Author: admin

  • Braciszek cz. 1

    Była późna, chłodna jesień. Padało, a jak na złość zapomniałam parasola. Wracałam ze szkoły w strugach zimnego, rzęsistego deszczu. Przemoczony płaszczyk kleił się do ciała. Zmokłam tak strasznie, że nie miałam na sobie skrawka suchego materiału.

     

    Dom przywitał mnie ciemnym i zimnym wnętrzem. Rodzice wyjechali na tydzień do wujostwa, a Tomek, mój durny brat chyba po raz kolejny wyłączył piec centralnego ogrzewania. Właśnie ściągałam z siebie mokre ciuchy, gdy Tomek wrócił ze szkoły. Nie usłyszałam, jak wchodził. Stałam w łazience jedynie w mokrych majtkach, gdy się odezwał za moimi plecami:

    – Jak widzę, też strasznie zmokłaś.

    Podskoczyłam zaskozona jego niespodziewanym pojawieniem się. Zasłaniając ręcznikiem dorodne piersi, zaczęłam krzyczeć na mojego głupiego jak na szesnaście lat brata bliźniaka.

    – Czemu debilu wyłączyłeś piec?

    – Sorry siostra, nie moja wina. Sam się wyłączył i nie umiem go odpalić. Chyba znowu termopara. Dzwoniłem do starego, jutro po szkole ma przyjść ktoś to obejrzeć.

    Byłam w fatalnym nastroju, a na dodatek wyszłam na kretynkę, krzycząc na niego bez powodu. Chciałam zmazać z jego twarzy ten grymas pewności siebie, ukarać go za to, że miałam paskudny dzień. Wiedziałam jak go speszyć. Bezwstydnie cisnęłam ręcznikiem o podłogę! Zakłopotany próbował powstrzymać się przed błądzeniem wzrokiem po moich wydatnych piersiach, płaskim brzuszku i wydepilowanym wzgórku widocznym przez mokre stringi. Ni zwracając na niego uwagi, owinięta już szlafrokiem, zsunęłam z bioder mokrą bieliznę. Stał zmieszany, gdy ofuknęłam go po raz kolejny.

    – Nie stój jak słup soli. Przebierz się z mokrych rzeczy i przynieś z piwnicy oba grzejniki olejowe. Idę się przebrać, a potem zrobię ciepłą kolację.

     

    Ubrana w grube leginsy, obcisły golf i ciepłe skarpetki zapiekłam w wydrążonych bułkach nadzienie z siekanych wydrążonych pomidorków, papryki, smażonych pieczarek, szynki i sera. Kuchnię ogrzewał piekarnik i jedyny sprawny grzejki olejowy, jaki Tomek przyniósł z piwnicy. Popijając aromatyczne zapiekanki ciepłym kakao, zastanawiałam się, jak przeżyjemy nocny przymrozek z jednym sprawnym grzejnikiem. Tomek najwidoczniej myślał o tym samym, bo gdy zbierałam talerze ze stołu, oznajmił, że idzie wstawić grzejnik do mojej sypialni.

    – A ty?

    Zapytałam.

    – Poradzę sobie.

    Oznajmił z pewnością.

     

    Jak co noc masturbowałam się przed snem. Pieszcząc jedną dłonią łechtaczkę, drugą wsuwałam w siebie niewielki wibrator. Finiszując, fantazjowałam o bracie. Podczas orgazmu wyobrażałam sobie Tomka liżącego mnie między udami. Kiedy opadły emocje czułam psychiczny dyskomfort z powodu kazirodczych fantazji. Przekonując się w myślach, że to tylko niewinna fantazja i nic więcej, zaczęłam pieścić nabrzmiałe wargi. Kolejny orgazm przeżyłam, leżąc na brzuszku, wyobrażając sobie, że tkwiący w pupie wibrator jest członkiem mojego brata.

     

    Był środek nocy, gdy obudziłam się zarznięta. Kołdra leżała na podłodze, a pomimo włączonego grzejnika było dość chłodno. Termometr w budziku pokazywał jedynie osiemnaście stopni. W duchu klęłam na wybór piżamki. Zamiast koszulki z cieniutkiej mikrofibry powinnam się przeprosić z grubymi spodniami i koszulką z froty. Przestałam się nad sobą rozczulać, gdy pomyślałam o Tomku. Przy niedziałającym piecu i bez grzejnika jego narożny pokój musiał teraz przypominać lodówkę. Było mi go żal. Wstałam i szczekając zębami, pobiegłam do jego pokoju. Był w nim bardzo zimno, a Tomek kulił się pod letnią kołdrą i kocem. Nie zastanawiając się, obudziłam go, szarpiąc za dłoń.

    – Tu jest zdecydowanie za zimno. Dziś będziesz spał u mnie.

    Nie do końca rozbudzony nie protestował, gdy prowadziłam go do swojej sypialni. Moje łóżko było ciepłe i przyjemne. Drżał, gdy zasypiałam przytulona do jego zmarzniętego ciała.

     

    Obudziłam się podniecona niezwykle erotycznym snem. Rozespana dopiero po chwili zorientowałam się, że to, co śniłam dzieje się na jawie. Leżący za mną Tomek jedną dłonią obejmował nagą pierś, a drugą głaskał wewnętrzną stronę uda. Podciągnięta koszulka nie stanowiła żadnej bariery. Powinnam być wściekła za to, na co się odważył, a tymczasem moje ciało pogrążało się w niewypowiedzianej rozkoszy. Jęknęłam głośno, odwracając się na plecy. Przestraszony tym, że mnie obudził, zamarł w bezruchu. Nie mogłam powstrzymać tego, do czego mnie doprowadził. Wyginając się w łuk, zacisnęłam uda na jego dłoni. Po sekundzie, jaką zajęło mu zrozumienie, co się ze mną dzieje, jego palce ponownie ożyły. Palcował mnie, całując zachłannie piersi. Zbliżałam się do orgazmu, gdy rozchylając dłońmi zaciśnięte kolana, wsunął głowę między uda. Wyzbyta jakichkolwiek oporów wyłam przyciskając krocze do jego ust. Jęczałam w spazmach, kiedy wsuwał we mnie język. Dławiłam się krzykiem, gdy ssał łechtaczkę. Orgazm pozbawił mnie wszelkich zahamować. Zaciskając palce na prześcieradle, krzyczałam, zachłystując się własną przyjemnością.

     

    Zaspokojona leżałam z szeroko rozrzuconymi udami. Tomek delikatnie całował moje ciało. Myślałam z niepokojem o tym, co się właśnie wydarzyło. Strach związany ze złamaniem tabu był jednak słabszy, niż podniecenie, jakiego doświadczałam. Gdzieś zniknęło poczucie wstydu, jaki od dwóch lat czułam, fantazjując o Tomku podczas masturbacji. Byłam wdzięczna, że odważył się zainicjować to, na co sama zapewne bym się nie zdobyła.

    – Dziękuję braciszku.

    Wyszeptałam do ucha, przytulając się.

    – Marzyłam o tym.

    Kontynuowałam, wsuwając dłoń w jego bokserki. Miał przemoczoną bieliznę. Musiał strzelić, gdy mnie pieścił. Ściskając naprężony członek, nasunęłam się na niego. Siadając okrakiem na jego udach, zrzuciłam z siebie koszulkę. Pochylając się, pocałowałam go w policzek, po czym ściągnęłam w dół bokserki. Całując, zsunęłam się ku jego podbrzuszu. Kiedy wsunęłam członek w usta, zacisnął dłonie na moim biuście. Pomimo niewielkiego doświadczenia, jakie miałam, sprawiłam, że dosłownie odleciał. Wsłuchując się w gardłowy pomruk rozkoszy, ssałam pulsujący członek, spijając obfity wytrysk. Nie wysuwając go z ust, połknęłam wszystko, co do ostatniej kropelki, a później tuląc się policzkiem do jego uda, ssałam miękkiego kutaska.

     

    Nie spodziewałam się, że tak szybko ponowną osiągnie erekcję. Spleceni w 69 lizaliśmy się nawzajem, a kiedy sprawił, że zadrżały mi uda, pozwoliłam mu skończyć między piersiami. Nie wiem, o której zasnęliśmy.

     

    Zaspaliśmy! Rano nie zamieniliśmy ani słowa o tym, co stało się w nocy. W panicznym pospiechu szykowałam się do szkoły, rezygnując ze śniadania i wszystkiego poza szybkim prysznicem. Tuż przed wyjściem podbiegłam do Tomka i wspinając się na palce, pocałowałam go w usta, ściskając dłonią jego krocze. Zamykając za sobą drzwi, zostawiłam go z wypiekami na twarzy i erekcją zdolną rozerwać spodnie.

     

    W szkole nie mogłam doczekać się powrotu do domu.

     

    c.d.n.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Dagmara

    .

  • Makeover

    Nazywam się Martyna i opowiem wam moją niesamowitą historię. Miałam wtedy 16 lat i byłam nieśmiałą dziewczyną o rudych włosach i zielonych oczach, mam 180cm wzrostu i jestem dosyć szczupła . Nie byłam brzydka ale bardzo martwił mnie absolutny brak biustu, w czym odstawałam od mojej klasy. Wstyd było mi przecierać się przy innych dziewczynach, dumnie prezentujących swoje wdzięki. Chłopacy również nie zwracali na mnie zbytniej uwagi. Tego dnia byłam w nowo otwartym centrum handlowym. Przeglądałam asortyment sklepów z ciuchami, nie mogąc znaleźć nic w moim rozmiarze, poza działem dziecięcym. Zrezygnowana chciałam już wracać do domu gdy nagle zaczepiła mnie kobieta. Zapraszała do wzięcia udziału w loterii z okazji otwarcia sklepu. Zgodziłam się spróbować, choć nigdy nie miałam szczęścia zawsze lubiłam takie zabawy, chociaż po to by zobaczyć nagrody. Nieśmiało wyciągnęłam swój los i ku mojemu zdziwieniu zdałam sobie sprawę że wygrałam. Tekst na kuponie mówił “zmiana wizerunku w salonie urody”. Byłam Wniebowzięta nigdy niczego nie wygrałam a co dopiero coś takiego. Natychmiast zapytałam kobietę gdzie jest ten salon, a ona wskazała mi niepozorne drzwi bez żadnych szyldów ani informacji. Po chwili wahania podeszłam do nich, otworzyłam je powoli i weszłam do środka. Przede mną stała poczekalnia. Była pusta jeżeli nie liczyć jednej kobiety przy biurku. Była to bardzo wysoka blondynka ubrana w czarny żakiet i skórzaną mini. W oczy rzucał się jej olbrzymi dekolt, oraz jędrne grube  usta. Podeszłam do niej, przedstawiłam się i pokazałam jej mój kupon. Popatrzyła na mnie uśmiechnęła się i zapytała: “A więc chciałabyś zmienić swój wygląd? Pomożemy Ci.” Wstała, była wyższa ode mnie tak że moja twarz była na wysokości jej biustu. Przesunęła się bliżej do mnie i wyszeptała do ucha: “Damy Ci wszystko czego zawsze pragnęłaś.” Po czym wsunęła moją twarz między jej piersi. Były bardzo ciepłe, przyjemne… Poczułam jak tracę siły, jak odpadam, chciałam krzyczeć ale nie mogłam. Gdy już leżałam ledwo przytomna pocałowała mnie i zasnęłam. 
    Obudziłam się w moim własnym łóżku. Nie byłam w stanie stwierdzić jak się tu znalazłam ani ile czasu minęło. Coś ciężkiego leżało na mojej piersi, chciałam to zrzucić ale nie mogłam. Zapaliłam światło a moim oczom ukazał się niezwykły widok. Nic nie leżało na mojej piersi to były moje piersi. Były olbrzymie, równe, okrągłe i sterczące. Sutki również były gigantyczne, dosyć jasne, wyglądały jak zakrętki od butelek. Nie mogłam w to uwierzyć. Oni zrobili mi silikony. Ale nie mogłam zrozumieć czemu nie ma żadnych szwów, blizn, skąd wiedzieli gdzie mieszkam? Wszystkie wątpliwości zniknęły jednak gdy znowu spojrzałam na moje nowe melony. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki przejrzeć się w lustrze. “Ale man szczęście, że rodzice akurat teraz, akurat wczoraj wyjechali na miesiąc i jestem sama w domu. No i jak dobrze że akurat mamy wolne w szkole. ” myślałam po drodze. Z każdym krokiem moje piersi skakały we wszystkie strony. Gdy stanęłam przed lustrem wpadłam w kompletne osłupienie. Okazuje się że biust to nie jedyne co mi powiększono. Prawie równie wielkie były teraz moje pośladki. Napompowane niczym piłki wyglądały niesamowicie sztucznie w połączeniu z moimi chudymi udami. Kolejną rzucającą się w oczy zmianą były usta, niegdyś drobne i wąskie, teraz były grube i wydęte. Jaśniały piękną głęboką czerwienią. Były też niezwykle dobrze umięśnione, mogłam je wyginać w dowolny kształt. zmianie uległa też moja sylwetka. Zawsze byłam raczej chudzielcem, chodź do anorektyczek brakowało mi wiele. Teraz mój brzuch był pięknie wyrzeźbiony, a moje łydki i ramiona ślicznie umięśnione. Napięłam je dumnie i pocałowałam mój kobiecy biceps. Gdy odwróciłam głowę bokiem zauważyłam jeszcze jeden detal. Moje uszy dawniej z lekka odstające leżały równo ponadto były dłuższe i szpiczasto zakończone. Z początku nie podobało mi się, że wyglądam jak elf, ale po chwili układania włosów pokochałam i to. Całości dopełniała moja jasna, mleczna skóra i olbrzymie zielone oczy. Spojrzałam jeszcze raz na moje odbicie w lustrze i zrozumiałam: jestem idealna. Postanowiłam się ubrać. liczyłam na to, że chodź kilka za dużych dawniej ciuchów będzie na mnie pasować. Ku mojemu zdziwieniu moja szafa była pusta, za wyjątkiem jednej szuflady. W niej znalazłam króciutki top na ramiączkach i dżinsowe szorty. Nie było jednak żadnej bielizny. Ubrałam to co było. Spod topu mocno sterczały moje sutki, a spodenki z trudem zakrywały połowę mojego tyłka. Mimo że wiedziałam jak bardzo nieodpowiedni jest ten strój podobałam się sobie. Poczułam coś twardego w kieszeni szortów. To co wyciągnęłam okazało się być kartą rabatową z obniżką – 100% na wszystkie sklepy w galerii handlowej. Wiedziałam co muszę zrobić. Idę na największe zakupy w życiu. 
    W sklepie zaczęłam kupować wszystko. Cena nie grała wreszcie roli a ja musiałam odbudować całą garderobę na nowo. Ponadto przyjemność sprawiały mi liczne spojrzenia innych klientów. Dzieci wskazywały na mnie palcami, kobiety gapiły się z pogardą a faceci robili zdjęcia i rozbierali mnie wzrokiem. Przeglądałam właśnie stroje kąpielowe w rozmiarach XXXL gdy za plecami usłyszałam znajomy głos. Obróciłam się i zobaczyłam Macieja. Był to najprzystojniejszy chłopak w naszej klasie. Wysoki, wysportowany, miły i mądry. Dawno się w nim zadurzyłam ale nigdy nie miałam odwagi z nim porozmawiać. Teraz również przepełniła mnie panika, ale po chwili ustała. poczułam się pewna siebie jak nigdy. “O hej, miło Cię widzieć”. Zmierzył mnie wzrokiem na dłużej zatrzymując się na moim biuście. “ciebie również… Musze przyznać że sporo się zmieniłaś, wow” Poczułam coś czego nigdy wcześniej nie doświadczyłam, byłam niezwykle napalona, nie wiedziałam czemu ale chciałam go natychmiast. “Wiesz mam mały problem, nie wiem który strój wybrać. Może jako facet ocenisz, w którym mi lepiej?” Stanął jak wryty chyba nie spodziewał się takiej prośby. “oczywiście z chęcią pomogę.” Odpowiedział spokojnie ledwie tłumiąc ekscytacje. Powolnym krokiem weszłam do przebieralni. Ubrałam dół ale -górę od stroju specjalnie zostawiłam niezawiązaną. “Możesz przyjść potrzebna mi pomóc.” zawołałam. Gdy wszedł do środka poprosiłam go by związał mi stanik. Biedak nie był w stanie tego zrobić. Ręce trzęsły mu się za bardzo z podniecenia. “Wiesz co może damy sobie z tym spokój.” rzuciłam strój w bok i odwróciłam się do niego topless. “Ale, ale one piękne” wybełkotał, po czym położył dłonie na moich cyckach. Zaczęłam gładzić i masować jego krocze. Nigdy nie byłam z facetem ale instynktownie wiedziałam co robić. Uklękłam przed nim i rozpięłam jego spodnie. Pod nimi znajdowały się bokserki. Ku mojemu przerażeniu z jednej z nich wystawał gruby jak moje przedramię i równie długo kutas. “Nie tylko ty możesz się pochwalić dużym rozmiarem” uśmiechnął się i ściągnął bokserki, odsłaniając wielkie jaja wielkości piłek tenisowych. Porażona tym widokiem nieśmiało chwyciłam go do ręki i nie mogąc objąć dłonią zaczęłam obciągać. Po pewnym czasie Przesunęłam go bliżej do buzi. Z początku tylko lizałam końcówkę, dopiero po chwili wzięłam go do ust. Ze zdziwieniem zamieściłam go pomimo jego grubości. Teraz zrozumiałam do czego służą grube, umięśnione usta. Moimi wielkimi warami mogłam go objąć całkowicie. Połykałam go coraz głębiej i głębiej. Szybko zrozumiałam, że zaczynam wsuwać go do gardła. Pomimo moich obaw szlo to bardzo łatwo. Nie czułam bólu a nawet było to przyjemne. Powolnymi przełknięciami posuwałam się coraz dalej. Po paru minutach podeszłam pod samą nasadę, tak że ciężkie jądra opadały na moją brodę. Ostrożnie i powoli zaczęłam zsuwać się z pały na którą byłam nadziana. A gdy wyjęłam ją z ust zachłysnęłam się powietrzem. “Niemożliwe żadna nie doszła nawet do połowy. Masz talent nie ma co” pogratulował mi. Dałam mu znać by usiadł na taborecie. Podeszłam bliżej do niego i włożyłam jego chuja między moje cycki. Zaczęłam ściskać go i masować. Z czasem poruszałam coraz szybciej raz obie równo, raz na przemian. Pomimo swojego rozmiaru penis tonął między moimi balonami. Po kilku minutach Maciej wstał i zaczął sobie walić. “Zaraz wystrzelę. Ustaw się”. Uklękłam naprzeciw niego z otwartymi ustami, trzymając w rękach cycki. Następnie usłyszałam niski krzyk, a całe moje ciało zalała ciepła sperma. Cała twarz piersi i brzuch były nią pokryte. Głośno przełknęłam to co złapałam w usta, odgarnęłam ją z oczu i rozejrzałam się dookoła. Maciej leżał wycieńczony pod ścianą a wokół mnie wszystko było białe. Nawet moje włosy były tak oblepione spermą, że zdawały się być siwe. Bez zastanowienia wzięłam się do zlizywania jej, z siebie i z niego. “mmm ale się najadłam” zaśmiałam się po czym zaczęłam ubierać moje cudem wybawione ubranie. Maciej spał, nie mając serca go budzić wyszłam z przebieralni. “Jutro do niego zadzwonię po więcej” pomyślałam i zaczęłam bawić się sutkami pod koszulką. 

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomasz Nowak

    Taki miałem sen 

  • Wspolczesny niewolnik. Rozdzial 1.

     Współczesny niewolnik

     
    Rozdział 1 

    Ten dzień miał być dokładnie taki sam jak każdy inny. Szkoła, odrabianie pracy domowej i wyjście z kolegami, by spędzić wolny czas na rozmowach o najnowszych samochodach, grach komputerowych, czy na opowiadaniu usłyszanych dowcipów. Jednak tego dnia, choć nic na to nie wskazywało, moje życie miało zmienić się o 180 stopni.
    Obudziłem się wczesnym rankiem, obmyłem twarz i przejrzałem się w lustrze. Nic specjalnego, zwykły, przeciętny szesnastolatek. Średniej długości proste blond włosy opadające na uszy, których fryzjer zaleciłby przycięcie. Odrobinę blada cera, duże niebieskie oczy i mały nosek sprawiały że wyglądałem młodziej, niżby wskazywał na to mój wiek. Jako, że byłem też chudzielcem i przy okazji najniższym w klasie, automatycznie stawiało mnie to na pozycji klasowego popychadła, aczkolwiek nie zamartwiałem się tym faktem. Nigdy przecież nie zależało mi na tym by być przywódcą klasowych osiłków.

    – Adam! – usłyszałem wołanie przez ohydny, chrapliwy głos. – Pospiesz się! To ważne!

    To był mój ojciec. Bezrobotny pijak, którego życie od dawna nie miało najmniejszego sensu. Po śmierci mamy, gdy miałem dwa lata, ojciec zmienił się z poważnego mężczyzny, w życiowego nieudacznika. Nic dla mnie nie znaczył. Po prostu z nim mieszkałem i był moim prawnym opiekunem. Do trzynastego roku życia przede wszystkim zajmowała się mną babcia, ale gdy i ona zmarła z najbliższej rodziny pozostał tylko on.

    – Co się stało tato? – zapytałem ojca wychodząc z łazienki gotowy do założenia na plecy tornistra i udania się do szkoły.
    – Nie pójdziesz dziś do szkoły. Idziemy do bardzo ważnego miejsca. Nie bierz nic ze sobą, po prostu zakładaj kurtkę i wychodzimy, bo inaczej się spóźnimy, a tam się nie można spóźniać.
     
    I tak o to pięć minut później byliśmy już w miejskim autobusie. Ojciec nie chciał odpowiedzieć na żadne pytania. Po prostu miałem być cierpliwy i nie zadawać za dużo pytań.
    Po kolejnej chwili staliśmy już przed ogromnym, bogato zdobionym domem. Właściciel z pewnością należał do ludzi bardzo zamożnych. Widziałem co prawda w niektórych częściach miasta jeszcze bardziej luksusowe posiadłości, ale mimo wszystko osoby z tej klasy społecznej co ja i tata, raczej nieczęsto mają okazję zawitać do tak pięknych will.
    Po chwili oczekiwania otwarły się duże drewniane drzwi, a miły lokaj poinformował nas, że pan domu oczekuje nas w swoim gabinecie na końcu korytarza. 
    Ojciec wydawał mi się mocno zdenerwowany i co chwilę oglądał się za siebie, jakby obawiał się, że jest śledzony. Gdy weszliśmy do gabinetu zdawało mi się, że zobaczyłem stróżki potu na jego czole.
    Pan domu okazał się być niskim, puszystym mężczyzną po pięćdziesiątce. Mimo niewielkiego wzrostu wydawał się być człowiekiem władzy, przed którym inni powinni klękać na kolana. On jednak kazał mi usiąść na jedynym krześle w gabinecie, oprócz jego własnego skórzanego fotela.

    – Pan może wyjść – zwrócił się do ojca. – Proszę się udać do sekretariatu. Drzwi obok. Pani Zosia się z panem rozliczy i to by było na tyle.

    Ojciec posłusznie skinął głową i opuścił gabinet. Nie byłbym zaniepokojony gdyby nie to, że po chwili usłyszałem dźwięk zamka. Byłem sam na sam na sam z panem domu, który po kilku spojrzeniach na mnie, rozsiadł się w swoim fotelu, eksponując swój okrągły brzuch, który jak się zdawało chciał rozedrzeć odrobinę za małą koszulę.

    – Cóż, Adamie. Wyglądasz jeszcze lepiej niż na zdjęciach – powiedział niskim, poważnym głosem. – Postaram się zwięźle wyjaśnić twoją sytuację. Otóż twój ojciec postanowił cię sprzedać.

    Gdy to usłyszałem, wydawało mi się, że to jakiś naprawdę dobry żart, ale gdy spojrzałem wprost w oczy tego mężczyzny, zacząłem mieć wątpliwości, czy on czasem nie mówi tego naprawdę.

    – Tak, zostałeś sprzedany. Ja cię kupiłem. Po co? Po to by cię sprzedać komuś kto zapłaci mi jeszcze więcej, a gdy tak sobie na ciebie patrzę, zdaje się, że możesz być naprawdę niezłym interesem Adasiu. – Mówił to do mnie tak, jakby było to coś zupełnie normalnego, a ja nie miałem odwagi by mu przerwać. – Trafiłeś do świata kompletnie innego niż dotychczas ci znany. Czytałeś kiedyś Harry’ego Pottera? Wyobraź sobie, że do tej pory żyłeś wśród mugoli, a teraz nagle odkrywasz istnienie czarodziejskiego świata, który istnieje tuż obok wszystkiego co do dziś znałeś. Ale nie myśl sobie, że paramy się tu magią! Nie, nic z tych rzeczy! Od dziś stajesz się niewolnikiem, wszystkie twoje prawa, które miałeś w swym normalnym świece zostają ci odebrane, do czasu gdy ktoś cię jakimś obdaruje. Na mnie nie licz, bo już jutro będziesz miał nowego właściciela, który sam zdecyduje co ci wolno.

    Słuchałem go jak w transie. „Czy to nie sen? Koszmar?” myślałem w duchu, ale uszczypnięcie się w rękę nie wywołało innego rezultatu, niż pełen politowania uśmiech pana domu. 

    – Wezwę policję! Jak pan może wygadywać takie rzeczy. Niech pan tylko spróbuje coś mi zrobić! Chcę wyjść natychmiast. Jeśli nie pojawię się w szkole na pewno będą mnie szukać! – wykrzyczałem starając się brzmieć najgroźniej jak tylko potrafię.
    – Policja? Ha ha ha! – roześmiał się mężczyzna. – Policja jest na naszych usługach. Politycy są na naszych usługach. Dziennikarze, lekarze, biznesmeni, ludzie szołbiznesu, urzędnicy, czy nauczyciele są naszymi członkami. Mamy wszędzie swoich ludzi Adasiu. Nic nie jest w stanie zniszczyć naszego świata, bo jest on zbyt dobrze zabezpieczony. I to twoja pierwsza lekcja. Nie próbuj nigdy grozić swemu właścicielowi, bo jedyne co na ciebie wtedy czeka to sroga kara. Zaraz zapadniesz w głęboki sen, abyśmy mogli cię przetransportować do innej kwatery. Jutro odbędzie się licytacja i będziesz moją prawdziwą perełką, więc wyśpij się dobrze! 

    Po tych słowach mężczyzna wstał, i zwinnym ruchem ręki przyłożył mi do twarzy wilgotną chusteczkę. Starałem się uciec od jego silnych ramion, jednak już po kilku sekundach ogarnęła mnie ciemność. Zasnąłem na kilka długich godzin.

    ***

    Otwarłem oczy i uświadomiłem sobie, że rozmowa z owym panem domu nie była tylko sennym koszmarem. Oddychałem głośno próbując zorientować się w swojej sytuacji. Znajdowałem się w niewielkim pomieszczeniu wypełnionym dziesięcioma łóżkami. Każde z nich było zajęte przez innych chłopców i dziewczyny. Wszyscy spali oprócz jednego, znajdującego się naprzeciwko mnie.
    – Cześć! Jestem Marcin – przedstawił się. – Widziałem jak cię tu wnosili. Fajnie że zapełniłeś już ostatnie łóżko, bo pewnie oznacza to, że w końcu będzie ta licytacja.
    – Yyyy, licytacja… yyyy, tak, chyba tak – wyjąkałem.
    – Ja tu siedzę już trzy dni, ale niektórzy prawie dwa tygodnie, czekając aż zbierze się nas dziesięciu. Wiem co nieco o tutejszym świecie. Rodzice mi opowiedzieli. Nie chcieli mnie sprzedać, ale trudna sytuacja w jakiej się znaleźli zmusiła ich do tego. A mojego starszego brata nie udało się sprzedać. Podobno był zbyt brzydki. 
    – Co? A więc wiesz wszystko o sytuacji, w której się znaleźliśmy? – wyszeptałem, bojąc się, że ktoś może mnie usłyszeć. 
    – Jasne. Większość nic nie wie, ale mnie rodzice poinformowali o całej sytuacji. Nie chciałem żeby mnie sprzedali handlarzowi niewolników, ale chyba nie mieli innego wyboru.
    – I za ile cię sprzedali? – zapytałem, obawiając się, czy nie jest to zbyt delikatny punkt.
    – Jakieś siedemdziesiąt tysięcy. Słyszałem, że za niektórych chłopaków płacą nawet jeszcze więcej, ale muszą to być naprawdę lalusie. No i dziewczyny są więcej warte. Chyba nawet podwójnie.
     
    Nie chciałem wierzyć w to co słyszę. Nie miałem jednak wątpliwości, że mój ojciec – pijak oddałby mnie za taką sumę z pocałowaniem ręki.
    – Dam ci jedną radę – kontynuował. – Bądź posłuszny i rób to co ci mówią, to twoje nowe życie będzie łatwiejsze. Stąd nie ma odwrotu. Tym światem rządzi mafia. Największa, międzynarodowa mafia na świecie. Mają wtyki wszędzie, w prawie każdym kraju na świecie jest tak samo. Policja, czy jakiekolwiek inne służby bezpieczeństwa tolerują tą sytuację, a dziennikarze jeśli nie chcą milczeć są uciszani łapówką lub w skrajnych wypadkach strzałem w głowę. Gdy już raz przekroczy się próg tego świata, nie ma odwrotu. Będziemy z nim związani na zawsze. Twoje dane zniknęły z rządowych baz, osoba taka jak ty oficjalnie już nie istnieje.
    Dopiero teraz przyjrzałem się temu chłopakowi dokładniej. Miał ładną zadbaną twarz, krótkie kruczoczarne włosy. Był szczupły, wysportowany i wyższy prawie o głowę ode mnie. Miał na sobie tylko białe slipki tak jak każdy inny chłopak na sali, włącznie ze mną. Dziewczyny natomiast ubrane były w jednoczęściowe body, które na pierwszy rzut oka wyglądało jak strój kąpielowy.
    Nagle drzwi sali się otwarły a w nich stanął poznany wcześniej pan domu.

    – Czas na licytację! Wszyscy szybko się umyć i stanąć w kolejce! – krzyknął z taką siłą, że każdy śpiący nastolatek w mgnieniu oka się obudził. – Dziś poznacie swych nowych właścicieli!
     
    ***

    Po krótkim przemarszu wąskimi korytarzami weszliśmy do dużego pomieszczenia przypominającego salę kinową. Ja i inne nastolatki przeznaczone na licytację stanęliśmy na podwyższonym podeście. Mimo ostrego światła skierowanego na naszą dziesiątkę byłem w stanie rozejrzeć się. Na przeciwko nas umiejscowili się ludzie, niczym publiczność, oczekująca na dobry film, który zaraz pojawi się na ekranie. Ale to my byliśmy tutejszą atrakcją, a oni przyszli tu, by przebijać się w licytacji. Tych osób było około pięćdziesięciu, prawie wszyscy byli mężczyznami, ale dojrzałem też kilka kobiet.

    – Panie i panowie, witam wszystkich na mojej licytacji! – przemówił przez mikrofon pan domu, stojący obok nas. – Przede wszystkim witam nowych gości, którzy wcześniej nie mieli okazji tu być. Mam nadzieję, że przekonają się państwo iż dostarczam tu towar najwyższej klasy i jakości i że chętnie wezmą państwo udział w jego kupnie! Dziś mam do zaoferowania cztery słodkie dziewczęta i sześciu ładnych chłopców. Licytujemy każdego po kolei, zachowując chronologię ich dotarcia pod moje skrzydła. Życzę powodzenia i udanych zakupów!

    A więc będę zlicytowany ostatni, gdyż ostatni zostałem dodany do tej grupy nastolatków. Mimo chwilowo odroczonego wyroku serce biło mi głośno i zacząłem szybciej i nerwowo oddychać. Na początku pomyślałem, że wolałbym gdyby to kobieta mnie zakupiła, ale po przyjrzeniu się ich twarzom na widowni szybko stwierdziłem, że co niektóre wyglądają surowiej niż większość mężczyzn zgromadzonych na sali.

    – Jako pierwsza, Zosia! – krzyknął do mikrofonu pan domu, a ostre światło wzmogło się kierując całą swą noc na niską, odrobinę przy kości dziewczynę. – Czternastolatka, cena wywoławcza to sto dwadzieścia tysięcy! Zapraszam do licytacji! – dodał głośno intonując ostatnie słowa.

    Na sali co chwilę słyszałem przekrzykujących się ludzi. Po kilku minutach Zosia została sprzedana jakiemuś młodo wyglądającemu mężczyźnie za ponad dwieście tysięcy złotych. Następnie przyszła kolej na dwóch chłopaków i w końcu na Marcina.

    – Kolejny jest Marcin! Wysportowany szesnastolatek o twarzy anioła. Cena wywoławcza to sto tysięcy złotych. Zaczynamy!
    Na sali po raz kolejny zaczęła się słowna walka. W końcu pewien puszysty, na oko czterdziestopięcioletni facet wykrzyknął cenę stu osiemdziesięciu tysięcy i tym samym zniechęcił innych do dalszej licytacji. Spojrzałem na Marcina i w jego oczach dostrzegłem po części strach, po części rozczarowanie. Sam miałem nadzieję, że trafię na właściciela o lepszej prezencji.
    Minęło kolejne pół godziny, aż w końcu nadszedł najbardziej nerwowy moment w moim życiu!

    – Przechodzimy, proszę państwa to ostatniej licytacji. To ostatnia szansa i liczę, że wszyscy z państwa wezmą w niej udział! Oto Adam! – ostre światła skupiły się na moim ciele.
    Poczułem się zawstydzony. Teraz cała sala mnie obserwowała, a ja byłem przecież tylko w małych slipkach.
    – Adam to szesnastolatek. Szczuplutki i bardzo zadbany blondyn. Cena wywoławcza to sto tysięcy! Powodzenia!
    Z sali kolejny raz usłyszałem krzyki ludzi zainteresowanych kupnem, tym razem mojej osoby.
    – Sto dziesięć!
    – Sto dwadzieścia! – zdawało mi się, że znam ten głos.
    – Sto trzydzieści!
    – Sto czterdzieści! – znów ten sam głos. Już go słyszałem!
    Próbowałem dojrzeć kto to, ale mocne światło kompletnie mnie oślepiało.
    – Sto pięćdziesiąt – krzyknęła jakaś kobieta
    – Sto sześćdziesiąt – znów ten głos! Poznałem go! To ten sam facet, który kupił Marcina!
    Serce zaczęło bić jeszcze szybciej.
    – Sto siedemdziesiąt!
    – Sto osiemdziesiąt! – po raz kolejny ten sam facet!
    Dłuższa chwila.
    Nerwowy moment.
    Oczekiwanie…
    – Sto osiemdziesiąt po raz pierwszy! – krzyknął pan domu – Po raz drugi! I po raz trzeci!
    Na sali zapadła cisza, po czym światło, które było skierowane na mnie, znów się rozproszyło. Ujrzałem go, mojego nowego właściciela. Patrzył na mnie z zadowoleniem.
    – Gratuluję panu, panie…?
    – Twardowski, Janusz Twardowski – dokończył mój właściciel.
    – Gratuluję, panie Twardowski. Zakończył pan zwycięsko dwie licytacje. To naprawdę wspaniali chłopcy! Wszystkim państu dziękuję za dzisiejszy wieczór – zwrócił się teraz do wszystkich. Zwycięscy licytacji proszeni są o pójście za moim lokajem. Tam odnajdą Państwo swe zakupy, gotowe do podróży do państwa domów. Wybudzą się za około dziesięć godzin! To by było na tyle. Dziękuję jeszcze raz i zapraszam na kolejne licytacje! Dobranoc!
    A więc znów nas uśpią – pomyślałem. Jutro obudzę się w kolejnym obcym miejscu. Na szczęście nie sam. Na szczęście będzie też Marcin.
    Dziesięciu ciemno ubranych mężczyzn podeszło za każdego ze zlicytowanych nastolatków. Poczułem chusteczkę przykładaną do mych ust. Zrobiłem się senny. Chciałem spać… Usnąłem, na dziesięć godzin.

    ***

    Otwarłem oczy i szybko odtworzyłem wydarzenia poprzedniego dnia. Starając się zachować zimną krew i pogodzić ze swoją sytuacją zacząłem się rozglądać po pomieszczeniu, w którym najprawdopodobniej przespałem ostatnie godziny. Jasnożółte ściany pokoju o wielkości cztery na cztery metry. Dwa łóżka z jednej strony. Ja na jednym, na drugim Marcin. Naprzeciw łóżek, w rogu pokoju znajdowały się drzwi, obok nich sporej wielkości komoda nad którą znajdowało się lustro pokrywające całą ścianę. Zarówno Marcin, jak i ja nadal mieliśmy na sobie tylko te same slipki, co podczas licytacji.
    – Marcin! Pssst! – wyszeptałem najciszej jak się dało.
    Mój współlokator otworzył powolnie oczy i podniósł się ociężale.
    – Hej Adam! Fajnie, że trafiliśmy tu razem! – powiedział. – W dwójkę zawsze raźniej. Może nie będzie tak źle z tym panem Januszem.
    – Mam taką nadzieję – odrzekłem, po chwili zastanowienia.
    W tym momencie otwarły się drzwi, a w progu stanął Janusz Twardowski. Dopiero teraz miałem okazję dokładniej przyjrzeć się mojemu właścicielowi. Był jednocześnie siwiejącym i łysiejącym facetem. Sporej wielkości wąs podkreślał jego wiek i sprawiał, że jego puszysta twarz wydawała się jeszcze większa. Ubrany był w dżinsy, i koszulę z krótkim rękawem, która opinała się na jego pokaźnym brzuchu. Nie wyglądał jak członek bogatej elity, ale patrząc na niego można było domyśleć się, że bieda mu nie doskwiera.
    – Dzień dobry, chłopcy. Witajcie w moim domu. – powiedział ciężkim, ochrypłym głosem.
    Mimo że stał kilka metrów ode mnie, bez problemu wyczuwałem woń papierosów, co wyjaśniałoby dlaczego jego zęby były odrobinę pożółkłe. 
    – Od dziś należycie do mnie i mam nadzieję, że okażecie się trafnymi zakupami. Na początek obejrzycie dom i zapoznacie się ze swoim codziennym harmonogramem. Za mną.
    Nie musiał podnosić głosu, ani intonować ostatnich słów, by zyskać nasz szacunek. Sposób w jaki się wypowiadał powodował też, że poczułem odrobinę strachu.
    Z pokoju wyszliśmy na korytarz. Długi, z dużą ilością drzwi. Pan Janusz pokazał nam łazienkę, po czym poinformował, że w jednym z pokoi, mieszka jego wieloletnia niewolnica, którą być może będziemy mogli później poznać. Nie otwierał wszystkich drzwi. Domyślałem się, że w niektórych pomieszczeniach znajdują się jego rzeczy osobiste, których widokiem nie chce się dzielić. Za korytarzem wyszliśmy na salon. Duży, przestronny, z wieloma oknami. Za nimi rozciągał się widok na ogromny ogród otoczony co najmniej dwumetrowym kamiennym murem. Salon podzielony był na część jadalną i część wypoczynkową, w której znajdowała się duża kanapa, fotel, stolik, telewizor i kilka innych mebli
    – Czas na wasz harmonogram, chłopcy – powiedział, wyciągając swą rękę w kierunku Marcina i muskając go po policzku.
    Ten ani drgnął, zapewne ze strachu, że pan Janusz może się zdenerwować. Po chwili otrzymaliśmy po kartce A4, które mieliśmy przeczytać i dobrze zapamiętać ich treść.

    Harmonogram dnia – Adam
    7.00 – pobudka, prysznic. W dni parzyste prysznic razem z właścicielem.
    8.00 – śniadanie w jadalni przeznaczonej dla niewolników
    8.30 – w dni parzyste sprzątanie pomieszczeń niewolników, w nieparzyste – pomieszczeń właściciela
    10.00 – prysznic
    10.30 – w dni parzyste sprzątanie ogrodu, w nieparzyste sprzątanie garażu i piwnicy
    12.00 – prysznic
    12.30 – czas wolny
    13.00 – obiad w jadalni przeznaczonej dla niewolników
    14.00 – w dni parzyste czas z właścicielem, w nieparzyste – czas wolny
    16.00 – prysznic
    16.30 – czas wolny
    18.00 – przygotowanie kolacji
    18.30 – kolacja w pomieszczeniach dla niewolników
    19.00 – czas wolny, bądź do dyspozycji właściciela
    22.00 – cisza nocna

    – Dla waszej informacji, jest siódma rano, a dziś dzień parzysty – oznajmił pan Janusz.
    W tym momencie moje serce podskoczyło mi do gardła. Oznaczało to, że muszę wspólnie z nim wziąć prysznic!

    Marcin udał się w stronę naszej łazienki, a ja stałem nieruchomo z oczami skierowanymi na dół.
    – Chodź Adaś, harmonogram oczywiście obowiązuje od dnia dzisiejszego.

    Ruszyłem wolnym krokiem za swoim właścicielem. Bałem się tego co miało się za chwilę stać.
    Z salonu przeszliśmy do łazienki. Znacznie ładniejszej i przestronniejszej, niż ta przeznaczona dla mnie i dla Marcina. Wzrok przykuwała sporych rozmiarów kabina prysznicowa, do której na upartego weszło by pewnie i dziesięć osób.
    Pan Janusz obrócił się do mnie i zbliżył na odległość, z której pewnie mógł usłyszeć moje szybko bijące serce.
    – Jesteś bardzo ładny, Adasiu – powiedział. – Od razu gdy zobaczyłem ciebie i Marcina stwierdziłem, że muszę was mieć – te słowa już wyszeptał cały czas się do mnie zbliżając.
    Zaczął się pochylać, a jego twarz zbliżyła się do mojej. Pocałował mnie. Dotknął swymi wargami moich. Pod nosem czułem łaskotanie wywołane jego wąsem. Bałem się, ale on był na tyle delikatny, że mój strach nie był już tak duży. Przynajmniej przestałem się bać o swoje życie. Dawał mi pocałunek za pocałunkiem, próbując rozchylić moje wargi. Nie otwarłem ich, nie chciałem by jego język zetknął się z moim. Gdy do pana Janusza to dotarło oderwał swoją głowę od mojej i wymierzył mi policzek. Lekki, trochę jakby chciał mnie zachęcić. Czując delikatne pieczenie na policzku, zobaczyłem jak jego twarz znów się zbliża. Tym razem postanowiłem nie być taki uparty. Otwarłem swe usta dokładnie w tym samym momencie, gdy jego twarz zetknęła się z moją. Usłyszałem mruknięcie oznaczające zadowolenie mojego właściciela. Ten wepchnął w me usta swój język, jednocześnie przesuwając swą dużą dłonią po mych plecach. Niżej i niżej, aż natknęła się na moje slipki. Chwycił i ścisnął przez nie mój lewy pośladek. Tak mocno, że wydałem z siebie zduszony jęk. Jego język wędrował w mych ustach od jednej do drugiej strony. Postanowiłem wyjść mu naprzeciw i splotłem nasz mokry pocałunek swoim.

    Nie wiem co się ze mną stało, ale zacząłem odczuwać przyjemność. Miłe łaskotanie w brzuchu potęgowało doznania płynące z naszego pocałunku. Z naszych połączonych ust co chwilę wylewała się odrobina śliny, którą on we mnie wpychał. Coś we mnie sprawiło, że chciałem sprawić, by pan Janusz czuł się dobrze ze mną. Chciałem zrobić dobre pierwsze wrażenie. Myślałem by dotknąć swymi dłońmi jego ciała, ale poczekałem na to co on zrobi. W końcu to on był moim właścicielem i powinienem robić nie to co chcę, ale to czego on chce.
    Nasz pocałunek był długi i namiętny. Trochę żałowałem, gdy oderwał ode mnie swą twarz. Zaczął rozpinać swoją koszulę. Ujrzałem jego owłosioną klatkę piersiową a pod nią, równie owłosiony, sporych rozmiarów brzuch. Następnie rozpiął swe spodnie i pospiesznie je ściągnął, spoglądając co chwila na moje slipki i lekko się uśmiechając. Wiedziałem dlaczego. Nasz mokry pocałunek wywołał u mnie potężną erekcję. Czułem jak mój członek chciał wyrwać się na zewnątrz. Nie był może zbyt wielkich rozmiarów, ale w tym momencie, czułem jakbym miał największego na świecie. Nim minęła kolejna chwila pan Janusz ściągał już swoje luźne bokserki. Zobaczyłem w tym momencie jak bardzo mnie pragnie, bo jego penis też stał na baczność. On również nie był szczególnie długi, ale coś sprawiało, że chciałem go dotknąć i pieścić. Był mocno owłosiony, podobnie jak klatka, czy nogi mego właściciela. Ten po chwili pożądliwego spoglądania na moje napięte slipki wszedł pod prysznic i ręką dał mi znać, bym zrobił to samo. Ściągnąłem te cholerne slipki i posłusznie wkroczyłem pod przyjemnie ciepłą wodę.

    – Uklęknij i weź go do buzi – powiedział spokojnie.

    Zrobiłem to co mi kazał. Nie miałem ochoty się opierać. Chciałem tego, chciałem po raz pierwszy zrobić komuś dobrze. Chciałem poczuć jego męskość w mych ustach.

    Otwarłem swe wargi i oplotłem nimi twardego, wilgotnego członka i zacząłem ssać poruszając swą głową do przodu i do tyłu. Słyszałem jak mruczy. Płożył swe dłonie na mej głowie i zaczął napierać nią na swe przyrodzenie, obijając swymi jądrami moją brodę. Czułem jego owłosienie na swych wargach. Ssałem, krztusiłem się, oddawałem mu swe usta, by miał z nich przyjemność. Za nic nie chciałem go z nich wypuścić. Pan Janusz z każdą chwilą mruczał i jęczał coraz mocniej. Wiedziałem, że wkrótce dojdzie, wiedziałem że nadchodzi dla niego ten wspaniały moment i byłem szczęśliwy, że miał tyle przyjemności dzięki mnie.
    Sekundę później chwycił mnie mocno za włosy, pociągnął nimi do tyłu jednocześnie wyciągając swojego członka z mych ust. Chwycił go swoją wolną ręką i zaczął nią poruszać tak szybko jak tylko mógł.
    – Aaaa, taaaak! – wykrzyknął głośno w momencie gdy strzelał swą spermą na moją twarz.

    Na nosie, policzku, wargach i szyi poczułem jego ciepłe, białe soki. Spływały po mnie w dół, a woda z prysznica pomału je zmywała. Ruchy ręki pana Janusza ustały. Jeszcze przez chwilę oddychał mocno z zamkniętymi oczami, po czym powiedział:
    – Dobrze się spisałeś jak na pierwszy raz, Adasiu.
    – Dziękuję – odparłem, czując jak się wstydliwie czerwienię.

    – Możesz dokończyć swój prysznic tutaj, po czym udasz się do waszej jadalni na śniadanie. Tylko pamiętaj, żadnej masturbacji – dodał, patrząc na mojego stojącego członka.
    – Dobrze, panie Januszu – powiedziałem, a w jego oczach dojrzałem błysk zadowolenia.
    Gdy wyszedł spod prysznica posłusznie się umyłem starając się unikać kontaktu z przyrodzeniem, bo dłuższy dotyk za pewne doprowadziłby mnie do orgazmu.

    „Jeśli tak ma wyglądać bycie niewolnikiem, to chyba nie będzie tak źle” – pomyślałem widząc oczami wyobraźni mojego nagiego właściciela. Według harmonogramu o czternastej po raz kolejny się z nim spotkam…

    Koniec rozdziału pierwszego.

    Zapraszam do komentowania i podrzucania swoich pomysłów jak dalej kontynuować losy Adama. 

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Sex Historie
  • Zaufaj mi Caterina

    Fabrizio stał na balkonie i patrzył na przepływające w dole łodzie. Właśnie pobił swój rekord. Udało mu się dwa razy spieprzyć sprawę z tą samą kobieta i to w ciągu jednego dnia. Kurwa, Tiziana, zabiłbym cię, gdyby nie to, że nie żyjesz, pomyślał, zaciskając szczęki tak mocno, że aż zabolało. Zareagował, jak byk na czerwoną płachtę, kiedy Caterina powiedziała mu, że oczarował ją pieniędzmi. Jakby po raz kolejny czytał ten przeklęty list: „Nigdy Cię chyba nie kochałam. Oczarowałeś mnie przepychem i podarkami, ale to za mało, żeby dzielić z Tobą życie…” Przeczytał to tyle razy, że znał każdy wers na pamięć. A myślał, że świat może się zawalić tylko raz. „Odchodzę z człowiekiem, którego kocham…” napisała. Gdyby znalazł ten list zanim zginęła, mógłby rzucić jej w twarz, jaką jest dziwką, mógłby wyrzucić ją z domu… Nie chodziło mu o pieniądze, które zabrała. Niech je szlag! Ale ona pieprzyła się z tym facetem przez pół roku i jednocześnie wchodziła do ich łóżka. Rozkładałaś nogi tym chętniej, im większy brylant dostałaś, pomyślał z goryczą.

                    Wrócił do pokoju i nalał sobie whisky, które znalazł w barku. Spieprzył sprawę z Cateriną. Gdyby nie jego demony, miałby ją teraz w ramionach. Wymawiałaby jego imię tym ciepłym, miękkim głosem, który przyprawiał go o dreszcz. Chciała być szczera, chciała pokazać mu, jak docenia jego starania… Zależało jej. Wytłumaczyła sobie nawet jego głupie zachowanie z zakupami. Miała prawo się wkurzyć. Nic dziwnego, że nie odebrała telefonu i nie otworzyła mu drzwi. Nie zdziwiłby się, gdyby rano kazała się odwieźć do miasta. Po tym wszystkim, co przeszła, zasługiwała na wakacje z beztroskim facetem, który pozwoliłby jej zapomnieć, a nie na kogoś takiego jak on. Znów poczuł, że zacisnął szczęki. Dała mu drugą szansę, trzeciej mu nie da. Nie po tym, jak się zachował. A jednak nie mógł tego tak zostawić.

    – Recepcja? Chciałbym zamówić bukiet róż, czerwonych. Na jutro, na… – zastanowił się chwilę. Była rannym ptaszkiem, tego dnia odwiedziła siłownię kilka minut po siódmej. – …siódmą trzydzieści. Do tego śniadanie na dwie osoby na niebieskiej zastawie, a jeśli nie macie, to mają być niebieskie serwetki, kokardki, cokolwiek. I niech tu przyjdzie boy z bilecikiem, chcę go dołączyć do kwiatów – rozłączył się.

                    Po pięciu minutach rozległo się pukanie i Fabrizio wpuścił do pokoju chłopaka w uniformie. Miał rudą czuprynę i śmiejące się oczy, tak, że nawet Fabio musiał się na chwilę rozchmurzyć.

                    „Jestem idiotą, ale zjedz ze mną śniadanie, Proszę”, napisał i schował liścik do maleńkiej błękitnej koperty. Wręczył ją chłopakowi wraz z pięćdziesięcioma euro.

    – Zaniesiesz to jutro razem z kwiatami do apartamentu obok i dasz kobiecie, która tam będzie, zanim wejdzie kelner. Jeśli ona przyjmie śniadanie, dostaniesz pięć razy tyle. Zrozumiałeś?

                    Chłopak nawet nie mrugnął, jakby polecenie Fabrizia było czymś najzwyklejszym w świecie. Kiedy wyszedł, Fabrizio wziął szklankę z whisky i wyszedł na balkon. Co on by dał za to, żeby być teraz za ścianą? Dochodziła dwunasta i Caterina pewnie położyła się spać. Złapał się na tym, że zgaduje, czy spała nago. Kurwa, jestem masochistą, pomyślał, zerkając na swój rozporek. Powiał lekki wietrzyk i przyniósł ze sobą owocowo-ziołowy zapach, który sprawił, że puls mu przyspieszył. Podszedł do barierki i ostrożnie wychylił się tak, by widzieć sąsiedni balkon.

                    Katarzyna stała oparta o barierkę i patrzyła przed siebie. Miała na sobie szlafrok, mocno rozchylony na piersiach. Lekki wietrzyk przyjemnie łagodził wilgotny upał, który utrzymywał się, mimo późnej pory i osiadał na ciele nieprzyjemną mgiełką. Nagle, kątem oka zauważyła ruch na sąsiednim balkonie, jednak nie odwróciła głowy.

    – Caterina – powiedział cichym, lekko schrypniętym głosem Fabio. Czuła w nim zarówno podniecenie jak i niepewność. Oszałamiająca mieszanka, pomyślała.

    – Taak? – odparła nie patrząc na niego. Nie była już zła. Długo się zastanawiała, dlaczego tak zareagował i doszła do wniosku, że nie chodziło tylko o urażoną dumę. Nie mogło chodzić o taką bzdurę. Co nie zmieniało faktu, że zepsuł jej wieczór.   

    Sono un idiota! (Jestem idiotą!) – powiedział z tak rozbrajającą szczerością w głosie, że odwróciła głowę i spojrzała mu w oczy.

    Per cortesia, non dico di no (Przez grzeczność, nie zaprzeczę) – odparła, starając się zachować powagę. Jednak zdradziło ją lekkie drżenie kącików ust.

    – Nawet nie pytam, czy mi wybaczysz… – zaczął, wbijając wzrok w swoje dłonie spleciona na szklance z resztką whisky – ale chciałbym Ci powiedzieć, że rzeczywiście zależało mi na tym, aby Cię oczarować – zamilkł, a ponieważ nie wydała żadnego dźwięku, przyjął to za dobrą monetę – Ja również byłem… jestem oczarowany. Jesteś piękna. – podniósł wzrok i zobaczył, że przygląda mu się uważnie – Żałuję tego, co powiedziałem – zniżył głos do szeptu – i tego, czego nie wypowiedziałem…

                    Caterina wodziła opuszkami palców po dekolcie, wzdłuż brzegu szlafroka, jakby zastanawiając się nad sensem jego słów. Wreszcie sięgnęła dłonią pod materiał, do obojczyka i odchyliła głowę, przymykając oczy. Śledził ruch jej ręki, zastanawiając się, jak delikatna i pachnąca musi być jej skóra. Westchnął głęboko, czując narastającą w podbrzuszu falę ciepła.

                    Gdyby chodziło o coś więcej, niż wakacyjny romans, Katarzyna wycofałaby się, na z góry upatrzone pozycje. Ale nie chodziło. Ostatni raz, kiedy umówiła się na randkę wyłącznie dla seksu, miał miejsce na trzecim roku studiów. Była na obozie narciarskim i miała absolutną pewność, że nie spotka gościa nigdy więcej. Zadbała tylko o prezerwatywy. Dziś nawet nie pamiętała, jak miał na imię, a co dopiero, czy był gentelmanem. Czy miało znaczenie, jak Fabio się zachował? Pociągał ją fizycznie i czuła, że ona też go pociąga. Jego inteligencja była miłym dodatkiem, a pieniądze pozwalały na dobrą zabawę.

    – Co pijesz? – spytała, zerkając na prawie pustą szklankę.

    – Whisky – odparł bez tchu – jeśli pozwolisz, to przyniosę Ci coś lepszego.

    – Za pięć minut – powiedziała i ruszyła do pokoju.

                    Stanął przed jej drzwiami i odliczał sekundy: 10,9,8,7… Jeszcze nigdy nie przygotowywał Crodino z Martini w takim tempie. Miał tylko nadzieję, że jej posmakuje. …3,2,1. Do diabła, miał tremę, jak za pierwszym razem! I czuł się z tym wspaniale.

                    Drzwi otwierały się wolno, a z każdym centymetrem, napór na spodnie Fabrizia przybierał na sile. Wreszcie ukazała mu się Caterina, bosa, w luźno zawiązanym szlafroku, z włosami opadającymi na ramiona. Bez słowa podał jej drinka, a ona podniosła go do ust i cofnęła się o krok, by pozwolić mu wejść. Pchnął drzwi, które zamknęły się z cichym stuknięciem za jego plecami. Puls mu przyspieszył, kiedy upiła spory łyk i z zadowoleniem oblizała usta koniuszkiem języka.

    – Dobre – powiedziała tym miękkim głosem, który od tej chwili miał mu się kojarzyć z seksem.

                    Uniosła głowę, odstawiając szklankę i już wiedział, że to sygnał dla niego. Ujął jej twarz w dłonie i sięgnął do ust. Były tak cudownie miękkie i wilgotne, smakowały gorzkawym Crodino i czymś jeszcze, co przyprawiało Fabia o zawrót głowy. Śmiało wsunął język, a ona przyjęła go z cichym jękiem i zarzuciła mu ręce na szyję, przesuwając palcami po karku i włosach. Jedną dłoń położył jej pod włosami na karku, a drugą zsunął w dół, do podstawy pleców i przygarnął ją do siebie. Pragnął jej w tej chwili tak bardzo, tak mocno… Jego nabrzmiały fiut znalazł się teraz pomiędzy nimi. I wtedy Caterina zrobiła coś, czego się nie spodziewał. Wypchnęła biodra do przodu, napierając na niego i jednocześnie przesunęła językiem po jego języku, jakby to był… Jezu! Brakowało mu tchu, ale za nic w świecie nie chciał tego przerywać, więc nie wysuwając języka, wciągnął powietrze nosem, Caterina zrobiła to samo i znów na siebie natarli, pochłaniali się wzajemnie, ssali i kąsali. Fabio zdążył już przesunąć dłonią po jej karku, szyi, ramieniu i sięgnął do piersi. Była jędrna i miała sterczącą, twardą brodawkę. Ścisnął ją w dłoni, jak dojrzały owoc przed skosztowaniem. Oderwał się od ust Cateriny i ciężko dysząc, pochłonął ustami brodawkę i okalającą ją aureolę. Usłyszał cichy jęk i rozchylił usta by poczuć więcej. Ssał ją i kąsał, a każdemu zaciśnięciu zębów towarzyszyły jęki rozkoszy. Opierała mu ręce na ramionach, wyginając się w tył i wciąż napierała na niego biodrami. Sięgnął do drugiej piersi, zsuwając jej z ramion szlafrok. Zaczęła odpinać drżącymi rękoma jego koszulę, aż wreszcie zdarła ją i rzuciła na podłogę. Przyciągnął Caterinę do siebie, by poczuć jej skórę na swojej. Westchnęła głośno i oparła mu głowę na ramieniu. Poczuł jej gorący oddech na szyi i nie był w stanie czekać dłużej. Poprowadził ją do części sypialnej, trzymając ciasno w talii, jakby się bał, że nie pójdzie za nim, że się wycofa, ale ona szła posłusznie. Kiedy zatrzymał się obok ogromnego łoża, położyła dłonie na pasku jego spodni i spojrzała mu w oczy, szukając przyzwolenia. Rozsupłał pasek szlafroka, czując, że Caterina powoli rozpina rozporek jego spodni. Zanim opadły na podłogę, sięgnął do kieszeni, wyjął kilka srebrnych torebeczek i rzucił je na brzeg łóżka.

    – Aż tyle? – zaśmiała się dźwięcznie i pozwoliła opaść szlafrokowi na podłogę.

                    Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nie miała nic pod spodem. Spojrzał w dół. Miała małą kępkę jasnych kręconych włosów łonowych, ukształtowaną tak, by być niewidoczną pod kostiumem. Poczuł w jądrach skurcz, który wystrzelił ostrym impulsem do jego twardego jak kamień fiuta. Caterina podeszła bliżej i oparła mu dłonie na biodrach. Pochylił się i znów pochłonął jej usta, sięgając jednocześnie dłonią między jędrne uda. Naparła na jego dłoń z głośnym westchnieniem. Omijając łechtaczkę, śmiało wsunął w nią palec. Krzyknęła, odrywając usta od jego ust i mocniej wypchnęła biodra do przodu.

    – Jezu, ale jesteś gotowa – uśmiechnął się do jej ust i powoli wycofał palec, by po chwili znów zanurzyć go w jej ciepłym wnętrzu. Jęczała i wiła się pod wpływem jego pieszczot. – Chcesz go, prawda?

    – Chcę – jęknęła ochryple i wsunęła dłoń pod gumkę bokserek, obejmując jego fiuta, jednocześnie drugą ręką zsunęła mu je w dół, na uda. Stęknął z wysiłkiem, czując jej palce przesuwające się po delikatnej skórze od główki aż po nasadę – Mmmm – zamruczała zmysłowo. Był duży, twardy i miał nabrzmiałe żyłki na całej długości.

                    Pomógł sobie ręką i pozbył się wreszcie ostatniej części garderoby. Popchnął Caterinę na łóżko, a sam sięgnął po prezerwatywę. Podciągnęła się do wezgłowia i oparła o poduszki, śledząc spod rzęs, jak w pośpiechu naciąga gumkę. Ukląkł na brzegu łóżka i spojrzał na nią głodnym wzrokiem. Nawet w słabym świetle widział rumieńce na jej delikatnych policzkach, obrzmiałe od pocałunków usta i oczy… ciemne, zamglone. Oddychała płytko i szybko, czekając na niego. Doczekałaś się, skarbie, pomyślał i jednym gwałtownym ruchem rozsunął jej uda. Drżała na całym ciele, kiedy powoli zbliżał się do jej obrzmiałej, wilgotnej cipki. Oparł wreszcie główkę o miękkie ciało i spojrzał w jej rozszerzone oczy. Pchnął mocno, zanurzając się w niej aż po jądra. Powitała go wypchnięciem bioder i krzykiem, który uwiązł jej w gardle, tak że dobiegł go tylko stłumiony, ochrypły, niski  dźwięk. Wycofał się powoli, prawie do końca, napawając się efektem, jaki wywołał. Naparli na siebie znowu, jednocześnie wypychając biodra w przód i nic już nie mogło ich powstrzymać. To było, jak pierwotna siła, która pchała ich ku sobie. Szaleńcze tempo, jakie narzucili, sprawiło, że po chwili ich ciała pokryły się potem. Caterina jęczała cicho przy każdym pchnięciu i wyginała się coraz mocniej. Nagle Fabio zdał sobie sprawę, że za chwilę eksploduje, a nie jest pewien, jak daleko zaszła jego kochanka. Zmienił rytm, sięgając jednocześnie do jej piersi. Objął ją prawą dłonią, wspierając się na łokciu i kciukiem zaczął pieścić brodawkę, co powitała głośnym jękiem. Pracował teraz wolniej, ale pod nieco innym kątem, wyginając kręgosłup w pałąk.

    Ci sono… (Dochodzę) – sapnęła wreszcie.

                    W samą porę, pomyślał, gdy poczuł znajome ukłucie pod jądrami. Zbliżał się do mety, ale nie chciał przekroczyć jej pierwszy. Oderwał dłoń od piersi i przesunął ją po śliskim od potu ciele Cateriny, aż na dół do jej mokrej, pulsującej szparki. Odszukał kciukiem łechtaczkę. Wyprężyła się gwałtownie. Tu cię mam, pomyślał, zachwycony jej reakcją. Zataczał kciukiem kółka, zwiększając stopniowo nacisk. Jednocześnie nie przestawał wbijać się w nią swoim potężnym fiutem. Rozchyliła mocno uda, by ułatwić mu dostęp i wilgoć z jej cipki spłynęła mu na jądra. Czuł jej paznokcie na łopatkach, a w uszach brzmiało mu jej kwilenie, jak skarga na przedłużające się słodkie tortury. Nagle wyprężyła się mocniej, przyciągając go równocześnie do siebie i krzyknęła cicho. Po chwili, krzyknęła po raz drugi i zrozumiał, że to jego imię, zniekształcone przez rozkosz, która ją ogarniała i porywała ze sobą. Jej twarz zastygła w ekstazie, miała przymknięte oczy i rozchylone usta. Czuł bolesny skurcz obejmujący żelazną obręczą jego jądra. Znieruchomiał na moment, a potem pchnął jeszcze raz i doszedł z głośnym jękiem.

                    Leżeli jeszcze przez chwilę bez ruchu, dysząc jak po biegu. Wreszcie Fabrizio wysunął się z niej ostrożnie i ściągnął prezerwatywę. Zawiązał ją wprawnym ruchem i rzucił na podłogę obok łóżka.

    Dio (Boże) – szepnęła Caterina – Che terremoto (ale trzęsienie ziemi).

                    Wezbrała w nim taka duma, że przygarnął ją do siebie i pocałował mocno w usta. Jego sztywny jeszcze i mokry członek dotknął jej brzucha.

    – Wybacz, zaraz się umyję – powiedział, nagle zakłopotany.

    – Nie, zostańmy tak – szepnęła miękkim, ciepłym głosem – tak jest dobrze.

                    Leżał, słuchając, jak gdzieś za oknami miasto tętniło życiem, a oni leżeli wtuleni w siebie, okryci tylko prześcieradłem, które wchłaniało ich pot, oblepiając dwa splecione ciała.

    – Chyba powinnam zamknąć okno. Strasznie gorąco, mimo klimatyzacji – powiedziała sennie Caterina.

    – Ja to zrobię – Fabio pocałował ją po raz kolejny – Za chwilę…

                    Nie zamknęli jednak okna. Po kilku minutach słychać było ich miarowe spokojne oddechy i dalekie odgłosy miasta, które nie miało zamiaru zasnąć. Lekki wietrzyk poruszał cienkimi zasłonami, wpuszczając do pokoju powiewy ciepłego wilgotnego powietrza.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Roksana Rowińska
  • Autostopowiczka

    To był długi dzień. Zaczynało się robić ciemno i to wcale nie przez późną porę. Zapowiadała się naprawdę duża ulewa. Właśnie wracałam do domu po tygodniu intensywnej nauki na studiach. Chciałam zdążyć na ostatni autobus, ale nie przewidziałam korków na mieście. Spóźniłam się 5 minut, do domu daleko i lada chwila może lunąć deszcz. Zdecydowałam złapać stopa. Szłam z wyciągniętą ręką w kierunku drogi do domu. Zajęło to niestety dłużej niż myślałam i niestety nie zdążyłam przed deszczem. Ku mojej uldze nie zdążyło się na dobre rozpadać i zatrzymał się przede mną jakiś wyrozumiały kierowca. Wsiadłam i przerzuciłam bagaże na tylne siedzenie. Byliśmy tylko on i ja.
    -Dokąd?- zapytał.
    -Jak najdalej tą drogą się da, mieszkam na samym końcu- odpowiedziałam.
    -Nie spieszy mi się, podwiozę Cię do domu.
    Spojrzałam na niego zdziwiona, ponieważ to niecodzienne w tych czasach spotkać tak uprzejmego człowieka. Zaparło w dech w piersiach. Obok mnie siedział najprzystojniejszy mężczyzna jakiego do tej pory widziałam. Miał ciemne zmierzwione włosy, był umięśniony i opalony z lekkim zarostem i przenikliwym spojrzeniem. Musiałam patrzeć na niego dłuższą chwilę, ponieważ uniósł brwi pytająco i się roześmiał.
    -Kapie z Ciebie, pytałem czy chcesz ręcznik- odparł z uśmiechem na ustach.
    -Eeee poproszę- wyjąkałam.
    Sięgnął na siedzenie z tyłu i rzucił i go na kolana. Pachniał chlorem i męskimi perfumami, założyłam że chodzi na basen. Zbyt mnie onieśmielał, abym pytała o cokolwiek.
    Zdjęłam bluzę i zostałam w samej podkoszulce. Wytarłam włosy i kątem oka widziałam, że mnie obserwuje. Miałam na sobie jeansy i wyjątkowo mocno opinały mi uda kiedy były całe mokre.
    -Przebiorę się- powiedziałam i wskoczyłam na tylne siedzenie.
    Miałam całą torbę ubrań. Właśnie miałam założyć inne spodnie, ale zobaczyłam jego wzrok w lusterku. Spodobałam mu się. Pomyślałam, że uda mi się go uwieść, więc założyłam krótką spódniczkę.
    Rozmawialiśmy prawie pół godziny kiedy zaczął się podryw. Mówił, że jestem śliczna i zapytał czy jeszcze się spotkamy.
    -Z wielką chęcią- odparłam i zapisałam mu numer telefonu.
    Nie wystarczyło mi to. Zboczył z kursu prawie o dwie godziny, chciałam się jakoś odwdzięczyć.
    Wjechaliśmy w las i złapałam go za udo.
    -Muszę do toalety, zjeć w tą dróżkę- pokazałam, a on skręcił.
    -Też wyjdę rozprostować nogi- powiedział, a kiedy wyszedł odeszłam auto dookoła i uklękłam przed nim.
    Nie opierał się. Rozpięłam mu pasek i zsunęłam lekko spodnie. Nie zawiódł moich oczekiwań. Ujęłam kutasa delikatnie dłonią i zaczęłam mu obciągać mrucząc przy tym jak kotka. Drapałam go drugą ręką po udach albo masowałam jądra. Drżał z przyjemności. Gdy był już bliski finału zrobił coś, czego się nie spodziewałam. Szarpnął mnie za włosy i rzucił na maskę samochodu.
    -Nie proszę! Chciałam się odwdzięczyć tylko lodzikiem!- krzyczałam, kiedy podwijał mi spódniczkę.
    Ale on nie słuchał. Trzymał moje ręce nieruchomo za plecami i wbił się mocno w cipkę. Drugą ręką zakrywał mi usta żebym nie krzyczała.
    -Ciii malutka, tobie też chcę sprawić przyjemność to nie będzie bolało- wyszeptał mi w ucho.
    Ta sytuacja zaczęła mnie podniecać, a cipka powoli łaskotać. Poddałam się przyjemności. Widocznie to zauważył, bo rękę z ust przeniósł na piersi, a tą trzymającą moje ręce sięgnął łechtaczki.
    Posuwał mnie coraz mocniej i szybciej, a rękoma przytrzymywał mi biodra dla zachowania równowagi. Nagle wyszedł ze mnie, a ja domyślając się, że nie chce szczytować we mnie chciałam się obrócić, ale uderzyłam ponownie o maskę pod ciężarem jego ręki i poczułam jak rozprowadza mi ślinę między pośladkami. Chciałam się wyrwać, bo to oczywiście nie wróżyło najlepiej, ale był dużo silniejszy. Oparł się o mnie całym ciałem i zagłębił w drugiej dziurce. Tym razem nie powstrzymywał mnie od krzyku. Wiłam się z bólu a on nie przestawał mnie penetrować. Nie trwało to długo, aż w końcu zaczął szczytować. Obijał się o mnie w nierównym rytmie i wydawał z siebie jęki rozkoszy. Na koniec pocałował mnie w szyję, założył spodnie i wrócił do auta. Ja, ciągle jeszcze zszokowana usiadłam obok niego i ruszyliśmy. Postanowiłam dokończyć swoją przyjemność i doszłam w trakcie drogi powrotnej.
    -Musimy się jeszcze spotkać- powiedział z uśmiechem kiedy wychodziłam z samochodu.
    -Wiesz gdzie mieszkam- odwzajemniłam uśmiech i wyjęłam bagaże.
    Pomachałam mu na pożegnanie i odjechał.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Kasia Kasia
  • Szczescie ma wiele imion cz. 2

    Następnego dnia obudziłem się sam. Mojej macochy Tamary już nie było w łóżku. Z lekkim niedowierzaniem wstałem i ubrałem się. Wyszedłem z pokoju, po czym skierowałem się prosto do kuchni. Nie musiałem jednak robić sobie śniadania samemu. Ona już była zajęta robieniem tostów. Zwyczajnie też nie była ubrana. Miała na sobie tylko fartuch. Zasłaniał on tylko jej przód, więc okazały tyłeczek był w moim zasięgu. Kusił mnie bardziej niż wczoraj. Znów miałem ochotę zatopić w nim twarz, czuć jej zapach, zadowalać się jej rozkoszą. Czekałem na jej ruch. 

    -Witaj skarbie – powiedziała odwracając się z zalotnym spojrzeniem. 
    -Dzień dobry mamo. 
    -Mówiłam Ci wczoraj, żebyś mówił mi po imieniu. 
    -Wiesz, wolę jednak zostać przy “mamie”. 
    -Mmm… kręci Cię to prawda? 
    -Po tych wszystkich przeżyciach zauważyłem, że kręci mnie dość sporo dziwnych rzeczy… 
    -Tak? Jakich na przykład? 

    Pytając położyła na stole gotowe tosty i usiadła na przeciwko mnie. 

    -Zaczynając od początku, wkręciłem się w seks z dojrzałymi kobietami. Nie wiem czy to normalne, ale podoba mi się to. 
    -Chłopcy w twoim wieku są zainteresowani stosunkiem ze starszą kobietą. Nie dziwi mnie więc fakt, że pociągam Cię tak samo, jak nauczycielki z którymi się zabawiasz. Coś jeszcze? 
    -Owszem, gdy miałem okazję poznać bliżej panią Anię, ta chciała żebym lizał ją po stopach. 
    -Ciekawe. 
    -Ciekawe jest to, że mimo początkowego sprzeciwu, przełamałem się i całkiem nieźle bawiłem przy wielbieniu jej stóp. 
    -Wychowałam młodego fetyszystę – zachichotała. 
    -Mamo, myślisz, że to coś złego? 
    -Oj, nie przejmuj się. Jest masa dużo bardziej zboczonych ludzi niż Ty. 

    Pocieszyło mnie to trochę. W końcu mogłem się wplątać w jakieś bardziej hardkorowe zabawy. Najważniejsze żeby obyło się bez jakichś pejczy czy innych udziwnień.  

    -Udasz się dziś do swoich przyjaciółeczek? 
    -To zależy czy mi na to pozwolisz. 
    -Oboje dobrze wiemy, że świetnie się tam bawisz. Musisz być ostrożniejszy. Przyłapałam was przy drzwiach. Co by było gdyby wszedł ktoś inny? 

    Miała rację. Nie mogliśmy się obściskiwać po wszystkich kątach. Trzeba było znaleźć jakieś bezpieczne miejsce, gdzie nikt nie chodzi ani nikt nie będzie mógł nas usłyszeć. Pani Ewa pewnie coś na to poradzi. 

    -Zmykaj już, tylko nie zużyj na nie wszystkich sił. Przygotuje coś na wieczór, specjalnie dla Ciebie misiaczku. 
    -Zawsze znajdę dla Ciebie siły mamo. 
    -A teraz daj buziaczka i uciekaj. 

    Nie pocałowaliśmy się normalnie. Dopadliśmy do siebie łapczywie i całowaliśmy dłuższy czas. 
    Gdy skończyliśmy, spojrzałem jej w oczy. Uśmiechnęła się tylko, po czym odwróciła i kręcąc swoją pupką poszła do sypialni. Zjadłem moje tosty i wyruszyłem do szkoły. Droga zajęła mi może 15 minut. Byłem nakręcony jak diabli. Wchodząc spotkałem woźną, panią Beatkę. Kawał z niej baby był już wcześniej, teraz wydawała mi się mieć jeszcze większe piersi. Były olbrzymie. Zawsze je było widać. Włosy oczywiście blond i kręcone jak bardzo się tylko da. Wymieniłem z nią “dzień dobry” i popędziłem prosto do sali 12b. Pani Ewa była zajęta jakimiś papierami, więc przeszedłem od razu do sedna sprawy. 

    -Dzień dobry pani, musimy coś omówić. 
    -Cześć Arturze, niestety muszę to skończyć i nie mogę z Tobą dziś nic “omawiać”. 
    -A nie, nie miałem na myśli takiego omawiania. 
    -Więc o co chodzi? 
    -Zastanawiałem się nad bezpieczniejszym miejscem do naszych figli. 
    -Nie tylko Ty. Jak sprawy z twoją macochą. 
    -Lepiej niż bym mógł przypuszczać. 
    -Dobrze więc, udaj się do pani dyrektor i z nią omów tą sprawę. 

    Przez to całe zamieszanie zapomniałem, że w tej szkole jest dyrektorka. Pani Katarzyna. Tylko tak się do niej zwracali nauczyciele. Miała hopla na punkcie swojego imienia. Nie raz słyszałem jak ktoś powiedział do niej pani Kasiu i zostawał od razu poprawiony na pani Katarzyno. Od razu skojarzyłem ją z “carycą”. Tak też została później przez nas przemianowana. Poszedłem do pokoju pani Katarzyny z pewnymi obawami. Kto wie co może jej odbić. Wszedłem do środka i zobaczyłem ją za biurkiem. Miała 53 lata, ale trzymała się wyjątkowo dobrze. Jej kruczoczarne włosy były długie, opadały jej na plecy, grzywka przysłaniała czoło. Ubrana była dość zwyczajnie, spodziewałem się czegoś bardziej wyrafinowanego. Zwykła różowa bluzka i obcisła czarna spódnica. 

    -Dzień dobry. 
    -Dzień dobry, proszę usiądź – odpowiedziała z uśmiechem unosząc głowę z nad książki. 
    -Czego potrzebujesz? 
    -No więc… potrzebuje.. jakby to powiedzieć. 
    -Nie krępuj się. Chyba doświadczyłeś już innych rzeczy w tej szkole prawda? 

    A więc wie. Czemu się dziwię? Przecież jest tutaj szefową.  

    -Potrzebujemy jakiegoś zacisznego miejsca do naszych zabaw. 
    -Mam chyba coś w sam raz. Chodź ze mną. 

    Wyszliśmy z jej gabinetu i szliśmy prosto na drugie piętro. Szedłem za nią, więc miałem okazję przyjrzeć się jej nadal zgrabnemu tyłeczkowi. Mimo wszystko nadal czułem przed nią duży respekt, co więcej nie chciałem żeby coś zauważyła. Przeszliśmy korytarzem z którym spotkałem się pierwszy raz z panią Anią. “Caryca” otworzyła drzwi na końcu i wprowadziła mnie do środka.  

    -Ten składzik powinien się nadawać – stwierdziła z uśmiechem na ustach – Nie uważasz? 
    -Widzę nawet łóżko jest. 
    -Nie jest może najwygodniejsze, ale powinno wytrzymać. Zamknij proszę drzwi. 

    Patrzyła na mnie odkąd tylko weszliśmy do środka. Czułem co się święci. Nie chciałem jednak wyskoczyć z jakąś propozycją jako pierwszy. Cierpliwie czekałem na jej reakcję. Wpatrywaliśmy się tak w siebie jakiś czas, po czym pani Katarzyna podciągnęła bluzkę. Miała biały koronkowy biustonosz. Zsunęła go lekko, a mnie ukazały się jej cycuszki. Były dość duże, jednak wiek robi swoje i nie były już tak jędrne.  

    -Musisz zasłużyć na ten pokoik. Chyba wiesz jak? 
    -Ja..tak proszę pani. 

    Podszedłem bliżej i zacząłem masować jej biust. Był cudowny w dotyku, delikatny. Czułem pod palcami jak jej sutki robią się twarde. Nie czekałem dłużej i zacząłem je lizać oraz podgryzać. Zaczęła głaskać mnie po głowie, przeczesując mi włosy. Odchyliła lekko głowę do tyłu i co jakiś czas wydawała z siebie podniecający pomruk rozkoszy. Zatraciłem się w tej czynności. Dopiero gdy zdecydowanym ruchem odsunęła mnie od swoich cycuszków, zauważyłem, że w międzyczasie rozpięła swoją spódnicę.  

    -Przerwij na chwilę. Rozbierz mnie. 

    Przez moje gardło nie mogło przejść żadne słowo. Pewien nie byłem, czy ze strachu przed swoją byłą dyrektorką, czy może z podniecenia. Bluzkę zdjęła sama, ja rozpiąłem jej biustonosz oraz spódnicę. Została w samych majtkach. Zdjąłem je jednym ruchem. Ona udała się w stronę łóżka które stało w drugim końcu dość niewielkiego pokoiku. Usiadła na nim i zaczęła bawić się swoimi piersiami. Widziałem ją w całej okazałości. Miała małe fałdki w okolicy bioder które dodawały jej uroku. Muszę przyznać, że obawiałem się dość bujnego owłosienia w okolicach jej cipki. Byłem jednak mile zaskoczony. Wygolona jak u nastolatki. 
    Obserwowałem ją cały czas.  

    -Teraz twoja kolej, żebyś się rozebrał – usłyszałem zniecierpliwionym głosem. 

    Pozbyłem się ubrań w kilka sekund. Gdy wypuściłem mojego fiuta z bokserek, na jej twarzy wymalował się uśmiech.  

    -Podejdź proszę. Chcę Ci coś pokazać. 

    Mówiąc te słowa rozsunęła swoją piczkę palcami.  

    -Jest piękna – powiedziałem. 
    -Zajmij się nią. 

    Zacząłem spokojnie lizać jej łono. W krótkim czasie zacząłem czuć na ustach jej słodkie soki. Spijałem je z rozkoszą. Ssałem i lizałem coraz intensywniej. Jej oddech przyspieszył. Uniosła nogi i złapała mnie obiema rękoma za głowę. Nie przyciskała, tylko trzymała. Zaczynała powoli jęczeć. Zatracałem się w tym co robię tak samo jak przy jej cycuszkach. Byłem w transie. Poczułem jak jej nogi lądują na moich ramionach. Przygryzła lekko wargę i cicho jęknęła.  

    -Dziękuje Ci chłopcze – wymamrotała – To było wspaniałe. 
    -Mnie też się podobało – przełamałem się w końcu i coś powiedziałem. 
    -Wstań chce go zobaczyć. 

    Od razu posłuchałem. Mój kutas stał na baczność od początku. Wzięła go do ręki, zaczęła delikatnie ruszać dłonią. Zbliżyła usta, wysunęła język, po czym zaczęła lizać główkę mojego penisa. Czułem się jak w niebie. Oblizała całą moją pałkę po czym wepchnęła go sobie do ust. Cudownie pracowała języczkiem. Drażniła się ze mną, co jakiś czas wyciągając go i patrząc mi w oczy. Jednak po chwili wracała do ssania. Jest lepsza niż pani Daria.  

    -Chłopcze – powiedziała wstając – Chcę żebyś zrobił coś jeszcze. 
    -Słucham uważnie. 
    -Zajmiesz się moim drugim oczkiem. 
    -Oczywiście proszę pani. 

    Odwróciła się, weszła na łóżko i wypięła swoją piękną dupcię. Złapała się za pośladki, rozchyliła je i czekała na mój ruch. Szybko doskoczyłem i zacząłem ją lizać. Jęknęła i zaczęła się śmiać. 

    -Ooo tak, dobrze. Nie przestawaj. Jak się dobrze spiszesz pozwolę Ci spenetrować moją cipkę. 

    Byłem zbyt nakręcony. Liżąc jej tyłek, wsunąłem w jej mokrą szparkę dwa place. Zacząłem nimi rytmicznie poruszać.  

    -Za karę, że sobie na to pozwoliłeś sam, musisz lizać mnie dłużej chłopcze. 

    Karę? To ma być kara? Podobało mi się to, więc nie przerywałem nawet. Minęło kilka minut. 

    -Dobrze, wystarczy. Połóż się. 

    Zrobiłem jak kazała. Wskoczyła na łóżko, włożyła mojego penisa w swoją cipkę i zaczęła ujeżdżać. Nogi rozłożyła na boki, ręce położyła sobie na głowie. Wyglądało to trochę jakby robiła przysiady. Jej cycuszki pięknie unosiły się i opadały. Po chwili to ona opadła na mnie i przycisnęła je do moich ust.  

    -Pieść je. Tak samo jak wcześniej. 
    -Mogę nawet lepiej – odpowiedziałem. 

    Ona nadal pracowała biodrami. Ja pracowałem językiem. Ssałem jej piersi, lizałem. Wiedziałem, że jeszcze chwila i skończę w niej. 

    -Pani Katarzyno, dłużej nie wytrzymam. 
    -Poczekaj! 

    Szybko ze mnie zeskoczyła i kucnęła. 

    -Chce całość połknąć. No dalej. 
    -Nie ma sprawy. 

    Zerwałem się i od razu wsadziłem mojego członka w jej otwarte usta. Chwile to jednak trwało nim się spuściłem. Ona zrobiła jak powiedziała. Połknęła wszystko i się uśmiechnęła. 

    -Bardzo mi się to podobało Arturze. 
    -Ja również się świetnie bawiłem. 
    -Pokój jest twój – powiedziała ubierając się powoli – Jednak traktuj to jako zapłatę za wynajem.  
    -Czyli będę musiał za jakiś czas znowu “zapłacić” – rzuciłem z lekkim uśmiechem. 
    -Dokładnie. Bądź gotowy. Poziom ma być ten sam…lub lepszy.  

    Zostawiła klucze na szafce przy drzwiach i wyszła. Siedziałem chwilę sam, starając się trochę uspokoić. Podniosłem ubrania z podłogi, ubrałem się i wyszedłem zamykając za sobą drzwi. Schodząc na dół po schodach, w połowie dostałem dość mocnego boksa i wylądowałem przygnieciony do ściany masywnymi cyckami. Po krótkim oszołomieniu zrozumiałem kto to. 
    Patrzyła na mnie niejaka pani Beatka, woźna. Miała jak zwykle mocno czerwoną szminkę na ustach.  

    -Cześć kochaniutki! Jak leci? 
    -Zaczyna być ciekawie – odparłem.  
    -To prawda. Ciekawe rzeczy się tu wyprawiają. 
    -A mogłaby pani mnie puścić? 
    -Oj, to zależy od ciebie, kochaniutki. 
    -Ode mnie? 
    -Oczywiście. Wszystko zależy jak odpowiesz na moje pytanie. 
    -Okej. 
    -Też chce się bzykać. Zgadzasz się? 
    -Pewnie, czemu nie. 

    W tym momencie odstąpiła z napierania mnie swoimi gigantami i zarechotała. 

    -Myślałam, że będę musiała się bardziej postarać żebyś się zgodził. 
    -Naprawdę? 
    -Mam swoje lata i figury modelki też nie mam. 

    Daleko jej było do modelek. Była grubszą kobietą. Co z tego, przed chwilą zabawiałem się z 53 latką. Gorzej nie będzie pomyślałem. 

    -Nie jestem wybredny. To co idziemy na górę? 
    -Na górę powiadasz kochaniutki. Prowadź więc. 

    Wróciłem do pokoju, który opuściłem kilka chwil wcześniej. Pani Beatka od razu wtrąciła swoim rubasznym tonem. 

    -A więc to po to musiałam tu ogarnąć tą graciarnie. Chcieliście mieć miejsce, żeby się nie gzić po kątach. 
    -Pani tu sprzątała? 
    -Oczywiście kochaniutki, gdyby nie ja to byś do tego jebadełka się nie dostał. 

    No proszę, moja następna kochanka jest wyjątkowo otwarta i nie owija w bawełnę. Humorek widzę też jej dopisuje.  

    -To co, kochaniutki? Rozbieramy się i bzykamy się jak króliki? 
    -Jeśli tak pani chce, to bierzmy się do roboty, bez zbędnych ceregieli. 

    Podsumowała to jedynie chichotem. Po czym od razu zaczęła zdejmować z siebie ciuchy.  
    Stała tylko w szpilkach, uśmiechając się cały czas. Dopiero teraz mogłem zobaczyć ją nagą w pełnej krasie. Jej skóra była wyjątkowo jędrna, mimo swojej wagi. Jej masywne piersi opadały trochę na brzuch. Nie ma się co dziwić, takie kolosy mają prawo. Po chwili wypaliła: 

    -Ja to nie jestem zbyt obyta w tych sprawach, kochaniutki. Musisz mnie trochę pokierować. 
    -Tu nie chodzi o obycie. Ja też jestem raczej nowicjuszem w tych sprawach. 
    -Niemożliwe – znów zarechotała, po czym dodała – To zaczynajmy. 

    Tak też zrobiłem. Pierwsze co zrobiłem, to oczywiście pieszczenie jej olbrzymich piersi. 

    -Podobają Ci się moje bimbały co, kochaniutki? 
    -Trochę głupie pytanie – bąknąłem. 
    -Rzeczywiście! Inaczej byś ich tak nie miętosił. 

    Lizałem już jej sutki dobre kilka minut. Postanowiłem trochę zadziałać inaczej. Nie odzywając się uklęknąłem przed nią. Uda miała ciasno zaciśnięte, więc szansa na dostanie się do jej szparki była niemożliwa. Zacząłem więc całować ją po udach. Zbliżając się delikatnie do jej łona. Wsunąłem lekko język między jej nogi i chłeptałem jak pies wodę. 
    Musiało jej się podobać, bo pojękiwała co chwilę, na zmianę ze śmiechem. W pewnym momencie stwierdziła: 

    -Kochaniutki, tak to się nie dostaniesz do mojej cipy. Poczekaj usiądę sobie. 
    -To była trochę taka nowość. Ma pani wspaniałe uda. 
    -Prawda? Kobieta powinna mieć krągłości o! 

    Usiadła na łóżku i podciągnęła prawą nogę opierając się o kraniec.  

    -Teraz zapraszam Cię do mojej piczki. Możesz ją sobie pieścić ile dusza zapragnie, kochaniutki. 

    Oczywiście tak zrobiłem. Pieściłem ją językiem, wkładałem paluszki. Znowu czułem, że się w tym zatracam. Ona zaś, bawiła się swoimi cycami. Nie przestawałem jednak zajmować się jej muszelką. Pani Beatka nagle się zerwała. Myślałem, że coś się stało. 

    -Kochaniutki, ja to bym chciała possać twojego kutasa. 
    -I dlatego tak pani podskoczyła? Myślałem, coś nie tak. 
    -Przepraszam, ale tak mi to do głowy wpadło. 
    -Nie ma problemu. 

    Zadowolona zabrała się za moje berło. Jej szminka rozmazała się na całej długości. Ssąc mojego penisa, ręką bawiła się moimi klejnotami. To była dla mnie nowość. Żadna z poprzednich pań czegoś takiego nie robiła. Była świetna, ssała końcówkę, wpychała go sobie jak najdalej, masowała, lizała. Teraz to ja pojękiwałem z rozkoszy. Obciągała mi go dość łapczywie, przez co nie wytrzymałem za długo i zwilżyłem jej usta. 

    -A to dopiero, kochaniutki. Piękny spust. 
    -Przepraszam, że tak bez ostrzeżenia. 
    -Nic się nie stało. Lubię takie niespodzianki. 

    Zaczynało mnie powoli drażnić to jej ciągłe powtarzanie “kochaniutki”, no ale co zrobić? 

    -Mówiła pani, że nie bardzo się zna. Miała pani na myśli pozycje? 
    -Właśnie tak. Seks potrafię uprawiać, ale nie jestem zbyt kreatywna co do pozycji. 
    -No to co pani powie na to, że włożę mojego kutasa między pani cudowne cycki? 
    -Powiem, że chce, kochaniutki. Jeśli będę robiła coś źle to mi powiedź. 
    -Spokojnie, da sobie pani radę. Ma pani do tego warunki. 

    Jednak nie było tak źle. Dość szybko zaczęła masować mi członka swoimi “bimbałami”. Patrzyłem jej prosto w oczy. Widziałem w nich prawdziwą radość. Może i ona dawno nie miała się z kim zabawić? Koniec końców, to całkiem fajna kobitka. 

    -Dobrze Ci, kochaniutki? 
    -Niech pani nie przestaje. 
    -Nie przestane, ale chce Cię jeszcze poczuć w mojej cipeczce. 
    -Spokojna głowa. Skończymy jak nam obojgu się znudzi, nie wcześniej. 

    Czułem, że znów dojdę. Jej piersi sprawiały mi wielką radość. 

    -Niech pani się przygotuje, zaraz będę kończył. 
    -Chce jeszcze raz do buzi, kochaniutki. 
    -No to niech pani otwiera. 

    Od razu wskoczyłem w jej usta. Nie musiałem nawet nic robić. Ona przejęła inicjatywę i znów pokazała jak wyćwiczone ma usta. Połknęła co do kropelki. Rozłożyła się na łóżku, rozstawiła nogi i powiedziała: 

    -Chodź tu do mnie, wejdź we mnie! 

    Położyłem się na niej, wkładając moje działo w jej szparkę. Od razu ścisnęła mnie nogami i rękoma. 

    -Nie wypuszczę cię dopóki mnie nie wypełnisz swoimi sokami. 
    -Jasne – prawie krzyknąłem i zacząłem mocniej ją posuwać. 

    Patrzyłem na jej twarz i słuchałem jak jęczy. Chcąc jeszcze bardziej wzmocnić jej radochę zacząłem znów lizać jej cycki. Wziąłem do ust jak najwięcej jej cycka ile mogłem sobie wsadzić. Jebałem ją długo, poprzednie wytryski pozwoliły mi wytrzymać dłużej. Gdy już w niej skończyłem, pani Beatka zwolniła tytaniczny uścisk i powiedziała: 

    -Dobrze się spisałeś, kochaniutki. Co jeszcze zaproponujesz. 
    -Chce żeby mnie pani ujeżdżała. Chce widzieć te cycki jak podskakują. 
    -Wspaniale!  

    Podniosła się z łóżka, a ja szybko zająłem jej miejsce. Wtarabaniła się na mnie dość niezręcznie i radośnie nadziała na sterczącą pałę. Zaczęła podskakiwać. Jej piersi, oh cóż to był za widok. Uderzały o siebie, były wspaniałe. Szybko wsunąłem między nie swoją głowę. Czułem jej szybki oddech, a jej piersi wypełniały moje usta. Chyba nigdy nie czułem się tak wspaniale bawiąc się piersiami. W pewnym momencie odepchnęła mnie i w mgnieniu oka zakryła mi twarz swoim cycem. 

    -Pieprz mnie i ssij mojego cyca, kochaniutki. O tak, daj mi z siebie wszystko. 

    Nie mogłem odpowiedzieć. Nie miałem jak. Jedynie coś tam pomamrotałem z cyckiem w buzi. 
    Jej jęki i pomruki doprowadzały mnie do szału. Po chwili doprowadziły mnie też do kolejnego wytrysku w jej cipce. 

    -Ależ żywotny, kochaniutki. Masz ochotę na więcej. 
    -Jasne, że tak – odparłem już nieco zmęczony – Ale teraz niech pani coś zaproponuje. 

    Opadłem na łóżko. Ona zaśmiała się, zeszła ze mnie, wlazła nade mnie i tylko kilka centymetrów przed moją twarzą zatrzymała swoją dupę. 

    -Gotowy skarbie na “Siedzenie na Fejsie?” 
    -Chyba jestem na to got… 

    Jej tyłeczek już wylądował na mojej twarzy. Dokończyć nie dała. Lizałem jej kakaowe oczko, gdy poczułem jak zaczyna mi obrabiać kutasa. A więc 69 pomyślałem. Niby taka niedoświadczona. Jedynym żółtodziobem jestem tu ja. Po około 15 minutach doszedłem w jej usta. Kolejny raz. Żadna nie doprowadziała mnie do tylu wytrysków. A może znowu idzie mi gorzej? Trzeba znowu poćwiczyć? Zeskoczyła ze mnie dość fikuśnie. 

    -Pięknie dziękuje, że mnie zechciałeś zerżnąć, kochaniutki. 
    -Przyjemność po mojej stronie, pani Beatko. Nie spodziewałem się, że z pani taka fajna babka. 
    -Czaruś z Ciebie, nie ma co. Wiesz jak przysłodzić.  

    Wcale nie słodziłem, takie odniosłem wrażenie. Ubraliśmy się po czym wyszliśmy dość szybko z naszej klitki. 

    -Trzymaj się, Arturku. 
    -Do zobaczenia. 

    Męczący dzień. Chciałem się ulotnić jak najszybciej do domu. Kolejna chętna pani nauczycielka wykończyłaby mnie na pewno. Wyszedłem na główny korytarz. Nie spotkałem nikogo, więc korzystając z okazji zmyłem się jak najszybciej. Idąc do domu zacząłem odzyskiwać siły. Jednak i tak myślałem tylko o tym, żeby iść spać. Otworzyłem drzwi. W domu było ciemno. Macocha gdzieś pewnie wyszła. Po chwili zauważyłem, że w kuchni palą się lampki nad kuchenką. Na stole siedziała moja macocha. 

    -W końcu wróciłeś – szepnęła – Pora na niespodziankę. 
    -Rany, całkowicie o tym zapomniałem. 
    -Oj, oj. Nie znaczy to chyba, że dziś nici z zabawy? 
    -Oczywiście, że nie. Dla Ciebie wszystko. 
    -Grzeczny chłopiec. Podejdź bliżej. 

    Zbliżyłem się. Zaczęliśmy się całować. Rozkoszowałem się jej słodkimi ustami. Po chwili całowałem jej szyję. Przechodziły ją dreszcze, oddech przyspieszył. 

    -A teraz miśku, uklęknij. 

    Zrobiłem to. Wiedziałem czego chce. Gdy rano wspomniałem o lizaniu stóp, zauważyłem błysk w jej oku. Uklęknąłem i spojrzałem w górę na jej twarz. 

    -Masz strasznie błagalny wyraz twarzy. Coś się stało? 
    -Miałem przeczucie, że spodoba Ci się to co zaproponowała pani Ania. 
    -Sam powiedziałeś, że później czerpałeś z tego radość. 
    -To prawda. Jestem po prostu zmęczony.  
    -Nie przedłużajmy więc skarbie.  

    Przysunęła swoja stopę ku mojej twarzy. Chwila wahania znów powróciła. Tak samo jak szybko się pojawiła, równie szybko zniknęła. Zacząłem patrzeć na to z innej strony. Skoro mogłem lizać stopy nauczycielce, to mogę i lizać po stopach moją macochę. Miała pomalowane paznokcie na czerwono. Najpierw całowałem jej duży palec. Starałem się wczuć. Wzbudzić w sobie poczucie, że jest to coś czego skrycie pragnę.  

    -Mamo, mam prośbę. 
    -Tak skarbie? 
    -Możesz do mnie mówić gdy będę lizać twoje cudowne stopy? 
    -Oczywiście. Naprawdę uważasz, że są cudowne? 
    -Jasne. Są zgrabniejsze niż pani Ani. 
    -To miłe co mówisz. A teraz włóż mój duży palec do ust i go ssij. 

    Zrobiłem to. Chyba potrzebowałem tego, żeby mówiła mi co mam robić. Może chciałem być uległy? 

    -Teraz liż go. Tylko języczkiem. 

    Czułem smak jej stopy. Nakręcał mnie. Tego potrzebowałem. Miałem coraz mniej oporów. 

    -Świetnie Ci idzie.  
    -Twoje stopy świetnie smakują 
    -Jaki mają smak? 
    -Czuję lawendę. Musiałaś brać kąpiel. 
    -Brałam, brałam. Chyba nie chciałbyś aby moje stopy smakowały inaczej. 
    -Oczywiście, że nie.  
    -W takim razie liż resztę moich palców. 

    Lizałem każdy z osobna. Dawałem z siebie wszystko. Zależało mi, żeby moja macocha czuła się dobrze.  

    -Jesteś świetny. Palce mojej lewej stopy są dopieszczone. Co z moją drugą stopą?
    -Jeśli mi pozwolisz, zajmę się i drugą – stałem się cholernie uległy. 
    -Pozwolę. Doskonale spełniasz moje polecenia. 
    -Dziękuje mamo. 

    Podobało jej się jak robię co mi każe. Zaczynała panować nad sytuacją, to ona dyktowała teraz warunki. Odsunęła obie stopy, po czym powiedziała: 

    -Chcę, abyś teraz je całował. Po wierzchu.  
    -Nie ma problemu. 

    Robiłem co kazała. Mój kutas od niedawna sterczał mi w spodniach.  

    -Przestań. Spójrz mi w oczy. 
    -Tak, mamo? 
    -Masz włożyć sobie moją stopę do ust i ją pieścić. 

    Ująłem jej prawą stopę w dłoń i włożyłem do buzi. Ssałem ją, lizałem, podgryzałem. Pieściłem, aby macocha była ze mnie dumna. Drugą stopą zaczęła mnie głaskać po twarzy. To było wspaniałe uczucie. Dotyk jej stopy na moim policzku.  

    -Moje stopy sprawiły, że jesteś teraz wyjątkowo uległy synku. 
    -Mhmh – zajęczałem mając jej stopę w ustach. 
    -Oh, to takie urocze jak próbujesz mówić. Zrób tak jeszcze raz. 
    -Mhmhmmmh mmgm… 
    -Świetnie. Pora przejść dalej. Co kazała Ci robić pani Ania? 
    -Powiedziała, że mam lizać jej stopę od pięty aż po palce. 
    -Doskonale, zrób to samo skarbie. 

    Wyprostowała obie stopy i złączyła tuż przed moją twarzą. Lizałem najpierw jedną potem drugą. Dzika rozkosz sprawiała, że robiłem to coraz chętniej i szybciej.  

    -Twoim zdaniem moje stopy są wystarczająco wypieszczone? 
    -Niestety nie mamo. Muszę jeszcze nad nimi popracować. 
    -Tak więc nie przerywaj. 

    Miałem ochotę na więcej. Już przełamałem niechęć, dlatego nie chciałem tak szybko kończyć. 
    Widziałem jak to jej się podoba. Zapytała czy chce przerwać, ale liczyła na odpowiedź przeczącą. 

    -Na przemian liż kawałek mojej stopy po czym ją całuj. 

    Lizałem jej stopę ku górze, następnie całując schodziłem z powrotem do pięty.  

    -Wspaniale. Traktuj moje stopy jakby były twoimi ulubionymi lodami. 

    Gdy to powiedziała, zacząłem lizać je jeszcze szybciej i dokładniej. Złączyłem je obie i lizałem w poprzek, tak, że miałem je obie na języku. 

    -Wystaw język synku. 

    Jeżdziła swoimi stopami po moim wysuniętym języku, powtarzając po cichu pod nosem, że to niesamowite. Też tak uważałem. W tym momencie jej stopy były dla mnie najważniejsze. Nie chciałem ich przestawać pieścić. Długo jeszcze się zeszło nim przeszliśmy dalej. 

    -Arturku, wystarczy. Lizałeś je już prawie godzinę.  
    -Wspaniała niespodzianka mamo.  
    -To nie koniec. Całuj moje nogi, aż dojdziesz do moich bioder. 

    Zacząłem od jej paluszków u stóp. Nadal miałem ochotę je lizać, ale musiałem słuchać co do mnie mówi. Całowałem jej łydkę, powoli przesuwając się w stronę kolan. Jej duże uda były równie wspaniałe co stopy. 

    -Dobrze skarbie, teraz możesz wylizać mi cipkę jeśli chcesz. 
    -Z rozkoszą. 

    Od razu rozpocząłem szturm na jej szparkę. Wbiłem się nią językiem. Świdrowałem palcami. Robiłem wszystko aby uraczyła mnie swoimi soczkami. Po kilku minutach już miałem jej nektar w ustach. Słyszałem jak wzdychała, mimo jej zaciśniętych ud na mojej głowie. Poczułem jak przeszedł ją potężny dreszcz.  

    -Zatrzymaj się na chwilkę skarbie. 
    -Coś się stało? 
    -Nie, wszystko w porządku. 
    -Mogę pomasować twoją pupę? 
    -Tak skarbie, możesz. 

    Odwróciła się od razu. 

    -Wspaniała pupa wymaga wspaniałej pielęgnacji – rzuciłem 

    Lizałem jej pośladki, masowałem je długi czas. Dopiero gdy cała jej pupa była mokra od mojej śliny, zacząłem lizać jej kakaowe oczko. Trwało to jakiś czas. 

    -Chcę w Ciebie wejść. 
    -Czekałam na to. 

    Położyła się na stole. Wziąłem jej obie nogi i zarzuciłem sobie na prawe ramię. Wszedłem od razu w jej dupę. Głośno jęknęła. 

    -Od razu tam? 
    -Proszę chce tam skończyć, mogę? 
    -Tak możesz, ale proszę bądź delikatny. 

    Zacząłem ją delikatnie posuwać. Nie chciałem, żeby czuła ból. Jednak mimo tego nie mogłem się powstrzymać i już po chwili uderzałem coraz mocniej. Słyszałem jak jej jęki przybierają na sile, z oczy mimowolnie leciały łzy.  

    -Mocniej skarbie, mocniej, daj mamusi to czego chce. 

    Te słowa były jak impuls. Zacząłem się w nią wbijać jeszcze mocniej. Po chwili wypełniłem jej tyłeczek i opadłem z sił. 

    -Wybacz, ale ja mam na dzisiaj dość. Dobranoc. 
    -Dobranoc skarbie. 

    Tego dnia usnąłem bez problemu. Nawet nie pamiętam kiedy.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    intensive killer

    Imagination

  • Nocne wyznanie

    Oddech żony przyspieszał, przechodząc w rozkoszne jęki. Jej piersi pod jego ustami i dłońmi nabrzmiewały, a ich koniuszki twardniały coraz bardziej. Nic dziwnego – muskał je, gładził, całował od godziny, tak, jak się umówili: dokładnie przez godzinę miał pieścić jej biust i nic ponad to. Chwilami wydawała się żałować, że wyznaczyła tak długi czas, którego koniec obwieścił timer pojedynczym, subtelnym dźwiękiem niby uderzenie w maleńki szklany dzwonek.
    – Już… – odetchnęła z uśmiechem na ustach, przymykając powieki z rozkoszy.
    – Jak chcesz? – upewnił się.
    – Wiesz, jak lubię – szepnęła zalotnie, przewracając się na bok, plecami do niego. Lubieżnie wygięła się, wypinając w jego stronę pośladki. Ujął lewą ręką jej krągłe biodro; prawą pomógł sobie, próbując wprowadzić stwardniałe prącie do jej pochwy.
    – Co ty… – powstrzymała go. – Chcesz, żebym zaszła w ciążę?
    – A chcę! – odparł figlarnie, jednocześnie wodząc okrężnie palcem wokół jej odbytu, co zawsze skutecznie pobudzało jej zmysły.
    – Ale nie jestem pewna, czy ja chcę, kochanie…
    – No, dobrze… – Sięgnął po leżące koło łóżka prezerwatywy. Ostrożnie rozdarł maleńką torebkę, ścisnął w palcach lekko odwinięty koniec gumki i nałożył ją, odciągając napletek.
    Tym razem nie wyczuł oporu; pozwoliła, by wsunął się do jej wilgotnego wnętrza. Powitała go, jak zwykle, skurczem łagodnym niby miłosny uścisk. Poruszył się, odpowiedział mu aprobujący jęk. Wchodząc najgłębiej jak mógł, zaczął wykonywać ruchy wzdłuż warg jej kobiecości. Zawsze wolała to od zwykłego wyciągania i wkładania, przynajmniej na początku stosunku. Ruszał się wolno, pomagała mu zmysłowym falowaniem bioder. – Taaak… rób… mi… to… taaaaaaaak… – wzdychała. Potem już nie potrafiła mówić, wydając jedynie miarowe, coraz głębsze i dłuższe „a… aa… aaa… aaaa…”. Skurcze jej waginy świadczyły, że naprawdę rozgrzały ją te godzinne pieszczoty. Położył wolną dłoń na jej piersi, przesunął palcami po twardym jak kamyk sutku, wywołując nieprzytomny jęk. Ścisnęła sobą jego penisa tak, że prawie zabolało.
    Wiedział, że czas przyspieszyć. Szybko tym razem zbliżywszy się do szczytu, potrzebowała teraz dla odmiany normalnego, zdecydowanego wsuwania i wysuwania. Jego podbrzusze zaczęło uderzać lekko o jej pośladki; nie pozostawała dłużna. Rytmiczne, znów krótkie „a… a… a…” wchodziło w coraz wyższe rejestry, jakie jej głos rzadko osiągał w sytuacjach innych niż łóżkowe. Wreszcie przeszło w rozkoszny pisk, przerywany szybkimi ściśnięciami ścianek pochwy. Przez moment miał ochotę dopchnąć jeszcze parę razy, by dzielić z żoną rozkosz, ale powstrzymał się – utraciłby swoje podniecenie, a mógł go potrzebować na bis. Wolał się trochę pomęczyć, zaspokajając jej wszystkie potrzeby, niż… Ostatnio coraz częściej dręczyły go koszmary, w których zastawał ją w łóżku z kimś innym. Co gorsza, w tych jego snach robiła to bez zabezpieczenia, lekkomyślnie oddając macicę we władanie kochanka.
    *
    Obudził się – więc jednak zasnął po drugim razie, a przecież nie chciał… Wciąż trwała noc. Jej odkryte ciało, przy dobiegającym zza okna słabym świetle, wyglądało tajemniczo i ponętnie w kontrastowych światłocieniach podkreślających każdą krągłość. Zrobiło mu się trochę żal, że za tym drugim razem zrobił to do końca. Przyjemnie byłoby posiąść ją teraz (znał jej zwyczaje wystarczająco, by wiedzieć, że nie miałaby nic przeciwko). Ułożył się tak, by przynajmniej mieć lepszy widok.
    – Nie śpisz… – szepnęła. – To dobrze. Muszę ci coś wyznać.
    – Mów – odszepnął, skinąwszy głową.
    Milczała, jakby zbierając siły lub odwagę, nim wypaliła: – Zakochałam się w kimś.
    Zakołowało mu w głowie, pociemniało w oczach. Poczuł, że zapada się gdzieś w mrok bez końca.
    – Więc… masz romans…? – wybełkotał.
    – Zakochałam się – powtórzyła z nieustępliwością, jak gdyby go poprawiała.
    – Kto to jest? – spytał z wysiłkiem, przez wyschnięte usta, niby po dużym pijaństwie. – Znam go?
    – Nie znasz… Uczyłam go, zdał maturę rok temu.
    – Taki dzieciak?! – Zadając to pytanie miał łzy w oczach, bo kolejna myśl zabolała go… a jednak musiał ją wypowiedzieć. – Lepszy ode mnie… w łóżku?
    – Jeszcze nie wiem… – wydało mu się, że usłyszał w jej głosie mimowolny uśmiech.
    Jeszcze przed chwilą miał nadzieję, że to tylko erotyczna fascynacja, która przeminie bez śladu. Wiedział prawie na pewno, choć nigdy o tym nie rozmawiali, że już co najmniej raz coś takiego jej się zdarzyło. Jednak ów ostentacyjny brak pośpiechu w tych sprawach świadczył, że tym razem to może być coś poważnego.
    – Na pewno nie jest tak dobry, jak ty; zwierzył mi się nawet, że jest prawiczkiem… Nie mam pewności, czy w ogóle mnie zaspokoi – mówiła teraz swobodniej, tak, jak się mówi o miłości, której się zupełnie uległo. – Zdaję sobie z tego sprawę, ale to nie ma znaczenia… Kiedy myślę o nim, moje serce wariuje – wyznała, dobijając tym męża.
    Milczał, sądząc, że nic gorszego już nie usłyszy. Mylił się.
    – Ja… – znowu mówiła z wyczuwalnym trudem, od którego przeszedł go dreszcz. – Ja pragnę mieć z nim dziecko.
    – Oszalałaś…?!
    – Tak, oszalałam – roześmiała się. – On mnie prawdopodobnie zostawi. Wiem, że będę je wychowywała sama… lub z tobą, jeśli tak zadecydujesz. O ile nie wystąpisz o rozwód, będę z tobą jak przedtem, a ono będzie jak twoje… Ale chcę, żeby on je spłodził.
    – Dlaczego? – spytał, wstydząc się płaczliwego tonu, jaki mimowolnie zabrzmiał w jego głosie.
    – Bo go kocham – odparła bardzo łagodnie. – Nie rozumiesz?
    – Mnie nie kochasz…?
    – Głupi! Kocham cię, ale inaczej. Nie ma w tym szaleństwa, nie zniewalasz mnie tak jak on… Dbasz o mnie, mam z tobą najcudowniejszy seks, jaki kiedykolwiek miałam, i wiem, że mnie kochasz… I jest mi z tobą dobrze, jak nigdy z nikim. I dlatego, nawet będąc z nim, chcę być także z tobą… – Popatrzyła mu w oczy ze swoim zwykłym, domowym uśmiechem. – …o ile mi pozwolisz.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Pisatiel
  • Tylko na kawe

    To był dzień jakich wiele. Siedziałem w pracy, czyli w domu, gdyż pracuje na odległość. Brnąłem przez kolejną stronę tłumaczenia. Tekst był ciężki a dzień jakoś nie sprzyjał twórczej pracy. Prawie podskoczyłem gdy zadzwonił telefon podświadomie dziękując, że ktoś dał mi pretekst, żebym wstał do komputera. Na wyświetlaczu pojawiła się Alicja. Z Alicją poznaliśmy się na portalu randkowym, kiedy po rozstaniu z moją byłą próbowałem coś zrobić z moim życiem związkowym. Koniec końców nie udało nam się nigdy umówić na randkę, a ja związałem się z moją obecną dziewczyną. Z Alicją utrzymywałem kontakt na stopie przyjacielskiej rozmawiając o byle czym na czacie, czemu sprzyjał mój tryb pracy. Tymczasem ona ułożyła sobie życie z jakimś niezbyt ogarniętym facetem, z którym jednak dorobiła się dziecka.

    Z Alicją rozmawialiśmy głównie na chacie, czasem SMSami, tak że zdziwiłem się, gdy do mnie zadzwoniła. Odebrałem:

    -Cześć – przywitała się – co porabiasz?

    Cóż ja mogłem robić w godzinach pracy? Zadziornie odpowiedziałem więc:

    -Rozmawiam przez telefon.

    -Coś nie w humorze?

    -Trochę tak – odpowiedziałem – Dzień mi się wlecze jak smród za skunksem.

    -O widzisz, a ja akurat jestem na mieście. Mogę wpaść do Ciebie na kawkę, to pogadamy chwilę. Może odreagujesz?

    Po chwili zastanowienia wyszło mi, że jak by nie było tłumaczenia i tak nie posunę jakoś szczególnie do przodu bez zmiany nastawienia, a Alicja w sumie jeszcze u mnie nie była. Rozmowy z dziewczynami zawsze jakoś mnie dobrze nastrajały, tak że zapytałem tylko:

    -Ok, gdzie jesteś?

    Po jakimś kwadransie naprowadzania jej po mieście zszedłem do po nią pod klatkę i zaprowadziłem na górę. Alicja jest dość niską szatynką. Mimo że ma za sobą ciążę dość zgrabną, z pełnymi piersiami, szczupłymi nogami i szerokimi bioderkami ładnie współgrającymi z może trochę za dużym tyłkiem. Cóż, jestem zdrowym facetem więc gdy tylko była okazja obrzuciłem ją okiem od góry do dołu. Na dłużej zatrzymałem się na biuście, który mimo że grawitacja i dziecko zrobiły swoje był dość spory i pasował do jej sylwetki. Miała wąziutki ale głęboki dekolt sięgający nieco powyżej linii stanika, który okazyjnie w nim migał. Poczułem, że puls mi przyspiesza i dopiero po chwili stania w przejściu przypomniałem sobie o kawie.

    Zaprosiłem ją do pokoju, a sam kopnąłem się czynić honory domu w kuchni. Z kuchni, którą u mnie od salonu oddziela tylko lada przy której na krzesłach barowych przeważnie jem obiad, mogłem z nią spokojnie gawędzić. Zrobiłem kawkę, siadłem naprzeciwko. Trochę już pobudzone moje libido trzymałem na wodzy, ale choć patrzyłem jej w oczy, błyskawicznie omiatałem resztę ciała. Gadaliśmy o starych dziejach, o tym jak mieszkam, co u niej i tak dalej. Wreszcie temat zszedł na problemy związane z siedzącą pracą u mnie, a u niej ze stresem.

    Teraz jak o tym myślę wychodzi mi, że świadomie, półświadomie czy ćwierćświadomie znaleźliśmy się w tym momencie na kursie kolizyjnym, a każde kolejne zdanie subtelnie i dyskretnie naprowadzało rozmowę tak, żeby zdarzyło się to co się zdarzyło. A zdarzyło się tak:

    -Tak że jak widzisz – powiedziałem w pewnym momencie – mój kręgosłup, całkiem słusznie, mógłby mnie zaskarżyć do trybunału międzynarodowego. Żeby nie pognał tam od razu muszę sobie załatwić masaże albo coś w tym guście.

    -Oooj, mi też by się przydało, ale tak bardziej relaksacyjnie – powiedziała Alicja – Olejki i te sprawy. Jakoś nikogo nie mogę namówić, żeby mi choć trochę rozmasował barki.

    -Ja tam ci mogę rozmasować – powiedziałem czując, że tętnice szyjne zaraz wyskoczą mi za podbródek – Ale skutków nie gwarantuję.

    -Aj tam – stwierdziła – Zepsuć chyba nic się nie da. Tylko, cholera, jak to zrobić?

    Chwilę się zastanawiałem. Instynkt podpowiadał mi, że to jeszcze nie ten moment, kiedy mogę jej zaproponować położenie się na łóżku. Wreszcie powiedziałem:

    -Chodź tu, siądź na dywanie, to będzie mi w miarę wygodnie. Tylko jak mówię, spec ze mnie żaden.

    -Oj tam, oj tam – powiedziała siadając ochoczo.

    Gdy tylko usiadła zapuściłem żurawia w dekolt. Krąglutkie piersiątka wyjrzały do mnie jak dwa różowiutkie grejpfruciki. Miałem szczerą nadzieję, że nie padnę zaraz na zawał albo inny wylew. Skupiłem się jednak i zacząłem masować. Widziałem, że się trochę krzywi, ale barki zawsze bolą przy intensywniejszym rozmasowywaniu. Zacząłem niebezpieczną grę. Łapałem jej barki tak, żeby serdeczny palec przyciskał paski stanika do ciała, przez co za każdym ruchem dłoni biustonosz i cycusie podnosiły się nieco. Oj, było co podnosić… Potem, nieco bezczelniej zbliżyłem się do jej ucha, tak żeby oddech połaskotał ją nieco.

    -I jak tam? – zapytałem.

    -Fantastycznie – odpowiedziała prawie wzdychając, ale twarz pozostała niewzruszona.

    Masowałem dalej, ale za każdym razem schodziłem nieco niżej ku przodowi. Wreszcie przerzuciłem ręce z barków na piersi. Masowałem je może ze dwie sekundy, kiedy powiedziała surowym głosem:

    -Cycki mam zrelaksowane.

    Cofnąłem ręce od razu i wróciłem do masowania barków chcąc zyskać na czasie.  Ale ta franca zaczęła się bawić dekoltem. Odsłaniać po trochu biuściku. Wreszcie dotarło do mnie, że nie powiedziałaby „cycki” gdyby chciała żebym przestał. „O ty cholero! – pomyślałem – to tak ze mną pogrywasz?”. Zbliżyłem się więc do jej szyjki i zacząłem oddychać tak żeby mój oddech ją muskał, a po chwili szepnąłem:

    -Najmocniej przepraszam szanowną panią.

    -Nie wygaduj głupot – powiedziała – zrelaksowane są, ale niedopieszczone. Musisz coś z tym zrobić!

    Powolutku, nie spiesząc się przesunąłem dłonie znowu na cycusie, z tym że, teraz po kilku kółeczkach dookoła miejsca gdzie powinny być sutki włożyłem dłonie na krzyż pod stanik. Wyczułem dwie cudne półkule z grubiutkimi brodawkami.

    -Gdzie skurczybyku – powiedziała, ale nie cofnąłem rąk – stanik mi rozciągniesz. Najpierw trzeba go zdjąć.

    -Powoli – nie dałem jej przejąć inicjatywy – najpierw bluzeczka. Ooooo, tak, bardzo ładnie – mówiłem ściągając ciuszek – Teraz dopiero można staniczek. Pstryk i już nic nie zawadza cycuszkom.

    -Nie gadaj tylko się nimi zajmij!

    Nie trzeba mi było dwa razy powtarzać. Jej piersi były gładziutkie, nieco obwisłe, ale nadal cudnie krągłe i krzyczące soczystymi, dużymi, okrągłymi sutkami, które aż prosiło się, żeby wziąć w usta. Alicja ma raczej bladą skórę, więc wiśniowa czerwień brodawek dodatkowo eksponowała je prowokując do działania. Ale postanowiłem dawkować przyjemności. Moje dłonie przez kilkanaście sekund zataczały koła wokół piersiątek, a okazyjnie łapałem ją za sutki, na co reagowała błogim uśmiechem. Moje ręce znowu powędrowały niżej, do brzucha, popieściłem nieco wrażliwe miejsca po jego bokach, po czym jedna ręka powędrowała ku spodniom. Alicja aż się wygięła w łuk ledwo moje palce dotknęły krawędzi spodni. Czułem jaka jest rozpalona. Włożyłem rękę w majteczki i dotknąłem soczystego owocu, który na dodatek okazał się mięciutki i gładziutko ogolony. Nie mam jakichś preferencji w temacie noszenia przez dziewczyny owłosienia na myszce, ale z jakiegoś powodu tu przywitałem to z rozkoszą. Mój uwrażliwiony teraz na takie rzeczy nos wyczuł zapach pusi, który ostatecznie zgasił wszelkie hamulce. Ala też wyczuła moment i podskoczyła do góry. W momencie ściągnęła spodnie razem z majtkami. Gdzieś w podświadomości zarejestrowałem, że są satynowe, takie jak lubię, a potem już w całości skupiłem się na podziwianiu nagiej dziewczyny. Ona, może dlatego że na razie nie miała co podziwiać, a może ponieważ płomień prawie widocznie buchał jej z oczu, dała mi do zrozumienia żebym wstał, po czym ekspresem ściągnęła mi spodnie i dobrała się do mojego penisa, który już dawno ogłosił czerwony alert. Sterczał jak stalowy słup, co w widoczny sposób spodobało się Alicji. Zaczęła mnie całować, a jednocześnie przesuwać jedną ręką po moich króciutkich włosach, a drugą w dół i w górę mojego drąga. Ja z kolei w tym czasie chwyciłem ją za tyłek i czując fantastyczną miękkość jej sporych pośladków namiętnie i mocno je gniotłem, sięgając od czasu do czasu dalej, przez krocze do pełnej soczków dziurki.

    Wreszcie poczułem, że koniecznie chcę popieścić jej ciało, popatrzeć na nie, poznać każdy zakamarek i posmakować go. Mój mózg wysłał do moich rak, ust i języka wiadomość: macie poznać każdą szczelinę jej ciała. Pchnąłem ja na łóżko, równie namiętnie co zdecydowanie. Pisnęła nieco zaskoczona, ale ja już byłem przy jej zgrabnych stópkach. Zacząłem brać do ust jej paluszki, potem przejechałem językiem po wewnętrznej stronie jej stopy. Wprowadzałem w życie plan. Od stóp zacząłem z wyrachowania, gdyż pieszcząc je mogłem obejrzeć jej świetne kształty. Oba grejprfuciki wołały, żebym do nich przyszedł. Śliczna, soczysta pusia wzywała, żebym się nią zajął. Na szczęście Ala zaczęła się bawić swoimi cycusiami, ściskać je, poślinionym paluszkiem bawić się z sutkiem. Na razie więc je zostawiłem w spokoju. Została muszelka. Zacząłem dość szybko, całując zgrabne nóżki Ali, zmierzać ku niej. W życiu nie widziałem tak mokrej szparki. Miałem ochotą wejść z nią zaraz, natychmiast, ale mój język wołał, że chce spróbować jej smaku. Złapałem Alę za pupcię i dopiero teraz zauważyła co robię.

    -O taaaak, liż ją, liż… – westchnęła i podciągnęła piersi w górę, jednocześnie szeroko rozchylając nogi.

    Motylek Ali miał kolor taki jak pusia dookoła, ale był naprawdę spory. Wrażenie potęgowały soki wydzielane przez jej myszkę, których zapach mnie oszołomił. Przyssałem się do niej zapamiętale. Od razu objąłem całą muszelkę ustami a język wraziłem między wargi sromowe. Lekko się przed nim rozstąpiły, a Alicja wygięła się w łuk. Zacząłem jeździć nim w górę i w dół ustami ssąc motylka i objeżdżając go dookoła to miękkim, to twardym językiem.

    -Oooo, tak, liż ją –powtarzała Ala, a w końcu powiedziała: Włóż mi paluszki cipeczkę.

    Okropnie mnie to podnieciło. Do tej pory wsadzałem jej w szparkę głównie sztywny język, ale teraz z prawdziwą przyjemnością zagłębiłem w jej norkę dwa palce.

    -Pieść ją! Od środka!!!

    Zacząłem wkładać i wyciągać palce, a jednocześnie robić o co prosiła. Musiałem lizanie motylka ograniczyć do górnych partii. Nagle poczułem, że pochwa jej się kurczy i rozluźnia. Nieomylny sygnał, ze zbliża się orgazm. Ala jęknęła tak że chyba słyszeli ją wszyscy sąsiedzi, a jednocześnie przyciskała mi głowę do pusi, żądając ewidentnie, żebym nie przestawał. Pojękując powoli się rozluźniała. Wreszcie puściła moją głowę, a ja dałem jej chwilę, żeby się zebrała. Zerknęła na muszelkę, uśmiechnęła się do mnie i zrobiła z dłoni serduszko dookoła niej.

    -Moja malutka cipeczka dziękuje za cudowne chwile.

    Nie taka znowu malutka, pomyślałem mając świeże doświadczenia. A głośno powiedziałem:

    -Twoja cytrynka jest cudowna. Mógłbym ją lizać dopóki język by mi nie zdrętwiał – uśmiechnąłem się.

    Ona też się uśmiechnęła, tylko że łotrowsko i powiedziała:

    -Dobrze wiedzieć. Teraz jednak musimy zająć się twoim wyprężonym przyjacielem.

    Wstała gwałtownie, popchnęła mnie na łóżko, tak że nie miałem szans zaprotestować i spojrzawszy na nabrzmiałą do granic możliwości główkę członka objęła jego końcówkę ustami. Najpierw koncentrowała się na samym żołędziu, ale potem spróbowała zejść niżej. Moim drągiem pewnie nie dałoby się nikogo zabić, ale mały też nie jest, więc ze sporym wysiłkiem i po kilku zadławieniach udało jej się zejść do połowy. Mimo to spłynęło na mnie błogie rozluźnienie. Głaskałem ją po jej długich, błyszczących włosach, a ona bawiła się z moim członkiem odginając go nieco od ciała ręką i atakując go ze wszystkich stron. Gdzieś na granicy świadomości rejestrowałem jej gładkie piersi, które ocierały się o moje uda. Wreszcie objęła ostatecznie mojego penisa ustami i zaczęła rytmicznie przesuwać po nim w tę i z powrotem. Wiedziałem co się święci, więc pomogłem jej trochę nadając ręką rytm ruchom jej ciała. Tymczasem zauważyłem, że ona również zaczęła pocierać swoją muszelkę do rytmu. Wreszcie ruchy stały się coraz szybsze, a ja poczułem, że zaraz mnie rozerwie i to nie tylko w strategicznym miejscu. Tam chyba nadchodził Wielki Wybuch. Wrzasnąłem głośno i eksplodowałem w jej ustach. Oderwała się na chwilę, żeby przełknąć, ale za chwilę zaczęła mnie z wprawą dopieszczać zlizując przy okazji resztę spermy. Wreszcie dałem jej znać, żeby przestała i zacząłem łapać oddech wzdychając, bo przedtem odebrało mi głos.

    Alicja położyła się obok mnie. Mój umysł właśnie wracał do ciała po wędrówce przez galaktykę, kiedy stwierdziła:

    -No, całkiem niezła ta kawa. Latté z lodami – uśmiechnęła się łotrowsko.

    -Taaaak – odpowiedziałem nie dając znać, że ledwo zbieram myśli.

    -Aleś ty rozmowny po seksie…

    -Jak byś miała taki odlot jak ja przed chwilą, też byś pewnie nie mogła wydusić słowa.

    -Oj, Marcin, mój odlot po pracy twojego języczka wysłał mnie na granice kosmosu – znowu się uśmiechnęła – A naprawdę planowałam wpaść tylko na kawę. Choć już dawno myślałam jak to by było…

    Podniosłem się wreszcie. Mój ogonek chwilowo troszkę się rozluźnił. Tymczasem popatrzyłem na buźkę Alicji i błogi wyraz twarzy. Pocałowałem ją raz i drugi i zaraz znów poczułem podniecenie. Delikatne pocałunki zamieniły się w namiętne i przejechałem dłonią od ud do lewej piersi i ścisnąłem ją mocno. Poczułem, że jej się spodobało i poszedłem dalej czując wzbierająca falę nowego podniecenia. Całując ją namiętnie i bez skrępowania wchodząc jej w usta językiem zacząłem ręką ściskać jej piersi, mocno, pożądliwie. Czułem jak jej sutki znowu się zwężają i twardnieją. Zjechałem ręką do pusi, która była cudownie wilgotna.

    -Taaaak – jęknęła Alicja – Moja dziurka jest strasznie mokra. Wejdź w nią swoim kutaskiem.

    Na chwilę się zawahałem, bo jak by nie było raptem parę minut temu miałem wytrysk, ale zaraz o tym zapomniałem, bo zagrożenie ciążą był w sumie żadne, a szukanie gumki w takiej chwili byłoby masochizmem. Gdy tylko się podniosłem Ala obróciła się i wypięła.

    -Nie wypiłam kawy. Powinieneś dać mi klapsa w dupcię. I to mocnego!

    Jak mówiłem Alicja miała trochę za duży tyłek jak na mój gust, ale wypięty ku mnie był porażająco podniecający. Pacnąłem ją ręką raz i dla równowagi w drugi pośladek. Jęknęła, ale wiedziałem że tylko gra. Jej pierożek cudownie wypinał się do mnie, a że mój drąg już całkiem odzyskał siły stanąłem za Alą i najpierw powoli wszedłem w jej norkę. Jej obfite wargi sromowe rozstąpiły się lekko pod moim naporem. Jej pusia była cudownie mokra i gorąca. Soków było w niej tyle, że prawie nie czułem ścianek pochwy.

    -Ooo, wchodź głębiej kochanie – zajęczała – mocniej. Pieprz mnie tak, żeby leciały iskry!!!

    Zacząłem więc wchodzić gwałtownie w jej szparę, dokładnie dociskając jej pupcię do mojego krocza, a jednocześnie szybko ją zawracając kiedy odbijała mi się od podbrzusza. Słyszałem jak soczki cicho mlaskają od tego ruchu. Wreszcie poczułem, że zbliża się szczytowanie, nie tak gwałtowne jak przedtem, więc dałem radę jęknąć i wyciągnąłem penisa z jej cytrynki. Alicja natychmiast się odwróciła i złapała mojego drąga w usta i zaczęła go pieścić, bawiąc się jednocześnie swoją perełką. Znowu się wygiąłem w rozkoszy, a Alicja zamruczała zadowolona widać z rezultatu swoich pieszczot. Dalej masturbowała się, ale przerwałem jej kładąc na krawędzi łózka i rozchylając nogi. Znowu zacząłem pracować nad jej pusią, ssąc ją raz delikatnie, raz intensywniej, zwłaszcza w okolicach łechtaczki. Sam już zaspokojony starałem się żeby Ala nie była pokrzywdzona. Aromat jej szparki był cudowny i choć już byłem po dwóch szczytowanych naprawdę przykładałem się do roboty.

    -Włóż paluszki – przypomniała Alicja.

    Zrobiłem jak prosiła, a jednocześnie intensywniej lizałem jej motylka. Ala w pewnym momencie wyrzuciła nogi do góry rozchylając je na pełną szerokość, jęknęła mocno i przycisnęła mi usta do szparki. Akurat byłem na wydechu, więc mało się nie udusiłem, ale jakaż by to była piękna śmierć!

    -Och, Marcinku, cipeczka uwielbia twój języczek. Ja z resztą też. Jak tak dalej pójdzie nie będę miała siły dojść do domu.

    -A języczek uwielbia smak twojej cipeczki. Mój ogon z resztą też. Masz fantastycznego motylka i cudowne sutki!

    -Ile komplementów. No, cipeczką się ładnie zajmowałeś, ale suteczki są stanowczo niedopieszczone! Zobacz jak im smutno…

    Zrobiła zmartwioną minę i siadając na łóżku rozłożyła nóżki i podniosła piersiątka do góry, tak że ręce zwracały uwagę na sutki. Moje wojska jeszcze nie stanęły na baczność, ale widok cudownych, wielkich sutków Ali skłonił mnie, żebym działał zanim będę gotów do kolejnej bitwy. Siadłem na krawędzi łóżka i zaprosiłem ją spojrzeniem, żeby siadła mi na kolanach, naprzeciw mnie. Jej sutki znalazły się niemal dokładnie naprzeciw moich ust. Złapałem ją za tyłek podsuwając bliżej, po czym wziąłem się do roboty. Najpierw złapałem ustami jeden sutek i powoli, zacząłem odchodząc od niego intensywnie ślinić całego cycusia. Ala głaskała mnie z czego wnosiłem, że jej się bardzo podoba. Kiedy już pośliniłem pierś, zacząłem pieścić wilgotnego grejpfrucika ręką, a tymczasem moje usta zajęły się drugim. Drugą ręką głaskałem cudne włosy Alicji, które zawsze mnie mocno podniecały, a sięgały prawie do tyłka.

    -Ładnie zajmujesz się cycuszkami… – komentowała Alicja – Taaak, tak super. Ugryź go. Taaaak…

    Poczułem, że drag znowu stanął na wysokości zadania, znaczy pusi. Dokładnie i dosłownie. Zamarzyłem, żeby znowu znaleźć się w cieplutkiej, głębokiej jaskini rozkoszy. Wstałem zsadzając Alę z kolan, po czym położyłem ją przy krawędzi łóżka, podsuwając jej pusię nieco bliżej siebie. Wreszcie mogłem zobaczyć jej twarz pełną oczekiwania. Wszedłem. Od razu intensywnie. Tym razem miałem ochotę ją naprawdę solidnie zerżnąć, na ostro, mocno i dogłębnie. Jej zabawa piersiami, na które mogłem teraz patrzeć, ale trudno było ich sięgnąć, dodatkowo mnie podnieciła. Podniosłem jej biodra łapiąc za tyłek, ścisnąłem pośladki, wszedłem mocno, aż się przesunęła po łóżku. Uśmiechnąłem się naprawdę lubieżnie, widać było, że na to czekała cały czas. Pośliniła obie dłonie i zaczęła masować sobie piersi, które od czasu do czasu wypadały jej z rąk od moich pchnięć.

    -Dobrze ci? Przyjemnie cipeczce?

    Zapytałem naśladując jej zdrobnienia.

    -Ooo tak, pieprz mocno cipeczkę. Mocnooo!!! Tak! Głebiej! Mocniej! Taaak, czuję go! Mocniej!!!

    Wchodziłem w nią intensywnie, ale pochwa była bardzo wilgotna, a ja miałem za sobą dwa solidne orgazmy, więc nie zanosiło się na szybki wytrysk. Ale nie narzekałem. Jej pusia była naprawdę w tym momencie najcudowniejszym miejscem na świecie. Wreszcie zacząłem zwalniać, bo Ala wcale nie była lekka, a solidne bzykanie na krawędzi łóżka już trwało już dłuższy czas. Ala, po raz kolejny wykazując się świetnym wyczuciem, podniosła się szybko, ściągnęła mnie na łóżko, dała szybkiego całusa i wskoczyła na mojego drąga wsadzając go sobie do norki.

    -Ummm, fajnie, jak cipeczka się nadziewa na kutaska? Fajnie? – zapytała zaciskając zęby.

    -Jesteś taka mokra – odpowiedziałem – Daj tu te swoje grejpfruciki.

    Dała. Ścisnąłem je mocno. Musiało zaboleć, ale tylko odrzuciła głowę i szybciej zaczęła mnie ujeżdżać. A ja nadal je obściskiwałem.  W końcu złapałem ją za tyłek i też mocno ścisnąłem. Z jakiegoś powodu musiało ją to mocno podniecić, bo zajęczała głośno i powoli zaczęła zwalniać. Zaraz jednak znowu przyspieszyła pojękując ciszej. Wreszcie i ja poczułem, że zaczynam szczytować. Znów złapałem ją za pupę, ściskając mocno. Ala podniosła się i dokończyła znowu ustami. Eksplodowałem mniej intensywnie, ale orgazm miałem potężny. Znowu chwilę dochodziłem do siebie. Ala położyła się koło mnie i pogładziła po klacie.

    -Żyjesz? – zapytała.

    Tylko się uśmiechnąłem i pokiwałem głową.

    -Och, Marcin, było cudownie. Mogłabym się z tobą kochać codziennie.

    -Ło matko! Schudłbym w przeciągu miesiąca! Ale… Było świetnie. Nie wiem co teraz…

    -Teraz to muszę lecieć. Miałam u ciebie być pół godziny, a tu już trzecia dochodzi. Zmykam – powiedziała zakładając stanik – Pogadamy na fejsie.

    I tak zakończyło się wpadnięcie do mnie Alicji na kawę. Wiedziałem, że związku z tego nie będzie, ale w łóżku rozumieliśmy się świetnie. Później jeszcze paręnaście razy spotkaliśmy się, ale wreszcie, tak jak myślałem, nic z tego nie wyszło.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Okołonocny
  • Moj maly sekret

    Pewnego wieczoru spędzałem czas z moją dziewczyną w jej domu. Nie będę się jednak rozpisywał o tym jak mijał nam dzień, więc od razu przejdę do sedna sprawy. Tego dnia moja ukochana była dziś ubrana w całości na czarno. Bluzka, krótka spódniczka oraz kryjące rajstopy komponowały się bardzo seksownie. Nie mam pojęcia czy zdawała sobie z tego sprawę. Siedziałem w jej pokoju na krześle w oczekiwaniu na nią.

    Podeszła do mnie i objęła od tyłu, po czym rozpięła moją koszulę. Usiedliśmy na łóżku i również ją objąłem. Podczas zdejmowania mojej koszuli poleciła mi, abym położył się na brzuchu. W tym czasie zapaliła świecę kosmetyczną. Kiedy już leżałem, usiadła na mnie i zaczęła masować moje plecy. Wyprostowałem ręce wzdłuż ciała i głaskałem ją po nogach. Czułem gładki materiał nieco grubych rajstop. W pewnym momencie zgasiła świecę i wylała trochę wosku na moje plecy, który następnie rozsmarowała. Było to jedno z najmilszych uczuć, jakiego doznałem tej nocy. W całym pokoju czuć było przyjemny, lecz nieokreślony zapach. Masowała mnie naprzemiennie mocno i delikatnie. Zdjęła moje spodnie i zostałem w samych bokserkach. Rozmasowała mi uda i łydki, a nawet włożyła mi dłonie w majtki i masowała moje pośladki. Po chwili wróciła do pleców, a potem znów do nóg. Po jakimś czasie, kiedy cały nałożony wosk już dawno wchłonął w moje ciało odwróciłem się i położyłem się na plecach. Ona zaś położyła się obok mnie i zaczęliśmy się namiętnie całować. Włożyłem jej rękę we włosy, a potem dotykałem jej twarzy. Po serii wilgotnych pocałunków przystąpiłem do całowania szyi oraz ramion. Byliśmy rozpaleni i chcieliśmy więcej bliskości. Objęliśmy się rękoma i nogami, a jej paznokcie wbiły się w moje plecy. W tym momencie ukochana poczuła, że mój wzwiedziony członek napierał na jej krocze. Zaczęła poruszać biodrami tym samym pocierając nasze czułe części ciała. Po chwili znów usiadła na mnie, lecz tym razem leżałem na plecach. Najpierw powoli i delikatnie przejechała od wewnętrznej strony ramion, przez pachy do tułowia dając przyjemnie łaskoczące uczucie i tak kilka razy co jakiś czas zbliżając się do mnie być dać mi soczysty, francuski pocałunek. Potem zaczęła całować mnie coraz niżej zostawiając malinkę na mojej szyi. Następnie podrażniała językiem moje sutki, po czym przystąpiła do delikatnego nadgryzania ich. Włożyłem swoją rękę do stanika stymulując delikatnie jej niewielkie, lecz odstające piersi. Czułem jak sutek, którego masowałem zaczął twardnieć i powoli nabrzmiewać. Jej ręce powędrowały na moje krocze i opuszkami palców przez bokserki łaskotała moje jądra i stojącego już penisa. Po chwili wsunęła dłonie w majtki i masowała moje uda, pachwiny i podbrzusze dotykając przypadkowo penisa, który w tym momencie osiągał maksymalną erekcję. Widząc to zsunęła moje majtki do połowy ud i jej wargi powędrowały powoli z moich sutków do żołędzi. Zaczęliśmy uprawiać miłość francuską, a ja w przeciwieństwie do mojej dziewczyny stałem się (prawie) zupełnie nagi, bowiem była ona niemal  ubrana. Nadal miała na sobie czarną bluzkę, mini i czarne rajstopy. Byłem wniebowzięty. Chwyciłem ją lekko za głowę i przeczesywałem jej gęste włosy. Następnie złapałem za wszystkie i przytrzymałem na górze po to, by jej ewentualnie nie przeszkadzały. Ujrzałem, jak swoimi krótkimi, lecz bardzo wydatnymi ustami próbowała ogarnąć całego penisa, jednakże całowała go kawałek po kawałku. Oprócz pieszczot ustami czułem również jej język, którego ruch potęgował moje doznania. Miałem ogromną ochotę chwycić ją mocno za głowę, wepchnąć penisa jak najgłębiej jamy ustnej, wykonać kilka mocnych ruchów frykcyjnych, wystrzelić w jej buzi, najlepiej od razu do gardła i nie puszczać jej głowy aż do końca wytrysku. Widocznie brakowało mi odwagi. Zamiast tego intensywniej pocierałem okolice jej sutków, które stały się jeszcze bardziej widoczne pomimo panującego w pokoju mroku i zasłoniętych częściowo jej piersi przez bluzkę i stanik, które nadal miała na sobie. Po chwili przestała go całować i zaczęła mnie masturbować patrząc na mnie i uśmiechając się do mnie. Miała bardzo szczery uśmiech oraz śliczne, niebieskie oczy, pomimo, że były one niewielkie a przy tym ledwo widoczne. Kiedy poczułem, że za chwilę dojdę, podniosłem się do pozycji siedzącej, przytuliłem ją mocno i zacząłem ją bardzo namiętnie całować wpychając swój język w jej usta. Ona nawet na chwilę nie zaprzestała stymulacji członka i doznałem orgazmu podczas całowania kogoś, kogo szczerze kocham. To było świetne uczucie. Postanowiłem odwdzięczyć się mojej dziewczynie tym samym, więc położyłem ją na brzuchu i usiadłem jej na udach. Najpierw masowałem jej plecy pod koszulką, a po chwili ją zdjęła. Rozpiąłem jej stanik wiedząc, że przyniesie jej to ulgę po całym dniu noszenia. Ściskałem jej skórę mocno, ale powoli. Ramiona, kark, łopatki, a także dolne partie pleców. Podczas masowania obserwowałem reakcje widząc profil jej twarzy. Niejednokrotnie przeczesywałem jej gęste włosy w górę od strony karku, ponieważ wiedziałem, że to uwielbia. Potem odgarniałem je z twarzy, by znów ujrzeć piękno jej specyficznej urody. Z tej perspektywy widziałem blady, pyzaty policzek z kilkoma pieprzykami, który często lubiłem w takich chwilach pocałować, nos obsypany piegami i delikatne brwi. Oczy miała zamknięte, więc chyba było jej dobrze. Raz na jakiś czas otwierała je powoli i niezbyt szeroko, półprzytomnym wzrokiem na coś spojrzała, po czym zamknęła je. Byłem czujny na każdy jej odruch. Każde jej westchnięcie oraz przełykanie śliny zwracało moją uwagę. Te zwykłe ludzkie czynności sprawiały, że w tej chwili pociągała mnie jeszcze bardziej. Spytałem ją czy mógłbym zdjąć stanik, po czym odmówiła. Zgodziła się natomiast na to, abym zdjął spódniczkę. Zapiąłem stanik i zacząłem zdejmować spódniczkę. Kiedy ją ściągnąłem miała na sobie już tylko stanik, rajstopy i majtki, które ledwo mogłem dostrzec przez kryjący materiał rajstop. Ujrzałem wówczas jej tyłek, który od zawsze mnie kręcił. Nie czułem już potrzeby zdejmowania żadnych ubrań poza stanikiem, ponieważ niedawno odkryłem jak bardzo fascynują mnie rajstopy na nogach mojej dziewczyny. Praktycznie zawsze gdy miała je na sobie korzystałem z okazji by dotknąć jej nogi i poczuć ich gładki materiał. Najbardziej lubiłem stopy, bowiem wiedziałem, że ta część ciała jest u niej bardzo wrażliwa na łaskotki. Nigdy jej o tym nie mówiłem, ponieważ ten rodzaj fetyszu był dla mnie trochę wstydliwy. Klęcząc w samych bokserkach nad ukochaną, która nadal leżała na brzuchu. Zabrałem się za masowanie ud. Chwyciłem jedno z nich obiema dłońmi i ugniatałem jak ciasto. Najmocniej jak mogłem, gdyż nie da się sprawić komuś bólu w ten sposób. Dotyk materiału rajstop wprawił mnie w podniecenie i po chwili mój penis znów stał na baczność. Po chwili zacząłem ugniatać pośladki, potem masowałem łydki, a później stopy. Jednak nie chciałem z tym przesadzać, by nie dać poznać po sobie tej fascynacji. Co prawda nie dawała oznak życia, bo prawdopodobnie już dawno zasnęła, ale nie byłem tego pewien i na wszelki wypadek dochowałem resztek powściągliwości. Położyłem się obok niej i zanim zdążyłem ją objąć ustawiła się do mnie w pozycji „na łyżeczkę”, więc jednak jeszcze nie spała.

    Obudziłem się w środku nocy i spojrzałem na nią. Spała leżąc do mnie tyłem. Delikatnie pociągnąłem kołdrę by odkryć jej stopy. Miała wyprostowane nogi. Wstałem z łóżka powoli, tak, aby niczego nie poczuła. Podszedłem do brzegu łóżka, ukucnąłem i delikatnie zacząłem dotykać jej stopy opuszkami palców, a później całą dłonią. Mając na sobie czarne, kryjące rajstopy stale przyczepiały się do jej nóg paprochy z białego koca, na którym leżeliśmy. Kiedy zacząłem oskubywać je z rajstop poczułem nagły dopływ krwi do prącia doznając natychmiastowego wzwodu. Zbliżyłem swoją twarz i dotykając nosem jej stóp zabrałem się za wąchanie ich. Poczułem zapach typowy dla mojej dziewczyny. Podnieciło mnie to jeszcze bardziej, więc przystąpiłem do całowania i lizania palców, a potem reszty stóp. Musiałem robić to rozważnie i na tyle delikatnie by jej nie obudzić, pomimo że w tym momencie najchętniej zdjąłbym jej rajstopy z majtkami i wyruchał ją bez skrupułów oraz jakiegokolwiek zastanawiania się jak wpłynęłoby to na nasze przyszłe relacje. Postanowiłem nie ujawniać nikomu tego dziwnego (dla mnie) fetyszu, nawet mojej dziewczynie. Spędziłem parę dobrych minut na całowaniu, wąchaniu i dotykaniu jej stóp i kostek przez rajstopy, następnie masturbowałem się. Nie musiałem czekać zbyt długo na orgazm. Wróciłem do łóżka, a kładąc się najwyraźniej ją obudziłem, ponieważ w tym momencie odwróciła się do mnie przodem, otworzyła na chwilę oczy, po czym wtuliła się we mnie i znów zasnęła. Ja również zasnąłem chwilę później.

    Do dnia dzisiejszego nie rozmawiałem jeszcze z moją dziewczyną o moim fetyszu. Czy uważacie, że to coś normalnego w domenie heteroseksualnych mężczyzn, czy raczej zboczenie powszechnie uważane za nienormalne i niesmaczne?

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Adam ciekawy świata
  • Przyszedlem dokonac zaplodnienia

    Zza drzwi łazienki słyszał szum wody napełniającej wannę. Z tego, co widział przez matową szybkę, żona dopiero zabierała się do zdejmowania garsonki – miał czas. Dzieciaki przed półgodziną zabrał dziadek; teraz zapewne dojeżdżał już z nimi do swego domku na peryferiach miasta. Mógłby odjechać z nimi wcześniej – przybył późnym popołudniem – ale odczekał, aż wnuki odrobią lekcje (zawsze na to nalegał). Był piątkowy wieczór; cały nadchodzący weekend, może z wyjątkiem niedzielnego popołudnia, mieli wyłącznie dla siebie. Żadnego tam cichego spółkowania w małżeńskim łożu “na łyżeczkę”, bez gwałtownych ruchów, żeby sprężyny nie zaskrzypiały; mogli to robić jak chcieli i gdzie chcieli, nawet w pokoju dziesięcioletniej córki.
    Spojrzał w okienko raz jeszcze. Ściągała już majtki, by – zgodnie z wieloletnią rutyną – zakończyć striptiz rozpięciem zapinki stanika. Na to czekał – sam od chwili nie miał już na sobie ubrania. W momencie, gdy biustonosz wylądował na pralce a kobieta schyliła się, by zakręcić kran, pociągnął za klamkę.
    – Co tu robisz? – Spojrzała przez ramię z zaskoczeniem, może rozbawieniem.
    – Przyszedłem dokonać zapłodnienia – wycedził. Wiedział, jak podnieca ją taki medyczny język. Ona nigdy nie chciała się “kochać”, “bzykać”, czy nawet “pieprzyć”; ona miała ochotę na “akt kopulacji”.
    Zastygła pochylona, jej szerokie, stworzone do macierzyństwa biodra uwypuklały w tej pozie krągłość pośladków; pełne, lekko już obwisające piersi kołysały się nad lustrem wody. Podszedł i objął kobietę. Odpowiedziała cichym, aprobującym jękiem. Ujął w dłonie jej miękki biust – niegdyś twardy i jędrny, potem rozmiękczony dwukrotnym karmieniem – a sam przywarł do jej pupy. Nie rajcowało go zbytnio całe to “robienie laski”, za to jego ulubioną formą gry wstępnej było ocieractwo… Pieszcząc jej sutki powolnym zataczaniem małych kółek, wypraktykowanym przez dwadzieścia lat związku, czuł, jak szybko twardnieją; jednocześnie, w tym samym rytmie pocierając członkiem o tyłek żony, przygotowywał się do wejścia w nią.
    Jej westchnienia, coraz dłuższe i niższe, świadczyły, że i ona przygotowuje się na przyjęcie gościa, jeszcze przed chwilą niespodziewanego. Nie przestając pieścić jej sutka jedną dłonią, drugą zszedł po jej miękkim brzuchu między pulchne uda – było tam już wilgotno. Jego palce przez parę chwil gładziły wydepilowane wargi i nabrzmiałą łechtaczkę, by zaraz wśliznąć się do środka. Płynnymi poruszeniami zapowiadał to, co miało nastąpić.
    – Jestem gotowa do immisji – jęknęła, rozkosznie wyginając głowę do tyłu. Z ciekawości sprawdził kiedyś w słowniku i rzeczywiście, oprócz prawniczych definicji, słowo “immisja” miało też znaczenie seksuologiczne: “wprowadzenie penisa do pochwy w celu odbycia stosunku”. Czuł, że jest gotowa. Szybko jej to poszło, nawet jak na jej temperament, którym zaskakiwała go od początku, a który z wiekiem jeszcze wybujał. Zaskoczenie to jednak silny afrodyzjak! – A ty?
    Parę szybszych ruchów i on również był gotowy – pomyśleć, że dwadzieścia lat wcześniej dla niego mogłoby już być po wszystkim! Delikatnie odciągnął ją od krawędzi wanny. Wśród jej ulubionych pozycji była i taka, która ponoć bardzo ułatwia spłodzenie dziecka, ale za to wymaga trochę przestrzeni.
    Opuścił ją na kolana – zrozumiała, oparła łokcie o podłogę. Kiedy klękał za nią, jej wypięte biodra czekały na niego, już odruchowo kołysząc się w przód i w tył. Wsunął żołądź między wargi i powoli wszedł. Nie było tam tak ciasno, jak kiedyś; dwa porody troszeczkę rozciągnęły jej wnętrze. A jednak cudownie było znów tam być bez izolującej ich od siebie prezerwatywy, nie mówiąc o przytłumiających libido żony pigułkach (które zresztą odstawiła kilka lat wcześniej, odkąd nie był już w stanie robić tego z nią codziennie). Naparł lekko i ustąpił; jęknęła w sposób, który tylko komuś nie znającemu jej od tej strony mógłby skojarzyć się z bólem. Spróbował sobie wyobrazić jej dojrzałe, czterdziestoletnie ciało jeszcze raz zmienione ciążą – dziewięciomiesięczny brzuch, dołem sięgający niemal do łona, prawie już gotowy do wydania dziecka na świat; powiększone sutki z brodawkami przekształconymi w przygotowane do karmienia smoczki – i ta wizja podnieciła go dodatkowo. Przytulił się do jej wygiętego grzbietu i spróbował unosić lekko biodra, tak, jak lubiła. Jej uda i pośladki rytmicznie wychodziły na spotkanie jego udom i brzuchowi; jej oddech, ciche jęki, półświadomie wyrzucane słowa, następowały po sobie coraz szybciej, a towarzyszyły im coraz mocniejsze skurcze pochwy.
    – A… a… ach… szszszczyyytuuujęęę! – zaskomlała, a jej wygięta do tyłu głowa otuliła jego twarz gąszczem kasztanowych włosów. Parę razy jeszcze powtórzyła głośne “ach”, ścisnęła jego penisa ostatnim, najsilniejszym skurczem. – No… ejakuluj! No… na co czekasz…?
    Próbował, starał się ze wszystkich sił; poruszał się w niej jeszcze szybciej, tak, aż, zdaje się, doprowadził ją do powtórnego, słabszego orgazmu, i choć przez chwilę wydawało mu się, że już, już prawie… nie, jednak nie miał wytrysku. – Nie mogę – wydyszał przepraszająco – nie dam rady…
    Pocałował ją w kark. Spojrzał przez jej ramię na wciąż kołyszące się nad kafelkami posadzki dorodne piersi. Wysunął się z niej dopiero kiedy uspokoiła oddech.
    – Chyba troszeczkę psiknąłem w trakcie – spróbował ją pocieszyć. – Może to wystarczy? – Położył się koło niej na boku; kafelki wydawały się teraz bardzo zimne.
    – Twoja preejakulacja mogła w ogóle nie wyjść na zewnątrz penisa, tak cię ścisnęłam – zachichotała, podnosząc się z podłogi. – To nic, przed nami jeszcze cała sobota i pół niedzieli… – Jej uśmiech przeszedł w niewielki grymas. – Ojoj, muszę wreszcie coś zrobić z moimi hemoroidami. Zawsze mnie po tym trochę bolą, to przez te skurcze podczas orgazmu – poskarżyła się. – No, wstawaj! – wzięła go za rękę i kazała siąść w wannie (woda nawet nie zdążyła za bardzo wystygnąć), sama usiadła na nim tyłem. Po jego erekcji nie było już śladu, a jednak nacisk jej pośladków sprawiał mu przyjemność. To był taki specyficzny rodzaj podniecenia, które do niczego nie prowadząc, jest miłe samo przez się.
    – Było cudownie – powiedziała miękko. – I wiesz, to nie takie ważne, czy zajdę, czy nie.
    – Myślałem, że oboje tego chcemy…
    – Bo chcemy, głuptasie! Ale jeśli to maleństwo nie będzie chciało do nas przyjść, to przecież siłą go na świat nie zaciągniemy! Dlatego nie ma sensu fiksować się tylko na tym. Wiesz, co jest naprawdę ważne?
    – Że nadal jest ci ze mną cudownie? – spytał niewinnym tonem, niby od niechcenia bawiąc się jej sutkiem, który znów zaczynał twardnieć.
    – Widzisz, jak się dobrze rozumiemy? No, dalej, umyj mi wszystko! – poprosiła filuternie, unosząc się na kolana.
    Gdy mydlił jej brzuch, przypomniał sobie o akustyce blokowych łazienek. “Ktoś tam sobie posłuchał!” – pomyślał, spojrzawszy na podłogę i na sufit, ale nic nie powiedział.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Pisatiel

    Małżeńska historyjka z życia wzięta. 🙂