Monika stanęła przed lustrem w hotelowym pokoju, palcami przeczesując ciemne, gładkie włosy, które opadały jej na ramiona falami. Światło z lampy nocnej rzucało na jej twarz ciepłą, złotawą poświatę, podkreślając wysokie kości policzkowe i pełne usta, pomalowane teraz delikatnym, błyszczącym szminką w odcień głębokiej czerwieni. Jej dłonie, smukłe, z paznokciami pokrytymi przezroczystym lakierem, spoczęły na biodrach, gdy obracała się lekko, sprawdzając, jak mini pończochy – czarne, koronkowe, sięgające ledwo połowy uda – współgrają z czarnymi szpilkami. Materiał pończoch był cienki, prawie niewidoczny, ale wystarczająco wyczuwalny, gdy palce ślizgały się po jej skórze, pozostawiając za sobą lekkie mrowienie.
Drzwi do pokoju otworzyły się z cichym skrzypnięciem, a ona nie musiała się odwracać, by wiedzieć, kto wszedł. Zapach jego wody kolońskiej – ciężki, drzewny, z nutą tytoniu – wymieszał się z wonią świeżo wypranych prześcieradeł. Mężczyzna, którego znała tylko z krótkich wiadomości i zdjęć, teraz stał w progu, nieco szerszy w biodrach, niż sugerowały to fotografie, z siwiejącą brodą starannie przyciętą, a włosy – gęste, kręcone – miał związane w luźny kok na karku. Jego koszula, lekko rozpięta przy szyi, ukazywała kępkę siwych włosów na klatce piersiowej, a spodnie, choć eleganckie, nie ukrywały delikatnego brzuszka, który unosił się przy każdym oddechu.
— Nie spóźniłeś się — powiedziała, nie odwracając się, jej głos niski, lekko ochrypły, jakby przed chwilą wypiła łyk whisky. Palce przesunęły się po udzie, od kolana w górę, aż do miejsca, gdzie koronka pończochy spotykała się z gołą skórą. — To dobrze. Nie lubię czekać.
Mężczyzna zamknął drzwi za sobą, a dźwięk zasuwki klikniętej na miejsce brzmiał jak wyrok. Jego wzrok przylepił się do jej nóg, do tego, jak czarna koronka kontrastowała z bladą, gładką skórą ud. Przełknął ślinę, a jego dłoń, szeroka, z grubsza zarysowanymi żyłami, uniosła się, by poluzować krawat.
— Monika, tak? — Jego głos był chropowaty, jakby przez gardło przeciskał się żwir. — Na zdjęciach wyglądałaś… inaczej.
Ona w końcu się odwróciła, opierając się biodrem o brzeg komody. Jej uśmiech był powolny, Prawie leniwy, ale oczy – ciemne, prawie czarne – błyszczały z czymś, co mogło być ciekawością albo głodem.
— Inaczej? — Powtórzyła, przesuwając stopą w szpilce po dywanie, jakby testowała jego fakturę. — Starsza? Grubsza? A może mniej… dostępna?
Jego śmiech był krótki, gardłowy, ale urwał się, gdy zrobiła krok w jego stronę. Jej biodra kołysały się z każdym ruchem, a pończochy szeleszczały cicho, ocierając się o siebie. Stanęła wystarczająco blisko, by poczuć ciepło jego ciała, by zobaczyć, jak jego źrenice rozszerzają się, połykając prawie całą tęczówkę.
— Nie dotykaj mnie jeszcze — szepnęła, a jej oddech musnął jego wargi. — Najpierw się rozbierz. Chcę cię zobaczyć.
Jego palce zadrżały, gdy rozpinał pierwszą guzik koszuli. Monika cofnęła się o krok, opierając się o ścianę, podczas gdy on powoli, metodycznie, zrzucał z siebie ubranie. Koszula opadła na podłogę, odsłaniając klatkę piersiową pokrytą siwymi włosami, które zwężały się w linii prowadzącej w dół, znikając pod paskiem spodni. Kiedy te również opadły, ukazując bokserki – czarne, z lekkim wybrzuszeniem na przodzie – Monika uniosła brew.
— Zdejmij je — rozkazała, a jej głos był teraz ostrzejszy, bardziej stanowczy.
Gdy bokserki dołączyły do reszty ubrań, jego członek – półsztywny, gruby u nasady, z żyłami pulsującymi pod skórą – uniósł się lekko. Monika przygryzła wargę, a jej wzrok zatrzymał się na tym widoku dłużej, niż to było konieczne.
— Nieźle — oceniła, a potem zsunęła się ze ściany, podchodząc do niego. Jej palce, chłodne i pewne, otoczyły go u nasady, ściskając delikatnie, jakby testowała wagę. — Ale jeszcze nie gotowy.
Nie czekając na odpowiedź, uklękła przed nim, a kolana rozsunęły się nieco na miękkim dywanie. Jej usta były tuż nad jego członkiem, a ciepły oddech powodował, że skóra na nim marszczyła się w reakcji. Język wysunął się, wilgotny i różowy, muskając czubek od dołu ku górze, zbierając pierwszą kroplę płynu, która pojawiła się na szparce. Smak była słony, ziemisty, a ona zamknęła oczy na chwilę, smakując go, zanim jej wargi otoczyły go całego, powoli, centymetr po centymetrze, aż poczuła, jak napiera o podniebienie.
Jego dłonie opadły na jej głowę, palce splatając się w jej włosach, ale nie pchał jej, nie wymuszał tempa. Monika pracowała powoli, jej policzki wklęsły się, gdy ssała, a język krążył wokół żołędzi, drażniąc nerwowe zakończenia. Jego oddech stał się cięższy, nieregularny, a gdy jej ręka uniosła się, by pieścić jego jądra – ciężkie, napięte – wydobył z gardła dźwięk, który był pół-jękiem, pół-imieniem.
— Dość — wychrypiał w końcu, chwytając ją za ramiona, by unieść. Jego oczy były zamglone, a usta wilgotne od śliny. — Teraz ty.
Nie czekał na zgodę. Jego dłonie chwyciły ją za biodra, obracając w półkole, aż jej plecy oparły się o zimne szkło okna. Przez chwilę stali tak, ich ciała oddzielone zaledwie centymetrami, a ona czuła, jak jego członek, teraz w pełni twardy, ociera się o jej brzuch. Potem jego palce zsunęły się w dół, szukając zamka jej spódniczki. Materiał opadł z szelestem, a Monika uniosła nogę, by pomóc mu zdjąć ją całkowicie, pozostawiając ją tylko w czarnych pończochach i szpilkach.
— Piękne — wymamrotał, przesuwając dłoń po wewnętrznej stronie jej uda, gdzie koronka pończochy drapała jego skórę. Jego palce dotarły do jej majtek – czarnych, koronkowych, wilgotnych w dotyku. — Zdejmij je.
Ona posłuchała, zsuwając je powoli, aż opadły na podłogę. Jego wzrok przykuł się do jej łona – gładkiego, ogolonego, z wyrazistymi wargami, które już lekko drżały w oczekiwaniu. Kiedy jego palec przesunął się między nimi, Monika wydęła usta w bezgłośnym westchnieniu, a jej głowa opadła na szkło za nią.
— Jesteś już mokra — stwierdził, jego głos ochrypły z satysfakcją. — Lubisz, kiedy na ciebie patrzę?
Ona nie odpowiedziała słowami. Zamiast tego jej dłoń opadła między ich ciała, chwytając jego członka i prowadząc go do swojego wejścia. Ale zamiast w nią wejść, pchnęła go w dół, aż ukląkł przed nią, twarzą na wysokości jej łona.
— Teraz ty — powtórzyła jego słowa, a jej palce splotły się w jego włosach, przyciągając go bliżej.
Jego język był gorący i szorstki, gdy przemknął między jej wargami, a ona rozchyliła nogi szerzej, dając mu lepszy dostęp. Jego dłonie chwyciły jej pośladki, unosząc ją nieco, by móc głębiej wniknąć, a jego nos ocierał się o jej łechtaczkę za każdym razem, gdy język zagłębiał się w niej. Monika jęknęła, jej paznokcie wbiły się w jego skalp, a jej biodra zaczęły poruszać się w małych, desperackich kółkach, szukając więcej.
— Tak, właśnie tak — wyszeptała, a jej głos był teraz ochrypły, prawie nie do rozpoznania. — Nie przestawaj.
Ale on przestał. Jego usta oderwały się od niej, a ona otworzyła oczy, by zobaczyć, jak patrzy na nią z uśmiechem – zły, zadowolony.
— Chcesz więcej? — zapytał, a jego palec wślizgnął się w nią, kręcąc się leniwie. — To się połóż.
Nie czekał, aż się zastanowi. Jego dłonie chwyciły ją za biodra i obróciły, aż upadła na łóżko, plecami na miękkiej pościeli. On wspiął się nad nią, ale zamiast wejść w nią, obrócił się, aż jego twarz znalazła się między jej udami, a jej usta były tuż nad jego członkiem.
— Seks w 69 — powiedział, a jego oddech był gorący na jej wilgotnej skórze. — Zawsze lubiłem tę pozycję.
Monika nie odpowiedziała. Zamiast tego jej język wysunął się, muskając czubek jego penisa, a jej wargi otoczyły go, gdy jego usta znów znalazły jej łono. Ich ciała stworzyły zamknięty krąg – jego język w niej, jej usta na nim, ich oddechy splatające się w gorącej, wilgotnej przestrzeni między nimi. Monika ssała go głęboko, jej policzki zapadały się za każdym razem, gdy cofała głowę, a jej język krążył wokół trzonka, gdy schodziła w dół. Jego jądra, ciężkie i napięte, ocierały się o jej brodę, a ona czuła, jak drży pod jej dotykiem.
Jego język pracował szybko, jego wargi ssały jej łechtaczkę, a palce wniknęły w nią, kręcąc się i wyginając, aż poczuła, jak coś w niej pęka, jak fala przyjemności rozlewa się od jej środka na zewnątrz. Jej biodra uniosły się, przyciskając jego twarz mocniej do siebie, a jej jęk wibrował wokół jego członka, gdy jej orgazm udzielił się jej całego ciała.
Nie dał jej czasu, by ochłonęła. Jego usta oderwały się od niej, a on obrócił się, chwytając ją za biodra i ciągnąc na brzeg łóżka, aż jej stopy dotknęły podłogi. Jego palce wniknęły między jej pośladki, szukając, a potem naciskając na jej tylne wejście.
— Tutaj — powiedział, jego głos ochrypły z pożądania. — Chcę cię tutaj.
Monika nie protestowała. Jej oddech przyspieszył, ale skinęła głową, a jej dłonie chwyciły prześcieradło, gdy poczuła, jak jego palec – nasmarowany śliną – wślizguje się w nią powoli, rozciągając ją. Ból wymieszał się z przyjemnością, a jej ciało napięło się, gdy drugi palec dołączył do pierwszego, przygotowując ją.
— Jesteś gotowa — stwierdził, a jego członek, twardy i pulsujący, przesunął się między jej pośladkami. — Powiedz mi, że chcesz tego.
— Chcę — wyszeptała, a jej głos był teraz prawie nierozpoznawalny, zduszony pożądaniem. — Kurwa, wejdź we mnie.
Nie kazał sobie dwa razy powtarzać. Jego ręka chwyciła się za nasadę, kierując się, a potem pchnął, powoli, ale stanowczo. Monika jęknęła, jej paznokcie wbiły się w materac, gdy poczuła, jak rozciąga ją, wypełnia, aż cały był w niej, jego jądra ocierające się o jej pośladki. Przez chwilę pozostali nieruchomi, ich oddechy ciężkie i nierówne, a potem zaczęły się ruchy – powolne, głębokie, każde pchnięcie wysuwające z niej jęk, każde cofnięcie pozostawiające ją pragnącą więcej.
Jego dłonie chwyciły jej biodra, jego palce wbijały się w jej skórę, gdy tempo przyspieszało, a jego oddech stawał się coraz bardziej urywany. Monika poczuła, jak coś znów narasta w niej, jak każde uderzenie w jej tylne wejście wysyła falę przyjemności prosto do jej łechtaczki, aż w końcu jej ciało znów eksplodowało, jej mięśnie ściskając go tak mocno, że wydobył z siebie gardłowy ryku.
— Kurwa, Monika — wychrypiał, a jego ruchy stały się nieregularne, aż w końcu zatrzymał się w niej, jego członek drgający, gdy wylewał się w nią. Ona poczuła ciepło jego nasienia wypełniające ją, markujące ją, i uśmiechnęła się, mimo że jej ciało nadal drżało od orgazmu.
Gdy w końcu się wycofał, jego nasienie ściekło po wewnętrznej stronie jej uda, mieszając się z jej własną wilgocią. Monika obróciła się, opierając na łokciach, i spojrzała na niego – jego klatka piersiowa unosiła się i opadała, a twarz była jeszcze zaczerwieniona od wysiłku.
— To było… — zaczął, ale ona przerwała mu, unosząc palec do jego ust.
— Nie mów — szepnęła, a jej uśmiech był leniwy, zadowolony. — Jeszcze nie skończyliśmy.
Jej dłoń opadła, chwytając go za członka, który, mimo że właśnie skończył, już zaczynał drżeć z nowym podnieceniem. Monika przewróciła się na brzuch, unosząc pośladki w powietrze, a jej głos był teraz rozkazujący, pewny siebie.
— Teraz od tyłu — powiedziała. — I tym razem nie będziesz taki delikatny.
Leave a Reply