Author: admin

  • Kroniki Liszki: Glod Krwi. Opowiadanie I: Nocne Negocjacje

    Lodowata woda górskiego strumienia w końcu zmyła z mojej skóry gęstą, śmierdzącą juchę wiwerny. Przejechałam dłońmi po ramionach i udach, upewniając się, że nie został na mnie ani ślad po tym bydlaku.

    Moje ciało wciąż drżało, ale doskonale wiedziałam, że to nie z powodu nocnego chłodu. To był wywar z krwawego korzenia. Cholerna mikstura wciąż krążyła w moich żyłach, pompując krew w nienaturalnie szybkim tempie. Podczas walki napędzała moje zmysły, wyostrzała refleks, wypełniała siłą, aby położyć potwora trupem. Teraz, gdy adrenalina powoli opadała, eliksir pokazywał swoje drugie, znacznie bardziej uciążliwe oblicze.

    A przynajmniej uciążliwe wtedy, kiedy byłam sama w środku niczego.

    Wyostrzone zmysły sprawiały, że każdy powiew wiatru na nagiej, mokrej skórze przyprawiał mnie o dreszcze. Moje sutki stwardniały niemal boleśnie, a w dole brzucha czułam ten znajomy, ciężki puls, który z każdą minutą stawał się coraz bardziej palący. Oddychałam głęboko, próbując zapanować nad ciałem. Mokre, rude kosmyki lepiły mi się do karku i łopatek. Potrzebowałam rozładować to napięcie. I to szybko. W przeciwnym razie magia wywaru nie da mi zasnąć przez kolejne trzy dni.

    Wyszłam na brzeg z zamiarem wyciągnięcia z juków czystego ubrania, gdy moje nienaturalnie wyczulone uszy wyłapały dźwięk, który nie pasował do szumu lasu.
    Brzęk metalowej sprzączki. W moim obozie, który myślałam, że sprytnie ukryłam wśród gęstych krzewów.

    Zamarłam. Odruchowo sięgnęłam po broń leżącą na pobliskim głazie. Mój miecz został przy ognisku, więc w dłoni wylądował krótki, doskonale wyważony sztylet. Drugą ręką chwyciłam pierwszą lepszą rzecz ze stosu moich ubrań – cienką, lnianą koszulę. Narzuciłam ją na siebie, szybko sznurując ją niedbale i zapewne krzywo. Mokry materiał natychmiast przykleił się do moich piersi i brzucha, nie pozostawiając za dużo dla wyobraźni, a z dołu ledwo zakrywał pośladki.

    Nie dbałam o to. Byłam u siebie, a ktoś właśnie prosił się o poderżnięcie gardła.

    Ruszyłam przez krzaki, bezszelestnie stawiając bose stopy na mchu. Poruszałam się jak drapieżnik, którego terytorium zostało naruszone.

    Ognisko zdążyło już przygasnąć jakiś czas temu, rzucając na niewielką polanę tylko słabe, pomarańczowe światło. Przy moich jukach klęczała wysoka sylwetka. Intruz przerzucał moje rzeczy z irytującym spokojem, najwyraźniej przekonany, że śpię gdzieś w zaroślach albo zginęłam w walce z wiwerną. Zrobiłam dwa szybkie, bezgłośne kroki i znalazłam się tuż za jego plecami.

    Zanim zdążył w ogóle zorientować się, że nie jest sam, wplotłam palce lewej dłoni w jego ciemne włosy na potylicy i pociągnęłam mocno do tyłu. W ułamku sekundy przyłożyłam zimne, naostrzone jak brzytwa ostrze prosto do jego gardła. Nachyliłam się tak, że moje mokre, gorące ciało wbiło się w jego plecy.

    – Szukasz czegoś konkretnego, czy po prostu masz fetysz grzebania w nieswojej bieliźnie? – mruknęłam mu prosto do ucha.

    Mój głos był niski, zachrypnięty od eliksirów. Wciąż kobiecy, ale tracił na swojej delikatności za każdym razem, kiedy je spożywałam. Tym razem był to tylko wywar z krwawego korzenia, lecz niektóre z nich potrafiły naprawdę namieszać w moim ciele.

    Złodziej znieruchomiał. Czułam, jak jego mięśnie napięły się pod skórzaną kurtką, ale o dziwo, nie wyczułam w nim paniki. Powoli, bardzo powoli uniósł obie ręce w geście poddania.

    – Szukam czegoś, co rzekomo ma pewna ruda, bardzo niebezpieczna najemniczka – odpowiedział. Jego głos był gładki, pewny siebie i cholernie intrygujący. – Ale muszę przyznać, że nie spodziewałem się powitania w tak… ciekawym stylu.

    Nacisnęłam ostrzem odrobinę mocniej, aż na jego skórze pojawiła się maleńka kropelka krwi. Irytowała, jak i ciekawiła mnie jego pewność siebie.

    – Ostatnia szansa, zanim zafunduję ci drugi uśmiech na szyi. Kim jesteś i czego tu szukasz?

    Mężczyzna odwrócił powoli głowę na tyle, po ile pozwalał mu mój sztylet. Nie miałam nic przeciwko. Ba, nawet cofnęłam lekko ostrze. Chciałam, żeby w razie podjęcia głupiej decyzji wiedział, kto go zabił. Ot, taka wrodzona (czy może nabyta?) próżność.

    Światło żarzących się węgli oświetliło jego twarz. Był zaskakująco przystojny. Miał kilkudniowy zarost, ostre rysy i ciemne oczy, w których tańczyły wesołe iskierki wraz z diablikami strachu. Jego wzrok bezczelnie powędrował w dół, oceniając moją mokrą koszulę i sterczące sutki, po czym wrócił do oczu. Uśmiechnął się zawadiacko, jakbyśmy spotkali się na balu, a nie w środku lasu z nożem na jego gardle.

    – Nazywają mnie Kael – odpowiedział powoli, niespecjalnie zrażony groźbą. – I myślę, Liszko z Ravari, że oboje mamy coś, czego to drugie bardzo, ale to bardzo teraz potrzebuje.

    Prychnęłam cicho, czując, jak wibracja jego głębokiego głosu rezonuje na mojej nagiej klatce piersiowej. Był cholernie blisko. Za blisko jak na kogoś, kogo powinnam właśnie pozbawić głowy. Sztylet ani drgnął, wciąż opierając się o jego skórę, ale eliksiry sprawiły, że mój węch oszalał.

    Kael pachniał sosnowymi igłami, dobrze wygarbowaną skórą i męskim potem – mieszanką tak naturalną i surową, że aż zakręciło mi się w głowie. Dół mojego brzucha zareagował niemal natychmiastowym, bolesnym skurczem pożądania. Własne ciało mnie zdradzało. Na razie, niestety, musiałam jeszcze polegać na eliksirach i ich efektach ubocznych.

    – Masz tupet, złodziejaszku – mruknęłam, przesuwając wolną dłonią po jego ramieniu, niby to sprawdzając, czy nie ukrywa broni, ale tak naprawdę chłonąc ciepło jego mięśni. – Włamałeś się do obozu Liszki z Ravari. Ludzie tracili palce za mniejsze przewinienia. Co takiego masz, co powstrzymuje mnie przed rzuceniem twojego truchła padlinożercom?

    Kael przełknął ślinę, a jego gardło otarło się niebezpiecznie o płaz mojego ostrza. Jego dłonie wciąż uniesione były w uspokajającym geście, a na wargach błąkał się ten sam bezczelny uśmiech. Mimo to widziałam, że boi się o swoje życie.

    Słusznie.

    – Szukałem gruczołu jadowego tej wiwerny, którą tak widowiskowo rozszarpałaś kilka godzin temu. Śledziłem cię – przyznał bez bicia, a jego ciemne oczy ani na moment nie uciekły od mojego spojrzenia. – Gildia w mieście da ci za niego marne grosze. Oszukają cię, zanim w ogóle zdążysz zmyć z siebie resztę krwi. Ale ja… ja wiem, komu możesz to sprzedać za potrójną stawkę.
    – Zamieniam się w słuch. I radzę ci mówić szybko, bo moja cierpliwość jest dzisiaj wyjątkowo krótka.
    – Lord Vane. Ten fircykowaty arcymag z Obsydianowej Wieży – powiedział Kael, powoli odwracając się w moją stronę. Pozwoliłam mu na to, odsuwając sztylet o milimetr. Teraz klęczał przede mną, z dłońmi wciąż uniesionymi do góry. – Skupuje rzadkie alchemiczne składniki i płaci czystym złotem. Problem w tym, że jego wieża jest zamknięta dla takich prostych najemników jak my. Ma magiczne bariery, których nie sforsujesz mieczem. Ale ja znam słowo klucz, które otwiera główne wrota. Planowałem… skorzystać z twoich talentów i zabrać gruczoł, po czym samemu dobić z nim targu. Ale skoro już tu jesteśmy… proponuję spółkę. Ja daję ci klucz do wieży maga, ty sprzedajesz towar, a potem dzielimy się zyskiem. I, co najważniejsze, zdejmujesz mi tę zabawkę z szyi.

    Zapadła cisza, przerywana tylko trzaskiem dogasającego ogniska. Mój wzrok leniwie zjechał po jego twarzy. Miał twardą szczękę pokrytą ciemnym zarostem i usta stworzone do uśmiechania się w najmniej odpowiednich momentach.

    Powoli, demonstracyjnie opuściłam sztylet. Kael wypuścił z płuc powietrze, które chyba podświadomie wstrzymywał, i opuścił ręce. Myślał, że wygrał. Uśmiechnął się szerzej i cofnął pół kroku, po czym wstał powoli.

    Dopiero teraz, gdy staliśmy naprzeciwko siebie bez groźby natychmiastowej śmierci, pozwolił sobie na dokładne zlustrowanie mojego ciała. A miał na co patrzeć i doskonale zdawałam sobie z tego sprawę. Lniana, niedbale narzucona koszula wciąż ociekała wodą ze strumienia, a cienki materiał stał się niemal całkowicie przezroczysty, opinając moje pełne, jędrne piersi i sterczące sutki.

    Kael prześlizgnął się wzrokiem po moim płaskim, zarysowanym mięśniami brzuchu, naznaczonym tu i ówdzie drobnymi, srebrzystymi bliznami, by na ułamek sekundy zatrzymać się na szerokich, krągłych biodrach i wyrzeźbionych udach, których materiał nawet nie próbował zasłonić.

    Byłam wyższa niż „dama powinna być”, acz wciąż niższa od Kaela. Moje ciało wyrzeźbiły lata walki i morderczych treningów na szlaku, jednak w żaden sposób nie pozbawiło mnie to kobiecych, kuszących kształtów. Gęste, rude jak ogień włosy opadały mokrymi pasmami na kark i ramiona, ostro kontrastując z bladą w świetle ogniska skórą.

    Kiedy Kael wreszcie odważył się podnieść wzrok wyżej, napotkał moje oczy – duże, o drapieżnym wykroju i szmaragdowym odcieniu, w których wciąż tańczyły resztki alchemicznego pobudzenia. Zauważyłam, jak jego źrenice gwałtownie się rozszerzyły, a oddech stał się odrobinę płytszy.

    – Umowa stoi? – zapytał, choć jego głos był teraz zauważalnie niższy, chropowaty. Oczy dosłownie pożerały mój dekolt. Podeszłam krok bliżej, aż nasze klatki piersiowe prawie się zetknęły.  

    – Hasło do wieży maga w zamian za to, że wypuszczę cię stąd z głową na karku? – szepnęłam, wsuwając sztylet do pochwy przy udzie. – Umowa stoi. Kupiłeś sobie życie, Kael.

    Złodziej uśmiechnął się z ulgą i zrobił ruch, jakby chciał wycofać się w stronę lasu. Nie zdążył.

    Moja ręka wystrzeliła do przodu jak żmija. Złapałam go mocno za skórzany kołnierz kurtki i z nadludzką, napędzaną eliksirem siłą pchnęłam do tyłu. Kael potknął się o własne nogi, poleciał na plecy i z głuchym stęknięciem wylądował prosto na moim rozłożonym przy ognisku posłaniu ze skór.

    Zanim zdążył chociażby unieść głowę w geście protestu, byłam już na nim. Usiadłam okrakiem na jego biodrach, przygniatając go swoim ciężarem. Przez cienki materiał koszuli od razu poczułam, że mój niespodziewany atak wywołał u niego bardzo konkretną, fizyczną reakcję, której nie dało się ukryć pod spodniami.

    – Co ty… – zaczął, opierając się na łokciach. W jego oczach mieszało się zaskoczenie z czystym pożądaniem.

    Pochyliłam się nad nim. Rude włosy opadły kurtyną, odgradzając nas od reszty lasu.

    – Hasło kupiło ci życie, złodziejaszku – powiedziałam, przesuwając dłonią po jego twardej klatce piersiowej, by zaraz potem zjechać niżej, prosto do klamry paska. – Ale wciąż jesteś mi winien rekompensatę za grzebanie w moich jukach. A tak się składa, że wywar z krwawego korzenia buzuje mi w żyłach i potrzebuję cholernie dobrej rozrywki, żeby w końcu zasnąć. Więc dzisiaj w nocy to ty będziesz moją zapłatą.

    Kael patrzył na mnie z dołu. Omiótł wzrokiem moją twarz, ociekającą wodą koszulę i uda zaciskające się na jego biodrach. Jego bezczelny uśmiech powrócił, ale tym razem był o wiele bardziej drapieżny.

    – Jeśli to jest twoja definicja wymierzania sprawiedliwości, Liszko – mruknął, kładąc duże dłonie na moich nagich udach i przesuwając nimi powoli w górę – to niech mnie szlag, będę okradał cię każdego pieprzonego dnia.

    Nie czekałam na nic więcej. Złapałam go za włosy, przyciągnęłam do siebie i wpiłam się w jego usta. Moje usta zmiażdżyły jego wargi w brutalnym, głodnym pocałunku. Żadnych delikatności. Wywar z Krwawego Korzenia nie pozwalał na subtelności – pompował mi w żyłach czystą, pierwotną żądzę, która po walce z wiwerną potrzebowała rozładowania tak, jak miecz potrzebuje krwi.

    Jęknęłam mu prosto w usta, gdy jego język odpowiedział mi z równą siłą, ale to ja dyktowałam tempo. Złapałam go za włosy obiema dłońmi i wpiłam się głębiej, gryząc dolną wargę tak mocno, że poczułam smak jego krwi. Kael wydał z siebie niski, gardłowy pomruk – nie protestu, tylko czystej, zwierzęcej aprobaty.

    Jego dłonie wbiły się w moje nagie uda, palce zacisnęły się boleśnie przyjemnie, ale nie próbował mnie zepchnąć. Wręcz przeciwnie – uniósł biodra, ocierając się o mnie twardym, pulsującym wybrzuszeniem pod spodniami.

    – Cholera, Liszko… – sapnął, gdy oderwałam się na sekundę, by złapać oddech. Jego oczy płonęły. – Bierz mnie. Całego.

    Nie musiał powtarzać dwa razy. Zerwałam się z niego tylko na moment – akurat tyle, by złapać obie połowy jego skórzanej kurtki. Pociągnęłam z całej siły. Skóra trzasnęła, guziki poleciały w trawę, a pod spodem powitała mnie cienka, czarna lniana koszula. Rozerwałam ją jednym szarpnięciem od dekoltu aż po pępek. Materiał rozdarł się z głośnym chrzęstem, odsłaniając twardą, umięśnioną klatkę piersiową pokrytą ciemnymi włoskami i bliznami. Idealne ciało złodzieja i wojownika w jednym.

    Kael zaśmiał się chrapliwie, z zachwytem

    – Lubię, kiedy jesteś taka… bezpośrednia!

    Nie odpowiedziałam. Zamiast tego zsunęłam się niżej, chwytając klamrę jego pasa. Szarpnęłam. Pasek ustąpił. Spodnie zjechały mu do kolan jednym ruchem, razem z bielizną. Jego kutas wyskoczył na wolność: pulsujący, gruby, już tak cholernie twardy, z nabrzmiałą główką lśniącą od pierwszej kropli.

    Wyglądał tak dobrze, że aż ślina napłynęła mi do ust, ale nie miałam czasu na pieszczoty. Eliksir palił mnie od środka. Domagał się akcji. Więcej, więcej, więcej…

    Ponownie usiadłam na nim okrakiem. Tym razem nic już nas nie dzieliło. Moja mokra, gorąca cipka otarła się o całą długość jego twardej męskości. Jęknęłam głośno, gdy poczułam, jak pulsuje pode mną, jak ociera się o moją kobiecość nabrzmiałą główką.

    Jedną ręką złapałam go za gardło. Niezbyt mocno, bo nie miałam zamiaru go tu udusić, ale  wystarczająco, by pokazać, kto tu rządzi. Drugą skierowałam jego kutasa dokładnie tam, gdzie go potrzebowałam. Jęknęłam cicho, czując główkę na wejściu.

    Byłam zdecydowanie zbyt napalona dla mojego własnego dobra. Zagryzłam wargę i spojrzałam na Kaela, który obserwował mnie z pewną obawą, ale przede wszystkim: dzikim pożądaniem.

    – Patrz na mnie – powiedziałam i przechyliłam lekko głowę na bok. Od razu spojrzał mi prosto w oczy. – Patrz na mnie, złodziejaszku.

    Otworzył usta, by coś odpowiedzieć, lecz nie zdążył. Opadłam na niego jednym, pewnym, szybkim ruchem. Wsunął się we mnie niemal do samego końca. Krzyknęłam z rozkoszy i bólu jednocześnie. Był spory, może nie największy, jakiego miałam, ale zdecydowanie należał do tych większych. Rozciągał mnie idealnie.

    Kael wygiął się w łuk pode mną. Jego palce wbiły się w moje biodra tak mocno, że wiedziałam, że zostawi ślady. Czy mi to przeszkadzało? Absolutnie, kurwa, nie.

    – Liszko, jesteś szalona – wychrypiał, mrużąc oczy. Uśmiechnęłam się do niego drapieżnie.
    – To komplement? – zapytałam i zaczęłam go od razu ujeżdżać. Szybko, mocno, bez litości.
    – O kurwa, tak – wyrzucił tylko Kael, patrząc na moją cipkę.
    – To na pewno wezmę za komplement!

    Zaśmiałam się i oparłam obiema dłońmi o jego przyjemną w dotyku klatkę piersiową. Moje biodra poruszały się pewnie i zdecydowanie. Wiedziałam doskonale, czego chcę i czego potrzebuję. Nasze ciała zderzały się ze sobą, wydając przy tym charakterystyczne dźwięki. Te mokre plaśnięcia, które w tym momencie brzmiały cholernie podniecająco.

    Każdy ruch w górę i w dół powodował kolejne fale rozkoszy. Moje piersi podskakiwały pod mokrą, przylegającą do ciała koszulą, a sutki przyjemnie tarły się o materiał. Kaelowi obrazek widocznie się spodobał, bo nagle złapał mój biust obiema dłońmi i ścisnął mocno. Mało subtelnie, ale teraz nie potrzebowałam wcale subtelności.

    Zaskoczył mnie. Pozytywnie. Myślałam, że nie odważy się mnie ot tak dotknąć. Tymczasem mężczyzna zaczął pieścić piersi, ściskać dłońmi. Kciukami masował twarde sutki. W połączeniu z tarciem materiału było to cholernie przyjemne. Jęknęłam raz, drugi, trzeci. Z każdym coraz głośniej. Byliśmy w końcu w lesie, nie bałam się o świadków.

    A zresztą: nawet jakbyśmy byli w karczmie, to zachowywałabym się podobnie, ignorując fakt, że piętro pod nami dziesiątki osób próbuje zjeść w spokoju.

    W pewnym momencie jego biodra uniosły się, spotykając moje w pół drogi. Uderzenie było tak mocne, że aż zawyłam. Poczułam nagle uderzenie na tyłku. Ostry dźwięk rozszedł się po okolicy. Kael złapał mnie mocno jedną dłonią za tyłek, rozchylił szerzej i zaczął wbijać się we mnie z dołu – szybko, mocno i cholernie przyjemnie. Jakby znał moje ciało od lat.

    Każde pchnięcie trafiało dokładnie tam, gdzie trzeba. Zadrżałam na całym ciele. Moja cipka zaczęła zaciskać się na twardej męskości. Kael uśmiechnął się drapieżnie, a jego oczy błysnęły niebezpiecznie.

    – Tak… właśnie tak… – mruknął głosem pełnym zachwytu.

    Nie potrzebowałam wiele. Przyjemność rozchodziła się falami po całym moim ciele, niczym gorąco, którego nie da się opanować. Przyspieszyłam, pochylając się nad nim, rude włosy opadły mu na twarz. Złapałam go za ramiona i rżnęłam go jak zwierzę: szybko, głęboko, desperacko. Pot spływał mi po plecach.

    Moje jęki przeszły w gardłowe krzyki. Czułam, jak orgazm buduje się w dole brzucha – potężny, brutalny, zwielokrotniony eliksirem. Kael musiał to wyczuć, bo nagle jedną ręką sięgnął między nas i jego kciuk znalazł moją łechtaczkę. Zaczął masować ją w idealnym rytmie moich ruchów – mocno, szybko, bez litości

    – Dojdź na mnie – powiedział zaskakująco pewnym głosem. – Chcę to czuć, Liszko. Chcę czuć, jak dochodzisz.

    Jak tu odmówić takiej prośbie? Całe ciało zadrżało mi gwałtownie. Krzyk wyrwał mi się z gardła, gdy orgazm uderzył jak fala tsunami. Moja cipka zacisnęła się wokół niego mocno. Wyprostowałam ręce i na chwilę zamarłam, po czym zaczęłam się nabijać na całą jego długość mocnymi, szybkimi ruchami.

    Spodziewałam się, oczywiście, orgazmu, ale jak zawsze po eliksirze byłam zaskoczona jego intensywnością. Krzyknęłam krótko, po czym zaczęłam jęczęć… chyba, bo odpłynęłam. Miałam mroczki przed oczami, a kiedy zamknęłam powieki, to barwy eksplodowały mi pod nimi. Nie wiedziałam, czy to ja ujeżdżam Kaela, czy to on mnie pieprzy i nie miało to znaczenia.

    Liczyło się tylko to, jak rozkosznie się czułam.

    Czy trwało to kilkanaście sekund, czy parę minut – nie miałąm pojęcia. Otrzeźwiałam lekko dopiero wtedy, kiedy mężczyzna złapał mnie obiema rękoma za piersi.

    – Liszko, zejdź ze mnie, ja zaraz…
    – Nie ma mowy – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się drapieżnie. Złapałam go obiema dłońmi za gardło i zaczęłam bujać się na nim biodrami. – Dojdziesz teraz we mnie, jasne?

    Nie odpowiedział. Przynajmniej nie słowami. Ledwie kilka ruchów bioder i poczułam, jak sam dopycha się mocniej. Zamknął oczy i zacisnął moje piersi tak, jakby były jego jedyną kotwicą w rzeczywistości. Trysnął. Raz, drugi, trzeci, nawet czwarty i piąty, albo nawet szósty…

    – O kurwa, o kurwa… – wyrzucił z siebie mało przytomnie.

    Dobrze się sprawił, więc poruszałam się na nim jeszcze chwilę. W końcu jednak, kiedy jego oddech się uspokoił, opadłam na posłanie obok niego. Zarzuciłam nogę na jego tułów, a paznokciami wodziłam po klatce piersiowej. Objął mnie jednym ramieniem, oddychając ciężko.

    Przez chwilę milczeliśmy. Gładził mnie leniwie po plecach pod mokrą koszulą. Miał całkiem przyjemne dłonie, nawet jeśli nie najzwinniejsze.

    – Kurwa… – rzucił w końcu, śmiejąc się lekko. – Liszko z Ravari… jesteś najlepszą rzeczą, jaką kiedykolwiek ukradłem.

    Zamruczałam zadowolona i spojrzałam na niego, mrużąc oczy. Był całkiem przystojny z tej perspektywy. Miał ten surowy wdzięk, który zawsze mnie pociągał.

    – Oczywiście, że jestem najlepsza. Śmiałeś myśleć inaczej?
    – Życie mi miłe, więc zdecydowanie nie! – Kael zaśmiał się, a ja wraz z nim. – Po prostu… nie spodziewałem się takiego obrotu spraw, Liszko.
    – Takiego, czyli jakiego? – zapytałam, wędrując dłonią w dół. Złapałam półtwardą męskość, wciąż śliską od moich soków i nasienia, po czym zaczęłam ją masować.
    – O właśnie takiego… o tak… – zamruczał zadowolony, przymykając oczy.

    Ścisnęłam go lekko u nasady, a potem przesunęłam kciukiem po główce, rozsmarowując resztki wilgoci. Kael jęknął cicho, zamykając oczy. Widziałam, jak twardnieje w mojej dłoni, jak nabrzmiewa, rośnie, wypełniając moją pięść.

    Kontynuowałam te leniwe, ale pewne ruchy: w górę i w dół, w górę i w dół. Lekko koliście, nieco zmieniając tempo, aby dodać więcej doznań. Jego biodra uniosły się mimowolnie, wpasowując się w rytm. Palcami drugiej ręki dotknęłam jego jaj, masując je delikatnie, czując, jak się napinają. Kael oddychał coraz ciężej, jego dłoń złapała moją za nadgarstek, ale nie po to, by mnie zatrzymać.

    – Liszko… cholera, jesteś mistrzynią – wychrypiał, patrząc na mnie przez przymrużone powieki.

    Uśmiechnęłam się drapieżnie, przyspieszając ruchy. Jego kutas był ponownie twardy jak skała, pulsujący w mojej dłoni, z główką lśniącą od nowej kropli. Czułam, jak moje własne podniecenie rośnie. Eliksir sprawiał, że sama byłam mokra, gotowa, ale chciałam go podrażnić, zbudować to napięcie.

    Po kilku minutach takiej zabawy, kiedy już dyszał głośno, a jego biodra poruszały się w rytm moich ruchów, puściłam go nagle. Kael otworzył oczy, patrząc na mnie z mieszanką frustracji i pożądania.

    – Nie przestawaj – sapnął, sięgając po moją rękę.
    – O nie, złodziejaszku. Teraz moja kolej na zabawę – powiedziałam, podnosząc się na kolana.

    Odwróciłam się do niego tyłem, czując jego głodny wzrok na tyłku. Usiadłam okrakiem na jego biodrach, ale tyłem do jego twarzy. Moja cipka otarła się o twardego kutasa, a ja złapałam go ręką od tyłu, ustawiając tuż przy wejściu.

    Opadłam na niego. Tym razem niespiesznie. Powoli. Chciałam poczuć centymetr po centymetrze całą jego długość. Jęknęłam raz, drugi i trzeci, kiedy poczułam dłonie Kaela na pośladkach. Kiedy opadłam do końca, niemal krzyknęłam. W tej pozycji wypełniał mnie cudownie, głęboko, inaczej, niż w poprzedniej.

    Poczułam, jak męskie palce wbijają mi się w skórę. Był coraz pewniejszy siebie, nieco brutalniejszy. Podobało mi się to. Zaczęłam się poruszać. W górę i w dół, w przód i tył. Ocierałam się o niego, moja łechtaczka była tak cudownie nabrzmiała…

    Każdy ruch był wolny na początek, by poczuć go w pełni. Moje ręce oparłam na jego udach dla równowagi, a włosy opadły mi na plecy. Nie spieszyłam się tym razem. Mokre plaśnięcia naszych ciał rozbrzmiewały w lesie, mieszając się z moimi jękami i jego ciężkimi westchnięciami. Resztki eliksiru wciąż pulsowały we mnie, rozpalając moje zmysły na nowo.
     
    – Kurwa, Liszko, twój tyłek jest idealny – mruknął Kael i sprzedał mi klapsa. Jednego, drugiego i trzeciego, po czym złapał mnie mocno za pośladki.
    – Taaak? – zapytałam i obróciłam się do niego z uśmieszkiem. – To śmiało, pobaw się nim. Jest dzisiaj cały dla ciebie.

    Kael nie potrzebował więcej zachęty. Jego dłonie zacisnęły się na moich pośladkach, ściskając je mocno, rozchylając, uderzając raz po raz. Czułam każdy palec wbijający się w skórę – boleśnie przyjemnie, zostawiając ślady, które jutro będą sinieć. Czy myślałam o tym w tym momencie? Ledwo co, bo skupiałam się na przyjemności.

    Było mi tak dobrze…

    Zaczęłam ujeżdżać go wolniej, głębiej. Każdy ruch w dół był powolny, celowy, jakbyśmy mieli dla siebie cały czas na świecie. Opadałam na niego do samego końca, czując, jak kutas wypełnia mnie przyjemnie, pulsuje w środku. Potem unosiłam się równie leniwie, zaciskając mięśnie, by go ścisnąć, by poczuł każdy centymetr.

    Jęknęłam cicho, czując, jak nagle zaczął pulsować we mnie mocniej. Zdecydowanie reagował na moje ruchy. Kael zresztą nie pozostał długo bierny. Jego biodra unosiły się lekko, spotykając mnie w pół drogi, ale nie spieszył się. To było jednocześnie mocne, bo każde zderzenie naszych ciał było głębokie, wstrząsające, ale przy tym powolne. Jak taniec, w którym każdy krok stopniowo buduje napięcie.

    Jego ręce wędrowały po moim tyłku, masując, klepiąc raz po raz, nie za mocno, ale wystarczająco, by wysłać dreszcze wzdłuż kręgosłupa. Jeden klaps, drugi, trzeci – każdy głośny, echo roznoszące się po lesie.

    – Tak… właśnie tak… – mruknęłam, odchylając głowę do tyłu.

    Moje włosy falowały z każdym ruchem, a piersi podskakiwały lekko pod koszulą. Czułam, jak eliksir potęguje wszystko: każdy dotyk, każdy puls, każdą falę ciepła rozchodzącą się po brzuchu. Przyspieszyłam minimalnie, ale wciąż utrzymywałam powolne tempo. Kręciłam biodrami, jak byłam w górze, ocierając się o niego w kołach, czując, jak główka kutasa przyjemnie ociera się o moje czułe punkty.

    Moja łechtaczka tarła się o szorstką skórę przy każdym opadaniu, dodając iskry rozkoszy. Kael jęknął gardłowo, jego palce wbiły się głębiej, rozchylając mnie szerzej. Czułam, jak patrzy, jak podziwia widok – to tylko mnie nakręcało.

    Kontynuowałam tak niespiesznie, budując powoli rozkosz w nas obojgu. Moje oddechy stawały się cięższe, jęki głośniejsze. Ciało drżało lekko z wysiłku i podniecenia. On zaczął mruczeć coś pod nosem: słowa pochwały, przekleństwa, ale nie słuchałam. Skupiałam się na rytmie: w dół, w górę, w przód i w tył. Mocno, głęboko, bez pośpiechu.

    W końcu poczułam, jak orgazm zaczyna się budować. Inaczej niż wcześniej. Eliksir wciąż go potęgował, lecz tym razem to kontrolowałam… częściowo. Wolno, jak fala przypływu, która narasta stopniowo, ale nieubłaganie, szczyt rozkoszy zbliżał się, obejmując wszystkie zmysły.

    Moje ruchy stały się bardziej desperackie, choć wciąż powolne. Każde opadnięcie było mocniejsze, każde uniesienie dłuższe. Słyszałam, jak Kael oddycha coraz ciężej, jak jego ruchy na moim tyłku stają się coraz bardziej chaotyczne, a klapsy mocniejsze.
    Podobało mi się to. Oj zdecydowanie mi się to podobało.

    Oparłam się mocniej jedną ręką o jego udo, a drugą sięgnęłam do łechtaczki. To było jak iskra w magazynie prochu. Leciutki dotyk wystarczył, abym nagle eksplodowała. Instynktownie, jak dzikie zwierzę szukające ujścia dla swoich popędów, przyspieszyłam ruchy bioder. Wciąż poruszałam się mocno i pewnie, nabijając się do samiutkiego końca, lecz nie budowałam już żadnego napięcia. Po prostu pozwalałam, aby zmysły ogarnęły całe moje ciało.

    Orgazm był jednocześnie szybki, jak i powolny. Pierwsza fala uderzyła mnie i ponownie sprawiła, że miałam mroczki przed oczami. Moja cipka zaciskała się wokół twardej męskości coraz mocniej, fale rozkoszy narastały i opadały, rozchodząc się po całym ciele.

    Druga “część” orgazmu rozlała się inaczej. Jak gorąca woda, która wypełniła moje ciało przyjemnością, jak i błogim spokojem. Tym razem nie krzyczałam, tylko jęczałam zmysłowo. Wciąż poruszając biodrami, doprowadzałam się do szczytów przyjemności. Ten typ orgazmu był mniej dziki i bardziej okiełznany, niż pierwszy, a przy tym był zdecydowanie przyjemniejszy.

    Trwało to długo. Przedłużam to cudowne uczucie, nabijając się na Kaela raz po raz. W końcu opadłam do przodu, dysząc ciężko, a jego męskość wysunęła się ze mnie. Dłonie ułożyłam sobie na piersiach, skubiąc sutki, aby dostarczyć sobie jeszcze chwili przyjemności.

    Kael jednak nie dał mi odpocząć. Nagle ponownie poczułam dłoanie na pośladkach. Jeden klaps, potem drugi. Jęknęłam i spojrzałam przez ramię na niego zdziwiona. Miał chłop kondycję! Złapał mnie mocno za biodro jedną ręką i podciągnął tak, żebym miała tyłek wysoko.

    – Chyba nie myślałaś, że na tym skończymy, co? – zapytał z uśmieszkiem i raz jeszcze mnie uderzył.
    – Och… szczerze to tak myślałam, ale możesz mi udowodnić, że się myliłam.

    Nie potrzebował większej zachęty. Pewnie nie potrzebował żadnej, prawdę mówiąc.
    Kael zaśmiał się chrapliwie. Jego głos był pełen tej surowej, męskiej pewności, która sprawiała, że dreszcz przebiegał mi po plecach. Jego dłonie, duże i szorstkie, pokryte bliznami, złapały mnie za biodra z taką siłą, że aż syknęłam z mieszanki bólu i podniecenia.

    Podciągnął mnie wyżej, zmuszając, bym wygięła się w łuk, tyłek wypięty w jego stronę, kolana i dłonie wbite w wilgotną trawę. Czułam chłód nocy na skórze, kontrastujący z gorącem, które wciąż paliło we mnie od eliksiru.

    Byłam mokra, rozpalona, gotowa na więcej – a on to wiedział i doskonale to wykorzystywał. Klepnął mnie po raz kolejny, jakby zaznaczając swoją obecność.

    – Udowodnię ci, Liszko – mruknął gardłowo w taki sposób, że aż dreszcze przebiegły mi wzdłuż kręgosłupa.

    Złapał mnie mocno za tyłek jedną ręką. Drugą przejechał po moich plecach. Od tyłka, przez dolne plecy, po mokrej koszuli, aż do karku. Ścisnął mnie nagle w tym miejscu, a ja zamruczałam zadowolona i pomachałam lekko tyłkiem, ocierając się o twardą męskość.

    Poczułam główkę jego kutasa ocierającą się o moją cipkę. Tym razem to on się nie spieszył. Drażnił mnie, poruszając powoli biodrami przód i tył. Ocierał się o moją cipkę, zahaczał o łechtaczkę, co wywoływało we mnie jęki i westchnięcia. Które widocznie Kaela nakręcały, bo jego kutas pulsował raz po raz, ocierając się o mnie jeszcze przyjemniej.

    W końcu wszedł. Jednym, mocnym pchnięciem, głęboko, aż po same jaja. Krzyknęłam krótko, czując, jak rozciąga mnie na nowo i zacisnęłam dłonie na trawie. W tej pozycji czułam go absolutnie idealnie. Uwielbiałam być brana od tyłu. Kael zresztą widocznie też lubił tę pozycję.

    Świat wirował mi przed oczami, kiedy poczułam dłoń, wplatającą się w moje włosy. Jęknęłam z bólu, ale pozwoliłam mu na to. Kael złapał mnie za włosy i pociągnął mocno do tyłu, zmuszając mnie, abym się wygięła. Podniosłam się na czworaka, opierając się na wyprostowanych rękach. Mój “złodziejaszek” tym razem dominował całkowicie. Jego biodra uderzały o mój tyłek z głośnym klaskaniem. Mocno, rytmicznie i bez litości

    Każde pchnięcie było głębokie, wstrząsające, jakby chciał mnie naznaczyć, jakby chciał, żebym poczuła go w każdym skrawku rozpalonego ciała. I po prawdzie: szło mu to znakomicie. Jednak nie mogłam mu tego wprost powiedzieć, prawda?

    – Rżnij mnie, złodzieju, rżnij – rzuciłam, patrząc przed siebie i zagryzając wargi.  

    Powiedziałam to pewnym głosem, ale w środku się rozpływałam. W odpowiedzi poczułam kolejne dwa klasy na oba pośladki. Kael zacisnął stanowczo dłoń na moich włosach i ciągnął za nie za każdym razem, wbijając się we mnie kutasem. Tak, tak, tak… to było boskie…

    – Lubisz to, co? – wysapał ciężko, głosem drżącym od wysiłku i zwierzęcego podniecenia.

    Przyspieszył po chwili, wbijając się we mnie zdecydowanymi, długimi ruchami. Moje piersi kołysały się pod koszulą. Sutki znowu miałam twarde jak małe kamyczki, które ocierając się o materiał, dostarczały mi ponownie przyjemności. Wolną dłonią Kael błądził po moim ciele tak, jakbym już cała należała do niego.

    Nie przeszkadzało mi to, a wręcz przeciwnie. Ból mieszał się z rozkoszą, eliksir potęgował to wszystko, sprawiając, że fale ciepła rozchodziły się po brzuchu, po udach, po całym ciele.
    Jęczałam głośno, nie hamując się wcale a wcale. Las był naszym świadkiem, a ja nie dbałam o nic poza tym, aby dostarczyć sobie jak najwięcej rozkoszy. Sama zaczęłam odpychać się od Kaela, dostosowując się do jego rytmu. Moja cipka zaciskała się raz po raz, a soków z niej spływało tyle, iż uda miałam już całe mokre.

    Mimo to złodziejaszek kontrolował tempo tym razem, a nie ja.tym rytmem. Czułam, jak pulsuje we mnie, jak jego dłoń niecierpliwie pieści moje ciało. Czasem zwalniał, czasem przyspieszał, wsuwał się raz cały, raz tylko do połowy, po czym nagle uderzał mnie mocno w tyłek. Jego dłoń na moich włosach ciągnęła mocniej, zmuszając, bym patrzyła w gwiazdy nad nami, a druga wędrowała po moim ciele: po plecach, po tyłku, klepiąc ostro, zostawiając piekące ślady.

    Nasze spocone ciała splątały się w tym dzikim, zwierzęcym tańcu. Moje jęki przeszły w gardłowe pomruki, czułam, jak kolejny orgazm buduje się we mnie, wolno, ale nieubłaganie. Kael przyspieszył, jego pchnięcia stały się brutalniejsze, głębsze. Sięgnął pode mnie dłonią, kciukiem masując moją łechtaczkę w rytm ruchów. Mocno i szybko, bez zbędnych delikatności.

    Nie potrzebowałam dużo. Eksplodowałam, drżąc na całym ciele, cipka zacisnęła się wokół niego po raz kolejny tego wieczoru. Fale rozkoszy przetaczały się przeze mnie. Drżałam na całym ciele, od stóp przez biodra i brzuch aż po głowę. Trzeci orgazm był już nieco słabszy od drugiego, ale wciąż przywitałam go z radością.

    Kael w tym czasie wcale nie przestawał. Rżnął mnie dalej, jakbym była jego zabawką. Trzymał mnie mocno, wbijając się we mnie dalej, przedłużając moje drżenie. Jego oddech był ciężki, chrapliwy, dłonie niecierpliwe. Już nie trzymał mnie za tyłek czy włosy, po prostu błądził po całym moim ciele, uderzając moje pośladki raz po raz.

    Nagle wysunął się ze mnie i odsunął lekko. Zdezorientowana spojrzałam za siebie. Nie zdążyłam nic powiedzieć, a on stanął nade mną i złapał mnie za włosy. Odchylił moją głowę do tyłu, a ja posłusznie klęknęłam, patrząc na niego z dołu.

    Jego oczy płonęły, twarz miał wykrzywioną pożądaniem. Wyglądał z tej perspektywy i w tej chwili wyjątkowo apetycznie.

    – Otwórz usta – rozkazał niskim, gardłowym głosem.

    Masturbował się drugą ręką tuż przy moich wargach. Otworzyłam je posłusznie i złapałam go jedną dłonią za jaja, masując je okrężnymi ruchami. Nie potrzebował wiele.  

    Masturbował się szybko i mocno, patrząc mi w oczy. Po chwili jęknął głośno, a całe jego ciało napięło się od stóp po czubek głowy. Trysnął nagle. Gorący, gęsty strumień trafił mi prosto do ust. Byłam zaskoczona objętością. Myślałam, że po jednym wytrysku będzie tego mniej, lecz Kael widocznie był mężczyzną wielu sekretów.

    – Bierz to, Liszko, bierz – warknął na mnie, a ja go grzecznie słuchałam.

    Kolejny strzał, potem trzeci. Miał słony, nieco nieprzyjemny smak, jednak w po orgazmicznym szaleństwie zupełnie nie zwracałam na to uwagi. Połknęłam, co mogłam, a ostatnie dwa strzały wylądowały już na moich wargach.

    Kiedy Kael skończył dochodzić, odetchnął głęboko i strzepnął kutasa. Resztki spermy trafiły na moją twarz. Zebrałam wszystko palcem i wsunęłam do ust, po czym uśmiechnęłam się do niego. Polizałam półtwardego już kutasa, po czym zassałam lekko główkę. Kael zadrżał i przymknął oczy.

    – Kurwa, Liszko… Jesteś obłędna, nie wiem, jak…
    – Ty też jesteś niczego sobie – przerwałam mu, nim zdołał cokolwiek więcej powiedzieć.

    Tego wieczoru, tej nocy, nie potrzebowaliśmy już więcej słów.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Nadia

    Spodobało Ci się spotkanie z Liszką? To dopiero rozgrzewka przed tym, co czeka ją dalej!

  • Bez hamulcow 9

    Piwnica była zimna i wilgotna, a zapach potu mieszał się z ciężkim powietrzem. Światło samotnej żarówki migotało, rzucając cienie na nagie ciała Kasi i Marty, leżące na starym, poplamionym materacu. Ich skóra błyszczała od wilgoci, włosy przyklejały się do twarzy, a w oczach wciąż tliło się pragnienie, choć obie były już wyczerpane. Ale ja nie czułem się skończony. To pożegnanie musiało być czymś, co zostanie z nimi na długo, czymś, czego nie da się zapomnieć. Wstałem, czując, jak napięcie wciąż pulsuje w moim ciele.

    – Na kolana, obie – powiedziałem twardo, wskazując na nie. Mój głos był głęboki, nie zostawiał miejsca na dyskusję. – Jeszcze z wami nie kończę.

    Marta podniosła się powoli, jej ciało drżało lekko po wcześniejszym wysiłku. Na jej ustach pojawił się ten zadziorny uśmiech, który zawsze działał mi na nerwy, ale i podgrzewał atmosferę. – Masz siłę, co? – rzuciła, ocierając pot z karku. – Myślałam, że już masz dość.

    – Nie gadaj, tylko rób, co mówię – odparłem, chwytając ją za ramię i ustawiając za Kasią. Jej skóra była gorąca, lekko lepka pod moimi palcami. – Trzymaj ją. Nie chcę, żeby się ruszała bez mojego pozwolenia.

    Kasia, wciąż na materacu, spojrzała na mnie, jej oddech był szybki, a piersi unosiły się i opadały w nierównym rytmie. Na jej nadgarstkach wciąż widać było ślady po linach, które wcześniej ją krępowały – znaki mojej kontroli. – Co planujesz? – szepnęła, jej głos drżał, ale oczy błyszczały od ciekawości.

    – Zaraz się dowiesz – mruknąłem, klękając przed nią i chwytając jej biodra. Pociągnąłem ją w górę, aż uklękła, jej twarz była na wysokości mojej klatki piersiowej. – Marta, trzymaj ją mocno.

    Marta objęła Kasię od tyłu, jej ramiona owinęły się wokół jej talii, a dłonie powędrowały na piersi, ściskając je stanowczo. Sutki Kasi stwardniały pod tym dotykiem, a ona sama westchnęła, opierając głowę na ramieniu Marty. – Marta, nie tak mocno – jęknęła cicho, choć w jej tonie słychać było, że nie do końca chce, by przestała.

    – Cicho – rzuciłem, chwytając Kasię za brodę i unosząc jej twarz, by spojrzała mi w oczy. – Otwórz usta. Teraz.

    Zawahała się przez moment, ale zrobiła, co kazałem. Jej wargi rozchyliły się, lekko drżąc, gdy nachyliłem się bliżej. Rozpiąłem pasek, zsunąłem spodnie i bieliznę jednym ruchem, uwalniając się. Mój kutas był już twardy, gotowy, a widok ich dwóch klęczących przede mną tylko podsycał napięcie. Chwyciłem Kasię za włosy, delikatnie, ale na tyle stanowczo, by poczuła, kto tu dowodzi, i przyciągnąłem ją bliżej.

    – Weź go – powiedziałem, mój głos był spokojny, ale nie znoszący sprzeciwu. Jej usta zamknęły się wokół mnie, ciepłe i wilgotne, a ja poczułem, jak jej język porusza się najpierw nieśmiało, ale szybko znajduje rytm. Westchnąłem, czując, jak napięcie w dole brzucha rośnie z każdym jej ruchem. – Tak, właśnie tak. Głębiej.

    Marta, wciąż trzymając ją od tyłu, uśmiechnęła się lekko, jej oddech muskał szyję Kasi. – Zobacz, jak mu się to podoba – mruknęła, jedną ręką wciąż ściskając piersi Kasi, a drugą zsuwając się niżej, między jej uda, w stronę jej pochwy. – Jesteś cała mokra. To cię tak nakręca?

    Kasia nie mogła odpowiedzieć, jej usta były zajęte, ale jej stłumione jęki wibrowały wokół mnie, intensyfikując doznania. Patrzyłem, jak palce Marty poruszają się między nogami Kasi, drażniąc wrażliwe miejsca, aż jej biodra zaczęły poruszać się same, jakby szukały więcej.

    – Nie za szybko – powiedziałem do Marty, wyciągając się z ust Kasi na moment. Jej wargi błyszczały, oddech był urywany, gdy spojrzała na mnie z lekkim oszołomieniem. – Chcę, żeby wytrzymała dłużej.

    – Jak chcesz – odparła Marta, zwalniając ruchy, ale nie przerywając. Pochyliła się i lekko przygryzła kark Kasi, zostawiając czerwony ślad na jasnej skórze. – Ale ona jest już na granicy. Czujesz to?

    – Czuję – mruknąłem, popychając Kasię na materac, tak, że leżała na plecach, a Marta wciąż była nad nią. – Teraz moja kolej. Rozsuń nogi, Kasiu. Szeroko.

    Posłuchała, choć jej ruchy były powolne, jakby ciało walczyło ze zmęczeniem. Jej uda rozchyliły się, ukazując wilgotną pochwę, gotową na mnie. Klęknąłem między nimi, chwytając jej kostki i unosząc nogi na swoje ramiona. Moje dłonie przesunęły się po jej udach, ściskając je mocno, aż westchnęła cicho.

    – Nie odzywaj się – powiedziałem, wchodząc w nią powoli, czując, jak jej ciepło mnie otacza, jak mięśnie napinają się wokół mojego penisa. Była ciasna, tak bardzo, że musiałem się na moment zatrzymać, by nie stracić kontroli. – Cholera, jesteś niesamowita.

    – Szybciej… proszę – wyszeptała, jej paznokcie wbiły się w moje ramiona, a biodra uniosły się, próbując przyspieszyć rytm. Na początku ją ignorowałem, poruszając się powoli, chcąc poczuć każdy szczegół – jak drży pod moim dotykiem, jak jej oddech staje się coraz szybszy, jak drobne skurcze przechodzą przez jej ciało przy każdym pchnięciu.

    Marta, klęcząca obok, nie wytrzymała. – Teraz ja – rzuciła, jej ton był niecierpliwy. – Nie tylko ona może Cię mieć.

    Chwyciłem ją za ramię, przyciągając bliżej, ale nie wyszedłem z Kasi. – Czekaj chwilę – powiedziałem, przyspieszając ruchy, aż Kasia zaczęła jęczeć głośniej, jej ciało napięło się pod moim ciężarem. – Najpierw ją doprowadzę do końca.

    Moje pchnięcia stały się twardsze, głębsze, aż materac pod nami skrzypiał jak pojebany przy każdym jebanym ruchu. Kasia wygięła się w łuk, jej cycki trzęsły się w rytm moich uderzeń, a jej głos przeszedł w serię krótkich, desperackich krzyków. – Tak, kurwa, tak! Nie przestawaj, jebany skurwielu! – błagała, aż w końcu jej ciało zadrgało gwałtownie, cipka zacisnęła się wokół mojego kutasa w pulsującym uścisku, który niemal mnie złamał.

    Wysunąłem się z niej, dysząc jak po maratonie, i odwróciłem się do Marty, która czekała z niecierpliwością w oczach. – Na czworaka, kurwo – rozkazałem, klepiąc ją w dupę. – Już, kurwa!

    Ustawiła się natychmiast, jej plecy wygięły się, a dupa sterczała w zaproszeniu, a ja chwyciłem jej biodra, wchodząc w jej cipkę jednym mocnym pchnięciem. Jej krzyk był ostry, niemal zwierzęcy, gdy zacząłem rżnąć ją szybko, nie dając jej chwili na oddech. Jej skóra kleiła się do mojej, gorąca jak pieprzony piekarnik, a jej włosy spadały na twarz, gdy łeb opadł jej na materac.

    – Mocniej, mocniej kurwa! – krzyknęła, jej głos był zduszony przez materac, ale wyraźny. – Daj mi całego kutasa, wszystko, co masz!

    Dałem jej wszystko, kurwa. Moje paluchy wbiły się w jej biodra, zostawiając pewnie jebane siniaki, a każde pchnięcie było jak cios, brutalne i precyzyjne. Czułem, jak jej cipka reaguje, jak drży i napina się, aż w końcu krzyknęła jak pojebana, mięśnie zacisnęły się wokół mojego fiuta w gwałtownym skurczu, który pchnął mnie na sam skraj.

    Nie mogłem dłużej się powstrzymywać. Wysunąłem się w ostatniej chwili, moje łapy chwyciły mojego kutasa, a fala rozkoszy eksplodowała, rozlewając się gorącą spermą na ich skóry – najpierw na dupę i plecy Marty, potem na brzuch i cycki Kasi, gdy obróciła się do mnie. Obie dyszały, ich ciała lśniły od potu i mojej jebanej spermy, a ja stałem nad nimi, próbując złapać oddech.

    – Pamiętajcie to – powiedziałem, moja klatka wciąż unosiła się ciężko, gdy zakładałem spodnie. – Bo ja na pewno nie zapomnę.

    Marta odwróciła się na plecy, jej oddech był szybki, ale uśmiech nie zniknął z jej mordy. – To skurwiel pierdolony – rzuciła, przecierając twarz łapą. – Wracaj szybko, bo inaczej same cię, kurwa, znajdziemy.

    Kasia tylko spojrzała na mnie, jej oczy były mgliste, ale błyszczały od czegoś, co mogło być jebaną tęsknotą. Nie powiedziała nic, tylko lekko skinęła głową. Chwyciłem kurtkę, zarzuciłem ją na ramię i wyszedłem, zostawiając je obie w tej zimnej, wilgotnej piwnicy, wciąż nagie, wciąż drżące od tego, co między nami zaszło.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    TysonMaximo343
  • Bez hamulcow 10

    Droga była pusta, tylko szum opon na asfalcie i warkot silnika mojego starego grata przerywały ciszę. Słońce chyliło się ku zachodowi, barwiąc niebo na pomarańczowo, a ja czułem się jak po walce – zmęczony, ale jednocześnie niespokojny, jakby coś jeszcze czekało na mnie za zakrętem. Piwnica z Kasią i Martą została kilkadziesiąt kilometrów za mną, ale ich spojrzenia, ich dotyk wciąż siedziały mi w głowie. Musiałem zrobić przystanek, zatankować i ochłonąć. Zjechałem na małą, zaniedbaną stację benzynową przy bocznej drodze – jedną z tych, gdzie dystrybutory pamiętają lata osiemdziesiąte, a szyld ledwo trzyma się na rdzy.

    Parkując obok jednego z dystrybutorów, zauważyłem czarnego sedana stojącego po drugiej stronie. Lakier błyszczał w promieniach zachodzącego słońca, jakby ktoś dopiero co go wypolerował. Przy aucie stała kobieta, oparta o maskę, z rękami skrzyżowanymi na piersi. Miała na sobie obcisłe dżinsy i czarną skórzaną kurtkę, lekko rozpiętą, spod której wystawała biała bluzka opinająca jej kształtne piersi. Jej ciemne włosy były związane w luźny kucyk, a na nosie miała okulary przeciwsłoneczne, mimo że słońce już prawie zaszło. Patrzyła w moją stronę, choć nie byłem pewien, czy to na mnie, czy po prostu w przestrzeń. Coś w jej postawie – ta pewność, to napięcie – sprawiło, że serce zabiło mi szybciej.

    Wysiadłem, zatrzaskując drzwi samochodu z hukiem, i podszedłem do dystrybutora. Starałem się nie gapić, ale czułem na sobie jej wzrok, jakby mnie skanowała. Włożyłem pistolet do baku, a ryk pompy zatankował ciszę między nami. W końcu się odwróciłem, unosząc lekko głowę.

    – Długa droga? – rzuciłem, bardziej żeby przerwać to dziwne milczenie, niż z rzeczywistej ciekawości. Mój głos brzmiał szorstko, zmęczony trasą.

    Zdjęła okulary, odsłaniając oczy w kolorze głębokiego brązu, które błyszczały w świetle zachodzącego słońca. Uśmiechnęła się lekko, ale to nie był uśmiech miły, raczej taki, który mówi: „Wiem więcej, niż ci się wydaje”. – Można tak powiedzieć – odparła, jej ton był niski, trochę zachrypnięty, jakby paliła za dużo papierosów albo mało spała. – A ty? Wyglądasz, jakbyś uciekał przed czymś.

    Przewróciłem oczami, ale nie mogłem powstrzymać lekkiego uśmiechu. – Raczej przed kimś – mruknąłem, myśląc o Kasi i Marcie, o tym, jak bardzo chciały, żebym został. – Ale to długa historia.

    – Mam czas – powiedziała, prostując się i podchodząc o krok bliżej. Stała teraz na tyle blisko, że czułem lekki zapach jej perfum – coś słodkiego, ale z nutą czegoś ostrego, może cytrusów. – Jeśli chcesz, mogę posłuchać. Stacja i tak jest martwa, a ja nigdzie się nie spieszę.

    Spojrzałem na nią podejrzliwie, ale coś w jej oczach – ta ciekawość, może nawet lekkie wyzwanie – sprawiło, że nie chciałem od razu się zmywać. – Może najpierw imię – rzuciłem, opierając się o bok swojego auta. – Nie gadam z nieznajomymi, nawet jeśli mają ładny samochód.

    Roześmiała się krótko, dźwięk był niski, ale szczery. – Fair enough. Jestem Lena – powiedziała, wyciągając rękę. Jej dłoń była ciepła, uścisk zdecydowany, a paznokcie krótko obcięte, pomalowane na czarno. – A ty?

    – Marek – odparłem, ściskając jej rękę trochę dłużej, niż trzeba. Jej skóra była miękka, ale czułem pod nią siłę, jakby nie była tylko miejską dziewczynką w ładnym aucie. – Skąd jedziesz, Lena?

    – Z daleka. Powiedzmy, że od miejsca, które już nie jest moje – odpowiedziała wymijająco, puszczając moją dłoń i opierając się biodrem o maskę mojego samochodu. – A ty? Wyglądasz na kogoś, kto ma sporo historii do opowiedzenia. Te oczy… coś w nich siedzi.

    Przetarłem twarz dłonią, czując, jak zmęczenie miesza się z dziwnym napięciem, które budziła jej obecność. – Może i mam – przyznałem, wskazując brodą na stację. – Ale jeśli chcesz słuchać, to może przy kawie? W środku jest chyba automat, choć nie ręczę, że nie serwuje trucizny.

    Skinęła głową, a jej uśmiech się poszerzył. – Dobra, ryzykuję. Ale jeśli kawa będzie paskudna, to ty stawiasz kolejną rundę gdzieś indziej.

    Weszliśmy do środka stacji, gdzie śmierdziało starym olejem i tanim środkiem czyszczącym. Automat z kawą stał w rogu, obok regału z przekąskami, które wyglądały, jakby leżały tam od dekady. Wrzuciłem monety i nacisnąłem przycisk, a maszyna zaczęła warczeć, wyrzucając z siebie coś, co przypominało czarną breję. Podałem jej jeden kubek, sam biorąc drugi.

    – Za zdrowie – powiedziałem, unosząc kubek, choć bardziej na żarty.

    – Za nowe drogi – dodała, stukając swoim kubkiem o mój. Upiła łyk i skrzywiła się. – Cholera, to smakuje jak smoła. Gdzie ty mnie zabrałeś?

    – Mówiłem, że nie ręczę – rzuciłem, śmiejąc się cicho. Usiedliśmy na dwóch plastikowych krzesłach przy małym, obklejonym stole. Światło jarzeniówki nad nami mrugało irytująco, ale jej twarzy to jakoś nie psuło. Wyglądała… intrygująco. Jak ktoś, kto ma sekrety, ale nie boi się ich ujawnić, jeśli tylko naciśniesz odpowiednie guziki.

    – No to opowiadaj – zaczęła, odchylając się na krześle i krzyżując nogi. Jej spojrzenie było bezpośrednie, jakby chciała przejrzeć mnie na wylot. – Przed kim tak uciekasz? Kobieta? Dwie? A może coś gorszego?

    Westchnąłem, bawiąc się kubkiem w dłoniach. – Dwie – przyznałem, nie wchodząc w szczegóły. – Ale to nie tak, że uciekam. Po prostu… czasem trzeba ruszyć dalej, zanim się za bardzo przywiążesz.

    Uniosła brew, a jej usta wygięły się w lekkim uśmiechu. – Przywiązać, co? Brzmi, jakbyś miał z nimi niezłą zabawę. Nie wyglądasz na faceta, który łatwo odpuszcza.

    – A ty nie wyglądasz na kogoś, kto pyta z czystej ciekawości – odparowałem, patrząc jej w oczy. Było w nich coś, co mnie przyciągało, jakaś iskra, która mówiła, że ona też ma za sobą historie, może nawet ciemniejsze niż moje. – Co ty tu robisz, Lena? Taka elegancka babka na zapomnianej stacji w środku niczego?

    Przechyliła głowę, przez moment milcząc, jakby zastanawiała się, ile mi powiedzieć. – Szukam… czegoś – powiedziała w końcu, jej głos był cichszy, ale wciąż twardy. – Może spokoju, może kłopotów. Jeszcze nie wiem. A ty? Wyglądasz na kogoś, kto ciągnie za sobą kłopoty jak cień.

    – Może i tak – przyznałem, dopijając tę paskudną kawę i odstawiając kubek. – Ale czasem kłopoty to jedyne, co trzyma człowieka na nogach.

    Wstała, podchodząc do okna i spoglądając na nasze samochody na zewnątrz. – Wiesz, co, Marek? – rzuciła, nie odwracając się. – Myślę, że moglibyśmy jechać razem kawałek. Mam przeczucie, że nasze drogi się nie kończą na tej stacji.

    Serce zabiło mi mocniej, choć sam nie wiedziałem, czy to przez jej słowa, czy przez ton, jakim je wypowiedziała. Wstałem, stając obok niej, tak blisko, że czułem ciepło jej ciała przez kurtkę. – A gdzie prowadzi twoja droga? – spytałem, patrząc na jej profil.

    Obróciła głowę, jej usta były teraz kilka centymetrów od moich, a w jej oczach błyszczało coś, co mogło być obietnicą albo ostrzeżeniem. – Dowiesz się, jeśli pojedziesz ze mną – powiedziała cicho. – Ale ostrzegam, ja nie gram fair.

    – Nigdy nie lubiłem fair – odparłem, pozwalając, by lekki uśmiech pojawił się na mojej twarzy. – Dobra, Lena. Jedźmy. Ale jeśli to jakiś numer, to pożałujesz, że mnie spotkałaś.

    Roześmiała się znowu, tym razem głośniej, i ruszyła do drzwi. – To się jeszcze okaże, kto będzie żałował – rzuciła przez ramię, wychodząc na parking.

    Patrzyłem, jak idzie do swojego sedana, jej biodra kołysały się lekko przy każdym kroku. Czułem, że to początek czegoś nowego, może niebezpiecznego, ale na pewno wartego ryzyka. Wsiadłem do swojego auta, włączając silnik. Kiedy wyjeżdżała na drogę, ruszyłem za nią, nie do końca pewien, dokąd zmierzamy, ale gotowy na wszystko, co miało nadejść.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    TysonMaximo343
  • Tesknota I

    On leżał rozciągnięty na łóżku, a ja z czułością gładziłam jego uda, obleczone w jedwabiste pończochy. Materiał szeleścił pod moimi palcami, a jego skóra pod nim była ciepła i napięta. Moje dłonie wędrowały wyżej, ku centrum jego napięcia.

    Jego członek, już w pełni nabrzmiały i twardy jak kość słoniowa, dumnie sterczał, domagając się uwagi. Delikatnie objęłam go dłonią, czując pod palcami pulsujące życiem ciepło. Pochyliłam się, a mój oddech musnął jego wrażliwą skórę, wywołując u niego głośny, stłumiony jęk.

    Wtedy moje usta spotkały się z nim. Powolny, głęboki ruch, który wypełnił całą moją uwagę. Jego dłoń wpięła się we włosy, nie naciskając, tylko prowadząc w łagodnym rytmie, który sami wyznaczaliśmy. Świat zawęził się do tego łóżka, do tego połączenia, do słodko-gorzkiego smaku i głuchego pomruku satysfakcji wydobywającego się z jego gardła.

    A on, w podzięce za tę pieszczotę, odwzajemniał się z hojnością. Pierwszy wytrysk był potężny i zaskakujący, gorący strumień, który wypełnił mi usta. Kolejne, choć słabsze, były równie intensywne, wyciskały z niego kolejne drżące westchnienia i sprawiały, że jego ciało opadło na prześcieradło jak bezwładna lalka.

    Leżeliśmy tak później, spleceni, oddychając w jednym rytmie. W powietrzu unosił się zapach nas obojga, mieszanina potu, jedwabiu i intymności. Nie było potrzeby słów. Wystarczyło dotykanie się ramionami i ciche, szczęśliwe westchnienie, które wymknęło się jego ustom, gdy przytulił mnie mocniej.

    Było cudownie. Prosto, dosłownie, całkowicie. Chwila doskonałego, wzajemnego oddania, zamknięta w czterech ścianach sypialni.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Kowalski
  • Sen o Trzech Dominatorach

    W moim śnie leżę na jedwabnej pościeli w ciemnym pokoju, ubrana tylko w przepocone, noszone dwa dni czarne koronkowe majtki – wilgotne od soku i potu. Drzwi trzaskają i wchodzą trzej faceci: władczy szef w garniturze, siłacz z tatuażami i młody, napalony sąsiad. Ich spojrzenia palą skórę, jakby czuli mój zapach z daleka. Szef chwyta mnie za włosy, przyciskając twarz do swojego krocza. “Najpierw sprawdzimy, czy twoja bielizna jest warta naszych nosów” – warczy, rozpinając spodnie. Siłacz zrywa mi majtki na bok, jego nos zanurzając się głęboko w wilgotną szparkę, wciągając aromat głośno i zachłannie. “Pachniesz jak suka w rui” – mruczy, liżąc mnie mocno, aż drżę. Sąsiad dołącza od tyłu, wsuwając palce w tyłek, rozciągając i drażniąc, podczas gdy jego język smakuje materiał majtek. Klękam, ich twarde kutasy otaczają moją twarz – szef w usta, głęboko, dusząc; siłacz między piersi, sąsiad smagając po policzkach. Walczą o moje majtki: siłacz wącha je w zębach, sąsiad liże środek nasączony moim sokiem, szef ociera kutasa o wilgotny materiał. “Wywąchamy cię jak mąż, ale lepiej” – śmieją się, rzucając mnie na łóżko. Szef wsuwa się w cipkę brutalnie, wypełniając po brzegi; siłacz bierze tyłek, rozrywając mnie rozkoszą; sąsiad dusi gardło kutasem. Ich ruchy są dzikie, synchronizowane – pot miesza się z sokami, pokój wypełnia się jękami i mlaskaniem. Orgazm rozrywa mnie falami, ich nasienie zalewa bieliznę, czyniąc ją idealną dla fetyszysty. Budzę się zlana, majtki naprawdę nasączone – w śnie pakowali je z dopiskiem “elit aromat”.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Pachnąca dla Niego
  • Sen o Trzech Strumieniach

    W moim śnie jestem w przyciemnionym barze, ubrana w cienkie, noszone cały dzień białe koronkowe stringi – już wilgotne od podniecenia i potu. Trzech mężczyzn otacza stolik: elegancki biznesmen, barczysty barman i tajemniczy nieznajomy w skórzanej kurtce. Ich oczy obiecują rozkosz, a ja wiem, że moja bielizna  czeka na ich “test”. Biznesmen ciągnie mnie do zaplecza, zdziera stringi i ociera kutasa o wilgotny środek. “Najpierw nasączymy je naszym znakiem” – szepcze, pompując szybko. Jego nasienie tryska gorące, gęste strumienie, wsiąkając w koronkę – zapach miesza się z moim, czyniąc materiał lepkim ideałem dla fetyszysty. Barman dołącza, klęka i liże mieszankę soków, potem wsadza mi w usta, kończąc eksplozją na majtkach – druga porcja nasienia kapie, tworząc mokre plamy. Nieznajomy bierze mnie od tyłu, wbijając się głęboko w cipkę, jego ręce ściskają biodra. “Trzeci strumień dla kompletu” – warczy, przyspieszając. Orgazm wstrząsa nim, nasienie wylewa się obfitym żarem, zalewając stringi od środka – mieszanka trzech facetów, słona, ciepła, nasączona po brzegi. Liżą resztki z materiału, wąchając głośno. Pakują wilgotną bieliznę do koperty z dopiskiem “nasienny miks”.Budzę się z mokrymi stringami, gotowa na aukcję – sen był zbyt realny.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Pachnąca dla Niego
  • Aromat wieczoru

    Wąskie uliczki starego miasta pachniały deszczem i lawendą. Wracałam do domu późnym wieczorem, zmęczona, ale zadowolona po długim dniu. Moje kroki odbijały się echem od brukowanych kamieni, a w powietrzu unosił się słodki, kwiatowy aromat – moje ulubione perfumy, które wymieszałam z nutą wanilii na skórze. Czułam się pewnie, zmysłowo, jakby każdy mój ruch był tańcem. Nagle, w cieniu starej kamienicy, zauważyłam go. Wysoki, w ciemnym płaszczu, z twarzą ukrytą w mroku. Jego spojrzenie było intensywne, niemal namacalne. Przeszedł obok mnie, a jego dłoń musnęła moją rękę. Zatrzymałam się, serce biło szybciej. – Przepraszam – powiedział głębokim, aksamitnym głosem. – Nie mogłem nie zauważyć twojego zapachu. Uśmiechnęłam się, czując, jak ciepło rozlewa się po moim ciele. Nie odpowiedziałam, tylko spojrzałam mu prosto w oczy. On też się zatrzymał, jakby czas przestał płynąć. Jego palce delikatnie dotknęły mojego nadgarstka, a ja poczułam, jak moje majtki – jedwabiste, ciemnoczerwone – stają się wilgotne od podniecenia. – Chodź ze mną – szepnął, a jego oddech musnął moją szyję. Nie protestowałam. Poszłam za nim, jakbyśmy oboje wiedzieli, że to nieuniknione. Wąskie schody, ciemne korytarze, aż wreszcie drzwi, które otworzyły się przed nami. W środku panował półmrok, a powietrze było ciężkie od zapachu drewna i skóry. Jego usta znalazły moje, gorące, domagające się. Jego dłonie ślizgały się po moim ciele, odkrywając każdy centymetr skóry, jakby chciał zapamiętać mój kształt. – Jesteś taka pachnąca – wyszeptał, zagłębiając twarz w moich włosach. – Chcę cię poczuć wszędzie. Jego usta zsunęły się niżej, a ja jęknęłam, gdy jego palce odkryły moje majtki – jedwab, który teraz był tylko przeszkodą. Majtki, które zakładałam rano, były świeże, ale wieczorem…wieczorem pachniały pożądaniem. Powoli zdjął je ze mnie, a potem uklękłby poczuć mój zapach jeszcze bliżej. Jego język musnął moją skórę, a ja zadrżałam, chwytając go za włosy. Nie znamy swoich imion. Nie wiem, kim jest. Ale w tej chwili to nie ma znaczenia. Jest tylko on, ja i ten niepowtarzalny, zmysłowy zapach, który nas połączył.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Pachnąca dla Niego
  • Nie-zwykla Rodzina cz 161. – Ojczym mojej przyjaciolki

    Wróciliśmy razem z Natalie z bardzo udanych zakupów. Po chodzeniu po galerii zaprosiła mnie do siebie do domu. Jej rude włosy były rozpuszczone, a w luźnej koszulce i szortach wyglądała seksownie i beztrosko. Ja zresztą wyglądałam podobnie. Również miałam luźną koszulkę i szorty. Blond włosy miałam związane z tyłu. Wielu się za nami oglądało. I nie dziwie się. Takie dwie seksbomby przyciągają uwagę.

    Weszłyśmy do domu Natalie, a następnie do salonu.

    – Ale się nachodziłam. Zaraz zrobimy porządek z tymi rzeczami.

    – A gdzie reszta domowników? – rozglądałam się dookoła i zapytałam, siadając na kanapie.

    – Adam u kumpla, a mama w pracy. Tom powinien być u siebie. Pracuje.

    Tom – jej ojczym. Słyszałam o nim tyle razy, ale nigdy go nie spotkałam. Razem z Natalie poszłyśmy do jej pokoju. Odłożyliśmy zakupy obok łóżka. Natalie zamknęła drzwi, a następnie wyjęła wino.

    – No to teraz zrelaksujemy się.

    – A Tom?

    – Nic nawet nie powie. Bądź spokojna.

    Natalie nalała nam wina i usiadłyśmy blisko siebie. Rozmawiałyśmy o wszystkim: o facetach, pracy, o różnych plotkach. Jej dłoń musnęła moje udo, nachylając się bliżej.

    – Zawsze mi się podoba to między nami.

    Powiedziała, po czym jej usta dotknęły moich. Jęknęłam cicho, oddając pocałunek. Jej język wślizgnął się do moich ust.

    Nagle usłyszałyśmy kroki na schodach. Natalie odsunęła się szybko, rumieniąc.

    – To pewnie Tom.

    Drzwi salonu otworzyły się i wszedł wysoki mężczyzna, z ciemnymi włosami i małą bródką. Miał na sobie koszulę z podwiniętymi rękawami, odsłaniającymi umięśnione ramiona, i dżinsy, które opinały jego biodra. Uważnie mnie obserwował.

    – Cześć, jestem Tom. – powiedział, wyciągając rękę.

    – Cassie, przyjaciółka Natalie. – uśmiechnął się miło do mnie.

    Usiadł naprzeciwko nas, nalewając sobie drinka. Rozmowa potoczyła się naturalnie. Rozmawialiśmy o jego pracy, o tym, jak poznał matkę Natalie. Czułam jego wzrok na sobie. Szczególnie na moich piersiach i nogach. Natalie zauważyła to też, bo jej dłoń znów znalazła się na moim udzie, tym razem ściskając mocniej.

     – Tom, Cassie jest super. Powinieneś ją poznać bliżej. – powiedziała puszczając mi oczko.

    Po godzinie wina, Natalie zaproponowała, żebyśmy poszły na basen z tyłu domu.

    – Jest ciepło, rozluźnimy się.

    – W sumie czemu nie.

    Ubrałyśmy się w bikini. Ja w niebieskie, a Natalie w zielone. Tom dołączył do nas w szortach kąpielowych. Woda była orzeźwiająca w ten gorący dzień. Pływałyśmy, śmiejąc się, ale potem Natalie popchnęła mnie lekko pod wodę, a gdy wypłynęłam, jej ręce były na moich biodrach. Pocałowałyśmy się znowu, tym razem przed nim. Tom stał z boku, obserwując. Udawał, że nic nie widział. Po czasie udaliśmy się z powrotem do domu. Tom poszedł do siebie. My weszłyśmy do pokoju Natalie.

    – Całkiem przystojny jest Tom.

    – No. Widziałam jak na ciebie patrzył.

    – Jak?

    – No nie gadaj, że nie widziałaś. Jakby chciał cię zerżnąć.

    – No tak, przecież ty dokładnie wiesz, jaki to wzrok. – zaśmiałyśmy się razem na to.

    Natalie pociągnęła mnie na materac, jej usta znów były na moich. Widać, że miała na mnie ochotę. Zdjęła mi stanik, ssąc moje sutki, aż jęknęłam głośno.

    – Widzę, że nie tylko Tom miał na mnie ochotę.

    – Wiesz dobrze jak lubię te nasze zabawy.

    – Oj wiem.

    Kiedy oddawaliśmy się pieszczotom, do pokoju wszedł Tom. Uważnie się przyglądał. Widziałam uśmiech na jego twarzy, a także wybrzuszenie w spodniach.

    – Oh wybaczcie, nie chciałem…

    – Hihi…dołącz do nas, Tom. – mówiła Natalie, śmiejąc się.

    Tom uśmiechnął się, po czym podszedł. Jego ręce od razu powędrowały po moim ciele. Pocałował mnie, podczas gdy Natalie zsuwała mi majtki. Jej palce wślizgnęły się w moją cipkę.

    – Jesteś taka wilgotna, Cassie. – mruknęła, liżąc mnie tam.

    Jęknęłam, wijąc się, gdy Tom zdjął szorty. Jego kutas był gruby i sterczący. Wziął go w dłoń, pocierając o moje usta. Wzięłam go do ust i zaczęłam ssać. Czułam, jak wypełnia mi gardło. Wchodził nim w całości w moje usta. Natalie w końcu przestała mnie lizać. Zaraz znalazła się obok mnie i przejęła ode mnie kutasa Toma. Tak samo zaczęła go obciągać tak jak ja. W końcu obie się nim zajmowaliśmy. Ja lizałam mu fiuta, a Natalie pieściła jądra. Po jego twarzy widziałam, że mu się podoba.
    Przenieśliśmy się z tym na łóżko. Tom położył się na plecach a ja z Natalie zmienialiśmy się w lizaniu penisa. W końcu jednak Natalie usiadła okrakiem na swoim ojczymie. Pomogłam jej włożyć kutasa do cipki. Zaczęła szybko poruszać się w górę i w dół.

    – Oooohhhh…oggg…tak…

    Tom zaczął lekko poruszać biodrami pomagając lepiej wprowadzać kutasa do środka mojej przyjaciółki. Nie mogąc wytrzymać usiadłam na twarzy Toma. Ten od razu zaczął mnie pieścić językiem. Czułam jego język w środku. Wchodził cały do mojej cipki. Robiłam się jeszcze bardziej mokra.

    Po jakimś czasie zamieniłam się miejscami z przyjaciółką. Teraz ja usiadłam na kutasie Toma. Nakierowałam go do pochwy i od razu go poczułam. Jak wypełniał mnie cały. Natalie w tym czasie się z nim całowała. Tom jeszcze masował palcami jej cipę. W końcu Natalie umieściła swój tyłek na jego usta. Zaczął lizać podobnie jak mnie wcześniej, dodatkowo uciskając pośladki.

    – Ohhh…tak..

    Ja skakałam na jego kutasie, a on dobijał nim do samego końca. Ależ to była przyjemność. Trudno było się opanować. Jęczałam z rozkoszy, jaka płynęła z jego ruchania.
    Po czasie zeszłam z jego kutasa, liżąc jeszcze główkę, która smakowała moimi soczkami.

    – Och…jesteście cudowne dziewczyny. – mówił Tom.

    – Ty też tatusiu. – powiedziała Natalie.

    Widać, że ma z nim już bardzo zażyłą relację. Po czasie znów zmieniliśmy pozycję. Położyłam się na łóżku rozkładając nogi. Natalie położyła się na mnie wypinając tyłeczek do góry. Poruszając się, nasze piersi się wzajemnie masowały. Namiętnie się pocałowaliśmy z języczkami. To. wtedy przeszedł za nami i zaraz poczułam jak fiut wchodzi mi do cipki. Poruszał nim kilka razy po czym wyjął i włożył do cipki Natalie. Ta jęczała głośno. Tak samo poruszał nim kilka razy w jej pochwie, po czym znowu włożył do mojej cipki. Tom wkładał na przemian kutasa, to mnie, to zaraz Natalie. Szybko sprawił, że niemal jednocześnie doszłam z przyjaciółką.
    Tom chyba też był blisko. Za chwilę wyjął fiuta z cipki Natalie i doszedł wytryskując spore ilości spermy. Dużo było na naszych brzuchach.

    Gdy odetchnęliśmy Natalie zeszła ze mnie i położyła się obok. Tom położył się obok niej, rękę mając na jej tyłku.

    – Byłyście świetne, dziewczyny. Natalie musisz częściej zapraszać koleżankę.

    – Z pewnością teraz będzie częściej wpadać. – powiedziała Natalie, uśmiechając się do mnie.

    – Miło było cię poznać, Tom. – powiedziałam, uśmiechając się.

    – Wzajemnie. – po chwili spojrzał na zegarek. – Zaraz muszę lecieć do pracy.

    – Musisz?

    – No niestety, ale spokojnie nie będziecie same niedługo ma przyjść Adam.

    Wymieniliśmy spojrzenia z przyjaciółką. Ta uśmiechała się do mnie chytrze. Już się nie mogę doczekać poznania jej przyrodniego brata.

    C.D.N

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mr. Morris
  • Moc talizmanu czesc 1

    Marek odkrywa tajemniczy talizman, który sprawia, że kobiety wokół niego stają się dzikie i pożądliwe. Ali i Monika, pod jego wpływem, rzucają się na niego z niekontrolowaną namiętnością.

    Marek przeciągnął dłonią po spoconej twarzy, zostawiając na policzku smugę pyłu i farby. Remont ich starego, podupadłego domu w końcu dobiegał końca, ale ostatnie tygodnie były piekłem – odrywanie tapet, wyburzanie ścian, ukryte pod podłogą gniazda szczurów i ten upał, który nawet przez otwarte okna nie chciał ustąpić. Teraz, kiedy wreszcie można było oddychać bez maski przeciwpyłowej, a ściany lśniły świeżą, kremową farbą, Marek poczuł ulgę. Ali, jego żona, wyszła wcześniej do sklepu po ostatnie drobiazgi – nowe zasłony, jakieś dekoracje, bo przecież nie można mieszkać w pustych, bezdusznych pomieszczeniach, jak mawiała. Uśmiechnął się pod nosem, wyobrażając sobie jej minę, kiedy wróci i zobaczy, że w końcu pozbył się tego obrzydliwego, brązowego dywanu z lat 80., który uparcie chciała ratować.

    Zaczął zbierać narzędzia, kiedy jego wzrok padł na niewielką nierówność w świeżo otynkowanej ścianie w korytarzu. Przesunął palcami po wypukłości – coś twardego, okrągłego, ledwo wystającego spod warstwy gipsu. Westchnął, sięgnął po scyzoryk i delikatnie podważył fragment tynku. Odpadł kawałek, odsłaniając małą, owalną wnękę. W środku leżał przedmiot owinięty w zżółkłą, kruchą szmatkę. Marek ostrożnie wyjął go, strzepując pył. Kiedy rozwinął materiał, w dłoniach znalazł się ciężki, metalowy talizman w kształcie stylizowanego, rozwartych warg kobiecych, z dwoma małymi rubinami osadzonymi tam, gdzie powinny być łechtaczka i wejście do pochwy. Brzegi były zdobione misternym, splątanym wzorem – coś między arabeską a erotykiem. Przewrócił go w palcach, czując dziwne mrowienie, jakby trzymał coś żywego.
    Ali spojrzała na niego z niedowierzaniem, a potem na talizman. Jej twarz pobladła.

    – Marek, to jest… to jest przerażające.

    – Wiem – przyznał, chowając talizman z powrotem do kieszeni. – Ale pomyśl, jakie to mogłoby być… ekscytujące.

    Ali cofnęła się o krok, jej oczy były pełne strachu.

    – Marek, nie. To nie jest normalne. To jest… zakazane.

    – Ali, kochanie, spójrz na siebie – powiedział, wskazując na jej jeszcze wilgotne uda, na ślady jego zębów na jej szyi. – Czy to nie było najlepsze, co kiedykolwiek przeżyliśmy?

    Ali drżała, ale on widział, jak jej źrenice się rozszerzają, jak jej oddech przyspiesza. Wiedział, że pamięta. Wiedział, że jej ciało wciąż płonie.

    – Marek… – zaczęła, ale on już wiedział, że wygrał.

    – Spróbujmy jeszcze raz – powiedział, wyciągając talizman. – Tylko ty i ja. Nikt się nie dowie.

    Ali wahała się przez chwilę, a potem skinęła głową, jej usta rozchyliły się lekko, a język przesunął się po dolnej wardze.

    Marek uśmiechnął się. Wiedział, że to dopiero początek.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Kamil kowalski
  • Moc talizmanu czesc 2

    Kiedy Ali w końcu wyszła do łazienki, by się umyć, Marek pozostał sam w kuchni, trzymając talizman w dłoni. Obracał go, przyglądając się każdemu detalowi – tym krzywym, zmysłowym linii, które przypominały kobiece ciało, tym dwóm rubinom, które lśniły nawet w słabym świetle popołudnia. Czuł, jak coś w nim drga, jakby talizman miał własne tętno, jakby był żywy.

    Co jeszcze potrafisz? – pomyślał, a w jego głowie natychmiast pojawił się obraz.

    Nie Ali tym razem.

    Monika.

    Ich sąsiadka z naprzeciwka. Wysoka, szczupła, z długimi, czarnymi włosami, które zawsze nosiła upięte w koński ogon, i tymi zielonymi oczami, które patrzyły na niego zawsze z lekkim uśmieszkiem, jakby znała jakąś tajemnicę. Zawsze ubrana w obcisłe legginsy i krótkie topy, które podkreślały jej pełne piersi i płaski brzuch. Marek nie raz łapał się na tym, że patrzy za nią, kiedy schylała się po listy lub wychodziła pobiegać rano, jej biust podskakując w rytm kroków.

    A teraz, kiedy myślał o niej, trzymając talizman, poczuł to samo mrowienie w głowie, ten sam ucisk za oczami. Obraz Moniki stał się ostrzejszy – widział ją klęczącą przed sobą, jej pełne usta otwarte, jej język wysunięty, gotowy, by go przyjąć. Widział, jak jej dłonie ściskają jego pośladki, jak jej zielone oczy patrzą na niego z głodu, kiedy powoli wsuwa się między jej wargi, aż czuje, jak jej gardło zaciska się na jego czubku.

    Jego kutas natychmiast zareagował, twardniejąc w spodniach, a Marek poczuł, jak krew pulsuje mu w żyłach. Co by było, gdyby…?

    W tym momencie usłyszał pukanie do drzwi.

    Szybko schował talizman do kieszeni, starając się opanować oddech. Kiedy otworzył drzwi, stanęła przed nim Monika, ubrana w krótkie szorty i obcisły top bez stanika, jej sutki rysowały się wyraźnie przez cienki materiał. Na jej twarzy malował się lekki rumieniec, a jej zielone oczy błyszczały.

    – Cześć, Marek – powiedziała, uśmiechając się nieśmiało. – Przepraszam, że przeszkadzam, ale… widziałam, że remontujecie, i pomyślałam, że może potrzebujecie pomocy. Wiesz, z jakimiś drobnostkami.

    Marek spojrzał na nią, a potem na jej usta – pełne, różowe, lekko wilgotne, jakby właśnie je polizała. Pamiętał, jak wiele razy wyobrażał sobie, jak by to było, gdyby je pocałował. A teraz, z talizmanem w kieszeni, wiedział, że może to zrobić. Wystarczy pomyśleć.

    – Monika… – zaczął, jego głos był ochrypły. – Wiesz, że zawsze możesz do nas przyjść.

    Ona uśmiechnęła się szerzej, a potem, jakby nagle straciła równowagę, zachwiała się lekko i oparła dłonią o jego klatkę piersiową. Jej palce były gorące, prawie parzące.

    – Marek… – wyszeptała, a jej głos brzmiał dziwnie, jakby była gdzieś daleko, a jednocześnie tuż obok. – Marek, ja… ja chcę cię poczuć.

    Marek nie musiał już nic mówić. Jej dłoń zsunęła się niżej, przesuwając po jego brzuchu, aż dotknęła wyraźnego zarysu jego kutasa przez spodnie. Jej oddech przyspieszył, a jej źrenice rozszerzyły się, jakby była w transie.

    – Monika, wejdź – powiedział, cofając się o krok, by zrobić jej miejsce.

    Ona nie wahała się ani chwili. Wszedł za nią do środka, zamknął drzwi i przyparł ją do ściany, jego usta znów znalazły się na jej szyi, ssąc, gryząc, podczas gdy jej ręce szarpały jego koszulę, rozrywając guziki. Jej skóra była gorąca, prawie gorętsza niż Ali, a jej zapach – słodki, kwiatowy, z nutą potu – wypełniał mu nozdrza, sprawiając, że jego głowa kręciła mu się z pożądania.

    – Marek, proszę… – jęknęła, kiedy jego dłoń wślizgnęła się pod jej top, ściskając jej pierś, palcem drapiąc twardy sutek. – Proszę, nie przestawaj.

    Nie zamierzał.

    potem, a między nogami ciekła mieszanina ich soków. Powoli opuściła nogi, stanęła na chwiejnych nogach i spojrzała na niego z uśmiechem, który był jednocześnie zmęczony i zadowolony.

    – Marek… – wyszeptała, przesuwając palcem po jego wargach. – To było… niesamowite.

    Marek spojrzał na nią, a potem na talizman, który wciąż trzymał zaciśnięty w dłoni. Wiedział, że to dopiero początek. Wiedział, że teraz, kiedy odkrył moc tego przedmiotu, nie będzie mógł się powstrzymać.

    – Monika – powiedział, wstając i całując ją lekko w usta. – Musisz iść. Ali zaraz wróci.

    Monika skinęła głową, szybko ubierając się, jej ruchy były nieco niezgrabne, jakby wciąż była odurzona pożądaniem. Kiedy była już gotowa, Marek otworzył drzwi, sprawdzając, czy na zewnątrz nikogo nie ma. Korytarz był pusty.

    – Marek… – zaczęła, ale on położył jej palec na ustach.

    – Nie teraz – powiedział. – Ale wkrótce.

    Ona uśmiechnęła się, a potem wyszła, cicho zamykając za sobą drzwi. Marek pozostał sam, trzymając talizman w dłoni, czując, jak jego kutas znów zaczyna twardnieć na myśl o tym, co jeszcze może zrobić.

    To dopiero początek – pomyślał, uśmiechając się złośliwie. – I nikt mnie nie powstrzyma.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Kamil kowalski