Author: admin

  • Kamil – moja prawdziwa historia. Czesc 1

    Mam na imię Kamil. Chciałbym Wam opowiedzieć o moich doświadczeniach, które wydarzyły się na przestrzeni mojego życia. Historię zacznę od ósmej klasy podstawówki.

    Byłem raczej skromnym chłopakiem bez problemów w nauce, bardzo dobrym z matematyki. Nie było ze mną problemów wychowawczych, taki przeciętny uczeń nie rzucający się za bardzo w oczy. Wszystko zaczęło się od problemów z zachowaniem kilku osób w klasie. Wychowawczyni mając dość ciągłych uwag i skarg na zachowanie klasy przydzieliła nam miejsca na każdą lekcję. Traf chciał, że na lekcje matematyki przypisała mi miejsce w ostatniej ławce razem z Anią. Ania była dziwna. Miała bogatych rodziców którzy jednak nie poświęcali jej zbyt uwagi. Była jedynaczką i rodzice mimo chłodu w uczuciach dbali by niczego jej nie brakowało. Nie była super pięknością choć też niczego jej nie brakowało. Blondynka, wysoka, z charakteru niezbyt głośna ale przekonana, że wszystko jej wolno. Nie miała bliskich przyjaciółek choć też nie należała do osób, która miała problemy ze znajomościami. Jej problemem za to była nauka, a zwłaszcza matematyka. Można więc doszukać się tu celowego zagrania wychowawczyni, która w posadzeniu nas razem upatrywała szansy na podciągnięcie Ani w tym elemencie. Wcześniej nie mieliśmy ze sobą za bardzo kontaktu, ot byliśmy dla siebie jednym z 32 uczniów w klasie. Codzienne wspólne lekcje matematyki sprawiły jednak, że zaczęliśmy ze sobą mieć lepszy kontakt. Muszę przyznać, że podobało mi się to, że mogę jej w czymś pomóc, że była zachwycona moją wiedzą. Problem w tym, że sam przez wieczne tłumaczenie jej zadań rozwiązywanych na lekcjach przestawałem się koncentrować na własnym rozwoju. Wszystko jednak było w miarę normalnie do czasu pierwszej pracy klasowej. Ledwo zacząłem rozwiązywać zadania, Ania szturchała mnie by jej pomóc. Nie muszę chyba mówić, że byłem tym lekko zirytowany gdyż chciałem wypaść jak najlepiej a przez ciągłe jej szeptanie nie mogłem się skupić na swoich zadaniach. Ania nie umiała sobie radzić z zadaniami, widząc więc, że szturchanie mnie niewiele daje zaczęła mnie kłuć cyrklem. Nie było to miłe i lekko się zdenerwowałem. Pani od matematyki słysząc dziwne odgłosy z naszej ławki zwróciła nam uwagę i zagroziła, że zabierze nasze prace. Zadania były trudne więc mimo iż chciałem jakoś pomóc Ani nie bardzo miałem czas – ona miała inny zestaw zadań więc to nie tak, że mogła spisać ode mnie. Zrezygnowana Ania nie ustępowała i w końcu dźgnęła mnie cyrklem w łokieć tak, że jego ostrze aż wbiło mi się w skórę i poleciała krew. “Co Ty robisz idiotko?” syknąłem zaskoczony takim obrotem sytuacji. W tym momencie usłyszała nas nauczyciela, podeszła do nas i zaznaczyła nam czerwony minus na naszych pracach. Jak się okazało, czerwony minus oznaczał obniżoną ocenę za pracę. Ostatecznie ja zamiast piątki dostałem czwórkę, a Ania zamiast dwójki ocenę niedostateczną. Sytuacja zrobiła się nieciekawa bo Ania o swoją ocenę obwiniła mnie. I choć nie czułem się winny w najmniejszym stopniu to nie umiałem już tej sytuacji odkręcić. Nasze relacje od tego momentu się pogorszyły. I choć nigdy nie powiedziała tego wprost jej zachowanie w stosunku do mnie zaczęło być chłodne i złośliwe. I to nie tylko na lekcjach matematyki. Podam tylko kilka przykładów. Gdy byłem wzywany do tablicy niemal za każdym razem przechodząc obok jej ławki musiałem uważać na wyciągniętą jej nogę. Kilka razy się o nią potknąłem, raz lądując nawet na ziemi ku uciesze całej klasy. Coraz częściej przed lekcjami znajdowałem mój plecak podeptany pod salą z wyraźnym śladem podeszwy. Nie musiałem widzieć jak to się stało żeby wiedzieć czyj był to ślad. Kilkukrotnie na przerwach zdarzało się, że gdy zachciało jej się kichać podchodziła do mnie, stawała przede mną i bez zasłonięcia ust kichała mi prosto w twarz. Kropelki jej śliny pokrywały momentalnie całą moją twarz a ją stać było tylko na rozbawione “przepraszam” po czym się oddalała. Wiedziałem, że w tym nie ma przypadku. Takich złośliwych zachowań było dość sporo. Uczyniła z tego wręcz swoje hobby. Ja nie umiałem nic z tym zrobić. Skarżenie wychowawczyni czy pedagogowi szkolnemu nie wchodziło w grę. Zresztą wtedy nikt nas nawet nie uczył jak zachować się w takich sytuacjach, raczej byliśmy przekonani, że tak już po prostu jest i trzeba to jakoś przetrwać i radzić sobie samemu.

    Nie wiem czemu ale w pewnym momencie pojawiła się w szkole dziwna mania ściągania spodnie od tyłu zaskoczonym chłopakom. Była to domena silniejszych chłopaków, którzy wykorzystywali fakt, że w tamtych czasach wszyscy chodziliśmy w bawełnianych dresach a te zsuwały się dość łatwo. Pewnego razu na lekcji matematyki stałem i rozwiązywałem zadanie pod tablicą. Nauczycielka tłumaczyła coś osobie z drugiego końca sali. W tym momencie do sali weszła spóźniona Ania. Przeszła obok mnie bez słowa. Mnie interesowało tylko zadanie na tablicy, jednak za chwilę poczułem jak moje spodnie opuszczają się do kostek. Co gorsza spodnie pociągnęły za sobą również moje majtki i tak przez moment wylądowałem przed całą klasą mogąca podziwiać mojego siusiaka – choć podziwiać to raczej niezbyt trafne słowo w tej sytuacji. Gromki śmiech klasy, widok oddalającej się na swoje miejsce Ani i rozbawiony komentarz koleżanki siedzącej najbliżej tablicy “o kurwa jaki mały” to wszystko co pamiętam gdy pospiesznie wciągałem spodnie i majtki na siebie. Nauczycielka zanim obróciła się do mnie zdążyłem już zasunąć spodnie, ona jednak widząc, że je nerwowo poprawiam rzuciła tylko komentarz “Kowalski nie siej zgorszenia”. Ten tekst rozbawił ponownie całą klasę i prześladował mnie do końca szkoły. Wielokrotnie słyszałem gdy koleżanki przechodząc obok mnie na korytarzu rzucały w powietrze “Kowalski nie siej zgorszenia” i wybuchały śmiechem. Tamte wydarzenia niestety ciągnęły się za mną przez cały czas szkoły. To jeszcze nie był wiek kiedy chodziliśmy na randki czy mieliśmy dziewczyny. Widok obcego penisa znany był raczej z przemycanych świerszczyków. Wtedy też zdałem sobie sprawę, że naprawdę mój penis jest bardzo mały (zmierzyłem go i miał 10 centymetrów). I niestety nie zostało to bez uwag ze strony dziewczyn w szkole. Choć koleżanki z klasy wydziały go tylko przez ułamek sekundy wystarczyło to by wieść o moim małym penisie rozchodziła się po całej szkole, także innych klasach. To wtedy nabawiłem się kompleksów, które mam do dziś. Ilekroć próbowałem zakolegować się z dziewczyną z innej klasy, chociażby pogadać prędzej czy później docierała do niej informacja o tym co się wydarzyło i traciła mną zainteresowanie. Żadna nie chciała się kolegować z ofermą. Nawet nie potraficie sobie wyobrazić jak to wszystko zniszczyło moje szkolne życie i wpłynęło na psychikę. Kompleksów, których się wtedy nabawiłem nie pozbyłem się już nigdy. Co ciekawe jeszcze kilka miesięcy musiałem w jednej ławce na każdej matematyce spędzać z Anią. Nawet nie wiecie jak chciałem się jej zrewanżować. Tylko nie umiałem. Nie byłem wychowany tak żeby walczyć z dziewczynami. Dodatkowo czułem się w tym taki osamotniony, żadnej pomocy i zrozumienia z żadnej strony. Ania oczywiście na tym nie poprzestała. Za każdym razem gdy chodziłem do tablicy robić zadanie, po powrocie do biurka w moim zeszycie znajdowałem jej odręczne obrazki małych kutasków. Niestety musiałem przez to wielokrotnie przepisywać nocami cały zeszyt w obawie kontroli nauczyciela. Doszło wręcz do tego, że gdy tylko chodziłem do tablicy zabierałem go ze sobą. Myślicie, że to coś skutkowało? Ależ skąd. Arsenał pomysłów Ani był ogromny. Mogłaby napisać książkę jak uprzykrzyć mi życie. Łamanie moich ołówków, przyczepianie zużytej gumy do moich rzeczy to tylko niektóre z jej pomysłów. Nawet gdy na zakończenie szkoły każdy z nas otrzymał pamiątkowe zdjęcie całej klasy na moim z tyłu narysowany był mały kutasek przez co zdjęcie musiałem schować głęboko nie pokazując go nigdy nikomu.

    Z perspektywy lat muszę przyznać, że ostatnia klasa i przypadkowe posadzenie mnie z Anią to była trauma, która odbiła się na moim kontakcie z ludźmi również w dorosłym życiu. Niestety los z Anią skrzyżował mnie również kilkanaście lat później. Ale o tym już w kolejnych historiach z mojego życia.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Kamil
  • Dziewczyny Erica 1 – Sierociniec

    #Futro #Fetysz

    – Pańska propozycja jest bardzo dziwna. – rzekła kobieta, sztywno siedząca przy stole. Siwiejące włosy, jak każda porządna chrześcijanka, ukryła w czepku.

    – Naprawdę? – zdziwił się młody mężczyzna z silnie zarysowaną szczęką, siedzący naprzeciw niej. – Dlaczego?

    – No… Inni… – zaczęła.

    – Inni biorą chłopców? O to pani chodzi?

    – No… Tak.

    – Rozumiem. Widzi pani we mnie silnego mężczyznę, który przybywa do sierocińca i chce zabrać ze sobą dwie młode dziewczyny. I to wydaje się dziwne. Rozumiem. Pozwoli pani, że przedstawię argumenty, które wyjaśnią dlaczego o to proszę.

    – No…

    – Pani Skanske. – nie pozwolił sobie przerwać. – Jestem myśliwym, traperem i właścicielem ziemskim. Mam 31 lat i jestem wdowcem. Nie mam dzieci. Nie potrzebuję parobka do pracy na polu, mój główny zarobek to polowanie i sprzedaż futer. Potrzebuję kogoś kto zajmie się domem, obejściem, wydoi krowę, nakarmi kury i posprząta dom. A do takich prac chłopcy kiepsko się nadają.

    – Rozumiem, ale dlaczego sieroty? Dlaczego pan się nie ożeni?

    – Nie mam czasu na zaloty. I nie znam się na nowej modzie. Mógłbym poślubić jakąś ladacznicę, ale ona może mnie okraść, a nawet zabić we śnie. Gdy byłem mały, ojciec zabrał mnie kiedyś do sierocińca. Poznałem, że życie w takim przybytku jest trudne i po prostu chcę pomóc.

    – A dlaczego dwie?

    – A jedna poradzi sobie ze wszystkim? Może i tak, ale jak zachoruje? Albo coś gorszego? Jedna pomoże drugiej, podzielą się obowiązkami. Poluję całymi tygodniami i wiem, że samotność może doprowadzić słabego człowieka… Może po prostu zwariować.

    – Rozumiem wszystko. Ale…

    – Jestem protestantem, jeśli o to pani chodzi. Niestety dziewczynki będą musiały obejść się bez kościoła, najbliższy jest 100 kilometrów od mojego domu. Ale Biblię mam. A żeby wzmocnić moją prośbę… Pozwoli pani, że złożę datek na sierociniec?

    Wyjął gruby portfel i zaczął kłaść dolary na stół. Oczy pani Skanske robiły się coraz większe, patrząc na nowiutkie banknoty.

    – Czy 40 dolarów wystarczy? To na sierociniec. A dla pani… – wyjął z pudełka kawałek puszystego futra.

    – Co to?

    – To szop pracz. Kolor srebrny, bardzo rzadki. Może to pani dołączyć do płaszcza jako kołnierz.

    – Jaki miękki. – kobieta zanurzyła palce w futrze. – Ale nie mogę tego przyjąć…

    – To dar. Nic za niego nie chcę. Jeśli pani się nie zgodzi w sprawie dziewczynek i tak go pani dostanie.

    – Och! – kobieta udała, że gryzie się z decyzją. – Nie widzę problemów by taki porządny człowiek jak pan miałby dostać odpowiedź odmowną.

    – Dziękuję, pani Skanske.

    – Może od razu pójdziemy i wybierze pan dziewczęta?

    – To nie jest ważne jak będą wyglądać. – udał mężczyzna. – Muszą być zdrowe i gotowe do pracy.

    – Wszystkie u mnie takie są. – zapewniła go chciwa kobieta, zgarniając pieniądze.

       Mężczyzna kłamał. Praktycznie we wszystkim. Podał fałszywe nazwisko, fałszywy adres i fałszywy powód chęci zabrania dziewczynek. Oczywiście potrzebował pomocy domowej, kobiecej ręki do gospodarstwa, ale chciał by jego podopieczne spełniały też rolę kobiecą w jego łóżku. Lecz jego wersję kobiecej roli, pełną jego fantazji, a nie promowaną przez purytan. A niedorosłe dziewczęta będą łatwiejsze do przekonania, że jego zamiłowania są całkowicie naturalne. Mógł poczekać kilka lat, nieważne, lubił patrzeć jak pączki zmieniają się w piękne róże.

       Razem wyszli z gabinetu i poszli w kierunku pokojów starszych sierot. Pani Skanske wciąż trzymała w ręku kołnierz z szopa, głaszcząc go.

    – To jest sala dla dziewcząt w wieku 16-18 lat. Przygotowują się tutaj do samodzielnego życia poza sierocińcem.

       Pokój był bardzo skromnie urządzony, składał się praktycznie tylko z łóżek i wielkiej szafy. Brakowało ozdób, jakiejś kolorowej rzeczy. Wszystko było szare, firanki, pościel oraz suknie sierot. Nawet ściany były jednolicie szare. Erica ścisnęło za serce, było gorzej niż się spodziewał. Zapragnął zabrać wszystkie podopieczne pani Skanske, ale mógł pozwolić sobie najwyżej na dwie, chyba że chciał wzbudzić podejrzenia.

    – Dziewczęta, to pan Donaldson. – pieniądze Erica spowodowały, że Skanske działała szybko, jak gdyby bała się, że się rozmyśli i odjedzie. – Chce zabrać dwie z was, by mu pomagały w gospodarstwie. Zbiórka!

       Zaszurało i po chwili w równym rządku stało około 10 dziewcząt. Mężczyzna popatrzył na nie, wszystkie wyglądały jak gdyby za wszelką cenę chciały się stąd wydostać, ale nie mogły. Nie były niedożywione, ale nie zauważył u żadnej zbędnej fałdki tłuszczu.

       Były różne, wyższe i niższe, blondynki, szatynki i brunetki, ale każda miała włosy zaplecione w ciasny warkocz i ten wyraz twarzy. Osoby z góry wiedzącej, że jej nie wybierze.

    – A tamte dwie? – zapytał, wskazując na blondynkę i brunetkę, trzymające się za ręce.

       Nie wyróżniały się urodą od pozostałych  ale fakt że w obecności Skanske potrafiły w jakiś sposób okazać sobie przyjaźń, był dobrym znakiem ich przyszłej przemiany.

    – To Angela i Laureen.

    – Są przyjaciółkami?

    – Ja… Nie wiem…

    – Jesteście przyjaciółkami? – podszedł do dziewcząt.

    – Tak, proszę pana.

    – Znacie się na obejściu? Umiecie doić krowy?

    – Tak, proszę pana.

    – Nie będziecie się bać zamieszkać w dziczy, daleko od cywilizacji?

    – Nie, proszę pana. Pojedziemy… jak najdalej stąd… – szepnęła ciszej brunetka.

    – Tak będzie. – odszepnął im i odwrócił się do pani Skanske. – Te dwie będą chyba najlepszym wyborem.

    – Dziewczęta, spakujcie swoje rzeczy. – poleciła im kobieta. – Nie mogę pozwolić by wasz nowy opiekun czekał. No, dalej! Nie guzdrajcie się.

       W jednym mówił prawdę. Był traperem i miał dom daleko od cywilizacji. Bo nie za bardzo za nią przepadał. Brudne, śmierdzące miasta i tacy sami ludzie, usiłujący ukryć swoją nieczystość perfumami i modlitwami na pokaz. A kobiety… Niby niewinne, a bardziej odpychające niż mężczyźni. Próżne, mściwe, chciwe… Miałby którąś z nich poślubić? Niedoczekanie.

       Dodatkowo lubił pewną rzecz. Sporo polował, głównie dla skór i futer i odkrył, że bardzo lubi dotyk wyprawionego futra. Tak bardzo, że za każdym razem, gdy go dotykał, to czuł przyjemne mrowienie na dole oraz twardnienie penisa. Wielokrotnie widział kobiety w futrach i pragnął by jego partnerka też takie nosiła. Ale tylko dla niego, najlepiej tylko je i nic pod spodem. No może poza pończochami, takimi jakie noszą ladacznice z domów uciech…

       Dlatego wybrał sierociniec. Nauczy dziewczęta przyjemności chodzenia i dotykania futer. A potem nauczy je przyjemności dotykania jego.

       Dziewczyny nie miały za dużo rzeczy, dlatego zaledwie kwadrans później były już gotowe. Po wyborze Eric bardzo szybko opuścił pokój, nie chciał widzieć reakcji innych sierot na to, że jednak zostaną w przytułku dłużej. Stał przy wynajętym powozie, patrząc jak jego podopieczne pożegnają się z koleżankami.

       Gdy dwie sieroty były już koło niego i ostatni raz pochylały głowę przed panią Skanske, to nagle znikąd pojawiła się nowa osoba. Myśliwy dostrzegł tylko, że była ogniście ruda i poczuł, że uderzają w niego malutkie piąstki.

    – Gdzie je zabierasz, ty… ty… Ty diable! – usłyszał piskliwy głosik.

       Szybkim ruchem złapał napastniczkę za nadgarstki i unieruchomił ręce, ale ta wbiła mu paznokcie w dłonie.

    – Kto to jest? – zapytał, czując ból, paznokcie raniły go do krwi.

       Angela i Laureen, przerażone atakiem, skamieniały. Podobnie Skanske, która dopiero po chwili ochłonęła.

    – To Melody.

    – Melody Sanders! – krzyknęła mała.

       Mężczyzna spojrzał na nią. Była młodsza od jego podopiecznych, płomiennie ruda i piegowata na całej twarzy. Ale najpiękniejsze były jej kocie oczy, intensywnie zielone. I miotające błyskawice. Zgromiła oponenta wzrokiem i spróbowała opluć.

    – Moja panno! – rzekła pani Skanske lodowatym głosem. – Przesadziłaś. Nie będziesz dzisiaj jadła kolacji.

    – Dlaczego je zabierasz?! – wrzasnęła Melody, próbując uwolnić ręce. – Puść mnie… szatanie!

    – Będę ich opiekunem. – odparł, nim Skanske coś rzekła.

    – Nie możesz ich zabrać.

    – A dlaczego?

    – Bo… bo one są jedynymi osobami, które… które… – i rozpłakała się.

       Płacz przemógł agresję i nagle dziewczyna przytuliła się do niego. Mężczyzna nie wiedział co ma robić, a ta mała chlipała w jego pierś. Bardzo mu się spodobała, ale przecież była za młoda… Po chwili podjął decyzje.

    – Pani Skanske, skoro biorę dwie, to może i tą zabiorę.

    – Ale ona sprawi panu sporo problemów. Pan nie wie jaka ona jest…

    – Proszę się nie martwić. Poradzę sobie.

    – No, nie wiem…

    – Za nią też złożę datek…

       To natychmiast przekonało kobietę. Gdy dziewczęta sadowiły się w powozie, to Skanske inkasowała kolejne 20 dolarów…

       Poszło mu łatwiej niż się spodziewał. Jak zwykle pieniądze załatwiły wszystko. Miał teraz blondynkę, brunetkę i rudowłosą. Duży wybór, ale najtrudniejsze było przed nim. Będzie musiał wykorzenić z nich lata nauki dogmatów i zabobonów. Tylko wtedy będą dla niego prawdziwymi kobietami.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Martin Kigalison

    Początek dłuższej serii, składającej się z 8 części. Jak ktoś chce przejść od razu do akcji, to musi poczekać na część 3.

  • Klub Gang Bang – Rozdzial Pierwszy – Teoria Piramidy

    Sylwia leżała w wannie z ciepłą wodą i jęczała z rozkoszy. Rozchyliła swoje pełne usta i pozwoliła, by jej wilgotny języczek wsuwał się i wysuwał, podczas gdy pod wodą jej dłoń delikatnie pocierała namydloną cipkę. Rozgrzane paluszki powoli zataczały kręgi wewnątrz wilgotnych warg.

    Jej brat Kuba na pewno był już gotowy na swoją tradycyjną gierkę – Sylwia cieszyła się na myśl, że ją podgląda.

    To był ich prywatny rytuał. Sylwia paradowała po mieszkaniu bez stanika, jej sutki sterczały twardo z małych nastoletnich cycuszków, a jej napalony brat wodził oczami za jaj równo przyciętym trójkącikiem który zdążył już tak dobrze poznać.

    Wsunęła długi paluszek w głąb swojej wilgotnej cipki, a w lekko uchylonych drzwiach do łazienki Kuba czuł już coraz bardziej bolesny wzwód.

    Sylwia uśmiechnęła się prawie słysząc coraz szybsze bicie jego serca i uśmiechnęła się na myśl o bokserkach ciasno uciskających jego nabrzmiałego kutasa.

    – Sylwia, skończ już z tymi gierkami – wysapał w końcu chłopak. – Masz dziś jeden z tych dni pełnych chcicy siostrzyczko?

    – Jakbyś zgadł – westchnęła Sylwia. Uniosła się i oparła swoje cycuszki o krawędź wanny prezentujące je wybałuszonym oczom Kuby.

    – Wiedziałem – zaśmiał się chłopak. Lekko dysząc zsunął bokserki, jednocześnie zdejmując z siebie koszulkę. Zlustrował wzrokiem jej pięknie wyeksponowane ciałko i wszedł do wanny, powoli kładąc się na niej. Jego kutas pulsował zanurzając się w ciepłej wodzie.

    – Czuję, że Ty też masz ochotę braciszku – zaśmiała się Sylwia gdy jego sztywniak wynurzył się na powierzchnie i przejechał po jej nagim brzuchu. Opuściła głowę do tyłu opierając ją o brzeg wanny i rozrzucając swoje długie mokre włosy. Uniosła nogi do góry i oparła je na wannie kiedy Kuba przygotowywał się do wsunięcia swojego kutasa w jej rozgrzaną cipkę.

    Mocno chwyciła pulsującego fiuta i skierowała go miedzy namydlone wargi swojej cipki. Woda tryskała i wirowała wokół ich ciał, a Kuba wsunął dłonie pod powierzchnię, aby mocno uchwycić jej mięciutkie i jędrne pośladki. Jego ciało napięło się, po czym zadrżało, czując przyjemnie ciepłą wodę i jej poruszające się ciało, które pieściło go i podniecało przybliżając do krawędzi orgazmu. Twarz miał mokrą od potu i wody, a kutas przekazywał szalone wiadomości do mózgu. Jego kręgosłup poczuł mrowienie, gdy pierś ocierała się o jej sterczące sutki. Zacisnął powieki, walcząc z ładunkiem, który gotował się w jego jądrach.

    Ponownie otworzył oczy i zerknął wystarczająco długo, by przejechać okiem po wijącym się pod nim ciele. Potem zaczął poruszać biodrami; pchanie, wsuwanie, obracanie, aż Sylwia jęknęła głośno, a jej duże brązowe oczy błysnęły dziko. Wbiła palce w jego plecy i zacisnęła pod wodą cipkę wokół jego kutasa. Oboje jęknęli i fala wody trysnęła z boku wanny, gdy Kuba ponownie się w nią wsunął.

    – Mmmmm, czy to nie wspaniałe? – powiedziała Sylwia. – Kręci cię to? Nie żałujesz czasami, że nie możesz wiecznie pieprzyć się  pod wodą? Mmmmm. Tak mi miło i cieplutko…!

    Jej ramiona poruszyły się powoli, aby go objąć, kiedy zanurzał się coraz głębiej w jej cipkę. Twarde sutki uniosły się, ocierając się o niego i poczuł, że pędzi w stronę zbliżającego się orgazmu. Wyciągnął się nad nią, a ona rozpostarła się jeszcze szerzej pod nim i zaczęła odwzajemniać jego ruchy. Poczuł jak jej soki powoli wylewały się do ciepłej wody. Słyszał, jak jęczy i rozluźnia się pod nim. Czuł, jak jej dłoni drżą przesuwając się powoli po jego ramionach, jej ciało wyprężą się w wannie, a potem powoli osuwa się do wody.

    – Och, jak mi dobrze … nie przestawaj –  szepnęła, a jej śliskie ciało wciąż wiło się pod nim.

    – Przestać? Nie ma szans. – odpowiedział przez zaciśnięte zęby. – Nie przestanę, dopóki nie zerżnę cię do końca…

    – Mmmmm… to brzmi cudnie… –  wyszeptała poruszając się szybciej i mocniej ściskając cipką jego głęboko wepchniętego kutasa.

    Jej piersi unosiły się przed jego twarzą, a on zanurkował by poczuć je w ustach … a potem ponownie nabrał rytmu czując jak jego kutasa wchodzi w nią jeszcze głębiej.

    Zbliżała się chwila, kiedy wystrzeli swój ładunek do jej norki. Powstrzymał się z całej siły, koncentrując się na odsuwaniu nadchodzącej eksplozji. Jego jajca płonęły, a ciepła woda lizała je małymi języczkami wilgoci. Teraz wszystko prowadziło do końca, ale ścisnął wnętrzności w supeł i czekał, starając się nie myśleć o cycku, który właśnie wyślizgnął się z jego ust i uderzył go w twarz podskakującym sutkiem. Ale nie mógł zignorować jęków Sylwii, która już w pełni oddawała się swojemu cieplutkiemu wodnemu orgazmowi.

    – Zaraz dojdę…, kochanie, wypełnię cię … – wyjęczał, przygotowując się na nieunikniony wybuch, który zbliżał się coraz szybciej.

    Sylwia z rozkoszą potrząsnęła głową i uśmiechnęła się, czując jak jego wytrysk wypełnia jej głębokie i ciepłe wnętrze, wlewając się w nią mocnymi, gęstymi strugami.

    Sylwia nie była rozczarowana, że ​​jego pulsująca pała wypełniła jej wnętrze kremową rozkoszą. To nie był koniec pomyślała, a dopiero początek … i jej myśli pędziły naprzód, gdy jego wielki kutas wciąż nurkował i zanurzał się, wsuwał się w nią, mocno rozwierając mokry, puszysty tunel jej cipy, gdy jęczała i poruszała się pod nim. Wiedziała, że ​​najlepsze zostawił na koniec i patrzyła na jego twarz, szukając charakterystycznego znaku, kiedy się z niej wycofywał. I dostrzegła ten znak … słodki uśmiech, kiedy przesunął oczami po jej ciele i oblizał usta. Oznaczało to, że zaczyna w nim wzbierać prawdziwa żądza. Ta żądza, które za chwilę może doprowadzić ją do niesamowitej ekstazy!

    Kuba zsunął się z niej i usiadł w wannie pomagając jej stanąć przed sobą. Jego oczy śledziły każdy centymetra ociekających wodą krągłości, podczas gdy jego dłonie zsunęły się z powrotem po jej biodrach i chwyciły dopasowane półkule jej jędrnego tyłka, ściskając i rozsuwając je lekko. Potem zatrzymał oczy na ociekającym wodą, sokami i nasieniem trójkącie włosów zaledwie kilka centymetrów od jego twarzy, a Sylwia z uwagą wpatrywała się w jego usta.

    Krótka przerwa sprawiła, że ​​przeszedł ją kolejny dreszcz. Nie mogła się opanować i przycisnęła mokrą kępkę włosów do jego twarzy, a potem potarła nią usta, nos i podbródek, aż Kuba zatrzymał ją swoim wężowym językiem, który zanurzył się w jej mokrej cipce. Fala gorąca przeszyła jej ciało i umysł wędrując w górę od penetrującego, liżącego i pieszczącego języka.

    Kiedy płonący w niej ogień osiągał szczyt, Kuba zatrzymał się i odwrócił ją tyłem. Uklękła i wypięła się w stronę jego twarzy, spoglądając przez ramię na sterczącego kutasa, którego główka znajdowała się tuż pod powierzchnią wody.

    Kuba czuł się absolutnie odświeżony i zrelaksowany po poprzednim wystrzale. Rozchylił gładkie pośladki i zatopił nos w głębokiej szczelinie, ślizgając się figlarnymi, mokrymi pocałunkami, ciesząc się smakiem tej gładkiej, śliskiej skóry, która nigdy nie widziała dziennego światła. Jego oczy delektowały się krągłością, jędrnością i elastycznością jej tyłka, a on jak zwykle był zaskoczony pożądaniem, które jej rowek wzbudził w jego nabrzmiałych jajach.

    – Gdzie znalazłaś tak idealnie ukształtowany tyłek? – zapytał, podziwiając cudowny widok, jaki Sylwia prezentowała w tej pozycji.

    – Mój starszy brat tak go ukształtował, ćwiczeniami – wyszeptała do niego. – Pocałuj go Kuba, tak jak tylko ty potrafisz całować moją dupcię…

    Kuba nie wahał się, rozsunął szeroko pośladki, zwinął język w szpic i wbił go w jej dupę jak strzałkę, wijąc się, skręcając, wbijając go w górę i w górę ciasnego tunelu tak daleko, jak tylko mógł.

    – Ohhhh… Kuuubaaaa… – jęknęła, po czym zanurzyła głowę w wodzie i wypełniła usta jego sterczącym kutasem. Ssała i połykała słodką pałkę, aż jej płuca zaczęły domagać się powietrza, po czym wynurzyła się zdyszana, ściskając jego język silnymi mięśniami, które go otaczały.

    Kuba cofnął język i zaczął skubać jędrne półdupki, oblizując szczelinę, by wywołać dreszcze wzdłuż jej kręgosłupa, dmuchając w jej odbyt, całując, ssąc i strzelając w niego językiem. W międzyczasie Sylwia znów zanurzała głowę w wodzie i połykała jego nabrzmiałego penisa. Ale dopiero gdy Kuba zdał sobie sprawę, że wszystko, co musi zrobić, to przytrzymać jej głowę, naprawdę poczuł się rozgrzany akcją. A podczas następnego nurkowania Sylwii schylił się i przycisnął dłoń do tyłu jej głowy, wypełniając jej usta i gardło swoim kutasem, aż się zakrztusiła, a potem trzymał jej głowę pod wodą, żeby nie mogła zrobić przerwy i złapać oddechu. Poczuł swoją absolutną władzę nad nią. Jej życie było teraz w jego rękach, nie wspominając o cudownym uczuciu przenikającym jego kutasa w jej ustach, kiedy się krztusiła, dławiła i próbowała łapać powietrze. Jednak pozwolił jej wynurzyć się, zanim wpadła w panikę, dzięki czemu podtrzymał ogień w jej cipce … a nawet trochę go rozpalił.

    Sylwia przycisnęła jego głowę do obramowania wanny, siadając na jego twarzy – z nosem zanurzonym w jej cipce – podczas gdy ona wstrzymywała oddech. Przytapianie mocno ją podnieciło, ale nie chciała powtarzać tej zabawy, więc wyciągnęła korek z wanny. I kiedy czekała, aż woda wypłynie, przyciskała jędrne krągłości tyłka do jego twarzy z całą dostępną jej siłą i poruszała się,  łapiąc oddech i ciesząc się, że jego podbródek i nos bawią się jej cipką i dupcią.

    Kiedy woda opadła, jej oczom ukazał się sterczący kutas brata. Pochyliła się, chwytając go ponownie ustami i pozwalając mu poruszać się w tę i z powrotem w głąb jej gardła. Język Kuby był już zajęty rozwiercaniem ścian jej wilgotnej pizdy. Jej giętki język pokrywał śliną całą długość jego fiuta, łaskocząc czubek, a następnie jego jądra, połykając go, puszczając i chwytając ponownie. Pieściła go palcami, a także gładziła jego tyłek, podczas gdy jego rozgrzany język wbijał się mocno w jej cipkę.

    Pierwszy smak sączącej się śmietanki sprawił, że sama osiągnęła drugi orgazm. Jej głowa kołysała się rytmicznie na jego drgającym kutasie. Jej gardło zrosił pierwszy strumień soku, potem następny i kolejny, gdy wygłodniała przełykała, próbując nadążyć za tryskającym gejzerem.

    Kuba złożył swój język w mały świderek, który wsuwał w ciepło jej pizdeczki, sięgnął rękami i złapał ją za pośladki, przyciągając siostrę do swojej twarzy tak mocno jak tylko mógł. Pomyślał, że jego najlepszy wystrzał jest zawsze tym drugim. Trwało dłużej, odczuwał go mocniej i wysysało jego jaja z całego dostępnego ładunku.

    Oba ciała wiły się i trzęsły z rozkoszy, aż zniknęła ostatnia kropla pasji. Ale Sylwia i tak nadal ssała jego kutasa, upewniając się, że wyciągnęła z niego wszystko. Potem rozdzielili się, uśmiechając się do siebie.

    Kuba czuł się świetnie i chciał wyjść z domu, zanim zobaczy go którekolwiek z pozostałej siódemki rodzeństwa. Jego zabawy z Sylwią to jedno, ale niestety był facetem dosyć zamkniętym w sobie i nawet z rodziną miał dosyć ograniczone kontakty. Miał dwadzieścia jeden lat, ale jedyny seks jakiego zakosztował to ten z siostrą i desperacko pragnął rozlać swoje nasienie na szerszym polu.

    ***

    O dziewiątej trzydzieści siedział w narożnej knajpce z trzema kumplami. Wszyscy byli kilka lat starsi od niego, ale z tymi samymi ogólnymi frustracjami … brak pieniędzy, brak celu w życiu, brak dziewczyn.

    – Życie doprowadza mnie do szału – powiedział Edek, siedzący obok Kuby. Miał przeciętny wygląd, krótkie jasne włosy, średnią budowę ciała i nie najwyższy poziom inteligencji – W naszym wieku powinniśmy spędzać dni na jaraniu, piciu i pieprzeniu. A nie mamy nic poza nudą. Nie mam racji?

    – No i na jedzeniu – dodał filozoficznie Kuba. Kanapka z szynką i serem, która była wszystkim, co jadł na kolację, nie zaspokoiła głodu wpływając na jego myśli. Wypite piwa tylko wzmogły apetyt i przypomniały, że do wypłaty zostały mu w kieszeni tylko dwie dychy. A wypłata dopiero pojutrze.

    – Głupie gadanie! – rozległ się ostry głos Tomasza. Tomek siedział na krańcu stolika, naprzeciw Edka nie bez powodu, był przez to bliżej baru i zaczynał już powoli wykazywać pierwsze skutki tego faktu. Wysoki, bardzo chudy, z grubymi okularami i długim spiczastym nosem – nic dziwnego, że koledzy wołali go Bocianem. Nie miał złudzeń co do swojego wyglądu. – Nie wyrywamy żadnych dupeczek, ponieważ nie robimy tego w inteligentny sposób.

    W rogu, obok Bociana, niska i gruba chłopięca postać skinęła głową z aprobatą dla opinii Tomka. Nie żeby Krzysiek wiedział, do czego zmierza Tomek, po prostu chciał usłyszeć coś więcej w temacie wyrywania dupeczek.

    – Powiedziałem to już wcześniej i powiem to jeszcze raz – kontynuował Tomek, zadowolony ze swojej postawy, pokazując im jak głębokie są jego przemyślenia. – Nie mamy nic do zaoferowania … ani kasy, ani samochodu, ani wyglądu …

    – Mów za siebie – wtrącił się Kuba.

    – Proszę, nasz małpiszon uważa, że to reszta świata jest brzydka – warknął Bocian. – Jaki z was pożytek? Od lat próbuję nakłonić was do znalezienia jakiejś fajnej miejscówki i urządzenia tam naszej własnej mety, a wy po prostu siadacie na tłustych tyłkach i jęczycie, że nie możecie zakisić ogóra. Czekacie aż laska sama podejdzie do was i poprosi żeby ją przelecieć. Wstał z ławki po kolejne piwo i powiedział przez ramię – Nawet wtedy prawdopodobnie chcielibyście, żeby dała wam na stole w tej pieprzonej budzie.

    Kuba i Edek siedzieli bez ruchu, ale Krzysiek wiercił się, nie mogąc doczekać się kiedy Tomek wróci z piwem. Zaczął mówić, zanim Bocian usiadł przy stoliku – Możemy skorzystać ze starego biura mojego wujka.

    – Co? – zapytał Tomek.

    – Mój wujek ma pusty lokal nad kręgielnią, którego nie może wynająć. Podobno jest tam za głośno. Powiedział, że mogę z niego skorzystać, kiedy tylko zechcę. A połączony jest nawet z trzypokojowym mieszkaniem.

    – Gdzie jest to miejsce?

    – Na Szerokim … przy Nałęczowskiej.

    – Tak – wtrącił się Kuba – wszyscy możemy wypożyczyć rowery aby się tam dostać.

    – Autobus jedzie tuż obok tego miejsca – odpowiedział Krzysiek. Ale Kuba zaczął się śmiać z własnego żartu i nie zwracał na niego uwagi.

    – Pieprzyć go – powiedział Tomek, ignorując zachowanie Kuby. Znał kręgielnię, o której mówił Krzysiek, i autobusem nie było tak daleko. – Kiedy możemy zobaczyć to miejsce?

    – Zawsze. Mam nawet komplet kluczy w domu.

    – Spoko Bocian, teraz mamy miejscówkę na naszą własną imprezownie – powiedział sarkastycznie Edek. – A jak zamierzasz sprowadzić tam laski?

    Cisza.

    – To znaczy, spójrzmy prawdzie w oczy – powiedział Edek, tym razem już mniej sarkastycznie – jeśli nie możesz skłonić dziewczyny żeby się z Tobą umówiła, to jak możesz skłonić ją, żeby przyszła do naszej miejscówki?

    Tomek patrzył na niego z pogardą. Nie był przygotowany na udzielenie odpowiedzi na żadne pytania … w każdym razie jeszcze nie. Cały ten pomysł został wymyślony na miejscu, ale nie mógł dać im znać, że blefuje. Jeśli straciliby szacunek dla jego inteligencji, byłby zgubiony, ponieważ nie miał nic innego, czym mogłoby nakarmić swoje ego i pozycję w grupie. A poza tym, pomysł rozwijał się w interesującym kierunku. Więc instynktownie schował się za pozorami wyższości i pozwolił ciszy działać na swoją korzyść, posyłając Edkowi pobłażliwy uśmiech.

    – Wszystko opiera się na mojej teorii reakcji piramidalnej…

    – Będziemy budować piramidy? – Kuba nie mógł się oprzeć żartom. I wszyscy oprócz Bociana wybuchli śmiechem. Jednak poszukiwanie odpowiedzi dobiegło końca. Tomek wpadł na pomysł jak rozwinąć swoją „teorię” ku zadowoleniu swoich kolegów.

    – … którą specjalnie dla was matołki, opiszę w prostych słowach. Wstał i szybko podszedł do baru, zabrał butelkę piwa od niskiego barmana, który doliczył je do jego rachunku.

    Ponownie usiadł i zaczął mówić, nalewając sobie piwa. – Nas czterech założy Klub. Cztery szowinistyczne świnie, założą prawdziwy Klub dla gentelmanów. Wykonamy wszystkie podstawowe prace związane z przygotowaniem lokalu, a tym samym staniemy się Zarządem Klubu. Starannie wybierzemy kilku innych chłopaków na szeregowych członków. Jednak nalegam na to abym to ja miał ostatnie słowo w sprawie tego kogo przyjmiemy… A potem wszyscy przyprowadzamy jedną kobietę na naszą imprezę otwarcia…

    – A więc, wróciliśmy do początku – Kuba powiedział to co pomyśleli wszyscy.

    Tym razem Tomek uśmiechnął się i spojrzał na nich łagodniej. Skończył piwo w kuflu, nalał sobie z butelki i cicho oznajmił – Wiedziałem, że to powiesz, bo masz mózg wielkości orzeszka. Mój plan jest jednak tak prosty, że nawet taki przygłup jak ty poradzi sobie z przyprowadzaniem dziewczyny na spotkania.

    Opróżnił kufel i wrócił do baru, zamówił następną butelkę i wrócił do reszty ekipy. Krzysiek poprosił go, aby zaczekał chwilę, podczas gdy on pobiegnie do baru i kupi trzy piwa dla reszty. Był podekscytowany prezentacją Bociana i był pewien, że jego idol ma starannie opracowany plan, który nie może zawieść.

    Chłopaki uspokoili się i czekali z napięciem, aż Tomek wyjawi swój plan. Po tym jak mówi i jak się zachowuje widać było, że jest już mocno wstawiony, ale byli do tego przyzwyczajeni. Nie uznawali go za pijanego, dopóki nie stracił przytomności. Nawet wtedy mógł obudzić się za piętnaście minut i znów wrócić do życia.

    Hałas w barze stawał się coraz głośniejszy, w miarę jak w piątkowy wieczory tłum osiągnął szczyt. Przeważali mężczyźni, faceci z sąsiedztwa, którzy nocami zatrzymywali się w drodze do domu z pracy na szybkie piwo. Jeden czy drugi był żonaty. Młodsi mężczyźni, poniżej trzydziestki, rozproszeni po barze, głownie słuchali opowieści starszych, stałych bywalców. Zapach dymu i piwa zmieszany w ciemnej chmurze nad pomieszczeniem tworzył ten typowy barowy odór z lekką nutką szczyn.

    – Powiem to powoli i tak prosto jak tylko się da. Żadnych wielkich słów, których nie zrozumiecie, więc słuchajcie uważnie. Powiedziałem wam „Wszyscy przyprowadzamy jedną kobietę”. Ale nie określiłem niczego poza tym, że to musi być kobieta … ”

    Widział, że byli kompletnie zdziwieni i nic nie rozumieli. Wykorzystał to do zbudowania napięcia i podniesienia swojej pozycji.

    – Spójrzcie na to w ten sposób … – przerwał aby nacieszyć się ich pełnym skupieniem, patrzył jak z napięciem wyczekują każdego kolejnego słowa – … sześciu facetów idzie na imprezę i przyprowadza sześć dziewczyn. Dziewczyna dla każdego faceta obecna, ale niekoniecznie to ta sama dziewczyna, którą przyprowadził. Tak długo jak pamiętamy, że kiedy dotrzemy na przyjęcie, nie będziemy spędzać nocy z dziewczyną, którą zaprosiliśmy … to cholera, możemy przyprowadzić każdą.

    Trzy głowy przytaknęły. Wiedzieli, że ma pomysł, ale wciąż nie zorientowali się, co to było.

    – Więc… jeden facet przyprowadza swoją byłą dziewczynę, albo jakąkolwiek dziewczynę, którą zna i która będzie chciała wpaść na imprezkę. Inny przyprowadza swoją kuzynkę, a kolejny swoją siostrę… i tak dalej, i tak dalej.

    – Kurwa! – Edek wyglądał na zdenerwowanego – Kto zabrałby swoją siostrę na orgię?

    – Nie denerwuj się. Mówiłem Ci, że to impreza otwarcia. A może kilka imprez na otwarcie klubu. Potem moja teoria piramidy przejmuje kontrolę. Mówimy dziewczynom, którym spodobają się imprezy, żeby następnym razem przyprowadziły swoje przyjaciółki i wkrótce … mamy pełen harem.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    OlkaLa

    W mojej głowie czekają kolejne rozdziały… czy zostaną opublikowane? Zależy od was i waszych komentarzy 🙂

  • Lalus z klasy maturalnej

    Jak to mówią, we współczesnej młodzieży najbardziej denerwuje mnie to, że już do niej nie należę. Niedawno stuknęła trzydziestka, nie jest źle, ale najbardziej beztroskie lata za mną. Dwa lata temu się ożeniłem, planujemy wkrótce zrobić sobie pierwsze dziecko, które ostatecznie pogrzebie moją młodość. Tak musi być, a jednak żal tych najlepszych lat.

    Dlatego z zazdrością patrzę na licealistów i studentów – młodych, przystojnych, pełnych entuzjazmu i otoczonych żeńskim towarzystwem. Pewnie większość z nich podejmie głupie decyzje, zarówno odnośnie pracy, jak i żony. Póki co jednak, wydaje im się, że świat należy do nich. Każdy tak miał, każdy z tego wyrośnie. A jednak wkurza mnie ta ich młodość, też chciałbym się cofnąć o 10 lat.

    Najgorszy jest taki szczupły blondynek, mój sąsiad, tegoroczny maturzysta. Markowe ciuchy, drogie buty, co chwilę inna dziewczyna, duża grupa znajomych, częste imprezy, a do tego cholernie przystojny i wysportowany. Od wczesnej młodości zwracałem uwagę również na mężczyzn. Nie wyobrażałem sobie związku z facetem, ale podniecają mnie fizycznie nie mniej niż kobiety. Na studiach i krótko po nich miałem nawet kilka gejowskich wyskoków, ale gdy poznałem swoją obecną żonę, całkowicie sobie odpuściłem. Jednak ten chłopak, Damian, był zdecydowanie w moim typie.

    W dniu trzydziestych urodzin postanowiłem zacząć biegać. Właśnie w ten sposób bliżej się poznaliśmy, bo on biegał podobnymi trasami i w podobnych godzinach: wcześnie rano lub późno wieczorem. Z czasem zaczęliśmy się umawiać na wspólne bieganie. Inicjatywa wyszła z mojej strony, ale Damian bez najmniejszego problemu się zgodził. Nasze rozmowy nie były zbyt kreatywne, w końcu prawie się nie znaliśmy. Jednak po pewnym czasie zaczął więcej mówić o sobie, m.in. o swoich podbojach miłosnych i o planach na przyszłość. Nie miał aż tak bezproblemowego życia, jak mogłoby się wydawać z zewnątrz.

    Na wiosnę żona wyjechała do rodziców na dwa tygodnie. Z braku seksu wpadł mi do głowy szalony pomysł, by bliżej poznać się z Damianem. Miałem małe szanse na powodzenie, a w razie, gdyby żona dowiedziała się o moich skłonnościach, całe moje wyobrażenie o przyszłości mogło wziąć w łeb. Ale wtedy myślałem penisem, a nie głową. Pewnego wieczora, po wspólnym biegu, wiedząc, że chłopak nie ma tego dnia żadnych innych planów, zaprosiłem go do siebie na piwo i mecz. Wątpiłem, że się zgodzi, ale czemu by nie spróbować.

    Powiedział, że chętnie wypiłby piwko, ale musi najpierw wziąć prysznic. Zaproponowałem, by zrobił to u mnie, jeszcze bardziej narażając się na zdemaskowanie. Znowu się zgodził. Weszliśmy do mieszkania. Gdy zdejmował buty, zauważyłem, że ma krótkie, niewidoczne skarpetki. Moi kumple powiedzieliby, że to pedalskie, ale mi się podobały. Damian poszedł się umyć, a ja zrobiłem kolację.

    Wyszedł nagi. Miał boskie ciało. Szczupłe, lekko umięśnione. Powiedział, że nie ma ze sobą ubrań na przebranie. Zaproponowałem oczywiście, że mogę coś pożyczyć. Gdy odmówił, zaproponowałem, że może chociaż dam mu jakiś szlafrok. „A po co, obaj jesteśmy mężczyznami, czego tu się wstydzić”. Poprosiłem, żeby wobec tego się rozgościł, a tymczasem ja poszedłem pod prysznic. Biłem się z myślami, co robić. Czy on też był kryptogejem i zrozumiał, czego od niego chcę? Ale jeśli tak nie jest, i wyjawię swoje zamiary wobec zwykłego chłopaka, na osiedlu może zrobić się skandal, który dotrze do mojej żony, kolegów z pracy i w ogóle wszystkich. To byłby mój koniec, musiałbym uciekać z miasta.

    Jednak podniecenie było większe niż rozsądek. Również wyszedłem z łazienki nagi. Damian pochwalił mnie za odwagę i zaprosił koło siebie na kanapę. Gdy siedzieliśmy obok siebie i przyglądałem się jego ciału, mój penis zaczął rosnąć. „Ziomek, chyba się podnieciłeś”, zaśmiał się. Dalej nie wiedziałem, jak to odczytywać. Czy to flirt, żarty, czy może świadoma prowokacja? Zignorowałem tę uwagę i pogłośniłem rozpoczynającą się transmisję z meczu. Otworzyłem puszkę i nalałem piwo do szklanki. Niby oglądaliśmy mecz, wymienialiśmy się jakimiś uwagami, ale obaj byliśmy bardziej zainteresowani swoimi penisami.

    Penis Damiana nie był zbyt długi, nawet w stanie erekcji. Był za to dosyć gruby i miał spory napletek. Po dłuższej chwili licealista położył rękę na moim udzie. Spojrzeliśmy sobie w oczy i zaczęliśmy się całować. Wszelkie opory zniknęły, całkowicie zapomniałem o żonie i całej reszcie. Po kilku latach znowu miałem przy sobie mężczyznę i postanowiłem dobrze wykorzystać ten wieczór.

    Całując się, początkowo nasze ręce wędrowały sobie po plecach, wplatały się we włosy, zjeżdżały na pośladki. Ale wraz z rozwojem sytuacji, chwyciłem go za penisa i zacząłem powoli masturbować, zsuwając jego duży napletek i bawiąc się nim. Coraz bardziej mi się podobał. Postanowiłem spróbować z nim czegoś, co widziałem w porno, ale nigdy nie próbowałem. „Czy chciałbyś spróbować dockingu?”, zapytałem, przerywając na chwilę pocałunek. „Co to?”, odpowiedział, nieco zawstydzony swoją niewiedzą.

    Wstaliśmy. Damian był pełen niepewności, co też wymyśliłem. Chyba trochę się bał, że to będzie coś ostrego. Bawiłem się jego penisem, podczas gdy on robił to samo z moim – nieco dłuższym, ale za to bez tak okazałego napletka. Patrząc chłopcu w oczy, zacząłem rozszerzać palcami jego napletek. Cichymi odgłosami okazywał, że mu dobrze. Zdziwił się nieco, gdy zacząłem wsuwać swojego penisa pod jego napletek. Delikatnie ocieraliśmy się żołędziami. To świetne uczucie, polecam każdemu, kto jeszcze tego nie próbował.

    Po dłuższej chwili zabawy, podczas której patrzeliśmy na siebie i nakręcaliśmy się jeszcze bardziej, Damian uklęknął i zaczął robić mi loda. Był w tym całkiem dobry, zwłaszcza, że starał się zwracać uwagę na mój napletek i żołądź. „Widzę, że czegoś cię nauczyłem”, zażartowałem. Spojrzał mi w oczy i wepchnął penisa głęboko do gardła. Lekko się zakrztusił i chwilowo ograniczył się do walenia ręką i ugniatania jąder.

    Podałem mu rękę, żeby wstał. Przytuliłem go, całując po ramionach i szyi. Odwzajemnił przytulenie, przywierając swoim członkiem do mojego. Zaczęliśmy się o siebie ocierać, co było tym bardziej seksowne, że byliśmy już lekko spoceni. Następnie ja uklęknąłem przed wysportowanym licealistą i zająłem się jego penisem. Byłem nim szczerze zachwycony. Był na tyle niewielki, że mogłem brać go całego do buzi. Bawiłem się też we wsuwanie języka pod napletek, co początkowo wychodziło nieporadnie. Po chwili Damian zaczął posuwać mnie w usta. Zrozumiałem, że jest już maksymalnie podniecony.

    „Jesteś pasywny czy aktywny?”, zapytałem, patrząc mu w oczy. Zaraz po zadaniu pytania wróciłem do ssania mu jąder. „Szczerze? Nigdy nie robiłem tego z facetem”. „No to musimy wypróbować obie opcje i sobie wybierzesz”. Podnieciło mnie jego niedoświadczenie. Postanowiłem, że najpierw ja go wyrucham, a dopiero potem dam mu spróbować. Nie mogłem  doczekać się, by dostać się do jego dziewiczego odbytu. Zaprowadziłem go do małżeńskiego łóżka i kazałem położyć się na brzuchu.

    Wyjąłem oliwkę i zacząłem masaż. Nie potrzebowaliśmy już szczególnej gry wstępnej, ograniczyłem więc czas na masaż pleców i przeszedłem szybko do miejsc bardziej podniecających. Z czułością wymasowałem podeszwy jego stóp i wprowadzałem oliwkę  pomiędzy palce. Jęczał, trochę go to łaskotało, ale nie tylko. Następnie przeszedłem dalej. Im wyżej szedłem, tym bardziej się napinał. Gdy ugniatałem pośladki, było widać, że jest przestraszony.

    „Nie masz się czego bać, będę delikatny. A jeśli nie chcesz, to możemy sobie to odpuścić”. Ale wiedziałem, że już nie zrezygnuje. Był żądnym wrażeń nastolatkiem, niczego sobie nie odpuszczał. Powoli wsunąłem palec i na początku bardzo delikatnie, a potem stopniowo odważniej zacząłem nim poruszać. Gdy był już w miarę gotowy, poprosiłem, by lekko się wypiął. Delikatnie wsuwałem penisa do jego naoliwionej dziurki. Jęczał i napinał się, ale był zdecydowany, by mnie wpuścić. Zaczynało iść coraz sprawniej. W pewnej chwili opuścił pupę i położył się płasko. Położyłem się na jego naoliwionym ciele, objąłem go i delikatnie, wręcz romantycznie, go posuwałem.

    Gdy czułem, że zbliżam się do orgazmu, wyszedłem z pupy, sprawnym ruchem go obróciłem i doprowadziłem się do wytrysku na jego klatę. Byłem zmęczony, położyłem się na nim, nie wycierając spermy. Przytulaliśmy się kilka minut, póki nie odpocząłem. „Teraz moja kolej. Już wiem jak to jest być pasywem, teraz chcę spróbować odwrotnie”. To w nim lubiłem. Nie był właściwie gejem, ale chciał wszystkiego spróbować. Cudowny młodziak.

    Tym razem zrobiliśmy to na stojąco. Oparłem się o ścianę, a Damian najpierw klęcząc, przygotował mnie językiem. Kilka lat nie miałem penisa w sobie, tęskniłem za tym uczuciem. Chociaż pieszczoty były przyjemne, poprosiłem, żeby już przeszedł do rzeczy. Wstał, położył silne dłonie na moich biodrach i wsunął penisa. Zabolało, nie był zbyt delikatny. Ale ten ból był podniecający, bo wynikał z jego niedoświadczenia. Jestem pierwszym facetem, w którym jest. Długo to nie trwało, z resztą wcale mu się nie dziwię. Gdy wyszedł, nie zdążyłem nawet uklęknąć, by strzelił mi do buzi. Wyssałem jedynie końcówkę spermy z jego powoli wiotczejącego penisa.

    Poszliśmy razem pod prysznic. Umyliśmy się nawzajem, ocierając się o siebie, ale już nie uprawialiśmy seksu. Mecz zdążył już się skończyć, ale po dobrym seksie mieliśmy dobry apetyt, więc dokończyliśmy kolację. Poleżeliśmy na kanapie, przytulając się do siebie przy włączonym telewizorze. „Jak ci się podobało?”, zagaiłem. „Było świetnie. Od jakiegoś czasu zastanawiałem się, jak to jest z facetem. A ty byłeś świetnym nauczycielem, nie myślałeś tylko o sobie…”. Miło było to słyszeć, zaczęliśmy się całować i wzajemnie masturbować. Tym razem doszliśmy w tej samej chwili, patrząc sobie w oczy. Byłem nim naprawdę zauroczony.

    Po wszystkim, około północy, mój seksowny, młody kochanek stwierdził, że musi wracać do domu. Namawiałem, żeby został na noc, ale odmówił. W zamian zaproponował, żebyśmy następnego dnia znowu poszli razem pobiegać. Całą noc myślałem o tym, co zrobiliśmy. Wahałem się pomiędzy wycofaniem się i próbą całkowitego zerwania znajomości, a kontynuacją tego romansu najdłużej, jak tylko się da. Czyli pewnie do wyjazdu chłopaka na studia, bo zwierzył się, że ma takie plany. Wybrać własne uczucia, czy wierność wobec żony?

    W sobotni poranek znowu się spotkaliśmy. Strój mocno podkreślał kształty jego wysportowanego ciała. Już miałem ochotę go wyruchać w tę wydepilowaną, ciasną pupę. Chyba to wyczuł, bo od razu zaproponował, żebyśmy pobiegli za miasto, do rzadko uczęszczanego zagajnika. Był do niego spory kawałek, męczący tym bardziej, że ciężko biega się z penisem w erekcji. Gdy tam dotarliśmy i stwierdziliśmy, że nikogo nie ma w pobliżu, od razu rzuciliśmy się na swoje usta. Świetnie całował.

    Gdy uklęknąłem i zacząłem rozpinać mu spodnie, spojrzał na mnie poważnie i powiedział, „jest mi z tobą świetnie, ale musisz wiedzieć, że nie będę twoim chłopakiem. Możemy uprawiać seks w tajemnicy, ale nic poza tym”. Wyjaśniłem mu, że też nie mam zamiaru zrywać z żoną i potajemne schadzki są wszystkim, czego chcę. W gruncie rzeczy mieliśmy takie same oczekiwania odnośnie tej znajomości. Klęcząc i cały czas patrząc mu w oczy, zsunąłem mu spodnie i bokserki. Zacząłem pieścić językiem jego zwiotczałego penisa, lizać i ssać. Stanął w moich ustach. Był trochę zdenerwowany, cały czas obserwował, czy ktoś nie idzie, dlatego trochę zajęło, zanim doszedł. Wystrzelił mi do buzi, wszystko z przyjemnością połknąłem.

    Szybko podciągnął spodnie. Zacząłem go całować, licząc na to, że teraz on zaspokoi mnie, ale za bardzo bał się, że ktoś nas zobaczy. „Dobra, możemy wracać, ale pod warunkiem, że dziś do mnie wpadniesz i się odwdzięczysz”. Uśmiechnął się zadziornie i odpowiedział, „zobaczymy, czy będę miał ochotę”. Przyparłem go do drzewa i zacząłem całować po szyi. Byłem ekstremalnie podniecony i miałem na niego wielką ochotę. Ale nie pozwolił działać, więc co miałem zrobić… Pobiegliśmy z powrotem. Nie dał się zaprosić, więc wróciłem do domu i sobie zwaliłem. Liczyłem, że wpadnie wieczorem, ale nie odpisywał na SMS-y. Pomyślałem, że się wycofał. Nie chciałem naciskać. Tak zleciał weekend. W poniedziałek pochłonęła mnie praca i zacząłem się godzić z tym, że była to jednorazowa przygoda.

    We wtorek wieczorem dostałem SMS-a. „Wychodzisz pobiegać?” Nie musiał pytać dwa razy. Właściwie nie powinienem mu od razu odpisywać po kilku dniach ignorowania mnie, ale trudno. W niedzielę miała wrócić żona, co oznaczało koniec przygody. Postanowiłem wykorzystać maksymalnie pozostałe nam dni. W trakcie biegu zaproponował, „może chciałbyś to zrobić w publicznej toalecie?”. Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy i zaczęliśmy się śmiać. Miał bardzo uroczy śmiech. Cały był uroczy, nic dziwnego, że miał takie powodzenie u dziewczyn. Idealny chłopak, żeby zaimponować znajomym, a jednocześnie pochwalić się rodzinie.

    Weszliśmy do centrum handlowego i poszliśmy na najmniej uczęszczane piętro. Szybkim krokiem udaliśmy się do łazienki. Mój penis stał na baczność i aż mnie bolał z podniecenia. W spodniach Damiana widziałem to samo. Poczekaliśmy aż mogliśmy niepostrzeżenie wejść do jednej kabiny. Chłopak popchnął mnie na ścianę i zaczął zachłannie całować. „Dziewczyna mi dziś nie dała, ani sobie nie zwaliłem. Muszę sobie ulżyć”. Rozpiął spodnie i wyjął z nich twardego, grubego kutasa. Natychmiast uklęknąłem i wziąłem go do buzi. Zająłem się nim najlepiej, jak potrafiłem, wliczając w to pieszczenie napletka, ssanie jąder, masowanie prostaty. Ale gdy po odgłosach i ruchach zauważyłem, że zbliża się do orgazmu, nagle przerwałem. Chciał dokończyć sam, ale złapałem go za ręce. Wyrywał się, ale nie pozwoliłem mu się uwolnić.

    „Pozwól mi, odwdzięczę się”, wydyszał. „Nic z tego. Poprzednio też miałeś się odwdzięczyć”. Odwróciłem go i zacząłem bawić się jego odbytem, co jeszcze bardziej go nakręciło. Początkowo chciałem go wziąć od tyłu, ale zmieniłem plany. Zmusiłem Damiana, żeby uklęknął i zająć się moim penisem. Trzymałem jego ręce w górze, żeby nie mógł sam się doprowadzić. Było mu trochę niewygodnie, ale ja czułem dominację, dzięki czemu już po paru minutach też zbliżyłem się do wytrysku. Kazałem mu wstać i zacząłem bawić się jego penisem. Obaj byliśmy maksymalnie podnieceni. Zaczęliśmy ocierać się penisami, po czym delikatnie wsunąłem się pod jego napletek. Nie było łatwo sobie walić bez odrywania od siebie penisów, ale byliśmy tak nakręceni, że nie potrzebowaliśmy mocnych ruchów. Nasze kutasy wytrysnęły prosto na siebie. Przytuliliśmy się mocno i przez dłuższą chwilę pozostaliśmy w swoich ramionach.

    „Następnym razem mnie wyruchasz”, powiedział po chwili. Na następnym raz musiałem czekać cały dzień. Aż do niedzieli spotykaliśmy się codziennie, ale już bez kombinowania, u mnie w domu. Było wspaniale. Ale w niedzielę trzeba było to zakończyć. „Wieczorem wraca moja żona. Nie będziemy mogli się tak często spotykać. Ale mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec…”. Obiecaliśmy sobie, że będziemy kombinować, żeby się spotykać, ale tak się nie stało. Każdy zajął się swoim życiem. Chyba obaj obawialiśmy się tego, co może się stać, gdyby nasze kontakty wyszły na jaw.

    Kilka razy wyszliśmy razem pobiegać, kilka lodów i wspólnego walenia w lesie i w galerii. Było fajnie, dreszczyk emocji. Ale w końcu i ten sporadyczny kontakt się urwał. Napisał dopiero pod koniec września z pytaniem, czy chcę wybrać się z nim na zakupy. Maturę zdał śpiewająco i dostał się na taki kierunek, który sobie wymarzył. Teraz miał się wyprowadzić i chciał kupić sobie potrzebne rzeczy. Domyśliłem się, że chciałby się pożegnać, a przy okazji wyciągnąć ode mnie trochę kasy. Na szczęście miałem jakieś zaskórniaki o których nie wiedziała żona. Powiedziałem jej, że muszę jechać w sobotę do pracy na parę godzin. Pojechaliśmy moim samochodem do sąsiedniego miasta.

    Po drodze gadaliśmy jak kumple. Damian opowiadał o swoich marzeniach i oczekiwaniach odnośnie nowego rozdziału w życiu. Opowiadał o swojej dziewczynie. Ja głównie słuchałem. Miło było posłuchać szczęśliwego, młodego człowieka. Zaczęło się chodzenie po sklepach. Przyszły student planował spore zakupy. Miał ze sobą trochę kasy, a gdy ją wydał, ja kupiłem mu jeszcze parę rzeczy. Było mu głupio, że jestem taki hojny. „Chyba nie dam rady ci tego wszystkiego wynagrodzić”, szepnął mi na ucho. Gdy już mieliśmy wychodzić, zaproponowałem, żebyśmy cofnęli się jeszcze do sklepu z butami. Pokazałem mu klapki yeezy i spytałem, czy chce. Spojrzał na cenę i zaniemówił. Kosztowały ponad tysiąc złotych. Powiedział, że nie może przyjąć tak drogiego prezentu, bo nigdy nie da rady się odwdzięczyć. Ale decyzja zapadła. Wydałem całe oszczędności o których nie wiedziała żona.

    Damian był wyraźnie zakłopotany. Poszliśmy do samochodu. Od razu rozpiął mi spodnie i zaczął robić loda. Chciał się odwdzięczyć. Starał się, ale brakowało tej naturalności i autentyczności, którą u niego lubiłem. „Chłopaku, myślisz, że zrobiłem to tylko dla ciebie?” Podjechaliśmy na pusty parking przy lesie. Cały czas miałem rozpięty rozporek, a Damian pieścił mnie ręką. Gdy zaparkowaliśmy, wydałem polecenie „zdejmuj buty i skarpety”. Zsunął ze stóp wsuwane vansy i ściągnął wysokie, czarne, sportowe skarpety. Wyszedłem z samochodu, wyjąłem z bagażnika klapki i uklęknąłem przed samochodem, przy drzwiach z jego strony. Całowałem go po stopach, a następnie założyłem na nie nowe obuwie.

    „Wyglądasz w nich bosko, muszę cię wyruchać”. Złapałem go za rękę i wyciągnąłem z samochodu. Zacząłem lizać mu dziurkę. Dawno tego nie robiliśmy. Uwielbiam męskie tyłki, zwłaszcza tak kształtne i młode. Jednocześnie ręką szarpałem jego kutasa. Gdy był już gotowy i podniecony, wstałem i wsunąłem penisa do środka odbytu. Wszedł głęboko, a chłopak nie śmiał protestować. W końcu go kupiłem, chciał się jakkolwiek odwdzięczyć. Pozwolił nawet, żebym doszedł w środku.

    Następnie uklęknąłem i zacząłem robić mu loda. Miałem już na niego sposób i z każdym kolejnym razem potrafiłem doprowadzić go szybciej i sprawić, żeby miał większy wytrysk. Gdy już się zbliżał, zaproponowałem, żeby we mnie wszedł. „Nie wiadomo kiedy spotkamy się następnym razem. Chcę cię poczuć”. Uśmiechnął się, krótko mnie pocałował i popchnął na samochód. Nawilżył mi odbyt i zaczął ostro pieprzyć. Jeszcze nigdy nie było u nas takiego tempa. Było zajebiście. Gdy doszedł, oboje dyszeliśmy. Akurat zadzwoniła żona i zapytała, kiedy kończę pracę. A więc czas wracać.

    Gdy zaparkowałem, zauważyłem, że żona siedzi na ławce i czeka. Wkręcałem kit, że spotkałem sąsiada pod pracą i zaproponowałem podwózkę. „To może sąsiad zje z nami obiad?” Oczywiście odmówił, ale była tak uparta, że nie pozostawiła mu wyjścia. Zacząłem się bać. Moje obawy były w pełni uzasadnione. Gdy tylko weszliśmy, zakluczyła drzwi od środka i schowała klucz w spodniach. „Wiem wszystko. Jakiś czas temu koleżanka widziała was razem. Sprawdziłam wszystko, połączyłam fakty i jestem pewna. Nawet nie zaprzeczajcie”. Obaj zaniemówiliśmy. Stało się to, czego się obawialiśmy. „Ale bez obaw. Nikomu o tym nie powiem. Nie rozwiodę się z tobą. Możecie się czasem spotykać, byle nie jawnie. Ale mam jeden warunek”.

    Podeszła do Damiana i rozpięła mu rozporek. Zastanowiłem się, czy moja żona może mu się podobać. Była piękną kobietą, ale jednak lata różnicy robią swoje. Chłopak był początkowo onieśmielony, nawet mu nie stał, ale nie protestował, gdy kazała mu się rozebrać. Ja usłyszałem do samo polecenie. Nadzy klęczeliśmy i przepraszaliśmy. Nadia miała ubrane białą koszulkę i luźne jeansy, tzw. dzwony. Na swoich małych stópkach miała tomsy. Było to jej ulubione obuwie w czasie ciepłych miesięcy. Były mocno przepocone, nie raz używała ich do dominowanie nade mną w czasie seksu. Tym razem miała dwóch niewolników. „Całujcie mi buciki, jeśli chcecie uzyskać przebaczenie”, powiedziała patetycznie. Ja zrobiłem to z przyjemnością, ale Damian nie miał chyba fetyszu stóp, więc wobec niego rzeczywiście był to przejaw dominacji. Następnie kazała nam wylizać dokładnie buty, a gdy te były już mokre od naszej śliny, zdjęła je. Jej paznokcie były pomalowane białym lakierem. Zmusiła nas do wąchania wnętrza obuwia. Zapach był naprawdę mocny.

    Rozkazała, żebyśmy wstali. „Pocałujcie się. Chcę widzieć jak to robicie”. Byłem zakłopotany, ale Damian szybko zaczął mnie całować. Robił to naprawdę namiętnie, po czym wyczułem, że podnieca go ta sytuacja. Żona uklęknęła i zaczęła zabawiać się naszymi penisami. „Ale masz ładny napletek”, powiedziała do nastolatka. Brała je po kolei do buzi i szarpała silnymi dłońmi. „Chcę zobaczyć, jak pieprzysz mojego męża. Bo to ty jesteś aktywem, zgadłam?” Nim zdążyliśmy wytłumaczyć, że zamieniamy się rolami, popchnęła mnie na ścianę i zaczęła lizać mój odbyt. Zamknąłem oczy. Po chwili Damian wsunął we mnie swojego kutasa i ostro mnie posuwał, podczas gdy ona całowała go po całym ciele.

    Gdy poczuł, że się zbliża, zapytał naszej dominy, czy może dojść. „W żadnym wypadku. To nie koniec”. Posłusznie przerwał seks analny. Nadia dała mi klapsa i spojrzała w oczy. „Teraz będziesz patrzył, jak twój chłopak mnie zerżnie. Będę jego dziwką, tak jak ty”. Poszli do łóżka. Damian traktował ją z czułością. Dużo uwagi poświęcił grze wstępnej, robiąc jej niezłą minetę, obcałowując całe ciało, a wreszcie posuwając w pozycji misjonarskiej. Żona była zachwycona, ale chciała więcej. Usiadła mu na kutasie i zaczęła szybko skakać. Uważnie się przyglądałem i waliłem sobie konia.

    „Nie wiem czy wiesz, kochanie, ale od jakiegoś czasu biorę tabletek. Chcesz wychowywać dziecko swojego chłopaka?” Zabolało. Zauważyła to, ale nie przestała ujeżdżać Damiana, który wkrótce doszedł jej w cipce. „Teraz twoja kolej”. Położyłem się i potraktowała mnie dokładnie tak samo, jak jego. Ja też wystrzeliłem w środku. Gdyby rzeczywiście zaszła w ciążę, nie wiedziałbym, czyje to dziecko. Powiedziała, że chce poleżeć razem z nami. Dziwnie czułem się leżąc w trójkę w naszym małżeńskim łóżku. Ale atmosfera szybko się poprawiła. Powiedziała, że nie ma do mnie żalu, chociaż początkowo była wściekła. Wszystko sobie wyjaśniliśmy.

    Ustaliliśmy, że mogę od czasu do czasu spotykać się z Damianem, pod warunkiem, że nikt z naszych rodzin i znajomych się o tym nie dowie. Czasem spotykaliśmy się w trójkę. Okres oczekiwania na spotkanie chłopak umila nam wysyłaniem seksownych zdjęć, do których wspólnie się masturbujemy. Nasza nietypowa relacja trwa do dziś i stanowi cudowne urozmaicenie naszego życia seksualnego.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    PanJowak
  • Dziewczyny Erica 2 – Nowy Dom

    #Futro #Fetysz

       Gdy wyjechali za bramę, żadna z trójki dziewcząt nie obejrzała się za sobą. Wszystkie siedziały cicho, patrząc w podłogę.
    – Nazywam się Donaldson. – rzekł mężczyzna. – Ale możecie mi mówić Eric.
       Nie odpowiedziały.
    – Jedziemy bardzo daleko. Tam gdzie was zabieram nie ma miast, wsi, nie ma nikogo. Jest tylko mój dom i dużo lasu w okolicy. Będziecie opiekować się domem i obejściem. – miał ochotę dodać, że zaopiekują się też jego małym, za pewien czas.
       To również nie wywołało reakcji panien.
    – Słuchajcie, nie możecie pojechać do mnie z tak małym dobytkiem. Tam nic nie kupimy. Wszystko musimy nabyć tutaj. Pomożecie mi?
       Melody spojrzała na niego bystro.
    – A czy kupi nam pan sukienki? Kolorowe?
       Eric skinął głową i to przełamało lody.

       Okrzykom zachwytu nie było końca. Każda nowa sukienka, nowe buciki i wszystkie inne rzeczy wywoływały taką reakcję. I jękom, gdy każdej kupił tylko po jednej “modnej” sukni i kilka użytkowych. Ale zaczęły się do niego odzywać, w szczególności gdy uwierzyły, że nie wrócą do sierocińca, a to wszystko nie jest tylko snem.
       Melody był najgłośniejsza i najbardziej roztrzepana. A gdy powiedział, że może rozpuścić włosy to prawie zemdlała z wrażenia. Jako jedyna z trójki nie mogła mieć warkoczy, jej włosy kręciły się tak mocno, że były spięte grzebieniem, a i tak nowe kosmyki wciąż się wymykały. Kupił jej kilka kokard, pod kolor sukienek, a ona z rozpędu ucałowała go w policzek.
       Poczuł miłe mrowienie w spodniach, ale opamiętał się. Jeszcze miał czas, jeszcze wszystko przed nim.
       Najgorszą przeprawę miał w sklepie skórzanym, gdzie kupowali buty. Bo drugą część sklepu zajmowały okrycia wierzchnie, kurtki płaszcze, kożuchy i futra. Gdy jego podopieczne mierzyły obuwie, to on wyobrażał sobie w których lisach, szopach czy norkach będą wyglądać najlepiej. I nim skończyli zakupy, to już wiedział jakie będą ich pierwsze futra.

       Gdy zmienili wynajętą dorożkę na porządny dyliżans, to wszystkie trzy miały rozpuszczone włosy i Eric mógł dokładnie je ocenić. Angela była blondynką z lekko falującymi włosami i niebieskimi oczami. Była niska, nawet od młodszej Melody. Nie tylko rosły jej piersi, ale miała je już słusznych rozmiarów, co z radością zauważył. Za to Laureen była jej przeciwieństwem, wysoka brunetka o bladej cerze i czarnych oczach. Obie dziewczęta zawsze chodziły razem, często trzymając się za ręce. Były ze sobą bardzo zżyte i myśliwy wiedział, że to tylko kwestia czasu, jeśli już się nie stało, jak poznają bardziej swoje ciała.
       Mało mówiły. Za to Melody trajkotała za trzy. O wszystko się pytała, jak wygląda okolica, gdzie zamieszkają, gdzie to jest, kiedy dojadą, jak wyglądają zwierzęta, czy są wielkie grizzly, które mogą ją zjeść… Pytała się o wszystko, a gdy już nie miała nowych pytań, to powtarzała stare.

       Dowiedział się też kilka rzeczy o nich. Rodzice Angeli zginęli w pożarze, które regularnie nawiedzały miejscowości na wschodnim wybrzeżu. Ojciec Laureen utonął w czasie katastrofy statku niewolniczego, na którym pływał do Afryki, a matka zmarła na szkarlatynę. Melody o rodzicach nie wiedziała nic, po prostu pewnego dnia znaleziono przed kościołem koszyk z wrzeszczącą w niebogłosy dziewczynką z rudym puszkiem na głowie.
       Zapytał się też ich, dlaczego tak bardzo chciały opuścić sierociniec. Jednak na każde wspomnienie o nim milkły i spuszczały głowy. Widząc jak źle wpływa na nie wspominanie o tamtym miejscu, nie drążył tematu.

       Gdy kilka dni później wysiedli w małym miasteczku i Eric odebrał swój wóz, który stał w zjeździe. To co za chwilę miał powiedzieć, już od dłuższego czasu układał w głowie. Popatrzył na swoje podopieczne z udawanym smutkiem.
    – Słuchajcie. Nie przewidywałem, że będzie was aż trzy. Przygotowałem, oprócz swojego, tylko jedno łóżko. Dwie się zmieścicie, ale nie trzy. Dlatego jedna musi spać ze mną. Nie martwcie się, moje łóżko jest również szerokie. A jak się boicie, to wstawię deskę na środek.
       Jego oświadczenie nie wywołało jakiś strachów, widać było że przyzwyczaiły się do myśli, że będą mieszkać z dorosłym mężczyzną. Chyba zmiana wpojonych ich przez Skanske nawyków będzie łatwiejsza niż się spodziewał.

       Pod wieczór dotarli do wielkiego lasu i odgłosy nocy zmroziły serca dziewcząt. Melody wtuliła się w Erica i pisnęła, gdy duża ćma uderzyła ją w twarz i zaczęła dobijać się do lampy oliwnej. Angela i Laureen przycisnęły się do siebie i rozglądały nerwowo.
       Myśliwy przytulił rudowłosą i wciągnął w nozdrza delikatny zapach rozkwitającej kobiecości. Kolejny już raz poczuł podniecenie. Dziewczyna była najmłodsza, ale jednocześnie najbardziej mu się podobała. Z chęcią by ją pogłaskał po skręconych włosach, ale nie wiedział, czy mógłby się powstrzymać przed czymś więcej
       Na szczęście las szybko się skończył i wjechali na pola Erica. Zboże dawno już wzeszło i lekko szumiało w rytm nocnego wietrzyka.
    – Co to? – zapytała Melody, pokazując ciemny kształt i potężnie ziewnęła.
    – To mój dom, a właściwie stajnia. Za nią jest domek, gdzie zamieszkamy.
       Było późno, dlatego nie pokazał im całego obejścia. Zajechał wozem do stajni i wyprzągł konia. Gdy napięcie ciemnym lasem opadło, to jego podopieczne stały się nagle bardzo śpiące. Melody musiał prawie nieść, z ledwością przebierała nogami. Zdjęła buty i w ubraniu zwaliła się na łóżko. Gdy pokazał pozostałej dwójce drugie łóżko i wrócił do niej, już głęboko spała, śmiesznie świszcząc przez niedomknięte usta. Przykrył ją kocem i delikatnie pogłaskał po głowie. Jak pięknie będzie wyglądać otulona w srebrne lisy…

       Następnego dnia pokazał im całą okolicę oraz zwierzęta, jakimi miały się opiekować. Spokojna krowa dała się obejmować przejętym dziewczynkom i nie narzekała, gdy próbowały ją wydoić. Temu wszystkiemu przyglądał się rudy kocur, który od razu przypadł do serca Melody. Koń wesoło machał ogonem, chrupiąc ziarno, a kury gdakały z przejęcia, ciesząc się, że wysiadują kilka pozostawionych im jajek.
       Następne dni były dla Erica bardzo męczące. Dziewczęta stawały się coraz bardziej otwarte wobec niego i nie tylko w mowie. Zapominały o wmuszonej w nie przez Skanske etykiecie i dokazywały. A to Angela nie zapięła porządnie sukienki i zobaczył kawałek jej piersi, kiedy indziej Laureen wystawiła swoje smukłe nogi na ciepłe słońce. Raz nawet zobaczył jak Melody wachluje się sukienką, wybitnie pokazując, że pod spodem nic nie ma.
       Uciekał wtedy na polowania lub do pobliskiego strumienia. Ale nawet zimna woda nie potrafiła ostudzić jego zmysłów.
    – Spokojnie, poczekaj do zimy. – powtarzał sobie. – Wtedy nauczysz ich dotykania futer….
       By uspokoić swój temperament, mocno się masturbował. Jednak zamiast wysokiej Laureen czy piersiastej Angeli coraz częściej marzył o Melody, ubranej tylko w srebrne lisy. Brał ją w każdej możliwej pozycji, a ona nie pozostawała mu dłużna, dosiadając go i galopując jak dzika Amazonka lub biorąc do ust i ssąc go do samego końca.
       Jak mógł o niej nie marzyć, skoro już drugiego dnia po przybyciu odmówiła, by montował deskę między nimi na łóżku. Zresztą to ona najczęściej z nim sypiała, tylko czasami któraś z pozostałej dwójki ją zastępowała. Uwielbiał patrzeć na jej spokojną twarz, gdy spała i słuchać cichutkiego chrapanie. Jak cudownie będzie wyglądać w lisach…

       Nie musiał czekać do zimy. Wszystko zaczęło się o wiele wcześniej…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Martin Kigalison
  • Dziewczyny Erica 3 – Melody

    #Futro #Fetysz

       Kilka tygodni później mył się w strumieniu. Po raz kolejny musiał ochłodzić swój temperament. Dzisiaj Angela pracowała w ogródku i schylała się by podnieść rzeczy. Przytyła w swoim nowym domu i sukienki ciasno opinały jej ciało, nie kryjąc ponętnych wypukłości. Eric przez materiał zobaczył jej pełne pośladki i musiał natychmiast pobiec do strumienia.

       Zrzucił ubranie i wszedł do wody. Była zimna, ale nie potrafiła ostudzić jego podniecenia. Penis stał mu na baczność. Zaczął powoli go masować, wyobrażając sobie Angelę w futrze. Już dawno wybrał dla niej wiewiórki, długie, z wielkimi, wywijanymi mankietami oraz toczkiem.

       Zamknął oczy i już miał ją przed oczami. Podchodzi do niego powolnym krokiem i rozsuwa poły futra, pokazując duże piersi. A potem klęka. Już po chwili ma go ustach, ssie penisa bez pośpiechu, pomagając sobie rękami. Chce by jego przyjemność trwała jako najdłużej. On stoi i głaszcze wiewiórki, wiedząc że już za chwilę wystrzeli w nienasycone gardło blondynki.

       Czuł za chwilę wystrzeli w bystry nurt strumienia, gdy nagle wydało mu się, że pobliskie krzaki poruszyły się. Odwrócił się do nich plecami, skrępowany, ale pomyślał, że kto ma go podglądać? Chyba, że…

       Odwrócił się do zarośli, prezentując swój napuchnięty organ. Krzaki znów poruszyły się. Na pewno ktoś tam był i Eric nie wytrzymał:

    – Nie musisz się ukrywać. Chodź!

       Zdziwił się bo z zarośli nie wyszła ani Angela, ani Laureen, tylko Melody. Piękna Melody, którą tyle razy ubierał w srebrne lisy… Dziewczyna stanęła na brzegu i szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w muskularną pierś mężczyzny. I w to co miał niżej.

    – Czy nie uczono was, że nie należy podglądać? – udał zdenerwowanie i skierował się ku brzegowi, nie czyniąc nic by zakryć penisa.

    – Nie, prosze pana… – ciągle mówiła do niego “pan”. – To znaczy, tak. Uczono nas.

    – Widzisz, a mnie uczono innej rzeczy. Że jak coś się przeskrobie, to kara musi być podobna do psoty.

    – To znaczy?

       Stanął nago na brzegu. Zimna woda już nie studziła jego temperamentu. A to co planował sprawiło, że krew w nim zawrzała. Skoro za nim sama przyszła…

    – Ty widziałaś mnie nago. Za karę chcę zobaczyć co masz pod suknią.

    – Ale ja pod nią nic nie mam! – pisnęła cicho.

    – Nieważne.

       Chwilę wahała się, ale rozwiązała tasiemki i szybkim ruchem zrzuciła sukienkę na brzeg. Eric podziwiał jej ciało, tak młode, tak dziewczęce. Miała piegi nie tylko na twarzy, okrywały cały jej dekolt i malutkie piersi, ostro odcinając się od bladej skóry. Różowe sutki momentalnie naprężyły się z zimna. Spojrzał niżej, wokół jej muszelki widział ostro miedziany puszek. Na sam ten widok poczuł, że jeszcze bardziej mu sztywnieje.

    – Proszę pana, co to? – zapytała, spoglądając na wyprostowany organ. – Czy pan jest chory?

    – Nie, Melody. Nic wam nie mówiono o kobietach i mężczyznach, co się z nimi dzieje po ślubie?

    – Nie.

    – Otóż moje dziecko, to jest penis. Pomyśl, że idealnie pasuje do twojego wnętrza.

    – Wnętrza?

    – Ta dziurka, z której siusiasz nie służy tylko do tego. Gdy kobieta i mężczyzna są w łóżku, to on wsuwa swojego penisa w partnerkę i porusza nim.

    – Po co?

    – To jest bardzo przyjemne. Zapewniam cię, bardzo. Dla obu stron. A poza tym, dzięki temu tworzy się nowe dziecko.

    – Dziecko?

    – Ech… Ty nic nie wiesz, pokażę ci. Stań tutaj, wyprostowana. I przestań zasłaniać łono. I tak już je wcześniej widziałem…

       Zrobiła to o co ją prosił. Podszedł do niej i ukląkł. Rozgarnął puszek i zobaczył łechtaczkę w całej okazałości. Delikatnie ją pogłaskał. Dziewczyna pisnęła z zaskoczenia.

    – Co… co pan robi?

    – Czy to jest przyjemne? – zapytał i dotknął guziczka językiem.

    – Nie.. Och! Tak… To bardzo przyjemne…

       Kontynuował lizanie, zjeżdżając coraz niżej. Gdy językiem rozwarł wargi i wsunął go do cipki, Melody krzyknęła. Objęła go rękami i przycisnęła do siebie.

       Nie musiał długo pracować. Krzyk rudowłosej i skurcze pochwy poinformowały go, że doszła. Stanął obok niej i przytrzymał ją, bo chwiała się na nogach.

    – I jak ci się podobało?

    – Było… cudownie… czy możesz… czy może pan zrobić to jeszcze raz?

    – Mogę, mogę wiele razy. Ale muszę dostać coś w zamian. Widzisz, ty też możesz mi sprawić podobną przyjemność.

    – Jak? – zapytała konkretnie.

    – Wystarczy, że złapiesz mego penisa w dłoń i będziesz nią poruszać, tak jak gdybym ja poruszał się w łonie kobiety. Zrobisz to?

    – A potem pan zrobi mi… językiem?

    – Tak, zrobię.

       Z zapałem złapała go za penisa. Musiał poprawić jej chwyt, ale po chwili szybkimi ruchami masowała jego ptaszka, patrząc wielkimi oczami jak coraz bardziej puchnie. Nie zaspokajał się dwa dni, dodatkowo prawie doszedł marząc o Angeli w wiewiórkach, dlatego prawie w jednej chwili poczuł, że dochodzi.

    – Gdy trysnę, lekko zwolnij. – polecił, ostatkiem sił powstrzymując nieunikniony wybuch.

    – Gdy co? Och!

       Krzyknęła zaskoczona, bo w tej samej chwili pierwszy strumień spermy wystrzelił z jego penisa. Przez chwilę zastygła w bezruchu, ale on szybko złapał ją za dłoń i nadał rytm masażowi. Kolejne strzały lądowały na kamieniach, tworząc białe litery miłosnego alfabetu.

    – Co to było, proszę pana?

    – To nazywa się nasienie albo sperma. Znasz pojęcie z Biblii. To właśnie ten płyn pomaga zajść kobiecie w ciążę. A teraz moja kolej. Usiądź na tamtym kamieniu i rozłóż nogi.

       Ponieważ strzelił, to trochę ochłonął. Dlatego uważniej zajął się myszką Melody. Lizał ją okrężnymi ruchami, od łechtaczki do muszelki, zwalniał, przyspieszał. Dochodziła bardzo szybko, za każdym razem zaciskając uda na jego głowie. Była bardzo głośna, każdy orgazm witała krzykiem. Miał nadzieję, że nikt tego nie usłyszy…

       Znów poczuł się gotowy, dlatego wstał.

    – Teraz pora na mnie. – rzekł krótko.

       Melody złapała za jego sztywnego penisa i ruszyła do pracy. Mocnymi ruchami odsłaniała główkę, to znów ją chowała w napletku. Dołączyła do zabawy drugą rękę i dwiema masowała go najszybciej jak mogła.

    – Dobrze proszę pana?

    – Tak. – odparł słabym głosem, czując że zaraz tryśnie. – Idealnie…

       Tym razem, nauczona poprzednim finałem, nie przestraszyła się wytrysku. Eric jęknął, a ona lekko zwolniła, tak jak wcześniej ją prosił. Tym razem nie skierowała penisa w bok i zamiast kamieni to jej młodzieńcze ciało spryskał kaskadą spermy.

       Myśliwy znów ukląkł u jej stóp i przyssał się do łechtaczki. A ona głaskała go po głowie i najszerzej jak mogła rozkładała nogi, pragnąc by jego język wniknął w nią jak najgłębiej.

       Nie liczył jej orgazmów, ale możliwe, że doszła do dziesięciu.

    – Nie… mam… już sił. Proszę… przestań… – wyjęczała.

    – Ale teraz to ja mam ochotę. Weźmiesz go… do buzi? – zapytał z nadzieją.

    – Wezmę. – odparła szybko, co bardzo go zdziwiło.

       Zamienili się miejscami. Teraz to ona klęczała u jego stóp, mając usta całkowicie wypełnione jego organem. Zacisnęła wargi, a on poczuł wilgoć i ciepło, których nie czuł od tylu lat…

    – O tak… Nie śpiesz się… Delektuj się nim…

       Nie spodziewał się, że Melody tak szybko może nauczyć się dawać mu przyjemność. A ona ssała jego penisa, pomagając sobie ręką. Zauważył, że mimo wcześniejszych deklaracji, że już nie ma sił, drugą masowała sobie łechtaczkę.

       Ile by dał, by jego kochanka była w lisach. Mógłby wtedy dotykać puszystego futra i głaskać je. Czas było ruszyć do pracy, teraz gdy Melody będzie sprawiać mu przyjemność, tylko od niego zależy kiedy ubierze lisy.

       Mruczała jak kotka, czasami wyjmując ptaszka z ust i oblizując go jak lizaka. Potem znów wsysała go w swoje blade wargi. Co pewien czas spoglądała na niego, sprawdzając czy dobrze się sprawuje.

       Nie śpieszyła się. Nigdy wcześniej nie ssała penisa, ale instynktownie wiedziała co i jak robić by trzymać go na granicy wytrysku, ale jej nie przekraczać. Rozkosz promieniowała z jego napuchniętego przyjaciela i rozlewała się po całym ciele, a on czekał aż zlituje się nad nim i dokończy dzieła. I tak się stało. Nagle przyspieszyła, a on poczuł coraz większą ciężkość w podbrzuszu. Ostrzegł ją, ale ona nie wyjęła penisa z ust. Nawet jeszcze bardziej przyspieszyła. Nie mógł wytrzymać ani chwilki dłużej i z jękiem wystrzelił w otchłań jej gardła. Przełknęła wszystko co z niego wytrysnęło, a potem powoli wyjęła go z ust. Ostatni raz oblizała główkę i uśmiechnęła się.

    – Dobrze, proszę pana?

    – Byłaś cudowna, Melody. Co powiesz jak za dwa dni razem się tu wykąpiemy?

    – A nie możemy jutro?

    – Dobrze, niech będzie jutro. – szybko się zgodził na tą propozycję. – O tej samej porze.

       Myślał, że może się rozmyśli, ale jednak tego nie zrobiła. Gdy przyszedł o umówionej godzinie nad strumień, już tam była, w swojej najlepszej zielonej sukience. Na jego widok uśmiechnęła się i powolnym ruchem rozpięła guziki przy szyi, by mógł oglądać jej malutkie jeszcze piersi.

       I tak już zostało. Gdy tylko mogli, to wybierali się nad strumień, oczywiście zawsze osobno, by nie wzbudzić podejrzeń Angeli i Laureen. Tam godzinami sprawiali sobie przyjemność, zamieniając się tylko miejscami. Eric nie musiał jej niczego uczyć, zaledwie w kilka dni została mistrzynią, a jej ręce i usta były wprost stworzone dla jego penisa. Bardzo lubiła chwile tuż przed finałem, gdy czuła jak ostatkiem sił próbuje powstrzymać erupcję. Wtedy brała go w usta i po chwili czuła smak śmietanki na języku.

       Bardzo szybko oświadczyła dziewczynom, że nie muszą się już zmieniać w łóżku ich opiekuna, ona spokojnie może cały czas z nim spać. Obie ucieszyły się z tego. A na Erica i Melody nie zwracały uwagi, zajęte sobą. Traper parę razu przyłapał je na tuleniu się do siebie, a raz ze stodoły dochodziły odgłosy wybitnie wskazujące, że nie doją tam krowy.

       To, że Melody została z nim na stałe w łóżku, bardzo mu się spodobało. Jego posłanie była za rogiem, by nie widział jak dziewczęta się przebierają i kochanka maksymalnie to wykorzystywała. Nim wskakiwała pod kołdrę, to często pokazywała mu na chwilę swoje ciało. Mimo, że regularnie zaspokajali się w strumieniu, to i tak bardzo to go podniecało. Dziewczyna szybko to dojrzała i znów go zaskoczyła.

       Gdy leżał z zamkniętymi oczami i rozmyślał jak jutro będzie znów nad strumieniem, to poczuł jak ciepła ręka pojawiła się obok jego uda. Po chwili dołączyła druga i obie pomknęły ku sztywnemu penisowi.

    – Ciii… – zaszeptała mu do ucha. – Ale ci stoi. Chcesz spuścić się w moje usteczka? Nie zostawię śladów… Wszystko połknę…

       Jak powiedziała, tak zrobiła. Ręce zastąpiły jej ciepłe wargi. Wchłonęły go między siebie i mocno zwarły, a zwinny języczek zaczął tańczyć po nabrzmiałej główce.

       Wszystko robiła pod kołdrą i bez wydania jakiegokolwiek odgłosu. Dziewczyny jeszcze nie spały i szeptały coś sobie, a on zesztywniał i wystrzelił w usta Melody silnym strumieniem spermy.

    – Jak będziesz miał ochotę to mnie obudź. – delikatnie pocałowała go w czubek penisa i odwróciła się do niego plecami. – Wtedy znów ci possę.

       Już po 10 minutach musiała to zrobić.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Martin Kigalison
  • Dziewczyny Erica 4 – Spelnienie marzen

    #Futro #Fetysz

       Nastała jesień. Na początku była ciepła i wciąż chodzili nad strumień, ale potem nadeszło zimno i słota. Zostało im tylko łóżko, czekali aż dziewczyny zasną i zajmowali się sobą. Rudowłosa kochanka wymyśliła nową pozycję, klękała na nim, on ssał jej norkę, ona zaś jego penisa. Cieszyła się najbardziej, gdy tryskał w jej usta w tej samej chwili, gdy czuł na języku jej orgazm.
       Eric musiał przyspieszyć swój projekt. Polował i chodził do swej pracowni na całe popołudnia.
    – Co ty tam robisz? – zapytała go pewnego dnia Melody.
    – Chcesz zobaczyć?
    – Oczywiście!
       Laureen i Angela właśnie kończyły zszywanie grubej, wełnianej spódnicy, a oni prawie pobiegli do pracowni, bo wiedzieli co tam się stanie.
    – Co to? – Melody wskazała na rozrzucone na wielkim stole kawałki futer.
    – To? Futra. Pomyślałem, że zamiast sprzedawać skóry do miasta, będę mieć więcej pieniędzy, jak sam uszyje futro i je sprzedam. Sama popatrz. To szopy.
       Ze ściany zdjął prawie ukończony model. Było grube i puszyste, z pięknym kołnierzem. Brakowało mu lewego rękawa, które leżało na stole.
    – Chcesz przymierzyć? – zapytał z nadzieją.
    – Mogę?
    – Oczywiście, że tak. Tylko poczekaj, doszyję rękaw.
       Po kilku minutach było gotowe. Gdy wziął je ze stołu, to z radością zauważył, że Melody była już naga.
    – Chcę poczuć je na całym ciele. – rzekła. – Zawsze marzyłam o futrze. – a on marzył o niej w futrze.
       Było dla niej o wiele za duże, zrobił je dla statecznej damy z południa, a nie młodziutkiego chudzielca. Ale wyglądała w nim przepięknie, miedziane włosy kontrastowały z żółcią szopów. Poczuł że jest maksymalnie podniecony. Zawsze lubił futra, a teraz miał przed sobą spełnienie marzeń, otuloną w mięciutkie futerko swoją piękną kochankę.
    – Czy te szopy … czy one mogą być… moje? – zapytała nieśmiało.
    – Nie. Ono…
    – Ale ja bardzo proszę. – rzekła i usiadła na stole. Rozłożyła nogi, ukazując mu swój rudy puszek. – Chodź do mnie…
       Podszedł i chciał uklęknąć, ale ona go powstrzymała. Pocałowała głęboko w usta i otoczyła ukrytymi w puszystym futrze ramionami.
    – Ja chcę… byś poruszał się w moim łonie… Dopóki nie tryśniesz…
       Wiedział, że nie powinien tego robić, ale dotyk szopów i anielska twarz Melody zauroczyły go. Szybkim ruchem pozbył się spodni i twardy penis dotknął wejścia do muszelki.
    – Pchnij. Nie bój się… – szepnęła, a on to zrobił.
       Była mokra i nie miał problemów. Jednym ruchem wtargnął na połowę długości, dwoma kolejnymi wszedł cały. Ich brzuchy się złączyły, a ona otoczyła go nogami i przycisnęła do siebie.
    – Tak. Tak… Od dawna tego pragnęłam…
       On nie zwracał na jej słowa uwagi. Przypomniały mu się dawne lata, kiedy po raz pierwszy stracił niewinność. Ale wtedy to była brudna, sprzedajna dziewka, kupiona za kilka monet. Śmierdziała piwem i starą rybą i brakowało jej kilku przednich zębów. To przez nią znielubił miasta. Teraz było inaczej, to Melody oddawała mu się z radością.
       Wchodził w nią szybkimi ruchami, a ona każdy witała z cichym jękiem. Tuliła się do niego, tak że wszędzie czuł oszałamiający dotyk futra. Był tak zniewalający, że poczuł, że dłużej nie wytrzyma.
       Chciał wyjść, ale kolejny jęk Melody odsunął tą myśl gdzieś daleko. Jeszcze raz wszedł najgłębiej jak mógł i już nie mógł odwlekać nieuniknionego. Z jękiem wtulił się w puszysty kołnierz szopów i eksplodował w dziewczynie, a ona krzyknęła z orgazmu.
       To był najwspanialszy finał w jego życiu. Silny, zniewalający i tak cudowny. Z każdym kolejnym ruchem czuł jak penis napręża się i kolejna porcja nasienia trafiała w kobiece łono.
       Chciał krzyczeć z rozkoszy, ale wszędzie otaczało go futro. Melody trzymała go zaskakująco silnie, jednocześnie sama przeżywając swój pierwszy raz.

       Gdy skończył strzelać, to delikatnie położył ją na fotelu i dokładnie otulił szopami. Dziewczyna uśmiechała się do niego, wciąż przeżywając swój pierwszy wytrysk w sobie. Nie czuła żadnego bólu z powodu utraty dziewictwa i bezwstydnie oczekiwała powtórki. Wyglądała tak pięknie, że nie mógł się powstrzymać i jeszcze raz wtargnął w nią na fotelu, delikatnie penetrując jej aksamitną dziurkę. Znów tulił się do futra, a Melody obdarzała go gorącymi pocałunkami, prosząc by został w niej jak najdłużej. Tym razem ani myślał o wychodzeniu i cały ładunek trafił do łona Melody.
    – Czy te szopy będą moje? – zapytała pewnie.
    – Nie. – odparł krótko, a ona zrobiła obrażoną minkę. – Nie pasuje ci. Nie jesteś tak gruba. Ale nie martw się. Zrobię ci inne. Dla całej trójki robię. Oraz narzuty.
    – Narzuty?
    – Zimy są tu bardzo ciężkie. Dla nas i dziewczyn zrobię po futrzanej narzucie. Nie będzie nam zimno.
    – A jakie futro zrobisz dla mnie?
    – Srebrne lisy. Bardzo podobne do tego, ale kolor będzie ci bardziej pasował. Dorobię też toczek i mufkę, by nie marzła ci główka i rączki.
    – A innym?
    – Laureen dostanie wilki, Angela wiewiórki. A narzuta będzie z takich szopów jak te co masz na sobie.
    – Czyli one dostaną po futrze, a nic ci nie zrobiły…
    – Jeszcze nie…
    – Chcesz się z nimi kochać? – potwierdził. – Z całą trójką? Ale z ciebie zbereźnik…
    – Na początku planowałem tylko dwie, ale ty się pojawiłaś…
    – Nie byłam w twoim planie?
    – Bardzo się cieszę, że jednak jesteś…
    – Bo byś wciąż czekał na nie, a ja już zostałam uwiedziona, Chyba coś mi się za to należy?
    – A co chciałabyś? Drugie futro?
    – Nawet więcej. Uwielbiam ich dotyk.
    – Ja też. – przyznał i lekko się zaczerwienił, do tej pory nikomu się do tego nie przyznał. – Dobrze, w takim wypadku dostaniesz inne. Mam też trochę skór z rysi i kojotów. Coś z nich uszyję.
    – Jesteś kochany. – zaśmiała się. – Chciałbyś znów poprzytulać się do futerka? I pobaraszkować we mnie?
       Chciał, bardzo chciał. Porwał ją z fotela i położył się na stercie wyprawionych futer. Ale ona go dosiadła i pogalopowała, pilnując by on również do niej dołączył.

       Było coraz chłodniej, a Eric częściej wyruszał na polowania i sprawdzanie pułapek. Czasami nie było go w domu nawet kilka dni. Czas na wyprawach dłużył mu się niemiłosiernie, na samą myśl o Melody dostawał wzwodu. Jednak zaciskał zęby i czekał, a gdy wracał, strasznie napalony, to dziewczyna w puszystych szopach wynagradzała mu cierpliwość.
       Tymczasem romans Angeli i Laureen postępował. To już nie były ukryte pocałunki i przytulania, teraz dziewczyny odkryły, że ich języki i zwinne palce mogą im dać masę radości.
       Tym razem nakrył je, gdy wrócił z wyprawy. Złożył w pracowni kilka wyprawionych pośpiesznie skór norek i szopów. Innych zwierząt nie upolował, był za blisko domu. Chciał udać się dalej, ale pragnął Melody. Nie było jej w pracowni, tak samo w domu. Chciał sprawdzić w stodole, ale ciche jęki zatrzymały go. Podszedł do szpary w deskach i zaczął obserwować.
       W środku zastał oczywiście jego dwie podopieczne w niedwuznacznej pozycji. Angela siedziała na snopku z maksymalnie rozchylonymi nogami. Prezentowałaby całemu światu swoją kobiecość, gdyby nie Laureen, klęcząca u jej stóp i wtulona między uda blondynki. Powolne i posuwiste ruchy głowy wskazywały, że sprawia przyjaciółce przyjemność największym przyjacielem kochanek, językiem.
       Blondynka miała zamknięte oczy i głośno wzdychała, a czasami pojękiwała. Sukienkę miała podwinięta pod szyję, a rękami ściskała swoje prężnie piersi, które bardzo powiększyły się od chwili zabrania jej z sierocińca.
    – O tak… Nie przestawaj… Proszę… Ja zaraz… – jęczała.
       Nagle wyprężyła się i pisnęła. Musiała dojść. Ale Laureen nie zakończyła swoich zabaw oralnych. Dalej spokojnie lizała swoją przyjaciółkę.
       Eric niesamowicie się podniecił, widząc tą scenę. Już nie mógł czekać na Melody, musiał rozładować napięcie tu i teraz. Wyjął ze spodni sztywnego penisa i zaczął go masować, obserwując co dalej dzieje się w stodole. Gdy Angela doszła po raz drugi, to sam poczuł, że długo nie pociągnie.
       Nagle ktoś przytulił się do jego pleców, a małe rączki złapały za jego opuchniętego ptaszka.
    – Gdzie byłeś kochany? – szepnęła Melody. – Nie mogłeś poczekać aż wrócę z ogródka? Jakiego masz twardego i mokrego. Boli cię? Zaraz zaradzę temu…
       Jedną ręką masowała jego sztywną pałę, a drugą złapała za woreczek, delikatnie bawiąc się jądrami. On zaś wrócił do oglądania.
       W stodole nastąpiła zmiana. Teraz to Angela pracowała, a Laureen wzdychała i sapała. Ale widocznie brunetka nie chciała być pokłuta przez siano, dlatego też wypięła swój kształtny tyłeczek w kierunku swojej przyjaciółki. Ta używała palca, wsuwając go i wysuwając z muszelki kochanki. Może nie był tak śliski jak język, ale i tak efekty były doskonale widoczne.
       Nagle zwinne rączki puściły napuchniętego penisa. Nim Eric coś powiedział, to poczuł wilgoć ust. I jej sprawny język, dokładnie oblizujący główkę ze śluzu. Dziewczyna szybkimi ruchami głowy wchłaniała męskość, oczekując szybkiego finału.
       W stodole Laureen wypięła się jak mogła i cicho jęczała, a Eric w tym samym momencie poczęstował Melody potężnym strzałem. Dziewczyna od razu połknęła nektar kochanka, wiedząc że za chwilę będzie go o wiele więcej. I nie myliła się, myśliwy specjalnie czekał na spotkanie z nią, wiedząc że uwielbiała spijać jego śmietankę. Teraz buchał w gardło swojej kochanki, czując jak elektryzujący orgazm rozlewa się po jego ciele.
       Gdy zlizała ostatnie krople białego płynu, a dziewczyny w środku rozpoczynały kolejną rundę miłosnych zapasów, to wstała i uśmiechnęła się:
    – Chodźmy do pracowni. Już nie mogę doczekać się dotyku futerka…
       Poszli, trzymając się za ręce. A w stodole zwinny palec Angeli zaczął penetrować węższy otworek jeszcze bardziej wypiętej Laureen…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Martin Kigalison
  • Klub Gang Bang – Rozdzial Drugi – Tajemnicze Peleryny

    Następnego dnia oglądając biuro należące do wujka Krzysztofa, Bocian po raz pierwszy odkąd pamiętali jego przyjaciele wyraził swój szczery zachwyt. Nawet nagie ściany rozpaczliwie wołające o nową farbę nie potrafiły go zniechęcić. Zamiast tego, Tomek przeszedł energicznie od drzwi wejściowych przez całe pomieszczenie wchodząc do następnego pokoju. Rozglądając się na około zniknął z oczu kolegów. Dogonili go dopiero w kuchni, którą lustrował po wcześniejszym sprawdzeniu łazienki i tylnego wejścia do lokalu.

    Krzysiek chłopie, to miejsce jest znacznie lepsze niż myślałem. Nie moglibyśmy znaleźć nic lepszego nawet za parę tysięcy miesięcznie.

    Wujek powiedział, że możemy je mieć bez żadnego czynszu do końca roku. Liczy, że od stycznia będzie miał jakiegoś najemcę.

    Wszyscy zgodzili się, że lokal był wspaniały, a Krzysiek został okrzyknięty bohaterem dnia.

    Po kilkunastu minutach spędzonych na oglądaniu biura, wybrali się na poszukiwanie jakiś starych mebli, które przydałyby się na wyposażenie ich klubu. Nie byli tak podekscytowani od czasów gimnazjum. Stare krzesła i stoły zbierane po okolicznych piwnicach, strychach i śmietnikach przewozili wózkiem zabranym spod jednego z marketów. Chłopaki rozpoczęły również regularny szaber w znajomych barach, restauracjach i biurach, z których w tajemniczych okolicznościach poznikały popielniczki, lampy, szklanki, filiżanki czy sztućce. W krótkim czasie lokal wypełnił się sprzętem pozwalających imprezować nawet niewielkiej armii i to w dość komfortowych warunkach.

    W następny piątek, raptem tydzień od rozpoczęcia całego przedsięwzięcia zorganizowano pierwszą imprezę otwarcia. Nikt nie był zaskoczony listą żeńskich gości. Kuba przyprowadził Sylwię, Krzysiek swoją siedemnastoletnią siostrę Kaśkę – niską i lekko pulchną dziewczynę borykającą się z pryszczami. Edek zaprosił swoją kuzynkę Ankę, znaną wszystkim z niesamowitej figury, pięknej buźki i reputacji puszczalskiej. Bocian, który był jedynakiem i nie miał bliskiej rodziny, zaprosił swoją byłą dziewczynę Martę. Wysoka, szczupła domatorka o długich blond włosach wizualnie dobrze komponowała się długonosym chudzielcem. Aby dodać odrobinę świeżej krwi do ich zamkniętej grupy, Tomek zaprosił również swojego kolegę ze studiów. Marco był Włochem studiującym na KUL w ramach Erasmusa, który pojawił się na imprezie z przyjacielem i dwoma naprawdę atrakcyjnymi dziewczynami. 

    Jak się okazało pierwsza impreza była bardzo udana. Gdyby nie kręgielnia na dole, pewnie wszyscy siedzieliby w niezręcznej ciszy i gapili się ma siebie popijając alkohol dla odwagi. Jednak tego wieczoru w kręgielni odbywały się rozgrywki ligowe i kiedy Tomek skończył szybki taniec z Sylwią, a muzyka ucichła, w tle rozległy się wiwaty dochodzące z sali poniżej. To rozluźniło atmosferę, wszyscy wybuchli śmiechem i zabawa toczyła się w dobrej atmosferze, od czasu do czasu przerywanej odgłosami rozbijania pionów ciężkimi kulami i kolejnymi głośnymi wiwatami z parteru. Niestety kiedy impreza zaczęła dobiegać końca nie uformowała się żadna para, co sugerowało porażkę całej koncepcji. Cóż, trzeba było zawierzyć w Teorię Piramidy.

    Porażka szczególnie boleśnie dotknęła Krzyśka, który pokładał wielkie nadzieje w zdolności Bociana do zorganizowania im wszystkim porządnego ruchania. Budowany od kilku lat kult bohatera mocno ucierpiał. Ale Tomek zbeształ go za to, że spodziewał się zbyt wiele po tej pierwszej imprezie i Krzysiek opuszczał lokal uspokojony. W wieku 20 lat musiał w niego wierzyć, inaczej pewnie umarłby jako prawiczek, oczywiście nie licząc zabaw z siostrą.

    Jego rodzina przeniosła się do Lublina z mniejszej, bardzo religijnej miejscowości. Tam okazywanie afektu publicznie wciąż budziło zgorszenie. Żadnego przytulania się czy pocałunków w miejscach publicznych. Seks przedmałżeński był ostro piętnowanym grzechem, wszyscy wiedzieli że uprawia się go z mężem tylko po to by spłodzić dzieci. Stare dewotki wysiadujące w oknach działały jak wielkie obyczajowe radary nastawione na wykrywanie każdego możliwego odchylenia od przyjętych odgórnie standardów. Proboszcz regularnie grzmiał z ambony o znaczeniu wstrzemięźliwości. Ale natura nie zna próżni, a ludzie mają swoje potrzeby. Kluczowe było więc znalezienie sposobu na zaspokojenie swoich tak, aby nie zostać złapanym. A to najłatwiej było osiągnąć pod własnym dachem. Częściej niż gdzie indziej ojcowie, których małżonki odstawiły od łoża zaglądali do pokojów swoich dorastających córek, a rodzeństwa przedłużały niewinne dziecięce macanki wynikające z ciekawości, w bardziej dogłębne zabawy i pieszczoty. I choć wszyscy cierpieli na kompleks winy, nie powstrzymywało ich to od zaspokajania swoich żądzy.

    Wciąż lekko rozczarowany efektami imprezy, Krzysiek odrzucił zaproszenie kumpli, którzy rozlewali w rogu następną kolejkę. Zamiast tego zabrał Kaśkę do domu. Ale zamiast wjechać windą na piętro, do mieszkania gdzie spali ich rodzice, pchnął ją lekko w stronę schodów do piwnicy. Poszła za nim do niewielkiej komórki w której trzymali stare meble, przetwory matki i zimowe ubrania. Słaba żarówka ledwo oświetlała pomieszczenie, a Krzysiek zgasił światło na korytarzu, żeby nikt nie dostrzegł ich obecności.

    To była fajna imprezka – wyszeptała Kaśka.

    Chyba tak – stwierdził Krzysiek.

    Tomek jest bardzo zabawnym gościem…

    Aha. Jest bardzo zabawny.

    W czasie tej krótkiej wymiany zdań, Krzysiek rozpiął guziki bluzeczki swojej siostry, a potem jej stanik. Kaśka szybko je zdjęła odsłaniając swoje spore piersi. Wciąż rozczarowany efektem imprezy i desperacko próbując wykazać choć trochę entuzjazmu złapał jej wielkiego cycka i poczuł jak pod jego dotykiem stwardniał jej sutek. Pochylił się i pocałował go, a potem wsunął do ust ssąc i lekko przygryzając. Po chwili rozczarowany brakiem reakcji swojego organizmu na te zabawy wypuścił go z ust. Kaśka wyczuła jego brak entuzjazmu i postarała się go rozpalić. Rozpięła zamek w jego spodniach, wsunęła swoją pulchną rączkę w bokserki i zaczęła masować miękkiego fiuta. Niestety nie widać było reakcji. Nawet gdy zsunął jej majtki i ścisnął w dłoniach jej tyłek, miękka parówka wciąż nie wykazywała zainteresowania. Spróbowała poruszać ręką szybciej i ścisnęła go mocniej.

    Chcesz wsadzić go między moje cycki? – zapytała.

    Nie bardzo – odpowiedział znudzony.

    Czuła się sfrustrowana. Masowała jego flaka bez żadnej reakcji. Pochyliła się i pocałowała go. Jej wielkie sarnie oczy patrzyły na niego w poszukiwaniu aprobaty, ale wciąż nie dostrzegała fizycznych oznak zainteresowania i nie za bardzo miała pomysł jak go pobudzić. Facetom nie powinny wisieć takie flaki –  pomyślała, próbując ratować swoje poczucie wartości. Ale widok jego nawet tak miękkiego kutasa, działał przynajmniej na nią. Czuła jak jej cipka robi się wilgotna i rozgrzana bliskością kutasa. Zazwyczaj brat wsadzał go w jej usta, cipkę lub tyłek aby jak najszybciej zaspokoić swoje potrzeby i zniknąć, co nie pozwalało na dokładną inspekcję. Przyglądając mu się z bliska stwierdziła że jest słodziutki gdy tak zwisa miękki i lekko pomarszczony, bez dużych nabrzmiałych żył i śmietanki kapiącej z główki.

    Ponieważ Krzysiek tylko stał, nie wykazując specjalnej aktywności, ona miała wreszcie okazję do dokładniejszych badań. Wzięła miękkiego fiuta w rączkę i zacisnęła na nim pięść, uniosła lekko i spojrzała z zainteresowaniem na dwie pomarszczone śliwki zwisające pod pałą. Złapała je drugą ręką i ścisnęła lekko. Potem zaczynając od czubka jego kutasa, zaczęła przesuwać koniuszkiem swojego języczka w dół po pałce, aż do jajeczek i z powrotem w górę. Krzysiek rozsunął lekko nogi ułatwiając jej dostęp, a ona użyła swojego różowego języczka owijając go wokół jego pęczniejących i coraz bardziej rozgrzanych jąder, liżąc i zasysając je swoimi pełnymi, czerwonymi wargami. Wsunęła język pod jajca i liżąc je zaczęła przesuwać językiem w górę, aż jej uformowane w owal wargi mogły objąć czubek kutasa zasysając i pieszcząc go swoją wilgocią.

    Naśliniona i pobudzona włócznia wsunęła się głęboko w jej usta, a potem w wygłodniałe gardło. Używała wszystkich swoich umiejętności, aby wydoić go, połknąć jak najgłębiej i obciągnąć porządnie.

    Głowa podskakiwała jej przy obciąganiu, a spomiędzy jej warg dobiegały zwierzęce jęki pożądania, którym towarzyszyły stróżki śliny ściekające mu na jajka i uda.

    Trzepotała powiekami, a jej języczek pieścił maczugę brata szybkimi okrężnymi ruchami. Jego uda zaczęły drżeć z podniecenia, wygiął plecy w tył, wsuwając kutasa mocniej w jej wilgotne usta. Jej języczek przyspieszył, zamknęła oczy, a w skroniach czuła pulsowanie jakby ktoś wybijał w nich rytm na wielkim bębnie. Policzki zapadały się od wysiłku jaki wkładała w ssanie. Jej delikatne paluszki obejmowały go i pieściły gdy wysuwał się z jej gardła i ust, wyczuwając rezultaty swoich działań. Czuła jak zesztywniał i pulsował. Zauważyła, że brat przyspiesza tempo ruchów bioder.

    Poczuł iskierki przeskakujące z jej palców, kiedy gładziła wewnętrzną stronę jego ud. Uciskała je palcami, delikatnie przesuwając się w górę i w dół za każdym razem troszkę mocniej zaciskając palce, a jej język rozpalał żar w jego fiucie. Rozłożył dla niej nogi jeszcze szerzej, a ona minęła jego jądra przy kolejnej podróży językiem i wsunęła go w jego rowek. To świetna pozycja pomyślała, choć na pewno atrakcyjniejsza wydawała się Krzyśkowi który zadowolony patrzył na nią z góry.

    Przejechała paluszkiem po jego rowku i zaczęła badać dziurkę którą tam znalazła. Niestety nie potrafiła wsunąć swojego pulchnego palca w jego ciasne wejście. Zdecydowana, że tego właśnie pragnie, zwilżyła palec w ustach i spróbowała ponownie. 

    Poruszyła nim w środku i poczuła kolejne ruchy jego prężącego się fiuta. Pokręciła paluszkiem i wepchnęła go głębiej, a po chwili dodała kolejny. Widziała jak bardzo mu się podobało i czuła jak  jej pomaga rozszerzając pośladki, a także zaciskając mięśnie na jej palcach.

    Krzysiek podciągnął ją na nogi. – Oprzyj się – polecił, wpychając dłoń między jej nogi i łapiąc w nią rozgrzaną cipkę.

    Wsadź go we właściwe miejsce braciszku – wyszeptała mu do ucha.

    Zajęczał i skorzystał z jej sugestii wpychając kutasa w jej mokrą pizdeczkę.

    Ooooo…. tak dobrzeee…. wyszeptała przyjmując z wniebowzięciem jego fiuta.

    Krzysiek wbijał swojego rozgrzanego kutasa i wysuwał go z niej, a dłońmi mocno ściskał bielutkie i tłuste pośladki jej wielkiego tyłka. Pieprzył ją mocno i nawet nie zwrócił uwagi na orgazm siostry. Położył dłonie na wielkie podskakujące cycki i zaczął mocno je ściskać nabijając ją na kutasa. Kaśka jęczała z rozkoszy gdy ściskał jej piersi i rozszerzał cipkę kolejnymi pchnięciami. Z jej gardła wyrywały się pomruki i jęki spowodowane rozkoszą jaką sprawiał jej fiut brata między udami i wyobrażała sobie, że kolejny fiut wypełnia jej gardło.

    Była przytłoczona wrażeniami jakie brat aplikował jej ciału i zastanawiała się dlaczego miałby chcieć robić to w inny sposób, skoro ten jest tak przyjemny. Krzysiek właśnie wsuwał się szybciej i głębiej w jej pizdeczkę. Wymierzał szybkie klapsy w podskakujące pośladki. Sposób w jaki jej ciasna cipka uciskała jego kutasa był niesamowity, ale z chęcią usłyszałby jęki, jakie wydawała gdy czasami wsuwał go w drugi otworek, tam gdzie jej mięśnie stawiały mocny opór przed penetracją.

    Krzysiek wytrysnął potężnie wydając okrzyk ulgi. Kaśka objęła go i wysysała każdą kroplę czując jak kolejne uderzenia trafiają w ścianki jej płonącej cipki.

    ***

    Następne dwie imprezki również nie przyniosły zakładanego skutku, ale Tomek jak zwykle miał nowe pomysły.

    Za tydzień Halloween – powiedział na koniec trzeciej imprezy – i postanowiłem, że urządzimy Czarną Mszę.

    Wreszcie w grupie pojawiła się iskierka podekscytowania. Chłopaki i dziewczyny szeptali i podśmiewali się, wyjaśniali o co chodzi tym którzy nie wiedzieli niczego o rytuałach Czarnej Mszy. Potem ucichli i czekali, aż ich przywódca zaprezentuje szczegóły. A Tomek, wpadając na kolejny pomysł, który poruszył wyobraźnię grupy, znów znalazł się na swojej ulubionej pozycji – w centrum uwagi. Ponownie skorzystał z okazji, by podbudować tym swoje ego. Sprawdził siłę swojego wpływu na grupę, dodając – Aby zapłacić za dodatkowe wydatki, będę potrzebować po dwie dyszki od każdego z was.

    Zdziwił się kiedy pieniądze błyskawicznie wylądowały na stole przed nim. Podbudowany ich zaufaniem kontynuował.

    Każdy uczestnik Czarnej Mszy musi nosić czarną pelerynę – zaczął swój wywód.

    – … i nic więcej poza nią – uśmiechnął się patrząc na ich reakcję.

    Przez grupę przeszedł pomruk i Bocian pomyślał, że posunął się za daleko. Okazało się jednak, że po prostu nie wiedzieli gdzie kupić czarne peleryny i uznali zadanie za niewykonalne.

    – Na Boga… kto ma maszynę do szycia w domu?

    Kaśka nieśmiało podniosła rękę.

    – Dasz radę uszyć osiem peleryn?

    Chyba tak… jeśli pokażesz mi jak mają wyglądać – powiedziała wzruszając ramionami.

    Zwykły kawałek materiału zapinany na szyi i spływający z ramion do ziemi.

    Była sceptyczna co do całej sprawy, ale chętna do współpracy. Zdecydowali, że Tomek i Sylwia pójdą z Kaśką do domu aby pomóc jej w projektowaniu. Każdy został dokładnie wymierzony i musieli dorzucić parę złotych na materiał. Co zaskakujące nikt się nie skarżył. Nawet Kuba, który zawsze narzekał, że jest spłukany.

    Dobra, oto co robimy za tydzień… ja wszystko przygotuję. O ósmej otworzę tylne drzwi i wszyscy będziecie mogli wejść. Nikt nie ma prawa wejść przed ósmą, Zrozumiano?

    Wszyscy posłusznie skinęli głowami. Patrzyli na niego z zachwytem, podekscytowani całym pomysłem i posłusznie podporządkowywali się kolejnym pomysłom i poleceniom Bociana.

    Wszyscy muszą być w kuchni do ósmej dziesięć. Potem Edek zamyka tylne drzwi. Następnie chłopaki wychodzą z kuchni do pokoju i wkładają peleryny. Należy zdjąć wszystkie ubrania z wyjątkiem butów i skarpet.

    Grupę ogarnęło podniecenie. Pojawiły się nerwowe uśmiechy, a dziewczyny cicho zachichotały.

    Macie dokładnie dziesięć minut. Następnie wychodzicie z tego pokoju i idzie do następnego, tuż za biurem, gdzie czekacie na resztę. O ósmej dwadzieścia dziewczyny robią to samo. Wy też macie dokładnie dziesięć minut. Zdejmujecie wszystko oprócz butów. Jeśli ktoś spróbuje oszukiwać, to inni muszą go wyrzucić z lokalu, zanim wejdą do biura. Zadzwonię dzwonkiem sygnalizującym początek Mszy. Wtedy i tylko wtedy otworzycie drzwi i wchodzicie do środka.

    W drodze powrotnej autobusem grupa była w świetnym nastroju.

    Do soboty Kaśka zrobiła szesnaście peleryn zamiast ośmiu. Składki przyniosły więcej kasy, niż Tomek potrzebował, a co najważniejsze, lista gości składała się z dziewięciu kobiet i tylko sześciu facetów.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    OlkaLa

    Czekam na wasze uwagi i komentarze, buziaki Olka :*

  • Dziewczyny Erica 5 – Prezenty na Swieta

    #Futro #Fetysz

       Zdążył. Z ledwością, ale się udało. Melody wcale nie ułatwiła mu zadania, goszcząc codziennie w jego pracowni. Mierzyła i oceniała gotowe futra, a potem kochali się w nich, ciesząc się swoją bliskością.

       Na początku obiecał sobie, że wilki i wiewiórki dla pozostałej dwójki nie będą używane, dopóki ich właścicielki nie dołączą do nich. Ale Melody była nieustępliwa, tak prosiła, tak błagała, tak umiejętnie go ssała, masowała i ujeżdżała, że nie miał szans. Widok jej rudych, kręconych włosów na futrze działał na niego jak płachta na byka, toteż przyrzeczenie złamał zaledwie kilka godzin po skończeniu prezentów. Kochanka wynagrodziła mu to, oddając się w bezwstydnych pozycjach, a gdy już nie miał siły, to klęczała u jego stóp i cierpliwie ssała ptaszka, raz po raz połykając to, czym tryskał w jej nienasyconych ustach.

       Ale mu się udało. Tydzień przed Bożym Narodzeniem wszystkie futra były gotowe. Srebrne lisy dla Melody, szare wilki dla Laureen i rude wiewiórki dla Angeli. Złotych szopów ostatecznie nie sprzedał, Melody uwielbiała je i, gdy była w pracowni, to zawsze w nich chodziła, co pewien czas pokazując mu jej coraz bardziej kobiece ciało i zapraszając by się z nią kochał.

       Zapakował wszystkie futra i schował obok choinki, gdzie leżały już inne, mniejsze prezenty. Jeden z nich przekazał wcześniej Melody w pracowni, a ta uśmiechnęła się i ubrała je pod suknię.

       Wszyscy ubrali się odświętnie, Eric odczytał kawałek Biblii i zjedli skromny, ale pożywny posiłek. Melody cały czas podskakiwała jak gdyby coś ją kłuło, nie mogła doczekać się chwili prezentacji futer.

       Wreszcie nadszedł czas. Jak strzała pomknęła do choinki i po chwili pokazała lisy dziewczynom. Obie jednocześnie jęknęły z zachwytu.

    – Piękne, prawda? – rudowłosa szczebiotała, pokazując toczek i mufkę. – Dla was też są.

       Angela i Laureen nie zareagowały, jak gdyby nie zrozumiały. Melody popatrzyła na nie zdziwiona.

    – Nie stójcie tak. Dla was też zrobił futra. Zobaczcie same…

       Wtedy ruszyły. I jęki zachwytu zamieniły się w okrzyki ekstazy. Obie od razu przymierzyły prezenty. Głaskały rękawy, wtulały twarze w puszyste kołnierze i oglądały czapki. A Eric siedział i czuł, że sztywnieje mu w spodniach.

       Nagle Laureen, której wilki sięgały aż po kostki, zmarkotniała.

    – Co się stało? – zapytał myśliwy.

    – Czy my… – zaczęła. – Czy my też musimy robić to z tobą?

       Zdziwiony Eric popatrzył na Melody, akurat poprawiającą wiewiórki na Angeli. Widząc zdziwiony wzrok trapera, uśmiechnęła się:

    – One wiedzą… Powiedziałam im…

       Myśliwy spojrzał na piękną brunetkę.

    – Nie, nie musicie. Jeśli nie chcecie… Melody mi wystarcza…

    – Choć nie wiecie co tracicie. On jest taki kochany. – dziewczyna podeszła do Erica i usiadła mu na kolanach. – A może chcecie zobaczyć?

    – Melody! – zgromił ją.

    – Co? One nigdy nas nie widziały. A my je tak. Może jak zobaczą, że nie jest to takie strasznie, to same zechcą? Wszystkie trzy mogłybyśmy się tobą zajmować. I wymieniać futerkami… I przecież po to dałeś mi wcześniej prezent, prawda? – dodała szeptem, tuląc się do niego i dyskretnie sprawdzając naprężenie w spodniach.

       Ta myśl bardzo go podnieciła. Melody nie namyślając się długo podeszła do stołu i zdjęła futro.

       Zaczęła rozpinać guziki sukni, patrząc na pozostałe dziewczyny. Obie patrzyły na nią uważnie z wyraźną ciekawością. Zaczęła ściągać suknię przez głowę.

    – Och! – jęknęła Angela, widząc co jest pod spodem.

       Laureen zawtórowała. Bo pod suknią rudowłosa miała komplet bielizny. Koronkowej, w kolorze grzesznej czerni. Pończochy przytrzymywały paski przymocowane do wyuzdanego gorsetu, który nie zasłaniał, a podtrzymywał i uwydatniał biust. Cały komplet Eric kupił już miesiąc temu, gdy sprzedawał dodatkowe futra i skóry w mieście, jednocześnie biorąc zapasy na zimę. Kosztował sporo, ale kupił też takie same dla reszty dziewczyn, więc dostał zniżkę. W burdelu, bo przecież żaden porządny, purytański kupiec nie handlował takimi rzeczami…

       Tymczasem Melody znów ubrała futro. Podeszła do stołu i złapała za poły lisów. Podciągnęła je, wypinając swoją pupę.

    – Chodź do mnie. Proszę… – zaprosiła go.

       Nie czekał aż powtórzy. Szybkim ruchem opuścił spodnie, co dziewczyny, widząc wielkość jego wzwodu przyjęły okrzykami zdziwienia i podszedł do wypiętego tyłeczka. Pozostała dwójka zaczęła obserwować każdy jego ruch.

    – Ale on jest wielki. – szepnęła Laureen. – Zaraz ją rozerwie.

    – Napewno… – potwierdziła Angela, a jej ręka bezwiednie powędrowała ku łechtaczce kochanki. Odnalazła ją pod suknią i zaczęła głaskać.

       Eric powoli wsunął organ w mokrą szparkę Melody, która z radością go przywitała.

    – Dzisiaj szybko… – poprosiła.

       Posłuchał jej. W srebrnych lisach była jeszcze piękniejsza niż zazwyczaj. Nie kochał się z nią od wczoraj, a nocnego orala nie liczył, więc z przyjemnością poczuł ciepło jej groty. Złapał ją za biodra i zaczął się w nią wbijać.

    – On zmieścił się w niej. Cały! – Laureen była zszokowana, ale zaraz przymknęła oczy w przyjemności, gdyż Angela wsunęła palec w jej szparkę.

    – Sądzisz, że w nas też się zmieści? – zapytała blondynka, sama podwijając swoją sukienkę. – Te futra są takie miłe, czuje się w nich jakaś… Jakaś… – nie wiedziała jak to określić. Złapała za rękę Angeli i przysunęła do swoich napęczniałych piersi.

       Tymczasem Eric już był bliski mety. Szybkimi ruchami wbijał się w Melody, która, teraz już nie musząc kryć się przed siostrami, głośno jęczała i wychodziła mu naprzeciw.

    – Tak. Tak… Jak ja to uwielbiam. Dalej… – sapała, a po chwili przestała mówić zrozumiale, czując w środku jak penis napręża się i pryska.

       Traper przytulił się do pięknych lisów i z radością buchał w kochance kolejnymi strugami nasienia. Obecność dwóch masturbujących się wzajemnie dziewczyn w futrach jeszcze bardziej go podkręciła. Tak bardzo, że od razu zapragnął kolejnego stosunku.

    – I co o tym sądzicie? Podoba wam się?- zapytała Melody.

       Ale nie otrzymała odpowiedzi. Spojrzała na dziewczyny i zauważyła, że teraz są w swoim kobiecym świecie. A Eric wciąż był w niej i czuła że wcale mu się nie zmniejszył.

    – Chodź do łóżka. One dołączą do nas później.

       Na łóżku kazała mu się położyć na plecach i dosiadła jak amazonka. Eric nie protestował, lubił patrzeć na jej ciało w rozpiętym futrze. Piersi nie były już tylko malutkimi pączkami, Melody zaokrąglała się i biust był już widoczny, choć nie miała szans w starciu z wielkimi bambolami Angeli. Ale i tak uwielbiał je ssać, gdy jednocześnie głaskał futro.

       Teraz tak samo to zrobił, czując że długo nie pociągnie. Z okolic stołu słyszał jęki dziewczyn, sama myśl o tym, że wciąż są w futrach dodawała mu wigoru. Usiadł i zaczął ssać prawą pierś Melody, wtulając się w puszyste lisy. Naprężył się…

       Melody, galopująca ku swojemu spełnieniu, nie zwolniła, mimo że poczuła mocne strzały w sobie. Była bardzo blisko finału i wystarczyło kilka ruchów by z głośnym krzykiem oświadczyć, że po raz pierwszy mogła ujeżdżać Erica w domu. Koniec z ukrywaniem się, koniec z zatykaniem ust w pracowni. Teraz mogła go mieć wszędzie i zawsze.

       Wycieńczona orgazmem padła obok kochanka i natychmiast się przytuliła. Poczuła jak ponownie wtula się w puszyste futro.

    – Ale byłeś wielki… – szepnęła mu do ucha, jednocześnie głaszcząc lekko opadłego penisa. – Tak cię kręcą lisy? Będę je zawsze dla ciebie nosić. A jak znów ci stanie, to wezmę do buzi. Stęskniłam się za twoją śmietanką…

       Tymczasem odgłosy z okolic stołu ucichły. Usłyszeli szuranie krzeseł i dwie pozostałe dziewczyny podeszły do ich łóżka.

    – I co sądzicie? – ponowiła pytanie Melody.

    – My… – zaczęła Laureen, ale przerwała jej Angela.

    – Będzie boleć? – zapytała.

    – Mnie nie bolało. – odparła Melody.

    – Może. – wyjaśnił Eric. – Ale tylko za pierwszym i drugim razem. Potem będzie coraz przyjemniej.

    – Język jest niczym wobec penisa. – stwierdziła mocno rudowłosa. – A jak po raz pierwszy spuchnie i wytryśnie w środku…

    – Wytryśnie? Czym?

    – One naprawdę nic nie wiedzą! – stwierdziła zaskoczona Melody.

    – Ty sama na początku też byłaś zielona. Może im zaprezentujesz?

       Dziewczyna uśmiechnęła się i usiadła na łóżku. Pewnym ruchem złapała za wciąż małego ptaszka i zaczęła go powoli masować.

    – To jest penis. Służy do robienia dzieci… – zaczęła wykład. – I masy przyjemności…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Martin Kigalison
  • Lata 00

    Opowiem Wam historię, która wydarzyła się naprawdę. Może nie będzie w niej księcia z bajki, może nie będzie fajerwerków, niech Wam wystarczy świadomość, że kiedyś te wydarzenia miały miejsce. Ich wspomnienia są świeże i sprawiają po dziś dzień że uśmiecham się i marzę o takim uczuciu.

    W latach 99′-00′ miałem ledwie 16 lat, dostęp do Internetu, stron porno czy nawet kanałów telewizji o tej tematyce był dla chłopaka z małej wsi czymś niepojętym. I tu zaczyna się opowieść.

    Razem z kilkoma kolegami, mieliśmy naszą bazę. Była to stara szopa niedaleko PGRowskich zabudowań które popadły w totalną ruinę. Chodziliśmy tam latem, we wakacje i spędzaliśmy czas na rozmaitych pierdołach.
    Pewnego dnia, jeden z moich kolegów którego brat wrócił z pracy w Niemczech, przyniósł w torbie istne skarby; kilka papierosów, parę butelek piwa, i autentyczne prawdziwe niemieckie pornosy ( gazety ).
    Jako nabuzowany nastolatek, na widok tych wszystkich cycków i owłosionych cipek byłem podniecony jak jeszcze nigdy. Takie widoki sprawiły że ćmiło mi w oczach i w głowie.
    Po pierwszych zachwytach i zapewnieniach, który z nas i co by zrobił z tymi wszystkimi laskami ustaliliśmy, że jak któryś będzie chciał skorzystać z gazetki w wiadomym celu to przed wejściem zawiesi kawałek szmaty który leżał w kącie.
    Tak mijały dni pierwszego w życiu lata gdy mogłem walić do czegoś lepszego niż wyobraźnia lub zdjęcia kobiet ze zwykłych gazet.
    W pewien czwartkowy wieczór poszedłem do szopy, zawiesiłem szmatę i zabrałem się do tego, o czym myślałem cały dzień. Miałem ulubioną gazetkę, w której poza gołymi laskami byli tez faceci którzy je dymali. Gdy byłem już na maksa zajęty sobą, usłyszałem szelest stóp, jakby ktoś się zbliżał do szopy.
    Pomyślałem że to jeden z kolegów, zobaczy szmatę i zaczeka na zewnątrz. Przyspieszyłem walenie by nie przedłużać gdy w okienku zobaczyłem twarz jakiegoś nieznajomego mi chłopaka. Patrzył na mnie z lekko otwartymi ustami i dużymi oczami, gdy ja akurat dochodziłem a z mojego kutasa strzeliła fala spermy. Szybko podciągnąłem spodnie i otworzyłem drzwi.
    Na zewnątrz stał starszy ode mnie chłopak. Jak się okazało później 21letni Arek. Był wyższy i nieźle zbudowany. Zapytałem kim jest i co tu robi, z lekkim gniewem spoglądałem na niego. W moje oczy rzuciła się wyraźnie zarysowana górka w jego kroczu.
    Od słowa do słowa, z początku niechętni wobec siebie zdołaliśmy się całkiem nieźle dogadać odnośnie sytuacji sprzed chwili. Chciał zobaczyć te gazetki, w zamian obiecał że nikomu nic nie powie. Też chciał się zabawić więc wyszedłem i czekałem na zewnątrz. Po chwili jednak zajrzałem dyskretnie przez szparę w ścianie i podglądałem go, miał dużo większego kutasa niż mój… Gdy go zobaczyłem, pierwszy raz poczułem dziwne wrażenie w podbrzuszu, jeszcze nie wiedziałem że tak objawia się największe podniecenie.
    Gdy wyszedł, zapytał czy może tu wpadać, będzie jeszcze prawie dwa miesiące w wiosce i przydało by mu się takie miejsce. Zgodziłem się, wytłumaczyłem zasady i zaproponowałem by przychodził zawsze w moje dni, trochę wcześniej niż ja lub później.
    Dni mijały, zawsze gdy kończyłem to podglądałem Arka, bezwiednie masując się przez spodenki. W końcu któregoś wieczoru, gdy Arek zaczął ja wyjąłem swojego kutasa i waliłem równo z nim, podglądając go. Wtedy spojrzał prosto w moją stronę w tą szparę i powiedział bym wszedł do środka bo wie że zawsze go podglądam. Wystraszyłem się, ale wszedłem. Arek stał i jego kutas również, był bardzo duży lekko owłosiony, jego jądra wisiały luźno lekko prowokacyjnie. Patrz, powiedział i zaczął walić i po chwili się spuścił. Ja razem z nim, z penisem w spodenkach. Wyszedłem szybko i uciekłem.

    Gdy przyszedł następny mój dzień w szopie poszedłem z mocno bijącym sercem. Arka nigdzie nie było. Wszedłem do środka i na samo wspomnienie poprzedniej wizyty dostałem mocnej erekcji. Wtedy wszedł Arek. Zamknął drzwi, zdjął spodenki całkowicie i podszedł do mnie. Bez namysłu chwyciłem w dłoń jego sztywnego penisa i zacząłem delikatnie mu walić, czułem jego rękę wyciągająca mojego kutasa. Bez słowa waliliśmy sobie przez kilka chwil. Poczułem w dłoni że jego penis twardnieje jeszcze bardziej. Wiedziałem co to oznacza, wtedy on chwycił mnie za ramię i posadził na krześle podszedł bliżej i spuścił się na mnie, jego sperma tryskała na moją twarz i włosy a on stękał z rozkoszy. Gdy był już blisko końca ja też spuściłem się jak nigdy wcześniej, czułem jak sperma tryska grubymi mocnymi strumieniami.

    Arek usiadł na drugimi krześle i patrzył na mnie lekko uśmiechnięty.
    To nie był koniec naszej przygody, spotykaliśmy się jeszcze kilka razy w tej szopie, waliliśmy sobie nawzajem i jeszcze parę razy nim zrobiliśmy kolejny krok.

    Było to dokładnie 21 sierpnia, gdy przyszedłem o umówionej porze zaczęliśmy od razu robić to, co zawsze. W pewnym momencie Arek chwycił mnie za ramię i posadził na krześle. było stanowczo za szybko na spust więc byłem trochę zdziwiony. Arek stanął nade mną tak jak zawsze gdy chciał ospermić mi twarz, spojrzał w dół i powiedział bym otworzył usta, nie byłem przekonany czy chce to zrobić ale już było za późno. Jego kutas wsunął się między moje usta. Najpierw żołądź, trzymał go chwilę a ja czułem jego smak na języku. Po chwili chwycił moje włosy i zaczął powoli pieprzyć moje usta, z chwili na chwilę robił to coraz szybciej i coraz głębiej. Jęczałem jak dziewczyna gdy poczułem znajome twardnienie jego kutasa i wiedziałem co za chwilę nastąpi, chciałem go wyjąć ale było za późno. Arek mocno trzymał moją głowę i pieprzył w usta jak tanią dziwkę. I wtedy wepchnął go głęboko i spuścił się w moje gardło, cały czas ruszając rytmicznie kutasem, wymusił na mnie połknięcie całej spermy. Westchnął i opadł na krzesło. Ja krztusiłem się i łapałem oddech.
    Nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, Arek ukląkł i wziął w usta mojego kutasa. Tego uczucia nie zapomnę nigdy, doszedłem w kilkanaście sekund, Arek zebrał w usta całą spermę i wypluł na podłogę.

    Chciałem się odezwać, podziękować albo coś ale byłem przyćmiony i po prostu siedziałem.
    Zapaliliśmy papierosa którego przyniósł Arek i w ciszy odpoczywaliśmy po całej akcji. Gdy myślałem że to już koniec wieczoru wstałem i zacząłem zbierać swoje ubrania. Poczułem wtedy na biodrze i ramieniu silne dłonie, Arek lekko pchnął mnie na stojący w rogu stół i z przerażeniem poczułem jego kutasa ocierającego się o moje pośladki. Próbowałem się bronić i mówiłem że to za dużo i nie chcę, on jednak nie przejął się tym wcale i dalej mocno trzymając jedną ręka, drugą zbliżył do ust, naślinił palce i przesunął nimi po moim dziewiczym odbycie, lekko i bez pośpiechu. Wtedy już wiedziałem co się stanie i przestało mi to przeszkadzać. Rozluźniłem się w trochę gdy wtedy poczułem zamiast palców jego kutasa napierającego dość mocno na moją dziurkę. Wśliznął się do środka a ja poczułem ból i podniecenie. Przez dłuższą chwilę nie ruszał nim tylko trzymał w środku, potem zaczął mnie powoli posuwać.
    Całość trwała bardzo długo, zrobiłem się luźniejszy i bez problemu przyjmowałem jego kutasa, gdy poczułem że dochodzi też spuściłem się ( później odkryłem że to był masaż prostaty ) czując jak coś ciepłego wypełnia moją dupcie.

    Z Arkiem widziałem się tamtego lata jeszcze kilka razy, za każdym było coraz lepiej i coraz odważniej. Później Arek wyjechał, ale jak się później okazało, wracał do mojej Wsi na wakacje kilka razy, nie zawsze sam. Ale to materiał na kolejną opowieść.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tom7