Author: admin

  • To bylo niesamowite

    No takiej chcicy to ja dawno nie miałam. Dwa miesiące temu rozstałam się z Bartkiem. Dobry był z niego ogier, ale ja potrzebowałam więcej. Nawet nie wiecie dziewczyny jak jara mnie obciąganie. To właśnie Bartek mnie do tego zmuszał, bym brała jego kutasa do ust w różnych miejscach. Niejednokrotnie siadał na ławce w parku i rozpinał spodnie a ja kucałam przed nim i ssałam mu kutasa. Z czasem podniecało mnie jak przechodzący ludzie komentowali moje poczynania. Zdążało się, że prosiłam go by spuścił mi się na twarz i taka zalana wracałam do domu. Cipka mi drżała jak patrzyli na mnie mijający mnie ludzie. Z czasem Bartek mógł coraz mniej a ja potrzebowałam doznań. Nie potrafiłam wysiedzieć w pracy, gdy rano nie poczułam kutasa w ustach. Pewnego dnia do mojego biurka podeszła szefowa. Starsza o dwa lata ode mnie Beata. Sama widziałam po sobie, że jakość mojej pracy lekko spadła, ale nie spodziewałam się jej motywacyjnej przemowy. Na zakończenie swojego monologu rzekła coś w stylu „chyba porządny kutas jest ci potrzebny”. Uśmiechnęła się, gdy usłyszała ode mnie „a żebyś wiedziała”. Tak zaczęła się nasza – powiedzmy „współpraca”. Następnego dnia Beata zaprosiła mnie do siebie zaraz po pracy. Nie miałam planów na wieczór także obie pojechałyśmy zatłoczonym tramwajem w kierunku jej domu. Stałyśmy w tym ścisku i wagonem bujało. Poczułam jak Baśka palcami podciąga mi spódnicę i dostaje się do moich majtek. Nikt nie mógł tego widzieć w tych warunkach także nie robiła żadnych przerw tylko dostała się palcami do mojej cipki. Nawet na mnie nie patrzyła. Zwinnie masowała mi łechtaczkę. Wręcz ją ściskała palcami, co powodowało moje drżenie a to mogli już inni pasażerowie widzieć. To jednak działało na mnie stymulująco. Czułam jak śluz spływa mi po udach. Byłam wręcz zła, gdy przerwała oznajmiając, że to nasz przystanek. Pokazała mi z daleka swój dom gdzie na progu stał młody mężczyzna i machał w naszym kierunku. Nie wiem czy był to jej mąż, partner czy brat. Zanim jeszcze doszłyśmy Baśka powiedziała. – Możesz mu obciągnąć a ja będę patrzyła i lizała twoją mokrą cipkę. Pasuje? – Pasuje. Odpowiedziałam bez sekundy wahania. Nawet nie weszliśmy do środka, gdy Baśka kazała mi zdjąć z siebie kieckę i bieliznę, następnie spuścić jego spodnie i jeszcze na zewnątrz zacząć mu obciągać. Z doświadczenia wiem jak podniecające jest uczucie jak wiesz, że ktoś może widzieć co robisz. Chłopak sam spuścił spodenki i bokserki. Całkiem fajny kutas był dla mnie. Kucnęłam przed nim, ściągnęłam napletek i zbliżyłam usta. W tym momencie zobaczyłam jak Baśka robi mi zdjęcia. To spotęgowało moje podniecenie i niczym wygłodniałe zwierzę ochoczo zacząłem ssać cudownego kutasa. Bez opamiętania nadziewałam się ustami na niego. Mimo ślinotoku i kaszlu próbowałam go włożyć sobie go do gardła. Było mi cudownie. Moja cipka bez ustanku drżała i ociekała. Baśka nadal robiła zdjęcia. – Podoba ci się? Chcesz więcej? Musiałam chwilę odpocząć zanim mogłam jej odpowiedzieć. – Bardzo mi się podoba i pewnie, że chcę więcej. – To teraz młoda suko będziesz mi lizała cipę i piła mój mocz. Tylko ułamek sekundy zajęło mi przyswojenie, co właśnie powiedziała i uwieźcie mi dziewczyny byłam tak podniecona, że już nie mogłam się doczekać. Telefon oddała chłopakowi i zaczęła się rozbierać. Cienki pasek jej włosów łonowych tylko dodawał uroku jej cipce. – Podejdź suczko i masz wszystko wypić a potem spraw bym doszła w twoich ustach. Nie czułam obrzydzenia, gdy pierwsze krople jej moczu trysnęły mi w twarz. Dopiero, gdy zbliżyła moją głowę do siebie cierpki smak zalał mi usta. – Nawet nie waż się wypluwać. Masz wszystko połknąć. Nie w głowie mi było przeciwstawić się jej słowom. Doskonale zdawałam sobie sprawę ze swojego upokorzenia i podniecało mnie to. Zawsze myślałam, że by takie rzeczy robić trzeba było być pod wpływem jakiś środków podniecających lub odurzających. Nic podobnego. Nie potrzebowałam być pod wpływem żadnych z tych metod. To mi się bardzo podobało. Gdy przełykałam ostatnie krople ciepłego płynu spojrzałam na chłopaka, który chyba właśnie robił zbliżenie mojej twarzy i od razu wysunęłam język by posmakowało jej cipki. Uniosła nogę i mogłam bez oporu wsunąć język do pochwy. Zatraciłam się w tym, co robię. Penetrowałam ją w każdym możliwym zakamarku. Ssałam i podgryzałam jej łechtaczkę, co wywoływało u niej momentalne drżenia całego ciała i uroczo westchnęła dając znak, że zbliża się orgazm. Ja sama mało też nie doszłam. Byłam maksymalnie podniecona i już trochę zmęczona. Doścignęła moją głowę i śluz jej orgazmu zaczął tryskać mi do ust. Był pyszny i dawał dużo satysfakcji. – Obiecałam ci, że wyliże ci cipkę i słowa dotrzymam, ale najpierw chcę zobaczyć twoją twarz całą w spermie. Zawsze mnie to podniecało. No dawaj. Obciągaj mu aż się spuści na ciebie a potem pójdziemy na spacer. Nie stawiałam żadnego oporu. Liczyła się tylko moja przyjemność. Było mu cudownie i nie chciałam by to się szybko skończyło. Mimo zmęczenia ochoczo zabrałam się za ponowne obciąganie tej cudownej pały. Tkwił we mnie i dopierał się do moich migdałków. Masowałam mu jajka i pozwalałam by dogadzał sobie jak mu się tylko podoba. Mnie było cudownie. Jeszcze kilka szybkich ruchów i wyskoczył z moich ust i kilkanaście salw spermy zaczęła ładować na całej mojej głowie i twarzy. Była nawet na szyi i piersiach. Chłopak jęczał i trzepał sobie nad moją głową. Scena niczym z porządnego pornola. Byłam zmęczona. Musiałam odpocząć. Baśka w tym czasie robiła mi zdjęcia komentując, że wyglądać niesamowicie. Lustra nie było, ale mogłam sobie wyobrazić swój wygląd. – Odprowadzę Cię do domu. Będziemy szły i wszyscy będą widzieli jak wyglądasz. Byłaś bardzo grzeczna także pozwolę ci zadecydować, w którym momencie mam ci wylizać cipkę. Słońce jeszcze rzucało światło na ulicę. Szlam koło Baśki i czułam jak zasycha na mnie sperma. Mimo to moje podniecenie nie malało. Miałam gdzieś te komentarze swojego wyglądu. Byłam dumna. Minęłyśmy spore rondo i została jeszcze jedna przecznica do mojego bloku. Pociągnęłam ją na przystanek usiadłam szeroko rozstawiając nogi. – Tu i teraz. Powiedziałam krótko a Baśka bez słowa klęknęła między moimi nogami. Ależ cudowny miała język. Każdy jego ruch sprawiał, że podskakiwałam z podniecenia. Wsunęła jeszcze we mnie palce, co sprawiło, że po kilku sekundach eksplodowałam. Dziki jęk i spazmatyczne ruchy trwały chyba bez końca. Odsunęłam jej głowę i próbowałam wyostrzyć wzrok. Jej oblepiona moim śluzem twarz była uśmiechnięta. – To było… – I o to chodziło. Mam nadzieję, że to nie ostatnie nasze spotkanie po pracy. – Oby nie. Do jutra. Wyślij mi zdjęcia. Na klatce schodowej mijała mnie sąsiadka. Doskonale widziała jak wyglądam i wydawało mi się, że lekko się uśmiechnęła. Nie poszłam od razu pod prysznic. Dłuższy czas stałam przed lustrem. Palcem ściągałam spermę z twarzy i wkładałam ją sobie do buzi. Jeszcze sięgnęłam do cipki i zaczęłam ją pocierać, gdy dźwięk wiadomości w telefonie mnie lekko wystraszył…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Barbara Kawa

    Zmieniłam imię mojej szefowe bo z pewnością to przeczyta.

  • Wspomnienia mlodosci Rozdzial 2:

    Kilkanaście minut później, czysty i ostudzony wyszedłem z jeziora. Szybko wytarłem się ręcznikiem, udałem się schodami na górę. Wszedłem do środka i zobaczyłem ciocię, która będąc cały czas w stroju kąpielowym pochylona wyciągała coś z szafki. Jej wypięty tyłek wyglądał tak wspaniale, że aż mnie zatkało. Urzeczony widokiem podszedłem i niewiele myśląc złapałem za te duże, jędrne pośladki.

    – Ej! – krzyknęła ciocia podskakując lekko ze strachu. Odwróciła się i zmierzyła mnie wściekłym wzrokiem. Zanim zdążyłem coś powiedzieć wyciągnęła dłoń i złapała mocno za moje jądra.

    – Co ty sobie  wyobrażasz? Zgłupiałeś do reszty Pawełku? Myślałam, że zrozumiałeś zasady! – zdenerwowany z bolesnym uciskiem na jajach próbowałem się usprawiedliwić.

    – Przepraszam, ale twój tyłeczek wyglądał tak apetycznie i zapomniałem się. Ale nikogo nie przecież – wydukałem.

    – Nie ma żadnego “przecież nikogo nie ma” – ciocia mnie przedrzeźniła.

    – Zasady były jasne. Masz się zachowywać normalnie, inaczej nici z naszej umowy. Jasne? – Ciocia warknęła i zacisnęła swoją dłoń.

    – Ałłł! Jasne. Przepraszam ciociu. Obiecuję to się nie powtórzy! – powiedziałem szybko, byle tylko rozluźniła uścisk. Ciocia popatrzyła mi w oczy, po czym wypuściła moje jądra. Odetchnąłem głęboko z ulgi i poszedłem do swojego pokoju. W głowie miałem myśl, że drugi raz tego nie zepsuję.

    Około godziny później pozostali wreszcie wrócili z zakupów. Jak gdyby nigdy nic pomagałem wyjąć zakupy z bagażników samochodów. Przy którejś partii, gdy postawiłem siatkę na blacie napotkałem wzrok cioci. Widząc, że nikt jej nie widzi uśmiechnęła się aprobująco. Skinąłem krótko głową i odwróciłem się jak gdyby nigdy nic. Do końca dnia już nic się nie wydarzyło. Raz jeszcze wykąpałem się w jeziorze, tym razem z wszystkimi. Nie mogłem się powstrzymać i kilka razy spojrzałem w stronę cioci. Nie widziałem jednak w tym nic złego. Od kilku lat to robiłem, więc gdybym przestał rzucać ukradkowe spojrzenia, byłoby to nienaturalne. Wtorek minął pod znakiem intensywności. By zająć czymś głowę grałem z Kamilem i Dawidem w piłkę, później poszliśmy całą ekipą do lasu na grzyby. Wieczorem, gdy szedłem do swojego pokoju, położyć się spać minąłem się z ciocią w szlafroku, która wyszła z prysznica na parterze. Tuż obok mojego pokoju. Byliśmy sami w przedpokoju. W kuchni kręciła się moja mama, ojciec z wujkiem znajdowali się na tarasie, a chłopaki  znajdowali się na górze. Ciocia położyła palec na ustach i uniosła szlafrok, pokazując swoje spore, gładkie udo i kawałek majtek. Na nodze błyszczało kilka niewytartych kropel wody.

    – To mała nagroda za dobre zachowanie – szepnęła cicho, po czym udała się na górę. Kutas mi stanął wypełniając szczelnie spodenki od piżamy. Poszedłem szybko do swojego pokoju i położyłem się w łóżku. Zasnąłem z twardym kutasem myśląc o ciele cioci. W środę pojechaliśmy wszyscy na zakupy i na pizzę. Pół dnia spędziliśmy w mieście, więc miałem dosyć zajętą głowę. Mimo tego wróciłem myślami do tych kilku intymnych chwil spędzonych z ciocią. Jednak jakoś przetrwałem środę, nie wzbudzając niczyich podejrzeń. W końcu z pół twardym kutasem od myśli, położyłem się spać. Nagle gwałtownie się obudziłem, czując dłoń na ustach. Otworzyłem oczy i zobaczyłem w ciemnym pokoju ciocię Natalię! Ta położyła palec na ustach.

    – Pomyślałam, że zasłużyłeś na nagrodę – szepnęła cicho uśmiechając się. Spojrzałem nieprzytomnie na elektryczny zegarek, który leżał na komodzie. Była 2:12.

    – Musisz być cicho, nikt nie może się obudzić. Rozumiesz Pawełku? – szepnęła zmysłowo ciocia. Pokiwałem w milczeniu głową. Ciocia odrzuciła kołdrę i złapała za oklapniętego penisa. Drugą ręką zrzuciła z siebie szlafrok odsłaniając nagie piersi. Te uwolnione od wszelkiego materiału, opadły lekko do dołu. Ledwo zauważyłem, że na dole miała jeszcze majtki. Jej cycki były tak piękne, że wpatrywałem się tylko w nie.

    – O, twój kolega budzi się do życia – ciocia zachichotała masując kutasa przez materiał piżamy.

    – Podnieś biodra – poleciła cicho ciocia. Posłusznie podniosłem biodra i ciocia ściągnęła spodenki od piżamy. Mój kutas wyskoczył, już nieźle naprężony.  Ciocia wzięła go w dłoń i delikatnie ściągnęła napletek.

    – Ach – zajęczałem cicho. Ciocia uśmiechnęła się, odgarnęła włosy i nachyliła się biorąc mojego kutasa do ust. To uczucie było genialne. Ciężko to opisać słowami. Kto nigdy nie poczuł, jak kobiece chłodne usta i język oplatają jego kutasa, ten nigdy tego nie zrozumie. Ciocia powoli oplotła główkę i rytmicznie wsuwała coraz większą część do ust. Jej usta były niesamowicie ciepłe i ciasne, a język kręcił się wokół główki jak szalony, raz mocno naciskając, raz ledwo muskając. Kiedy zsunęła się głębiej, poczułem, jak gardło lekko się zaciska. To było tak intensywne, że aż musiałem zagryźć wargę, żeby nie jęknąć głośniej. Pod wpływem impulsu podniosłem się na łokciu i złapałem za cycka cioci. Chyba jej się to podobało, ponieważ nie wyjmując kutasa z ust docisnęła moją rękę do swojej piersi. Dokładnie wiedziała, jak długo przytrzymać kutasa głęboko w gardle, by chwilę potem obejmować go samymi ustami. W końcu poczułem, że zbliżam się do końca.

    – Ciociu zaraz – zdołałem powiedzieć, zanim wybuchnąłem.  Ciocia w tym momencie oplatała ustami czubek penisa. Ręką masowała nasadę i wydoiła mnie z każdej kropli spermy. W momencie, gdy dochodziłem położyłem sobie rękę na ustach zduszając krzyk rozkoszy. Drugą dłoń zacisnąłem na piersi. W końcu ciocia wyjęła kutasa z ust i patrząc w moją stronę przełknęła ładunek. Kilka kropel wyciekło jej z kącików ust. Nic dziwnego. W końcu od incydentu na pomoście nie zwaliłem konia ani razu.

    – Wspaniale smakujesz Pawełku – szepnęła oblizując się.

    -To było wspaniałe ciociu. Dziękuję – wyszeptałem, patrząc z wdzięcznością na ciocię.

    – Zasłużyłeś. Trzymaj tak dalej, a wkrótce będziesz jeszcze szczęśliwszy – zachichotała ciocia, zakrywając się szlafrokiem. Następnie obróciła się na pięcie i szybko opuściła pokój, zamykając cicho drzwi. Zadowolony położyłem się na łóżku, z rękoma założonymi za głowę. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał 2:19. Mój mózg jednak nie zarejestrował godziny, ponieważ rozmyślałem nad tym, co może mnie czekać w następnych dniach.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andrzej Kowalski

    Kolejna część, tym razem znacznie krótsza. Mam nadzieję, że będzie się podobobała. Poprzednia jest najlepiej czytana z moich “dzieł”. Zachęcam do komentarzy i zgłaszania uwag. 

  • Nie-zwykla Rodzina cz 165. – Ogladanie zdjec z babcia

    Siedziałem na kanapie w salonie naszego rodzinnego domu, z albumem pełnym starych zdjęć na kolanach. Obok mnie moja siostra Cassie, a po drugiej stronie babcia Mary. Jej oczy błyszczały, gdy przewracała strony, a ja nie mogłem oderwać wzroku od tych czarno-białych fotografii z lat jej młodości.

    – Patrzcie na to. – powiedziała babcia, wskazując na zdjęcie grupy młodych ludzi na plaży. Wszyscy byli w strojach kąpielowych, śmiali się i pozowali. – To było lato 1952 roku. Miałam wtedy dwadzieścia lat i czułam się jak królowa świata. Szalałam wtedy na całego.

    – Szalałaś? Opowiedz, babciu. Co to znaczyło?

    Babcia roześmiała się.

    – Och, kochani, w tamtych czasach nie było tych wszystkich zasad. Spotykałam się z chłopakami, imprezowaliśmy do rana. Raz, na tej plaży, skończyło się na tym, że… no, robiliśmy rzeczy, których dziś ludzie by się wstydzili. Ale to było ekscytujące. Czułam się pożądana.

    Przewróciła kolejną stronę, a tam było zdjęcie jej samej w sukience koktajlowej, z ręką na ramieniu jakiegoś przystojniaka.

    – Ten tu to był mój kochanek na jedną noc. Wpadliśmy w wir namiętności w jakimś klubie. Nie żałuję niczego.

    Słuchałem z rosnącym podnieceniem. Babcia nigdy nie opowiadała takich historii. Cassie spojrzała na mnie. Jej oczy iskrzyły się figlarnie. Poczułem, jak mój kutas zaczyna twardnieć w spodniach.

    – Babciu, jesteś niesamowita – powiedziałem, próbując brzmieć normalnie. – Myślałem, że twoje życie było nudne.

    – Nudne? Chodźcie, pokażę wam coś lepszego.

    Wstała i podeszła do szafki, wyciągając inny album, tym razem z kolorowymi polaroidami. Usiadła z powrotem między nami.

    – To z lat siedemdziesiątych. Byłam wtedy w otwartym związku. Robiłam rzeczy z mężczyznami i kobietami. Trójkąty, orgie… wszystko.

    Cassie otworzyła szeroko oczy.

    – Trójkąty?

    Babcia skinęła głową, jej dłoń powędrowała na kolano Cassie.

    – Tak, kochanie. I wiesz co? To nigdy nie jest za późno na takie przygody.

    Jej wzrok przesunął się na mnie, a potem z powrotem na Cassie. Powietrze w pokoju zgęstniało. Poczułem, jak Cassie ścisnęła moje udo pod albumem.

    – A gdybyśmy… – zaczęła Cassie cicho, jej policzki poczerwieniały. – Gdybyśmy spróbowali czegoś takiego teraz? Razem?

    Babcia nie wyglądała na zaskoczoną. Uśmiechnęła się szeroko i położyła dłoń na moim karku.

    – Myślałam, że nigdy nie zapytacie. Alan, kochanie, zawsze wiedziałam, że masz w sobie ten ogień. A Cassie… jesteś taka piękna, jak ja w twoim wieku.

    Zanim zdążyłem zareagować, babcia nachyliła się i pocałowała Cassie w usta. Moja siostra jęknęła cicho, a ja poczułem, jak mój kutas napiera na spodnie. Babcia odwróciła się do mnie, jej usta dotknęły moich. Całowała mnie z języczkiem, a jej dłoń zsunęła się na moje krocze, masując wybrzuszenie.

    – Zdejmijcie ubrania. Chcę zobaczyć was oboje.

    Cassie wstała pierwsza, zrzucając bluzkę. Jej cycki podskoczyły, sutki już twarde. Potem spodenki, odsłaniając gładką cipkę bez bielizny. Stała naga, patrząc na nas z pożądaniem. Ja poszedłem w jej ślady, ściągając koszulkę i spodnie. Mój kutas wyskoczył na wolność, twardy i gotowy. Babcia roześmiała się.

    – Piękny chłopak.

    Zaczęła rozpinać swoją bluzkę, odsłaniając swoje duże cycki. Zsunęła spódnicę, pokazując siwą, ale gęstą kępkę włosów nad cipką. Była mokra, soki lśniły na wargach. Jej dupa była duża i kształtna.

    Usiadła z powrotem, ciągnąc nas za ręce. Cassie uklękła przed babcią, jej usta znalazły się na cycku babci. Ssała sutek, liżąc go językiem, podczas gdy babcia jęknęła i wsunęła palce w cipkę Cassie. Ja stałem obok, głaszcząc kutasa, patrząc, jak moja siostra i babcia się dotykają.

    – Dołącz do nas, Alan. – powiedziała babcia ochrypłym głosem.

    Ukląkłem za babcią na kanapie. Jej dupa była miękka, ale jędrna. Rozchyliłem pośladki i naparłem kutasa na jej cipkę. Wsunąłem się powoli, czując, jak jej ścianki obejmują mnie ciasno. Była ciepła, wilgotna, a ona krzyknęła z rozkoszy, pchając się do tyłu.

    – Tak, wnuczku! Pieprz babcię mocno!

    Zacząłem rżnąć ją rytmicznie. Moje biodra uderzały o jej dupę. Cassie podniosła głowę i pocałowała mnie. Potem zeszła niżej, liżąc cipkę babci tam, gdzie mój kutas wchodził i wychodził. Jej język musnął moje jaja, a ja jęknąłem głośno.
    Babcia wiła się między nami. Jej ręce masowały piersi Cassie, szczypiąc sutki.

    Siostra zaraz potem przesunęła się i rozłożyła nogi przed babcią. Babcia wylizała jej cipkę, ssąc łechtaczkę, podczas gdy Cassie jęczała i masowała własne cycki. Ja przyspieszyłem, wbijając się głębiej w babcię, czując, jak jej cipka pulsuje wokół mojego kutasa.

    Zmieniliśmy pozycję. Babcia położyła się na plecach, Cassie usiadła na jej twarzy, a ja wszedłem z powrotem w jej cipkę. Rżnąłem ją mocno, jej soki spływały po moim trzonie.

    – Oooogghhhh…ooooggghhh…

    Jęczała babcia. W końcu wyjąłem z niej fiuta i podszedłem do Cassie. Ta najpierw oblizała dokładnie jego główkę, a zaraz potem była tyłem do mnie i nakierowała go do swojej cipki. Złapałem siostrę za uda i włożyłem kutasa do środka. Ta jęknęła od razu na to.

    – Mmmmm…oooo…

    Babcia rozszerzyła nogi przed Cassie. Ta zaczęła ją lizać po cipce. Wkładała jej język do środka. Babci się to podobało, co pokazywała sapiąc głośno. Już nie mogłem wytrzymać. Widziałem jak siostra i babcia są już blisko.

    – Daj nam to Alan! – krzyknęła babcia, jej ciało drżało w orgazmie. Poczułem jak cipka Cassie ściska mnie i nie mogłem się powstrzymać.

    Wyciągnąłem kutasa, a zaraz obok niego była babcia i siostra, wystawiając usta. Strzeliłem spermą na twarz babci i Cassie. One lizały się nawzajem, połykając moją spermę.

    Siedzieliśmy potem na kanapie. Babcia na środku a my obok wtuleni. Babcia pogłaskała mnie po głowie.

    – Widzicie? Szaleństwo nigdy się nie kończy.

    – Racja. To dopiero początek naszych wspomnień. – powiedziała Cassie, przytulając się ze mną do babci.

    C.D.N

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mr. Morris
  • Poznany na Saunie

    Po maturach czas szybko mi leciał. Gdy miałem już ustawioną pracę spakowałem się w jedną torbę sportową i pojechałem nad morze, do małej knajpy przy plaży, gdzie potrzebowali kogoś do roznoszenia dań i zbierania kasy. Pracowałem od rana do późnego wieczora: kelnerowanie, noszenie tac z piwem i frytkami, wycieranie stołów lepkich od ketchupu i soli, uśmiechanie się do turystów, nawet kiedy bolały mnie stopy i plecy. Wieczorami padałem na wąskie łóżko w pracowniczym pokoju, zbyt zmęczony, żeby myśleć o czymkolwiek poza snem. Z Wojtkiem kontakt urwał się już podczas wakacji, niestety. Najpierw pisałem do niego raz na tydzień krótkie wiadomości o tym, jak idzie praca, jak pada deszcz albo jak bardzo śmierdzi smażoną cebulą. Odpisywał coraz krócej: „trzymaj się”, „dobra robota”, „uważaj na siebie”. Potem przestały przychodzić nawet te. W końcu ekran telefonu zostawał pusty. Nie dzwoniłem, nie pisałem drugi raz czułem, że to on postawił kropkę i że tak ma być. Nie było złości, nie było dramatu. Po prostu cisza. Taka, która boli trochę na początku, a potem staje się zwyczajna. Jednak jestem mu wdzięczny. Bardzo. Za to, że był tym pierwszym tym, który nie spieszył się, nie naciskał, nie robił ze mnie ofiary ani trofeum. Dzięki niemu wiedziałem już, czego chcę od ciała innego człowieka i od własnego. Przeprowadziłem się do miasta wojewódzkiego, żeby kontynuować edukację. Wynajęty pokój w starym bloku z wielkiej płyty, na ósmym piętrze, ale za to blisko uniwersytetu i tramwaju. Mieszkanie dzieliłem z dwoma innymi chłopakami jeden studiował informatykę i prawie nie odchodził od komputera, drugi był na zaocznym i znikał na całe weekendy. Kontakt ograniczał się do „siema” rano w kuchni i „cześć” wieczorem, kiedy mijaliśmy się w przedpokoju. Rodzice wysyłali co miesiąc kilkaset złotych na jedzenie, bilety i rachunki. Resztę dorabiałem jako kelner w niedużej knajpie blisko rynku. Wracałem do domu około pierwszej, brałem szybki prysznic i kładłem się spać. Rutyna. Spokojna. Bezpieczna. W wolnych chwilach zacząłem chodzić na siłownię. Chciałem po prostu utrzymać sylwetkę. Gdy rozbierałem się w szatni, czułem na skórze zimny powiew wentylacji i ciepło ciał innych facetów. Patrzyłem ukradkiem na szerokie plecy kogoś, kto właśnie kończył serię martwego ciągu, na krople potu spływające po brzuchu chłopaka przy ławce skośnej, na napięte uda, kiedy ktoś robił przysiady. Nie gapiłem się nachalnie, nie chciałem, żeby ktoś zauważył. Po prostu patrzyłem. I to wystarczyło, żeby puls przyspieszył, a w brzuchu zrobiło się gorąco, tak jak kiedyś u Wojtka, kiedy pochylał się nade mną nad zeszytem. Pewnego razu, przesadziłem z ciężarem na wyciskaniu nogami. Coś chrupnęło w prawym kolanie nie dramatycznie, ale wystarczająco, żeby następnego dnia ledwo wejść po schodach. Bolało przy każdym zgięciu, bolało przy chodzeniu. W szatni siedziałem na ławce, masując udo i przeklinając się w myślach, że jestem głupi. Podszedł wtedy do mnie jeden z facetów. Widziałem go wcześniej kilka razy zawsze trenował spokojnie, bez pośpiechu, bez robienia show. Zatrzymał się, spojrzał na moją minę i zapytał cicho: – Kolano? – Tak… chyba przeciążyłem. Kiwnął głową, jakby to nie było nic nowego. – Idź na saunę na dziesięć albo piętnaście minut. Gorąco rozluźni mięśnie, poprawi krążenie. Potem zimny prysznic i nie ruszaj nogi przez dwa dni. Zobaczysz różnicę. Nie znałem go, nie wiedziałem nawet, jak ma na imię. Ale powiedział to tak pewnie, tak zwyczajnie, że posłuchałem. W pokoju, leżąc na łóżku z laptopem na kolanach, zacząłem poszukiwania. Kilka kliknięć, kilka ostrożnych fraz w wyszukiwarce, ukrytych za trybem incognito. Znalazłem saunę dla gejów jedną z tych, o których krążą plotki na forach i w grupach. Pomyślałem, że to idealny sposób, żeby połączyć przyjemne z pożytecznym: regeneracja po siłowni, gorąco na skórze i jednocześnie szansa, żeby poczuć na sobie spojrzenia, które od dawna mnie kręciły. Wybrałem się tam w najbliższą sobotę wieczorem. Sauna znajdowała się w cichej bocznej uliczce, daleko od świateł głównej arterii. Z zewnątrz wyglądała niepozornie, zwykłe drzwi z matową szybą, mały szyld bez zbędnych neonów, dyskretny numer domu. W środku okazało się, że lokal jest niewielki, przytulnie ciasny: kilka pomieszczeń połączonych wąskimi korytarzami, drewniane ławy, przyćmione światło i zapach nagrzanego drewna zmieszany z lekką wonią mydła i męskiego potu. Na recepcji wszystko poszło szybko i bez ceregieli. Facet za ladą spokojny, po czterdziestce, z krótkim zarostem. Wyjaśnił zasady jednym tchem: zero zdjęć, zero nachalności, szanujemy „nie”, ręcznik zawsze na biodrach poza sauną i prysznicami, cisza w strefach relaksu. Zapłaciłem, dostałem klucz do szafki, ręcznik i klapki. W szatni szybko się rozebrałem, a następnie prysznic na szybko, żeby zmyć zapach dnia. Owinąłem się ręcznikiem wokół bioder, poprawiłem go raz i drugi, żeby siedział pewnie, i ruszyłem dalej. Od kiedy tylko wszedłem na główny korytarz, od razu poczułem spojrzenia. Nie nachalne, nie agresywne, raczej leniwe, oceniające, zainteresowane. Siedzący na ławce przy saunie facet w moim wieku podniósł wzrok i zatrzymał go na mnie o sekundę dłużej, niż wypadało. Starszy mężczyzna wychodzący z łaźni parowej otaksował mnie od stóp do głów, uśmiechnął się lekko kącikiem ust. Inny, oparty o ścianę z butelką wody w ręku, po prostu patrzył spokojnie, bez pośpiechu. Nie ukrywam, że mi się to podobało. Czułem ciepło na policzkach, nie tylko od gorąca w powietrzu. To było inne niż ukradkowe spojrzenia na siłowni tu nikt nie udawał, że patrzy przypadkiem. Tu patrzyli, bo mogli. Bo chcieli. Bo ja też stałem tam nagi pod ręcznikiem, z lekkim dreszczem pod skórą, gotowy na to, co się wydarzy. W końcu wszedłem do jednego z pomieszczeń, małej sauny suchej, z trzema poziomami ławek i drzwiami z matowego szkła. Było puste. Usiadłem na drewnianej ławie na samym dole, gdzie gorąco było najłagodniejsze. Rozłożyłem ręcznik pod sobą, oparłem się plecami o ścianę i zamknąłem oczy. Czułem, jak ciepło powoli wnika w skórę najpierw na ramionach, potem na klatce, brzuchu, udach. Pot zaczął się pojawiać drobnymi kropelkami na skroniach i w zagłębieniach obojczyków. Oddychałem głęboko, powoli, pozwalając ciału się rozluźnić. Minęło kilka minut ciszy, tylko ciche skwierczenie kamieni i mój własny oddech. Wtedy drzwi otworzyły się cicho. Poczułem lekkie poruszenie powietrza, zanim usłyszałem kroki. Otworzyłem oczy. Stał w progu facet koło pięćdziesiątki, lekko wyższy ode mnie, z dobrą formą fizyczną, szerokie ramiona, płaski brzuch, siwiejące włosy przycięte krótko, lekki zarost. Wyglądał na kogoś, kto dba o siebie, ale bez przesady. Uśmiechnął się lekko, unosząc brew. – Można? – zapytał spokojnie, głos niski, ciepły. – Pewnie – odparłem, odwzajemniając uśmiech. Serce uderzyło mi trochę mocniej. Zajął miejsce na przeciwko mnie, na środkowej ławce dokładnie naprzeciwko. Rozłożył swój ręcznik, usiadł, a potem po prostu położył się na plecach, ręce za głową. Ręcznik zsunął się na bok, zostawiając go całkowicie nago. Jego penis leżał swobodnie na udzie, gruby w spoczynku, ciemniejszy, z lekkim skrętem. Nie gapiłem się nachalnie, ale nie mogłem nie zauważyć. Czułem, jak krew zaczyna krążyć szybciej, jak robi mi się lekko twardy pod własnym ręcznikiem. Gorąco sauny tylko to potęgowało. Leżał tak chwilę w ciszy, potem odwrócił głowę w moją stronę. – Pierwszy raz cię widzę – powiedział leniwie, bez nacisku. – Niedawno przeprowadziłem się do miasta – oparłem, starając się, żeby głos brzmiał normalnie. – Studia? – Studia – potwierdziłem. Uśmiechnął się kącikiem ust, nie ruszając się z miejsca. – Który rok? – Pierwszy. Jeszcze się ogarniam. – A co studiujesz? – Politologię. Zobaczymy, czy to dobry wybór – rzuciłem lekko, wzruszając ramionami. Zaśmiał się cicho, gardłowo. – Ja też kiedyś myślałem, że będę zmieniał świat. Skończyło się na tym, że zmieniam tylko własne życie, i to nie zawsze na lepsze. – Przerwał na moment, przeciągnął się leniwie, mięśnie brzucha napięły mu się na chwilę. – Ale miasto fajne. Dużo się dzieje, jak wiesz, gdzie patrzeć. – Jeszcze się uczę, gdzie patrzeć – przyznałem, a on znowu się uśmiechnął. – Dasz radę. Wszystko przed tobą. – Spojrzał na mnie dłużej, oceniająco, ale bez pośpiechu. – A poza studiami? Co cię tu sprowadza w sobotni wieczór? Wzruszyłem ramionami, czując, jak pot spływa mi po plecach. – Chciałem się wygrzać. Po siłowni kolano mnie bolało, ktoś mi poradził saunę… no i zostałem. – Mądry ktoś. – Kiwnął głową z uznaniem. – A jak kolano teraz? – Lepiej. Dużo lepiej. – Widzisz. Gorąco czyni cuda. – Zamilkł na chwilę, potem dodał ciszej: – I nie tylko z mięśniami. Nie odpowiedziałem od razu. Czułem, jak rumieniec miesza się z potem na policzkach. On nie naciskał, po prostu leżał, patrząc na sufit, a jego oddech był równy, spokojny. Po minucie, dwóch, odwrócił głowę znowu. – A tak w ogóle… Adam – powiedział, wyciągając lekko rękę w moją stronę, choć nie wstał. – Mikołaj – odparłem, kiwając głową. Uśmiechnął się szerzej, tym razem cieplej. – Miło poznać, Mikołaj. – Znowu zamilkł na moment, potem spojrzał w górę, na najwyższą ławkę. – Masz ochotę na wyższą półkę? Tam jest jeszcze goręcej, ale widok lepszy. Spojrzałem na niego. Uśmiechał się lekko, figlarnie, ale bez presji. – Dobra, chodźmy – zgodziłem się, wstając powoli. Ręcznik zsunął mi się trochę niżej na biodrach, ale nie poprawiałem go. Adam też wstał, owinął się luźno swoim ręcznikiem i ruszył pierwszy w stronę schodków. Wraz z Adamem położyliśmy swoje ręczniki obok siebie na najwyższej ławce, prawie duszące, powietrze gęste, suche, pachnące nagrzanym drewnem i męskim potem. Usiedliśmy tak blisko, że stykały się nasze barki. Czułem bicie jego serca przez ramię, spokojne, ale przyspieszone. Moje własne waliło jak oszalałe. Nie minęła chwila, a jego ręka powędrowała na moje udo powoli, bez pośpiechu, dłonią otwartą, palcami sunącymi w górę wewnętrzną stroną. Dotyk był pewny, ciepły, nie nachalny. – Jak coś się nie podoba, możesz powiedzieć nie – powiedział cicho. Uśmiechnąłem się tylko, nie odrywając wzroku od jego oczu. Odwzajemniłem gest moja dłoń powędrowała na jego udo, a potem wyżej, aż palce musnęły jego jądra. Były ciepłe, ciężkie, lekko napięte. Adam westchnął cicho przez nos, uśmiechając się kącikiem ust. Zaczęliśmy powoli. Bardzo powoli. Jego palce objęły mojego kutasa już w pełni twardego, gorącego, pulsującego od sauny i podniecenia. Zacisnął dłoń delikatnie, ale pewnie, zaczął sunąć w górę i w dół długimi, leniwymi ruchami od nasady aż po sam czubek, robiąc małe okrążenia wokół główki. Każdy taki ruch sprawiał, że biodra drgały mi lekko do przodu. Oddychałem przez usta, płytko, czując, jak pot spływa mi po bokach brzucha. Ja zrobiłem dokładnie to samo. Objawiłem jego trzon gruby, nabrzmiały, z wyraźnymi żyłami pod skórą. Zacisnąłem palce u nasady, poczułem, jak pulsuje mi w dłoni, a potem zacząłem sunąć w górę powoli, z lekkim skrętem nadgarstka przy główce. Adam sapnął cicho, mięśnie brzucha napięły mu się na chwilę. Nie spieszyliśmy się. Tylko ręce, tylko oddechy, tylko ciche westchnienia i mokre, śliskie dźwięki dłoni na skórze. Pot spływał nam strumieniami po torsach, po brzuchach, po udach, mieszając się z preejakulatem. Wszystko było lepkie, gorące, śliskie. Adam czasem zwalniał jeszcze bardziej, prawie zatrzymując dłoń na mojej główce, masując ją kciukiem i palcem wskazującym, aż musiałem zacisnąć zęby, żeby nie jęknąć głośniej. Ja w odwecie ściskałem go mocniej u nasady, potem puszczałem i sunąłem bardzo wolno w górę, drażniąc opuszkami palców spód trzonu – tam, gdzie skóra była najczulsza. – Kurwa… ładnie robisz… – mruknął w końcu ochryple, nie otwierając oczu. – Ty też… – wysapałem, głos mi drżał. Przyspieszyliśmy minimalnie nie za mocno, ale wystarczająco, żeby napięcie rosło. Jego biodra zaczęły się lekko unosić do mojej dłoni, moje do jego. Czułem, jak zbliża się fala, ale obaj ją powstrzymywaliśmy zaciskając mięśnie, zwalniając ruchy, czasem po prostu zatrzymując dłoń i trzymając mocno, aż pulsowanie trochę opadło. W końcu nie wytrzymałem dłużej. Puściłem jego kutasa, położyłem obie dłonie na jego udach i rozchyliłem je szerzej. Adam zrozumiał od razu rozstawił nogi jeszcze bardziej, patrzał na mnie z góry z tym spokojnym, ciepłym uśmiechem. Oddychał ciężko, klatka unosiła mu się szybko. Klęknąłem między jego nogami na ławce gorące drewno parzyło kolana, ale to było przyjemne. Nachyliłem się i najpierw tylko musnąłem językiem czubek. Adam westchnął głęboko, dłoń położył mi na karku delikatnie, bez nacisku. Potem wziąłem główkę do ust, powoli, ssąc delikatnie, okrężnymi ruchami języka. Brałem go coraz głębiej, centymetr po centymetrze, aż poczułem go na gardle. Cofnąłem się, znowu ssąc mocno przy czubku, a ręką pomagałem sobie u nasady tym samym rytmem, co wcześniej. Jego oddech stał się cięższy, przerywany. Biodra drgały mu lekko, ale nie pchał tylko unosił się minimalnie, wchodząc głębiej, kiedy ja chciałem. Głaskał mnie po włosach, po karku, czasem zaciskał palce, kiedy trafiałem językiem w to idealne miejsce pod główką. – Tak… właśnie tak… – szeptał co chwilę, głos niski, ochrypły. – Jesteś w tym cholernie dobry, Mikołaj… Przyspieszyłem trochę brałem go głębiej, potem wolniej, drażniąc spód trzonu płaskim językiem. Słyszałem jego coraz głośniejsze westchnienia, czułem, jak trzon twardnieje jeszcze bardziej w moich ustach, jak pulsuje mocniej na moim podniebieniu. Moja własna erekcja bolała już tak mocno, że nie wytrzymałem. Prawą ręką puściłem jego udo i złapałem siebie u nasady ścisnąłem mocno, a potem zacząłem walić się w tym samym rytmie, w jakim ssałem jego kutasa. Dłoń ślizgała się łatwo, każdy ruch w górę i w dół synchronizował się z tym, co robiłem ustami. Czułem, jak napięcie rośnie we mnie falami od prostaty, przez brzuch, aż do klatki piersiowej. Adam to wyczuł. Jego dłoń na moim karku zacisnęła się trochę mocniej, ale wciąż bez pchania – tylko jakby chciał powiedzieć „tak, rób to”. – Chcę czuć, jak dochodzisz razem ze mną… Jęknąłem mu prosto na kutasa, wibracje przeszły po całym jego trzonie. Przyspieszyłem rękę na sobie, kciukiem masując główkę przy każdym pociągnięciu w górę. Biodra same zaczęły mi drgać, napierając lekko do przodu, jakby chciały wejść głębiej w moją własną dłoń. Adam napiął się cały mięśnie brzucha stwardniały, uda drgnęły mu pod moimi dłońmi. – Teraz… – wychrypiał. – Na twarz… Cofnąłem się gwałtownie, wypuszczając go z ust z mokrym, głośnym cmoknięciem. Trzymałem usta lekko otwarte, patrząc mu prosto w oczy. Jednocześnie nie przestałem walić siebie dłoń poruszała się szybko, desperacko, czując, że jestem na samej krawędzi. Adam złapał swojego kutasa u nasady, kilka mocnych, zdecydowanych pociągnięć i doszedł. Pierwsze gorące, gęste strumienie wystrzeliły prosto na mój policzek, potem na nos, na otwarte usta, na brodę. Czułem każdą falę – ciepłą, lepką, spływającą powoli po skórze, mieszającą się z moim potem. Smak soli i męskości wypełnił mi usta, kiedy kilka kropel wpadło głębiej. W tym samym momencie eksplodowałem. Dłoń zacisnęła mi się mocniej, ostatnie pociągnięcia były prawie bolesne sperma trysnęła mi na brzuch, na klatkę, gorąca i obfita, kilka kropel doleciało nawet wyżej. Całe ciało mi drżało, mięśnie brzucha falowały, dziurka zacisnęła się rytmicznie na niczym, a ja jęknąłem głośno, gardłowo, jego imię wyszło mi z ust samo: – Adam… On też nie przestał od razu, wyciskał ostatnie krople, rozsmarowując je palcami po mojej twarzy, a ja zlizałem to, co spłynęło mi na wargi. Dyszałem ciężko, opierając czoło o jego udo, wciąż trzymając swojego kutasa w dłoni, czując, jak powoli mięknie. Adam odetchnął głęboko, przeciągnął się leniwie, a potem pochylił się i pocałował mnie w czoło – Pięknie – mruknął cicho, głos wciąż zachrypnięty. – Cholera, Mikołaj… jesteś niesamowity. Siedziałem tak jeszcze chwilę na kolanach, z jego spermą na twarzy, moją na brzuchu i klatce, z tym słodkim, lepkim zmęczeniem po orgazmie. Gorąco sauny zrobiło się nagle prawie nie do zniesienia. Adam spojrzał na mnie z góry, wciąż z tym ciepłym, leniwym uśmiechem, i kiwnął głową w stronę drzwi. – Chodź, ochłoniemy pod wodą – mruknął cicho. – Zanim się tu ugotujemy na amen. Wstał pierwszy, owinął się luźno ręcznikiem wokół bioder materiał od razu przylgnął do mokrej skóry. Ja zrobiłem to samo, choć mój ręcznik był już tak wilgotny, że prawie nic nie ukrywał. Ruszyliśmy korytarzem nogi miękkie, kolana trochę drżące po tym, co się stało. Weszliśmy do strefy prysznicowej otwarta kabina z kilkoma słuchawkami, bez zasłon, tylko płytki i odpływ w podłodze. Adam odkręcił zimną wodę najpierw lodowaty strumień uderzył nas obydwu jednocześnie. Westchnąłem głośno, prawie jęknąłem z ulgi. Woda spływała po twarzy, zmywając resztki spermy z policzków, brody, szyi. Czułem, jak zimno kontrastuje z rozgrzaną skórą, jak wszystko się kurczy, uspokaja, wraca do normy. Adam stał obok, pod tą samą słuchawką. Woda ściekała mu po torsie, po brzuchu, po udach zmywała pot, zostawiając tylko czystą, błyszczącą skórę. Czasem nasze ramiona się ocierały, biodra muskały nie celowo, ale też nie przypadkiem. Uśmiechaliśmy się do siebie ukradkiem, bez słów. Po minucie albo dwóch zakręciliśmy wodę. Wzięliśmy świeże ręczniki z półki, wytarli się dokładnie włosy, tors, uda, wszystko. Adam rzucił mi szybkie spojrzenie. – Dobrze się czujesz? – Bardzo – odpowiedziałem cicho, szczerze. Uśmiechnął się szerzej, kiwnął głową. W szatni było już chłodniej. Otworzyłem swoją szafkę, wyciągnąłem bokserki, spodnie, koszulkę. Ubierałem się powoli najpierw bielizna, potem jeansy, na koniec bluza. Kiedy skończyliśmy, spojrzeliśmy na siebie w lustrze obaj trochę rozczochrani, z rumieńcami, które jeszcze nie zeszły. Przed wyjściem z budynku, tuż przy drzwiach wejściowych, zatrzymaliśmy się. Na zewnątrz padał drobny deszcz, latarnie odbijały się w mokrym asfalcie. Adam wyciągnął telefon z kieszeni kurtki. – Dasz numer? – zapytał prosto, bez owijania w bawełnę. – Jasne. Podałem mu swój – on wpisał szybko, a potem wysłał mi wiadomość testową: „Adam z sauny”. Na moim ekranie pojawiło się powiadomienie. Uśmiechnąłem się pod nosem. – Jak będziesz miał ochotę… napisz – powiedział cicho, patrząc mi w oczy. – Albo ja napiszę. Bez presji. – Napiszę – obiecałem. Kiwnął głową, poprawił kaptur kurtki, bo deszcz się nasilił. – Do zobaczenia, Mikołaj. – Do zobaczenia, Adam. Wyszedł pierwszy, ja chwilę później. Patrzyłem, jak idzie ulicą sylwetka coraz mniejsza w świetle latarni. Deszcz bębnił mi po kapturze, ale nie czułem zimna. Czułem tylko lekkie mrowienie na skórze i ciepło w brzuchu to samo, które pamiętałem sprzed miesięcy, tylko teraz trochę inne. Z Adamem pisaliśmy cały następny tydzień. Nie były to długie, codzienne rozmowy, a raczej krótkie, ciepłe wiadomości, które wpadały w przerwie między wykładem a pracą albo wieczorem, kiedy już leżałem w łóżku i scrollowałem telefon. On pisał rano: „Dzień dobry, jak kolano?”, ja odpisywałem po południu: „Dobrze, prawie nie boli. Żadnych nagości, żadnych wulgarnych żartów po prostu lekki flirt, który trzymał mnie w lekkim napięciu przez cały dzień. Czułem mrowienie w brzuchu za każdym razem, kiedy ekran się rozświetlał i widziałem jego imię. W tygodniu nie było dane nam się zobaczyć – on miał wieczorne zmiany w pracy, ja miałem swoje zobowiązania. Pisaliśmy więc dalej, powoli, bez presji. To mi się podobało nie było gonitwy, tylko spokojne sprawdzanie, czy wciąż jesteśmy na tej samej fali. W piątek wieczorem, około ósmej, kiedy właśnie wróciłem z knajpy, telefon zawibrował. „Jutro sobota więc liczę, że dasz się wyciągnąć na piwo. 21:00, browar przy rynku, ten z ogródkiem pod drzewami. Pasuje?” Serce od razu podskoczyło mi do gardła. Uśmiechnąłem się sam do siebie w pustym pokoju, czując to znajome ciepło w dole brzucha. Nie musiałem się długo zastanawiać. „Pasuje. Będę. Do zobaczenia jutro.” Sobotni wieczór spotkaliśmy się w pubie w centrum miasta . Ogródek pod kasztanami był już zamknięty na zimę, więc weszliśmy do środka: ciepłe, przyćmione światło, drewniane stoły, zapach piwa i drewna, cichy szum rozmów i muzyki w tle. Adam siedział już przy stoliku w rogu, z dwoma kuflowymi ciemnymi przed sobą. Kiedy mnie zobaczył, wstał, przytulił mnie krótko. – Cześć, ładnie wyglądasz – powiedział cicho przy uchu. – Ty też – odparłem, siadając naprzeciwko. Przez pierwsze minuty gadaliśmy o niczym. Piwo było gęste, lekko słodkie, pianka zostawała na górnej wardze. Adam co chwilę ocierał się kolanem o moje pod stołem najpierw niby przypadkiem, potem celowo. Jego noga sunęła powoli po mojej łydce, potem wyżej, aż do wewnętrznej strony uda. Zacisnąłem dłoń na kuflu, żeby nie drżała. – Wiesz, cały tydzień myślałem o sobocie – mruknął, pochylając się bliżej. Jego ręka pod stołem znalazła moją dłoń, palce splotły się z moimi, kciuk gładził wierzch mojej ręki. – O tym, jak wyglądałeś na kolanach… z moją spermą na twarzy. Poczułem gorąco na policzkach, ale nie cofnąłem ręki. – Ja też – przyznałem cicho. – Codziennie. Jego stopa przesunęła się wyżej, nacisnęła lekko na moją krocze przez jeansy. Uśmiechnął się figlarnie, ale oczy miał ciemne. – Lubisz, jak Cię tak drażnię? – Bardzo. Pochylił się jeszcze bliżej, głos zniżył do szeptu. – To wyobraź sobie, co zrobię, jak będziemy sami. Dopiliśmy piwo w milczeniu, tylko te ukradkowe dotyki pod stołem. Jego palce na moim nadgarstku, moja stopa na jego łydce, kolano o kolano. Napięcie rosło z każdym łykiem. W końcu Adam kiwnął głową w stronę stołu bilardowego w głębi sali wolny, zielone sukno pod lampą. – Zagrajmy? – zaproponował. – Chyba że się boisz przegrać. – Boję się, że Cię rozbiję – rzuciłem z uśmiechem. Wzięliśmy kije, ustawiliśmy bile. Adam stał obok, oparty o stół, patrzył, jak celuję. – Ładny tyłek masz w tych spodniach skomentował cicho, kiedy schyliłem się nad stołem. – Skup się na grze – odparłem, ale głos mi drżał lekko. Trafiłem pierwszą bilę, potem drugą. On uśmiechnął się szerzej. – Masz rękę. Ale ja mam więcej doświadczenia. Jego kolej. Nachylił się nade mną, żeby wziąć kredę, ręka musnęła mi pośladki „przypadkiem”. – Przepraszam – mruknął, ale nie cofnął się od razu. Trafił czysto, potem kolejną. Gra szła wolno nie spieszyliśmy się z uderzeniami. Za każdym moim podejściem on stał blisko, szeptał komentarze. – Celuj niżej… tak, właśnie tak… głębiej… – Przestań – syknąłem, ale się śmiałem. – Co przestać? – udawał niewiniątko. Kiedy ja pudłowałem, on mówił: – Szkoda… ale lubię, jak się schylasz po bilę. W końcu zostało kilka bil. Adam miał łatwy strzał na ósemkę ustawił się, zmrużył oko, uderzył. Bila wpadła idealnie do kieszeni. – Wygrałem – rzucił zadowolony, prostując się z triumfalnym uśmiechem. Niestety musiałem przyjąć gorycz porażki. – Tym razem byłeś lepszy – odparłem z przekąsem, opierając kij o stół. Podszedł bliżej, położył mi dłoń na karku niby przyjacielsko, ale palce lekko zacisnął. – Nagroda dla zwycięzcy? – zapytał cicho. – Jaką nagrodę masz na myśli? – Może powtórkę z soboty. U mnie w domu. Dopiliśmy resztkę piwa przy barze. Adam zapłacił, położył mi rękę na dole pleców, kiedy wychodziliśmy. – Chodźmy – powiedział. Z pubu wyszliśmy prosto na ulicę. Deszcz przestał padać, ale powietrze było jeszcze chłodne i wilgotne. Adam wyciągnął telefon. – Bolt będzie za dwie minuty – powiedział, przytulając mnie od tyłu. Kiwnąłem głową. Serce waliło mi mocno. W aucie siedliśmy z tyłu, blisko siebie. Kierowca puścił cichą muzykę i nie zagadywał. Adam położył mi dłoń na udzie, palce sunęły powoli w górę, ale nie za wysoko. Patrzyliśmy na siebie w półmroku, światła miasta odbijały się w jego oczach. Przez całą drogę nie powiedzieliśmy ani słowa. Tylko te ukradkowe dotyki i napięcie, które rosło z każdym zakrętem. Bolt zatrzymał się pod starą, odrestaurowaną kamienicą w spokojnej dzielnicy. Mieszkanie było na drugim piętrze duże, wysokie sufity, stare drewniane podłogi, które skrzypiały pod butami. Salon był prosty, ale ciepły: duża czarna sofa, regał z książkami i płytami, kilka roślin w doniczkach, przyćmione światło z lamp stojących. Na ścianie wisiało duże czarno-białe zdjęcie jakiegoś starego portu. Stanąłem w przedpokoju i zacząłem ściągać kurtkę, ale Adam nie dał mi szansy. Dopadł mnie od razu, przycisnął plecami do ściany, ręce złapał mi za biodra. Jego usta znalazły moje. Język wdarł się do moich ust, dłonie sunęły pod kurtkę, po brzuchu, po plecach. Westchnąłem mu prosto w usta, czując, jak robi mi się gorąco. – Nie zdążysz nawet zdjąć kurtki… – mruknął ochryple między pocałunkami. Pociągnął mnie od razu do sypialni. Pokój był ciemniejszy: duże łóżko z ciemną pościelą, lampka nocna dająca ciepłe, złote światło. Zanim zdążyłem upaść na materac, Adam już ściągnął mi kurtkę, potem koszulkę, jednym szybkim ruchem przez głowę. Byłem bez górnej części garderoby, nagi do pasa, skóra drżała od chłodu i podniecenia. Pchnął mnie na łóżko. Upadłem na plecy, a on klęknął między moimi nogami. Rozpiął mi obcisłe jeansy powoli, potem pociągnął materiał w dół razem z bokserkami. Mój kutas wyskoczył na zewnątrz, już twardy, pulsujący. Adam uśmiechnął się tym swoim spokojnym, figlarnym uśmiechem. –Jak bardzo za tym tęskniłem… – wyszeptał. Nachylil się i najpierw tylko musnął językiem główkę. Potem wziął mnie do ust powoli, centymetr po centymetrze, ssąc mocno, ale leniwie. Język wirował po spodzie trzonu, dłoń objęła nasadę i zaczęła sunąć w górę i w dół w tym samym rytmie. Brał mnie głęboko, aż poczułem gardło, potem cofał się, ssąc tylko główkę, drażniąc ją językiem. Drugą ręką masował mi jądra, palcami ugniatając je lekko. Cały czas patrzył mi w oczy, nie przerywając. Mokre dźwięki, ciepło jego ust, oddech na mojej skórze wszystko było idealne. Przyspieszał i zwalniał, przedłużając to, aż zacząłem jęczeć głośno, biodra same unosiły się do jego ust. Byłem już mega podniecony,całe ciało drżało, ręce zaciskały się na pościeli. Przyciągnąłem go do siebie za ramiona. – Chodź… – wychrypiałem. – Chcę cię też. Adam zrozumiał od razu. Wstał szybko, zrzucił koszulę, spodnie, bokserki. Był już całkowicie nagi, kutas twardy, ciężki, wystający do przodu. Położyłem się na boku, on ułożył się naprzeciwko głowa przy moich biodrach, ja przy jego. Ustawiliśmy się idealnie na 69. Wziąłem go do ust pierwszy głęboko, mocno, ssąc z tym samym rytmem, jaki wcześniej on mi dawał. Adam jęknął mi prosto na kutasa i zaczął robić to samo: brał mnie głęboko, ręką pomagał sobie u nasady, drugą głaskał mi pośladki. Nasze usta pracowały jednocześnie mokro, głośno, synchronicznie. Języki wirowały, gardła przyjmowały głębiej, dłonie masowały jądra. Czułem jego smak, jego zapach, jego oddech na moich udach. On czuł mój. Ruchy bioder stały się naturalne. Wchodziliśmy sobie nawzajem w usta, coraz szybciej, coraz głębiej, jęcząc sobie prosto w krocza. Po jakimś czasie, kiedy obaj byliśmy już mokrzy, a oddechy zamieniły się w ciężkie sapnięcia, Adam delikatnie wysunął się z moich ust. Jego dłoń powędrowała po moim pośladku najpierw gładząc, potem ściskając mocniej. Poczułem, jak rozchyla mi pośladki palcami, a potem… jego ciepły oddech na skórze. Przesunął się niżej. Język dotknął najpierw zewnętrznej krawędzi, powoli, okrężnie, drażniąco. Westchnąłem głośno, biodra same drgnęły mi do tyłu. Lizał leniwie, coraz bliżej środka, aż w końcu język musnął wejście. Zrobił to delikatnie, ale pewnie: płaskim językiem po całej długości, potem czubkiem, okrężnymi ruchami, wciskając się minimalnie do środka. Czułem każdy ruch. Jęknąłem mu prosto w kutasa, który wciąż miałem w ustach. Całe ciało mi drżało. – Smakujesz tak dobrze… – mruknął ochryple między jednym a drugim liźnięciem. Jego palce dołączyły po chwili. Najpierw jeden wsunął się powoli, centymetr po centymetrze. Rozluźniłem się świadomie, oddychając głęboko. Adam poruszał nim leniwie, na początku tylko wchodząc i wychodząc, potem lekko skręcał, szukając tego miejsca. Kiedy trafił w prostatę, wygiąłem się w łuk i jęknąłem głośno, wypuszczając go z ust. – Właśnie tu… – wyszeptał z zadowoleniem. Drugi palec dołączył po chwili. Rozciągał mnie powoli, cierpliwie, masując w środku, podczas gdy język dalej drażnił zewnętrzną krawędź. Byłem już na granicy. Przerwałem 69, odsunąłem się gwałtownie, odwróciłem się na kolanach. Adam leżał na plecach i patrzył na mnie z dołu. – Chcę cię w sobie – wychrypiałem. Usiadłem na nim okrakiem, plecami do niego. Złapałem jego kutasa u nasady, ustawiłem się i powoli opuściłem biodra. Główka weszła pierwsza, centymetr po centymetrze wziąłem go całego. Westchnąłem głośno, kiedy poczułem go głęboko, wypełniającego mnie idealnie. Adam jęknął pod spodem, ręce złapał mi za biodra. – Kurwa… – sapnął. Ugiąłem nogi w kolanach, stopy oparłem płasko na materacu po obu stronach jego biod. Zacząłem ujeżdżać go powoli, długimi, płynnymi ruchami. Za każdym opadnięciem bioder czułem, jak trafia dokładnie w prostatę. Fala rozkoszy rozchodziła się po całym ciele, aż drżały mi uda. Adam nie leżał biernie. Jego dłonie ściskały moje biodra, czasem pomagał mi unosić się i opadać, czasem po prostu gładził po plecach, po pośladkach. Czasem unosił biodra do góry, wbijając się mocniej, kiedy ja opadałem. – Jedź mocniej… – mruknął, głos napięty. Przyspieszyłem. Biodra pracowały szybciej, głębiej. Kiedy obaj byliśmy już blisko granicy, ale jeszcze nie chcieliśmy kończyć, Adam złapał mnie mocniej za biodra i zatrzymał moje ruchy. – Chodź tu… – mruknął ochryple, głos napięty od podniecenia. – Na plecy. Zsunąłem się z niego powoli, czując, jak jego kutas wysuwa się ze mnie z mokrym plaśnięciem. Przewróciłem się na grzbiet, nogi ugiąłem w kolanach i rozchyliłem szerzej. Adam uklęknął między nimi, złapał mnie pod kolanami i podciągnął biodra lekko do góry, tak że dupą prawie nie dotykałem materaca. Spojrzał mi w oczy. Wszedł jednym długim, płynnym ruchem głęboko, aż po jaja. Westchnąłem głośno, czując, jak znowu wypełnia mnie idealnie. Zatrzymał się na sekundę, pochylił nade mną, ręce oparł po obu stronach mojej głowy. Pocałował mnie mocno, głęboko, językiem wchodząc do ust tak samo pewnie, jak wchodził we mnie. Potem zaczął ruszać, kontrolowane pchnięcia, wychodząc prawie cały i wbijając się z powrotem aż do końca. Jedną ręką złapał mojego kutasa ścisnął mocno u nasady, a potem zaczął walić mnie w tym samym rytmie, w jakim mnie ruchał. Kciuk okrężnie masował główkę przy każdym pociągnięciu w górę. Drugą ręką trzymał mnie za udo, unieruchamiając w tej pozycji. Jęczałem mu prosto w usta, biodra same unosiły mi się do góry, spotykając każde pchnięcie. – Adam… mocniej… Przyspieszył trochę – pchnięcia stały się krótsze, ale głębsze, ręka na moim kutasie poruszała się szybciej. Czułem, jak fala rośnie, jak napięcie zbiera się w dole brzucha. Ale on wyczuł, że jestem blisko. – Jeszcze nie… – szepnął, zwalniając nagle. – Chcę cię jeszcze raz zobaczyć na pieska. Wysunął się ze mnie powoli, zostawiając pustkę. Przewróciłem się na brzuch, podciągnąłem na kolana i łokcie, biodra wysunąłem mocno do tyłu. Adam wstał z łóżka, stanął przy krawędzi materaca, złapał mnie za biodra obiema dłońmi. Rozchylił pośladki, przyłożył główkę i wszedł jednym zdecydowanym ruchem głęboko, aż po jaja. Jęknąłem głośno w poduszkę. Zaczął od razu mocno, pewne pchnięcia, jajka obijały się o moje pośladki z mokrym, rytmicznym klaśnięciem. Jedną ręką trzymał mnie za biodro, drugą sięgnął pod spód i złapał mojego kutasa wciąż twardego, wrażliwego, śliskiego. Walił mnie powoli, ale pewnie, w rytmie swoich ruchów. – Lubisz, jak cię tak biorę? – zapytał cicho, pochylając się nade mną, usta przy moim uchu. – Tak… kurwa, tak… – wychrypiałem, odpychając się biodrami do tyłu. Rżnął mnie mocno, głęboko, ręka na moim kutasie poruszała się szybciej. Prostata pulsowała przy każdym pchnięciu, kutas drgał w jego dłoni. Nie wytrzymałem. – Adam… dochodzę… – wysapałem, głos drżący. – Dawaj… chcę to poczuć… Kilka mocniejszych pchnięć i eksplodowałem. Sperma trysnęła na pościel pode mną gorąca, gęsta. Dziurka zacisnęła się rytmicznie wokół niego, wyciskając go mocno. Całe ciało zadrżało, mięśnie napięte, oddech urywany. Jęknąłem głośno w poduszkę. Adam jęknął nisko, wbił się kilka razy jeszcze mocniej, głębiej i doszedł. Gorące strumienie wypełniły mnie od środka, pulsując mocno. Trzymał mnie mocno za biodra, nie wychodząc, dopóki nie skończył całkowicie. Czułem, jak sperma powoli zaczyna wyciekać. Wysunął się powoli. Opadłem na brzuch, dysząc ciężko. Adam położył się obok, przytulił mnie od tyłu, jedną ręką objął w pasie. Drugą dłonią zsunął się niżej palcem zebrał trochę swojej spermy, która wypływała z mojej dziurki, ciepłej i gęstej. – Otwórz… – szepnął mi do ucha, głos miękki, czuły. Otworzyłem usta posłusznie. Wsuwając palec, rozsmarował mi spermę po języku. Zlizałem ją powoli, ssąc delikatnie opuszek, patrząc mu przez ramię z uśmiechem. – Smakujesz dobrze… – mruknąłem cicho. Uśmiechnął się szerzej, pocałował mnie w kark. – Lubię, jak jesteś taki perwersyjny. – A ja lubię, jak mnie karmisz… – odparłem z lekkim śmiechem. Palcem zebrał jeszcze trochę, wsunął mi do ust znowu. Ssąc go powoli, uśmiechnąłem się szerzej. – Jeszcze raz? – zapytał figlarnie, muskając wargami moje ucho. – Daj mi pięć minut… – westchnąłem, wciąż drżąc lekko. – I tak, jeszcze raz. Przytulił mnie mocniej, nosem wtulił się w mój kark. – Mamy całą noc, Mikołaj.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Nowak
  • Stylonowy duzur

    Praca ratownika w pogotowiu szybko okazała się dla mnie zbyt ciężka i obciążająca psychicznie. Ciągłe napięcie, presja czasu, adrenalina, która nie miała gdzie opaść — wszystko to zaczęło mnie powoli wypalać. Gdy pojawiła się informacja, że szpital szuka pielęgniarzy, poczułem coś na kształt ulgi.

    Perspektywa pracy na oddziale, wśród pielęgniarek, wydawała się zupełnie inna. Mniej chaosu, więcej rozmów, codzienności, ludzkiego kontaktu. Nocne dyżury miały w sobie coś szczególnego — ciszę korytarzy, przytłumione światło, poczucie bycia trochę „obok świata”. W takiej atmosferze łatwiej było być sobą, albo przynajmniej spróbować.

    Nie chodziło tylko o zmianę zawodu, ale o przestrzeń. Na rozmowy, na obserwację, na ostrożne testowanie granic — także tych związanych z tożsamością i wyglądem. Wiedziałem, że wśród personelu nocnego jest więcej luzu, więcej zrozumienia, czasem nawet milczącej akceptacji. To dawało mi nadzieję, że znajdzie się miejsce nie tylko dla pielęgniarza, ale też dla człowieka, który szuka siebie. Pierwszy nocny dyżur zaczął się cicho. Zbyt cicho, jak na miejsce, w którym zwykle wszystko dzieje się naraz. Korytarz oddziału był długi i wąski, oświetlony rzędami przygaszonych jarzeniówek, które brzęczały ledwie słyszalnie, jakby same nie były pewne, czy powinny jeszcze świecić. Pachniało środkami dezynfekującymi, kawą z dyżurki i czymś trudnym do nazwania — mieszaniną zmęczenia i rutyny.

    Przebrałem się w szatni powoli, z przesadną dokładnością. Mundurek leżał poprawnie, aż zbyt poprawnie. W lustrze widziałem kogoś, kto wyglądał jak każdy inny nowy pracownik — a jednocześnie czułem, że pod tą warstwą materiału jest we mnie znacznie więcej napięcia, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. To nie był strach. Raczej czujność. Jakby całe ciało nasłuchiwało.

    W dyżurce siedziały dwie pielęgniarki. Jedna wertowała dokumentację, druga mieszała herbatę, stukając łyżeczką o kubek.

    – Pierwsza nocka? – zapytała ta z herbatą, nawet nie podnosząc wzroku.

    – Tak – odpowiedziałem.

    – Spokojnie. W nocy oddział oddycha wolniej – dodała, z lekkim uśmiechem.

    To zdanie zostało ze mną na długo. Oddział oddycha wolniej. Faktycznie — noc miała swój własny rytm. Kroki tłumiła wykładzina, rozmowy były krótkie i półgłosem, a każde wejście do sali poprzedzało ciche pukanie, bardziej z przyzwyczajenia niż z konieczności.

    Podczas obchodu uczyłem się tej ciszy. Obserwowałem, jak pielęgniarki poruszają się pewnie, bez pośpiechu, jakby znały każdy dźwięk i każdy cień. Czułem ulgę, że nikt mnie nie pogania, nie krzyczy, nie rzuca rozkazów. Pogotowie było jak krzyk — szpital nocą był jak szept.

    Między jedną salą a drugą pojawiały się myśli, których nie dało się już dłużej odsuwać. Że to miejsce daje coś więcej niż tylko nową pracę. Że nocny dyżur to przestrzeń, w której nie wszystko musi być nazwane od razu. Gdzie można być ostrożnym, uważnym, gdzie drobne różnice nie rzucają się w oczy tak jak w ostrym świetle dnia.

    W dyżurce, nad kolejnym kubkiem herbaty, rozmowy zeszły na banalne tematy: kto ile śpi między dyżurami, gdzie mają najlepsze drożdżówki, kto nie znosi porannych odpraw. Słuchałem uważnie, rzadko się wtrącając, ale z każdym zdaniem czułem, jak napięcie we mnie powoli się rozluźnia. Jakby samo bycie w tej nocnej wspólnocie — cichej, zmęczonej, trochę wyjętej z codzienności — było już jakąś formą akceptacji.

    Gdy zegar zbliżał się do trzeciej nad ranem, uświadomiłem sobie, że po raz pierwszy od dawna nie liczę minut do końca zmiany. Wciąż miałem w sobie pytania, niepewności, rzeczy, których nie byłem gotów wypowiedzieć nawet szeptem. Ale po raz pierwszy pojawiła się też myśl, że to może być dobre miejsce, żeby dać sobie czas. Było… po prostu miło. Zaskakująco miło.

    Z nocnego dyżuru na nocny dyżur zaczynałem kojarzyć twarze, głosy, rytuały. Kto zawsze robił kawę za mocną. Kto przynosił własny kubek „bo szpitalne śmierdzą”. Kto o drugiej w nocy potrzebował pięciu minut ciszy, a kto wtedy właśnie zaczynał mówić.

    Nocne kawy stały się czymś więcej niż tylko przerwą. Były jak małe wyspy normalności — rozmowy o byle czym, o życiu poza szpitalem, o zmęczeniu, o planach, które nigdy nie pasują do grafiku. Siedzieliśmy w dyżurce przy przygaszonym świetle, czasem w ciszy, czasem w śmiechu, który szybko milkł, żeby nie obudzić oddziału.

    Z czasem poczułem, że jestem częścią załogi, a nie tylko „tym nowym”.

    Pierwsze „wici” puściłem bardzo ostrożnie. Bez deklaracji, bez wielkich słów. Raczej w półzdaniu, w żarcie rzuconym między łykami kawy.

    – Zawsze lepiej się dogadywałem z kobietami – powiedziałem kiedyś.

    Ktoś rzucił:

    – Widać.

    Ktoś inny dodał:

    – To akurat plus.

    Później było jeszcze jedno zdanie. Ciszej. Bardziej wprost.

    – Wiecie… ja czasem lepiej czuję się jako „ona”.

    Zapadła krótka cisza. Taka, w której serce na moment przyspiesza, a człowiek zaczyna analizować każdy gest, każdy oddech. Czy to był błąd? Czy teraz się zmieni?

    Było małe poruszenie — to prawda. Spojrzenia. Uniesione brwi. Ale zamiast napięcia pojawiła się… ciekawość.

    – Serio? –

    … bały fartuch … białe rajstopki … białe klapki … to takie kobiece i fascynujące …

    W domu od dziecka fascynowała mnie pasy do pończoch I stylonowe pończochy … bardzo często korzystałem z tego … mama mnie podejrzewała … nawet były rozmowy Na kolejnym dyżurze opowiadałem jak w wyobraźni widzę siebie w takim kobiecym stroju na dyżurze …

    … moja koleżanka zaproponowała aby w bezpieczny sposób to przygotować … fartuch może być ten Twój jest długi nie różni się od naszego …pod spodnie możesz ubrać białe rajstopki czy pończoszki co tam bardziej wolisz… a potem już jak będzie spokój to zamienimy spodnie na spódniczkę i będziesz mógł byś sobą Pewnego dnia podczas przerwy na kawę jedna z koleżanek skomentowała coś, co od dawna obserwowałem w sobie:

    – Masz bardzo szczupłą sylwetkę — powiedziała spokojnie. — Przy tych dłuższych włosach… no, mogłabyś funkcjonować jako pielęgniarka.

    Nie było w tym ironii ani przesady. Raczej stwierdzenie faktu, zauważenie szczegółu, który dotąd był dla mnie tylko w wyobraźni. Poczucie, że ktoś widzi, a nie ocenia, było… dziwnie uwalniające.

    Tamtego wieczoru wróciłem do domu z myślą o kolejnych drobnych elementach, które od dawna nosiłem w głowie. Kupiłem na OLX białe stylonowe pończochy i szeroki, biały pas. Nie po to, by „kogoś zaskoczyć”, ale by stworzyć dla siebie obraz spójny, który mogłem nosić w wyobraźni Nadszedł czas, aby zrobić krok dalej — aby po raz pierwszy pozwolić sobie na pełną wersję wyobrażenia, które nosiłem w głowie od lat. Było już daleko po północy, a reszta zespołu spała lub kończyła rutynowe czynności.

    Poszedłem do swojego pokoju, serce trochę szybciej, ale z dziwnym spokojem. Tylko jedna koleżanka była wtajemniczona — to ona pożyczyła mi spódniczki i kilka drobnych elementów, które miały uczynić doświadczenie w pełni spójnym, a jednocześnie bezpiecznym.

    Zakładając ubranie, czułem mieszankę ekscytacji i ostrożności. Wszystko układało się jak w wyobraźni, choć rzeczywistość miała swoje drobne niuanse. Strój był lekko dopasowany — i przy dobrym oku można było dostrzec subtelne ślady uprzedniego dopasowania. Ale pomyślałem sobie: na ten jeden raz, na tę chwilę, to wystarczy. Nie chodziło o perfekcję. Chodziło o spójność własnego odbicia w lustrze, w wyobraźni, w przestrzeni, którą mogłem kontrolować.

    Cisza nocy, jedyna wtajemniczona osoba obok mnie, i poczucie, że mogę wreszcie być sobą choć przez moment, stworzyły atmosferę dziwnego bezpieczeństwa. Każdy ruch, każde spojrzenie w lustro, każda chwila w tym ubraniu była testem i potwierdzeniem zarazem: mogę istnieć w tej formie, bez ocen, bez presji, tylko z własnym oddechem i spokojem.

    To nie był spektakl. Nie było poklasku ani oczekiwań. Była cisza nocy, zaufanie wtajemniczonej koleżanki i moje własne pozwolenie na to, by wreszcie zobaczyć siebie w całości, tak jak od dawna wyobrażałem.

    I wtedy zrozumiałem, że tajemnica, którą nosiłem latami, może w końcu stać się częścią mojego życia, bez chaosu, bez napięcia — w ramie bezpieczeństwa, zaufania i świadomości, że wszystko dzieje się po mojej stronie decyzji. Nadszedł czas, aby zrobić krok dalej — aby po raz pierwszy pozwolić sobie na pełną wersję wyobrażenia, które nosiłem w głowie od lat. Było już daleko po północy, a reszta zespołu spała lub kończyła rutynowe czynności.

    Poszedłem do swojego pokoju, serce trochę szybciej, ale z dziwnym spokojem. Tylko jedna koleżanka była wtajemniczona — to ona pożyczyła mi spódniczki i kilka drobnych elementów, które miały uczynić doświadczenie w pełni spójnym, a jednocześnie bezpiecznym.

    Zakładając ubranie, czułem mieszankę ekscytacji i ostrożności. Wszystko układało się jak w wyobraźni, choć rzeczywistość miała swoje drobne niuanse. Strój był lekko dopasowany — i przy dobrym oku można było dostrzec subtelne ślady uprzedniego dopasowania. Ale pomyślałem sobie: na ten jeden raz, na tę chwilę, to wystarczy. Nie chodziło o perfekcję. Chodziło o spójność własnego odbicia w lustrze, w wyobraźni, w przestrzeni, którą mogłem kontrolować.

    Cisza nocy, jedyna wtajemniczona osoba obok mnie, i poczucie, że mogę wreszcie być sobą choć przez moment, stworzyły atmosferę dziwnego bezpieczeństwa. Każdy ruch, każde spojrzenie w lustro, każda chwila w tym ubraniu była testem i potwierdzeniem zarazem: mogę istnieć w tej formie, bez ocen, bez presji, tylko z własnym oddechem i spokojem.

    To nie był spektakl. Nie było poklasku ani oczekiwań. Była cisza nocy, zaufanie wtajemniczonej koleżanki i moje własne pozwolenie na to, by wreszcie zobaczyć siebie w całości, tak jak od dawna wyobrażałem.

    I wtedy zrozumiałem, że tajemnica, którą nosiłem latami, może w końcu stać się częścią mojego życia, bez chaosu, bez napięcia — w ramie bezpieczeństwa, zaufania i świadomości, że wszystko dzieje się po mojej stronie decyzji. Kiedy wszedłem na dyżurkę, zastałem wszystkich w lekkim zaskoczeniu. Cisza trwała ułamek sekundy, jakby powietrze w pokoju zawisło na moment, a potem rozluźniło się w cichym śmiechu i uśmiechach.

    Serce mi podskoczyło.

    Poranek wkradał się powoli przez okna dyżurki, a nocne zmęczenie pozostawiało w powietrzu ciężar spokoju. Usiadłeś przy swoim biurku, czując znajomy ciężar fartucha i materiał białych pończoch na nogach — coś, co przez lata było wyłącznie wyobrażeniem, teraz obecne w całej swojej prostocie i spójności. Każdy ruch nóg, gdy podnosiłeś się do dokumentów lub sięgałeś po notes, przypominał Ci, że jesteś tu naprawdę, że to Twój wybór, Twój obraz w rzeczywistości. Zachwyt był spokojny, wewnętrzny — nie krzyk emocji, tylko ciche, ciepłe uznanie, że linia bieli, smukłość nóg, harmonia stroju są dokładnie takie, jak sobie wyobrażałeś.

    W tym momencie lekarz z nocki przeszedł obok, zaglądając do dokumentów na Twoim biurku. Jego wzrok na ułamek sekundy zatrzymał się niżej, na Twoich nogach. Zobaczył białe pończochy, subtelnie migające spod spódnicy. Nie było w tym drwiny ani oceny, tylko krótkie, lekkie zauważenie — znak, że dostrzega coś nietypowego, a jednak nie przerywa pracy. Skinął głową, mruknął cicho, półsłówkiem, może coś w rodzaju:

    – Ciekawe połączenie…

    Dla Ciebie czas zwolnił. Poczułeś dziwne, przyjemne połączenie: zachwyt własnym wyborem i jednoczesne zarejestrowanie reakcji świata zewnętrznego. Serce podskoczyło przez ułamek sekundy, ale nie z lęku. Raczej z… ulgi. Lekarz widział to, co chciałeś, by było widoczne — a jednocześnie pozwolił, aby reszta pozostała normalnością, ciszą, rutyną dyżuru.

    Przez chwilę obserwowałeś światło, jak odbija się od materiału pończoch, harmonijnie z resztą stroju i przestrzenią dyżurki. Zachwyt wewnętrzny powoli się uspokajał, stając się spokojnym, miękkim odczuciem: tak, mogę być sobą tu i teraz. A spojrzenie lekarza było jak cichy znak, że świat zewnętrzny, choć zauważa, nie zaburza tej chwili, nie wymaga wyjaśnień.

    I wtedy poczułeś coś nowego: że jedna noc wystarczyła, by obraz, który nosiłeś w głowie przez lata, zrealizował się w rzeczywistości — i że możesz w nim istnieć w pełni spokojnie, w harmonii ze sobą i światem wokół. Cisza, rytm dyżuru, subtelna reakcja lekarza i Twój cichy zachwyt połączyły się w jedną, spokojną chwilę absolutnej spójności. W tym krótkim, ulotnym momencie spojrzałem na siebie oczami świadomości — i pomyślałem, że lekarz mógł dostrzec coś innego. Nie tylko pończochy, nie tylko spódnicę, ale całość sylwetki, sposób, w jaki stałem, poruszałem się, jak fartuch opadał na ramionach. Może w tym obrazie był ktoś bardziej kobiecy niż zwykle — bardziej delikatny, spójny z tym, co od dawna nosiłem w wyobraźni.

    Nie było w tym próby zwrócenia uwagi, nie było chęci prowokacji. Była świadomość, że jeśli ktoś to zauważył, to może odebrać mnie inaczej. Może w tej jednej chwili zobaczył „inną pielęgniarkę” — nie spektakl, nie teatr, tylko prawdziwą obecność, spokojną i pewną siebie.

    Poczucie własnej kobiecości nie zależało od oceny innych. Ale świadomość, że ktoś mógł ją dostrzec i zaakceptować w ciszy codziennej rutyny, dodała tej chwili ciepła i pewnej wewnętrznej lekkości. Cała noc, fartuch, białe pończochy, spokój dyżuru — wszystko nagle układało się w obraz, który był zarówno prywatny, jak i obecny w świecie zewnętrzny. Wszedłem na dyżurkę, a pierwsze sekundy wydawały się zwolnionym kadrem. Cisza trwała ułamek sekundy, jakby powietrze w pokoju wstrzymało oddech, po czym wróciła do codziennego rytmu. Każdy ruch był wyraźniejszy w mojej świadomości: ciężar fartucha na ramionach, materiał białych pończoch na nogach, delikatnie opierający się o krzesło, przy każdym ruchu nogi. Zachwyt, który od dawna nosiłem w wyobraźni, teraz był obecny w całej prostocie i spójności. Nie krzyk emocji, tylko ciche, ciepłe uznanie: tak, dokładnie tak to powinno wyglądać.

    Usiadłem, a materiał pończoch naturalnie ułożył się wokół nóg. Światło jarzeniówek odbijało się od bieli, podkreślając smukłość i harmonię stroju. Patrzyłem na swoje odbicie w szybie szafki: linia nóg, spódnica, fartuch — wszystko współgrało. Zachwyt nie był przesadą, był spokojnym potwierdzeniem, że obraz, który nosiłem w głowie przez lata, teraz istnieje w rzeczywistości.

    Lekarz z nocnego dyżuru przeszedł obok. Jego spojrzenie na chwilę zatrzymało się na moich nogach, na białych pończochach. Nie było w tym drwiny ani oceny, tylko subtelne zauważenie, znak, że widzi coś nietypowego, a jednocześnie nie przerywa pracy. Skinął głową, mruknął cicho:

    – Ciekawe połączenie…

    Serce podskoczyło przez ułamek sekundy, ale szybko pojawiło się poczucie spokoju. To krótkie spojrzenie było jak ciche potwierdzenie, że mogę być sobą w tej przestrzeni, że moja decyzja i zachwyt mogą istnieć w świecie zewnętrznym, a jednocześnie pozostawać spokojne i nienachalnie obecne.

    Zauważyłem, że lekarz kilkakrotnie przechodził wzdłuż korytarza, a potem lekko się cofał. Może chciał nacieszyć oko, może w jego myślach pojawiła się chęć zagadania, a może to była mimowolna reakcja — krótkie, subtelne zawahania w rytmie kroków. Obserwując to, poczułem cichą satysfakcję: jego gesty były ulotne, nie narzucały presji, a jednak pozwalały mi odczuć, że ktoś mnie zauważa.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Kowalski
  • Tomek i Lukasz (1)

    Miałem dwanaście lat, gdy po raz pierwszy poznałem Łukasza. Miał wtedy dwadzieścia osiem lat i był ósmym chłopakiem mojej najstarszej siostry. Jak każdy poprzedni uznał, że zdobędzie moje „serce”, kopiąc ze mną piłkę. Trzy lata później wzięli ślub i zamieszkali w wynajętym dwupokojowym mieszkaniu, a po kolejnych trzech latach kupili na kredyt trzypokojowe mieszkanie.

    Teraz Łukasz był radcą prawnym w korporacji, a moja siostra zajmowała ważne stanowisko w banku. Po jakimś czasie zdecydowała się kupić sobie kota bengalskiego. Łukasz kompletnie nie nadawał się do opieki nad zwierzęciem, a siostra nieustannie na niego narzekała, choć sama też była w tym raczej przeciętna. Ale miała drogiego kota.

    Okazało się, że to ja „nadaję się na opiekuna”, więc siostra często prosiła mnie o pomoc, aż w końcu zaproponowała mi pracę jako „niania” dla kota i wspólne mieszkanie. Zgodziłem się. Miałem dziewiętnaście lat, ale nie chciałem jeszcze iść na studia, a tym bardziej do ciężkiej pracy.

    Łukasz początkowo stroił niezadowolone miny z powodu „obcego” w domu, ale wyprane i uprasowane ubrania, obiad na stole, czystość w mieszkaniu, a przede wszystkim brak konieczności zajmowania się kotem po pracy sprawiły, że szybko mnie zaakceptował. I tak minęły trzy miesiące wspólnego życia.

    Pewnego dnia siostra poinformowała mnie, że jedzie na trzydniową delegację na drugi koniec Polski. Po raz pierwszy mieliśmy zostać z Łukaszem całkiem sami.

    W dniu jej wyjazdu Łukasz miał ważne spotkanie, z którego wrócił późno i pijany. Właśnie czytałem kotu powieść – nie komentujcie – gdy usłyszałem łomot. Wyszedłem z pokoju.

    Łukasz siedział na dywanie i uśmiechnął się na mój widok. Pomogłem mu zdjąć buty i zaprowadziłem go do sypialni. Tam, z moją pomocą, rozebrał się do ślipek i położył się na łóżku.

     Jak na karierowicza przystało, był lekko umięśniony. Cztery razy w tygodniu chodził na siłownię. Prałem jego ubrania. Zanim wrzucałem je do pralki, czasem przykładałem koszulkę do twarzy i wdychałem zapach spod pach. Był ciężki, ciepły i męski. To mnie podniecało. Zdarzało mi się potem zabawiać samemu, mając na sobie jego rzeczy. Nigdy jednak nie pomyślałem, żeby między nami mogło być coś więcej. W końcu był mężem mojej siostry.

    Łukasz też o siebie dbał. Może nie przesadnie, ale zdecydowanie bardziej niż przeciętny facet. Codziennie się golił na bardzo krótki zarost oraz używał kosmetyków do włosów i ciała. Zazdrościłem mu włosów, które były grube i ładnie się prezentowały bez dużych nakładów. Lubił też swoje owłosienie, ale chodził na depilację, żeby usuwać włosy z pleców oraz wokół penisa i odbytu.

    Wiedziałem o tym od siostry, która traktowała mnie jak powiernika i opowiadała mi o wszystkim.

    – Kociuś śpi?

    – Nie – odpowiedziałem.

    Wtedy złapał mnie za nadgarstek. Ucisk miał mocny. Syknąłem lekko z bólu i zaskoczenia. Spojrzałem na niego. Uśmiechał się szeroko. Ale w jego spojrzeniu było coś jeszcze – coś nowego. Coś, czego wcześniej nie widziałem.

    Nagle zorientowałem się, że prowadzi moją rękę do swoich slipek. Odruchowo chciałem ją zabrać, ale trzymał zbyt mocno.

    – Co robisz?

    Nie odpowiedział. Westchnął tylko, gdy moja dłoń znalazła się nad jego półtwardym penisem. Przycisnął ją mocniej.

    – Uwierzysz, że nigdy nie zdradziłem twojej siostry? Ona myśli, że tak, ale nigdy tego nie zrobiłem. Za to ona zdradziła mnie. Z tym blondynem, co nie lubi owoców morza. Pamiętasz go?

    Pamiętałem. Wiedziałem o tym.

    Znałem sekrety mojej siostry. Nie miała żadnych przyjaciółek. Miała za to kochanka. I bardzo drogiego kota.

    – Pamiętam – odpowiedziałem. – I nie wiem nic o zdradzie.

    Skłamałem.

    – Zdradziła mnie – powiedział z przekonaniem. – Ale wiesz co? Mam to gdzieś.

    Złapał mnie za głowę i przycisnął do swojego przyrodzenia.

    – Wąchaj. Wiem, że to lubisz.

    Poczułem na policzku jego penisa. Półtwardego. Ciepłego. Ocierałem się o niego twarzą.

    Czułem zapach potu – kwaśny, ciężki. Pod nim krył się jeszcze inny, gorący, męski.

    Przez chwilę tylko oddychałem.

    Wciągałem go głęboko. Zacząłem się ślinić. A jednocześnie czułem lekki strach. Nie spodziewałem się tego. Wiedziałem, że powinienem to przerwać. Odepchnąć go. Wyjść z pokoju. Ale nie ruszałem się wcale. Bo w brzuchu czułem dziwne kołatanie. I rosnące podniecenie.

    Mój własny zaczął twardnieć.

    Zastanawiałem się, jak to jest mieć penisa w ustach. Lizać go. Ssać. Czuć na języku. Wtedy zauważyłem, że Łukasz drugą ręką zsuwa z siebie slipki. W półmroku zobaczyłem go w całości. Półtwardego. Ciężkiego. Na tle krótko przystrzyżonych włosów i wygolonych jąder. Patrzyłem jak zahipnotyzowany.

    Połknąłem ślinę.

    Łukasz uniósł biodra i nakierował moją głowę. Chciał, żebym wziął go do ust.

    – Nie możemy – powiedziałem słabo, zaciskając wargi.

    – Nie bądź głupi. Bierz.

    Jeszcze przez chwilę się broniłem, ale wtedy przyciągnął mnie do swojej twarzy.

    – Ona mnie zdradziła. Mam do tego prawo.

    Z powrotem przycisnął mnie do swojego przyrodzenia i spróbował wsunąć penisa do moich ust. Opierałem się przez moment. Ale wiedziałem już, że chcę to zrobić. Otworzyłem usta.

    Przez sekundę nic się nie stało.

    Potem poczułem na języku ciepły dotyk jego żołędzi. Miękki. Śliski. Objąłem go wargami. Łukasz cicho westchnął. Zacząłem robić mu dobrze. Lizałem go, ssałem, powoli przesuwałem wargami wzdłuż trzonu. Czasem zahaczałem zębami albo krztusiłem się, ale Łukasz zdawał się tego nie zauważać.

    Był w swoim świecie.

    Czułem, jak jego penis twardnieje w moich ustach. Jak robi się cięższy. Gorętszy. Błyszczał od mojej śliny. Wolną ręką bawiłem się jego jądrami. Delikatnie je ugniatałem, a potem jedno z nich wziąłem do ust.

    – Tomek… dobrze kombinujesz – mruknął z zadowoleniem.

    Po napięciu jego ciała i drgnięciu nóg zorientowałem się, że dochodzi, więc instynktownie przyspieszyłem. Przez ułamek sekundy zastanawiałem się, czy chcę mieć spermę w ustach. Zawahałem się za długo. Ostatecznie wylądowała na mojej twarzy i na brzuchu Łukasza.

    Stęknął z przyjemności.

    – Dziękuję Tomek, wyszeptał z uśmiechem.

    Chwilę później przewrócił na brzuch i zasnął, wypinając pupę do góry. Przez moment miałem ochotę zanurzyć w niej twarz i wylizać jego rowek. Ale wtedy usłyszałem miauczenie kota. Wstałem i spojrzałem na swoje spodnie. Dopiero wtedy zorientowałem się, że sam też doszedłem.

    – Kurwa – sapnąłem i ruszyłem, by sprawdzić, czego chce kot.

    Następnego dnia obudziłem się i przez chwilę nie wiedziałem, czy powinienem wychodzić z pokoju. Spojrzałem na zegarek. Było pięć po ósmej. Wiedziałem, że już go nie ma. Odetchnąłem. Nie byłem gotowy na konfrontację. Modliłem się, żeby Łukasz niczego nie pamiętał.

    Kot leżał w swoim łóżeczku i nawet nie zareagował, kiedy wstałem i zacząłem się ubierać.

    W kuchni nikogo nie było. Wyjąłem miseczkę z szafki i sięgnąłem po czekoladowe płatki, gdy usłyszałem jego głos.

    – Dzień dobry.

    Zastygłem.

    Przez chwilę nie wiedziałem, co powiedzieć. Czy udawać, że wczoraj nic się nie wydarzyło.

    – Weź też dla mnie miseczkę.

    Odetchnąłem i sięgnąłem  po drugą. Zaniosłem ją do blatu, starając się nie patrzeć w jego stronę.

    Łukasz otworzył lodówkę i wyciągnął mleko. Po chwili stanął za mną. Usłyszałem, jak wciąga powietrze. Podziałało to na mnie mocniej, niż się spodziewałem. Podniecenie rozlało się po całym ciele.

    – Mleko – powiedział, stawiając karton obok miseczki.

    Jego gołe przedramię musnęło mój bok. Oddychał spokojnie, jakby robił to specjalnie. Po chwili jego nos zanurzył się w moich włosach i poczułem ciepły oddech przy skórze.

    – Ładnie pachniesz.

    Nie odpowiedziałem. Przycisnąłem biodra do szafki, żeby nie zobaczył, co się ze mną dzieje. Błagałem w myślach, żeby żartował, ale czułem, że tak nie jest. Wczoraj przekroczyliśmy granicę. I wiedziałem, że nie ma już odwrotu.

    Po chwili odsunął się ode mnie. Kątem oka zobaczyłem, że ma na sobie tylko slipki, a jego penis znów jest półtwardy. Westchnąłem zbyt głośno i spojrzałem na niego. Uśmiechał się, najwyraźniej zadowolony.

    – Nie jestem głodny – powiedział, kiedy nalewałem mleko do jednej z miseczek.

    Zaskoczyło mnie to. Jeszcze bardziej, gdy zdjął z siebie slipki. Stał nagi w świetle poranka i bezczelnie się uśmiechał, gdy ja próbowałem ukryć zawstydzenie.

    Rzucił ubraniem w moją twarz.

    – Żebyś za mną tęsknił, kiedy będę w pracy.

    Odszedł, jak gdyby nic się nie stało. Dopiero po chwili zauważyłem, że jego slipki wylądowały w mojej miseczce.

    – Podoba mi się to, co jest między nami – powiedział, zanim zniknął w łazience.

    Chciałem pójść za nim, ale czułem, że zrobię krok, na samą myśl o wczorajszej nocy stracę nad sobą kontrolę. Ruszyłem do pokoju. Ledwo zamknąłem drzwi, a bokserki były już mokre.

    Usiadłem na łóżku i czekałem, aż wyjdzie. Po chwili obok mnie pojawił się kot i zaczął domagać się głaskania.

    – Do zobaczenia wieczorem – usłyszałem z korytarza.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Krystian Bojek
  • Mama mojego chlopaka 1

    Spytam Was dziewczyny czy też jak ja lubicie być uległe? Mnie niesamowicie podnieca jak ktoś nade mną góruje. Mój były facet uważał się na dominującego w naszym związku a ja nie wyprowadzałam go z błędu, bo baaaardzo mi się podobała uległość. Nie potrzebowałam alkoholu by zupełnie naga klęczeć na balkonie i ssać jego kutasa a sąsiedzi na 100% widzieli jak spuszcza mi się na twarz. Czułam wtedy jak cała drze z podniecenia a cipka ocieka śluzem. Rozstaliśmy się, bo jego macocha uważała mnie za dziwkę ograniczała nasze kontakty. Po paru tygodniach poznałam Sylwka i byłam z nim, ale to nie on był obiektem mojego bezgranicznego oddania a jego matka. Kilkukrotnie przyłapała nas i widziała moje zachowanie. Pewnego niedzielnego poranka, gdy nocowałam u nich zastałam ją w kuchni. Zapach świeżo zmielonej kawy roznosił się po całym domu. Nie miałam wtedy bielizny i tylko koszula Sylwka ledwo zasłaniała moje biodra. – Dzień dobry, czy mogę zrobić nam kawę? – Dzień dobry, oczywiście, ale najpierw wyliżesz moje stopy. Stanęłam w bezruchu osłupiała z wrażenia. Myślałam, że mi się to przewidziało i spojrzałam na nią z szeroko otwartymi ustami. – Dobrze słyszałaś mała szmato. Klękaj i liż moje stopy. Osłupienie nie odpuszczało, ale charakterystyczne drżenie cipki sprawiło mi przyjemność. Mama Sylwestra usiadła na blacie i zrzuciła ze stóp kapcie. Moje posłuszeństwo wzięło nade mną górę i klęknęłam przed nią. Ujęłam jedną stopę i zbliżyłam do niej usta. Język sam zaczął lizać pierwszy palec. Potem kolejne wkładałam sobie do ust i je ssałam. Nie śmiałam spojżeć w jej oczy. Czułam rosnące podniecenie i satysfakcję z wykonywanej czynności. Potem zajęłam się drugą stopą. Nie mniej przyjemną niż pierwszą. Słyszałam jej oddech. Chwilami przerywany westchnięciem by po chwili szybki i płytki. – Widzę, że lubisz to i posłuszna jesteś. – Tak proszę Pani. Lubię. – Doskonale moje dziecko. Takiego kogoś szukałam. Jeszcze dziś po południu wyślę syna do mojej siostry a ty przyjdziesz i zostaniesz parę dni na próbę, więc albo rób kawę, wypij i uciekaj albo zostaniesz moją własnością. Skinęłam głową na znak zgody, ale tym razem odważnie spojrzałam jej w oczy. Nadal drżałam, gdy niosłam kawę do pokoju. W ustach nadal miałam smak stóp i kawa jakoś dziwnie smakowała. Sylwek odprowadził mnie do autobusu. W domu nie mogłam przestać myśleć o zbliżającej się przyjemności. Biorąc kąpiel koniecznie musiałam zająć się swoją cipką. Najpierw powoli zaczęłam ją gładzić by już po chwili moje palce głęboko się w niej zanurzyły. Zaczęłam ją traktować odważniej zadając sobie cudowny ból, co doprowadziło mnie do silnego orgazmu. Sylwek zadzwonił, że pilnie musi pojechać do ciotki i przeprasza mnie, ale jakoś mi to wynagrodzi. To był dla mnie sygnał, że czas zameldować się u swojej Pani.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Barbara Kawa
  • Fartuch i ponczoszki

    W hurtowni farmaceutycznej powietrze było zawsze sterylne, nasycone zapachem nowego plastiku i czystego papieru. Wśród półek sięgających sufitu, wypełnionych kartonami leków, pani Marta, kierownik zmiany, była jak latarnia. Miała w sobie tę rzadką mieszankę: surowość przełożonej i ciepło babcinej herbaty z lipą. Była już na emeryturze i tu dorabiała, a jej życzliwość nie znała granic.

    Podczas nocnych shiftów, gdy świat za oknami spał, magazyn stawał się czymś więcej niż miejscem pracy. Stawał się azylem. Przy dźwięku skanera i szelestu taśmy klejącej opowiadałem jej o domu. O tym, że jestem jedynakiem. O fascynacji, która towarzyszyła mi od dziecka – fascynacji pewnymi detalami. O szeleście materiału, dyskretnym połysku, elegancji zaklętej w przedmiotach. O pasach do pończoch, o stylonowych pończoszkach. Były dla mnie symbolem czegoś delikatnego, kobiecego, a zarazem niezwykle mocnego.

    Mama kiedyś to zauważyła. Pamiętam rozmowy pełne troski, ale i głębokiego niezrozumienia. Jej spojrzenie, które pytało: „Dlaczego?”. W magazynie, pod opieką Marty, świat wydawał się bezpieczniejszy. Ona naprawdę słuchała. Naciągała mnie na zwierzenia.

    „Moja mama… teraz już nie. Ale kiedyś do pracy nosiła tylko stylonowe pończochy. Białe lub grafitowe. A mnie to tak pociągało… Ich widok, czy to na jej nogach, czy wiszących w łazience na sznurku po praniu.”

    Pewnej nocy, gdy cisza była tak gęsta, że niemal słychać było bicie własnego serca, wyznałem jej więcej. Że sam zacząłem się w nie ubierać.

    „Ojjj, i to ją zaciekawiło” – pomyślałem, widząc błysk w jej zmęczonych, mądrych oczach.

    Musiałem jej więcej opowiadać. O różnicach w splotach, o grubościach denier, o tym, jak era pończoch z pasem odeszła w niepamięć, a dla mnie wciąż była żywa. Ona słuchała, z początku zdziwiona.

    „Sama sądziłam, że to już prehistoria” – przyznała. „Aczkolwiek… mam w domu pasy. Kilka. Schowane.”

    Stwierdziła, że jestem znawcą. To słowo, wypowiedziane z szacunkiem, ogrzało mnie od środka. Kupiłem jej kiedyś na OLX parę stylonowych pończoch z Łódzkiego Feniksa. Wzięła je do ręki, a jej palce delikatnie pogładziły materiał.

    „Takie kiedyś nosiłam” – powiedziała cicho. „Teraz z wygody – rajstopy lub samonośne.”

    „Niech pani spróbuje” – nalegałem, a moje słowa były pełne entuzjazmu, który trudno było powstrzymać. „Niech pani sama sprawdzi. Ten szelest przy pocieraniu nogami… ten dźwięk może być… ekstatyczny. I dotyk. Pani własnych nóg, owiniętych w to. I pas, który opina biodra…”

    Widziałem, jak jej wzrok się oddala, jak sama zaczyna się „nakręcać”, wyobrażając to sobie. Nie było w tym nic nieprzyzwoitego. Była tam tylko ciekawość i rosnąca wspólnota sekretu.

    Pewnego wieczoru, gdy zostaliśmy sami, by dokończyć inwentaryzację, podeszła do mnie. W dłoni trzymała zwinięty, biały fartuch laboratoryjny.

    „Słuchaj” – zaczęła, a jej głos był ciepły i stanowczy. „Pod spodnie możesz ubrać białe rajstopki czy pończoszki – co tam bardziej wolisz. A potem, jak będzie spokój, zamienimy spodnie na spódniczkę. Będziesz mógł być sobą.”

    To były proste słowa, ale niosły w sobie całe morze akceptacji. Ocean, w którym mogłem przestać się topić.

    Fartuch – biały, lekki, identyczny jak wszystkie inne w magazynie – stał się moją tarczą i moją wolnością. Założyłem go na swoje zwykłe ubranie. A pod spodniami, w tej bezpiecznej, ukrytej przestrzeni między grubym materiałem dżinsów a moją skórą, były białe pończoszki. Delikatne, niemal niewidzialne dla świata, ale dla mnie – realne jak własny oddech. Każdy krok był teraz świadomy, naznaczony lekkim, uspokajającym szelestem.

    Nasz wspólny sekret się pogłębiał. Aż pewnej nocy przyszła do pracy inaczej. W eleganckiej spódnicy. I kiedy stanęła na tle półek z lekami przeciwbólowymi, światło jarzeniówek odbiło się od delikatnego połysku na jej łydkach. Pozwoliła mi podejść. Pozwoliła, by moja dłoń, niepewna i drżąca, dotknęła materiału pończochy na jej łydkach, a potem powędrowała nieco wyżej. Czułem pod palcami ciepło jej ciała, strukturę stylonu, twardość mięśni opiętych stylonem.

    Czułem, jak całe moje życie, cały ten stłumiony głód bycia zrozumianym, cała tęsknota za tym, by móc po prostu istnieć bez strachu – wszystko to zebrało się w gardle. Byłem tego stęskniony. Stęskniony nie tyle dotyku, ile normalności. Uznania. A w tym chłodnym magazynie, wśród zapachów farmaceutyków i pod opieką kobiety, która miała odwagę nie tylko słuchać, ale i widzieć, wreszcie to dostałem.

    Magazyn już nigdy nie był tylko magazynem. Stał się miejscem, gdzie pod białym fartuchem i w świetle fluorescencyjnych lamp rodziła się najcenniejsza rzecz: prawdziwe ja. Byłem jej wdzięczny dostałem to, czego nie doczekałem się od mamy. A ona dostała ode mnie szacunek zachwyt i pewien pociąg emocjonalny. Daliśmy sobie wzajemną tajemnicę. Pytała mnie jak teraz na nią spoglądam, to co widzę? Podniecenie i pociąg. Wielki pociąg …

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Kowalski
  • Przyjaciel Taty

    To było kilka dni po moich 18. urodzinach. Jeszcze dochodziłem do siebie po imprezie z przyjaciółmi i rodziną. Nie był to mój pierwszy raz z facetem, ale o tamtych opowiem, kiedy indziej. Moi kumple zrobili mi kawał na przyjęciu. Przynieśli wielkiego dmuchanego kutasa i wielką dmuchaną waginę. To było żenujące, zwłaszcza, że była tam moja rodzina. W każdym razie, ojciec i matka udali, że tego nie widzieli, a przez resztę wieczoru kutas i wagina wypuszczały powietrze w kącie ogrodu.

    Jednak kilka dni później rodzice urządzili małą kolację dla znajomych. Kiedy było już po północy, ktoś się do mnie dosiadł i poruszył temat dmuchanych zabawek – przyjaciel mojego ojca. Pan Darek albo jak od teraz poprosił, żebym się do niego zwracał – Darek. Trochę był wstawiony, ale nie na tyle, żeby się nie kontrolować. Siedzieliśmy na pieńkach na uboczu pod dużym orzechem.
    – No to jak? Zdecydowałeś się już? – zapytał

    Nie wiedziałem, o co chodzi, ale szybko wskazał na usychające zabawki i dalej ciągnął temat. Zapomniałem dodać, że zawsze w jego towarzystwie dziwnie się czułem. Był kumplem ojca z pracy, pracowali fizycznie i mieli też swoje biuro, gdzie przyjmowali klientów. Często bywał u nas w domu. Facet miał jakieś 190 cm wzrostu, był szeroki w barach i zawsze, dosłownie zawsze, gdy go widziałem miał za bardzo rozpiętą koszulę, spod której wystawały włosy na klacie. Gęste, kręcone włosy. To mnie doprowadzało do szału, nie mogłem oderwać wzroku od tych włosów. Najgorzej, gdy chodziliśmy z nim i starym na basen. Musiał widzieć, że starałem się zobaczyć jego kutasa, gdy zmieniał slipy, a zawsze nosił takie obcisłe i nie muszę dodawać, że były wypchane. Działało to na wyobraźnię, chociaż dopiero później zorientowałem się, że chodzi mi o seks. Na początku, jako dzieciak i nastolatek myślałem, że po prostu mnie to ciekawi. Dość wcześnie zacząłem się masturbować i zdarzało mi się podczas walenia myśleć właśnie o slipach pana Darka.

    Teraz jednak mam do niego zwracać się Darek… Siedział naprzeciw, rozkraczył się i nagle jakby nigdy nic, położył rękę na swoim kroczu i powoli zaczął się masować. Skinął na mnie i spojrzał na moje krocze, a potem wstał i poszedł za dom, gdzie rosły wiśnie, dużo mali i jakieś krzaki i dalej za szklarnię. Ciśnienie uderzyło mi do głowy, nie wiedziałem, czy na serio zobaczyłem to, co zobaczyłem. 42-letni gość z najpiękniej obrośniętą klatą, jaką widziałem i w dodatku bliski kumpel mojego starego, prawie wujek, zaprosił mnie w krzaki!! Oczywiście, że poszedłem za nim. Kiedy dotarłem za szklarnię, on już walił konia i nie myliłem się – był ogromny. Długi i gruby. W dodatku włosów łonowych było od chuja. Podszedłem i dotknąłem czubka jego penisa. Nie był obrzezany, ściągnąłem delikatnie skórę i zacząłem walić. On nie wytrzymał, złapał mnie za głowę i zmusił do klęknięcia. Od razu miałem w ustach jego kutasa. Penis stanął mi tak, że musiałem spuścić spodnie. Darek pochylił się i dotknął mnie tam. Położyliśmy się na trawie i zaczęliśmy ocierać się penisami. Omal nie wystrzeliłem, ale odwrócił mnie wcześniej i zaczął pocierać kutasem o mój tyłek. Przestraszyłem się na początku. Wiecie, impreza, ja z rozwalonym tyłkiem… ale powstrzymał się. Kazał mi znów ssać i i lizać jaja. Trwało to chwilę, aż wyciągnął go z moich ust i nagle trysnął mi na twarz. Docisnął kutasa do mojej twarzy i rozsmarował nim po niej spermę. Wziął mojego kutasa do ust i zaczął ssać. Lizał wokół, a ja bardzo szybko doszedłem. I wiecie co?! Wstał, włożył spodnie i nic nie mówiąc wrócił na imprezę… Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić, ale jakoś się ogarnąłem i wróciłem za nim. Widziałem, że stał już obok mojego starego i razem rozmawiali. Kiedy mnie dostrzegł, mrugnął do mnie, a ja już wiedziałem, że należę do niego.
    Dajcie mi chwilę, żebym ochłonął, a napiszę, co wydarzyło się potem, a także o tym, co było przedtem.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Krzysztof Jaroszewski
  • Ostry dyzur

    Jestem pielęgniarką w szpitalu, gdzie przywożą najróżniejszych pacjentów. Od młodych, wysportowanych chłopaków po zupełnych staruszków ( oczywiście to samo tyczy się kobiet, ale dziś nie o nich). Wszystkich jednak łączy to samo – ślinią się na sam mój widok. Nie dziwi mnie to specjalnie – jestem kobietą “hojnie obdarzoną” zarówno z przodu jak i z tyłu, z pełnymi ustami i zadbanymi dłońmi, noszącą lekki makijaż. Nic, więc dziwnego, że przyciągam do siebie tyle spojrzeń i próśb o pomoc w rozmaitych zabiegach, na przykład goleniu przed operacją.
    Mi samej zresztą dłużą się nocne dyżury. Od trzech miesięcy nie miałam faceta,  a wibrator nie zapewnia tych samych emocji. Mój ulubiony lekarz, który zawsze miał czas przełożyć mnie przez biurko, zsunąć spodnie i wypieprzyć ile fabryka dała, niestety przeniósł się do innego szpitala. Pewnie tam posuwa już kogoś innego, myślałam pewnej nocy, gdy z jednej z sal tzw. ”jedynek” rozległo się ciche pikanie monitora rytmu serca. Szkoda, myślałam, ruszając tam szybkim krokiem, Uwielbiałam być rżnięta przez jego wielkiego kutasa, czując na szyi oddech i słysząc sprośne słówka. On z kolei chyba najbardziej lubił jak po udanych operacjach zamykaliśmy się w łazience. Brałam wtedy jego penisa w usta i pozwalałam strzelać spermą na twarz i cycki. Widziałam jak bardzo go to podnieca.
    Myśląc o tym, trafiłam do właściwej sali. Leżał w niej młody chłopak po operacji wymiany rozrusznika serca, która odbyła się przed tygodniem i chłopak lada dzień miał wyjść do domu. Po krótkiej chwili zrozumiałam, co było powodem  nagłego podniesienia pulsu. Niezgrabnie zakryty kołdrą namiot mówił jedno – chłopak się masturbował. Podeszłam bliżej z lekkim uśmiechem
    – Dobry wieczór kolego, co to cię tak… poruszyło? – zapytałam.
    -Eeee nic… to… jakoś tak samo zaczęło… – dukał zawstydzony chłopak.
    -Niemożliwe, musiał być jakiś powód. To bardzo dobre urządzenie – pochyliłam się nad jego łóżkiem, rzekomo sprawdzając sprzęt. Chłopak miał więc mój dekolt na wysokości twarzy, i sądząc po nerwowym przełykaniu śliny, spodobało mu się co zobaczył.
    -Ale tak na dobrą sprawę możemy cię od niego odłączyć, poza tym jednym… wypadkiem… nie było żadnych nieprzewidzianych okoliczności – powiedziałam, wyłączając urządzenie. – To powiedz mi teraz… Do czego się masturbowałeś? – zadałam pytanie z grubej rury.
    -Do niczego!! Jak… ja wcale…- twarz chłopaka nabrała barwy buraków.
    -Młody, masz z kołdry imponujący namiocik, nie wciskaj mi kitu. Ale zrobimy tak, ty powiesz mi co cię tak podnieciło, a wtedy być może doczekasz się jakiejś nagrody… – zawiesiłam głos.
    Chłopak długo milczał w końcu wziął do ręki telefon, odblokował go i podał go mi, spuszczając wzrok. Na wyświetlaczu otwarte było moje zdjęcie z ostatnich wakacji, w bardzo skąpym bikini, które widniało na moim Instagramie.
    -No proszę, proszę, a więc to ja jestem powodem? – zaśmiałam się. – Ja i moje piersi rozumiem – powiedziałam, biorąc jego rękę i wkładając sobie pod bluzkę. Chłopak z wrażenia aż stęknął, przysunęłam się, więc bliżej i podwinęłam górną część ubrania. Młody z zapałem zaczął pieścić moje sutki i całować piersi, jednocześnie ugniatając je jedną ręką. Gdy chciał dołączyć do nich drugą, złapałam go, po czym pokierowałam prosto do swoich spodni.  
    -Poczuj, jaka jestem mokra – szepnęłam, bo w istocie nieźle mnie podniecił.
    Chwilę trwało zanim swoimi palcami odnalazł moją łechtaczkę, ale gdy tylko to się udało, nieomal zapłonęłam z rozkoszy. Jednoczesna stymulacja sutków w połączeniu z palcówką dawała u mnie efekty od czasów wczesnego liceum i pierwszego chłopaka, więc nic dziwnego, że po chwili doszłam, kneblując jęk gorącym pocałunkiem. Gdy wyjął ze mnie swoje palce, oblizałam je. Namiot na kołdrze jeszcze się zwiększył.
    -Biedactwo, chciałbyś żebym pomogła Ci sobie ulżyć – zapytałam, sięgając ręką pod kołdrę
    -Tak, proszę… – jęknął chłopak, gdy go dotknęłam. Nie zdołał powiedzieć nic więcej, gdyż w tym momencie zsunęłam kołdrę wraz z jego spodniami i obficie naplułam na jego kutasa.
    -Runda pierwsza będzie pewnie krótka z racji, że tak długo nie waliłeś słodziaku, ale to nic – powiedziałam, poruszając ręką w górę i w dół. Jak się okazało miałam rację, wystrzelił ładunek z głośnym jękiem.
    -Nie przejmuj się – wyszeptałam. – Zaraz sprawię, że znowu Ci stanie. Robił Ci już ktoś dobrze… ustami?
    Chłopak pokręcił głową.
    -Nie miałeś dziewczyny?
    -Miałem, ale nie chciała nic seksualnego, raz tylko zrobiłem jej palcówkę…
    -Ciii – zatkałam mu usta. – Tyle wystarczy. W takim razie mój drogi, musisz uwierzyć, że te usteczka – pocałowałam go lekko w szyję – zostały stworzone do bycia ostro pieprzonymi.
    Pochyliłam się i wzięłam w usta jego penisa, który natychmiast naprężył się do  sporych rozmiarów. Chłopak w przyszłości będzie miał powodzenie, myślałam, drażniąc językiem jego główkę, musi tylko nabrać doświadczenia. Chłopak jęczał lekko, podczas gdy ja brałam go coraz to głębiej. Ośmielił się nawet przytrzymać lekko moją głowę, co zawsze bardzo mnie podniecało
    -Wiesz…- na chwilę oderwałam się od jego penisa, cały czas masując go ręką.- Lubię dominację, więc nie obawiaj się mnie dopchnąć…
    Zobaczyłam w jego oczach drapieżny błysk. W istocie, gdy tylko wróciłam do obciągania, złapał za moją głowę i zaczął mocno pieprzyć moje usta. Och jak bardzo tego pragnęłam! Ślina mieszająca się z jego preejakulatem kapała mi na cycki już strumieniami, a chłopak coraz bardziej się rozkręcał
    -Zaraz… spuszczę Ci się w usta suczko – dyszał. – A potem… pojdziemy do łazienki… i tam zerżnę Twoje wielkie dupsko
    Takie zapowiedzi tylko mnie nakręcały. Uwielbiałam wyobrażać sobie siebie z penisem w tyłku, a potem móc spełniać takie marzenia.
    Chłopak był już na skraju. Docisnął moją głowę mocniej i zatkał mi nos. Przez chwilę nie mogłam oddychać a on pompował we mnie swoją spermę, zmuszając do przełykania. Chłonęłam smak jego spermy. Wreszcie mnie puścił i mogłam zaczerpnąć powietrza.
    -Wyliż go – powiedział, a ja zabrałam się do polecenia z wielką przyjemnością.
    -A teraz wejdź do mojej łazienki, zdejmij majtki, wypnij się , zamknij oczy i czekaj – zakomenderował.
    Zrobiłam jak kazał. Nie wiem ile czekałam. Może parę minut a może godzinę. Wreszcie usłyszałam jak drzwi do łazienki otwierają się.
    – Nie otwieraj oczu – powiedział, rozprowadzając mydło w płynie po moim odbycie i powoli wsuwając tam palec, a potem drugi, rozciągając mnie. Nie mogłam dłużej czekać.
    -Błagam wejdź we mnie, wypieprz mnie – jęczałam.
    W końcu przystawił główkę penisa do mojego odbytu i pchnął zdecydowanie. Zabolało, lecz bół szybko przerodził się w przyjemność. Chłopak rżnął mnie z całej siły, co i rusz przyśpieszając, jego jaja dzwoniły o moją cipkę.
    Pociągnął mnie za włosy, odchylając moją głowę do tyłu.
    -Suczka lubi być rżnięta prawda? – zapytał
    -Tak, tak, bardzo… – jęczałam.
    -Tak bardzo że będzie przychodziła częściej… – dał mi mocnego klapsa.
    -O taaak tak…
    – I będzie brała w usta na żądanie – głos chłopaka stał się jeszcze bardziej dyszący
    – Kiedy tylko będziesz… Och!!!
    Doszłam z przeciągłym jękiem, natychmiast powstrzymanym przez jego dłoń. Orgazmiczne skurcze sprawiły, że stałam się jeszcze ciaśniejsza co z kolei dodatkowo podziałało na chłopaka. Po chwili poczułam jak zalewa mój odbyt gorącą spermą.
    -Było cudownie – powiedziałam długo, długo później, wychodząc z jego sali.
    Czułam się wspaniale.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    DIabolica Wa