie piżamy. Objęłyśmy się, mocno tuląc do siebie, zsuwałam twarz do ślicznych, sterczących piersi z twardymi sutkami, które zaraz zaczęłam ssać. Najpierw jeden, potem drugi, lizałam rowek między piersiami mej ślicznej koleżanki, zagłębiałam język w pępku. Po chwili przyglądałam się rudej kępce dość długich i twardych włosków nad pipką, złapałam je pełną garścią i pociągnęłam lekko w górę. Mym oczom ukazała się różowa, mokra już dziurka, w którą odrobinę wsunęłam palec. Zuzia jęknęła, podniosła biodra ułatwiając dostęp do cipki, po chwili odepchnęła mnie, okręciła się i już leżała pode mną i lizała moją szparkę. Pieściłyśmy się tak kilka minut, z każdą chwilą czułam narastające podniedenie. Naraz poczułam coś w pupie. To były palce mej przyjaciółki penetrujące drugą dziurkę. Czułam je, mocno mnie to podniecało, do tego język na łechtaczce wyczyniał jakieś harce. Nie wytrzymałam długo. Schowałam twarz w poduszce i zaczęłam wrzeszczeć. Całe ciało wpadło w dygot, brzuchem targały jakieś skurcze, czułam napięcie wszystkich mięśni. Po chwili zostały tylko te nierytmiczne skurcze brzucha; aż mnie podrzucało. Zuzka parzyglądała mi się zaskoczona, masowała sobie cipkę.

    – Ale odleciałaś! Myślałam, że się rozpadniesz, tak dygotałaś cała. A pipkę masz taką słodką… Popieścisz teraz mnie?

    – Oczywiście, zaraz, tylko złapię oddech.

    Chciałam, żeby i ona miała super orgazm, postanowiłam jednak coś zmienić. Odwróciłam dziewczynę na brzuch, podciągnęłam w górę jej szczupłe biodra, tak, że teraz wypinała do mnie swój okrągły tyłeczek. Dałam jej solidnego klapsa w piękną pupkę, po chwili drugiego. Odwróciła głowę, patrzyła na mnie spod zmrużonych oczu.

    – Tak, lubię tak, możesz mnie ukarać za co tylko chcesz…

    – Patrzyłaś dzisiaj w szkole na inną dziewczynę, masz za to – znowu klepnęłam zaczerwienioną już pupę.

    Nie chciałam przecież jej bić, to miały być symboliczne klapsy, a w szkole rzeczywiście rozmawiała długo z koleżanką z klasy. Pochyliłam się, zanurzyłam język w kapiącej sokami pipce, wylizywałam dokładnie, zanurzając w niej palce, które intensywnie poruszały się w ciasnej szparce. W pewnej chwili nie przestając palcować cipki zaczęłam wylizywać kakaowa oczko wypiętej pupy. Zuza odwróciła głowę w moją stronę, zamruczała z aprobatą. Zmoczyłam bardzo mocno brązowe słoneczko i wjechałam w nie palcami drugiej dłoni. Przyjaciółka aż zapiszczała, jej oddech stał się urywany, stękała i jęczała w rytm ruchów w pupie i cipce. Nie przerywałam, cały czas brandzlowałam obie dziurki, obserwując reakcję Zuzanny. Ta zaczynała drżeć, tak, jak ja przed chwilką, zagryzła zęby na poduszce, palcami spazmatycznie ściskała prześcieradło. Nagle uspokoiła się, znieruchomiała, ale tylko po to, żeby wybuchnąć od nowa. Padła obok mnie bez sił. Patrzyłyśmy sobie w oczy, nasze usta ponownie się spotkały, języczki jeszcze raz rozpoznawały swój smak.

    – Jesteś niesamowita, wiesz – ledwo dosłyszałam cichutki szept – jeszcze nigdy nie robiłam tego z dziewczyną, ale tak na mnie podziałałaś, że…

    – Nic nie mów – przewałam tłumaczenie pięknego rudzielca – Ja jeszcze nigdy w ogóle, a co dopiero z dziewczyną… Ale pipkę masz też słodką, taką soczystą. Tak samo, jak ty, nie przypuszczałam, że tak smakuje kobieta. Ale jesteśmy wariatki, co?

    – Fakt, jesteśmy wariatki.

    – Zuzia, mam do ciebie pytanie, ale proszę, nie śmiej się, dobrze?

    – No coś ty, wal śmiało – usadowiła się wygodniej na łóżku.

    – Bo widzisz… Bo… No, zastanawiałam się, jak to jest, kiedy facet wpycha ci kutasa w pupę. Bardzo boli?

    – No wiesz… Robiłam to raptem kilka razy, ale tylko z trzema chłopakami z naszej budy, a oni jeszcze nie mają aż tak wielkich. To chyba z wiekiem rosną i tężeją, tak myślę. A czy boli? Zależy od nastawienia się na to, rozluźnienia pupy… Najgorsze jest pierwsze wejście, potem już ok, nawet bardzo przyjemnie.

    – Ja to chyba bym się bała – przerwałam, popatrzyłam na drzwi, bo wydawało mi się, że słyszałam jakiś ruch za nimi, ale więcej nic nie dosłyszałam – wsuwałam sobie palec, było nawet przyjemnie, ale żeby kutas wchodził cały… Nie, to chyba jednak boli

    – Chcesz tak spróbować? Mogę ci powiedzieć, który ma dość małego chujka, to najmniej by bolało.

    – Dzięki, na razie jeszcze się nie zdecydowałam. Wiesz co? Śpijmy, bo już prawie druga, a rano trzeba wstać!

    Przytuliłyśmy się do siebie i nagie, zmęczone, ale nasycone seksem usnęłyśmy kamiennym snem.

    Wstałyśmy rano, to znaczy po jedenastej, w łazience popieściłyśmy się jeszcze trochę, obiecałyśmy sobie, że to wszystko pozostanie między nami i zeszłyśmy na śniadanie, które pachniało w całym domu. Dziadek Anatol spisał się na medal.

    – Dzień dobry, dziewczęta – przywitałnas w kuchni – zapraszam do stołu, jajecznica na boczku gotowa

    – Dziadku, jesteś niesamowity, dziękujemy.

    – Dziękujemy panu – Zuza patrzyła na dziadka zafascynowana – Dorcia opowiadała, jaką pyszną jajecznice umie pan zrobić.

    Jakoś nie mogłam sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek rozmawiałyśmy o dziadkowej jajecznicy, ale niech go chwali, może częściej taką zrobi. Od tamtego wieczoru bardzo zblizyłyśmy się z Zuzią, nawet Tośka dziwnie na nas patrzyła. Na szczęście poznała nowego chłopaka i była nim na tyle zajęta, że na nas nie miała prawie czasu. Zauważyłam jeszcze coś. Albo mi się wydawało, albo dziadek zaczął jakoś inaczej się zachowywać, ubierać, nawet chyba zapuszczał włosy! Ciągle przystojny, męski mocno zbudowany, z wielopakiem na brzuchu, wzbudzał coraz większe zainteresowanie. Największą furorę robił, kiedy chodził na zebrania i wywiadówkę do szkoły. Po jego wizycie nauczycielki inaczej patrzyły na mnie, niektóre kazały nawet go pozdrowić! Czas leciał, zrobiło się cieplej, zbliżał się koniec roku szkolnego, a ja ciągle nie miałam chłopaka. Niekiedy spotykałyśmy się z Zuzią, pieściłyśmy się wzajemnie, do orgazu, ale obie chciałyśmy czegoś innego. Tośka rozstała się ze swą sympatią, ponoć poznała kogoś, ale za Chiny nie chciała powiedzieć, kto to. Jednak tajemnica wyszła na jaw… Wracałam z zajęć dodatkowych, które skończyły się pół godziny prędzej, niż zwykle i na drodze do domu spotkałam Tośkę.

    – Hej, a ty skąd? – byłam zdziwiona, bo dalej był tylko dom dziadka.

    – Od ciebie, ale przypomniałam sobie, że masz przecież zajęcia. Chwaliłaś się, że masz taką książkę… No, mówiłaś… – zaczęła plątać się w zeznaniach, przy tym zrobiła się czerwona jak rak.

    – No to chodź, znadziemy może tę książkę.

    – Nie chcę robić kłopotu…

    – Przestań, idziemy.

    Dziadek, kiedy nas zobaczył, niemal uciekł za dom, przynajmniej tak mi się zdawalo. Poszłyśmy z Tośką do mego pokoju, wskazałam jej biblioteczkę, żeby odszukała potrzebny tom. Szperała po półkach, a ja patrzyłam przez okno, zaskoczona obserwowałam dziadka Anatola, jak chodzi po ogrodzie nerwowym krokiem i co chwilka zerka w moje okno. Wreszcie Antonina znalazła to, co szukała i poszła do domu. Jak zwykle po szkole przebrałam się, umyłam ręce i poszłam do kuchni na obiad. Spotykałyśmy sie po lekcjach z Zuzą i Tośka, choć ta druga często zraz po lekcjach opuszczała nas, tłumacząc się korepetycjami. Myśmy miały, każda oddzielnie, zwykle jakieś zajęcia pozalekcyjne, więc nie zwracałyśmy uwagi na zachowanie Tośki, choć momentami było trochę dziwne… Minęły dwa tygodnie. Od kilku dni źle się czułam, tego dnia było mi szczególnie niedobrze, nawet wychowawczyni to zauważyła i zwolniła mnie do domu. Wlokłam się przez park, myślałam tylko o tym, żeby się położyć do łóżka. Zdziwiłam się, bo drzwi do domu były uchylone. Już chciała zawołać dziadka, gdy usłyszałam z jego pokoju dziwne odgłosy. Zaskoczona podeszłam do drzwi, nie były zamknięte, więc uchyliłam je leciutko i… przeżyłam szok! Mym oczom ukazał się fantastyczny widok! Dziadek prawie całkiem nagi ruchał jakąś kobietę. Ta stękała, piszczała i wzdychała głośno, a mój dziadziuś posuwał ją jak automat! Widziałam poruszającą się pupę Anatola, do pasa był nagi, spodnie i bokserki miał opuszczone poniżej kolan. Poruszał mocnymi, umięśnionymi biodrami jak automat, ruchał kobietę trzymając ją za tyłek. “Co on wyprawia” pomyślałam, nie przestając patrzeć na działanie dziadka. Wtedy ruchana kobieta obejrzała się kierując twarz w jego stronę. O kurwa! Przecież to Tośka! Ja pierdolę! Dziadek Anatol rucha w dupę mą koleżankę! Wszystkiego mogłam się spodziewać, ale nie tego, że jedna z moich przyjaciółek daje dziadkowi! Stałam w takim miejscu, że Tośka nie mogła mnie widzieć, a ja miałam widok jak na dłoni. Patrzyłam jak dupa Anatola rusza się do przodu i do tyłu, patrzyłam, jak trzyma biodra dziewczyny i przyciąga je do siebie. Laska oparta na kolanach i łokciach wypinała swój zgrabny tyłek, duże cycki zwisały się lekko i kołysały się rytmicznie. Spuściła głowę, długie, czarne włosy rozsypały się na prześcieradle. Im dłużej tak się przyglądałam, tym większe odczuwałam podniecenie. Wsunęłam rękę pod spódniczkę, dłoń położyłam na cipce, rozchyliłam palcami wargi i zaczęłam leciutko masować łechtaczkę. Cała pisia była bardzo mokra i śliska, dotyk sprawiał mi wielką przyjemność. Nagle niemal nie krzyknęłam. Dziadek wyszedł z tyłka Tosi i obrócił się bokiem do mnie. Wtedy go zobaczyłam! To znaczy dziadka widziałam, ale teraz mym oczom ukazał się jego penis. Nie jestem zwolenniczką filmów porno, nie oglądam ich prawie wcale, ale pamiętam, że występujący tam mężczyźni mieli duże członki, a to, co miał dziadek nie ustępowało innym. Duży, gruby penis kołysał się między opalonymi udami, dziadek chyba skracał owłosienie, bo nie był tam zbyt zarośnięty, pod kutasem kołysały się wielkie jądra w pomarszczonej mosznie. Anatol popatrzył na swego chuja, napluł w dłoń i potarł go po wierzchu. Myślałam, że będzie się onanizował, ale sekundę później zanurzył się w cipce przyjaciółki. Ta stęknęła, po chwili w rytm uderzeń kutasa sapała i jęczała głośno, coś przy tym mamrocząc pod nosem. Trwało to jakiś czas, ruchy Anatola stały się szybsze, Tośka już nie jęczała, tylko wyła jak kojot, trzepała glową, dłonie kurczowo zaciskała na prześcieradle. Odczuwałam podniecenie, jakiego wcześniej nie doznałam robiąc sobie samej przyjemność; to zo robiłyśmy z Zuzią to było coś innego. Dziadek przestał posuwać dziewczynę, podniósł ją z pościeli, zmusił, żeby uklęknęła przed nim i wsunął swą pałe w otwarte usta Tośki. Teraz ruchał ją w buzię, choć widziałam, że mimo tego, iż trzyma ją mocno za głowę, to jest przy tym delikatny. Ale Tośka! To, co ta dziewczyna wyprawiała ze sterczącym kutasem nadawało się naprwdę do pornoli; gdzie ona się tego nauczyła! Lizała wielki łeb, wsuwała chuja w usta, najpierw tylko trochę, po chwili pochłaniała go prawie całego. Drażniła ręką jądra, lizała, lizała kutasa. Znowu wchłonęła go bardzo głęboko, pomagając sobie dłonią trzepała szybko. Jej głowa latała na sterczącej pale, nagle zatrzymała się. Dziadek sam chwycił penisa w dłoń, teraz zaczął się onanizować, głośno sapać i tryskać spermą na buzię przeruchanej laski. Skończył, usiadł na brzegu łóżka.

    – I co maleńka, podobało się? – głaskał po włosach Tośkę zlizującą z siebie ostatnie krople nasienia.

    – Jak zwykle, a dzisiaj był pan szczególnie niesamowity, uwielbiam pana przyjaciela…

    – Tyle razy mówiłem, że masz zwracać się do mnie po imieniu, pamiętasz?

    – Tak, ale tak mi nieręcznie, przecież jest pan dziadkiem mojej przyjciółki…

    – Nie szkodzi…

    Dalej nie słyszałam, dyskretnie wycofałam się na podwórko. Odczekałam kilka minut i bardzo głośno zaczęłam zbliżać się do drzwi domu. Z gromkim “dzień dobry” weszłam do srodka, jakby nigdy nic powiesiłam kurtkę i weszła do kuchni. Tosia siedziała przy stole, trzymała kubek z herbatą, dziadek coś wyjmował z szafki.

    – Już jesteś? – popatrzył zdziwiony na zegarek – przecież dopiero południe.

    – No właśnie, południe, a Tośka w naszym domu – popatrzyłam z uśmiechem na przyjaciółkę- w budzie też cię nie było.

    – Tak, wiem, ale bardzo źle się poczułam i nie poszłam. A od ciebie chciałam zeszyty, żeby uzupełnić zaległości – aż zarumieniła się, widząc mój pobłażliwy uśmiech.

    – No to źle trafiłaś, bo jak widzisz, też jestem dużo wcześniej.

    –  Szkoda, może Zuza mi pomoże – wstała od stołu – bardzo dziękuję za herbatkę, będę uciekała. Nie ma za co, zapraszamy częściej, prawda, Dorcia? – dziadek rozpływał się w uśmiechach.

    – Oczywiście, zawsze jesteś tu mile widziana. O każdej porze!

    Tośka niemal uciekła, dziadek patrzył na mnie jakimś dziwnym wzrokiem; chyba poczuł ulgę, że zdążyli skończyć przed moim powrotem ze szkoły. Na szczęście nie miał pojęcia, że prawie wszystko wiedziałam. Poszłam do swego pokoju, rzuciłam plecak w kąt i siadłam na tapczanie. Ciągle czułam mrowienie w cipce, czułam mokre figi, cały czas byłam bardzo podniecona. Zamknęłam drzwi od pokoju na klucz, rozebrałam się do naga. Znowu ręka zawędrowała na cipkę, pogłaskałam ją, rozchyliłam, naśliniłam palec drugiej dłoni, wsunęłam go do środka, zaczęła nim ruszać, po chwili dołączyłam drugi, wchodziły w mokrą cipeczkę bez problemu, drażniłam łechtaczkę. Błogie ciepło rozlewało się od brzucha na całe ciało, podniecenie ciągle narastało. Bawiłam się sobą kilka minut, do momentu, kiedy odezwał się dzwonek telefonu. Aż podskoczyłam, takie to było niespodziewane, szybko wyjęłam komórkę z plecaka, popatrzyłam, kto mi przeszkadza. Oczywiście, kto mógł dzwonić, bo jeśli nie Tośka, to na pewno Zuzia. Włączyłam głośnik.

    – Co jest? – zapytałam trochę zła, że mi przeszkodziła.

    – Jest afera! – wypaliła – ale nie na telefon. Musimy się pilnie spotkać i pogadać na temat Tosi.

    – A co z nią?

    – Dowiesz się, jak się spotkamy. Możesz wpaść do mnie pod wieczór? Weź zeszyty, uzupełnisz sobie dzisiejsze lekcje, jutro i tak wolne.

    – A Tośka była u ciebie?

    – Tak, a skąd wiesz?

    – Spotkałam ją, mówiła że do ciebie wstąpi. To do wieczora, pa.

    Rozłączyłam się, nie miałam już ochoty na dalszą zabawę pipką. Wzięłam gorący prysznic, zeszłam do kuchni, gdzie dziadek już podawał obiad. Popatrzył na mnie dłuższą chwilę, pokiwał głową.

    – Dorotko, dlaczego tak obcesowo spławiłaś Antoninę?

    – Ja? Chyba się dziadkowi zdawało. A co ona robiła u nas tak wcześnie, przecież nie była w szkole i nie mogła wiedzieć, że też wcześniej wrócę.

    – Byłem na zakupach i spotkaliśmy się koło sklepu. Zaproponowałem, że ją podwiozę i chwilkę na ciebie poczeka. To trwało dosłownie kilka minut, tyle, co zdążyłem zrobić herbatę. A teraz już nie gadaj, tylko jedz, obiad stygnie.

    Nie dyskutowałam dalej, nie miało to sensu, postanowiłam cierpliwie czekać. Dwie godziny później byłam u Zuzi. Miała zaaferowaną minę, pociągnęła mnie do swego pokoju.

    – Wiesz, kto bzyka Tośkę? – walnęła z grubej rury.

    – Co? O czym ty mówisz? – byłam totalnie zaskoczona.

    – To, co słyszysz. Była u mnie po południu, a kiedy wychodziła, zadzwonił telefon. Nie wiem, z kim rozmawiała, ale usłyszałam, jak opowiadała, że znowu miała dzisiaj rewelacyjny seks z tym samym facetem, co ostatnie razy. Słyszysz? “Ostatnie razy”, czyli dawała gościowi już wcześniej i to nie raz… Ciekawe, co? Że też nie pochwaliła się, przecież zawsze opowiadała, co i z kim. Może trzeba ją przesłuchać? Niech gada, komu daje. Doris, a ty?

    – Co ja – spytałam zdziwiona.

    – Nie masz żadnego popychacza? – patrzyła na mnie, licząc, że potwierdzę.

    – Przecież wiesz, że nie mam, gdyby się taki znalazł wiedziała byś pierwsza – zbliżyłam się do dziewczyny – wiesz, dzisiaj naszła mnie taka chcica, że chciałam sobie ulżyć palcem, ale zadzwoniła do mnie jakaś laska z super sensacją i nie dokończyłam…. Może… – patrzyłam Zuzi w oczy.

    – Co za zdzira ci przeszkodziła? Trzeba ją ukarać! – odwróciła się do mnie tyłem, zsuwając ze zgrabnej pupy spodnie od dresu – To na pewno byłam ja, ukarz mnie, proszę…

    Dałam jej soczystego klapsa, uderzyłam w drugi pośladek.

    – Będziesz inaczej ukarana – podciągnęłam spódniczkę, oparłam się o drzwi pokoju, odsunęłam na bok trójkącik majteczek – teraz mnie wyliżesz, przez ciebie mogłam nabawić się stresu, kiedy musiałam przerwać swoje pieszczoty.

    – Uwielbiam lizać twoja muszelkę, to dla mnie przyjemność, nie kara – już klęczała i zajmowała się mą pipką.

    – Karą będzie to, że tylko ja będę miała orgazm!

    Przerwała pieszczoty, popatrzyła na mnie z żalem w oczach.

    – No a ja? – spytała szeptem.

    – A ty nie. Skończ to, co zaczęłam w domu.

    Zamknęłam oczy, przytrzymałam rude loki Zuzy, przydusiłam jej twarz do krocza. Czułam zwinny języczek w pipce, na łechtaczce, czułam, jak ssie moje maleńkie wargi sromowe. Nie wytrzymałam już dłużej. Fala orgazmu tak mną zawładnęła, że kolana ugięły się, prawie upadłam na podłogę. Zuzia cały czas mnie lizała, musiałam rękoma zasłonić usta, żeby domownicy nie usłyszeli, co wyprawiamy. Teraz ja, proszę – przyjaciółka przymilnie patrzyła na mnie. No dobrze – wsunęłam dłoń w jej majteczki, zanurzyłam palce w mokrej szparce – jesteś już mokra, jak ja przedtem, mamy remis, a odwdzięczę się następnym razem. Szybko wyszłam z pokoju, pożegnałam się z mamą przyjaciółki i spacerkiem poszłam do domu. Całą drogę myślałam o tym, co widziałam w południe. Goły tyłek dziadka, jego wielki kutas, trzęsące się cycki Tośki, ruchana dupka, jej umiejętność obrabiania męskiej pały – to wszystko rozpamiętywałam i znowu czułam narastające podniecenie. Doszłam w końcu do furtki domu, weszłam na podwórko, ale nie chciałam jeszcze iść do siebie. Siadłam na huśtawce i choć było zimno, przesiedziałam tam prawie pół godziny, zastanawiając się, co z sobą zrobić. Myślałam oczywiście o seksie, o swoim dziewictwie, o dziewczynach… Tośka rżnie się z moim dziadkiem, a ona ma przecież dopiero 16 lat! Rówieśnica Zuzia daje w dupę chłopakom, obciąga im kutasy i jest ok, a ja odważyłam się na pieszczoty z nią i robię z tego wielką aferę. Muszę działać, coś postanowić, mam dość roli klasowej cnotki. No dobrze, ale jak to zrobić? Nie oddam się żadnemu chłopakowi w szkole, bo zaraz wszyscy będą tylko o tym mówić i obgadywać mnie, po za tym to gównażeria a ja potrzebuję doświadczonego mężczyznę, takiego, który nie zrobi mi krzywdy i dochowa tajemnicy. Nagle olśniło mnie! Anatol, dziadek Anatol! On zabierze mi dziewictwo! No dobrze, tylko jak go do tego nakłonić? Szantaż? Przecież bzyka małolatę…No tak, a ja przecież też jestem w jej wieku, ta opcja odpada. Upić go? Widziałam kilka razy, jak spotykał się w domu z kumplami przy kielichu, tęgo popijali, ale on nigdy nie był pijany, więc też nic z tego nie będzie. Rozmowa i próba przekonania go? Najzwyczajniej wyśmieje mnie… I wtedy wymyśliłam prowokację. Będę tak się zachowywać, żeby jak najczęściej wpadał na mnie w dwuznacznych sytuacjach. Sama myśl o tym tak mnie podnieciła, że poczułam wilgoć w majtkach. Nie czekałam dłużej, prawie pobiegłam do swego pokoju, zamknąłam drzwi na klucz i rozebrałam się do bielizny. Znowu stanęłam przed lustrem, uważnie przyglądałam się sobie. To, co widziałam w odbiciu podobało mi się. Ta ładna, zgrabna dziewczyna to właśnie ja. Sięgnęłam ręką do krocza, dłoń wsunęłam pod majteczki, zaczęłam pieścić pipkę. Znajome ciepło zaczęło ogarniać całe ciało, kiedy mój wzrok padł na ozdobny świecznik, stojący na komodzie. Przestałam się masować, podeszłam do komody, wyciągnęłam jedną ze świeczek i przyjrzałam się jej, była różowa, niezbyt gruba, wystarczająco długa. Kilka sekund później siedziałam przy biurku z nożykiem w ręku i strugałam ze świeczki męskiego penisa. Nie była to jakaś wielka świeca, ale uznałam, że doskonale odwzoruje przeciętny oryginał; dla mnie w zupełności wystarczający. Moje działania szybko zmieniły ten przedmiot do świecenia w całkiem ładnego kutaska. Oczywiście nie miałam zamiaru wpychać go sobie w cipkę, ale chciałam poznać, jak to jest, jak facet rucha w dupę! Byłam ciągle podniecona, do tego fakt, że będę mogła spróbować czegoś nieznanego potęgował to doznanie. Położyłam się na łóżku, przedtem posmarowałam świeczkowego kutasa jakąś oliwką, rozchyliłam szeroko nogi zaczęłam wpychać moje pierwsze dildo w pupę. Na początku szło to trochę opornie, ale kiedy przeszłam przez zwieracze poczułam, jakby wszystko odpuściło. Zaczęłam wpychać świeczkę głębiej, pomalutku zanurzałam ją w pupie. Poruszyłam biodrami, wysunęłam trochę sztucznego kutasa, znowu wcisnęłam Zaczęłam się masturbować tym dziwnym “kochankiem”, moje ruchy z początku wolne i ostrożne, teraz stały się szybkie i energiczne. Podniecenie rosło we mnie wraz z szybkością ruchów w pupie. Teraz już szalałam, wiłam się, jęczałam i wyłam w poduchę, którę nakryłam sobie twarz, całym ciałem przebiagały dreszcze, myślałam, że się rozpadnę. Teraz już wiedziałam, dlaczego Zuza tak chętnie daje się ruchać w dupę; to naprawdę wielka rozkosz! Długo leżałam w bezruchu, myśląc, jak to jest, kiedy w kobietę wejdzie mężczyzna. Czy da się to porównać z tym, co sama przed chwilą przeżyłam? Musiałam poznać odpowiedź na to pytanie, tylko jak to zrobić… Jak wspomniałam, nie miałam zamiaru pójść do łóżka z nikim w moim wieku, musiał to być dojrzały, mądry mężczyzna; wybór padł na dziadka Anatola. Jeszcze tego wieczoru zaczęłam swoje podchody. Założyłam staniczek podkreślający kształt mych jędrnych piersi, na tyłek wciągnęłam bardzo skąpe figi i tak odziana zeszłam do kuchni, udając, że nie zdaję sobie sprawy z tego, że jest tam dziadek. Podeszłam do lodówki, wyciągając jakąś butelkę z napojem pochyliłam się, eksponując zgrabny, okrągły tyłeczek i odwróciłam, wypinając mocno biust. Widząc dziadka udałam zażenowanie, przeprosiłam go i pobiegłam do siebie. Jaką Anatol miał minę, myślałam, że pożre mnie wzrokiem! Patrzył na mój tyłek i cycuszki, a oczy miał wielkie, jak spodki. Pierwszy krok zrobiony. Poprosiłam Zuzię, żeby jak tylko się da pilnowała Tośkę, aby miała jak najmniej możliwości na wyjście do mego domu, sama zajęłam się dziadkiem. Cały czas chodziłam do pół prawie rozebrana, zakładałam bardzo skąpe ciuchy, w momentach, kiedy myślałam, że nie ma go w pobliżu poprawiałam sobie biust, drapałam się po pupie, poprawiałam szorty w kroku. Trwało to kilka dni, zauważałam zmiany w zachowaniu Anatola. Kiedy widział mnie skąpo ubraną, stawał się jakiś inny, milczący, wiedziałam, ze obserwuje mnie. Wreszcie nadszedł ten dzień. Wieczorem, przed kolacją wzięłam szybką kąpiel i przebrałam się w piżamę; bieliznę włożyłam do kosza na brudy we wspólnej łazience, w której stała pralka. Na wierzchu zostały majteczki, pod nimi staniczek, jedno i drugie zakładałam, żeby podrajcować dziadka. Chciałam je jeszcze dzisiaj przeprać, żeby jutro wznowić swą akcję. Kolacja przebiegała normalnie, tylko dziadziuś zerkał co chwilkę na szparkę w rozpinającej się co chwilkę górze od piżamy. Wróciłam do siebie, włączyłam telewizor, ale nie było nic ciekawego; poszłam zrobić to zaplanowane pranie. Zbliżając się do łazienki usłyszałam jakieś sapanie i inne dziwne dźwięki. Zwolniłam, drzwi nie były zamknięte, popatrzyłam przez szparę. Co za widok! Dziadek całkiem nagi stał oparty o ścianę, w ręce trzymał przy twarzy moje gatki, drugą ręką onanizował się. Przesuwał dłoń po wielkim penisie, raz po raz odkrywała się wielka, różowa głowica, lśniąca od śluzu.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Dziadek Anatol czesc 2

     Weszłam do środka z groźną miną i podniesionym głosem spytałam.

    – Dziadku, co jest? Co ty robisz? Dlaczego wąchasz moje majtki? – chciałam, żeby usłyszał w mym głosie pomieszanie zaskoczenia z gniewem.

    – Co… ja… eeee… Dorotka? Co ty tu… No, wiesz… – spurpurowiał na twarzy, niemal usiadł z wrażenia na podłogę.

    – Dziadku, co ty robisz? – teraz odezwałam się już bardzo łagodnie, podeszłam do Anatola, pogłaskałam po głowie – Dlaczego…

    – Dorotko – przerwał mi – bo widzisz…

    – Widzę, widzę, – teraz ja przerwałam jego wywód – Dziadku, stało się to, co się stało i się nie odstanie. Ja nic nie widziałam, nic nikomu nie powiem, ale mam swoje warunki. Warunki, które sądzę tobie też się spodobają, choć na początku będziesz miał wątpliwości. Zapewniam cię, że tylko na początku.

    Dziadek zsunął się na podłogę, ujął twarz w dłonie, ciężko oddychał

    – Taki wstyd, taki wstyd – usłyszałam jego szept.

    – Dziadku, posłuchaj – siadłam obok, objęłam go ramieniem – słyszysz mnie?

    Odwrócił twarz w moją stronę, łzy spływały po policzkach z zaczerwienionych oczu, cały się trząsł i dygotał. Już nawet nie ukrywał swej nagości, z nerwów chyba nie kumał, co się wokół dzieje. Pocałowałam go w policzek, potem w drugi, zaczęłam scałowywać łzy z jego oczu. Cmoknęłam delikatnie w czoło, ujęłam dłońmi trzęsącą się ciągle głowę, mocno przywarłam do drżących ust, wsunęłam w nie język. Dziadek początkowo nie reagował, ale kilka sekund później zaczął oddawać pocałunek. Objął mnie, prztulił, całował namiętnie i żarliwie. Nagle znieruchomiał, odsunął od siebie, w jego oczach zobaczyłam przerażenie.

    – Co ja, kurwa, robię – wyszeptał – Dorota, co ty wyprawiasz! Co MY robimy!

    – Przestań, jesteś mężczyzną, ja kobietą, w czym widzisz problem?

    – Oszalałaś? Przecież jesteś moją wnuczką, a ja twoim dziadkiem! Tak nie wolno!

    – Bo co ludzie powiedzą, tak? Dziadku, przecież możemy mieć swoją tajemnicę, prawda? Jestem bardzo młoda, ale chcę, żebyś to ty wprowadził mnie w świat dorosłości, jesteś dla mnie ideałem mężczyzny!

    – Przestań, nie chcę tego słuchać…

    – Nie, nie przestanę – znowu przerwałam dziadkowi – Ty też jesteś sam, po śmierci babci nie związałeś się z żadną kobietą, a nie sądzę, żeby taki facet wytrzymał długo bez kochanki, bez seksu, pieszczot, bez bliskości w łóżku. Jestem jeszcze dziewicą, z nikim nie spałam, spróbowałam tylko seksu z koleżanką, ale skończyło się na pieszczotach. Swoje dziewictwo chcę oddać tobie, obserwuję cię już tyle miesięcy, wiem, że jesteś wspaniałym mężczyzną i zrobisz to delikatnie… No i wiem jak bzykasz się z Tośką, widziałam… – zamilkłam.

    Dziadek długo patrzył na mnie, pokręcił głową, powoli wstał. Przed moja twarzą zakołysał się ciągle stojący penis. Nie wytrzymałam, błyskawicznie chwyciłam go w obie dłonie, objęłam ustami. Próbował mnie odepchnąć, ale nie dałam się. Wsunęłam do buzi tyle, ile mogłam, ale on był naprawdę duży. Zaczęłam go ssać, masować dłońmi, trzymałam mocno. Po chwili poczułam na głowie dłoń dziadka. Delikatnie podyktował rytm, jakim miałam ciągnąć jego kutasa.

    – Moja dziewczynka – usłyszałam szept – ty nawet nie wiesz…

    – Wiem, dziadku wiem – na chwilkę przestałam obciągać.

    Zaczynało mnie ogarniać niesamowite podniecenie, puściłam jedną ręką pałę i zaczęłam masować sobie piczkę. Anatol zaczął głośno sapać, kutas stawał się twardszy, wsuwał się we mnie coraz szybciej, ja coraz szybciej masowałam cipkę. Nagle zrobił się twardy jak drewno, zaczął pulsować, a ja wreszcie poczułam smak męskiego nasienia. Dziadek strzelał spermą jak z sikawki, nie byłam w stanie połykać, większość wylała się z buzi na brodę i na piżamę, słyszałam stękanie i jęki Anatola, po chwili ucichł, ukląkł obok mnie, przytulił mocno. Odsunął mą dłoń z cipki, podniósł mnie, rozchylił nogi i zaczął lizać pipkę. Matko, jak on to robił! Lizał po wierzchu, wsuwał język do środka, spijał kapiące z niej soki, ssał wargi, ale najwięcej poświęcił łechtaczce, tak, że wkrótce zawyłam, zadygotałam i osunęłam się na podłogę obok dziadka. Znowu mnie przytulił, wziął na ręce i zaniósł do mego pokoju, położył na łóżku. Stał nagi przy tym łóżku i wpatrywał się we mnie, kiedy zdejmowałam mokrą od jego spermy piżamę.

    – Dziecko, to, co teraz było, to była najgorsza rzecz, którą mogliśmy zrobić, mam nadzieje, że to się więcej nie powtórzy i nikt się o tym nie dowie.

    – Dziadku, to, co było teraz, to była najpiękniejsza rzecz, którą mogliśmy zrobić, mam nadzieję, że tak, jak dzisiaj będzie ciągle i zapewniam cię, że nikt się o tym nigdy nie dowie – pochyliłam się i pocałowałam w oklapniętego penisa.

    Znowu patrzył na mnie długą chwilę, aż mi się zrobiło głupio, pokręcił głową i wyszedł.

    Długo nie mogłam usnąć, rozpamiętując to, co zdarzyło się w łazience. Ciągle w buzi czułam smak jego spermy, ciągle wydawało mi się, że cały czas liże moją pisię… Następnego dnia wstałam wcześniej, niż zwykle, dużo wcześniej. Ubrałam się, wskoczyłam na rower i pojechałam do piekarni po świeże bułeczki. W soboty dziadek zawsze dłużej spał, więc spokojnie przygotowałam śniadanie, zaparzyłam kawę i wzięłam szybki prysznic, ubrałam ciuszki wspaniale eksponujące moje walory. Prawie razem zeszliśmy do kuchni, dziadek w luźnych dresach, czyżby chciał pobiegać?

    – Dzień dobry, dziadku, jak się spało – zaszczebiotałam wesoło.

    – Dzień dobry, dziękuję, dobrze – popatrzył na mnie i spuścił wzrok – a to wczoraj…

    – A to wczoraj było fantastyczne, jesteś niesamowitym mężczyzną i nie dyskutujmy więcej na ten temat – ucięłam rozmowę.

    – Dorotko, musimy naprawdę poważnie porozmawiać. Teraz zjedzmy śniadanie, pogadamy przy kawie w ogrodzie.

    Siedzieliśmy w milczeniu przy stole, każde z nas zastanawiało się, jakich argumentów użyć w rozmowie. Pół godziny później poszliśmy z kawą do altany.

    – Dorotko, dziecko, tak nie może być.

    – Jak, dziadku? – zrobiłam niewinną minkę.

    – Tak, jak było wczoraj.

    – Masz rację, dziadku, powinno być jeszcze lepiej, bardziej podniecająco…

    – Przestań! Mówię poważnie. Wczoraj był przykry przypadek, proszę cię, abyśmy o tym zapomnieli.

    – Jak to, zapomnieli? Jestem w takim wieku, że chcę poznać erotyzm, seks, chcę wiedzieć, jak to jest, kiedy czuje się w sobie kochanego mężczyznę, jak odczuwa się jego bliskość. Szkoła ma mi to dać? Ojciec opowiedzieć? Mam dać się rozdziewiczyć jakiemuś smarkaczowi z klasy? Nie, nie i jeszcze raz nie! Ja to zrobię z tobą, dziadku Anatolu! To ty wprowadzisz mnie w ten sekretny jeszcze dla mnie świat, bo ciebie wybrałam na swego kochanka. I nie mów, proszę, że jestem za młoda, bo nie masz takich problemów, kiedy posuwasz Tośkę, pchasz się w każdą jej dziurkę, dajesz się wyssać do ostatniej kropli, widziałam was wtedy, kiedy wcześniej wróciłam do domu. No i to, że wziąłeś moje majtki i wąchając je onanizowałeś się to też o czymś świadczy, prawda?

    – Nie przypominaj mi tego, proszę! – dziadek spuścił głowę – dałem się przyłapać jak uczniak…

    – Dziadku, możesz nawet zjeść moje majtki, byle bym mogła się temu przyglądać, tyle na początek. Przyznaj się, często sie trzepiesz? Ale bez ściemy!

    – Dorcia, od kiedy mieszkamy razem, to prawie codziennie. Nawet jak zerżnąłem Tosię i zaraz potem znalazłem w koszu twą bieliznę to też musiałem…

    – Pokaż, jak to robisz, proszę.

    – Przestań, jesteśmy rodziną!

    – Jednak wąchasz rodzinne majtki! Pokaż, proszę!

    Rozchyliłam szeroko nogi, wcześniej zdjęłam figi i zostawiłam w domu. Dziadek dokładnie widział mą różówiutką cipkę, siedziałam naprzeciw.

    – Proszę – wyszeptałam.

    Anatol znowu długo na mnie patrzył, nie spuścił wzroku na cipkę, patrzył mi w oczy.

    – Córeńko, jesteś moim skarbem, dla ciebie bym go sobie nawet obciął, jeśli była by taka potrzeba – mówiąc to wstał, zsunął spodnie dresowe i pokazał to, co by sobie obciął.

    – Nie musisz nic obcinać, chcę poznać go bliżej, zupełnie bliziutko – klęczałam przed dziadkiem i patrzyłam na coraz bardziej stojąca pałę.

    Chyba podniecała Anatola ta nasza wymiana zdań, bo po kilku sekundach jego korzeń stał w całej okazałości, po chwili zaczął go masować. Choć byliśmy na dworze nie istniało żadne niebezpieczeństwo, że ktoś nas zobaczy, bo altana stała wśród gęstych zarośli na tyle ogrodu, a furtkę zamknęłam na klucz. Przyglądałam się żylastej pałce i zastanawiałam, jak to jest mieć takie coś w sobie. Wpychałam co prawda w tyłeczek swoją świeczkę, ale była prawie o połowę cieńsza i trochę krótsza od oryginału, który miałam przed buzią. Zbliżyłam się jeszcze bardziej, tak, że dotykałam ustami żołądź mokrą od wyciekającego śluzu. Polizałam leciutko samą dziurkę na szczycie głowicy, odsunęłam się od Anatola i siadłam na ławce. Nie przestawał trzepać kutasa, patrzył na mnie wielkimi oczami, które zaczęły jakby zachodzić mgiełką. Rozchyliłam szeroko nogi, zaczęłam bawić się cipką ciągle obserwując dziadka. Wytrysk nastąpił niespodzianie, nasienie strzeliło prawie metr o dziadka, kropelki przykleiły się do mojej nogi. Błyskawicznie znalazłam się znowu na kolanach, objęła pulsującego penisa ustami i wysysałam resztę spermy. Zdziwiona zauważyłam, że ma trochę inny smak niż wczoraj! Podniosłam się, przytuliłam do dziadka.

    – Jesteś od dzisiaj moim mężczyzną, a ja twoją kobietą. Musisz mnie wprowadzić w świat seksu, ale takiego pełnego, dającego maksimum rozkoszy i satysfakcji.

    -Dorciu, kochanie… Przekroczyłem pewną niby nieprzekraczalną granicę, wiem, że pożądasz mnie tak samo, jak ja ciebie. Usiądźmy, skończmy kawę – podciągnął dresy, siadł na ławce.

    – Muszę się do czegoś przyznać, dość mam tego udawania – kontynuował, kiedy już siedziałam na kolanach od teraz mego faceta – Od pierszego dnia, kiedy sie wprowadziłaś miałem nieodpartą potrzebę patrzenia na ciebie, podglądania cię, kiedy tylko się dało. Szczytem tego było, kiedy pieściłaś się z Zuzią, widziałem wszystko przez dziurkę od klucza i onanizowałem się jednocześnie… Nie masz pojęcia, jak bardzo doskwiera mi samotność, jak bardzo brakuje mi kobiety w łóżku Tak, uprzedzę twoje pytanie, tak spotykałem się kilka razy z jakimiś paniami, ale był to tylko seks, nic innego.

    – A Tośka? – popatrzyłam na dziadka.

    – Hmmm…. Tosia to dziewczyna, która jest trochę zagubiona, próbuje się sama określić… No, ok, powiem wprost. Uwiodła mnie, a ja będąc z nią i w niej wyobrażałem sobie, że to młode ciało, w które się wciskałem to ty! Nie byłem wtedy z twoją przyjaciółką, tylko z tobą.

    – Dziadku, jesteś teraz ze mną, nie musisz szukać innych kobiet! – uśmiechnęłam się i cmoknęłam szorstki policzek.

    – Kochanie, mam prośbę. Nie mów do mnie dziadku, bo odzywa się we mnie sumienie i bardzo mnie to krępuje. Mów mi po imieniu, chyba, że będzie ktoś trzeci, wtedy wracamy do poprzedniej formy, dobrze?

    – Oczywiście Anatolu. Chodź do domu, zrobiło się trochę chłodno.

    Wstałam, wzięłam go za rękę i poprowadziłam do kuchni. Rozmawiając o wszystkim zabraliśmy się za obiad. Dziadek – Anatol niekiedy podchodził do mnie, mocno obejmował i całował namiętnie. Nie pozostawałam mu dłużna, czułam narastające ciągle podniecenie, nie wiedziałam, jak je rozładować. Pomógł mi Anatol. Nagle wziął mnie na ręce, zaniósł do swego pokoju, rzucił prawie na łóżko, zdjął za mnie filgi, rozchylił me uda i zanurkował między nimi

    – Wybacz, kochanie, ale nie mogłem dłużej wytrzymać – usłyszałam stłumiony głos dochodzący z mego krocza – masz taką słodką muszelkę.

    – Tak, liż mnie, liż, robisz to wspaniale, jesteś… – nie skończyłam, bo zaczęłam stąkać i jęczeć z rozkoszy, na koniec wrzeszczałam jak opętana, kiedy język Anatola wsuwał się w pipkę. Orgazm trwał bardzo długo, drżałam cała, trzęsłam się, w brzuchu miałam jakieś skurcze, momentami traciłam świadomość, gdzie i z kim jestem. Dziadek nie przestawał, po chwili miałam kolejny orgazm i wyczerpana leżałam w pościeli. Raz po raz wstrząsały mną skurcze brzucha, nie miałam pojęcia, skąd się biorą, ale było to niesamowicie przyjemne. Anatol leżał obok, głaskał moje włosy, tulił do siebie.

    – Anatolu, mam pilną sprawę. – wyszeptałam

    – Tak, kochanie – popatrzył na mnie zaciekawiony

    – Zrób dzisiaj ze mnie kobietę, proszę. Ale nie teraz, chciałabym cała oddać się tobie, ale chyba potrzebuję nastroju, jakiegoś klimatu… Sama nie wiem…

    – Wobec tego dzisiaj urządzamy sobie wieczór erotyki. Zamykamy furtkę, bramę, wyłączamy telefony i zostajemy sami ze sobą, odcinamy się od świata. Przygotuję coś specjalnego z tej okazji.

    – Super! A teraz zgłodniałam, wracamy do obiadu!

    – Tak? A co ja mam zrobić? Znowu mam się onanizować? – roześmiał się – jesteś samolubna, młoda damo!

    Nie skończył mówić, kiedy miałam go głęboko w gardle, aż się zakrztusiłam. Szybkie ruchy głową, i pomoc dłońmi sprawiły, że znowu miałam problem z połknięciem calego wytrysku. Skąd on to brał? I to w jego wieku… Po obiedzie Anatol gdzieś wyjechał. Obiecał, że wróci przed kolacją, ale nie powiedział dokąd jedzie. Żeby nie czekać niecierpliwie wzięłam się za zmywanie naczyń, potem posprzątałam całą kuchnię, nawet chciałam przygotować kolację, ale nie wiedziałam, co dziadek wymyślił, więc żeby nie marnować jedzenia nie zrobiłam nic. Poszłam do swego pokoju, położyłam się na łóżku i zaczęłam marzyć, wyobrażać sobie, jak to będzie dzisiejszego wieczoru. Trochę się bałam, bo dziadkowy penis nie był mały, ale miałam nadzieję, że wie, jak sprawić mi maksimum przyjemności przy minimum bólu. Coś mnie tknęło i właczyłam w kompie jakąś stronę porno, zaczęłam oglądać filmiki z młodymi dziewczynami i starszymi facetami. Patrzyłam głónie na ich przyrodzenia, doszłam do wniosku, że choć Anatola sprzęt jest duży, to jednak w porno byłby taki raczej średni, co mnie trochę uspokoiło. Nawet nie wiem, kiedy usnęłam… Obudziło mnie wołanie z dołu, widocznie mój mężczyzna wrócił do domu, zeszłam więc pospiesznie, jeszcze byłam mocno zaspana. W kuchni siedział dziadek, kończył układać na talerzu maleńkie kanapki, na stole stał stalowy kubełek z lodem, chłodziła się w nim butelka szampana, dwa kieliszki stały obok.

    – Pomóż mi, zaniesiemy to wszystko do mojego pokoju – dziadek cały czas się radośnie uśmiechał – dzisiaj tam będziesz spała, oczywiście, o ile nadal chcesz.

    – Kochanie, o niczym innym nie marzę, jak tylko spędzić noc u twego boku, wiesz przecież, prawda? – podeszłam do Anatola i cmoknęłam go w policzek.

    – No to wskakuj śpiochu do wanny, kąpiel już przygotowana – wskazał swoją łazienkę.

    Rzeczywiście, w wannie była woda z olbrzymią ilością piany, wokół roznosił się jakiś fantastyczny aromat. Nie zwlekałam, błyskawicznie zdjęłam z siebie ciuchy i niemal wskoczyłam do wanny. Zanurzyłam się cała, łącznie z głową; i tak musiałam umyć włosy. Kąpiel nie trwała by zbyt długo, gdyby nie Anatol. Wszedł pod prysznic i zaczął się kąpać, starannie mył całe ciało, dużo uwagi poświęcił czystości penisa, potem wziął się za golenie twarzy. Siedziałam w wannie, oparta o jej brzeg obserwowałam ruchy mężczyzny. Był naprawdę okazem zdrowia, kondycji i męskości, z każdą chwilą coraz bardziej mi się podobał. Ciekawe, na jakiego mężczyzną trafię w swoim życiu… Woda w wannie zaczynała stygnąć, dziadek już skończył swoją toaletę, więc i ja wyskoczyłam z wody, wytarłam się i pobiegłam na górę po swoje kosmetyki. Po krótkiej chwili, ubrana w cieniutką bieliznę doskonale podkreślającą me kształty weszłam do sypialni Anatola. Siedział goluteńki na brzegu łóżka i zachwyconym wzrokiem taksował moją sylwetkę. Pokręcił głową.

    – Jesteś bardzo piękną, młodą kobietą, Dorotko, muszę zapomnieć, że jesteś mą wnuczką, bo inaczej chyba bym się powiesił. Ciągle mam wyrzuty sumienia, że robimy to, co robimy…

    – Anatolu, przestań. Chcemy tego samego, więc dlaczego mamy się…

    – Dlatego, że nawet nie masz jeszcze osiemnastu lat! Właśnie dlatego!

    – Ale niedługo kończę siedemnaście!

    – No właśnie i jeszcze rok ci zabraknie.

    – Przestań, przytul mnie, proszę – podeszłam wlniutko do dziadka.

    Wstał uściskał mnie, pocałował w czoło. Podszedł do stolika, na którym stał szampan, z hukiem otworzył butelkę i nalał perlisty napój do kieliszków.

    – Tylko czasami w domu nie pochwal się, że dawałem ci alkohol, twoja mama by mnie zabiła! – stuknęliśmy się kieliczkami.

    – No tak, ostrzegasz mnie, żebym nie chwaliła się alkoholem, a tym, że próbowałam wchłonąć do buzi twego penisa i połykałam twoją spermę to mogę, tak?

    – Przestań, wariatko – roześmiał się – w to to chyba by nie uwierzyli… Przynajmniej mam taką nadzieję.

    W tym momencie zadzwonił mój telefon, który wzięłam z pokoju. Popatrzyliśmy na siebie.

    – Miały być wyłączone… – dziadek wskazał na hałasującą komórkę.

    – Odbieram i wyłączam, to ojciec! – usiadłam na łóżku.

    – Halo! Dobry wieczór, tato… Nie, nie przeszkadzasz… Jak to, co robię? A co można robić w zimny, sobotni wieczór? Leżę w łóżku z fantastycznym facetem! – w tym momencie zobaczyłam minę Anatola! – Oczywiście, że żartuję. Leżę sobie i czytam książkę… Dziadek? Tak, jest w domu… nie mam pojęcia, dlaczego nie odbiera… Dobrze, już go wołam. Dziadku, tato dzwoni, możesz podejść? – wrzeszczałam do ściany, ciągle obserwując twarz mężczyzny.

    – Halo, cześć – zaczęli rozmowę, ale dziadek wyszedł z pokoju, a ja nie interesowałam się, o czym dyskutowali.

    Nie trwało to długo, ale i tak słyszałam drżenie i jakąś niepewność w głosie Anatola. Rozejrzałam się po pokoju. Na stoliku przy łóżku, obok nocnej lampki leżała paczka prezerwatyw i tubka żelu intymnego. Facet był przygotowany! Żeby tylko po tym telefonie nie rozmyślił się i nie wygonił mnie do siebie! Na szczęście po powrocie klapnął na fotel, otarł pot z czoła i uśmiechnął się niepewnie.

    – Miałem wrażenie, że oni tam wszystko widzą i wiedzą…

    – Daj spokój, są dwieście kilometrów od nas – podeszłam i usiadłam dziadkowi na kolanach, położyłam dłoń na penisie – to na czym skończyliśmy?

    – Jeszcze nie zaczęliśmy! – wziął mnie na ręce i położył na łóżku.

    Znowu długo mi się przyglądał. Pomalutku zdjął ze mnie figi, zdjął staniczek. Patrzyłam, jak jego penis podnosi głowę, robi się dłuższy i grubszy, twardnieje. Podniecał mnie ten widok… Czułam, że robię się coraz bardziej mokra, a Anatol ciągle patrzył. W końcu ukląkł przed łóżkiem, rozszerzył mocno moje uda i zaczął mnie lizać. Matko, jak ja na to czekałam! Dotyk jego języka wywoływał we mnie fale gorąca, rozchodzące się po całym ciele, pod jego wpływem jęczałam i stękałam, zaciskałam dłonie na prześcieradle. Anatol lizał moją pipkę, ssał wargi, drażnił łechtaczkę, a ja dostawałam spazmów. Odwrócił mnie na brzuch, poczułam na pupie ciepłe dłonie rozchylające pośladki a chwilkę później język liżący drugą dziurkę! To był odlot, nigdy takiego czegoś nie odczuwałam, nawet świeczka w dupie nie dawała takich wrażeń! Dziadek lizał i lizał, wciskał język w ciemne oczko, drażnił mne, wirował w środku pipki, doprowadzając mnie do szaleństwa. Już nie stękałam, a niemal wyłam z rozkoszy, wydawało mi się, że odlatuję gdzieś w niebyt. Nagle przerwał. Nie wiedziałam, co się dzieje, do momentu kiedy poczułam na kakaowym słoneczku coś zimnego, co delikatnie wcisnął palcami w pupę. Żel! Czyż teraz…

    – Maleńka, teraz przechodzimy do rzeczy. Mój przyjaciel jest jednak większy od świeczki, której używałaś… Rozluźnij pupę, może troszeczkę na początku nie będzie komfortowo, ale za to potem odlecisz – wyszeptał Anatol – zaufaj mi, proszę.

    Niemal w tym samym momencie coś ciepłego i dość twardego zaczęło wsuwać się w wyżelowaną dziurkę. Starałam się nie napinać pośladków, ale i tak trochę bolało. Kiedy weszła główka było lepiej, czułam, że cały czas się wsuwa, było to zupełnie inne odczucie, niż ze świecą.

    – Nie wciskaj całego, dobrze? Muszę się oswoić – odwróciłam głowę do dziadka.

    – Nie obawiaj się, maleńka, tyle wystarczy – sapnął i zaczął pompować mą dziewiczą dupkę.

    Tak, jak przy lizaniu pipki, podniecenie narastało, ale teraz z jeszcze większą siłą. Znowu zaczynałam drżeć, trząść się i podrygiwać, twarz schowałam w poduszkę, myślałam, że od wrzasku chyba rozboli mnie gardło! Nie zwarzałam jednak na nic, byłam podniecona rozochocona, chciałam jeszcze. Sięgnęłam dłonią do pupy i jakież było moje zdziwienie, kiedy przy samej cipce poczułam odbijające się od niej jądra! To ci Anatol, ruchał moją dupę, do końca wpychając swego kutasa! Ale za to jak mi było dobrze! Dziadek przyspieszył ruchy, teraz rżnął mnie jak automat, czułam, że jego pała jeszcze tężeje, robi się twardsza, zaraz po tym usłyszałam głośny jęk i moja biedna pupa przyjęła swą pierwszą w życiu porcję spermy… Przestał wyrzucać z siebie nasienie, upadł na mnie całym ciałem, aż stęknęłam, na szczęście skulnął się i położył obok. Odwróciłam głowę w jego stronę, patrzyliśmy sobie w oczy.

    – Jesteś wspaniały, miałam niesamowity odlot… – wyszeptałam.

    – To twoja sprawka – czułym gestem poprawił mi mokry od potu kosmyk włosów zasłaniających oczy – masz tak ciasną dupcię.

    – A jaką mam pipeczkę? – uśmiechnęłam się.

    – Zaraz sprawdzę, przed chwilą byłaś słodka – pochylił się nad mym kroczem, poczułam ciepło języka na szparce – a teraz jesteś jeszcze słodsza! Sama rozkosz…

    Przestał szeptać, zajął się minetką, a był w tym naprawdę mistrzem, przynajmniej tak myśłałam, czując coraz większe podniecenie. Byłam prawie na szczycie, kiedy przerwał. Zdziwiona popatrzyłam na Anatola, ale on puścił do mnie oczko, wyprostował się, założył na penisa prezerwatywę, posmarował ją mocno żelem, do pipki też wcisnął mi porcję tego zimnego lubrykanta, zbliżył głowicę pyty do wyczekującej szparki.

    – Maleńka, teraz będę robił wszystko, żebyć nie czuła bólu, choć wydaje mi się, że jest to nieuniknione – pochylił się nade mną, wsparł na łokciach, dotykał kutasem drżącej z podniecenia pipki.

    – Anatolu, na to czekałam tak długo, zrób to, proszę – mój szept był tak cichy, że ledwo sama się słyszałam.

    – Obejmij mnie, nogami też – pocałował mnie w czoło, a ja posłusznie zaplotłam uda na jego biodrach i mocno otoczyłam ramionami mocny kark.

    Zamknęłam oczy, czułam, jak pomalutku wsuwa się we mnie twarda pała, na szczęście nie było to bolesne, choć byłam pełna obaw, co dalej. Wchodził we mnie coraz głębiej, teraz zatrzymał się.

    – Kochanie, jesteś gotowa i zdecydowana? – czułam drżenie jego mocnego ciała – Teraz zaboli, ale nie będę pomalutku cię rozpychał, zrobię to…

    – Aaaa – z ust wydarł mi się krzyk, bo Anatol nagłym szarpnięciem prawie cały znalazł się w środku mej biednej cipuni!

    – Już, moja kobietko, już dobrze, najgorsze masz za sobą – zaczął wysuwać się z bolącej szparki.

    – Nie, zostań w środku, pomału przechodzi – skłamałam, bo jeszcze bolało trochę, ale nie chciałam, żeby przestał – Jestem cała twoja, zrób to do końca, błagam – poruszałam biodrami nasuwając się ciągle na twardą pałę.

    – Nie, kochanie, odpoczniemy troszeczkę – podniósł się i klęknął między mymi nogami – musi ci troszeczkę przejść – patrzył na zaczerwienienie na prezerwatywie.

    Zdjął ją, założył nową, mocno posmarował.

    – Anatolu, błagam, skończ, zrób to do końca! – prawie złożyłam ręce jak do modlitwy.

    Dziadek nie odezwał się. Wszedł we mnie, zaczął pomału pompować obolałą pipkę, robił to naprawdę ostrożnie i delikatnie. O dziwo, po kilkunastu ruchach ból zaczął mijać, a ja czułam ciągle narastające podniecenie. Byłam w siódmym niebie; ruchał mnie mężczyzna, o którym śniłam, że w końcu to nastąpi, mężczyzna, który pozbawił mnie dziewictwa, a którego doprowadzałam do seksualnego szaleństwa. Orgazm przyszedł nagle. Nie jestem w stanie opisać swoich odczuć, bo najnormalniej straciłam świadomość. W tym momencie nic nie istniało, byłam w jakimś niebycie wstrząsana skurczami rozkoszy. Nie jęczałam, nie krzyczałam, bo nie byłam w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Nie mam pojęcia, jak długo to trwało; do rzeczywistości doprowadził mnie dziadek, klepiąc po policzku.

    – Dorotka, Dorcia, nic ci nie jest? – teraz widziałam tylko jego wystraszone oczy.

    – Nie, wszystko jest ok – wyszeptałam, powoli wracając z kosmosu orgazmu na ziemię – wszystko dobrze, tylko w życiu nie byłam tak daleko od siebie, to było cudowne!

    Usiadłam na łóżku, przytuliłam się do Anatola, pocałował mnie w czoło.

    – Moja maleńka… Jesteś słodką dziewczyną, masz niesamowite ciało, nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo mnie podniecasz, jak bardzo cię pożądam… Wreszcie spełniło się moje marzenie, wreszcie mogłem kochać się z tobą… – przerwał na chwilę.

    – Nic nie mów, ja też ciągle o tym myślałam, ale wreszcie stało się – cmoknęłam szorstki policzek.

    – … Widzę, niestety, że ciągle pozostajesz na etapie myślenia…

    – Jak to? Dlaczego tak mówisz?

    – To proste. Ty już, a ja?

    – Co ty… Aaaa – zrozumiałam wreszcie, co chciał mi przekazać.

    Pociągnęłam na siebie swego mężczyznę, objęłam nogami mocne biodra i sama wsunęłam ciągle twardego kutasa w jeszcze trochę bolącą pipkę. Zwarliśmy się w namiętnym pocałunku, znowu nasze języki plątały się w obłędnym tańcu. Wszedł pomału do końca, zaczął mnie znowu rytmicznie pompować. Cały czas patrzył mi w oczy, uśmiechał się leciutko. Z miłym zaskoczeniem zauważyłam, że ból jest coraz mniejszy, a podniecenie narasta. Chciałam znowu odlecieć, jak przed chwilą, ale chciałam też zobaczyć, jak przeżywa orgazm mój kochanek. Udało się! Byłam już na granicy, kiedy Anatol przyspieszył, ruchał mnie jak automat, zaczął przy tym głośno sapać, kutas zrobił się twardy, jak z drewna, wchodził we mnie niemal do bólu. Wreszcie mój kochanek jęknął, niemal zawył, oczy zaszły mgiełką, na czole i szyi pokazały się żyły, wyprężył się i wystrzelił. Mimo prezerwatywy czułam, jak wytryskuje nasienie, czułam je na końcu pipki. Zrobił jeszcze dwa – trzy ruchy, a wtedy już nie pilnowałam się, odleciałam razem z nim… Otworzyłam oczy. Anatol przyglądał mi się, miał bardzo poważną minę.

    – Co się stało? – wyszeptałam – Byłeś znowu niesamowity.

    – To ty jesteś niesamowita. Masz fantastyczne ciało, jesteś mądrą dziewczyną i dajesz mi bezgraniczną rozkosz – przytulił mnie mocno, tak, że niemal straciłam oddech – nie dostanie cię mężczyzna, którego nie zaakceptuję.

    – W tej chwili to ty jesteś moim mężczyzną i chcę, żeby to jeszcze długo trwało. Anatolu, ja się w tobie zakochałam… Nie w dziadku Anatolu, tylko w mężczyźnie. Mądrym, inteligentnym, przystoinym, seksownym. Kocham cię! – położyłam głowę na szerokiej piersi.

    – Ja też cię kocham, jak tylko mężczyzna może kochać kobietę…

    Leżeliśmy wtuleni w siebie, czułam na plecach jego szeroką pierś, na udach ciepło jego ud. Nawet nie wiem, kiedy usnęłam, a kiedy przebudziłam się ciągle czułam jego obecność. Fakt leżenia w łóżku z TAKIM mężczyzną, oraz świadomość tego, że dzisiaj straciłam z nim dziewictwo spowodowała powrót silnego podniecenia. Pomalutku, ostrożnie, żeby nie obudzić dziadka wyswobodziłam się z jego objęć, odwróciłam i zsunęłam tak, że miałam przed sobą dorodnego kutasa w lekkim wzwodzie. Objęłam ustami żołądź, przesunęłam głowę tak, że ściągnęłam z niej napletek i teraz językiem drażniłam uwolnony łebek. Anatol drgnął, sapnął i zaczął pojękiwać cichutko, głaszcząc mnie po poruszającej się rytmicznie głowie. Jego penis wypełniał mą buzię już w całości, czułam, jak pulsuje. Wtem jakaś siła oderwała mnie od obrabianego krocza i posadziła na nim. To Anatol poderwał mnie i posadził na kutasa, znowu czułam jego sprężystą pałkę w dupeczce. Trzymał mnie tak, że miałam lekko uniesione biodra, a on ruchał jak automat. Moja biedna dupka wytrzymała ten atak, uczucie podniecenia ciągle się wzmagało, kiedy znowu byłam niemal w powietrzu, tym razem odwrócona przodem do uśmiechniętego dziadka, który wprawnym ruchem zakładał nową prezerwatywę na chuja i załadował go w pipkę. Wcześniejszy bół dał znać o sobie, ale to był tylko ułamek tego, co czułam wcześniej. Teraz najważniejsze było to, że znowu mam w sobie kochanego mężczyznę, który zapamiętale mnie pompuje. To było niesamowite uczucie i znowu niesamowity odlot w niebyt… Kiedy się ocknęłam ciągle czułam dziadka w sobie, ale teraz ja przejęłam inicjatywę. Zeskoczyłam z kutasa, zdjęłam kondoma i wessałam gorącą pałę najmocniej, jak mogłam. Poprawiłam się trochę na łóżku, lekko zmieniłam kąt, pod którym pochłaniałam chuja i… wsunęłam go prawie do końca! Wreszcie załapałam, o co chodzi w tym wszystkim. Żeby upewnić się, że to właśnie to cofnęłam głowę, popatrzyłam na dziadka.

    – Może być tak? – zapytałam z uśmiechem.

    – Dziecko, jeszcze żadna kobieta nie miała go tak głęboko, jak to zrobiłaś? Bo uczucie jest rewelacyjne! – poczochrał mi włosy

    – To moja słodka tajemnica! – i znowu miałam go w ustach.

    Zrobiłam tak, jak poprzednio, a kiedy poczułam, że mam kutasa bardzo głęboko przyszedł mi do głowy pomysł, żeby zaciskać gardło na będącym w nim penisie. Udało się. Nie dość, że podniecałam Anatola ustami i językiem, to jeszcze dodałąm do tego gardło zaciskające się na łebku, kiedy tylko tam wszedł. Nie pomyślałam tylko o jednym… Ja miałam orgazm, on nie. Wytrysk był tak silny i obfity, że myślałam, że się uduszę, mało brakowało, a wylewająca się z twardego kutasa sperma dostała by mi się do płuc! Zakrztusiłam się, zadławiłam, ledwo mogłam oddychać, na szczęście mój mężczyzna wiedział, co robić i już po chwili odzyskałam oddech.

    – Jasny gwint, ale tego miałeś jeszcze w sobie – ledwo wydukałam

    – Przepraszam, maleńka, nie chciałem zrobić ci krzywdy, naprawdę. Miałaś taki efekt, jak przy topieniu się…

    – Wyobrażasz sobie, co by ludzie powiedzieli, kiedy by wyszło, że “ofiara zmarła z powodu utopienia w spermie dziadka”!

    – Nawet tak nie żartuj! – udał zeźlonego.

    – No coś ty, to tylko żart.

    Patrzyłam na dziadka dłuższą chwilę, położyłam głowę na jego piersi, prawą nogą próbowałam objąć mocne biodra. Przytulił mnie, głaskał po głowie.

    – Wiesz, muszę ci podziękować – zaczęłam – muszę podziękować za to, że jesteś, że opiekujesz się mną, dbasz o mnie, dziękuję za to, że uczyniłeś mnie kobietą i to w sposób niezwykle delikatny i bardzo przyjemny. Dziękuję dziadku Anatolu – podniosłam głowę, cmoknęłam namiętne usta.

    – To raczej ja mam tobie wiele do podziękowania, bo widzisz…

    – Nic nie mów – przerwałam mężczyźnie – oboje sobie wiele zawdzięczamy…

    Znowu usnęłam, ale tym razem sen był długi i bardzo podniecający, przeżywałam we śnie to, co wcześniej na jawie. Do tego był to sen bardzo realistyczny, śpiąc i śniąc czułam ciągle podniecenie, nie chciałam się obudzić, ale… teraz to nie był sen! Anatol klęczał przed łóżkiem, jego głowa między mymi udami poruszała się rytmicznie, czułam, jak jego gorący jęzor doprowadza mnie do kolejnego orgazmu! Takie przebudzenia są chyba najpiękniejsze na świecie…

    – Wstań, kochanie, śniadanie na stole – dziadek obserwował ze spokojem, jak wiję się w kolejnych spazmach.

    – Dzię… Dziękuję – wydukałam, ciągle nie mogąc złapać oddechu.

    Niedziela przebiegła bardzo szybko. Spędziliśmy cały dzień na pieszczotach, kochaliśmy się kilka razy, zostało w domu już niewiele miejsc, gdzie bym nie oddawała swego młodego ciała swemu kochankowi. Skąd on w tym wieku miał takie siły witalne? Nie mam pojęcia. Poniedziałek normalnie – szkoła i inne zajęcia, wtorek i pozostałe dni tygodnia tak samo. Nie mogłam doczekać się weekendu, bo dziadek postanowił, że nie będziemy ze sobą spali w tygodniu, tylko ewentualnie w weekendy. Owszem, kochaliśmy sie dwa razy, też dwa razy zrobiłam mu loda, ale nic więcej. Dziewczyny chyba widziały, że zachowiję się inaczej, bo popatrywały na mnie z pytaniem w oczach. Najgorzej miała Tośka, już nie przychodziła do nas do domu w czasie mojej nieobecności, w każdym razie nic o tym nie wiedziałam. Wreszcie w piątek na dużej przerwie, kiedy siedziałyśmy na ławce przed szkołą Zuzia nie wytrzymała.

    – Wiesz co, Tosiu, – odezwała się słodkim głosikiem – odnoszę wrażenie, że ktoś spośród nas się zmienił, zauważyłaś? I to nie jestem ja!

    Jak to, nie ty, pomyślałam. Od kiedy dziadek jej nie posuwa jednak też się zmieniła, zmarkotniała posmutniała trochę… Widocznie Anatol rozmawiał z dziewczyną i zakończył ten saksualny związek. Zauważyłam i to też mnie nie dotyczy, więc…

    – Doris, mów prawdę jak na świętej spowiedzi. Dałaś w końcu dupę facetowi! Kto to jest? Ktoś z naszej budy?

    – Nie będę już dłużej się ukrywać – postanowiłam odkryć rąbek mej tajemnicy – tak, dałam w dupę facetowi. Co wy na to?

    – Acha, on nie jest z naszej szkoły, nie próbujcie się domyślać.

    – Zuza, słyszałaś? Taką tajemnice robiła, jak się masturbowała, a że dała dupy – przyznała się po pierwszym pytaniu! Powiesz, kto to jest? Przystojny? Młody, czy stary? Znamy go – wypytywały jedna przez drugą.

    – Nie powiem wam, kto to jest, nie zgadujcie. W każdym razie powiem tylko tyle, że jest trochę starszy, przystojny, bardzo miły i w ogóle to świetny chłopak.

    Tyle wystarczyło, żeby poszukiwały mego potencjalnego kochanka przez kilka następnych dni. Doszło nawet do tego, że przez te dni na zmianę śledziły mnie, sądząc, że je doprowadzę do mego tajemniczego kochanka. Miałam niesamowity ubaw, ze śmiechem patrzyłam, z jakim zaangażowaniem próbują odkryć mój sekret. Żeby jeszcze bardziej zbić je z tropu umówiłam się z bardzo przystojnym chłopakiem z ostatniej klasy z technikum, które było nieopodal naszej szkoły. Spotkałam się z Darkiem koło galerii, poprosiłam go, żeby sprawdził mój komputer, bo bardzo wolno pracował. poszliśmy do mnie do domu. Chwyciłam go pod rękę, bo był dość silny wiatr, wyglądało to z daleka, jakbym tuliła się do chłopaka. W domu widziałam nienawistne spojrzenia Anatola, ale uspokoił się, kiedy poznał cel wizyty, nawet wyjął piwo z lodówki i panowie opróżnili po butelce rozmawiając o sportowych sukcesach naszych reprezentantów. Po prawie trzech godzinach odprowadziłam Darka do autobusu, serdecznie podziękowałam za pomoc, a na pożegnanie dostał buziaka w policzek. Byłam przekonana, że moje kumpelki cały czas nas obserwują i nie myliłam się. Następnego dnia w szkole miałam do słuchania!

    – Co ty wyprawiasz, umawiasz się z Darkiem? – zaczęła Zuza.

    – Przecież on chodzi z Weroniką z czwartej – Tośka wrzuciła swoje trzy grosze – nie możesz jej tego robić!

    – Ale o czym wy mówicie? – udałam niewiedzę.

    – Jak to, o czym? – wykrzyknęły jednym głosem – O tobie i Darku!

    – A co ma do mnie jakiś Darek?

    0 Zwariowałaś? Dajesz dupy chłopakowi i nie wiesz, o kim mówimy? – obie były bardzo oburzone.

    – Mówicie o tym Darku z technikum? To tylko pomoc…

    – Tak, pomoc – Antonina nie dawała za wygraną – chyba w rozbieraniu.

    – Dziewczyny, powariowałyście? Darek robił przegląd mego komputera!

    – Tak, trzy godziny! U mnie też to robił i zajęło mu to półtorej godziny, choć według niego komp był w fatalnym stanie.

    – No co wy, wariatki, naprawdę prosiłam go o pomoc z komputerem.

    – Tak, pomoc… I dlatego szłaś z nim pod rączkę, przyklejona do chłopaka jak znaczek do koperty. A później co było? Czułe słowka na przystanku i dla niepoznaki delikatny całus. Nas nie nabierzesz.

    – Ale, ale! – teraz ja udałam oburzenie – skąd wy to wiecie? Śledzicie mnie?

    – Tak, musimy wiedzieć, kto cię posuwa!

    – No to nie dowiecie się niczego, jak tak, to z mojej strony pełna tajemnica.

    – Nie musisz nic mówić, bo my już swoje wiemy – Tośka ndęła się jak balon.

    – Ale żeby robić Weronce taki numer – Zuza pokręciła głową – no wiesz… Nie powinnaś…

    -Ale ja… – nie było mi dane dokończyć zdania, bo znowu mi przerwały. Dobra, dobra, my swoje wiemy!

    Na szczęście rozległ się dzwonek na kolejną lekcję i nasza rozmowa skończyła się.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Dziadek Anatol czesc 3

     Codziennie wracałam do domu jak na skrzydłach, wiedząc, że czeka tam na mnie mój mężczyzna z obiadem. Zwykle pieściliśmy się trochę przed posiłkiem, a po obiedzie zabierałam się za lekcje. Po jakimś czasie udało mi się wymóc na Anatolu, że będę spała w jego łóżku, co znacznie nas zbliżyło; teraz kochaliśmy się niemal co noc.

    Dziadek przez swoje znajomości załatwił mi skierowanie do świetnej lekarki. Pani ginekolog dokładnie mnie zbadała, pooglądała, stwierdziła, że jestem okazem zdrowia, nawet się nie zdziwiła, że nie jestem już dziewicą, przepisała nawet pigułki antykoncepcyjne, z zastrzeżeniem, że mam myśleć, z kim i kiedy idę do łóżka. Cierpliwie wytrzymalam pełen cykl, a po okresie kochaliśmy się już bez prezerwatywy.

    To było wspaniałe uczucie mieć w sobie tego dorodnego kutasa bez żadnej osłonki. Momentami sperma wylewała się z mojej szparki, tyle Anatol pompował we mnie. Skąd on w tym wieku miał taką wydolność? Pewnie zdrowy tryb życia, bieganie i odpowiednia dieta; przynajmniej tak myślałam. Żyliśmy tak, jak powinni żyć z sobą kobieta i mężczyzna. Anatol dawał mi poczucie bezpieczeństwa, opiekę i niesamowity seks, a z mojej strony otrzymywał młodość, radość życia i szalone pomysły. Taka sielanka trwała jeszcze rok.

    Po tym czasie zaczęłam zauważać, że Anatol zaczyna się zmieniać. Nie mówię o zmianach fizycznych, bo ciągle był niesamowicie atrakcyjnym mężczyzną; zaczął się zmieniać jego stosunek do mnie. Hmmm… Stosunki były cały czas super, mam na myśli jego podejście do mnie. Zaczął się zamyślać, kiedy sądził, że go nie widzę, coraz częściej chodził ze spuszczoną głową, nawet zaczął na długo wychodzić z domu i wracał późno w nocy, kiedy już spałam. Czy byłam zazdrosna? Nie, nigdy! Od pierwszego dnia, kiedy kochaliśmy się, wiedziałam, że prędzej, czy później przyjdzie taka chwila, kiedy przestaniemy z sobą sypiać i wrócimy do relacji dziadek – wnuczka, choć byłam pewna, że już nic nie będzie takie samo. Teraz ta chwila chyba się nieuchronnie zbliżała.

    Nie mogłam patrzeć na to, jak zachowuje się mój facet, postanowiłam coś zrobić, żeby i jemu i sobie ulżyć w tej rozterce. W tajemnicy przygotowałam piątkową kolację, przedtem poprosiłam Anatola, żeby wieczorem już nie wychodził z domu, bo mam dla niego niespodziankę. Próbował dociec, co to za niespodzianka, ale milczałam! Pyszne jedzenie, wyborne wino, świece – wszystko to sprawiał super nastrój i preludium do tego, do czego zmierzałam. Wykąpałam się w pachnącej różami wodzie, dokładnie wygoliłam pipkę, nasmarowałam całe ciało balsamem z aloesu i ubrana w zwiewną podomkę zawołałam dziadka. Ale miał minę, kiedy to wszystko zobaczył. Poprosił, żebym dała mu mały kwadrans i po tym czasie siedział już naprzeciwko mnie przy stole, na sobie miał tylko szlafrok.

    Jedliśmy śmiejąc się i rozmawiając o bzdurkach. Wyciągnęłam nogę i przesunęłam stopą po łydce Anatola, potem wyżej, aż połozyłam ją na jego penisie. Uśmiechnął się tylko i szerzej rozłożył uda. Teraz dołączyłam drugą stopę, ujęłam nimi powstający penis i zaczęłam go masować. Nie wytrzymał długo, nagle wstał, obszedł stół, wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Położył mnie na łóżku, ściągnął ze mnie podomkę, sam zrzucił porannik. Klęcząc przed łóżkiem przyciągnął mnie do siebie i już po chwilce czułam jego zwinny język na pipce. Minetę robił po mistrzowsku, jego ruchy raz były szybsze, raz wolniejsze; drażnił łechtaczkę, wpychał się w pipkę, zlizując wypływające z niej soczki, deliokatnie przygryzał wargi. Zajął się też drugą dziurką, poczułam, że dokładnie ją wylizuje, poczym wsuwa w nią palec. Wiedział doskonale, że to wszystko doprowadza mnie do dzikiej rozkoszy i rzeczywiście zaraz odleciałam w silnym orgazmie. Anatol nie poprzestał na tym. Posadził mnie przodem sobie na kolana, pomogłam wejść w mą spragnioną cipkę jego kutasowi, który penetrował mnie vardzo głęboko. Podskakiwałam na tym gorącym chuju ja pajac na nitce, czułam rozlewające się we mnie niesamowite ciepło; znowu miałam potężny orgazm… Po chwili leżałam z nogami zadartymi wysoko do góry, a penisa poczułam w pupie. Nie był tak gwałtowny, jak w pipce, wchodził we mnie bardzo wolno i nie do końca.

    – Ja też mam dla ciebie niespodziankę – wyszptał dziadek – zobacz, jaki piękny!

    Trzymał w dłoni wibrator! Nasmarował go żelem i nie przestając pompować mej dupki wsunął wibrator w pipkę. Uczucie było niesamowite! W pupie czułam gorącego kutasa, a w cipce drgający sztuczny chujek dawał też rewelacyjne odczucia. W pewnym momencie odnosiłam wrażenie, że rucha mnie dwóch facetów, było to zupełnie nowe dla mnie doświadczenie, ale było ono nieopisanie piękne. Teraz Anatol przyspieszył, wpychał się w kakaową dziurkę z impetem i siłą tłoka w silniku, wibrator wciskany jego podbrzuszem też wchodził do końca, no kilka sekund później znowu nie wiedziałam, gdzie jestem! Kiedy odzyskałam świadomość czułam, że on ciągle mnie rucha! Skąd ten facet czerpał swe siły? Wysunęłam się sprytnie spod mego mężczyzny i wchłonęłam w buzię prężącego się penisa. Wiedziałam doskonale, co zrobić, żeby Anatol odczuł maksymalną przyjemność i rzeczywiście niedługo musiałam czekać, żeby zalał mi gardło ciepłą, smaczną sermą. Ryczał przy tym jak bawół, opadł bez sił na pościel. Dyszał ciężko, na czole zobaczyłam stróżi potu. Po chwili otworzył oczy, popatrzył na mnie i uśmiechnął się. Postanowiłam pójść na całość. Też przyglądałam się tej męskiej twarzy z uśmiechem i wyszeptałam:

    – Ile ona ma lat?

    Gdybym walnęła go w jaja miałby chyba mniej zaskoczoną minę, niż teraz.

    – Anatolu, przecież nie mamy przed sobą sekretów, prawda? Kto to jest?

    – O czym ty mówisz, dziewczyno, skąd…

    – Przestań, nie czaruj. Od długiego czasu nie zachowujesz się normalnie, znikasz na pół nocy, nie kochamy się tak często, jak kiedyś. Wniosek nasuwa się jeden – masz jakąś kobietę, z którą się spotykasz.

    – Dorotko, to nie tak…

    – Jeszcze raz proszę, nie czaruj mnie. Wiedziałam, że nasz romans skończy się tak, czy siak, ale nawet przez sekundę nie pomyślałam kiedyś, że będzie to trwało ponad rok, rok przyjemności, miłości i seksu. Wiedziałam, że w końcu poznasz kobietę, z którą będziesz chciał być, która będzie dla ciebie towarzyszką życia, z którą będziesz mógł pójść do znajomych, przedstawić ją rodzinie, kobietę w odpowiednim wieku, no i mam nadzieję, że to nie jest żadna z moich koleżanek – roześmiałam się, głaszcząc szorstki policzek.

    – Dorotko, kochanie… – zastanowił się moment – Nie miałem pojęcia, jak ci to powiedzieć, żeby cię nie urazić, żebyś nie zaczęła mnie nienawidzić potym, co nas łączyło i łączy… Widzę, że jesteś nad wiek mądra życiowo i rozsądna, no i cieszę się, że nie histeryzujesz…

    – Przestań tak mówić, bo chyba się rumienię. Kiedy ją przyprowadzisz? – teraz głaskałam podnoszącego głowę kutasa.

    – Niebawem, ale najpierw jeszcze raz cię zerżnę – w tej samej chwili wdarł się do mej gorącej szaprki i zaczął…

    Matko, jak on mnie wtedy wyruchał! Skończyliśmy, jak na dworze było już jasno, a ja nie mogłam dotknąć pipki, ani pupy; obie były zerżnięte do granic wytrzymałości, a Anatol wspiął się na szczyty swych możliwości. Spaliśmy do południa, na szczęście obiad przygotowałam wczoraj, więc po kąpieli, porannej(!) kawie i spacerze, na którym przekonywałam Anatola, że dobrze zrobił, poznając jakąś kobietę, usiedliśmy do stołu. Po posiłku niemal siłą wygoniłam dziadka z domu z nakazem przywiezienia swej nowej miłości. Poleciałam do swego pokoju, wyciągnęłam z szafy ciuchy, o których prawie nie pamiętałam, że je mam i ubrana jak grzeczna pensjonarka czekałam na gościa w osobie nieznanej pani. Kiedy usłyszałam, że brama się otwiera wstawiłam wodę na kawę, a sama ukryta za firanką patrzyłam, kogo dziadek przywiózł. Kobieta wysiadła z samochodu i odwróciła się w stronę domu, a ja zamarłam.

    To przecież moja wychowawczyni ze szkoły! Pani Dębicka i dziadek?!?! Niesamowite… Przecież w budzie krążyła plotka, że Dębicka jest lesbijką, dlatego nie ma faceta, ani dzieci, co było o tyle dziwne, że była naprawdę bardzo atrakcyjną kobietą. Przekroczyła już dawno czterdziestkę, ale miała figurę nastolatki z zajebistym tyłeczkiem, była bardzo ładną, wysoką blondynką z długimi, prostymi włosami, prawie się nie malowała, a odpowiednimi dekoltami przyciągała wzrok wszystkich facetów w szkole, żeby podziwiali jej kształtny biust. Ale najlepsze miała nogi! Nogi do samego nieba, nogi, jak u modelki Victoria’s Secret! Nigdy nie nosiła spodni innych, niż dość obcisłe jeansy, ale najczęściej paradowała w krótkich kieckach, czy spódnicach mocno ponad kolana…

    Co tu ukrywać, duża grupa starszych dziewczyn nienawidziła ją za to, że jest tak atrakcyjną kobietą, a do tego wymagającą nauczycielką fizyki. Mnie to nie dotyczyło, bo po pierwze nie była dla mnie żadną konkurencją (jak postrzegało ją wiele dziewczyn), wszak miałam Anatola, a po drugie uczyłam się bardzo dobrze, więc z fizyką też nie było żadnych problemów. Teraz stałam jak wmurowana za firanką i przyglądałam się Dębickiej. Zaraz, zaraz, ona ma na imię… Anita, tak, Anita Dębicka.

    Weszli do korytarza, podeszłam przywitać gościa.

    – Dzień dobry, co za niespodzianka, prawda? – uśmiechałam się tak, jak wydawało mi się, że powinnam się uśmiechać w tej sytuacji.

    – Dzień dobry, Dorotko, rzeczywiście niespodzianka, prawda?

    – Co prawda dziadek wiele mi o swej nowej znajomości opowiadał, ale nigdy nie wspomniał, że to pani.

    – Prosiłam go o to, miałam swoje powody… No wiesz, zaraz w szkole była by masa plotek na mój temat, a do tego pewnie niektórzy przyczepili by się do ciebie, sama wiesz, jak to jest.

    – Tak, wiem dobrze. Proszę do pokoju, już podaję kawę i ciasto.

    Obserwowałam uważnie Anatola. Dziadek stał z boku przysłuchując się naszej rozmowie, nie odzywał się, ale widziałam napięcie na jego twarzy. Dopiero kiedy weszliśmy do pokoju uśmiechnął się.

    – No, moje panie, to może po lampce wina? – zaproponował.

    – Dziadku, przecież wiesz, że nie piję alkoholu. Proszę o lemoniadę.

    – A ja z przyjemnością napiję się wina – Dębicka z zachwytem przyjęła propozycję.

    Dziadek wyszedł, a ja przyglądałam się Anicie.

    – Długo jesteście razem? – spytałam

    – Ponad dwa miesiące, choć znamy się od twego przyjścia do szkoły, Anatol przychodził przecież na wywiadówki i zebrania klasowe. Z początku nic nie wskazywało na to, że dojdzie między nami do czegokolwiek, ale po ostatnim zebraniu dziadek chciał dowiedzieć się, jakie masz oceny w tym samestrze i został trochę dłużej. Zaczął padać deszcz, zaproponował, że mnie podwiezie do domu, zostawił swój numer telefonu, no i tak to się zaczęło… Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe, że próbuję być z twoim dziadkiem? – usłyszałam w jej głosie nutkę nadziei.

    – Oczywiście, pani Dębicka, jesteście dorośli, wiecei, co robicie, ja do tego nic nie mam, ja tylko tutaj mieszkam.

    – Dorotko, mam prośbę. Mów mi w domu po imieniu, krępuje mnie ta szkolna forma. Wiesz przecież, że mam na imię Aneta, prawda?

    – Aneta, a nie Anita? – przyznam, że byłam zaskoczona – oczywiście w szkole jesteś dla mnie “panią Dębicką”.

    – Dziękuję, Anatol jednak dobrze i dogłębnie cię poznał, wiedział, jaka będzie twoja reakcja na mój widok…

    – A jaka mogła być – roześmiałam się, a w duchu pomyślałam sobie “żebyś ty kobieto wiedziała, jak dosłownie “dogłębnie” mnie poznawał, nawet jeszcze dzisiaj nad ranem”… – to wspaniały człowiek.

    W tym momencie wszedł dziadek z tacą, na której stały kieliszki, butelka wina i lemoniada.

    – Kto to, ten wspaniały człowiek – popatrzył na nas.

    – A, nie znasz go, dziadku, to taki jeden facet –  odpowiedziałam natychmiast

    – Anatolu, Dorotka żartuje, to było o tobie, widzę, że nawzajem się doceniacie, to piękne! No cóż, to przecież krew z krwi…

    Wypiłam swoją lemoniadę, przeprosiłam towarzystwo i poszłam do swego pokoju. Wskoczyłam w luźne dresy, przedtem pozbyłam się majteczek i stanika, włączyłam telewizor, ale nic ciekawego nie było. Nagle przypomniałam sobie o ostatnim prezencie od mego chyba już byłego kochanka. Aneta nie może go widzieć! Po cichu i ostrzożnie przekradłam się do pokoju dziadka i zabrałam wibrator leżący na wierzchu, na szafce przy nocnej lampce i tubce z żelem, który też wzięłam. Przechodząc koło salonu popatrzyłam w kierunku kanapy. Dziadek obejmował Dębicką, całowali się namiętnie i tulili do siebie. Ukłuła mnie iskierka zazdrości, ale szybko ją w sobie stłumiłam, pobiegłam do siebie. Przekręciłam klucz w zamku, zsunęłam spodnie od dresu, położyłam dłoń na pipce. Była mokra. Wyciśnięty żel dokładnie rozprowadziłam po swym nowym przyjacielu i bez pośpiechu zaczęłam się nim pieścić. Wpychałam dildo dcipki, potem w pupę i znowu do cipki. W oczach miałam obraz całującej się w salonie pary, to znów widziałam prężącego się kutasa Anatola, znowu widziałam tę parę i znowu kutas… Odleciałam dość szybko, aż krzyknęłam nieświadomie, jednak w porę zakryłam twarz poduszką. Po godzinie usłyszałam wołanie dziadka, zeszłam więc na dół.

    – Kochanie, tylko odwiozę Anetkę i zaraz wracam – zakładał już kurtkę.

    – Nie śpiesz się, dziadku, umiem sama położyć się spać. A nie powinieneś poczekać? Piłeś przecież wino.

    – Dorotko, wypiłem tylko jedną lampkę, która już dawno wywietrzała ze mnie. Ale dziękuje za troskę.

    – Do zobaczenia, pa – Dębicka cmoknęła mnie w policzek!

    – Do zobaczenia pojutrze, w szkole – i wyszli.

    Wróciłam do siebie, tym razem włączyłam komputer, potrzebowałam jakiegoś ostrego porno, kiedy tylko popatrzyłam na wibrator ciągle czułam podniecenie. I tym razem ulżyłam sobie przy jego pomocy; wyobrażałam sobie Anatola ruchającego piękną Anetkę z nieziemskimi nogami zadartymi na jego ramiona…

      No i potoczyło się… To znaczy życie potoczyło się jakoś tak naturalnym torem. Dziadek spotykał się z Anetą, ona często nocowała u nas. Słuchałam wtedy do późnej nocy jej wrzasków, stękań i jęczenia w czasie, kiedy Anatol zapamiętale ruchał jej piękne ciało. W sumie okazała się sympatyczną kobietą, bardzo miłą i mądrą. W budzie chyba nikt nawet nie domyślał się, jakie między nami panują układy, obie starałyśmy się, żeby pozostało to naszym sekretem. Musiałam wtajemniczyć w to Zuzę i Tośkę; często bywały u nas, widywały też Dębicką. Złożyły uroczystą przysięgę, że nie będą opowiadały o naszej nauczycielce nikomu ani w szkole, ani w domu. Na szczęście dochowały sekretu, choć jak się później obie przyznały – aż je skręcało z chęci podzielenia się sensacją!

    Niekiedy w weekendy dziadek zabierał nas na zakupy do odległego miasta, gdzie mieliśmy wszyscy niemal pewność, że nikogo znajomego tam nie spotkamy. W galerii było też kino, więc często wchodziliśmy na jakiś ciekawy film. Wszystko to trwało już kilka miesięcy, przyzwyczaiłam się do takiego układu. Zauważyłam, że zarzyłość międzi Anetką a Anatolem z każdym dniem wzrasta, stają się sobie coraz bardziej bliscy. W skrytości ducha kibicowałam im obojgu, zasługiwali na siebie. Kilka razy pojechaliśmy w trójkę do moich rodziców, którym Aneta została przedstawiona jako przyjaciółka dziadka. Staruszkowie przyjęli ją bardzo ciepło, szybko znalazła wspólny język z moją mamą, a ojciec patrzył na Anetę, takim wzrokiem, jakim mężczyzna może patrzeć na atrakcyjną kobietę.

    Czas płynął, minęła zima, robiło się coraz cieplej. Zauważyłam, że z dziewczyny zaczynam zmieniać się w młodą, piękną kobietę. Zaokrągliłam się tu i ówdzie, mój jędrny tyłeczek zwracał uwagę wszystkich normalnych facetów, biust też urósł o cały rozmiar. Zauważyłam jeszcze coś, co mnie bardzo zdziwiło. Otóż zaczęłam oglądać się nie tylko za przystojnymi chłopakami; zaczęły mi się podobać niektóre dziewczyny! Co prawda sypiałam prawie regularnie z pewnym żonatym facetem, spotykałam się z nim raz, niekiedy dwa razy w miesiącu, był bardzo dobry w łóżku, potrafił dogodzić kobiecie. Po ponad rocznym okresie intensywnego współżycia z Anatolem potrzebowałam raz kiedyś poczuć w sobie twardego kutasa, to chyba normalne, prawda? Do tego chojność mężczyzny nie znała granic. Kupował mi rewelacyjne ciuchy, bardzo drogie kosmetyki, niekiedy zostawiał dobrą kasę.

    Że się puszczałam? Tak, wiem, ale nie było to dla mnie problemem. Skoro mogłam ponad rok ruchać się z własnym dziadkiem, to co dopiero z obcym facetem! Poznałam przypadkowo jego żonę i nie dziwiłam się, że gość robi skoki w bok. Choć dość atrakcyjna, lala z charakteru była straszną zołzą i zdzirą, a co ciekawe też dawała dupy na boku! Wiem o tym z pierwszej ręki, kiedyś kumpel wygadał się, że posuwa za kasę jakąś mężatkę, bo jej stary już prawdopodobnie nie może; pokazał jej zdjęcie, to była właśnie lala mego kochasia. Jej stary nie może, też coś. Niekiedy tak mnie zerżnął, że nie mogłam prawie chodzić. Tak bolała mnie cipa i tyłek. No to byli na remis. Niestety, fajne życie skończyło się, bo facet wyniósł się do innego miasta, nasz kontakt się urwał.

    Zbliżało się lato, początek czerwca był bardzo ciepły. W szkole robiło się małe rozprężenie, koniec roku tuż-tuż, o oceny nie musiałam się martwić, były naprawdę dobre. W piątek po zajęciach Aneta przyjechała do nas jak zwykle na weekend, postawiła auto na podjeździe, poszła do dziadka. Przechodząc obok spojrzała mi głęboko w oczy, aż ciarki przeszły mi po plecach. Ona też jest super laska, choć ma swoje lata! W czasie kolacji gadaliśmy o pierdołach, a dziadek oświadczył, że jedzie rano do miasta po towar do swej pracowni, wróci dopiero po obiedzie.

    – Mam nadzieję, że nie będziecie się nudziły ze sobą, prawda? – położył dłoń na ramieniu Anety.

    – Spokojnie, Anatolu, damy sobie radę bez ciebie. Jutro ma być jeszcze cieplej, niż dzisiaj i wczoraj, pomyślałam więc, że weźmiemy pierwszą w tym roku kąpiel słoneczną. Co ty na to, Dorotka? – popatrzyła na mnie z nadzieją w oczach.

    – Super pomysł! Może wreszcie wcisnę się w swój nowy opalacz, chyba nie wstąpił się w szafie? – poprawiłam sobie dość lubieżnym ruchem biust.

    – No to już jestem o was spokojny – dziadek zabrał się za sprzątanie ze stołu po kolacji.

    Jak zwykle w piątek długo usypiałam z wibratorem w pipce, wsłuchując się w odgłosy dobiegające z pokoju Anatola, Wreszcie po kolejnym orazmie, wyczerpana, usnęłam. Ranek był piękny, obudził mnie śpiew ptaków. Radosna wyskoczyłam z łóżka, wzięłam szybki prysznic i w podomce założonej na gołe ciało zeszłam do kuchni, gdzie krzątała się już Aneta.

    – Dzień dobry, kochanie, co na śniadanko? Może być jajeczniczka?

    – Jak najbardziej, z dwóch jajek, proszę. Zrobić kawę?

    – Nie musisz, już włączyłam ekspres.

    Siadłam do stołu i zaczęłam przyglądać się kobiecie. Wyglądała naprawdę świetnie, dziadek i jego kutas bardzo dobrze wpływały na jej kondycję psychiczną i wygląd. Opowiadając sobie ploteczki ze szkoły szybko skończyłyśmy posiłek, w swych pokojach przebrałyśmy się w kostiumy i już po chwili byłyśmy gotowe do opalania. Za domem było miejsce idealne do naszych celów. Wzięłyśmy koce i już po chwili rozkładałyśmy je na wiosennej trawie, w pełnym słońcu. Aneta zdjęła luźne ciuszki wystawiając swe szczupłe, zgrabne ciało na działanie promieni, zrobiłam to samo.

    – Nasmarujesz mnie? – podała mi krem do opalania

    – Oczywiście, ale ty też mnie nakremujesz.

    – No jasne! – zdjęła staniczek od opalacza i odwróciła się do mnie plecami.

    Przesuwałam delikatnie po szczupłym ciele, mokrymi od kremu palcami masowałam wyraźnie wyczuwalne mięśnie. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że Aneta systematycznie ćwiczy na siłowni i było to doskonale widoczne. Przesuwałam dłonie coraz niżej, aż do gumki majteczek. Oddałam tubkę Dębskiej, sama też się odwróciłam, czekałam, aż mnie posmaruje tym kremem. Trochę się zdziwiłam, kiedy poczułam, jak rozpina mi stanik.

    – Chyba nie myślisz opalać się w tym stroju? – usłyszałam

    – No chyba po to go kupiłam – odpowiedziałam, jak głupia i odwróciłam się.

    Aneta stała golutka, z dumnie sterczącym biustem i lekko uśmiechając się patrzyła mi w oczy. Znowu poczułam ciarki na całym ciele, a pipka zaczęła robić się wilgotna. Położyłam się wygodnie na kocu, zamknęłam oczy. Aneta po chwili leżała obok mnie, wystawiając gołe ciało na działanie słońca. W pewnej chwili, kiedy chciałam się poprawić, nasze palce dotknęły się, poczułam prąd, który przeszył mnie od stóp do głowy. Odruchowo złapałam dłoń nauczycielki.

    – Po… posmarujesz mnie z przodu? – sama nie wierzyłam, że to powiedziałam.

    – Z największą przyjemnością – już czułam delikatne palce na piersiach.

    Nacierała tym kremem delikatnie, właściwie, to pieściła mnie swymi długimi palcami. Masowała moje persi kolistymi ruchami, dotykała i leciutko naciskała na sutki. Przymknęłam oczy poddając się całkowicie tym pieszczotom, aż jęknęłam, kiedy śliski palec wsnął się w mokrą już pipkę.

    – Już dawno chciałam to z tobą zrobić – wyszeptała mi do ucha moja… przecież ciągle nauczycielka i wychowawczyni!

    – Jak to? – byłam niesamowicie spięta.

    – Od pierwszego dnia, kiedy pojawiłaś się w szkole obserwuję cię, patrzę, jak rośniesz, dojrzewasz, zmieniasz się w piękną kobietę – pociągnęła mnie za rękę i przesunęła się na kocu.

    Anetka pochyliła się, zaczęła ssać moje twardniejące sutki, jednocześnie rozwiązywała sznureczki od majtek opalacza, znowu poczułam w pipce jej zwinne palce. Oddychałam coraz szybciej, coraz głośniej, po chwili już jęczałam z rozkoszy, którą dawał mi język kobiety, który zastąpił palce. Lizała cipkę, ssała rwargi, drażniła łechtaczkę, rozłozyłam nogi najbardziej, jak mogłam, żeby ułatwić dotercie do najsrytszyach zakamarków pipki. Pociągnąłem ją do siebie, zwarłyśmy się w pocałunku. Starałam się, chciałam pokazać, że też jestem namiętną kobietą, złapałam za dokładnie wydepilowaną cipkę, drażniłam ją, brandzlowałam palcami, po chwili lizałam różową szparkę, zaskoczona jej wielkością! Aneta miała naprawdę bardzo małą i ciasną pipkę, zastanawiałam się, jaką rozkosz musiała dawać Anatolowi i jak to się stało, że nie rozciągnął jej… Położyłyśmy się w 69, nasze wzajemne pieszczoty doprowadziły nas do szczytu. Pierwsza zaczęłam głośno stękać, w końcu przycisnęłam twarz do pieszczonego krocza i wyłam w drżącą cipkę. Aneta doszła kilka sekund później; dodatkową rozkosz miała – jak mi później powiedziała – kiedy wrzeszczałam do gorącej szparki. Leżałyśmy obok siebie ciężko dysząc, głaskałyśmy się i muskałyśmy dłońmi. Wreszcie miałam swój pierwszy raz z kobietą! No i przyznam, że było to bardzo miłe, zupełnie inne, nowe doświadczenie. Po chwili oddech unormował się, przyglądałam się swej niespodziewanej kochance. Aneta leżała na wznak, miała zamknięte oczy. Patrzyłam na piękny profil dojrzałej, ale ciągle młodej i atrakcyjnej kobiety, na jej kształtny biust unoszący się w przyspieszonym oddechu, na płaski brzuch jeszcze wstrząsany pozostałościami orgazmu. Podziwiałam niesamowite nogi i szczupłe biodra… Nie otwierając oczu przesunęła rękę w moją stronę, jakby sprawdzając, czy ciągle jestem obok, polożyła dłoń na jeszcze drżącej z podniecenia pipce.

    – To było wspaniałe – wyszeptała – czekałam na to tyle czasu… Nie, nie jestem zboczona, tylko odczuwałam fizyczny pociąg do ciebie; tak jak mówiłam, stało się to kiedy cię zobaczyłam, jak wchodzisz do szkoły. No i robiłam wszystko, żeby być wychowawczynią klasy, w której jesteś…

    – Naprawdę? Schlebia mi to, bo ja zaczęłam zauważać cię i postrzegać jako kobietę, z którą mogę mieć wiele rozkoszy, dopiero wtedy, kiedy zaczęłaś kręcić z dziadkiem. Jesteś naprawdę fantastyczną osobą – odwróciłam się w jej stronę, ujęłam w dłonie śliczną twarz i zanurzyłam w karminowych ustach swój język. Oddawała pocałunek z całą namiętnością, objęła mnie jedną ręką, drugą znowu drażniła szparkę cipki. Nie pozostałam jej dłużna, też zaczęłam palcować ciasną dziurkę, a jeden palec wsunęłam w pupę. Jęknęła głośno, ale nie przestawałyśmy się pieścić, po chwili też poczułam palec w pupie. Oderwałam się od Anety, szunęłam między jej uda, odwróciłąm ją szybko na brzuch i zaczęłam lizać pipkę od tyłu. Po chwili język wcisnął się w kakaowe oczko i zaczęłam pieścić okrągłą pupę. Nagle zatrzymałam się, wstałam. Zaskoczona odwróciła głowę, patrzyła na mnie z żalem w oczach.

    – Co sie dzieje, przestało…

    – Nic nie mów – przerwałam pytanie – i leż, tak, jak leżysz, na centymetr nie zmieniaj pozycji. Zamknij oczy o czekaj!

    Jak wicher pognałam nago do swego pokoju, zabrałam z nocnej szafki mój wibrator i tubkę z żelem. Chwile później klęczałam za Anetą.

    – Nie ruszaj się, mam niespodziankę – nasmarowałam żelem dildo i powoli wcisnęłam w wypiętą pupę.

    – Co robisz! – kobieta była naprawdę zaskoczona.

    – Nie czujesz? Anatol nie rucha cię w tyłek? – tym razem ja się zdziwiłam.

    – Jakże nie, bardzo to lubimy, ale ty tak z zaskocze… nia… Ooooo… Tak, pomalutku, nie śpiesz się, tak… tak… mocniej… o, tak…. głębiej… TAK!!!… Ruchaj mnie, mocno i szybko, natychmiast… TAAAk!

    Głośny wrzask stłumiła dłońmi, bezsilna upadła na bok, podkurczając nogi pod brodę. Wykorzystałam to, że wystawiła szparkę cipy i załadowałam w nią mego niemego przyjaciela. Wystarczyło kilkanaście szybkich ruchów, żeby znowu doszła. Wyciągnęłam wibrtor z Anety, ciągle mokry od żelu i jej soków wsunęłam w swoją pipkę. Zamknęłam oczy, poruszałam się niezbyt szybko, kiedy coś nagle złapało mnie za rękę, a na twarzy poczułam ciepło i zapach kobiety.

    – Teraz mnie wyliżesz, a ja pomogę tobie – ledwo usłyszałam głos dosiadającej mnie Dębskiej – no, maleńka, rusz jęzorkiem!

    Poruszała wolno biodrami do przodu i do tyłu, niekiedy nieznacznie podnosiła, żeby tym mocniej przycisnął cipkę do mej buzi. Lizałam, ssałam, podgryzałam mała, cisną norkę, kiedy ogarnęła mnie znowu fala gorąca i odleciałam w kolejnym orgazmie. Nasze pieszczoty trwały jeszcze kilka długich minut; wreszcie zmęczone, ale nasycone położyłyśmy się obok siebie i nie mówiąc ani słowa oddałyśmy się pieszczotom promieni słonecznych. Usnęłam na chwilę i nie usłyszałam, kiedy przyjechał dziadek, obudził mnie jego cień, padający na nasze gołe ciała.

    – Jasny gwint, jaki piękny widok! – jego radosny głos przywołał nas do rzeczywistości – widzę, że naprawdę bardzo się polubiłyście.

    – A co w tym złego – próbowałam jakoś osłonić swą nagość, przecież to mój dziadek!

    – Dorotko, nie wstydź się, jesteś młodą i piękną kobietą i widzę, że twe wdzięki zostały odpowiednio docenione – wskazał na wibrator leżący na kocu.

    No tak, miała mgo schować, ale usnęłam.

    – Anatolu, przestań – w głosie Anety usłyszałam oburzenie – jak możesz tak mówić!

    – Dziewczyno, starego wróbla nie nabierzesz. Ten sprzęt sam tutaj nie zawędrował. Ma on co prawda takie niezbadane możliwości, ale chodzić nie potrafi. Do tego tubka z żelem intymnym… Szkoda, że nie widziałem co się tu działo… – roześmiał się głośno.

    – No wiesz, nie zawstydzaj nas – Aneta ciskała gromy wzrokiem – zachowuj się, jak dżentelmen.

    – Dobrze, już dobrze, idę do domu – wycofał się dziadek – A o obiedzie pomyślałyście? Jestem przekonany, że nie, dlatego kupiłem kurczaki z rożna – potrząsnął siatką i poszedł sobie.

    Popatrzyłyśmy na siebie i wybuchnęłyśmy gromkim śmiechem. Ale numer, dziadek nas nakrył – nie mogłam opanować radości. Nie pomyślałyśmy, że może być wcześniej…

    – Ale, ale! Hej, dziewczyno! Jakoś nie zawstydziłaś się, kiedy stanął nad nami, raczej tylko dla pozorów starałaś się zakryć swą nagość, mam rację?

    – No coś ty, jak tak możesz!

    – Bo wiem, co mówię. Gdyby między wami nic nie było, a podejrzewam od kilku miesięcy, że jednak było, to byś natychmiast schowała się pod kocem!

    – Anetko, przestań, proszę, teraz ty mnie zawstydzasz – próbowałam się bronić.

    – O, nie! Teraz, jak już ugryzłam ten temat to musi być wyjaśniony do końca! Wstawaj! – niemal pociągnęła mnie za rękę.

    Na ślicznej twarzy malowała się ciekawość, zdumienie i chyba jakaś złość, kiedy całkowicie nagie szłyśmy szybkim krokiem do domu. Wpadłyśmy do kuchni, gdzie dziadek szykował porcje kurczaka.

    – Anatol! Proszę natycmiast powiedzieć, co łączy cię z Dorotą!

    – Jak to, co? – pomału wytarł dłonie w ręcznik jednorazowy – Dorotka jest moją wnuczką – dopowiedział spokojnie – przecież wiesz.

    – Ty mi tu oczu wnuczką nie zamydlaj. Ja pytam, co cię łączy z nią po za pokrewieństwem.

    – Koniecznie chcesz wiedzieć? – przybrał poważny wyraz twarzy.

    – Tak, koniecznie!

    – Bez względu na to, co powiem?

    – Tak!

    – No to wiedz, że miałem niewątpliwy zaszczyt pozbawić Dorotkę dziewictwa, a potem spaliśmy razem ponad rok, do momentu, kiedy poznałem ciebie. Zadowolona?

    Kobieta usiadła na stołku, patrzyła na nas jak na kosmitów i nagle… wybuchnęła śmiechem.

    – Ładny numer! Nie wiem dlaczego, ale coś mi kołatało w głowie, że łączy was coś więcej, niż pokrewieństwo, ale nigdy… No coś takiego… – zamilkła na chwilkę.

    – Ale to już skończone, tak? Dorota nie jest moją rywalką? – wstała i podeszła do dziadka. Anatol objął kobietę, odwrócił ją tyłem do siebie, jedną dłoń położył na nagim biuście, drugą wsunął między nogi i chyba wsadził palce w pizdeczkę, bo Anita jęknęła.

    – Nigdy nie zdradzam swoich kobiet, nawet z własnymi wnuczkami – wyszeptał do ucha obejmowanej Dębskiej. – A że Dorotka jest fantastyczną kochanką przekonałaś się sama, prawda?

    – Och, Anatolu… – wystękała – wierzę tobie…

    Sięgnęła lewą ręką za siebie, położyła dłoń na karku mężczyzny, a prawa zawędrowała do jego rozporka, w którego okolicy zobaczyłam poważne wybrzuszenie. Acha! Dziadek w gotowości. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że nie tylko nie zdziwiła się słowami dziadka, nie tylko nie zrobiła awantury, ale jeszcze zaczęła mizdrzyć się do niego, nie zwracając uwagi na moją obecność! Miała aż taką chcicę na seks z mężczyzną? Tak ją rozochociłam? Patrzyłam z narastającym podnieceniem na rozwój wypadków. Anatol popchnął Anetę w stronę stołu kuchennego, zmusił ją, by oparła się o jego blat. Szybkim ruchem uwolnił ze spodni stojącego już na dobre kutasa i załadował w wystawioną cipę. Aneta jęknęła, jeszcze bardziej wypięła się się do nacierającego drągala, opuściła głowę, włosy rozsypały się wokół twarzy tworząc ciekawą zasłonę. Dziedek ruchał kobietę jak automat, trzymał ją za biodra i posuwał rytmicznie, sapiąc przy tym jak parowóz.

    Nie wytrzymałam dłużej. Wsunęłam się pod stól, rozpięłam dziadkowe spodnie do końca, ściągnęłam je razem z bokserkami. Miała przed oczami kołyszące się jądra, które objęłam dłonią i zaczęłam delikatnie uciskać, pociągając w dół. Anataol przechylił się, patrzył na mnie i uśmiechnął się szelmowsko. W chwili, kiedy wysuwał się z ruchanej szpary złapałam za kutasa, wyszarpnęłam go i natychmiast wcisnęłam w brązowe słoneczko pupy. Aneta cicho krzyknęła i już położyła się na stole, szeroko rozstawiając te niesamowite nogi. Kutas wchodził cały, jądra odbijały się z cmoknięciem od kapiącej sokami pipki, którą teraz zaczęłam zapamiętale lizać. Nie było to zbyt wygodne, ale jakoś dawałam radę. Niesamowity wrzask, który chwilę później usłyszałam świadczył, że moja pani wychowawczyni przeżywa kolejny orgazm. Całe ciało nauczycielki drżało, dygotało, soki ściekały po udach aż do kostek, nie nadążałam z ich zlizywaniem. Anatol pchnął jeszcze kilka razy i też zaryczał, nogi sie pod nim ugięły i z cmoknięciem wyskoczył z ruchanej dupy. Złapałam ciągle drżącą pałę, wsadziłam tak jak kiedyś głęboko do ust i wyssałam do ostatniej kropelki. Podniosłam się z kolan, popatrzyłam na oboje i roześmiałam się.

    – No ładnie, moja wychowawczyni nieźle mnie wychowuje, a mój rodzony dziadek nie ma nic przeciw temu… To czysta patologia, nie sądzicie?

    – Zamknij się, gówniaro – dziadek złapał mnie pod pachy, odwrócił tak jak przedtem Anetę tyłem do siebie, błyskawicznie położył się na podłodze i nadział moją pupę na twardego ciągle kutasa – teraz będzie lekcja wychowawcza!

    Leżałam na jego piersiach, bolcował mój tyłeczek, a Aneta klęcząc przed nami lizała mnie po pipie i okolicach. Nie potrzebowałam dużo czasu, byłam przecież napalona, jak kominek zimą i błyskawicznie odleciałam w niebyt. Kiedy odzyskałam pełną świadomość dziadek zapinał już spodnie, Dębska patrzyła na podłogę koło stołu, trzymając w dłoni ścierkę.

    – Zetrę to, zanim się ktoś przyklei – nachyliła się w stronę plam pod stołem.

    – Tylko się nie wypinaj, bo znowu będę musiał zerżnąć twą gołą dupkę – Anatol klepnął kobietę w pośladek. – Dorotka, a ty idź na dwór i posprzątaj koce, wasze ciuszki i schowaj wibrator. Ja muszę chwilkę odsapnąć, więc przez najbliższe pół godziny nie zawracajcie mi głowy. Kurczaka sobie odgrzeję, wy jedzcie teraz, póki ciepły – i jakby nigdy nic poszedł do swej pracowni. Patrzyłam na Dębską, ona na mnie, podeszłyśmy do siebie, nasze języki rozpoczęły radosny taniec. Po kolejnym uścisku odezwała się Aneta.

    – Ciągle nie mogę uwierzyć w to, co się dzisiaj stało… jestem kompletnie skołowana. Bardzo lubię seks, jak widzisz, obserwując was zaczynałam mieć przypuszczenia, że coś jest między wami, ale do głowy mi nie przyszło, że regularnie z sobą śpicie! Nie zauważyłam żadnych oznak czegokolwiek w domu, ani w szkole… A Zuza i Tosia wiedzą o waszym związku?

    – Broń Boże, nie wolno im tego mówić! To, że milczą o tobie, to wcale nie świadczy, że zachowają tajemnicę dotyczącą mnie!

    – Dorotko, jesteś naprawdę niesamowita… Ubierzmy się i siadajmy do stołu, kurak czeka i stygnie.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Zaliczenia w delegacji cz. 3

      Do pomocy przy pracach oddelegowany został po jakimś czasie jako pomocnik Jana, Grzegorz, student – praktykant, pochodzący ze Śląska. Młody, przystojny chłopak spodobał się okolicznym dziewczynom, był bardzo atrakcyjnym mężczyzną… Nudząc się monotonią dnia pracy (nie wspominam wieczorów i nocek; o tych porach o nudzie nie było mowy!), Jan uknuł szatański plan. Dowiedział się, kiedy Jagoda i Ewa mają wolny wieczór i umówił obie na spotkanie. Miały przyjść razem, wykąpane, czyściutkie i bez żadnej bielizny. Próbowały dowiedzieć się, w czym rzecz, ale zbył je odpowiedzią, że dowiedzą się, jak przyjdą. Wieczorem ostrzegł Grzegorza, że będą mieli odwiedziny, żeby przygotował jakiś krem, czy inne tłuste smarowidło. Grześ zdziwił się trochę, ale był bardzo zdyscyplinowanym podwładnym. Wieczorem przed wizytą dziewczyn położył na stoliku tubkę ze zdobytym gdzieś żelem. Na stole postawili szklaneczki i jak zwykle, tradycyjnie butelkę Martini, którą Jan „doprawił” setką spirytusu. Mając jeszcze czas wykąpali się pod prysznicem, oczywiście osobno, założyli na siebie tylko dresy, użyli też męskich perfum, które Grzegorz dostał od rodziny z Francji. Pachniały rewelacyjnie!

    O ustalonej porze usłyszeli pukanie do drzwi, obie dziewczyny przyszły razem, trochę zdziwione i zaintrygowane weszły do pokoju.

    – Co jest grane? – Jagoda rozglądała się zdziwiona, uśmiechnęła się na widok butelki – Chcecie nas upić, żeby potem wyruchać?

    – Żeby was wyruchać nie trzeba butelki, a ona jest po to, żeby jeszcze bardziej uprzyjemnić sobie czas! Grześ, polej, proszę. – Jan wydał dyspozycje.

    Przez kilka minut rozmawiali o głupotach, popijali pyszny trunek, opowiadali sobie dowcipy, dziewczyny przekazały najświeższe plotki usłyszane na wsi. Ewa siadła obok Jana, Jagoda zajęła miejsce na kanapie Grzesia. Obie nie krępowały się swą obecnością. Jedna, jak i druga nie czekały na zaproszenie, pomału i dyskretnie zaczęły zajmować się siedzącymi obok mężczyznami. Ewa wsunęła dłoń w dres Jana, pomału masowała jego powstającego penisa. W tym czasie Jagoda wpiła się w usta Grzegorza, kierując jego rękę na swe krocze. Alkohol działał na dziewczyny coraz bardziej, już nie kontrolowały się zupełnie, chciały tylko kochać się z fajnymi chłopakami. Jan rozpiął bluzkę Ewy, począł pieścić uwolniony, obfity, aczkolwiek kształtny biust; w tym czasie Jagoda miała pełne usta liżąc i obciągając kutasa Grzesiowi. Ewa nie chciała być gorsza, zsunęła spodnie od dresu z bioder Jana i wchłonęła w siebie na tyle, ile mogła jego penisa. Przez chwilę obie dziewczyny zabawiały się rumakami swych kochanków, zdejmując z siebie pozostałe ciuchy. Chłopaki popatrzyli na siebie, skinęli głowami. Jan wstał z kanapy, Ewa, trzymając ciągle masowanego kutasa zdziwiona popatrzyła na mężczyznę.

    – Co ty… – patrzyła niepewnie.

    – Nic, bądź cicho, nic nie mów – podszedł do drugiej kanapy, gdzie rozebrana już, wypięta w jego stronę Jagoda robiła loda koledze.

    Grzegorz leżał na wznak, dziewczyna klęczała na podłodze, obrabiając jego pałkę. Jan popchnął Ewę w stronę chłopaka, pokazując ruchami dłoni, co ma robić, a sam uklęknął za Jagodą. Ewka siadła okrakiem nad twarzą Grzesia, tak, aby mógł swobodnie zająć się jej cipką, a Jan nabrał sporą porcję żelu na dłoń, posmarował odbyt i pipkę Jagody, pewnym ruchem wtargnął do gorącego i wyczekującego wnętrza cipki. Dziewczyna tylko drgnęła, ale nie odsunęła bioder, za które Jan ją chwycił. Grzesiu z wielkim zaangażowaniem zajął się już pulsującą z podniecenia pizdeczką Ewy, która przechyliła się w lewo i wpiła swe namiętne usta w usta Jana. Jej bardzo zwinny język wyprawiał dzikie harce w połączeniu z językiem chłopaka; dziewczyna głośno wzdychała z rozkoszy, czując niesamowite podniecenie wynikające z kolei z „działalności” języka Grzesia. Zabawiali się tak przez dłuższą chwilę, do momentu, kiedy Grzegorz niemal zrzucił Ewę ze swej twarzy, popchnął ją w kierunku swoich bioder. Dziewczyna zrozumiała intencje i nie zwlekając nadziała się na pałkę chłopaka, pochylając się w jego stronę. Jagoda patrzyła zdziwiona na to, co się dzieje, nie wiedziała, gdzie jest jej miejsce, przecież to ona obrabiała tego sterczącego chuja! Jan wykorzystał jej zawahanie, klęknął w nogach Grzegorza, poczekał, aż uspokoi rytm swoich uderzeń w cipce Ewy, nabrał znowu żelu stojącego na stoliku, posmarował nim swego rumaka i ciemną dziurkę dziewczyny i wszedł w jej pupę. Krzyknęła zdziwiona, ale po krótkiej chwili dostosowała tempo swych bioder do ruchów obu pierdolących ją mężczyzn. Jagoda zaskoczona swą biernością patrzyła ciągle zdziwiona, czekała na moment, żeby w końcu dołączyć się do trójkąta. Teraz ona siadła na twarzy Grzesia, poddając swą pipkę pod działalność jego języka i warg.

    – Wyruchajcie mnie tak, jak Ewę – wyszeptała do Jana – jeszcze nigdy nie jebało mnie dwóch facetów jednocześnie, a bardzo chcę tego spróbować…

    – Oczywiście, kochanie, jak chcesz – popatrzył na laseczkę, a do Ewy:

    – Teraz Grześ wsadzi ci kutasa w pupę, będziesz tyłem do niego, położysz się na jego klacie, wystawisz pipkę, a ja w nią wejdę. Chcesz tak?

    – Pewnie, że chcę, ale chcę też, żebyś mnie mocno wyruchał, bez jakichkolwiek skrupułów! – Ewa była gotowa.

    – Będzie, jak chcesz

    Dziewczyna zrobiła tak, jak mówił, kilka chwil później znowu dymali ją z Grzegorzem na dwa baty. Jagoda okraczyła twarz Ewy, chciała też mieć coś z tego seksu, ta doskonale ją czuła, wiedziała, jak dogodzić drugiej kobiecie. Naraz Ewa, po przeżytym orgazmie, który dostała od dwóch kutasów, zeszła z bioder Grzegorza, popchnęła Jagodę na kanapę i sama zanurzyła się między jej udami. Rozchyliła palcami płatki jej sromu i polizała łechtaczkę. Jagoda jakby skurczyła się, zaskomlała jak psiak, maksymalnie rozłożyła na boki swe zgrabne nogi. Ewa nie przestawała penetrować językiem mokrej cipki, gdy Grześ wykorzystał półotwarte usta leżącej dziewczyny i wepchnął między nie sterczącego penisa. Przyjęła go bez problemu, zaczęła namiętnie ssać i lizać jajka chłopaka. Jan wykorzystał wypiętą pupę Ewy liżącej gorącą pipkę przyjaciółki i pomalutku wsuwał swą pałę między pośladki, w brązowe oczko. Napluł na kutasa i począł nim miarowo poruszać w chętnym tyłeczku. Ewa poddawała się jego rytmowi, wychodząc biodrami naprzeciw nacierającego drąga, nie przestając minety pobudzała się dłonią, masując ciągle swą szparkę i łechtaczkę. Piszczała przy tym głośno, stękała i jęczała z rozkoszy, jeszcze mocniej nacierając na pipkę Jagody. Ta z kolei, czując coraz silniejsze pieszczoty, jeszcze mocniej zaczęła ssać grzesiowego penisa, co z kolei spotkało się z wielkim uznaniem z jego strony. Ten swoisty czworokąt skończył się dość szybko, bo po kilku minutach wzajemnych pieszczot cała czwórka niemal jednocześnie szczytowała, wśród wrzasków, westchnień i jęków upadli obok siebie na pościel, uszczęśliwieni i spełnieni w dawaniu sobie rozkoszy. Jan chciał dodatkowo urozmaicić jeszcze ten wieczór. Kazał Jagodzie i Ewie położyć się w pozycji „sześćdziesiąt dziewięć”, gdzie Ewa była na dole. Sam klęczał za dziewczyną, sięgając fiutem jej pupy, pod którą w celu łatwiejszego dojścia położył poduszkę; Grzegorz posuwał wypiętą w jego stronę dupkę Jagody. Dziewczyny dogadzały sobie wzajemnie językami, czując w swych pupach twarde kutasy. Znowu szybko osiągnęli rozkosz i znowu w pokoju słychać było jęki, sapania i ciche krzyki podnieconych kochanków. Chwilę poleżeli obok siebie, nasyceni seksem, zadowoleni. Wieczór kończył się, jeszcze tylko dziewczyny zrobiły im po lodzie i wśród śmiechów i uśmiechów rozstali się z niejakim żalem.

    Kilka minut później panowie usłyszeli ciche pukanie do drzwi, po sekundzie do pokoju weszła Jagoda.

    – O, cóż sprowadza w nasze skromne progi? Dawno u nas nie byłaś. Napijesz się czegoś? – Jan patrzył na dziewczynę z uśmiechem.

    – Wróciłam, bo coś mi obiecałeś… – patrzyła na Jana z oczekiwaniem w oczach.

    – Obiecałem, prawda… Chcesz tego?

    – Tak, dlatego tutaj jestem – pomału rozbierała się patrząc na chłopaków – zrobię wam laskę, żeby wam pały dobrze stały. O nawet mi się zrymowało!

    Już klęczała przed chłopakami stojącymi przed nią z opuszczonymi bokserkami i brandzlowała ich powstające kutasy dłońmi. Patrzyła to na jednego, to na drugiego, pomagała sobie języczkiem uwijającym się wokół śliskich już głowic, raz po raz wsuwała je na zmianę do rozchylonych ust. Jej zabiegi błyskawicznie przyniosły spodziewany efekt; oba ogiery stały na baczność naprężone i gotowe.

    – Kogo chcesz w pupie? Grzesia, czy mnie?

    – Wolę Grzesia, jest trochę mniejszy, mniej będzie bolało na początku, poza tym ty już tam byłeś.

    Jan położył się na wznak, Jagoda nie czekając siadła na nim, wsuwając dłonią sterczącą dzidę w ciągle spragnioną kutasa cipkę, przytuliła się swym niewielkim, jędrnym biustem do piersi mężczyzny. Grzegorz nasmarował starannie żelem drugą dziurkę i bez pośpiechu wsuwał swą pytę w lekko wypiętą, małą, zgrabną pupę. Nadziana na dwa kutasy dziewczyna jęknęła cicho, przymknęła oczy.

    – Fajnie czuć was obu jednocześnie, aż mi się ciepło robi! Nie ruszajcie się, proszę, to takie przyjemne uczucie, nie chcę szybko skończyć…

    Leżeli w bezruchu dłuższą chwilę. Po jakimś czasie Jagoda sama zaczęła niespiesznie poruszać się na tkwiących w niej kutasach. Przesuwając biodra w dół nadziewała się na pałę Jana, gdy je podnosiła – wsuwał się w nią drąg Grzegorza. Podniecenie, które ogarniało Jagodę spowodowało, że przyspieszała swe ruchy, jeszcze bardziej potęgując doznania. Kilka chwil później dotarła na szczyt, spazmy orgazmu targały jej chudym ciałem. Jan skinął na Grzesia. Ten zszedł z dziewczyny, pomógł koledze wstać. Stojąc już, Jan ciągle trzymał w ramionach podrygujące w orgazmie szczupłe ciało Jagody, cały czas nabite na jego penisa. Trzymał dziewczynę pod kolanami, podnosił i opuszczał ją na kutasie, patrzył, jak przewraca oczami, jęczy i stęka z nieustającej rozkoszy. Grzegorz cierpliwie wyczekał odpowiedni moment i sekundę później tkwił w jej dupce. Chłopcy wyrównali rytm bioder i – zaskoczeni – musieli po kilku sekundach mocno trzymać niemal omdlałą z rozkoszy laskę. Jan podniósł chudy tyłek Jagody, skinął na Grześka, pokazał dłonią, co ma zamiar zrobić. Kolega natychmiast pojął, w czym rzecz, obaj wcisnęli swe kutasy w ciasną pipkę i zaczęli znowu ruchać jęczącą i stękającą dziewczynę. Ta nie wytrzymała już długo, po kilku sekundach wrzasnęła i znieruchomiała, by zaraz potem wpaść w dygot; podrzucała biodrami, zagryzała piąstki, w ostatniej chwili zdążyli położyć kochankę na łóżku i nakryć ją poduszką, bo ryk, który wydobył się z tej niewielkiej istoty postawił by na równe nogi cały hotel. Przerwali swe poczynania, klęcząc nad jej twarzą wytrzepali się do wytrysku; sperma spływała po jej twarzy, biuściku, po szyi… Dziewczyna otworzyła oczy, uśmiechnęła się leciutko.

    – Ale mnie wyruchaliście, znowu coś nowego, nigdy nie przeżywałam czegoś takiego. Aż mnie obie dziurki bolą, a najbardziej biedna pipka, zmieściła w sobie dwa takie kutasy, chyba nie dam nikomu przynajmniej przez tydzień – zbierała ręką pomieszaną spermę z twarzy i piersi i wylizywała starannie dłoń.

    – Fajnie teraz smakujecie, tylko nie wiem, który z was jest bardziej słodki, a który bardziej kwaskowy. Janku, dasz mi jeszcze trochę tego wina? – wskazała wzrokiem na niedokończoną butelkę.

    – To nie wino, tylko Martini!

    – Nieważne co to jest, ale i tak bardzo mi smakuje. Dasz jeszcze trochę?

    – Idź do toalety, ogarnij się trochę. Raczej nie wyglądasz zbyt ciekawie ze spermą kapiącą z nosa, a potem ci naleję.

    Jagoda wybiegła do łazienki, po kilku chwilach, już umyta, była z powrotem. Duszkiem wypiła szklaneczkę alkoholu, szybko ubrała się, cmoknęła chłopaków w policzki i wyszła z pokoju.

    – No i co, panie Grzegorzu, wieczór można uznać za udany? – Jan szelmowsko uśmiechnął się do kolegi, przybili sobie „piątkę”

    – Oczywiście, panie Janie, wieczór był wyjątkowo udany. Ośmielę się powiedzieć, że był STOSUNKOWO bardzo udany!

    – No to może na zakończenie pora na coś mocniejszego od tych kropli? – wskazał na butelkę po Martini.

    – Masz na myśli ten bimberek od Krzysztofa? Oczywiście, po szklaneczce przed spaniem nie zaszkodzi!

    Nalali do szklanek po solidnej porcji, wypili i… poszli do łóżek.

     Kilka dni później Grzegorz wyjechał na krótki urlopik w swoje rodzinne strony. Jan został sam w pokoju i wtedy przyszedł mu do głowy kolejny ciekawy pomysł. Postanowił umówić się z obiema seksownymi siostrami u siebie w pokoju hotelowym na ten sam wieczór, z półgodzinną różnicą czasową. Poprosił, żeby były po kąpieli, nie lubił zapachu nie mytej pipki i moczu, lubił czystą cipkę i dupkę. Wiedział, że Maryśka zrobi wszystko, co jej powie, więc jako pierwsza przyszła Ewa. Zaparzył kawę, usiedli na łóżku, rozmawiali. Jan patrzył na zegarek, kilka minut przed przyjściem Marysi chwycił Ewę za włosy i przyciągnął jej głowę do swojego krocza.

    – Wyciągnij go i ssij – nakazał.

    Była bardzo posłuszna i już po chwili czuł na swym penisie ciepło jej ust. Głaskał ją po głowie, gładził miękkie, długie włosy. Musiał przyznać, że zrobiła naprawdę bardzo wielkie postępy w sztuce kochania od chwili, kiedy się poznali. Dziewczyna klęczała przy łóżku, łapczywie pochłaniała jego pałę. Pomału zdjął jej bluzeczkę, rozpiął i zdjął stanik, uwalniając bardzo ładny, jędrny i kształtny, duży biust; zsunął z nóg już opuszczone figi, pochylił się, dłoń położył na mokrej z podniecenia szparce. Delikatnie pieścił cipkę Ewy, palce raz po raz wsuwał w pupę, obserwował uważnie jej reakcje, kiedy zobaczył, że poruszyła się klamka u drzwi; po chwili weszła Marysia. Zaczęła rozglądać się po pokoju, spojrzała w prawo, gdzie stało jego łóżko i otworzyła szeroko oczy. Chciała coś powiedzieć, już otworzyła buzię, ale Jan położył palec na ustach i skinął na nią, żeby podeszła. Ewa nie usłyszała wejścia siostry, zajęta była czymś innym. Maria patrzyła wielkimi oczami i nie wiedziała, jak zareagować, co zrobić, zostać, czy wyjść. Uśmiechnął się do niej, pokazał gestem, żeby się rozebrała. Jeszcze patrzyła zdziwiona, ale posłusznie zdjęła z siebie wszystko, poza zegarkiem.

    – Wyliż ją! – szepnął.

    – Co?!?! – też mówiła szeptem – mam ją wylizać? Jak? Co?

    – Tak, masz wylizać własną siostrę. Wyliż jej cipkę.

    Ewa usłyszała coś, ale przytrzymał ją za kark.

    – Nie przerywaj sobie, moja droga; jesteś świetna i dostaniesz nagrodę.

    Marysia już klęczała za siostrą i rozchylała jej uda, zanurzyła między nimi twarz. Pomruk rozkoszy i zdziwienia stłumiony przez sterczący członek tkwiący w ustach był oznaką, że Marysia też poczyniła spore postępy. W końcu Ewa oderwała się od Jana i odwróciła głowę.

    – Maryśka???

    – Nie wrzeszcz, połóż się na plecach – Jana głos był cichy, ale bardzo stanowczy – rozchyl szerzej nogi, otwórz usta i nic nie mów.

    Znowu był w niej mocno i głęboko. Ewa umiała „wchłonąć” go niemal całego bez najmniejszego problemu, czego nie robiła prawie żadna kobieta, z którą się kochał, choć doskonale pamiętał sprzed laty umiejętności Marianny, matki córek – bliźniaczek… Po chwili położył się, nadział na siebie Marysię, a Ewa usiadła na jego twarzy. Teraz Jan lizał jej cipkę, pieścił i drażnił wargi, wylizywał jej wnętrze. Marysia dosiadła go z ochotą i bardzo energicznie. Po chwili już lizał jej krocze, a dosiadała go Ewa. Zmusił siostry do wzajemnych pieszczot, którym poddały się z wielkim zaangażowaniem, bez śladu zażenowania. Czyżby robiły to już wcześniej? Jan miał spytać o to, ale… zapomniał. Teraz, z radością obserwując, siedział z boku i przypatrywał się dziewczynom, bawiąc się swoim przyjacielem. Nie usiedział długo, znowu był w jednej z nich, druga lizała jego pracujący członek i jądra, cipkę siostry… Kazał laskom uklęknąć obok siebie na łóżku i wypiąć pupy w jego stronę. Posuwał je na zmianę, raz w cipkę, za chwilę był już w dupce, albo cipce siostry… Te „zapasy” trwały prawie całą noc. Orgazmy mieszały się ze sobą, jego sperma rozsmarowana na ich ciałach błyszczała się, dziewczynami co jakiś czas wstrząsały rozkoszne dreszcze… W końcu niemal je wygonił, bolał go członek, bolały jądra, szczypały te wszystkie miejsca, w które go pogryzły w chwilach silnego podniecenia, był bardzo zmęczony. Na szczęście następnym dniem była niedziela, więc mógł sobie dłużej pospać. Po wyjściu dziewczyn Jan stanął pod prysznicem, puścił sobie prawie zimną wodę, spłukiwał z siebie trudy minionej nocy. Gruby, ciepły ręcznik wysuszył jego seksem zmęczone do granic ciało, nagi wsunął się pod kołdrę. Sekundę później już spał. Nad ranem miał fajny sen, śnił, że jakaś kobieta dobiera się do niego, masuje jego sterczącego kutasa, liże jądra. Sen był bardzo realny, fizycznie odczuwał, że pieści go jakaś kobieta. Zaskoczony Jan otworzył oczy. To nie był sen! Rzeczywiście czuł na swym penisie czyjeś usta, czuł delikatnie zaciskającą się dłoń na jądrach. Widział tylko szczupła pupę w figach wystającą spod kołdry, nie miał jednak pojęcia, do kogo należy. Zaciekawiony uniósł pomału kołdrę i zobaczył… Elę, żonę Krzysztofa, traktorzysty z kombinatu. Odepchnął ją od siebie.

    – Zwariowałaś? Co ty wyprawiasz, chcesz kłopotów?

    – Nie, chcę tylko, żebyś mnie przeleciał, tak jak Ewę i Maryśkę! – mówiąc to nie przestawała go masować, co chwilę liżąc gorącą głowicę i biorąc ją głęboko w usta – mogłeś je ruchać przez cały pobyt tutaj, to mnie też na zakończenie możesz, prawda? Chyba nie jestem gorsza od tych młodych pipek?

    – Przelecieć cię jak Ewę i Maryśkę? Co ci przyszło do głowy? A tak na marginesie – która jest godzina? Co ty tu właściwie robisz? – był zdziwiony i zdezorientowany, nie zwracał uwagi na słowa kobiety.

    – Prawie południe, a ty jeszcze śpisz. Przyszłam zaprosić cię na dzisiaj, na niedzielny obiad o czternastej. No i nie muszę się niczego obawiać, bo Krzysiek jest w kościele z dziećmi, potem idą na mecz na boisko, więc mamy co najmniej dwie godziny dla siebie. Po za tym nie nawijaj mi znowu, że żony kolegów są nietykalne, bo te nietykalne żony też mają swoje potrzeby, swoją wolę, chęć na obcego faceta z wielkim kutasem, w ogóle na obcego faceta i przeżycie czegoś ciekawego, co pewnie już się w ich życiu nigdy nie powtórzy – mówiąc to rozbierała się do naga i w końcu goła siadła na odsłoniętych biodrach Jana.

    Jego penis pomału osiągał swój normalny stan, chwyciła go mocno, nakierowała na cipkę i nasunęła się na twardniejącą pałę. Po chwili nabiła się do końca, z wrażenia mrużąc oczy i pomrukując cichutko.

    – A poza tym mój Krzysiu nie ogranicza się jakoś i pieprzy każdą, która ma na to ochotę. Magdę też, myślisz, że nie wiem? – jej ruchy stawały się szybsze i energiczniejsze.

    Nie powiedział słowa więcej, zajął się napaloną dziewczyną, której podniecenie było tak silne, że w kilka sekund później opadła na niego z głośnym jękiem. Jan nie przestawał ruszać rytmicznie biodrami, podniósł Elę, podtrzymując podskakujący biust, ciągle poruszał się w jej spływającej sokami cipce; po krótkiej chwili znowu przeżyła orgazm. Przewrócił dziewczynę na plecy, podniósł jej nogi, oparł łydki o swe ramiona, znowu mocno, brutalnie wszedł w pulsującą, rozgrzaną cipę.

    – Och, tak, tak, na to czekałam, rżnij mnie, Janku, jestem twoja, rób co chcesz, ale nie przerywaj… Śniłam o tej chwili… Masz super kutasa, czuję go w sobie…. pchaj go, mocno pchaj… tak… Wreszcie… się… doczekałam…

    – Elka, przecież… – próbował oponować.

    – Nic nie mów, tylko mnie ruchaj! – przerwała Janowi ze złością, podrzucając cały czas biodrami, żeby jak najgłębiej mógł spenetrować gorącą, obficie kapiącą sokami i do granic rozpaloną pipkę.

    Zadarł jej nogi jeszcze wyżej, patrzył, jak po pupie spływają soki i śluz, mocząc odbyt. Nie namyślając się wysunął kutasa z napalonej piczki i wcisnął go w ciemną dziurkę. Ela wrzasnęła, ale w porę nakrył jej twarz poduszką, wepchnął się do końca. Przestała krzyczeć, zaczęła jęczeć. Znowu wstrząsnął nią dreszcz orgazmu, po chwili kolejny i jeszcze jeden. Nie mógł już dłużej wytrzymać. Przewrócił dziewczynę na brzuch, położył się na niej, ponownie wszedł w pupę. Prawą rękę wsunął pod jej biust, lewą pod podbrzusze, dłoń wcisnął pod cipkę. Pieszcząc łechtaczkę jedną ręką, oparty na łokciach i kolanach, drugą dłonią ugniatał dojrzałe piersi i energicznie wbijał się w pupę. Po chwili oboje wrzeszcząc w poduszkę opadli na prześcieradło. Zsunął się z Eli i położył obok. Dopiero teraz popatrzył na jej ciało, nagie, rozpalone i wstrząsane jeszcze dreszczami niedawno przeżytych orgazmów. Ela miała ładną figurę, choć była trochę za szczupła, prawie chuda, podziwiał niezły, tylko trochę obwisły po urodzeniu dzieci biust. Nie należała do piękności – ale miała bardzo interesującą urodę, miała w sobie to słynne, nieokreślone „coś”, co nawet nie będącym pięknościami kobietom dawało nieokreślony czar i powab; musiała podobać się mężczyznom. Po chwili odpoczynku niemal wygonił ją do domu, jednak przed wyjściem, stojąc już w drzwiach pokoju zobaczyła, że jego przyjaciel znowu podnosi głowę. Zamknęła drzwi, popchnęła Jana na łóżko, uklęknęła przed nim i jeszcze raz go wyssała… Podobna wizyta powtórzyła się jeszcze dwa razy. Nie miał skrupułów, dawał Eli to, co miał do zaoferowania każdej napalonej na niego kobiecie. W dniach, a właściwie wieczorami, kiedy nie zajmował się siostrami albo Jagodą, odwiedzał Magdę, ale tylko późną nocą, wszak sąsiedzi są czujni. Dziewczyna namiętna, spragniona porządnego seksu, mająca duże potrzeby tegoż – przyjmowała prawie co drugą noc z otwartymi ramionami i szeroko rozchylonymi nogami młodego mężczyznę z olbrzymim kutasem, który dawał jej wielką radość i satysfakcję z wielu orgazmów, które dzięki niemu osiągała. Lubiła czuć w sobie tego drągala, lubiła, kiedy penetrował jej ciasną pupę, albo gorącą pipkę; lubiła seks, a ten mężczyzna dawał jej niesamowitą satysfakcję. Wystarczyło, że pogłaskał ją po karku, a już z pipki zaczynało kapać, podniecała się samą jego obecnością. Ciekawostka, jednej niedzieli przypadek sprawił, że usiedli obok siebie w kościele, Jan dyskretnie głaskał jej rękę, a dziewczyna w kilka później minut zaciskała zęby i pochyliła głowę, nikt nie mógł widzieć, że miała niesamowity orgazm. Tak, Jan tylko musiał być obok, żeby Magda odlatywała w niebyt namiętności… Czuła kochanka każdą cząstką ciała, choć nie umiała o tym powiedzieć chłopakowi, ale każdy moment, kiedy wchodził w nią do końca, po sama jądra, zapamiętała na długie lata. Zapamiętała, bo przypominała jej ten czas najmłodsza córka – śliczna blondyneczka z niesamowitymi, niebieskimi oczami…

     Na zakończenie pobytu w Jakubkowie dyrekcja kombinatu urządziła zabawę dla pracowników i ekipy Jana. Były krótkie przemówienia, wręczenie kopert z premiami, potem zaczęła się zabawa do rana. Jedzenia i picia nie brakowało, wszyscy wspaniale się bawili przy akompaniamencie bardzo dobrego zespołu muzycznego. Janowi udało się zerżnąć Werę, kucharkę z ich stołówki, potem w toalecie wpychał swego kutasa w gorącą pipkę i pupę Ewy, w parku dopadł jej siostrę Marię i też dał jej i sobie fantastyczny orgazm. Na koniec chciał jeszcze zdybać Magdę, sąsiadkę Eli i Krzysztofa, ale jakoś nie było okazji, w sumie tylko raz, może dwa z nią zatańczył. Impreza zakończyła się, ale wspomnienie o szalonej potańcówce długo jeszcze żyło w głowach kilku kobiet i jednego jurnego mężczyzny… Po tak długim czasie swej erotycznej aktywności w Jakubkowie miał już dość kobiet i seksu, Jan był wykończony. Na jego szczęście pobyt w tej uroczej miejscowości dobiegł końca. W niedzielny ranek obudził się wesoły jak szczygieł. Wyskoczył z łóżka, włączył radio, zrobił sobie kawę. Teraz prysznic i można zaczynać dzień. Już niedługo powrót, jeszcze tylko dwa dni i do domu. Rozmyślając nad tym wyszedł goły z łazienki. Do proszonego, uroczystego, pożegnalnego obiadu u Krzysztofa i Eli ma jeszcze dużo czasu, więc postanowił się chwilkę zdrzemnąć. Nie było jednak mu to od razu dane. W pokoju czekały na niego… Ewa i Maria. Zezłościł się. Powariowały te baby, czy co?

    – A wy tu czego? – warknął bez przywitania.

    -Bo my do ciebie z propozycją – odpowiedziały niemal chórem.

    – Jaką znowu propozycją? Na seks nie mam czasu, ani ochoty – popatrzył na dziewczyny – no, może wieczorem – poprawił się.

    – No my właśnie w tej sprawie. Wymyśliłyśmy fajne rozwiązanie.

    – Rozwiązanie czego? – nie rozumiał.

    – Naszego problemu – obie uśmiechały się radośnie.

    – Ale ja nie mam problemów, chyba, że wy. Ale mówcie, po co przyszłyście, bo muszę się chwilkę zdrzemnąć.

    – Ożenisz się z jedną z nas!

    – COOOO?!?!?! – usiadł z wrażenia – Powariowałyście? Przecież jestem żonaty! – był tak zaskoczony, że nawet zapomniał, że jest nagi.

    – To co z tego? Rozwiedziesz się. O kasę się nie martw, zapłacisz jej tyle, ile zechce, mamy naprawdę dużo pieniędzy. Forsa to nie problem.

    – No i co dalej? Z którą się mam ożenić? – spytał z ironią w głosie.

    – Obojętne, możemy losować, albo sam wybierzesz. Której byś nie wybrał i tak będziemy mieszkali razem. Oficjalnie będziesz mężem jednej, ale tak naprawdę będziesz miał nas obie. Będziemy razem mieszkać, kochać się, wychowywać dzieci – mówiły to na zmianę, tonem tak oczywistym, jakby wszystko było już załatwione.

    – Powariowały, jak Boga kocham, powariowały! Idźcie już stąd, muszę to przemyśleć, zastanowić się i zdrzemnąć. Maryśka niech przyjdzie wieczorem, pogadamy. A ty, Ewa, bądź tak miła i przyjdź razem z nią. Ale już mówię – żadnego seksu nie będzie!

    Był i to wiele ostrzejszy, niż poprzedniej nocy… Ale udało mu się wyperswadować dziewczynom ich „wspaniały” pomysł z ożenkiem. Nadeszła ostatnia noc w gościnnej wiosce. Jan nie zastanawiał się długo, wiedział jak , gdzie i z kim ją spędzi. Pożegnał się już z wszystkimi dziewczynami, które miał okazję zerżnąć, nie był tylko u jednej. Wykąpał się, założył dres i czekał. Wiedział, że mógł tam być dopiero po północy. Nadeszła wreszcie oczekiwana godzina. Wyjął ze słoika z wodą wcześniej przygotowany bukiecik, założył trampki i wolnym truchtem zmierzał w wiadomym kierunku. Magda obserwowała ulicę przez okno, nie zapalała żadnego światła w sypialni, nie chciała, żeby ktoś ją widział w tym punkcie obserwacyjnym. Dostrzegła znajomą sylwetkę, pokiwała Janowi. Przed chwilką sprawdzała, czy w mieszkaniu sąsiadów, czyli Eli i Krzysztofa jest już cisza, słysząc odgłosy rytmicznego sapania i pojękiwania wiedziała, ze nie wyjdą już na korytarz. Rozebrała się, wśliznęła pod kołdrę. Kilkanaście sekund później obejmowała dłonią i ustami kutasa swego nocnego kochanka; w momencie, kiedy stwierdziła, że jest już wystarczająco twardy usiadła na nim, naprowadzając różową głowicę na wysmarowaną wcześniej pupę. Wskoczył w dupsko z cichutkim syknięciem, dziewczyna zaczęła swój taniec. Energicznie poruszała biodrami do przodu i do tyłu, falowała, nabijała się do końca na twardniejący w ciasnej pupie drąg. Podniosła się, kutas wyszedł z gościnnej dupki, ale zaraz znalazł się w niemniej spragnionej go pipce. Magda ujeżdżała swego kochanka, w przyćmionym świetle widziała zadowolenie i zachwyt na twarzy Jana.

    – Jasiu, ruchaj mnie przez całą noc, nikt tak nie potrafił mi dogodzić, jak ty, ruchaj mnie mocno, jestem całą twoja, wpychaj go gdzie tylko chcesz, gdzie tylko się zmieści… Taaak, taaak. Oooooch, jeeeeeszczeeee, taaaak, mocno, taaaak…

    – Ciszej, Madziu! Obudzisz nie tylko dzieci, ale i pół domu, a nie chcemy tego, prawda? – zrzucił dziewczynę z własnych bioder, po chwili wpychał kutasa w pełne, namiętne usta.

    – Tak, daj mi go – szeptała liżąc nabrzmiałe jądra – spuść się w buzię, chcę cie połykać, smakować, spuść mi się na cycki…

    – Jeszcze nie, jeszcze nie skończyłem z twą pipką – Jan już w niej był, objął drżące z podniecenia ciało dziewczyny, opierając się na łokciach przytulił się do jędrnego biustu – obejmij mnie nogami, mocno.

    Nie zwlekał, zaczął ruchać jak automat, Magda wiła się pod nim, drżała, stękała i jęczała, na szczęście zdążył z poduszką. Silny orgazm opanował szczupłe ciało, jej indiańskie rysy jeszcze bardziej zaostrzyły się, wyglądała w tym podnieceniu olśniewająco.. Chłopak przerwał, podniósł na kolana i poklepał kutasem rozpalone policzki. Zachłannie objęła go ustami, dłońmi masowała twardniejący trzon. Kilka sekund później lawa spermy zalała twarz, oczy, biust, wiele porcji zdążyła połknąć, resztę rozsmarowała jak najlepszy krem.

    – Lubię, kiedy tak tryskasz na mnie. Nawet nie wiesz, jak tego potrzebuję, mówiłam ci o tym nie raz, prawda? Szkoda, że wyjeżdżasz…

    – Też żałuję, nie spotykam często takich namiętnych dziewczyn, jak ty, naprawdę, umiesz dogodzić mężczyźnie. No i jesteś niesamowicie zgrabną i atrakcyjną kobietą, marnujesz się na tej wiosce. Nie myślałaś o zgłoszeniu się do jakiejś firmy, która poszukuje modelek? – prywatnych agencji artystycznych wtedy jeszcze nie było.

    – No coś ty! A dzieci? A mój stary? Nie, nie mam czasu na nic takiego, ale miło, że o tym mówisz, pochlebia mi to! – znowu złapała ciągle sterczącego kutasa i zaczęła intensywnie ssać.

    Skończyło się kolejnym zaspokojeniem obojga, ruchał atrakcyjną dupeczkę prawie do świtu, na miękkich nogach, po namiętnych pocałunkach na pożegnanie wrócił do hotelu. Miał nadzieję, że odeśpi choć trochę do czasu, kiedy będą pakowali się do autokaru… Kiedy wracali po wypełnieniu obowiązków służbowych (po za służbowych też!) do siebie, do domu, całą ekipę żegnali mieszkańcy Jakubkowa, którzy zdążyli zaprzyjaźnić się z sympatycznymi chłopakami.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Kolejna Ania

     Po pewnym czasie Jan otrzymał propozycję zmiany pracy, proponowano lepsze warunki, niż dotychczas, poza tym miał objąć wyższe stanowisko. Po namyśle przystał na propozycję, przeniósł się do nowej firmy. Pożegnanie z dotychczasowymi pracownikami odbyło się w kameralnej knajpce na przedmieściach, zaprosił wielu współpracowników. Otrzymał wyrazy sympatii, miłe upominki; poimprezowali prawie do rana. Jako ciekawe zwieńczenie wieczoru można potraktować soczysty pocałunek „z języczkiem”, który otrzymał od zasmuconej asystentki kolegi, zwanej przez wszystkich Myszą, która wyszeptała jeszcze do ucha zaskoczonego Jana „Szkoda”… Na nowym miejscu, w nowej firmie Jan pracował już jakiś czas, zdążył poznać wszystkich pracowników i pracownice swego wydziału. Jedni byli sympatyczni, inni mniej, jak to w życiu, ale nie był konfliktowym człowiekiem, więc szybko zjednywał sobie załogę. Dziwiła go postawa dziewczyny pracującej w zakładowej bibliotece. Stwierdził, że to „dzikuska”, dziewczyna, do której „bez kija nie podchodź”.

    Ania, bo tak miała na imię była dość atrakcyjną, wysoką i postawną dziewczyną. Zgrabna, proporcjonalna sylwetka, dość duży, sterczący (chyba, bo nie widział go w naturze) biust, całkiem ładna buzia – wszystko to powodowało, że fizycznie podobała się mężczyznom w każdym wieku. Była dość mocno zbudowana, ale bardzo proporcjonalnie, choć do szczupłych nie należała. Jan nie potrafił zrozumieć, dlaczego stwarzała pozory kobiety niedostępnej, tajemniczej, nie dopuszczającej do siebie mężczyzn. Trochę to Jana dziwiło, bo dziewczyna była w wieku, w którym każda normalna laska już dawno zaczyna odczuwać „wolę bożą”. Nie robił żadnych zachodów, nie czynił żadnych awansów, udawał całkowitą obojętność, aż sama zwróciła na niego uwagę. Dostawał „spod lady” książki, na które inni czekali po pół roku, niekiedy częstowała go kawą, jakimiś słodyczami. Bywało, że spędzał w bibliotece tyle czasu, że podwładni właśnie tam go szukali. Zbliżało się lato. Pewnego dnia, kiedy znowu poszedł do biblioteki wymienić przeczytane już książki, Ania zapytała Jana, czy znajdzie czas i ochotę na przewiezienie fikusa, który ma stać w jej mieszkaniu, a teraz jest przechowywany w magazynku biblioteki. Miał akurat trochę luzu, nie widział problemu w przewiezieniu dużej rośliny.. Wynieśli doniczkę do samochodu, pojechali do centrum miasta. Pod kamienicą w której Ania mieszkała było wolne miejsce, więc Jan szybko ustawił tam samochód. Wnieśli ciężką donicę z kwiatem, postawili w pokoju, w narożniku pod oknem. Ubrudzili sobie ręce, bo wysypało się z doniczki trochę ziemi. Ania zaprowadziła Jana do łazienki, pomogła umyć zabrudzone dłonie. Było to miłe i podniecające. Wytarł ręce w ręcznik i… objął Anię w pasie, przyciągnął do siebie.

    – Zawsze mi się podobałaś – wyszeptał jej do ucha.

    – Ty mi też, jesteś fajnym facetem – mówiąc to wepchnęła język w jego usta. Przycisnął ją mocniej do siebie, ręką ścisnął jej duży, jędrny pośladek.

    – Masz fantastyczne ciało!

    – A skąd wiesz? – uśmiechała się łobuzersko – nie widziałeś mnie nago!

    – Domyślam się, nie muszę cię rozbierać!

    – A chciałbyś?

    – Głupie pytanie… Znowu przywarł do jej ust.

    Chwilę później oboje nadzy siedzieli w wannie i polewali się gorącą wodą. Dziewczyna z piskiem wyskoczyła z łazienki, Jan poszedł za nią, wytarli się szorstkim, włochatym ręcznikiem. Ania położyła się na kanapie. Opadł na kolana, rozszerzył jej nogi. Przed oczami widział różową, lekko rozwartą, z drgającymi wargami cipkę. Przywarł do niej, zaczął ssać, lizać i wsuwać język w ciepłą, pachnącą kobiecym pożądaniem dziurkę. Anna przytrzymała go za głowę, przycisnęła do łona, ścisnęła udami. Czując, że traci oddech wyrwał się z jej „objęć”, zaczął ssać i lizać sterczące już sutki rzeczywiście dużych piersi, które rozlały się trochę na boki. Nieśmiało ujęła w dłoń sterczący członek, zaczęła go masować, z początku delikatnie, wolno, potem coraz szybciej i gwałtowniej. Jan nagle wyskoczył z krzykiem z łóżka.

    – Auć! Zaraz mi go urwiesz!

    – Nie bój się, widzę, że mocno przymocowany do reszty, a taki kawałek faceta nie może być przecież słaby – nie przerwała masażu.

    – Wolę się nie przekonywać, schowam go – przekomarzał się z Anią.

    – Nie, no przestań, podoba mi się – ścisnęła go jeszcze mocniej.

    – Schowam go w jedyne bezpieczne miejsce… Popchnął ją na kanapę, podniósł nogi dziewczyny i rozchylił je. Gwałtownie wszedł w mokrą szparkę…

    Krzyknęła, lekko cofnęła biodra, ale po chwili kochali się, zapominając o całym świecie. Jan chciał wypróbować też ciasnotę drugiej dziurki, ale Ania nie pozwoliła. Kiedy poczuła jego pałkę niebezpiecznie blisko pupy – odskoczyła z piskiem. Przytrzymał ją za biodra, ale nic to nie dało

    – Daj spokój, nie chcę tak, nigdy tego nie robiłam, chyba nie lubię tego.

    – No to musisz spróbować, inaczej się nie dowiesz, czy naprawdę nie lubisz – nalegał, licząc na możliwość spenetrowania dziewiczej pupy.

    Nie, teraz nie chcę. Nie możemy normalnie się kochać?

    – Anal to też jakaś norma!

    – Ale nie dla mnie. Dalej, wchodź we mnie, bo już nie mogę wytrzymać… No wsadź go wreszcie, jest taki fajny, całą mnie wypełni.

    – Proszę bardzo, ale teraz musisz dać memu kumplowi gorącego buziaka – przesunął się w kierunku jej głowy.

    Ania chętnie objęła ustami pulsujący członek i niepewnie possała trochę. Jan widział, że nie ma w tym wprawy, pokierował więc trochę jej poczynaniami, podpowiedział, co mężczyźni lubią w fellatio. Okazała się bardzo pojętną uczennicą, szybko doprowadziła go do granicy wytrysku.

    – Poczekaj chwilkę, nie chcę skończyć przed tobą. – odsunął się od Ani.

    – To już wszystko? – była bardzo zdziwiona.

    – Nie, ale muszę chwilkę odsapnąć, inaczej zaraz się spuszczę.

    – A ja co mam robić?

    – Masz leżeć i upajać się moimi umiejętnościami – mówiąc to zaczął lizać mokrą pipkę. Potrzebował tylko kilka chwil, żeby doprowadzić Anię na szczyty podniecenia. Zmienił pozycję i znowu był w niej. Tym razem nie ociągał się, niezbyt szybko ale mocno wciskał się w rozedrganą cipę, patrzył w zachodzące mgłą oczy. Orgazm nadszedł niespodziewanie szybko, zaczęła cała drżeć, palce rąk zaciskała kurczowo na prześcieradle, szybko, głęboko dyszała i pojękiwała cicho. Jan nie chciał spuszczać się w pipkę, wyskoczył z niej i w tym samym momencie trysnął na brzuch i piersi dziewczyny, pomógł sobie jeszcze trochę dłonią.

    – Ale tego dużo – Ania nie mogła wyjść z podziwu – i dobrze smakuje – włożyła palce umoczone w spermie do buzi.

    – Następnym razem, o ile taki będzie, chcę mieć wszystko w buzi, jesteś taki… smaczny! – dodała ze śmiechem.

    – Następnym razem… Trzymam cię za słowo!

    Po szybkim prysznicu ubrali się i pojechali z powrotem do pracy. Jan długo rozpamiętywał te szalone chwile, bo Ania dziwnie na niego działała. Widywali się niemal codziennie, albo u niej w bibliotece, albo na korytarzu biurowca; niekiedy Anka na chwilkę wpadała do jego biura, ale bardzo długo nie doszło do kolejnych zbliżeń. Po jakimś czasie wyszła za mąż za kolegę Jana, urodziła dwójkę dzieci. Małżeństwo nie wytrzymało zbyt długo, mąż często zdradzał Anię z jej koleżanką, która była z kolei żoną przyjaciela Jarka; ironia losu polegała na tym, że to właśnie Ania poznała ich ze sobą. Po kilku latach od tego pamiętnego dnia z fikusem, Jan znowu zbliżył się do Ani. Przypadek sprawił, że pojechali razem na leśną imprezę przy ognisku. Dziewczyna chciała pojechać z dziećmi na to ognisko, ale raz, że nie miała samochodu, a dwa – musiała mieć partnera, taki był warunek uczestnictwa. Nie zapraszali singli! Spotkali się z Janem przypadkowo w mieście, Jan robił zakupy; był sam w domu, dzieciaki wyjechały do babci a żona uczestniczyła w jakimś szkoleniu w Warszawie. Ponieważ mężczyzna nie miał żadnych planów na weekend, zgodził się natychmiast na propozycję Ani, tym bardziej, że w głębi duszy liczył jeszcze na jakąś formę odwdzięczenia się… Była to dość duża imprezka, kilkanaście osób bawiło się na leśnej polanie, dzieci hasały wokół ognia, dorośli raczyli się mniej lub bardziej mocnymi trunkami. Po wygaszeniu ogniska wszyscy poszli na zarezerwowaną wcześniej kwaterę w dawnym ośrodku sportowym. Zgodnie z wcześniej ustalonym przydziałem miejsc sypialnych, Jan leżał i zasypiał z Anią w jednym pokoju, w jednym łóżku; na drugim spały jej małe jeszcze dzieci. W nocy nic się nie działo, był zbyt wstawiony, żeby dobierać się do atrakcyjnej kobiety, nie chciał przecież stwarzać wrażenia, że jest kiepskim kochankiem, a po alkoholu nie trudno o katastrofę. Rankiem, kiedy dzieci już wstały i poszły do kolegów na śniadanie, mieli chwilkę dla siebie. Przytulił się do Ani, zaczął ją pieścić. Natychmiast zrobiła się wilgotna, chwyciła jego rosnącego w dłoni przyjaciela. Nie kochali się jednak, tylko poszli pod prysznic. Była to duża łaźnia w starym stylu, gdzie oprócz kilku umywalek było pięć kabin prysznicowych oddzielonych od siebie murowanymi i oklejonymi płytkami ściankami, bez kotar i drzwi. Weszli każde do innej, woda zmywała z Jana resztki kaca. Poczuł na plecach dłonie Ani, a jej ciągle wspaniały, leciutko obwisły, ale wciąż efektowny, duży biust niemal przykleił się do jego pleców. Pomału odwrócił się, objął w pasie dziewczynę i pocałował. Uścisnął pełne pośladki, pogłaskał po pupie. Uklękła przed nim, zaczęła lizać jego sterczący już członek, wsuwała go głęboko w usta. Nie usłyszeli, że jeszcze ktoś wszedł do łaźni. Stanęła za nimi jedna z koleżanek Ani, nie pamiętał nawet jej imienia. Popatrzyła na zaskoczoną jej pojawieniem się parę, sama też z wrażenia puściła ręcznik, którym się zasłaniała, była pod nim całkiem goła.

    – Oj, przepraszam – wydukała – nie miałam pojęcia…

    Nie zwrócili na nią większej uwagi, Anka kiwnęła ręką, żeby sobie poszła do innej kabiny. Znowu uchyliły się drzwi łaźni.

    – Ania, chodź prędko, mały płacze za mamą!

    Anka wybiegła owijając się dużym kąpielowym ręcznikiem, a Jan popatrzył z żalem na ciągle sterczącego przyjaciela.

    – Nie udało się, szkoda… – wyszeptał rozmarzony.

    – Mogę ją na chwilkę zastąpić – nagłe odezwanie się dziewczyny z sąsiedniej kabiny sprowadziło go do rzeczywistości..

    – Piękna sztuka – oceniła kutasa stając przed zaskoczonym mężczyzną – szkoda by było zostawić go takiego zawiedzionego, choć ładnie wzwiedzionego – weszła do jego kabiny i tak jak Ania przed chwilą klęczała przed nim.

    Jan z zainteresowaniem patrzył na ładną buzię, zaokrąglone kształty i akuratny biuścik. Podniósł szybko kobietę z kolan, odwrócił tyłem do siebie, rozszerzył nogi nieznajomej, tak, że teraz stała w rozkroku z wypiętą okrągłą, pulchną pupą. Szybkim ruchem, energicznie wszedł w wilgotną i to nie tylko od wody z prysznica, nabrzmiałą cipkę. Kobieta stęknęła głośno z rozkoszy, jeszcze bardziej wypięła się w stronę mężczyzny.

    – Uwielbiam ranny seks, fajnie nastraja na cały dzień, tym bardziej, ze naprawdę masz czym mnie nastroić! Rżnij mnie, ale nie spuszczaj się do środka, chcę cię wypić i wyssać, mężczyzna na kacu ma fantastyczny smak – wysapała, opierając się rękoma o ścianę i ciągle mocno wypinając dużą pupę.

    Mówiła to przerywając każde słowo cichym jękiem. Był zaskoczony, chciał skończyć tę zabawę, ale ciasna cipka dziewczyny fascynowała go. Kiedy poczuł zbliżający się finał znowu odwrócił koleżankę Ani i wcisnął swego kumpla w jej spragnione męskiego nasienia usta. Wytrysk nastąpił prawie natychmiast, był bardzo silny, fala rozkoszy niemal go przewróciła. Ugięły się pod Janem kolana, oparł się o ścianę, trzymał głowę dziewczyny mocno za włosy, nie puścił do chwili, kiedy przestały nim wstrząsać kolejne fale silnego orgazmu. Wyssała wszystko do końca. Z lubieżnym uśmiechem na ustach wstała, cmoknęła chłopaka w policzek i wróciła do swojej kabiny, po chwili wybiegła z łaźni. Cały czas oparty o ścianę oddychał ciężko. Puścił zimną wodę, żeby trochę ochłonąć, potem gorącą, dla rozgrzewki i znowu zimną. Trwało to kilka minut, w końcu zaczął się myć. Już kończył, kiedy wróciła Ania, weszła prosto pod jego prysznic.

    – Mały się uspokoił, je śniadanie. Mamy trochę czasu dla siebie. To na czym skończyliśmy? – chwyciła jego sflaczały członek

    – Oj, biedactwo, jaki on biedy! Ale Ania pomoże, będzie stał jak wartownik w Warszawie! No i muszę przyznać, że od naszego pierwszego razu tak… zmężniał! Pamiętałam, że jest duży, ale nie pamiętałam, że aż taki wielki, pewnie… – nie dokończyła, pomagając sobie ręką ssała go zapamiętale.

    Nie wiedział, że mogła tak mocno wsunąć go w usta. Jego kumpel nie należał do mikrusów, był naprawdę wielki. Pod wpływem pieszczot Ani urósł do granic możliwości, a ona wchłonęła go do nasady, przebijając Mariannę… Pracowała nad nim bardzo mocno i skutecznie, bo znowu poczuł nadchodzący orgazm. Wyrwał się niemal z jej ust i wdarł w cipkę. Wystarczyło kilka ruchów i znowu eksplodował. Ania popatrzyła na niego z wyrazem zdziwienia. – Już? A ja? – Nie bój się, myślę o tobie. Teraz on klęczał przed nią. Podniósł jedną nogę Ani, oparł o swe ramię. Jego język zaczął wyczyniać cuda na i w cipce dziewczyny. Mruczała cicho z rozkoszy, przez przymknięte oczy popatrywała, co robi. Lizał jej pipkę, drażnił delikatne płatki warg, drażnił łechtaczkę. Lewą ręką objął okrągłe biodra, prawa „pracowała” nad cipką i pupą. Liżąc ją wsuwał palce w rozkoszną, mokrą dziurkę, drażnił, chwilami jeden palec wpychał delikatnie w pupę dziewczyny; raz głębiej raz płycej. Nie wiedział, czy od dawnej nieudanej próby z jego strony kiedykolwiek doznała rozkoszy seksu analnego, ale widząc, że tym razem nie ma nic przeciwko temu, coraz śmielej penetrował drugą dziurkę. Znowu poczuł podniecenie, kutas pomału podnosił głowę. Wstał z kolan, odwrócił Anię tyłem do siebie, zmusił ją, aby się pochyliła i wypięła swą dużą, ale w sumie zgrabną pupę w jego stronę. Nie zastanawiając się wszedł w nią, zaczął szybko posuwać. Dziewczyna chyba na to czekała. Pomagała swemu kochankowi poruszając rytmicznie biodrami, coraz szybciej i szybciej. Nagle zaczęła drżeć całym ciałem. Po chwili wstrząsnęły nią spazmy niesamowitego orgazmu, jęczała zasłaniając usta ręką, cała trzęsła się i drżała. Nie wytrzymał już dłużej. Trzeci raz tego dnia wyrzucił z siebie kolejną porcję spermy. Oboje byli usatysfakcjonowani i wypełnieni rozkoszą.

    – To było niesamowite, już dawno tak się nie kochałam. Skąd wiedziałeś, że tak lubię?

    – Nie wiedziałem, ale po tym jak nie zareagowałaś po moich nieśmiałych próbach z palcami w twej pupie, to już byłem pewien. A pamiętasz, jak gwałtownie uciekałaś z tyłkiem, kiedy pierwszy raz kochaliśmy się u ciebie w domu? Nie pozwoliłaś sobie wsadzić w pupę nawet palca, a teraz – proszę jaka zmiana! – cmoknął ją w policzek.

    – Bo mój były mąż, a twój kolega Jarek, kiedyś lekko zawiany po koleżeńskiej kolacji wrócił do domu strasznie napalony i chyba nie trafił w cipkę, bo dostał się do pupy. Najpierw wrzasnęłam, ale raczej bardziej z wrażenia, niż z bólu, bo okazało się, że mi się taki seks spodobał. Kochaliśmy się tak dość często, polubiłam to, a nie miałam odwagi powiedzieć ci o tym, wstydziłam się.

    – No wiesz! Też lubię takie urozmaicenie. Ale teraz powiem wprost – jestem wykończony, ledwo zipię. Dość seksu na jakiś czas.

    Wrócili do pokoju, potem poszli na śniadanie. Zjedli je w tym samym towarzystwie, z którym byli na ognisku. Przy ich stoliku siedziała koleżanka Ani z mężem. Ta sama koleżanka, która była tak aktywna pod prysznicem…

    To był przedostatni raz, kiedy kochał się z Anią. A ostatni…

    Niedługo po imprezie przy ognisku zabrał Anię nad jezioro. Zostawiła dzieci pod opieką swej mamy, pojechała bardzo chętnie. Był już wczesny wieczór, choć słońce mocno jeszcze świeciło. Nad wodą nie było nikogo po za nimi, mieli plażę dla siebie. Wskoczyli do jeziora, przyjemnie chłodna woda spłukiwała z nich całodniowy upał. Oboje bardzo dobrze pływali.

    – Może popłyniemy na drugi brzeg i z powrotem? – zaproponował.

    – Zobaczymy, kto będzie pierwszy! – Ania pływała jak ryba, błyskawicznie oddaliła się od Jana.

    Dopłynął do niej, ale nie wyprzedzał, wolał obserwować jej ciało w kryształowo czystej wodzie. Na plaży był pierwszy, wyszedł na brzeg i położył się na trawie, za chwilę dołączyła do niego Ania. Woda ściekała z jej mokrych włosów, więc wytarła je ręcznikiem, osuszyła też trochę nogi i brzuch i położyła się obok mężczyzny. Kątem oka widział jak szybko oddycha, wyścig w wodzie był trochę męczący. Jej pierś falowała rytmicznie, oddech uspokajał się. Podkurczyła nogi w kolanach, trochę je rozłożyła, zamknęła oczy.

    – Pięknie tutaj, prawda? I tak cicho – wyszeptała – mogła bym leżeć tutaj do końca życia… Pocałuj mnie…

    Zaskoczony przechylił się w stronę dziewczyny i delikatnie musnął jej usta, po chwili mocno do niej przywarł, ich języki plątały się w radosnym tańcu. Wsunął rękę pod jej kostium kąpielowy, objął dłonią lewą pierś.

    – Ogrzeję ci trochę cycuszki, są takie chłodne, a jak pięknie sterczą te guziczki, – zsunął stanik kostiumu – muszę je polizać, tak apetycznie wyglądają.

    Ania nie oponowała, zaczęła głaskać krocze Jana.

    – A może wejdziemy jeszcze do wody? Chodź, tam jest tak przyjemnie – podniosła się i jednym skokiem znalazła wśród fal – no, czekam z niespodzianką!

    Jan zaskoczony podniósł głowę, obserwował dziewczynę.

    – Ejże, dlaczego zwlekasz? – na moment zniknęła pod wodą, po sekundzie wynurzyła się i zamachała nad głową zdjętymi majtkami – czekam na ciebie, wskakuj szybko.

    Widząc dolną część stroju kąpielowego w Ani ręce nie czekał dłużej i szybko znalazł się obok niej. Woda w tym miejscu miała prawie półtora metra głębokości, zanurkował więc, i zbliżył twarz do krocza kobiety. Bardzo wyraźnie widział zarys cipki, przywarł do niej ustami, polizał. Wyciągnęła go za włosy, sama zanurkowała. Jan poczuł jej dłonie na swym tyłku, poczuł, jak opadają ściągane przez nią kąpielówki i wreszcie poczuł usta na penisie. Sięgnął rękami pod wodę, rozpiął i zdjął stanik. Ania musiała zaczerpnąć powietrza, wynurzyła się, objęła Jana ramionami i pocałowała namiętnie. Odepchnęła się od jego torsu i popłynęła na głębszą wodę. Po chwili był obok niej, popłynęli na maleńką, zarośniętą krzakami wysepkę. Nie odzywali się do siebie, położyli w wysokiej, świeżej trawie. Ania polizała sterczącego kutasa, usiadła na nim tyłem do Jana wsuwając podnoszący się wałek w pipkę, jej biodra zafalowały w miłosnym tańcu na penisie. Pochylała się to do przodu, to do tyłu, ruszała pupą na boki, nadziewała się raz mocniej, raz słabiej. Podniosła się trochę, wyjęła błyszczącego od soków drągala i wbiła go w pupę. Zajęczała przy tym cicho, rytmicznie podskakując. Odwróciła się twarzą do kochanka, położyła na nim, zaczęła całować jego usta, oczy, szyję… Nie do końca rozumiał jej zachowanie, ale podobało mu się to. Zeszła z mężczyzny, ujęła dłonią wielki organ i otoczyła ustami. Nasuwała się na niego po nasadę, do zakrztuszenia, nie przestawała, dopóki z głośnym krzykiem spuścił się jej w gardło.

    – Mówiłam ci – Ania podniosła się i oparła na łokciach – że jesteś smaczny, pamiętasz? To było, kiedy kochaliśmy się pierwszy raz, wtedy u mnie, w moim mieszkaniu.

    – Pewnie, że pamiętam, to był fikus! – Jan uśmiechnął się do wspomnień.

    – Mam go do tej pory.

    Popłynęli nadzy na plażę, ubrali się i wrócili do domu. To był ich ostatni raz…

    Praca pochłaniała Jana zupełnie, realizowali nowy projekt, który jednak wymagał dopracowania i wprowadzali go w życie. Zabierało to dużo czasu całemu zespołowi, nie myśleli o niczym innym. Odnieśli jednak sukces, a powodzenie innowacyjnego programu przeszło ich oczekiwania. Dyrekcja doceniła załogę nie tylko finansowo. Dyrektor zapowiedział zorganizowanie wielkiej imprezy, włącznie z udziałem znanego i popularnego ostatnio zespołu muzycznego. Po koncercie miały być tańce i wielka popijawa. I tak też było. Po szaleństwie tańców, swawoli, wlaniu w siebie sporej dawki alkoholu i pochłonięciu masy bardzo smacznego jedzenia, poszli większą grupą do czyjegoś mieszkania, żeby dokończyć wieczór. Tam poznał Jankę, żonę jednego z uczestników zabawy. Niepozorna, szara myszka, matka trójki dzieci, ale – przekonał się o tym później – w łóżku była jak bomba atomowa. Nie zwrócił by na kobietę uwagi, gdyby nie jej mąż, który miał zawsze coś do powiedzenia na każdy temat, a mówił to w sposób nie pozwalający dyskutować z jego „prawdami objawionymi”. Do tego w każdej wypowiedzi obrażał kogoś. Dostało się też kilka razy naszemu bohaterowi, który dowiedział się, że nic nie umie, nic nie wie i nigdzie nie był, a na temat kobiet to w ogóle nich się nie odzywa! Jan nie wdawał się w głupie dyskusje, ale postanowił zrewanżować się w jakiś sposób, ale w taki, który by go usatysfakcjonował. Patrzył na czuprynę upierdliwego rozmówcy, stwierdził, że do niego idealnie będą pasowały rogi. Ładne, dorodne, rozłożyste rogi zdradzanego męża – rogacza. Postanowił wtedy uwieść jego żonę, Jankę. Okazało się, że sam nie musi stosować żadnych specjalnych zabiegów – Janka była „w potrzebie seksualnej”, bo po urodzeniu trzeciego dziecka mąż zupełnie przestał się nią interesować w łóżku. Trwało to już sześć lat, kobieta była bardzo namiętną i gorącą kochanką. Samozadowolenie ręką, czy wibratorem ukrytym głęboko w szafie nie wystarczało, chciała czuć jurnego mężczyznę w sobie i między nogami. Nie oponowała, kiedy Jan zaproponował jej spotkanie w wiadomym celu. Spotykał się z Janką ponad rok, rżnęli się jak króliki; nawet później, w czasie przypadkowych spotkań uprawiali spontaniczny seks. Nie znaczy to wcale, że poza żoną była to jedyna kobieta, z którą mógł spełniać swe fantazje seksualne. Stwierdził, że takich pań, które lubią seks pozamałżeński jest cała masa. Ładne, brzydkie, grube, chude, wysokie, niskie, młode, starsze – obojętne, wystarczyło, że dołożył trochę starań i kobieta była jego. Na jeden raz, na dwa, na dłuższe spotkania – w zależności od chęci i atrakcyjności kochanki…

    Kiedy przychodził do Ani do biblioteki, często rozglądał się uważnie, mógł tam spotkać bardzo ciekawe dziewczyny. Jedną z nich była Mariola, pracowała na poczcie na terenie firmy, a do biblioteki przychodziła po nowości wydawnicze. Wysoka, „duża” dziewczyna z dużym biustem, sympatyczna buzia, długie włosy – to właśnie Mariola. Nawet nie wiedział kiedy zaczął się ich romans. Po kilku spotkaniach w bibliotece, czy w jej urzędzie pocztowym postanowił sprawdzić, czy dziewczyna jest już gotowa. Pod jakimś pretekstem zjawił się na poczcie, poszedł od razu na zaplecze, chwilkę rozmawiali. Nagle podszedł do niej, objął w pół i pocałował w usta, śmiało, odważnie, „z języczkiem”. Odpowiedziała natychmiast. Czuł, jak jej początkowo naprężone, sztywne ciało nagle zaczyna mięknąć, rozluźniać się, przywarła do niego i jeszcze bardziej przycisnęła do siebie. Momentalnie poczuł ruch w spodniach. Ona też to poczuła, bo jedną ręką zaczęła masować go przez spodnie. Po chwili opadła na kolana, rozpięła rozporek i wsunęła sterczący członek w usta. Z początku robiła to bardzo nieśmiało, delikatnie, patrząc wielkimi oczami, jak rośnie jego przyrodzenie, ledwo mieszczące się w buzi, jednak po chwili ruchy dziewczyny stały się gwałtowne, szybkie i mocne. Nie wytrzymał, eksplodował niemal natychmiast. Nie wyssała go, szybko odsunęła twarz od tryskającego penisa i patrzyła z uśmiechem, jak jego nasienie ląduje daleko, na linoleum pokrywającym podłogę zaplecza poczty. Pewnego dnia Mariola zaprosiła Jana na swe imieniny; czy może była to inna okazja… Nie pamiętam. Impreza była bardzo udana, w rewanżu zaprosił ją do siebie. Przyjechała, została na noc. Kochali się długo, ale zanim zaczęli – było trochę problemów. Co próbował w nią wejść – odsuwała biodra, twierdząc, że ją boli. Wsuwał palec, potem dwa – było ok. Penis – ból. W końcu nie wytrzymał, bolały go już jądra od powstrzymywanego podniecenia. Położył dziewczynę na brzuchu, rozchylił pośladki, zwilżył kutasa i mocno wszedł w odbyt. Tego się nie spodziewała, zaczęła się szarpać, ale trzymał ją mocno za rozłożyste biodra

    – To cię boli?

    – Tak, boli, przestań już!

    – A w cipkę bolało tak samo? – dopchnął biodrami, aż stęknęła.

    -Nie, to był inny ból. Ale…

    – Co ale? – spostrzegł, że już się nie szarpie.

    – Nie przestawaj, rób tak dalej, to nawet robi się przyjemne! Tylko nie tak mocno, trochę delikatniej.

    – Teraz dobrze? – ruchy Jana stały się wolniejsze, przyległ brzuchem do jej pleców.

    – Tak, tak, to jest super.

    Wyszedł z niej szybko i gwałtownie wdarł się w wilgotniejącą cipkę.

    – Nie szarp się, bo będzie jeszcze bardziej bolało – znowu ją przytrzymał za biodra – będę delikatny, będzie ci dobrze, zobaczysz.

    – Nie, wolę w pupę, to było rewelacyjne, niesamowite uczucie, może potem mnie zerżniesz w cipkę. Ale proszę, uważaj.

    Szaleli długo, prawie do świtu. Rano ostrożnie wypuścił ją z mieszkania (sąsiedzi!), potem, jadąc do pracy, niby przypadkowo spotkaną, zawiózł do urzędu. Widywali się jeszcze kilka razy, ale tylko w urzędzie pocztowym, gdzie pracowała i albo pieścili się, albo kochali… Nie, oni nie kochali się tylko normalnie pierdolili do utraty tchu! Potem Mariola poznała jakiegoś faceta i znajomość urwała się. Nie zawsze udawało się Janowi zdobyć to, czego pragnął. Były kobiety, które opierały się jego urokowi. Mimo największych starań bywał skazany na porażkę. Albo nie chciały się z nim spotkać w ogóle, albo po pierwszej randce odmawiały kolejnej, różnie to bywało, nie miał na to najmniejszego wpływu.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Taksowkarz bez Donaty

     Praca w nocy stwarzała też inne okazje… Pewnego wieczoru zawoził trzy kobiety do sąsiedniej miejscowości. Było już po 22.30, nie spieszył się, paniom też nie było pilnie się rozstać. Jan włączył magnetofon z nastrojową muzyką i pomału zmierzał do pobliskiego miasteczka. Panie poprowadziły go przez nieznane osiedla, dwie z nich wysiadły, jedna wracała. Przesiadła się na przednie siedzenie, spytała, czy może zrobić głośniej radio. Nie miał nic przeciw temu, zaproponował zmianę kasety.

    – Nie, niech będzie to, co jest – zaprotestowała – to bardzo ładna muzyka, taka, jaką lubię.

    Przypatrywał się jej kątem oka. Była starsza od niego kila lat, miła twarz, atrakcyjna, miała kobiecą, okrągłą figurę, duże biodra i duży biust. Ogólnie określił ją jako „rycząca czterdziesta”. Niebawem miał się przekonać, że miał rację…

    Dojechali na miejsce, poprosiła, aby zawiózł ją w okolice Rynku. Chętnie na to przystał, na Rynku był przecież postój, więc nie musiał specjalnie nadrabiać odległości.

    – Przepraszam, wejdzie pan na kawę, lub herbatę? – niespodziewanie zaproponowała – To na pierwszym piętrze, nie potrzeba wysoko wchodzić.

    – Schody to nie problem, sam mieszkam na czwartym, ale czy nie sprawię pani kłopotu? A co na to mąż?

    – Mąż? Nic nie powie, jestem kilka lat po rozwodzie. Zapraszam! Jeśli pani nalega… – wahał się jeszcze

    – Jestem Urszula. – wyciągnęła rękę Jan, miło mi – cmoknął ją w dłoń.

    Weszli do mieszkania. Zdjął kurtkę, ona płaszczyk powiesiła na wieszaku, poprosiła go do pokoju. Dopiero teraz uważnie jej się przyjrzał. Miała, jak już wcześniej zauważył, kobiece kształty, ponętną, dużą pupę i – jak jako pierwsze, co zauważył wcześniej – bardzo duży biust. Przypatrywał się jej, jak nalewała wodę do czajnika, stawiała go na kuchence, wyjmowała szklanki z szafki, sypała do nich kawę. Zerknęła w jego stronę, uśmiechnęła się.

    – A może ma pan ochotę na kielicha, panie Janku?

    – Na to zawsze mam ochotę, ale nie mogę – jestem w pracy.

    – Ale malutki naparsteczek wypije pan ze mną, prawda?

    – Może być, ale naprawdę naparsteczek.

    Znowu się uśmiechnęła, nalała do maleńkich kieliszków Wyborową, podała jeden Janowi.

    – Nasze zdrowie!

    Urszula wychyliła szybko, lekko zakrztusiła się. Podskoczył, lekko zaczął klepać ją po plecach. Uspokoiła się, odwróciła w jego stronę. Patrzyli sobie w oczy przez dłuższą chwilę i nagle jak na komendę przywarli do siebie. Całowała go zachłannie, wpijała się w jego usta, ssała język, swój wpychała Janowi prawie do gardła. Ściskał jej biust, wsunął rękę pod sukienkę, poczuł pod palcami gładką skórę i wilgoć jej cipki, zaczął pieścić przez mokre już majteczki. Odepchnęła go od siebie, opadła na kolana, zaczęła rozpinać spodnie.

    – Poczekaj, wskoczę na chwilkę do wanny, wykąpię się. – Jan czuł się trochę skrępowany, wszak jeździł już kilka godzin.

    – Nie, chcę cię takiego jak teraz, nawet nie wiesz, jak bardzo potrzebuję mężczyzny – mówiąc to nie przestawała rozpinać jego spodni, wsunęła sterczący już dawno członek do buzi, wspomagając się rytmicznymi ruchami głowy onanizowała go ustami – o, ale masz wspaniałego kutasa, będzie mu we mnie dobrze – wymlaskała niezrozumiale.

    – Chcę ciebie – wysapał Jan – chcę zerżnąć twoją cipkę.

    Nie mógł wytrzymać, odsunął Urszulę od siebie. Szybko zrzucił z siebie ubranie, popchnął kobietę na tapczan. Też zdążyła się rozebrać, leżąc na plecach szeroko rozchyliła nogi.

    – Wejdź we mnie, ale bardzo mocno, chcę wreszcie poczuć w sobie mężczyznę! Dobrze, że masz takiego wielkiego kutasa, chcę go!

    Nie dał się prosić. Wtargnął między ociekające sokami wargi z całych sił, aż krzyknęła. Zatrzymał się na chwilkę.

    – Nie przestawaj, ruchaj mnie! – jej wrzask ledwo zdążył stłumić poduszką. – Chcę ciebie, chcę cię poczuć głęboko w sobie, twój kutas jest wspaniały, fantastyczny, ładuj go w moją pipkę, mocno…. tak…. mocniej…. Tak, ruchaj mnie, tak… Przeoraj mnie, chcę tego, rozumiesz? Tak…. taaaaaaak…..

    Po dłuższej chwili, kiedy zobaczył, że Ula zbliża się do szczytu, zwolnił. Sam, choć napalony nie zamierzał jeszcze skończyć. Przyszedł mu do głowy pewien pomysł, postanowił go zrealizować. Przewrócił kochankę na brzuch, rozchylił pośladki.

    – Tylko nie w odbyt, to pewnie boli! – zaprotestowała, ale raczej niezbyt energicznie, raczej dla zachowania pozorów.

    – Skąd wiesz, kiedyś już ktoś cię zerżnął w tyłek? – zmoczył palce śliną i pomału wsunął je w wypiętą pupę.

    Tylko stęknęła cicho, więc ośmielony tym zwilżył jeszcze bardziej kutasa i wszedł w ciasny otwór. Tym razem krzyknęła, ale zaraz się uspokoiła.

    – Nigdy tego nie robiłam, nie wciskaj go za głęboko, dobrze?

    – Nie bój się, nie będzie bolało, tylko troszeczkę go wsadzę. Jeśli poczujesz, że coś nie tak, powiedz proszę – mówiąc to pompował dziewiczą dupę.

    Po chwili nie zważając na nic posuwał ją mocno i gwałtownie. Jej wrzask znowu stłumiony poduszką przekonywał go, że dawał kobiecie orgazm za orgazmem, sam nie czując jeszcze potrzeby skończenia. Jednak Urszula była mistrzynią w sztuce kochania. W pewnym momencie zrzuciła go z siebie, przewróciła na tapczan i dopadła jego członek. To, co z nim wyprawiała zdumiało go bezgranicznie. Nie przypuszczał, że można tak go „obrabiać” językiem ustami i … gardłem! Tak, gardłem, bo wsuwała go sobie głęboko i tam w środku zaciskała przełyk jakimś sposobem, tak, że czuł, jakby inna osoba była w niej w środku. W ten sposób doprowadziła go do szaleństwa. Jego orgazm był niesamowity, a wytrysk tak wielki, że Ula nie była w stanie połykać wlewającego się w gardło nasienia; wyciekało jej z ust, spływało na brodę i falujący biust. Oblizała się z lubieżnym uśmiechem, palcem zgarnęła krople spermy z brody, z piersi i zlizała je. Leżeli obok siebie dłuższą chwilę, oboje ciężko dysząc.

    – Jesteś niesamowity! Pierwszy raz w życiu mężczyzna rżnął mnie w tyłek, ale to było rewelacyjne. Zmieściłeś we mnie całego? Jeszcze cała drżę w środku. A spuściłeś się, jakbyś nigdy nie miał kobiety, nie pamiętam, kiedy mężczyzna wlał we mnie tyle spermy…

    – To przez ciebie, gdyby nie twoje kombinacje i ciasne dziurki to by tak nie było… No i muszę przyznać, że takiego obciągania kutasa jeszcze nie przeżyłem, robisz to po mistrzowsku!

    Odpoczywali leżąc przytuleni. Wreszcie mógł spokojnie obejrzeć swą kochankę. Okazało się, że ma bardzo zgrabne, tak, jak lubił umięśnione nogi, pupa dość duża, ale jędrna i odpowiednio kształtna, biust rozlewał się na boki, ale i tak jak na swą wielkość był całkiem niezły. Rajcowało go to bardzo, nie wytrzymał dłużej. Zsunął się do gołego sromu, a język zaczął wirować po jej pipce. Westchnienia, nagłe skurcze brzucha, podrzucanie biodrami – przekonywały Jana, że jego starania odnoszą odpowiedni skutek. Po chwili Ula znowu wrzeszczała w poduszkę. Nie przestał, jego celem znowu było „kakaowe oczko”, za które zabrał się bardzo mocno i z wielką ochotą…

    Po powrocie do domu wykąpał się, położył do łóżka obok śpiącej żony, dłuższą chwilę myślał o tej wygolonej cipce Urszuli… Wsunął dłoń w krocze odwróconej plecami do niego małżonki, włożył palec w wilgotną szparkę. Westchnęła cichutko, bezwiednie wypięła pupę w stronę Jana. Erekcja nastąpiła natychmiast. Nie czekając wcisnął penisa w „wystawioną” cipkę, po kilku ruchach usłyszał przyspieszony oddech obudzonej dziewczyny i poczuł poruszającą się szczupłą, zgrabną pupę. Sam leżał nieruchomo, oddał inwencję rozbudzanej kobiecie. Wierciła, kręciła swym tyłeczkiem, nabijała się na sterczącą pałkę, po chwili schowała twarz w poduszkę i zaczęła krzyczeć z rozkoszy. Spazmy podrzucające jej ciałem były bardzo mocne, doprowadziły Jana do szaleństwa, chwycił pośladki w dłonie i silnymi, gwałtownymi ruchami skończył spuszczając się w drgającą pipkę. Odwróciła głowę w jego stronę

    – Lubię, kiedy w ten sposób mnie budzisz! – wyszeptała.

    – Podobało się?

    – Bardzo!

    – Twoja cipka zawsze doprowadza mnie do szaleństwa!

    – Wiem!

    – Jesteś bardzo śpiąca? – spytał z nadzieją w głosie.

    – Nie, dlaczego pytasz? Zupełnie mnie rozbudziłeś, nie wiem, czy nie będziesz musiał mnie jeszcze raz przelecieć, żebym znowu zasnęła! Dobrze, że jutro niedziela – przeciągnęła się leniwie jak syta kotka, odwracając w jego stronę i podsuwając przed oczy sterczące sutki niewielkich piersi.

    – To już dzisiaj, kochanie – sprostował.

    – Jak ten czas szybko leci… A ty dawno nie byłeś we mnie – uśmiechnęła się uwodzicielsko – chcesz mnie jeszcze raz bzyknąć?

    – Oczywiście, super! Ale wiesz co? Wpadł mi do głowy pewien pomysł…

    – Co wykombinowałeś?

    – Hmmmm…. Może ogolę ci cipkę? – patrzył na dziewczynę z nadzieją w oczach

    – Co? Przecież zrobiłeś to w zeszłym tygodniu – zdziwiła się.

    – Tak, wiem, ale myślałem o wygoleniu do ostatniego włoska!

    – Zaskakujesz mnie! – zdziwiona patrzyła na męża – Ale wiesz co? Już dużo wcześniej myślałam o tym, ale nie wiedziałam, co ty na to powiesz. Danka, wiesz która, no, ta z pracy, już dawno wygala się do końca, bo taka gładka cipka bardzo rajcuje Henia, jej męża.

    – Proszę bardzo, Heniu tak lubi! No to chodź do łazienki. Ogolę cię teraz, dzieciaki śpią, nie będą nam przeszkadzały.

    Poszli do toalety. Namydlił łono żony, wygolił dokładnie, opłukał. Spodobało mu się to, rozchylił płatki gładkiej muszelki, zaczął je lizać. Wsuwał język tyle, ile mógł, ssał wargi sromowe, mruczał przy tym, mlaskał i „cmoktał” z rozkoszy…

    – Ale masz teraz fajną pipeczkę, gładziutką, delikatną, mokrą, aż słodką.

    – Zaraz, zaraz, a ty? – popatrzyła na jego owłosione odrostami krocze – ja się dałam ogolić, więc teraz twoja kolej!

    – Jak, moja kolej?

    – No tak, ogoliłeś moją pipkę, to dla równowagi ogol do końca swe jajka! Ja też nie lubię włosów łaskoczących mnie w nos, albo między zębami, a twoje już odrastają…

    Cóż było robić. Tym razem sam się namydlił się i ostrożnie ogolił, zostawiając rozradowanej dziewczynie ostatnie pociągnięcia maszynką.

    – No to teraz jesteśmy dwa golasy, – stwierdziła ze śmiechem – wreszcie mogę znowu spokojnie pieścić swego przyjaciela…

    – Swego? On jest mój!

    – Ty go tylko nosisz, a zadowala on mnie i tylko mnie, przynajmniej taką mam nadzieję!

    – Oczywiście, że tylko ciebie, choć ja niekiedy też mam dzięki niemu radosne chwile!

    Pochylił się do gładziutkiej pipki, ssał delikatne wargi, wsuwał palec w mokrą szparkę, drugim leciutko drażnił odbyt. Dziewczyna nie wytrzymała. Odepchnęła Jana delikatnie od siebie, wstała z brzegu wanny, na której w czasie „operacji” siedziała; tam, gdzie przed chwilką opierała się zgrabna pupa, teraz opierała się dłońmi i wypięła w jego stronę swoje szczupłe biodra. Złapała go za sterczącego buńczucznie penisa, przyciągnęła do siebie.

    – Co robisz? – Jan oniemiał z wrażenia.

    – Jak to, co? Jeszcze tego nie robiliśmy. – uśmiechając się nieśmiało naprowadzała sterczącą pałę na pupę.

    – Czego nie robiliśmy? – Jan bardziej był zaskoczony, niż zdziwiony nagłą zmianą postawy małżonki, do tej pory nie dopuszczającej nawet do delikatnych pieszczot odbytu. – Chcesz powiedzieć, że nabrałaś ochoty na seks w dupala? Naprawdę chcesz, żebym tam wszedł?

    – Nie zadawaj głupich pytań! Wpychaj go w tyłek, ale wiesz, jak masz to robić?

    – Skąd mam wiedzieć? Nigdy nie pozwoliłaś, żebym posuwał cię w ten sposób, ale dlatego właśnie jestem zdziwiony, bo tego jeszcze nie robiliśmy, zawsze miałaś jakieś opory – Jan ciągle zaskoczony, mocniej poślinił okolicę ciemnej dziurki.

    – Ale teraz chcę, napaliłam się tym nocnym seksem, tym goleniem… Nie gadaj tyle, bo mi się odechce. Na półce stoi żel, weź go…

    – Nie chcę ci sprawić bólu, kochanie – wziął tubkę, nasmarował intymnym żelem wypiętą, spragnioną jego penisa pupę dziewczyny, zsunął napletek, dokładnie posmarował zaróżowiony łeb i resztę kutasa. – Tak powinno być dobrze – bez pośpiechu zanurzył się w ciasnej dziurce, słuchając głośnych westchnień…

    Leżeli w łóżku, mocno przytuleni, patrzyli sobie głęboko w oczy. Jan pogłaskał czule małżonkę, cmoknął w czoło.

    – I co? Podobało się? – spytał szeptem

    – Wiesz co? Jestem zaskoczona, jak bardzo! To naprawdę fajny seks, czułam się całkiem wypełniona tym twoim kutasem, to bardzo fajne doznanie… Raz w cipce, raz w pupie… Fajnie tak, chyba to polubię!

    – To co? Powtórka? – w głosie Jana słychać było wyraźnie nadzieję.

    – Jeśli bardzo tego chcesz? – już wypinała pupę w kierunku prężącego się penisa…

    Następnego dnia późnym wieczorem był sam na postoju w rynku. Czekał już dłuższą chwilę na klientów, ale niestety, nikt nie przychodził. Postanowił poczekać jeszcze z pół godziny i potem pojechać na stację kolejową, choć do przyjazdu pierwszego pociągu miał prawie półtorej godziny. Znudzony słuchał radia, gdy zobaczył jakąś zgarbioną postać zmierzającą w jego stronę. Nie wiedział kto to, kaptur zasłaniał twarz. Po sylwetce i chodzie poznał, że to kobieta. Wsiadła do samochodu.

    – Panie kierowco, jest pan wolny? – miała dziwnie gruby głos, jakby celowo zmieniony.

    – Tak, wolny, gdzie jedziemy?

    – To dobrze, że wolny, bardzo dobrze! Zaraz pojedziemy tu, kawałeczek, tam pan poczeka.

    Głos wydał mu się jakby trochę znajomy, ale nie potrafił go skojarzyć z osobą.

    – Proszę bardzo, jak pani sobie życzy – w lusterku wstecznym bezskutecznie próbował rozpoznać osobę, z którą rozmawiał.

    – Pani życzy sobie, żeby pan ją mocno zerżnął!

    Jan już wiedział, kto to. Urszula przebrała się, żeby jej nikt nie rozpoznał, bo była osobą dość znaną w mieście, pracowała w banku, rozdzielała pożyczki. Podjechał pod jej blok, weszli do mieszkania i przywarli do siebie ustami.

    – Ciągle myślałam o tobie, nie mogłam przestać – mówiąc to dyszała głośno; gwałtownie, z pośpiechem rozpinała pasek i rozporek mężczyzny

    – A ja o tobie i twej pipce – skłamał.

    – A wiesz, że w pracy musiałam wyjść dwa razy do toalety? Musiałam zrobić sobie dobrze palcami i szeptać twoje imię…

    – Poważnie? Jestem zaszczycony – już zajął się jej bluzką i biustonoszem, odwracając kobietę tyłem. Zmusił ją do pochylenia się i wypięcia kształtnej, dużej pupy. Odsunął na bok figi, wtargnął w jej mokrą norkę.

    – Tak, tak, nie spiesz się, o tak… – wyszeptała.

    – Uklęknij! – nakazał. Urszula usłuchała natychmiast, obejmując ustami kutasa sterczącego dumnie przed jej twarzą…

    – O, ale golasek tu przyszedł! – wykrzyknęła przedtem, zaskoczona widokiem bardzo dokładnie wydepilowanego chłopaka.

    – Wczoraj miałeś chyba odrosty na jajkach i brzuchu!

    – Brałem z ciebie przykład – mocno wepchnął się w jej buzię.

    Wyszedł od Uli po długim czasie… Znajomość ta skończyła się tak samo nagle, jak się zaczęła. Przyjechał do niej pewnego wieczoru, zastał tam jakiegoś mężczyznę. Przedstawił się jako taksówkarz, który pod ten adres dostał wezwanie (a przecież nim był!), w odpowiedzi usłyszał, że nikt go nie wzywał. Przeprosił więc grzecznie za pomyłkę i… więcej się nie spotkali.

    W czasie pracy na taksówce zdarzało się Janowi, że niekiedy woził małolaty, jak nazywał młode dziewczyny, które już miały więcej luzu i nie musiały być w domu na Dobranockę. Bardzo często nie miały pieniędzy, więc płaciły w inny sposób. Pierwszy taki „darmowy” kurs zaskoczył Jana. Podwoził dwie młode sikorki na przedmieścia, w sumie średnio droga trasa, ale i tak nie miały pieniędzy, o czym dowiedział się na miejscu.

    – No i co teraz?? Nie macie kasy, więc jak to sobie wyobrażacie? – spytał absolutnie niespeszone dzierlatki.

    – Może załatwimy to tak, jak niekiedy robimy to z panem Piotrem? – spytała wyższa.

    – Z panem Pio… Z Piotrem? Tym z Mercedesa?

    – Tak, z tym z Mercedesa, on nas dość często wozi, a my często jesteśmy bez kasy!

    – No i? – Jan był zaciekawiony formą zapłaty stosowaną przez kolegę z postoju.

    – No i albo robimy mu laskę, albo któraś daje mu dupy!

    – Hmmm, ciekawe… Więc co teraz zaproponujecie? To jednak trochę pieniążków jest za ten kurs…

    – No to może ja panu pociągnę, a jak już dobrze stanie to wyrucha pan Zośkę w dupę, bo ja mam chyba zaraz okres, a ostatnio to ja dawałam dupy, a Zośka obciągała panu Piotrowi.

    – Dawała dupy? Ruchał was w pipkę….

    – Nie, pipki mamy dla naszych chłopaków, czyli przyszłych mężów! Dla reszty mamy nasze dupki – przerwała Janowi ze śmiechem

    – Dajecie w dupę, a nie w pizdeczkę? – udał zdziwienie.

    – W dupę, bo jesteśmy jeszcze dziewicami! – odpowiedziały niemal chórem – Musimy zachować czystość dla naszych przyszłych mężów – dodała małolata nazwana Zośką.

    – No to gdzie się zatrzymamy? Tutaj, na parkingu leśnym? – Jan był rozbawiony postawą dziewczyn.

    – Może być, nie ma dużo aut na drodze, nikt nas nie zobaczy.

    Wjechał kilkadziesiąt metrów dalej w las, po chwili byli na pustym, zapomnianym parkingu, oddzieleni od drogi szerokim, dość gęstym zagajnikiem. Wysiedli z auta, dziewczyny stanęły przed mężczyzną.

    – A tak w ogóle, to ile wy macie lat?

    – Siedemnaście – zabrzmiał dwuosobowy chórek – możemy pokazać legitymacje!

    – Dobra, dobra, wierzę. No to do roboty! – przyciągnął niższą dziewczynę i zmusił, żeby uklęknęła przed nim – bierz się za kutasa i ciągnij!

    Dziewczyna rozpięła pasek od spodni, rozporek, zsunęła spodnie razem z bokserkami i jej oczom ukazał się okaz męskiego przyrodzenia.

    – Jezus, Maria, jaki on wielki! Zośka, zobacz, co będziesz miała w dupie – ze śmiechem zwróciła się do koleżanki

    – Matko boska! Co pan tam ma? – Zośka patrzyła wytrzeszczonymi oczami na podnoszącego głowę sękatego kutasa – I to chce mi pan wsadzić? Ala, powiedz coś!

    – Same to zaproponowałyście. No, mała do roboty! – Jan przyciągnął głowę dziewczyny nazwanej Alą do swego krocza, chcąc wsunąć się w jej buzię.

    Nieśmiało objęła penisa dłonią, zbliżyła do niego twarz, rozchyliła usta. Ledwo mogła zmieścić go w buzi, zassać mogła tylko głowicę i kilka centymetrów trzona, resztę masowała dłońmi. Po chwili stał w całej okazałości, popieściła go jeszcze chwilkę i skinęła na koleżankę.

    – Twoja kolej, Zośka, nadstaw tyłek!

    – Ale ja się boję… Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziałam, nie mówiąc o tym, żeby taki chuj mnie ruchał, może pan odpuści… Ala, widziałaś kiedy takiego chuja?

    – Spokojnie maleńka, pomalutku zobaczymy, co się da zrobić. – splunął na odbyt dziewczyny, to samo kazał zrobić małej lasce – Powoli będę wchodził w ciebie, a ty mów, co czujesz – zbliżył głowicę do dziurki .

    – No i? – spytał, kiedy już troszkę wcisnął się w szczupły tyłeczek – boli?

    – Nie, jest OK, ale jeszcze wolniej, proszę… Jak pan tak wolno wchodzi, to nawet przyjemne… Oooo, taaak, taak…

    – Rozluźnij się, nie napinaj dupki, już sporo wszedł, czujesz?

    – Tak, ale to jest wielkie, czuję go pod żołądkiem chyba… Taaak, niech pan mnie teraz rucha, nie wkłada więcej… Taaaak!!!!

    Jana podniecała ta cała sytuacja, podniecała go ta młoda, szczupła, ale bardzo zgrabna młoda dziewczyna, z niesamowitą pupą, w której się rozgościł. Wszedł w nią prawie do połowy, brakowało tylko kilku centymetrów, ale bał się, że zrobi krzywdę dziewczynie. Niższa laseczka stała obok i patrzyła oniemiała na to, co się działo z jej koleżanką. Najbardziej dziwiło ją to, że w tej małej dupce mieścił się tak olbrzymi kutas! Poczuła mokro w majtkach, myślała początkowo, że to nadszedł oczekiwany okres, ale po chwili skonstatowała, że jednak soki podniecenia wypływają na jej uda. Opuściła majtki, zaczęła głaskać cipkę, drażnić palcem łechtaczkę. Klęczała cały czas przed mężczyzną, jego kutasa pracującego w pupie Zośki miała przed oczami, patrzyła na bujające się nabrzmiałe jądra. Wyciągnęła rękę, ujęła te wahające się rytmicznie kule i delikatnie ściskała. Zośka głośno jęczała i stękała, sama nabijała się na twardą pytę, po kilku minutach w szalonym orgazmie opadła na kolana, uwalniając pupę od wielkiej pały. Na to czekała Ala. Nie zastanawiając się, odwróciła się tyłem do mężczyzny, wypięła nie mniej niż Zośki zgrabną pupę w jego stronę, chwyciła pulsującego penisa i sama nabiła się na niego. Wrzasnęła, ale nie przestawała ruszać dupką, żeby poczuć go jeszcze głębiej. Jan chwycił jej bioderka i mocno przyciągnął do siebie, rozgrzany poprzednią „robotą” rumak wszedł po same jądra, dziewczyna wyła trochę z bólu, ale bardziej z rozdzierającej ją rozkoszy. Mężczyzna nie mógł już dłużej powstrzymywać się, z głośnym jękiem spuścił się w pupę Ali, ale nie do końca, bo wyrwała go z niej ręka Zośki i sekundę później już połykała spermę wylewaną porcjami w gardło. Ala doszła do siebie i teraz razem wylizywały ciągle sterczącego kutasa.

    – Ale ma pan chuja, jasny gwint! Myślałam, że mnie rozerwie, ale było niesamowicie przyjemnie – Zośka zachwycała się trzymanym penisem.

    – Ja też nie wytrzymałam, kiedy patrzyłam, jak cię rucha, też musiałam go mieć. Trochę bolało, ale rozkosz była zajebista! – Ala jeszcze wylizywała resztki kropel nasienia.

    – Wyrucha nas pan jeszcze kiedyś? – spytała Zośka z błaganiem w oczach.

    – Nie widzę problemu – Jan roześmiał się – ale będę was dymał w cipki, chciałbym poznać wasze młode, ciasne pizdeczki.

    – Może je pan teraz zobaczyć, ale nic więcej – dziewczyny obnażyły się przed mężczyzną, podsuwając przed oczy swe lekko owłosione wzgórki łonowe.

    Jan chętnie by naruszył takie świeżutkie pipki, ale tylko pogłaskał je, dał dziewczynom po klapsie i podwiózł pod wskazany adres.

    – No to do zobaczenia. Jak któraś będzie chciała znowu mnie poczuć w sobie, to wiecie, gdzie mnie szukać. Ale teraz rucham tylko w pipkę.

    Jeszcze kilka razy widział obie dziewczyny, ale żadna nie wsiadła już do jego auta… Inne małolaty, które podwoził za zrobienie laski na miejscu, nie liczyły się. Wyciągały ze spodni tego dorodnego kutasa, zachwycały jego wielkością, onanizowały go, połykały albo i nie wystrzeloną spermę i tyle. W krótkim czasie po mieście poszła fama, że jeden z taryfiarzy ma kutasa olbrzyma. Była to przesada. Ale niewielka… Niemniej, żadna małolata nie chciała już jechać za seks, bały się jego wielkiego przyrodzenia.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Taksowkarz

     Mariola… Samotna kobieta z dwójką małych dzieci. Jej mąż odbywał karę więzienia za notoryczne znęcanie się nad rodziną i ciągłe niepłacenie alimentów. Jan poznał się z Mariolą w taksówce, jechała z koleżanką, dwie wesołe na lekkim rauszu dziewczyny zagadywały do przystojnego kierowcy i zupełnie przypadkowo, ot, tak, spontanicznie zaprosiły go na kawę. Posiedzieli w trójkę, porozmawiali pół godziny i tyle. Po kilku dniach zupełnie przypadkowo spotkali się z Mariolą w mieście, znowu umówili na kawę, ale sami, bez przyjaciółki. Tym razem spotkanie przeciągnęło się do późnej nocy. Mariola była bardzo fajną, miłą ale zagubioną dziewczyną, ciągle borykającą się z codziennymi problemami, nie miała czasu dla siebie, poświęcała go dzieciom i pracy, dzięki której mogła utrzymać dom. Takie spotkanie było dla niej wielką radością, oderwaniem się od rzeczywistości, od szarej codzienności. Zaprosiła Jana do siebie, do domu. Mieszkała prawie w centrum miasta, w małym zaułku, w oficynie. Zaparzyła herbatę, podała na stół jakieś ciasto; dzieci spały. Jan nie pamięta nawet, jak to się stało, że nagle zaczęli się namiętnie całować i pieścić, po chwili wylądowali w łóżku… Dziewczyna zapamiętale, z uznaniem w oczach oglądała i masowała jego pytę, zlizywała śluz z potężnej głowicy, próbowała obejmować go ustami. Cieszyła się, że zainteresował się nią ten fajny, sympatyczny facet, nie zważała na nic, chcąc znowu poczuć się w pełni kobietą. W końcu pozwoliła Janowi na wszystko. Kochali się do świtu, aż obudziła się córka – starsze z dzieci. Udało się ją jakoś uśpić, ale musiał wracać do pracy i do domu.

    Spotykali się z Mariolą dość często; kobieta była bardzo namiętną dziewczyną, spragnioną bliskości mężczyzny, pieszczot i seksu, a on to wszystko jej dawał. Zjawiał się w nocy, niemal bezszelestnie wślizgiwał w cieplutką pościel, gdzie czekała rozpalona kochanka. Wiedząc, że może zjawić się w każdej chwili, nie zamykała drzwi wejściowych na klucz i od dłuższego czasu spała nago, szlafrok leżał koło łóżka, żeby w razie interwencji w pokoju dzieci mogła szybko ubrać się. Kochali się na wiele sposobów, najbardziej jednak lubiła pozycję misjonarską, kiedy Jan niemal leżał na niej, podpierał się na kolanach i łokciach; prawą rękę miał pod plecami Mariolki, lewą obejmował i przyciskał do siebie jej pupę, a dziewczyna obejmowała jego biodra swymi udami. Dochodzili w tej pozycji błyskawicznie, obojgu sprawiała wielką przyjemność. Spędzali wspólnie czas nie tylko w łóżku. Wyjechali kilka razy nad jezioro, Jan pilnował dzieci w kąpieli, kiedy Mariola mogła sobie poczytać w spokoju kolorowa pisma kobiece, czy zdrzemnąć się na chwilkę, nie myśląc o problemach. Dzieci przywykły do jego obecności, tym bardziej, że kilka razy przekupił je słodyczami, których w domu nie było zbyt często… Jeździli też tylko we dwoje, po to, żeby móc kochać się i pieścić na łonie natury, w jasny dzień…

    Bywało, że pojechali bez dzieci do Wandy, koleżanki Marioli, na działki, gdzie palili ognisko, smażyli kiełbaski, pili piwo, dyskretnie pieścili się wzajemnie. Zapamiętał nawet pewien ekscytujący nocny epizod, kiedy Mariolka przesadziła troszeczkę z alkoholem i usnęła na leżaku, a on poszedł z jej trzeźwiejszą koleżanką na sąsiednią parcelę po patyki do pieczenia kiełbasek.

    Było już ciemno, działki opustoszały, tylko w kilku oddalonych domkach świeciło się światło. Wanda miała na sobie krótką sukienkę, wiedział, że nie ma stanika, bo niekiedy odciskały się na niej sterczące sutki kształtnego biustu. Była trochę bardziej zaokrąglona od szczuplutkiej Marioli, ale tymi krągłościami mogła uwodzić wszystkich mężczyzn. Kiedy nachyliła się po patyki popatrzył z zainteresowaniem na zgrabne pośladki. Położył na nie dłonie, ścisnął lekko. Zareagowała westchnieniem, nie odsunęła się. Odwrócił Wandę do siebie, wpił się w jej usta, jedną ręką ugniatając piersi, drugą położył na jej łonie. Znowu nie odsunęła się. Przycisnął dziewczynę, zsunął sukienkę z ramion, całował jej szyję, piersi…

    – Tak nie! – odepchnęła go lekko od siebie.

    – A jak wolisz? – wyszeptał.

    – Zaraz się dowiesz – opadła na kolana, wyciągniętego z szortów, powstającego już penisa objęła ustami, bardzo obficie mocząc go śliną, napluła na swą dłoń, posmarowała odbyt.

    – Tak wolę! Nie chcę dziecka, tylko chcę poczuć twego wielkiego chuja w sobie – odwróciła się tyłem, pochyliła, oparła dłonie na udach i wypięła pupę. – Mariola miała rację, że jest wielki!

    – Chcesz w tyłek? – nie wierzył własnemu szczęściu, bo przecież anal należał do jego ulubionych pozycji repertuaru seksualnego.

    – Tak, tylko nie za ostro, proszę. Masz dużego kutasa, nie rozerwij mnie! Mariola bardzo cię chwali…

    Pomału wcisnął sterczący penis w ciasną dziurkę. Wanda wzdychała, z początku cicho, potem coraz głośniej i szybciej. On też przyspieszał, podniecała go i dziewczyna (a fizycznie była znacznie atrakcyjniejsza od Marioli!) i sytuacja, w jakiej się znaleźli. Orgazm przyszedł szybko, oboje doszli prawie w tej samej chwili. Opadli zmęczeni, bez sił, na kolana, potem położyli się w wilgotnej od wieczornej rosy trawie. Wanda wysunęła się z jego ramion, odwróciła i polizała kutasa.

    – Dawno nie miałam w sobie nic takiego. Tak dużego nigdy – patrzyła na trzymanego w dłoni penisa z uznaniem.

    – Jeśli tylko zechcesz, możesz mieć częściej – Jan miał wielkie nadzieje na stałe kontakty i częste spotkania z dziewczyną.

    – Zwariowałeś? Mariola jest moją koleżanką, nie mogę jej tego robić!

    – A teraz co zrobiłaś?

    – Nic. To było zaspokojenie, a nie chęć uwiedzenia ciebie.

    – A to nie to samo? – spytał z niedowierzaniem zaskoczony.

    – Nie!!!

    Rozmawiając szeptem ze swym chwilowym kochankiem nie przestawała masować ręką jego przyjaciela, który znowu podniósł swą głowę. Pośliniła go, zsunęła z ramion naramki sukienki, oczom Jana ukazał się biust, jakiego już dawno nie oglądał. Patrzył na dość duże, bardzo kształtne i jędrne piersi, które nie zmieniały się bez względu na to, czy stała, leżała, czy, tak jak teraz pochylała się nad wielkim członkiem. Wanda nachyliła się nad zaskoczonym mężczyzną, trzymając jego nabrzmiałą pałę zaczęła masować główką penisa swoje sterczące sutki, smarując je śluzem wydobywającym się z dziurki w kutasie.

    – Podoba mi się takie coś – wyszeptała

    – Mówiłem ci, możesz mieć to „takie coś” częściej, kiedy tylko będziesz miała na to ochotę – odparł Jan z nadzieją w głosie

    – A ja mówiłam, że nie, prawda? Nie, to znaczy nie! Mariola jest….

    Nie zrozumiał końca szeptanego zdania, jej słowa stłumił kutas, którego zaczęła namiętnie ssać.

    – Spuść mi się do buzi, chcę trochę tej męskiej witaminy.

    Nie musiała długo prosić, drugi wytrysk wylądował w całości w jej gardle. Wanda otarła usta, podciągnęła sukienkę, wrócili do śpiącej ciągle Marioli. Przy furtce odwróciła się i patrząc Janowi w oczy:

    – Oczywiście jesteśmy dyskretni, prawda? – spytała – No i dziękuję, było mi rewelacyjnie dobrze. Fajny ten twój olbrzym. Pamiętaj, nie powtórzymy tego już nigdy! – cmoknęła Jana w policzek.

    I tak było – nie spotkali się już na osobności nigdy więcej.

    Jan polubił swa pracę. Dawała wiele swobody i luzu, no i w tamtym czasie była bardzo opłacalna finansowo! Z postoju na dworcu bywały bardzo różne kursy. Najczęściej woził pasażerów do odległych jednostek wojskowych, ale bywały też swoiste „rodzynki”, jak klient, który chciał pojechać do pobliskiego miasteczka za… szynkę, za kiełbasę i kilka złotych, za kurę też bywało. To był bardzo opłacalny kurs, a szynka, czy kiełbasa okazywała się przepyszne. Innym razem pojechał do którejś z okolicznych wiosek z młodą, atrakcyjną kobietą. Na miejscu okazało się, że ona nie ma w portmonetce pieniędzy, ale w domu jest odpowiednia kwota, zaprasza go do siebie, posiedzą, pogadają i otrzyma swą zapłatę. Domyślił się, że ładna dziewczyna chce zapłacić swym atrakcyjnym ciałem, ale coś nakazało mu odmówić i poprosić o pieniądze. Obruszyła się, ale poszła do domu, zostawiając torebkę z dokumentami jako zastaw. Jakież było Jana zdziwienie, gdy po krótkim oczekiwaniu zobaczył jakiegoś mężczyznę zmierzającego w stronę stojącej taksówki.

    – Pan przywiózł moją żonę? – spytał nieznajomy.

    – Chyba tak, z dworca przywiozłem młodą, ładną kobietę, być może to właśnie pana żona – odpowiedział.

    – Jak ładna, to ona – odparł z nieukrywaną dumą. – Proszę, to należność za kurs – w ręce trzymał zwitek banknotów.

    – Odliczone?

    – Tak.

    – To dziękuję i dobrej nocy! Dobrej nocy!

    „Ale jaja – pomyślał Jan zawracając na wąskiej drodze – dobrze, że nie poszedłem z nią na chatę, to by dopiero była jazda!” Wrócił na postój.

    Pewnego wieczoru w Rynku wsiadła do jego auta interesująca kobieta około 35 lat. Szatynka, ładnie ubrana, dyskretny makijaż, zgrabna figura – tyle zdążył zauważyć w świetle latarni.

    – Dobry wieczór, panie kierowco. – jej głos był jakiś… niepewny.

    – Dobry wieczór – odpowiedział – Dokąd?

    – Mam taką nietypową prośbę… – zamilkła.

    – Słucham panią – był bardzo ciekaw co to za prośba, tym bardziej, że atrakcyjna dziewczyna spodobała mu się.

    – Bo widzi pan… – w głosie słychać było zażenowanie – ja bym chciała, żeby poszedł pan ze mną na dancing…

    – Ale ja jestem w pracy! – propozycja kobiety trochę go rozbawiła, ale też zainteresowała.

    – Wiem, zapłacę za wstęp, opłacę postojowe, byle tylko poszedł pa ze mną do „Parkowej”!

    To było ciekawe.

    – Nie ma pani z kim iść na tańce?

    – Ja tam muszę być! Muszę być z obcym partnerem, żeby wzbudzić zazdrość pewnego mężczyzny, który już tam jest! Byłam tam, widziałam go, dlatego muszę się tam zjawić z partnerem…

    – Aaaaaa! No i oczywiście mam dostać od niego po pysku?

    – Nie! On nie jest agresywny, to spokojny człowiek.

    Pojechał z nią. Tym „spokojnym człowiekiem” okazał się być nauczyciel z liceum, mężczyzna około czterdziestu pięciu lat, w którym Bożena (bo nieznajoma tak miała na imię) kochała się od bardzo dawna, praktycznie od liceum. Siedząc już w restauracji przy stoliku, Jan powoli konsumował obowiązujące danie słuchając historii Bożeny. Opowiadała cichym szeptem, przerywając potok słów kolejnym kieliszkiem dobrze zmrożonej wódki.

    – Bo widzisz – byli już „na ty” – pokochałam go w trzeciej klasie. To naprawdę wspaniały mężczyzna, taki elegancki, silny, męski. Był żonaty, ale to nic, byłam młoda, wiedziałam, że poczekam. Potem wyszłam za mąż, bo w rozpaczy oddałam się koledze i zaszłam w ciążę, ale wiedziałam, że on nie jest dla mnie. Teraz mój kochany też jest po rozwodzie, jak ja, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy byli razem.

    Końcówkę opowieści Jan wysłuchał już na parkiecie. Tańczyli wtuleni w siebie, jak kochankowie patrzyli sobie w oczy. Bożena ukradkiem obserwowała reakcję swej miłości, ale pan profesor nawet nie popatrzył na nią, choć ciągle kręcili się obok niego i jego partnerki. Trwało to ponad dwie godziny. Jan stwierdził, że już się najadł, natańczył, pora więc wracać na postój.

    – Bożenko, baw się dalej, ja już muszę wrócić do pracy.

    – Zostań jeszcze chwilkę, on już prawie mnie zauważa!

    – Dziewczyno, czy ty jesteś ślepa? On nie ma nawet pojęcia, że tu jesteś. A tak w ogóle – rozmawiałaś kiedykolwiek z nim?

    – Nie, ale ja go tak bardzo kocham!

    – A on o tym nie ma pojęcia, prawda?

    – Chyba nie wie…

    – No to jak chcesz go zdobyć, jeśli on o niczym nie ma pojęcia? Idziemy, nie ma sensu przesiadywanie tutaj. Musisz z nim porozmawiać, inaczej nic z tego nie będzie. Chłop musi się dowiedzieć, że ma tak atrakcyjną, młodą adoratorkę, inaczej nie będzie cię widział!

    Z oporami, ale dała się w końcu wyciągnąć z lokalu, poszli do samochodu. Bożena cały czas płakała cichutko, tuliła się do niego, Jan widział coraz silniejsze działanie wypitego alkoholu.

    – To gdzie cię odstawić? – miał dość tańców na dzisiaj.

    Podała adres. Po chwili jazdy zatrzymał się przed bramą.

    – To tutaj?

    -Tak, tutaj… Wejdziesz ze mną? nie chcę być teraz sama.

    -OK, może być, ale nie będę siedział długo, jakoś muszę zarobić na chleb.

    Obejmując się weszli do mieszkania. Zamknęła drzwi na klucz.

    – A wiesz co? Świetnie tańczysz! – uśmiechnęła się przez łzy.

    – Staram się! Ty też doskonale radzisz sobie na parkiecie…

    – Obejmij mnie proszę, czuję się taka samotna i opuszczona…

    – Chyba wódka działa, bo mam takie miękkie nogi… pomożesz mi się rozebrać? Zaprowadź mnie do łazienki… Jesteś bardzo miłym i sympatycznym mężczyzną, cieszę się, że cię poznałam…

    W łazience pomógł zdjąć sukienkę. Rozpiął stanik, wrzucił go do otwartej pralki. Uwolnione dorodne piersi zakołysały się radośnie. Nagle nabrał ochoty na tę kobietę. Ciało miała zadbane, jędrne, biust obfity, dość sprężysty. W kilka chwil stał obok Bożeny całkowicie nagi.

    – A ty co? – popatrzyła na niego mętnym wzrokiem – rozebrałeś się? Dlaczego?

    – Tak, jak widzisz, rozebrałem się. Nie podobam się tobie? A dlaczego się rozebrałem? Bo chcę ciebie! – odważnie zbliżył się do dziewczyny.

    Popatrzyła na Jana ciągle lekko zamglonym wzrokiem. Chyba rzeczywiście alkohol zaczynał mocniej działać, wypiła przecież kilka kieliszków wódki. Patrzyła na gołego mężczyznę, wzrok skierowała w jego krocze, gdzie bujał się wielki kutas, podnoszący już swą głowę; uśmiechnęła się rozmarzona.

    – To fajnie, bo mam ochotę na mężczyznę, a ty fajnie tańczysz i podobasz mi się!

    – Ale chyba nie tak, jak Jurek? – Jurek to ten nauczyciel.

    – Jesteś fajny, ale Jurek jest tylko jeden! – mówiąc to masowała jego sterczącego penisa.

    – On też jest fajny! – stwierdziła patrząc Janowi w oczy.

    – Kto? – spytał.

    – Jak to, kto? Twój penis. Jest taki w sam raz, taki akuratny! Nie, on jeszcze rośnie! No, no, masz czym zaskoczyć dziewczynę… Boże, on jest wielki!

    – Weszli do kabiny. Po szybkim prysznicu wskoczyli do łóżka. Bożena była doświadczoną kochanką, bardzo namiętną, doskonale wiedziała, czego chce; wiedziała też, jak sprawić rozkosz mężczyźnie. Położyła się na brzuchu, wypięła jędrny tyłeczek w jego stronę.

    – Wsadzałeś go kiedy w pupę?

    – Tak, bywało, że w pupę też się wciskał. – Jan odpowiedział z radością

    – No to na co czekasz? Nie chcę drugiego dziecka.

    Wcale nie tak dawno słyszał to samo od Wandy, umówiły się, czy co?

    Kochali się do rana, spenetrował wszystkie otworki w zgrabnym ciele Bożenki; tam gdzie mógł, tam wpychał swego przyjaciela, gdzie indziej wsuwał język, czy naślinione palce. W końcu dopuściła jego wielkie przyrodzenie do ciasnej, gorącej pipki. Rżnął ją zafascynowany jej ciasnotą, dawno nie wchodził w taką cipkę, musiała być dość długi czas bez mężczyzny… Skończył na długo przed wytryskiem, chciał, żeby Bożenka zaspokoiła go oralnie i w końcu doczekał się pieszczoty ze strony namiętnych, pełnych ust samotnej kobiety. Ssała go, masowała, aż wybuchnął w jej gardło. Jak większość kochanek nie nadążyła połykać, sperma spływała jej po brodzie, kapała na sterczący biust, na którym rozsmarowała go starannie.

    – To najlepszy kosmetyk! Następnym razem spuścisz mi się na biust, bo to super maseczka!

    – A kiedy będzie ten następny raz?

    – Może jutro wieczorem? Jeszcze tylko dwa dni jestem sama, potem będzie moja mama, przywiezie dzieciaka.

    Nie było następnego razu. Ale za to…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Rewelacyjna domowka

    Pewnego dnia odwiedził Jana kolega, Adam, z którym kiedyś pracował. Adam był kilka lat młodszy od niego i co tu kryć – męską urodą nie grzeszył. Co prawda był dość wysoki i w miarę przystojny, ale – jak mawiał klasyk – „z twarzy podobny zupełnie do nikogo”. Jan mieszkał wtedy sam, żona pojechała z dziećmi do swej matki. Adam zaproponował mały rajd po okolicznych knajpkach, co było bardzo ciekawą propozycją, więc zgodził się natychmiast. W którejś kafejce zobaczyli przy stoliku dwie samotne kobiety. Starszą znał z widzenia, miała około 40 lat, niebrzydka brunetka z dużą pupą i ładnym dekoltem. Na imię miała Grażyna, to wiedział. Młodszą dwudziestodwulatkę Jolę już kiedyś kilka razy podwoził do domu, mieszkała kilka kilometrów za miastem. Raz nawet zdarzyło się złapać ją przypadkowo za w sumie fajny biust i pomacać cipkę, a choć nie było odmownej reakcji – zrezygnował z dalszych działań; dziewczyna była zbyt wstawiona. Panowie przysiedli się do stolika zajmowanego przez kobiety, zaproponowali drinka. Zostali powitani bardzo radośnie, tymbardziej, że dziewczyny były już po kilku głębszych kieliszkach likieru, czy czegoś podobnego. Jan nie próżnował.

    – To co, zmieniamy lokal? – pytanie raczej retoryczne, tym bardziej, że do kafejki wlała się fala bardzo hałaśliwej młodzieży.

    – A co proponujesz? – spytała starsza z pań, Grażyna.

    – Odwiedzimy pawilon, kupimy coś do picia i lecimy do mnie.

    – Co chcesz kupić? – teraz młodsza zadawała niepotrzebne pytania.

    – A co sobie zechcecie. Jakieś dobre wino, może Martini?

    – Martini może być, jak najbardziej! – Jola była zachwycona.

    Wkrótce odpowiednio zaopatrzeni wchodzili do mieszkania Jana. Nie hałasowali zbytnio, bo – wiadomo – sąsiedzi! Panie siadły do stołu, panowie w kuchni przygotowali szybką przekąskę i popitkę. Adam:

    – Wystarczy jeden kartonik?

    – Oczywiście, ile możesz dymać? – Jan zdziwiony.

    – No, kilka razy przez noc pewnie się uda.

    – No to OK, w opakowaniu jest dwanaście prezerwatyw o smaku truskawkowym.

    – Aaaa! To dlatego pytałeś, czy lubią truskawki!

    – Oczywiście!

    Otworzył butelkę z Martini, upił kilka głębszych łyków. Dał wypić kumplowi. Adam zdziwiony patrzył, co Jan wyprawia. A on uzupełnił brakującą ilość trunku czystym spirytusem! Poszli do pokoju. Z biegiem czasu atmosfera rozluźniała się coraz bardziej. Ktoś zaproponował tańce, włączyli magnetofon. Jan doskonale wiedział, którą taśmę puścić, żeby idealnie nadawała się do tego wieczoru. Po chwili dwie przytulone do siebie pary kołysały się w rytm muzyki. Adam tańczył z Jolą, Grażyna wtulała się w Jana.

    – Ale nie zostawisz mnie wieczorem? – słyszał cichy szept kobiety.

    – Dlaczego miałbym cię zostawić? – zdziwił się trochę.

    – Bo ona jest młodsza, ma ładne nogi i fajny biust!

    – Hmmm. Więc dajesz mi do zrozumienia, żebym przeleciał ciebie, nie Jolę…

    – Tak, chcę seksu – położyła dłoń na jego kroczu – ty widzę też. Oooo, co tam ukrywasz? Musisz mieć wielkiego zaganiacza!

    – Ja zawsze chcę. Poza tym stawiam na doświadczenie i umiejętności, a tych chyba tobie nie brakuje, prawda?

    – Przekonaj się! – pocałowała go namiętnie, masując przez spodnie sterczącą pałkę.

    Adam poszedł do kuchni, Jola za nim, więc poszli z Grażyną do drugiego pokoju. Popchnął ją na tapczan.

    – Powiem tylko raz. Kiecka w górę, gatki w dół!

    – Ale… Nie ma „ale” – przerwał – każde nieposłuszeństwo to solidny klaps na gołą pupę!

    – O! A ja jestem taka niegrzeczna!

    Plask, plask! Mocno uderzył w oba pośladki, nawet pomyślał, czy nie przesadził z siłą klapsów. Na pupie natychmiast pokazało się odbicie jego dłoni.

    – Tak! Tak lubię, możesz nawet mocniej! – wyszeptała, a Jan zaskoczony popatrzył na Grażynę.

    – Na co czekasz, a drugi klaps? Lubię to, czy to takie dziwne?

    – Jak chcesz – uderzył jeszcze kilka razy, ostatnie uderzenia były naprawdę mocne.

    Grażyna tylko głośno stękała i jeszcze bardziej wypięła się w jego stronę. Oczy miała lekko przymknięte, jakby nieprzytomne. Mężczyzna wprawnym ruchem zsunął jej figi, rozpiął swój rozporek i nie zdejmując spodni wtargnął w mokrą cipkę. Po kilku szybkich ruchach wycofał się.

    Założyć gumkę, czy zabezpieczasz się?

    Możesz być spokojny, biorę tabletki – patrzyła łakomym wzrokiem na jego rozporek…

    Jan odpiął pasek, zrzucił z siebie ubranie, odwrócił Grażynę na brzuch, splunął na pupę i wszedł w jej kakaowe oczko jednym silnym ruchem. Stęknęła głośno, ale nie zaprotestowała. Posuwał ją w tyłek, okraszając swoją akcję siarczystymi klapsami, tak, że po kilku minutach cała pupa była mocno czerwona, poprzecinana śladami jego palców. Kobieta głośno oddychała, momentami popiskiwała. W pewnej chwili znieruchomiała i ucichła. Zaskoczony zatrzymał się na chwilkę, ale poczuł, że jej całe ciało zaczyna drżeć. Wzmógł działanie, jego ruchy były szybkie i mocne, jądra odbijały się od nabrzmiałej pipki. Poczuł, że dochodzi. Chwycił mocniej Grażynę za biodra i wbił się w nią do samego końca. Wystrzelił nasieniem jak z hydrantu, poruszył się jeszcze kilka razy, z każdym ruchem wyrzucając z siebie porcję spermy. Zaciskając zęby, żeby nie wrzasnąć skończył z głośnym westchnieniem. Zaczął obserwować reakcję kochanki. Jej drgawki stawały się to coraz mocniejsze, drżała całą sobą, za chwilkę aż podskakiwała na tapczanie. Twarz kobiety wykrzywił dziwny grymas, oczy „uciekły” w głąb głowy, usta miała rozchylone jak w czasie krzyku… Zdążył złapać poduszkę (jak zwykle zbawienną!) i nakryć głowę w ostatniej chwili. Zaczęła wrzeszczeć i trząść się, zaciskając dłonie na jego ramionach. Po kilkunastu sekundach uspokoiła się, tylko szybko i głęboko oddychała. W tym momencie do pokoju wpadł Adam z Jolą.

    – Co tu się dzieje? – Adam był poruszony – zarzynasz ją, czy co?

    – Daj spokój już jest OK, to był tylko orgazm!

    Jola stała za Adamem i patrzyła dziwnie się uśmiechając.

    – Ja też bym tak chciała…

    – No to chodź, pokażę ci jak to się robi – Adam był bardzo chętny, tym bardziej, że stłumiony wrzask Grażyny przerwał jego zabiegi wokół biustu dwudziestolatki.

    – Ale ja nie z tobą, ja chcę z nim – wskazała na Jana

    – A co, lepszy jest? – oburzył się Adam – skąd wiesz, jaki ja jestem?

    Nie wiem, jaki ty jesteś, wiem, że on umie doprowadzić do mega orgazmu, chyba widziałeś i słyszałeś przed chwilą, prawda?

    Nikt nie zwracał uwagi na Grażynę, która pomału dochodziła do siebie. Patrzyła na towarzystwo, jakby pierwszy raz ich widziała. Wypity alkohol i przeżyte przed chwilą emocje zbiły ją zupełnie z tropu, jeszcze nie zaczynała trzeźwieć.

    – Co to było przed chwilą? Co mnie tak tyłek boli? Zerżnąłeś mnie w niego, prawda? Ale miałam odlot, nie ma co! A wy co się tak gapicie? Ty, młody – to do Adama – też tak umiesz jak on? – spytała zaczepnie

    – Jeśli chcesz się przekonać, to chodźmy do dużego pokoju – chłopak nie stracił rezonu.

    – No to chodź, cwaniaczku – Grażyna podniosła z podłogi majtki, złapała Adama za fujarę i z pupą czerwoną jak pawian pomaszerowała tam, gdzie Adam mówił – do dużego pokoju.

    – Adam, nie potrzebujesz gumek, ale w dupsku może mieć ślisko, byłem tam – Jan popatrzył na wychodzącą parę.

    Jola stała oparta o futrynę drzwi i patrzyła wielkimi oczami na gołe przyrodzenie naszego bohatera dyndające między nogami.

    – A on nadaje się jeszcze do użytku? – uśmiechnęła się pokazując palcem zwisający penis – Ale Grażyna miała czerwoną dupę! Wlałeś jej?

    – Tak, trochę. Lubi ponoć silne klapsy, a ty?

    – Nie wiem, nie miałam okazji spróbować.

    – Wiesz co? Mam pomysł. Adamowi i Grażynie nie będziemy przeszkadzali – dobiegały ich odgłosy szalonego seksu, jęki kobiety i sapanie chłopaka – idź do łazienki, weź szybki prysznic w wannie, ja tam zaraz przyjdę z ręcznikiem i powiem ci, jaki to mam pomysł.

    – No, brzmi interesująco, zaciekawiasz mnie! – Jola zaczęła zdejmować z siebie ubranie.

    Zgodnie z tym, co wcześniej mówiła Grażyna – Jola miała bardzo fajny, choć niezbyt obfity biust i bardzo zgrabne nogi. Twarz raczej przeciętna, trudno było zauważyć ją w tłumie, ale miała ładne oczy i bardzo miły uśmiech. No i miała zaletę podstawową – była młoda! Patrzył z zainteresowaniem na to jędrne, gładkie, bardzo fajne ciało i zastanawiał się, jak z niego skorzystać. No i wymyślił. Ponieważ był już po niesamowitym seksie i orgazmie z Grażyną – nie musiał się śpieszyć. Poszukał duży, świeży ręcznik, wszedł do łazienki. Jola była już w wannie, więc też wszedł do niej, usiadł za dziewczyną. Namydlił dłonie i zaczął myć młode plecy. Zaczął masować barki, ramiona, w końcu położył ręce na zupełnie zgrabnych, choć niezbyt dużych piersiach. Poczuł pod palcami sterczące sutki, uszczypnął je lekko, pomasował delikatnie brodawki. Jola westchnęła i pochyliła się do tyłu, oparła plecy na jego torsie. Sięgnęła za siebie chwyciła jego członek i zaczęła go onanizować. Jan położył dłoń na cipce, wyczuł guziczek łechtaczki, nacisnął delikatnie. Dziewczyna drgnęła i zacisnęła rękę na penisie. Pomyślał, że to już czas, wyjął korek z wanny i włączył prysznic. Spłukał dokładnie oba ciała i wytarł do sucha. Przeszli do małego pokoju, położyli się na łóżku. Jola złapała go znowu za jego sterczącego już przyjaciela i mocno zacisnęła dłoń. Cofnął jej rękę.

    – Nic nie rób, teraz pokażę ci…

    – Co mi pokażesz? Przecież go widzę, duży jest… – przerwała mężczyźnie.

    – Nic, zobaczysz też coś innego… Leż spokojnie i zamknij oczy.

    Zsunął się z łóżka na podłogę, delikatnie rozchylił zgrabne nogi. Zaczął je lizać od kostek w kierunku kolan, potem wyżej do krocza. Pocałował guziczek jej łechtaczki, poczuł, że dziewczyna drgnęła mocno. Język wędrował wyżej, od lekko podgolonej cipki w stronę pępka. Doszedł do biustu, zaczął znowu ssać sutki, lizać różowe talerzyki brodawek, delikatnie kąsał szyję, całował za uchem, ustami pieścił płatki uszu, całował przymknięte oczy. Wrócił do cipki, lizał dziurkę, łechtaczkę, ssał lekko wargi sromowe. Jola dyszała głośno, jej młode ciało prężyło się pod wpływem niesamowitych bodźców. Jan położył się obok, ręką zmusił dziewczynę do ssania sterczącego już penisa. Zajęła się nim z cały zaangażowaniem, próbując bezskutecznie wchłonąć go całego, aż do jąder. Wysunął członek z jej buzi. Znowu zaczął pieszczoty językiem. Bardzo delikatnie, muskał tylko gładką, aksamitną skórę. Dochodząc do ust lekko lizał je i dotykał wargami. Klęknął na łóżku, wziął twardego, z kroplami śluzu penisa w rękę i potarł nim sutki piersi, pogłaskał wargi szukające tego olbrzymiego, gotowego do akcji kutasa… Znowu łapczywie wsunęła go do buzi, ale uciekł z penisem i ponownie zaczął pieścić piersi i brzuch. Doszedł do łona, znowu cmoknął w twardą łechtaczkę i mocno wtargnął językiem w mokrą cipkę. Zlizał soki, possał delikatne płatki, palcem zbadał gorące wnętrze. Przesunął się trochę, pogłaskał Jolę po twarzy, pomału wcisnął penisa w ciągle coraz bardziej mokrą dziurkę. Po kilku ruchach, kiedy dziewczyna zaczęła reagować – wycofał się, pocałował w usta. Zdziwiona popatrzyła na mężczyznę.

    – Co jest, nie masz ochoty?

    – No coś ty, jesteś super. No i masz słodką, pachnącą pipkę.

    – Bo bardzo dbam o nią i o cycuszki

    – One też są fajne!

    Znowu w nią wszedł i po chwili wycofał się, powtarzał to kilka razy. Jola nie bardzo wiedziała w czym rzecz, ale coraz bardziej ją to podniecało, jeszcze nigdy czegoś podobnego nie przeżywała. Seks kojarzył jej się z facetem, najczęściej podpitym, który nie bawił się w żadne gry wstępne tylko pchał swego kutasa w pipę, robił kilka ruchów, spuszczał się i tyle. Dobrze jeszcze jak cmoknął choćby w policzek i przytulił na chwilkę… To teraz, to było coś innego. Czuła się adorowana jak kochanka, fajny mężczyzna zajmował się nią w sposób, którego nie znała. Bardzo jej się to podobało, chciała, żeby ta chwila trwała jak najdłużej, na co chyba się zanosiło. Jan starał się, żeby sprawić jak największą przyjemność dziewczynie, widział, że jej podniecenie wzrasta, choć do tzw „stosunku” nie doszło jeszcze. Całował ją, lizał, muskał ustami, pocierał swoim przyjacielem prężne piersi, niekiedy wchodził na chwilkę w cipkę, zaczął drażnić drugą dziurkę. Jola zaczęła dochodzić do orgazmu, takiego orgazmu, jakiego nie spodziewała się nawet w najśmielszych snach. Będąc niekiedy z facetem zdarzało się, że czuła jakąś przyjemność, ale i tak nie było to to samo, co osiągała sama bawiąc się swoją dziurką. To jednak, co teraz nadchodziło, było jak tajfun, zaczynała tracić poczucie rzeczywistości, jej ciało kurczyło się w środku, a fala podniecenia odbierała oddech. Jan widząc nadchodzący szczyt użył – jak zwykle zbawiennej – poduszki. Odrzuciła ją jednak, złapała go za rękę i przyciągnęła do siebie

    – Wejdź we mnie, bierz mnie, wyruchaj mnie! Moja pizda chce twego chuja, ruchaj ją! – wysapała

    – Jeszcze nie, to nie jest wszystko.

    – Nie chcę więcej, chcę cię całego czuć w sobie! Jak najgłębiej! – głos dziewczyny drżał z podniecenia.

    – OK, ale żebyś potem nie narzekała.

    Odwrócił ją na brzuch i gwałtownie wtargnął w pupę, bardzo nawilżoną wypływającymi z cipki sokami. Wcisnął się do końca i zaczął akcję.

    – Tak chciałaś? Żebym był w tobie? No to jestem. Dobrze tak? – pompował zapamiętale wypiętą dupę, mocno trzymał dziewczynę za biodra.

    – Taaaaak, dobrze mi, ruchaj mnie jeszcze! Jeszcze, jeszcze, taaak, taaaak, mocniej, jeszcze, TAAAAKKKK!!!!!

    Z gardła Joli wydobyło się rzężenie, palcami ściskała poduszkę, krzyczała w nią. Po chwili uspokoiła się, tylko głośno i szybko oddychała. Wyszedł z niej, położył się obok.

    – Teraz twoja kolej, pokaż, co umiesz.

    – Ale jak?

    – Tak, jak potrafisz najlepiej. Nigdy nie zajmowałaś się mężczyzną? Nie robiłaś loda?

    – Prawdę mówiąc to robiłam, ale zwykle tak na chybcika, spuszczali się po paru ruchach ręką, do buzi starałem się nie brać, udawałam… A teraz próbowałam, ale mi uciekałeś!

    – No to masz okazję spróbować, jak to jest. Ale jeden warunek – musisz wszystko połknąć, nie możesz wypluć nawet kropli! Za każdą uronioną kropelkę – spotka cię sroga kara! Taka, jaką spotkała Grażynę.

    – Ale… Nie ma „ale”! Do roboty!

    Uklęknęła na podłodze między jego nogami. Ostrożnie ujęła w rękę sterczącego ciągle penisa i zaczęła masować. Zlizała kroplę śluzu, objęła ustami zaczerwienioną główkę, polizała znowu. Rozchyliła szerzej usta i nasunęła się na sterczącą pałę. Tym razem wzięła go prawie całego, nie krztusiła się ani nie dusiła. Wyglądało, jakby miała go w przełyku bliziutko żołądka, czegoś takiego Jan jeszcze nie widział. Kiedyś, dawno temu, kiedy nie rozwinął się jeszcze do końca jego przyjaciel, bywało, że któraś koleżanka brała go w buzię całego, potem była Marianna i dwie inne kobiety; od kilku lat było to niemal niemożliwe!

    – No fantastycznie, masz talent dziewczyno! I ty mówisz, że nigdy tego nie robiłaś?

    – Tak, nigdy tak, jak teraz. – przestała obciągać, popatrzyła na Jana – Chłopaki z którymi byłam raczej nie pachnieli tak jak ty, a mój były facet nie lubił tego, wolał rżnąć mnie w tyłek, dlatego jak mi tam wsadziłeś nie zaskoczyłeś mnie. Ale twój penis jest pyszny! No i nie masz włosów, większość facetów chyba hoduje kłaki na jajach, może potem użyją je do przeszczepu… Twój jest… fajny!

    – No to na co czekasz? Do roboty! – ponaglił rozgadaną nagle Jolę.

    Poczuł narastające podniecenie, po krótkiej chwili wytrysnął dziewczynie prosto w gardło. Połykała szybko, jednak zostawiła trochę spermy w ustach i małymi kropelkami wypluła je na brodę, skąd skapywały na piersi.

    – Co robisz?

    – Nic, czekam na twoją karę!

    – Aaaaa, takie buty. Odwróć się i pochyl do przodu – przerwał na chwilę wsłuchując się w miłosne odgłosy dobiegające z drugiego pokoju – Adam nie próżnuje, słyszysz? No pochyl się!

    Palce lewej ręki wsadził jej w cipkę, kciuk w pupę, a prawą wymierzył siarczystego klapsa.

    – Auć! Nie tak mocno!

    – A teraz dobrze? – znowu uderzył, tym razem bardzo lekko

    – Tak, teraz dobrze i podniecająco!

    Klapnął jeszcze kilka razy. Przyciągnął dziewczynę do siebie, wpił się w jej usta. Położyli się na tapczanie, Jola ponownie zajęła się jego przyjacielem, który w kilka sekund znowu sterczał. Trzymając go mocno w dłoni wsunęła go sobie w cipkę, ściągając mężczyznę na siebie.

    – Teraz zrób to tak normalnie, bardzo tak lubię.

    Podniósł jej nogi, oparł je na swych ramionach. Przytrzymując skaczący biust zaczął ostro grzmocić. Jola uniosła jeszcze wyżej biodra i dostosowała swoje ruchy do jego rytmu. Bardzo szybko oboje osiągnęli kolejny orgazm i zmęczeni, ciężko dysząc, położyli się obok siebie. Jola oparła się na łokciu.

    – A może zobaczymy, co robią Adam i Grażyna? – zaproponowała

    – Dobrze, tylko jeszcze mnie nie wylizałaś!

    – A ty mnie!

    Ten, kto wymyślił słynną pozycję „69” powinien dostać Nobla! Po chwili stanęli w drzwiach drugiego pokoju. Widok, który zastali wzbudził w nich szalony śmiech. Adam leżał na podłodze, Grażyna, trzymając w ręce butelkę Martini, z której co chwilę popijała, nabijała się energicznie na jego drąga (Jan musiał stwierdzić, że jednak Adama jest dużo cieńszy, ale trochę dłuższy!) i popędzała go:

    – Szybciej, szybciej mój ogierze, mocniej, zrób Grażynce dobrze – zauważyła stojącą w drzwiach parę – a wy czego stoicie? Dawaj Grażynce tego smoczka do possania!

    – Jakiego smoczka? – Adam nie mógł się odwrócić.

    – Tego, który mu tam smętnie zwisa. Chodź tutaj – to już było do Jana – daj mi go. A ty mała usiądź mu na gębie, niech tyle nie gada – pokazała na Adama – trzeba sobie jakoś umilać to szare życie, prawda, że… – to ostatnie było już mało słyszalne, bo wpychała sobie w usta powstającą pałkę gospodarza. Ten stanął okrakiem nad Adamem, przodem do Grażyny już ssącej jego penis. Jola ukucnęła nad twarzą Adama, wystawiając mu do polizania swoją ciągle mokrą cipkę. Przed sobą widziała tyłek Jana i z zainteresowaniem przyglądała się jego dziurce. Naśliniła palec i wcisnęła go w Jankowy odbyt. Potem to już była reakcja łańcuchowa. Jan czując palec wsuwający się w jego tyłek szarpnął się do przodu, wpychając swego kumpla Grażynie do samego gardła, pod migdałki. Grażyna, choć nabita na pałę Adama odsunęła się gwałtownie, powodując silny ból w penisie Adama. A Adam z bólu ugryzł Jolę, na szczęście nie w cipkę, tylko w pupę. Po chwili wszyscy śmiali się z tej dziwnej sytuacji i praktycznie skończył się ten seksualnie udany wieczór.

    Nie powtórzyli tego już więcej. Jolę widział kilka razy w mieście, ale tylko uśmiechali się do siebie. No i raz zawiózł ją do domu, pogadali sobie w czasie jazdy. Nie chciał pieniędzy za kurs, więc chcąc się odwdzięczyć zrobiła mu dobrego loda. Grażynę też widział kilka razy, ostatnio spotkał ją w parku, kiedy przechadzała się na spacerze z mężem. Szła obok niego, roześmiana, przytulona, trzymając swego mężczyznę pod rękę. Jan też był z żoną; oboje udali, że się nie znają.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Jak poznalem Siostre Marcjanne

      Pewnego pięknego dnia obudził Jana ból w lewym boku i bardzo mocno chciało mu się sikać. Zdziwił się, kiedy z naprawdę wielkimi problemami udało się wydalić z pęcherza zaledwie kilka kropel. Zaniepokojony pojechał na pogotowie, ból z każdą chwilą narastał. Zastrzyk z dolarganu pomógł, ale Jan wylądował w szpitalu. Diagnoza – ostre zapalenie nerki! Doktor nakazał leżenie, wyjść z łóżka można było tylko w naprawdę ważnym momencie. Pielęgniarki na oddziale były bardzo miłe i sympatyczne, no i co tu dużo mówić, niektóre z nich były naprawdę urodziwe! Jedna z sióstr, taka malutka brunetka, urocza Kasia, poruszała się z wdziękiem między łóżkami i widać było, że Jan wpadł jej w oko. Była zawsze koło niego, zanim pomyślał, że potrzebuje pomocy. A pomoc ta polegała głównie na tym, że poza lekami pielęgniarki podawały Janowi… kaczkę! Czuł się bardzo skrępowany; ale nie mógł sam wstać z bólu, a przecież basen też się zdarzał… Siostra Kasia była bardzo usłużna, do tego była bardzo ładną i zgrabną dziewczyną ze stosunkowo dużym biustem, ledwo okrytym szpitalnym fartuchem. W pewną bezsenną noc Jan wyobrażał sobie, co by z tą laseczką robił; nie były to grzeczne wyobrażenia! Następnej nocy, kiedy Kasia rzeczywiście miała dyżur, Jan postanowił to wykorzystać. Kiedy urocza pielęgniareczka przyszła do jego sali w której tej nocy był jedynym pacjentem, popatrzył na nią bolesnym wzrokiem.

    – Co jest, panie Janku?

    – Oj, siostro, mam wielki problem – wydukał.

    – Jaki problem? Może panu pomogę? – jak zwykle wykazywała wielką ochotę pomocy biednemu pacjentowi

    – Oj, może siostra pomóc, może… Ale to… takie… trochę wstydliwe! – Jan spuścił wzrok na pościel.

    – Panie Janie, jesteśmy tutaj między innymi po to, żeby spełniać prośby i żądania pacjentów! – wypowiedź Kasi przybrała niemal oficjalny ton.

    – Skoro siostra tak mówi…

    – Tak. Tak mówię. Więc co panu dolega? No, słucham!

    – W zasadzie to nic mi nie dolega, tylko mam taką prośbę… no… żeby mnie siostra… wyonanizowała!

    – CO??? Pan chyba zwariował, co pan sobie…

    – Jak to zwariował – przerwał dziewczynie – sama siostra pytała, więc odpowiedziałem. A dłonie masz dziewczyno malutkie, delikatne – w sam raz do tej roboty.

    Patrzyła na Jana wielkimi oczami, widział, że nie wie, co odpowiedzieć.

    – Na co czekasz, siostrzyczko?? Mnie bolą nerki, a nie penis! – ponaglił, na chwilkę odsłonił powstającego kutasa.

    – No dobrze, ale to musi być między nami, inaczej nic z tego – Kasia nigdy nie widziała tego pały w całej okazałości, teraz zrobiła wielkie oczy, ale w końcu z wahaniem zgodziła się.

    – Oczywiście, jestem dyskretny!

    Pielęgniarka tym razem sama podniosła kołdrę, ujęła w dłoń stojącego już kutasa.

    – Jezu, jaki on… dorodny – wyszeptała – aż by się chciało wziąć takie coś do buzi!

    – No to nie krępuj się Kasiu, śmiało, jest twój!

    – Super – i już miała go w ustach.

    Nie potrzebował dużo czasu, żeby dojść. Dziewczyna była piękna, młoda i robiła loda po mistrzowsku! Wycierając usta po fellatio uchyliła drzwi, popatrzyła na pusty korytarz. Zamknęła na klucz wejście do oddziału, szybko wróciła do zaskoczonego Jana.

    – Panie Janku, teraz ja pana wykorzystam – mówiąc to zdejmowała z siebie mikroskopijne figi, włożyła je do kieszeni fartuszka – Nie miałam w sobie czegoś takiego, co pan ma, a chcę sprawdzić, jak to jest – siadła okrakiem na biodrach mężczyzny

    – Pani Kasiu, przysługa za przysługę – Jan wpychał kutasa w różową szparkę pipki – ale prezerwatywa by się przydała, nie sądzi pani?

    – Mam niepłodne dni, poza tym, jakby coś nie tak, mamy tu odpowiednie lekarstwo. No i nie lubię czuć w sobie lateksu, czy innej gumki – już ujeżdżała ponownie twardniejącego penisa.

    Pielęgniarka poruszała biodrami w zawrotnym tempie. Wydobyła na wierzch swój dorodny biust, który zdawał się odrywać od reszty zgrabnego ciała. Jan przytrzymał podskakujące rytmicznie piersi, co Kasia przyjęła z radosnym uśmiechem ulgi. Przymknięte oczy, coraz szerszy uśmiech podniecenia wskazywały nadchodzący szczyt. Rzeczywiście, kilkanaście sekund później cała drżąca padła na piersi leżącego Jana, gryzła poduszkę, żeby stłumić krzyk rozkoszy. W tym momencie Jan wystrzelił w pulsującą pipkę swoją porcję ładunku… Ta siostra okazała się być niesamowita, mężczyzna po cichu liczył na więcej w czasie swej szpitalnej kuracji. Niestety, wielka szkoda, bo nazajutrz wyjechała na urlop…

    Na oddziale urologii, na którym leżał, poza zawodowymi pielęgniarkami, pacjentami opiekowały się… zakonnice! Cztery siostrzyczki śmigały między łóżkami chorych i spełniały prawie wszystkie życzenia. Szczególnie podobała się wszystkim jedna z nich, młoda, zawsze uśmiechnięta siostra Marcjanna, z naturalnym wdziękiem prawie biegała po korytarzu, przynosiła, odnosiła leki, dawała zastrzyki. Miła buzia okolona sztywnym welonem, ładne oczy sarny, ciemna oprawa tychże oczu pozbawiona jakiegokolwiek makijażu, wieczny uśmiech – to właśnie siostra Marcjanna. Jan nie potrafił określić koloru i długości włosów ukrytych pod welonem, ani nie mógł ocenić figury, nie pozwalał na to luźny habit. Widział te roześmiane wielkie oczy i dołeczki w policzkach i zastanawiał się, czy uda mu się zbałamucić zakonnicę… Konkretnie TĘ zakonnicę… Pomysł, który wczoraj zakiełkował w jego głowie, teraz wspaniale się rozwijał. Tak, musi spróbować uwieść właśnie tę kobietę, zakonnicy jeszcze „na rozkładzie” nie miał… Pobyt w szpitalu zanosił się na około dwóch tygodni, tak w każdym razie wyrokował doktor, więc na realizację ewentualnego zamiaru czasu miał sporo. Nie było przecież tak chętnej pielęgniarki Kasi, nie miał kto się nim zająć tak, jak lubił, więc rozmyślaniem nad taktyką zdobycia zakonnicy umilał sobie czas… Najpierw zaczął się zastanawiać nad sposobem dojścia do dziewczyny, żeby w ogóle go zauważała. Przez moment miał jakieś moralne hamulce, przecież to zakonnica, oddana komuś innemu, nie jemu, ale kiedy dokładnie przyjrzał się kobiecie w habicie, stwierdził, że pod spodem musi ukrywać się całkiem niezłe ciało. Tak więc na początek postanowił ją „oswoić” ze sobą. Wykorzystał moment, kiedy dokwaterowani dzień wcześniej dwaj pacjenci z łóżek w jego sali wyszli na papierosa.

    – Siostro Marcjanno – poprosił ją do siebie, kiedy odwiedziła jego izbę – czy może siostra dać mi jakieś środki przeciwbólowe? Boli mnie ta choler… boli mnie ta nerka i do tego jeszcze głowa!

    – A doktor co panu przepisał? – zatrzymała się przy jego łóżku – Pan Jan, prawda?

    – Nie mam pojęcia. Raz, że nie pamiętam nazw leków, dwa – nawet nie mogę przeczytać, bo nabazgrane. Tak, jestem Jan, miło, że mnie pani, to znaczy siostra zapamiętała.

    – Niech pan pokaże – wzięła jego kartę, przytrzymał ją troszeczkę dłużej, palcami musnął jej dłoń – Acha, już wiem. Za kilka minut będę, muszę jeszcze wpaść do sali obok, do tego starszego pana.

    – Czekam cierpliwie, nigdzie się nie wybieram.

    Po chwili była z powrotem z proszkami, położyła je na szafce przy łóżku. Jan wyciągnął rękę odpowiednio szybko, żeby zdążyć jeszcze raz dotknąć dłoni siostry. Szybko cofnęła się, podnosząc rękę do twarzy

    – Oj, przepraszam, niezdara jestem – Jan patrzył w te jej wielkie oczy – ale siostra ma ciepłą rączkę!

    – Ciepłą? Zawsze mam ciepłe dłonie i stopy – zarumieniła się lekko, spuściła wzrok na podłogę. – A pan ma bardzo delikatne dłonie…

    – Przyznam, że nie napracowałem się fizycznie zbyt wiele, najwięcej pracuję głową, stąd mam ręce takie, jakie mam. Siostra jest bardzo pogodną osobą, siostry uśmiech tutaj to jak promyk słońca w gęstym lesie!

    – Jest pan bardzo miły – zaczerwieniła się jeszcze bardziej – muszę iść do innych pacjentów – i wybiegła z sali.

    Jan uśmiechnął się do siebie. Najważniejsze, że podjęła rozmowę, nie odeszła od razu. Może jednak coś z tego będzie? Przecież to młoda dziewczyna, na pewno niekiedy odzywa się w niej ta inna, wywołana przez naturę „wola boża”, bo być może w tym przypadku odczuwana obecnie przez kobietę jest ukierunkowana na zupełnie inne obszary. Ale nie można tracić nadziei. Z postanowieniem pogłębienia znajomości zapadł w drzemkę. Rano pożegnał się z wyleczonymi panami, którzy leżeli w tej samej sali, umówili się na piwo, kiedy będzie już mógł opuścić szpital. Następny dzień nie przyniósł postępów w realizacji planu, tyle tylko, że dokwaterowali do jego sali kolejnych dwóch pacjentów, na szczęście byli to normalni mężczyźni z wielkim poczuciem humoru, szybko znaleźli wspólny język. Minął jeszcze jeden spokojny dzień, za to kolejny… To był czwartek. Na oddziale panował jakiś dziwny ruch, wszyscy byli podenerwowani, niemal biegali po korytarzu. Lekarze wizytujący pacjentów mieli poważne twarze, nie żartowali z nikim, pielęgniarki wykonywały swe czynności w milczeniu. Nawet siostra Marcjanna nie uśmiechała się dzisiaj! Pacjenci obserwowali wszystko ze zdziwieniem, nie znali przyczyny takiego zachowania. Dopiero później okazało się, że wszyscy byli w stresie, bo na oddział przyjęto studenta, syna jednego z mniej ważnych ministrów. Może i mniej ważny, ale zawsze to minister i jego syn! No i nie obyło się bez problemów. Młody człowiek był nieznośny, arogancki, bezczelny i chamski. Upominał się o wszystko, wszyscy musieli wokół niego skakać na palcach. Dokuczał wszystkim, nawet lekarzom się dostawało. Trwało to do momentu, kiedy do jego pokoju weszła przez przypadek siostra Marcjanna. Dopiero wtedy zaczęło się piekło. Piekło dla biednej dziewczyny, oczywiście. Palant łaził za nią, zagadywał, próbował objąć, zaglądać pod habit, aż z płaczem uciekła do pokoju pielęgniarek, ale tam też ją odnalazł. Zdesperowana wpadła do sali, na której leżał Jan. Ten, widząc ją roztrzęsioną i zapłakaną wyskoczył z łóżka, objął ją ramionami i przytulił.

    – Co się dzieje, siostro? – Jan pogłaskał zakonnicę po ramieniu.

    – Ten młody człowiek… syn ministra… – łkała wtulając się w jego piżamę.

    Drzwi otworzyły się z hukiem i wszedł, rozglądając się wokół właśnie on, syn ministra.

    – Tutaj jesteś, ptaszyno – podszedł do wystraszonej kobiety nie zwracając uwagi na obecność innych pacjentów – chodź, pójdziemy na spacer – próbował chwycić ją za rękę.

    – Odejdź, chłopcze – głos Jana był spokojny i stanowczy – siostra nigdzie nie pójdzie.

    – A ty czego się wpierdalasz w nie swój interes? – nawet nie spojrzał na mężczyznę.

    – Może mój? Powtarzam, wyjdź z tej sali i maszeruj do siebie

    – Bo co? Coś mi zrobisz? – arogant nie ustępował.

    – Tak, zrobię. Dam ci w pysk – tym razem w głosie Jana można było usłyszeć groźbę.

    – MI?! Synowi ministra? Ciekawe, czy się odważysz, nie wiesz, z kim zadzierasz, ty…

    – Masz trzy sekundy na opuszczenie tej sali, nie żartuję. – Jan przerwał tyradę napastnika, odsunął od siebie jeszcze bardziej przerażoną zakonnicę

    – Ha! Za trzy sekundy wylecisz z tego szpitala! Jeszcze…

    – Nie dokończył, bo pięść Jana wylądowała na jego szczęce.

    – Trzy sekundy właśnie minęły…

    Chłopak przewrócił się, oszołomiony potrząsał głową.

    -Zajebię cię, zajebię! Już masz przesrane, człowieku!

    – Wyjdziesz, czy mam poprawić? – niemal z uśmiechem spytał Jan

    Kilka sekund później gówniarz bardzo szybko wyszedł z sali, po to, by po pięciu minutach wrócić z ordynatorem i jakimiś nieznanymi ludźmi. Zanim wrócił, Marcjanna uciekła i ukryła się w szpitalnej kaplicy, gdzie miała nadzieję, że tam nie będzie szukał. Młodzieniec wpadł do sali i nie wahał się nawet sekundy.

    – To ten! Ten mnie pobił – wskazywał palcem na leżącego w swym łóżku mężczyznę.

    – Panie Janie, to prawda? – ordynator był bardzo opanowany.

    – Nie, panie doktorze, nieprawda. Ten młody człowiek wpadł do nas jak bomba, potknął się o wykładzinę i walnął w stolik. Chcieliśmy mu pomóc, ale nas odtrącił, powiedział, że to był zamach na niego i wyszedł.

    – Doktorze, Jan mówi prawdę. Pojęcia nie wiem, co ten gówniarz chce od niego – jeden z pacjentów stanął po stronie Jana

    – Wpadł do nas, wyrżnął się o stolik i zaczął drzeć mordę, że to jakiś zamach! Niech pan sprawdzi, panie ordynatorze, czy nie brakuje wam jakichś narkotyków na oddziale – drugi pacjent poparł słowa Jana.

    – Więc panowie nie potwierdzają słów pana Sylwestra? – ordynator musiał mieć pewność.

    – Nie, absolutnie nie – odparli prawie chórem – On ciągle biega po korytarzu, wszystkich zaczepia, powinien pan zrobić z nim porządek – to już Jan.

    – Dobrze, panowie, porozmawiam z panem Sylwestrem i jego ojcem.

    – Na miejscu jego ojca zrobił bym porządek szerokim pasem! – pierwszy z pacjentów nie wytrzymał – należy się pętakowi dobry wpierdol!

    – Panie Józefie, wzywam do opamiętania – ordynator mówił to poważnym tonem, ale oczy wyrażały coś zupełnie innego. Pewnie sam by zrobił błyskawicznie porządek z pętakiem, gdyby nie tatuś…

    W tym czasie siostra Marcjanna w kaplicy szpitalnej żarliwie modliła się za duszę swego prześladowcy…

    Następnego dnia ministerialny synalek pojechał na dalsze leczenie do stolicy, na oddziale nastał spokój. Wszyscy normalnie pracowali, a na śliczną buzię siostry Marcjanny wrócił uśmiech. Po skromnym jak zwykle obiedzie, Jan poszedł do bufetu, miał ochotę na przepyszne pierogi tam serwowane. Wchodząc do środka ucieszył się na widok Marcjanny kupującej jakieś słodycze.

    – Miło siostrę widzieć znowu uśmiechniętą. – zagadnął – Zakupy na wieczór?

    – Ach, to pan. Tak, kupuję coś nie na wieczór, tylko do popołudniowej herbaty dla siebie i pozostałych siostrzyczek. Ale, panie Janie, ja panu jeszcze nie podziękowałam za ratunek wczoraj! Bardzo panu dziękuję, gdyby nie pan, to nie wiem, jak by się to skończyło, naprawdę bardzo dziękuję!

    – Nie ma za co, musiałem tak zrobić. A w podzięce musi siostra zrobić znacznie więcej, nie wystarczy samo „dziękuję”!

    – O czym pan mówi? – w głosie zakonnicy można było dosłyszeć lekki niepokój.

    – Spokojnie siostrzyczko, miałem na myśli zabranie siostrze trochę czasu.

    – A konkretnie to co? – nadal była zaniepokojona, nie wiedziała, na co liczy ten przystojny mężczyzna.

    – To proste. Zapraszam siostrę na kawę i ciacho w mojej ulubionej kawiarni.

    – No co pan? Mam się spotkać z nieznajomym w jakiejś kawiarni?

    – Tak. Ale nie z nieznajomym, tylko ze swym wybawcą

    – I czego pan oczekuje? – jeszcze była troszeczkę zaniepokojona, ale i zaintrygowana, nigdy nie spotkała się z podobną sytuacją.

    – Jak czego!? Miłego spędzenia czasu w sympatycznym towarzystwie! To mało?

    – No wie pan, ja od bardzo dawna nie spotkałam się z mężczyzną sam na sam. Kiedyś, bardzo, bardzo dawno temu… – wahała się jeszcze, ale Jan był pewien, że wygrał.

    – Siostrzyczko, czy to coś grzesznego posiedzieć przy kawie? Czy luźna, niezobowiązująca rozmowa z mężczyzną to jakiś grzech? Nie sądzę. – ciągle zachęcał niezdecydowaną.

    – W sumie ma pan rację. Tyle tylko, że nie mam pojęcia, kiedy byśmy mogli się spotkać.

    – Jestem do dyspozycji cały czas, nie mam żadnego limitu. Wystarczy telefon do mnie, a jestem gotowy.

    – I co, będzie pan siedział przy stoliku z zakonnicą? – uśmiechnęła się Marcjanna.

    – Oczywiście, że z zakonnicą, przecież nie jest siostra kierowcą autobusu! – roześmiał się.

    – Powiem tak, panie Janie. Nie mam pojęcia, kiedy znajdę czas, ale stanął pan w mojej obronie, więc jestem panu winna wdzięczność. Kiedy tylko będę miała trochę wolnych chwil, natychmiast dzwonię i spotkamy się tam, gdzie powiem. Może tak być? – zarumieniła się lekko i spuściła wzrok.

    – Nie tylko może, ale musi! – mężczyzna był wniebowzięty, dziewczyna nie odrzuciła jego zaproszenia.

    Bóle nerki minęły, ordynator po sprawdzeniu wyników badań stwierdził, że Jan jest zdrowy. Wreszcie mógł opuścić szpital, czuł się już doskonale. Minęło kilkanaście kolejnych dni, Jan już zaczął tracić nadzieję na spotkanie z interesującą siostrą zakonną, kiedy ta odezwała się. Popatrzył na ekran dzwoniącego telefonu i nie wierzył, że to ona.

    – Halo, dzień dobry, panie Janie, tutaj Marcjanna, szczęść Boże.

    – Dzień dobry siostro, co słychać?

    – Dziękuję, wszystko w porządku, a wreszcie nadszedł czas, żebym mogła odwdzięczyć się panu za tamten ratunek – głos zakonnicy był radosny i wesoły.

    – No i co siostra wymyśliła?

    – Proponuję spotkanie pojutrze w restauracji Paloma, może być?

    – Oczywiście, nie widzę problemu. O której siostra proponuje?

    – Powiedzmy, że o osiemnastej trzydzieści, wtedy będę po wszystkich swoich zajęciach, odpowiada panu?

    – Będę punktualnie – Jan nie posiadał się z radości.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek